FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@FcPortoFan1999 Szczerze? Ja ich nawet nie chce oglądać w eliminacjach(!) a co dopiero na mundialu! Po c**j za przeproszeniem jechać na mundial? Chyba tylko i wyłącznie po kase bo inaczej to będzie wstyd na cały świat...!
7
@FCBparasiempre
Po debiucie na Mistrzostwach Świata w 1938 roku piłkarska reprezentacja Polski czekała na kolejny udział w światowym czempionacie aż 36 lat. W 1957 roku, po legendarnym zwycięstwie 2:1 nad Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim, wydawało się, że Biało-Czerwoni będą w stanie wywalczyć awans na Mundial w Szwecji. Nadzieję Polaków pogrzebał dodatkowy mecz z ZSRR na neutralnym terenie w Lipsku, którego bohaterem, w niebywały sposób, został Eduard Strielcow. Po ogłoszeniu gospodarza szóstej edycji Mistrzostw Świata, 55 drużyn wyraziło chęć udziału w turnieju. O jedno z 14 wolnych miejsc musiały zmierzyć się w eliminacjach. Szwecja, jako organizator, i RFN, jako panujący mistrz, miały zaklepane miejsca na Mundialu bez konieczności kwalifikacji. W strefie europejskiej do obsadzenia było 9 miejsc, o które walczyło 27 drużyn. Zostały podzielone, co logiczne, na dziewięć grup po trzy zespoły. Polska trafiła do grupy szóstej z Finlandią i Związkiem Radzieckim. Od początku było jasne, że Skandynawowie będą dostarczycielami punktów, a o awans powalczymy z „Wielkim Bratem”. Ten pokazał nam miejsce w szeregu już w pierwszym starciu, wygrywając w Moskwie 3:0. Dwa tygodnie później w Helsinkach Biało-Czerwoni wygrali z Finlandią 3:1. W tym samym mieście gracze ZSRR roznieśli gospodarzy aż 10:0(!) i w październiku 1957 roku przyjechali do Chorzowa po zapewnienie sobie biletów do Szwecji. Mecz w Kotle Czarownic miał wymiar polityczny. Cieszył się tak wielkim zainteresowaniem, że nawet gdyby na obiekt mogło wejść pół miliona osób, zapewne odnotowalibyśmy komplet publiczności. Miejsc było znacznie mniej, przez co ostatecznie pojawił się nadkomplet, blisko 100 tys. fanów. Obejrzeli znakomite zawody, zakończone historycznym zwycięstwem Polaków 2:1. Oba gole dla Biało-Czerwonych zdobył rodowity Chorzowianin, Gerard Cieślik. Zwycięstwo Biało-Czerwonych bardzo urozmaiciło sytuację w tabeli naszej grupy. Na koniec rozgrywek mieli tyle samo punktów co ZSRR. Wówczas nie istniała reguła lepszego bilansu w meczach bezpośrednich czy stosunku bramek strzelonych do straconych. Zamiast tego musiało dojść do dodatkowego meczu na neutralnym terenie. Wybór przedstawicieli UEFA padł na Lipsk.
24 listopada 1957 roku miało się rozstrzygnąć, czy na Mistrzostwa Świata wraca Polska po 20 latach nieobecności, czy Rosjanie, dla których byłby to debiut na imprezie tej rangi. Nasi przeciwnicy szczególną uwagę zwrócili na szalejących miesiąc wcześniej Cieśliku i Lucjanie Brychczym. Polacy od początku spotkania prowadzili grę, zdobywając optyczną przewagę. Po kilku minutach jeszcze bardziej zawiało optymizmem. Znakomity napastnik ZSRR, Eduard Strielcow, padł na murawę po pojedynku z jednym z naszych obrońców. Wówczas zmiany zawodników były niedozwolone. Przy kontuzji piłkarz miał dwie możliwości: zejść z boiska i osłabić swój zespół lub pozostać na murawie i przynajmniej statystować. „Rosyjski Pele”, jak później ochrzczono Strielcowa, ledwo chodził, a mimo to wybrał tę drugą opcję. Piłkarze reprezentacji Polski rozmawiali z nim, śmiejąc się, że dzięki niemu grają w dwunastu. Jego stan był na tyle poważny, że odpuścili jego krycie, podejrzewając, że nawet przyjęcie piłki będzie dla niego nie lada bolesnym wyzwaniem. I niestety się przeliczyli. Chytry napastnik Torpedo Moskwa pod pretekstem kontuzji wyczekiwał swojej szansy. Ta nadarzyła się w 31. minucie. Nagle cudownie wyzdrowiał, na pełnej prędkości ruszył w kierunku bramki Tomasza Stefaniszyna i bardzo mocnym strzałem, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i pleców polskiego golkipera, wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Polacy byli totalnie zdezorientowani i zaskoczeni tym, jak łatwo dali się oszukać. Już się nie podnieśli. Na kwadrans przed końcem spotkania Gienrich Fiedosow trafił na 2:0 i to Rosjanie wywalczyli awans na Mundial. Strielcow w rosyjskim futbolu jest niestety postacią tragiczną. W 1957 roku był zaledwie 20-latkiem, a już miał status mega gwiazdy. Grał w swoim ukochanym klubie, Torpedo Moskwa. Przed Mistrzostwami Świata w Szwecji dostał nakaz jego opuszczenia i dołączenia do zarządzanej przez państwowe wojsko CSKA lub będącego w posiadaniu Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Dinama. Jednej i drugiej stronie stanowczo odmówił, czym wydał na siebie wyrok. Wysoko postawieni oficerowie i oficjele poczuli się zlekceważeni jego decyzją, zatem zakazali mu gry w narodowych barwach. O Mundialu musiał więc pomarzyć. Jakby tego było mało, młoda Rosjanka, Marina Lebiediewa, oskarżyła go o gwałt. Choć nie było żadnych dowodów w tej sprawie, Strielcow został skazany na 12-letni pobyt w łagrze. Łatwo się domyślić, że cała sprawa została wyimaginowana tylko po to, by zawodnik zdał sobie sprawę, komu odmówił. Z ciężkiego obozu pracy przymusowej wyszedł wcześniej, po pół tuzinie lat odsiadki. Wrócił do piłki, a nawet do reprezentacji ZSRR. Nadal był wierny Torpedo, które w 1965 roku poprowadził do Mistrzostwa Rosji. Zmarł dzień po swoich 53. urodzinach na raka gardła. Jest uznawany za jednego z najlepszych rosyjskich piłkarzy w historii. Nigdy nie dowiemy się, ile mógł osiągnąć, gdyby nie wpływ polityki na piłkę nożną.
6
Tak oto chytry Eduard Strielcow pozbawił ,,nas” udziału w Mundialu 1958:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
12
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
24 listopada 2009 r. FC Barcelona pokonuje Inter Mediolan w fazie grupowej Ligi Mistrzów 2:0 po golach Pique i Pedro. Barça bez Ibrahimovicia i Messiego w składzie musiała wygrać z Interem aby objąć prowadzenie w grupie i nie jechać na ostatni mecz grupowy Ligi Mistrzów do Kijowa z nożem na gardle. Guardiola wygrał batalie taktyczną z Mourinho, zwłaszcza w pierwszej połowie. Blaugrana odzyskała w tym czasie aż 47 piłek i to właśnie było kluczem do strzelenia 2 goli i bezpiecznego prowadzenia. Samuel Eto’o, który wrócił po raz pierwszy na Camp Nou po transferze do Mediolanu, praktycznie nie stworzył zagrożenia pod bramką Katalończyków.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@Stinger_ To w takim razie ja nie rozumiem po co to powielasz? Przecież to brzmi jak cherezja
0
@Stinger_ Dlaczego tak mówisz?? Przecież to jest jeden z najważniejszych meczów naszej Barcuni! Tak nie można nawet myśleć a co dopiero mówić!
1
@FCBparasiempre A jednak był poruczniekiem pierwszego batalionu faszystowskiego Brygady Legionistów Czarnych Strzał (Frecce Nere), służąc na frontach Guadalajary, Aragonii i Katalonii, czyli jednak coś tam walczył. Jeszcze przed wojną uczył sie w zawodzie lekarza zostając nim po wojnie...
0
@lithotripter Owszem dołączył ale z tego co wiem to wogóle nie walczył tylko był bodaj sanitariuszem a później chyba lekarzem...
9
To był pierwszy i niepowtarzalny geniusz Dumy Katalonii:
24 listopada 1912 roku, w wygranym meczu towarzyskim z FC Catalą 12:2(!) Paulino Alcantara strzela swojego trzeciego z rzędu hattricka w swoim trzecim meczu w barwach Blaugrany. Mimo iż był to tylko mecz towarzyski to pamiętajmy że wówczas Paulino liczył sobie… 16 lat i niespełna 2 miesiące!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
1
Mówiłem że remis będzie co najmniej dobrym wynikiem. Trzeba jednak przyznać że sędzia mocno nam w tym remisie pomógł, gdyż w pierwszej połowie Martin ewidentnie faulował Aspasa i bezwzględnie powinien wylecieć z boiska. Także nie jestem pewien czy zasłużyliśmy nawet na remis? Krótko mówiąc nie był to ładny mecz naszych barcelonistów. Chciałoby się rzec: Yamalu wróć...!
0
Wynik 0:3 na Etihad Stadium. Koniec świata! Nie moge na to patrzeć...
0
@Lionel_Messi10 I to jest jedyna przyczyna?
1
,,Obywatele"! Co wy robicie? ,,Pepito" co się dzieje!?
7
Blaugrana w Superpucharach:
23 listopada 1989 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou 1:1 z AC Milan w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Jedynego gola dla Barçy strzelił Guillermo Amor w 67 minucie. Przyszły trener FC Barcelony Frank Rijkaard i przyszły trener Holandii Marco van Basten udali się na Camp Nou z Milanem na pierwszy mecz, a ten ostatni otworzył wynik z rzutu karnego na minutę przed przerwą. Katalońska drużyna odrobiła straty po wyrównaniu w 67. minucie Guillermo Amora ale remis 1:1 nie wróżył dobrze przed rewanżem na San Siro dwa tygodnie później.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
3
Biorąc pod uwage wszystkie okoliczności dotyczące dzisiejszego starcia na(niemal zawsze bardzo trudnym) Estadio Balaidos to remis naprawde będzie co najmniej dobrym rezultatem. Poza tym przekonamy się czy porażka z Realem Sociedad to był tylko wypadek przy pracy?
9
Wspaniałe i nieco zapomniane El Clasico:
23 listopada 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Europy. ,,Królewscy’’ po 5 zwycięstwach z rzędu w Pucharze Europy byli zdecydowanym faworytem w meczu 1/8 finału szóstej edycji Pucharu Mistrzów Klubowych. Barça wywiozła jednak w pierwszym meczu z Madrytu sensacyjny remis 2:2. Oba gole strzelił Luis Suarez, w tym wyrównującego z rzutu karnego w 88 minucie. W rewanżu dzięki fantastycznej postawie Kubali i golom Vergesa a zwłaszcza Evaristo ,,szczupakiem” na 9 minut przed końcem, Katalończycy odnieśli skromne zwycięstwo 2:1, choć trzeba zaznaczyć że sędzia nie uznał Realowi 3 goli w kontrowersyjnych sytuacjach. Poniekąd była to słodka zemsta na reżimie dyktatora Franco, za bezkarną kradzież Blaugranie genialnego Di Stefano, jak również za stronnicze sędziowanie z 15 kwietnia 1916 r. Koniec końców, pozostał jednak wielki niedosyt, ponieważ Barça przegrała finał tamtej edycji Pucharu Mistrzów z Benficą 2:3.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
,,Derbi de la Xavalla”:
Szanowni cules dokładnie 100 lat temu Barça starła się z Espanyolem w ramach mistrzostw Katalonii. Mecz przeszedł do historii jako ,,Derby Xavalli”. Na ,,Les Corts” zacięta akcja biało-niebieskiego Caicedo (nie mającego nic wspólnego z obecnym piłkarzem) z Samitierem zakończyła się agresją Blaugrany, wyrzuceniem obu, burzliwą walką na trybunach, kopnięciami w nogi i przepychankami między zawodnikami... Gra została wznowiona, ale kiedy sędzia Pelayo Serrano podszedł do linii końcowej, spadł na niego deszcz monet i kilka kamieni. Następnie pod koniec pierwszej połowy ponownie oblali go wodą i ostatecznie mecz został zawieszony przy wyniku 0:0. Informację o tym podano do wiadomości publicznej za pośrednictwem tablicy, że obok linii bocznej przeszło dwóch pracowników klubu: „Uwaga. Sędzia zawiesza mecz”. Derby powtórzono, ale dwa miesiące później i za zamkniętymi drzwiami doszło do niezwykłej sytuacji w historii pojedynków Barcelony.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
Nie tylko dla prawdziwych cules:
23 listopada 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy mecz na nowo dzierżawionym boisku przy ulicy Horta, zwanym ,,CAMP DE LA CARRETERA D'HORTA”, który był zlokalizowany na pograniczu dwóch dzielnic: Sagrera i Guinardó. Wstęp na mecze na tym obiekcie był darmowy, co spowodowało że w dniu inauguracji nowego boiska pojawił się prawdziwy tłum, mimo że klub miał wówczas tylko 104 socios. Jednak ponad 4 tys. osób pojawiło się na tym pierwszym meczu Blaugrany, mierzącym się z zespołem złożonym z marynarzy brytyjskiego statku ,,Calliope”, który zacumował w miejskim porcie. Człowiekiem odpowiedzialnym za skontaktowaniem się z rywalami barcelonistów był Arthur Witty, syn angielskiego konsula a poza tym piłkarz klubu. Barça wzmocniona kilkoma piłkarzami CD Hispania, pokonała marynarzy 4:0 a Joan Gamper ustrzelił hattricka, zdradzając instynkt goleadora, który zawsze cechował go jako piłkarza FC Barcelony. Boisko przy ulicy Horta było tymczasowym stadionem dla klubu, który w 1905 r. został zobligowany do opuszczenia go, po tym jak właściciele działki postanowili zbudować tutaj domy mieszkalne. Jednak miejsce to przeszło do historii jako teren, na którym Barça zdobyła pierwsze w historii klubu tytuły: Puchar Macaya w 1902 r. pokonując FC Catale 15:0(!) a także Puchar Barcelony w 1903 r., oba poprzedzające rozgrywki o Mistrzostwo Katalonii. Również na tym obiekcie piłkarze wykorzystywali poddasze domu ,,Can Sabadell” jako szatnie. W tym nowym miejscu zawodnicy po raz pierwszy mogli skorzystać z pryszniców, co prawda mocno zaimprowizowanych- woda pochodziła z deszczu padającego przez przeciekający dach domu. Sufit poddasza pokryty był kłosami i pajęczyną. Miednica, dzban, blaszany wazon i lustro, które zapewnił John Parsons, były jedynymi przedmiotami w szatni do czasu aż inny piłkarz- Albeniz, przyniósł kilka wieszaków. Gamper również pomagał przy urządzeniu pomieszczenia a mianowicie kupił drewnianą skrzynkę zamykaną na kłódke, ażeby zostawiać w niej grzebienie i szczotki.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
13
Kolejne rekordy ,,La Pulgi”:
Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona gromi na Camp Nou FC Seville 5:1 w 12-tej kolejce Primera Division. W tym meczu hattrickiem popisuje się Lionel Messi, dzięki czemu bije jednocześnie 2 rekordy klubowe a mianowicie rekord Paulino Alcantary(395 goli) oraz rekord Primera Division Telmo Zarry(251 goli).
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Symson
8
Legendarne mecze, zapomniane debiuty:
22 listopada 1903 r. FC Barcelona gromi Salut S.C. 10:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. W meczu tym debiutują znakomici legendarni piłkarze- Roma Forns(późniejszy pierwszy w historii kataloński trener) oraz równie znakomity snajper- Carles Comamala(twórca pierwszego herbu FCB). Jednocześnie obaj strzelają gole w debiucie, Forns jednego a Comamala aż 4!
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
15
Panie i Panowie, szanowni cules, 147 lat temu urodził się Hans-Max Gamper Haessig, człowiek, który założył FC Barcelone. Szwajcar nie jest jedynie założycielem i wieloletnim prezydentem FC Barcelony. Mało kto zdaje sobie sprawę, że był także pierwszym kapitanem Barcy zdobywając rekordowe 120 goli(!) w 51 spotkaniach. Bez cienia wątpliwości należy on do najważniejszych osób w całej historii klubu ze stolicy Katalonii, dlatego każdy szanujący się culé powinien znać taką postać. Przez wielu uważany za pioniera piłki nożnej urodził się w Winterthur w Szwajcarii. Po śmierci matki reszta rodziny przeprowadziła się do Zurychu. Szwajcar był niezwykle usportowionym dzieckiem, łączył miłość do futbolu z golfem, kolarstwem, lekkoatletyką, pływaniem, rugby oraz tenisem. W Zurychu założył Excelsior, nieco później grał dla FC Basel i FC Zürich. W wieku 18 lat opuścił Szwajcarię i zamieszkał w Lyonie, we Francji, gdzie grał w rugby dla drużyny Athletique Union. Rok później w drodze do Afryki odwiedził w Barcelonie swego wuja Emila Gaisserta. Miasto tak go zauroczyło, że postanowił zostać tutaj na stałe. Po jakimś czasie nauczył się płynnie mówić po katalońsku oraz zmienił imię na Joan. W stolicy Katalonii pracował kolejno w firmie kolejowej, jako redaktor kolumny sportowej w gazetach szwajcarskich oraz pomagał w publikacji hiszpańskiego magazynu „Los Deports”. Szwajcarowi brakowało zespołu piłkarskiego z prawdziwego zdarzenia, dlatego 22 października 1899 roku umieścił w gazecie „Los Deports” ogłoszenie o chęci stworzenia klubu piłkarskiego w Barcelonie. Piłka nożna nie była jeszcze tak popularnym sportem jak dziś, lecz 29 listopada 1899 roku w sali gimnastycznej Gimnasio Solé brytyjscy, katalońscy i szwajcarscy miłośnicy futbolu założyli Futbol Club Barcelona. Akt założycielski podpisali: Joan Gamper, Walter Wild, Lluís d’Ossó, Bartomeu Terrados, Otto Kunzle, Otto Maier, Enric Ducal, Pere Cabot, Carles Pujol, Josep Llobet, John Parsons i William Parsons. Pierwszym prezydentem klubu został Walter Wild, skarbnikiem mianowano Bartomeu Terradasa, a funkcję sekretarza powierzono Lluísowi d’Ossó. Wkrótce później stworzono herb oraz wybrano barwy FC Barcelony. Gamper nie chciał objąć urzędu prezydenta klubu, wolał skupiać się na jak najlepszej grze dla swojego zespołu. Założyciel FC Barcelony ma się czym pochwalić, bowiem zdobył aż 120 goli w 51 meczach! Po serii spotkań towarzyskich w 1901 roku katalońska drużyna wzięła udział w turnieju o puchar ufundowany przez Alfonso Macaya (pierwowzór Mistrzostwa Katalonii) zajmując w nim drugie miejsce. Kolejna edycja była prawdziwą demolką. Barça rozgromiła wszystkich rywali strzelając w ośmiu meczach 60 goli, tracąc zaledwie dwa. W 1905 roku FC Barcelona triumfowała w Pucharze Katalonii, wygrywając w finale z Espanyolem 3:2. Mimo tego klubowi groził upadek. Nie miał kto płacić składek, gdyż w 1908 roku było jedynie 38 socios (członków klubu).
Po rezygnacji ze stanowiska Vicença Reiga(rządził klubem przez 22 dni) urząd prezydenta Blaugrany obejmuje jej założyciel Joan Gamper. Najprawdopodobniej tego samego dnia podczas zebrania klubu niezręczną ciszę przerwał jeden z piłkarzy niejaki Wallace mówiąc: „Czy naprawdę nie ma nikogo odważnego na tyle, żeby spróbować uratować klub. Jeśli ktoś się znajdzie, może liczyć na pełne poparcie graczy”. Reakcja nowego sternika Dumy Katalonii była niemal natychmiastowa. „FC Barcelona nie może umrzeć i nie umrze! Jeżeli nikt mnie nie poprze, wezmę całą odpowiedzialność za klub na siebie. Mam pewność, że będę miał wsparcie tych ludzi, którzy byli ze mną, kiedy futbol uważano za głupotę i dziwactwo. Pragnę zapomnieć o błędach, przez które oddaliłem się od klubu i mam zamiar walczyć o odzyskanie świetności klubu. Jeśli ktoś się ze mną zgadza, niech mówi”. Słowa założyciela zachęciły wszystkich do działania. Zaczęto wierzyć w odbudowę zespołu. Wśród wielu inicjatyw Gampera było między innymi sprowadzenie byłych członków klubu, dzięki czemu liczba socios przekroczyła 200 osób. W sezonie 1908-09 Barça dyrygowana przez Szwajcara nie przegrywając żadnego spotkania zdobyła kolejne Mistrzostwo Katalonii. Kolejnym z wyzwań, z jakim się spotkał w czasie swojej pierwszej kadencji było znalezienie swojemu klubowi kawałka ziemi w celu zbudowania pierwszego własnościowego stadionu Camp del Carrer Indústria. Według historycznych anegdot właśnie na tym mającym jedynie drewniane ławki obiekcie powstało słynne określenie fanów Barcelony – culés, ponieważ z perspektywy ulicy widać było jeden „tyłek” (culo oznacza tyłek) obok drugiego i tak już zostało do dnia dzisiejszego. 14 października 1909 roku Gamper zakończył swoją kadencję, lecz zdecydował się pozostać w zarządzie. 17 listopada 1910 roku, podczas spotkania zarządu ponownie wybrali na prezydenta Joana Gampera. O ile w pierwszej kadencji Szwajcar zmagał się jedynie z problemami finansowymi tym razem musiał sprostać także niechęci ze strony Hiszpańskiej i Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Mimo tego Duma Katalonii wywalczyła Mistrzostwo Katalonii, sięgnęła po Puchar Hiszpanii, a liczba socios wzrosła do 367.
W sezonie 1911/12 FC Barcelona zdobyła wówczas (nieoficjalne) Mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Pirenejów. Niestety przeciwko klubowi wystąpili piłkarze, domagając się zapłaty za ich grę. Ze względu na napiętą sytuację prezydent chciał podać się do dymisji, jednak ostatecznie pozostał na swoim stanowisku. Warto dodać, iż 14 sierpnia 1912 roku w klubie pojawił się jeden z najlepszych piłkarzy w historii Barcy Paulino Alcántara. Rok później nieporozumienia z Federacją Katalonii i Hiszpanii przybrały na sile wskutek czego FC Barcelona zostaje usunięta z obu organizacji. Pod koniec tego burzliwego sezonu (30 czerwca 1913 roku) zmęczony ciągłymi sporami Gamper składa rezygnację, lecz jego rozłąka ze stanowiskiem nie trwała długo. 17 czerwca roku 1917 ponownie zostaje wybrany na prezydenta, za cel stawiając sobie zrekonstruowanie klubu. Jedną z pierwszych decyzji było pozyskanie pierwszego profesjonalnego trenera Anglika Jacka Greenwell’a. W 1919 roku Gamper sprowadził kolejne dwie legendy Dumy Katalonii: Ricardo Zamorę i Josepa Samitiera. Jednak 19 czerwca tego samego roku, kolejne problemy nękające Blaugranę zmuszają Szwajcara do ustąpienia ze stanowiska. 17 lipca 1921 roku, założyciel klubu zostaje jego prezydentem po raz czwarty. Sezon 1921/22 na długo zapisał się w pamięci sympatyków Barcelony. Zespół wywalczył wówczas mistrzostwo Hiszpanii i Katalonii a 20 maja 1922 roku do użytku został oddany nowy, mogący pomieścić 25 000 osób, legendarny już dzisiaj stadion Les Corts. Pod koniec sezonu 1922/23 klub miał już ponad 10 000 socios, co w tamtych czasach było wynikiem godnym pozazdroszczenia. W końcu po 742 dniach prezydentury Joan Gamper odchodzi z zarządu, lecz nie na długo. 1 czerwca 1924 roku, tuż przed świętowaniem Srebrnej Rocznicy założenia FC Barcelony, po raz ostatni obejmuje stery Dumy Katalonii. 17 grudnia 1925 roku, na rozkaz dyktatora Hiszpanii Miguela Primo de Rivery, cały zarząd został odsunięty od klubu za propagowanie katalońskiego nacjonalizmu.
W odpowiedzi przed jednym ze spotkań kibice Blaugrany spalili hiszpańską flagę oraz zagłuszyli hymn Hiszpanii co zakończyło się zamknięciem Les Corts na pół roku. Oskarżony o dowodzenie całą akcją Joan Gamper raz na zawsze zakończył swoją długą przygodę z FC Barceloną i udał się do Szwajcarii. To był początek równi pochyłej dla założyciela Barcy. W obliczu problemów finansowych oraz rozłąki z ukochanym klubem Gamper popadł w głęboką depresję, która zakończyła się samobójstwem 30 lipca 1930 roku. Jak można się było spodziewać na jego pogrzeb przyszły tłumy fanów Blaugrany. Szwajcar został pochowany na cmentarzu Montjuic w Barcelonie. W celu uczczenia jego pamięci FC Barcelona zastrzegła kartę członkowską z numerem 1, kilkanaście lat później (w 1966 roku) ówczesny prezydent Enric Llaudet stworzył turniej na cześć założyciela i wieloletniego prezydenta klubu. Szwajcar był przykładem całkowitego poświęcenia się dla swojego „dziecka”. Na szczęście pamięć po nim nie zginęła. Joan Gamper jako jeden z najważniejszych osobistości w historii FC Barcelony powinien być doskonale znany nie tylko przez culés, ale także przez wszystkich sympatyków hiszpańskiego futbolu. Bez wątpienia bez jego zaangażowania dzisiejsza pozycja Blaugrany nie byłaby w ogóle możliwa. Zapamiętajcie historię człowieka, który stworzył i uczynił Dumę Katalonii znaną niemal na całym świecie.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
12
3 dublety pod rząd:
21 listopada 1992 r. FC Barcelona rozgromiła na ,,Estadio La Romareda” Real Saragossa 1:6 w 11 kolejce Primera Division. Dublety strzeleckie zaliczyli wówczas: Koeman(21 i 25 minuta(rzut karny)), Begiristain(41 i 45+1 minuta) oraz Stoiczkow(51 i 67 minuta). Po tym wysokim zwycięstwie Duma Katalonii umocniła się na prowadzeniu w tabeli wyprzedzając o jeden punkt ,,Los Blancos”.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
14
O tym wypadałoby wiedzieć:
Legendarny Garrincha zakończył karierę reprezentacyjną w 1966 roku po przegranej Brazylii z Węgrami na mistrzostwach świata w Anglii. Może się to wydawać niebywałe ale był to jedyny mecz przegrany przez Canarinhos, gdy na boisku grał Garrincha! Genialny skrzydłowy reprezentacji ,,Canarinhos" legitymuje się rewelacyjnym bilansem spotkań w reprezentacji. Wygrał bowiem aż 43, zremisował zaledwie 6 i przegrał tylko ten jeden wspomniany mecz. Doprawdy imponujący dorobek…!
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@Jersi1 A to niby dlaczego się nie klei? W końcu przecież przed Klasykiem przegrali z Baskami 4:0 i z Celtą Vigo 4:1...
15
Cóż to był za Klasyk!
21 listopada 2015 r. Na Santiago Bernabeu Duma Katalonii zmiażdżyła Los Blancos 4:0 a Keylora Navasa pokonali Luis Suarez (dwukrotnie), Neymar i Andres Iniesta. Poprzedni sezon i minimalnie przegrane przez Real mistrzostwo Hiszpanii sprawiało, że gospodarze tego pojedynku mieli sporo do udowodnienia. O Królewskich było wówczas głośno, jednak nie ze względu na aspekty stricte sportowe. Mówiło się przede wszystkim o złej atmosferze w drużynie, możliwości zwolnienia Rafy Beniteza czy przestępczym epizodzie Karima Benzemy. Chwilowy kryzys, którego efektem były wysokie porażki z Athletikiem Bilbao czy Celtą Vigo, na dobre zażegnała Blaugrana. Katalończycy zwyciężyli bowiem cztery ligowe pojedynki z rzędu. Goście od początku byli zdecydowanie aktywniejsi w ofensywie. Obrona Realu skapitulowała już w 11. minucie, kiedy podanie Sergiego Roberto na gola zamienił Luis Suarez. Po kwadransie gry pomocy medycznej potrzebował Javier Mascherano. Jeszcze w pierwszej połowie Argentyńczyka zmienił Jeremy Mathieu. W 39. minucie Barcelona zadała kolejny cios. Przed polem karnym szarżował Andres Iniesta, który wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Neymara. Brazylijczyk, mimo ostrego kąta, popisał się doskonałą precyzją i zdołał pokonać Keylora Navasa. Katalończycy już w pierwszej połowie mogli rozstrzygnąć losy spotkania, jednak piłkę zmierzającą do siatki po uderzeniu Suareza z linii bramkowej wybił Marcelo. W drugiej odsłonie na boisku zobaczyliśmy inny Real – taki, który ze wszystkich sił walczył o dojście do sytuacji strzeleckich. Po tym, jak w boczną siatkę trafił Marcelo, umiejętności Claudio Bravo przetestował James Rodriguez. Po chwili – ku rozpaczy miejscowej publiczności – ich ulubieńcy mogli jedynie załamać ręce. Dwójkowa akcja Neymara z Iniestą zakończyła się golem tego ostatniego. Na końcowe pół godziny Luis Enrique postanowił wpuścić na murawę Lionela Messiego. Po przeciwnej stronie swoich kolegów do lepszej gry próbował zmotywować Cristiano Ronaldo, jednak i jego w doskonałej sytuacji zatrzymał Claudio Bravo. W 74. minucie Blaugrana upokorzyła swoich odwiecznych rywali a sytuację sam na sam z Navasem wygrał Luis Suarez. W końcówce meczu chilijski golkiper Barcy dwukrotnie interweniował po strzałach głową Karima Benzemy. ,,Los Blancos” nie potrafili pogodzić się z porażką, czego efektem była czerwona kartka dla Isco. Hiszpan z premedytacją kopnął Neymara, za co musiał opuścić boisko. Po raz ostatni tak wysokie zwycięstwo Dumy Katalonii miało miejsce w listopadzie 2010 roku na Camp Nou (5:0). W tabeli zawodnicy Luisa Enrique zachowali sześć oczek przewagi nad Królewskimi.
Dzieło sztuki futbolowej:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@misterio No też mam takie wrażenie jak ty, choć np. w takiej Afryce czy Azji, zwłaszcza na niższych poziomach mogłoby się cos podobnego wydarzyć. W końcu jest takie powiedzenie: Nigdy nie mów nigdy!
12
Co za dużo to niezdrowo:
20 listopada 1988 r. w Buenos Aires rozegrano mecz o mistrzostwo Argentyny pomiędzy Argentinos Juniors a Racingiem Club de Avellaneda, który zakończył się remisem 2:2. Zgodnie z regulaminem o zwycięstwie miały decydować rzuty karne. Publiczność wstała z miejsc i obgryzając paznokcie obserwowała ,,jedenastki”. Pierwszy gol padł dla Racingu, za chwile bramką odpowiedzieli Argentinos Juniors. Wrzawie po jednej stronie stadionu odpowiedział ryk radości po drugiej. Burzą oklasków nagrodzono interwencje bramkarza Racingu, który wyciągnął się jak struna i skierował piłke na aut. Aplauz towarzyszył też jego rywalowi z Argentinos, który nie dał się wywieźć w pole i spokojnie poczekał na środku bramki aż piłka sama wpadnie mu w ręce. Kiedy jednak gola strzelił dziesiąty zawodnik, na trybunach tylko gdzieniegdzie rozległy się słabe oklaski. Po dwudziestej bramce niektórzy zaczeli opuszczać trybuny. Przy trzydziestym karniaku kibice zaczeli ziewać. Bramkarze się zmieniali, piłki niezmiennie wpadały do siatki a na tablicy wciąż widniał remis. Mecz zakończył się po 40 wykonanych rzutach karnych(!), co jest rekordem świata. Na stadionie nie było już jednak nikogo, kto mógłby świętować ten sukces. Ostatecznie te ,,kosmiczne” rzuty karne wygrał Argentinos Juniors w stosunku 20 do 19!
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
0
@FcPortoFan1999 Mało mnie interesuje Extraklasa ale gdzie tam jakiemuś Kamilowi do Erwina Wilczka? Erwin to jeden z lepszych piłkarzy naszej ligi i jeden z najlepszych w historii Gornika. A co do rodziny, to nie mam pojęcia...
0
@RoberDzik Dawno? 3 lata poza Barca to dawno? Weź nie żartuj! Dawno to Paulino Alcantara, Josep Samitier czy Cesar Rodriguez i wielu innych znakomitych piłkarzy...
9
@FCBparasiempre
20 listopada 1940 r. urodził się Erwin Wilczek, pomocnik i napastnik, był fenomenem, piłkarzem o niezwykłym sprycie, przebiegłości. Jego ogromną zaletą był fakt, że na boisku widział wszystko. O rozmiarze jego talentu świadczy zdanie, które w 1969 roku wypowiedział ówczesny trener Legii Edmund Zientara po meczu Polska - Holandia, w którym w linii pomocy zagrali Wilczek, Kazimierz Deyna i Bernard Blaut. - Najbardziej cenię Wilczka. Rozumie wymogi nowoczesnego futbolu i jest dobrym strategiem - stwierdził Zientara. Erwin Wilczek był graczem zjawiskowym. Wielokrotnie udowodnił w Górniku Zabrze, grając w nim aż przez trzynaście lat, w okresie obfitującym w największe sukcesy (1959-72). Nic dziwnego, że aż dziewięć - powtórzę: dziewięć - razy był mistrzem Polski. Jedynie Stefan Florenski, oczywiście również z Górnika, może pochwalić się podobnym osiągnięciem. Erwin Wilczek zapisał się w pamięci kibiców Górnika, choć w Polsce nie jest aż tak powszechnie kojarzony. Wynika to z faktu, że w reprezentacji Polski w latach 60. zagrał ledwie 16 razy. Pytałem go o to. - Widocznie inni nadawali się bardziej niż ja - odparł krótko. Ale prawda jest taka, że był jednym z ówczesnych najlepszych pomocników. Tworzył rewelacyjny duet z Zygfrydem Szołtysikiem, obaj znali się doskonale, bo grali wcześniej w słynnej szkółce Zrywu u prof. Józefa Murgota (pierwszym klubem Wilczka był Wawel Wirek, z dzielnicy Rudy Śląskiej, w niej się wychował). Obaj błyskawicznie myśleli na boisku, grali nieszablonowo i mieli poczucie własnej wartości. Wilczek dysponował bowiem tego rodzaju techniką, która sprawiała, że był swobodny na boisku, dzięki niej miał łatwość we wszystkim co na boisku robił. Od razu wiedział zresztą do kogo zagrać. Był przy tym - jak na pomocnika - wyjątkowo bramkostrzelny. W lidze strzelił dla Górnika (czasami grał także jako napastnik) aż 96 goli, w Pucharze Polski - 15, w rozgrywkach międzynarodowych (łącznie z Pucharem Intertoto) - 15. Razem wbił tych goli dla zabrzan aż 126, a przecież zazwyczaj grał w drugiej linii! Gdyby Erwin lepiej się prowadził, nie miałby godnych przeciwników - mówił mi kiedyś "Zyga" Szołtysik. Coś w tym jest. Wilczek miał u kolegów ksywkę "Biba". Stanisław Oślizło opowiadał mi, że po przegranym finale Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City Anglicy podczas wspólnej kolacji poczęstowali piłkarzy Górnika szampanem i, że to był najbardziej gorzki szampan w życiu. Kiedy opowiedziałem o tym Erwinowi Wilczkowi uśmiechnął się. - Mnie szampan smakował zawsze - stwierdził. Nie chodzi wcale o to, że lubił alkohol. Po prostu kochał życie. Życie i piłkę. Za bajtla nie robił nic innego tylko grał "w bal" na placach w Wirku. Piłka była dla mnie wszystkim. Ojciec Wilhelm, który był górnikiem, pracował na nocki. Zdarzało się, że zanim wszedł rano do pracy, budzi mnie i brata przed szóstą. Dostawaliśmy w skórę za to, że od dnia późno wróciliśmy do domu. A dla nas czas nie istniał, graliśmy w piłkę kiedy tylko mogliśmy- opowiadał mi Erwin Wilczek. Gdy grał już w Górniku ojciec stał się jego zawziętym kibicem. Tak bardzo zawziętym, że czasem kłócił się z innymi fanami na trybunach w trakcie meczu syna. Kontakt z piłką zawsze sprawiał mu niewymowną przyjemność. Tak było zawsze; nigdy nie odmówił kiedy nadarzała się okazja pokopać. Sławny obrońca Zygmunt Anczok opowiadał mi, że Wilczek czasami przyjeżdżał do zabrzańskiego klubu już godzinę przed treningiem - tylko po to żeby pograć sobie dla przyjemności w dziada... Nie zawsze wyglądał jak piłkarz w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Przy wzroście 168 cm miał skłonności do nadwagi i zdarzało się, że jeszcze w trakcie kariery zarysowywał mu się lekki brzuszek. Tak było właśnie w okresie słynnego trójmeczu z Romą, w 1970 roku - w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Niektórzy - nie mając jeszcze pojęcia z kim tak naprawdę mają do czynienia - potrafili go zlekceważyć. To był ogromny błąd, bo Wilczek znacznie szybciej myślał niż biegał.
A swój brzuszek też potrafił wykorzystać - w niecodzienny sposób. Ostatnia minuta meczu z Romą na Stadionie Śląskim. Górnik przegrywa i w pole karne Włochów biegnie Jerzy Gorgoń, który liczy, że może uderzy piłkę głową. Nie sięga jej jednak, przewraca się. Włosi przekonują sędziego, że do przewinienia może i doszło, ale jednak przed polem karnym. Właśnie wtedy sprytem i stanowczością wykazuje się Erwin Wilczek. Delikatnie obejmuje sędziego i prowadzi go w miejsce gdzie znajduje się punkt oznaczający rzut karny. Arbiter przez chwilę się waha, ale dyktuje jedenastkę. Tak o tej sytuacji opowiadał mi z uśmiechem Erwin Wilczek: - Jurek Gorgoń ostro poszedł do przodu. Sfaulowali go, ale z powodu śniegu nie było dobrze widać linii. Nie do końca było wiadomo czy to stało się w polu karnym czy jeszcze przed. Arbiter podbiegł żeby to sprawdzić i wpadł na mnie. Objąłem go i moim brzuszkiem, bo faktycznie taki miałem - to rodzinne, po ojcu - lekko popchnąłem go w stronę wapna. Nie mógł już nic innego zrobić jak podyktować karnego! Prawda jest taka, że na boisku trzeba być cwaniakiem, bo jak nie my to druga strona wykorzysta takie okazje bez wahania. Karnego wykorzystał Włodzimierz Lubański i Górnik ciągle był w grze. Ostatecznie, po trzecim meczu wyeliminował Romę dzięki szczęśliwemu losowaniu i awansował do finału gdzie zagrał z Manchesterem City.