FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Czeka nas trudny mecz na upalnej Majorce. Obym się pomylił ale obstawiam wynik 2:2
2
Pepito skoro zostałeś w City to prowadź ,,nas" po mistrzostwo!
Vamos ,,Obywatele"! Vamos a ganar!
1
@Laminedependencia No i raczej będą ciężary...
10
Legendy rodzimego futbolu:
16 sierpnia 1974 r. w Białymstoku urodził się Tomasz Frankowski. ,,Franek, Franek, łowca bramek”. To jedna z najpopularniejszych przyśpiewek na polskich stadionach na przełomie XX i XXI wieku. Niski, filigranowy napastnik dysponował jednym z najlepszych nosów strzeleckich w Ekstraklasie w historii. Jako ostatni otarł się o legendarne wyniki skuteczności Ernesta Pohla i Lucjana Brychczego. Według różnych wyliczeń strzelił on 167-169 goli. W zależności od przyjętej interpretacji daje mu to: 4, 3 ex aequo z Cieślikiem lub 3. samodzielne miejsce na liście strzelców wszech czasów Ekstraklasy. Od lat 60-tych nie było więc równego mu snajpera w lidze. Mógł nawet prześcignąć Pohla i Brychczego ale w sumie aż 8 lat kariery spędził na występach zagranicznych. W najwyższej polskiej lidze osiągnął średnią 0,55 gola/mecz. W klubie 100 ostatnim zawodnikiem z lepszym wskaźnikiem od niego był Lubański(0,7). Gdyby został w Polsce przez całą karierę i legitymował się taką skutecznością, to jego dorobek wyniósłby blisko ponad 250 goli! Czterokrotnie zostawał królem strzelców Ekstraklasy. Daje mu to ex aequo pierwsze miejsce na liście zdobywców tego tytułu wszech czasów razem z Kmiecikiem i Lubańskim. Repertuar jego możliwości w polu karnym był nieograniczony. Strzelał prawą, lewą nogą, nawet głową, pomimo niezbyt imponujących warunków fizycznych. Po prostu zawsze z piłką stanowił śmiertelne zagrożenie dla rywali. Jego znakiem rozpoznawczym pozostała jednak tzw. ,,podcinka”, czyli miękkie, niezbyt wysokie i mocne przerzucenie piłki nad wybiegającym bramkarzem. Do dziś komentatorzy telewizyjni w Polsce widząc takie zagrania często mówią: ,,podcinka a’la Frankowski”. Jego popisem był szczególnie sezon 2004/05. W 26 kolejkach osiągnął on wynik aż 25 goli. Ostatnie lepsze średnie pod tym względem były dziełem Teodora Anioły, Gerarda Cieślika i Jana Liberdy pół wieku wcześniej! W całym 2004 r. w Ekstraklasie 30 razy skierował piłke do siatki przeciwników, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem.
Wisła Kraków wyposażona na początku dekady w strzelby w postaci Żurawskiego oraz ,,Franka” była śmiercionośną maszyną. Razem z Białą Gwiazdą na przełomie wieków zdobył 5 razy mistrzostwo Polski! Do tego dochodzą też 3 wicemistrzostwa. W żadnym z sezonów w składzie z tym napastnikiem krakowski zespół nie spadł poniżej drugiego miejsca! Do tego dochodzi też Puchar Ligi oraz 2 Puchary Polski. Pierwszy zawodnik w XXI wieku, który strzelił ponad 100 goli. Po wojażach zagranicznych Frankowski zasilił szeregi Jagiellonii Białystok, klubu ze swojego rodzinnego miasta, gdzie w 1992 r. zadebiutował w Ekstraklasie i strzelił swojego pierwszego gola. Na Podlasiu do swojej kolekcji dołożył kolejny triumf w Pucharze Polski, Superpuchar Polski oraz ostatni z czterech tytułów króla strzelców. Dzięki temu został pierwszym zawodnikiem w XXI wieku, który zdobył go w dwóch różnych zespołach. Jest też najstarszym zwycięzcą tej klasyfikacji w historii. Liczył sobie w tej chwili już prawie 37 lat! Temu lisowi pola karnego nie dość było jednak strzeleckich wyczynów. W kolejnej edycji znów seryjnie trafiał do siatek przeciwników. Ostatecznie z liczbą 15 goli miejsca ustąpił tylko młodszemu o 14 lat Rudnevsowi. Po strzeleniu swojego 168 gola i awansie na 3 miejsce w tabeli strzelców wszech czasów zaprezentował okolicznościowy trykot. Były na nim wypisane wszystkie nazwiska asystentów, którzy pomogli mu zdobyć gole. Na szczycie listy znalazł się oczywiście ,,Żuraw”, długoletni konkurent a zarazem kolega klubowy. Jest jednym z 7 piłkarzy figurujących zarówno w Klubie 100, jaka i w klubie 300. Wśród członków tego drugiego grona, liczbą zdobytych goli ustępuje wyłącznie Brychczemu. Jako drugi zawodnik w historii, po Teodorze Peterku, 20 rocznicę swego debiutu w Ekstraklasie świętował jako nadal aktywny gracz tego poziomu rozgrywkowego! W reprezentacji Polski wszyscy pamiętają Frankowskiego głównie z eliminacji zakończonych awansem do mundialu w 2006 roku. Selekcjoner Paweł Janas przekonywał się do niego opornie. Napastnik Wisły znalazł się w składzie chyba bardziej z powodu presji mediów. Trener wprowadzał go zaś początkowo na zmiany. Mimo to snajperowi nie trzeba było wielu kontaktów z piłką. Pokonał golkiperów 4 z 5 rywali w tych kwalifikacjach. Łącznie aż 7 razy wpisał się na liste strzelców, w tym zawiera się m.in. hat-trick z Azerami oraz przepiękny gol przeciwko Anglii zdobyty z woleja. W europejskiej części kwalifikacji skuteczniejsi od niego byli tylko Koller, Ibrahimović oraz Pauleta. Mimo tego Frankowski nie znalazł się w drużynie powołanej przez Janasa na mundial, co stanowiło jedno z największych zaskoczeń. Selekcjoner jednak nigdy nie zaufał mu w pełni a po wyjeździe z Polski ,,Franek” zatracił skuteczność. Ostatecznie więc nie znalazł się w składzie. Nigdy przez to nie wyjechał na wielką impreze. Ponownie głosy o powołaniu Frankowskiego odzywały się przed Euro 2012. Był wtedy w dobrej formie, w dwóch poprzednich sezonach zdobył blisko 30 goli w lidze. Franciszek Smuda postanowił go jednak zabrać tylko w roli… trenera napastników. Indywidualnie wśród jego nagród znajduje się tytuł Piłkarza Roku 2005 katowickiego ,,Sportu” oraz dwie statuetki od ,,Piłki nożnej”. Jedną wywalczył w roli Odkrycia Roku, drugą dostał jako Osobowość Roku. Kariere wyczynową zakończył w 2013 r. Obecnie mieszka w Białym stoku. Był drugim członkiem Klubu 100, który zdobył tytuł króla strzelców w dwóch różnych drużynach, po Erneście Pohlu.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani To prawda że sędziowie wypaczyli wynik meczu ale nasz Widzew nie zachwyca. Co prawda oglądałem tylko drugą połowe wczorajszego meczu ale to nie jest Widzew na pierwszą piątke! a przecież takie są założenia. A ten cały Fornalczyk? Dla mnie to jest porażka przy tak wysokiej sumie transferu i jakoś bardzo trudno mi uwierzyć że będzie gwiazdą Widzewa. Gwiazdą, żeby on przynajmniej był dobry, bo na razie wygląda to fatalnie
10
Debiuty żywych legend Blaugrany:
16 sierpnia 1997 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował Rivaldo Vitor Borba Ferreira. Miało to miejsce w meczu finałowym o Puchar Gampera wygranym przez Barçe rzutami karnymi 6:5(w regulaminowym czasie 2:2) z Sampdorią Genua. Rivaldo wykorzystał wówczas swoją ,,jedenastke” w serii rzutów karnych.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Wspominamy byłych trenerów Blaugrany:
16 sierpnia 1995 r. w wieku 83 lat zmarł Serb Ljubiša Broćić. Ljubiša był trenerem FC Barcelony w sezonie 1960-61. Prowadził zespół zaledwie przez pół roku, lecz odpowiada za sprowadzenie takich legend jak Sadurni czy Fuste. Jego drużyna zaczęła sezon od 6 zwycięstw a w późniejszym okresie między innymi wyeliminowała Real Madryt z Pucharu Europy, lecz seria słabszych występów na przełomie roku poskutkowała zwolnieniem Broćicia w styczniu 1961 r. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent, Enrique Orizaola.
@Adran360
@AssisMoreira
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Debiuty byłych piłkarzy FC Barcelony:
16 sierpnia 1979 r. w barwach Dumy Katalonii zadebiutował Alan Simonsen, błyskotliwy duński napastnik. Miało to miejsce w towarzyskim meczu z Royal Antwerp FC zakończonym remisem 2:2.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Gary Tak, Raphinia to jeden z braci Alcantara ale czy młodszy to nie pamiętam.
Ooo to super że miałeś tyle wyjazdów i wspomnień, tylko pozazdrościć...
11
Wyjątkowa legenda Dumy Katalonii:
16 sierpnia 1878 r. urodził się Arthur Witty Cotton, znany również jako ,,Don Arturo”. To były piłkarz, prezes klubu i biznesmen. Witty grał w składzie FC Barcelony w pierwszym finale Copa del Rey a później był prezesem klubu w latach 1903-1905. Był także odnoszącym sukcesy handlowcem a jego rodzinna firma „Witty Group”, działa do dziś. Jest starszym bratem Ernesta Witty'ego. Witty był synem Fredericka Witty, brytyjskiego przedsiębiorcy, który osiadł w Barcelonie. Frederick, który należał do rodziny z Yorkshire, początkowo zamierzał wyemigrować do Argentyny, ale przyjaciele przekonali go do wyjazdu do Hiszpanii. W 1873 założył własną agencję spedycyjną pod nazwą F. Witty, nawiązując następnie kontakty biznesowe między Hiszpanią a Wielką Brytanią. Arthur i jego brat Ernest kształcili się w Merchant Taylors' School w Merseyside, gdzie sport był uważany za główną część rozwoju młodego człowieka. Podczas gdy w Merchant Taylors, Arthur grał jako napastnik w lokalnej drużynie rugby, Waterloo FC. Po powrocie do Barcelony dwaj bracia dołączyli do firmy ojca, która teraz stała się znana jako Witty Sociedad Anónima, Witty SA. Arthur i Ernest wrócili do Hiszpanii z zamiłowaniem do sportu. Bracia Witty, nie mogąc grać w rugby z powodu braku odpowiednich boisk, zaczęli organizować mecze piłki nożnej pomiędzy drużynami firmowymi złożonymi z pracowników. W 1899 Ernest został również członkiem-założycielem Real Club de Tenis Barcelona. Ernest, narodowy mistrz Hiszpanii w tenisie, grał w tenisa między innymi z Joanem Gamperem a kiedy Gamper założył FC Barcelonę w listopadzie 1899 roku, bracia Witty szybko się zaangażowali. Swoją firmę wykorzystali do sprowadzenia z Anglii piłek regulaminowych, gwizdków sędziowskich i siatek. Legenda głosi że bracia Witty sprowadzili również legendarne barwy klubowe- ,,blaugranę”, z oryginalnych kolorów używanych przez drużynę rugby Merchant Taylors. Jednak FC Basel i inne kluby, w których grał Gamper, oraz jego rodzinny kanton Zurych zostały uznane za inspirację powstania barw klubowych. Tak czy inaczej, drużyna hokejowa BaaBarians należąca do Old Merchant Taylors nosi koszulki FC Barcelony jako strój wyjazdowy w hołdzie dla Arthura Witty'ego.
8 grudnia 1899 roku klub rozegrał swój pierwszy oficjalny mecz przeciwko angielskiej selekcji na ,,Velòdrom de la Bonanova”, obecnie znanym jako ,,Turó Park”. Każda z drużyn liczyła tylko dziesięciu mężczyzn a angielska drużyna faktycznie obejmowała kilku graczy FC Barcelony, wśród nich Arthura Witty'ego. ,,English Select” wygrał mecz 1:0, a jedynego gola strzelił… Arthur Witty. W Wigilię 1899 r. Arthur Witty zadebiutował w FC Barcelonie w wygranym 3:1 meczu z FC Català. FC Barcelona była jednym z kilku klubów piłkarskich powstałych w tym czasie w mieście i wkrótce było ich wystarczająco dużo, aby zorganizować regularne zawody, jakim był Puchar Macaya. Witty był członkiem drużyny FC Barcelona, która zdobyła swoje pierwsze w historii trofeum, właśnie Copa Macaya w 1902 roku. Grał także w FC Barcelonie w 1902 roku, kiedy zostali zaproszeni do udziału w pierwszym w historii Copa del Rey. Po pokonaniu FC Madrid(późniejszego Realu Madryt) 3:1 w półfinale, przegrali w finale 2:1 z Club Bizcaya. Arthur Witty pomógł także klubowi wygrać Copa Barcelona w 1903 roku. W latach 1899-1905 Witty rozegrał 86 spotkań, strzelając 7 goli, głównie jako boczny obrońca Blaugrany. Arthur Witty został prezydentem FC Barcelony 17 września 1903 r., po wcześniejszym zasiadaniu w radzie dyrektorów. Podczas jego prezydentury klub wygrał swój pierwszy Championat de Catalunya z drużyną, w skład której weszli jego brat Ernest Witty oraz Romà Forns. Ten ostatni był jednym z kilku młodych rezerwowych graczy, których Witty wprowadził do zespołu. Do tamtej pory FC Barcelona zdobyła silną rzeszę fanów w mieście a Witty zorganizował klubowi rozgrywanie meczów u siebie na stadionie przy ulicy Muntaner. Arthur Witty zorganizował także pierwszą zagraniczną wycieczkę klubu, która zaowocowała pierwszym meczem z drużyną spoza Hiszpanii. 1 maja 1904 r. FC Barcelona pokonała wówczas Stade Olympien des Étudiants Toulousains 3:2 po golach Steinberga, Lassaleta i Romy Fornsa. Arthur Witty ustąpił ze stanowiska prezydenta w dniu 6 października 1905 r.
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Premierowe starcie w Pucharze Liptona:
O Puchar Liptona rywalizowały tylko dwie drużyny a mianowicie reprezentacje Argentyny i Urugwaju. W ramach walki o to trofeum stanęły naprzeciwko siebie 29 razy. Na początek warto przedstawić postać sir Thomasa Liptona. Wiele osób na pewno kojarzy to nazwisko z herbatą. Takie skojarzenia są właściwe. Lipton był brytyjskim przedsiębiorcą. Stał się milionerem, kupił plantacje herbaty w Sri Lance i prężnie działał w branży herbacianej. Stworzył słynną markę Lipton. Wprowadził wiele innowacji, jak choćby używanie specjalnych pojemników, dzięki którym herbata zachowywała świeżość. W 1905 roku Lipton zainicjował wspomnianą rywalizację między Argentyną a Urugwajem. Były to wówczas najmocniejsze piłkarsko kraje Ameryki Południowej. Brazylia dopiero później miała osiągnąć wielkość. Wpływy z meczów przekazywane były na cele charytatywne. Początkowo mecze rozgrywane były co roku, na zmianę w Buenos Aires i Montevideo. W pierwszej edycji(15.08.1905) w Buenos Aires padł bezbramkowy remis, co sprawiło, że trofeum powędrowało do piłkarzy z Urugwaju. Zasady były bowiem takie, że w przypadku remisu, puchar przyznawany był drużynie gości. Puchar Liptona zaczął cieszyć się w obu krajach dużą popularnością, który w latach 20-tych został zatrzymany przez rozwijające się mistrzostwa Copa America. Do tradycyjnych spotkań nie dochodziło już regularnie. Z czasem były one organizowane coraz rzadziej. Od 1937 do 1976 roku rozegrano tylko osiem meczów. Później rywalizację o trofeum stoczono tylko raz, w 1992 roku. Podobnie jak w premierowej potyczce, tak i w ostatniej nie padły gole. Puchar trafił jednak w ręce Argentyńczyków, gdyż tym razem to oni wystąpili w roli gości. Trofeum ogólnie padło ich łupem siedemnaście razy. Urugwajczycy wygrywali dwunastokrotnie. Obecnie mało kto pamięta o Pucharze Liptona. Teraz kibiców w Ameryce Południowej rozgrzewają rozgrywki Copa America, gdzie o prymat walczą wszystkie drużyny zrzeszone w CONMEBOL.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
12
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
15 sierpnia 1919 r. w Poznaniu urodził się Edmund Białas, drugi członek poznańskiego tercetu ABC. Grał na środku ataku ale wiedział, że prawdziwym liderem ofensywy jest Teodor Anioła. Ustępował mu w umiejętnościach strzeleckich, ale przewyższał zmysłem taktycznym. Pochodził z rodziny o tradycjach kolejarskich i pisarskich. Od dziecka wiedział, że chce grać w Lechu. Treningi zaczął w 1931 r., a cztery lata później jako niespełna 16-latek zadebiutował w barwach zespołu KPW – Liga Dębiec (pod taką nazwą występował wówczas klub, który po wojnie stanie się znany jako Lech). Swoje pierwsze trafienie zaliczył w tym samym roku w pojedynku z Ostrovią. Jeszcze przed wojną zaliczano go do czołowych snajperów w Wielkopolsce, co zaowocowało włączeniem do reprezentacji Poznania. Latem 1939 r. został powołany przez Józefa Kałużę na mające się odbyć we wrześniu wyjazdowe spotkania z Bułgarią i z Jugosławią. Jest kolejnym przedstawicielem pokolenia, któremu wojna zabrała najlepsze lata sportowej kariery. W czasie okupacji Białasów wysiedlono do Ostrowca Świętokrzyskiego. Stamtąd Edmund przedostał się do wuja Derezińskiego do Rzeszowa. W mieście istniał niemiecki klub, któremu brakowało rywali do meczów sparingowych. Naczelnik powiatu zezwolił w drodze wyjątku na zorganizowanie spotkania z Polakami. Polacy oczywiście wygrali 2:0, ale narazili się tym samym na represje okupanta i musieli uciekać. Białas trafił aż do Przemyśla, skąd tuż po wojnie wrócił do Poznania, gdzie pomagał swojemu klubowi stanąć na nogi w trudnej, powojennej rzeczywistości. Był pierwszym lechitą, który zagrał w reprezentacji. Koszulkę z białym orłem po raz pierwszy założył 4 kwietnia 1948 r. w wyjazdowym meczu z Bułgarią (1:1). Nigdy nie opuścił Lecha. Po zakończeniu kariery w 1951 r. został instruktorem i był wierny klubowym barwom praktycznie aż do śmierci. Kilkukrotnie przejmował jako trener pierwszy zespół. Do niego należy klubowy rekord meczów bez porażki (61 meczów od listopada 1969 do listopada 1971). Zawsze życzliwy dla innych ludzi, świetnie grał na akordeonie.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
0
@mokrychlopiec Miałem ten sam problem od kilku lat. Od trzech lat mam kablówke w Vectra z Elevenami, Polsat Sport, Eurosport i TVP Sport. Ażeby oglądać wszystkie mecze Barcuni, to się wkurwiłem i osobiście pojechałem do Vectry a tam... miła niespodzianka: otóż pakiet ,,Canal+ Supersport" kosztował mnie jedyne 62 złote i w dodatku odkodowali mi filmowe Canal+. Teraz łącznie płace 129 złotych i jestem niemal wniebowzięty! :)
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
15 sierpnia 1914 r. w Świętochłowicach urodził się Hubert Gad. Piłką zaczął interesować się jako nastolatek. Kiedy dołączył do zespołu Śląska Świętochłowice, miał 14 lat. Szybko dał się poznać jako skuteczny napastnik. W dużej mierze dzięki jego golom zespół zdołał wrócić do elity. W 1935 r. zajęli piąte miejsce a Gad z 14 golami w 19 meczach uplasował się w czołówce klasyfikacji strzelców. Również rok później był czołowym strzelcem drużyny, ale zespół zajął dziewiąte miejsce w tabeli i pożegnał się z ekstraklasą. Umiejętności Gada zostały jednak zauważone już wcześniej i 16 lutego 1936 r. pierwszy raz zagrał w reprezentacji. Polacy wygrali na wyjeździe z Belgią 2:0 a Gad strzelił drugiego gola w tym spotkaniu w 76. minucie. W sierpniu był członkiem kadry olimpijskiej na igrzyskach w Berlinie, w której zajął miejsce zdyskwalifikowanego Ernesta Wilimowskiego. To Gad był pierwszym strzelcem gola dla Polski na dużej imprezie a mianowicie na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. W inauguracyjnym meczu z amatorską drużyną Węgier strzelił pierwsze dwa gole a kolejne dwa trafienia dorzucił w meczach z Wielka Brytanią i Austrią. Z kadrą pożegnał się w 1937 r. meczem z Łotwą (wygrana 2:1). Był wspaniałym, bardzo utalentowanym zawodnikiem. Zginął tragicznie w wieku 25 lat. Chcąc się orzeźwić przed pracą, którą zaczynał o szóstej, postanowił się wykąpać w stawie koło szybu Oskar. Mimo towarzystwa czterech kolegów utonął, prawdopodobnie doznając zawału serca. Pochowano go w stroju olimpijskim. W Reprezentacji rozegrał 6 meczów, strzelając 5 goli.
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Trofeu Joan Gamper:
15 sierpnia 2018 r. FC Barcelona nie dała szans Boca Juniors w meczu o Puchar Gampera 2018. Katalończycy pewnie wygrali 3:0 a gole strzelili dla nich Malcom, Leo Messi i Rafinha. Argentyńczyk, nowy kapitan Barçy, złożył też obietnicę, że zespół ma w tym sezonie skupić się na wygraniu Ligi Mistrzów. W środowe popołudnie Katalończycy pokazali siłę, a także swoje nowe nabytki, i bez większych problemów uporali się z Boca Juniors. Argentyńczycy walczyli, mieli swoje szanse, jednak piłkarska jakość była zdecydowanie po stronie zawodników Blaugrany. Pierwszą bramkę dla drużyny Ernesto Valverde zdobył Malcom, który latem został zakupiony z Girondins Bordeaux za 41 milionów euro. Brazylijczyk dostał piłkę na lewym skrzydle, zszedł do środka i mocnym strzałem pokonał Estebana Andradę. Bramkarz Boca mógł się w tej sytuacji zachować lepiej. Na 2:0 podwyższył Leo Messi. Nowy kapitan Blaugrany tuż przed przerwą wpadł w pole karne i w swoim stylu przelobował golkipera rywali. Kolejnego gola strzelił Rafinha, który, w stylu Messiego, przelobował bramkarza Boca po świetnym podaniu Luisa Suáreza. Jeszcze niedawno starszy z braci Alcântara był bliski opuszczenia Blaugrany, ale w trakcie przygotowań do sezonu spisywał się na tyle dobrze, że Valverde chce go zostawić w zespole na resztę rozgrywek. W trakcie fiesty na Camp Nou, jaką co roku jest Puchar Gampera, zaprezentowali się wszyscy piłkarze, których latem sprowadziła Blaugrana. Arturo Vidal i Malcom wyszli w podstawowej jedenastce, natomiast Arthur Melo i Clément Lenglet na boisku pojawili się po przerwie. Każdy z nich pokazał się z dobrej strony. Valverde zaimponował też Riqui Puig. 19-latek, jeden z najbardziej zdolnych piłkarzy w La Masii, kontynuuje świetną grę i wydaje się, że wywalczył sobie miejsce w pierwszym zespole Barçy. Pomocnik imponował techniką, wizją i przebojowością, jak mało który z wychowanków, którzy niedawno przedzierali się do Blaugrany.
Bardzo ciekawa była też przedmeczowa wypowiedź Messiego. Katalończycy w poprzednim sezonie zdobyli mistrzostwo i puchar Hiszpanii, ale to nie wystarczyło, aby Argentyńczyk był zadowolony. „Zdobyliśmy dwa trofea, ale zostało w nas rozczarowanie związane z Ligą Mistrzów, spowodowane przede wszystkim sposobem odpadnięcia z rozgrywek. Przysięgam, że zrobimy wszystko, aby w przyszłym roku puchar za zdobycie Champions League wrócił na Camp Nou”– zadeklarował 31-latek.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Zapomniane postacie Blaugrany:
15 sierpnia 1909 r. urodził się Francesc Mitjans Miro, architekt Estadio Nou Camp. Francesc był kuzynem ówczesnego prezydenta FC Barcelony Miro-Sansa, który powierzył jemu i Josepowi Soterasowi Mauriemu projekt nowego stadionu. W 2005 r. w wywiadzie dla dziennika ,,El Mundo Deportivo” wyraził swój sprzeciw wobec planów powiększenia Camp Nou mówiąc że ,,będzie to oznaczać odsunięcie widzów od murawy i pogorszenie widoczności”. Mitjans nigdy nie był na stadionie aby zobaczyć Kubale, gdyż nie interesował się sportem. Zmarł w wieku 97 lat, na rok przed 50-tą rocznicą powstania Camp Nou.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
8
@FCBparasiempre
,,Wyszkoliłem się sam, na łące między krowami. Akademia piłkarska? Nie byłem nawet w Akademii pana Kleksa! Czyja to wypowiedź i o kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
14 sierpnia 1959 r. urodził się Ryszard Komornicki, pomocnik, jeden z kluczowych zawodników Górnika Zabrze lat 80-tych, z którym 4 razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski; był samoukiem oraz uczestniczył na mundialu Mexico ’86. ,,Pierwszy raz w meczu o punkty zagrałem mając 15 lat! Wcześniej nie byłem w żadnym klubie, w żadnej szkółce, nie miałem żadnego treningu. Mieszkałem w Dąbrowie Dolnej, we wsi pod Ścinawą, w której wszystkiego było chyba dziewięć numerów. Bez boiska, bez szkoleniowca. Czasami nawet nie miałem z kim pokopać na łące. Przypominam, dziewięć numerów…”- zaznacza nasz bohater. Szybko opuścił Dąbrowskie pastwiska ale 15-latek wybrał dość specyficznie. ,,Po podstawówce, zresztą tej samej, do której chodził inny reprezentant Polski Andrzej Rudy, wybrałem szkołe w Stroniu Śląskim. Tylko dlatego że znalazłem gdzieś w krzakach gazete, nie wnikam, do jakich celów tam przyniesionej, w której była tabela okręgówki z nazwą klubu Kryształ Stronie Śląskie. Tak ładnie mi to zabrzmiało że postanowiłem tam grać w piłke a przy okazji uczyć się w przyzakładowej szkole. Specjalność: zdobnik szkła kryształowego. Oznajmiłem rodzicom że chce jechać do Stronia Śląskiego. Zdecydowałem się żyć w małym miasteczku bo urzekła mnie nazwa klubu. O niczym innym nie miałem pojęcia”- wspomina Komornicki. W sekcji działającej przy Hucie Szkła Kryształowego ,,Violetta” trafił wreszcie do normalnej drużyny, miał normalny trening, uczestniczył w regularnych rozgrywkach i szybko pokazał że wcześniej na łąkach nie tracił czasu. Jasne było iż z małego Stronia musi iść w góre. ,,Przyjechał do nas na Puchar Polski GKS Tychy, wygraliśmy po rzutach karnych, ja swój wykorzystałem. Widać dobrze się zareklamowałem bo ruszył serial pod tytułem ,,Komornicki w Tychach”. W tamtych czasach nic nie było łatwe a już na pewno trudno zmieniało się klub. Ja ze Stronia uciekłem w nocy i nikt nie wiedział. Moja dziewczyna a obecna żona, miała mówić że z nią zerwałem i nie ma ze mną żadnego kontaktu. Przyjechała do mnie po 2 tygodniach z płaczem że prezes Kryształu, bardzo wpływowy człowiek, straszy mnie biletem do wojska. Taki wszechmocny to jednak nie był bo w Tychach od razu załatwili mi etat na kopalni a jak wiadomo górników dołowych do wojska nie brali. GKS Tychy miał już za sobą czas największej świetności, kiedy zdobywał wicemistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. Wtedy był tylko drugoligowcem. W składzie mieliśmy jeszcze kilku bardzo dobrych piłkarzy, jak Szachnitowski i Bielenin ale generalnie zespół mizerniał. Najpierw do końca walczyliśmy o awans ale gdy wszystko zaczęło się sypać, zupełnie straciłem nie tyle przyjemność, co poczucie sensu grania w piłke. Doszło do tego że chciałem dać sobie z nią spokój. Rozglądałem się za pracą w wyuczonym zawodzie. Miałem nawet upatrzoną oferte pracy dla mnie i dla żony bo razem byliśmy zdobnikami szkła kryształowego i wtedy przyszła propozycja z Zabrza. Gdzie tam przyszła, spadła jak z nieba. Więcej szczęścia nie można było mieć. Kiedyś powiedziałem że do Górnika poszedłbym na piechotę. To nie była kurtuazja. Nie miałem samochodu, roweru, no to tylko na nogach trzeba było.”-wspomina pan Ryszard. W rzeczywistości po Komornickiego przyjechał kierownik Górnika Jan Losza, który był specjalnym wysłannikiem trzęsącego klubem Jana Szlachty, który z kolei zapraszał piłkarzy z Tychów do siebie na niezwłoczne spotkanie. ,,Wielki pech bo akurat gdzieś zostawiłem komórke, więc nie zdążyłem powiadomić żony, która czekała z obiadem. Jadąc na spotkanie, Losza dał mi dobrą rade: ,,Poproś Szlachte o malucha i o mieszkanie. Jest szansa że się zgodzi”. Coraz bardziej mi się podobało! Potem Szlachta sam z siebie uznał że dla rodziny maluch to za mało, więc lepsza będzie dla mnie Skoda. W Górniku było jak w zachodnim klubie: rywalizacja i jeszcze raz rywalizacja, zwłaszcza gdy trenera Podedwornego zastąpił Hubert Kostka. Dla nas tabela ekstraklasy miała tylko jedno miejsce: pierwsze. Coraz trudniej było się załapać do jedenastki, nawet do kadry meczowej. Dlatego byłem dumny że daje rade. Kostka zrobił bardzo mocna drużynę Trenerzy miewają różne charaktery ale ten był zupełnie wyjątkowy, odważny i nowatorski. Już wtedy mówił nam, żebyśmy nie biegali za rywalami, tylko przekazywali ich sobie do pilnowania. Oczywiście ciężki trening był podstawą a do tego każdy z nas dokładał twardy charakter bo uważam że pod tym względem też się wyróżnialiśmy. Nie balowaliśmy co tydzień czy nawet co dwa, dopiero po sukcesach. Proszę nie łapać mnie za słowa, no dobrze, oczywiście zdarzały się wyjątki. Andrzej Iwan? Czasem faktycznie miał jakieś problemy, lecz on najlepiej wie że nie zawsze był przygotowany do zajęć na miare zawodowca a u Kostki nie było świętych krów, nikt nie grał tylko za to że był fajny.”- opowiada Komornicki. Pan Ryszard był ofensywnym pomocnikiem, jednak w Górniku dostawał coraz więcej zadań defensywnych. ,,Przejąłem role biegacza i walczaka ale też kogoś, kto na boisku musi otworzyć buzie. Gdy na przykładJanek Urban zakotwiczał gdzieś tam na lewym skrzydle, to w paru mocnych słowach przypominałem mu o innej ważnej robocie. Wcale nie było mi przyjemnie ale musiał być ktoś, kto wrzaśnie, kiedy trzeba. Z jednej strony chłopaków to denerwowało bo im marudziłem, a zdrugiej, jak nic nie mówiłem, to krzyczeli do mnie: ,,Chory jesteś? Co ci się stało?”. Górnik Komornickiego na kilka lat zdominował lige i mierzył się w Pucharze Europy z takimi potęgami jak Bayern czy Real Madryt. Przegrywał po wyrównanych bojach. ,, Znałem wówczas nazwiska tych wielkich piłkarzy, przeciwko którym miałem grać ale bez szczegółowej wiedzy o ich stylu. Nie miałem wpływu na to, jacy oni są ale miałem wpływ na swoją gre. Wiedziałem że Bernd Schuster jest wysokim blondynem oraz doskonałym graczem i to mi w zupełności wystarczało. Gdy wychodziłem na boisko, chciałem żeby on też choć troszkę się ze mną pomęczył a nie tylko ja z nim”.- wspomina nasz bohater. W reprezentacji Komornicki zagrał 20 razy, wystąpił w finałach MŚ w Meksyku. Kadra to dla niego nie specjalnie miłe wspomnienie. Nie chodzi o forme i wyniki bo z tym nie było najgorzej. Zaważył nieszczególny klimat i sposób traktowania. ,,W Górniku byłem kimś, w reprezentacji nikim. Nie chce się żalić ale dopiero gdy trzeci raz przyjechałem na zgrupowanie kadry, dostałem sprzęt- buty, dres. Wcześniej tłumaczono że nie ma że trzeba poczekać a jeśli ktoś tak mnie traktuje, ja robie to samo. Antoni Piechniczek mi zaufał bo lubił piłkarzy twardych i charakternych, lecz ciągle słyszałem że selekcjoner mnie faworyzuje. Bardzo mnie te wszystkie utarczki denerwowały i okrutnie męczyły. Był moment, jeszcze przed mundialem w Meksyku że chciałem zrezygnować z reprezentacji, udawałem nawet kontuzje żeby nie dostać powołania.”- wspomina pan Ryszard. Dzisiaj Komornicki bardziej niż kiedykolwiek wie że jego piłkarska droga od pastwisk pod Ścinawą do wielkich meczów w Górniku i w reprezentacji to efekt upartej i niezłomnej pracy. Był zdobnikiem szkła kryształowego, który został całkiem niezłym piłkarzem. Drugiego takiego fachowca ze świecą szukać.
7
,,Kryształowy pomocnik”
Legenda polskiego futbolu(nieco zapomniana)obchodzi dzisiaj 66 urodziny:
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@Adran360
1
@FcPortoFan1999 Dokładnie! Inaczej brzuch boli i spać nie idzie...
0
@FcPortoFan1999 Tak się składa że zjadłem obfity obiad więc z dzisiejszej kolacji dla własnego zdrowia zrezygnuje. Przypominam że obiad jadam około 16-tej, gdyż pracuje do 15-tej. A jaką bym zjadł kolacje? Dawniej to bym wpieprzał głównie mięso ewentualnie placki ziemniaczane. A teraz po 50-tce to zdecydowanie coś lżejszego np. jajeczka na miękko :)
0
@FcPortoFan1999 A to prawda! Masz racje, więc stawiasz piwo i kolacje :)
9
Za wysokie progi dla ,,Wojskowych”:
14 sierpnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Legie Warszawa 3:0. Mecz w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów był jednocześnie debiutem o stawke Victora Valdesa. Młody golkiper zachował czyste konto a Barça pewnie wypunktowała rywali. Wynik otworzył strzałem z rzutu wolnego Frank de Boer. Pomimo ciągłego naporu Blaugrany i kontrataków Legii kibice długo czekali na kolejne gole. W końcu w 80 minucie gola zdobył wprowadzony po przerwie Riquelme a rywali w doliczonym czasie dobił Cocu.
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
12
Pierwsze starcie na remis:
14 sierpnia 2011 r. Real Madryt zremisował z FC Barcelona 2-2 w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. W wyjściowym składzie Barçy zadebiutował Chilijczyk Alexis Sanchez, sprowadzony niedawno z Udinese. Z kolei w barwach Realu w drugiej połowie pojawili się: Portugalczyk Fabio Coentrao(sprowadzony z Benfiki Lizbona) oraz Hiszpan Jose Callejon(poprzednio Espanyol). Brak Carlesa Puyola i Xaviego musiał odbić się na grze Blaugrany. Już początek spotkania świadczył, że czeka nas inny mecz, niż te z poprzedniego sezonu. Real groźnie atakował a do tego stosował wysoki pressing bardzo utrudniając rywalom wyprowadzenie akcji z ich własnej połowy. Przewaga "Królewskich" przekładała się na ilość dobrych okazji bramkowych. Już w 9. minucie piękną akcję rozegrali Ronaldo z Benzemą i tylko świetna interwencja Valdesa uchroniła Barcę od utraty gola. Jednak cztery minuty później Benzema wpadł z piłką w pole karne rywali i świetnie wyłożył ją Mesutowi Oezilowi a ten strzałem obok bramkarza trafił do siatki. Już po chwili próbował poprawić Ronaldo - groźnie strzelił po koźle, ale Valdes pewnie złapał piłkę. Piłkarze Realu panowali na boisku, ale do szatni schodzili ... przegrywając. Najpierw David Villa a w doliczonym czasie gry Lionel Messi pokazali, że nie można zostawić im nawet skrawka murawy. Dwa błędy w defensywie kosztowały gospodarzy utratę dwóch goli. Villa przepięknie huknął z narożnika pola karnego a Messi przepchał w polu karnym Pepe i z bliska wpakował piłkę do siatki. Chwilę wcześniej to Real mógł prowadzić, ale Benzema mając przed sobą tylko bramkarza, ślamazarnie składał się do strzału i został zablokowany. Real dość biernie zaczął II połowę, ale w 55. minucie wyrównał po strzale Xabiego Alonso. "Królewscy" odważniej zaatakowali i wypracowywali kolejne świetne okazje, jednak znakomicie bronił Valdes, który naprawiał poważne błędy katalońskiej obrony. Tak wielu okazji w starciu z FC Barceloną Real nie miał już od dawna, ale nie wykorzystali ich ani Ronaldo, ani Benzema. W 83. minucie sędzia mógł podyktować rzut karny dla "Królewskich", gdyż Valdes celowo trącił Ronaldo ręką w polu karnym, ale arbiter nie zareagował.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Pierwszy ,,supercrack” FC Barcelony:
14 sierpnia 1912 r. Paulino Alcantara zdobywa swój drugi z rzędu hattrick w swoim drugim meczu dla Dumy Katalonii. Dokonał tego w towarzyskim meczu z CE Sabadell, wygranym przez Barçe 8:2. Ja tylko przypomne że ,,nasza” wybitna legenda liczyła sobie w tym meczu tylko 15 lat i 10 miesięcy! Z przekazów tekstowych z tamtej epoki można wywnioskować że Filipińczyk nie był gorszy od Messiego a kto wie czy nie lepszy….? Pamiętajmy że Alcantara ma nawet lepszą średnią gola na mecz od Messiego, wynoszącą 1,01. Messi natomiast dysponuje średnią 0,86…
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Żywe legendy rodzimego futbolu:
13 sierpnia 1963 r. urodził się znany bramkarz Józef Wandzik. Pan Józef swoją przygodę z piłka rozpoczął w wieku 13 lat w LZS Rodło Górniki. Co prawda w ataku, ale szybko poznał się na nim "Tyjo" Henryk Hajda. To pod jego okiem czynił postępy w bramkarskim rzemiośle. Postępy były na tyle duże, że po czterech latach spędzonych w Górnikach, w lipcu 1980 roku, trafił do, trenowanego przez Leszka Jezierskiego, Ruchu Chorzów. Na debiut w ekstraklasie musiał trochę poczekać, bo w bramce "Niebieskich" grali bardziej doświadczeni Henryk Bolesta i Janusz Jojko. W końcu jednak i do Józka uśmiechnęło się szczęście: 20 marca 1982 roku wybiegł w pierwszym składzie Ruchu w wyjazdowym meczu ligowym z Wisłą Kraków (1:1) i odtąd to konkurenci musieli się martwić jak go "wygryźć" z bramki. Wysoki młokos z miejsca wdzierający się do szerokiej czołówki ligowych bramkarzy, kibicom piłkarskim w kraju był już znany z występów w reprezentacjach juniorskich (trenerzy Henryk Apostel i Mieczysław Broniszewski), z którymi święcił nie lada sukcesy: srebrny medal I Mistrzostw Europy Under-18 w RFN (1981r.) i IV miejsce w II Mistrzostwach Europy juniorów w Finlandii (1982). Później wespół z kolegami dorzucił do tej kolekcji jeszcze brązowy medal IV Mistrzostw Świata Under-20 w Meksyku (1983). Utalentowany Ślązak zbierał wówczas rewelacyjne recenzje, wielu fachowców wróżyło mu karierę reprezentacyjną na miarę legendarnych poprzedników - Edwarda Szymkowiaka, Huberta Kostki, czy Jana Tomaszewskiego... Po 3 sezonach spędzonych w klubie z ul. Cichej, Wandzik, zdecydował się na najbardziej ryzykowny krok w swojej karierze. Otrzymał propozycję z Górnika Zabrze i z niej skorzystał, wiedząc, że przeciwni są temu działacze Ruchu. Ostatecznie chorzowski klub nałożył na swego byłego bramkarza 8-miesięczną dyskwalifikację. Przez cały okres karencji Wandzik tylko trenował, nie rozgrywając żadnego oficjalnego meczu... Po takich przejściach mogło być już tylko lepiej. I rzeczywiście - było! W drugiej połowie lat 80-tych w Górniku zbudowano znakomitą drużynę, która w kraju nie miała sobie równych. W składzie aż roiło się od piłkarzy wybitnych - Waldemar Matysik, Jan Urban, Ryszard Komornicki, Andrzej Iwan, Andrzej Pałasz, Ryszard Cyroń, a później także Robert Warzycha. Wielkie nazwiska napotykamy także wśród szkoleniowców, którzy wtedy pracowali w klubie z ul. Roosevelta - Antoni Piechniczek, Hubert Kostka, Lesław Ćmikiewicz i Marcin Bochynek. W tym towarzystwie młody golkiper rozwinął skrzydła. Rychło stał się w Zabrzu zawodnikiem niezastąpionym - w okresie od jesieni 1985 roku do wiosny 1989 roku wystąpił w 101 kolejnych meczach ligowych swojej drużyny! Z Górnikiem kolekcjonował krajowe laury - m.in.: 4 tytuły mistrzowskie 1985-88 oraz III. miejsce w lidze 1989 i Superpuchar Gloria Victis Polski 1988. W Zabrzu grał przez 6 lat. Mecz ostatniej kolejki ligowej sezonu 1989-90: Motor Lublin - Górnik Zabrze (0:2), był dla niego pożegnalnym występem w polskiej lidze. W sumie Wandzik zaliczył niej 196 gier. W 87 z nich zachował czyste konto.
Latem 1990 roku Górnik wystawił Wandzika na listę transferową. W kolejce ustawiły się kluby zagraniczne - belgijski RSC Charleroi, francuski US Valenciennes i grecki Panathinaikos. Najkonkretniejsi byli Grecy, a w zamian za bramkarza do kasy górniczego klubu wpłynęło ok. 330 tys. marek. W Atenach na Wandzika czekał już Krzysztof Warzycha (serdeczny druh z czasów wspólnej gry w Ruchu Chorzów), który do Panathinaikosu trafił w grudniu 1989 roku. Pierwsze miesiące w nowym otoczeniu nie były łatwe: drużyna Wszechateńskich gładko przegrała dwumecz PEMK z Lechem Poznań, a jednym z głównych winowajców porażki uczyniono nowego bramkarza. Jednak trenerzy zespołu nie odwrócili się od Polaka, konsekwentnie wystawiając go w meczach ligowych. Ten zaś wkrótce zaaklimatyzował się w zespole i świetną grą szybko zaczął spłacać kredyt zaufania. Wspólnie z "Guciem" Warzychą, poprowadził Koniczynki do wielu sukcesów - m.in.: 3 mistrzostw (1991, 95 i 96) i 3 wicemistrzostw kraju (1993, 94 i 98) oraz 4 Pucharów (1991, 93, 94 i 95) i 2 Superpucharów Grecji (1993 i 94). Dobrze wiodło się Wandzikowi także w europejskich pucharach: z ekipą "Koniczynek" docierał do ćwierćfinału (1991-92) i półfinału Ligi Mistrzów (1995-96)! W historii greckiej ekstraklasy - Alfa Ethniki zapisał się Wandzik także jako autor okazałych seriali gry bez straty gola - w sezonie 1992-93 nie puścił bramki przez 906, a w sezonie 1994-95 przez 873 minuty ligowych zmagań Panathinaikosu! Z racji świetnych występów w bramce i wzrostu (195 cm) kibice Panathinaikosu nazwali Polaka "Górą" i ten sympatyczny przydomek przylgnął do niego już na stałe. Przez ponad 10 lat gry w greckiej Alfa Ethniki zaliczył w niej 280 spotkań, w 129 meczach ligowych w Grecji nie wpuścił żadnej bramki! Józef Wandzik jest także rekordzistą polskiej drużyny narodowej: aż w 25 ze swych 52 meczów reprezentacyjnych nie wpuścił żadnej bramki (dalsze miejsca: Jan Tomaszewski - 23 gry bez strat, Adam Matysek - 21)! Po zakończeniu kariery zawodniczej Wandzik rozpoczął karierę trenerską. Pracował z młodzieżą w dzielnicowym klubie z ateńskiej Vrilissii, opiekował się młodymi bramkarzami i samodzielnie prowadził jedną z drużyn. Został asystentem trenera i szkoleniowcem bramkarzy w beniaminku pierwszej ligi - PAE Kalithea Ateny. Tam podopieczni Wandzika - Jorgos Souloganis i Albańczyk Fotis Strakosha należeli do wyróżniających się golkiperów ekstraklasy.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Astad
@Adran360
10
Polska reprezentacja na Olimpiadzie:
13 sierpnia 1936 r. Norwegia pokonała Polske 3:2 w meczu o 3 miejsce na Olimpiadzie w Berlinie. W 1936 r. na igrzyskach w Berlinie nasi reprezentanci odnieśli największy sukces w swojej dotychczasowej historii. Ich wynik poprawiły dopiero Orły Górskiego 36 lat później. Początkowo brano pod uwagę 36 piłkarzy. Zgrupowanie rozpoczęło tylko 25, a po nim wyłonić planowano 18 wybrańców, którzy dostąpią zaszczytu reprezentowania barw narodowych na berlińskich igrzyskach. W gronie 36 zawodników był Ernest Wilimowski. Ostatecznie jednak nie pojechał na igrzyska, a jego usunięcie z kadry było, delikatnie mówiąc… kontrowersyjne. Pisano o pijaństwie, czy o rzekomym zawodowstwie w Ruchu, ale do dziś trudno ustalić, co tak naprawdę chcieli osiągnąć działacze, pozbywając się najlepszego w tamtym czasie napastnika.
13 sierpnia na Stadionie Olimpijskim zgromadziło się 90 tys. widzów. Widowisko okazało się jednym z najlepszych spotkań turnieju. Oba zespoły, mimo bolesnych porażek w poprzednich starciach, walczyły z niezwykłą ambicją i bardzo fair. Szanse obu drużyn były równorzędne, a styl gry podobny. O zwycięstwie miały więc decydować lepsza kondycja i przygotowanie mentalne. Nasi trenerzy dali pograć kilku rezerwowym, którzy zastąpili najbardziej zmęczonych zawodników pierwszej jedenastki. Po szybkich atakach już w 4. minucie wywalczyliśmy rzut rożny. W podbramkowym zamieszaniu piłkę w siatce zdołał umieścić Gerard Wodarz. Po szybkim wyjściu na prowadzenie poszliśmy za ciosem, a norweski bramkarz znalazł się w sporych opałach. Po upływie dziesięciu minut gry, w rzutach rożnych było już 5:0 dla nas, ale nie potrafiliśmy przełożyć tej przewagi na gole. Stopniowo zaczęli do głosu dochodzić Skandynawowie i ich ataki przyniosły skutek w 15. minucie. Wtedy to Arne Brustad zdobył wyrównującą bramkę. Sześć minut później, ten sam zawodnik, który później zostanie uznany w opinii fachowców najlepszym na całym turnieju, wykorzystał zdenerwowanie i niedokładność naszych graczy, pokonując Albańskiego po raz drugi. Podrażnieni Polacy odpowiedzieli w mgnieniu oka. Trzy minuty po stracie gola Wodarz zacentrował do Peterka, ten uderzył z półobrotu i na tablicy wyników znowu był remis. Kibice musieli być zachwyceni, ledwie 25 minut gry, a zdążyli obejrzeć już cztery trafienia. Strzelona bramka podziałała na naszych zawodników motywująco i w 30. minucie byli o krok od zdobycia trzeciego gola, ale norweski obrońca zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. W kolejnych akcjach świetne strzały Gada i Wodarza obronił Henry Johansen. Norwedzy niebezpiecznie kontratakowali, ale do przerwy rezultat nie uległ zmianie. W drugiej części obraz gry pozostał taki sam. Na przemian atakowali jedni i drudzy. Po naszej stronie świetne okazje mieli Kisieliński i Gad, a w bramce dobrze spisywał się Albański. W 67. minucie Wodarz trafił w poprzeczkę, ale nie było nikogo, kto mógłby dobić. Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w dogrywce. Niestety, pięć minut przed końcowym gwizdkiem Gałecki nie upilnował Monsena, który przerzucił futbolówkę do niekrytego Brustada. Norweg strzelił, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się od pleców naszego bramkarza, wolno wtaczając się do bramki. Szał radości w zespole rywali, rozpacz w naszych szeregach. Polacy przegrali 2:3 i wracali do domu z niczym.
Niezależni obserwatorzy twierdzili, że w meczu o brąz spotkały się dwie najlepsze drużyny turnieju. Polacy pokazali światu, że potrafią grać w piłkę. Potwierdzili to dwa lata później na mistrzostwach świata we Francji w fantastycznym starciu z Brazylią. Gdyby do Berlina pojechał bohater tamtego spotkania, czyli Ernest Wilimowski, to kto wie, czy w stolicy III Rzeszy nie wybrzmiałby Mazurek Dąbrowskiego. Na to, żeby nasz hymn został odegrany na niemieckiej ziemi, musiało czekać jednak aż całe pokolenie miłośników futbolu.
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@partymaker A to nie jest czasem już przetłumaczone na Polski?
13
Przełomowe wydarzenie w dziejach FC Barcelony:
13 sierpnia 1973 r. Barça sfinalizowała transfer Johana Cruyffa. Na okładce ,,El Mundo Deportivo’’ pojawili się między innymi trener Rinus Michels, Johan Cruyff oraz jego reprezentanci, świętujący podpisanie umowy. Razem z nimi na zdjęciu znalazł się także prezydent Ajaxu Jaap van Praag, który jednocześnie ,,pod stołem’’ torpedował transfer. Najpierw przedstawiciele holenderskiego klubu zdementowali osiągnięcie porozumienia, następnie obiecali transfer Cruyffa w grudniu ale z biegiem czasu zmieniali postawe, zwłaszcza że Johan zagroził iż nie zagra na Mundialu w RFN, jeżeli jego przejście do FC Barcelony nie dojdzie do skutku. W końcu ,,boski” Johan zadebiutował 28.10.1973 r. przeciwko Granadzie. Cruyff mógł trafić do Blaugrany dużo wcześniej, gdy trenerem Barçy był Vick Buckingham, odkrywca jego talentu w Ajaksie. Na przeszkodzie stanął jednak zakaz transferów obcokrajowców, zniesiony dopiero w 1973 r. Ten transfer stworzył podwaliny największych sukcesów w historii Dumy Katalonii.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Gary A to on wypowiadał się po Polsku??
10
Cules pamiętają o wybitnych legendach Blaugrany:
Dokładnie 130 lat temu urodził się hiszpański defensywny pomocnik Ramon Torralba Larraz. Zawodnik znany pod pseudonimem ,,La Vella”(starzec) zakończył karierę w FC Barcelonie mając… 40 lat! Grał w środku pola i do dziś jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy środka pola w historii klubu. Został zapamiętany przez lojalność wobec klubu, w którym spędził 14 kolejnych sezonów. Dla Dumy Katalonii rozegrał 567 spotkań, strzelając 20 goli. W tym czasie zdobył 5 Pucharów Króla oraz 10(!) mistrzostw Katalonii. Trzeba pamiętać że w okresie kariery Ramona nie było jeszcze rozgrywek La Liga a Puchar Hiszpanii traktowany był jako mistrzostwo Hiszpanii.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani