FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
@FCBparasiempre
25 stycznia 1942 r. urodził się Eusebio da Silva Ferreyra, genialny portugalski snajper. Eusébio jest uważany przez wielu światowej sławy ekspertów w dziedzinie piłki nożnej, jak i kibiców za jedną z największych legend piłki nożnej w całej historii. Chociaż obiektywnie należy stwierdzić, że nie zdobył tak dużej popularności jak najwybitniejsi piłkarze tacy jak Pele czy „ boski ” Diego Armando Maradona. Grał na pozycji środkowego napastnika, nosząc przydomek ,,Czarnej Pantery” lub ,,Czarnej Perły z Mozambiku”. Był znany z doskonałej techniki i nieprzeciętnych dryblingów, dzięki którym zyskał przydomek pantery. Ojciec Eusebio był piłkarzem mozambickiej drużyny Ferroviario, ale nie grał w reprezentacji narodowej, ani nie osiągnął żadnych znaczących sukcesów. Pomimo tego właśnie w sporcie widział przyszłość dla swojego syna. Właśnie ojciec był pierwszym, o ile można to tak ująć trenerem legendarnego dziś piłkarza. Nauczył swojego syna wszystkiego co sam umie, dostrzegł też, dzięki doświadczeniu i fachowej wiedzy, którą zdobył podczas swojej zawodowej kariery, że jego syn ma naprawdę talent do gry. Eusebio już od najmłodszych lat interesował się piłką nożną i korzystał z każdej okazji żeby pokopać piłkę, doskonalą w ten sposób swoje umiejętności. Swoją karierę piłkarską zaczął w lokalnym klubie piłkarskim Sporting Lourenço Marques w 1957 roku, spędzając tam 3 sezony piłkarskie. Klub ten był dla młodego Eusebio miejscem gdzie dopiero nabierał doświadczenia w świecie piłki nożnej. Został on zauważony przez obserwatorów z Portugalii i w tym momencie jego kariera nabrała tępa. W 1960 roku przeniósł się do Benfici Lizbona, gdzie grał do 1975 roku odnosząc w tym czasie wiele sukcesów takich jak: jedenastokrotne Mistrzostwo Portugali, pięciokrotne zwycięstwo w Pucharze Portugalii i zwycięstwo w Pucharze Europy(Liga Mistrzów) w 1962 roku. Odnosił także indywidualnie sukcesy między innymi Europejski Piłkarz Roku w 1965, Europejska nagroda Złotego Buta w 1968 i 1973, dwukrotnie najlepszego piłkarza Portugalii i siedmiokrotnie króla strzelców ligi portugalskiej. Poza osiągnięciami indywidualnymi i klubowymi wraz z reprezentacją Portugalii udało mu się zając trzecie miejsce, zaraz za reprezentacjami Anglii oraz RFNu na mistrzostwach świata w 1966 roku, a on sam w tym samym roku dostał nagrodę Złotego Buta za dziewięć strzelonych goli na mistrzostwach. Eusébio w reprezentacji w latach 1961–1973 zagrał 64 mecze, strzelając 41 goli, co bardzo długo było rekordem narodowej reprezentacji Portugalii. Jego wynik pobił dopiero w 2005 roku Pedro Miguel Carreira Resendes, znany jako Pauleta, posiadając w swoim dorobku 47 goli. Eusébio praktycznie całą swoją karierę spędził w jednym klubie, czym nie może poszczycić się zbyt wielu znanych piłkarzy, mimo to osiągnął prawie wszystko, o czym każdy piłkarz marzy i jest w stanie osiągnąć. Mowa tu nie tylko o trofeach, pucharach i nagrodach, ale o niesamowitej liczbie fanów, honorowych tytułów, pomników a przede wszystkim tego, że został w pamięci każdego prawdziwego fana piłki nożnej.
W ciągu tych piętnastu lat strzelił dla Benfici 727 goli! w 715 meczach, co jest wynikiem wręcz niesamowitym, samym w sobie pokazującym klasę i umiejętności piłkarza. W 1975 nadeszła pora na powolne kończenie kariery, dlatego Eusébio przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, by podjąć współpracę z Rhode Island Oceaneers. Był to zespół zlokalizowany w małym mieście Pawtucket w stanie Rhode Island. Nie osiągał tam żadnych sukcesów, był to raczej początek jego piłkarskiej emerytury, gdzie daleko od prasy i całego medialnego szumu mógł w spokoju trenować swój ukochany sport. Klub ten został założony w 1974, a rozwiązany cztery lata później. Sam piłkarz spędził tam jeszcze krócej, bo w tym samym roku przeniósł się do innego amerykańskiego klubu Boston Minutenem. Klub piłkarski działający jeszcze krócej niż poprzedni bo tylko w latach 1974-1976 mieszczący się w Bostonie, stolicy stanu Massachusetts. Eusébio w tym samym roku, odszedł aby przenieść się do meksykańskiego klubu Club de Fútbol Monterrey. Był to jego trzeci klub w jednym roku, miał siedzibę w Monterrey, stolicy stanu Nuevo León. Ponownie nie grał tutaj zbyt długo, bo już w 1976 roku przeniósł się do SC Beira-Mar. Był to portugalski klub, w mieście Aveiro. Tak więc po dwóch latach piłkarz powrócił do Europy. Ponownie nie został za długo w jednym klubie i już po sezonie wrócił do Ameryki Północnej, ale tym razem do Kanday, dołączając do zespołu Toronto Metros-Croatia, mieszczącego się w Toronto w południowej części prowincji Ontario. Jeszcze w ty samym roku przeniósł się do zespołu Las Vegas Quicksilver. Po raz kolejny osiedlił się w Stanach Zjednoczonych, a dokładnie w Las Vegas w stanie Nevada. Po raz kolejny zmienił drużynę jeszcze w tym samym roku, przenosząc się do Newark w stanie New Jersey. Co ciekawe drużyna New Jersey Americans do której się przeniósł obecnie jest drużyną koszykarską, działającą pod nazwą New Jersey Nets. Ostatnim klubem w karierze Eusébio był União de Tomar, w portugalskim mieście Tomar. Po zakończeniu kariery „Czarna Pantera” nie wrócił do rodzinnego Mozambiku, osiedlił się na stałe w stolicy Portugalii Lizbonie. Mimo że od zakończenia kariery minęło ponad 30 lat, mieszkańcy Lizbony nadal uważają go za bohatera, o czym świadczyć może postawiony mu pomnik przed boiskiem Estadio da Luz. Do pamięci kibiców przeszły w szczególności jego dwa wyczyny na Mistrzostwach Świata w 1966 roku. Chodzi o zdobycie tytułu najlepszego strzelca mistrzostw z dorobkiem dziewięciu bramek i poprowadzenie w ten sposób Portugalii do najniższego stopnia podium, eliminując po drodze takie potęgi jak Brazylia czy ZSSR. Brazylia właśnie była jednym z głównych pretendentów do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Tak obstawiała większość kibiców, którzy grali na zakładach. Drugim wyczynem było doprowadzenie stanu meczu z Koreą z 0 : 3 do 5 : 3, w ćwierćfinałowym meczu. Piłkarz jest znany nie tylko jako sportowiec, ale jako i człowiek. Mimo święcenia największych sukcesów swojej kariery w 1966 roku pamiętał o Maputo w jego rodzinnym Mozambiku, gdzie w tym samym czasie trwała krwawa wyzwoleńcza walka z Portugalczykami. Wypowiedział on znane słowa, do dziś oddającego jego wizerunek : „ Nienawidzę polityki. Moją polityką jest futbol!" W takim przekonaniu udało mu się zostać wielką gwiazdą i legendą piłki nożnej, mimo że urodzonemu w małej prowincji Portugalii nikt wcześniej nie dawałby żadnych szans na sukces. Jego karierę można z pewnością brać za wzór do naśladowania przez młodych piłkarzy.
Można wnioskować że Eusébio da Silva Ferreira wywarł ogromny wpływ na rozwój piłki nożnej nie tylko w Mozambiku, ale w Portugali i Europie. Interesującym jest że Eusébio posiada dwa paszporty, jest uznawany za Mozambijczyka ale kto wie jakby potoczyła się jego kariera gdyby zdecydował się na grę dla reprezentacji Mozambiku ? Można jedynie przypuszczać, że gdyby zdecydował się jednak na grę dla narodowej reprezentacji Mozambiku, mogło by to przyczynić się do zahamowania jego błyskotliwej kariery. Przypuszczać można, że nie byłby w stanie osiągnąć tego co osiągną, a co już zostało w powyższym artykule dość szczegółowo opisane, gdyby nie zdecydował się na grę w reprezentacji Portugalii. Na pewno nie zagrał by z reprezentacją Mozambiku w finałach mistrzostw świata. Pomimo tego, iż był piłkarzem ponadprzeciętnym, nie byłby w stanie sam pociągnąć swojej drużyny do zdobycia jednego z pucharowych miejsc. Jednakże, jego wpływ na ogólny poziom gry ówczesnej reprezentacji Mozambiku byłby bez wątpienia ogromny. Nie ma też wątpliwości w kwestii tego, że miałby realne szanse na zostanie kapitanem drużyny. Nie tylko ze względu na swoje umiejętności, ale także na charyzmę, która nie zawsze idzie jak wiadomo w parze z talentem sportowym nie tylko piłkarskim. Wróćmy jednak do tego, jaki wpływ Estadio da Luz wywarł na rozwój piłki nożnej w swoim ojczystym kraju. Wielu młodych Mozambijczyków, właśnie dzięki niemu zainteresowało się piłką nożną na poważnie, widząc w sporcie swoją szansę na lepsze, szczęśliwsze życie. Dla wielu z nich piłka nożna stała się nie tylko pasją ale też sposobem na życie. Ponadto w kraju, z którego pochodził znacznie powiększyła się liczba kibiców piłkarskich. Można mówić tutaj o zjawisku porównywalnym do tego jakie jeszcze kilka lat temu obserwować mogliśmy w naszym rodzimym kraju. Jak zapewne większość czytelników pamięta, skoki narciarskie w naszym kraju stały się popularne wśród kibiców właśnie wtedy gdy nasz, znany chyba wszystkim Polakom rodak – Adam Małysz osiągać zaczął sukcesy. Przyczyniło się to nie tylko do wzrostu liczby kibiców, ale ogólnie także do rozwoju tej, do niedawna mało popularnej dyscypliny sportu w naszym kraju. O podobnym zjawisku mówić można także w Mozambiku, z którego pochodzi „ czarna pantera ” Estadio da Luz. Kto wie na jakim poziomie stałby futbol w owym kraju gdyby nie błyskotliwa kariera piłkarska jednego z jego obywateli.
6
Wybitne legendy futbolu, o których nie wypada zapominać:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@AssisMoreira
@Arkon
10
Zapomniane El Clasico:
25 stycznia 1948 r. FC Barcelona pewnie pokonuje Real Madryt na Camp de Les Corts 4:2 w 17 kolejce Primera Division, po 2 golach Basory i po jednym Josepa Seguera i Cesara Rodrigueza. To zwycięstwo w końcowym rozrachunku okazało się bardzo ważne, ponieważ Blaugrana sięgneła w tamtym sezonie po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
1
@Mixtape No i sam widzisz z jakim to ,,my" przytupem gramy z Baskami. Zresztą w ostatnich miesiącach a nawet latach to nie tylko z Baskami przegrywamy i się męczymy. Począwszy od sztabu medycznego, poprzez transfery i skończywszy na trenerze, to wszystko leży i kwiczy...
11
Feliz cumpleaños panie ,,Generale”! Xavi Hernandez Creus kończy dziś 44 lata! Twoja wytrwałość i pasja są godne podziwu. Serdeczne życzenia kolejnych sukcesów! Bywaj zdrów legendo!
Jeden z najwybitniejszych rozgrywających w historii futbolu rodem z Katalońskiej Terrasy trafił do La Masii w wieku 11 lat. Szansę debiutu w pierwszej drużynie otrzymał od van Gaala w meczu półfinałowym Pucharu Katalonii z UE Lleida. Wkrótce stał się podstawowym zawodnikiem i jednym z kapitanów Blaugrany. Przez lata pozostawał jednak w cieniu efektowniej grających kolegów. Jak sam wielokrotnie podkreślał, najwięcej zawdzięcza Luisowi Aragonesowi, trenerowi reprezentacji, z którą wygrał mistrzostwo Europy w 2008 r. To on pozwolił Xaviemu uwierzyć w swoje możliwości i stać się prawdziwym liderem drużyny. Niezwykła wizja gry, przegląd pola, kapitalne podania prostopadłe i słynne kółeczka były jego znakami rozpoznawczymi, gdy pod wodzą Guardioli poprowadził Dume Katalonii do 6 Pucharów w 2009 r. Ostatni mecz w koszulce Blaugrany ,,Generał’’ rozegrał w czerwcowym finale Ligi Mistrzów z Juventusem w 2015 r., wchodząc z ławki rezerwowych na ostatnie 20 minut gry. Oficjalnie rozegrał 767 spotkań w koszulce Barçy.
@Arkon
@AssisMoreira
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
@FCBparasiempre Tak czy inaczej to jest absurdalne żeby danego dnia rozgrywać mecz o 21:30 a czasami nawet o 22:30 a tydzień później o 18:30!
0
@Cobra303 W to nie wątpie bo to w końcu kibice Athletic i oni z pewnością zrobili wszystko by nie musieć wstawać rano do roboty. No ale mi chodzi o tych kibiców przed telewizorami, zwłaszcza Hiszpanów...
0
@dv7wisnia Czyli o jaki kontynent chodzi? A tak poza tym to sami Hiszpanie nie narzekają że muszą rano wstać do roboty?
0
Mecz z Athletikiem Bilbao rozgrywany w środku tygodnia o 21:30!? Natomiast kolejne mecze naszej Barcuni: w sobote o 18:30 a dokładnie tydzień później(również w środku tygodnia) o 19:00. Gdzie tu sens, gdzie logika? Ech, ci Hiszpanie(!) mają gdzieś zwykłych kibiców
9
Latynoska potęga:
W latach 20-tych ubiegłego wieku, do czasu pierwszych mistrzostw świata w piłce nożnej, zdobycie złotego medalu na igrzyskach olimpijskich było traktowane przez FIFA jako równoznaczne ze zdobyciem mistrzostwa świata. Reprezentacja Urugwaju jechała na igrzyska olimpijskie w 1924 r. jako wielka niewiadoma a wracała jako zespół, który zmienił europejskie myślenie o futbolu. Mecz finałowy był niemalże defiladą. Zawodnicy z Ameryki Południowej grając z rewolucujną płynnością i rozmachem, pokonali Szwajcarię 3:0 i odebrali zlote medale, których mogli być pewni w zasadzie od pierwszego występu na turnieju. Dla całej południowoamerykańskiej piłki był to moment przełomowy. Sport, który narodził się na błotnistych polach i dziedzińcach angielskich szkół, osiągnął niewyobrażalny poziom subtelności i wyrafinowania. Większość Europejczyków(co charakterystyczne: z wyjątkiem Brytyjczyków) podziwiała wirtuozerie piłkarzy z Urugwaju. Na wydobytych z archiwów filmach widać zaskakującą nowoczesność ich gry. Mecze toczono w znacznie wolniejszym tempie ale podania z pierwszej pilki i płynność, jaką dawało wrzucenie piłki na wolne pole, pokazują że tylko szybkość odróżnia ich od tego, co stanowi fundament futbolu XXI wieku. ,,Najważniejszym przymiotem zwycięzców była cudowna wirtuozeria przyjmowania piłki, panowania nad nią i dalszego jej wykorzystywania. Imponowali nie tylko świetnym wyszkoleniem technicznym. Potrafili także dostrzegać ustawienie kolegów z drużyny. Nie stali w bezruchu czekając na podanie. Biegali bez przerwy, gubiąc krycie i ułatwiają tym samym zadanie partnerom”- pisał Gabriel Hanot, późniejszy redaktor ,,L’Eqipue” i pomysłodawca Pucharu Europy. Historia tamtego Urugwaju jest naprawdę niezwykła. Jeśli wierzyć legendzie, którą opowiedział poeta i myśliciel polityczny Eduardo Galeano, był to zespół prawdziwych amatorów, wśród których znajdowali się kamieniarz, sklepikarz i sprzedawca lodu.
Nawet jeśli w opisach Galeano jest trochę ,,licentiae poeticae”, nie ulega wątpliwości że Urugwajczycy mieli do dyspozycji znacznie skromniejsze środki od rywali. Do Europy przypłynęli korzystając z najtańszych miejsc na dolnym pokładzie, które opłacili udziałem w serii meczów towarzyskich(zanim dotarli do Francji, po 30-godzinnej podróży pociągiem, wygrali 10 sparingów w Hiszpanii). Ich pierwszy mecz na olimpiadzie z Jugosławią obejrzało tylko 3 tysiące widzów. ,,Założyliśmy urugwajską szkołę gry w piłke nożną, bez trenerów, bez przygotowania fizycznego, bez medycyny sportowej”- mówił Ondino Viera, który później został trenerem reprezentacji. Futbol w estuarium La Platy narodził się jego zdaniem w opozycji do bardziej usystematyzowanego podejścia brytyjskich klubów. Opowiadał: ,,Byliśmy tylko my, wśród pól Urugwaju, ganiający za kawałkiem skóry od świtu do popołudnia i jeszcze potem przy świetle księżyca. Graliśmy przez 20 lat żeby stać się piłkarzami w sensie ścisłym, absolutnymi mistrzami kontroli nad piłką, takimi, którzy po przejęciu jej nie pozwalali nikomu na odbiór. Futbol w naszym wydaniu był dziki, był domeną samouków bazujących na własnym doświadczeniu, był pierwotny i nie miał nic wspólnego z kanonami trenerów ze Starego Kontynentu. To była nasza gra, dzięki której ukształtowaliśmy własną szkołe futbolu a wraz z nią szkołe futbolu całego Nowego Świata”. ,,Przed każdym następnym meczem kibice dopuszczali się rękoczynów, byle tylko móc zobaczyć w akcji nieuchwytnych jak wiewiórki futbolistów, którzy grali w piłkarskie szachy. Angielska szkoła gry preferowała długie górne podania ale ci nieznani synowie, poczęci w dalekiej Ameryce nie zamierzali słuchać ojca. Woleli futbol oparty na krótkich podaniach, częstym kontakcie z piłką, z piorunującymi zmianami rytmu i zwodami wykonywanymi w pełnym biegu”- pisał Galeano. Powracającą ze złotymi medalami reprezentacje witały w porcie uszczęśliwione tłumy. ,,W Paryżu sprzedano miliony małp, gdyż ludzie chcieli wiedzieć, gdzie dokładnie mieści się maleńka ojczyzna tych artystów futbolu. Rychło to argentyńskie i urugwajskie kluby będą podróżować do Europy, jak niegdyś angielskie drużyny przybywały do Ameryki Południowej, by uczyć nas gry w piłke. Argentyńczycy i Urugwajczycy cieszyli się ze zwycięstwa Urugwaju, jakby to był wspólny sukces. Na trubunach nie zasiadło zbyt wielu kibiców z Ameryki Południowej, Europejczyków było co najmniej 3 razy więcej ale i tak zostali zagłuszeni głośniejszym dopingiem”- donosił podekscytowany dziennikarz ,,El Grafico”. W kraju ogłoszono dzień wolny od pracy i wydano okolicznościowe znaczki pocztowe, natychmiast zdając sobie sprawę że sukces sportowy może mieć głębsze konsekwencje. Był to także sukces kulturowy i potwierdzenie że Nowy Świat z powodzeniem może konkurować ze Starym…
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Compadre
@Culer9002
@Arkon
12
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
24 stycznia 1934 r. w Bytomiu urodził się Henryk Kempny. W latach 50-tych był czołowym strzelcem i prawdziwą gwiazdą polskiej ligi. Dorastał w Bytomiu w niemieckiej rodzinie. Kiedy na początku 1945 r. zbliżał się front, cała rodzina była już spakowana i gotowa do wyjazdu w głąb Niemiec. W ostatniej chwili będąc już na dworcu, jego rodzicie jednak zmienili zdanie. Zostali w Polsce a młody Heniek już w 1948 r. zaczął chodzić na mecze Polonii. Wkrótce razem z dwoma kolegami postanowił spróbować swoich sił w klubie. Na ich talencie poznał się trener Józef Słonecki i chłopcy trafili do juniorskiego zespołu Polonii. W 1951 r. w jednym z meczów juniorów strzelił pięć goli. Seniorski zespół miał wówczas problemy ze skutecznością, więc pod naciskiem prasy trener na kolejny mecz ligowy wystawił Kempnego w pierwszym składzie. Debiut zaliczył 23 września 1951 r. w przegranym 0:1 meczem z AKS-em Chorzów. Rok później w skróconym z powodu przygotowań do igrzysk w Helsinkach sezonie grał już we wszystkich spotkaniach. W 1954 r. swoimi 13 golami bardzo pomógł zespołowi w zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrza kraju. Sam zdobył wówczas koronę króla strzelców. Po utalentowanego snajpera sięgnęła warszawska Legia. Kiedy w listopadzie Kempny hucznie świętował z kolegami sukces, miał już w kieszeni bilet do wojska. Miał początkowo wątpliwości czy to dobry krok. Dodatkowo dyrektor kopalni Radzionków przekonywał go, żeby dołączył do jego zespołu a on zapewni mu etat górnika, dzięki czemu uniknąłby wojska. Do Legii przekonała go jednak rozmowa z pułkownikiem Malczewskim, który obiecał mu, że po odbyciu służby będzie miał wolną rękę. W stołecznym klubie trafił pod opiekę trenera Steinera, który ustawiał go na skrzydle. Legia dzięki śląskiemu zaciągowi zdobyła pierwszy dublet a Kempny odegrał w tym sukcesie ważną rolę. Rok później Koncewicz przesunął go na środek ataku a zawodnik odwdzięczył się strzeleniem 21 goli w 22 meczach(!) i na koniec sezonu mógł świętować swoje trzecie z rzędu mistrzostwo Polski i dorzucił do tego kolejny triumf w pucharze Polski. W Warszawie został jeszcze rok a później wrócił do Bytomia. W Polonii grał do 1963 r. Pod koniec miał problemy z kontuzjami. W 1960 r. złamał nogę po raz pierwszy i z trudem doszedł do dawnej formy. Kiedy jednak w starciu z Jackiem Gmochem kości ponownie nie wytrzymały, wiedział, że jego kariera dobiega końca. Dla Polonii w lidze rozegrał 194 spotkania i strzelił 100 goli. Był klasycznym środkowym napastnikiem, pewnym siebie, zdecydowanym i nadzwyczajnie skutecznym. Grał dynamicznie, elegancko i czarował techniką. Jako trener próbował swoich sił w Górniku Wałbrzych i CKS Czeladź a także w ukochanej Polonii. W 1989 r. wyemigrował do Niemiec. W reprezentacji grał tylko przez trzy lata. Zdążył w tym czasie rozegrać 16 spotkań i sześć razy trafić do siatki rywali. Brał udział w meczach z ZSRR w 1957 r. Pożegnał się z kadrą meczem z NRD w 1958 r., w którym strzelił ostatniego gola.
@Arkon
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
1
@Popitek12 Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się, czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle...
10
Czy wiecie że…..
24 stycznia 1982 r. padł ligowy gol nr. 3000 dla FC Barcelony. Jego autorem był Enrique Castro Gonzalez, który trafił do siatki w 60 minucie wygranego 4:3 przez Barçe meczu Primera Division z CD Castellon.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@Arkon
2
@Sysia11 Właśnie miałem zapytać @Lionel_Messi10 czy Federico jest synem Fernando Carlosa Redondo(?) ale skoro w komentarzu widnieje słowo tatuś, no to chyba tak jest! Miło byłoby go obejrzeć w Serie A. Nie mam kompletnie czasu aby oglądąć Primera Argentina Division, więc nie mam pojęcia jak on gra?
0
@Mixtape Przede wszystkim Baskowie nie grają tak frywolnie jak Betis(zwłaszcza w defensywie), tylko zdecydowanie bardziej odpowiedzialnie taktycznie. Do tego Betis grał poważnie osłabiony w porównaniu z ..dzisiejszym" Athletikiem. Baskowie grają bardzo twardy i wyrachowany futbol, więc nie podzielam twojej opinii że z przytupem wejdziemy do półfinału. Wręcz przeciwnie, w kraju Basków niemal zawsze jestem pesymistą i przeczuwam porażke. Chciałbym się mylić...
0
Ale że Carlos Alcaraz przegrał(?) i to z jakimś ni to, niemcem, ni to ruskim? Nie wierze!
0
A co to, jeszcze Zwerew z Alcarazem grają? O tej porze? Przecież w Australii to chyba już pierwsza w nocy! Powariowali z tymi godzinami, czy co?
10
Feliz cumpleaños panie Luisie! Swoje 37 urodziny obchodzi dziś Luis Alberto Suarez Diaz, bardzo dobrze znany wszystkim cules. Dziękujemy serdecznie ,,gryzoniu” za zaangażowanie, ducha walki i wiele ważnych i wspaniałych goli. Zdrówka i wszystkiego najlepszego!
@Arkon
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
10
Żywe legendy futbolu:
40 lat temu urodził się Arjen Robben, pomocnik reprezentacji Holandii i Bayernu Monachium. Z "Oranje" (96 meczów, 37 goli) w 2010 roku zdobył wicemistrzostwo świata a przez 10 sezonów gry w Monachium (309 meczów, 144 gole i 101 asyst) aż ośmiokrotnie sięgał po mistrzostwo Niemiec i raz wygrał Ligę Mistrzów. To właśnie Robben strzelił zwycięskiego gola w finale na Wembley z Borussią Dortmund (2:1) w 2013 roku. 39-letni Holender, którego wielokrotnie dręczyły kontuzje, występował także w PSV Eindhoven, Chelsea i Realu Madryt, a karierę rozpoczął i zakończył w holenderskim FC Groningen.
@AFA90
@Arkon
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
@FCBparasiempre
Wielu piłkarzy z niższych lig na świecie marzy o tym, by kiedykolwiek przebić się na najwyższy poziom. Chcą oni wyrwać się z piłkarskiej nicości, zarobić więcej pieniędzy i przede wszystkim zdobywać puchary. Nie ma tu wyjątków. Wszyscy, którzy kiedyś zaczynali, dążyli do tego samego. Taki sam był Moreno Torricelli, piłkarz, który z nieznanego chłopaka z regionu Como stał się jedną z ikon Juventusu lat dziewięćdziesiątych. Poznajcie jego historię. Torricelli urodził się 23 stycznia 1970 r. w miejscowości Erba. Jest to nieduża wioska w regionie Lombardii w prowincji Como. Piękne miejsce do wychowywania się i spędzania czasu nad jeziorem. Młody Moreno postanowił jednak wziąć sobie za cel bycie wybitnym piłkarzem. Urodzony w 1970 roku przyszły czołowy obrońca ligi włoskiej, zaczął jednak swoją piłkarską przygodę stosunkowo późno. Dopiero mając osiemnaście lat, stawiał pierwsze poważne kroki na boisku. W dzisiejszych czasach byłoby to dość dziwne, ponieważ często chłopaki w tym wieku są już gwiazdami futbolu. Jako że w Erbie trudno znaleźć profesjonalną drużyną piłkarską, Moreno Torricelli musiał szukać dalej. Los okazał się dla niego łaskawy. Pierwszym klubem, w którym zbierał szlify, było Oggiono. Miejscowość w prowincji Lecco (nie mylić z Lecce) dała szansę Torricelliemu. Tam rozwijał się spokojnie, jego talent nie wystrzelił w górę od razu, jak ma to miejsce z wieloma piłkarzami z małych miejscowości. Czterdzieści dziewięć spotkań wystarczyło jednak do sportowego awansu. Trafił bowiem do Caretese, klubu obecnie znajdującego się w Serie D. Wtedy występowali w rozgrywkach Campionato Interregionale, które w przypadku zwycięstwa premiowały do Serie C2. Tam Torricelli w ciągu dwóch lat rozegrał pięćdziesiąt siedem spotkań. Wtedy nastał moment, który na zawsze zmienił jego życie. Wszystko zawdzięczam Trapattoniemu. Miał odwagę postawić na amatora. Na początku jego wsparcie było fundamentalne. Był w wieku mojego ojca, pochodził z Brianzy, natychmiast się uspokoiłem. Mówił do mnie w dialekcie, nazywał mnie drewnem, cieślą w dialekcie – Moreno Torricelli. Uwagę na niego zwrócił ówczesny trener Juventusu Giovanni Trapattoni, który zdecydował, że nasz bohater trafi do drużyny „Starej Damy”. To był istotnie szalony ruch. Nikt o zdrowych zmysłach nie miał prawa sądzić, że ta decyzja może wpłynąć i na Juventus i na samego Torricelliego. Mało kto ma bowiem tyle odwagi, by zaufać piłkarzowi, który nigdy wcześniej nie kopał piłki na poziomie nawet Serie B, nie mówiąc już o Serie A. Nie dziwi zatem to, że Moreno tak wiele zawdzięcza słynnemu Trapowi. Nie było jednak tak, że Giovanni był troskliwym ojcem. Wręcz przeciwnie, wymagał wiele od swojego nowego podopiecznego. Torricelli wspominał historię, jak szkoleniowiec Juventusowi wpajał mu, by ćwiczył lewą nogę. Wymagał tego od niego w sposób oryginalny. Wpoił Torricelliemu, że jest piłkarzem drewnianym. Sam Moreno dodał od siebie, że jego lewa stopa przypominała w swojej funkcjonalności motykę. Była równie drewniana, jak przyrząd używany przy wykopywaniu ziemniaków, czy plewieniu chwastów. Torricelli sam później plewił chwasty, którymi dla niego byli rywale, ale po kolei.
Moreno grę w piłkę łączył z pracą w magazynie z meblami i byciem stolarzem. Nic nadzwyczajnego mając na uwadze, gdzie grał. Na szczęście dla calcio ktoś inteligentny podsunął Trapattoniemu, by jednak sprawdzić dwudziestodwuletniego wówczas młodego chłopaka. To był strzał w dziesiątkę, który dał później Juventusowi wiele sukcesów. Skromność przejawiała się aż nadto. Był on zachwycony samą możliwością gry w Turynie, ale przede wszystkim faktem, że mógł spotkać się z ikoną calcio, Giampiero Bonipertim. Wewnątrz były jego buty, trofea, skórzane piłki: jakie to ekscytujące. Dał mi pensję w wysokości 80 milionów lirów. Dla mnie, jako stolarza zarabiałem milion i 200 miesięcznie, to była ogromna kwota – Torricelli. Nie dziwił zatem podziw i zachwyt Torricelliego, który nigdy wcześniej nie zaznał takich luksusów. Szybko jednak został sprowadzony na ziemię etyką pracy w Juventusie. Nie było tam czasu na nadmierne podniecanie się, ważniejsza była praca i treningi. Miał niewiele czasu na zaadaptowanie się, co pomogło mu również wykreować swój charakter. Z czasem wywalczył sobie miejsce w składzie na prawej stronie obrony, co ukształtowało później zespół Juventusu na lata. Pierwszym sukcesem Torricelliego na większą skalę był zdobyty w 1993 roku Puchar UEFA. Mimo wszystko zespół „Starej Damy” nie mógł być zadowolony, ponieważ sezon 1992/1993 był pasmem porażek, włącznie z przegranym mistrzostwem Serie A. Drużyna zajęła wtedy odległe czwarte miejsce. Później jednak było lepiej. Od 1994 roku Juventus z Torricellim zdobywał trzy mistrzostwa Włoch, Ligę Mistrzów w finale przeciwko Ajaxowi, Superpuchar Włoch i Europy oraz Puchar Interkontynentalny. Najciekawiej jednak wspomina zdobyty Puchar Europy. Juventus został bowiem oskarżony o stosowanie dopingu w finale Ligi Mistrzów 1996 roku. Torricelli, usłyszawszy oskarżenia Davida Endta, byłego kierownika Ajaxu, wyśmiał je, dodając, że nic nie mogą im udowodnić, gdyż kontrola antydopingowa się nie odbyła. Po owocnym w sukcesy okresie w Turynie Moreno Torricelli postanowił poszukać nowych wyzwań. Obrał sobie za cel Florencję, by nie opuszczać jeszcze ojczyzny. Idealnie złożyło się, że ruch w stronę Włoch poczynił człowiek, bez którego historia Torricelliego nie miałaby miejsca. Chodzi tu oczywiście o Trapattoniego. Ich losy ponownie zetknęły się w Fiorentinie. Role tym razem nieco się odwróciły. To Torricelli był wtedy bardziej na piedestale. Trapattoni wracał z kolei z Niemiec, gdzie nie poszło mu zbyt dobrze podczas drugiej przygody w Bayernie Monachium. Tam obaj spotkali całkiem ciekawe grono piłkarzy. Wśród nich znaleźli się choćby Gabriel Batistuta, Tomas Repka, Francesco Toldo, czy Rui Costa. Piłkarze, którzy gwarantowali wiele wrażeń, ale przede wszystkim walory piłkarskie. Sam Torricelli, który gwarantował duże doświadczenie, w pierwszym sezonie wraz z kolegami zdobył trzecie miejsce w lidze. Później było niestety gorzej. Sezon później zajęli ledwie siódme miejsce, ale nie mogło to dziwić, ponieważ stracili przed sezonem Batistutę, który w tamtym sezonie zdobył scudetto z Romą. Sezon 2000/2001 był jeszcze gorszy, ponieważ Fiorentina spadła o dwie pozycje w tabeli. Ten sezon był w ogóle bardzo trudny, gdyż „Violę” prowadziło wówczas dwóch trenerów – Fatih Terim i Roberto Mancini. To był powolny koniec kariery Torricelliego. We Florencji pograł jeszcze dwa lata, by w 2003 roku trafić do Espanyolu. Tam jednak wytrzymał sezon, po czym odszedł do Arezzo, gdzie powiesił buty na kołku.
Torricelli nie miał zbytnio szczęścia do występów w kadrze narodowej. Mimo dobrego czasu w Turynie nie dostawał szans w „Squadra Azzurra”. Najpierw Arrigo Sacchi, później Cesare Maldini, a wreszcie Dino Zoff mieli swoich faworytów na pozycję prawego obrońcy. Pierwszym meczem, jaki Moreno rozegrał w niebieskiej koszulce reprezentacji Włoch, było towarzyskie starcie z Walią, przygotowujące Italię do EURO 1996. Później co prawda był powołany na ten turniej, ale tam rozegrał jedno spotkanie grupowe przeciwko Niemcom. To był zarazem ostatni mecz Torricielliego na wielkiej imprezie. Co prawda był powołany jeszcze na mundial w 1998 roku, lecz tam nie wyszedł ani razu na boisko. Moreno Torricelli miał bardzo barwny życiorys. Charakterystyczne długie włosy wyróżniały go na boisku, ale kluczowa w jego przypadku była skromność. To właśnie ona i pokora zaprowadziły go na szczyt włoskiej piłki klubowej. Niestety nie przełożyło się to na funkcję trenera. Jedynymi klubami, które prowadził, były Pistoiese i Figline, które występowały w Lega Pro Prima Divisione.
6
Legendy włoskiego futbolu:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@Arkon
@AFA90
1
@shahman Jeden warty drugiego! Powinni do tej pory siedzieć w więzieniu...
12
,,Osobistości” Blaugrany:
Dokładnie 10 lat temu prezydent FC Barcelony Sandro Rosell podał się do dymisji. Ta informacja była ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich cules gdyż nic nie zapowiadało odejścia prezydenta w połowie kadencji. Rosell podkreślał iż jego czas w klubie się skończył a także opowiadał o pogróżkach, które otrzymywała jego rodzina. Sandro tłumaczył się również z nieprawidłowości przy transferze Neymara, które zdaniem wielu komentatorów były głównym powodem jego odejścia. „Nie chce aby niesprawiedliwy atak wpłynął negatywnie na wizerunek klubu”- podsumował.
,Niesprawiedliwy atak’? I on ma jeszcze czelność domagać się sprawiedliwości? Co za łajdak! Kto został jego następcą dobrze wiemy. Jakaż szkoda że w tym 2014 cały zarząd nie podał się do dymisji. Dzisiaj bylibyśmy zapewne w zupełnie innej sytuacji, zwłaszcza finansowej…
@AFA90
@Arkon
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
1
@maroon Gdyż miał kręcone włosy. W szatni Widzewa chcieli go jakoś brzydko przezywać, w tej chwili już nie pamiętam jak, więc któryś z piłkarzy palną ,,Murzyn"
Tam coś chodziło o to, że któryś powiedział na Bońka że jest Rudy jak c**j a że taka ksywka nie pasowała to zmienili na Murzyn.
Akurat nie mam pod ręką książki o Widzewie, gdyż tam jest to opisane. Jak kiedyś znajde to ci podeśle jak było...
1
Pozwole sobie zamieścić tutaj fragment jednego z moich wielu zapisków. Może kiedyś uda mi się ulepić(w sumie już zaczałem lepić) z tego wszystkiego jakąś książke? A oto ten fragment:
,,Najważniejszymi postaciami Widzewa w tamtych czasach byli: Ludwik Sobolewski(wieloletni prezes), Stefan Wroński(zastępca prezesa) oraz trener Leszek Jezierski. To oni wiosną 1975 r. wprowadzili zespół do ekstraklasy, tworząc kadre głównie z utalentowanych piłkarzy z regionu oraz zawodników niechcianych w innych klubach. Oni też wykonali transferowy majstersztyk, ściągając z wojskowego wówczas Zawiszy Bydgoszcz niejakiego Zbigniewa Bońka. Popularny ,,Murzyn” z miejsca stał się liderem zespołu pełnego boiskowych ,,walczaków”. Tamtej jesieni nikt jednak w nich nie wierzył a Tony Book trener MC zapowiadał pogrom Polaków 5:0. Jego zapowiedzi szybko zaczęły się materializować, gdy już w 10 minucie Barnes pokonał Burzyńskiego. To właśnie golkiper Widzewa zachował jako jedyny zimną krew i w pierwszej połowie obronił wiele groźnych strzałów. Pięć minut po przerwie Channon do spółki z Keeganem wykorzystali błąd Bońka i było 2:0. Kolejne gole dla gospodarzy jednak nie padły, za to do głosu doszli goście. W 6 minut uciszyli 40-tysięczny ,,Maine Road”. Najpierw Boniek kropnął z pierwszej piłki po podaniu Kowenickiego a niedługo potem Jerzy Krawczyk wywalczył karnego. Nikt nie chciał go strzelać. W końcu koledzy podeszli do Bońka i powiedzieli: ,,Zbyszku, strzelaj! Jeśli nie strzelisz, trudno!”. Zbyszek wytrzymał próbe nerwów i było 2:2! Taki wynik utrzymał się do końca a następnego dnia angielskie gazety tak pisały o wyczynie Bońka i kolegów: ,,Czerwony diabeł zdmuchnął sen Tony’ego Booka o potędze”. Rewanż na stadionie ŁKS(obiekt Widzewa nie spełniał wtedy wymogów UEFA) był typowym meczem walki. Wyspiarze przyjechali już nie tacy pewni swego. Mecz zakończył się korzystnym dla łodzian bezbramkowym remisem a kluczem do sukcesu okazała się taktyka nakreślona przez trenera Bronisława Waligóre. ,,Nie spodziewałem się tak twardej i agresywnej walki w obronie”- stwierdził po meczu angielski menadżer i dodał że takiej gry nie spotyka się nawet w jego kraju. Tak oto rodził się widzewski charakter. Jego uosobieniem w starciu z Manchesterem City był Zdzisław Kostrzewiński. ,,Dziadek” walczył na całego a gdy zabrzmiał ostatni gwizdek. Okazało się że na karku ma ślady po… korkach rywala oraz rozoraną łydke, na którą nałożono kilkanaście szwów. Ech, dziś próżno szukać takich graczy wśród Polaków. Może trzeba sklonować Kostrzewińskiego? "
10
Takiego bramkarza to już chyba nie będzie:
22 stycznia 1973 r. urodził się Brazylijczyk Rogerio Ceni. Przez całą karierę był wierny São Paulo FC, gdzie występował 25 lat, z czego 23 w pierwszej drużynie. Rozegrał 1236 meczów i strzelił 131 goli! Jest golkiperem z największą liczbą zdobytych goli w historii, bijąc na głowę poprzedniego rekordzistę Jose Luisa Chilaverta(68 goli). Zanim w oficjalnym meczu odważył się wykonać rzut wolny, na treningach oddał podobno 15 tysięcy strzałów. Pierwszego gola zdobył w 1997 roku ale strzały z wolnych zaczął trenować zaledwie rok wcześniej. ,,Byłem wtedy rezerwowym Zettiego. Na treningi przychodziłem wcześniej niż inni, brałem worek z piłkami, szedłem na boisko i ćwiczyłem rzuty wolne – wspominał Ceni. – Zapytałem raz Zettiego, dlaczego on nigdy nie wykonywał wolnych, na co odparł, że chyba jestem szalony. Kiedy zostałem podstawowym bramkarzem, trener Muricy Ramalho dał mi pozwolenie i zostałem oficjalnie wykonawcą wolnych i karnych”– opowiadał Brazylijczyk. W barwach São Paulo wygrał wszystko: trzy razy mistrzostwo stanowe, trzy razy mistrzostwo Brazylii, dwukrotnie Copa Libertadores i Klubowe Mistrzostwo Świata, by wymienić najważniejsze trofea. W reprezentacji Canarinhos wystąpił zaledwie 17 razy (bez gola). Jest mistrzem świata z 2002 roku ale na mundialu zadebiutował dopiero w 2006 roku, zmieniając Didę w spotkaniu z Japonią. 7 grudnia 2015 r. ogłosił zakończenie kariery, teraz, jak mówi, będzie się zajmował „kibicowaniem São Paulo”.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Compadre
@Arkon
@AFA90
0
@Colon No tak, to prawdziwa ikona polskiego dziennikarstwa sportowego. Niepodrabialny, jedyny w swoim rodzaju, wręcz genialny!
10
Czy wiecie że…
22 stycznia 1927 r. odbyła się pierwsza w historii transmisja radiowa z meczu piłki nożnej: Arsenal – Sheffield United ze stadionu Highbury w Londynie. Również w tym samym roku po raz pierwszy w radiu transmitowano finał Pucharu Anglii: Cardiff City – Arsenal na Wembley 23 kwietnia. W celu ułatwienia słuchaczom orientacji w grze, władze stacji zdecydowały się na rozwiązanie wyprzedzające czasy. Mapę boiska podzielonego na sektory wydrukowano w oficjalnym magazynie radiowym BBC. Oprócz Teddy’ego Wakelama, który stał się najważniejszym komentatorem sportowym w Wielkiej Brytanii w okresie międzywojennym, słuchacze mogli usłyszeć głos drugiego komentatora, czytającego cyfry oznaczające sektor, w którym znajdowała się piłka. Na antenie BBC na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych transmitowano około stu meczów piłkarskich rocznie. Audycje trafiały do coraz większej liczby Brytyjczyków; ponad połowa gospodarstw domowych w tym kraju miała odbiorniki radiowe. Był to jeden z powodów zmniejszenia frekwencji na stadionach, władze ligi piłkarskiej zdecydowały się zatem na drastyczny krok, wprowadzając trwający ponad dekadę zakaz relacji ze spotkań. Jedynym wyjątkiem był mecz finałowy Pucharu Anglii. Oprócz tego wydarzenia stałym punktem programu radiowego były wyścigi konne Grand National i Derby, tenisowy Wimbledon, międzynarodowe mecze krykietowe oraz zawody wioślarskie między uniwersytetami Oxford i Cambridge.
@AFA90
@Arkon
@Compadre
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
@JordiAlbion Skoro nawet takie Kosowo ma swoją lige, to dlaczego tak bogata Katalonia nie mogłaby mieć swojej!? Na początku istnienia klubu Barca grała w mistrzostwach Katalonii i nie za każdym razem je wygrywała. Poza Espanyolem i Gironą znalazło by się jeszcze kilka ciekawych klubów, jak choćby Gimnastic Tarragona. To tylko jedno z rozwiązań...
0
@Matheu12 Dokładnie w punkt! Już kiedyś o tym wspominałem że dopóki Katalonia nie stanie się suwerennym państwem, dopóty na każdej płaszczyźnie, zwłaszcza sportowej, będzie gnębiona i uciskana...