FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@fcbarcafan19 To własnie miałem na myśli pisząc że bardzo mało grał jeszcze...
1
@FcPortoFan1999 Te 298 to oczywiście łącznie z meczami towarzyskimi.
1
@fcbarcafan19 Trudno powiedzieć, w końcu to El Clasico a on wogóle bardzo mało grał w Hiszpanii...
10
Przed nami El Clasico po raz 298 w historii a w Superpucharze po raz 17-ty. Niestety w Superpucharze ustępujemy naszemu odwiecznemu rywalowi(9 zwycięstw Realu przy 5 FC Barcelony oraz 34 do 23 goli na korzyść rywala) więc wypadałoby dzisiaj poprawić tę statystykę. Czy ,,naszą” kochaną Barcunie stać na taką poprawe?
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
1
@Stinger_ A no faktycznie! Zapomniałem na śmierć że grywa w reprezentacji Hiszpanii ale ponoć pochodzi własnie z Gwinei...
0
@Stinger_ To Nigeria tak się męczy z Gwinea Równikowa? A prawda, czy to nie w tej Gwinei gra właśnie Ansu Fati? A może wiesz na jakim kanale jest transmisja?
7
W Europie trwała jeszcze wojna a w Ameryce Południowej…
14 stycznia 1945 r. Chile pokonało Ekwador 6:3(3:2) w meczu otwierającym 18-tą edycje Copa America. Areną zmagań ponownie był Estadio Nacional w Santiago de Chile, jeszcze bardziej okazały niż 4 lata wcześniej. Mecz gospodarzy z Brazylią ściągnął na trybuny bagatela, 80 tys. ludzi. W turnieju zadebiutował zespół Kolumbii, kontynentalny outsider, który wszelako tanio skóry nie sprzedał, urywając aż 3 punkty innym słabeuszom jak Ekwador i Boliwia. Obrońca tytułu(Urugwaj) przywiózł kilku nowych interesujących zawodników, spośród których dwaj 5 lat później zdobyć miało mistrzostwo świata, a mianowicie Maspoli i lewy obrońca Tejera. Doszedł również czarnoskóry pomocnik Viana. Jednak największym wydarzeniem stał się występ w ekipie ,,Celestes” środkowego napastnika, na którym nie poznała się Argentyna i który swoje przeznaczenie odnalazł w sąsiednim Urugwaju- Atilio Garcia. Gospodarze natomiast byli znów świetnie przygotowani do imprezy. Trenerem ich już wcześniej został legendarny Ferenc Platko, m.in. wybitny bramkarz FC Barcelony. Kwalifikacje trenerskie uzyskał w Paryżu i potwierdził je w Londynie. Prowadził FC Porto, rumuński Venus czy angielski Arsenal. Jeszcze później, w latach 1955-57 był szkoleniowcem budującej swą potęge FC Barcelony. Ten jeden z najwybitniejszych trenerów swojej epoki po raz pierwszy narzucił Chilijczykom naprawdę nowoczesne metody. Słynne stały się jego przedmeczowe odprawy, gdzie na tablicy kreślił taktyczne schematy. Drużyne trzymał żelazną ręką ale też posłuch miał absolutny.
Podstawą gry uczynił czynną defensywę. Sergio Livingstone nieprawdopodobnymi robinsonadami doprowadzał napastników Urugwaju i Argentyny do rozpaczy. Obrona chilijska z Busquetsem na czele trwała niczym husycki tabor. Środkowy pomocnik przez prase nazwany ,,half policia”, jak srogi policjant nie odstępował na krok środkowego napastnika rywali. Była to nowinka taktyczna, bowiem w innych ekipach zadanie to zwyczajowo powierzano stoperowi. Z głębi pola organizowano groźne kontry, zaś w ataku Platko miał ruchliwego jak żywe srebro Cremaschiego i ostro strzelającego Medine. Zdyscyplinowani Chilijczycy, preferujący gre twardą i zespołową byli nawet bliscy ostatecznego tryumfu. Przed ostatnim meczem turnieju z Brazylią mieli już 9 punktów i w razie zwycięstwa zrównaliby się z przewodzącą w tabeli Argentyną. Niestety jedyny gol Brazylijczyka Heleno rozstrzygnął losy meczu. Argentyna mogła odetchnąć. Brazylii przypadło trofeum pocieszenia- Copa Bolivia. Chile ostatecznie zajęło 3 pozycje. Wcześniejsza batalia mistrza z wicemistrzem dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Starły się dwie niewątpliwie najlepsze drużyny świata i dwie piątki napadów, o jakich tylko można marzyć. Tak jakby na jednej szyi zapleść dwie diamentowe kolie. Brazylijski naszyjnik błyszczał olśniewająco: Tesourinho, Zizinho, Heleno, Jair, Ademir. Argentyński przyprawiał o zawrót głowy: Boye, Mendez, Pontoni, Martino, Loustau. Każdemu z nich wypadałoby poświęcić już nie rozdział a wręcz osobny tom. Wystarczy powiedzieć tylko że Zizinho, Jair i Ademir byli w 1950 roku o włos od tytułu mistrzów świata a ostatniemu z tej trójki przypadło trofeum najlepszego snajpera. Ostatecznie Argentyna pokonała Brazylie 3:1 po hattricku genialnego napastnika Mendeza i honorowym trafieniu Ademira. Z kolei Tesourinha kunszt dryblingu wyniósł na takie wyżyny iż powszechnie uchodzi za najlepszego prawoskrzydłowego Brazylii przed pojawieniem się genialnego Garrinchy. Jeszcze postać chyba najbarwniejsza, strzelec złotego gola z Chile- Helenio de Freitas. Wytrawni eksperci po dziś dzień nie mają wątpliwości że w bogatych dziejach brazylijskiego futbolu nikt nie grał lepiej głową i nikt nie potrafił z taką maestrią strzelać ,,nożycami”. Podczas tego turnieju wyczyniał z piłką istne cuda. Z 6 golami został królem strzelców turnieju, dzieląc ten zaszczyt z argentyńskim bombardierem Norberto Mendezem.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
0
Łatwo to powiedzieć(napisać) żeby to zrobili ponownie! Jakość i forma przemawia na korzyść ,,Królewskich" i ponoć nic dwa razy się nie zdarza ale czy aby napewno......?
10
Rekordy ,,La Pulgi”:
14 stycznia 2018 r. Lionel Messi strzelił kapitalnego gola z rzutu wolnego a jego FC Barcelona wygrała z Realem Sociedad 4:2. Dla Argentyńczyka była to 366. bramka w La Liga. To absolutny rekord biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig w Europie.
@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
9
Golleada Blaugrany:
14 stycznia 1979 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Rayo Vallecano aż 9:0! w 16 kolejce Primera Division. Było to jedno z najwyższych zwycięstw Barçy w historii występów w La Liga. W meczu tym spektakularnym wyczynem popisał się wyborny wówczas snajper Hans Krankl, strzelając aż 5 goli! Trzeba pamiętać iż niewielu jest piłkarzy, którzy strzelali 5 goli w jednym meczu La Liga. Takiej sztuki nie udało się dokonać nawet Messiemu.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
14
Feliz cumpleaños panie Victorze z okazji urodzin! 41 lat kończy dzisiaj Victor Valdes. Najbardziej utytułowany spośród wszystkich bramkarzy FC Barcelony przyszedł na świat w pod barcelońskim L’Hospitalet de Llobregat. Kariere w juniorskich drużynach Blaugrany rozpoczął w wieku 10 lat. Po kilku miesiącach musiał się jednak przenieść na Teneryfe, gdzie przeprowadziła się jego rodzina. W 1995 r. wrócił do Barcelony i stopniowo piął się po szczeblach kariery. W pierwszym składzie spędził 12 sezonów. Początkowo regularnie przytrafiały mu się mniejsze oraz większe wpadki, przez co nie omijała go krytyka ze strony kibiców i dziennikarzy. Z czasem jednak jego umiejętności rosły i w sezonie 2005/06 był już pewnym punktem w bramce i wielkim bohaterem finału Ligi Mistrzów z Arsenalem. Po latach przyznał iż był to punkt zwrotny jego kariery. Valdes wyróżniał się dobrą grą nogami, świetną skocznością i grą na przedpolu oraz częstym wygrywaniem pojedynków jeden na jednego. Przed rozpoczęciem sezonu 2013/14 ogłosił że nie przedłuży kończącego się kontraktu i opuści Dume Katalonii. Do tego czasu 5-krotnie wygrywał Trofeo Zamory dla najlepszego bramkarza Primera Division, czym wyrównał rekord Antoniego Ramalletsa. No cóż, gdyby został to mógłby nawet pobić ten rekord, tak się jednak nie stało, co nie kwestionuje jego wybitnego kunsztu bramkarskiego oraz tego że przechodzi do historii jako jeden z najlepszych bramkarzy Blaugrany.
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
1
@Stinger_ Aha, no to dzięki ci śliczne i pozdrawiam :)
0
O! A co to do diaska, Australian Open wystartowało w niedziele??? A kiedy nasza kochana Iga i Hubert zaczynają? Bo coć nie widać żeby dzisiaj czy jutro grali?
9
Wprost kapitalne widowisko na St. James' Park. Ta pasja ,,Pepito" Guardioli... bezcenna! Gdyby nie Kevin de Bruyne...
Tylko co się do cholery dzieje z Julianem Alvarezem? Jak on zacznie tak pudłować w finale Copa America no to go zabije! :)
0
@FcPortoFan1999 Wprawdzie do dwumeczu z Napoli jeszcze troche czasu ale uważam że szanse obydwu drużyn są i będą 50/50%. Według mnie zadecyduje 1 gol bądź karne...
9
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
73 lat kończy dzisiaj jeden z najlepszych obrońców w historii polskiej piłki, Antoni Szymanowski, medalista mistrzostw świata z 1974 roku i dwukrotny medalista olimpijski, złoty z Monachium z 1972 i srebrny z Montrealu z 1976 roku. Urodzony 13 stycznia 1951 roku Szymanowski, to jedna z legend Wisły Kraków. W jedenastce "Białej Gwiazdy" debiutował już jako 17-latek. Jako nastolatek zadebiutował też w reprezentacji Polski. Było to 22 lipca 1970 roku w meczu w Szczecinie przeciwko Irakowi, który Polacy wygrali 2-0 po trafieniach Zygfryda Szołtysika i Jana Banasia. ,,Z tamtego meczu to niewiele pamiętam i niewiele mogę powiedzieć. Ważne że wygraliśmy. Co do Szymanowskiego, to na pewno był to dobry i solidny obrońca, a kolejne mecze w reprezentacji tylko to potem potwierdziły. Jeśli chodzi o ligę, to z racji swojej pozycji i gry na prawym skrzydle, to kiedy mierzyliśmy się z Wisłą, przychodziło mi grać na Adama Musiała, który w krakowskim klubie występował na lewej stronie defensywy, ale oczywiście z Szymanowskim też zdarzało się toczyć zażarte pojedynki” - wspomina dzisiaj Banaś. W tamtym meczu w Szczecinie z Irakiem reprezentację Polski prowadził jeszcze Ryszard Koncewicz. Jego następca i wychowanek, także pochodzący ze Lwowa Kazimierz Górski regularnie stawiał już na Szymanowskiego, który był mocnym punktem drużyny, która najpierw wywalczyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium, a potem była rewelacją na mundialu w Niemczech Zachodnich w 1974 roku. Podczas MŚ w RFN wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach. "Antoni Szymanowski - prawy obrońca, barwy klubowe - Wisła Kraków; szybki, ofensywny; trochę malkontent, ale tylko poza boiskiem; wielki meloman posiadający własną dyskotekę; 35 meczów w barwach narodowych, 23 lata" - można przeczytać w jego charakterystyce w książce Stefana Grzegorczyka "Gra o medal" wydanej tuż po tamtym, tak udanym dla "Biało-Czerwonych" mundialu. Warto dodać, że Szymanowski był jednym z najmłodszych zawodników jedenastki prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Młodszy był tylko Władysław Żmuda. W reprezentacji Antoni Szymanowski grał przez 10 lat. Swój ostatni mecz, oznaczony numerem 82 zagrał 9 lipca 1980 roku w Bogocie przeciwko Kolumbii, który "Biało-Czerwoni" wygrali 4-1. W grudniu 2019 roku znalazł się w jedenastce stulecia Polskiego Związku Piłki Nożnej. Z kolei 3 lata temu uznany został Piłkarzem 100-lecia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
13 stycznia 1942 r. w Radomsku urodził się Jerzy Sadek. Pierwszym jego klubem była miejscowa Stal. Reprezentował też barwy innej drużyny z Radomska – Czarnych. W 1961 r. przeniósł się do łódzkiego KS. Co ciekawe, rozegrał też kilka spotkań sparingowych w barwach Widzewa, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Uznano jednak, że jest już gotów na grę na wyższym poziomie. W Rycerzach Wiosny spędził 11 lat. Przez ten czas zdążył rozegrać 213 spotkań i zdobył 69 ligowych goli. Łącznie, na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, zdobył 102 gole. Czyni go to najlepszym ligowym strzelcem w historii zespołu z Alei Unii. W drużynie biało-czerwono-białych nie odniósł większych sukcesów. Mimo to zdołał zapisać się w pamięci wielu, nie tylko łódzkich kibiców. Zapamiętali go jako Bombardiera. Takiego pseudonimu dorobił się, dzięki piekielnie silnemu strzałowi, którym niejednokrotnie karał rywali. Atomowe uderzenia były jego znakiem firmowym. Cechował go także wyjątkowy ciąg na bramkę przeciwnika oraz świetna gra głową. Lubił dryblować przy linii bocznej i łamać grę do środka, by zakończyć akcję strzałem. W 1965 r., zadebiutował w reprezentacji Polski meczem ze Szkocją w Glasgow. Pojedynek ten został rozegrany w ramach eliminacji do mistrzostw świata 1966. Polacy zwyciężyli 2:1, a Sadek zdobył jednego z goli. Niesamowity strzał z woleja przerwał siatkę w bramce ,,The Tartan Army”. W kolejnym meczu ustrzelił dublet. Przeciwnikiem biało-czerwonych była Finlandia, a Polacy wygrali tamto spotkanie 7:0. Pomału stawał się jedną z czołowych postaci kadry. Kibice mawiali w tamtych czasach: Lubański podaje do Sadka i trzepie się siatka. Innym jego słynnym meczem w koszulce z orłem na piersi, była potyczka na Goodison Park, z przygotowującą się do mistrzostw reprezentacją Anglii. Bombardier strzelił wówczas gola, a Polska zremisowała z drużyną, która pół roku później sięgnęła po mistrzostwo globu. Dzień po meczu, angielska prasa rozpływała się nad umiejętnościami gracza ŁKS-u. Porównywano go do Tommy’ego Lawtona. Chrapkę na pozyskanie Sadka miał rzekomo Everton, który oferował drużynie z Łodzi sto tysięcy funtów za usługi jej piłkarza. Czasy głębokiej komuny sprawiły, że o transferze oczywiście nie mogło być mowy. W kadrze zagrał łącznie osiemnaście razy i strzelił sześć goli. Ostatni raz w reprezentacji wystąpił w 1971 r. Polska przegrała wówczas 1:3 z RFN. Sadek pojawił się na murawie stadionu na ostatnie dziesięć minut. W 1973 r. wyjechał do Holandii. Grał w Sparcie Rotterdam i HFC Haarlem. Karierę postanowił zakończyć w ukochanym ŁKS-ie. Buty na kołku zawiesił w 1978 r. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 6 goli.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
8
Feliz cumpleaños panie ,,Charly”!
Dzisiaj swoje 76 urodziny obchodzi Carles Rexach, napastnik, trener, wybitna postać i legenda Dumy Katalonii. Na wstępie przypomnę tylko iż to głównie właśnie Rexachowi zawdzięczamy to że Lionel Messi wylądował jako junior w FC Barcelonie. Tak, tak to właśnie Rexach podpisał słynną umowę z ojcem Leo na serwetce w Barcelońskim klubie tenisowym. Gdyby tego nie zrobił młodziutki Leo mógł nawet wylądować w Realu Madryt. Charly, jak nazywają Rexacha przyjaciele, był zawodnikiem, o którym mówiło się że jeśli go zranisz to jego krew będzie tryskała barwami klubowymi. W FCB zadebiutował 10 września 1967 r. w przegranym meczu z Realem Saragossa 2:3 ale swój debiut mógł zaliczyć do udanych ponieważ strzelił pierwszego gola w tym spotkaniu. W sezonie 1973/74 stał się doskonałym uzupełnieniem dla Johana Cruyffa. Oboje wyznawali tę samą filozofię w życiu i sporcie. Duet napastników: Rexach-Cruyff poprowadził Barçe do pierwszego mistrzostwa od 14 lat! W 1978 r. Charly zdobył 2 gole przeciwko Las Palmas w wygranym 3:1 finale Pucharu Hiszpanii. Przez 16 lat gry dla Dumy Katalonii Carles Rexach rozegrał 665 meczów strzelając 197 goli, zdobywając jedno mistrzostwo Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Zdobywców Pucharów.
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
Grzech porażki:
Futbol kreuje swoje bóstwa, po czym wystawia je na zemste wyznawców. Z futbolówką u nogi i barwami narodowymi na piersi piłkarz ucieleśnia naród i maszeruje na podbój nowych terytoriów. Kiedy wraca pokonany, wojownik staje się upadłym aniołem. W 1958 r. na lotnisku ,,Ezeiza” ludzie rzucali monetami w piłkarzy reprezentacji Argentyny, którzy nie popisali się na mistrzostwach świata w Szwecji. Z kolei w 1982 r. Carlos Caszely przestrzelił karnego a kibice w Chile zamienili jego życie w piekło. Dziesięć lat później kilku etiopskich zawodników poprosiło ONZ o udzielenie im azylu politycznego po przegranej 1:6 z Egiptem. Istniejemy, dopóki wygrywamy. Gdy przegrywamy, przestajemy istnieć. Reprezentacyjna koszulka stała się najbardziej przekonującym symbolem zbiorowej tożsamości, nie tylko w małych lub biednych krajach, dla których piłka nożna jest jedynym sposobem zaistnienia na mapie świata. Kiedy w 1994 r. Anglia odpadła w eliminacjach mistrzostw świata, ,,Daily Mirror” dał na pierwszej stronie taki nagłówek: ,,KONIEC ŚWIATA!”. W futbolu, podobnie jak w innych dziedzinach życia, zabrania się przegrywać. Pod koniec XX wieku porażka jest jedynym grzechem, którego się nie wybacza. Podczas mundialu w USA grupka fanatyków spaliła dom oskarżonego o przegraną bramkarza Kamerunu Josepha Bella a kolumbijski piłkarz Andres Escobar zginął od kul w Medellin. Jego pech polegał na tym że wbił samobója, co było niewybaczalną zdradą ojczyzny.
Czy to wina futbolu, kultu sukcesu czy też może systemu władzy, którego piłka nożna stanowi integralną część i wierne odbicie? Jako sport futbol nie jest skazany na podsycanie przemocy, choć ta niekiedy wykorzystuje go jako wentyl bezpieczeństwa. Nie przypadkiem zabójstwo Escobara wydarzyło się w jednym z krajów najbardziej naznaczonych przemocą. Przemocą, która nie leży w naturze Kolumbijczyków, narodu celebrującego życie, zakochanego w muzyce i piłce. Przemoc jest chorobą, na którą zapadło społeczeństwo kolumbijskie a nie nieusuwalnym znakiem szpecącym jego oblicze. System władzy natomiast jest z pewnością czynnikiem sprzyjającym przemocy: podobnie jak w całej Ameryce Łacińskiej, niesprawiedliwość i upokorzenia zatruwają dusze narodu a jego hierarchia wartości preferuje jednostki pozbawione skrupułów. Tradycyjna bezkarność stymuluje przestępczość i zamienia ją w zwyczaj narodowy. Kilka miesięcy przed mundialem w USA ,,Amnesty International” opublikowała raport, w którym ujawniono że w 1993 r. w Kolumbii ,,ofiarami skrytobójczych mordów dokonanych przez armie i jej paramilitarnych sojuszników padły setki osób. Większość ofiar tajnych egzekucji stanowiły osoby bez znaczących powiązań politycznych”. Raport Amnesty ujawnił także rolę, jaką kolumbijska policja odegrała w operacjach nazywanych ,,czystkami społecznymi”. Pod tym eufemizmem kryła się systematyczna eksterminacja homoseksualistów, prostytutek, żebraków, narkomanów, chorych psychicznie i dzieci ulicy. Społeczeństwo nazywa ich ,,zbędnymi”, co znaczy ni mniej, ni więcej: ludzkie śmieci zasługujące na śmierć.
W świecie piętnującym porażke tacy ludzie są zawsze przegrani.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
5
@FCBparasiempre
Piękna i romantyczna legenda głosi, że ten utalentowany muzycznie chłopiec pewnego dnia po prostu odszedł od pianina i wybiegł na boisko. Tak miała zacząć się jego wielka kariera. Kochał się w stylu gry Quiniego i Gerda Muellera; sam na przestrzeni lat 80-tych stanowił inspirację dla młodych chłopców z Donostii i Pampeluny. Najlepszy strzelec w historii i jeden z architektów potęgi Realu Sociedad, choć dla bramkostrzelnego, klasycznego żądła chyba lepiej pasuje mało poetyckie określenie: wykończeniowiec. Postać niemalże zapomniana w panteonie najlepszych hiszpańskich napastników. Można to dość łatwo wytłumaczyć. Świetna forma, jaką prezentował w barwach Txuri-Urdin, nie przełożyła się na skalę reprezentacyjną, by nie powiedzieć, że przygoda Satrusteguiego w kadrze była zupełnie nieudana. Ponadto siłę baskijskiego ,,equipazo” stanowił cały szereg charyzmatycznych piłkarskich osobowości, wszak zwycięską ekipę tworzyli między innymi Zamora, Ufarte, Periko Alonso czy niezniszczalny Luis Arconada. Ale od początku…
Jesus Maria Satrustegui urodził się 12 stycznia 1954 roku w Pampelunie. Nigdy zresztą nie ukrywał, że jest żarliwym lokalnym patriotą i często podkreślał emocjonalne przywiązanie do Nawarry. Później zwykł mawiać o sobie, że jest Baskiem i Nawarryjczykiem jednocześnie. Mieszkał przy Estafeta 75, to jedna z czterech ulic stanowiących trasę najsłynniejszej gonitwy byków na świecie – Encierro de San Fermín. Jak na Nawarryjczyka z krwi i kości przystało, brał w niej udział. Jako dziecko pasjonował się muzyką; ćwiczył grę na pianinie oraz na gitarze klasycznej, czemu gorąco przyklaskiwał jego ojciec. Zanim jednak na dobre rozkochał się w koncertach Maurice’a Ravela, poznał inną namiętność: futbol. ,,Muszę przyznać, że dziś trochę żałuję, że porzuciłem studia muzyczne. Czasami, ale tylko czasami, nadal widzę się w tej roli” – przyznawał pół żartem, pół serio jeszcze nie jako legenda, ale już jako ukształtowany piłkarz w wywiadzie z El Pais z 1982 roku. Po upływie kilkunastu lat od symbolicznej sceny porzucenia sztuki na rzecz sportu okaże się, że młody Jesús podjął słuszna decyzję. Pierwsze kroki(z drogi na Parnas ku piłkarskiemu Olimpowi) ,,Satrus”, chłopiec z ulicy Pocztowej, kieruje ku małemu klubikowi z rodzinnego miasta – Club Deportivo. W maleńkim klubie spisuje się na tyle dobrze, że ściąga na siebie uwagę piłkarskich tuzów znacznie poważniejszego formatu niż niespieszne, trzecioligowe rozgrywki w swojskim mikroklimacie. Interesuje się nim między innymi Osasuna, o dołączeniu do której od zawsze marzył a jeśli nie od zawsze, to od momentu, w którym porzucił muzykę. Jest blisko transferu do wymarzonej drużyny, ale na skutek nieporozumienia i finansowych kłopotów odpowiedzialni za transfery działacze ,,Los Rojillos” odprawiają młodziutkiego gracza z kwitkiem. Nie są świadomi, że załamany chłopiec w przyszłości będzie współautorem jednego z najpiękniejszych rozdziałów w historii jednego z rywali Osasuny. Rad nierad, bo marzeń o gry dla ukochanego klubu z Pampeluny przecież nie porzucił, za dwieście pięćdziesiąt tysięcy hiszpańskich peset odchodzi do Realu Sociedad; dodatkowo w ramach rozliczenia ,,Txuri-Urdin” do Club Deportivo przysyła także jednego z rezerwowych napastników, Azkue. Biorąc na poprawkę fakt, że były to wczesne lata 70. i sumę tę przeznaczono na siedemnastolatka – ćwierć miliona peset, około półtora tysiąca dolarów, to kwota zupełnie poważna. Na dworcu w San Sebastián na siostrzeńca czeka wujostwo. Podobnie jak włodarze Osasuny, niekoniecznie świadome że z autobusu regionalnej linii ,,La Roncalesa” wysiądzie jeden z najlepszych napastników, jakiego wydała na świat żyzna Nawarra. W tym momencie zaczyna się prawdziwie piłkarska część przygody młodziutkiego napastnika. Jest rok 1971. W wieku 17 lat Jesús ląduje w ,,Sanse”, przybudówce Realu Sociedad. Jest cierpliwy, powoli pracuje na swoją pozycję i czeka na szansę. W barwach rezerw ,,Txuri-Urdin” w ciągu dwóch sezonów zdobywa 13 goli. Trener drużyny seniorów Rafa Iriondo dostrzega, że na talent i tożsamość młodego zawodnika oprócz skromnego dorobku bramkowego składają się inne cechy: między innymi podejście do treningu, zaangażowanie w grę i warunki fizyczne, szczególnie jego siła. W barwach dorosłej drużyny debiutuje dwa lata po debiucie w Sanse, w starciu z Murcią, zremisowanym 1:1. Staje się podstawowym zawodnikiem zespołu, w którym obok niego powoli rozkwitają kolejne talenty, w tym i Inaxio Kortabarria, defensywny filar najsilniejszego Realu Sociedad w historii. Wkrótce do drużyny dołączą także wspomnieni wcześniej Arconada, Zamora i López Ufarte. Do składu wskakuje szybko, ale jako strzelec Satrustegui rozkręca się bardzo powoli. Z sezonu na sezon aplikuje stopniowo coraz więcej trafień. W debiutanckiej temporadzie to tylko trzy bramki, w następnym zaledwie osiem. Mimo to Estadio Anoeta jest zauroczone ciemnowłosym napastnikiem. W kolejnych sezonach zdobywa odpowiednio po 19, 18, 20, 17, 16 i 13 goli. Anoeta jest już zakochane w charakternym, walecznym i piekielnie dobrze grającym w powietrzu zawodniku z obcej Nawarry.
Doskonała forma napastnika w pewnym momencie umyka jednak jednej, tak ważnej dla jego rozwoju, osobie – Laszlo Kubali, legendzie FC Barcelony, wówczas selekcjonerowi reprezentacji Hiszpanii. Wprawdzie to węgierski szkoleniowiec(dla Satrusteguiego bardzo ciepły i budzący sympatię) dał młodemu Nawarryjczykowi szansę debiutu w kadrze, ale zapomniał o nim na okres argentyńskiego mundialu w 1978 roku, o co zresztą ,,Satrus” ma skryty żal do swojego selekcjonera. Kubala stawia na Quiniego, Santillanę czy Juanito. Nie przynosi to korzystnych efektów i Hiszpanom nie udaje się wyjść z grupy. Błędu Kubali nie popełnia Jose Luis Santamaria, jego następca. Zabiera snajpera ,,Txuri-Urdin” na mistrzostwa Europy we Włoszech i na pierwsze dwa spotkania wystawia go w pierwszym składzie. W ostatnim meczu Jesús w ogóle nie wyszedł na boisko. Okazuje się, że to nie absencja Satrusteguiego stanowiła problem przy klęsce na argentyńskim mundialu. On sam na czas europejskiego czempionatu także nie dał drużynie najważniejszego: goli. Na płaszczyźnie klubowej nadal wiedzie mu się znakomicie. Jedenastka baskijskiej drużyny jest już niemal skrystalizowana: Arconada, Celayeta, Kortabarría, Alonso, Gorriz, Olaizola, Idigoras, Diego, Satrustegui, Zamora i Lopez Ufarte prowadzą Sociedad do pierwszego w historii mistrzostwa kraju, a bohater artykułu jest o krok od zdobycia Trofeo Pichichi. Za rok bronią mistrzowskiego tytułu. Jose Luis Santamaria jest pewien, to teraz albo nigdy dla eksplozji talentu: zbliża się mundial na hiszpańskiej ziemi, przez dwa lata od klęski na Euro piłkarz dojrzał, a sukcesy ukształtowały jego zwycięską mentalność. Niech za krótkie streszczenie występu Hiszpanów na światowym czempionacie posłuży wspomnienie Satrusteguiego: „Czuliśmy, że piłka nas parzy. Nie robiliśmy tego, co powinniśmy, chociaż dobrze znaliśmy swoje założenia i role. Brakowało nam płynności, a psychicznie czuliśmy się przytłoczeni. Cała odpowiedzialność związana z rolą gospodarzy zdecydowanie nas przerosła.” Dodajmy: Hiszpanie odpadli w drugiej rundzie, w czasie turnieju wygrywając zaledwie jeden mecz. W ostatecznym rozrachunku napastnik Realu Sociedad zdobył osiem trafień w trzydziestu dwóch spotkaniach w kadrze narodowej. Wszystkie w meczach towarzyskich. W spotkaniu z Saragossą, w rundzie jesiennej sezonu 1982/1983, po agresywnym wejściu obrońcy rywali, Zayasa, boleśnie upada. Początkowo myśli, że to jedynie nadwyrężenie w kolanie. Drobnostka. Gdy kolano nadal pozostaje niestabilne, a opuchlizna nie schodzi, sztab klubu z Donostii wysyła Satrusa na artroskopię do kliniki we Francji. Diagnoza jest być może jeszcze bardziej bolesna niż sam upadek po faulu: zerwane więzadło krzyżowe i uszkodzona łąkotka. Dla wielu sportowców tego rodzaju kontuzja zwykle oznacza ponure rozstrzygnięcie w kwestii dalszego rozwoju i kariery. Do futbolu wrócił, niestety już jako cień samego siebie. Jego pozycję dodatkowo skomplikowało odejście trenera Ormaetxei i zastąpienie go przez Johna Toshacka.
Zakończył przygodę z futbolem w wieku 32 lat, w 1986 roku. Osasuna zaproponowała mu angaż na ostatnie lata kariery – choćby dla uhonorowania jego zasług dla promocji Nawarry i stolicy regionu, bo przecież nikt nie przyzna, że włodarze Rojillos chcieli w jakiś sposób nadrobić PR-owo albo zrekompensować ,,Satrusowi” rezygnację z jego talentu. Rezygnację, która w przeszłości przyszła sternikom klubu z Pampeluny tak łatwo. Napastnik odmówił nie z powodu urażonej dumy czy z chęci zemsty; czuł, że jego dyspozycja po koszmarnej kontuzji coraz bardziej zbliża go do piłkarskiej śmierci. Przygodę z futbolem zakończył tak zdecydowanie i definitywnie jak to tylko możliwe. Nie został trenerem, nie pracuje w telewizji jako ekspert, nie został też agentem. Co ciekawe, nie wrócił też do muzyki. Jesús postanowił, że dołoży się do biznesu, który powoli, coraz prężniej rozwijał jego brat: do produkcji rioji w zakupionej przez José Ignacio winnicy w Usurbil. Zważywszy, że firma działa do tej pory, nadal sygnowana imionami dwóch braci, można jedynie przypuszczać, że biznes świetnie prosperuje, a samo rozstanie z futbolem przyszło ,,Satrusowi” łatwo. Zupełnie jak odejście od pianina…
6
Jesus Maria Satrustegui:
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
5
@FCBparasiempre
12 stycznia 1946 r. Argentyna pokonała Paragwaj 2:0 na Estadio Monumental w Buenos Aires. Mecz ten rozpoczął 19-ty w historii turniej Copa America. Gospodarz zgotował wspaniałe przyjęcie. Buenos Aires, ,,miasto, które nigdy nie śpi”, tego upalnego lata tym bardziej nie myślało o spoczynku. Ze względu na wysokie temperatury mecze rozgrywano pod wieczór, toteż wypełnione po brzegi niezliczone kawiarnie, bary i bistra do późnej nocy huczały gwarem roznamiętnionych tłumów. Bodaj po raz pierwszy w dziejach do dyspozycji Copa America oddano aż 3 obiekty. Klubowy stadion Independiente, Viejo Gasometro klubu San Lorenzo oraz potężny Estadio Monumental, swobodnie mieszczący 80 tysięczną rzesze widzów. Tuż przy bieżni organizatorzy zamontowali drewniane podium, na którym w rzędzie zestawiono 6 stolików. Ta prowizorka służyła jako niezbyt wygodne miejsce pracy dla plejady dziennikarzy obsługujących imprezę. O osobnych pulpitach, czy kabinach dla sprawozdawców radiowych jeszcze się nikomu nie śniło. Argentyński trener Stabile znów miał kłopoty. Otóż puchła głowa od kłopotów nadmiaru i bogactwa. Trzeba było wybierać przynajmniej z pośród 10 napastników o niemal równorzędnej klasie. Zresztą w tyłach rywalizacja była nie mniejsza. Ostatecznie w decydującym meczu z Brazylią Stabile po nocnych ,,męczarniach” zdecydował się na piątke: de la Mata, Mendez, Pedernera, Labruna, Loustau, lecz wcześniej dał szanse takim tuzom jak Boye, Salvini, Pontoni i Martino, przy czym każda kombinacja była równie dobra. Okazje do pokazania się na wielkiej imprezie dostał wreszcie Angel Amadeo Labruna, prawdziwy Matuzalem argentyńskiego futbolu. Z takim składem Argentyna nie miała godnych siebie rywali. Chile przeżywało kryzys. Urugwaj grał niby nie źle ale przegrał 3 najważniejsze mecze. Na pocieszenie pozostał ,,urusom” tytuł króla strzelców turnieju- Jose Maria Medina ustrzelił 7 goli. No i zapowiedź lepszych czasów, których nadejście zwiastował imponujący debiut pewnego szesnastolatka. Walter Gomez, bo o nim mowa, już wkrótce stać się miał wielką gwiazdą River Plate, gdzie zjawił się w 1950 r., wraz z rodakiem, znakomitym skrzydłowym Luisem Castro. Pojawiło się także nazwisko, które niebawem wzbudziło należny respekt po obu stronach Atlantyku- Schiaffino. Nie był to wszakże przyszły mistrz świata Juan Alberto, lecz jego starszy brat, Raul. Doskonale zaprezentował się Paragwaj. ,,Guarani” pobili bez problemu Urugwajczyków i urwali punkt wielkiej Brazylii. Większość ich piłkarzy natychmiast podpisało lukratywne kontrakty z zagranicznymi klubami. Największą sensacją był ponowny(po 17 latach!) występ legendarnego Paragwajczyka ,,Machetero” Delfina Beniteza Caceresa. W 1929 grał w Copa America i należał do współtwórców historycznej wiktorii 3:0 nad przyszłym mistrzem świata, wielkim Urugwajem. Brazylia z kolei znów błyszczała wielkimi gwiazdami swego napadu. Oprócz 5 fenomenów sprzed roku na lewym skrzydle od czasu do czasu pojawiał się utalentowany Chico, późniejszy wicemistrz świata z 1950. Jednak, o czym za chwile, w tym turnieju zapisał się niechlubnie. Natomiast w meczu z Paragwajem po długiej przerwie przypomniał o sobie…. Leonidas! Tak, tak, ten sam charyzmatyczny Leonidas da Silva, owa mityczna ,,Czarna perła”, której nieprawdopodobne wyczyny pogrążyły naszą reprezentacje w Strassburgu, podczas słynnego meczu MŚ 1938. Dobiegała też kresu reprezentacyjna kariera innego geniusza. Po raz ostatni zagrał w wielkiej imprezie Domingos da Guia, który ze sportu wycofał się jako człowiek sławny i zamożny- jego majątek oceniano na 50 tys. dolarów, przy 40. Leonidasa i 30. Ademira oraz Jaira, zaś ówczesny dolar stał bardzo wysoko. Na arene wkraczało nowe pokolenie- Danilo, Rui i wspomniany Chico….. Wszystkie emocje skupiły się i eksplodowały w ostatnim meczu turnieju Argentyna-Brazylia! Gospodarze mieli już zapewniony tytuł i spotkanie toczyło się wyłącznie o prestiż. Tym bardziej iż dokładnie miesiąc wcześniej podczas rozgrywek Copa Roca doszło do pasjonującego trójmeczu wielkich rywali. Najpierw Agrentyna z trudem wydarła zwycięstwo 4:3 ale już po tym istnieli tylko ,,canarinhos”. Dosłownie rozszarpali ekipe Stabilego na strzępy- 6:2 i 3:1! W tych okolicznościach na Estadio Monumental nie szło bynajmniej o pietruszkę. Do 28 minuty trwał festiwal elegancji i finezji zdolny zachwycić najwybredniejszych estetów. I właśnie wtedy stała się rzecz straszna. Szybki Chico przedarł się z lewego skrzydła na pole karne, wypuszczając piłke przed siebie. Próbował zagrodzić jej drogę stoper Jose Salomon. W półprzysiadzie wystawił naprężoną jak struna lewą noge, zaś szarżujący z impetem rozwścieczonego odyńca Chico z pełną mocą wbił kołki swojego prawego buta w tę nieszczęsną kończynę. W przeraźliwej ciszy dało się słyszeć trzask kości, która prysnęła niczym rozłupana zapałka. Biegnący opodal Mendez stanął jak wryty. Na skręcającego się z bólu wpadł jeszcze Jair. Ku sprawcom nieszczęścia ruszyli z furią Fonda i Pescia. Poszły w ruch pięści. Urugwajski sędzia przerwał mecz, licząc że zmiana Salomona na Marante choć nieco ostudzi rozpalone głowy. Gdzież tam! Po wznowieniu gry na przerażonego Chico ruszyli z pięściami de la Mata, ponownie Pescia i Marante, który uznał że przystoi mu wyłącznie rola mściciela. Arbiter wkroczył do akcji z całą energią, bezapelacyjnym gestem nakazując opuszczenie boiska. Naznaczeni jego karzącym palcem zostali Chico i de la Mata. Nieszczęsny Chico w panice ruszył sprintem ku tunelowi prowadzącemu do szatni ale nadział się na żywy mur policjantów, od których odbił się jak piłka, padając tuż pod podestem dla dziennikarzy. Tam odebrał swoją porcje uderzeń i kopniaków. Kompletnie zgnębiony, osłaniając dłońmi broczącą krwią głowe, klucząc chyłkiem i potykając się zdołał wreszcie na ostatnich nogach dotrzeć do upragnionej szatni. Tymczasem na trybunach narastał tumult. Kibice Argentyny i Brazylii wśród wyzwisk i przekleństw zaczeli okładać się czym popadło. Rozgorzała najprawdziwsza bitwa, zajadła i okrutna. Walka przeniosła się na płyte boiska. Do akcji wkroczyły oddziały policji. Ten wybuch zbiorowego szaleństwa trwał prawie 10 minut. Wreszcie fala namiętności poczeła z wolna opadać i roztrzęsiony sędzia mógł wznowić spotkanie. Jednak już mało kto przejmował się jego przebiegiem. Tylko Mendez zachował resztke zimnej krwi i dwukrotnie, w 38 i 55 minucie pokonał bramkarza rywali. Skandal na Monumental położył się cieniem na ocenie całej imprezy. Sport ustąpił pola barbarzyńskim emocjom. Pozostało poczucie dojmującego wstydu.
7
Argentyna triumfuje ale ,,Copa” kończy się skandalem:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
0
@kubix05 ,,Zdemolujemy" powiadasz? Ja wiem że z najlepszymi gramy lepiej i że El Clasico rządzi się swoimi prawami ale coś czuje przez skore że jednak tym razem to ,,Królewscy" nas... no może nie zdemolują ale spokojnie wygrają. Chciałbym się mylić.......
10
Kalendarium FC Barcelony:
12 stycznia 2004 r. odbyła się prezentacja Edgara Davidsa. Holenderski pomocnik został ściągnięty przez Franka Rijkaarda aby natchnąć drużynę, która w dniu jego przyjścia zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli po 19-tu kolejkach ligowych. Jego wypożyczenie z Juventusu okazało się strzałem w dziesiątke- Davids do spółki z Ronaldinho poprowadzili Blaugrane do serii zwycięstw, która zaowocowała wicemistrzostwem kraju. Mimo że Barça była zainteresowana zatrzymaniem Holendra, to jednak po sezonie Davids wybrał oferte Interu.
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
No nie wiem czy tytuł artykułu nie powinien brzmieć: ,,Przygotujmy się na męczarnie ze szczęśliwym(miejmy nadzieje) zakończeniem. No cóż, jeśli już wygrywać ten średnio prestiżowy Superpuchar, to z przytupem w El Clasico!
7
Miniaturowy stadion:
Na początku 1982 r. utworzona przez Josepa Lluisa Nuñeza komisja majątkowa FC Barcelony podjęła decyzje o budowie stadionu, na którym swoje mecze mogłyby rozgrywać drużyny juniorskie i młodzieżowe. W ten sposób nie musiałyby jeździć na boisko Fabra i Coats, do Sant Andreu(o którym niedawno pisałem) a klub zaoszczędził by na wynajmie placu do gry. Dziewięć miesięcy po rozpoczęciu prac, we wrześniu 1982 r., zainaugurowano Miniestadi, drugi stadion klubu usytuowany pod numerem 38 przy ulicy Cardenal Reig, gdzie w ostatnich 30 latach grała Barça B, wcześniej znana jako Barça Atletic a także Barça C. Budową tego obiektu zaprojektowanego przez Josepa Casalsa i kierownika budowy Ramona Domenecha, zajęła się firma Foment d’Obres i Construccions. Prace kosztowały 270 milionów peset, które pochodziły z nadwyżki z powiększenia Camp Nou, dokonanego w tym samym roku. Nowy stadion zajmuje powierzchnię 15 tysięcy metrów kwadratowych a boisko o wymiarach 103 na 63 metry. Trybuny mogą pomieścić 15 276 widzów. Od 1983 r. na obiekcie przeprowadzono wiele zmian. Stadion został oficjalnie otwarty 23 września 1982 r. o czym wspominam rok rocznie. Od czasu inauguracji ,,Mini”, jak bywa popularnie nazywany, organizowano tutaj różnego rodzaju imprezy, nie zawsze związane ze sportem, jak choćby koncerty zespołów i słynnych artystów, mecze reprezentacji, otwarte dla publiczności treningi pierwszej drużyny a także transmisje finałów z udziałem FC Barcelony na wielkich ekranach.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90
1
@Mixtape Fajnie to by było gdyby Roque zaczął strzelać gole i to w przynajmniej co drugim meczu. Przecież wyłącznie po to został tu ściągnięty. Wówczas dopiero przekonałby Xaviego na pierwszą wyjściową jedenastke. Bez zdobywania goli nie pogra sobie za dużo u Xaviego.
8
Był sobie piłkarz…
11 stycznia 1980 r. urodził się Geovanni Deiberson Maurício Gómez i w zasadzie należało by mu składać życzenia i dziękować za gre w ,,naszym” klubie, jednak ten Brazylijski skrzydłowy był jednym z najbardziej jaskrawych przykładów fatalnej polityki transferowej prezydenta Joana Gasparta. Jeszcze w marcu 2001 r. Chus Pereda, były piłkarz FC Barcelony i ówczesny wysłannik klubu, poleciał do Brazylii by negocjować transfer z Cruzeiro. Właściciele piłkarza żądali 12 mln euro ale tak oto historie przedstawia Chus: ,,można było obniżyć cene aż do 8,5 mln euro bo potrzebowali pieniędzy”. Pereda nie miał nowych informacji na temat transferu aż do 23 maja, gdy grał w golfa między innymi z Urrutim, który kilka godzin później zginął w wypadku samochodowym. Otrzymał telefon o 19.30 od Antona Parery, dyrektora sportowego FC Barcelony, który powiedział mu: ,,Chusin, kupujemy Geovanniego. Jeżeli zrobimy to za 12 mln euro, dostaniecie razem z Angelem Caballero(agentem FIFA) premie w wysokości 2 mln dolarów.” W międzyczasie prezydent Cruzeiro zażądał już jednak 18 mln. Wtedy Chus zwrócił się do Peredy: ,,Mówie do ciebie jako trener, powiedzmy sobie szczerze, Geovanni nie jest wart więcej niż 8,5 mln.” Wówczas Pereda wypowiedział zdanie, które przeszło do smutnej historii Blaugrany: ,,Chusin, cene ustalam ja.” Geovanni kosztował w końcu równowartość 20 mln euro. Dwa sezony spędzone w Katalonii były pasmem rozczarowań- zaledwie 43 występy i 3 gole a także kłótnie z trenerem Rexachiem, zakończyły się wypożyczeniem do Benfiki. Tam Geovanni zdecydowanie odżył i Portugalczycy z ochotą kupili go za około 15 mln euro. W kolejnych latach dał się poznać jako prawdziwy obieżyświat, grając w Premiership, amerykańskiej MLS oraz w kilku klubach ligi brazylijskiej.
@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
Kapitalne były te wczorajsze ,,El derbi Madrilenio", już nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałem taki mecz pomiędzy hiszpańskimi drużynami. Jednak ten Superpuchar w nowej formule jest jakiś niepoważny. Rozgrywanie miniturnieju w środku sezonu, poza Hiszpania bez pożądanej atmosfery na stadionie jest przynajmniej dla mnie nie do przyjęcia. Kto a zwłaszcza po jakiego grzyba organizować ten Superpuchar u Arabów w środku sezonu? Przecież to nie trzyma się kupy!
Ps. We wczorajszym meczu przy golu samobójczym bramkarza Kepy komentator powiedział że w to wszystko wmieszał się nieszczęśnik Rudiger. Nieszczęśnik!? Przecież to jest kawał złośliwca i chama(widziałem jak szczypał Morate) podobnego do Sergio Ramosa. Zresztą już za sam wygląd rasowego bandyty posadziłbym go na rok do aresztu!
Koniec końców ,,Królewscy" jednak zasłużenie wygrali te derby i w finale będziemy mieli... a no włąśnie jeszcze nie wiadomo czy będziemy mieli to wyczekiwane(?) El Clasico...