FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Gwiazda fińskiego futbolu kończy dziś 52 lata(wiecie gdzie czytać):
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
@AssisMoreira
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
1
@LS Doskonale o tym pamietam! w dodatku byłem wściekły w jaki sposób Cupiał potraktował żywą polska legende. Ach szkoda gadać...
14
Pamiętamy!?
Dokładnie 20 lat temu Wisła Kraków zremisowała na wyjeździe z Lazio Rzym 3:3! Piłkarze Wisły Kraków stoczyli niesamowity bój z Lazio Rzym w czwartej rundzie Pucharu UEFA. Dziś brzmi to jak abstrakcja, ale wówczas gracze czołowej włoskiej drużyny z obawą podchodzili do spotkania z „Białą Gwiazdą”. I mieli rację, bo na boisku nie było widać wielkiej różnicy w klasie tych drużyn. W Wiecznym Mieście piłkarze Wisły poszli z gospodarzami na wymianę ciosów i na Stadio Olimpico kibice zobaczyli grad goli. Podopieczni Henryka Kasperczaka byli nawet bliscy wygranej, bo w pewnym momencie prowadzili 3:2. Bramkarz Luca Marchegiani dwukrotnie faulował wiślaków w polu karnym, a jedenastki na gole zamieniał Maciej Żurawski. Jedną bramkę dołożył też Kalu Uche i dopiero wyrównujący gol Enrico Chiesy w 71. minucie uratował rzymian przed porażką. Zespół z Krakowa był w dobrej sytuacji przed rewanżem, bo awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA dawało nie tylko zwycięstwo, ale także remisy 0:0, 1:1 lub 2:2. Spotkanie odbyło się dopiero 5 marca, gdyż włoscy działacze, powołując się na fatalny stan murawy, doprowadzili do jego przełożenia (pierwotnie miało się odbyć 27 lutego). W nowym terminie nie było wiele lepiej, płyta, z której z trudem usunięto śnieg i lód, była nierówna, co sędzia Stuart Dougal ze Szkocji przypłacił złamaniem kostki. Mecz udało się dokończyć pod okiem arbitra technicznego. Minimalnie lepsze okazało się Lazio (2:1, gole Fernando Couto i Enrico Chiesy oraz Marcina Kuźby) i Wisła zakończyła udział w Pucharze UEFA na 1/8 finału.
Gole: 1:0 Nikola Lazetić 22, 1:1 Kalu Uche 39, 2:1 Mariusz Jop 44 (samob.), 2:2 Maciej Żurawski 50 karny, 2:3 Maciej Żurawski 63 karny, 3:3 Enrico Chiesa 71.
Lazio: Luca Marchegiani - Massimo Oddo, Fernando Couto, Sinisa Mihajlović, Giuseppe Pancaro, Nikola Lazetic (61' Cesar), Dino Baggio (73' Dejan Stanković), Fabio Liverani, Diego Simeone (55' Claudio Lopez), Stefano Fiore, Enrico Chiesa
Wisła: Angelo Hugues - Marcin Baszczyński, Arkadiusz Głowacki, Mariusz Jop, Maciej Stolarczyk - Kalu Uche, Paweł Strąk, Mauro Cantoro (75 Mirosław Szymkowiak), Kamil Kosowski - Marcin Kuźba, Maciej Żurawski (77 Daniel Dubicki)
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
4
Jeśli jeszcze nie było to dzisiaj 43 lata kończy ,,król" Artur Boruc. Wszystkiego najlepszego panie Arturze w dniu urodzin. Dziękujemy panu za godne reprezentowanie białoczerwonych barw na arenie międzynarodowej.
13
Ciekawostki:
20 lutego 2010 r. Josep Guardiola rozegrał swój setny mecz na ławce rezerwowych jako trener FCB. Blaugrana pokonała wówczas Racing Santander 4:0 a największą gwiazdą wieczoru był młodziutki Thiago Alcantara- syn Mazinho, mistrza Świata z 1994 r. W pierwszych stu spotkaniach Guardiola zanotował aż 71 zwycięstw i był to drugi najlepszy wynik w historii klubu. Rekordzistą jest Helenio Herrera, który w pierwszych stu meczach wygrał 72 razy, tyle że Pep przegrał w tym samym czasie o 6 meczów mniej.
A jak to wygląda na dzień dzisiejszy jeśli chodzi o Barçe Xaviego ?
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
14
Wyjątkowe legendy futbolu:
19 lutego 1954 r. urodził się Sócrates Brasileiro Sampaio de Souza Vieira de Oliveira, legenda brazylijskiego futbolu. Z dwóch mistrzostw świata nie przywiózł medalu, tylko raz otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika kontynentu, futbolem - jak sam mówił - zajął się przypadkowo, bo nigdy się nim nie interesował. Brazylijczycy jednak uważają go za jednego z najlepszych graczy, którzy nosili kanarkową koszulkę reprezentacji, a dla kilku pokoleń kibiców na świecie Socrates był synonimem piłkarza wirtuoza. Choć miał aż 193 cm wzrostu, z piłką wyczyniał cuda. Jego podania rozbrajały najszczelniejsze defensywy. - Wybierał optymalne rozwiązania, wiedział, gdzie pobiegnie kolega i rywal. Imponował nieszablonowym dryblingiem - wspomina Stefan Majewski. Słynął z zagrań piętą. Pele uważał, że Socrates grał lepiej tyłem niż większość przodem. - Na boisku zachowywał się dostojnie. Grał czysto. Rywalizowanie z nim było przyjemnością. Mało biegał, ale imponował inteligencją i wyszkoleniem technicznym - mówi Zbigniew Boniek. Obaj Polacy grali przeciw Socratesowi w 1/8 finału MŚ w 1986 r. Przegraliśmy wtedy 0:4. Socrates wyżej od sukcesów na boisku cenił te, które odniósł poza nim. Historia Socratesa nie jest typową opowieścią o brazylijskim piłkarzu, który wychował się w faweli, szybko rzucił szkołę, a młodość spędził na ulicy, uganiając się boso za zdartą piłką. Jego ojciec życie spędził z nosem w książkach, dorobił się olbrzymiej biblioteki, najstarszemu synowi podsuwał dzieła antycznych filozofów. - Moi młodsi bracia nazywają się Sofokles i Sostenes. To o ojcu mówi wszystko - wspominał Socrates. Sam między treningami czytywał nie tylko greckich filozofów, ale i dzieła Machiavellego oraz Hobbesa. Fascynowali go Che Guevara, John Lennon i Fidel Castro. Dlatego jeden z sześciu synów Socratesa otrzymał imię po kubańskim dyktatorze. Gdy matka spytała go, czy nie obawia się, że imię Fidel może być dla dziecka obciążeniem, spytał ją tylko, gdzie była, kiedy ojciec wybierał imię dla niego. Jak na lewicowca przystało, wprowadził w klubie "demokrację Corinthians". Brazylią rządziła wówczas wojskowa dyktatura, a Socrates uważał, że szefowie klubu traktują piłkarzy jak generałowie obywateli. Wymusił na działaczach, by decyzje podejmowano, głosując. Zaczęło się od spraw błahych, każdy - od sprzątaczki po prezesa - decydował, kiedy drużyna zje obiad i jakich piłkarzy sprowadzić. Później zawodnicy decydowali, czy wyjdą na boisko w koszulkach z napisem "democracia", czy wypisanym wezwaniem do udziału w wyborach.
Wtedy zaprzyjaźnił się z Luizem Inácio Lulą da Silvą, sławnym działaczem związkowej opozycji, prezydentem kraju po obaleniu wojskowej dyktatury. Razem brali udział w demonstracjach przeciw torturowaniu więźniów politycznych. W 1984 r. przed 1,5 mln ludzi Sokrates obiecał, że jeśli dojdzie do wolnych wyborów, odrzuci propozycję gry we Włoszech. Wtedy jeszcze się nie udało i Socrates na rok przeniósł się do Fiorentiny. Był krytykiem współczesnego futbolu. Tłumaczył, że coraz lepiej zbudowani fizycznie piłkarze mają na boisku mniej miejsca, grają z pierwszej piłki, przez co mecze są coraz brzydsze. - W 1970 r. zawodnik biegał ok. 4 km w każdym meczu, teraz prawie cztery razy więcej. Inne sporty dostosowały się do zmian, a w piłce wciąż obowiązują te same przepisy. Dziś powinno się grać dziewięciu na dziewięciu - uważał Socrates. Nie oszczędzał też selekcjonerów reprezentacji Brazylii. Na mundialu w 2002 r. defensywne pomysły trenera Luiza Felipe Scolariego nazwał "kupą g.". Na mistrzostwach świata w RPA kibicował Hiszpanom, bo uważał, że prowadzona przez Dungę reprezentacja Brazylii wyrzekła się korzeni. - Zwycięstwo nie może być celem samym w sobie. Artyzm i piękno to także część tej gry - mówił, a rodacy słuchali kapitana ostatniej reprezentacji "Canarinhos", która swą grą wprowadzała kibiców w ekstazę.
Brazylia z 1982 r. uchodzi do dziś za najlepszy zespół, który nie zdobył mistrzostwa świata. I jest przez rodaków cieplej wspominana od grających nudno zwycięzców mundialu z 1994 r. Brazylia, uważana za faworyta turnieju w Hiszpanii, potrzebowała remisu z Włochami, by awansować do półfinału. Choć na 20 minut przed końcem było 2:2, dowodzeni przez Socratesa "Canarinhos" nie zrezygnowali z ataków. Włoch Paolo Rossi zdobył swoją trzecią bramkę i Brazylijczycy przegrali 2:3. Cztery lata później odpadli w ćwierćfinale po rzutach karnych z Francją, a pierwszej jedenastki nie wykorzystał Socrates. - Nie ubolewałem nad porażkami, jestem dumny, że grałem na dwóch mundialach i byłem częścią fantastycznego zespołu z 1982 r. - mówił. Po zakończeniu kariery pisał felietony, w których rzadko zajmował się futbolem. Bardziej interesowały go polityka i ochrona środowiska. Choć skończył medycynę i otworzył klinikę, zdrowiem nigdy się nie przejmował. Od 13. roku życia palił kilka paczek papierosów dziennie, dziennikarzom opowiadał, że tysiące razy próbował rzucić nałóg, ale determinacji starczało mu na kilka godzin. - Umrę na raka lub rozedmę płuc - mówił kilka lat temu. Zabił go jednak alkohol. Jego przyjaciele opowiadają, że niezależnie od tego, ile w siebie wlał, nigdy nie był pijany. Socrates zaprzeczał, że jest alkoholikiem, ale przyznawał, że "lubi łyknąć sobie rano i po południu". W ostatnich tygodniach miał problemy z wątrobą, czekał na przeszczep.
Grał w Botafogo (1974-78), Corinthians (1978-84), Fiorentinie (1984-85), Flamengo (1988-89) i Santosie (88-89). W 2004 r., po 50. urodzinach, zagrał kilka minut w meczu amatorskiego angielskiego Garforth Town. W reprezentacji wystąpił 60 razy, strzelił 22 gole. Miesięcznik "World Soccer" uznał go za 61. spośród najlepszych piłkarzy w dziejach.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@patataj
13
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
19 lutego 1931 r. w Nowym Bytomiu urodził się Marceli Strzykalski, waleczny i dysponujący niespożytymi siłami pomocnik. Wychowywał się w Nowym Bytomiu, dzielnicy Rudy Śląskiej. Jego sąsiadem z podwórka był Lucjan Brychczy. Przygodę z piłką zaczynał jeszcze w czasach okupacji. Kiedy w 1945 r. rodzice przeprowadzili się do Bobrka, Marceli próbował swoich sił w Szombierkach, ale nie zrobił tam na nikim wrażenia. Jako młody piłkarz był zawodnikiem śląskich klubów – Pogoni Nowy Bytom i Bobrka Bytom. Później przeniósł się do Sosnowca, choć proponowano mu grę w hutniczym Baildonie, ale działacze Zagłębia powiedzieli mu, że klub wkrótce zostanie rozwiązany, więc Strzykalski wybrał występy w Sosnowcu. W 1951 r. trafił do Garnizonowego WKS Kielce. Oprócz gry w piłkę próbował swoich sił w sportach walki. Kiedy grał w Bytomiu, to zimą po zakończeniu sezonu przychodził na halę i walczył na zapaśniczej macie. W Kielcach zgłosił na treningi bokserskie, bo jako sportowiec nie musiał wtedy brać udziału w ćwiczeniach młodego rocznika. W klubie brakowało boksera wagi ciężkiej, więc Strzykalski sporo przybrał na wadze, żeby osiągnąć odpowiedni limit i nawet stoczył kilka oficjalnych walk. Z Kielc przeniesiono go do Krakowa, gdzie został zawodnikiem Wawelu.
W 1953 r. pod okiem trenera Artura Waltera zespół zdobył nieoczekiwanie wicemistrzostwo Polski, mając w składzie takich graczy jak Edmund Kowal, Czesław Uznański, Eugeniusz Piechaczek czy właśnie Strzykalski. Nie mogło być tak, że Okręgowy Wojskowy Klub Sportowy, jakim wówczas był Wawel, jest lepszy od klubu centralnego, jakim była Legia. Wawel rozwiązano, a najlepsi jego piłkarze trafili do Warszawy. Wśród nich był też Strzykalski. Na debiut w ekstraklasie w barwach nowego klubu musiał jednak czekać do 17 października, kiedy to wystąpił w meczu z ŁKS-em. Zaprezentował się na tyle dobrze, że trener János Steiner stawiał na niego konsekwentnie do końca sezonu. Rok później, kiedy Legia pod wodzą Węgra sięgała po tytuł mistrzowski i po puchar Polski, to Strzykalski był jednym z ważniejszych ogniw drużyny. Sukces ten powtórzył w kolejnej kampanii, ciekawostką jest fakt, że w meczu z Odrą Opole 15 kwietnia 1956 r. przez kilka minut zastępował w bramce opatrywanego Szymkowiaka. W Legii razem z Edmundem Zientarą stworzył najlepszą klubową parę pomocników. Na Łazienkowskiej występował do 1963 r. Zagrał dla klubu w 162 meczach i zdobył 15 goli. Grał twardo i czasami ostro. Zdarzało się, że sędziowie wyrzucali go z boiska, ale swoją walecznością zdobył serca kibiców. Po odejściu z Legii grał jeszcze przez rok dla Warszawianki. W biało-czerwonych barwach pierwszy raz wystąpił w 1952 r. jeszcze jako zawodnik Wawelu. Wystąpił w wygranym 3:0 meczu z NRD, a w 58. minucie został zmieniony przez Czesława Suszczyka. To właśnie ten piłkarz blokował mu miejsce w kadrze przez kolejne lata. Na szansę w reprezentacji czekał cztery lata, kiedy trener Koncewicz wystawił go zremisowanym 0:0 meczu Norwegią. W drużynie narodowej występował z mniejszym lub większymi przerwami do 1961 r., kiedy to zagrał w starciu z RFN, które Polacy przegrali 0:2. W Reprezentacji rozegrał 17 meczów.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@AssisMoreira
11
Mecz w cieniu katastrofy:
19 lutego 1958 roku Manchester United powrócił z piekła. W trzynasty dzień po katastrofie w Monachium miał miejsce przełożony mecz piątej rundy Pucharu Anglii z Sheffield Wednesday. W zimny, lutowy wieczór na Old Trafford zebrało się 60 tysięcy oddanych fanów „Czerwonych Diabłów”. Wielu z nich miało na sobie biało-czerwone szaliki owinięte czarnymi wstęgami. Większość płakała. Kibice otrzymali programy meczowe bez wpisanego składu gospodarzy i to spiker zawodów zachęcał obecnych do własnoręcznego wypełnienia dokumentu. Asystent sir Matta Busby’ego – Jimmy Murphy – który podjął się misji odbudowania klubu podczas czasowej absencji bossa, do ostatnich chwil przed meczem kompletował skład. Po latach wspominał zakontraktowanie Stana Crowthera: ,,Eric Houghton był managerem w villa w tym czasie i powiedział stanowi, ze my się nim interesujemy. Stan nie chciał opuszczać aston villa, ale Eric zabrał go na Old Trafford na mecz z Sheffield Wednesday. Po drodze powiedział mu, ze chciałby, żeby Stan pomógł nam, ale ten odparł, ze nie wziął ze sobą stroju. „Nie martw się, mam twoje buty w bagażniku” – powiedział Eric. Spotkaliśmy się o 17.30 i godzinę przed rozpoczęciem meczu Stan podpisał kontrakt! Cytat ten pokazuje dobitnie, w jaki sposób była budowana jedenastka United. Gdyby nie pomoc managerów z całej Anglii, zapewne ciężko byłoby doprowadzić nie tylko do tego spotkania, ale i tak rychłej odbudowy klubu. Z pośród graczy, którzy przeżyli katastrofę lotniczą, w tym meczu wybiegł tylko bramkarz Harry Gregg i obrońca Bill Foulkes. Junior Ian Greaves, który zastępował Rogera Byrne’a, powiedział po meczu: ,,Pamiętam, że w szatni było bardzo cicho. Przebierałem się w miejscu, gdzie zwykle siedział Roger. Miałem na sobie jego koszulkę…”.
Nowym graczem w składzie był również Shay Brennan – Irlandczyk, który nie mógł sobie wymarzyć lepszego debiutu. To właśnie jego dwie bramki znacząco przyczyniły się do zwycięstwa Manchesteru United. Trzecią dołożył Alex Dawson. „Czerwone Diabły” grające ku czci swoich zmarłych kolegów, niesione dopingiem publiczności zdemolowały rywala z Sheffield 3:0. Jednak tego wieczoru nie wynik był najważniejszy. Rozdarte bólem i cierpieniem serca fanów radowały się jednocześnie, ponieważ ich klub(wielki Manchester United) nie upadł. Nawet po tak wielkiej tragedii, dzięki pomocy swoich rywali, podniósł się i pokazał światu, że był, jest i będzie wielki, a jego czerwone niczym krew ofiar koszulki wzbudzać będą strach wśród konkurentów przez lata.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
10
Kultowy stadion Dumy Katalonii:
19 lutego 1922 r. rozpoczęto budowę słynnego stadionu Blaugrany: Camp de Les Corts. FC Barcelona kupiła za 960 tysięcy peset tereny na końcu ulicy Les Corts i 19 lutego 1922 rozpoczęła tam budowę nowego stadionu na 25 tysięcy osób, który zainaugurowano 20 maja tego samego roku. Później pojemność zwiększono do 30 tys., następnie dzięki małym trybunom po sześć siedzeń dostawionym tuż przy boisku – do 45 tysięcy, aż w końcu do 60 tysięcy. Wszystko przez ogromne zainteresowanie kibiców, zafascynowanych występami zwłaszcza takich zawodników jak Samitier, Alcântara, czy Zamora. Na początku boisko nie miało trawy, ale musiano ją posiać w 1926 roku w związku z wymaganiami Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej. Obiekt powstał około kilometra od zbudowanego trzy dekady później Camp Nou, pomiędzy istniejącymi do dziś ulicami Numancia, Travessera de les Corts, Vallespir i Marques de Sentmenat. W uroczystości uczestniczyło około 2,5 tys. kibiców, wśród nich Joan Gamper oraz przedstawiciele innych klubów katalońskich i hiszpańskich, między innymi Athleticu Bilbao i Realu Madryt. Pierwszy mecz przy Les Corts FC Barcelona rozegrała przeciwko drużynie Saint Mirren i zwyciężyła 2:1. Premierową bramkę zdobył nie kto inny jak Paulino Alcântara. Stadion przy Les Corts jest symbolem pierwszej złotej ery w historii Blaugrany, która trwała przez całe lata 20. Jest również symbolem niesamowitej ekspansji i rozwoju klubu, ponieważ musiał być cały czas rozbudowywany. Kolejne rozbudowy nie były jednak w stanie zmienić faktu, że był on za mały na potrzeby rosnącego w siłę zespołu. 21 kwietnia 1957 roku remisem 1:1 zakończyło się spotkanie Barcelony z Sewillą, które było jednocześnie ostatnim meczem na stadionie w Les Corts. W 1966 roku został on ostatecznie zburzony, a w jego miejscu znajduje się dziś Parc de Les Corts.
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson
12
Wspaniałe legendy futbolu:
18 stycznia 1967 r. urodził się Roberto Baggio, m.in. wicemistrz świata z 1994 r. oraz zdobywca ,,Złotej Piłki France Football” z 1993 r. Początki kariery Roberto to rok 1981 i klub Vicenza. W sezonie 1984/1985 razem z zespołem awansował do Serie B, strzelił w nim 12 bramek w 29 meczach. Po roku zadebiutował w Serie A meczem z Sampdorią, który odbył się 21 września 1986 roku. Pierwszego gola zdobył grając przeciw Napoli 10 maja 1987. Przełom nastąpił w sezonie 1987/1988. Baggio zdobył w nim 9 goli i został powołany na mecz towarzyski Włochów z Holendrami. Miało to miejsce w listopadzie 1988 roku. W natępnym sezonie Roberto Baggio osiągnął z Fiorentiną finał Pucharu UEFA, w finale tym doznał porażki z innym zespołem z Italii - Juventusem. W 1990 roku we Włoszech odbywał się Mundial a Baggio znalazł się w kadrze. Niestety nie wystąpił w pierwszych dwóch spotkaniach. W pierwszym swoim występie przeciwko Czechosłowacji zdobył przepięknego gola, uznawanego za jednego z najpiękniejszych w historii mistrzostw. Włosi przegrali półfinał z Argentyną i mundial ukończyli na trzeciej pozycji. Po mistrzostwach Roberto przeszedł do Juventusu Turyn. W pierwszym sezonie zdobył 14 goli w 33 spotkaniach. W następnym sezonie w 32 meczach Serie A udało mu się strzelić 18 bramek. W sezonie 1992/1993 Baggio sięgnął z Juventusem po Puchar UEFA. Zdobył w tych rozgrywkach w 9 meczach 6 goli. W lidze z kolei osiągnął jeszcze lepszy wynik strzelając 21 goli w 27 spotkaniach.
W następnym sezonie zdobył swoją setną bramkę we włoskiej pierwszej lidze. Uwieńczeniem sukcesów i znakomitej gry było otrzymanie przez Roberto Baggio "Złotej Piłki" dla najlepszego piłkarza Europy. Na mundialu w Stanach Zjednoczonych Baggio stanowił o sile włoskiej reprezentacji. Uważany za najlepszego wówczas piłkarza świata Baggio, prezentował się znakomicie i zdobył w tym turnieju pięć goli, a Włosi dotarli aż do finału, w którym zmierzyli się z Brazylijczykami. W regulaminowym czasie żadnemu zespołowi nie udało się strzelić gola, konieczny był konkurs rzutów karnych. Baggio przestrzelił najważniejszą jedenastkę i tytuł Mistrzów Świata przypadł "Canarinhos". Nie strzelony karny przez(zdaniem wielu) najlepszego piłkarza owego czasu i całych mistrzostw, stał się jednym z najsłynniejszych i najważniejszych nietrafień w historii piłki nożnej. W 1995 wciąż w Juventusie Turyn osiągnął w końcu mistrzostwo Włoch. Kontuzja nie pozwalała mu wejść na maksymalne obroty. W Juventusie pojawiła się nowa gwiazda - Alessandro del Piero, a Baggio musiał wybierać – zostać w drużynie tracąc 1/3 swoich dotychczasowych dochodów, albo odejść. Wybrał drugie rozwiązanie. Zdecydował się na AC Milan, z którym także sięgnął po Mistrzostwo Italii. W 1997 zdecydował się przejść do Bolonii. 22 strzelone gole pozwoliły mu znaleźć się w kadrze Włoch na Mistrzostwa Świata we Francji w 1998 roku. Na tym mundialu zdobył dwie bramki. W ćwierćfinale jego reprezentacja natknęła się na późniejszych mistrzów świata Francuzów. W meczu konieczna była dogrywka, Baggio nie wykorzystał w niej stuprocentowej okazji, niecelnie strzelając z woleja, milimetry obok lewego słupka francuskiej bramki. Mimo wykorzystania jedenastki przez Roberto w konkursie rzutów Karnych Włosi odpadli.
Po Mistrzostwach trafił do mediolańskiego Interu. Baggio podpadł tam w konflikt z trenerem, a drużyna wylądowała w jego pierwszym sezonie w nowym klubie na 8. miejscu. Roberto zmienił klub - w 2000 roku stał się zawodnikiem Brescii, gdzie zakończył karierę (2004 rok). W między czasie odrzucił oferty takich gigantów jak Real Madryt, czy Arsenal Londyn. W pierwszym sezonie Baggio wraz z Brescią zajął najwyższe w historii klubu 7. miejsce. Dawało to klubowi możliwość gry w Pucharze Intertoto, w którego finale Brescia w przegrała z Paris Saint Germain. Na kolejne Mistrzostwa Świata już nie pojechał, nie został powołany przez Giovanniego Trapattoni'ego. Baggio, w ostatnim meczu w barwach Brescii zmierzył się z Milanem, była to ostatnia kolejka sezonu 2003/2004, zaś Milan świętował swoje 17-te mistrzostwo Włoch. Ostatni mecz w reprezentacji swojego kraju Roberto Baggio zaliczył 28 kwietnia 2004 roku przeciwko Hiszpanom. Trzykrotnie był wicekrólem strzelców włoskiej Serie A. W lutym 2005, już po zakończeniu zawodowej kariery piłkarskiej wystąpił w meczu charytatywnym na rzecz ofiar azjatyckiego tsunami na Camp Nou w Barcelonie. W marcu 2004 roku Pele umieścił go na liście "FIFA 100" - 100 jego zdaniem najlepszych piłkarzy w historii futbolu.
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
18 lutego 1950 r. w Radomsku urodził się Jan Benigier, napastnik. Pierwsze piłkarskie lekcje pobierał w zespołach Stali i Czarnych w rodzinnym Radomsku. Jako 16-latek trafił do Hali Sportowej Łódź, gdzie pod okiem trenera Leszka Jezierskiego wywalczył z kolegami tytuł mistrza Polski juniorów. Po pół roku zaliczył debiut w II-ligowym Starcie. Z Łodzi przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie od 1970 r. występował dla Zawiszy. Dobre występy nad Brdą zaowocowały transferem na Śląsk. Do Ruchu ściągnął go czeski trener Michal Vičan. W Chorzowie współtworzył jedną z najlepszych drużyn lat 70. w polskiej piłce klubowej. Trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1974, 1975 i 1979) i raz po puchar Polski (1974). Chorzowska drużyna świetnie radziła sobie również w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA odpadła w ćwierćfinale po ciężkim, zakończonym dogrywką boju z Feyenoordem, a w Pucharze Europy w tej samej fazie pechowo odpadli z AS Saint-Étienne. Kazimierz Górski powoływał go do kadry, ale głównie na mecze nieoficjalne. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze piłkarzy na mistrzostwa świata w Niemczech, ale na mundial nie pojechał. Sam wspominał, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka jest konkurencja na jego pozycji, ale po cichu liczył, że w końcu przyjdzie jego czas. W oficjalnym meczu zadebiutował 24 marca 1976 r. z Argentyną. Latem pojechał z kadrą na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Tam wystąpił jednak tylko w jednym spotkaniu. W wygranym 3:2 pojedynku z Iranem wszedł na boisko w 65. minucie, zmieniając Kazimierza Kmiecika. To był jego ostatni występ w kadrze, których uzbierał w sumie ledwie cztery. W Ruchu grał do 1980 r. Później swoim Polonezem wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem RFC Seraing, ale po dwóch latach wrócił do Chorzowa. Karierę kończył w bytomskiej Polonii, choć dał się jeszcze namówić na występy w Przemszy Siewierz. Pracował jako trener w GKS Tychy, Szombierkach Bytom, Polonii Bytom czy Rymerze Niedobczyce. Ukończył szkołę trenerów PZPN w Warszawie.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
1
@MesQueUnClub96 ,,Pewniaczkiem" to jest nasza śmierć i podatki, nie ma innych niestety ,,pewniaczków" na tym łez padole...
8
Wybitne legendy trenerskie:
18 lutego 1933 r. urodził się Robert Wiliam Robson, legenda brytyjskiego futbolu, napastnik, pomocnik oraz wybitny trener m.in. FC Barcelony. Ten angielski gentelmen już od samego początku miał niesamowicie utrudnione zadanie, gdyż do Barcelony przyszedł jako następca samego boskiego Johana Cruyffa. Presja jaką na nim wywierano była wręcz kolosalna, a na dodatek, obojętnie czego by nowego nie wprowadził do drużyny, wszystkie jego nowatorskie pomysły na ustawienie i sposób gry, spotykały się z niesamowitą falą krytyki. Pomimo tej całej niezbyt przyjemnej otoczki, Bobby Robson nie ugiął się, a wszystkich niedowiarków przekonał do siebie dzięki odniesionym przez zespół wynikom. Barça, pod wodzą Anglika, zdołała uplasować się na drugim miejscu w Primera División i sięgnąć po dwa puchary. Pierwszym z nich był Puchar Zdobywców Pucharów, kiedy to wyższość Katalończyków musieli uznać zawodnicy z Paris Saint Germain przegrywając 0:1, jak również Copa del Rey, w finale to którego Betis Sevilla dał sobie wbić na Santiago Bernabéu 3 gole, strzelając przy tym tylko dwa. Kiedy to cała zwycięska drużyna powróciła do swego miasta, w tamtejszej twierdzy, Camp Nou, została przywitana niczym mityczni herosi. Pomimo tego, że Robsonowi dobrze wiodło się w roli szkoleniowca, od samego początku było wiadomo, że jego kadencja długo nie potrwa, gdyż w kolejce już od dawna stał trener, wydawało się - genialny, który to z Ajaxem Amstrerdam zdobył wszystko, co było do zdobycia i jeszcze trochę. Chodzi oczywiście o Luisa Van Gaala. Kiedy Holender zasiadł na ławce Camp Nou, Anglik musiał szybko podjąć decyzję co dalej, dlatego też przychylił się ku propozycji przystąpienia do zarządu FC Barcelony. Wcześniej jednak, kiedy to właśnie on jeszcze dowodził zespołem, udało mu się wypromować zawodnika, który może się poszczycić mianem jednego z najlepszych napastników w historii futbolu. Nikt chyba nie może zakwestionować geniuszu Brazylijczyka Ronaldo, który z miejsca został Pichichi Ligi Hiszpańskiej i ulubieńcem fanów Blaugrany, podobnie jak jego 'riserczer'. Sir Bobby Robson opuścił stolicę Katalonii w lecie 1998 roku, po tym, jak niezwykle kuszącą ofertę złożyło mu PSV Eindhoven.
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
14
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
Dokładnie 20 lat temu(18.02.2003 r.) FC Barcelona pokonała na Camp Nou Inter Mediolan 3:0 w ramach drugiej rundy fazy grupowej Champions League po golach Savioli, Cocu i Kluiverta.
@Pawel13sz
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Symson
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@patataj
13
Towarzyskie El Clasico:
18 lutego 1920 r. FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 7:1 w meczu towarzyskim. Hattrickiem popisał się genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole dla Blaugrany strzelili: Vinyals, Sancho, Plaza oraz Lakatos. Pamiętajmy że wówczas mecze towarzyskie traktowano bardzo poważnie.
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
2
@Kessie Coś przepięknego! Czegoś takiego z budynkami to chyba nawet na zdjęciu nie widziałem ale szczerze... to miałbym pietra tam chodzić i mieszkać, zwłaszcza po ,,procentach" :) A wogóle to jak oni się tam dostają na taka pionową przepaść?
13
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:
Na początku lat 20-tych ubiegłego wieku w FC Barcelonie powstała komisja, której zadaniem było wskazanie terenów pod budowę nowego stadionu. Ostatecznie znaleziono odpowiednie miejsce przy skrzyżowaniu ulicy Numancia z Travessera de Les Corts. Była to działka, na której znajdował się Can Ribot, zbudowany w XVI wieku trzypiętrowy wiejski dom, znany także jako Can Guerra. I tak 18 lutego 1922 r. prezydent Joan Gamper podpisał dokument nabycia Can Ribot. Następnego dnia, podczas zorganizowanej w tym miejscu ceremonii, wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego stadionu Camp de Les Corts. Kilka dni później, wraz z początkiem robót, dom został zburzony. Wmurowanie kamienia pod budowę nowego stadionu zamieniło się w miejską fieste. Zorganizowano defiladę od stadionu Escopidora do terenów, na których miał stanąć nowy obiekt. Na czele pochodu szło 4 agentów Gwardii Miejskiej oraz Emili Ardevor, mistrz Katalonii w zapasach i członek tej sekcji, istniejącej w latach 1924-28, który niósł flagę Blaugrany. Orszak uzupełniały 4 drużyny klubu a także tłum ciekawskich i kibiców, którzy spontanicznie dołączyli do defilady. Po dotarciu na miejsce ojciec Lluis Sabater, kapelan klubu i socio numer 79, którego tygodnik ,,Xut” nazwał księdzem sałatą, pobłogosławił pierwszy kamień stadionu Les Corts, zaś Gamper zwrócił się do obecnych w języku katalońskim. Następnego dnia ruszyły prace przy budowie nowego obiektu.
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
10
O takim El Clasico każdy cule powinien wspominać do końca życia:
17 lutego 1974 r. na Estadio Santiago Bernabeu, FC Barcelona pokonała Real Madryt w stosunku 5:0! Mecz ten jest uznawany za najlepsze spotkanie Johana Cruijffa w koszulce Blaugrany. W dniu spotkania było bardzo zimno i widzowie zajeli jedynie 1/3 pojemności stadionu. Przez pół godziny pojedynek był wyrównany. Ostatni kwadrans pierwszej połowy należał jednak do gości. Dwa gole strzelili: Asensi i Cruijff. W dodatku sędzia nie uznał Barcie jeszcze jednego prawidłowo strzelonego gola. Po przerwie Azulgrana strzeliła kolejne 3 gole autorstwa: ponownie Asensiego, Juana Carlosa i Sotila. W dodatku Rexach nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji na podwyższenie wyniku. Trener Realu-Molowny, żałował okazji Velazqueza w pierwszych minutach spotkania, gdyż wtedy ,,mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej”. Natomiast Rinus Michels żartował sobie: ,,Takie liczby można zobaczyć tylko w bankach”, odpowiadając tym na pytanie czy Cruijff stanowi 80 % siły jego zespołu.
Swoją drogą czy my cules dożyjemy jeszcze ,,Manity” na Bernabeu?
@patataj
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
0
@arasz1819 Bardzo śmieszne!
9
Premierowe El Clasico w Primera Division:
17 lutego 1929 r. FC Barcelona przegrała na Les Corts z Realem Madryt 1:2 w drugiej kolejce premierowych rozgrywek Primera Division, po honorowym golu Manuela Parery oraz 2 golach Morery dla Realu. W drugiej połowie meczu przy stanie 0:1 dla ,,Królewskich”, Argentyńczyk hiszpańskiego pochodzenia Emilio Sagi-Barba zmarnował rzut karny w 55 minucie(pierwszy w historii La Liga karny podyktowany dla Barçy). To było pierwsze ligowe El Clasico w historii. No cóż, żal tego niewykorzystanego karnego ale koniec końców Duma Katalonii została pierwszym mistrzem Hiszpanii!
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
8
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
16 lutego 1931 r. w Bobrku urodził się Edmund Kowal. Z piłką potrafił zrobić niemal wszystko. Był genialnym dryblerem, czarował w Krakowie, w Warszawie i w Zabrzu. W każdym z tych miast zapisał się w pamięci miejscowych kibiców. Jako młody chłopak grał od rana do wieczora, często sam przeciwko kilku młodszym chłopcom. Długo nie chciał zapisać się do żadnego klubu. W końcu jednak w 1946 r. dzięki namowom Józefa Wieczorka i Marcelego Strzykalskiego dołączył do drużyny KS Odra przy Hucie Julia w rodzinnym Bobrku. Miał braki w przygotowaniu motorycznym, nie imponował szybkością, a do tego dość dziwnie i nienaturalnie biegał na całych stopach. Wszystko to nadrabiał jednak swoją znakomitą techniką. Jesienią 1952 r. przeniósł się do Krakowa i został zawodnikiem OWKS. W 1953 r. wystąpił w 21 meczach i siedem razy wpisywał się listę strzelców. Z zespołem zajął drugie miejsce w rozgrywkach i już od kolejnego sezonu najlepsi zawodnicy drużyny trafili do Legii. ZW Warszawie spędził trzy sezony. Rozegrał 58 meczów i 14 razy pokonywał bramkarzy rywali. Dwukrotnie z kolegami z zespołu sięgał po dublet (1955 i 1956). Później razem ze swoim przyjacielem Ernestem Pohlem przeszedł do Górnika, gdzie już w pierwszym sezonie poprowadzili swój nowy klub do mistrzostwa. Gracz wybitnie utalentowany i znakomicie wyszkolony technicznie. Na boisku bardzo często szukał nieszablonowych rozwiązań. W 1959 r. zdobył swój drugi tytuł mistrza kraju. Miał problemy z alkoholem i był za to zawieszany. Jednak dla wielu kolegów z boiska był najwybitniejszym piłkarzem swoich czasów.
,,To był największy talent, jaki widziałem w życiu. Prawdziwy artysta piłki. Kiedy pierwszy raz pojechałem z Górnikiem na obóz, zaszokował mnie tymi swoimi dryblingami. Na treningach wiele razy próbowałem odebrać mu piłkę, udawało mi się to bardzo rzadko. Do dziś pamiętam ten jego niecodzienny zwód. Zawsze robił nogą charakterystyczny „krzyżyk” nad piłką, wszyscy się na to nabierali. Jeździł z tą piłką we wszystkie strony, to było niewiarygodne” – opowiadał o nim z kolei Jan Kowalski. W reprezentacji rozegrał tylko osiem spotkań i strzelił jednego gola w meczu z Finlandią w 1956 r. Nie potrafiono odpowiednio wykorzystać jego wspaniałych umiejętności i ustawiano go inaczej niż w klubie. Zmarł śmiercią tragiczną. W 1960 r. podczas świąt Wielkiejnocy, wybrał się w odwiedziny do kolegi. Po drodze zauważył tramwaj i chciał wskoczyć do pędzącego wagonu. Niestety poślizgnął się na resztkach zlodowaciałego śniegu i przewracając się, wpadł pod koła tramwaju. Za pazuchą miał butelkę wódki, która rozbijając się dotkliwie go poraniła. Jedyną dla niego szansą była natychmiastowa dializa. W Warszawie odmówiono pomocy, więc wysłano go do Poznania. Niestety było już za późno.
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
@Roni/VEB
@Pawel13sz
5
Sympatyczne legendy futbolu:
16 lutego 1964 r. w Salvadorze urodził się José Roberto Gama de Oliveira, znany bliżej jako Bebeto, napatnik; mistrz świata z roku 1994 i wicemistrz z roku 1998, najlepszy piłkarz Ameryki Południowej z roku 1989. Brązowy medalista olimpijski na igrzyskach w Seulu oraz w Atlancie. Słynna „Kołyska” Bebeto z Mundialu w USA weszła na stałe do kanonu „cieszynek”. I choć, jak zauważył kiedyś komentator TVP Jacek Laskowski, z niejednej z takich kołysek dzieci rychło by wypadły, to w ten sposób obwieszczono na całym świecie już tysiące narodzin potomków piłkarzy. Debiut w pierwszej drużynie Vitorii zaliczył w 1982 roku. W swojej rodzinnej miejscowości nie spędził jednak zbyt dużo czasu. Po roku gry w Vitorii trafił do Flamengo, prawdopodobnie najpopularniejszego klubu w całej Ameryce Południowej. Z zespołu właśnie odszedł Zico a wkrótce potem Leovegildo Lins da Gama Júnior. Były to dwie niezwykle ważne postacie drużyny, która zdobyła właśnie mistrzostwo Brazylii. Pierwszy sezon Bebeto w nowym klubie nie był jednak udany. „Fla” nie obroniło mistrzostwa, a w finale rozgrywek spotkali się dwaj wielcy rywale czerwono-czarnych, Vasco i Fluminese, które ostatecznie wygrało. Rozczarowanie sportowymi wynikami pozostało jednak w cieniu tragedii, do jakiej doszło w grudniu 1984 roku. W katastrofie lotniczej zginęli wówczas Nilton, brat piłkarza a zarazem pilot samolotu oraz Cláudio Figueiredo Diz, kolega z zespołu. Bebeto zdołał otrząsnąć się po tej tragedii i stał się niezwykle silnym punktem zespołu Flamengo. W koszulce Rubro-Negro Bebeto występował aż do 1989 roku. Według różnych źródeł rozegrał ponad 280 meczów i strzelił ok. 150 goli. W czasie gry dla „Fla” trafił najpierw do młodzieżowej, a później dorosłej reprezentacji. Jeszcze w 1983 roku wygrał z reprezentacją do lat 20. Mistrzostwo świata. W 1985 przyszedł czas na debiut w kadrze seniorów. Na Mundial do Meksyku nie udało mu się jednak pojechać. Pewnym przełomem w jego reprezentacyjnej karierze były Igrzyska Olimpijskie w Seulu w 1988 roku. Podczas turnieju stworzył świetny duet z Romario. To właśnie ich gole pozwoliły Canarinhos dostać się do finału, gdzie jednak lepszy okazał się ZSRR. Prawdziwym popisem Bebeto była jednak Copa America 1989. Turniej rozgrywany był w dość dziwnym formacie – najpierw dwie 5-drużynowe grupy, a później 4-zespołowa grupa finałowa. W tej ostatniej fazie Brazylijczycy wygrali z Argentyną 2:0, Paragwajem 3:0 i Urugwajem 1:0 i zdobyli złoto, a sam Bebeto został z sześcioma golami na koncie królem strzelców turnieju. Wtedy był już piłkarzem Vasco da Gama.
Przejście do lokalnego rywala wywołało sporo kontrowersji. Bebeto nie przejmując się tym specjalnie, zaczął z wysokiego „C” – Vasco w 1989 roku zdobyło po raz drugi w swojej historii mistrzostwo Brazylii. Sukcesy reprezentacyjne i klubowe przełożyły się również na indywidualne laury – na koniec roku Bebeto otrzymał prestiżową nagrodę dla najlepszego piłkarza Ameryki Południowej. Kolejny rok nie był już tak udany, choć wiele wskazywało na to, że może być inaczej. Bebeto znalazł się w kadrze na Mundial, który w 1990 roku odbywał się na włoskich boiskach. Selekcjonerem był wówczas Sebastião Lazaroni, który hołdował dość osobliwej zasadzie – podzielił swoich napastników na pary: Careca miał występować z Mullerem, a Bebeto z Romario. Ten ostatni przyjechał na zgrupowanie z urazem, a sam Bebeto również doznał kontuzji przed meczem z Kostaryką. W ataku grali Careca i Muller, a Brazylia odpadła już w 1/8 po porażce z Argentyną 0:1. Nie minęły nawet dwa miesiące od zakończenia mistrzostw świata, gdy wznowiono rozgrywki Copa Libertadores. Vasco miało zapewniony udział w tych rozgrywkach jako mistrz Brazylii z poprzedniego sezonu. W 1/8 brazylijski klub wyeliminował chilijskie Colo-Colo, ale w ćwierćfinale lepsze okazało się kolumbijskie Atlético Nacional. W 1992 roku Bebeto okazał się najlepszym strzelcem całej ligi i choć tym razem Vasco nie zdobyło trofeum, to dla José Roberto Gamy de Oliveiry tytuł króla strzelców stał się szansą na przenosiny do Europy.
Trafił do Deportivo La Coruna. Klub ten w sezonie 1991/1992 cudem uratował się przed spadkiem, ale już w nowej kampanii (przede wszystkim dzięki Bebeto) stał się czołową drużyną La Liga. Pierwszy sezon na De Riazior był dla brazylijskiego napastnika rewelacyjny. Trzecie miejsce w tabeli i tytuł króla strzelców z 29 golami na koncie. W pokonanym polu zostali m.in. Ivan Zamorano i Christo Stoiczkov. W kolejnych rozgrywkach Bebeto strzelił „tylko” 16 goli, ale „Depor” bliskie było zdobycia pierwszego w swej historii mistrzostwa Hiszpanii. W ostatniej minucie ostatniego meczu sezonu wystarczyło wykorzystać rzut karny. Etatowym wykonawcą jedenastek było do tej pory Bebeto. Tym razem oddał piłkę Jugosłowianinowi Miroslavowi Đukićowi, który jednak nie zdołał umieścić piłki w siatce. Mecz z Valencią zakończył się wynikiem 0:0. Deportivo i Barcelona zakończyła sezon z równą liczbą punktów, ale klub z Katalonii miał lepszą różnicę bramek. Tytuł trafił na Camp Nou. Po latach w wywiadzie dla magazynu ,,FourFourTwo” Bebeto wspominał tamtą sytuację: „Nnie chciałem uderzać, bo miałem 4 cm przerwę w mięśniu przywodziciela, nie trenowałem na pełnych obrotach przez 4 tygodnie a Dukič zawsze trafiał rzuty karne, nawet na treningu nie chybił ani jednego. Pozwoliłem mu strzelać. Potem przepraszał mnie za to. Wtedy, powiedział: »Jest ok., pozwól mi strzelać « Tego dnia boisko było bardzo błotniste. Może gdybym to ja strzelał? Może zmyliłbym bramkarza i posłałbym piłkę wysoko w środek bramki? Dukič przepraszał później wszystkich. Niestety przez gorszy bilans goli przegraliśmy mistrzostwo z FC Barceloną”. To bolesne niepowodzenie, Bebeto w pełni zrekompensował sobie występem na Mundialu w USA, o którym była już tu mowa. Kolejny sezon w Hiszpanii to kolejne wicemistrzostwo, tym razem za Realem Madryt. Następna kampania (1995/1996) była ostatnią w barwach galicyjskiego klubu. Bebeto zdobył 25 goli, co było zupełnie dobrym wynikiem, a zespół z La Corunii zajął dopiero 9. Miejsce. Bebeto nieco niespodziewanie postanowił wrócić do Flamengo. Niestety, nie wszyscy przywitali go ciepło, pamiętając, że swego czasu przeszedł do Vasco da Gama.
Dalsza kariera klubowa niestety nie przyniosła sympatycznemu napastnikowi zbyt wielkich sukcesów. Sevilla, powrót do Vitorii, Cruzeiro, Botafogo, meksykański Toros Neza, japońska Kashima Antlers, kolejny pobyt w Vitorii, powrót do Vasco i nieudana przygoda z saudyjskim Al-Ittihad – te wszystkie kluby Bebeto zdążył zwiedzić w ciągu ostatnich 6 lat swojej kariery. Zawodowe granie w piłkę zakończył w 2002 roku. O ile ostatnie lata na niwie klubowej były raczej niesatysfakcjonujące, to w reprezentacji wciąż było miejsce dla pochodzącego z Salvadoru zawodnika. Przed mundialem w 1998 roku wydawało się, że będzie to miejsce na ławce rezerwowych, ale wobec kontuzji Romario to właśnie Bebeto stworzył duet z Ronaldo. Trzy gole (w tym znakomity w meczu z Danią) w turnieju to powtórka wyniku z 1994 roku, tym razem jednak Brazylijczycy nie zdobyli tytułu. W pamiętnym finale z Francją przegrali 0:3. Po mistrzostwach Bebeto już nigdy nie zagrał w reprezentacji, kończąc ten etap kariery z przyzwoitym dorobkiem 75 meczów i 38 goli w narodowych barwach. Skoro była mowa o Romario, to warto napisać, choć kilka słów o skomplikowanych relacjach między nim a bohaterem tego tekstu. Romario zwołał konferencję prasową przed Mistrzostwami Świata w 1994, aby ogłosić, że nie usiądzie obok Bebeto podczas lotu drużyny do Stanów Zjednoczonych. Po latach jednak relacje obu panów wyglądają całkiem przyzwoicie. W 2018 roku Bebeto udzielił wywiadu, w którym chwalił sobie współpracę z dwa lata młodszym kolegą: „Grałem z Romario tylko w reprezentacji narodowej. Graliśmy razem tylko w jednym meczu Flamengo, zanim wyjechał do Europy. Czy wiesz, że Brazylia nigdy nie przegrała meczu, gdy Bebeto i Romario grali razem? ani jednego meczu! Poza tym za każdym razem, gdy graliśmy razem, przynajmniej jeden z nas strzelił gola”. Jak podsumować karierę tego wiecznie uśmiechniętego napastnika? Z reprezentacją zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, w Deportivo uznawany jest za legendę, w innym klubach wiodło mu się różnie. W reprezentacji jednak zawsze trochę w cieniu Romario lub Ronaldo. Pewnie Bebeto mógł wyjechać do Europy nieco wcześniej. Prawdopodobnie nie powinien był odchodzić z Deportivo w 1996 roku. Być może jego kołyska jest najbardziej kultową „cieszynką” w najnowszej historii futbolu.
@Symson
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@AssisMoreira
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
6
Genialny austriacki pomocnik:
16 lutego 1929 r. urodził się Gerhard Hanappi. To jedna z najwybitniejszych postaci w historii austriackiej piłki. Karierę rozpoczynał jako 17 latek w Wackerze Wiedeń (72 mecze i 16 goli), ale został legendą innego stołecznego zespołu – Rapidu (382 występy i 120 goli we wszystkich rozgrywkach), z którym seryjnie zdobywał kolejne krajowe trofea. Już w wieku 19 lat debiutował w reprezentacji Austrii, w której był kluczową postacią przez 14 lat (93 mecze i 12 goli). Występujący na pozycji pomocnika Hanappi uchodził za artystę futbolu, który bez problemy mógł grać na każdej pozycji. Po zakończeniu kariery został architektem i zaprojektował nowy stadion Rapidu (Weststadion), przemianowany po jego śmierci na Gerhard Hanappi Stadium. Obecnie, po zburzeniu Gerhard Hanappi Stadium, plac przed nowym Allianz Stadion nosi imię tego legendarnego austriackiego piłkarza.
@AssisMoreira
@Symson
@DaPidejpi
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
Czy wiecie że…
16 lutego 1998 r. ogłoszono głosowanie nad wotum nieufności wobec prezydenta Nuñeza. Referendum odbyło się z inicjatywy organizacji Elefant Blau założonej 14.12.1997 r. przez Joana Laporte i Sebastiana Rocę. Jej członkowie potępiali rządy Nuñeza i chcieli udowodnić że klub popadł w ogromne długi. W styczniu 1998 Elefant Blau udało się zebrać ponad 6 tysięcy podpisów co było podstawą do organizacji głosowania przeciwko prezydentowi. Instytucja krytykowała odejście Ronaldo, słabą pracę z wychowankami, wysoką pożyczkę, którą zaciągnął klub oraz wypłacenie firmie Kappa wyższego odszkodowania za zerwanie umowy niż to wynikało z porozumienia. Elefant Blau nie zgadzała się również na liczne przywileje ze strony klubu dla przestępczych grup kibicowskich, wypominała brak budowy obiecanego miasteczka sportowego i alarmowała iż zarząd chce ograniczyć prawa socios. Działacze klubu bronili się twierdząc że nie powinno się przeprowadzać głosowania z przyczyn formalnych. Negowali również większość zarzutów, twierdząc iż Zgromadzenie Generalne wyraziło zgode na pożyczkę, wniosek nie precyzuje o jakie grupy kibicowskie chodzi a transfer Ronaldo nastąpił z winy poprzedniego zarządu(choć ówczesnym prezydentem był także Nuñez). 6 marca socios opowiedzieli się za pozostawieniem władz klubu ale rok później, również dzięki działalności Elefant Blau, Nuñez podał się do dymisji. Organizacja wystawiła do wyborów Lluisa Bassata, który przegrał jednak z Joanem Gaspartem. Po tym wydarzeniu niespodziewanie Elefant Blau uległa rozwiązaniu.
Jak widzieliśmy przy okazji prezydenta Bartomeu, dzisiejsi socios także przybierali się do usunięcia ,,Bartka’’, jak pies do jeża! Przecież można to było zrobić znacznie wcześniej. Ba! To nawet było obowiązkiem wobec klubu tak postąpić.
@DaPidejpi
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
2
@Pawel13sz O, no to ciężka sprawa trafić wynik. ,,Czerwone Diabły" na ogół grają lepiej na wyjeździe i ostatnio są w gazie, więc jakbym miał się zabawić w typera to stawiam 2:2!
4
@FCBparasiempre
Na kolejny mecz Barçy i Manchesteru kibicom przyszło czekać aż do sezonu 1990/1991. Trenerem United był już wówczas Ferguson, a Barcelonę od 1988 r. prowadził Johan Cruyff. Obaj trenerzy, jak się później okazało, mieli odcisnąć ogromne piętno na grze i na historii obu klubów. Na razie, obaj musieli zadowolić się grą tylko w Pucharze Zdobywców Pucharów. United trafiło tam dzięki zwycięstwu w krajowym finale z Crystal Palace a FC Barcelona zdobyła Puchar Króla, pokonując znów Real Madryt. W drodze do finału Katalończycy zwyciężyli kolejno: Trabzonspor, islandzki Fram, Dynamo Kijów oraz Juventus. Piłkarze z Old Trafford w pokonanym polu zostawili Pécsi Munkás z Węgier, Wrexham, Montpellier oraz Legię Warszawa. Polskim piłkarzom udało się w rewanżu wywalczyć remis (gol Wojciecha Kowalczyka), ale na nic się to zdało, bo w pierwszym meczu w Warszawie Anglicy byli zdecydowanie lepsi i wygrali 3:1 po golach McClaira, Bruce’a i Hughesa.
Od czasu meczów z 1984 roku oba zespoły diametralnie się zmieniły. W Barcelonie ostał się tylko obrońca Alexanko. Skład drużyny Cruyffa musiał jednak robić wrażenie: Carlos Busquets (ojciec Serio) w bramce, Albert Ferrer i Ronald Koeman w obronie, Michel Laudrup i Bakero w pomocy oraz Julio Salinas i Begiristáin w ataku. W drużynie United zaszło też sporo personalnych roszad. W bramce Sealey, w obronie Irwin, Pallister i Bruce, w pomocy Sharpe, Ince oraz bohater poprzednio opisanej rywalizacji, Bryan Robson. W ataku gwiazdą United był inny gracz, który pamiętał mecze sprzed siedmiu lat. Mark Hughes między meczami z 1984 r. a finałem z 1991 r. zdążył jednak zaliczyć pobyt właśnie w Barcelonie i w Bayernie Monachium. Wszystkie bramki rozgrywanym w Rotterdamie finale padły w ciągu 12 minut. W 67. minucie Robson zagrał na głowę do Bruce’a, piłka przeleciała nad bramkarzem Barcelony i Hughes wpakował ją do pustej bramki. W 74. strzelec gola uniknął pułapki ofsajdowej zastawionej przez Katalończyków, ominął Busquetsa i po raz drugi umieścił piłkę w siatce. W 79. minucie rzut wolny z około trzydziestu metrów od bramki Anglików wykonywał Ronald Koeman. Holender nie pierwszy i nie ostatni raz w karierze popisał się mocnym i skutecznym strzałem. Inna sprawa, że Lee Sealey nie popisał się, próbując interweniować i przepuścił piłkę pod ramieniem. Barcelona próbował jeszcze wyrównać, ale piłkę zmierzającą do pustej bramki wybił z linii bramkowej Clayton Blackmore. Grający tego dnia na biało Manchester United pokonał występującą w niebieskich strojach Barcelonę 2:1 i Alex Ferguson mógł się cieszyć ze swojego pierwszego europejskiego trofeum zdobytego z Manchesterem (wcześniej z Aberdeen wygrał w PZP i w Superpucharze Europy w 1983). Cryuff gorycz porażki zrekompensował sobie już rok później i to z nawiązką. Barcelona (po golu Koemana z rzutu wolnego) pokonała w 1992 roku Sampdorię Genua w finale Pucharu Mistrzów i zdobyła najcenniejszy z klubowych pucharów. Kolejne starcie „Czerwonych Diabłów” z „Dumą Katalonii” przypadło na sezon 1994/1995. W Barcelonie wciąż niepodzielnie panował Cryuff, a jego „Dream Team” właśnie zdobył czwarte z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. Ferguson też miał powody do zadowolenia, bo w pierwszych dwóch sezonach utworzonej w 1992 roku Premier League triumfowali właśnie jego podopieczni.
W rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów w grupie A oprócz United i Barcy znalazły się IFK Goteborg i Galatasaray. 19 października 1994 roku na Old Trafford spotkały się dwa zespoły pełne gwiazd. Co prawda w składzie United zabrakło Ryana Giggsa i zawieszonego Erica Cantony, ale wciąż w ataku grał Mark Hughes, a na skrzydłach popłoch siali Lee Sharpe i Kanczelskis. A Barcelona? Koeman, Bakero, Guardiola, a ataku Romario i Stoiczkow – te nazwiska robiły wrażenie na wszystkich w Europie. Podopieczni Fergusona nie przestraszyli się jednak tego gwiazdozbioru i po dośrodkowaniu Sharpe’a i główce Hughesa objęli prowadzenie. Jeszcze w pierwsej połowie wyrównał Romario, strzelając między nogami Schmeichela. W drugiej połowie goście wyszli na prowadzenie po trafieniu Bakero, ale remis gospodarzom uratował Sharpe, strzelając pięknego gola piętą. Przed meczem na Camp Nou problemem dla Manchesteru okazał się limit obcokrajowców, jaki obowiązywał w europejskich pucharach. Kluby mogły mieć w składzie trzech zagranicznych piłkarzy i dwóch graczy „zasymilowanych” (ze stałym pobytem w danym kraju). O ile w Premier League zawodników z Walii, Szkocji oraz Irlandii Północnej, a także z Republiki Irlandii nie traktowano jak obcokrajowców, to w Lidze Mistrzów UEFA uważała ich za przedstawicieli osobnych federacji. Fergusonowi wydawało się, że musi wykorzystać limit obcokrajowców, włączając do składu walijskich i irlandzkich graczy z pola. W związku z tym nie zabrał do Barcelony duńskiego bramkarza Petera Schmeichela. Dla jego zmiennika, Gary’ego Walsha wieczór na Camp Nou okazał się niezwykle ciężki. „Nie miałem pojęcia, że zagram aż do rana w dniu meczu. […] Tłum kibiców był naprawdę duży, przeszło 100 000. Nie to jednak było zastraszające. Zastraszającą rzeczą był duet napastników Barcelony, Romario i Stoiczkow. Gdy padł pierwszy gol, wiedziałem, że to będzie długa noc” – mówił po latach Walsh. Wymienioną bramkę zdobył w 9. minucie Stoiczkow po rykoszecie. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył Romario. Przy obu golach obrońcy i bramkarz United zostali ośmieszeni przez napastników gospodarzy. Kamery telewizyjne pokazywały zasmuconych Cantonę (wciąż był zawieszony) i Schmeichela, którzy obserwowali mecz z trybun. Z pewnością w drugiej połowie ich humory się nie poprawiły. Przy trzeciej bramce Brazylijczyk i Bułgar zabawili się z obroną United niczym z młodszymi kolegami na podwórku. Stoiczkow do Romario, Romario do Stoiczkowa i król strzelców mistrzostw świata 1994 r. zdobył trzeciego gola dla gospodarzy. Autorem czwartej bramki był obrońca Albert Ferrer.
Sezon 1998/1999 był jednym z najbardziej pamiętnych dla kibiców United. Potrójna korona dała piłkarzom Manchesteru niezwykłe miejsce w historii futbolu, a Alexowi Fergusonowi tytuł szlachecki. Wszystko zaczęło się jednak od pojedynku z …mistrzem Polski, Łódzkim Klubem Sportowym. „Czerwone Diabły” z racji tego, że w poprzednim sezonie wywalczyły tylko wicemistrzostwo Anglii, musiały grać w eliminacjach. 2:0 w Manchesterze i 0:0 w Łodzi dały Anglikom awans do Ligi Mistrzów. Grupę, do której zostali wylosowani, od razu okrzyknięto „grupą śmierci”. O ile przed duńskim Broendby raczej nikt na Old Trafford nie drżał, to Bayern Monachium i FC Barcelona budziły co najmniej respekt. Barcelona jako mistrz Hiszpanii uniknęła gry w eliminacjach. Mecz pierwszej kolejki rozegrano 16 września. Zespół United, do której dołączyli przed sezonem Jaap Stam i Dwight Yorke, stawał naprzeciwko drużyny Blaugrana, prowadzonej przez Louisa van Gaala. W składzie Barcy znajdowali się m.in. Rivaldo, Zenden, Cocu, Sonny Anderson, Figo czy Luis Enrique. Gospodarze zaczęli jednak bez kompleksów i po golach Giggsa i Scholesa prowadzili 2:0. Zaraz po przerwie kontaktową bramkę zdobył Sonny Anderson, a wyrównanie gościom dał Giovanni, skutecznie wykonując rzut karny. Piękny strzał Beckhama z rzutu wolnego pozwolił Manchesterowi wyjść na prowadzenie, ale kolejny rzut karny dla Barcelony (po zagraniu piłki ręką przez Nicky’ego Butta) dał gościom remis. Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się tym razem Luis Enrique. Jeśli ktoś sądził, że równie szalony mecz między tymi dwoma drużynami nie może się zdarzyć, był w wielkim błędzie. Mecz, który odbył się dwa miesiące później w Barcelonie, był jak film Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi, a później napięcie narastało. Już w 1 minucie gospodarze objęli prowadzenie po golu Sonny’ego Andersona. W 25. minucie wyrównał Dwight Yorke, a w 53. minucie zaliczył asystę przy bramce Andy’ego Cole’a. Tylko trzy minuty goście cieszyli się z prowadzenia – Rivaldo postanowił pokazać, że rzuty wolne wykonuje nie gorzej niż Beckham i zaskoczył Schmeichela strzałem przy słupku. Na 3:2 dla podopiecznych Fergusona strzelił Yorke, ale mecz znów zakończył się remisem 3:3, bo fenomenalną przewrotką popisał się Rivaldo. Wizyta w Barcelonie nie była ostatnim w tamtym sezonie pobytem w tym mieście dla piłkarzy United. W maju 1999 r. na stadionie Camp Nou wygrali w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z Bayernem 2:1. Od czasu szalonych remisów 3:3, los przez blisko dziesięć lat nie zetknął ze sobą Barcelony i Manchesteru United. Dopiero w półfinale sezonu 2007/2008 oba klubu trafiły na siebie po wcześniejszym pokonaniu w 1/4 odpowiednio Schalke (FC Barcelona) i Romy (Manchester). Pierwszy mecz odbył się w Hiszpanii, ale to goście mogli objąć prowadzenie już w 3.minucie. Cristiano Ronaldo nie wykorzystał jednak rzutu karnego. Jak się miało okazać, była to najlepsza okazja do zdobycia bramki. Mecz zakończył się bezbramkowych remisem. Rewanż na Old Trafford okazał się zwycięski dla gospodarzy. Jedyną bramkę zdobył potężnym strzałem Paul Scholes. Choć kibice United zwykli śpiewać: „Paul Scholes – he scores goals”, to do momentu tej bramki rudowłosy pomocnik nie zdobył gola przez osiem miesięcy. Manchester awansował do finału, gdzie pokonał Chelsea po rzutach karnych. Barcelona natomiast stała wówczas u progu rewolucji. Latem 2008 roku trenem Blaugrany został Pep Guardiola i rozpoczął jeden z najlepszych okresów w historii „Dumy Katalonii”.
Już pierwszy sezon Guardioli zakończył się zdobyciem potrójnej korony. Mistrzostwo i krajowy puchar były jednak tylko przystawką do dania głównego, czyli Ligi Mistrzów. Zanim jednak do tego doszło, Guardiola zmienił w zespole bardzo wiele: pozbył się Ronaldinho i Deco, którzy psuli atmosferę w szatni, wprowadził nowy regulamin i postawił na ofensywny styl oparty na dużej ilości podań. Po pokonaniu w eliminacjach Champions League Wisły Kraków (choć pod Wawelem Barca przegrała 0:1), wyprzedzeniu w grupie Sportingu, Szachtara i FC Basel oraz wyeliminowaniu Lyonu, Bayernu i Chelsea, Barcelona zameldowała się w finale, który w 2009 roku odbywał się w Rzymie. Jej rywalem został Manchester United oparty o znakomitego, choć będącego myślami w Realu Madryt, Cristiano Ronaldo. „Czerwone Diabły” wyprzedziły w grupie Celtic, Villarreal i Aalborg, a następnie pokonały Inter, Porto i Arsenal. Finał na Stadio Olimpico zaczął się pod dyktando Anglików. Później piłkarze Barcelony przyznawali, że Guardiola nieco przesadził przed tym meczem. Trener przez cały sezon przygotowywał motywacyjne filmy, ale ten zmontowany przed finałem z dodaną muzyką z „Gladiatora” nie dodał graczom skrzydeł, ale ich przytłoczył. Wszystko zmieniło się po golu Eto’o. Kameruńczyk (na początku sezonu niechciany przez Pepa w drużynie) ograł Vidica i strzałem w krótki róg dał prowadzenie Barcelonie. W drugiej połowie zwycięstwo Barcelony przypieczętował strzałem głową Messi. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Argentyńczyk jest 22 cm niższy niż stojący wówczas obok niego Rio Ferdinand. Barcelona wygrała 2:0 i Carles Puyol mógł wznieść do góry charakterystyczny, „uszaty” puchar. „To nie ja grałem w piłkę z Messim, tylko on ze mną” – powiedział o finale w Rzymie, z charakterystyczną dla siebie zarozumiałością, Samuel Eto’o. Okazja do rewanżu nadarzyła się dwa lata później. Oba zespoły znów dotarły aż do finału Ligi Mistrzów. W półfinale Barca wygrała z Realem, a Manchester odprawił z kwitkiem Schalke. Finał odbywał się w Londynie, co miało stawiać Manchester w uprzywilejowanej pozycji. Pucharu pilnowała Brytyjska Gwardia Królewska w charakterystycznych czarnych bermycach, a Sir Alex w klapę marynarki wpiął różę – symbol Anglii. W ataku Barcelony przez cały sezon brylowało trio MVP – Messi, Villa, Pedro. Nie inaczej było w londyńskim finale. Każdy z tej trójki zdobył po jednej bramce. United stać było tylko na jednego gola, którego strzelił Rooney. Jeśli w finale 2009 roku Manchester mógł nawiązać walkę z Barcą, to podczas meczu w Londynie nie miał większych szans. Barcelona rozegrała być może najlepszy mecz w całej kadencji Guardioli. Rzeczywiście Ferguson wprowadził Naniego i Scholesa, gdy było już „po herbacie”, a trzeciej zmiany nawet nie wykorzystał. Uważny obserwator finału mógł dostrzec na telewizyjnym zbliżeniu pod koniec meczu, jak jedna z dłoni Fergusona trzęsie się a sam trener jeszcze bardziej zawzięcie niż zazwyczaj żuje gumę. Nawet tak doświadczony menadżer był bezradny w starciu z maszyną Guardioli.
W kwietniu 2019 roku obie drużyny spotkały się po raz ostatni jak do tej pory (i to jest właśnie ten drugi raz bez Fergusona). Ćwierćfinał Ligi Mistrzów okazał się dwumeczem jednostronnym. W pierwszym meczu, rozgrywanym na Old Trafford 10 kwietnia 2019 r., lepsi okazali się Katalończycy pod wodzą Ernesto Valverde. Jedyny gol tego spotkania to samobójcze trafienie Luke’a Shawa. Rewanż przebiegał już całkowicie pod dyktando Barcelony. Dwa gole Messiego i jeden Coutinho dały piłkarzom „Blaugrany” pewne zwycięstwo 3:0. Podopieczni Ole Gunnara Solskjaera musieli pożegnać się z Ligą Mistrzów. Łączny bilans FC Barcelony z Manchesterem to 13 meczów, z czego sześć to zwycięstwa Katalończyków. Trzy razy wygrywali Anglicy, a czterokrotnie mecze kończyły się remisem. Kolejne rozdziały do tej niezwykle ciekawej rywalizacji piłkarze obu klubów dopiszą już 16 i 23 lutego 2023 r.
10
Manchester United kontra FC Barcelona już za 24 godziny:
W meczu 1/16 Ligi Europy los skojarzył ze sobą Manchester United i FC Barcelonę. Mecze między tymi drużynami to prawdziwy klasyk europejskich pucharów, jednak pierwszy raz oba zespoły trafiły na siebie dopiero w latach 80. I to wcale nie w najważniejszych europejskich rozgrywkach. W całej historii potyczek między dwoma gigantami futbolu tylko w dwóch dwumeczach zdarzyło się, że trenerem United nie był Alex Ferguson. Za pierwszym razem, w sezonie 1983/1984 w ćwierćfinale nieco zapomnianego już Pucharu Zdobywców Pucharów, FC Barcelona, prowadzona przez Cesara Luisa Menottiego trafiła właśnie na zespół „Czerwonych Diabłów”. Trenerem angielskiej drużyny był Ron Atkinson, który sezon wcześniej zdobył z tym klubem Puchar Anglii po zwycięstwie w powtórzonym finale 4:0 z Brighton & Hove Albion. Barça, natomiast, triumf w krajowym pucharze zawdzięczała zwycięstwu 2:1 nad Realem Madryt. Przed dotarciem do ćwierćfinału rozgrywek klub z Katalonii uporał się z Magdeburgiem i z NEC Nijmegen. United, z kolei, musieli pokonać rywali zza żelaznej kurtyny – w pierwszej rundzie była to Dukla Praga, w drugiej Spartak Warna. Pierwsze spotkanie między MU a Barcą rozegrane zostało 7 marca 1984 roku na Camp Nou. Samobójczy gol Hogga i bramka Rojo sprawiły, że to Duma Katalonii(z Maradoną i Schusterem w składzie) mogła cieszyć się z dwubramkowego zwycięstwa. Dwa tygodnie później Anglicy zagrali o wiele pewniej i skuteczniej. Może i Barcelona miała Maradonę, ale Manchester United miał Bryana Robsona. To właśnie ten zawodnik w 23 minucie strzałem głową dał gospodarzom prowadzenie. W 50. minucie po uderzeniu Raya Wilkinsa bramkarz Barcelony Urruti nie utrzymał piłki i „wypluł” ją przed siebie. Tam czyhał już Robson i z bliska wpakował ją do bramki. Stan dwumeczu w tym momencie się wyrównał. Warto wspomnieć, że wymieniony Ray Wilkins to zmarły 4 kwietnia 2018 r. wielokrotny reprezentant Anglii, związany jako zawodnik i trener głównie z Chelsea. W latach 1979-1984 przywdziewał jednak koszulkę Manchesteru United. Nie minęły nawet trzy minuty od drugiej bramki Robsona, a gospodarze prowadzili już 3:0. Whiteside zagrał piłkę głową do Stapletona, a ten z niewielkiej odległości umieścił ją pod poprzeczką. Barcelona nie było już w stanie zdobyć gola. Do półfinału awansował Manchester. Tam jednak lepszy okazał się Juventus. Dalsza część tej historii w odpowiedzi na mój komentarz.
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
2
@Pawel13sz Wspaniała informacja! Oby się ziściła...
10
Legendy rodzimego futbolu:
15 lutego 1966 w Piasecznie urodził się Roman Kosecki . Od lat jest obecny na polskiej scenie sportowej i politycznej. W czasie kariery piłkarskiej występował na pozycji napastnika lub pomocnika. Karierę piłkarską rozpoczynał w klubie RKS Mirków (1980–1983), następnie był zawodnikiem RKS Ursus (do 1986). W latach 1987–1990 był związany z klubami warszawskimi – Gwardią i Legią. W barwach Legii Warszawa wystąpił w 51 meczach oficjalnych i strzelił 12 goli, świętował zdobycie dwóch Pucharów Polski (1989, 1990) oraz Superpucharu Polski (1989). Przeniósł się następnie do klubów zagranicznych; był kolejno graczem tureckiego Galatasaray SK (1991–1992), hiszpańskich Osasuny Pampeluna (1992–1993) i Atlético Madryt (1993–1995), francuskich FC Nantes (1995–1996) i Montpellier HSC (1996–1997). W 1997 przez krótki czas ponownie grał w Legii; ostatnie lata kariery zawodniczej spędził w USA, gdzie z Chicago Fire zdobył mistrzostwo i Puchar USA (1998). Zaliczył 69 występów w reprezentacji narodowej (jest tym samym członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta). Debiutował jako zawodnik drugoligowej Gwardii Warszawa w meczu przeciwko Rumunii w 1988. W czternastu meczach pełnił funkcję kapitana. Zakończył karierę reprezentacyjną, gdy w meczu ze Słowacją w Bratysławie (11 października 1995) otrzymał czerwoną kartkę za demonstracyjne zdjęcie koszulki w trakcie dokonywania zmiany. Założył szkółkę piłkarską w Konstancinie-Jeziornie pod nazwą MUKS Kosa Konstancin, zajmującą się szkoleniem młodzieży. W latach 2002–2005 zasiadał w radzie gminy Konstancin-Jeziorna . W wyborach parlamentarnych w 2005, otrzymując 4395 głosów, został wybrany na posła V kadencji . W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 6847 głosów. W 2007 ogłosił, że będzie kandydował w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, lecz niedługo potem zrezygnował z tych zamiarów, twierdząc, że polskiej piłce niepotrzebny jest prezes związany z partią polityczną. W wyborach parlamentarnych w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję do Sejmu, dostał 4603 głosy. 26 października 2012 przegrał wybory na prezesa PZPN, jednak po wygranej Zbigniewa Bońka został wiceprezesem związku ds. szkoleniowych. Funkcję tę pełnił do 2016.
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@AssisMoreira
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
0
@Pawel13sz A moge Pawełku prosić tłumaczenie z ,,chińskiego" na polski?