14

Golleada w Copa del Rey:

22 grudnia 2011 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo pod wodzą Guardioli i jedno z najwyższych zwycięstw w historii Pucharu Hiszpanii. Na Camp Nou rozgromiła trzecioligowy La Hospitalet aż 9:0(!) w rewanżowym meczu 1/16 Copa del Rey. Blaugrana wystąpiła w składzie: Pinto, Pique, Puyol, Fontas, Fabregas, Xavi(38’ Tello), Iniesta (31’ Sergi Roberto), T. Alcantara, Busquets(57’ J. Dos Santos), Pedro, Cuenca. Rezerwowi: Valdes, Sergi Roberto, Muniesa, Jonathan dos Santos, Tello





@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@Lahey
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_
@Symson

0

@KamQiX Jak na Atletico siedzisz mocnym i intensywnym presingiem i chcesz za wszelką cene wjechać do bramki, to później tak to się kończy. Na tych cwaniaków trzeba zupełnie inna taktyke stosować...

10

Golazo!

22 grudnia 1973 r. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.

Popatrzcie sami:





@Symson
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

2

@Lionel_Messi10 A to jednak zwykły puchar, no ok. dzięki śliczne za informacje. No a jakiś Superpuchar rozgrywają?

0

@FcPortoFan1999 Niekoniecznie, gdyż Barca z kontry gra bardzo dobrze, bodaj mecz z Bayernem był tego przykładem. Przeciwko takiemu rywalowi jak Atletico to w zasadzie bardzo ciężko jest wjechać z piłką do bramki i taka taktyka z gory jest skazana na niepowodzenie...

0

@FcPortoFan1999 Zgadza się ale zrobili w zasadzie to co w ich stylu: wyczekali i ,,nas" skontrowali! A gdyby spróbować oddać im inicjatywe i ich kontrować przez większą część meczu, jakby to wtedy wygladało jestem ciekaw?

0

@FcPortoFan1999 Mi przychodzi na tylko na myśl: Po trupach do celu. Barca chciała wygrać za wszelką cene i nadziała się na kontre(!) a o nieskuteczności to już napisałem. Reasumując: nie da się wygrać, to przynajmniej zremisuj...

1

@Adran360 Co dokładnie jest to Trofeo De Campeones, gdyż ostatnimi czasy nie śledze wszystkich rozgrywek argentyńskich? Czyżby to był rodzaj Superpucharu?

0

@FcPortoFan1999 Dokładnie...!

0

@FcPortoFan1999 Wprawdzie nie byłem ale jeśli chodzi o dusze i atmosfere stadionu to raczej napewno nie jest to samo. Co by nie mówić Camp Nou to ,,nasza" świątynia futbolu...

8

Bernd Schuster kończy dzisiaj 65 lata:

22 grudnia 1959 r. w Augsburgu urodził się Bernd Schuster. Ten niemiecki piłkarz karierę zaczynał w 1. FC Köln, z którego w 1980 r. przeniósł się do FC Barcelony. Bardzo szybko stał się gwiazdą linii pomocy Blaugrany i w 6 kolejnych sezonach zdobywał dwucyfrową liczbe goli we wszystkich rozgrywkach. Dokonał tego pomimo faktu że stracił większość roku 1982 na rekonwalescencje po tym, jak ,,Rzeźnik z Bilbao”(Andoni Goikoetxea) brutalnie wszedł w jego kolano. W latach 1982-84 znakomicie układała się współpraca Bernda z Diego Maradoną, którego Argentyńczyk nie omieszkał komplementować w swojej autobiografii. Tuż po tym, jak został zmieniony w trakcie gry w finale Pucharu Mistrzów w 1986 r., udał się do szatni i nie informując nikogo, pojechał z żoną na lotnisko, gdzie pierwszym samolotem udał się do Barcelony. Przed sezonem 1986/87 Schuster został za to wykluczony z zespołu i nie rozegrał ani jednego meczu! Prezydent Nuñez zaoferował go nawet Espanyolowi. Jak zauważyli ironicznie dziennikarze, byłoby to jedyne możliwe rozwiązanie dla Schustera, bo nadal dzieliłoby go jedynie 30 minut samolotem od ,,ukochanej” Ibizy. Choć Niemiec pozwał klub do sądu, przegrał sprawę. Po roku wrócił do łask, lecz jego relacje z działaczami pozostawały napięte i latem 1988 r. zdecydował się na transfer do Realu Madryt. Co ciekawe, z drużyny Królewskich trafił po 2 latach do Atletico Madryt. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą w roli trenera, zdobywając między innymi mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madrid w 2008 r.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

0

Jakiś pechowy jest dla nas ten Olimpijski Estadio Lluis Companys. No ale tak bardziej poważnie to chyba wszyscy są zgodni że byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą i również wszyscy są zgodni że mieliśmy przerażającą nieskuteczność!? No ale do cholery przecież z czegoś musi wynikać ta zadziwiająca nieskuteczność? Tak se myśle że w drugiej połowie wynikiem tej nieskuteczności mógł być ten szalony nieustający presing, który kosztował mnóstwo sił w pierwszej połowie. Poza tym czy my musimy za każdym razem w ataku pozycyjnym wjeżdżać do bramki przeciwnika aby strzelić gola? Jak pokazał wczorajszy mecz, to nie zawsze się udaje. Trzeba również uderzać zza szesnastki przy przeciwnikach broniących się całym zespołem bo to stwarza jakiś rykoszet czy zagranie reką. Inna sprawa, to czy na takiego przeciwnika nie lepiej oddać inicjatywe i grać z kontry? Oni kontry wykorzystali do bólu! Pan Flick musi to wszystko pozmieniać bo inaczej niczego nie wygramy...

7

Bardzo ciężki mecz ale Vamos i Visca el Barca! Para siempre!

5

@FCBparasiempre
,,Bóg podarował mi to wszystko i mogę Mu tylko podziękować”-Ronaldo de Assis Moreira. ,, Ronnie'’ jest szczęśliwy, to widać a jego uśmiech od dawna nie był tak radosny. Zresztą każdy na jego miejscu czułby się jak w niebie. Właśnie wygrał Copa libertadores i przeszedł do historii. Ma już w swojej kolekcji puchar najbardziej prestiżowych rozgrywek Ameryki Południowej oraz tryumf w europejskiej Champions League. Przed nim osiągnęło to tylko pięciu piłkarzy: Cafu, Dida, Rocke Junior, Carlos Tevez, i Walter Samuel. To dla większości niemożliwe do spełnienia marzenie, z którego ,,Dinho” mógł się cieszyć po długim okresie posuchy. ,, Mówili że jestem skończony, mówili że jestem skończony, mówili że jestem skończony"- powtarzał raz za razem z entuzjazmem. 12 miesięcy od przyjścia do Atletico Mineiro, kiedy prawie wszyscy stwierdzili że nic już z niego nie będzie, Gaucho pojednał się z futbolem. Owszem, nie grał na poziomie sprzed kilku lat ale nie zatracił swego daru do wymyślania niemożliwych zagrań, do zaskakiwania i decydowanie o losach meczów. Wciąż jest najlepszym przedstawicielem ,, joga bonito", chociaż akurat tego wieczoru zabrakło mu inspiracji. Na stadionie Mineirao, w Belo Horizonte 24 lipca 2013 roku, podczas rewanżu w finale z paragwajską Olimpią Asuncion, prezentował się dość niepozornie ale jego drużyna po raz pierwszy w historii wygrała Copa Libertadores, w znacznej mierze dzięki niemu. Bilans jego występów w całych rozgrywkach był ewidentnie pozytywny. Jest piłkarzem z największą liczbą asyst i strzelił w sumie cztery gole, niektóre z nich godne zapamiętania, jak wspaniały strzał pod poprzeczkę w spotkaniu z Arsenalem de Sarandi w fazie grupowej. ,, Komu oddasz koszulkę, w której dzisiaj grałeś?"- pytał Ronniego argentyński dziennikarz chwilę przed wzniesieniem pucharu. ,, To jest dla mojej mamy. Zawsze wręczałem jej koszulki ze wszystkich finałów"- odpowiada bez wahania Ronaldinho. Jest to hołd wdzięcznego syna złożony matce, która jest dla niego źródłem inspiracji i oczywiście jego fanem nr 1. Przed rokiem, po odejściu z Flamengo, piłkarz był bliski zawieszenia butów na kołku, aby móc opiekować się Migueliną, która właśnie przeszła operację usunięcia nowotworu. Chciał zrekompensować jej trud, jaki podejmowała w trakcie całej jego kariery. Jednak przerwa między pobytem we ,,Fla” i w Atletico Mineiro trwała tylko 4 dni. Dino chciał nadal grać w piłkę i(jak sam przyznał) wsparcie kibiców Atletico dało mu wystarczającą siłę by nie rezygnować. ,, Było naprawdę trudno ale oni byli obok mnie. Kiedy zachorowała moja matka, przynieśli na stadion transparent z jej wizerunkiem. Ściskali mnie"- wyjaśniał jakiś czas później. To wsparcie w momencie gdy wydawało się że wszyscy się od niego odwrócili, rekompensuje znaczną obniżkę pensji(mówi się że zamiast 500 000 zarabiał 140 000 euro miesięcznie), na którą Ronaldinho się zgadza by włożyć biało-czarną koszulkę. 4 czerwca 2012 roku Roni dołącza do nowej drużyny. Jest już po rozpoczęciu sezonu. Jego przeprowadzka do Belo Horizonte w znacznej mierze wynika z Przyjaźni łączącej jego brata Roberto z Cucą, trenerem Atletico. Znają się z czasów gremia, , gdy grali w zespole który w 1989 roku zdobył Puchar Brazylii. 9 czerwca gaucho debiutuje w oficjalnym meczu przeciwko Palmeirasowi. Atletico wygrywa ten mecz 1:0 a gola strzela Jo, chociaż występ Dino pozostawia bardzo dobre wrażenie. Swojego pierwszego gola w nowym klubie zdobywa 15 dni później w meczu z Nautico, które kończy się wynikiem 5:1 dla biało-czarnych. W następnych tygodniach drużyna z Belo Horizonte zostaje liderem rozgrywek o mistrzostwo Brazylii w czym spora zasługa Ronaldinho. Po raz pierwszy od bardzo dawna staje na wysokości zadania i spełnia pokładane w nim nadzieję. Trasa pisze tylko o jego występach na boisku; kontrowersje i plotki na temat jego życia prywatnego schodzą Na drugi plan. Zmiana zachowania jest radykalna, lecz do czasu a konkretnie do 12 sierpnia. Ronie znalazł się poza kadrą na mecz z Vasco da Gama, za karę, ponieważ poróżnił się z Aleksandre Kalilem, prezydentem Atletico. Powód? Na spotkaniu z piłkarzami szef klubu ogłosił że od tej pory drużyna będzie zaczynać zgrupowanie dwa dni przed meczem aby uniknąć roztargnienia i nocnych wyjść. Obwieszczenie zaowocowało ostrą kłótnią z Ronim, która zakończyła się czasowym odsunięciem piłkarza od zespołu. To zdarzenie wywołuje alarm: czyżby miał to być koniec idylli? Obawa że pomocnik obniży formę jak w poprzednich sezonach jest nieuniknione, jednak tym razem Ronie nie rozczarowuje. Polemika kończy się niemal tak szybko jak się zaczęła i w meczu z Botafogo. 20 sierpnia Gaucho znów wybiega na murawę. Jest to mecz w pewnym sensie nostalgiczny, jako że Ronaldinho spotyka się na boisku ze starym przyjacielem, kolegą z Milanu a teraz przeciwnikiem Clarensem Seedorfem. Biało-czarni wygrywają 3:1. , Ronnie jest całkowicie zaangażowany stara się pomóc swojej drużynie w wygraniu rozgrywek ligowych, których liderem jest Fluminense, mające sporą przewagę nad resztą stawki. Piłkarz jest bohaterem i niezapomnianych chwil, jak wtedy, gdy strzela trzy gole w meczu z Figueirense 7 października(ostateczny wynik to 6:0). Pierwszy z nich, w 11 minucie jest spektakularny. Ronaldinho nie zatrzymując się oddaje strzał spoza pola karnego a piłka ląduje pod poprzeczką. Wszyscy wskakują na niego by celebrować to trafianie a on nie może ukryć łez. Wskazuje na niebo. To Ronaldinho jakiego wszyscy znają i kochają, ten, który znowu pozwala marzyć. Chociaż kilka dni później mistrzem zostaje w Fluminense, to Gaucho zdobywa złotą piłkę dla najlepszego brazylijskiego piłkarza 2012 roku.

W Atletico czuję się dobrze i 28 listopada przedłuża kontrakt o kolejny rok. Czeka na niego jeden z najbardziej owocnych sezonów w karierze ale wcześniej pojawia się inna niespodzianka. Scolari powołuje go do reprezentacji. Były piłkarz FC Barcelony udaje się do Londynu aby 6 lutego rozegrać tam towarzyskie spotkanie z Anglią. ,, Mam za sobą dobry sezon, dlatego wierzyłem że może się to zdarzyć. Bardzo się cieszę że stało się to rzeczywistością"- mówił podczas spotkania z dziennikarzami. Mecz nie jest jednak bułką z masłem. Brazylia przegrywa 1:2 a Ronaldinho nie wykorzystuje rzutu karnego. Uzyskuje natomiast potwierdzenie że ma jeszcze szansę wystąpić na Mistrzostwach Świata w 2014 roku. Tymczasem sezon przebiega znakomicie. W Copa Libertadores Atletico kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. 8 marca jest liderem swojej grupy, ma pięć punktów przewagi nad drugą drużynę FC São Paulo. Piłkarze z Belo Horizonte dwukrotnie urządzają goleady argentyńskiemu Arsenalowi de Sarandi. Zarówno w pierwszym meczu w Buenos Aires, jak i w rewanżu brazylijski zespół gromi rywala 5:2! Ronaldinho odgrywa decydującą rolę podobnie jak w następnym meczu reprezentacji. 7 kwietnia ,,Canarinhos” pokonują Boliwie 4:0 a ,,Dinho” jest kluczową postacią przy trzech pierwszych trafieniach, chociaż sam gola nie strzela. W maju szczęście go opuszcza. Pomimo dobrego poziomu gry Gaucho Scolari nie powołuje go do kadry na Puchar Konfederacji. Ronie nie kryje rozczarowania ale zapewnia że ten krok do tyłu tylko go zmotywuje by otrzymać powołanie w przyszłości. Tymczasem w Copa Libertadores Atletico cierpi męki w ćwierćfinale. Na stadionie Tijuany w ostatnich momentach meczu udaje mu się doprowadzić do wyrównania 2:2. Rewanż na Mineirão też kończy się egonicznym remisem 1:1 ale cel został osiągnięty: drużyna awansowała do półfinału. Tutaj przeciwnikiem był argentyński Newell’s Old Boys. 7 lipca Brazylijczycy przegrywają w Rosario 0:2; mecz od początku do końca został zdominowany przez rywali. Ronaldinho ustawiony był za bardzo z przodu a Atletico zostawiło Argentyńczykom zbyt wiele miejsca. Cztery dni później brazylijska drużyna na własnym stadionie walczy o przetrwanie. Zawodnicy wiedzą że nie są faworytami i muszą wywrócić zakłady do góry nogami i udaje im się. Zaledwie 2 minuty od rozpoczęcia meczu Bernard strzela na 1:0 po podaniu Gaucho. Tablica wyników nie zmienia się przez resztę meczu aż szczęśliwym trafem Guillerme, który właśnie wszedł na boisko wykorzystuje błąd obrońcy Newell’s i prawą nogą spoza pola karnego strzela na 2:0. Trwa 5 minuta doliczonego czasu gry. O awansie do finału decydują rzuty karne. Ronaldinho wykorzystuje swoją jedenastkę i strzela na 3:2. Następny w kolejce jest Maxi Rodriguez ale Viktor, bramkarz Atletico czyta mu w myślach i wykonuje fantastyczną paradę. Jego drużyna nie posiada się z radości. Piłkarze z Belo Horizonte powalczą o Copa Libertadores z paragwajską Olimpią Asuncion. Zbiegiem okoliczności dwumeczowy finał będzie miał przebieg(a zwłaszcza zakończenie) bardzo podobny do tego, co działo się w półfinale. Pierwszy mecz odbywa się na stadionie Manuel Ferreira w Asuncion, gdzie gospodarze spokojnie wygrywają 2:0. Podopieczni trenera Cuki znów nie mogą zawieźć przed własną publicznością jeśli chcą zdobyć najbardziej pożądane trofeum w Ameryce Południowej. Pokazuje że nie będzie łatwo. Olimpia tworzy mur obronny nie do pokonania, Atletico zderza się z nim raz za razem ale gospodarze naciskają i pressing zaczyna przenosić efekty. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Jo udaje się znaleźć miejsce i strzela na 1:0. W drugiej części drużyna Ronaldinho fizycznie jest mocniejsze od Olimpii, chociaż na wyrównanie w dwumeczu trzeba czekać aż do ostatnich 4 minut meczu, kiedy strzał głową oddaje Leonardo Silva. W dogrywce tablica wyników pozostaje bez zmian, mimo że Atletico gra z przewagą jednego zawodnika i znowu rzuty karne zdecydują na którą stronę przechyli się szala zwycięstwa...? Udało się! Ronaldinho i jego koledzy triumfują. ,, To jest trofeum, którego mi brakowało"- mówi Roni po meczu. Wisienkę na torcie kładzie 200 dziennikarzy sportowych z regionu, którzy przed zakończeniem roku przyznają mu tytuł piłkarskiego króla Ameryki. Gaucho dostaje 156 głosów, prawie dwa razy więcej niż drugi sklasyfikowany zawodnik i triumfator w dwóch poprzednich latach- Neymar Junior. W szeregach Atletico Mineiro Roni znów poczuł zapach sukcesu i, co jeszcze ważniejsze, osiągnął pewną stabilizację. W Belo Horizonte grał od dwóch lat ale nawet jego pożegnanie odbywa się spokojnie. Podczas konferencji prasowej pod koniec lipca 2014 roku nie podaje konkretnych powodów dla których postanowił rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron i w przyjacielskiej atmosferze, chociaż przyjmuje się za pewnik że w znacznej mierze wynika to z jego niezadowolenia z poczynań nowego trenera Lewira Culpiego. Tym razem Ronaldinho odszedł z wysoko podniesioną głową i trzema trofeami w kieszeni: Copa Libertadores, Recopa Sudamericana i mistrzostwo stanu Minas Gerais. ,,Ten klub funkcjonował bardzo dobrze! ,,Galo” zawsze będzie w moim sercu”- podsumował Ronni.

6

10

Legendy rodzimego futbolu:

21 grudnia 1971 r. urodził się Tomasz Wieszczycki, pomocnik i obrońca. Jeden z najbardziej bramkostrzelnych pomocników w historii Ekstraklasy. Z ogromnym dystansem dziś nazywa siebie członkiem ,,Klubu 99”, podkreślając że zabrakło mu zaledwie jednego gola do Klubu 100. Sympatyczny zawodnik nie odżegnuje się od tej niewielkiej zadry w sercu. Niewielkiej, gdyż inne osiągnięcia z pewnością pomagają mu na co dzień zapomnieć o tym drobnym braku. Zresztą to nie jedyny przypadek w jego karierze, gdy odmawiano mu wstępu do elitarnego grona. ,,Wieszczu” był członkiem kadry Janusza Wójcika podczas Igrzysk Olimpijskich w 1992 r. Ostatecznie jednak selekcjoner trzymał go na ławce rezerwowych. Dlatego też czasami podawano w wątpliwość jego udział w zdobyciu wicemistrzostwa olimpijskiego, podobnie jak u Mariusza Koseły czy Arkadiusza Onyszki. Międzynarodowy Komitet Olimpijski przeciął jednak wszelkie spekulacje. Wieszczycki figuruje na liści polskich medalistów igrzysk a jego medal zawieszono w Centrum Olimpijkski na specjalnej ściance. W Ekstraklasie zadebiutował niemal pół roku przed 17-tymi urodzinami. W dodatku jako zawodnik podstawowego składu, co czyni z niego jednego z najmłodszych debiutantów pod tym względem. Już tydzień później miał na koncie premierowego gola. Jego licznik wieku wskazywał wtedy 16 lat, 7 miesięcy i 16 dni! Później przez prawie półtorej dekady(z dwuletnią przerwą na pobyty we Francji i Grecji) był już stałym elementem rozgrywek na najwyższym szczeblu w Polsce. Uzbierał przez ten czas aż 363 mecze. Kiedy kończył karierę ustępował pod względem liczby występów w Ekstraklasie zaledwie ośmiu piłkarzom. Dziś jest na 23 pozycji ex aequo z Jackiem Zielińskim ale goni ich Maciej Sadlok(na te chwile 357). Był trzecim najmłodszym w historii członkiem Klubu 300. Wyprzedzili go tylko Kapka i Janik. Z Szołtysikiem, Kmiecikiem, Ćmikiewiczem, Deyną, Maszczykiem, Bajorem i Gęsiorem tworzy grono jedynych zawodników z taką liczbą występów w Ekstraklasie i jednocześnie medalem olimpijskim na koncie. Tylko on, Bajor i Gęsior z tego towarzystwa występowali jeszcze w XXI wieku. Wieszczycki 2 razy zdobył mistrzostwo Polski. Raz z ŁKS, co dla niego jako wychowanka tej drużyny było szczególnym przeżyciem, a za drugim podejściem z Polonią Warszawa. Tak się jakoś złożyło że w obu swych zwycięskich sezonach pojawiał się w składach klubów dopiero po przerwie zimowej. W rundach wiosennych stanowił jednak zdecydowanie ważne ogniwo tych drużyn. Był jednym z głównych bohaterów fety po zdobyciu mistrzostwa przez Polonie Warszawa. Właściciel klubu Janusz Romanowski zaprosił na ceremonie bijący wtedy rekordy popularności zespół Ich Troje. Jego lider podstawił mikrofon Wieszczyckiemu i razem zaśpiewali refren piosenki ,,A wszystko to, bo ciebie kocham…”.

Ponadto może pochwalić się Pucharem Polski, Pucharem Ligi i Superpucharem. Należy do nielicznego grona piłkarzy, którzy te poczwórną korone wywalczyli z jednym klubem. Na podium mistrzostw Polski gościł wspólnie też z Legią i Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Z obydwoma tymi klubami zdobył wicemistrzostwo kraju. Ponadto z Wojskowymi awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Z Dyskobolią dane było mu zaś przeżyć słynną batalie w Pucharze UEFA, gdy niewielki klub wyeliminował Manchester City oraz Herte Berlin i zakończył zmagania na 1/16 finału. W lidze strzelił 99 goli, co często przywoływane jest w żartach. On sam nawet przypomina sytuacje z czasów gry w Dyskobolii, która mogła mu dać upragnioną ,,setke”. Z drugiej strony podkreśla fakt bycia jednym z najbardziej bramkostrzelnych pomocników. W reprezentacji Polski wystąpił 11 razy i strzelił 3 gole, w tym jednego w debiucie przeciwko Arabii Saudyjskiej. Pokonał też golkipera Słowaków w eliminacjach EURO 1996. Po zakończeniu piłkarskiej kariery bardzo krótko bo zaledwie jeden mecz prowadził ŁKS w Ekstraklasie. Obecnie najbardziej znany jako komentator Ekstraklasy w Canal+.

@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 Nie na długo, gdyż chciałbyć mądrzejszy od papieża...

9

Van Gaal w język nigdy się nie gryzł:

21 grudnia 2001 r. Luis van Gaal został uratowany przed zwolnieniem. Drugi etap pracy van Gaala w Barcelonie od początku nie układał się pomyślnie. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia FC Barcelona jechała na Majorke z nożem na gardle, znajdując się w drugiej połowie tabeli. Strata punktów oznaczała pożegnanie się z van Gaalem i gorączkowe poszukiwanie trenera w okresie świątecznym. Holender próbował się bronić: ,,Mam charakter i charyzmę żeby popchnąć drużynę do przodu. Kibice nas wspierają, czego nie było podczas mojego pierwszego pobytu w Barcelonie. Wiedziałem że nie był to dobry pomysł aby wracać, lecz miałem wiele pomysłów i jestem ambitny. Pozostało jeszcze sporo meczów do końca a w Lidze Mistrzów idzie nam świetnie”- próbował ratować sytuacje van Gaal. Sytuacja w La Liga była tragiczna, natomiast w Lidze Mistrzów Blaugrana rzeczywiście odniosła 8 zwycięstw z rzędu i jedynie ten fakt ratował szkoleniowca przed zwolnieniem. Mecz na Majorce zapowiadał się niezwykle ciężko, ponieważ w ataku gospodarzy brylowali wówczas Samuel Eto’o i Walter Pandiani. Van Gaal postawił wszystko na jedną karte i wobec absencji Riquelme postawił na młodziutkiego Iniestę, który zaledwie 2 miesiące wcześniej debiutował w Lidze Mistrzów, gdy Barça zapewniła już sobie awans do kolejnej fazy. Na Baleary udał się nawet kontuzjowany Puyol aby podnieść morale ekipy. Duma Katalonii wbrew oczekiwaniom wygrała pewnie 0:4 ale na wynik spotkania miały wpływ dwie czerwone kartki dla gospodarzy w pierwszych 30 minutach gry. Kluivert zaliczył hattricka w niecałe pół godziny, natomiast graczem meczu poza Holendrem był Iniesta. Van Gaal komplementował młodziutkiego Hiszpana w ten sposób: ,,Po debiucie z Brugią byłem z niego bardzo zadowolony, niestety potem doznał kontuzji. Uznałem że teraz nadszedł jego czas. Z Riquelme entuzjazm drużyny był dużo niższy”. Holenderski trener uratował stanowisko, choć nie na długo, o czym postaram się wspomnieć w styczniu przyszłego roku.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson

0

@FcPortoFan1999 Z przykrością trzeba stwierdzić iż na dzień dzisiejszy jak najbardziej w stu procentach!

10

Narodziny PZPN:

Na zjeździe założycielskim odbywającym się w Warszawie w dniach 20–21 grudnia 1919 r. powstał Polski Związek Piłki Nożnej, największy oraz jeden z najstarszych polskich związków sportowych. „Przed samymi świętami, bo w dniach 20 i 21 bm. odbył się w Warszawie zjazd towarzystw sportowych wszystkich ziem polskich, na którym ukonstytuowano P.Z.P.N” – czytamy w jednym z grudniowych wydań „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” w 1919 r. W Warszawie, w budynku przy ul. Oboźnej 1 (lub 3), który dzisiaj już nie istnieje, spotkali się działacze 31 stowarzyszeń i klubów piłkarskich. Miejsce spotkania jednak nie każdemu odpowiadało. W relacji „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” można znaleźć informację mówiącą o „pewnych niedomaganiach”. Jak dowiadujemy się z dalszej części notatki, „zjazd rozpoczął się z pewnymi niedomaganiami, bo najpierw lokal nań przeznaczony był zajęty, a gospodarze warszawscy bardzo niepunktualni; to ogromnie nie podobało się gościom z Małopolski i Poznania, przyzwyczajonym nie tylko do punktualności, ale i do uszanowania zarządzeń przez zjazd powziętych”. Podczas zjazdu założycielskiego udało się jednak opracować i zatwierdzić statut stowarzyszenia, którego twórcami byli Józef Lustgarten, Jan Polakiewicz i Jan Weyssenhoff. Regulamin określał powstanie okręgowych związków piłki nożnej – Górnośląskiego, Krakowskiego, Lubelskiego, Lwowskiego, Łódzkiego, Pomorskiego, Toruńskiego, Warszawskiego oraz Wileńskiego – które dzieliły sekcje na klasy ABC. Rywalizować w mistrzostwach Polski mógł dopiero mistrz klasy A. Pierwszą siedzibą PZPN był Kraków. Na pierwszego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej wybrano Edwarda Wiktora Cetnarowskiego, lekarza i działacza klubowego Cracovii. W 1921 r. Cetnarowski należał do współzałożycieli ukazującego się do dziś „Przeglądu Sportowego”.

W 1923 r. PZPN został oficjalnie przyjęty w poczet członków FIFA (Międzynarodowa Federacja Związków Piłkarskich), co zaowocowało tym, że już w następnym roku biało-czerwoni wystąpili na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Chociaż występ nie był udany, to wraz z końcem roku w PZPN zarejestrowano już 510 klubów, 17 tys. zawodników i 200 sędziów. W ciągu zaledwie trzech lat liczba grających profesjonalnie w futbol zwiększyła się ponad siedmiokrotnie. W 1925 r. powstało Polskie Kolegium Sędziów Piłki Nożnej, a rok później odbył się pierwszy finał Pucharu Polski. Trofeum zdobyła Wisła Kraków, która pokonała 2:1 Spartę Lwów. W grudniu 1926 r. zorganizowano w Warszawie pierwszą konferencję porozumiewawczą w celu utworzenia ligi. Zwolennikami ligi była większość czołowych klubów, jednak przeciwnikami takiego rozwiązania byli PZPN oraz organizacje regionalne. Podczas zwołanego w lutym 1927 r. w Warszawie Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZPN kluby i PZPN nie doszły do porozumienia. Wówczas nastąpił rozłam – 14 najlepszych klubów utworzyło ligę. Jedynie Cracovia, której prezesem był prezes PZPN Edward Cetnarowski, pozostała wierna związkowi. Pierwszy mecz ligowy odbył się 2 kwietnia 1927 r. w Warszawie. Wówczas Warszawianka pokonała Legię 4:1. Ligową rywalizację wygrała krakowska Wisła. Niebawem po rozgrywkach do ligi dołączyła Cracovia. Zwołane na 18 grudnia 1927 r. Nadzwyczajne Zgromadzenie PZPN usankcjonowało ostatecznie rozgrywki ligowe. Od 1928 r., kiedy funkcję prezesa zaczął pełnić gen. Władysław Bończa-Ujazdowski, siedzibą Polskiego Związku Piłki Nożnej była Warszawa. W 1934 r. polska reprezentacja zadebiutowała w eliminacjach mistrzostw świata, a cztery lata później, po raz pierwszy w historii, zakwalifikowała się do finałów tych zawodów. We Francji biało-czerwoni przegrali już w pierwszym meczu z Brazylią 5:6. Bohaterem spotkania okazał się jednak Ernest Wilamowski – zdobywca czterech goli. W 1937 r. prezesem związku został płk Kazimierz Glabisz, który tę funkcję pełnił do wybuchu II wojny światowej. Polska piłka nożna rozwijała się przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego. W ok. 900 klubach znajdujących się w strukturach PZPN w 1939 r. było zarejestrowanych niemalże 120 tys. zawodników. W międzywojniu polska reprezentacja rozegrała 86 oficjalnych meczów międzypaństwowych – 26 z nich zakończyło się zwycięstwem a 15 remisem. W czasie okupacji Niemcy zakazali Polakom uprawiania sportu, jednak w piłkę nożną grano w konspiracji, a w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Radomiu i wielu innych miastach odbywały się regularne mecze. Po zakończeniu II wojny, 29 czerwca 1945 r., reaktywowano w Krakowie Polski Związek Piłki Nożnej. Na pierwszego powojennego prezesa wybrano Tadeusza Kuchara.

@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Trzecie trofeum do kolekcji:

20 grudnia 2015 r. FC Barcelona pokonuje w finale na ,,International Stadium” w Yokohama City, CA River Plate 3:0 i sięga po swoje trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata. FC Barcelona nie dała River Plate najmniejszych szans w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Gole strzelali Leo Messi i Luis Suarez(2). W ostatnim ważnym egzaminie w tym roku piłkarze Barcy nie zawiedli. Barcelona bez najmniejszych problemów pokonała River Plate w finale Klubowych Mistrzostw Świata, sięgnęła po piąte trofeum i potwierdziła miano najlepszej drużyny na świecie w ostatnich dwunastu miesiącach. Mecz został rozstrzygnięty po pięćdziesięciu minutach. Po niezłym początku ze strony River Plate z każdą kolejną minutą Barça przejmowała inicjatywę, a drogę do siatki znalazł Leo Messi. Ten gol zapewnił Argentyńczykowi kolejne miejsce na kartach historii futbolu. 28–latek został dopiero drugim (po Samuelu Eto'o w 2010 roku) piłkarzem w historii, który na przestrzeni jednego roku kalendarzowego strzelał gole w siedmiu różnych rozgrywkach – w La Liga, Pucharze Króla, Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata, Superpucharach Hiszpanii i Europy, a także na Copa America. Barcelona rozstrzygnęła losy spotkania w pierwszym kwadransie drugiej połowy, który był prawdziwym koncertem zespołu Luisa Enrique. Luis Suarez szybko strzelił gola na 2:0, a potem w ciągu dziesięciu minut Barça mogła zdobyć przynajmniej cztery bramki. Po upływie niecałej godziny po raz drugi trafił Suarez i było po meczu. Na japońskich boiskach Urugwajczyk czuł się niczym ryba w wodzie. Snajper Barçy potrzebował zaledwie dwóch meczów na strzelenie pięciu goli i zostanie (wspólnie z Messim i Cesarem Delgado) najlepszym strzelcem w historii rozgrywek. ,,Cieszę się każdym dniem spędzanym w tej drużynie, każdą sekundą spędzoną u boku Iniesty, Messiego czy Neymara. Jestem niesamowicie szczęśliwy”– powiedział Suarez po zakończeniu spotkania. Ogromne wrażenie muszą robić liczby Leo Messiego. 28–letni Argentyńczyk zdobył w Jokohamie 26. trofeum w klubowej karierze i (wraz z Andresem Iniestą) pobił rekord Xaviego pod względem liczby trofeów w historii Barcelony. ,,Leo jest po prostu niesamowity. Nikt nie ma takiego głodu trofeów jak on”– przyznał Luis Enrique. Snajper Barçy nigdy nie rozczarowywał w finałach i w starciu z River Plate także nie miał zamiaru tego robić. Włączając tamte starcie, Messi wystąpił w karierze w 26. finałach i strzelił w nich aż 24 gole! ,,Ronaldinho przywrócił uśmiech na nasze usta, ale w osobie Messiego mamy najlepszego piłkarza w historii”– ocenił prezes Blaugrany, Josep Maria Bartomeu. Duma Katalonii rozegrała w niedzielę prawdziwy koncert, niejednokrotnie nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy, i kończy rok 2015 w wielkiej formie. Przed nią jeszcze jeden rekord do pobicia. Jeśli piłkarze Luisa Enrique strzelą przynajmniej trzy gole w meczu z Betisem Sewilla, pobiją rekord Realu Madryt sprzed 12 miesięcy dotyczący liczby goli w roku kalendarzowym. Po spotkaniu z River Plate Katalończycy mieli na swoim koncie 176 trafień, co już jest rekordem klubu. ,,O Betisie pomyślimy niedługo. Teraz czas na powrót do Barcelony i... niech trwa fiesta!”– powiedział z uśmiechem Luis Enrique.

Gole: Messi (36'), Luis Suarez (49', 68') Składy:

FC BARCELONA: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (81’ Vermaelen), Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitič (67’ Sergi Roberto), Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (89’ Mathieu)

RIVER PLATE: Marcelo Barovero – Gabriel Mercado, Eder Alvarez Balanta, Jonatan Maidana, Leonel Vangioni – Matias Kranevitter, Carlos Andres Sanchez, Leonardo Ponzio (46’ Lucho Gonzalez), Tabare Viudez (56’ Sebastian Driussi) – Rodrigo Mora (46’ Gonzalo Martinez), Lucas Alario

@Stinger_
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

8

Grande Espectacolo El Clasico:

20 grudnia 1981 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 16 kolejki Primera Division. Gole zdobywają: Alexanco w 7 minucie, Quini w 53 minucie oraz w 60-tej z rzutu karnego. Honorowe trafienie dla Królewskich zaliczył Juanito w 49 minucie. To zwycięstwo pozwoliło umocnić się na pierwszym miejscu w tabeli z dwupunktową przewaga nad Realem Sociedad oraz pięciopunktową nad Realem Madryt.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Stinger_

9

Vamos Legia i Jagiellonia zawsze w europejskich pucharach.
Vamos a ganar!

3

@JanneAhonen No teraz już rozumiem. Ah te polityczne bagno! Akurat już mam te dwa pierwsze polsaty sport ale to nie zmienia mojego stosunku do tych ,,łajdaków"...
A! byłbym zapomniał: Dzięki śliczne za informacje i pozdrawiam :)

0

@Inko A to niby dlaczego akurat Liga Konferencji Europy?

2

To że Canal + dzieli i rządzi w Lidze Mistrzów to można całkiem zrozumieć. Tylko jakim prawem polskie kluby w europejskich pucharach są pokazywane w telewizji kodowanej!? Przecież już dawno wyszedł przepis że polskie kluby muszą być transmitowane na otwartych antenach polskiej telewizji, więc o co tu chodzi...?

1

@blakkudium A że komediowy to akurat się z tobą zgodze... :)

1

@Safrani Tak właśnie słyszałem....

1

@FcPortoFan1999 Ten użytkownik sprawia wrażenie jakby nie był Polakiem, albo inaczej: jakby miał w dupie polskie kluby i polskość...

8

@FCBparasiempre
19 grudnia 1955 r. w Łodzi urodził się Marek Dziuba, obrońca. ,,Przegnałem stare upiory. Nikt mi nie powie że nie umiałem powstrzymać towarzyszy ze wschodu.”- opowiada nam pan Marek, który po dwóch meczach ze Związkiem Radzieckim dwa razy mógł płakać. Najpierw ze złości a potem ze szczęścia. W czasach PRL hasło ,,Związek Radziecki” działało na emocje każdego Polaka. Na szeroko rozumiany dyktat Wielkiego Brata można było reagować wymuszoną albo akceptowalną uległością. Można się było też na niego nie godzić i przynajmniej w swoim małym, prywatnym światku oburzać i protestować. Obojętność raczej nie wchodziła w gre… Tak się złożyło iż Marek Dziuba ze Związkiem Radzieckim miał też do wyrównania osobiste piłkarskie porachunki. W 1977 r. Polaków czekały decydujące mecze w kwalifikacjach do argentyńskiego mundialu. Prowadzili w grupie ale nie mogli otwierać szampana bo czekały ich jeszcze domowe mecze z Danią i Portugalią. Trzeba było uważać zwłaszcza na tą ostatnią ekipe bo deptała im po piętach. Przegrała z Biało-Czerwonymi u siebie ale w innych meczach zbierała komplety punktów, co oznaczało że porażka Polski na Stadionie Śląskim albo wcześniejsze potknięcie z Danią może pozbawić nas awansu. Próbą generalną przed jesienną batalią był mecz towarzyski z ZSRR w Wołgogradzie. Towarzyski tylko z nazwy. W gruncie rzeczy wszyscy dobrze wiedzieli że nasi pojechali na piłkarską wojne. To był jeden z tych niezwykłych momentów, kiedy futbol staje się jedynie pretekstem do rozumienia i przeżywania współczesnego świata. Chodziło o kwestie uświadomienia sobie pewnych znaczeń: Polska grała z reprezentacją kraju, którego nazwa półtora roku wcześniej znalazła się w Konstytucji PRL. Sejm PRL uchwalił zapis nie tylko o przewodniej roli PZPR ale też przyjaźni z ZSRR. Nikt obywateli o zdanie nie pytał, oczywiście żadnego referendum nie było. To musiało irytować normalnych ludzi, którym władza śmiała się prosto w oczy. Mecz ze Sborną nabierał nowego wymiaru i urastał do rangi ważnego wydarzenia społecznego. Przynajmniej na tym polu mogliśmy się postawić sowieckiemu imperium.

Dziuba w drużynie Gmocha nie był nowicjuszem, miał już 7 występów. Selekcjoner szukał optymalnego składu formacji defensywnej ale póki co znacząco różnił się od tego, co wcześniej wymyślił i z powodzeniem stosował trener Kazimierz Górski. Brakowało więc nie tylko bramkarza Jana Tomaszewskiego, który wówczas przynajmniej siedział na ławce ale też Szymanowskiego, Gorgonia i już bezpowrotnie skreślonego Musiała. Do składu wchodzili inni. W Wołgogradzie między słupkami stanął Zygmunt Kukla a w obronie obok mundialowego medalisty Władysława Żmudy znalazło się miejsce dla Henryka Wieczorka, Henryka Maculewicza i właśnie Marka Dziuby. 22-latek został rzucony na głęboka wode i nie dość że mecz z ,,Ruskimi” na ich terenie, nie dość że to pierwsze starcie z nimi po naszych złotych igrzyskach olimpijskich w Monachium, to jeszcze trzeba grać przeciwko Błochinowi, najlepszemu piłkarzowi Europy roku 1975, który(jakby to wyrazić) nie przepadał za Polakami. Polecenie Gmocha wydane Dziubie nie pozostawiało żadnego pola do interpretacji: ,,Masz się skutecznie zająć Błochinem, pilnuj go jak oka w głowie.” Misterne plany i bojowe zaklęcia nie pomogły. Polska przegrała 4:1. Gdy w 57 minucie Lato strzelił na 1:2, jeszcze można się było łudzić że wszystko się jakoś dla nas ułoży ale przewaga gospodarzy już wtedy była bezsporna a potem rozbujał się ten przeklęty Błochin, który w 5 minut strzelił 2 gole. Próbujący pilnować go Dziuba był na łopatkach. Gmoch czym prędzej zdjął go z boiska. ,,Jasne że zabolało. Wołgograd oznaczał klęske. Moją klęske bo to mnie okrzyknięto winnym porażki. Ech ten Błochin… Nigdy faceta nie zapomnę. Kawal piłkarza, szybki mocny, trudny do upilnowania, no i dwa razy był cwańszy bo zdobył dwa gole ale czy naprawdę ja jeden odpowiadałem za przegraną? Janek Tomaszewski jak mnie spotyka to powtarza: ,,Ty durniu, trzeba było po 20 minutach zejść z boiska bo przecież dostałeś pod żebro i miałbyś święty spokój.” Zrobili ze mnie kozła ofiarnego. To we mnie siedzi jak drzazga nawet teraz, choć ile to już lat minęło?”- przyznaje Dziuba. Eksperci na bieżąco komentowali że Błochin w Wołgogradzie zakończył reprezentacyjną karierę Dziuby, choć było w tym dużo emocjonalnej przesady bo chodziło o młodego piłkarza. Zresztą czas pokazał iż fachowcy radykalnie się pomylili. Faktem jest że u Gmocha już nie dostawał szans a więc i o argentyńskim mundialu, na który Polska awansowała, ełkaesiak mógł zapomnieć. Wrócił do reprezentacji, gdy odszedł z niej Gmoch. Grał u Ryszarda Kuleszy. Polacy walczyli o awans do finałów mistrzostw Europy w 1980 r.; dwa razy potknęli się na NRD. Nie pomogły im nawet takie wyczyny jak pokonanie 2:0 Holandii, ówczesnego wicemistrza świata i to z dwóch ostatnich mundialów. ,,Na Stadionie Śląskim zaopiekowałem się znakomitym Rensenbrinkiem tak troskliwie że po meczu wkurzony pytał holenderskich dziennikarzy skąd Polacy wytrzasnęli tego prawego obrońcę? Nie znał mnie, no to mu się przedstawiłem.”- uśmiech się Dziuba.

U Kuleszy grał do samego końca, czyli do słynnej afery na Okęciu. W jej wyniku selekcjoner stracił posade jako trener, który nie potrafił zapanować nad dyscypliną w zespole. Chodziło o mecz z Maltą, pierwszy w kwalifikacjach do MŚ España ’82. Przed wylotem na krótkie zgrupowanie do Włoch była zbiórka z noclegiem w Warszawie, co piłkarze wykorzystali na wyjście w miasto i tak zwane spotkania integracyjne. W efekcie rano na lotnisku Okęcie bramkarz Młynarczyk pojawił się z objawami wskazującymi na dość intensywnie spędzoną noc. Kulesza chciał go zostawić w kraju ale twardo sprzeciwili mu się Boniek, Żmuda i Terlecki. Selekcjoner się ugiął ale skandalu nie uniknął. Po buntowników do Rzymu osobiście wyruszył prezes PZPN i ściągnął ich do Polski. Z ustalonej hierarchii w kadrze wynikało że pod nieobecność Żmudy kapitanem był Dziuba, więc wtedy w naturalny sposób opaska trafiła do niego. ,,Strasznie trudna sytuacja bo podobnie jak Paweł Janas też byłem w radzie drużyny. Solidaryzowaliśmy się z chłopakami a jednak nikt nie kazał nam wracać z nimi do kraju. Biliśmy się z myślami, co robić. Sami mamy zrezygnować z udziału w zgrupowaniu?. Dołączyć do skreślonych? Zostaliśmy, lecz dylematy też zostały.”- wspomina pan Marek. Potem był też w kadrze u Piechniczka. Reprezentacyjna pozycja obrońcy ŁKS była coraz mocniejsza. W kluczowych eliminacyjnych meczach znowu z NRD grał z opaską kapitańską. Tym razem nikt już nie mógł zatrzasnąć mu przed nosem drzwi do finałów mistrzostw świata. Pojechał na mundial do Hiszpanii ale przestał być kapitanem. Usiadł na ławce bo trener uznał że lepszy jest Jan Jałocha. Obrońca Wisły Kraków w pierwszej połowie meczu z Peru, przy stanie 0:0 doznał jednak kontuzji i musiał zejść z boiska. Zastąpił go właśnie Dziuba. Gdyby wtedy coś nie wyszło, byłoby na Dziube, no bo on zastąpił podstawowego obrońcę i faktycznie po jego wejściu dużo się zmieniło, tylko że w drugą strone! Polacy po dwóch niepokojących, bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem w drugiej połowie przełamali peruwiańskie zasieki i wygrali 5:1! Ten mecz był wydarzeniem rangi państwowej. W Polsce stan wojenny, rodacy szukali pokrzepienia. Władz też nam szczerze kibicowała bo cholernie potrzebowała sukcesu. W dniu meczu z Peruwiańczykami zarządzono rano zbiórke. Wszyscy mieliśmy założyć garnitury; aż się zaniepokoiłem że może w Polsce coś niedobrego się stało bo wiadomo, jakie niespokojne były czasy. Na szczęście nie, chodziło o bojowe przemowy. Jacyś ważni wysłannicy z Polski ustawili nas w rzędzie i tłumaczyli że Polska na nas liczy że teraz nie ma podziałów że dziś wszyscy jesteśmy razem. Nie powiem, ładnie mówili, czułem się napompowany, choć jeszcze wtedy zdawało mi się że znowu nie zagram.”- wspomina Dziuba.

Po wygranej w następnym meczu z Belgią, nadszedł dla Dziuby wytęskniony czas rewanżu. Polska miała zagrać z ZSRR o awans do strefy medalowej a w składzie rywali ten sam Błochin! Naszym wystarczał bezbramkowy remis i szanowali ten bezcenny kapitał początkowy. Wkurzeni Rosjanie z każdą minutą byli coraz bardziej bezsilni. ,,Marzyłem o tej chwili, choć trudno było mi uwierzyć że naprawdę może nadejść. Tak więc po 5 latach znowu mogłem zagrać przeciwko Ruskim i Błochinowi a cały naród z napięciem patrzył. Koniecznie musieliśmy ich wysłać do domu. Panowałem nad swoją strefą! Poprosiłem tylko Grzeska Late żeby się tak głęboko nie cofał bo przez tę jego niesamowitą ruchliwość zaczynam tracić orientacje. Niech skupia się na walce w ofensywie. Wszystko zadziałało perfekcyjnie. To była świetna zespołowa robota. Wyrównałem stare porachunki”- opowiada pan Marek. Na swój drugi mundial już nie pojechał. Piechniczek pozwalał mu grać sporadycznie. Wystąpił w jednym meczu kwalifikacji do MŚ w Meksyku. Polacy w Mielcu sensacyjnie tylko zremisowali z Albanią(2:2). ,,Cudem uniknęliśmy jeszcze większego wstydu bo mogliśmy przegrać i widocznie znowu ja byłem winny bo nie dostałem następnego powołania. Tylko tak się składa że do gry wszedłem przy stanie 1:2 a potem gola strzelił już tylko Pałasz.”- relacjonuje Dziuba. Nie mógł wtedy wiedzieć że to jego ostatni mecz w kadrze narodowej. Było to pożegnanie bez echa. Nawet okolicznościowego proporczyka nigdy nie dostał. Nie zmienia to jednak faktu iż Dziuba jest reprezentantem spełnionym. Twardy chłopak z łódzkich Bałut doszedł w kadrze do największych zaszczytów: był jej kapitanem i ma medal z mundialu. Na początku jego piłkarskiej kariery pojawił się niejaki Władysław Lachowicz, łódzki dziennikarz i wyszukiwacz piłkarskich talentów. W ,,Głosie Robotniczym” dał anons że jest nabór do Łódzkiego Klubu Sportowego. To był najwyższy czas, bowiem Dziuba miał 14 lat. Zgłosił się i od razu poczuł że to miejsce dla niego. No i w klubowej piłce też kiedyś wykonał spektakularny ruch bo po latach jako stary ełkaesiak przeniósł się bezpośrednio do Widzewa. ,,Chciałem to zrobić choćby dlatego że przez te wszystkie lata mój klub nie grał w europejskich pucharach a ja z podziwem oglądałem, jak Widzew wojuje w Europie i to na naszym stadionie! Mój związek z ŁKS po prostu się wypalił. Czułem ze przy al. Unii też już mnie nie chcą a Widzew był nowym bodźcem. Przyjeli mnie tam jak swojego i zaraz nawet dali opaske kapitańską. Kibice? Nie miałem z nimi żadnego problemu. Wiadomo wychowałem się na Bałutach i to w takiej okolicy, gdzie(jak to mówią) bez kija i noża nie podchodź. Ełkaesiak z krwi i kości byłem, zresztą do dzisiaj jestem.”- deklaruje pan Marek. Wtedy jednak pasował też do charakternego Widzewa. To był wciąż wielki zespół, z Wójcickim, Wijasem, Wragą, Smolarkiem, Dziekanowskim… ,,W Pucharze UEFA wyeliminowaliśmy Borussie Mönchengladbach, lecz pechowo odpadliśmy z Dynamem Mińsk. Zabrakło kontuzjowanego Smolarka a myślę że z nim dalibyśmy rade. Mieliśmy ekipe, która mogła dojść nawet do finału. Z tym wielkim Widzewem mistrzostwa nie zdobyłem, tylko Puchar Polski. Troche szkoda.”- przyznaje Dziuba. Poważne granie kończył w belgijskim Saint-Truidense. Również tam go cenili i traktowali jak nauczyciela. Jednym z najbardziej pojętnych uczniów był 18-letni Marc Wilmots…

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?