2

@FCBparasiempre
O wcześniejszej niestabilności niech świadczy chociażby historia z zatrudnieniem na stanowisku selekcjonera Niemca Dettmara Cramera. Cramer w lipcu 1974 roku podpisał 4-letnią umowę z amerykańską federacją. Drużynę poprowadził jednak tylko w dwóch spotkaniach. W grudniu tego samego roku, gdy był z reprezentacją na zgrupowaniu w Izraelu, otrzymał bowiem propozycję objęcia posady trenera Bayernu. Niedługo potem przyjął ofertę i zrezygnował z pracy w USA. Na pewno nie żałował tego ruchu, bo z Bawarczykami dwukrotnie wygrał Puchar Europy. Piłka nożna, mimo całej otoczki związanej z NASL, przez wiele lat traktowana była w Stanach raczej jako ciekawostka. System zdecydowanie mocniej wspierał futbol amerykański, baseball, koszykówkę, hokej na lodzie, ewentualnie sporty indywidualne – lekkoatletykę, pływanie czy tenis. To właśnie, ćwicząc te dyscypliny, młodzi sportowcy mieli największe szanse na sławę i pieniądze. Nic dziwnego, że soccer przez długie lata nie mógł się przebić. Systemu nie skruszyli nawet imigranci tak licznie przybywający do Stanów Zjednoczonych z krajów znacznie silniejszych piłkarsko. Ich drużyny, często skupiające w sobie przybyszów z tego samego państwa, interesowały jedynie niewielką garstkę fanów. Jednak dzięki takim zespołom jak Philadelphia Ukrainians, New York Hungaria, Maccabi Los Angeles, San Francisco Italian Athletic, New York Pancyprian-Freedoms czy New York Greek American Atlas soccer w pewnych okresach w ogóle był obecny pod niektórymi szerokościami geograficznymi. W maju 1978 roku Amerykanie dowiedzieli się, że ich kraj, a konkretnie miasto Los Angeles, za 6 lat będzie gospodarzem igrzysk olimpijskich. W kraju oczekiwano ogromnego sukcesu organizacyjnego i sportowego. Sprawa była tym bardziej prestiżowa, że cztery lata wcześniej impreza gościła po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny, w Związku Radzieckim. Amerykanie mieli swoich faworytów do medali w większości dyscyplin, ale w rywalizacji piłkarskiej na olimpijski sukces za bardzo nie liczyli. Ale również na tym polu chcieli pokazać się z dobrej strony. Tymczasem powodów do optymizmu nie było. Jak wspomnieliśmy w latach 1981-83, reprezentacja praktycznie nie istniała. Dopiero na rok przed igrzyskami do kupy zaczął ją zbierać trener Alkis Panagoulias. Jeszcze zanim Panagoulias przejął stery reprezentacji, szef NASL Howard Samuels wpadł na pomysł stworzenia drużyny składającej się tylko z Amerykanów, która mogłaby rywalizować w lidze, którą zarządzał. W 1982 roku, gdy Samuels przedstawiał swój projekt, NASL znajdowało się w głębokim marazmie. Meczów ligi nie transmitowała żadna telewizja, liczba zespołów w niej występujących gwałtownie spadała, a frekwencja na trybunach była coraz gorsza. Wszystko to składało się na kiepski wynik finansowy. Działacz miał nadzieję, że Team America stanie się panaceum na kryzys trapiący soccer. Po pierwsze ekipa – właśnie ze względu na to, że w składzie są sami Amerykanie – miała wzbudzić duże zainteresowanie fanów. Po drugie – rodzimi zawodnicy otrzymali możliwość regularnych występów, podczas gdy w innych zespołach często przegrywali rywalizację z obcokrajowcami. Po trzecie – była ona substytutem reprezentacji, która w tamtym czasie grała bardzo rzadko, a przecież zaistniała potrzeba przygotowania do Igrzysk. Do udziału w Team America zaproszono 21 czołowych amerykańskich piłkarzy, m. in. Hernana „Chico” Borję, Grega Villę czy Borisa Bandova. Prowadzenie drużyny powierzono Panagouliasowi. Niestety, ani wynik sportowy, ani ekonomiczny nie był zadowalający, toteż zaledwie po roku ekipę wycofano z rozgrywek. Mimo problemów na igrzyskach Amerykanie spisali się lepiej niż przyzwoicie. Co prawda nie udało im się wyjść z grupy, ale zwycięstwo z Kostaryką, minimalna porażka z Włochami i remis z Egiptem wstydu nie przyniosły. Głównie dzięki igrzyskom i dobrej postawie zawodników soccer – przynajmniej na poziomie reprezentacyjnym – w Stanach Zjednoczonych odżył. Drużyna znów zaczęła grać regularnie. Jeszcze w tym samym roku Jankesom udało się awansować, po raz pierwszy w historii, do mistrzostw CONCACAF. Z obowiązku dziennikarskiego trzeba jednak podkreślić, że tym razem jedyną przeszkodą na ich drodze do turnieju były Antyle Holenderskie. Na mistrzostwach CONCACAF, które były jednocześnie eliminacjami do mundialu 1986, Amerykanie nie pokazali się ze swojej najlepszej strony. Nie wyszli nawet z grupy. Turniej wygrali zaś Kanadyjczycy i znaleźli się w gronie finalistów światowego czempionatu. Co ciekawe, Amerykanie ubiegali się o prawa do organizacji Mistrzostw Świata 1986. Pierwotnie turniej miał gościć w Kolumbii, ale w 1982 roku władze tego państwa uznały, że nie podołają finansowo zadaniu. W takiej sytuacji o rolę gospodarza zaczęły starać się trzy północnoamerykańskie kraje: Meksyk, Stany Zjednoczone oraz Kanada. Bezkonkurencyjni w tej rywalizacji okazali się Meksykanie, których oferta uzyskała jednogłośne poparcie.

Bardzo zawiedziony takim rozstrzygnięciem był słynny dyplomata Henry Kissinger, który w 1983 roku, gdy decydowano o tym, kto zastąpi Kolumbię, kierował NASL i lobbował za kandydaturą amerykańską. ,,Żałujemy, że komitet nie odwiedził nas, gdy o to prosiliśmy. Mamy poparcie prezydenta i jednomyślny kongres. To więcej niż może osiągnąć sam prezydent” – mówił na łamach „New York Timesa”. Swoją pierwszą próbę piłkarskiej dyplomacji Kissinger nazwał „zdecydowania nieudaną”. Człowiek o tak szerokich horyzontach jak Kissinger zdawał sobie sprawę, że kluczem do rozwoju soccera w Stanach jest organizacja w kraju dużej piłkarskiej imprezy. Dlatego nie zrezygnował ze starań o mundial w USA. Efekt przyszedł wkrótce. W 1988 roku delegaci FIFA zdecydowali, że Mistrzostwa Świata 1994 odbędą się w kraju Wuja Sama. Kres boiskowych rozczarowań nastąpił w 1989 roku. Reprezentacja USA, dowodzona przez Boba Ganslera, po raz kolejny stanęła wtedy do walki w Mistrzostwach CONCACAF, dzięki którym można było dostać się do mistrzostw świata. Amerykanie w turnieju grali nieźle, choć nie olśniewająco. W efekcie przed ostatnią kolejką zajmowali trzecie miejsce w tabeli z taką samą ilością punktów co drugi Trynidad i Tobago. Wicemistrzem opłacało się jednak zostać, ponieważ dwie najlepsze drużyny otrzymywały przepustki do Włoch, gdzie w czerwcu i lipcu 1990 roku miał się odbyć mundial. A że zwycięstwo w rywalizacji wcześniej zapewniła sobie Kostaryka, było jasne, że drugim finalistą będzie albo Trynidad i Tobago albo USA. Los chciał, że o tym, kto zajmie drugie miejsce, miał zdecydować bezpośredni mecz między tymi dwiema drużynami. Zawodnikom z Karaibów wystarczał remis. Na ich korzyść przemawiał też fakt, że spotkanie odbywało się na ich śmieciach, w Port of Spain. Amerykanie, żeby pojechać do Włoch, musieli zwyciężyć. Spotkanie rozstrzygnęło się w 30. minucie. Strzał zza pola karnego oddał Paul Caligiuri. Nie było to ani mocne, ani wybitnie precyzyjne uderzenie, ale wystarczyło na trynidadzkiego bramkarza, Michaela Maurice’a. Golkiper potem argumentował, że nie widział piłki, bo oślepiło go słońce. Był to jedyny gol w meczu. – Złamałem wytyczne trenera Ganslera, który chciał, żebym pilnował tyłów w obawie przed kontratakiem. Poszedłem jednak do przodu, by rozpocząć atak, a niekoniecznie go dokończyć. To był czysty instynkt – wspominał swojego gola Paul Caligiuri. Trafienie Caligiuriego przerwało wieloletnią serię klęsk reprezentacji USA i na zawsze zapisało się w historii soccera. Doczekało się nawet swojej specjalnej nazwy – „Shot heard round the world” (strzał słyszany na całym świecie). Słowa te są nawiązaniem do wiersza Ralpha Waldo Emersona „Concord hymn”, upamiętniającego Bitwę pod Concord, pierwszą potyczkę wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. „Shot heard round the world” uratował finanse będącej blisko bankructwa amerykańskiej federacji soccera. Organizacja za awans piłkarzy na mundial otrzymała od FIFA 2 miliony dolarów. Coraz lepiej było też pod względem piłkarskim. Amerykanie, począwszy od 1990 roku, zagrali na 7 mundialach, raz docierając nawet do najlepszej ósemki. Udało im się również zagrać w finale Pucharu Konfederacji i 6 razy zwyciężyć w Złotym Pucharze CONCACAF (kontynuator Mistrzostw CONCACAF). W 2015 legendarny amerykański bramkarz Tony Meola tak podsumował awans na MŚ 1990: ,,To nie było tak jak dzisiaj. Nie mieliśmy profesjonalnej ligi, pieniędzy, a nasza organizacja była bardzo mała. Patrząc wstecz, to niesamowite, co osiągnęliśmy. Mieliśmy chłopaków, którzy grali w półprofesjonalnych i niedzielnych ligach, którzy po prostu starali się utrzymać w formie. Ostatecznie udało się. Wszystko, co USA osiągnęło od tamtej pory, opiera się na tym zwycięstwie".

6

@FCBparasiempre
9 listopada minęło dokładnie 34 lat od pamiętnego zwycięstwa Stanów Zjednoczonych nad Trynidadem i Tobago w eliminacjach do Mistrzostw Świata 1990. Ten triumf miał szczególne znaczenie, gdyż dał Amerykanom powrót na mundial po 40 latach przerwy. Amerykanie, o czym mało kto pamięta, mają całkiem spore tradycje futbolowe (i nie mówimy tu o futbolu amerykańskim). Do czasu wybuchu II wojny światowej czterokrotnie zagrali na Igrzyskach Olimpijskich i dwa razy na mistrzostwach świata. A w pierwszym mundialu, którego gospodarzem był Urugwaj, dotarli nawet do półfinału, zaś ich najlepszy zawodnik, Bert Patenaude, zajął trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców turnieju. Jankesom w następnych latach na piłkarskiej scenie nie szło już tak dobrze. Udział w turnieju o mistrzostwo globu, rozgrywanym w 1934 roku we Włoszech, zakończyli już po jednym, wysoko przegranym meczu z gospodarzami. Do kolejnego światowego czempionatu, który odbył się cztery lata później we Francji, nie awansowali, bo wycofali się z udziału w eliminacjach. Do elity wrócili po wojnie. W Brazylii, gdzie w 1950 roku zorganizowano następny mundial, nie zdołali jednak wyjść grupy, choć wygrali sensacyjnie z Anglią mającą w składzie np. Stanleya Matthewsa czy Stana Mortensona. Któż pomyślałby wtedy, że Jankesi następny raz w elitarnym gronie finalistów MŚ znajdą się dopiero lat 40 lat później? Droga do mistrzostw świata w Kraju Kawy nie była dla reprezentantów USA przesadnie trudna. FIFA przewidziała bowiem dwa miejsca dla drużyn zrzeszonych w NAFC (North America Football Confederation). Wystarczyło więc zająć pierwszą lub drugą lokatę w Mistrzostwach NAFC 1949, w których wzięły udział zaledwie 3 zespoły: Stany Zjednoczone, Meksyk oraz Kuba. Jankesom ta niezbyt wymagająca sztuka się udała (uplasowali się na 2. miejscu za El Tri) i dlatego mogli cieszyć z awansu. Schody zaczęły się przed kolejnym mundialem. Włodarze FIFA uznali, że ekipy z NAFC będą musiały bić się o awans do mistrzostw z reprezentacjami z innej federacji, CCCF (Confederación Centroamericana y del Caribe de Fútbol), którą tworzyły drużyny z Ameryki Środkowej i Karaibów. W dodatku liczbę miejsc w finałach dla zespołów z tej części świata zredukowano do jednego. Jankesi walkę o upragnione bilety do Szwajcarii przegrali z Meksykiem. Po mistrzostwach w kraju Helwetów system eliminacji do mistrzostw uległ kolejnej zmianie. Tym razem wyglądało to tak, że jedną grupę kwalifikacyjną tworzyły 3 drużyny z NAFC, zaś drugą trzy drużyny z CCCF. Zwycięzcy obu grup mieli się ze sobą zmierzyć w dwumeczu decydującym o awansie na mundial. Z ekip NAFC najlepiej spisali się Meksykanie, którzy daleko w tyle zostawili Kanadę i USA. Z kolei wśród ekip CCCF pewnie triumfowała Kostaryka. W decydującej rywalizacji zwyciężyli ci pierwsi, co dało im trzeci z rzędu udział w światowym czempionacie. System eliminacyjny dalej ewoluował, ale nie na korzyść Amerykanów. Przed kwalifikacjami do MŚ 1962 ekipy zrzeszone w NAFC i CCCF podzielono na trzy grupy. Pierwszą tworzyły zespoły z NAFC, a dwie pozostałe z CCCF, z czego w jednej znalazły się reprezentacje z Ameryki Środkowej, a w drugiej z Karaibów. Grę w kolejnej, decydującej rundzie zapewniało tylko zwycięstwo w swojej grupie. Jankesi nie mieli wtedy okazji zagrać bezpośrednio o miejsce na mundialu, ponieważ już w pierwszej rundzie wyraźnie ulegli Meksykowi. Zresztą El Tri po raz kolejny wygrali całe eliminacje i dzięki temu mogli zagrać na zbliżających się wielkimi krokami mistrzostwach w Chile. Trzeba przyznać, że taki podział, ustanowiony kluczem geograficznym, nie był zbyt szczęśliwy dla USA, ponieważ już na wstępie musieli walczyć z bardzo silnymi Meksykanami. Tymczasem w pozostałych grupach, a zwłaszcza w karaibskiej, rywale mieli o wiele niższe notowania. Jednak z drugiej strony, patrząc na siłę tamtejszych reprezentacji, nie można mieć wątpliwości, że najlepszą drużynę w tej części globu tworzyli właśnie El Tri.

Niedługo po zakończeniu eliminacji do chilijskiego mundialu, 18 września 1961 roku w Mexico City, zapadła decyzja o połączeniu NAFC, zrzeszającej Kanadę, Meksyk i Stany Zjednoczone, oraz Confederación Centroamericana y del Caribe de Fútbol (CCCF), obejmującą Kostarykę, Kubę (wcześniej była w NAFC), Curaçao, Salwador, Gwatemalę, Haiti, Honduras, Nikaraguę, Panamę oraz Surinam. Nowy twór otrzymał nazwę CONCACAF (skrót od: Confederation of North, Central American and Caribbean Association Football). W stolicy ustalono też zasady eliminacji do kolejnych mistrzostw świata. Ekipy z CONCACAF znów rozdzielono na trzy grupy, choć już nie trzymano się tak ściśle klucza geograficznego. Amerykanie jednak ponownie musieli na starcie zmierzyć się z Meksykiem. Skończyło się tak jak zwykle – El Tri przeszli do decydującej fazy kosztem USA i Hondurasu, a tam bez większych kłopotów poradzili sobie z Kostaryką i Jamajką. Mundial 1966 stanął przed nimi otworem. Od października 1964 roku było wiadomo, że organizatorem mistrzostw świata w 1970 roku będzie Meksyk. Z tego tytułu El Tri uzyskali automatyczną kwalifikację do turnieju. Oznaczało to jednocześnie, że w stawce finalistów będzie jeszcze jedno miejsce dla drużyn ze strefy CONCACAF. W pierwszej rundzie eliminacji na przeszkodzie Amerykanów stanęli reprezentanci Kanady i Bermudów. Mimo początkowych trudności (porażka z Kanadą), Jankesi wygrali swoją grupę. W kolejnym etapie, będącym jednocześnie kwalifikacją do mistrzostw CONCACAF, na Amerykanów czekali już Haitańczycy. Dwumecz z Les Grenadiers był koszmarem dla graczy z kraju Wuja Sama. Piłkarze z Karaibów wygrali dwukrotnie. USA znów musiało obejść się smakiem. Mistrzostwa w Meksyku ominęły też graczy z Haiti. A wszystko dlatego, że po pokonaniu Amerykanów trzeba było również ograć Salwador. Ta sztuka im się nie udała. Na turniej pojechali więc Salwadorczycy. Następna szansa awansu na mundial pojawiła się na przełomie sierpnia i września 1972 roku. Wtedy rozpoczęły się eliminacje do mistrzostw CONCACAF 1973. Ale żeby zagrać w RFN, nie dość, że trzeba było przejść kwalifikacje do tego turnieju, to jeszcze należało go wygrać. Amerykanie w eliminacjach do mistrzostw CONCACAF nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Znów obowiązywał ścisły klucz geograficzny, więc ich przeciwnikami w pierwszej fazie rywalizacji byli sąsiedzi z Meksyku i Kanady. W 4 meczach zdobyli tylko jeden punkt i zajęli ostatnie miejsce w grupie. A przepustki do gry w RFN zdobyli ostatecznie Haitańczycy, którzy zwyciężyli w Mistrzostwach CONCACAF. Te same zasady eliminacji obowiązywały przed Mistrzostwami Świata 1978 i 1982. Reprezentanci USA w obu przypadkach już na pierwszym etapie okazywali się gorsi od swoich sąsiadów. Impulsem do rozwoju soccera w Stanach Zjednoczonych było duże zainteresowanie Amerykanów mundialem w Anglii. Stało się to przyczynkiem do utworzenia w 1966 roku United Soccer Association, profesjonalnej ligi piłkarskiej działającej na terenie USA i Kanady. W grudniu 1967 roku United Soccer Association połączono z NPSL, inną profesjonalną ligą utworzoną zaledwie kilka miesięcy wcześniej. W wyniku fuzji powstała NASL, która przetrwała aż do 1984 roku. NASL, mimo trudności finansowych prowadzących do spektakularnego upadku, osiągnęła umiarkowany sukces. Zainwestowano w nią spore pieniądze, co pozwoliło na ściągnięcie takich graczy jak: Pelé, Franz Beckenbauer, Johan Cruyff, Johan Neeskens, Gerd Müller czy George Best. Przyjazd gwiazd i inne zabiegi marketingowe (np. koncerty Beach Boys towarzyszące meczom) spowodowały spory, aczkolwiek dość krótkotrwały, wzrost zainteresowania soccerem wśród Amerykanów. W latach 50-tych reprezentacja USA grała rzadko. W tym czasie wystąpiła zaledwie 24-krotnie (ani razu nie wybiegła na boisko w 1951 i 1958). A trzeba sobie jasno powiedzieć, że wynik ten byłby jeszcze gorszy, gdyby nie uczestnictwo w Igrzyskach Panamerykańskich 1959, podczas których Amerykanie musieli wyjść na boisko 6 razy. Jeszcze gorzej było w latach 1961-1970 – zaledwie 22 spotkania (bez meczu w 1966 i 1970 roku). Dopiero w kolejnej dekadzie Amerykanie zaczęli grać częściej. Przez 10 lat rozegrali 80 spotkań (najwięcej w 1972 – 13, najmniej 1974 – 2). Inna sprawa, że częstotliwość nie szła w parze z wynikami, np. w 1975 w 9 spotkaniach tylko raz nie przegrali. Większość spotkań, jakie Amerykanie rozegrali w latach 70-tych, nie miało stawki. Wyjątkami były wspomniane mecze kwalifikacyjne do Mistrzostw CONCACAF, Mistrzostw Świata oraz spotkania w ramach Igrzysk Panamerykańskich (Pan American Games). Jankesi opierali się więc na pojedynkach towarzyskich, w których jednak wygrywali dość rzadko. Chyba najcenniejszy rezultat w tamtej dekadzie osiągnęli 12 sierpnia 1973 roku, kiedy pokonali u siebie Polskę 1:0 po golu Ala Trosta. Niespełna dwa lata później Biało-Czerwoni wzięli na Jankesach dwa srogie rewanże. Najpierw w Poznaniu wygrali 7:0, a później w Seattle 4:0. Niestety, lata 1981-1983 to okres kolejnej stagnacji – w tym czasie Jankesi wystąpili tylko dwukrotnie. Nie tylko brak meczów o stawkę pogrążał amerykański futbol reprezentacyjny. Postępowi nie sprzyjały z pewnością ciągłe zmiany selekcjonerów. Dość powiedzieć, że pierwszym człowiekiem, który poprowadził amerykańską drużynę narodową w więcej niż 10 meczach był pochodzący z okolic Lwowa Walt Chyzowych, który posadę objął w 1976 roku i utrzymał ją przez 4 lata.

1

@Safrani Aaaa, no to całkiem zrozumiałe...

1

@Safrani Z jakiego powodu?

3

@FCBparasiempre
W momencie odejścia z Juventusu, Del Piero miał rocznikowo 38 lat i czuł, że to jeszcze nie czas na zawieszeniu butów na kołku. Nie zdecydował się jednak na grę w Europie. Włoch chciał kontynuować karierę w zupełnie innym zakątku świata i wybrał Australię. Promował tam piłkę nożną poprzez grę dla Sydney FC. Po dwóch latach Alex spróbował swoich sił w kolejnym kraju, gdzie futbol nie jest sportem wiodącym. Włoch trafił do Indii i założył koszulkę Delhi Dynamos. Tamtejsza Indian Super League potrafiła skusić wiele byłych europejskich gwiazd. Trafili tam bowiem m.in. Marco Materazzi, David Trezeguet, Robert Pires i Fredrik Ljunberg. Po kilkumiesięcznej przygodzie w Azji Del Piero zakończył karierę na początku 2015 r. Po opuszczeniu Indii Włoch zamieszkał wraz z rodziną w Los Angeles. Od 2015 r. jest jednym z komentatorów Sky Sport. Alex lubi cały czas pokopać piłkę i bierze często udział w meczach i turniejach dla byłych piłkarzy, które mają przeważnie charakter charytatywny. Ponadto, od 2018 r. jest właścicielem amatorskiego klubu LA 10. Poza piłką nożna i golfem, Pinturicchio postanowił spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. W 2013 r. założył wraz z aktorem Patrickiem Dempseyem zespół samochodowy Dempsey/Del Piero Racing, który zadebiutował w tym samym roku w 24-godzinnym wyścigu Le Mans oraz w mistrzostwach American Le Mans Series. Piłkarz zawsze lubił szybko jazdę. Kibice kojarzyli się go już wcześniej z zamiłowania do jazdy na motocyklu. Pinturicchio do dziś cieszy się popularnością w wielu miejscach. Hołd wybitnemu napastnikowi postanowiło oddać miasto Jesolo w północno-wschodnich Włoszech. Można tam spacerować ulicą imienia Alessandro Del Piero. Co prawda, najczęściej takie przywileje spotykają już martwe osoby, ale Włoch z pewnością nie miał nic przeciwko. To nie jedyne odznaczenie, jakie Alex otrzymał w Jesolo. Włoch dostał również dedykowaną gwiazdę. W ten sam sposób odznaczeni zostali tam Umberto Veronesi, Mike Bongiorno i Sophia Loren. Pytanie postawione w podtytule jest bardzo trudne, więc na koniec oddam głos byłym gwiazdom futbolu. ,,Ciężko jest znaleźć słowa, aby opisać Del Piero. Grał w Juve przez prawie 20 lat – jest historią tego klubu. Kiedy ktoś na świecie wymawia słowo ‘Juve’, w jego głowie pojawia się obraz Del Piero. Myślę, że to wszystko wyjaśnia”– Pavel Nedved. ,,Jeśli chodzi o sytuację Del Piero, moje myśli są bardzo klarowne. Podsumowałbym to w trzech słowach: Del Piero to Juventus”– Marcello Lippi. ,,Zawsze będzie naszym kapitanem”– Andrea Agnelli. ,,Del Piero to najlepszy włoski piłkarz”– Ryan Giggs. ,,To najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałem. Drybluje w niesamowity sposób”– Gary Neville. ,,Del Piero to najlepszy piłkarz w historii włoskiej piłki. Jest osobą, do której mam nie tylko dużo szacunku, ale także dużo uczucia”– Raul. ,,Jest inny niż Zinedine Zidane. Bawi się grą, czuje ją w duszy. Między nim i Francuzem, wybieram jego”– Diego Maradona. ,,Na trening przychodził zawsze z uśmiechem i dobrym słowem dla każdego. Na tym polega jego wielkość: pokora… jest złotym człowiekiem”– Alessio Tacchinardi. ,,Alessandro Del Piero był symbolem klubu przez wiele lat”– David Trezeguet. ,,Alex… co za przeciwnik! Co za piłkarz! Co za osoba! Prawdziwy symbol, mistrz, który dał trofea kibicom Juventusu, kocha tę koszulkę i przyprawia o ból głowy bramkarzy. Alessa, im starszy jestem, tym bardziej boję się spotkać cię na boisku. Jesteś jednym z najlepszych w grze, podziwiam cię i szanuję”– Francesco Totti. Niech opiszą go również gole. Nie sposób zapomnieć, że znakiem firmowym Del Piero były rzuty wolne.

Osiągnięcia klubowe:

Juventus:

6 x Mistrzostwo Włoch 1994–95, 1996–97, 1997–98, 2001–02, 2002–03, 2011–12

1 x Puchar Włoch: 1994–95

1 x Superpuchar Włoch: 1995, 1997, 2002, 2003

1 x Mistrzostwo Serie B: 2006–07

1 x Puchar Interkontynentalny: 1996

1 x Liga Mistrzów: 1995–96

3 x 2 miejsce Ligi Mistrzów: 1996–97, 1997–98, 2002–03

1 x 2 miejsce Pucharu UEFA: 1994–95

1 x Puchar Intertoto: 1999

1 x Superpuchar UEFA 1996

Osiągnięcia reprezentacyjne:

1 x Mistrzostwo Europy U-21 1996

1 x Mistrzostwo Świata 2006

1 x Vicemistrzostwo Europy 2000

Osiągnięcia Indywidualne:

Zawodnik meczu Pucharu Interkontynentalnego 1996

Najlepszy strzelec Ligi Mistrzów UEFA (10 goli) 1997-98

Najwięcej asyst w Serie A 1999–00

Najlepszy strzelec Pucharu Włoch (5 goli) 2005-06

Król strzlców Serie B (20 goli) 2006-07

Król Strzelców Serie A (21 goli) 2007-08

Drużyna sezonu ESM: 1995–96, 1996–97, 1997–98

Europejski Piłkarz Sezonu wg UNICEF: 1995-96

Nagroda Bravo: 1996

Najlepszy strzelec Tournoi de France (3 gole) 1997

AIC Serie Włoski Piłkarz Roku: 1998, 2008

AIC Serie A Most Loved Player: 2001, 2008

FIFA 100

Plebiscyt na Złoty Jubileusz UEFA: 49 miejsce

Nagroda Krajowa Giuseppe Prisco: 2006

Piemoncki Sportowiec Roku: 2006[

Nagroda Specjalna Gentleman Silver Cup: 2006

San Siro Gentleman Award Serie A: 2006

Nagroda Golden Foot: 2007[

Najlepszy Sportowiec wg Telegatto: 2007

ASF Top 100 graczy wszech czasów – #60: 2007

Strzelec bramki roku AIC Serie A: 2008

Premio Nazionale Carriera Esemplare „Gaetano Scirea”: 2008

Pallone d’Argento: 2008-09

Międzynarodowa Nagroda Sportu i Obywatelstwa -Ambasador Sportu: 2009

Złota Nagroda Sportowca Roku: 2010

Dubai D’or: 2011

Nagroda Fair Play Novara: 2011

Nagroda AIC za całokształt: 2011

Gol A-League w sezonie: 2012-13

Sydney FC Golden Boot: 2013,2014

Drużyna sezonu PFA: 2013

Nagroda Piłkarza Roku Sydney FC: 2013

Nagroda Członków Sydney FC: 2013

Mecz A-League All Stars: 2014

Drużyna AFC Dekady: 2015

Drużyna dekady Sydney FC: 2015

Galeria sław Sydney FC: 2015

Galeria sław włoskiego futbolu: 2017

Juventus Greatest XI wszech czasów: 2017

Rekordy:

Najwięcej występów dla Juventusu we wszystkich rozgrywkach (705 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Serie A (478 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w meczach ligi włoskiej (w tym Serie A i Serie B) (513 występów)

Najwięcej występów dla Juventusu w Supercoppa Italiana (8 występów od 13 sierpnia 2017)

Najlepszy strzelec wszech czasów Juventusu (290 goli: 186 goli z gry, 62 gole z rzutów karnych, 42 gole z rzutów wolnych)

Zdobywca wszech czasów decydujących bramek dla Juventusu (135)

Drugi pod względem liczby rozegranych minut gracz Juventusu (48 363)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Supercoppa Italiana (6 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Lidze Mistrzów UEFA (92 występy)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w rozgrywkach klubowych UEFA (124 występy)

Najwięcej występów dla Juventusu w międzynarodowych rozgrywkach klubowych (130 występów)

Drugie najwięcej goli strzelonych w Supercoppa Italiana, obok Samuela Eto’o, Andrija Szewczenki i Carlosa Teveza (3)

Najwięcej goli strzelonych w jednym sezonie przez zawodnika Sydney FC (14)[

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów karnych w Serie A (50)

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów wolnych w Serie A (22)

Najlepszy włoski strzelec wszech czasów z rzutów wolnych we wszystkich rozgrywkach (52 gole: 46 goli na poziomie klubowym, 6 goli z reprezentacją Włoch)

Włoski zawodnik z największą liczbą sezonów z 10 bramkami lub więcej we wszystkich rozgrywkach klubowych (17 sezonów)

Najwięcej goli strzelił reprezentant Włoch jako rezerwowy (5)

Czwarty najskuteczniejszy strzelec dla Włoch (27 goli, obok Roberto Baggio)

7

@FCBparasiempre
Dokładnie 50 lat temu urodził się Alessandro del Piero, włoski napastnik, mistrz świata, zdobywca Ligi Mistrzów, 6-krotny mistrz Włoch. Może się wydawać, że nawet przeciętny kibic wie o Del Piero absolutnie wszystko. Czy jednak na pewno? Każdego piłkarza łączą niebanalne historie, które zawsze wzbudzają ciekawość kibiców. W tym tekście postaram się Wam przedstawić Alexa od strony, której (mam nadzieję) jeszcze nie znacie. Alessandro Del Piero przyszedł na świat 9 listopada 1974 r. w Conegliano. Karierę rozpoczął w wieku dziewięciu lat w San Vendemiano. Z dzieciństwem piłkarza łączy się pierwsza ciekawostka. Chodzi mianowicie o matkę Alexa, Brunę, która chciała, aby syn występował na pozycji bramkarza. W ten sposób nie musiałby zbyt wiele biegać, pocić się i zbytnio narażać na kontuzje. Czy ktoś w ogóle potrafi wyobrazić sobie Del Piero na bramce? Prawdopodobnie i tak później wszystko zweryfikowałby jego niski wzrost. Znając jednak etykę pracy włoskiego mistrza nie można niczego wykluczyć. No dobra, zejdźmy na ziemię. Na szczęście brat piłkarza, Stefano, szybko zauważył, że młody Alex jest urodzony, aby grać na pozycji nr 10. Tak już zostało, a efekty decyzji poznał cały piłkarski świat. W 1988 r., 13-letni wówczas Włoch został zauważony przez działaczy AC Padwy, która występowała w Serie B. Przygoda Del Piero w juniorskim i seniorskim zespole wspomnianego klubu trwała pięć lat. Napastnika zapragnęli mieć Juventus i Milan. Mało kto wie, że ówczesny prezydent Padwy, Marino Puggina był kibicem Rossonerich i historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Alex wspomniał o kulisach tamtych wydarzeń w wywiadzie udzielonym La Gazzetta dello Sport. Milan Sacchiego był dla wszystkich punktem odniesienia. Każdy jasno rozumiał, że tamta drużyna zmieniła futbol. Fajnie byłoby partnerować w ataku van Bastenowi – przyznał po latach Del Piero. Padwa chciała zarobić na piłkarzu duże pieniądze i ostatecznie Juventus zdołał spełnić te oczekiwania w postaci 5 miliardów lirów, czyli dzisiejszych ok. 2,8 miliona euro. W debiutanckim sezonie 19-letni Alex zdołał zanotować łącznie 14 meczów w lidze, Pucharze Włoch i Pucharze UEFA. W pamięci kibiców zapadł jego hat-trick przeciwko Parmie. Ostatecznie pięć ligowych goli Del Piero pomogło Juve zająć drugie miejsce w Serie A. W kolejnym sezonie piłkarz świętował swój pierwszy tytuł mistrza Włoch. W tamtych rozgrywkach Del Piero zanotował osiem ligowych trafień. Rok później Alex mógł cieszyć się pierwszym Pucharem Włoch. Najbardziej pamiętny był sezon 1995/1996. Wówczas Del Piero był już postacią pierwszego składu, a Juventus sięgnął po scudetto, Ligę Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. 8 listopada 1998 nastąpił moment, który mocno zahamował karierę włoskiego zawodnika. W meczu z Udinese, niespełna 24-letni napastnik doznał ciężkiej i bardzo skomplikowanej kontuzji. Powrót do gry zajął piłkarzowi aż dziewięć miesięcy. W tym samym roku, jeszcze przed feralnym zdarzeniem, Del Piero znalazł się na celowniku Interu. Wówczas w niebiesko-czarnej koszulce występował Il Fenomeno – Luis Nazario da Lima, znany wszystkim jako Ronaldo. Brazylijczyk naciskał prezydenta Nerazzurrich, Massimo Morattego, aby ten wyrwał Alexa z Juve. ,,Nie ma sensu kupować wielu zawodników, wystarczy Del Piero i będziemy świetni”– stwierdził Ronaldo. Włoski napastnik pozostał oczywiście wierny Starej Damie ale można sobie wyobrazić, jak genialny atak mógłby stworzyć wraz z ,,Il Fenomeno”. Od początku tekstu nazwałem piłkarza wiele razy Alexem. Nie jest to jednak jedyny przydomek Del Piero. Warto wspomnieć, w jaki sposób napastnika określił były prezes Juventusu, słynny Gianni Agnelli. ,,Nadałem Del Piero przezwisko Pinturicchi, ze względu na estetykę, sposób, w jaki gra. Jego bramki są zawsze doskonałe”– wytłumaczył Agnelli. Kim był Pinturicchio? To malarz wywodzący się ze szkoły umbryjskiej, który żył na przełomie XV i XVI wieku. Podobnie jak Del Piero, był niewielkiego wzrostu. Tak samo jak piłkarz, posiadał wielki talent, który przełożył się na niezwykłe zdolności malarskie. Pozwoliły mu one lepiej opanować style malowania na drewnie, freski i miniatury.


W latach 1999-2002 Del Piero był trenowany przez Carlo Ancelottiego, a następnie powracającego Marcello Lippiego. Jedyny w tym okresie puchar to scudetto zdobyte w ostatniej kolejce sezonu 2001/2002. Podczas Euro 2000 Alex dotarł wraz z reprezentacją Włoch do wielkiego finału. Tam Squadra Azzurra mierzyła się z Francją. Włosi szybko objęli prowadzenie po bramce Marco Delvecchio. Później Del Piero nie zdołał jednak wykorzystać dwóch znakomitych okazji na dobicie rywala. W samej końcówce wyrównał Sylvain Wiltord, a w dogrywce złotego gola zdobył David Trezeguet. Niewykorzystane okazje potrafią się mścić. Alexowi na pocieszenie został fakt, że Trezegol został po turnieju jego klubowym partnerem. W sezonie 2002/2003 Del Piero prezentował dobrą formę i wspólnie z Trezeguetem i Nedvedem poprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów. Po drodze Bianconeri wyeliminowali m.in. obrońcę trofeum – Real Madryt. Wielu kibiców Juventusu uważa, że starcie z Królewskimi w Turynie było najlepszym meczem Starej Damy w XXI wieku. Del Piero kręcił wówczas niemiłosiernie obroną Los Blancos, a efektem tego była piękna bramka na 2:0. W finale w Manchesterze Juve mierzyło się z Milanem. Zabrakło zawieszonego za kartki Nedveda, co wyraźnie osłabiło ekipę Lippiego. Doszło do serii rzutów karnych. Del Piero wykorzystał swoją jedenastkę, ale koledzy strzelali gorzej i po puchar sięgnęli Rossoneri. Sezon 2003/2004 był fatalny w wykonaniu Juventusu. Bianconeri nie zdobyli żadnego trofeum, a w pamięci kibiców została szczególnie ligowa porażka z Romą 0:4. To wówczas Francesco Totti wykonał słynny gest czterech palców. Po słabych wynikach z pracą pożegnał się Lippi. Gorszy okres w klubie nie oznaczał jednak, że Del Piero nie mógł odkrywać nowych pasji. Wraz z Alessio Tacchinardim został miłośnikiem golfa. Dwaj koledzy z boiska poznali ten sport, dzięki wizytom we francuskim Chatillon. Od tamtej pory, w przerwie od rozgrywek piłkarskich, w gazetach można było często znaleźć zdjęcie Alexa, który relaksował się na polu golfowym. Z czasem Włoch przestał to traktować jako jedynie rozrywkę. Zaliczał coraz więcej dołków i stał się ostatecznie profesjonalnym golfistą. W 2016 r. wziął udział w słynnym turnieju Ryder Cup. W 2004 r. Starą Damę objął Fabio Capello, którego zespół wzmocnili Emerson, Zebina, Mutu, Ibrahimović i Cannavaro. Przez dwa kolejne lata mówiło się o konflikcie na linii Del Piero – Capello, ponieważ włoski szkoleniowiec wolał stawiać na młodego Zlatana. Juventus nie prezentował wówczas porywającej piłki, ale sięgnął po dwa kolejne mistrzostwa. Gorzej było w Lidze Mistrzów, gdzie na poziomie ćwierćfinału Stara Dama była eliminowana przez Liverpool i Arsenal. Mimo nie najlepszej sytuacji, Del Piero wspierał regularnie zespół swoimi bramkami. W drugim sezonie pod wodzą Capello, Alex stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii Juventusu. W tej klasyfikacji wyprzedził Giampiero Bonipertiego. Przywołanie zdobycia mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 r. rozgrzewa zawsze wszystkich Włochów. Drużyna Marcello Lippiego przedzierała się dzielnie przez kolejne fazy turnieju. W półfinale Azzurri mierzyli się z gospodarzami turnieju, Niemcami. Potrzebna była dogrywka, po której Włosi zwyciężyli 2:0. Drugą bramką zdobył Del Piero, który wykorzystał podanie Alberto Gilardino i dobił gospodarzy. W finale Włosi zrewanżowali się Francuzom z porażkę sprzed sześciu lat. Zwycięstwo zostało odniesione po serii jedenastek, a Del Piero nie zmarnował swojego strzału. Był to czwarty tytuł mistrzów świata w historii reprezentacji Włoch. Równocześnie z niemieckim mundialem, w Italii wybuchła afera Calciopoli. W jej wyniku Juventusowi zostały odebrane dwa ostatnie tytuły mistrzowskie, a klub został zdegradowany do Serie B. W ten sposób Del Piero dokonał wraz z Gianluigim Buffonem i Mauro Camoranesim nietypowej rzeczy. Zostali bowiem mistrzami świata jako gracze drugiej ligi. Wcześniej identyczną historię przeżył Franco Baresi, który wygrał w 1982 r. jako obrońca drugoligowego Milanu. Trzeba jednak zaznaczyć, że młody wówczas stoper nie odgrywał w klubie i kadrze tak wielkiej roli, jak Del Piero, Buffon i Camoranesi. Rok 2006 był wyjątkowy dla włoskiego sportu również z innego powodu. W Turynie zorganizowano bowiem zimowe igrzyska olimpijskie. Tradycyjnie odbyła się sztafeta z ogniem olimpijskim, a wśród jej uczestników znalazł się Del Piero. W ten sposób napastnik został uhonorowany w swoim sportowym domu. Po degradacji do drugiej ligi, Juventus opuścili m.in. Vieira, Emerson, Thuram, Ibrahimović, Cannavaro i Zambrotta. Del Piero nie myślał jednak ani chwilę o takim rozwiązaniu. ,,Dżentelmen nie opuszcza swojej damy”– powiedział napastnik ku pokrzepieniu serc wszystkich sympatyków turyńskiego klubu.


Rozgrywki Serie B były dla Starej Damy prawdziwą udręką, ponieważ wiele zespołów grało na absolutnym maksimum, mając świadomość, że już nigdy nie przyjdzie im się mierzyć z tak wielkim zespołem. Alex poprowadził kolegów do awansu i zdobył tytuł króla strzelców. Pinturicchio nie zwalniał tempa po powrocie do elity. Po tytule capocanoniere (wł. król strzelców) w Serie B, powtórzył to osiągnięcie również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wówczas Juventus osiągnął znakomity wynik, zajmując trzecie miejsce. Rok później było jeszcze lepiej, ponieważ Bianconeri sięgnęli po wicemistrzostwo. W tamtym sezonie warto jest zwrócić uwagę na grę Starej Damy w Lidze Mistrzów. Juventus wygrał swoją grupę z Realem Madryt, Zenitem Petersbrug i BATE Borysów. W dwumeczu z Królewskimi Alex strzelił trzy piękne bramki. Szczególnie w jego pamięci pozostanie rewanżowy mecz na Santiago Bernabeu. Ówczesny trener Juve Claudio Ranieri postanowił zmienić napastnika w końcówce spotkania. Ponad 70 tys. kibiców na stadionie Realu postanowiło podziękować piłkarzowi za wspaniały występ, okraszony dwiema bramkami. Owacje na stojąco poruszyły mocno Pinturicchio. Przy tej okazji, niedawno zmarły Diego Maradona przyznał, że tacy piłkarze jak Del Piero nigdy się nie starzeją. Piłkarz kojarzony jest głównie z reklamami Adidasa, ale pojawiał się na ekranie również przy innych okazjach. W 2008 r. jako on sam wystąpił w filmie Trener piłki 2. Można go było również oglądać w jednym z odcinków Bondi Rescue (australijskiego odpowiednika Słonecznego Patrolu). Co więcej, na Del Piero została odwzorowana jedna z postaci Kapitana Tsubasy. Japoński film animowany był znany we Włoszech pod nazwą Holly & Benji. W serii Road 2002, do Juventusu dołącza Mark Lenders, a jego mentorem w klubie zostaje Alex Delpi. Poza ekranem, Del Piero zaangażował się również w świat muzyki. Włoch nie wygrał nigdy Złotej Piłki, ale ma za to koncie Złotą Płytę, którą przyznano za 50 tys. sprzedanych egzemplarzy Del Piero Selection. Jest to osobista kompilacja ulubionych artystów piłkarza. Przy tej okazji narodziła się przyjaźń z Noelem Gallagherem z zespołu Oasis. Sezony 2009/2010 i 2010/2011 były katastrofą w wykonaniu Juventusu. Dwa siódme miejsca w lidze załamały kibiców Starej Damy. Odrodzenie przyszło wraz z powrotem do Turynu Antonio Conte. Były pomocnik spisał się świetnie na ławce trenerskiej w pierwszym rok pracy. Zespół, którego kapitanem był wciąż Del Piero, odzyskał po wielu latach scudetto i zameldował się w finale Pucharu Włoch. Ponowny triumf oznaczał również koniec Alexa w Juventusie. Kibice długo domagali się od zarządu Starej Damy przedłużenia umowy kapitana. Do dziś nie wiadomo jednak, dlaczego prezydent Andrea Agnelli nie doszedł do porozumienia z legendą klubu. Pinturicchio pożegnał się z sympatykami Bianconerich 13 maja 2012 r. w spotkaniu z Atalantą. Włoch strzelił bramkę, a w drugiej połowie został zmieniony przez Simone Pepe. Do końcowego gwizdka kibice nie skupiali się już na boiskowych wydarzeniach, tylko śpiewali na cześć na kapitana i oddawali mu hołd. Del Piero odbył rundę honorową wokół murawy, pozdrawiając fanów i zbierając od nich rzucane szaliki. Wiele osób płakało, było to jedno z najbardziej emocjonalnych pożegnań w historii piłki nożnej. Rok 2012 przywołuje również inne ciekawe wydarzenie, gdzie główną rolę odegrał Del Piero. W styczniu dwunastoletnia Giada Scalise oglądała mecz Juventusu w telewizji, kiedy dostała krwotoku mózgowego i zapadła w śpiączkę. Kilka dni po tym zdarzeniu, zdesperowani rodzice zwrócili się z prośbą o pomoc do gwiazd futbolu. Alex odpowiedział na apel. Piłkarz przysłał nagranie, w którym zwrócił się do dziewczynki: ,,Cześć Giada, z tej strony Alessandro Del Piero. Mam nadzieje, że się obudzisz tak szybko, jak to możliwe, aby obejrzeć wiele naszych meczów”. Pielęgniarki puszczały to codziennie pacjentce. Ku uciesze rodziców, po dwóch tygodniach dziewczynka w końcu się poruszyła i odzyskała przytomność. Ojciec małej Włoszki, Francesco Scalise powiedział lokalnej prasie, że nie ma wątpliwości, iż głos Pinturicchio przyczynił się do przełomu w całej sprawie. Giada musiała jeszcze trochę poczekać, aby ponownie zobaczyć Del Piero i Juventus w akcji. Niezależnie od tego, czy powiązanie słów Alexa z wybudzeniem dziewczynki było tylko przypadkiem, trzeba przyznać, że to podnosząca na duchu historia.

1

@Symson Oglądałem go w telewizji ale pamiętam tylko tyle że byłem zły na te niewykorzystane rzuty karne przez ,,Kolejorza"....
Ależ to by była wręcz sensacja.......!

8

Pachelski mógł pogrążyć Barçe Cruijffa i przejść do historii:

9 listopada 1988 r. FC Barcelona pokonała Lech Poznań na Bułgarskiej 4:5 w rzutach karnych(w meczu 1:1) w rewanżowym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów. W 1/8 tychże rozgrywek Blaugrana była zdecydowanym faworytem starcia z ,,Kolejorzem”. Polacy wywieźli jednak z Camp Nou sensacyjny remis(również 1:1) i postawili Katalończyków pod ścianą. Gdyby Duma Katalonii odpadła wówczas z rozgrywek europejskich, Johan Cruijff mógł stracić pracę. W czasie meczu rewanżowego w Poznaniu temperatura spadła poniżej 0 stopni Celcjusza i niektórzy gracze Barçy poza rękawiczkami założyli leginsy. Po 120 minutach wyrównanego meczu padł znowu remis 1:1 i obie drużyny stanęły przed serią rzutów karnych. FC Barcelona nie rozegrała spotkania z podobnym zakończeniem od czasu feralnego finału Pucharu Europy w Sevilli. W piątej kolejce Alexanco(nominalny obrońca, który w trakcie gry zastąpił Linekera… w ataku) nie trafił w bramke ale arbiter z powodu ruchu bramkarza Jankowskiego nakazał powtórzenie rzutu karnego(w tamtych czasach bramkarze nie mogli przemieszczać się na linii przed wykonaniem strzału). Druga próba Alexanco również była niecelna. W odpowiedzi Bogusław Pachelski mógł zapewnić awans poznaniakom, lecz jego strzał obronił Zubizarreta. W 7 kolejce decydującego karnego nie wykorzystał Łukasik, strzelając w poprzeczke i w efekcie Duma Katalonii uzyskała upragniony awans. Po meczu nie było czasu na długie wywiady. Godzinne ,,opóźnienie” spowodowało iż zmęczona ale szczęśliwa drużyna musiała śpieszyć się na samolot. No proszę(!), Lechici byli tak bardzo blisko sprawienia sensacji i przejścia do historii polskiego futbolu. Z drugiej jednak strony gdyby Barça odpadła to prawdopodobnie Cruijff stracił by posade trenera Blaugrany. Jeśli by do tego doszło to raczej nie oglądalibyśmy słynnego ,,Dream Teamu”. Czy zaistniałby wówczas Guardiola w ,,naszym” klubie? No właśnie…

@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

7

El Clasicos:

9 listopada 1960 r. FC Barcelona remisuje na Santiago Bernabeu 2:2 z Realem Madryt w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Mistrzów. Obydwa gole dla Barçy zdobywa Luis Suarez(27 m. i 87 z rzutu karnego). Obie ekipy naszpikowane były gwiazdami światowego formatu, uznano więc ich rywalizację za przedwczesny finał tej edycji. Już pierwszy mecz w Madrycie, poprzedzony niesamowitą mobilizacją w obu obozach i precyzyjnymi przygotowaniami, oglądany był przez blisko 120 tys. widzów a naoczni świadkowie określili go ,,walką na śmierć i życie”. Katalończycy nie zrażeni początkowym prowadzeniem ,,Los Blancos” po golach Mateosa i Gento, na które odpowiedzieli tylko golem Luisa Suareza, z determinacją kontratakowali po przerwie, doprowadzając na 3 minuty przed końcem do remisu, po kapitalnym przeboju Brazylijczyka Evaristo, zakończony rzutem karnym wykorzystanym bezbłędnie przez Luisa Suareza.

9 listopada 1985 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:0 w 11 kolejce Primera Division po bramkach Marcosa Alonso i Caldere. Zwycięstwo na Camp Nou w końcowym rozrachunku nie przyniosło sukcesu. Katalończycy pogubili w trakcie sezonu dużo punktów i w efekcie Barça przegrała walke o mistrzostwo z Królewskimi tracąc do nich aż 11 punktów.

Skrót klasyku:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@FcPortoFan1999 Na tą chwile tak ale wróćmy do tematu za dwa, trzy lata i żebyś się nie zdziwił...

1

@FcPortoFan1999 Wiem, dlatego też mocno podkreślam że nie staną się hegemonem w Portugalii, co nie znaczy że są beznadzieją, tak to oceniam...

1

@FcPortoFan1999 No cóż, z takimi przeciwnikami to raczej nie stanął się takim hegemonem jak chociażby Crvena Zvezda w Serbii...

1

@FcPortoFan1999 To prawda ale z drugiej strony 2 lata temu byli mistrzami a nie co roku ,,świeci słońce". Cierpliwości...

1

@FcPortoFan1999 No bez przesady z tą beznadzieją. Przecież chyba poza pierwszą trójke nie wypadają ostatnio a w tym roku to nie wygrali czasem pucharu Portugalii?

9

@FCBparasiempre
Złotymi czasami dla kibiców ,,Smoków” były lata 80-te. Zwłaszcza druga połowa, chociaż już w 1984 roku podopieczni trenera Jose Mario Pedroto dotarli do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W finale rywalem był Juventus mający w składzie Zbigniewa Bońka. Na stadionie w Bazylei lepsza okazała się ekipa z Włoch. Na trafienie Beniamino Vignoli zdołał wprawdzie odpowiedzieć Antonio Sousa, ale gol strzelony przez „Bello di Note” był ostatnim w tym meczu, dzięki czemu trofeum powędrowało do Turynu. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej tak wspominał triumf Starej Damy w europejskich rozgrywkach: ,,Po finale z Porto udaliśmy się do knajpki i długo się zabawiliśmy, pośmialiśmy się, pośpiewaliśmy trochę. Nie byliśmy ekipą sztywniaków. Jak sobie przypomnę tamtą noc, to jeszcze czuję, jak mocne zabarwienie miało tamtejsze wino… Coś w tym chyba jest, że kiedy koledzy chcieli wyjść do miasta, brali mnie ze sobą. Wiedzieli, że ze mą nie będą się nudzić”. W tym samym sezonie do rąk zawodników FC Porto trafiły Puchar i Superpuchar Portugalii. W walce o mistrzostwo kraju musieli uznać wyższość Benfiki, mimo że w całym sezonie stracili zaledwie… dziewięć goli. Kolejne dwa lata upłynęły pod znakiem sukcesów na arenie krajowej. W 1985 roku drużyna została przejęta przez nowego szkoleniowca. Został nim Artur Jorge i od razu poprowadził ją do tytułu najlepszej drużyny w Portugalii. Rok późnej udało się obronić mistrzostwo i dołożyć do tego Superpuchar. O tym co, miało nadejść w kolejnym sezonie, nie marzyli chyba nawet najwierniejsi sympatycy klubu. Zanim FC Porto wdrapało się na szczyt europejskiej piłki, drużynę zasilił Józef Młynarczyk. Bramkarz reprezentacji Polski został sprowadzony z francuskiej Bastii. Pierwsze spotkanie w sprawie transferu odbyło się w Paryżu. Tak tłumaczył to sam zainteresowany: ,,Nie wypadało się spotkać na terenie Bastii, a poza tym wszyscy zdawali sobie sprawę, że gość z Portugalii może zostać na Korsyce potraktowany(mówiąc delikatnie) niegrzecznie”. Kontrakt również został sfinalizowany w stolicy Francji. Wszystko odbyło się bardzo szybko. Rozmowy były krótkie i konkretne – przekonuje Młynarczyk. Wspomina także, że został bardzo ciepło przyjęty w nowym klubie: ,,Portugalczycy mnie zaskoczyli. Oczekiwałem miłego przyjęcia, ale nie aż takiego. Masa dziennikarzy, prezydenci klubu, kamery, flesze, mnóstwo pytań. Byłem nieco speszony, bo pierwszy raz znalazłem się w podobnej sytuacji. Z lotniska udaliśmy się prosto na stadion, gdzie odbyła się dodatkowa konferencja. Tam pojawił się Wiesław Wichtowski, obecnie mój dobry przyjaciel, który mieszkał już w Portugalii pięć lat i bardzo mi wtedy pomógł w kłopotach językowych”. Rok 1987 był dla FC Porto wyjątkowy. Łupem Smoków padły aż trzy międzynarodowe trofea (Puchar Europy, Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny). Najpierw gablota wzbogaciła się o najcenniejszy puchar w klubowej piłce. By tak się stało, Portugalczycy musieli przebyć wyboistą drogę. Pierwsza przeszkoda nie była trudna. Maltański Ajax Rabat stracił w konfrontacji z Porto aż 10 goli i nie zdobył żadnej. Nieco trudniejsze zadanie czekało w drugiej rundzie. W pierwszym spotkaniu portugalski zespół minimalnie przegrał w czeskiej Ostrawie, ale w rewanżu z nawiązką odrobił straty. Zwycięstwo i remis z duńskim Broendby dały zaś przepustkę do najlepszej czwórki. Tam czekało radzieckie Dynamo Kijów. ,,Trener polecił nam, abyśmy w przeddzień meczu poszli na wieczorny trening Dynama. Przeciwnik był groźny, ale do meczu stanęliśmy pełni optymizmu. Prowadziliśmy 2:0, gdy padła bramka gości. Akcja szła z prawej strony zespołu radzieckiego, z końcowej linii poszło dość ostre dośrodkowanie na mniej więcej 15 metrów, gdzie całym pędem nadbiegł Michajliczenko i głową skierował piłkę do siatki. Ta skozłowała jeszcze przed samą bramką i spadła tuż przy słupku. Usiłowałem bronić, ale piłka była zbyt mocna. Wygraliśmy to spotkanie 2:1 zdając sobie sprawę, że przed rewanżem z Rosjanami jest to „zaliczka” dość nikła – opisywał pierwsze półfinałowe starcie Młynarczyk.

Przy okazji rewanżu, na stadionie w Kijowie pojawiło się 100 tysięcy kibiców, którzy powitali przyjezdnych gwizdami. To jednak nie zdeprymowało gości. Powtórzyli wynik z pierwszego spotkania i mogli cieszyć się z udziału w najważniejszym meczu sezonu. Polski bramkarz uważa, że awans należy zawdzięczać przede wszystkim dobrej grze w defensywie: ,,Bardzo dobrze grała nasza obrona i wszystkie sytuacje, jakie stworzyli gospodarze udało się wybronić, bądź mnie, bądź zawodnikom obrony. Wygraliśmy to spotkanie 2:1 ku zdziwieniu i rozczarowaniu licznej grupy fachowców radzieckich. Po raz pierwszy byliśmy w finale. W najważniejszym spotkaniu Pucharu Europy na Praterze w Wiedniu faworyt był znany – to oczywiście klub ze stolicy Bawarii. Kiedy przylecieliśmy do Wiednia, gdzie miało być rozegrane to spotkanie, nikt się nami nie interesował. Bukmacherzy płacili za nasze zwycięstwo 19:1. Oczywiście my też zdawaliśmy sobie sprawę, że rywale są dużo silniejsi od nas”– wspominał Młynarczyk. Obiekt w stolicy Austrii mógł pomieścić 60 tysięcy ludzi, ale tłumy kłębiły się także poza stadionem, ponieważ nie wszyscy dostali się na trybuny, żeby obejrzeć to wyjątkowe starcie o prymat w Europie. Po pierwszej połowie wszystko przebiegało zgodnie z przewidywanym przez większość scenariuszem. Po trafieniu Ludwiga Koegla prowadzili Niemcy. ,,Do dzisiaj widzę to doskonale. Moje nieporozumienie z Magalhaesem, Ludwig Koegl momentalnie uderza głową i przegrywamy”– dalej opowiada były bramkarz reprezentacji Polski. W drugiej odsłonie skazywani na porażkę Portugalczycy zdołali odwrócić losy spotkania. Wyrównał cudownym strzałem piętą Rabah Madjer. Najbardziej wszechstronny, kompletny piłkarz, z jakim grałem – tak o Algierczyku mówił polski bramkarz, który dzielił z nim pokój na zgrupowaniach. Był to gracz, który „miał wszystko”. Dobrą zarówno prawą, jak i lewą nogę, szybkość, sprawność, nienaganną technikę, skoczność. Dosłownie wszystko. Wydaje mi się, że tym, co zatrzymało jego karierę, było jego pochodzenie. Był Arabem z Algierii. Nie potrafił pogodzić się z tym, że ktoś nim kieruje, ktoś mu mówi, co ma robić. To powodowało częste konflikty z działaczami i trenerami FC Porto – opisuje tę postać Młynarczyk i dodaje: To, co prezentował na treningach, gdy psychicznie był rozluźniony, nie mieści się w głowie. Potrafił ograć bramkarza, że człowiek miał ochotę go udusić. Niestety był niesolidny. W Algierii był gwiazdą, więc z chęcią jeździł tam na każde spotkanie reprezentacji, nawet niezbyt ważne. Z powrotem potrafił się spóźnić nawet o tydzień. Michał Kołodziejczyk tak opisywał triumfatora Pucharu Narodów Afryki 1990 we wspomnianej publikacji: ,,Mówiono o nim, że z piłka przy nodze porusza się jak tancerz na parkiecie, elegancko prowadząc swoją partnerkę. Zresztą w Porto kochają go do dziś i dostaje owację na stojąco za każdym razem, gdy spiker ogłosi, że przyjechał na mecz”. Na dziewięć minut przed końcem padła zwycięska bramka, którą zdobył Filho Juary. 27 maja 1987 roku stał się dla fanów Smoków datą, która już zawsze kojarzyć się będzie z wielkim triumfem. W opinii wielu ekspertów do sukcesu by nie doszło gdyby nie… brak w kadrze FC Porto najlepszego zawodnika. Z powodu kontuzji na boisko nie mógł wyjść Fernando Gomes – najskuteczniejszy strzelec zespołu. Paradoksalnie absencja tego gracza sprawiła, że piłkarze z Portugalii oraz trener Jorge zmuszeni byli szukać niekonwencjonalnych rozwiązań, czego efektem było to, iż całkowicie zaskoczyli rywali. O klasie Gomesa świadczyć mogą słowa Młynarczyka: ,,Gomes to król pola karnego, jeśli tylko zdołał przyjąć piłkę w polu karnym i obrócić się, był bardzo groźny, gdyż z każdej piłki potrafił zrobić użytek. Nie raz, nie dwa wyrastał jakby spod ziemi. Był swego czasu królem strzelców Europy, zdobył „Złoty but”. Z dobrej strony pokazał się nasz rodak, który w taki sposób wspominał pomeczową radość i doceniał kunszt obrony: ,,Euforia po wywalczeniu pucharu była niesamowita. Wylądowaliśmy w Porto w środku nocy i zanim doszliśmy do autokaru, kibice zdarli z nas niemal całe ubranie. Później jednak nie pojechaliśmy spać, tylko prosto na stadion, gdzie o szóstej urządzono oficjalną prezentację trofeum. W obronie graliśmy, jak zwykle zresztą, dość prawidłowo i piłkarze Bayernu nie mieli stuprocentowych sytuacji, natomiast dość dużo wrzucali na wysokiego Hoenessa, który miał te piłki zgrywać. Jeśli chodzi o wychodzenie z bramki, to czułem się w tym spotkaniu dość pewnie i wszystkie piłki wyłapywałem. W tym meczu najwyższe oceny powinna dostać nasza obrona”.

Po zakończeniu sezonu trener Jorge opuścił Porto i objął stery w Racingu Paryż. Smoki straciły także jednego z najważniejszych graczy – Paolo Futre. Zawodnik, który zajął drugie miejsce w plebiscycie „France Football”, zasilił szeregi Atletico Madryt. To on w wiedeńskim finale asystował przy cudownej bramce Madjera. W dodatku pomógł drużynie w wywalczeniu dwóch tytułów mistrzowskich i takiej samej liczby krajowych Superpucharów. Srebrna piłka została mu wręczona, gdy był już piłkarzem madryckiego klubu. Dwukrotnie uznano go za najlepszego piłkarza Portugalii. Kiedy opuścił ten kraj, tamtejsza prasa pisała: ,,Porto oddaje swoje cudowne dziecko – po czym drobnym drukiem dodawała: Oddaje, ale za rekordową sumę w Portugalii – 650 tysięcy dolarów”. Na przełomie 1987 i 1988 odbyła się walka o Superpuchar Europy. Wówczas grano mecz i rewanż (pierwsze spotkanie w listopadzie, drugie w styczniu). Jedyny raz w historii pierwsze spotkanie rozegrano w innym roku niż starcie rewanżowe. Przeciwnikiem Portugalczyków był Ajax – triumfator Pucharu Zdobywców Pucharów. Po pierwszym meczu w stolicy Holandii z posady trenera amsterdamskiego zespołu zwolniony został Johan Cruyff. Stało się to za sprawą bramki zdobytej przez Rui Barrosa. W rewanżu wynik się powtórzył dzięki trafieniu Antonio Sousy. Tym samym Józef Młynarczyk stał się drugim, po Zbigniewie Bońku, piłkarzem znad Wisły mającym na koncie to trofeum. Tak mówił o rewanżowej rywalizacji z holenderskim klubem: ,,Graliśmy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. W tym okresie w Portugalii padają obfite deszcze, boisko było grząskie i śliskie. Ze względu na warunki , ciężko określić widowiskowość tego meczu. Mieliśmy dość wyraźną przewagę, stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji i wydaje mi się, że ten dwumecz z Ajaxem wygraliśmy zasłużenie”. Jeszcze w 1987 roku FC Porto cieszyło się z innego międzynarodowego tytułu. W Japonii piłkarze Smoków świętowali wywalczenie Pucharu Interkontynentalnego. O jego zdobyciu przesądzić miał mecz przeciwko najlepszej ekipie Copa Libertadores. Był nią Peñarol Montevideo. Spotkanie rozegrane zostało w fatalnych warunkach pogodowych. Boisko pokryte było śniegiem, a żółta piłka stawała w błocie. Lepiej w takiej sytuacji poradziła sobie portugalska ekipa, która zwyciężyła 2:1 po dogrywce. Znów dał znać o sobie geniusz Madjera, bo to właśnie Algierczyk w niezwykły sposób strzelił decydującego gola. Z dużej odległości zdołał przelobować bramkarza. Po zakończonym boju powiedział, że w białym puchu widział jedynie sylwetki graczy i mógł tylko podejrzewać, że golkiper Urugwajczyków wyszedł z bramki. ,,Pojechaliśmy do Tokio dużo wcześniej, żeby nie było kłopotów z aklimatyzacją. Nie byliśmy jednak w stanie przewidzieć, że Japonię w tym czasie nawiedzą niesamowite burze śnieżne”– opowiadał Młynarczyk. Wiele miał do powiedzenia także o wykańczającej go pogodzie, którą chyba najbardziej zapamiętano z tego widowiska. W pewnym momencie Młynarczyk miał dość z przeszywającego go zimna, jednak musiał wytrzymać. ,,Poprzedniego dnia na treningu nic nie wskazywało na to, że przyjdzie nam grać w tak trudnych warunkach. W dniu meczu rano zaczął padać deszcz, który potem zamienił się w śnieg, a temperatura spadła poniżej zera. Na boisku leżała około 10-centymetrowa warstwa śniegu, to znaczy na wierzchu śnieg, a pod spodem woda. Ani jeden, ani drugi zespół nie wyszedł na rozgrzewkę, chcąc rozpocząć spotkanie z marszu. Tylko ja, przezornie, wraz z asystentem trenera Octtavio, wyszedłem na boisko. W czasie rozgrzewki zorientowałem się, że warunki są ciężkie, jeśli chodzi o tyły bramkarzy, gdyż łatwo o kiks. W pierwszej fazie spotkania Peñarol miał optyczną przewagę, stwarzał dużo sytuacji. Byłem zmuszony dość często interweniować, często kłaść się w błoto. Było mi potwornie zimno. W pierwszej połowie nie puściłem żadnej bramki, natomiast bramkarz urugwajski jedną puścił, co dało nam 1:0. Na drugą połowę wyszliśmy w suchych strojach. Peñarol za wszelką cenę chciał wyrównać. Urugwajczycy zdobyli przewagę w polu, stworzyli kilka groźnych sytuacji pod naszą bramką. Moje coraz częstsze kontakty ze śnieżną breją spowodowały, że z minuty na minutę kostniałem coraz bardziej. Doszło do wyrównania. Byłem już tak zmarznięty i mokry, że po tej bramce odechciało mi się wszystkiego. Myślałem, że już nie zrobię nawet kroku”.

Trofeum powędrowało jednak do Portugalczyków. O najważniejszych momentach meczu nasz rodak opowiadał w następujący sposób: ,,W dogrywce Peñarol nie prezentował już takiej siły przebicia, wiedzieliśmy, że Urugwajczycy czekają na rozstrzygnięcie spotkania karnymi. W drugiej części dogrywki dochodzi do sytuacji, że ostatni stoper wyprowadza piłkę z jakichś 30 metrów spod własnej bramki, wykorzystuje to Madjer, atakując odbiera mu piłkę. Widząc to bramkarz urugwajski wybiega z bramki, by ratować sytuację, Madjer go mija i piłka wolno toczy się do bramki. Mało nam serca nie stanęły, bo zatrzymała się na śniegu, tuż za linią. Utrzymujemy wynik do końca dogrywki. W naszym zespole radość. Piłkarze Peñarolu płaczą jak dzieci”. Polski piłkarz po latach w taki sposób opowiadał o klubie, z którym odnosił opisane sukcesy: ,,Porto to specyficzny klub. Zazwyczaj jest to fantastyczny zespół, ale bez gwiazd. Dopiero w naszej drużynie piłkarze wyrabiali sobie nazwisko. Wszystko kręci się zawsze wokół jednego, dwóch zawodników, jak kiedyś wokół Futre, a w XXI wieku wokół Deco. Aby „Smoki” odnosiły sukcesy na arenie międzynarodowej, moim zdaniem potrzebny jest także odpowiedni typ trenera. Kiedy drużyną opiekował się Artur Jorge mieliśmy tylko trenować i wygrywać, a nie dyskutować. Podobnym autorytetem cieszył się potem Mourinho”. Kibiców znad Wisły może cieszyć fakt, że duży wpływ na wspaniały okres miał bramkarz urodzony w Nowej Soli. Bez jego interwencji wszystkie te triumfy byłyby niemożliwe. Zapytany o to, w czym tkwiła siła zespołu, odpowiedział: ,,Technika tych południowych piłkarzy była prawie wrodzona, bardzo serio podchodzili do swych zadań i obowiązków. Byli bardzo dobrze przygotowani szybkościowo i kondycyjnie. Wydaje mi się, że również istotna była osoba trenera Artura Jorge. Umiał nas psychicznie odpowiednio nastawić. Przed każdym meczem powtarzał, że przeciwnik w niczym nie jest od nas lepszy, zarabia może tylko więcej pieniędzy, bo pochodzi z bogatszego państwa, ale my musimy zrobić wszystko dla Portugalii i naszych kibiców”. W taki zaś sposób reprezentant Polski wypowiadał się o znajomych z szatni: ,,Kontakty prywatne były ograniczone, gdyż nie było na to czasu, a zresztą nie było to praktykowane. Ze wszystkimi byłem na dobrej stopie i żyłem bezkonfliktowo. Wszyscy dali się poznać jako ludzie bardzo sympatyczni, szczerzy, gdyby przyszło co do czego, podzieliliby się ostatnią kromką chleba. Byli to dobrzy koledzy, zarówno na treningu, na boisku, jak i poza klubem”. Lata 80-te były wyjątkowo bogate w sukcesy dla FC Porto. Mimo, że Smoki zdobywały trofea na arenie krajowej, na kolejne międzynarodowe osiągnięcia fani klubu musieli czekać do początku obecnego stulecia, kiedy prowadzona przez Jose Mourinho ekipa zdobywała europejskie puchary rok po roku. Obecnie o takie zdobycze trudno i niewiele wskazuje na to, by taki stan rzeczy miał się zmienić.

8

Zapomniane legendy futbolu:

8 listopada 1942 r. w Turynie urodził się Alessandro Mazzola, ofensywny pomocnik, Mistrz Europy z 1968 r., wicemistrz świata z 1970 r., 2-krotny zdobywca Pucharu mistrzów(1964 i 1965) oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1964 i 1965). Ten wybitny włoski pomocnik karierę rozpoczynał pod okiem legendarnego Helenio Herrery i był podstawowym graczem wielkiego Interu lat 60-tych. Całą 17-stoletnią karierę spędził w Mediolanie, gdzie rozegrał w sumie 565 spotkań, w których strzelił 160 goli. Sandro(jak powszechnie był określany) urodził się w Turynie i właśnie tam w AC Torino grał jego ojciec Valentino-jeden z najwybitniejszych włoskich piłkarzy lat 40-tych. Valentino Mazzola był ofensywnym pomocnikiem i Sandro poszedł w jego ślady. Wspominał iż ojciec od małego zakładał mu na stopy buty piłkarskie i uczył zachowania na boisku. Valentino zginą z całą drużyną Torino w katastrofie lotniczej w 1949 r. Sandro zadebiutował w pierwszej drużynie Interu 10 czerwca 1961 r. gdy ,,Nerrazzuri” przegrali wówczas z Juventusem w Turynie 1:9 w meczu zbojkotowanym przez wystawienie składu juniorskiego a honorowego gola strzelił właśnie Mazzola.

Regularnie zaczął grać w sezonie 1962/63, kiedy Inter zdobył mistrzostwo Włoch. Wtedy w swoich pierwszych derbach Mediolanu Sandro zdobył gola już w 13-tej sekundzie meczu! Rok później Mazzola strzelił 2 gole w wygranym 3:1 finale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych z samym Realem Madryt! Najlepsze dla niego były 3 kolejne sezony, w których zdobywał ponad 20 goli. W 1965 w Serie A trafił do siatki rywali 17 razy i został królem strzelców ligi. W sumie zdobył z Interem 4 mistrzostwa Włoch, 2 razy Puchar Mistrzów i 2 razy Puchar Interkontynentalny. W tych ostatnich rozgrywkach Inter pięciokrotnie w ciągu 2 lat potykał się z argentyńskim Independiente a Mazzola strzelił w tych meczach 3 gole. Sandro grał z numerem 10, który noszą zawsze największe gwiazdy zespołu. Razem ze świetnym Hiszpanem Luisem Suarezem odpowiadał w słynnym systemie ,,catenaccio” za rozprowadzanie piłek w ataku a także za asekurację w bocznych sektorach boiska, kiedy wysunięci skrzydłowi włączali się do ofensywy. O miejsce w reprezentacji Włoch Sandro rywalizował z zawodnikiem Milanu Giannim Riverą. Pomocnik Interu rozegrał jednak więcej spotkań(w 70 spotkaniach strzelił 22 gole). W 1968 roku Mazzola zdobył Mistrzostwo Europy a 2 lata później zagrał w finale Mistrzostw Świata z Brazylią gdzie włosi przegrali 1:4. Grał także na mundialu w 1966 oraz 1974 Karierę zakończył 3 lipca 1977 roku podczas gdy Inter przegrał w Pucharze Włoch 0:2 z Milanem. Później Sandro pracował na różnych stanowiskach w Interze a także podjął się pracy w AC Torino, gdzie chciał odbudować wielki klub z czasów ojca i w 2000 roku został dyrektorem sportowym. Następnie był komentatorem telewizji RAI.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Czy wiecie że...
137 lat temu w sali Kościoła Świętej Marii przy ulicy East Rose (dziś Forbes Street) w Glasgow założono Celtic FC. Głównym założycielem był Brat Walfrid a głównym celem klubu piłkarskiego było naprawa fatalnej sytuacji materialnej rodzin zamieszkałych na wschodnim krańcu Glasgow.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani Ja też nie oglądałem. Wprawdzie miałem już Cyfrowy Polsat no ale mecze na żywo były(i wciąż są) na Canal+. Jednak właśnie z tego Polsatu, jeśli dobrze pamiętam to chyba nagrałem skrót tego meczu na płytke dvd...

8

Cules pamiętają, cules wspominają:

8 listopada 2008 r. FC Barcelona gromi na Camp Nou Real Valladolid 6:0(!) w 10-tej kolejce Primera Division. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż w tym meczu aż 4 gole zdobył kapitalny snajper Samuel Eto'o i to do przerwy! Biorąc pod uwagę to że w meczu tym całe 90 minut rozegrał Lionel Messi a Eto'o został zmieniony w 74 minucie przez Hleba, to trzeba przyznać że wyczyn ten jest spektakularny. Jeśli się nie myle jest to rekord ,,Czarnej perły" w Blaugranie jeśli chodzi o gole zdobyte w jednym meczu.

Warto sobie odświeżyć:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Nieodżałowany Włodek załatwił sprawę:

7 listopada 1984 r. Widzew Łódź pokonał 1:0 Borussie Mönchengladbach w 1/16 pucharu UEFA. Po huśtawce nastrojów w Mönchengladbach, wyrafinowana gra w Łodzi. Piłkarze Widzewa wiedzieli, że po tym jak w Niemczech strzelili dwa gole, mimo porażki 2:3 wystarczy im skromne, jednobramkowe zwycięstwo. Grali ostrożnie i nieustannie dążyli do celu. Ten udało się osiągnąć za sprawą trafienia kapitana Włodzimierza Smolarka. Później podopieczni Władysława Żmudy powstrzymywali ataki rywali a skutecznie w bramce spisywał się Henryk Bolesta. Trzeba jednak zaznaczyć, że bramkarz łodzian miał sporo szczęścia, bo chwilę przed zwycięskim trafieniem Widzewa, sędzia powinien podyktować rzut karny dla gości, po tym jak faulowany przez golkipera był Uwe Rahn. Arbiter tego jednak nie zrobił i ze zwycięstwa dającego awans do trzeciej rundy Pucharu UEFA cieszyli się czerwono-biało-czerwoni.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

4

@Safrani W takim razie tym bardziej mam tą satysfakcję że o tym wspomniałem...

1

@Safrani ,,Kowal" to jest swój chłop, wie co gada!

15

Nie pamiętam czy był jakiś artykuł bądź ktoś wspominał o ostatnim wspaniałym El Clasico odnośnie wyniku po przerwie? Otóż ,,nasze" październikowe zwycięstwo na ,,Santiago Bernabeu" przeszło do historii futbolu, gdyż do tej pory żaden Klasyk nie skończył się wynikiem czterobramkowym dla jednej drużyny w drugiej połowie. Jeśli ktoś jednak o tym już wspominał to znaczy że to przeoczyłem ale chyba nie zaszkodzi przypomnieć...
@Arkon
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Pamiętajmy o wybitnych legendach polskiego futbolu:

114 lat temu(7.11.1910) w Świętochłowicach urodził się Teodor Peterek, jeden z najwybitniejszych polskich napastników w historii, ikona Ruchu Chorzów. Teodor Peterek, cóż to był za napastnik! W oficjalnych meczach ligowych z eRką na koszulce zanotował na swoim koncie 192 mecze ligowe, w których strzelił 157 goli. Uwaga! Od 3 października 1937(od meczu z Pogonią Lwów) Peterek strzelał gole w kolejnych 16 meczach ligowych z rzędu! Wówczas był to rekord świata, który przetrwał aż do 2013 r. kiedy to pobił go nie kto inny jak sam Messi, który strzelał gole w 21 meczach z rzędu! W koszulce reprezentacji Polski zagrał w oficjalnych 9 meczach, w których strzelił 6 goli. Zdobył również 10 goli! w oficjalnym meczu pucharowym(Ruch - Śląsk Siemianowice, wygrany 15:1). Do tego niezliczone mecze i gole w meczach towarzyskich, w reprezentacji Ligi czy reprezentacji Śląska zaliczają go do najlepszych strzelców przedwojennych. Nie da się nawet pobieżnie zliczyć jego osiągnięć. Można tylko się opierać na wycinkach prasowych z tego okresu, jak bramkostrzelnym piłkarzem był Teodor Peterek. Kiedy w 1934 roku Ruch Wielkie Hajduki wygrał ligę bez najmniejszych problemów, Peterek, król wykonywanych skutecznie rzutów karnych, nie mógł przeboleć, że w tym sezonie zdobył 28 goli i nie został królem strzelców. Taki właśnie był ,,Mietlorz” jak go nazywano.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
@Arkon

9

Legendarna golleada:

7 listopada 1915 r. FC Barcelona rozgromiła Universitari S.C. 12:2(!) w ramach 3 kolejki mistrzostw Katalonii. Warto a nawet trzeba wspomnieć że aż 6(!) goli w tym meczu ustrzelił genialny snajper Paulino Alcantara, który został królem strzelców mistrzostw Katalonii edycji 1915/16 z dorobkiem 23 goli.



Duchowe wspomnienie:

7 listopada 1982 r. Papież Jan Paweł II odprawił mszę świętą na murawie Camp Nou w jednym z ostatnich dni swojej pielgrzymki do Hiszpanii. Pomimo ulewnego deszczu na Camp Nou zebrało się 120 tys. ludzi a wśród nich prezydent Generalitat Jordi Pujol, burmistrz Barcelony Narcis Serra a także prezydent klubu Josep Lluis Nuñez z żoną. Po uroczystości Nuñez zaprosił polskiego papieża do pomieszczeń klubowych i wręczył mu karnet socio o numerze 108 000.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj

0

@FcPortoFan1999 Dzięki za info :)
Jednak z drugiej strony niepodoba mi się taka sytuacja z Białorusią...

11

Sebastian Mila ,,załadował!”:

6 listopada 2003 r. Manchester City zremisował z Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 1:1 w ramach drugiej rundy Pucharu UEFA. Piękny sen trwał nadal. Po wyeliminowaniu Herthy BSC Berlin o klubie z niewielkiego Grodziska Wielkopolskiego pierwszy raz usłyszeli kibice w Europie. Piłkarze Groclinu Dyskobolii podkreślali jednak, że po dwumeczu z ekipą z Bundesligi nie można już było liczyć na to, że ktoś ich zlekceważy. Druga runda przyniosła kolejne wielkie wyzwanie, któremu podopieczni Dušana Radolský’ego postanowili sprostać. Na City of Manchester Stadium stoczyli otwarty bój z faworyzowanym rywalem i mimo, że to „The Citizens” stworzyli więcej dogodnych okazji, goście kilkukrotnie im się rewanżowali. Do historii polskiego, klubowego futbolu przeszedł też efektowny gol Sebastiana Mili z rzutu wolnego, który jak się później okazało, był kluczowy w kwestii awansu do trzeciej rundy Pucharu UEFA.

,,Jestem rozczarowany wynikiem, choć wcześniej ostrzegałem zawodników, że wicemistrzowie Polski nie będą się tylko i wyłącznie bronić. Że lubią grać ofensywnie. Uważam remis za wynik sprawiedliwy”- pomeczowa wypowiedź trenera Manchesteru City Kevin Keegan.

,,Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie. Remis w Manchesterze nie oznacza wcale, że jesteśmy w trzeciej rundzie Pucharu UEFA. Przed nami ciężki mecz rewanżowy i ostrzę sobie apetyt na awans”- pomeczowa wypowiedź trenera Groclinu Dušan Radolský

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?