FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
10
Wybitne, lecz nieco zapomniane legendy futbolu:
14 lutego 1951 r. w Doncaster urodził się Kevin Keegan, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki ,,France Football”: w 1978 i 1979 roku. W 1982 roku w barwach Southampton został królem strzelców Premiership. W barwach Liverpoolu rozegrał 323 mecze i strzelił 100 goli. Był jednym z najskuteczniejszych napastników lat 70-tych, z FC Liverpool trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju oraz Puchar Mistrzów i dwa razy Puchar UEFA. Sportową karierę udanie kontynuował w Hamburgerze SV. Od 1999 do 2000 roku był selekcjonerem reprezentacji Anglii. Później ze zmiennym szczęściem prowadził Manchester City. Jest wychowankiem lokalnego Scunthorpe United. W 1971 roku w wieku dwudziestu lat został kupiony na 35 tysięcy funtów przez Liverpool. Wcześniej bacznie przyglądali mu się wysłannicy Coventry City, ale ostatecznie uznali, że jest zbyt słaby fizycznie. W sierpniu 1971 roku zadebiutował w barwach nowego klubu i po dwunastu sekundach przebywania na boisku strzelił gola w meczu z Nottingham Forest F.C.. Rok później po raz pierwszy zagrał w reprezentacji Anglii. W ciągu kolejnych pięciu lat Keegan wraz z Walijczykiem Johnem Toshackiem stał się liderem linii ataku i zdobył dla Liverpoolu wiele decydujących o zwycięstwie goli. W 1973 roku drużyna prowadzona przez Szkota Billa Shankly'ego po siedmioletniej przerwie odzyskała tytuł mistrza Anglii, a kilka tygodni później pokonała Borussię Mönchengladbach z Vogtsem, Netzerem i Heynckessem w składzie, w finale Pucharu UEFA. Aby wyłonić zwycięzcę trzeba było rozegrać aż trzy mecze, w pierwszym padł bowiem bezbramkowy remis. Liverpool najpierw wygrał 3:0 (dwa gole strzelił Keegan), a dwa tygodnie później uległ podopiecznym Hennesa Weisweilera tylko 0:2 i mógł cieszyć się z cennego trofeum.
W następnym sezonie Liverpoolczycy triumfowali w rozgrywkach o Puchar Anglii – w finale zwyciężyli 3:0 Newcastle United, a dwukrotnie do bramki Srok trafiał właśnie Keegan. W roku 1976 zespół prowadzony już przez Boba Paisleya powtórzył wyczyn sprzed trzech lat i ponownie zdobył mistrzostwo kraju i Puchar UEFA (w dwumeczu finałowym pokonał FC Brugge 3:2 i 1:1 – w każdym spotkaniu Keegan strzelił gola). Rok później Liverpool obronił tytuł mistrza Anglii oraz po raz kolejny okazał się lepszy od Borussii Mönchengladbach, tym razem w finale Pucharu Mistrzów. Po tym spotkaniu Keegan postanowił wyjechać za granicę. Długo przebierał w ofertach znanych klubów z Kontynentu, aż w końcu zdecydował się przyjąć propozycję Hamburgera SV, triumfatora Pucharu Zdobywców Pucharów. W Liverpoolu szybko znalazł godnego siebie następcę w osobie Kenny'ego Dalglisha. W Hamburgu Keegan piłkarsko dojrzał i dzięki dobrym występom w Bundeslidze oraz europejskich pucharach dwukrotnie odbierał Złotą Piłkę, przyznawaną przez magazyn France Football dla najlepszego zawodnika klubów Starego Kontynentu. W czerwcu 1980 roku po przegranym finale Pucharu Mistrzów z Notthingham Forrest oraz nieudanych mistrzostwach Europy niespodziewanie rozwiązał kontrakt z HSV i powrócił do Anglii. Przez dwa sezony występował w barwach Southampton FC. W reprezentacji Anglii grał na Euro 1980 oraz Mistrzostwach Świata 1982, ale Synowie Albionu na początku lat 80. przeżywali regres formy. Kiedy po mundialu nowym selekcjonerem został Bobby Robson, który zapowiedział, że Keegan przestanie być kluczowym zawodnikiem w jego kadrze, zawodnik Southampton postanowił pożegnać się z drużyną narodową. Rozegrał w niej 63 mecze, w tym 31 jako kapitan i strzelił 21 goli. W wieku 31 lat podpisał kontrakt z drugoligowym Newcastle United, w którym w ciągu dwu lat wystąpił 78 razy, zdobywając 48 bramek. W sezonie 1983-84 pomógł mu w awansie do ekstraklasy. Kilka tygodni później zakończył piłkarską karierę. W reprezentacji Anglii od 1972 do 1982 roku rozegrał 63 mecze (31 jako kapitan) i strzelił 21 goli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
1
@Bartosz85 A co powiesz o Cubarsim?
5
@FCBparasiempre
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
14 lutego 1921 r. w Bismarckhütte urodził się Walter Henryk Brom, legendarny bramkarz. Dysponował fenomenalnym wręcz refleksem i intuicją oraz kocią zwinnością i zręcznością. W wieku 17 lat pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata do Francji w 1938 r. Do dzisiaj jest najmłodszym powołanym bramkarzem na tę imprezę i raczej się nie zanosi, żeby ktoś miał go pobić. Od najmłodszych lat związany z Ruchem. Został jego zawodnikiem już w wieku 13 lat. Wcześniej występował w szkolnym zespole z ulicy 16 sierpnia. Nie było wówczas żadnych szkółek ani juniorskich zespołów a młodzi adepci futbolu grali najczęściej w parkach, na skwerach czy na placach. Brom chętnie brał udział w tych meczach, choć nie zawsze występował w bramce. Jego brat wspominał, że Walter lubił też strzelać gole. Szybko jednak poznano się na jego bramkarskim talencie. Kiedy Józef Kałuża powołał go do reprezentacji, Brom miał ledwie dziewięć ligowych meczów na koncie. We Francji co prawda nie zagrał ale Edward Madejski bardzo cenił swojego młodego konkurenta. Znakomicie rozwijającą się karierę przerwał kataklizm II wojny światowej. W czasie okupacji Brom występował w klubach niemieckich. Na krótko został wcielony do Wehrmachtu ale zwolniono go z powodu choroby uszu. W 1942 r. został dożywotnio zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego. Brom przerzucił się wtedy na piłkę ręczną ale karę wkrótce złagodzono i w latach 1943-44 występował już w reprezentacji Śląska. Kiedy w marcu 1945 r. Ruch rozgrywał swoje pierwsze mecze, to z przedwojennej ekipy zostali tylko Karol Dziwisz i właśnie Walter Brom. Razem z reprezentacją Śląska pojechał na tournée do Szkocji, gdzie swoją grą oczarował miejscowych dziennikarzy. Dziwili się oni jak to możliwe, że bramkarz o takich umiejętnościach nie grał w reprezentacji Europy. Najlepsze lata zabrała mu wojna ale w pełni rozwinąć talentu nie pomogły też nałogi. Brom miał problem, żeby odmówić kolegom od kieliszka, co powodowało coraz częstsze zawieszenia. W Ruchu grał do 1950 r., potem przeniósł się do RKS Batory a następnie do Stali Poręba. Karierę chciał zakończyć w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trenerem był Teodor Peterek ale postawione przez żonę ultimatum spowodowało, że po tygodniu wrócił do domu. Talentem przerastał wszystkich bramkarzy jakich kiedykolwiek widziano w Polsce. Człowiek o niewiarygodnym refleksie, wspaniałej technice chwytów i bezbłędnej grze na przedpolu – charakteryzowali go fachowcy.
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
9
@FCBparasiempre
14 lutego 1945 r. urodził się Ladislao Mazurkiewicz, legendarny piłkarz polskiego pochodzenia. W 1970 r. mistrzostwa świata organizowano w Meksyku. Grupę eliminacyjną Polacy przegrali tylko jednym punktem z Bułgarią, pozostawiając w pokonanym polu Holandię z Cryuffem i Suurbierem. Choć na mistrzostwa nie pojechaliśmy, to na turnieju mieliśmy polski akcent. Był nim reprezentujący Urugwaj Ladislao Mazurkiewicz – jeden z najlepszych ówcześnie bramkarzy na świecie. Gdyby mistrzostwa transmitowano w polskiej telewizji, to jego świetne występy i swojsko brzmiące nazwisko z pewnością przysporzyłyby mu fanów nad Wisłą. Kiedy zapytamy, kto był najlepszym bramkarzem w historii, wielu z was wskaże Dino Zoffa, Seppa Maiera, Františka Pláničkę, Rudiego Hidena czy Ricardo Zamorę. Jednak najwięcej głosów zebrałby pewnie Lew Jaszyn. To on jako jedyny golkiper zdobył Złotą Piłkę. Jego pożegnalny mecz zgromadził na trybunach stadionu im. Lenina w Moskwie 100 tys. kibiców. W drużynie Reszty świata obok Bobby’ego Charltona, Gerda Müllera, Florei Dumitrache, Włodzimierza Lubańskiego czy Zygmunta Anczoka zagrał Ladislao Mazurkiewicz. Urugwajczyk zaliczył świetny występ na mundialu w 1970 r. w Meksyku, a sam Jaszyn widział w nim swojego następcę. To nie był pierwszy raz, kiedy ci wielcy bramkarze spotkali się na boisku. W 1968 r. Mazurkiewicz zmienił reprezentanta ZSRR w meczu drużyny Reszty świata z Brazylią z okazji dziesiątej rocznicy zdobycia przez Canarinhos tytułu mistrza świata. To właśnie w tym meczu Jaszyn dał mu swoje rękawice. Ladislao musiał jednak przejść długą drogę, żeby być branym pod uwagę przy ustalaniu składów na mecze gwiazd. Przyszedł na świat 14 lutego 1945 r. w letniskowym miasteczku Piriápolis. Jego matka była Hiszpanką, a ojciec Polakiem pochodzącym z Warszawy. Mój ojciec pracował na statkach jako mechanik. Często podróżował i nie było go długo w domu. Mama była z kolei Hiszpanką. Urodziła troje dzieci. Mam jeszcze brata i siostrę, która mieszka w Hiszpanii – wspominał piłkarz cytowany w artykule Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Od dziecka przejawiał talent do sportu. Obok piłki nożnej trenował również koszykówkę. Karierę zaczynał w stolicy kraju Montevideo. Do miejscowego Racingu zgłosił się jako gracz z pola. W dniu, w którym przyszedł do klubu, bramkarzowi drużyny rezerw lekarz zabronił grać po usunięciu zęba. Kiedy Ladislao się o tym dowiedział, chciał udowodnić swoją przydatność dla nowego zespołu. Zgodził się stanąć między słupkami. Tamtego popołudnia obronił sześć rzutów karnych. Z bramki już nie wyszedł. Pobyt w tym klubie był dla niego trampoliną do wielkiej piłki. W 1962 r. wygrał z drugą drużyną rozgrywki w czwartej lidze, a w 1964 r. trener Fabián Coito zabrał go na mistrzostwa Ameryki Południowej U-20 do Kolumbii. Urugwaj w decydującym o mistrzostwie meczu pokonał Kolumbię i po raz trzeci z rzędu zdobył tytuł, a Ladislao swoimi udanymi występami zwrócił na siebie uwagę wielkich klubów. Po świetnym występie w derbach Montevideo zgłosił się po niego Peñarol, którego szkoleniowcem był wybitny Roque Maspoli – bramkarz mistrzów świata z 1950 r. Sam klub był wówczas jednym z najlepszych na świecie. W latach 1960-62 grali w trzech pierwszych finałach Copa Libertadores, a w 1960 i 1961 wychodzili z tych pojedynków zwycięsko. W 1960 r. w premierowej edycji Pucharu Interkontynentalnego okazali się co prawda gorsi od wielkiego Realu, ale już rok później pokonali portugalską Benfikę. Bramkarzem Peñarolu był wówczas 30-letni Luis Maidana. Maspoli szukał dla niego następcy i klub sięgnął po młodego Ladislao, za którego zapłacono Racingowi 500 tys. peso. 19-letni Mazurkiewicz spełnił swoje wielkie dziecięce marzenie. Pierwsze miesiące w drużynie Los Carboneros upłynęły mu na zdobywaniu doświadczenia.
Poznawał świat wielkiej piłki od środka i cierpliwie czekał na szansę zaprezentowania swoich umiejętności na wyższym poziomie. Wszystko zmieniło się 31 marca 1965 r. Peñarol w półfinale Copa Libertadores mierzył się z brazylijskim Santosem. O awansie do finału miał decydować trzeci mecz rozgrywany na Estadio Monumental w Buenos Aires. Przed spotkaniem pierwszy bramkarz Luis Maidana pokłócił się z trenerem i opuścił drużynę. Po latach wspomniał: ,,Po kolacji chciałem jeszcze poczytać gazetę. On kazał mi iść spać. Nie spodobało mi się, jak mnie potraktował. Zamówiłem taksówkę i pojechałem do domu”– artykuł Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Maspoli miał do wyboru rezerwowego bramkarza Garcíę albo młodego Ladislao. Postawił na nieopierzonego młokosa. Mazurkiewicz dostał szansę debiutu w jednym z najważniejszych meczów sezonu. Dowiedział się o tym krótko przed meczem: Wyruszyliśmy do Buenos Aires – Eduardo Garcia i ja. Pamiętam doskonale jak jeszcze dwie godziny przed meczem nie wiedzieliśmy kto z nas zagra. Wtedy Roque Maspoli wybrał mnie. Spisał się znakomicie, a słowa uznania dla jego umiejętności wyraził sam Pelé. Ladislao w jednym z wywiadów tak wspominał debiut: W tamtym meczu nie potrafiłem nazwać żadnego z przeciwników, z wyjątkiem Pelégo. Santos miał wielu bardzo groźnych piłkarzy. Nie zwracałem uwagi na kogoś szczególnie, wszyscy byli tak samo niebezpieczni. Nawet kiedy przechodzili do defensywy, ich centry były niebezpieczne. To był ten Santos. Peñarol wygrał 2:1 i mógł szykować się do finału. W pierwszym finałowym starciu przegrał na wyjeździe z Indepediente 0:1. U siebie natomiast zwyciężył 3:1. W decydującym, dodatkowym meczu w Santiago 4:1 wygrali Argentyńczycy i Los Carboneros na kolejny puchar musieli jeszcze poczekać. Mazurkiewicz grał we wszystkich trzech finałowych spotkaniach i spisał się na tyle dobrze, że miejsca w bramce już nie oddał. W tym samym sezonie zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł i zadebiutował w reprezentacji w meczu z Chile. Rok później mimo dwóch porażek w grupie, Peñarol po raz kolejny zameldował się w finale Copa Libertadores. Wtedy również do wyłonienia najlepszej klubowej drużyny Ameryki Południowej potrzebne były trzy mecze. Tym razem jednak to Urugwajczycy wyszli z nich zwycięsko, pokonując River Plate. Byli najlepszą drużyną na kontynencie, ale Los Carboneros chcieli też potwierdzić swoją klasę w rywalizacji o Puchar Interkontynentalny. Po drodze jednak były jeszcze mistrzostwa świata w Anglii. Dzięki swojemu nadzwyczajnemu refleksowi, pewności na linii i znakomitej grze w sytuacjach jeden na jeden, Mazurkiewicz stał się podstawowym bramkarzem reprezentacji.
W ojczyźnie futbolu Urugwaj trafił do grupy razem z Anglią, Francją i Meksykiem. Razem z gospodarzami zagrali w meczu otwarcia, który poprzedziła krótka ceremonia otwarcia. Po oficjalnych przemówieniach królowa Elżbieta II zeszła po czerwonym dywanie do piłkarzy i przywitała się z przedstawianymi przez kapitana zawodnikami. Kiedy przyszła kolej na Mazurkiewicza, ucałował ją w dłoń, którą okrywała biała rękawiczka i zwrócił się do niej po hiszpańsku: ,,Wygląda Pani jak malowana. Ale to my dzisiaj wygramy!”. Jego koledzy wspominają, że ta zabawna sytuacja pomogła im uspokoić nerwy i dobrze zaprezentować się w meczu. Ladislao nie mógł sobie wymarzyć lepszych okoliczności do debiutu na dużym turnieju. Urugwaj zdołał zremisować z gospodarzami na słynnym stadionie Wembley, a on sam zachował czyste konto. Zagrał bez kompleksów, będąc pewnym punktem swojego zespołu. Warto wspomnieć, że był jedynym bramkarzem tamtego turnieju, którego Anglicy nie zdołali pokonać. Gordon Banks w swojej biografii tak wspominał dyspozycję Mazurkiewicza z tamtego meczu: Bramkarz Urugwaju, 21-letni Ladislao Mazurkiewicz, miał co prawda dobrych obrońców, ale kiedy musiał się wykazać, to nie rozczarowywał.(…) Angielskie nadzieje wzrosły w końcówce, ale Ladislao Mazurkiewicz je udaremnił. Bobby Charlton uderzył lewą nogą ze skraju pola karnego, piłka zmierzała nad głowami zawodników obok lewego słupka, ale została świetnie wyłapana. Po zwycięstwie nad Francją, Urugwaj ze spokojem podchodził do ostatniego grupowego starcia z Meksykiem. Rywale nie prezentowali wielkiej klasy, a nawet w przypadku minimalnej porażki, do dalszych gier przechodzili Urusi. Meksykanie nie mieli jednak zamiaru poddawać się bez walki i od początku zyskali sporą przewagę. Mazurka, jak Ladislao nazywali koledzy, nie dał się jednak pokonać. Obronił trzy potężne strzały meksykańskich napastników, a swoimi odważnymi wyjściami wyjaśnił wiele groźnych sytuacji. To głównie dzięki niemu Urugwaj zdołał zremisować, a jego parady były na ustach wszystkich. W ćwierćfinale spotkali się z drużyną RFN. Na początku meczu sędzia nie zauważył ręki Schnellingera, który wybijał piłkę z linii bramkowej, a od 10 minuty Niemcy prowadzili 1:0. Mimo straconej bramki Mazurkiewicz bronił pewnie, a Urusi toczyli wyrównaną walkę. Tilkowski kilkukrotnie musiał wspinać się na wyżyny umiejętności. Kilka minut po przerwie angielski sędzia Jim Finney wyrzucił z boiska kapitana Horacio Troche, a niedługo później Hectora Silvę. Dopiero wtedy drużyna Charrúas się rozsypała i dała sobie strzelić trzy bramki. Decyzje angielskiego sędziego były równie kontrowersyjne co wyroki niemieckiego arbitra w meczu Anglia – Argentyna. Obie południowoamerykańskie federacje doszukiwały się tutaj spisku, który miał na celu wyeliminowanie ich z rywalizacji. Zdobyte doświadczenie miało jednak zaprocentować za cztery lata w Meksyku. Po mistrzostwach Ladislao był już uznawany za najlepszego bramkarza na kontynencie amerykańskim, a trzeba pamiętać, że miał dopiero 21 lat. Piłkarscy eksperci wyrażali się o nim z uznaniem i szacunkiem, stwierdzając, że w niczym nie ustępuje najlepszym europejskim bramkarzom. W październiku 1966 r. Peñarol po raz trzeci stanął przed szansą zdobycia Pucharu Interkontynentalnego. Ich rywalem był Real Madryt, a Los Carboneros chcieli zrewanżować się za porażkę z pierwszej edycji rozgrywek. W pierwszym meczu na Estadio Centenario w Montevideo zwyciężyli 2:0, po dwóch golach znakomitego Alberto Spencera. W rewanżu na Santiago Bernabeu potwierdzili swoją wyższość i pokonali drużynę Miguela Muñoza również 2:0. W obu meczach znowu świetnie spsiał się El Polaco. Na przełomie stycznia i lutego 1967 r. wziął udział w Copa América. W turnieju zorganizowanym w Urugwaju wystąpił tylko w dwóch ostatnich meczach. Jednak to właśnie te spotkania decydowały o końcowej klasyfikacji. Zarówno z Paragwajem, jak i z Argentyną zachował czyste konto i do sukcesów odniesionych z klubem mógł dopisać triumf z reprezentacją. W lidze Peñarol nie miał sobie równych, a Mazurkiewicz pobił rekord minut bez wpuszczonej bramki. Uzbierał ich aż 985 i w znacznym stopniu przyczynił się do zdobycia tytułu.
Rok później zdobył swoje trzecie mistrzostwo w karierze, a w całym sezonie wpuścił zaledwie 5 bramek. Ustanowił tym samym kolejny rekord, który pozostaje niepobity do dziś. I tak już chyba zostanie. Zbliżały się mistrzostwa świata w Meksyku, Mazurka miał 25 lat i jak na bramkarza był jeszcze młody. Cieszył się jednak już dużym uznaniem wśród kolegów. Jako że Urugwaj zdobywał tytuł w 1930 i 1950 r., a więc co 20 lat, to zawodnicy jechali na mundial z dużymi ambicjami. W eliminacjach Mazurkiewicz zagrał we wszystkich czterech meczach i w każdym z nich zachował czyste konto. Na turnieju pierwszy mecz w grupie Urugwajczycy grali z debiutującym Izraelem. Zwyciężyli 2:0, ale kapitan Celeste – Pedro Virgilio Rocha już w 13. minucie musiał opuścić boisko wskutek kontuzji i zakończył swój udział w mistrzostwach. W kolejnym spotkaniu mierzyli się z Włochami i to właśnie im najbardziej dał się we znaki Ladislao. Boninsegna, Bertini, Mazzola, Riva i De Sisti dwoili się i troili, ale nie byli w stanie pokonać świetnie dysponowanego El Polaco. Skapitulował dopiero w ostatnim meczu fazy grupowej ze Szwecją. Dopiero w 90. minucie pokonał go Ove Grahn, ale porażka ta nie przeszkodziła Urugwajowi w wyjściu z grupy. W ćwierćfinale Charrúas trafili na znakomitą drużynę Związku Radzieckiego. W Anglii zajęła ona czwarte miejsce, a dwa lata wcześniej na tej samej lokacie zakończyła mistrzostwa Europy. Była więc jednym z faworytów i zapowiadał się trudny i wyrównany mecz. Tak w istocie było. Po 90 minutach na tablicy widniał bezbramkowy remis. Po raz kolejny Mazurkiewicz był nie do przejścia dla napastników rywali. Jego bramka była jak zaczarowana. W 114. minucie na boisku pojawił się Victor Rodolfo Esparrago i to on trzy minuty później strzelił zwycięskiego gola dla Urugwaju. Piłka, którą zagrał mu Montero, znajdowała się na linii, ale piłkarze rywali zawzięcie protestowali, twierdząc, że zdążyła opuścić już boisko. Sędzia pozostał nieugięty i nie zamierzał dyskutować z zawodnikami ZSRR. Po meczu radziecka federacja złożyła oficjalny protest, ale FIFA odrzuciła go, tłumacząc, że decyzja arbitra podjęta na boisku jest ostateczna. Półfinał zaplanowano na 17 czerwca na Estadio Jalisco w Guadalajarze. O finał Urugwaj grał z Brazylią. Urusi szybko strzelili bramkę, ale tuż przed przerwą Canarinhos wyrównali. W drugiej połowie Celeste nie byli w stanie stawić czoła jednej z najlepszych reprezentacji w historii i stracili jeszcze dwie bramki. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, ale Ladislao bardzo dobrze spisywał się między słupkami, a przy straconych golach niewiele mógł zrobić. To, co zostało w pamięci kibiców, to sytuacja, jaką miał przy stanie 3:1 Pelé. Dostał kapitalne podanie od Tostão, wyszedł sam na sam z Mazurkiewiczem, minął go tuż przed polem karnym i mając przed sobą pustą bramkę… uderzył kilkanaście centymetrów obok słupka. Sam Ladislao śmiał się później, że tak nastraszył Brazylijczyka, że ten nie trafił w bramkę. Po latach tak opisywał tę sytuację: Gdybym został w bramce, byłby gol. Przez moją interwencję zgubił swój rytm, a kiedy dogonił piłkę, odchylił się i chybił. W meczu o trzecie miejsce Urugwajczycy nie sprostali Niemcom z Overathem, Müllerem i Seelerem. Przegrali 0:1 i powtórzyli osiągnięcie z 1954 r. ze Szwajcarii. Na otarcie łez Mazurkiewiczowi pozostało to, że został uznany przez ekspertów za najlepszego bramkarza turnieju. Sam później wspominał: Szkoda, że przegraliśmy mecz z Niemcami, ale zasłużyli na trzecie miejsce. Meksyk ’70 był udany dla Urugwaju. Mieliśmy najskuteczniejszą obronę. Mimo że wyprzedziły nas trzy drużyny, to straciliśmy spośród nich najmniej bramek. Po sukcesie, za jaki należy mimo wszystko uznać jego występ na meksykańskich boiskach, Ladislao spróbował szczęścia w nowym otoczeniu. W 1972 r. opuścił Peñarol i został zawodnikiem brazylijskiego Atlético Mineiro. Niewiele brakowało, a negocjacje w sprawie kontraktu zostałyby zerwane. Mazurkiewicz wykazywał jednak dużą chęć gry dla nowego klubu i udało się doprowadzić sprawy do pozytywnego rozwiązania. Atlético było świeżo upieczonym mistrzem Brazylii, ale Mazurka w czasie swojego dwuletniego pobytu w klubie nie odniósł znaczących sukcesów. Kibice zapamiętali go jednak jako bardzo pewny punkt drużyny. Wyróżniał się refleksem i nie podejmował zbędnego ryzyka, a jego pewność siebie udzielała się obrońcom. Sam opisywał swój pobyt w Brazylii jako niezapomniany czas.
Mistrzostwa świata w RFN chciałby pewnie wymazać z pamięci, bo Urugwaj na nich rozczarował. W zderzeniu z holenderskim futbolem totalnym Urugwajczycy wyglądali jakby czas się u nich zatrzymał. Przegrali z Holandią 0:2, ale gdyby nie Mazurkiewicz ten wynik mógłby być dużo, dużo wyższy. Nie wyszli nawet z grupy i po trzech meczach wracali do domu. Ostatni grupowy mecz ze Szwecją był dla niego pożegnaniem z reprezentacją. El Polaco tylko trzykrotnie wybiegał na boisko, a mimo to swoimi występami zdołał przekonać do siebie obserwatorów. Uznali go oni za trzeciego najlepszego golkipera turnieju – po Maierze i Tomaszewskim. Po mistrzostwach postanowił spróbować swoich sił w lidze hiszpańskiej. Został zawodnikiem Granady. Pobyt na starym kontynencie nie był jednak udany i wkrótce wrócił do Ameryki Południowej. Został zawodnikiem chilijskiej Cobreloi, a później grał w kolumbijskiej Américe de Cali. W wieku 35 lat wrócił do Peñarolu i 1981 r. świętował swój ostatni tytuł mistrza kraju z ukochanym klubem. Po zakończeniu kariery zajął się trenerką. Był trenerem bramkarzy w Peñarolu, a w 1988 samodzielnie prowadził pierwszy zespół. W latach 90. był też członkiem sztabu Víctora Púi, kiedy ten prowadził reprezentację Urugwaju. Mazurkiewicz zdecydowanie lepiej jednak radził sobie na boisku. Pod koniec 2012 r. trafił do szpitala z powodu problemów z oddychaniem. Od dłuższego również jego nerki odmawiały posłuszeństwa. Odszedł z tego świata 2 stycznia 2013 r. Mimo, że w jego żyłach płynęła polska krew, to nigdy nie był w Polsce i nie znał języka polskiego: Po polsku nie potrafię powiedzieć ani słowa. W naszej rodzinie tylko siostra trochę mówi po polsku. W ogóle niewiele wiem o tym kraju. Ale nie zapomniałem, skąd pochodził mój ojciec. Chciałem przyjechać do Polski, ale niestety nie miałem takiej okazji, choć kiedy graliśmy w mundialu w Niemczech, byłem blisko. Ojciec po tym, jak wyemigrował, także nigdy już nie wrócił do ojczyzny – artykuł Macieja Kaliszuka – El Polaco zatrzymał Pelego – przegladsportowy.pl – 13.11.2012. Był czołowym bramkarzem swoich czasów. W niczym nie ustępował Banksowi, Tilkowskiemu, Maireowi, Albertosiemu czy Zoffowi. W plebiscycie dziennika El Diario został miażdżącą przewagą głosów wybrany najlepszym golkiperem w całej historii urugwajskiej piłki, wyprzedzając takie sławy jak Aníbal Paz czy Roque Maspoli. Był ostatnim Urugwajczykiem wybranym do światowej drużyny gwiazd. O jego klasie najlepiej świadczy fakt, że sam Lew Jaszyn namaścił go na swojego następcę i osobiście zaprosił na swój pożegnalny mecz. Sam Mazurkiewicz tak to zapamiętał: Byłem zaszczycony, że sam osobiście mnie zaprosił. Byłem jednym bramkarzem z Ameryki. To było ekscytujące przeżycie. Nigdy nie zapomnę powitalnego uścisku i spędzonych godzin z nim. Był rewelacyjną osobą. Dzięki tłumaczowi dużo rozmawialiśmy. On sam bardzo serdecznie mnie traktował. Pamiętam, że poprosiłem go zdjęcie z autografem dla mojego ojca i dał mi je bez żadnego problemu. Był prostym człowiekiem, ale jednocześnie wielkim – w całym znaczeniu tego słowa. Traktowałem go szczególnie, jak nauczyciela. Ameryka Południowa przeciętnemu kibicowi raczej nie kojarzy się z wielkimi bramkarzami. Trzeba jednak pamiętać, że Gilmar, Amadeo Carizzo czy Sergio Goycochea byli naprawdę świetnymi fachowcami. Również Urugwaj wbrew pozorom posiada bogate tradycje na tej pozycji. W najlepszych jedenastkach mistrzostw świata znaleźli się Roque Maspoli w 1950 r. i Enrique Ballestreros w 1930 r. Ladislao Mazurkiewicz wyróżniał się z nich wszystkich jednak najbardziej. Liderował na boisku, dodawał drużynie pewności siebie, a koledzy darzyli go ogromnym zaufaniem i szacunkiem. Był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych bramkarzy, jacy zagrali na mundialu i chyba najlepszym, jakiego światu dał kontynent amerykański.
@Safrani
@shaun
@Szalik
5
Zapomniane legendy futbolu:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Marusek
@Ogorinho1974
0
@FcPortoFan1999 No nie da się ukryć a jaki był tego powód to naprawde nie mam pojęcia...?
0
@FcPortoFan1999 Zgadza się! Tak było po 27 kolejce i zwycięstwie nad Rayo Vallecano 1:5 na wyjeździe
1
@AssisMoreira A co ty spać po nocach nie możesz? To jak ty w robocie się odnajdujesz? No chyba że nie chodzisz do roboty!?
1
@FcPortoFan1999 No a trzeba też pamiętać że po meczu z Celtą mieli jeszcze zaległy mecz ze Sportingiem Gijon. Ta przewaga rzeczywiście stopniała ale koniec końców udało się na koniec sezonu sięgnąć po mistrzostwo Hiszpanii!
0
@FcPortoFan1999 A co prawda, to prawda! Też co prawda(poza tym rzutem karnym) ja tego meczu w całości to nie pamiętam czy ogladałem ale tamta Barcunia i tamto trio mogło wówczas wyczyniać cuda i niewidy w czystej postaci...!
3
@FCBparasiempre
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
17
Hattrick Luisa Suareza i spektakularny rzut karny:
Kochani cules dokładnie 10 lat temu FC Barcelona w pełni zrewanżowała się Celcie Vigo za pamiętną porażkę 1:4 z rundy jesiennej Primera Division. W niedzielę na Camp Nou Barca zwyciężyła 6:1(!) a jej gwiazdy(Lionel Messi, Luis Suarez i Neymar) pokazały w pełni swój geniusz. Ozdobą spotkania był spektakularnie rozegrany rzut karny, będący hołdem dla walczącego z rakiem Johana Cruyffa. Zwiastunem wielkich rzeczy, jakie miały dziać się w niedzielny wieczór na Camp Nou, był już pierwszy gol dla gospodarzy. W 28. minucie Messi idealnie przymierzył z rzutu wolnego i strzałem w samo okienko nie dał szans bramkarzowi Celty. Rywale potrafili jednak odpowiedzieć na tego gola. John Guidetti został sfaulowany w polu karnym Blaugrany przez Jordiego Albę i sam skutecznie wykonał "jedenastkę". Do przerwy było 1:1 i wydawało się, że w drugiej połowie wszystko jest jeszcze możliwe. Ale po zmianie stron Barcelona natychmiast zaatakowała z pełnym rozmachem. Najpierw Suarez „ostemplował" słupek bramki gości, później ich bramkarz Sergio Alvarez instynktownie obronił strzał Andresa Iniesty ale opór Celty nie mógł trwać długo. W 58. minucie Messi kapitalnie asystował Suarezowi, który przywrócił prowadzenie FC Barcelonie. Urugwajczyk zdobył również kolejne dwie bramki. W 75. minucie dostawił nogę po tym jak Neymar „nawinął" bramkarza i jeszcze zdołał kopnąć z niemal zerowego kąta. Z kolei o golu z 82. minuty będzie się mówić bardzo długo. Wykonujący rzut karny Messi nie strzelił na bramkę a jedynie pchnął lekko piłkę, do której dopadł Suarez i wpakował ją do siatki. Pierwszym, który tak wykonał karnego w barwach Blaugrany był Johan Cruyff. Legenda klubu toczyła walkę z rakiem płuc i doczekała się w niedzielę pięknego hołdu od obecnych gwiazd Barcelony. To nie był koniec tortur, jakie przeżyli piłkarze Celty. W 85. minucie na 5:1 podwyższył rezerwowy Ivan Rakitić a wynik ustalił w samej końcówce Neymar, który również zasłużył na swojego gola. FC Barcelona pozostała liderem Primera Division z przewagą trzech punktów nad drugim Atletico Madryt oraz czterech „oczek" nad Realem.
Pamietamy(?):
@Sysia11
@Symson
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
5
@FCBparasiempre
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
@Sysia11
13
Blaugrana w Lidze Mistrzów:
14 lutego 2012 r. FC Barcelona pewnie pokonała na wyjeździe Bayer Leverkusen 1:3 w pierwszym meczu 1/8 Champions League. Dublet dla gości zaliczył Alexis Sanchez(41 i 55 minuta) a trzeciego gola dołożył Messi w 88 minucie. Honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Kadlec w 52 minucie.
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
11
Grande Espectacolo El Clasico!
14 lutego 1999 r. FC Barcelona pokonała w klasyku Real Madryt 3:0 w ramach 22 kolejki Primera Division. Gole dla Blaugrany zdobyli: dwie Lusi Enrique oraz jedną(w drugiej połowie) Rivaldo. Czerwoną kartke w tym meczu zarobił nie kto inny jak Roberto Carlos. Był to drugi sezon pod wodzą Luisa van Gaala i drugi z kolei wywalczony tytuł mistrza Hiszpanii. Przy okazji chciałbym przypomnieć iż w owym sezonie w barwach FC Barcelony zadebiutował Patrick Kluivert a w meczu Ligi Mistrzów zadebiutował z kolei Xavi Hernandez.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
1
@Comentateiro Zaraz! A to czasem nie znieśli tej zasady że już nie liczą się podwójnie gole?
4
@FCBparasiempre
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
12
Wyczyn godny podziwu:
14 lutego 1960 r. FC Barcelona odnotowała jedno z największych zwycięstw w swojej historii, pokonując w 22 kolejce Primera Division UD Las Palmas aż 8:0! W dodatku aż 5 goli(!) w tym meczu ,,huknął” znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez. Pozostałe trafienia zaliczyli Sucu, Verges i Olivella. Więcej niż 5 goli w jednym meczu La Liga dla Barçy strzelił tylko genialny Ladislao Kubala.
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
4
@FCBparasiempre
@Safrani
@shaun
@Szalik
12
Feliz cumpleaños panie Hans:
14 lutego 1953 r. urodził się Hans Krankl, austriacki napastnik. Do Barcelony przybył w 1978 r. i już w pierwszym sezonie gry zdobył Trofeo Pichichi dla najlepszego snajpera La Liga(29 goli). Z FC Barceloną sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Na krótko przed finałem tego pucharu, miał wypadek samochodowy, w którym poważnie ucierpiał. Mimo kłopotów ze zdrowiem zdecydował się zagrać w finale i nawet strzelił decydującego gola w dogrywce. W kolejnym sezonie Krankl zaczął grać gorzej i popadł w konflikt z trenerem. ,,Moim jedynym problemem jest trener Joaquim Rife, który wymaga ode mnie rzeczy nadprzyrodzonych”- żalił się później Hans. W styczniu 1980 r. opuścił więc Blaugrane i wyjechał do Austrii. Po kilku miesiącach gry w ojczyźnie stwierdził iż może wrócić do Barcelony jeżeli zmieni się trener i znacząco wzmocni się drużyna. Krankl wrócił więc na krótko do Barcelony lecz tylko na początek sezonu 1980/81 po czym na dobre pożegnał się z Dumą Katalonii.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
4
@FCBparasiempre
@Ogorinho1974
@Safrani
@shaun
@Szalik
12
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
13 lutego 1907 r. urodził się Józef Kotlarczyk, napastnik i pomocnik. Kotlarczyk to nazwisko, które jest silnie związane z krakowską Wisłą. W klubie tym występował Józef, jego brat Jan a także syn Jana – Tadeusz. Każdy z nich w istotnym stopniu zapisał się w wiślackiej historii. My wspominamy Józefa, który zrobił chyba największą karierę z całej trójki. Józef Kotlarczyk urodził się 13 lutego 1907 r. w Krakowie i podobnie jak brat rozpoczynał swoją przygodę piłkarską w lokalnym Nadwiślanie. Gdy ten trafił do Wisły, szybko polecił młodszego Józefa sztabowi. Początkowo miał on występować w rezerwach, jednak świetny debiut uwieńczony dwoma golami dał mu przepustkę do pierwszego składu. W tym Józef występował przez 12 kolejnych sezonów, rozgrywając 244 mecze i zdobywając 13 goli. Pobił on tym samym rekord swojego brata o 13 występów. Podobno nie miał słabych punktów. Podobnie jak Jan był wysoki i silny. Ponadto charakteryzował się niespożytą kondycją i świetną techniką. Przez blisko 10 lat duet Kotlarczyków rządził środkiem pola a efektem były dwa mistrzostwa Polski. Poza grą w Wiśle, bracia występowali w reprezentacji. Prawdziwym ukoronowaniem kariery Kotlarczyka a zarazem spełnieniem marzeń był udział w igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 r. w dodatku w roli kapitana drużyny. Łącznie w kadrze zagrał w 30 meczach, co było rekordowe jak na ówczesne czasy. Karierę klubową i reprezentacyjną piłkarza zakończyła wojna. Co prawda próbował grać w meczach konspiracyjnych, ale nie był w stanie osiągnąć wcześniejszej jakości piłkarskiej. Powrócił do wyuczonego zawodu ślusarza i prawdopodobnie angażował się w działalność konspiracyjną. Po wojnie wrócił do futbolu w roli trenera, jednak nie odniósł na tym polu większych sukcesów. Zmarł na zawał w 1959 r. W Reprezentacji rozegrał 30 spotkań.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
2
@Sysia11 Ja to generalnie ze względu na ostatnią sobote karnawału to kupie jakąś flaszke, zapuszcze muze dance-discopolo i bede sie "kiwał" aż do meczu Inter-Juventus. Oczywiście jeśli mnie nie "rozłoży" do tego czasu...
4
@FCBparasiempre
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
13
Ku pamięci wybitnych legend Dumy Katalonii:
13 lutego 1964 r. w Barcelonie zmarł Paulino Alcantara. Do czasu pojawienia się Kubali i Messiego, był to fenomen i geniusz w jednym. O istnieniu tak wybitnego piłkarza powinien wiedzieć każdy cule bez wyjątku. Filipińczyk miał równo 15 lat, 4 miesiące i 15 dni kiedy zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Jest on jednym z najmłodszych piłkarzy, jacy debiutowali w Dumie Katalonii. Mało tego, w debiucie ustrzelił hattricka a Barça pokonała wówczas Catala SC 9:0! Paulino w ciągu swojej gry dla Blaugrany strzelił 369 goli w 357 meczach! Paulino Alcantara został pochowany na cmentarzu w dzielnicy ,,Les Corts”, gdzie spoczywają także inni wielcy barcelońscy piłkarze, jak Josep Samitier, Cesar Rodríguez, Ladislao Kubala, czy charyzmatyczny bramkarz Javier Urruticoechea. Ceremonia jego pogrzebu była szczerym wyrazem bólu całego barcelonizmo. Więcej o tej wyjątkowej legendzie opisze przy okazji debiutu Paulino w ,,naszej Blaugranie”, czyli 25 lutego.
@Szalik
@Sysia11
@Symson
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
0
@Irmscher10 Po pierwsze(co najważniejsze) to jeszcze go nie zwalniam a po drugie to nie był słaby mecz, to był mecz, jak na FC Barcelone, najzwyczajniej tragiczny!
A o jakich ty kumplach na oddziale gadasz?
0
Maszyna Flicka, huragan Flicka i co jeszcze? Koń by sie uśmiał. No dobra, pokozaczył sobie Hansi na Metropolitano tą linia defensywną wysunietą aż na połowe przeciwnika i myślał może że to przejdzie tak, jak z Racingiem albo Albacete? Mocno przekozaczył ale będziemy rozliczać go po rewanżu na Camp Nou. Jeśli z niego taki kozak, to niech przeprowadzi pożądną remontade, wtedy wszystko ujdzie mu na sucho. Jeśli nie, to dowidzenia, czy jak tam to mówią po niemiecku ałwiderzejn!