FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Drugi w historii niemiecki trener Blaugrany:
3 sierpnia 1981 r. Udo Lattek po raz pierwszy poprowadził na ławce trenerskiej FC Barcelone. Urodzony w 1935 r. niemiecki trener prowadził Blaugrane w latach 1981-83. Do Katalonii trafił z Borussi Dortmumd, zastępując na stanowisku legendarnego Helenio Herrere. W ciągu dwóch lat na ławce Barçy zdobył Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar Ligi oraz Puchar Króla. Słabe wyniki w lidze sprawiły jednak iż w marcu 1983 r. został zwolniony. Ogółem był trenerem Blaugrany w 76 meczach, z których jego zespół wygrał 42. Krótko po zwolnieniu trafił do Bayernu Monachium.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@Adran360
1
@Safrani No może i masz racje! No dobra, poczekajmy cierpliwie. Ja z natury jestem niecierpliwy i dlatego tak reaguje za co z góry przepraszam :)
1
@Safrani No ale tu przyjacielu nie chodzi wyłącznie o atmosfere tylko o wyniki! Co prawda wczoraj wygrali no ale ten Fornalczyk to jakaś pomyłka(!) a wydali na niego ile? jakieś kosmiczne pieniądze(!) a on nie potrafi w bramke pocelować! Czasami mam wrażenie że im wiecęj pieniędzy wsadzą w klub, tym będzie coraz gorzej...
8
Duma Katalonii w rozkwicie:
W 1926 r. szefowie FC Barcelony rozpoczęli załatwianie formalności w celu nabycia terenu, który służyłby za boisko treningowe różnych sekcji sportowych klubu. Wtedy Barça miała już sekcje rugby, lekkiej atletyki i hokeja na trawie, do których za sprawą socio Pergo Cusella, właśnie w tamtym roku dołączyła sekcja koszykówki. Po wielu poszukiwaniach, w sierpniu 1926 r. zarząd klubu postanowił przystąpić do negocjacji kupna terenów „Sol de Baix”. Na tej działce było wielkopańskie gospodarstwo, „Can Sol de Baix”, własność Josepa Comasa, przemysłowca, który był działaczem Partii Liberalnej i stał się jednym z głównych kacyków dystryktu „Les Corts” w XIX wieku. Działka stała się zaimprowizowanym boiskiem piłkarskim, na którym aż do 1932 r. trenowały i rozgrywały swoje mecze drużyny juniorskie Blaugrany. Wykorzystywano ją także jako plac do treningów pierwszej drużyny klubu ażeby nie zniszczyć murawy na „Camp de Les Corts”, a także innych sekcji, w tym drużyny hokeja na trawie, która rozgrywała na nim swoje mecze aż do wybuchu wojny domowej. Wraz z wydzierżawieniem przez klub terenów w dzielnicy „La Bordera” boisko przy „Can Sol de Baix” służyło wyścigom hartów. Później w latach czterdziestych i pięćdziesiątych organizowano tutaj także wyścigi „midgetsów” – rodzaj sportu motorowego, zaimportowanego z Argentyny i Stanów Zjednoczonych, w których rywalizowały ze sobą samochody bez hamulców i skrzyni biegów. W 1965 r. odzyskano pierwotną nazwe miejsca wraz ze zbudowaniem placu „Sol de Baix”, mieszczącego się między ulicami Figols a Gerard Piera.
@Adran360
@Astad
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@blakkudium Jakieś ohydne włochate stworzenie!
4
@FCBparasiempre
Zawsze drugi:
,,Znowu drugi. Całe życie ciągle drugi. Nawet jak gdzieś pierwszy byłem, czułem się jak drugi, kurwa”. Te słynne słowa padają w filmie „Nic śmiesznego” Marka Koterskiego. Wypowiada je Adaś Miauczyński, w rolę którego wcielił się Cezary Pazura. Monolog, który stał się klasyką polskiego kina, po części pasuje do bohatera naszego tekstu. Ale tylko po części. Gregory Coupet był bowiem zawsze drugi w hierarchii reprezentacyjnych bramkarzy. W barwach Olympique Lyon, z którym siedmiokrotnie sięgał po mistrzostwo Francji, zawsze grał jako numer jeden. Był 10 października 2001 roku. Na Camp Nou rozgrywano mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów, w którym FC Barcelona mierzyła się z Olympique Lyon. Katalończycy wygrali 2:0 po golach strzelanych w końcówce przez Patricka Kluiverta i Rivaldo. Jednak to nie wynik został z tego spotkania najmocniej zapamiętany. Zdecydowanie bardziej w pamięci kibiców i w historii futbolu zapisała się interwencja, jaką zaprezentował Gregory Coupet.
,,Nie pamiętam wyniku, a jedynie tę akcję. Mam wrażenie, że ten mecz był wczoraj. To była kosmiczna interwencja, a to, że miała miejsce na Camp Nou dodaje jej magii”– wspominał po latach Sidney Govou, jeden z ówczesnych piłkarzy Olympique Lyon. Cacapa, brazylijski obrońca francuskiego zespołu, chciał podać do bramkarza. Kopnął piłkę do góry, bardzo mocno, co mogło zagrozić golem samobójczym. By tego uniknąć, Coupet wzniósł się na wyżyny akrobatycznych umiejętności i w efektowny sposób odbił piłkę głową. Futbolówka wpadła w poprzeczkę, po czym trafiła na głowę Rivaldo. Gwiazdor reprezentacji Brazylii natychmiast uderzył, ale Francuz wybronił także dobitkę. Jednym z zawodników OL był w tym czasie wielokrotny reprezentant Polski Jacek Bąk. Coupet wspominał w jednym z wywiadów, jak polski obrońca chwalił go za tę interwencję: ,,W następnych tygodniach Jacek mówił mi, że w reprezentacji polski dużo mówiło się o tej obronie. Wtedy zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Już wtedy miałem wrażanie, że wszyscy o tym ze mną rozmawiają, ale popularność tej akcji nadały media społecznościowe. Zdałem sobie sprawę, że zrobiłem wrażenie na ludziach.” Olympique nie wyszedł wówczas z grupy w Lidze Mistrzów. Ale interwencja została zapamiętana i przez niektórych uważana jest za najlepszą lub przynajmniej jedną z najlepszych w dziejach piłki nożnej. Wyżej opisywane wydarzenia miały miejsce w sezonie 2001/02. Dla klubu z Lyonu był to sezon szczególny, bowiem właśnie wtedy Olympique zdobył pierwszy raz w historii tytuł mistrza Francji. Wówczas zaczęła się krajowa dominacja, która trwała przez siedem lat. Zanim Coupet, wraz z kolegami z OL, trafił na ligowy szczyt, zadebiutował w Ligue 1 w 1994 roku jako bramkarz AS Saint-Etienne. Trzy lata później podpisał kontrakt z Lyonem, największym rywalem Zielonych. Oba kluby od lat rywalizują w derbach Doliny Rodanu. Ponadto ich walka ma także zaszłości społeczne. Saint-Etienne to bowiem miasto robotnicze. Lyon jest zaś kojarzony z bogactwem, ukierunkowany na kulturę i naukę. Większą sympatią w całym kraju cieszy się AS Saint-Etienne. Coupet przeszedł jednak do rosnącego w siłę OL. Dekadę wcześniej klub z Lyonu miał poważne problemy. Uratowało go przejęcie przez Jeana-Michela Aulasa. W młodości był piłkarzem ręcznym. Wielkiej kariery nie zrobił, ale wykazał się dużą ambicją i silnym charakterem. Uprawiał sport mimo kontuzji odniesionej już w wieku 16 lat. Doznał jej na nartach, a jej skutkiem było złamanie kręgu lędźwiowego. Konieczny był nawet przeszczep. Z powodu zdrowotnych perypetii Aulas nie dostał się na francuski odpowiednik AWF. Postanowił wówczas zająć się informatyką, dzięki czemu odkrył w sobie talent do interesów. W nowej branży odnosił sukcesy. W 1983 roku założył spółkę CEGID, która szybko zyskała filie w kilkudziesięciu krajach świata i zatrudniała kilka tysięcy pracowników. Z Aulasem u steru Olympique wkroczył w złotą erę klubu. Jednym z jej największych twórców był Gregory Coupet.
Jego początki w nowym zespole nie były łatwe. Działo się tak z racji tego, że do Lyonu przybył z lokalnego rywala, przez co kibice traktowali go chłodno. W dodatku zastąpił ulubieńca trybun – Pascala Olmetę, który został wyrzucony za bójkę z kolegą. Pod koniec lat 90. Coupet przekonał do siebie wszystkich dobrymi występami w meczach Pucharu UEFA przeciwko Blackburn. Od tej pory było już tylko lepiej. Z Olympique Lyon zdobył siedem tytułów mistrza Francji. Miał więc udział we wszystkich krajowych mistrzostwach w historii klubu. Do listy trofeów należy doliczyć także Puchar Ligi. Zabrakło jedynie dużego sukcesu na arenie międzynarodowej, chociaż zdarzały się wielkie mecze Lyonu jak wygrane 3:0 z Realem Madryt czy 7:2 z Werderem Brema. Największym osiągnięciem był ćwierćfinał Ligi Mistrzów w sezonie 2005/06, lecz warto wspomnieć także o triumfie w dużo mniej prestiżowym Pucharze Intertoto w 1997 roku. W 2004 i 2005 roku Gregory Coupet zostawał wybierany najlepszym bramkarzem ligi francuskiej. Po serii mistrzowskich tytułów zmienił klub. Trafił do Atlético Madryt, a Lyon bez niego w składzie już nie dominował na krajowym podwórku. Po przejściu do stolicy Hiszpanii bramkarzowi nie wiodło się już tak dobrze. Szybko wrócił do ojczyzny, przenosząc się do Paris Saint-Germain, które erę wielkich sukcesów miało dopiero przed sobą. To właśnie w stolicy nasz bohater zakończył zawodniczą karierę. Zaczynając opowieść o reprezentacyjnej karierze Coupeta, możemy przywołać filmowy cytat zamieszczony na początku tego tekstu. Nasz bohater zadebiutował w reprezentacji Francji w 2001 roku. W tej części swej piłkarskiej przygody był zdecydowanie niespełniony. Trafił na czasy Fabiena Bartheza, wybitnego bramkarza, który z Olympique Marsylia wygrywał w 1993 roku Ligę Mistrzów, a z drużyną narodową zdobywał mistrzostwo świata (1998) i Europy (2000). Po tych sukcesach wydawało się, że Barthez najlepsze lata ma już za sobą, lecz w bramce Trójkolorowych wciąż stawiano na niego. Nawet wówczas, gdy Coupet został wybierany najlepszym golkiperem w lidze francuskiej. Zawodnik Lyonu wskakiwał między słupki najczęściej wtedy, gdy Barthez był kontuzjowany lub zdyskwalifikowany. Jeśli chodzi o wielkie turnieje, Coupet pojechał na dwa mundiale. Jednak nie zagrał ani na mistrzostwach w Korei Południowej i Japonii w 2002 roku, gdy broniący tytułu Francuzi nie wyszli z grupy, ani też na czempionacie rozegranym cztery lata później w Niemczech, gdzie drużyna Raymonda Domenecha zdobyła srebrny medal. Był w kadrze na Euro 2004, ale w Portugalii także nie wybiegł na boisko. Zagrał dopiero na kolejnych mistrzostwach Europy. Bronił w wygranym spotkaniu z Rumunią oraz w przegranych potyczkach z Holandią i Włochami. Niestety, na turnieju rozgrywanym w Austrii i Szwajcarii Trójkolorowi odpadli już w fazie grupowej.
Epizody zaliczył w dwóch turniejach o Puchar Konfederacji – w 2001 i 2003 roku. Francuzi wygrali obie imprezy, ale Coupet wystąpił łącznie w trzech meczach. Przez całą karierę uzbierał 34 spotkania w narodowych barwach. Czy mogło być ich więcej? Sporo osób twierdzi, że tak. Przed mistrzostwami świata w 2006 roku przeprowadzono ankietę dotyczącą tego, który z bramkarzy (Coupet czy Barthez) powinien występować na mundialu w podstawowej jedenastce. Aż 69 procent Francuzów wskazało na Coupeta. Gdy wspomniany Domenech wybrał Bartheza, zdenerwowany tym faktem Coupet opuścił zgrupowanie. Na szczęście szybko zdecydował się wrócić do drużyny, akceptując rolę rezerwowego. Zarówno na boisku, jak i poza nim był zupełnym przeciwieństwem Bartheza – kolorowego ptaka francuskiej piłki. ,,Jestem zbyt banalny, nie mam w sobie nic z gwiazdy”– powiedział o sobie Coupet. Gregory Coupet nie był postacią tak barwną jak niektórzy francuscy bramkarze, zwłaszcza jego konkurent do gry w pierwszym składzie reprezentacji – Fabien Barthez. Wyróżniał się tylko długimi włosami. Drobną ekstrawagancją mogło być także to, że w wolnym czasie lubił nurkować. Jednak najwięcej do zaprezentowania zawsze miał na boisku. Nie może być do końca zadowolony z przygody reprezentacyjnej. Został wicemistrzem świata, zdobył dwa Puchary Konfederacji, lecz jego wkład w te sukcesy nie był tak duży, jak chciałby on sam. Bardziej zapamiętano go z kariery klubowej, szczególnie w barwach Olympique Lyon. Grał u boku takich piłkarzy jak Juninho, Florent Malouda czy Sonny Anderson. Siedem tytułów mistrza Francji to wspaniałe osiągnięcie pokazujące jak ważną postacią dla klubu z Rodanu był Coupet. W niezwykły sposób zapisał się w historii OL. Stał się klubową ikoną. W jego karierze było coś romantycznego. Permanentne siadanie na ławce rezerwowych w reprezentacji na pewno było dla niego frustrujące, ale pokazywało, że w sporcie czasem trzeba pozostać w cieniu, zaakceptować rolę zmiennika, cierpliwie czekać na swoją szansę. Gregory Coupet dla wielu może być symbolem pokory i sportowej cierpliwości.
3
@Bernard777 Czytaj na dobranoc
1
@Adran360 To wszystko prawda ale nie po to ładuje sie tak potężne pieniądze w klub żeby pałętać się w środku tabeli! No ale tak jak mówisz: cierpliwości i poczekajmy...
1
@Adran360 No tylko nam to pozostaje...
1
Nie no! Owszem mecz wygrany ale generalnie to nie zachwycił mnie Widzew na tle jednego z najgorszych zespołów Extraklasy. Przy naprawde poważniejszym przeciwniku to w pierwszej połowie Widzew przegrywałby już co najmniej 0:1 a wówczas nie odrobiłby strat i ten jedyny gol do przerwy po fatalnym błędzie katowickiej defensywy nie zmieni mojej opinii o moim Widzewie. Na dzień dzisiejszy to Widzew raczej nie ma szans na walke o europejskie puchary w Ekstraklasie pomimo dzisiejszego zwycięstwa...
3
@FCBparasiempre
Kultowe „Almagro”:
Dzielnica „Almagro” w Buenos Aires, która leży na zachód od centrum miasta przepełniona była barwnymi opowieściami o przedsiębiorczych warsztatach baskijskich i włoskich imigrantów, bójkach ulicznych oraz tanga: ,,Miejsce mojej duszy, tam spędziłem dni młodości i tam spędziłem noce miłości"- śpiewał w latach 30-tych wielki piosenkarz tanga Gardel. Długo zanim Maradona przyjechał grać na początku lat 80-tych do FC Barcelony, Buenos Aires dzięki „Almagro” zasłużyło na miejsce w historii hiszpańskiej piłki. Wszystko to za sprawą lekcji futbolu jaki udzieliła drużyna z tej dzielnicy podczas jej zimowego tournee po Hiszpanii na przełomie lat 1946 i 1947. Ta lekcja jest opowiedzianą z wyprzedzeniem kroniką rozwoju hiszpańskiej piłki od mitycznych początków tak umiłowanej przez reżim Franco – „La Furia” po jej przekształcenie się w ,,La Roja” - reprezentacje narodową, która na początku drugiej dekady XXI wieku zdobyła dla Hiszpanii jej pierwsze mistrzostwo świata. Ta historia zaczyna się na początku XX wieku od bandy ulicznej z ,,Almagro”, które wyzywała ekipy z innych dzielnic na mecze ulicznej piłki nożnej malując na ścianach legendarny napis „Los forzosos de Almagro de safian"(Siłacze z Almagro wyzywają was). W tamtych czasach dzielnice była poprzecinana licznymi liniami tramwajowymi i autobusowymi, co sprawiało że gra w piłkę była ryzykownym zajęciem. Po tym jak pewnego dnia nadjeżdżający tramwaj przejechał młodego chłopca, miejscowy ksiądz katolicki Ojciec Lorenzo Massa wziął sprawy w swoje ręce i zaczął organizować mecze na terenach obok kościoła parafialnego przy ,,Avenida de Mexico”. To tam powstały pierwsze struktury drużynowe San Lorenzo de Almagro, klubu, który z biegiem czasu stał się jednym z największych obok Boca Juniors, Independiente, River Plate czy Racing, drużyn z Buenos Aires. San Lorenzo rekrutował swoich piłkarzy spośród baskijskich imigrantów znanych z twardej, , fizycznej gry oraz Włochów Hiszpanów i mieszanych etnicznie Indian, którzy przybyli do stolicy kraju z prowincji. Tych ostatnich przezywano ,,Los gauchos" , na cześć samowolnych pastuchów, którzy przemierzali rozległe pampasy. Baskowie swoimi wydawałoby się niewyczerpalnymi rezerwami sił fizycznych oraz prostą agresywną grą, charakteryzującą się twardymi wejściami, grą głową, dośrodkowaniami, długimi podaniami, zdawali się zainspirowani angielską piłką. Jednak uliczki Buenos Aires oraz suche boiska, które były charakterystyczne dla argentyńskiej piłki, stały się tyglem stylów wyłaniającej się rodzimej kultury, w której kładziono duży nacisk na indywidualne cwaniactwo i zwinność. Taka gra miała swoich prekursorów w latach 20-tych, kiedy sąsiedni Urugwaj zdobył 2 złote medale z rzędu podczas igrzysk olimpijskich. Tamto osiągnięcie Eduardo Galeano określił jako ,,drugie odkrycie Ameryki". ,, Anglicy... udoskonalili dalekie podania i wysokie piłki ale te wydziedziczone dzieci z dalekiej Ameryki nie poszły w ślady swoich ojców. Zamiast tego postanowiły stworzyć grę krótkimi podaniami bezpośrednio pod nogi, z błyskawicznymi zmianami rytmu oraz szybkimi dryblingami"- pisał Galeano. Przeznaczeniem południowoamerykańskich piłkarzy było wywarcie istotnego wpływu na ewolucję hiszpańskiego futbolu. Wczesnym pionierem, o ile nie niedocenionym bohaterem była wschodząca gwiazda argentyńskiej piłki Francisco Seijas, który w 1930 roku dołączył do Celty Vigo. To był pierwszy zawodowy piłkarz, który wyjechał grać do Europy. „W tamtych czasach Francisco Seijas nie śnił o takiej sławie, jaką osiągnął Maradona i po nim inni Argentyńczycy, jak Messi. Dla niego to była przygoda, wyzwanie ale nie przynoszące statusu gwiazdy czy pieniędzy"- opowiadał jego syn Luis. Galisyjski klub, w którym Francisco postanowił grać został założony w 1923 roku i był jednym z najnowszych punktów na mapie hiszpańskiej piłki. Mimo otwarcia w 1928 roku imponującego stadionu „Balaidos" z zamiarem wkroczenia do bardziej profesjonalnego świata futbolu CELTA miała problemy w hiszpańskiej drugiej lidze. W kilka tygodni od przyjazdu Seijas stał się najlepszym strzelcem w zespole zdobywając cztery gole w debiucie z Athletic Bilbao! Swój niski wzrost nadrabiał niskim ośrodkiem grawitacji, dzięki któremu miał prawie że idealną kontrolę nad piłką prześlizgiwania się między rywalami. Nie był pierwszym ani ostatnim Argentyńczykiem z takimi zdolnościami ale na pewno może twierdzić że przyczynił się do awansu Celty. Migracja takich piłkarzy jak Seijas do La Liga nieco zmalała w latach 30. Piłka nożna w Argentynie wreszcie osiągnęła status dyscypliny zawodowej a Hiszpanię dotknęły gospodarcze i polityczne zawirowania. Pisał o tym Dawid Goldblatt: ,, Odcięci od rzezi, uwolnieni od okrucieństw wojny i walki o przetrwanie Argentyńczycy mogli stworzyć znakomitą mieszankę instrumentalizmu, sztuki i rozrywki" a tamtejsze media mówiły o ,, żywotnej idei unikalności Narodowego stylu gry".
Bogata alchemia stylów była tym, co przywieźli ze sobą piłkarze z San Lorenzo de Almagro, kiedy odbyli tournee po Portugalii i Hiszpanii w latach 1946-1947. Ich drużyna dopiero co wygrała ligę argentyńską przełamując tym samym hegemonię River Plate i legendarnej „La maquina". Nazywano tak nieustępliwą i zgraną ofensywną piłkę, którą prezentował mityczny kwintet graczy ofensywnych: Muñoz, Moreno, Pedernera, Labruna i Loustau. Tournee po półwyspie Iberyjskim był drugim po detronizacji River Plate ważnym wydarzeniem w historii San Lorenzo. Piłkarze z Almagro przylecieli po międzylądowaniu na Wyspach Kanaryjskich, na nowo wybudowane lotnisko ,,Barajas” dokładnie 4 dni przed świętami Bożego Narodzenia w 1946 roku. Pierwszym, który wyszedł na pas startowy był urodzony w Bilbao Angel Zubieta, który pozostał w Argentynie po tuornee drużyny Basków w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Zubieta został przywitany przez swoją matkę i siostrę. Wzruszające spotkanie po latach i jednokrotnego reprezentanta Hiszpanii i dwóch pozornie szczęśliwych baskijskich obywatelek rządzonego przez Franco kraju zdawało się politycznie służyć reżimowi. W kolejnych tygodniach miejscowi kibice piłki nożnej zachęceni przez liczne relacje w hiszpańskich mediach sportowych tłumnie przybywali podziwiać grę argentyńskich gości. To, co ujrzeli było najlepszą grą ofensywną, która sławę zyskała dzięki „La maquina" a teraz była częścią skomplikowanego pokazu szybkich krótkich podań i zwrotów, zręcznych podbić i lotów oraz magicznych bramek. Z powodu szybkości i artyzmu z jakimi kręciła młynki wokół rywali, drużyna została zapamiętana jako „El Ciclon". „To, co wydarzyło się pomiędzy 21 grudnia a końcem stycznia 1947 roku, wydawało się czymś nierealnym i nie do opisania"- brzmiał komentarz w hiszpańskiej gazecie ,,El Pais” z okazji 50 rocznicy tournee. Dzienniki i magazyny podwoiły liczbę swoich relacji. Piłkarze San Lorenzo mimo że tamtej zimy pogoda wymogła na nich grę w chłodzie, śniegu i podczas obfitych opadów deszczu, stali się nie lada sensacją. San Lorenzo w pierwszym meczu na stadionie Metropolitano w Madrycie, choć większość piłkarzy wciąż leczyła skutki Atlantyckiego lotu, pokonało gospodarzy Atletico Aviacion 4:1. Dwa dni później Argentyńczycy zagrali na tym samym obiekcie z Realem Madryt i przegrali z gospodarzami takim samym stosunkiem goli. W przededniu tego meczu podsłuchano jak kapitan San Lorenzo, Bask Zubieta mówił przyjacielowi że marzy mu się dwa razy wyższe zwycięstwo nad zwycięzcami Copa Generalissimo. „Pokonanie Realu Madryt byłoby wielkim wydarzeniem naszego tournee, gdyż są dobrze znani w Argentynie i obecnie są mistrzami Hiszpanii"- mówił Zubieta. Ta zapowiedź zmobilizowała innego Baska - kapitana Realu Madryt Ipiño do zwołania drużyny na naradę. Podczas spotkania powiedział kolegom: „Jestem gotów jutro wypruć z siebie flaki i tego oczekuję także od was. Czego nie wolno nam robić, to walczyć tą samą bronią co oni". Ipiña zaproponował swojej drużynie proste rozwiązanie: aby przeszkadzali San Lorenzo w swojej grze i pokonali Ich kontratakami. Taka strategia wymagała skutecznego krycia i solidnej gry linii pomocy mogące liczyć na szybkie zagranie od Molowny'ego i Belmara, pary silnych obrońców, którzy potrafili być zabójczy w ataku. Podstępna i cierpliwa gra gości nie robiła wrażenia na pewnej obronie mistrza Hiszpanii. Gra podaniami San Lorenzo była bezbłędna ale toczyła się raczej przed niż za linią obrony Realu. W tych nielicznych okazjach, w których Argentyńczycy ujrzeli bramkę rywala, atakujący gracz był osaczany przez obrońców. Real nie marnował swoich szans i przed przerwą po szybkich kontratakach Pruden strzelił dwa gole a trzeciego dołożył Belmar. Jak na mecz towarzyski walczono ze sobą ostro. Ipiña został zniesiony na noszach poślizgu rywala ale tuż po tym Alsua zdobył zwycięską czwartą bramkę. Mimo że Real bardzo szczycił się tym zwycięstwem, to reputacja San Lorenzo nie została narażona na szwank. Przez resztę wyjazdu goście byli niepokonani a w szczególności trzej piłkarze: Farro, Pontoni i Martino, czyli tzw. ,,Trio del Oro”, którzy grali bardzo atrakcyjną piłkę. FC Barcelona zaproponowała Pontoniemu kontrakt, który odrzucił, Martino zaś ostatecznie trafił do Juventusu. San Lorenzo pokonało FC Barcelonę i zremisowało z trzema innymi hiszpańskimi klubami: Athletikiem Bilbao, Valencią CF i FC Sevilla. Z tych trzech meczów największe wrażenie na miejscowych zrobiło spotkanie na ,,San Mames” w Bilbao, które ugruntowało popularność kapitana z San Lorenzo - Zubiety, w odróżnieniu od kwestionowanej przez fanów pozycji Panizo z Athletiku. Podczas gdy baskijską pracowitość i grę zespołową Zubiety stawiano za wzór, Panizo często był krytykowany przez kibiców Athletiku za zbyt długie przetrzymywanie piłki. Jednak gdy tłumy zobaczyły jak piłkarze San Lorenzo świetnie panują nad piłką i jak szybko się nią wymieniają, na „San Mames” rozległy się pełne podziwu szepty kibiców: „Oni wszyscy grają jak Panizo!". Najbardziej przekonującym zwycięstwem piłkarzy San Lorenzo była wygrana 13:5(!) w dwumeczu z reprezentacją Hiszpanii. Wiele lat później trener drużyny młodzieżowej FC Barcelony Jaume Oliva powiedział: „W hiszpańskiej piłce było przed i potem, których granice wytaczała wizyta San Lorenzo. Argentyńscy mistrzowie zostawili głęboki ślad, wymyślnej gry krótkimi podaniami, gry trójkątami w przeciwieństwie do bardziej bezpośredniego stylu Hiszpanii, gdzie rozmowy na temat taktyki były uważane za herezję. Argentyńczycy wierzyli w jak najlepsze wykorzystanie piłki oraz strategię. Hiszpanie mogli jedynie odpowiedzieć im ,,La Furią” i improwizacją".
2
@Bernard777 Nie pamiętam czy było ale czytaj bo chyba warto :)
4
Taką ankiete to powinien zrobić Laporta wśród socios. Malo tego! I to właśnie oni(socios) powinni o tym zadecydować a nie Laporta. Co z tego że my sobie tutaj zagłosujemy że chcemy Marca Casado? A no zupełnie nic!
8
@FCBparasiempre
Dziś coraz mniej mamy piłkarzy, którzy przez całą karierę trzymają się jednego klubu i trzyma się go na dobre i na złe. Pamiętamy teraz m.in. Andresa Iniestę, Xaviego, czy Stevena Gerrarda, którzy w ostatnich latach postanowili tylko przed samą emeryturą zaznać smak przeprowadzki. Taką drogą podążył swego czasu Alain Giresse. Urodzony 2 sierpnia 1952 roku w Langoiran, miasteczku położonym w departamencie Żyronda, nad rzeką Garonna, od małego grywał w piłkę. Jednak w domu kluczem dla niego było zdobycie wykształcenia i na to postawił swoje najmłodsze lata, choć ganianie za piłką od zawsze było jego pasją. A, że nie należał nigdy do największych, musiał wyrabiać w sobie świetną technikę, by tym walczyć z lepszymi fizycznie przeciwnikami. To wyróżniało go przez lata – technika i inteligencja boiskowa. Szybko zdobył zawód stolarza, a w międzyczasie jako wielki talent dołączył do największego klubu w okolicy, Girondins Bordeaux. Mimo mizernych warunków fizycznych świetnie radził sobie z przeciwnikami i był prawdziwym reżyserem, dlatego zajął miejsce w środku pola i od początku radził sobie świetnie. Zadebiutował w pierwszej drużynie w 1970 roku i już w swoim pierwszym sezonie rozegrał 29 spotkań i strzelił trzy bramki w rozgrywkach francuskiej Ligue 1 oraz Pucharze Francji. Przez kolejne dwa sezony, jego forma się utrzymywała, jednak „Żyrondyści” głównie walczyli o utrzymanie na najwyższym poziomie rozgrywkowym, co roku skutecznie, w czym duży udział Giresse’a. W 1973 roku został powołany do reprezentacji Francji U-21. Henri Guerin postawił na niego w meczu eliminacji do mistrzostw Europy. Prawdziwy wybuch formy rozgrywającego nastąpił w sezonie 1973/1974, gdy w samej Ligue 1 strzelił 12 bramek, a ekipa „Żyrondystów” zajęła w lidze 14 miejsce. Wtedy jednak we wrześniu 1974 roku, po świetnym sezonie na francuskich boiskach, dostał szansę debiutu w dorosłej reprezentacji „Trójkolorowych”. Stefan Kovacs wystawił go w pierwszym składzie towarzyskiego meczu z Polską. Giresse został zdjęty z boiska w 72 minucie, meczu wygranego 2:0, a na następny mecz w kadrze czekał trzy lata. Na stałe trafił do niej dopiero w 1981 roku. Wtedy były to już inne czasy dla jego kariery. Wcześniej Girondins regularnie kończyli sezony w środku tabeli, w czym i tak była duża zasługa Giresse’a, który strzelał w sezonie po kilkanaście bramek. Dużo słabiej wypadł sezon 1977/1978, gdy ekipa z zachodniej Francji do końca biła się o utrzymanie w elicie i ostatecznie o punkt wyprzedziła Lens i Troyes, które spadły do Ligue 2. W 1979 roku stery w klubie z Bordeaux przejął Claude Bez, który miał kluczowy udział w odbudowie i w ponownej drodze na szczyt. Rok później zespół przejął, ściągnięty z Olympique Lyon, Aime Jacquet. Dodatkowo do zespołu trafił m.in. znakomity napastnik Bernard Lacombe oraz Gerard Soler z Monaco. Sezon później po przyjściu trenera do zespołu dołączył szalenie doświadczony, podstawowy obrońca reprezentacji Francji, Marius Tresor. Od razu w pierwszym sezonie Jacqueta, Bordeaux skończyło sezon na najniższym stopniu podium, co dało awans do europejskich pucharów. Sam Giresse zaliczył co prawda słabszy sezon i strzelił tylko sześć bramek. Dodatkowo do pomocy w środku pola Giresse’owi ściągnięto Jeana Tiganę, z którym regularnie zaczął też występować w kadrze „Trójkolorowych”. Cały zespół spisał się jednak poniżej oczekiwań. W lidze zajął czwarte miejsce, w Pucharze UEFA dotarł zaledwie do drugiej rundy, gdzie uległ HSV, które ostatecznie dotarło do finału. W 1982 roku Giresse pojechał z kadrą Michela Hidalgo na mistrzostwa świata, gdzie był już jedną z kluczowych postaci. „Trójkolorowi” ostatecznie dotarli do półfinału, gdzie pokonali ich Niemcy dopiero w rzutach karnych, a następnie Polska w meczu o trzecie miejsce, który Francuzi już zwyczajnie odpuścili i posłali największe gwiazdy do domu, w tym właśnie naszego bohatera. Wcześniej rozgrywający Bordeaux strzelił dwie bramki Irlandii Północnej w ćwierćfinale, a następnie zaliczył trafienie i dorzucił asystę w spotkaniu półfinałowym z Niemcami. W 1982 roku zajął też drugie miejsce w plebiscycie Złotej Piłki, przegrywając o 51 punktów z Paolo Rossim, a wyprzedzając m.in. Zbigniewa Bońka, który znalazł się na trzecim miejscu. Po powrocie był kluczową postacią zespołu, który zdobył vicemistrzostwo. FC Nantes było wtedy poza zasięgiem, ale to było za mało dla Claude Beza. Do ekipy przed sezonem 1983/1984 dołączył m.in. Patrick Battiston. Aime Jacquet stworzył kapitalny zespół, któremu przewodził Giress, który w całym sezonie strzelił 16 bramek i choć „Żyrondyści” odpadli już w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, jednak zdobyli upragnione mistrzostwo, wygrywając z Monaco lepszym bilansem w meczach bezpośrednich.
Po sezonie nastąpiły mistrzostwa Europy, które dla Francuzów skończyły się kapitalnie. Ekipa Hidalgo wygrała wszystkie mecze, w tym półfinał po dogrywce z Portugalią, a w wielkim finale zmierzyli się z Hiszpanią, z którą zwyciężyli 2:0 i Francja sięgnęła po swój pierwszy wielki tytuł. Liderami tamtejszej drużyny była czwórka: Michel Platini, Alain Giresse, Jean Tigana i Luis Fernandez nazywana „Le Carre Magique”, czyli „Magiczny Kwadrat”. Sam bohater naszego tekstu strzelił bramkę i zaliczył dwie asysty w spotkaniu z Belgią, a we wszystkich pięciu spotkaniach wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty. Wydawało się, że długo w Bordeaux nie pobędzie, chciały go bowiem największe kluby świata. On jednak postanowił być wierny barwom i w kolejnym sezonie ponownie występował w ekipie obrońców tytułu, którzy ostatecznie ten tytuł obronili, wyprzedzając o cztery punkty Nantes. W końcu udało się też osiągnąć sukces w europejskich pucharach, gdzie Francuzi dotarli do półfinału Pucharu Europy, gdzie lepszy okazał się Juventus z Platinim w składzie. Ostatnim sezonem w barwach „Żyrondystów” był sezon 1985/1986. Wtedy razem z kolegami zajął w lidze trzecie miejsce, co było uznawane jako ogromny zawód. Po sezonie pojechał na mistrzostwa świata, gdzie drużyna Henriego Michela miała wielkie nadzieje. Ponownie razem z Platinim, Tiganą i Fernandezem stworzyli zabójczy kwartet w środku pola. Ostatecznie „Trójkolorowi” zaliczyli powtórkę z poprzedniego mundialu i odpadli w półfinale z Niemcami, jednak w spotkaniu o trzecie miejsce pokonali po dogrywce Belgów i mogli cieszyć się z medalu. Sam Giresse zaliczył za to ważną asystę, przy bramce Fernandeza, która dała remis ze Związkiem Radzieckim jeszcze w fazie grupowej. Półfinałowe starcie z Niemcami było z kolei jego ostatnim występem w narodowych barwach. Licznik zatrzymał się na 47 spotkaniach. Po powrocie z turnieju zdecydował się na przeprowadzkę do Olympique Maryslia, które zaczęło budować ekipę zdolną do walki o najwyższe cele. To właśnie w 1986 roku rozpoczęła się budowa drużyny, która kilka lat później zwyciężyła w lidze mistrzów. Do drużyny „Olimpijczyków” dołączyli oprócz Giresse’a m.in. Jean-Pierre Papin, Karlheinz Forster, czy Bernard Genghini. A za wszystkim stał Bernard Tapie. Już w pierwszym sezonie po reformie w klubie, drużyna zdobyła wicemistrzostwo Francji. Dotarli też do finału Pucharu Francji, gdzie ulegli… Bordeaux. Bohater naszego tekstu grał regularnie, jednak strzelił w całym sezonie tylko sześć bramek. Jeszcze słabiej było w kolejnym sezonie, gdy strzelił tylko dwie bramki, a Olympique skończył dopiero na szóstym miejscu w Ligue 1. Po zakończeniu sezonu zdecydował się zakończyć karierę. Rok później został dyrektorem sportowym Bordeaux. Klub jednak był w coraz słabszej kondycji finansowej i powoli dobiegała końca misja Claude’a Beza. Wtedy z klubu odszedł m.in. Aime Jacquet. Do 1991 roku próbował ratować drużynę, jednak w końcu odszedł po upadku klubu. Dwa lata później objął tę samą funkcję w Toulouse, a w 1995 roku postanowił zostać trenerem, przejmując w listopadzie klub po odejściu Rollanda Courbisa. W trakcie dwóch i pół roku pracy przywrócił Toulouse miejsce w elicie. Następnie odszedł do PSG, a po spadku „Fioletowo-Białych”, ponownie przejął zespół i awansował do Ligue 1. W 2001 roku Giresse przeprowadził się do Afryki i przejął marokański FAR Rabat, które pod jego wodzą spisywało się jednak słabo. W 2004 roku objął reprezentację Gruzji, jednak nie miał tam żadnych szans rywalizować z większymi rywalami i po roku pożegnał się ze stanowiskiem. Ponownie wrócił do Afryki i przejął reprezentację Gabonu, która za jego kadencji poczyniła ogromny postęp, mierząc się jak równy z równym z największymi afrykańskimi tuzami. Byli też blisko awansu na mistrzostwa świata w RPA (w ostatniej grupie eliminacyjnej ulegli tylko Kamerunowi). W 2010 roku przejął reprezentację Mali, którą miał poprowadzić do sukcesu na Pucharze Narodów Afryki w 2012 roku. Ostatecznie „Orły” zajęły trzecie miejsce a Giresse niedługo później zrezygnował ze stanowiska. Półtora roku później przejął reprezentację Senegalu, jednak po wpadce na Pucharze Narodów Afryki 2015, został zwolniony. Następnie powrócił do Mali, gdzie spędził dwa i pół roku. W 2018 został selekcjonerem reprezentacji Tunezji, z którą zajął czwarte miejsce na PNA. W 2022 roku został selekcjonerem reprezentacji Kosowa, z którą radzi sobie całkiem nieźle.
Statystyki i osiągnięcia:
Osiągnięcia zespołowe:
Girondins Bordeaux
2x mistrzostwo Francji (1984, 1985)
1x Puchar Francji (1986)
Reprezentacja:
1x Mistrzostwo Europy (1984)
Trzecie miejsce mistrzostw świata (1986)
Osiągnięcia indywidualne:
3x Piłkarz Roku (1982, 1983, 1987)
Król Strzelców Pucharu UEFA (1983)
Drugie miejsce w klasyfikacji Złotej Piłki (1982)
9
Książę Żyrondystów( w odpowiedzi na mój komentarz):
@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Hadziuk Moim klubem RTS! Cała Polska o tym wie, że Czerwona Armia ta, to kibice Widzewa!
1
No! W końcu po ludzku bede mógł obejrzeć na otwartej antenie mojego Widzewa!
Mam nadzieje że mnie nie zawiedzie po tych wzmocnieniach i oczekiwaniach
1
Kupują jakiegoś Garcie, wypychają na siłe Ter Stegena, po czym nie są w stanie zarejestrować tego całego Garcia. Panie Laporta pan jesteś jak ten wrzód na dupie a ić pan w .p...
12
Snajper wyborowy:
2 sierpnia 1993 r. Romario strzela debiutanckiego gola w barwach Blaugrany w towarzyskim meczu przeciwko S.C. Heerenveen przegranym przez Barçe 5:4. Później Brazylijczyk strzelał aż miło, zostając królem strzelców Primera Division.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
Polskaaaa Białoczerwoni! Polskaaaa Białoczerwoni! Polskaaa Białoczerwonii!
Przynajmniej w siatke jesteśmy najlepsi na świecie! I tak trzymać!
9
Przypadki niejakiego Carlesa Busquetsa w FC Barcelonie:
2 sierpnia 1994 r. FC Barcelona zremisowała w towarzyskim meczu z FC Groningen rzadko spotykanym wynikiem 5:5. Taki wynik zawdzięczamy głównie błędom bramkarza Carlesa Busquetsa. Latem 1994 r. z Barcelony odszedł Zubizarreta i jego miejsce w bramce miał zająć dotychczasowy zmiennik Carles Busquets(ojciec Sergio). Już w sparingach przedsezonowych okazało się jednak iż nie będzie on najlepszym wyborem. W meczu z Groningen Busquets popełnił dwa błędy, które zdarzają się co najwyżej raz w całej karierze. Najpierw po dośrodkowaniu przeciwników piłka odbiła mu się od klatki piersiowej i wpadła do bramki. Przy trzecim golu dla rywali próbował okiwać napastnika przeciwników ale stracił piłke. Zdążył jeszcze zatrzymać futbolówkę na linii bramkowej ale nie utrzymał jej w rękach. Przy pozostałych golach dla rywali również mógł się zachować dużo lepiej. W całej karierze ,,Busi” popełniał wiele błędów szczególnie w grze nogami i zyskał przez to niechlubny przydomek ,,bramkarza” z piłki ręcznej. W listopadzie 1995 r. nie mógł trenować ponieważ złapał gorące żelazko, które mogło poparzyć jego czteroletniego syna Aitora. Żartowano później w prasie że była to jego najlepsza interwencja w karierze. No cóż, powiada się iż nie daleko pada jabłko od jabłoni, choć w tym wypadku Sergio i tak jest lepszym piłkarzem od ojca.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@FcPortoFan1999 Jakoś ostatnio w TVP Sport to go nie widziałem?
10
(Nie)zapomniane legendy rodzimego futbolu:
1 sierpnia 1969 r. urodził się Tomasz Łapiński, obrońca. ,,Nasz bramkarz nic nie łapie. Nie musi. Bo mamy ,,Łapę”. Taka okolicznościowa fraszka pojawiła się kiedyś w ,,Piłce Nożnej”. Jej bohaterem był Tomasz Łapiński. Dla wielu najlepszy polski obrońca lat 90-tych, kluczowy element w Widzewie i reprezentacji Polski w tym czasie. Koledzy najczęściej mawiali o nim ,,Łapa”. Czasem ktoś dodawał jeszcze ,,Łapa z Łap”, bo stoper pochodził właśnie z miejscowości o tej nazwie, leżącej nieopodal Białegostoku. Nie trafił jednak do piłkarskiego hegemona Podlasia, Jagiellonii ale do Łodzi. Tam został ostoja miejscowego Widzewa w okresie jego triumfów na krajowych boiskach. Solidny, pewny i niezwykle skuteczny w swych interwencjach Łapiński szybko wskoczył do podstawowego składu tej drużyny, gdzie nie brakowało znanych nazwisk. Zaczynał w defensywie u boku między innymi uczestnika mundialu 1986- Kazimierza Przybysia. W wysuniętych formacjach grali zaś między innymi Iwanicki czy Wraga. Tu wypatrzył go selekcjoner reprezentacji olimpijskiej Janusz Wójcik. Na Igrzyskach w Barcelonie Łapiński był podstawowym graczem jego drużyny. Zagrał od początku do końca we wszystkich meczach aż po sam finał, tworząc znakomity duet z Wałdochem. Z Hiszpanii przywiózł tytuł wicemistrza olimpijskiego a także kilka propozycji transferowych.
,,Łapa” uparcie jednak trwał przy Widzewie. Wielu twierdziło że brało się to z jego legendarnego wręcz strachu przed lataniem. Przed każdym wejściem na pokład samolotu obrońca, który nie pękał przed najlepszymi napastnikami świata, musiał uspokajać się kilkunastoma papierosami. Od braku chęci zmiany klimatu na pewno nie ucierpiała jego gablota z trofeami klubowymi. Z Widzewem wywalczył bowiem 2-krotnie mistrzostwo Polski. W obu tych sezonach był podstawowym piłkarzem drużyny. Zagrał łącznie w 58(z 68) spotkań dwóch mistrzowskich edycji. Zawsze wychodził w podstawowym składzie i nigdy nie został zmieniony. Brał też udział w wygranym starciu z Legią, przez wielu uznawanym za najsłynniejszy mecz w Ekstraklasie. Jako kapitan miał zaszczyt dwukrotnie podnieść trofeum przyznawane za wygraną w lidze. Ponadto zdobył Superpuchar Polski a 2 razy był wicemistrzem Polski. Razem z Widzewem awansował także do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na zakończenie 1997 r. wygrał plebiscyt na „Piłkarza Roku” w Polsce katowickiego ,,Sportu”. Wcześniej zwyciężył w klasyfikacji ,,Złotych Butów” za ten sam okres. Tym większy szok wywołała informacja że jeden z symboli klubowych zdecydował się na transfer do Legii. Nie był już jednak tym samym ,,Łapą”, co kilka miesięcy wcześniej. Coraz częściej zmagał się z kontuzjami. Do Warszawy ściągnął go zaś trener, z którym odniósł największe sukcesy- Franciszek Smuda. Ostatecznie jednak w lidze zagrał w barwach Wojskowych tylko raz przez ponad 2 lata. Kolejny uraz zaważył na jego rozbracie z futbolem na wysokim poziomie. Wspomógł tylko Legie w walce o Puchar Ligi. Półfinał z jego udziałem udało się Wojskowym przejść ale już w decydującej rozgrywce zbyt mocna okazała się stołeczna Polonia. Potem grywał już tylko w niższych klasach rozgrywkowych, m.in. w Piotrkowie Trybunalskim. Jego transfer do Legii miał jeszcze jedną dobrą stronę praktyczną. Liczono bowiem że skorzysta na tym reprezentacja. W Warszawie dołączył do Jacka Zielińskiego, z którym świetnie rozumiał się w defensywie biało-czerwonych. Od eliminacji Euro 1996 aż do momentu kontuzji był podstawowym stoperem kadry. Łącznie rozegrał w niej 36 spotkań. Jego największym sukcesem pozostało jednak srebro olimpijskie. Obecnie jest cenionym ekspertem telewizyjnym, co wielu zaskakuje. W czasach kariery uchodził wszak za milczka i udzielił niewiele wywiadów. Zajmuje się profesjonalną fotografią. Działa także w Widzewie.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Safrani No nie wątpie! W końcu to była nie byle jaka paka(!) na czele z Św.p Johanem Cruijffem.
8
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
1 sierpnia 1989 r. w meczu sparingowym z holenderskim BUITENPOSTS ZM1, zadebiutował i jednocześnie strzelił 3 gole w barwach Blaugrany niejaki…. Ronald Koeman. Nasz legendarny stoper rozegrał tylko pierwszą połowę meczu a FC Barcelona wygrała ten mecz aż 15:1
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Polscy cules kultywują pamięć nie tylko o Powstaniu Warszawskim:
1 sierpnia 1934 r. powstała „Societat Esportiva Industrial Espanya”, przyszła drużyna rezerw FC Barcelony. Historyczna nazwa pochodziła od fabryki, której ekipa była reprezentacją. W 1945 r. została oficjalnie drużyną filialną Barçy. Z tego powodu 7 lat później nie zdobyła awansu do Primera Division, ponieważ druga drużyna nie może grać w tej samej lidze co pierwsza. W 1956 r. klub zdobywa ponownie awans, zmienia nazwe na Club Esportiu Condal i w zgodzie z przepisami przestaje być ekipą filialną Blaugrany. W 1970 r. Barcelona Athletic połączyła się z Club Esportiu Condal, stając się oficjalnie drużyną rezerw Dumy Katalonii. W międzyczasie zmienia kilkakrotnie nazwę(na Barcelona B w 1991 r., Barcelona Athletic w 2008 r. by ostatecznie powrócić do nazwy Barcelona B w 2010 r.). Obecnie grają tam profesjonalni piłkarze ale mogą występować również amatorzy z juniorskiej drużyny Barçy.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Bernard777 Dzięki ci za ten skrót. Od razu ci powiem że nie pamiętam tego przypadku z Pumpido. Zapewne w czasie mundialu mówili o tym ale ja tego nie pamietam. Zresztą ja chyba nawet nie oglądałem tego meczu. Najbardziej pamiętam jeśli chodzi o Albicelestes parady "Goyko" i niemiłosierniernie faulowanego Maradone, no i oczywiście fenomenalnego Caniggie! To był czas żniw i ciężkiej pracy w rolnictwie a do tego bardzo często psujący się czarnobiały telewizor na wsi u dziadków...
13
Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:
Carlos Marchena urodził się 31 lipca 1979 roku w miejscowości The Heads of Saint John w Sewilli. Marchena słyną z twardej, nieustępliwej gry, często na granicy faulu. 36-latek rozpoczynał karierę w Sevilli i po krótkim okresie w Benfice, trafił do Valencii w 2001 roku. Z tym klubem Marchena dwukrotnie wywalczył mistrzostwo Hiszpanii, Puchar UEFA i Puchar Króla, po czym trafił do Villarrealu w 2010 roku, a dwa lata później do Deportivo La Coruna. Ostatnim przystankiem w piłkarskiej podróży był zespół Kerali Blasters w Indian Super League. Marchena należy do złotej generacji hiszpańskich piłkarzy. Z drużyną narodową triumfował także na mundialu U-20, gdy występował obok Xaviego czy Ikera Casillasa.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@rafal314 Prawidłowo! Mam nadzieje że warto było...?
11
Żywe legendy włoskiego futbolu:
Antonio Conte urodził się 31 lipca 1969 roku w Lecce, na samym obcasie włoskiego buta. Karierę piłkarską rozpoczynał w drużynie z rodzinnego miasta. W US Lecce a zarazem w Serie A, zadebiutował mając zaledwie 16 lat. Było to 6 kwietnia 1986 roku. W drużynie z rodzinnego miasta Conte spędził siedem sezonów i zaliczył blisko sto występów. Jego gra przyciągnęła uwagę Giovanniego Trapattoniego, który zapragnął mieć Antonio w zespole. I tak, w czerwcu 1991 roku Conte zasilił szeregi Juventusu. Bianconeri wydali wtedy na młodego pomocnika 4,8 miliona dolarów. W nowym zespole zadebiutował nie w byle jakim meczu, lecz w spotkaniu derbowym z Torino, gdy wszedł na boisko zmieniając legendarnego Toto Schillaciego. To właśnie wtedy rozpoczęła się jego wspaniała przygoda z Juventusem, która trwała przez kolejnych 13 lat. W reprezentacji Włoch, dowodzonej przez Arrigo Sacchiego, zadebiutował w 1994 roku w meczu przeciwko Finlandii, wygranym przez Italię 2-0. W 1994 roku został powołany na MŚ w Stanach Zjednoczonych. Zaliczył występy w meczach 1/4 i 1/2 finału, jednak przegrane po karnych spotkanie finałowe spędził na ławce rezerwowych. W tym czasie, w jego klubie nastała nowa era, era Marcelo Lippiego. Miejsce Antonio Conte w podstawowej jedenastce stanęło pod znakiem zapytania. Konkurować wszak musiał z takimi tuzami jak Paolo Sousa, Didier Deschamps czy Angelo Di Livio. Początkowo nie potrafił sobie z tą rywalizacją poradzić. Stracił też miejsce w reprezentacji. Po pewnym czasie po raz kolejny został zauważony przez selekcjonera, jednak nie zobaczyliśmy go ani w finałach Euro ’96, ani na Mistrzostwach Świata we Francji dwa lata później. Sezon 1996-97 miał należeć do niego. Conte został następcą Gianluki Viallego w roli kapitana Starej Damy i miał prowadzić Juventus do największych triumfów na europejskiej arenie. Zamiast tego przyszło mi jednak borykać się z kontuzją… 9 października 1996 roku w Perugii, drużyna narodowa Italii podejmowała w kwalifikacjach do MŚ drużynę Gruzji. Szybki rajd Conte, zakończył się katastrofą. Piłkarz doznał kontuzji stopy, która wyeliminowała go z gry na długi czas. Przez kolejne miesiące, jedynie z trybun mógł oglądać poczynania jego zespołu, który od zwycięstwa do zwycięstwa dzielnie walczył o najwyższe cele. To były dla Antonio bardzo trudne chwile. “Pamiętam jak oglądałem triumf Juve w pucharze Interkontynentalnym. Oddałbym wszystko, byle tylko być tam z nimi“. Gdy doszedł do pełni formy znów stał się mocnym punktem Juventusu i Italii. Stałe miejsce w składzie reprezentacji wywalczył za kadencji Dino Zoffa. Podczas Euro 2000 już w pierwszym meczu ME z Turcją popisał się wspaniałą bramką strzeloną przewrotką. Równie udany występ zaliczył przeciwko Szwecji. Dobrze radził sobie także w meczu z Rumunami, do momentu, w którym Hagi bardzo brutalnie zaatakował Conte. Rumuński zawodnik ukarany został czerwoną kartką, jednak również Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Nie zagrał już do końca turnieju.
Kolejne lata to solidna gra, jednak przeważnie w roli zmiennika. Najlepsze jego występy przypadają na okres pobytu w Juve Carlo Ancelottiego, gdy Antonio stał się etatowym zawodnikiem pierwszego zespołu. Po powrocie Lippiego bywało różnie. Antonio nie grał zbyt dużo, wchodził przeważnie z ławki rezerwowych. Dodatkowo stracił opaskę kapitana na rzecz Del Piero i jak dziś sam mówi, był to najgorszy dzień w jego życiu. Mimo to nie można nie doceniać jego wpływu na sukcesy Juventusu. Drużyna wiele korzystała z doświadczenia i charyzmy, z jakiej już wówczas słynął Conte. W czasach występów w drużynie Bianconerich dał się poznać jako niezwykle uniwersalny pomocnik. Grał zarówno na środku, jak i na prawej pomocy. Miał również na swoim koncie wiele bramek strzelonych w bardzo istotnych dla Juventusu momentach. Wierność biało-czarnym barwom dochował przez 13 lat. Piłkarską karierę zakończył w 2004 roku występem w Derbach Włoch przeciw Interowi. Przygodę z Juventusem zakończył bardzo niespodziewanie i nagle. Nie było pożegnalnego meczu, wzruszającego pożegnania z kibicami, kwiatów ani okrzyków. Podziękował jedynie wszystkim za te wspaniałe lata spędzone w Turynie i po cichu zakończył występy jako futbolista. Od razu po odwieszeniu butów na kołku miał jasno sprecyzowane plany – chciał zostać trenerem: “Klub zaproponował mi warunki, których nie mogłem zaakceptować. To koniec pewnego cyklu, także mojego. Tutaj wygrałem wiele, obym wrócił tutaj jako trener…“. W 2005 roku rozpoczął karierę szkoleniowca jako zastępca Luigiego De Canio w Sienie. Samodzielną pracę zaczął w kolejnym sezonie w drugoligowym Arrezzo. Spadł z tym zespołem z Serie B, jednak wpływ miały na to nie tylko boiskowe występy jego podopiecznych, ale też punkty odebrane Arrezzo za udział w Calciopoli. Pod koniec 2007 roku zastąpił Giovanniego Mazzarriego na stanowisku trenera Bari. Udało mu się zająć z zespołem bezpieczne miejsce w środku stawki, by w drugim sezonie uzyskać awans do Serie A. Mimo tego sukcesu kontrakt pomiędzy nim a klubem został rozwiązany w czerwcu 2009. We wrześniu Conte zatrudniony został w Atalancie. Ze względu na niezadowalające wyniki szybko podał się do dymisji, nie pozostał jednak długo bez pracy. W maju objął stery Sieny, którą poprowadził do awansu do Serie A. Był już wówczas uznawany za jednego z najlepszych trenerów młodego pokolenia, jednak i tak część kibiców zaskoczona była, gdy w maju 2011 Juventus podał do wiadomości, że Conte zostanie nowym trenerem Bianconerich. Jego zadanie było proste. Miał przywrócić należne miejsce zespołowi, który wciąż nie był w stanie wrócić na szczyt po aferze Calciopoli. 11 września 2011 roku zdobył z nowym klubem trzy punkty po spotkaniu z Parmą, inaugurującym jednocześnie nowy stadion Juventusu (na którym zresztą został uhonorowany specjalną gwiazdą jako jedna z klubowych legend). Zwyciężając w rozgrywkach ligowych trzy razy z rzędu i dwukrotnie zdobywając krajowy Superpuchar stał się dla kibiców symbolem odrodzenia Starej Damy. Dominacja ligowa nie przełożyła się jednak na wyczekiwane przez tifosich sukcesy w Europie. W międzyczasie w 2012 roku jego kariera zawisła na włosku – oskarżony został o udział w aferze związanej z ustawianiem meczów (tzw. Calcioscommesse). Kara za nie poinformowanie odpowiednich organów o procederze początkowo miała wynosić rok, skończyło się jednak na czterech miesiącach dyskwalifikacji, podczas których zastępowali go Angelo Alessio i Massimo Carrera. Z Juventusu odszedł w 2014 roku by objąć stanowisko selekcjonera reprezentacji Włoch. Ze Squadra Azzurra awansował do finałów Mistrzostw Europy 2016, jednak już przed turniejem (zakończonym przez Włochów na ćwierćfinale) były wiadomo, iż w kolejnym sezonie Antonio przeniesie się na Wyspy by trenować Chelsea. W pierwszym sezonie zdobył z The Blues mistrzostwo Anglii, drugi zakończony piątym miejscem w tabeli oznaczał także pożegnanie z Londynem. Zdecydowały o tym nie tylko wyniki sportowe, ale też problemy w relacjach pomiędzy szkoleniowcem, zawodnikami a klubem. Po roku przerwy w czerwcu 2019 został mianowany trenerem Interu Mediolan, co przez część kibiców Juventusu odebrane zostało jako zdrada.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360