FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Zapomniane legendy futbolu:
25 kwietnia 1939 r. urodził się Tarchisio Burgnich, włoski obrońca, wicemistrz świata z 1970 r., mistrz Europy z 1968 r. oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów z Interem(1964 i 1965). Tarcisio to jeden z najwybitniejszych obrońców w historii klubu. Przez 12 sezonów(1962-74) razem z Giacinto Facchettim tworzył defensywny trzon zespołu, który dominował we Włoszech, w Europie i na świecie. Burgnich był także filarem obrony reprezentacji Włoch(w 1968 zdobył Mistrzostwo Europy). Grał też na 3 Mundialach(1966,1970 i 1974). W 1970 roku w finale z Brazylią miał kryć samego Pele. Legendarny Brazylijczyk strzelił pierwszego gola a Burgnich po meczu powiedział: „Mówiłem sobie przed spotkaniem że to tylko człowiek z krwi i kości. Myliłem się.” Pierwszym klubem Tarcisio w karierze było Udinese skąd przeniósł się do Juventusu a potem do Palermo. Kiedy w 1962 roku trafił do Interu okazało się że doskonale pasuje do defensywnego sposobu gry preferowanego przez Helenio Herrerę. Grał jako prawy lub środkowy obrońca, poza tym idealnie nadawał się do ówczesnego Interu dzięki twardości i bezkompromisowości na boisku. Wywalczył z klubem 4 tytuły mistrza Włoch, 2 Puchary Mistrzów oraz 2 Puchary Interkontynentalne. W sumie wystąpił w 467 meczach strzelając 4 gole. Zagrał także 66 razy w reprezentacji(debiut w 1963). Na Mundialu w 1970 w pamiętnym półfinale z RFN Burgnich strzelił bardzo ważnego gola na 2-2 w ósmej minucie dogrywki a emocjonujący mecz Włosi wygrali ostatecznie 4-3! W 1974 Tarcisio odszedł z Interu do Napoli, z którym w 1976 zdobył Puchar Włoch. Karierę zakończył rok później w wieku 38 lat. Jako trener pracował później w kilku włoskich klubach ale bez sukcesów.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1979 r. FC Barcelona pokonuje na wyjeździe SK Beveren 1:0 w ramach rewanżowego spotkania półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów i awansuje do finału(w pierwszym meczu Blaugrana również wygrała 1:0 po wykorzystanym rzucie karnym przez Rexacha). Jedynego gola z rzutu karnego zdobył dosłownie w ostatnich sekundach meczu Krankl. W drużynie z Beveren występował wówczas genialny bramkarz Jean Marie Pfaff, jednak przy rzucie karnym był bez szans.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
5
@iksajotien Campeonato!!!
2
@Zbyszard Rocznik 1947, więc nie może być młody...
11
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
25 kwietnia 1965 r. w wyjazdowym meczu z Racingiem Santander w 1/16 Copa del Rey zadebiutował zasłużony Katalończyk Carles Rexach, jednocześnie strzelając jednego z goli w debiucie. Mecz zakończył się zwycięstwem Blaugrany 1:4.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@simon15 Ostatni mecz z Getafe wygraliśmy 3:0 na "Estadi Johan Cruijff" po golach: Ferrana Torresa(dwóch) i Daniego Olmo. Natomiast ostatni mecz na "Coliseum Alfonso Perez" zakończył sie remisem 1:1 po golach Arambarri dla Getage i Kounde dla nas. Jak coś to wszystkie wyniki masz na stronie "flashscore.pl"
9
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak Duma Katalonii nie może istnieć bez historii:
25 kwietnia 1901 r. Bartomeu Terradas i Brutau został drugim w kolejności prezydentem FC Barcelony, zastępując na tym stanowisku Waltera Wilda. Terradas, były pomocnik i aż do tamtej chwili skarbnik organizacji jest pierwszym w historii katalońskim prezydentem Dumy Katalonii. To właśnie Terradas poszukał właściwego miejsca aby drużyna mogła rozgrywać swoje mecze po opuszczeniu boiska przy hotelu Casanovas. Terradas znalazł odpowiednią działke w pobliżu domu Can Sabadell, usytuowaną przy skrzyżowaniu ulic Horta i Pinar del Rio, przy Guinardo. W tym rejonie futbol był już zakorzeniony dzięki takim klubom jak Iberia i Catalonia FC. Założył je i kierował nimi Ricardo Cabot, który w 1921 r. został jednym z dyrektorów Blaugrany. Bartomeu Terradas był jednym z najbardziej utalentowanych prezydentów w historii FC Barcelony. Podczas swojej kadencji, Bartomeu walnie przyczynił się do powstania Katalońskiego Związku Piłki Nożnej, który skupiał ówcześnie wszystkie kluby z regionu katalońskiego z wyjątkiem Espanyolu i Internacionalu. Zespoły te dołączyły do katalońskiej organizacji dopiero później. To właśnie za rządów Bartomeu Terradesa powstała pierwsza Komisja Sportowa Klubu, w skład której wchodzili Gamper, Meyer i Widerkehr. Wtedy też zostały utworzone druga i trzecia drużyna Blaugrany.
@Szalik
@shaun
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Kapitan hawk Naprawde aż tak nie możesz się doczekać tej kopaniny na "Coliseum Alfonso Perez"? Czy tylko robisz sobie żarty?
1
@Adran360 A no to jeśli masz na myśli puchary, to owszem zgadzam się. Choć! nie do końca bo Heynckes z Realem zdobył Lige Mistrzów i Superpuchar Hiszpanii a Flick tylko Superpuchar i mistrzostwo Hiszpanii...
0
@Adran360 Powiadasz że Flick przetarł szlaki? A ja uważam że te szlaki przetarł Hennes Weisweiler a zwłaszcza Udo Lattek....
10
Tymczasowa siedziba FC Barcelony:
Wzrost liczby sympatyków barcelońskiego klubu spowodował zator w ,,Gimnas Sole”. Jego właściciel, mający dosyć ciągłego przychodzenia i wychodzenia piłkarzy oraz socios, zasugerował żeby klub przeniósł siedzibę w inne miejsce. Po licznych konsultacjach dyrektorzy organizacji przyjęli ofertę londyńczyka Waltera Wilda, pierwszego prezydenta Barçy, który jako prowizoryczną siedzibę Blaugrany zaproponował swoje mieszkanie. Od tamtej pory spotkania zarządu odbywały się w jego domu przy ulicy Princesa na osiedlu Born. Mieszkanie Wilda było oficjalną siedzibą klubu aż do czasu gdy Anglik, 25 kwietnia 1901 roku, po trzech reelekcjach zrezygnował z funkcji prezydenta, ponieważ z powodów zawodowych musiał wrócić do ojczyzny. W dniu rezygnacji Walter Wild dostał od kolegów tytuł honorowego socio FC Barcelony.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
@FCBparasiempre
Johan Cruyff jest jedną z tych postaci w historii futbolu, która wywarła ogromny wpływ na jego rozwój. Podniósł styl gry na nowy poziom, który ewoluuje do dziś. Oto postać, która do dziś jest uważana za jednego z najlepszych piłkarzy, oraz trenerów w historii futbolu. Hendrik Johannes Cruijff (poza Holandią przyjęło się używanie zapisu Cruyff) przyszedł na świat 25 kwietnia 1947 roku w amsterdamskiej dzielnicy Betondorp, która znajdowała się zaledwie kilkaset metrów od ówczesnego stadionu Ajaxu – de Meer. Rodzicami Holendra byli Hermanus Cornelis Cruyff oraz Petronella Bernarda Draaijer. Rodzina była średnio zamożna, matka zajmowała się domem a ojciec prowadził sklep z warzywami. Już od najmłodszych lat u Cruyffa widać było zamiłowanie do piłki nożnej. Wydaje się to naturalne, biorąc pod uwagę sąsiedztwo stadionu piłkarskiego. Młodzieniec wraz z kolegami wciąż grał w piłkę na lokalnych skwerach i ulicach. Piłka szybko stała się częścią jego codziennego życia a w wieku 7 lat rozpoczął on regularnie grywać z rówieśnikami, będącymi częścią lokalnej akademii piłkarskiej Trzy lata później został dostrzeżony przez skautów Ajaxu. Co ciekawe, Cruyff na początkach swojej sportowej kariery przejawiał również zamiłowanie i talent do koszykówki. Gdy Holender miał 12 lat, jego ojciec zmarł na atak serca, co bardzo dotknęło młodzieńca. Szybko zajął się nim człowiek, który odpowiadał za murawę na stadionie Ajaksu. Dzięki temu chłopiec mógł spędzać jeszcze więcej czasu na stadionie, obserwować pierwszą drużynę i stawać się częścią „klubowej rodziny”. Piłkarski talent Cruyffa został szybko dostrzeżony, przez co piłkarz został szybko wcielony w szeregi akademii. Angielski styl treningowy narzucony przez trenera wzmocnił siłę, dynamikę i pewność siebie u Hendrika. W połączeniu z jego naturalną inteligencją boiskową i wysokimi umiejętnościami technicznymi Cruyff szybko zaczął przeważać nad rówieśnikami. Gdy miał 15 lat był już na tyle ukształtowanym piłkarzem, że trenował z 3 lata starszą grupą zawodników. Mimo to na debiut w pierwszej drużynie Ajaksu czekał do 15 listopada 1964 roku, kiedy to w wieku 17 lat wystąpił przeciwko drużynie FC Groningen. Debiut był bardzo udany, gdyż Cruyff zdołał strzelić gola. Bardzo słaba postawa drużyny w sezonie 1964/1965 i 13 pozycja na zaledwie 16 zespołów w lidze spowodowała, że w klubie zaczęto odważne zmiany. Jedną z nich było postawienie na Cruyffa, który miał kilka błyskotliwych występów w poprzednim sezonie, jednak był uważany za zbyt młodego i niedoświadczonego, by liczyć na stałe występy. Nowy trener Rinus Michels nie bał się stawiać na 18 latka, widząc w nim cechy niezbędne dla wprowadzenia swojego systemu taktycznego. Był to strzał w dziesiątkę, gdyż drużyna zaczęła grać coraz lepszą piłkę, a o 18-letnim Holendrze, który seriami zdobywa bramki, rozpoczęło się robić naprawdę głośno. Sezon zakończył się sukcesem dla drużyny, która zdobyła mistrzostwo, ale również dla piłkarza, który został dostrzeżony przez George’a Kesslera – ówczesnego selekcjonera Oranje.
Ciężko powiedzieć, czy za sukcesem Cruyffa stały jego niezwykłe umiejętności, czy osoba Rinusa Michelsa, który rozpoczął rewolucję w Ajaksie. Bez wątpienia piłkarz idealnie dopasował się do filozofii, którą wdrażał trener. Drużyna, która ostatnie lata była w wyraźnej stagnacji, z miejsca zaczęła wygrywać nie tylko na własnym podwórku, ale również w Europie. W sezonie 1966/67 Cruyff został królem strzelców, strzelając 33 gole a jego zespół zdobył mistrzostwo i Puchar Ligi. Również kolejny sezon był bardzo udany, gdyż drużyna po raz trzeci z rzędu zdobyła mistrzostwo, oraz dotarła do finału Pucharu Europy, gdzie uległa Milanowi. Można oczywiście przypisywać część zasług świetnej postawie Cruyffa, który miał ogromny mentalny wpływ na całą drużynę, niemniej jednak nie sposób nie oddać zasług trenerowi, który stworzył podstawy taktyczne kierujące Cruyffem przez całą piłkarską i trenerską karierę. ,,Granie w piłkę jest bardzo proste, jednak granie prostej piłki jest jedną z najtrudniejszych rzeczy.”- mawiał Cryujff. Kolejne sezony w Ajaksie to ciągła droga na szczyt. Pomimo kontuzji, która wyeliminowała Holendra na początku sezonu 1970/71, Johan wrócił do gry i strzelił wiele cennych bramek. Wartym odnotowania jest występ przeciwko AZ Alkmaar i strzelone 6 bramek. Był to bardzo udany sezon, w którym to Ajax odzyskał krajowy tytuł, oraz zdobył upragniony Puchar Mistrzów, pokonując w finale na Wembley Panathinaikos 2:0. Był to ostatni sezon w Amsterdamie ówczesnego trenera Rinusa Michelsa, który przeniósł się do Barcelony. Cruyff nie poszedł jednak w ślady swojego trenera i pomimo spekulacji na temat przenosin do Katalonii, przedłużył kontrakt z Ajaksem o kolejne 7 lat. Świetny sezon w wykonaniu zespołu i zawodnika przełożył się na pierwszy w karierze tytuł Europejskiego Piłkarza Roku 1971. Pomimo ogłoszenia najlepszym piłkarzem, Cruyff nie zwalniał tempa. Kolejny sezon to dalsze sukcesy drużyny, która pod wodzą nowego trenera obroniła Puchar Mistrzów. Kluczem do wygranej była świetna postawa Johana, który zdobył 2 bramki. Drużyna nie zwalniała tempa, wygrywając Superpuchar Europy oraz po raz trzeci z rzędu broniąc Pucharu Mistrzów w meczu, w którym przeciwnikiem był Juventus. Za sprawą wybitnej gry w sezonie 1972/73 Cruyff został ponownie uhonorowany tytułem Europejskiego Piłkarza Roku 1973. Był to zarazem ostatni sezon w barwach Ajaksu. To, co nie udało się 3 lata wcześniej, stało się faktem latem 1973 roku. Warto zwrócić uwagę, że jednym z głównych powodów braku transferu w sezonie 1970 był zakaz transferów piłkarzy obcego pochodzenia, jaki w tamtym czasie obowiązywał w Hiszpanii. Gdy został on zniesiony w 1973 roku, Cruyff był jednym z pierwszych piłkarzy sprowadzonych na półwysep Iberyjski. Początkowo zarząd Ajaksu nie chciał wyrazić zgody na transfer, jednak ostateczna kwota oscylująca w granicach 1,5 mln dolarów przekonała włodarzy do zgody na transfer. Najlepszy piłkarz Europy przeszedł do Barcelony, ustanawiając nowy rekord transferowy.
Holender zadebiutował w drużynie Dumy Katalonii 28 października 1973 roku, w meczu przeciwko Grenadzie. Należy pamiętać, że drużyna Blaugrany przechodziła w tym okresie wyraźny kryzys, mając zaledwie 4 punkty po 8 kolejkach. Piłkarze nie potrafili przeciwstawić się potędze Realu Madryt. Nawet próby przeniesienia hiszpańskiej myśli filozoficznej futbolu totalnego, którego piewcą był Rinus Michels, nie przynosiły specjalnego rezultatu. Transfer Cruyffa odczarował drużynę. Od debiutu Holendra do ostatniego meczu sezonu FC Barcelona nie przegrała żadnego spotkania, zdobywając swój pierwszy tytuł od 14 lat. To nie tytuł jednak smakował kibicom najbardziej a wygrana 5:0 nad Realem. Obserwatorzy byli zgodni – z Cruyffem w składzie drużyna „czuła, że nie może przegrać”. Udany sezon klubowy i reprezentacyjny oraz dostrzegalny wpływ zawodnika na drużynę Dumy Katalonii przełożyły się na kolejny tytuł Piłkarza Roku w Europie roku 1974. Tym samym Holender osiągnął to, co do tej pory nie udało się nikomu – zdobył ten tytuł trzykrotnie. Kolejny sezon w Barcelonie nie był już tak udany. Zmiana trenera na Hennesa Weisweilera zaowocowała wprowadzeniem ścisłej dyscypliny w klubie, co nie spodobało się zawodnikom. Również Cruyff zaczął popadać w konflikt z trenerem, a narastające problemy nie tylko natury sportowej spowodowały, że zawodnik zaczął szukać nowych wyzwań. Johan przeniósł się do USA, gdzie otrzymał lukratywne warunki zarobkowe. W 1979 roku zawodnik występował w Los Angeles Aztecs, następnie w Washinghon Diplomats, by ostatecznie wrócić do Europy. W wieku 34 lat w sezonie 1981/82 historia Cruyffa zatoczyła koło a zawodnik wrócił do Ajaksu. Ostatecznie Holender zawiesił buty na kołku w wieku 37 lat, po krótkiej przygodzie z Feyenoordem Rotterdam. Wielkie sukcesy Cruyffa były bezpośrednio związane z rozwojem holenderskiej myśli taktycznej. Tak zwana „mechaniczna pomarańcza”, jak zwykło się określać reprezentację Holandii, wywodziła swoje jestestwo z sukcesów krajowych drużyn. Zarówno Ajax, jak i Feyenoord stanowiły w tym czasie o sile europejskiego futbolu, czego dowodem były liczne występy i sukcesy w finałach Pucharu Europy. Cruyff był symbolem holenderskiej myśli taktycznej, która opierała się między innymi na szybkości ruchów i podejmowanych decyzji. W reprezentacji Holandii podobnie jak w całej holenderskiej piłce zakochały się miliony ludzi za sprawą otwartej, ofensywnej gry. Najlepiej przedstawiają to słowa Cruyffa: ,,Jakość bez rezultatu jest bez znaczenia. Rezultat bez jakości jest nudny.”
Znaczenie, jakie Cruyff wywierał na reprezentacji, oddaje fakt, że gdy w meczu strzelił gola, drużyna nigdy nie przegrała. Swój debiut zaliczył w meczu przeciwko Węgrom, kiedy to w końcówce spotkania zdobył bramkę na wagę remisu. W swoim drugim meczu w kadrze otrzymał on czerwoną kartkę za niesportowe zaatakowanie przeciwnika. Jednym z najważniejszych momentów w karierze zawodnika były mistrzostwa świata w 1974 roku. Holandia zakwalifikowała się na tę imprezę po raz pierwszy od 1938 roku, a mimo to była stawiana w gronie faworytów. Droga do finału była zaskakująco łatwa, a 14 bramek w 6 kolejnych spotkaniach tylko umocniło zawodników, że zasługują na mistrzostwo. Pewność siebie okazała się zgubna, gdyż ulegli gospodarzom turnieju RFN 2:1. Mimo to bilans bramek 15:3 i efektowna gra rozkochały w reprezentacji nie tylko holenderskich kibiców. Cruyff poprowadził drużynę do 3 miejsca w mistrzostwach Europy, które odbywały się 2 lata później w Jugosławii. Rezultat ten był zawodem dla kibiców i drużyny. Zawodnik odmówił wyjazdu na mistrzostwa świata w 1978 roku, tłumacząc się brakiem formy, jednak jak wiele lat później się okazało, powodem była próba porwania jego rodziny. Najwięksi piłkarze nie przechodzą na emerytury – oni co najwyżej zmieniają charakter swojej przygody z futbolem. Również Cruyff jest przykładem dowodzącym tej tezy. Trzykrotny zdobywca Złotej Piłki poszedł w ślady swojego mentora i autorytetu – Rinusa Michelsa, przejmując stery Ajaksu Amsterdam. Trener z miejsca zaczął wprowadzać koncepcję futbolu, która była mu najbliższa – oparł formację na trzech obrońcach, oraz jednym defensywnym pomocniku, który w razie potrzeby uzupełniał szyki obronne. Przed nimi było miejsce dla dwóch kolejnych pomocników, którzy odpowiadali za kontrolę środka pola. Formację uzupełniało dwóch zawodników skrzydłowych, ofensywny pomocnik pełniący funkcję cofniętego napastnika i środkowy napastnik. Niestety Cruyff nie zagrzał długo miejsca w ekipie Ajaksu, przenosząc się do Barcelony. Dopiero w Katalonii Holender dostał czas, środki i zaufanie do pełnego wdrożenia swojej myśli futbolu. Gdy w 1988 roku była legenda klubu objęła jego stery na ławce trenerskiej, kibice łączyli z nim duże nadzieje. Cruyff odważnie postawił na młodych piłkarzy, ucząc ich myślenia na boisku. Trener zwrócił uwagę na technikę użytkową, twierdząc, że: ,,Technika to nie zdolność do żonglowania piłką 1000 razy. To może zrobić każdy przy odpowiednim treningu praktycznym i może zagwarantować sobie jedynie pracę w cyrku. Technika to podawanie piłki na jeden kontakt, z odpowiednią szybkością i do odpowiedniej nogi partnera z zespołu.” Jedną z najważniejszych rzeczy, które Holender wypracował w Barcelonie, to polityka kadrowa i decyzja o wprowadzeniu Guardioli do składu. Bez tego nie wiadomo, gdzie dziś byłaby Duma Katalonii. Zanim były piłkarz Blaugrany trafił na ławkę trenerską, zespół nie potrafił wygrać ligi. Podobnie jak to miało miejsce 20 lat wcześniej, tak też i tym razem, osoba Cruyffa była kluczowa dla przełamania złej passy Barcelony. Pod wodzą Holendra zespół zaczął grać ofensywny, miły dla oka futbol, a drużyna zaczęła odnosić sukcesy. Spędzając 8 lat na ławce trenerskiej, stał się najbardziej utytułowanym trenerem w historii klubu, zdobywając z nim 4 tytuły mistrzowskie, 3 superpuchary Hiszpanii, Puchar Europy oraz inne trofea, które dziś dumnie zdobią gablotę Camp Nou.
Pod koniec swojej przygody trenerskiej Cruyff popadł w konflikt z ówczesnym prezesem. Po dwóch sezonach bez trofeum odszedł z Barcelony, odrzucając przy tym kolejne propozycje objęcia drużyn lub reprezentacji. Z perspektywy czasu o Cruyffie wydaje się mówić tylko dobrze. Niemniej jednak jak każda wielka osobistość, tak też i Holender miał swoje wady, które w mniejszym lub większym stopniu mogą wpływać na jego ocenę. Zwłaszcza na początku kariery Cruyff był bardzo samolubnym piłkarzem. W swoich wywiadach zaznaczał, że robił to, co potrafił najlepiej – strzelał bramki. Jego samolubność na boisku była wybaczona przez zabójczą skuteczność. Nie można odmówić legendzie braku skromności – dowodem tego mogą być, chociażby takie wypowiedzi jak „Zanim zrobię błąd, nie robię takiego błędu”, „Rzadko popełniam błędy, ponieważ nie lubię być w błędzie”, czy „Ludzie, którzy nie są na moim poziomie, nie mogą wpłynąć na moją uczciwość”. Holender potrafił być wybuchowy, o czym świadczy czerwona kartka w meczu przeciwko Węgrom na początku kariery reprezentacyjnej. Gdy został ukarany czerwoną kartką w barwach Barcelony, nie mógł się z tym pogodzić i nie chciał zejść z boiska – musiał zostać odprowadzony do szatni siłą. Innym razem po otrzymaniu czerwonej kartki, obraził sędziego. To pokazywało, że Cruyff nie zawsze potrafił panować nad emocjami, zwłaszcza gdy się z czymś nie zgadzał. Negatywnie o Cruyffie wypowiadał się również Van Gaal, chociaż nie sposób nie odnieść wrażenia, że obaj za sobą nigdy nie przepadali. Możliwe, że jest to spowodowane podobieństwami charakteru zarówno jednego, jak i drugiego Holendra. Oboje są uparci i pewni swoich racji. Osobną kwestią jest krytyka ze strony podopiecznych, których Cruyff trenował w Barcelonie. Powszechna jest opinia, że był on bardzo surowy i wymagający. Jego metody treningowe były mordercze dla piłkarzy, niemniej jednak nie sposób odmówić sukcesów, które te metody przynosiły. Jako ciekawostkę można dodać, że Johan od wczesnych lat palił papierosy. Pomimo nałogu nie narzekał na wydolność oddechową. Niemniej jednak w 1991 roku po wszczepieniu bypassu rzucił on palenie i zaczął udzielać się w kampaniach antynikotynowych. Był żonaty od 1968 roku i miał trójkę dzieci. Wielu uważa, że imię, które wybrał dla swojego najmłodszego syna (Jordi), było eskalacją sprzeciwu wobec dyktatury Generała Franco, który zakazał używania symboli i nadawania imion związanych z Katalonią. Cruyff zaprzeczył tym doniesieniom, twierdząc, że wybrał to imię z powodu ładnego brzmienia, a nie znaczenia (Jordi to typowo katalońskie imię). Hendrik Johannes Cruyff to wielka postać. Miał on ogromny wpływ nie tylko na drużyny, w których występował, ale na cały proces rozumienia piłki nożnej. Jego liczne sukcesy tylko po części oddają wielkość. Aby ocenić Holendra, należy spojrzeć szerzej, przez pryzmat dziedzictwa, które wciąż widzimy w drużynach grających Futbol Totalny. Cruyff stał na czele fundacji, która pomaga dzieciom, które nie mają szans na karierę w sporcie. Jest źródłem wielu publikacji, biografii i filmów dokumentalnych. Jego osoba znajduje się w TOP 10 największych Holendrów (wyprzedził m.in. Vincenta van Gogha, Marko van Bastena i holenderską królową Julianę) a jego imieniem nazwano nawet jedną z nowoodkrytych asteroid.
7
Samolubny geniusz czyli ,,Latający Holender”:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
,,Seny, pit i collons!”
Cules nigdy nie zapomną!
25 kwietnia 2014 roku zmarł 46-letni trener FC Barcelony, Tito Vilanova. Katalończyk i cule z krwi i kości od zawsze marzył o grze w barwach swojej ukochanej drużyny. Choć tego marzenia nigdy w pełni nie udało mu się zrealizować, to cules będą pamiętać o nim przez długie lata. Francesc Vilanova i Bayo, bo tak naprawdę brzmiało jego imię i nazwisko, przyszedł na świat w katalońskim miasteczku Bellcaire d’Emporda 17 września 1968 roku. Pierwsze piłkarskie kroki Tito stawiał jako pomocnik w maleńkim klubie z rodzinnego miasta. Jako dwunastoletni dzieciak przeniósł się do pobliskiego Figueres, gdzie wypatrzyli go skauci Barcelony. W starym budynku obok Camp Nou, gdzie mieściła się La Masia, zamieszkał w 1984 roku. Wówczas również poznał młodszego o ponad 2 lata, acz bardziej utalentowanego piłkarsko Pepa Guardiolę. Nawiązała się między nimi przyjaźń, która przetrwała czas, gdy Tito został ”odsiany” przez brutalną selekcję w rezerwach Dumy Katalonii. Na rozmaitych szczeblach drabiny rozwojowej Blaugrany występował przez sześć lat, z czego ostatnie dwa sezony spędził w rezerwach. Nie dane było mu zadebiutować w pierwszym zespole. Później przez kolejną dekadę reprezentował głównie kluby w niższych ligach.
Apogeum piłkarskiej kariery wychowanka La Masii przypadło na lata w Galicji, gdzie z Celtą Vigo między 1992 a 1995 rokiem grał w Primera Division, choć zanotował tam ledwie 26 występów przez trzy sezony. Buty na kołku zawiesił w 2001 roku, zająwszy się trenerką. Nim otrzymał od swojego przyjaciela szansę powrotu do Barcelony, zbierał pierwsze szlify na prowincji – w Palafrugell i Figueres. W międzyczasie pełnił też rolę dyrektora sportowego w Terrassie. To stąd wyciągnął go sygnał od Pepa Guardioli. Stary znajomy Vilanovy zaproponował 35-latkowi współpracę u swojego boku, w roli asystenta trenera rezerw Barcelony. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Po roku i wywalczeniu awansu z Barcą B do Segunda Division, Pep zastąpił Franka Rijkaarda w pierwszym zespole. Wraz z przyjacielem tę samą drogę przebył Tito. Kolejne 4 lata pracy wspomnianego duetu w Barcelonie, to najlepszy okres w historii klubu. Zdobyli 14 trofeów, w tym dwa Puchary Europy. Czas ten jednak miał też ciemniejsze oblicze… 22 listopada 2011 roku FC Barcelona poinformowała, że Tito Vilanova przeszedł zabieg usunięcia guza ślinianki przyusznej. Już po kilku dniach został wypisany do domu, a na początku grudnia pojawił się na Camp Nou. Wydawało się, że wrócił do zdrowia, a choroba pójdzie w niepamięć. Minął rok, Tito zdążył przejąć schedę po Pepie. Barca pod jego wodzą kroczyła w lidze od zwycięstwa do zwycięstwa, notując po drodze tylko remis w El Clasico. W Lidze Mistrzów potknęła się dwukrotnie, przegrywając mimo dominacji z Celtikiem i remisując w na poły rezerwowym składzie z Benfiką. Blaugrana zaczęła więc sezon w świetnym stylu, wygrała swoją grupę w Lidze Mistrzów i prowadziła w La Liga. Kiedy wszystko układało się wyśmienicie, trener Dumy Katalonii usłyszał wiadomość, która spowodowała ogólną konsternację.
19 grudnia klub wydał komunikat, że Tito Vilanova ma nawrót nowotworu ślinianki. Pieczę nad zespołem przejął w owym czasie jego asystent, Jordi Roura. Szkoleniowiec nazajutrz ponownie znalazł się na stole operacyjnym. Kolejnymi etapami leczenia stały się chemioterapia i radioterapia. Minął miesiąc i trener katalońskiego klubu pojawił się na ławce w meczu wyjazdowym z Realem Sociedad San Sebastian. Powrót okazał się jedynie chwilowy. Miejscem dalszej terapii były Stany Zjednoczone. Leczenie za oceanem zakończono w końcówce marca. Choroba wyglądała jedynie na przykre wspomnienia. W decydującej fazie rozgrywek, 44-latek, tak jak na początku sezonu, dyrygował bordowo-granatową orkiestrą. Zanim ruszyły na dobre letnie przygotowania do kolejnej kampanii, stało się jasne, że Tito nie poprowadzi w niej Dumy Katalonii. Wydarzenia z lipca 2013 odbiły się w naszym kraju szerokim echem. Dzień przed planowanym sparingiem przedsezonowym z Lechią Gdańsk na PGE Arenie, serwisy informacyjne podały: „Tito Vilanova nie będzie już trenerem Barcelony. Zastąpi go Gerardo 'Tata’ Martino”. Oczywiście mecz na trójmiejskim obiekcie natychmiast został przełożony o 10 dni. Tito leczony w barcelońskiej klinice uniwersyteckiej Vall d’Hebron, pomiędzy kolejnymi zabiegami i fazami leczenia zawitał kilkukrotnie na Camp Nou. Zawsze był witany owacyjnie i wzbudzał ogromne emocje. Okazywano mu wsparcie i szacunek za to, czego dokonał z klubem. Kiedy znów powiało optymizmem i Tito opuścił placówkę medyczną, stało się najgorsze. 24 kwietnia 46-letni Katalończyk z powodu problemów żołądkowych wrócił pod opiekę lekarzy. Szybko zapadła diagnoza: ,,Rak zaatakował żołądek chorego. Stan byłego trenera jest krytyczny” – informowali lekarze. W tym wypadku nic nie dało się już zrobić i 25 kwietnia Francesc „Tito” Vilanova zmarł, pogrążając w smutku całe środowisko Barcelony, ale przede wszystkim swoją rodzinę. Zostawił żonę Montse, z którą przeżył wspólnie 22 lata oraz dwójkę dzieci: córkę Carlotę i syna Adrię, który nota bene grał i do dziś gra w młodzieżowych drużynach Barcy.
Tytuł artykułu to motto życiowe Tito Vilanovy. W wolnym tłumaczeniu z katalońskiego: „Rozsądnie, odważnie i z jajami”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
12
Panie i panowie, szanowni cules dzisiaj przypada 79 rocznica urodzin Ś.P. Johannesa Hendrika Cruijffa. Pochylmy się w zadumie ku czci ikony futbolu i wielkiej legendy FC Barcelony…
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
8
@FCBparasiempre
Stuart Pearce swój pierwszy profesjonalny kontrakt podpisał, mając dwadzieścia jeden lat a mimo to rozegrał ponad czterysta spotkań w barwach Nottingham Forest i pojechał z reprezentacją Anglii na kilka ważnych piłkarskich turniejów. Był twardym, nieustępliwym obrońcą, który na boisku zawsze zostawiał serca i płuca. Za to właśnie kochali go kibice w całym kraju. Oto jego historia: W dzisiejszych czasach trudno byłoby to sobie wyobrazić, ale Pearce nie miał kontaktu z profesjonalnym futbolem aż do siedemnastego roku życia. Urodził się 24 kwietnia 1962 roku w Hammersmith, dzielnicy w Zachodnim Londynie. Wychowywał się w rodzinie, która jednogłośnie sympatyzowała z Queens Park Rangers, więc przy swoim kibicowskim wyborze nie miał zbyt dużego wyboru. W tej drużynie odbył swoje pierwsze piłkarskie testy. Próbę numer jeden zaliczył pozytywnie, dlatego dostał od klubu zielone światło i mógł trenować w jego barwach przez kolejne sześć miesięcy. Sezon jednak dobiegł końca i Stuart zapytał jednego z trenerów, co dalej z nim będzie. W odpowiedzi usłyszał, że nie jest wystarczająco dobry. Pearce tylko wzruszył ramionami i po prostu przestał tam przychodzić. Od dłuższego czasu grał dla amatorskiej drużyny Wealdstone, gdy w 1979 roku zgłosiło się po niego Hull City. Zaprosili jego i kapitana zespołu na mecz kontrolny, po którym gotowi byli podpisać z nimi kontrakty. Stuartowi jednak nie zależało wówczas na zawodowej karierze piłkarza – uznał, że Hull jest zbyt daleko od rodzinnej miejscowości i grzecznie odmówił działaczom Tygrysów. Barwy Wealdstone reprezentował przez pięć lat, łącząc treningi z pracą w zawodzie elektryka. Kiedy Pearce wraca myślami do tamtych czasów, potrafi trzeźwo ocenić swoje piłkarskie początki: ,,Nie zostałem dostrzeżony, bo ludzie uważali, że nie jestem wystarczająco dobry. Pewnie zresztą tak było, chociaż wydaje mi się, że byłem jednym z lepszych zawodników. występowałem na środku defensywy i nie grałem jako lewy obrońca do momentu ukończenia szkoły, więc może po prostu na początku byłem ustawiany na złej pozycji. Dodatkowo byłem niski i tak naprawdę nie urosłem do osiemnastego czy dziewiętnastego roku życia”. Długo wydawało się, że drogi Pearce’a i zawodowego futbolu nigdy się nie skrzyżują. W 1983 roku otrzymał jednak kolejną szansę. Bobby Gould, menedżer Coventry City, pojawił się na meczu Wealdstone i bardzo mu zaimponowało bojowe nastawienie młodego Stuarta i jego wielka determinacja w grze. Niedługo potem Sky Blues zaproponowali za niego 30 tysięcy funtów, co było ogromną kwotą jak na amatorskiego gracza. Tym razem bohater tekstu zdecydował się na transfer i niemal od razu rozegrał swój pierwszy zawodowy mecz. Czy po wcześniejszych mało udanych próbach wierzył, że ten dzień kiedyś nadejdzie? ,,Kiedy tylko skończysz szkołę i zaczynasz chodzić codziennie do roboty, to ostatnią rzeczą, o jakiej marzysz, jest zostanie profesjonalnym zawodnikiem. Nie myślisz sobie: „pracuję na teraz na magazynie w Stonebridge. Mam nadzieję, że jutro stanę się zawodowym piłkarzem”. Jako dzieciak miałem takie myśli, ale gdy zostałem odrzucony przez „QPR” to zacząłem się zastanawiać, czy jestem na to wystarczająco dobry. Potem jednak zbierasz się w sobie i grasz na najwyższym możliwym dla siebie poziomie.” W barwach Coventry Pearce zapracował na opinię twardo grającego bocznego obrońcy, którego bardzo trudno ograć. To sprawiło, że po dwóch sezonach zgłosiło się po niego Nottingham Forest. W 1985 roku Stuart przeniósł się razem z Ianem Butterworthem na City Ground. Sky Blues dostali za tych dwóch defensorów 300 tysięcy funtów. Forest w tamtym czasie byli znaczącą się w lidze siłą. Wciąż świeże w tym klubie były wspomnienia wspaniałych triumfów na arenie międzynarodowej. Z ławki trenerskiej dyrygował nimi Brian Clough, który jednak musiał już sobie wówczas radzić bez swojego asystenta, Petera Taylora. Mimo dołączenia do ekipy walczącej o najwyższe cele, Pearce nadal nie był pewny swojej przyszłości w roli profesjonalnego piłkarza. Z tego też powodu, w czasie spotkań domowych, na łamach programów meczowych reklamował swoje usługi… jako elektryk. ,,Gdy przyszedłem do drużyny, zapytałem Clougha, czy będzie miał coś przeciwko, jeżeli wciąż będę pracował w zawodzie. Odpowiedział: „nie ma problemu, jeżeli tylko naprawisz mi żelazko”. Przyniósł je któregoś dnia i wyjaśniłem mu, że po prostu potrzebuje nowej części, a on w niewybrednych słowach podważył moje kompetencje!”.
Czas pokazał, że Pearce nie miał żadnych podstaw, aby martwić się o przebieg swojej kariery. Dla Nottingham grał przez kolejne dwanaście sezonów, reprezentując klub w ponad czterystu spotkaniach ligowych. Razem z zespołem Tricky Trees sięgnął dwukrotnie po Puchar Ligi i tyle samo razy triumfował w Full Members Cup. Poza tym brał udział w dwóch przegranych finałach – w 1991 roku zdobył bramkę z rzutu wolnego przeciwko Tottenhamowi, ale to Koguty ostatecznie zdobyły Puchar Anglii. Z kolei rok później Puchar Ligi powędrował w ręce Manchesteru United, który pokonał Forest 1:0. Pearce był bardzo ważnym elementem drużyny prowadzonej przez Clougha. Na boisku nigdy nie odstawiał nogi i grał bardzo ostro, przez zapracował u kibiców na ksywkę „Psychol”. Po latach sam śmieje się z tego pseudonimu i uważa, że jest nieco przesadzony: ,,W latach 80-tych każdy kto kogoś kopnął na boisku, w swoim klubie nazywany był „psycholem” albo „Rambo”. Ja moje przezwisko dostałem od fanów... Forest” i tak już do mnie przylgnęło, ale zawsze mi się wydawało, że byłem milszy, niż wszyscy sądzili. Miałem taką reputację, lecz myślę, że będę pamiętany jako ten, który grał twardo, ale fair”. Dobre występy w barwach Nottingham nie mogły zostać nie dostrzeżone przez selekcjonera reprezentacji Anglii. Na swoje pierwsze powołanie do kadry narodowej musiał czekać do 1987 roku. Zadebiutował w spotkaniu towarzyskim, ale nie byle z kim, bo z samą Brazylią. Miał wówczas 25 lat, a po pojedynku z Kanarkami zakładał koszulkę Synów Albionu jeszcze siedemdziesiąt siedem razy! Pearce dokładnie pamięta swoją rozmowę z Cloughem, gdy wszyscy dowiedzieli się o jego powołaniu do kadry: ,,Wezwał mnie do swojego biura, posadził przed sobą i nasza rozmowa wyglądała następująco:
– widzę, że znalazłeś się w składzie reprezentacji
– zgadza się, trenerze
– myślisz, że jesteś wystarczająco dobry?
– nie wiem, nie jestem pewien
– ja myślę, że nie
Wydaje mi się, że chciał mi wtedy powiedzieć, żebym twardo stąpał po ziemi. to była świetna zagrywka psychologiczna. Clough był fantastycznym prekursorem psychologii w piłce”. Stuart szybko zadomowił się w angielskiej kadrze, jednak kontuzja uniemożliwiła mu wyjazd na Mistrzostwa Europy w 1988 roku. Podopieczni Bryana Robsona na tym turnieju całkowicie się skompromitowali – nie zdobyli ani jednego punktu i zajęli ostatnie miejsce w grupie. Na kolejną imprezę udało już mu się pojechać i grał w barwach narodowych na mundialu w 1990 roku, który rozgrywany był we Włoszech. Pearce nie ma jednak z tamtego lata dobrych wspomnień – Anglicy przegrali w półfinale z RFN po konkursie rzutów karnych, a on był jednym z dwóch zawodników (obok Chrisa Waddle’a) z przestrzeloną „jedenastką” na swoim koncie. Obrońca opuszczał murawę ze łzami w oczach, a Synowie Albionu parę dni później ponieśli jeszcze porażkę z gospodarzami w starciu o brązowy medal. Na Euro 1992 Anglia zaprezentowała się podobnie jak na mistrzostwach rozgrywanych cztery lata wcześniej. Z kolei na mundialu 1994 było jeszcze gorzej, ponieważ nawet nie udało jej się na niego zakwalifikować. Po nim rozgrywała przez dwa lata tylko mecze towarzyskie, ponieważ była organizatorem kolejnego Euro. Jeszcze przed Mistrzostwami Europy Pearce zaliczył występ numer czterdzieści dla swojego kraju, który zdołał okrasić golem. Mimo że na pewien czas stracił miejsce w podstawowym składzie kadry(nowy selekcjoner, Terry Venables, stawiał częściej na Graeme’a Le Sauxa, ale ten złamał nogę pod koniec 1995 roku), to na turnieju znów ważnym i pewnym elementem bloku obronnego. Synowie Albionu wygrali grupę A i w ćwierćfinale trafili na Hiszpanów. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i o awansie musiały zadecydować rzuty karne. Pearce podszedł do niego w trzeciej serii i bez problemu pokonał bramkarza rywali, przepędzając tym samym dręczące go demony z włoskiego mundialu. Ujęcie krzyczącego defensora do kibiców zebranych na Wembley jest jednym z najsłynniejszych zdjęć w historii angielskiej kadry. W półfinale gospodarze mierzyli się z Niemcami i znów doszło do konkursu „jedenastek”. Pearce ponownie uderzał jako trzeci i w tym przypadku również trafił do siatki. Zawodnicy obu drużyn perfekcyjnie wykonywali swoje zadanie, aż do momentu, w którym karnego nie wykorzystał Gareth Southgate. Anglicy odpali z turnieju niemal w identycznym stylu, co przed dwoma laty. Tak po latach Stuart komentuje niecelny strzał kolegi z zespołu: ,,Pocieszałem go. Filozofią naszego zespołu było hasło, że bez względu na okoliczności, trzymamy się razem. Nie miało znaczenia, kto strzelił, a kto przestrzelił. W pewien sposób mogłem się z nim utożsamiać. Zazwyczaj kiedy ktoś ci mówi: „wiem, co czujesz”, to tak naprawdę nie ma o tym pojęcia. W tym jednak przypadku doskonale go rozumiałem. Tamten wieczór spędziliśmy razem, rozmawiając i pijąc kilka piw. Lubię myśleć, że to mu wtedy pomogło”.
Po Euro 1996 Pearce ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery, ale Glen Hoddle, który został nowym selekcjonerem kadry, przekonał go, aby zmienił zdanie. W rezultacie obrońca grał dla Anglii jeszcze przez następne trzy lata! Nie załapał się na wyjazd na mundial w 1998 roku, jednak został powołany na dwa spotkania kwalifikacyjne do Euro 2000. Swój ostatni mecz rozegrał we wrześniu 1999 roku w pojedynku z Polską (0:0). Miał wówczas 37 lat i 137 dni, co uczyniło go trzecim najstarszym zawodnikiem z pola, który wystąpił w angielskich barwach – starsi od niego byli tylko Stanley Matthews i Leslie Compton. Przed pożegnaniem się z kadrą, Pearce dwa lata wcześniej opuścił Forest. W 1997 roku przeniósł się do Newcastle United i grając dla tego klubu zasmakował Ligi Mistrzów. Zdobył nawet w niej bramkę w starciu z Dynamem Kijów. Gdy jednak Kenny Dalglish został zastąpiony na ławce trenerskiej przez Ruuda Gullita, obrońca został odstawiony na boczny tor. Holenderski szkoleniowiec czuł, że Pearce razem z kilkoma innymi starszymi zawodnikami w pewnym momencie mogą zacząć buntować szatnię przeciwko niemu i podważać jego kompetencje, dlatego zesłał ich do zespołu rezerw. Napięte relacje z menedżerem zmusiły Stuarta do zmiany klubu. W 1999 roku trafił do prowadzonego przez Harry’ego Redknappa West Hamu. Jak sam przyznaje, nie zawsze trenował z zespołem, ponieważ czasami nie opłacało mu się jeździć na treningi do Londynu. Zamiast tego informował szkoleniowca, że pobiega indywidualnie w parku. Redknapp w pełni mu ufał, a Pearce twierdzi, że nigdy tego typu zajęć nie odpuścił: „Co roku trenowałem w boże narodzenie i ludzie nie mogli w to uwierzyć. Nawet w moich czasach amatorskich. Harry pozwolił mi raz zostać na święta w domu, ale rano przebrałem się w dres. Żona zapytała wówczas co takiego robię i wytłumaczyłem jej, że idę pobiegać do parku. Powiedziała: „Przecież są święta” a ja jej odpowiedziałem: „tak, ale powiedziałem Harry’emu, że to zrobię”. Nie mógłbym później podejść do niego, spojrzeć mu w oczy i oznajmić, że potrenowałem sam, jeżeli faktycznie tego nie zrobiłem”. W lecie 2001 roku przeniósł się do Manchesteru City. Chwilę wcześniej zdołał jeszcze wygrać statuetkę Młota Roku, przyznawaną najlepszemu zawodnikowi West Hamu. Był pierwszym transferem do zespołu Obywateli za czasów Kevina Keegana, który mianował go na klubowego kapitana. W swoim debiucie zdobył bramkę z rzutu wolnego, a potem pomógł Manchesterowi wygrać drugą ligę. W swoim ostatnim spotkaniu w karierze stanął przed szansą strzelenia swojego setnego gola – w samej końcówce pojedynku z Portsmouth podszedł do rzutu karnego, ale nie udało mu się go wykorzystać. ,,Była czwarta minuta doliczonego czasu gry i powiedziałem Dave’owi Beasantowi, że potrzebuję jednego trafienia do setki. Zaczął się śmiać. Potem podszedłem do piłki i pierwszy raz w życiu nie trafiłem w ogóle w bramkę. On podszedł do mnie, zapytał co ja wyprawiam a potem znowu się roześmiał. To było fajne zajście między dwoma doświadczonymi zawodnikami, które doskonale mnie podsumowało. Nie mogłem mieć zakończenia kariery jak z bajki!”. W 2005 roku rozpoczął drugi rozdział w swojej piłkarskiej przygodzie – został trenerem Manchesteru City. Nie była to jednak jego pierwsza taka posada, ponieważ sezon 1996/1997 kończył jako tymczasowy menedżer Forest. Na ławce debiutował wówczas w meczu z Arsenalem. Przed meczem był tak zdenerwowany, że przy wyborze składu zapomniał całkowicie o bramkarzu, na co uwagę zwróciła mu jego żona. W Manchesterze pracował przed dwa sezony, ale został zwolniony w maju 2007 roku. Następnie przez sześć lat pracował jako selekcjoner reprezentacji Anglii U-21 i był trenerem kadry w czasie Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Później przez pewien czas prowadził Nottingham, ale stamtąd również został wyrzucony. W ostatnim czasie zatrudniony był w West Hamie jako asystent Davida Moyesa, jednak kilka dni temu odszedł z klubu po tym, jak nie przedłużono kontraktu ze szkockim menedżerem. Na zakończenie warto dodać, że w styczniu 2016 Pearce powrócił do swoich piłkarskich korzeni i… podpisał kontrakt z amatorskim klubem Longford. Zespół ten został okrzyknięty „najgorszą drużyną w kraju” i trzeba przyznać, że całkowicie zasłużenie – do momentu przyjścia byłego reprezentanta Anglii przegrali wszystkie swoje mecze, tracąc w nich 179 goli i strzelając zaledwie jednego! Z kronikarskiego obowiązku należy zaznaczyć, że zajmowali ostatnie miejsce w ,,Gloucestershire Northern Senior League”, czyli na trzynastym poziomie rozgrywkowym. Tylko prawdziwy „Psychol” mógł zdecydować się na taki szalony ruch transferowy!
5
Psychol z Nottingham:
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Legendy szkockiego futbolu:
24 kwietnia 1928 r. urodził się Tommy Docherty. Ten szkocki piłkarz i szkoleniowiec dwukrotnie z narodową reprezentacją brał udział w mistrzostwach świata. Dorastał w Glasgow, gdzie w znanym ze szkolenia młodzieży klubie Shettleston uczył się piłkarskiego abecadła. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę krajowych potentatów i w 1947 r. został zawodnikiem Celtiku. W drużynie The Bhoys ciężko było mu się przebić i po dwóch latach spędzonych w zespole, w trakcie których rozegrał raptem kilka spotkań, postanowił przenieść się do Anglii. Jego wybór padł na klub Preston North End, w którym spędzi swoje najlepsze lata kariery. Zespół ten przed przyjściem Docherty’ego spadł do Second Division, ale klubowi włodarze liczyli, że drużyna szybko wróci w szeregi elity. Cel ten udało się osiągnąć już w drugim sezonie spędzonym na zapleczu ekstraklasy. Preston pewnie zajęło pierwsze miejsce w ligowej kampanii i gracze mogli szykować się na występy wśród najlepszych. Pierwszy sezon po powrocie ukończyli na solidnym siódmym miejscu, ale prawdziwą klasę pokazali rok później. Na finiszu sezonu 1952/53 zespół zgromadził tyle samo punktów, co Arsenal i o tym, że tytuł trafił w ręce Kanonierów zdecydował dopiero stosunek bramek. W kolejnym sezonie dotarli do finału Pucharu Anglii, gdzie jednak musieli uznać wyższość West Hamu, przegrywając 2:3. Docherty był ważną częścią drużyny, a jego umiejętności i wysoka forma zwróciła uwagę sztabu reprezentacji. Z kadrą narodową pojechał na dwa turnieje o mistrzostwo świata – w 1954 r. do Szwajcarii i cztery lata później do Szwecji. Szkoci nie odnosili tam jednak większych sukcesów. W sumie w trakcie swojej kariery 25 razy przywdziewał narodowe barwy i raz wpisał się na listę strzelców. Było to w przegranym 2:7 meczu z Anglią w 1955 r. Zawodnikiem Preston pozostawał do 1958 r, a w trakcie swojego pobytu w klubie rozegrał grubo ponad 300 ligowych pojedynków. Jego nowym pracodawcą został Arsenal, gdzie spędził kolejne trzy lata. Pierwszy rok pobytu w nowym otoczeniu uświetnił zdobyciem z partnerami trzeciego miejsca w lidze. Potem jednak drużyna wpadła w kryzys i kończyła ligowe rozgrywki poza pierwszą dziesiątką.
Ostatnim jego klubem była londyńska Chelsea, dla której w sezonie 1961/62 rozegrał cztery spotkania jako grający trener. Nie zdołał jednak uratować drużyny przed spadkiem. Mimo to nadal cieszył się zaufaniem klubu i mógł spokojnie pracować. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdyż już po roku Chelsea wróciła do First Division. Wysoką klasę jego podopieczni potwierdzili w 1965 r. zdobyciem Pucharu Ligi i trzeciego miejsca w lidze. Później prowadził ze zmiennym szczęściem m.in. Queens Park Rangers i Aston Villę. Na jeden sezon trafił nawet do Portugalii, gdzie z FC Porto zajął trzecie miejsce w lidze. W 1971 r. objął stanowisko selekcjonera reprezentacji Szkocji. Funkcję tę sprawował krótko, bo już po niewiele ponad roku pożegnał się z posadą. W grudniu 1972 r. przejął stery w Manchesterze United. Sezon 1973/74 prowadzona przez niego drużyna zakończyła na miejscu spadkowym, ale podobnie, jak wcześniej w Chelsea, Docherty utrzymał stanowisko. Podobnie też jak poprzednio na powrót do ekstraklasy potrzebował zaledwie roku. Pierwszy sezon po powrocie Czerwone Diabły zakończyły na trzeciej lokacie. Zespół dotarł też do finału Pucharu Anglii, w którym przegrał 0:1 z drugoligowym Southampton. Rok później raz jeszcze wywalczyli miejsce w finale i tym razem to Docherty i jego piłkarze mogli cieszyć się z wygranej, pokonując 2:1 mistrza Anglii Liverpool. Mimo dość dobrych wyników Docherty musiał ustąpić ze stanowiska. Przyznał się bowiem, że miał romans z żoną klubowego fizjoterapeuty. Włodarze klubu nie mogli zaakceptować tak nagannej moralnie postawy i podziękowali mu za współpracę. Potem pracował jeszcze w Derby County, na chwilę wrócił też do Preston, zaliczył też parę klubów w Australii. Ostatnim przystankiem w jego trenerskiej przygodzie była drużyna Altrincham, gdzie 1988 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 31 grudnia 2020 r. w wieku 92 lat po długiej chorobie.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
@FCBparasiempre
Najlepsza jedenastka wszech czasów węgierskiego futbolu mogłaby właściwie składać się tylko z graczy „Złotej Jedenastki”, która w latach 50-tych najpierw dominowała w światowym futbolu, by wreszcie w pamiętnym finale(największym szwindlu na mistrzostwach świata) przegrać w Bernie z Niemcami. Nie oznacza to jednak, że później Madziarom brakowało piłkarzy klasy światowej. Jeszcze w 1967 roku po Złotą Piłkę sięgnął Florian Albert, który jednak nigdy nie wyściubił nosa poza ligę węgierską. W zasadzie nigdy nie ruszył się nawet ze stołecznego Ferencvarosu. W latach 80-tych transferowe rekordy bił inny Węgier– Lajos Detari. Dziś to nie do pomyślenia, że Eintracht Frankfurt bije rekord transferowy Bundesligi, kupując piłkarza z ligi węgierskiej. Trzeba jednak przyznać, że Lajos Detari w swoich ostatnich trzech sezonach w Honvedzie Budapeszt zdecydowanie przerastał rozgrywki, w których grał. W latach 1985-87 zdobył dwa mistrzostwa kraju i raz triumfował w krajowym pucharze. Do tego dołożył trzy korony króla strzelców ligi węgierskiej, a trzeba pamiętać, że mówimy o nominalnym pomocniku. Pojechał też oczywiście na Mistrzostwa Świata w 1986 roku, choć akurat meksykańskiego mundialu Detari do szczególnie udanych zaliczyć nie może. Węgrzy zebrali łomot od Francji (0:3) i – co gorsza – od Związku Radzieckiego (0:6). Udało się pokonać 2:0 tylko jeszcze słabszą reprezentację Kanady, a jedną z bramek w tym meczu zdobył Lajos Detari i do dziś pozostaje autorem ostatniej bramki dla Węgrów na MŚ. Podobnie jak w Polsce, tak i na Węgrzech komunistyczne władze zgodę na zagraniczne transfery wydawały tylko piłkarzom, którzy ukończyli już 30. rok życia. W obliczu zbliżających się zmian politycznych w Europie Wschodniej i słabej postawy reprezentacji Węgier na MŚ, Ministerstwo Sportu na Węgrzech nieco zliberalizowało swoją politykę, dzięki czemu 24-letni Lajos Detari mógł wyruszyć na wymarzony zachód. Nie wszystko zależało jednak od niego. Jak sam przyznaje, podpisał już wstępne umowy z Barceloną i Monaco, ale wskutek politycznej decyzji trafił do średniaka Bundesligi – Eintrachtu Frankfurt. W dwóch ostatnich sezonach przed przyjściem Detariego zespół z Waldstadion zajmował w lidze 15. miejsce – ostatnie bezpieczne. Kluczową rolę przy transferze odegrał skarbnik Eintrachtu Wolfgang Knispel, który podobno pił tokaja z węgierskimi działaczami i z każdą opróżnioną butelką zbijał cenę o sto tysięcy marek. Mimo to 3,6 milion marek było w 1987 roku najwyższą sumą, jaką jakikolwiek niemiecki klub zapłacił za piłkarza. W momencie przyjścia Detariego Eintracht był klubem, który wciąż miał w pamięci wywalczony w 1980 roku Puchar UEFA, ale w Bundeslidze od kilku dobrych sezonów kończył rozgrywki w dolnej połówce tabeli. Już wtedy żyjącą legendą Eintracht był Karl-Heinz Körbel – obrońca, który rozegrał rekordowe 602 mecze w Bundeslidze. Obok niego w drużynie prowadzonej przez Karl-Heinza Feldkampa występowali również tacy zawodnicy jak Uli Stein, Manfred Binz czy młody Andreas Möller a jedynymi obcokrajowcami w drużynie byli Polacy – Włodzimierz Smolarek i Janusz Turowski. Początki w Niemczech nie były dla węgierskiego ,,playmakera” łatwe. Brak znajomości ligi i języka sprawiły, że w pierwszych piętnastu kolejkach strzelił tylko jedną bramkę. Mało jak na zawodnika, który z miejsca miał rozpocząć marsz Eintrachtu w górę tabeli. Jakby tego mało Detari nie był z początku ulubieńcem kolegów z drużyny. Jako jeden z pierwszych piłkarzy Bundesligi grał w kolorowych butach (Puma przygotowała dla niego korki w węgierskich barwach narodowych), co było powodem szydery na treningach. Na domiar złego nowy zawodnik nie gryzł się w język, wypowiadając się dla prasy. Gdy po głupio straconym golu z Bayernem powiedział w wywiadzie, że zachowali się jak amatorzy, następnego dnia w gazecie przeczytać można było: ,,Dopiero zimą Detari odnalazł swoją dawną formę a pomogły w tym bardzo popularne w tym czasie w Niemczech… turnieje halowe, w których błyszczał razem z Włodzimierzem Smolarkiem. „Ja byłem królem strzelców, a on najlepszym technikiem na halowych zawodach piłkarskich” – opowiadał w swojej biografii „Smolar”. Detari szybko nauczył się języka, mógł poczuć się częścią drużyny i wreszcie rozstrzelał się na dobre. Został najlepszym strzelcem drużyny, strzelając we wszystkich rozgrywkach czternaście bramek, w tym tę najważniejszą – na 1:0 w finale Pucharu Niemiec z VfL Bochum. Eintracht sięgnął po upragnione trofeum (swoją na drogą na kolejne czekał trzydzieści lat, aż do triumfu drużyny Niko Kovaca w 2018 roku, również w Pucharze Niemiec) a kibice klubu z Frankfurtu wywiesili na trybunach flagę z napisem „Diego? Mamy Lajosa!”.
Z okazji zdobycia Pucharu Niemiec odbyła się oczywiście wielka feta. Detariego od razu wyłapał Georgios Koskotas – prezydent Olympiakosu Pireus. „Jestem w 100% pewien, że będziesz moim graczem” – oznajmił i przeszedł do negocjacji z klubem. Koskotas był na tyle zdeterminowany, że zaoferował za najlepszego gracza Eintrachtu osiemnaście milionów marek – takiej oferty Niemcy odrzucić nie mogli. Za podobne pieniądze przeszedł rok wcześniej Ruud Gullit z PSV do Milanu, bijąc tym samym transferowy rekord świata, a nieco mniej kosztował sprowadzony w 1984 roku do Napoli Diego Maradona. Eintracht musiał co prawda podzielić się kasą z węgierskim związkiem piłkarskim, ale i tak zarobione pieniądze pomogły mu podreperować nieco podupadłe finanse. Podobnie jak i przed transferem do Niemiec, tak i tym razem Detari nie miał wiele do powiedzenia w kwestii transferu. Podpisał już wstępną umowę z Juventusem, ale ostatnie słowo należało do węgierskiej federacji. Koskotas dawał więcej, więc Detari został oddelegowany do Grecji. A sam prezydent Olympiakosu wkrótce po przeprowadzeniu transferu uciekł do USA, po tym jak okazało się, że nie wszystkie jego interesy były czyste jak łza. Detari w Grecji witany był jak król – zaraz po przyjeździe, w drodze na stadion jego transfer świętowało 50 000 ludzi. O fanatyzmie greckich kibiców krążą legendy i nie inaczej w tym temacie wypowiada się Detari: ,,W Niemczech rzadko kiedy zdarzało mi się grać przed więcej niż 25 000 ludzi. Kiedy graliśmy na stadionie olimpijskim w Atenach, na mecz przychodziło nawet 80 000 ludzi! Po meczach musieliśmy czekać dwie-trzy godziny w szatni, bo na zewnątrz kibice zablokowali wszystkie drogi. Kiedy przegrywaliśmy zostawaliśmy nawet siedem do ośmiu godzin– ze strachu”. Sam pobyt w Grecji ze sportowego punktu widzenia był dość udany, choć do pełni szczęścia zabrakło mistrzostwa Grecji – w rozgrywkach Alpha Ethniki lepsze okazały się najpierw AEK, a potem Panathinaikos. Na pocieszenie udało mu się zdobyć krajowy puchar. Po dwuletnim pobycie w Pireusie ponownie pojawiła się szansa transferu do wymarzonego Juventusu. Ze „Starą Damą” Detari pojechał nawet na przedsezonowe tournée do USA, ale ostatecznie do Turynu nie trafił. Na przeszkodzie stanęło ograniczenie liczby obcokrajowców do trzech dla klubów Serie A. Po Węgra zgłosiła się tylko przeciętna Bologna. Przygody z „rossoblu” Węgier do udanych zaliczyć jednak nie może. Nie reprezentował już tego poziomu, co w Niemczech i Grecji, a Bologna w 1991 roku spadła z ligi. Później Detari grał jeszcze w mniejszych klubach we Włoszech, Austrii, Szwajcarii i w swojej ojczyźnie.
Czy Lajos Detari zrobił karierę na miarę swojego talentu? Pewnie gdyby urodził się dziesięć lat później, sam mógłby decydować o tym, w jakim klubie chce grać. Wówczas w jego piłkarskim CV pojawiłyby się nieco większe kluby, niż Eintracht, Olympiakos i Bologna. Z drugiej strony należy pamiętać, że przez lata komunizmu zagraniczna kariera była dla węgierskich piłkarzy tylko marzeniem a Detari wyjechał z kraju już w wieku 24 lat. W latach 80-tych węgierska prasa nazwała go nawet najlepszym piłkarzem w kraju od czasów Ferenca Puskasa i Nandora Hidegkutiego. Gorzej, że na piłkarzy tej klasy Węgrzy wciąż muszą czekać.
8
Mamy Lajosa!
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Adran360
2
@APTAPT To prawda ale tamta Chelsea była spokojnie do przejścia. To było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Przecież ten karny wszystko by już załatwił. Nie wiem jak tak uwielbiany przez nas Leo mógł to spartaczyć w tak pamiętnym i kluczowym meczu!? Co było później to już inna bajka ale w tym 2012 roku absolutnie powinniśmy zagrać w finale! Wszystko było w naszych "rekach" i sami to zepsuliśmy....
15
Całe ,,Barcelonizmo” pogrążyło się w rozpaczy(a ja wraz z nimi):
24 kwietnia 2012 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou 2:2 z Chelsea FC w rewanżowym spotkaniu półfinału Ligi Mistrzów i w efekcie odpadła z rozgrywek. Barça odrobiła stratę z pierwszego meczu w Londynie za sprawą gola Busquetsa w 35 minucie. Dwie minuty później czerwoną kartke otrzymał John Terry a w 43 minucie Iniesta podwyższył wynik spotkania. Wydawało się że nikt i nic nie może odebrać Katalończykom awansu, lecz chwila nieuwagi w doliczonym czasie pierwszej połowy kosztowała bramke strzeloną przez Ramiresa. Podopieczni Guardioli ruszyli do ataku od samego początku drugiej połowy i już w 49 minucie wywalczyli rzut karny po faulu Drogby na Fabregasie. Do piłki podszedł Messi i… jego strzał wylądował na spojeniu słupka z poprzeczką. Ewentualny gol byłby 15 trafieniem Argentyńczyka w tamtej edycji Ligi Mistrzów, czym pobiłby rekord goli w jednej edycji Pucharu Europy. Jednak w głowach piłkarzy i wszystkich cules nie było myśli o żadnych rekordach tylko o strzeleniu choćby jeszcze jednego gola. Cała druga połowa była biciem głową w mur w wykonaniu Blaugrany i rozpaczliwą ale skuteczną obroną ,,The Blues”. W jednej z ostatnich akcji meczu, do wybitej na środek boiska piłki dopadł Fernando Torres i nie atakowany pobiegł w pole karne Barçy, mijając bramkarza i doprowadzając do remisu a przy okazji do rozpaczy nas wszystkich cules. Do dzisiaj nie mogę pojąć jak można było zmarnować taką okazje na finał a być może i na triumf w Lidze Mistrzów, mając takiego trenera i takich zawodników jak Puyol, Pique, Xavi, Iniesta czy wreszcie Messii? A propos Messiego, to przez ten niewykorzystany karny byłem na niego tak wściekły jak nigdy! Zresztą w ogóle po tym meczu to bite 3 dni nie mogłem pracować, jeść ani spać normalnie. To był dla mnie jakiś koszmar………!!!
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Tak oto rządził Josep Lluis Nuñez:
24 kwietnia 2000 r. FC Barcelona oddała walkowerem rewanżowy mecz półfinału Pucharu Króla z Atletico Madryt. Już 10 dni wcześniej istniało niebezpieczeństwo iż grający w klubie Holendrzy zostaną powołani do reprezentacji, która miała równolegle odbywać zgrupowanie. Hiszpańska federacja czekała jednak na oficjalne potwierdzenie. Wtedy było już jednak za późno na przełożenie meczu Copa del Rey. Mimo to organizator rozgrywek uważał, że winą Blaugrany było używanie zaledwie 20 licencji zawodniczych(w tym wiecznie kontuzjowanego Amunike), choć do dyspozycji było ich aż 25. Poza tym kalendarz znany był już teoretycznie w lipcu poprzedniego roku. Co więcej, według organizacji spełniony został warunek iż zawodnicy powinni trafić do kadry na 48 godzin przed meczem. Blaugrana miała odpowiedź na takie argumenty- nie chciała zgłaszać więcej piłkarzy z Barçy B, aby mogli oni również grać dla rezerw, w lipcu nie było wiadomo kto zagra w półfinałach i kto zostanie powołany do reprezentacji a trener Van Gaal nie chciał aby Holendrzy rozegrali aż 4 spotkania w osiem dni, co było wbrew zdrowemu rozsądkowi. Liczono że trener reprezentacji Frank Rijkaard zrezygnuje z powołania kadrowiczów, tak jak miało to miejsce w przypadku spotkania na stulecie klubu ale wtedy decyzje podjął sponsor Holendrów i Barçy, firma Nike. Na Camp Nou przed około tysiącem widzów pojawiło się więc dziesięciu zdrowych piłkarzy i rezerwowy bramkarz Arnau, lecz Duma Katalonii zrezygnowała z gry z Atletico. Drużyna z Madrytu zwyciężyła walkowerem a FC Barcelone wykluczono z kolejnej edycji Pucharu Króla. W lipcu cofnięto jednak tą drugą decyzje i Blaugrana wystartowała w kolejnych rozgrywkach. Jak widzimy, za czasów Nuñeza też się ,,działo” a przypomne tylko że Josep Lluis Núñez dnia 21 października 2014 r. wraz z synem został skazany na 2,5 roku więzienia za korupcję na pracowniku Urzędu Skarbowego oraz otrzymał wraz z nim zakaz pełnienia funkcji publicznych przez najbliższych 7 lat oraz 1,5 miliona euro grzywny.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@FCB24 Z tym "wybitny trener" to się jednak do końca nie zgodze. Gość wygrał zaledwie jedną Lige Mistrzów w karierze , więc nie zaliczył bym go raczej do wybitnych...
11
Biegające apteki:
Podczas mundialu w 1954 r. kiedy to RFN ,,przekręciła” w finale Węgrów, Ferenc Puskas stwierdził iż niemiecka szatnia pachniała jak pole maku, co miało związek z tym że podstępni Niemcy biegali po boisku jak nakręceni. W 1987 r. Harald Schumacher opublikował książke, w której napisał: ,,Za dużo tu medykamentów a za mało kobiet”- mając na myśli niemiecki ale także cały zawodowy futbol, Schumacher wspominał w ,,Der anpfiff”(,,Pierwszym gwizdku”), jak podczas mundialu w 1986 r. zawodnicy reprezentacji Niemiec otrzymali całą serie zastrzyków i pochłonęli ogromne ilości tabletek oraz tajemniczej wody mineralnej wywołującej biegunke. Czyżby ów zespół nie reprezentował kraju. Lecz niemiecki przemysł farmaceutyczny? Ostatnie pastylki piłkarze łykali tuż przed pójściem spać. Schumacher je wypluwał bo lepszy sen miał po piwie. Bramkarz potwierdził zatem że w zawodowej piłce spożywanie anabolików i stymulantów jest(a przynajmniej tak było) na porządku dziennym. Zmuszani do osiągnięcia wyniku za wszelką cene, co powoduje stany lękowe i rozdrażnienie, niektórzy piłkarze zamienili się w „biegające po boisku apteki”. Ten sam system, który ich do tego zmusza, wymierza im także kare, kiedy sprawa dopingu wychodzi na jaw. Schumacher, który przyznaje że kilka razy sam też się wspomagał niedozwolonymi środkami, został okrzyknięty zdrajcą ojczyzny. Ludowy idol, dwukrotny wicemistrz świata, został wygnany ze świątyni sportowej chwały i rzucony lwom na pożarcie. Stracił miejsce w drużynie klubowej z Kolonii i reprezentacji i nie miał innego wyjścia, jak wyjechać i grać w Turcji.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Szalik
13
Rozgromiona Girona:
24 kwietnia 1949 r. FC Barcelona gromi na „Camp de Les Corts” FC Girone 9:1(!) w ramach 1/8 Pucharu Hiszpanii(wówczas Puchar Generalissimusa). Hattrickiem w tym meczu popisał się argentyński napastnik Mateo Nicolau. Dublet zaliczyli Josep Seguer oraz Jose Canal. Pozostałe gole dołożyli Marcos Aurelio i Estanislao Basora. Po rozegraniu tylko jednego meczu w 1/8 Blaugrana zmierzyła się w ćwierćfinale z Granadą CF.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Premierowe starcie Dumy Katalonii na arenie międzynarodowej:
24 kwietnia 1910 r. FC Barcelona zremisowała 1:1 w półfinale Pucharu Pirenejów z francuską ekipą Olympique de Cette i… awansowała do finału! Jak do tego doszło że przy remisie awansowała do finału? Rzecz prozaiczna, otóż Francuska drużyna nie chciała grać w dogrywce, ponieważ była wyczerpana i wolała odpaść remisując 1:1. Jedynego gola dla Blaugrany strzelił napastnik Josep Graell Pons. Puchar Pirenejów był oficjalnymi rozgrywkami organizowanymi przez Francuską Federację Piłki Nożnej, które odbywały się w latach 1910-1914 (5 edycji) i w których brały udział drużyny graniczące z Pirenejami, m.in. z Kraju Basków. O tym co się wydarzyło w finale dowiecie się 1 maja.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Hiszpańska Federacja Gimnastyczna. Poprzednik Hiszpańskiej Federacji Piłki Nożnej:
Dziennikarz Narciso Masferrer y Sala był prawdopodobnie pierwszym promotorem sportu w Hiszpanii o globalnej i ambitnej wizji a także pierwszą osobą, która jasno zrozumiała potrzebę istnienia organizacji krajowych działających jako Narodowe Stowarzyszenie Sportowe a także federacji dla każdej dyscypliny i mistrzostw krajowych. Propozycja ta, z pewnymi modyfikacjami, urzeczywistniła się w postaci utworzenia Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej 7 czerwca 1898 roku, w odpowiedzi na apel Masferrera na łamach barcelońskiej gazety „Los Deportes”(założonej przez niego w 1897 roku) z 1 marca 1898 roku do wszystkich hiszpańskich sportowców o utworzenie „Konfederacji Hiszpańskich Stowarzyszeń Gimnastycznych”. Na apel pozytywnie odpowiedziały: Klub Gimnastyczny z Tarragony, Krajowe Stowarzyszenie Oficjalnych Nauczycieli, Klub Gimnastyczny z Vigo, Klub Gimnastyczny z Cartageny, Katalońskie Towarzystwo Gimnastyczne oraz Towarzystwo Gimnastyczne z Orense. Wkrótce potem dołączyło Hiszpańskie Towarzystwo Gimnastyczne, początkowo z zastrzeżeniami do tej inicjatywy. José Canalejas y Méndez, poseł, były minister robót publicznych, sprawiedliwości i finansów oraz honorowy prezes Katalońskiego Stowarzyszenia Gimnastycznego, został wybrany pierwszym prezesem „FGE”. Pierwsze zgromadzenie Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej(FGE) odbyło się 26 września 1899 roku w Madrycie i towarzyszył mu festiwal gimnastyczny (w najszerszym znaczeniu tego terminu, ponieważ odbywały się zawody w wielu dyscyplinach sportowych). To rozróżnienie jest istotne, ponieważ często upraszcza się stwierdzenie, że FGE była bezpośrednim poprzednikiem Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej. Choć gimnastyka z pewnością zajmowała pierwszorzędne miejsce wśród jej celów, jej ambicje obejmowały w rzeczywistości wszystkie sporty a nawet działalność kulturalną i folklorystyczną. FGE była rzeczywiście prekursorem federacji gimnastycznej, ale także federacji lekkoatletycznej, federacji piłkarskiej i federacji praktycznie wszystkich innych dyscyplin sportowych(tylko kolarstwo, gołębiarstwo, żeglarstwo i strzelectwo miały wówczas własne struktury federacyjne lub pseudofederacyjne). Była również prekursorem Hiszpańskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie należy też zapominać o jego wymiarze kulturowym i edukacyjnym, wyraźnie ukształtowanym przez ruch regeneracjonistyczny. Fakt, że Hiszpańska Federacja Gimnastyczna, założona w 1932 r., początkowo nazywała się Hiszpańską Federacją Gimnastyczną i była inicjatywą Hiszpańskiego Towarzystwa Gimnastycznego, może ułatwiać pomyłki, należy jednak odróżnić te dwie organizacje. Bezpośrednim poprzednikiem FGE było wspomniane wcześniej Hiszpańskie Towarzystwo Gimnastyczne, założone przez wszechobecnego Masferrera wraz z Emilio Monjardínem, Emilio Collem i Eduardo Charlesem w Madrycie 2 marca 1887 roku. Cele SGE były ambitne: „…pracować ze wszystkich sił, aż dojrzeje do funkcjonującego, ludowego, demokratycznego społeczeństwa, które uczyni sport dostępnym dla wszystkich entuzjastów, aby studenci, pracownicy i robotnicy mogli zwalczać wady i brutalizację życia w niewoli i ciągłej pracy, rozwijając i równoważąc emocje sportowe a także osiągając harmonijny rozwój inteligencji i zdrowia”. Nic więcej i nic mniej. Po założeniu, siedziba FGE mieściła się w budynku SGE (ul. Libertad 15, Madryt) a czterech założycieli (Masferrer, Monjardín, Coll i Charles) było członkami Komitetu Wykonawczego. Oficjalną publikacją FGE było czasopismo „Los Deportes”(ul. Montjuich del Carmen 5, Barcelona) a sekretarzem generalnym był Marcelo Santos Sanz Romo. Sanz Romo był dyrektorem SGE i Stowarzyszenia Narodowego, dyrektorem Szkoły Fizycznej w Madrycie oraz członkiem Trybunału ds. Przyjęć do Korpusu Nauczycieli Gimnastyki. We wrześniu 1900 roku uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Wychowania Fizycznego w Paryżu a w 1912 roku został sekretarzem COE. Należy go zapamiętać jako jednego z największych popularyzatorów sportu, wychowania fizycznego i olimpizmu w Hiszpanii.
Pierwszym celem FGE było ustanowienie delegatów w prowincjach. Do lipca 1898 roku delegacje istniały już w każdej prowincji, choć większość z nich miała charakter nominalny i nie prowadziła żadnej realnej działalności, co wkrótce stało się źródłem problemów i konfliktów. Organizacja zgromadzeń (1899 w Madrycie, 1900 w Barcelonie, 1901 w Saragossie) oraz „Festiwalów Federalnych” (obejmujących zawody w różnych dyscyplinach sportowych, w tym w piłce nożnej) były największymi osiągnięciami FGE w jej krótkim okresie istnienia. 20 marca 1902 roku FGE zostało ogłoszone „Stowarzyszeniem prawdziwego pożytku publicznego”, ale do tego czasu weszło już w okres kryzysu i upadku. W 1906 roku kilka listów i artykułów (m.in. autorstwa Masferrera) na łamach nowego czasopisma („ El Mundo Deportivo ”) ubolewało nad upadkiem FGE. W listopadzie 1905 roku powstała druga narodowa organizacja multisportowa: Hiszpański Komitet Igrzysk Olimpijskich (później znany jako Hiszpański Komitet Olimpijski), inicjatywa Greckiego Komitetu Olimpijskiego, mająca na celu umożliwienie Hiszpanii udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 1906 roku. Jego przewodniczącym był markiz Cabriñana del Monte a szefem piłki nożnej był Carlos Padrós Rubio, prezes Realu Madryt. Innym członkiem związanym z piłką nożną był Eduardo González de Careaga y Escobosa (delegat w Bilbao i odpowiedzialny za wioślarstwo i sporty wodne), którego brat Enrique był prezesem Athletic Bilbao. Román Macaya był delegatem w Barcelonie. Ostatecznie Hiszpania nie udała się do Aten a markiz Cabriñana przeprosił Greków w liście pełnym wymówek: „niektórzy z tych, którzy chcieli pojechać, byli profesjonalistami”, „inni nie mieli odpowiednich warunków fizycznych, by walczyć z honorem” lub „brakowało im wykształcenia i savoir vivre’u ”, „rząd wykazał małe zainteresowanie…” Należy zauważyć, że piłka nożna była priorytetowym celem tej hipotetycznej hiszpańskiej wyprawy olimpijskiej i że oznaczałaby ona debiut drużyny(14 lat przed Antwerpią 1920). Cabriñana pozostał na czele Komitetu do 1909 r., kiedy to został zmuszony do rezygnacji przez Infante Don Carlosa (dziadka ze strony matki króla Juana Carlosa) i zastąpiony przez Gonzala de Figueroa, markiza Villamejor, który 25 listopada 1912 r. utworzył „swój” Hiszpański Komitet Igrzysk Olimpijskich, ponownie włączając Padrósa do zarządu a Marcelo Sanza Romo jako sekretarza. Zabójstwo Canalejasa (pierwszego prezesa Prokuratury Generalnej a następnie premiera) 12 listopada 1912 roku utorowało drogę Álvara de Figueroa, hrabiemu Romanones (bratu markiza Villamejor), do objęcia urzędu premiera. Villamejor powiązał to zabójstwo i dojście brata do władzy z decyzją o utworzeniu „swojego” Hiszpańskiego Komitetu Olimpijskiego w liście do barona Pierre’a de Coubertina z 20 listopada 1912 roku. Wpływ Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej pozostał obecny ale w nieoczekiwany sposób.
@Szalik
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@Hindus A co to znaczy?
3
Oto i cały skutek pracy trenera Flicka i jego sztabu. Temu panu już dziękujemy.