FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Pawel13sz No na tą chwile to akurat 9-tki nie ma porządnej. Jedyny perspektywiczny to ten Ferran Jutgla(właśnie chyba napastnik?). Ja bym zaoszczędził na porządnego środkowego napastnika i poczekał do letniego okienka, a póki co to możemy grać dwójką w ataku: Fati, Depay(Braithwaite), bądź Fati, Depay(Jutgla).
1
@Pawel13sz Nie znam języków obcych, jednak odpowiadając na twoje pytanie, to ani jeden ani drugi. Trzeba przede wszystkim wykorzystywać naszą szkółke La Masia.
3
Epokowy turniej w dziejach Dumy Katalonii:
16 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonuje FC Atlante 3:1 w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata rozgrywanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Po 5 minutach meczu mistrz Ameryki Północnej prowadził po golu Rojasa, jednak w 35 minucie wyrównał Busquets. Po przerwie gole Messiego i Pedro zapewniły Blaugranie udział w wielkim finale.
2
Oficjalne debiuty legend:
16 grudnia 1990 r. Josep Guardiola OFICJALNIE zadebiutował w barwach Blaugrana meczem z Cadiz CF na Camp Nou w 15 kolejce La Liga(de facto Pep zadebiutował już 1 maja 1989 r. /wraz z Francesciem Vilanova i Jordim Roura, który strzelił 2 gole/ w towarzyskim meczu z CD Banyoles wygranym 6:2). Guardiola miał szczęście ponieważ Amor pauzował za żółte kartki. Johan Cruyff dał mu od razu szanse w podstawowym składzie i nie omieszkał pochwalić go po meczu. ,,Zawsze należy być dumnym z pochwał, zwłaszcza jeżeli pochodzą od trenera. Jestem zadowolony ze swojej postawy, choć zawsze mógłbym zagrać lepiej. Byłem otoczony tyloma doskonałymi graczami, że trudno było zagrać źle w takim doborowym towarzystwie. Wszyscy mi pomagali i pozwoliło mi to dobrze wykonać swoją prace.’’– podsumował swój występ Pep. Guardiola zachował koszulke z debiutu ale mimo udanej gry był świadomy tego iż Amor wróci do składu w kolejnym meczu. ,,Czuję że od teraz będzie się ode mnie wymagać więcej na Mini Estadi(gdzie grywał w drużynie rezerw). Przeciwnicy będą mnie ostrzej atakować ale przyjmuje wyzwanie. Czuje że mogę być przydatny w pierwszym zespole’’- kontynuował Pep. Przypomnę tylko że mecz z Cadiz, Barça wygrała 2:0 a Pepito zagrał w nim pełne 90 minut. Jeszcze w owym sezonie Guardiola wystąpił w Primera Division trzykrotnie, natomiast od sezonu 1991/92 na stałe awansował do kadry Cruyffa. Jak widać ,,boski’’ Johan miał nosa i przysłowiowe jaja aby dać zagrać Pepowi w meczu La Liga.
5
Joe Jordan, szczerbaty strzelec:
Staroświecki środkowy napastnik, który nie bał się włożyć głowy tam, gdzie inny nie włożyłby nogi. Charakterny. Waleczny. Jego znakiem rozpoznawczym był… brak górnych jedynek. Można pomyśleć, że to taki boiskowy zabijaka, który do zaoferowania ma tylko siłę i szaleństwo. Z nim nie do końca tak było. Joe Jordan urodził się 15 grudnia 1951 w wiosce Cleland, w North Lanarkshire. Twardy szkocki styl gry w piłkę zaszczepiono w nim już na początku kariery. Wśród rówieśników młody Joe wyróżniał się sporą umiejętnością zdobywania bramek. Potrafił ustawić się w polu karnym i z zimną krwią wykorzystać sytuację. To dlatego w 1971 roku sięgnęło po niego Leeds United – ówczesna angielska potęga. Myślicie, że klub, który w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia należał do europejskiej czołówki, transferowałoby byle świra, który tylko biega i przepycha się z rywalami? Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Przez siedem lat gry dla „Pawi” Jordan dał kibicom wiele radości. Strzelał sporo goli. Był bardzo skuteczny (w 1973 roku w 16 grach zdobył 9 bramek). W Leeds przytrafił mu się też wypadek, który na zawsze utrwalił jego wizerunek. W meczu rezerw Jordan walczył o piłkę i został kopnięty w twarz. Krew siknęła, a Joe poczuł, że ma coś w ustach. Prędko wypluł zawartość na dłoń. Były to dwa górne zęby. Po całym zdarzeniu zaoferowano mu grę w specjalnych protezach, ale te tylko mu wadziły. Nie były też do końca bezpieczne. Boiskowy walczak zyskał tym samym pseudonim „Jaws”, co można przetłumaczyć jako „Szczęki”. Gdy po trzyletniej przygodzie w Manchesterze United przeniósł się na Półwysep Apeniński, by przywdziać trykot AC Milan, Włosi stworzyli swoją wersję przezwiska. Joe Jordan stał się wówczas „Lo Squalo”. Do 1989 roku cieszył swoją grą, zaangażowaniem i bramkami kibiców w Anglii i Italii. Bardzo dużo wniósł też do reprezentacji Szkocji, w której zagrał 52 mecze i strzelił dlań 11 goli. Pojechał również na mistrzostwa świata. Trzy razy. Całkiem nieźle jak na „boiskowego zabijakę”. Sam tak podsumował swoją karierę: „Byłem tym, kim byłem, ale spoglądam wstecz i grałem siedem lat w Leeds – zespole, który był jednym z najlepszych w Europie, a potem przeszedłem do Manchesteru United. Następnie transfer do AC Milan. To są najlepsze kluby. Dzięki temu miałem okazję grać przeciwko Liverpoolowi, Arsenalowi czy Ajaxowi. Nie mówię tego, żeby się chwalić; jeśli te drużyny myślały, że mam coś do zaoferowania, to było coś więcej niż brak zębów.” Chwalili go też boiskowi przeciwnicy. Cenili nie tylko wspomnianą determinację i wolę walki. Zauważali typowo piłkarskie umiejętności. Ot choćby gra głową albo technika strzału. Nawet po zakończeniu kariery pozostał twardym gościem. W 2011 roku, będąc asystentem trenera Tottenhamu starł się z Gennaro Gattuso z AC Milan.
3
Feliz cumpleaños panie Allanie!
15 grudnia 1952 r. urodził się Allan Simonsen. Duński napastnik przychodził do Barcelony w glorii i chwale po udanych latach spędzonych w Borussi Mönchengladbach. W RFN zdobył 3 mistrzostwa kraju i 2 puchary UEFA a indywidualnie wywalczył tytuł najlepszego europejskiego piłkarza 1977 r. Do Barcelony trafił w miejsce Johana Neeskensa, gdyż w tamtych czasach w każdej druzynie mogło grać jednocześnie jedynie dwóch obcokrajowców. Filigranowy Duńczyk był świadomy odpowiedzialności, która na nim ciążyła: ,,Wiem jak ważny był Neeskens dla drużyny i jestem w stanie podjąć się wyzwania. Myslę że nie zawiodę kibiców. Chce być jednym z wielu i pomóc drużynie. Nie boję się ostrej gry rywali. Cruyff też był kryty bardzo krótko a w Barcelonie nie doznał poważnej kontuzji”. Simonsen miał racje w obu ostatnich aspektach. Prze 3 sezony w Blaugranie omijały go kontuzje, lecz brakowało jego indywidualnych popisów. 10 goli w sezonie nie była satysfakcjonującym wynikiem, jednakże Simonsen zapisał się na kartach historii klubu zdobywając gola w drugim zwycięskim finale Pucharu Zdobywców Pucharów na Camp Nou. Stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który zdobywał gole w trzech finałach różnych pucharów europejskich. Duńczyk pożegnał się z Dumą Katalonii ze względu na transfer Maradony. Zarząd zaproponował mu miejsce w klubie i ewentualną gre w przypadku kontuzji Argentyńczyka albo Niemca Schustera. Simonsen postanowił rozstać się z Barçą. W październiku 1982 r. sensacyjną oferte złożył mu Charlton Athletic, grający wówczas w drugiej lidze angielskiej. Wydawało się że Simonsen skusi się na propozycje Realu Madryt, Tottenhamu lub Sportingu Lizbona, jednak w końcu wybrał najsłabszą oferte pod względem sportowym. Charlton zapłacił ogromna jak na owe czasy kwotę 300 tys. funtów.
0
Po pierwsze niespodziewałem się rzutów karnych w meczu towarzyskim rozgrywanym w hołdzie Diego Maradony. Po drugie, co za tym idzie, po jakiego grzyba potrzebne były te karne? Po trzecie żałuje że ten cały Ferran Jutgla(wychowanek?) nie zadebiutował właśnie dzisiaj w barwach Blaugrany, miałby wymarzony debiut! Wreszcie po czwarte: Bosteros! i Cules! nie irytujcie się i marudźcie, w końcu to był tylko mecz towarzyski na cześć ,,naszego boskiego" Diego!
1
@Pawel13sz Cudowna sprawa! Ślicznie dziękuje :)
0
@Pawel13sz Piękna historia na zdjęciu :) Ja tylko miałbym prośbe odnośnie tych niebieskich ptaszków. Otóż nie znam języka angielskiego i prosiłbym o przetłumaczanie na język polski.
5
Dzisiaj zagrają moje dwa najukochańsze kluby pod słońcem, czyli Boca z Barçą! W dodatku w hołdzie wielkiemu Diego Maradonie, mojego pierwszego idola z dzieciństwa. Jeszcze apropos klubu z dzielnicy La Boca. Otóż 14 grudnia 2003 r. CA Boca Juniors pokonało w rzutach karnych AC Milan w finale Pucharu Interkontynentalnego. Pirlo, Seedorf i Costacurta. To piłkarze, którzy nie strzelili rzutów karnych dla Milanu i Puchar Interkontynentalny - tak jak w 2000 r. - wywalczyła Boca Juniors Buenos Aires. Po 120 minutach meczu w Jokohamie było 1:1, w karnych 3:1 dla Argentyńczyków. Milan przeważał niemal przez całe spotkanie, był blisko tego, by(jako pierwszy zespół na świecie)zdobyć to trofeum po raz czwarty. Poprzednio jako zdobywcy Pucharu Europy wygrywali rywalizację ze zdobywcami Copa Libertadores w 1969, '89 i '90 roku. Przegrywali w 1963, '93 i '94. W 24. minucie gola dla Włochów strzelił(z ośmiu metrów po bardzo dobrym podaniu Andrei Pirlo) Duńczyk Jon Dahl Tomasson. Wyrównanie padło pięć minut później - odbitą przez bramkarza Didę piłkę po uderzeniu Iarleya dobił pomocnik Matias Donnet. W kolejnej akcji Brazylijczyk Kaka z Milanu trafił piłką w poprzeczkę. W drugiej połowie doskonałych okazji dla Włochów nie wykorzystali Paolo Maldini i Kaka. Świetnie bronił Abbondanzieri. Tuż przed końcem rezerwowy argentyńskiej drużyny Carlos Tevez strzelił zaś tuż nad poprzeczką. W dogrywce Abbondanzieri kapitalnie wybronił strzał Andrija Szewczenki, a tuż przed końcem gola ze spalonego strzelił Filippo Inzaghi. Bramka nie została uznana. Milan, który w finale poprzedniej Ligi Mistrzów wygrał w karnych z Juventusem, w niedzielę gorzej wykonywał jedenastki niż Boca Juniors. Mistrz Argentyny wywalczył Puchar Interkontynentalny po raz trzeci. To także trzeci Puchar 54-letniego trenera zespołu z Buenos Aires Carlosa Bianchiego. Przed nim żaden szkoleniowiec tego nie dokonał.
Gole: Tomasson (24.) / Donnet (29.) Składy: AC Milan: Dida - Cafu, Costacurta, Pancaro, Maldini - Gattuso (102. Ambrosini), Pirlo, Seedorf, Kaka (78. Rui Costa) - Szewczenko, Tomasson (60. Inzaghi). Boca: Abbondanzieri - Schiavi, Perea (73. Jerez), Burdisso, Rodriguez - Donnet, Cagna, Battaglia, Cascini - Schelotto (73. Tevez), Iarley.
0
O problemach nie da się zapomnieć, jednak te dzisiejsze 90 minut poświęćmy ,,boskiemu" Diego, któremu bezwzględnie należy się oddać hołd. Przy okazji cieszmy się futbolem :)
3
Dacie wiare?
14 grudnia 1919 r. FC Barcelona pokonała na Camp del Carrer Indústria lokalnego rywala FC Internacional 2:1 w 6 kolejce mistrzostw Katalonii. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że jednego z goli dla Blaugrany z rzutu karnego zdobył… Ricardo Zamora! Tak, tak jeden z najlepszych bramkarzy w historii futbolu dokonał tego jako jedyny golkiper w historii Barçy. Swoją drogą bardzo jestem ciekaw jak by wyszedł taki rzut karny ter Stegenowi, który przecież dosyć dobrze gra nogami?
1
@arasz1819 Dumie Katalonii oddałem serduszko dopiero rok później, więc nie mogłem tego widzieć, zresztą wiele lat od 2004 r. nie oglądałem na żywo Blaugrany w La Liga, ale najważniejsza jest miłość do klubu ,,naszego" życia!
2
,,Krwawe” derby Barcelony:
13 grudnia 2003 r. FC Barcelona przystępowała do meczu derbowego na Olímpic Lluís Companys z 13-punktową stratą do Realu Madryt. Espanyol był w jeszcze gorszej sytuacji- 8 punktów w 15 kolejkach dawało pozycje czerwonej latarni ligi. Mecz rozpoczął się dobrze dla gospodarzy ale na gola Jordiego Cruyffa dla Espanyolu już po 2 minutach odpowiedział Ronaldinho, zaś jeszcze przed przerwą dwukrotnie trafiał Kluivert. Głównym bohaterem meczu postanowił jednak zostać arbiter Pino Zamorano, który pokazał w sumie… 6 czerwonych i 13 żółtych kartek. Wyrzucani z boiska byli De La Peña, Soldevilla i Lopo z Espanyolu oraz Marquez, Quaresma i Cocu z Blaugrany. Jedno dodatkowe usunięcie z boiska mogło spowodować że mecz zakończyłby się walkowerem dla którejś ze stron. Na szczęście rozstrzygnięcie nastąpiła na boisku a Barça ostatecznie wygrała 1:3.
1
@arasz1819 No prosze, Jakbyś czytał w moich myślach! :) Jeszcze raz pozdrawiam i zdrówka życze :)
1
@arasz1819 Dziękuje z całego serca!:) Niespodziewałem się aż tak ciepłych słów i nominacji z twojej strony. Z kilku powodów nie pociąga mnie ta ,,redakcyjna Złota Piłka", jednak jeszcze raz ogromnie dziękuje za to że doceniasz moje starania na rzecz historii ,,naszego" klubu. Dla mnie jedną z największych wartości klubu, jest i będzie zawsze jego historia. Gorąco pozdrawiam, wierny na zawsze cule Barcy!
2
Baskonia, naród zdolny do najgorszego…….?
13 grudnia 1981 r. Bernd Schuster doznał poważnej kontuzji. Athletic Bilbao Javiera Clemente zdobył 2 mistrzostwa Hiszpanii ale gra jego drużyny była niezwykle brutalna. Na swojej skórze odczuł to grający wówczas w Blaugranie Schuster. Andoni Goikoetxea, nazywany ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, zaatakował korkami jego kolano. Niemiec po interwencji lekarza wrócił na boisko. Po kilku minutach zdecydował się jednak opuścić murawe a wstępne diagnozy wskazywały na naciągnięte więzadła w kolanie. ,,Na pierwszy rzut oka uważam iż nie będzie mógł grać z Realem Madryt w kolejnym tygodniu. Wygląda na to że będziemy mieli problem”- powiedział klubowy lekarz. Radiografia pokazała że kontuzja jest o wiele poważniejsza niż sądzono i Schuster wyjechał na operacje do Kolonii. Niemiec ironizował: ,,Jedyny pozytywny aspekt całej sytuacji jest taki, że święta spędze z rodziną”. Sprawca całego zamieszania Goikoetxea tak opisywał całe zdarzenie: ,,To jedna z tych sytuacji, kiedy jeden zawodnik ucieka a drugi, który widzi że jest wolniejszy i słabszy technicznie, chce go jedynie zatrzymać i posłać na ziemie. Jeżeli później miał to nieszczęście że zerwał więzadła… naprawdę szczerze jest mi smutno”. W wypowiedzi dla radia RAC 1 Bask nie był jednak tak uprzejmy: ,,Lo de Schuster no fue absolutamente nada”(Sprawa Schustera to tak naprawdę nic ważnego). Schuster pojawił się na boisku dopiero w pierwszym meczu następnego sezonu.
5
Po pierwsze wspaniała atmosfera na Estadio El Sadar. Po drugie przy tak dużej liczbie absencji graczy kluczowych, Xavi nie miał dużego pola manewru aby wykorzystać zmiany i przechylić szale zwycięstwa. Po trzecie zespół jest źle przygotowany fizycznie do sezonu, nie wspominając już o sytuacji finansowej. Podsumowując, w takich okolicznościach jest to naprawde cenny punkt. Szacunek dla chłopaków za walke. Prawdziwi cules na zawsze z Dumą Katalonii! Na dobre i na złe! Pozdrawiam:)
1
Niejaka Julia Cicha i jej ,,mecz nowej ery". Śmiechu warte...
4
FCB dzień po dniu:
12 grudnia 2010 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Real Sociedad 5:1 w 15 kolejce Primera Division. Dwa gole zanotował Messi, natomiast po jednym golu zdobyli: Villa, Iniesta i Krkič. Po tej kolejce Barça umocniła się na pozycji lidera z dwupunktową przewagą nad Realem Madryt.
2
@hazo428 Jeśli legendarny Alcantara de facto grał na 9-tce, a ztego co się orientuje to tak było, to dla mnie on był bezwzględnie najlepszą w historii 9-tką! Co nie zmienia faktu że murzynka Samuela również uwielbiałem.
4
To musiała być zajebista Copa!
11 grudnia 1979 r. Paragwaj sięgnął po tytuł Ameryki Południowej. Po 4 latach przerwy doszło do 31 edycji Copa America. Tak jak poprzednio rozgrywki toczyły się w trzech grupach. Ponownie złośliwy los zetknął w jednej z nich dwóch zdecydowanych faworytów, Argentyne i Brazylie, tym razem w towarzystwie Boliwii. Pozostałe grupy były niepomiernie słabsze. Paragwaj natomiast już od pewnego czasu znajdował się wyraźnie na fali wznoszącej. Pierwszy mecz w Asuncion z Urugwajem nie przyniósł rozstrzygnięcia. ,,Celestes” szczelnie zaryglowali dostęp do bramki i skutecznie paraliżowali akcje gospodarzy już w środku pola. O wszystkim decydował rewanż w Montevideo. Na Estadio Centenario przybyło zaledwie 18 tys. widzów. Post factum rzec można iż mieli racje i zarazem jej nie mieli. Wprawdzie ich ukochana drużyna remisując odpadła z turnieju, lecz za to byli świadkami akcji, która daje się porównać z późniejszym rajdem Maradony z 1986 r. Lewoskrzydłowy Eugenio Morel przejął piłke na własnej połowie, rozejrzał się wokół i raptem ruszył przed siebie jak strzała. Mijał kolejnych przeciwników i po kilkudziesięciometrowym samotnym biegu, z ostrego kąta wpakował piłke w górny róg bramki Rodrigueza. Wcześniej tenże Morel strzelił pierwszego gola i tym samym został bohaterem meczu. W rezultacie Paragwaj awansował do półfinałów. Oczy całego świata a zwłaszcza Ameryki skierowane były przede wszystkim na starcie gigantów w grupie drugiej. Wydawało się że bój kolosów Argentyny i Brazylii przyćmi pozostałe wydarzenia. Tymczasem zdarzyła się rzecz, o jakiej nawet filozofom się nie śniło; tak jakby ktoś jednym ruchem obalił obowiązujące prawa fizyki. Niedoceniana, skromna Boliwia przypomniała sobie czasy chwały z 1963 r. i bezwstydnie, za nic mając uświęcone hierarchie i szacunek dla autorytetów. Wygrała zarówno z Albicelestes jak i z Canarinhos! Z pewnością warunki klimatyczne miały w tych zwycięstwach swój udział, jednak te okoliczności nie zmieniają faktu iż boliwijscy górale poczynali sobie naprawdę dzielnie. W ich szeregach wyróżniali się weterani z 1963…. Naturalizowani Argentyńczycy Vargas i Espinoza oraz błyskotliwy rozgrywający Erwin Romero i szybki lewoskrzydłowy Miguel Aguilar. W tej samej grupie 2 sierpnia 1979r. Brazylia podejmowała na Maracanie Argentyne. Ówcześni mistrzowie świata potraktowali rozgrywki eksperymentalnie. Trener Menotti postanowił dać szanse zawodnikom drugiego rzutu, ze zwycięskiej drużyny zostawiając tylko charyzmatycznego Daniela Passarelle, który tymczasem wybił się na najlepszego obrońcę pod słońcem. Drugim wybitnym piłkarzem, którego Menotti włączył do składu był sam Diego Maradona, opromieniony świeżo zdobytym tytułem mistrza świata juniorów. To jeszcze nie był perfekcyjnie oszlifowany brylant, czas pełnej dojrzałość miał osiągnąć nieco później. Tym dwóm fenomenalnym piłkarzom asystowali gracze raczej przeciętni. Morze tylko młody Barbas zapowiadał się na piłkarza ponad przeciętnego. Tak czy owak to był ,,drugi garnitur”. Gospodarze rzucili do walki zespół znacznie silniejszy. Golkiper Leão dawał w bramce gwarancje bezpieczeństwa. Para stoperów Edinho-Amaral była dostatecznie solidna. W pomocy uwijał się jak w ukropie młody Zico, któremu już wtedy wróżono karierę na miare Pelego. Potem pojawiły się jeszcze 2 nazwiska, które przeszły do historii futbolu a mianowicie Junior i Socrates. Mecz był niezwykle zacięty choć zaznaczyła się techniczna przewaga Canarinhos. Zico i Tita strzelili po golu i minimalne zwycięstwo 2:1 zostało przy Brazylii. Rewanż na River Plate zgromadził niespełna 70 tys. widzów. Argentyna po dwóch porażkach walczyła właściwie już tylko o honor. Menotti za późno sięgnął po posiłki. Americo Ruben Gallego, dysponujący nieograniczonym zasobem energii, miał wyeliminować z gry Zico. Uwikłali się w nieustający pojedynek z wymianą słownych i fizycznych uszczypliwości. Ostatecznie urugwajski sędzia usunął obu zakapiorów z boiska. Na pewno wzmocnieniem było wejście kolejnego mistrza świata, Valencii oraz fantastycznego dyrygenta Indepiendiente, filigranowego Ricardo Bochiniego, który wszakże nie miał szczęścia do reprezentacji i do najlepszej ekipy globu w 1986 został włączony właściwie za niewątpliwe zasługi. Na dwa gole Socratesa, gospodarze odpowiedzieli golami niezawodnego Passarelli i Roberto Diaza. Wynik 2:2 uratował honor Argentyny, lecz dał awans do półfinału Brazylii. W półfinale na Canarinhos czekał już przysłowiowy Goliat. Opromieniona tryumfem nad mistrzem świata Brazylia była pewna swego. Wzmocnił ją powrót do składu członka zwycięskiej ekipy z MŚ’70, Marco Antonio oraz pojawienie się nowych gwiazd- Falcão i Edera. 24 października stadion Defensores del Chaco w Asuncion szumiał niczym wezbrane morze. W 16 minucie stało się coś, co wprawiło publiczność w ekstazę. Morel stojąc jakieś 20 metrów od brazylijskiej bramki wyskoczył w górę do wysokiego dośrodkowania. W powietrzu przyjął piłke na pierś i odwrócony tyłem do bramki wykonał najbardziej klasyczną ,,chilene” czyli przewrotkę. Potężna bomba ugodziła w wewnętrzną część poprzeczki, piłka odbiła się od murawy, ponownie trafiła w poprzeczkę i dopiero wtedy wpadła do bramki mimo ekwilibrystycznej parady Leão. ,,Golazo! Gol stulecia!”- zachłystywali się do utraty tchu wniebowzięci sprawozdawcy. Widziały to również miliony telewidzów w całej Ameryce, z USA włącznie. Osłupiałych Canarinhos dobił jeszcze Tallavera strzelając na 2:0. Ostatecznie skończyło się na wygranej 2:1, co w obliczu rewanżu na Maracanie dało słynnemu trenerowi Saldahnii asumpt do uwagi: ,,Paragwaj stracił życiową szanse. Mógł odnieść rekordowe zwycięstwo. Teraz jednak straty odrobimy u siebie bez trudu”. Siedem dni później 80 tys. widzów na Maracanie wściekle dopingowało swoich. Doping zamienił się w owacje, kiedy Falcão poraził Fernandeza straszliwym strzałem. Wiwaty raptem ucichły, bowiem tym razem w ślady swego brata Eugenio poszedł Miliciades Morel. Rąbnął z całych sił w poprzeczke i piłka skozłowawszy obok bezradnego Leão wpadła do siatki. Nadzieje Brazylii na krótko podtrzymał Socrates, lecz wtedy do akcji wkroczyło ,,cudowne dziecko” Paragwaju- Julio Cesar Romero zwany Romerito, który owej pamiętnej nocy ostatecznie powalił Brazylijskiego Goliata, ustalając wynik meczu na 2:2, co dało awans ,,Guarani” do finału. W ówczesnej formule finał(jak i cały turniej) rozgrywany(od sierpnia do grudnia) był dwumeczem. W tymże finale Paragwaj walczył z Chile. W pierwszym meczu w Asuncion gospodarze pewnie wygrali 3:0. Natomiast w rewanżu w Santiago Chilijczycy skromnie wygrali 1:0. W tych okolicznościach regulamin przewidywał spotkanie dodatkowe bowiem liczyły się tylko punkty. Odbyło się ono 11 grudnia 1979 r. na neutralnym boisku Velez Sarsfield w Buenos Aires. Po 90 minutach gry był remis 0:0. Dogrywka również nie przyniosła goli. Jako że Paragwajczycy mieli lepszą różnice goli od Chile, to właśnie oni sięgnęli po raz drugi w historii po puchar Ameryki.
3
@Pawel13sz O jejku, to bardzo miłe z twojej strony, nigdy bym się tego niespodziewał. Generalnie nie popieram tej złotej piłki redakcji ale ślicznie dziękuje za pamięć , za nominacje i za wszystko :)
1
Niespotykane gole:
11 grudnia 1994 r. Georghe Hagi strzelil gola z połowy boiska. Rumun pojawił się w FC Barcelonie w miejsce Laudrupa. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei, choć jednym zagraniem zachwycił fanów. W grudniowym meczu z Celtą Vigo, rozgrywanym w silnej mgle, Hagi dostał szanse na występ z powodu braku w składzie Koemana(obowiązywał wtedy limit trzech obcokrajowców). W doliczonym czasie gry drużyna z Vigo zdobyła honorowego gola. Romario rozpoczynał gre od środka boiska i zaproponował Rumunowi uderzenie, biorąc pod uwagę ograniczoną widoczność krzycząc ,,Strzelaj, strzelaj!”. ,,Maradona Karpat” oddał niespodziewane uderzenie z połowy boiska(52 metry), które kompletnie zaskoczyło bramkarza rywali. W tym samym spotkaniu ostatniego gola w barwach blaugrana zdobył wspomniany Romario, który nie długo po Nowym Roku opuścił drużynę.
2
Kalendarium Ligi Mistrzów:
11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.
3
Barça w europejskich pucharach:
11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.
5
Nie tylko dla kibiców Widzewa:
10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar. Pomyśleć że dzisiaj takie Ipswich(mistrz Anglii), Sunderland(6-krotny mistrz Anglii) czy choćby Portsmouth(dwukrotny mistrz Anglii) tułają się na trzecim poziomie rozgrywek w Anglii….
Pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa :)
0
@Emial22 Powiem szczerze że było by co oglądać, ponieważ Wisła zawsze gra ofensywnie, a Barca zresztą też, więc można byłoby się spodziewać wielu goli a to przecież bardzo cieszy oko kibica:)
3
No cóż to był za mecz!
Na wstępie chciałbym pozdrowić pana Henia Kasperczaka, którego bardzo cenie i szanuje. Otóż 10 grudnia 2002 r. Krakowska Wisła pokonała na wyjeździe Schalke 04 1:4 w rewanżowym spotkaniu 3 rundy PUEFA. Okazałe zwycięstwo i awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA stały się faktem! Rewanżowym spotkaniem z Schalke, Wisła Kraków napisała piękną historię, którą z wielkim sentymentem wspominają nie tylko kibice pod Wawelem, ale także w pozostałych częściach Polski. Pomeczowa radość Wiślaków na opustoszałej Arena AufSchalke – te obrazki kibice zapamiętają na zawsze! Gole dla Wisły: Żurawski(2), Kalu Uche oraz Kosowski. Honorowego gola dla Schalke strzelil Tomasz Hajto.
0
@Kwiatek67 Kogo masz na myśli? porównując do chłopaków z Orlika?