FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
,,Jak trwoga to do Boga" a przysłowiowym Bogiem jest tylko Messi!
6
Finał dwóch ,,Stanów”:
Dla Wielkiej Brytanii rok 1953 jest szczególny nie tylko ze względu na początek panowania królowej Elzbiety II. 2 maja 1953 r. odbył się na Wembley finał rozgrywek o Puchar Anglii Blackpoll – Bolton Wanderers, zwany potocznie ,,Finałem Matthewsa” albo ,,Finałem dwóch Stanów”. Pierwszy to Stan Matthews, drugi to Stan Mortensen i na tym meczu dokładnie na miesiąc przed koronacją, była już przyszła królowa Elzbieta. Nie opuszczała swojej loży, kiedy książe Filip i premier Churchill witali się na boisku z piłkarzami, przedstawianymi przez kapitanów drużyn. Anglia zapomniała o blamażu z mistrzostw świata w Brazylii. Miała 3 lata żeby wrócić do równowagi a taki finał jak ten bardzo jej w tym pomógł. Został okrzyknięty najlepszym finałem FA, jaki kiedykolwiek rozegrano, mimo że nie brały w nim udziału najlepsze drużyny ligi. Blackpool kończył rozgrywki na 7 miejscu a Bolton na 14-tym. Na Wembley przyszło 100 tysięcy ludzi. Już w 2 minucie prowadzenie dla Boltonu zdobył napastnik Nat Lofthouse. Strzelił z 30 metrów tak mocno że bramkarz Blackpool nie mógł jej utrzymać w rękach. To nie był dla niego dobry dzień. Jeszcze mecz się dobrze nie zaczął, jeszcze nie wszyscy usiedli na swoich miejscach a już Bolton prowadził 1:0. Blackpool wyrównał w 35 minucie po strzale Mortensena ale 4 minuty później kapitan Bolton kapitan Willie Moir strzelił drugiego gola a 10 minut po przerwie jeszcze jednego gola strzelił Eric Bell i Bolton prowadził już 3:1.Do końca finału pozostawało niewiele ponad pół godziny.
Kiedy spytano Matthewsa jak się wtedy czuł, piłkarz opowiedział: ,,Na pewno nie jak znokautowany bokser. Wszyscy wiedzieliśmy iż niezależnie od wyniku najlepiej gramy w ostatnich 20 minutach meczu. Nie pozostawało nam nic innego, jak jeszcze raz się o tym przekonać”. No i wtedy się zaczęło. To był jeden z tych meczów, które umocniły legendę Matthewsa jako ,,Czarodzieja dryblingu”. Matthews szalał na prawym skrzydle, mijał po kilku przeciwników i dośrodkowywał. Miał ułatwione zadanie, ponieważ grający po jego stronie obrońca Eric Bell już na początku meczu doznał kontuzji ale musiał pozostać na boisku bo przepisy gry nie uwzględniały zmian. Mimo to kuśtykając, strzelił trzeciego gola dla Bolton. Zostałby bohaterem, gdyby nie końcowy wynik. Największy wpływ na wynik mieli dwaj piłkarze. Dwie akcje Matthewsa, w których ogrywał niemiłosiernie lewego obrońcę Ralpha Banksa, zakończył celnymi strzałami Mortensen a trzecią – Bill Perry. Dwa ostatnie gole padły w 89 i 90 minucie a więc skończyło się 4:3 dla Blackpool. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się aby Puchar Anglii zdobył zespół, który przegrywał dwoma golami. Pierwszy raz w finale FA Cup na Wembley jeden zawodnik strzelił 3 gole. Pierwszy i ostatni. Stan Mortensen przeszedł do historii. Dlaczego więc mecz nazwano ,,Finałem Matthewsa”? Ponieważ zawodnik, który był motorem większości akcji, miał 38 lat. Zatem było więcej niż pewne że ostatni raz występuje w finale i wszyscy(poza kibicami Boltonu) życzyli mu zwycięstwa. Tym bardziej że Blackpool z Matthewsem i Mortensenem trzeci raz w ciągu 6 lat grał w finale Pucharu Anglii a dwa wcześniejsze mecze przegrał. Matthews był pierwszą angielską gwiazdą futbolu, którą można było zobaczyć w telewizji i jedną z trzech największych w powojennej Wielkiej Brytanii, obok dżokeja Gordona Richardsa i gracza krykieta Lena Huttona. Richards otrzymał tytuł szlachecki w roku koronacji Elżbiety II, Hutton w 1956 a Stanley Matthews w 1965, jako pierwszy piłkarz.
Stanley był zawodowym piłkarzem przez 33 lata! Pobił wszelkie rekordy zawodowej aktywności. Pierwszy mecz w lidze rozegrał w roku 1932 w barwach Stoke City, mając zaledwie 17 lat. Był najmłodszym zawodowcem w Anglii; ostatni natomiast w 1965, w tym samym klubie, 5 dni po 50 urodzinach. Wystąpił w 701 meczach ligowych. W reprezentacji Anglii debiutował w roku 1934 i od razu strzelił gola. Po raz ostatni włożył angielską koszulke 23 lata później, w 1957 przeciw Danii w Kopenhadze. Miał wtedy ukończone 42 lata. Był najstarszym uczestnikiem mundialowych turniejów w Brazylii i Szwajcarii. W roku 1947 został pierwszym laureatem plebiscytu dziennikarzy piszących o futbolu na Piłkarza Roku. Drugi raz przyznano mu ten tytuł 15 lat później. Stanley Matthews został też pierwszym laureatem plebiscytu magazynu ,,France Football” dla najlepszego zawodnika Europy, najbardziej prestiżowego, w którym nagrodą jest Złota Piłka. Matthews wygrał ja w roku 1956, wyprzedzając Di Stefano, Raymonda Kope i Puskasa. Angielski bramkarz Gordon Banks powiedział że Matthews jest najbardziej klasycznym symbolem futbolu angielskiego; człowiekiem, który nie tylko czarował niezwykłymi umiejętnościami ale i stanowił wzór sportowej postawy. Nigdy nie został nie tylko wyrzucony z boiska ale nawet upomniany przez sędziego. UNESCO przyznało mu nagrodę Fair Play. Dla całego świata był symbolem długowieczności. Finał Pucharu Anglii w roku 1953 wprawił kibiców w dobry nastrój. To był futbol na najwyższym poziomie i nikt już nie pamiętał o amerykańskiej katastrofie z mundialu.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
0
@dreed93 Każdy dobry trener się ceni, tak było i będzie. Natomiast dług Rakowa to już nie jego sprawa...
0
@Ogorinho1974 Oj nie bardzo sie z tobę zgodze. Zagłebie Lubin jakieś 10 czy 15 lat temu było zdecydowanie słabsze od Rakowa. przynajmniej ja to tak widze...
8
Pamiętamy!
2 maja 1981 r. Polska pokonała na stadionie Śląskim NRD 1:0 po golu Andrzeja Buncola. 2 maja współczesnym kibicom kojarzy się z Dniem Flagi i wielkim finałem Pucharu Polski, ale w peerelowskiej rzeczywistości był zwyczajnym dniem jakich wiele. Z tym, że następował tuż po hucznie obchodzonym przez władze Święcie Pracy i poprzedzał honorowane tylko przez opozycję Święto Konstytucji. W takim oto politycznym potrzasku, w czasie solidarnościowej rewolucji i kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, 2 maja 1981 roku odbyło się kluczowe spotkanie biało-czerwonych w eliminacjach hiszpańskiego mundialu. W roli selekcjonera w meczu o punkty zadebiutował Antoni Piechniczek. Rok później z małym okładem miał już na szyi medal mistrzostw świata... Andrzeja Buncola dla reprezentacji odkrył Ryszard Kulesza, ale to dopiero Antoni Piechniczek dał niewysokiemu pomocnikowi chorzowskiego Ruchu pełny kredyt zaufania. „Żywe srebro”, jak o Buncolu pisali wówczas dziennikarze ze względu na jego niezwykłą ruchliwość, energiczność i aktywność, nie jeden raz w tym meczu przeniknęło szyki niemieckiej defensywy. Efektem był gol na wagę dwóch punktów. Dużo gorzej spisała się gwiazda drużyny naszych zachodnich sąsiadów. Joachim Streich, brązowy medalista igrzysk w Monachium i najskuteczniejszy w historii piłkarz NRD, spisywał się tak słabo, że po godzinie gry trener zdjął go z boiska.
Oto zwycięski skład:
Polska: Jan Tomaszewski – Paweł Janas, Władysław Żmuda, Marek Dziuba, Jan Jałocha, Janusz Kupcewicz, Andrzej Buncol, Grzegorz Lato, Andrzej Iwan (80. Piotr Skrobowski), Andrzej Szarmach, Włodzimierz Smolarek.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@AssisMoreira
1
Raków Częstochowa mistrzem jest i basta! Taki inteligentny trener jak Marek Papszun to powinien być przynajmniej trenerem reprezentacji Polski...
7
Pamiętajmy!
2 maja 1979 r. Polska pokonała Holandie na ,,Śląskim” 2:0 w eliminacjach do mistrzostw Europy. Nie pomogły Johany, zwiędły tulipany"– śpiewali kibice na Stadionie Śląskim, gdy Zbigniew Boniek i Włodzimierz Mazur strzelali gole, a Polska pokonywała wielką Holandię, ówczesnych wicemistrzów świata. Niecałe cztery lata wcześniej reprezentacja Polski rozegrała prawdopodobnie najlepszy mecz w historii. 10 września 1975 roku na Stadion Śląski zawitali wicemistrzowie świata Holendrzy i... dostali prawdziwą lekcję futbolu od biało-czerwonych, którzy wygrali 4:1. Także i tym razem Oranje przyjechali do Chorzowa w roli drugiej drużyny na świecie i... kolejny raz musieli uznać wyższość Polaków. Skończyło się wynikiem 2:0. Co ciekawe, Holandia trzeci raz gościła w słynnym „Kotle czarownic” i poniosła trzecią porażkę.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
1
Komentarz usunięty przez użytkownika
0
@Rysiu pomocnikiem też ale głównie napastnikiem.
9
Grande Espectacolo el Clasico!
2 maja 2009 r. FC Barcelona rozgromiła na Santiago Bernabeu Real Madrid 2:6(!) w ramach 34 kolejki Primera Division. Tydzień wcześniej podopieczni Guardioli zremisowali 2:2 z CF Valencią i gdy w 14 minucie starcia w Madrycie Gonzalo Higuain wyprowadził ,,Królewskich” na prowadzenie, realizator transmisji pokazał wirtualną tabele z zaledwie jednopunktową stratą Realu na 4 kolejki przed końcem. Już po czterech minutach padł jednak gol wyrównujący autorstwa Henry’ego a przed przerwą Barça prowadziła już różnicą dwóch goli. Najpierw po rzucie wolnym skuteczną główką popisał się Carles Puyol a następnie Ikerowi Casillasowi nie dał szans Lionel Messi. Drugą połowe ponownie dobrze zaczął Real za sprawą gola Sergio Ramosa, lecz Blaugrana ponownie zdobyła 3 gole(Henry’ego, Messiego i Pique) i odniosła historyczne zwycięstwo w ,,jaskini lwa”, praktycznie zapewniając sobie odzyskanie po 3 latach mistrzostwa Hiszpanii. Wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, lecz sędzia w końcówce nie podyktował karnego po faulu na Inieście, chcąc najwyraźniej oszczędzić gospodarzy. ,,Barça zademonstrowała na Bernabeu różnice pomiędzy tymi dwoma drużynami”- podsumowało ,,El Mundo Deportivo”. Ja osobiście byłem w szoku, ale takim radosnym szoku, gdy na drugi dzień rano zobaczyłem wynik w telegazecie. Do internetu miałem wówczas bardzo ograniczony dostęp. Co prawda miałem Cyfrowy Polsat ale prawa do La Liga miał wtedy Canal+ ale za to Polsat Sport prezentował powtórki, więc byłem wniebowzięty bo przy okazji nagrałem powtórke tego spektakularnego wyczynu na płyte dvd. Pamiątka bezcenna a komentował Mateusz Borek.
Składy epokowego triumfu:
Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos (Van der Vaart, m.71), Cannavaro, Metzelder, Heinze; 'Lass' Diarra, Gago, Marcelo (Huntelaar, m.59), Robben (Javi García, m.78); Higuaín, Raúl.
FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Piqué, Puyol, Abidal; Touré (Busquets, m.84), Xavi, Iniesta (Bojan, m.84); Messi, Henry (Keita, m.60), Eto'o.
Grande partidazo:
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
2
@Lionel_Messi10 O, dzięki śliczne :) Mam nadzieje że mecze nie będą o północy naszego czasu, bądź później bo rano musze wstać do roboty. No chyba że w piatek czy sobote. W każdym razie:
Vamos Barca i Vamos Argentina, vamos a ganar! Na zawsze, czyli parasiempre!
1
@Lionel_Messi10 O! No to było by super! Wiem że w Argentynie bedą, chyba od polowy maja, tak?
1
Szanowny kolego @Lionel_Messi10 , przypomnij mi gdzie, kiedy a przedewszystkim na jakim kanale będą rozgrywane mistrzostwa świata do lat 20?
15
Feliz cumpleaños panie Suarez! Z okazji 88 urodzin.
2 maja 1935 r. urodził się Luis Suarez Miramontes, jeden z najwybitniejszych snajperów w historii hiszpańskiego futbolu. Wielka legenda Blaugrany, jedyny Hiszpan, który został nagrodzony Złotą Piłką France Football. Dziękujemy panie Luisie za wszystko co uczyniłeś Blaugranie. My cules nigdy o tobie nie zapomnimy.
https://dumakatalonii.pl/luis-suarez-miramontes/
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
1
@FcPortoFan1999 A tak, tak! Pomyliłem eliminacje. Masz racje to do MŚ były eliminacje
8
Pamiętamy!
1 maja 1977 r. Polska pokonała Danię 1:2 na wyjeździe w eliminacjach mistrzostw Świata. Przed odlotem do Kopenhagi trener Jacek Gmoch powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że postara się sprawić prezent klasie robotniczej z okazji Święta Pracy. Obietnicę spełnił. 1 maja 1977 roku biało-czerwoni odnieśli na wyjeździe efektowne zwycięstwo, a jego ojcem był Włodzimierz Lubański. Niewiele brakowało zresztą, by nie pojawił się na boisku, bo wówczas kluby nie miały obowiązku zwalniania zawodników na spotkania reprezentacji. Włodarze Lokeren, w którym grał, najpierw nie chcieli go puścić na mecz, ale ponieważ zależało im na przedłużeniu kończącego się kontraktu, ulegli jego namowom. Partia była dumna z piłkarzy. Pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek przesłał depeszę gratulacyjną na ręce kapitana Kazimierza Deyny. ,,Kolejny wspaniały sukces polskiego piłkarstwa! Proszę państwa, jakież spokojne lato przed naszą reprezentacją… Zwycięstwa, same zwycięstwa, a przecież eliminacje się jeszcze nie skończyły. Zwycięstwo z trudnym przeciwnikiem w Porto z Portugalią i tu w Danii na Idrætsparken, gdzie mimo wszystko faworytami byli gospodarze naszpikowani tymi różnymi zawodowcami grającymi na zachodzie Europy. Ale reprezentacja Polski jeszcze raz udowodniła wysoką dyscyplinę taktyczną, świetną grę w środku pola, wykorzystała bezbłędnie prawie wszystkie szanse, no a Włodzimierz Lubański swój 70. występ w reprezentacji ukoronował wspaniałymi dwiema bramkami.”- tak oto komentował nieodżałowany JAN CISZEWSKI.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
2
@FcPortoFan1999 Nie no, mieli porządny zespół. Nie grali może widowiskowo ale za to bardzo zdyscyplinowanie i twardo. Poza tym mądrze się bronili. Co właśnie najważniejsze to. to że mieli niesamowitego farta, ponieważ pierwszy raz w dziejach Copa America drużyna wygrała dwa razy pod rząd rzutami karnymi!
4
Właśnie sobie pisze o historii Copa America a konkretnie o Chile, że mieli wyjątkowego farta, triumfując dwukrotnie pod rząd rzutami karnymi i dwukrotnie przeciwko Argentynie! Do dziś nie moge tego przeboleć!
9
(Nie)zapomniane El Clasico:
1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii)- zagrał Real.
Składy:
Real Madryt - FC Barcelona 1:1 (1:0): Raul (43.) - Helguera (49. sam.). Real: Cesar - Salgado, Hierro, Helguera, Roberto Carlos - Makelele, Zidane (46. Flavio Conceicao), Figo (68. McManaman), Solari - Raul, Guti (87. Pavon)
FC Barcelona: Bonano - Puyol, de Boer, Abelardo, Coco (46. Overmars) - Xavi, Rochemback (67. Geovanni), Cocu (75. Sergi), Luis Enrique - Kluivert, Saviola
@Symson
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
9
Premierowe trafienie ,,La Pulgi”:
1 maja 2005 r. Leo Messi strzelił swojego pierwszego gola w La Liga. Niespełna 18-letni wówczas Argentyńczyk pojawił się na boisku w 87 minucie meczu z Albacete. Po dwóch minutach otrzymał świetne podanie od Ronaldinho i przelobował bramkarza lecz sędzia boczny zasygnalizował spalonego-jak wykazały powtórki, niesłusznie. Zaledwie 60 sekund później Ronaldinho ponownie wspaniale podał piłke za plecy obrońców i Messi strzelił niemal identycznego gola, tym razem uznanego przez arbitra.
Tylko spójrzcie:
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
12
Pierwsze trofeum pod egidą UEFA:
1 maja 1958 r. FC Barcelona zdobyła pierwsze prestiżowe trofeum w Europie a mianowicie Puchar Miast Targowych(późniejszy Puchar UEFA). Zwycięzcy trzyzespołowych grup utworzyli pary półfinałowe. W jednym z półfinałów ,,Duma Katalonii’’ stoczyła niezwykle zażarty dwumecz z Birmingham City. Barça przegrała w Anglii 4:3, wygrała u siebie 1:0(po golu Kubali w końcówce) a w dodatkowym spotkaniu pokonała anglików 2:1. W finale rywalem była reprezentacja Londynu. Blaugrana w pierwszym meczu zremisowała na wyjeździe 2:2 a w rewanżu rozgromiła rywali 6:0! Po dwa gole zdobyli Luis Suarez oraz Evaristo a po jednym trafieniu dołożyli Eulogio Martinez i Verges.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
8
Spektakularny wyczyn:
1 maja 1957 r. jedna z legend Barçy, znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez ,,huknął’’ 7 goli w jednym meczu(!) i to 5 pod rząd w pierwszej połowie! Wydarzyło się to w meczu 1/8 Pucharu Króla z Atletico Madryt, wygranym aż 8:1(!) i jest do dziś absolutnym rekordem FC Barcelony w tych rozgrywkach. Wyczyn Martineza jest wprost niebywały a przecież w tym meczu grał również genialny Kubala, który strzelił zaledwie jednego gola.
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
10
Pierwsze koty za płoty udane:
1 maja 1904 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem był francuski ESTADE OLYMPIQUE DE TOULOUSE. Oczywiście był to mecz towarzyski, rozgrywany w Tuluzie, który Barça wygrała 3:2, po golach Steinberga, Lassaleta i legendarnego Romy Fornsa.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
2
@takisobiektos Zapewne jedno i drugie. W końcu taki geniusz jak Messi za czapke gruszek napewno nie będzie grał...
1
@Lionel_Messi10 Wcale mu sie nie dziwie że nie bardzo ma z kim grac. Sam fakt że zgodził sie na podpisanie kontraktu z PSG całkowicie mnie zamurował. No ale widocznie Neymarek go mocno namówił a on naiwnie się zgodził...
0
@MesQueUnClub96 Osimhen, Kvarackelia, Politano, Di Lorenzo
2
Mam wrażenie że połowa jedenastki Napoli mogłaby z powodzeniem grać w ,,naszej" Barcuni a przynajmniej 4 z nich, na czele z Osimenhem. Nie no, oczywiście zdaje sprawe że nie stać ,,nas" na to, zwłaszcza gdy wróci Leo...
6
Napoli! Napoli! Napoli! Forza Napoli! Forza po trzecie scudetto!
Forza! ku chwale Boskiego Diego!
6
@FCBparasiempre
Jest wczesne, wiosenne popołudnie; początek kwietnia 1964 roku, Navarra. Na łóżku, w celi klasztoru ojców dominikanów, leży zakonnik. Modlą się przy nim cztery kobiety, trzy z nich są jego siostrami, najmłodsza to córka – Rosario. Nosi imię swojej matki, która zmarła cztery lata wcześniej. To właśnie po jej śmierci ojciec Rosario postanowił powrócić do Hiszpanii i wstąpić do zakonu dominikanów. Każda z czterech kobiet przesuwa w palcach różaniec. Nim jeszcze skończą odmawiać Salve Regina, mężczyzna leżący na klasztornym łóżku umrze. Kilka dni później do klasztoru przyjdzie, przysłany ze stolicy Hiszpanii, wieniec białych kwiatów. Dla zmarłego prezydenta Realu Madryt. Niech żyje Republika!
– Niech żyje Walencja! Niech żyje Madryt i Hiszpania! – krzyczy Ricardo Zamora. Podnosi w górę swoją nieodłączną czapkę tak, jakby wznosił puchar, który przed chwilą zdobył wraz z drużyną.
– Niech żyje Republika! – dobiega krzyk jednego z dziennikarzy.
Zamora nie odpowiada. Portero madryckiej drużyny jest bohaterem tego dnia. To on uratował wynik w ostatnich minutach, gdy jego zespół grał już w osłabieniu, w niewiarygodny sposób broniąc strzał José Escoli. Madryt sięgnął po Puchar Republiki pokonując na walenckiej ziemi FC Barcelonę. Josep Sunyol, prezydent katalońskiego klubu, przyjął wynik ze spokojem, choć nie obojętnie: ,,Zwyciężył Madryt, tak jak mogła wygrać FC Barcelona. Udało im się szybko strzelić bramkę a potem, przez cały mecz, dobrze się bronili. To pozwoliło im wywalczyć zwycięstwo.” Nie da się ukryć, że Sunyol ma rację. Od chwili, gdy do klubu dołączył Zamora i Ciriaco, potem zaś Quincoces, Madryt może się poszczycić najlepszą defensywą na świecie. To ona od czterech lat zapewnia stołecznej drużynie nieprzerwane pasmo sukcesów. Rafael Sánchez Guerra, który śnił o tym od chwili gdy jako chłopiec zaczął kopać piłkę w klubowej canterze, z uśmiechem patrzy na puchar. Jego pierwszy wielki sukces, jako prezydenta Realu. Nie zdaje sobie sprawy, że jest to jednocześnie jego ostatnie trofeum. Jest koniec czerwca 1936 roku w Walencji. Za dwadzieścia dni Hiszpanię ogarnie wojna. Po swoim ojcu, José, Rafael Sánchez Guerra odziedziczył zamiłowanie do polityki. José Sánchez Guerra był ministrem za panowania Alfonso XIII. Dyktatura Primo de Rivery wygnała go z kraju, jednak po dwóch latach powrócił by działać na rzecz Republiki. Syn podzielał poglądy ojca, sam pisywał artykuły do monarchistycznej, konserwatywnej gazety ABC, w których nie oszczędzał dyktatury. Praktykujący katolik, demokrata, liberał, całkowicie oddany Republice. Mieszanka wybuchowa, tak mogłoby się wydawać. Po latach sam siebie określi jako centrystę. „Odcinam się od wszelkiego ekstremizmu, zarówno tego z lewej, jak i z prawej strony”. Z dwóch kochanek Rafaela, jakimi były polityka i futbol, to piłka nożna będzie jego pierwszą miłością. Jako dziecko grał w canterze Realu, jednak los poskąpił mu talentu do tego sportu. To wtedy, nie mogąc osiągnąć sukcesu jako piłkarz, postanowi, że zostanie prezydentem Los Blancos. Nie zapomniał o tym marzeniu mimo mijających lat i kolei życia, które bynajmniej nie popychały go w stronę piłki. Rafael ma dwadzieścia pięć lat, niedawno ukończył prawo na madryckim uniwersytecie, jednak teraz leży na szpitalnym łóżku w San Sebastián. Przez okno z grubego szkła pada na niego łagodne słońce Donostii. Rafael parzy na swoją prawą nogę, owiniętą szczelnie białym opatrunkiem i po raz kolejny podejmuje decyzję. Oberwał kilka dni wcześniej w wąwozie Farhana, trzy kilometry od Melilli. Jako ciężko ranny po powrocie do zdrowia nie musi wracać na front. Jednak on podjął już decyzję, a to znaczy, że nie ma człowieka, który byłby w stanie odwieść go od niej. Wróci do Maroka i najbliższe lata spędzi walcząc w Afryce. Kiedy będzie mu dane znów znaleźć się w Hiszpanii, kraj będzie już o krok od ustanowienia Drugiej Republiki. Gdy stanie się to faktem to właśnie on pojawi się na balkonie madryckiego ratusza trzymając w dłoniach republikańską flagę.
Mimo że powrót Republiki zapewni mu wysokie stanowiska państwowe Sánchez Guerra nie zrezygnuje z realizacji swojego marzenia. W 1933 roku, mając trzydzieści siedem lat, po raz pierwszy wystartuje w wyborach na prezydenta Realu Madryt. Mimo porażki Rafael się nie podda. Już dwa lata później znów stanie do wyborów. Ironia losu sprawi, że kontrkandydatem będzie jego przyjaciel, Santiago Bernabéu. Napływ socios o poglądach socjalistycznych sprawi, że zwycięstwo Rafaela będzie niekwestionowane. Rywalizacja o stanowisko nie jest jednak w stanie zniszczyć przyjaźni pomiędzy Sánchezem a Bernabéu. Mimo to czas pokaże, że bynajmniej nie jest ona niezniszczalna. ,,Franco nie posiada, ani nigdy nie posiadał, najmniejszych walorów intelektualnych” – oznajmi Rafael. To przesądzi sprawę. Przejęcie sterów przez Rafaela Sáncheza Guerrę da Realowi Madryt nadzieję na prawdziwy rozkwit. Nowy prezydent wkroczy do klubu z przytupem, wprowadzając zmiany i burząc skostniały porządek.„Futbol za pesetę” – to jego marzenie. Rafael chce sprawić, by każdy mógł obejrzeć mecz Realu, by klub stał się jeszcze większy dzięki rzeszom kibiców. Prezydent posuwa się krok dalej i mimo gorących protestów konserwatywnych członków klubu przyznaje prawo głosu każdemu socio. Egalitaryzm, jaki wprowadza Sánchez Guerra przeraża najbardziej zasiedziałych członków klubu, jednak wyniki sportowe bronią jego decyzji. Real Madryt zdobywa Copa de la República, zaś prezydent marzy o tym, by Los Blancos mogło oglądać jeszcze więcej ludzi. Tak, trzeba wybudować nowy, wielki stadion. Miejsce jest już wybrane – ulica Alcalá, naprzeciwko areny walk byków. Sen zostanie przerwany w najbrutalniejszy możliwy sposób. Kula drążąca czaszkę José Calvo Sotelo oznajmi Hiszpanii wojnę. Rafael Sánchez Guerra znika z klubu, który przechodzi w ręce Juana José Vallejo. Władzę nad Realem przejmuje Sportowa Federacja Robotnicza. Tylko nieliczni widzą, że Sánchez Guerra pozostał w Madrycie. Przeciwnie do Santiago Bernabéu. Gdy wybucha wojna przyszły prezydent Realu ukrywa się w szpitalu, dzięki sfałszowanym dokumentom udając pielęgniarza. Zostaje tam tylko przez chwilę, niebawem uda mu się przedostać do francuskiej ambasady i stamtąd uciec do Francji. Za północną granicą także nie spędzi dużo czasu. Santiago Bernabéu ma czterdzieści trzy lata, gdy powraca do kraju. Przedostaje się do strefy opanowanej przez nacjonalistów i na ochotnika zaciąga się do sił generała Franco. Ta decyzja sprawi, że w marcu 1939 roku, przyszły prezydent Realu Madryt znajdzie się pośród żołnierzy, których równy, mierzony krok poprowadzi przez Avinguda Diagonal by zająć Barcelonę. Upływ czasu odmieni jednak spojrzenie Bernabéu na tamte wydarzenia. „Podczas wojny domowej opowiedziałem się po jednej ze stron i później tego żałowałem. […] Najgorszą rzeczą w wojnie jest to, że więcej ludzi czyni złymi, niż zabija”. Rafaela, który został sekretarzem pułkownika Segismundo Casado, budzi telefon. Zaspany mężczyzna spogląda na wiszący na ścianie zegar – nie ma jeszcze siódmej. Podnosi słuchawkę i dobiega go znajomy głos:
– Madryt upadnie. Przyjedź natychmiast do biura, lecimy do Walencji. Na pokładzie jest miejsce dla ciebie i twojej żony – mówi Casado.
Sánchez Guerra trzeźwieje w ułamku sekundy.
– Co zrobi Besteiro?
– Zostaje.
– Więc nie ma o czym gadać. Ja też zostaję. Nie opuszczę Madrytu, nie ma znaczenia co się wydarzy.
Casado wzdycha do słuchawki.
– To zła decyzja. Nacjonaliści mogą się tu zjawić w każdej chwili. Nienawidzą cię. To nie jest rozsądne.
Jednak Sánchez Guerra już podjął decyzję.
Madryt upadł. Dla Rafaela Sáncheza Guerry upadło wszystko. Były prezydent Realu znalazł się wśród dziesiątek tysięcy ludzi, którym koniec wojny bynajmniej nie przyniósł pokoju. Wraz z nastaniem reżimu generała Franco rozpoczęto Causa General, proces rozliczenia się ze zwolennikami Republiki. Rafael jako „jednostka niebezpieczna, identyfikująca się z czerwonymi” został skazany na trzydzieści lat więzienia. Fakt, że w trakcie wojny uratował życie wielu ludziom opowiadającym się po stronie aktualnych zwycięzców oraz to, że nie wahał się ani chwili przed wydaniem najgorszych lewicowych zbrodniarzy, nie miał już znaczenia. Jego pielgrzymka od więzienia do więzienia, przez całą Hiszpanię, trwała pięć lat. W 1944 roku, w wyniku amnestii zostanie zwolniony warunkowo jedynie po to, by znów zostać obłożonym nakazem aresztowania. Gdy jednak policja zjawi się w jego domu nie będzie go już tam. Przedostanie się do Francji, gdzie zostanie ministrem bez teki hiszpańskiego rządu na wygnaniu. Kiedy nałożony na niego wyrok dobiegnie końca Rafaela Sáncheza Guerry nie będzie już wśród żywych. Gdy podczas fety z okazji zdobycia Pucharu Republiki rozległ się okrzyk ¡Viva la República! Ricardo Zamora milczał. Wieczór, który był momentem jego chwały – legendarna parada przy strzale Escoli przejdzie do historii – zasiał jednocześnie ziarno wątpliwości. Gdy wybucha wojna jest już ono w pełni dojrzałe. Zamora to faszysta, plotka rozpełza się po kraju. Bramkarz Realu zostaje aresztowany w republikańskiej strefie wpływów. Wolność zapewni mu fakt, że zostanie rozpoznany przez więziennych strażników. Umożliwią mu oni ucieczkę do Francji. W Nicei, gdzie Zamora zakotwiczy przed powrotem do powojennej Hiszpanii, napotka Josepa Samitiera. Kolejnego uciekiniera i kolejnego piłkarza, który w swojej karierze grał zarówno dla Realu Madryt, jak i Barcelony. Gdy nadeszła wojna Rafael Sánchez Guerra przestał być prezydentem Realu Madryt, klubu, który takżede facto przestał istnieć. Piłkarze Los Blancos udali się na wyganianie, trafili do więzień – jak Zamora, lub zginęli. Kiedy w 1939 roku powróciły rozgrywki ligowe z dwudziestoosobowego składu pozostało jedynie czterech zawodników. Czterech ludzi i klub, który niemal zniknął z piłkarskiej mapy Hiszpanii.Chamartín, wielokrotnie zbombardowane, zrujnowane i pełne gruzu, przemieniono na więzienie.Mieszkańcy Madrytu wynosili krzesełka z trybun, by rozpalić nimi w piecach. Jedynym życiem, jakie dostrzec można było na płycie niegdysiejszego stadionu był mężczyzna, którego pobliski dom runął po wybuchu bomby. Bezdomny, zamieszkał w szatni Chamartín. By się wyżywić w rogu boiska uprawiał ogródek warzywny. 19 kwietnia 1939 roku Pedro Parades zwołał posiedzenie w sprawie rekonstrukcji Realu Madryt. Nowym prezydentem został wybrany Adolfo Meléndez. Rozpoczął się długoletni proces odbudowy klubu, po którym nie zostało niemal nic. Klubu, który upodoba sobie nowy dyktator Hiszpanii, Francisco Franco. Klubu, który z tego powodu do dziś utożsamiany będzie niekiedy z obozem nacjonalistów. Realu Madryt – najbardziej utytułowanego klubu w Hiszpanii, który był o krok od tego, by przestać istnieć.
7
Futbol w czasie wojny domowej w Hiszpanii część 2:
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj