0

@Stinger_ Masz racje ale jakoś zwyczajnie mi to umknęło...

0

@Stinger_ No nie! Po prostu nie interesuje mnie Białoruski reżim. Gdybym obstawiał, to z pewnością bym wiedział ale od 2 lat już mi się nie chce obstawiać...

0

@FcPortoFan1999 Koniec świata...!

0

@FcPortoFan1999 No ale przecież Białoruś to ewidentnie sojusznik Rosji(!) i UEFA na to poszła?

0

Legia gra jutro z Dynamem Mińsk. Tylko zaraz, zaraz czy mnie pamięć nie myli że wszystkie konfrontacje ze sportem Rosyjskim i Białoruskim są wstrzymane?

10

Podział punktów na ,,Giuseppe Meazza”:

6 listopada 2018 r. Inter Mediolan zremisował na San Siro 1:1 (0:0) z FC Barceloną w fazie grupowej LM i przybliżył się do wymarzonego awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Cenny punkt gospodarzom zapewnił Mauro Icardi w 87. minucie meczu. Zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami, to goście od początku dłużej utrzymywali się przy piłce i starali się konstruować akcje w ataku pozycyjnym. Chaotyczność przeprowadzanych akcji spowodowała jednak, iż Katalończycy mieli duże problemy z zagrożeniem bramki strzeżonej przez Samira Handanovicia. A nawet jeśli oddali już celny strzał z dobrej pozycji, słoweński golkiper znów udowadniał, że jest jednym z najlepszych fachowców w tej dziedzinie na świecie. Najlepszą sytuację FC Barcelona stworzyła sobie trzy minuty przed końcem pierwszej połowy. Na strzał z dystansu zdecydował się Coutinho i chociaż piłka została zablokowana przez obrońców, to szybko spadła na nogę nadbiegającego Luisa Suareza. Urugwajczyk huknął mocno z linii pola karnego, lecz oczywiście czujnie zachował się Handanović, wybijając piłkę na rzut rożny. Inter był pasywny i niewidoczny. Bardzo rzadko stwarzali jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Marca Andre ter-Stegena, skupiając się przede wszystkim na skutecznej obronie. Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Podopieczni Ernesto Valverde prowadzili grę, ale nie potrafili otworzyć wyniki spotkania. W 60. minucie umieścili nawet piłkę w siatce, jednak sędzia Szymon Marciniak uznał, że przy dośrodkowaniu Ivana Rakiticia do Luisa Suareza piłka wyszła poza pole gry. Chwilę później kapitalną okazję zmarnował Coutinho, który nieprecyzyjnym strzałem z bliskiej odległości pozwolił na skuteczną paradę Handanoviciowi. 180 sekund później to gospodarze mogli wyjść na niespodziewane prowadzenie. Do dobrego dośrodkowania Ivana Perisicia z lewej strony doszedł Matteo Politano, jednak fatalnie przestrzelił. W kolejnych fragmentach spotkania, gra nieco się wyrównała i wydawało się, iż wszystko zmierza do bezbramkowego remisu. Nic jednak bardziej mylnego. W 81. minucie na murawie pojawił się Malcom, który już 120 sekund później otworzył wynik meczu. Brazylijczyk oddał płaski, precyzyjny strzał z rogu pola karnego i zaskoczył nieskutecznie interweniującego Handanovicia. Inter nie zamierzał się jednak poddawać i chciał wywalczyć choćby jedno oczko. Udało się! Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do siatki gości trafił Mauro Icardi, wykorzystując bezpańską piłkę po zablokowanym strzale Matiasa Vecino. Argentyńczyk z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością i spokojem skierował futbolówkę obok bezradnego ter-Stegena. Do końca meczu już nic się zmieniło, choć goście starali się jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Bramkowy remis wydaje się być korzystny dla obu drużyn. FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie awans do 1/8 finału, natomiast Inter przystępować miał z trzypunktową przewagą nad Tottenhamen Londyn, z którym zmierzyć się miał już w następnej kolejce na Wembley.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Invincible No cóż, jak ktoś kocha historie futbolu a zwłaszcza Barcunie to zrobi niemal wszystko dla niej niemal wszystko...

8

Dublet ,,La Pulgi” w Champions League”:

6 listopada 2013 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou AC Milan 3:1 w 4 kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Gole dla gospodarzy strzelali Messi(2) i Busquets. Ponadto samobójcze trafienie dołożył Gerard Piqué. Katalończycy rozpoczęli mecz w następującym składzie: Valdés; Alves, Piqué, Mascherano, Adriano; Xavi, Sergio, Iniesta; Alexis, Messi, Neymar. Podopieczni Martino rozpoczęli tradycyjnie dla siebie a więc spokojnym rozgrywaniem futbolówki. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce już po kilku minutach od pierwszego gwizdka meczu. Neymar podał do Messiego a ten szybko odegrał piłkę do Brazylijczyka, który lepiej przyjmując piłkę znalazłby się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. W 19. minucie meczu bliski zdobycia bramki był Alexis, kiedy po dobrym dośrodkowaniu Adriano Chilijczykowi zabrakło może pół metra do umieszczenia piłki w siatce. Jednak już dziesięć minut później Azulgranie udało się otworzyć wynik meczu. Faulowany w polu karnym był Neymar a do rzutu karnego podszedł Messi, który strzałem w środek bramki pokonał Abbiatiego. Kilka minut później argentyński napastnik miał szansę na drugą bramkę, gdy ograł Zapatę, ale jego próba lobu była bardzo niecelna. Jednak minutę później było już 2:0. Xavi dobrze dośrodkował z rzutu wolnego, a niepilnowany w polu karnym Busquets umieścił piłkę w bramce. Kiedy wydawało się, że pierwsze czterdzieści pięć minut zakończy się dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy Milan wyprowadził groźną kontrę. Kaka wykorzystał nieobecność Alvesa i dośrodkował w pole karne. Tam bardzo niefortunnie interweniował Piqué, który skierował piłkę do własnej bramki. Druga część spotkania zaczęła się od groźnej akcji Messiego, którego dramatycznym wejściem zatrzymywać musiał Zapata. Chwilę później pokazał się, zmieniony w przerwie, Balotelli. Jego strzał z ostrego kąta zatrzymał Valdés. Włoch nadal starał się nękać gospodarzy, jednak obrońcy Blaugrany umiejętnie radzili sobie z napastnikiem Milanu. W 73. minucie Neymar popisuje się genialną akcją. Brazylijczyk mija 4 zawodników gości, ale w decydującym momencie oddaje niecelny strzał. Szkoda! Już kilkanaście sekund później dogodną okazję miał Alexis, ale Chilijczyk nie potrafił pokonać bramkarza włoskiego klubu. Trzynaście minut przed końcem meczu na murawie pojawił się Fabregas i po chwili Barça strzeliła kolejną bramkę. Messi zagrał do Fabregasa, ten doskonale odegrał do Argentyńczyka, który minął obrońcę i pewnym strzałem pokonał Abbiatiego. Pięć minut przed zakończeniem meczu Messi miał okazję na hat-tricka ale w dobrej sytuacji zdołał do dogonić Mexes i zablokować uderzenie. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

1

@John_Doe Nie oglądałem meczu, więc jestem zszokowany tylko samym wynikiem. Gyokeresa też nie widziałem w akcji ale dlaczego grający piłkarz miałby już iść na trenera i dlaczego akurat do ManU?

1

@Herato Wiem i nie raz już o tym wspominałem

11

Przełomowe wydarzenie w dziejach Dumy Katalonii:

6 listopada 1991 r. Jose Maria Bakero strzelił słynnego gola w Kaiserslautern. Do 89 minuty Barça była za burtą rozgrywek Pucharu Europy. Przegrywała 3:0 z mistrzem Niemiec i nic nie wskazywało na to iż może strzelić upragnionego gola, który da awans do fazy grupowej. Niestety dla gospodarzy niemiecki pomocnik Haber w niegroźnej sytuacji sfaulował obrońcę Blaugrany Miguela Nadala. Wówczas Koeman wstrzelił piłke w pole karne, gdzie niski ale świetnie grający głową Bakero wyskoczył pomiędzy obrońcami Kaiserslautern i skierował piłke do siatki. Jeszcze w doliczonym czasie gry Niemcy mieli szanse na odwrócenie losów dwumeczu, lecz Zubizarreta obronił strzał głową Habera. FC Barcelona dzięki awansowi do pierwszej w historii fazy grupowej Pucharu Europy uczyniła pierwszy krok ku zdobyciu tego trofeum. ,,Bez pomocy Boga nie dojdzie się do niczego. Graliśmy najgorsze spotkanie w tym sezonie ale szczęście było przy nas. Teraz wierzę w zdobycie Pucharu Europy”- powiedział po meczu szczęśliwy Cruijff. Ja jeszcze tylko przypomnę że w tamtym sezonie debiutował w europejskich pucharach meczem z Hansą Rostock Josep Guardiola.

Kultowy gol:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

5

Panie i Panowie a cóż to się ponawyrabiało w tej Lidze Mistrzów? Nie dość że wróg naczelny przegrał na Bernabeu 1:3(co akurat nie powinno nas martwić), to jeszcze ,,Obywatele" przegrały ze Sportingiem na Jose Alvalade. To że przegrały to może jeszcze nie jest sensacja ale 4:1!?!?! to dla mnie szok!!! Pepito, co ty robisz...!

7

@FCBparasiempre
Co ciekawego można robić we własne urodziny? Można na przykład urządzić imprezę dla przyjaciół, wybrać się w ciekawą podróż czy skoczyć na bungee a gdy jest się piłkarzem? W sumie to samo (może poza skokiem), ale oprócz tego np. uczcić ten dzień strzelonym golem w ważnym meczu. Ewentualnie zdobyć cztery gole w jednym spotkaniu Ligi Mistrzów. Tak właśnie zrobił 21 lat temu Dado Pršo. 5 listopada 2003 roku, czwarta kolejka Champions League. W najciekawszym (przynajmniej teoretycznie) meczu tego dnia Bayern gra w Monachium z Olympique Lyon. Spotkanie dość niespodziewanie wygrywa drużyna gości. Jak się jednak okazuje to nie o „olimpijczykach” będzie się mówiło najwięcej tego wieczoru. Inny zespół reprezentujący Francję – AS Monaco rozgrywa w tym czasie mecz z Deportivo La Coruña. W składzie drużyny z księstwa brakuje największej gwiazdy, Fernando Morientesa. Szansę gry w podstawowym składzie otrzymuje niezbyt znany Chorwat Dado Pršo. Tak się składa, że tego dnia napastnik świętuje swoje 29. urodziny. Już w 2. minucie Monaco wychodzi na prowadzenie dzięki bramce Jerome’a Rothena, a w minucie 11. na 2:0 podwyższa Ludovic Giuly. Wreszcie w 26. minucie po rzucie rożnym bramkę głową zdobywa Pršo. Po czterech minutach Chorwat (znów głową) strzela kolejnego gola. Przed przerwą dorzuca jeszcze jedną bramkę, a zaraz po przerwie kolejną. Jubilat schodzi z boiska w 75. minucie żegnany burzą braw. Jego miejsce zajmuje Emmanuel Adebayor. Mecz kończy się niespotykanym i rekordowym, pod względem liczby bramek w jednym spotkaniu, wynikiem 8:3, a chorwacki napastnik przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Przed nim cztery gole w jednym spotkaniu udało się zdobyć tylko dwóm piłkarzom, Marco van Bastenowi i Simone Inzaghiemu. Sezon 2003/2004 jest udany nie tylko dla Pršo, ale dla całego zespołu AS Monaco. Choć w Ligue 1 nie udaje się przerwać hegemonii Lyonu (Monaco ląduje ostatecznie na trzecim miejscu) to w Champions League piłkarze ze Stade Louis II robią prawdziwą furorę. Z grupy wychodzą z pierwszego miejsca, a później eliminując kolejną Lokomotiw Moskwa, Real Madryt i Chelsea Londyn, dochodzą do finału. Tam lepsze okazuje się FC Porto, prowadzone przez Jose Mourinho. Jednak to klub w charakterystycznych biało-czerwonych koszulkach zdobywa sympatię wśród kibiców w całej Europie. Na skrzydłach szaleją Ludovic Giuly i Jerome Rothen, w ataku Fernando Morientes, a rewanżowe meczu z Realem i Chelsea przechodzą z czasem do prawdziwej klasyki Ligi Mistrzów. Pršo nie udaje się już powtórzyć swojego wyczynu, ale dorzuca dwie bramki w drodze do finału (w sumie w całym sezonie zdobywa ich siedem). Zanim jednak długowłosy Chorwat zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach Champions League, jego kariera piłkarska nie była usłana różami. Urodzony 5 listopada 1974 roku w Zadarze (wówczas Jugosławia) zawodnik, swoje pierwsze kroki w futbolu stawiał w rodzinnym mieście, trenując najpierw w NK Bagat, a później w NK Zadar. W wieku 12 lat Miladin (to jego prawdziwe imię) trafił do Hajduka Split. Płynnie przechodził przez wszystkie drużyny juniorskie Hajduka aż do roku 1991. Mając wówczas 17 lat został poddany rutynowanej kontroli lekarskiej, która wykazała u niego nieregularne bicie serca. Medycy sądzili, że ta zdrowotna dolegliwość uniemożliwi mu profesjonalne uprawianie sportu, dlatego też działacze Hajduka rozstali się z młodym napastnikiem. Co ciekawe, od tego czasu u Pršo nie odnotowano nigdy żadnych śladów tej wady. Po wyrzuceniu z Hajduka napastnikowi udało się znaleźć angaż w NK Pazinka. Klub grał w najwyższej klasie rozgrywkowej świeżo utworzonej ligi chorwackiej. Dado Pršo miał zaledwie 18 lat, ale zdołał wystąpić w 26 meczach i strzelić 2 gole. Sezon 1992/1993 był jedynym w całej karierze zawodnika, w którym grał w ekstraklasie chorwackiej. Występy w barwach klubu z miasta Pazin łączył z pracą mechanika samochodowego. Nie była to jednak największa przeszkoda w piłkarskim rozwoju wciąż nastoletniego gracza. Na początku lat 90. na Bałkanach toczyła się krwawa wojna, z powodu której wielu mieszkańców postanowiło uciekać do państw Europy Zachodniej. Dado Pršo również podjął taką decyzję. Los rzucił go do francuskiej Normandii. Początki na francuskiej ziemi były trudne i zniechęcające. Pršo trafił do klubu FC Rouen, ale w ciągu dwóch lat zagrał tam w zaledwie 10 (według niektórych źródeł w 12) meczach. W poszukiwaniu pracy ruszył na południe Francji. Na Lazurowym Wybrzeżu, w miejscowości Saint-Raphaël otrzymał pracę mechanika, a raz w tygodniu grał w tamtejszym klubie. Po pracy zazwyczaj spędzał czas w kasynach i barach, trwoniąc zarobione w ciągu dnia pieniądze. Jego życie odmieniło się po spotkaniu z kobietą, która później została jego żoną. Carole namówiła go, aby na poważnie wziął się za swoją karierę piłkarską.

Gdy latem 1996 roku jego zespół rozgrywał sparing z AS Monaco Pršo został uznany za najlepszego piłkarza meczu. Klub z księstwa zaoferował mu kontrakt, który Chorwat zaakceptował. W drużynie prowadzonej przez Jeana Tiganę nie było łatwo o miejsce w składzie. Thierry Henry, Victor Ikpeba, Sonny Anderson, David Trezeguet – przy takich rywalach do gry w ataku Pršo nie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie. Dobrze za to radził sobie w czwartoligowych rezerwach ASM. Na kolejne dwa sezony został wypożyczony do Ajaccio AC. Pomógł klubowi z Korsyki awansować z trzeciej do drugiej ligi i całkiem nieźle prezentował się na zapleczu francuskiej ekstraklasy (w sezonie 1998/1999 zdobył 13 bramek). Rozgrywki 1999/2000 rozpoczął znów w barwach Monaco. Konkurencja nadal była ogromna, ale Pršo występował stosunkowo często (20 meczy i 2 bramki), zazwyczaj wchodząc z ławki rezerwowych. Kampania zakończyła się wielkim sukcesem klubu – wywalczonym w znakomitym stylu mistrzostwem Francji. W kolejnych dwóch sezonach zespół nie zachwycał, ale Pršo nadal był najwyżej pierwszym rezerwowym. Cztery lub dwie bramki w sezonie to dla napastnika wynik raczej katastrofalny. Pewnym usprawiedliwieniem dla chorwackiego wieżowca (190 cm wzrostu) były częste problemy z kolanami. Wszystko zmieniło się w sezonie 2002/2003. Didier Deschamps, trener Monaco dysponował wówczas młodym składem uzupełnionym kilkoma doświadczonymi zawodnikami (m.in. Marco Simone czy Vladimir Jugović). W ataku DD odważnie postawił na duet Dado Pršo – Shabani Nonda. Ten pierwszy zdobył 12 bramek, a drugi aż 26 i został królem strzelców ligi. Monaco wywalczyło wicemistrzostwo. Mistrzem został oczywiście Olympique Lyon. O kolejnej kampanii (2003/2004) w wykonaniu AS Monaco napisano już wiele, nie tylko w tym artykule. Po jej zakończeniu Pršo pojechał na EURO 2004. Reprezentacja Chorwacji, w której zadebiutował dopiero w 2003 roku, nie zdołała wyjść z trudnej grupy z Anglią, Francją i Szwajcarią. Dla porządku dodajmy, że Pršo zakończył turniej z jedną bramką. Kolejny sezon rozpoczął już w nowych klubowych barwach. Były to ciemnoniebieskie koszulki, białe spodenki i czerwono-czarne skarpety Glasgow Rangers. Jeden z najbardziej utytułowanych klubów Europy, niemający (poza Celticiem) poważnego konkurenta na krajowym podwórku, pozyskał bramkostrzelnego Chorwata na zasadzie wolnego transferu. Pierwszy sezon był fantastyczny w wykonaniu Pršo – 18 ligowych goli i wywalczone mistrzostwo Szkocji. Swego rodzaju paradoksem było to, że pochodzący z tradycyjnie katolickiej Chorwacji Dado stał się ulubieńcem protestanckich i często zaciekle antykatolickich kibiców Rangersów. Następne dwa sezony nie były już tak dobre. 9 i 4 – to dorobek bramkowy Chorwata w kampaniach, kolejno 2005/2006 i 2006/2007. Znów usprawiedliwiając gorszą skuteczność Pršo trzeba wspomnieć o jego problemach z kolanami. W pewnym momencie po każdym spotkaniu puchły do tego stopnia, że uniemożliwiały mu wzięcie udziału w treningu, nie mówiąc już o grze w meczu. W 2007 roku długowłosy mechanik z Zadaru zakończył swoją futbolową karierę. Pożegnanie z Ibrox kosztowało go sporo emocji. Gdy miesiąc po sezonie umówił się na wywiad z jednym z lokalnych dziennikarzy, przyznawał z sentymentem: ,,Nawet rozglądanie się po stadionie, kiedy jest pusty, sprawia, że jestem smutny, wiem, że to już koniec dla mnie i nie będę więcej grał na Ibrox”. Mimo że Dado Pršo największe sukcesy święcił z AS Monaco, z reprezentacją grał na Euro 2004 i Mistrzostwach Świata w 2006 roku, to zdecydowanie najlepiej wspomina czas spędzony w Szkocji. Na swoim koncie na Twitterze najwięcej miejsca poświęca właśnie drużynie Glasgow Rangers, zamieszczając często archiwalne fragmenty meczy i zdjęcia z okresu gry na Ibrox. Zapytany przez dziennikarza z Glasgow, co zmieniłby w swojej karierze, gdyby miał taką możliwość, odpowiedział: ,,Najbardziej żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej, bardzo byłbym zadowolony, gdybym tu przyjechał mając 26 lat zamiast 29”.

0

@FcPortoFan1999 Coś mi się kojarzy że któregoś meczu Argentyny z tego mundialu nie oglądałem ale głowy nie dam uciąć...
Zresztą to mało istotne...

0

@FcPortoFan1999 Ale z jakiego powodu i w jakim meczu?

0

@FcPortoFan1999 Przez swojego zawodnika? Szczerze mówiąc nie kojarze takiego faktu...?

14

Legendy argentyńskiego futbolu:

5 listopada 1954 r. urodził się Alejandro Sabella. Dorastał w dość zamożnej dzielnicy Buenos Aires w rodzinie klasy średniej. Znakomicie radził sobie w szkole i bez problemu dostał się na Wydział Prawa Uniwersytetu w Buenos Aires, ale miłość do piłki okazała się mocniejsza. Zaczynał jako pomocnik w stołecznym River Plate. W ciągu czterech lat pobytu w klubie zdołał uzbierać ponad setkę występów i razem z kolegami trzykrotnie w tym czasie świętował mistrzostwo. W lipcu 1978 r. Sabella wyjechał do Europy, gdzie podpisał kontrakt z angielskim Sheffield United. Klub występował wówczas na drugim poziomie rozgrywkowym, a z przybyciem Argentyńczyka wiązano spore nadzieje. Anglii jednak nie zawojował. Kiedy Sheffield spadło do Third Division, Sabella zaczął rozglądać się za nowym pracodawcą. W końcu w 1980 r. przeszedł do Leeds United, gdzie w ciągu kolejnego sezonu grał ze zmiennym szczęściem. Na boisko wybiegał tylko 23 razy i dwukrotnie udało mu się pokonać bramkarzy rywali. Pod koniec 1981 r. pomocnik stwierdził, że pora wracać do Argentyny. Trafił do Estudiantes de La Plata, gdzie pod okiem przyszłego selekcjonera Carlosa Bilardo szybko wpasował się do drużyny. Wkrótce linia pomocy z Sabellą w składzie stała się jedną z najsilniejszych w lidze, czego efektem były dwa tytuły mistrzowskie w latach 1982 i 1983. Tylko osiem razy zagrał w drużynie narodowej. Przyczyną takie stanu jest fakt, że na jego pozycji rywalizacja w kadrze była ogromna. Dość powiedzieć, że wśród rywali o miejsce w składzie miał choćby takich graczy jak Ricardo Bochini, Carlos Tapia, Jorge Burruchaga czy Diego Maradona. W 1983 r. wziął co prawda udział w Copa América, gdzie zagrał w czterech grupowych meczach, ale Argentyna nie przeszła dalej. Pod koniec kariery zakładał jeszcze koszulki brazylijskiego Grêmio Porto Alegre, a także argentyńskiego Ferro Carril Oeste. Przygodę z piłką kończył w Meksyku występami w barwach Club Deportivo Irapuato. Po zakończeniu czynnej kariery poświęcił się pracy szkoleniowej. Przez lata był asystentem Daniela Passarelli i towarzyszył mu podczas pracy z argentyńską i urugwajską reprezentacją, a także w klubach. W marcu 2009 r. objął stery Estudiantes, a już w lipcu cieszył się z wygranej w Copa Libertadores. Do tego dołożył mistrzostwo kraju w 2010 r. W sierpniu 2011 r. w jego ręce powierzono losy narodowej reprezentacji. Jedną z pierwszych decyzji nowego selekcjonera było mianowanie Messiego kapitanem. Pod jego wodzą Argentyna w 2014 r. po raz pierwszy od wielu lat dotarła do finału mistrzostw świata, gdzie jednak uległa Niemcom. Zmarł w wieku 66 lat w wyniku problemów kardiologicznych.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

9

Legendy europejskiego futbolu:

5 listopada 1952 r. urodził się Oleh Błochin, ukraiński skrzydłowy i napastnik; 2-krotny Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów-1975 i 1986; 2-krotny Zdobywca Superpucharu Europy-1975 i 1986 oraz zdobywca Złotej Piłki France Football-1976.

Starsi kibice wciąż mają przed oczyma cudowne rajdy po lewym skrzydle tego zawodnika Dynama Kijów. Nie pędził na zabój, nigdy nie tracił orientacji, widział piłkę, rywali i kolegów z drużyny. Piłkę trzymał krótko przy nodze, rozglądał się, szukał miejsca, przygotowywał plan. A potem ruszał ze zwodem w lewo lub prawo, gubił przeciwników, znakomicie dryblował i zakładał siatki przeciwnikom. Miał swój ulubiony trick-piłkę puszczał w lewo, obiegał obrońcę po prawej i błyskawicznie doganiał futbolówkę. Biegał przecież setkę po niżej 11 sekund i mało kto potrafił go doścignąć. Uwikłany w drybling wpadał między kilku rywali i kiedy wydawało się że już się nie wymknie nagle składał się do uderzenia i piłka leciała jak pocisk a odpowiednio nadana rotacja powodowała iż wpadała prosto w okienko. Bramkarze przeważnie bezradnie rozkładali ręce. Nad rozentuzjazmowanymi trybunami stadionu w Kijowie roznosił się chóralny krzyk: ,,Mołodiec’’. Taki był Błochin-piłkarski internacjonał, bohater ukraiński i posiadacz tytułu Zasłużonego Mistrza Sportu ZSRR. Na piłkę nożną skazał go nie przypadek ale rodzony ojciec, który był najpierw piłkarzem a potem trenerem i działaczem piłkarskim. Zapisał 10-letniego Olega do szkółki przy Dynamie Kijów. Tam szlifowano talent szczupłego, szybkiego jak gazela chłopca z Kijowa. Dynamo było wówczas kuźnią talentów i renomowaną firmą, która jako jedyna z terenu Ukraińskiej Republiki brylowała w radzieckiej lidze gromiąc najlepsze rosyjskie kluby z Moskwy. Oleg zadebiutował w Dynamie jako 17-latek! w 1969 r. i grał w tym klubie nieprzerwanie 19 lat do 1988 r. Był ulubieńcem słynnego ukraińskiego trenera Walerego Łobanowskiego. Dla Dynama strzelił 211 goli i zdobył 8 tytułów mistrza ZSRR oraz pięciokrotnie zostawał królem strzelców. Jednak nie spełnił swoich ambicji grając w reprezentacji ponieważ w owych czasach drużyna radziecka zdobyła zaledwie 2 brązowe medale na igrzyskach olimpijskich. Świat zakochał się w Błochinie w sezonie 1974/75 uznanym potem za najlepszy w jego karierze. Wówczas w finale Pucharu Zdobywców Pucharów Dynamo grało z budapesztańskim Ferencvarosem a Oleg od pierwszej minuty błyszczał jak brylant. Organizował ataki, pomagał w obronie, dyrygował kolegami. Węgrzy zostali zepchnięci do defensywy i Dynamo cały czas przeważało. W 18 minucie po akcji Błochina gola zdobył Oniszczenko. Ten sam zawodnik poprawił w 39 minucie a kropkę nad ,,i’’ postawił sam Oleg po pięknej akcji lewą stroną gdy huknął nie do obrony w 67 minucie. Piłkarska Europa bagatelizowała ten finał. Ot dwie drużyny zza żelaznej kurtyny stoczyły bratobójczy pojedynek. Komentowano wówczas że ekipa Dynama w Meczach o Superpuchar Europy z najeżonym gwiazdami zdobywcą Pucharu Mistrzów Bayernem Monachium będzie bez szans. Już pierwsze spotkanie w Monachium pozbawiło Niemców złudzeń. Błochin osobiście załatwił sprawę i po jego golu goście wygrali 1-0. Na rewanż w Kijowie Bayern przyjechał w najsilniejszym składzie, nastawiony bojowo ale miny niemieckich gwiazd nieco zrzedły na widok pełnych trybun kijowskiego stadionu. Zasiadało tam wówczas 100 tys. kibiców w szarych smutnych ubraniach ale fanatycznie zaangażowanych w doping swojej drużyny. Idolem trybun był rzecz jasna Oleg Błochin. Pięknie podziękował kibicom za składane mu hołdy strzelając 2 gole w tym rewanżu i tryumfując z Superpucharem Europy. Po meczu trener Bayernu stwierdził iż Błochin jest najlepszym lewoskrzydłowym na świecie. Tę opinię potwierdzili uczestnicy plebiscytu ,,France Football’’ przyznając ukraińskiemu piłkarzowi tytuł najlepszego na Starym Kontynencie i Złotą Piłkę za 1975 r. Jak smakuje Puchar Zdobywców Pucharów jeszcze raz skosztował Oleg w 1986 gdy jego Dynamo wygrało w Lyonie z Atletico Madryt 3:0. Mecz był wyrównany do 86 minuty. Co prawda Dynamo po golu Zawarowa z 4 minuty prowadziło ale Atletico cały czas niebezpiecznie atakowało i co chwila groźba strzelenia bramki wisiała w powietrzu ale do momentu, kiedy Błochin w swoim stylu zwiódł obrońców i strzelił gola. 2 minuty później poprawił jeszcze Jewtuszenko i było po zawodach.

Dwa lata później Oleg jako pierwszy piłkarz ZSRR dostał zgodę na wyjazd do zagranicznego klubu. Gdyby stało się to kilka lat wcześniej to miałby otwartą drogę do najlepszych europejskich firm lecz w wieku 34 lat był już u schyłku kariery i dobre piłkarskie marki już się o niego nie biły. Trafił do Austriackiego Vorvarts Steyr a piłkarską karierę zakończył w cypryjskim Arisie Limmasol w 1990 r. Na kilka lat przeniósł się do Grecji gdzie pracował jako trener w Pireusie(Olympiacos i Ionocos) i Salonikach(PAOK). W 2003 roku Błochin został trenerem reprezentacji Ukrainy i na mistrzostwach świata w Niemczech doprowadził swoich podopiecznych do ćwierćfinału. Jednak w 2007 roku po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy podał się do dymisji. W kwietniu 2011 r. ponownie powołano go na selekcjonera narodowej reprezentacji. Ukraina jako współgospodarz Euro 2012 nie zdołała wyjść z bardzo silnej grupy i po mimo jednego zwycięstwa odpadła po fazie grupowej jednak Błochina nie zwolniono z tego powodu. 25 września 2012 r. Oleg Błochin został trenerem swojego Dynama po czym w październiku 2012 przestał pełnić funkcję selekcjonera reprezentacji Ukrainy. Ukraiński bohater, słynny ,,mołodiec’’ bez wątpienia przeszedł do historii futbolu jako jeden z najlepszych skrzydłowych świata a kto wie czy nie najlepszy?

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani No za naszego życia to raczej nie! Choć mówią: Nigdy nie mów nigdy!

1

@Lionel_Messi10 Czy mam rozumieć że Emiliano Martinez już wypełnił swoją kare?

9

Wybitne postacie argentyńskiego futbolu:

5 listopada 1938 r. w Rosario urodził się Cesar Luis Menotti, były napastnik i trener. Jako trener Menotti nie tylko odmienił grę na boisku ale także pozostawił niezatarty ślad w filozofii i podejściu do piłki nożnej. Jego ofensywny styl gry i pasja do kreatywnego futbolu uczyniły go wizjonerem, który wywarł głęboki wpływ na pokolenia piłkarzy i trenerów. Jako piłkarz 11-krotnie występował w reprezentacji Albicelestes strzelając 2 gole. Reprezentował rodzime Rosario Central, Racing Club, Boca Juniors oraz m.in. FC Santos, gdzie za partnera miał młodszego o 2 lata Pelego. W 1965 r. zdobył mistrzostwo Argentyny z Boca Juniors a w 1968 r. mistrzostwo Brazylii z FC Santos. Kariere trenerską rozpoczął w rodzinnym Rosario ale sławe zdobył jako nauczyciel Huracanu. W roku 1973 zdobył z nim mistrzostwo kraju. Kiedy Argentyna w 1974 r. zawiodła na mundialu w RFN, Menotti zajął miejsce trenera Capa. Wkrótce powierzono mu opieke nad wszystkimi argentyńskimi reprezentacjami. Miał filizofie swojego wielkiego nauczyciela- Juana Carlosa Lorenzo, w którego drużynach nie było miejsca na przypadek. Menotti cieszył się opinią niezależnego filozofa futbolu, wypowiadającego się także ze swadą na temat kultury i polityki. Stał się nowym typem trenera piłkarskiego, który nie ograniczał swoich zainteresowań do boiska. Był wysoki, nosił przezwisko ,,El Flaco”(Chudy), elegancki, przystojny, z włosami do ramion i papierosem w ręku; był w latach 70-tych i 80-tych jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi futbolu. Po wygranym mundialu w Argentynie i mistrzostwie świata drużyn młodzieżowych mógł stawiać warunki. Po mundialu w Hiszpanii 1982 zrezygnował z pracy z kadrą, przyjmując propozycję FC Barcelony. Mając tam Maradonę, Schustera i Simonsena, w roku 1983 zdobył z nią Puchar Króla. Trenował potem najlepsze kluby ale już bez sukcesów na jakie wszyscy liczyli. Miał opinie człowieka junty, przeciw czemu zażarcie protestował. Nie robił nic takiego, co w tych trudnych dla Argentyny czasach wystawiało by mu złe świadectwo. Później demonstrował poglądy lewicowe, opowiedział się też po stronie prezydenta Carlosa Menema, polityka, który w przeciwieństwie do dyktatora Videli, futbol autentycznie kochał a że i na tej miłości zbijał kapitał to już inna sprawa. Menotti zmarł 5 maja tego roku. Szkoleniowiec zmagał się z dużymi problemami zdrowotnymi. Jak podały argentyńskie media, Menotti jeszcze miesiąc przed śmiercią trafił do szpitala z powodu poważnej anemii, jednak po 12 dniach otrzymał wypis dzięki polepszeniu się stanu zdrowia. Poza tym mówiło się tez o problemach z układem krwionośnym.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11

12

Na wstępie chciałbym pozdrowić gorąco wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA, który współtworzył największe sukcesy polskiego futbolu:

5 listopada 1980 r. Widzew Łódź wyeliminował Juventus Turyn! Po dramatycznym rewanżu i konkursie rzutów karnych czerwono-biało-czerwoni awansowali do kolejnej rundy Pucharu UEFA kosztem Juventusu Turyn. Dwa tygodnie wcześniej Widzewiacy zszokowali piłkarski świat, pokonując u siebie wielki, naszpikowany gwiazdami Juventus Turyn 3:1! To była dopiero trzecia kampania europejska czerwono-biało-czerwonych i choć Widzew dwa lata wcześniej w pierwszej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował po dwóch remisach Manchester City, tak spektakularnego i pewnego zwycięstwa na arenie międzynarodowej jeszcze nie odniósł. Oczywiście zwycięstwo w pierwszym meczu nie dawało jeszcze awansu, ale łodzianie mogli poważnie myśleć o tym, żeby wyeliminować europejskiego giganta. ,,Wiedzieliśmy, że będzie ciężko. W Juventusie grała wówczas połowa reprezentacji Włoch. Ale mieliśmy świadomość, że możemy coś ugrać”- wspomina po latach nastroje zespołu przed rewanżem Andrzej Grębosz, strzelec pierwszego gola w Łodzi. ,,Gdybym nie wierzył w sukces, poprosiłbym trenera o niewystawienie mnie do gry”- powiedział włoskiej telewizji Zbigniew Boniek, cytowany również przez "Sport". Od początku meczu w Turynie emocji nie brakowało. Obie drużyny miały swoje okazje, choć to gospodarze byli bliżej zdobycia bramki. Obili nawet poprzeczkę bramki strzeżonej przez Józefa Młynarczyka. Mocno dawał się łodzianom we znaki Marco Tardelli. I to właśnie on, tuż przed przerwą, otworzył wynik. Mało tego. Zaraz po zmianie stron turyńczycy prowadzili już 2:0, a w kolejnych minutach mogli nawet wyżej! Nadzieję gościom dała dwójkowa akcja Bońka i Marka Pięty zakończona golem tego drugiego. Odpowiedź Włochów przyszła już dwie minuty później. Wynik na 3:1 ustalił w 61. minucie Liam Brady. Do końca regulaminowego czasu gry rezultat meczu nie uległ zmianie, co oznaczało dogrywkę. W niej Juventus dominował, ale nie przełożył tego na kolejne trafienia. O awansie do 1/16 finału Pucharu UEFA zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Jego bohaterem okazał się Młynarczyk, który wybronił dwie pierwsze "jedenastki" Starej Damy. Jego koledzy, strzelcy nie mylili się i ostatecznie po pewnym trafieniu Bońka łodzianie wygrali 4:1 i dopełnili sensacji, eliminując z dalszej gry Juventus. ,,Oprócz rywala była jeszcze jedna mała przeszkoda w postaci sędziego. Nie uznał nam prawidłowo bramki, przez cały mecz delikatnie faworyzował gospodarzy. Nie było łatwo”- przypomina wizytę w Turynie Grębosz. Jakby na potwierdzenie jego słów po meczu Gaetano Scirea przyznał kolegom w szatni, że w pierwszej połowie faulował w polu karnym Bońka, na co arbiter pozostał niewzruszony. Żadne przeciwności losu nie przeszkodziły jednak Widzewowi w odniesieniu jednego z największych triumfów w historii polskiej piłki klubowej.

,,W tamtych czasach ograć Juventus to była nie lada sztuka, a my tego dokonaliśmy. Mieliśmy wielki zespół z charakterem, indywidualności, przed nikim nie klękaliśmy, to wszystko dało nam ten sukces”– podkreśla dziś Młynarczyk.

Strzelcy rzutów karnych: Mirosław Tłokiński, Franco Causio (pudło), Andrzej Grębosz, Antonio Cabrini (pudło), Włodzimierz Smolarek, Liam Brady, Zbigniew Boniek.

Juventus Turyn: Dino Zoff - Antonio Cabrini, Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Antonello Cuccureddu, Marco Tardelli, Liam Brady, Pietro Fanna (91’ Vinicio Verza), Giuseppe Furino, (46’ Cesare Prandelli), Franco Causio, Roberto Bettega. Trener: Giovanni Trapattoni

Widzew Łódź: Józef Młynarczyk, Bogusław Plich (93’ Jan Jeżewski), Andrzej Grębosz, Władysław Żmuda, Andrzej Możejko, Mirosław Tłokiński, Zdzisław Rozborski, Zbigniew Boniek, Krzysztof Surlit, Marek Pięta, Włodzimierz Smolarek. Trener: Jacek Machciński

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

10

Blaugrana w europejskich pucharach:

5 listopada 1980 r. FC Barcelona poległa na Camp Nou 0:4(!) z 1. FC Köln w rewanżowym starciu 2 rundy Pucharu UEFA i odpadła z rozgrywek. Barça mimo zwycięstwa 0:1 na wyjeździe, w rewanżu u siebie doznała kompromitującej porażki. Kontuzje Sancheza i Migueliego na początku meczu kompletnie rozbiły drużynę Blaugrany. Legendarny ,,Tarzan” wrócił jeszcze na chwile na boisko jako… napastnik. Quini przeniósł się do pomocy, Asensi trafił na pozycje Alexanco a ten zastąpił… Migueliego w obronie! Kilka minut później padł pierwszy gol dla gości a Migueli chwile później ostatecznie opuścił plac gry. Przegrana kosztowała Kubale posade trenera, natomiast FC Barcelona po sezonie sprowadziła z FC Köln Schustera aby wyprowadził drużynę z kryzysu. No cóż, jak się nie raz już przekonaliśmy, nie każdy genialny piłkarz może bez problemu parać się trenerką.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Czy pamiętamy że:

4 listopada 2010 r. Lech Poznań pokonał Manchester City 3-1 w fazie grupowej Ligi Europy. Gole zdobyli: Dimitrije Injac 31', Manuel Arboleda 86', Mateusz Możdżeń 90' oraz Emmanuel Adebayor 51'. „Dzisiaj Poznań na pewno wcześnie, po takim wyniku, po takim meczu, nie położy się spać. Piękny wieczór przy Bułgarskiej”– tymi słowami zakończył telewizyjną transmisję komentujący spotkanie na antenach Polsatu, Mateusz Borek. I rzeczywiście, po niespodziewanym, by nie powiedzieć sensacyjnym ograniu angielskiego giganta, fanom Lecha z pewnością niespieszno było do łóżek. Po takim występie kibice Kolejorza jeszcze długo pozostawali na stadionie i oklaskiwali swoich ulubieńców. Debiutujący w roli trenera poznaniaków José Mari Bakero, który dzień wcześniej zastąpił na tym stanowisku Jacka Zielińskiego, o lepszym starcie w nowych barwach nie mógł marzyć. Lechici rozstrzygnęli spotkanie w samej końcówce, gdy do siatki Manchesteru City trafiali Manuel Arboleda i Mateusz Możdżeń. Bramka zdobyta przez 19-latka była ozdobą tego meczu. Wygrana pozwoliła poznaniakom powrócić na 1. miejsce w tabeli grupy A Ligi Europy. Konfrontacja z ,,The Citizens” jest po dziś dzień miło wspominana przez sympatyków Kolejorza.

Brawo Kolejorz!

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@patataj

8

Wybitne legendy rodzimego futbolu:

4 listopada 1925 r. urodził się Teodor Anioła, napastnik. Już od najmłodszych lat przejawiał wielki talent piłkarski. Potrafił znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, co więcej miał niesamowitą skuteczność, można powiedzieć, że strzelał więcej goli niż miał okazji. Jego kariera tak naprawdę rozpoczęła się po zakończeniu II wojny światowej. Jako 20-latek trafił do Kolejowego KS, czyli obecnego Lecha. Do dzisiaj żaden z Lechitów nie jest w stanie nawet nawiązać do jego bramkowych zdobyczy. Świetnie przywitał się z poznańską publicznością, zdobywając hat-tricka w swoim debiucie. Podczas całej swej kariery w Poznaniu strzelił 138 goli! Obecnie jest ósmym snajperem w całej historii naszej rodzimej ligi oraz trzykrotnym jej królem strzelców. Ustanowił rekord, którego do dziś nikt nie pobił. W wygranym meczu 11:1 z Szombierkami Bytom strzelił 6 goli. W okresie powojennym liga nie funkcjonowała. Lech był uznaną marką tylko na szczeblu regionalnym, w tym czasie prym wiódł inny klub z Poznania – Warta. Dopiero w 1948 roku PZPN zdecydował się na przeprowadzenie eliminacji do nowo założonych rozgrywek. W nich Anioła potwierdził swój instynkt strzelecki, w 15 występach strzelił 23 gole, które dały upragniony awans do pierwszej ligi ,,Kolejorzowi”! W swoim pierwszym sezonie na najwyższym szczeblu rozgrywek Lech zajął bezpieczną szóstą pozycje a Teodor został najlepszym strzelcem drużyny z dorobkiem 12 goli. Jego talent eksplodował jednak w kolejnych latach. Jako 24 letni zawodnik mógł pochwalić się już tytułem króla strzelców polskiej ligi. W następnych rozgrywkach powtórzył wyczyn, a jego wkład w sukces drużyny był kluczowy. Dzięki wspomnianemu wcześniej Tercetowi ABC, Lech walczył o najwyższe lokaty, znajdując się na podium tabeli, co zaowocowało brązowymi medalami. Ostatni swój tytuł strzelecki zdobył w 1951 roku, następnie Lech widocznie osłabł, stając się drużyną tylko środka tabeli. Anioła nie zdobył już żadnego indywidualnego wyróżnienia, miał silną konkurencję w lidze w postaci Pohla czy Cieślika, którzy dominowali. Mimo to, w kolejnych latach był najlepszym strzelcem swojego zespołu.

,,Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że należał do tych piłkarzy, którzy urodzili się zdecydowanie za wcześnie”– pisze Rędzioch na łamach czasopisma „Hej Lech”. – Grając dziś zyskałby z pewnością status gwiazdy i niemałe profity z tego płynące. Jedną z ciekawych sytuacji było to, że w latach 1953-1955 z wyjątkiem meczu z AKS Chorzów, żaden inny piłkarz Lecha nie potrafił strzelić gola. A trwało to aż… 596 dni! Widać, jak bezcennym piłkarzem był Anioła. Wystąpił tylko w siedmiu meczach z orzełkiem na piersi, zdobywając jedynie dwa gole w spotkaniu z NRD. Ponoć nie mógł rozwinąć skrzydeł, był stłamszony i nie mógł wpasować się w ówczesną reprezentację. Rozegrał także siedem meczów w kadrze B. W pozytywnych słowach wypowiadał się o nim Jan Rędzioch, historyk poznańskiego klubu. W 1959 roku namówiony przez działaczy Warty Poznań, zdecydował się opuścić II ligowego Lecha. Wywołał ogromny skandal, przechodząc do rywala zza miedzy. Został zdyskwalifikowany na pół roku, w tym czasie nie grał w piłkę. Klub odebrał mu mieszkanie, więc w ostatecznym rozrachunku do przenosin nie doszło. Wraz z końcem roku wrócił do Lecha. Rok później pomógł swoimi trafieniami awansować do Ekstraklasy swojemu klubowi, jednak po powrocie do niej, rozegrał tylko jeden mecz, który był pożegnalnym. Jego karierę zakończyła kontuzja, miał wówczas 36 lat. Na piłkarskiej emeryturze, próbował swoich sił jako trener rezerw w Poznaniu, równocześnie pracował jako urzędnik kolejowy. Lech w kolejnych latach nie mógł poszczycić się sukcesami a tym bardziej wyborowym strzelcem. Jego godnym następcą był Mirosław Okoński, niestety Teodor nie doczekał już czasów lubianego dzisiaj przez wszystkich „Reksia”. Zmarł 10 listopada 1993 roku. Ku pamięci Anioły, od połowy lat dziewięćdziesiątych rozgrywany jest coroczny memoriał jego imienia.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

16

Ruch Hajduki Wielkie przypieczętowuje mistrzostwo Polski:

Dokładnie 90 lat temu ,,Niebiescy” zmierzyli się z nieistniejącą już Warszawianką w Warszawie w ostatnim meczu ligowym. Ruch pomimo zapewnionego już mistrzostwa zagrał ambitnie, skutecznie i ładnie dla oka. ,,Przegląd Sportowy” napisał: ,,7:1. Warszawianka została formalnie ,,znokautowana” przez mistrza Polski, który podkreślił wyraźnie, jaka różnica dzieli go od innych zespołów ligowych”. Z twierdzeniem warszawskiej gazety trzeba się zgodzić. Ruch był bezapelacyjnie najrówniejszą oraz najbardziej bramkostrzelną drużyną w sezonie ligowym 1934. W meczu z Warszawianką, który był pięknym epilogiem całorocznego występu ,,Niebieskich”, aż 4(!) gole strzelił genialny Ernest Wilimowski a po jednej Wodarz, Kubisz i Peterek. To był czwarty mecz w sezonie Wilimowskiego, w którym strzelał co najmniej 4 gole(!) a przecież tym sezonem debiutował w naszej ekstraklasie. Łącznie w swoim debiutanckim sezonie nastrzelał aż 34 gole(!), co dało mu tytuł króla strzelców. Mówimy tutaj o piłkarzu, który w czerwcu tamtego roku skończył zaledwie 18 lat…

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974

0

@Volk Też uważam go za zdrajce ale z drugiej strony tacy zbrodniarze jak Hitler czy Stalin zawsze są tytułowani dużmyi literami...

0

@Lionel_Messi10 A ponoć domagałeś się od redakcji wspomnienia o jego urodzinach...

7

Czy tego chcemy czy nie:

Luis Figo kończy dzisiaj 52 lat. Oczywiście wszyscy wiemy jak zachował się wobec ,,naszego” klubu, jednak nie wszyscy pamiętają że miał bardzo duży wkład w zdobycie 2 mistrzostw Hiszpanii, 2 Pucharów Króla oraz Pucharu Zdobywców Pucharów, będąc kapitanem Blaugrany. Mało tego, Figo miał również bardzo pozytywny wpływ na rozwój kariery zarówno Puyola jak i Xaviego, którzy debiutowali w barwach Blaugrany u boku Portugalczyka. Zresztą Puyol sam się o tym wypowiadał.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?