FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Adran360 Daj spokój! W końcu tu jest Polska a my jesteśmy Polakami!
10
„Stadion „La Romareda” musiałby zostać zamknięty przez co najmniej rok”:
Stadion „La Romareda” jest domem Realu Zaragoza, historycznego klubu hiszpańskiej piłki nożnej. Ta świątynia futbolu w Saragossie była świadkiem wielu wspaniałych wieczorów, podczas których kibice świętowali sukcesy swojej drużyny. Jednak skrywa również wspomnienia smutnych chwil, takich jak ta, którą wspominamy dziś. 25 lutego 2006 roku FC Barcelona odwiedziła stadion „La Romareda”. W składzie drużyny znalazł się znakomity Samuel Eto'o, który był w szczytowej formie i stanowił poważne zagrożenie dla Realu Saragossa. Kameruński napastnik był już wcześniej obiektem rasistowskich obelg i przyśpiewek w poprzednim sezonie. Część trybun posunęła się nawet do rzucania w zawodnika orzeszkami ziemnymi, co było całkowicie niedopuszczalne. Samuel Eto'o odpowiedział strzeleniem gola a podczas celebracji naśladował ruchy małpy, co było wyraźnym nawiązaniem do odgłosów wydawanych pod jego adresem z trybun. Jednak rok później Kameruńczyk miał już dość i postanowił opuścić mecz. Przez nagłośnienie stadionu próbowano uspokoić sytuację i nakłonić kibiców do zaprzestania obrażania zawodnika ale sytuacja zamiast się uspokoić, wręcz przeciwnie – zaostrzyła się. Sędzia Esquinas Torres próbował przekonać napastnika FC Barcelony ale ten wydawał się zdecydowany opuścić boisko. Wtedy zdecydowanie interweniował Brazylijczyk Ewerthon, zawodnik drużyny przeciwnej. Napastnik Realu Zaragoza powiedział sędziemu i samemu Eto'o, że jeśli on opuści boisko, on również to zrobi. Ten gest pozwolił Kameruńczykowi kontynuować grę.
Zrozumiałe jest, że incydent ten przyćmił rozgrywki ligowe tego weekendu. Po ostatnim gwizdku trenerzy obu drużyn( Frank Rijkaard i Víctor Muñoz) potępili rasistowskie obelgi i przyśpiewki z części trybun „La Romaredy”. Sędzia odnotował incydent w swoim raporcie. W pewnym sensie był to punkt zwrotny w walce z rasizmem w hiszpańskiej piłce nożnej. Osoba zaangażowana w incydent była znacznie bardziej stanowcza w swoich słowach: „Stadion La Romareda powinien zostać zamknięty co najmniej na rok”.
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Gary
@AssisMoreira
@Adran360
1
@FcPortoFan1999 No ja ogólnie typuje ich jako czarnego konia mundialu. Pytanie tylko na ile będzie im doskwierał ten upał i wilgotność? Bo jeśli wogóle nie będzie doskwierał to typuje co najmniej ćwierćfinał...!
0
@BojanKriKicz Golem tak ale raczej nie awansem. Real z pewnością rostrzygnie to na włąsną korzyść...
7
Pięknie, gratulacje dla Bodo za walke, wytrwałość i za całokształt. W pełni zasłużyli na 1/8 Ligi Mistrzów a to może nie być wcale koniec. Niech piekny sen kopciuszka trwa w najlepsze! Swoją drogą jestem bardzo ciekaw występu reprezentacji Norwegii na tegorocznym Mundialu? Czy oni poradzą sobie z tymi "piekielnymi" warunkami atmosferycznymi, jakie bedą wówczas panować na północnej półkuli?
1
@Adran360 Prosze używać wyłącznie polskich słów. Zielony herb wędruje tylko za pierwsze dwa zdania. Jeśli będzie się powtarzać chińszczyzna to nie dam herba, gdyż nic z tego nie bede rozumiał... :)
14
Cenny remis przed rewanżem:
25 lutego 2020 r. FC Barcelona zremisowała z SSC Napoli 1:1 w wyjazdowym, pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na gola Mertensa odpowiedział w drugiej połowie Griezmann. Czerwoną kartkę otrzymał Arturo Vidal a kontuzji doznał Pique, którego prawdopodobnie nie zobaczymy w niedzielnym Klasyku a który ostatecznie w nim zagrał. Od samego początku spotkania gospodarze postawili na własnej połowie autobus, którego nie powstydziłby się Jose Mourinho. Podopieczni Gattuso stanęli w zasadzie w dwóch liniach blisko siebie i biegali za piłką rozgrywaną w okolicach środka pola przez obrońców i pomocników Barcelony. Niestety wszystkie akcje miały ten sam finał - niezrozumiałe próby przerzucania piłki górą i aut, aut bramkowy lub po prostu strata. Raz nieco więcej miejsca miał Messi, ale nie zdołał w porę odegrać piłki do Griezmanna. Napoli wyszło z jednym groźnym atakiem, Zieliński podał do Mertensa, a ten... strzelił w samo okienko bramki Ter Stegena, niespodziewanie wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Wróciły koszmary z Mediolanu, Paryża, Turynu czy Rzymu. Obawy rosły ponieważ do końca pierwszej połowy (w której gospodarze przebiegli o 7 kilometrów więcej niż Barça) obraz gry nie zmienił się a Blaugrana nie stworzyła pół groźnej sytuacji. Początek drugiej połowy nie zwiastował poprawy. Plusem był agresywny pressing blisko bramki Napoli, wymuszanie strat, całkiem uważna gra w obronie ale ofensywa kulała. Wszystko zmieniło się gdy gospodarze reklamowali faul w środku pola, sędzia kazał grać dalej, środkowy obrońca Napoli fatalnie złamał linię spalonego a Busquets pięknym podaniem uruchomił w międzyczasie Semedo, który podał do pilnującego spalonego Griezmanna i Francuz stał się pierwszym piłkarzem innym niż Messi od czasu Neymara, który strzelił gola w wyjazdowym meczu fazy pucharowej. To zmieniło postać rzeczy - 1:0 dla Napoli było wynikiem niebezpiecznym a 1:1 to już był wynik, po który de facto Barça tu przyjechała. Gospodarze nieco opadli z sił w końcówce (choć i tak przebiegli 107 kilometrów a Blaugrana znów skandalicznie mało - okrągłe 100) ale i tak znów groźnie kontratakowali i ponownie drużynę ratował Ter Stegen. Fatalne zawody rozegrał Firpo, na którego szła każda akcja Napoli w końcówce. Blaugrana w całym meczu oddała tylko jeden celny strzał, więc pod koniec mieliśmy wyłącznie próby zablokowane i kolejne nieudane dryblingi Messiego w okolicach pola karnego. Kompletnie niepotrzebną czerwoną kartkę w ostatniej minucie gry obejrzał Arturo Vidal, który po ostrym faulu (zasłużona żółta) wdał się w niepotrzebne przepychanki i obejrzał natychmiast drugą żółtą kartkę. Na domiar złego w doliczonym czasie gry Pique źle wylądował po wyskoku i podkręcił staw skokowy a z boiska schodził utykając, z grymasem bólu na twarzy. Jego występ w niedzielnym meczu z Realem był mocno zagrożony ale ostatecznie w nim wystąpił.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
4
@MariusGajusMaximus Absolutnie nie!!! To nie jest strona o profilu politycznym!
12
Narodziny hymnu Dumy Katalonii:
25 lutego 1923 r. powstał hymn FC Barcelony. Słowa napisał Rafael Folch i Capdevila a muzykę Enric Morera. Po raz pierwszy utwór zademonstrowano podczas meczu zorganizowanego w hołdzie dla Joana Gampera. Barça pokonała w nim 2:1 drużyne złożoną z katalońskich zawodników z innych zespołów. Gamper wyraźnie wzruszony podziękował widzom za gorące przyjęcie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Kochani cules, o tak cudownej legendzie zawsze trzeba pamiętać:
25 lutego 1912 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował genialny snajper Paulino Alcantara. Pochodzący z Filipin zawodnik miał wówczas tyko… 15 lat 4 miesiące i 18 dni, gdy rozegrał spotkanie o Mistrzostwo Katalonii przeciwko S.C. Catala. Mecz zakończył się wynikiem 9:0 a Paulino ustrzelił w debiucie hattricka! Jeszcze do niedawna Alcantare uważało się za najmłodszego debiutanta w historii Dumy Katalonii, który wystąpił w oficjalnym meczu. Jednak najnowsze badania dowodzą iż jeszcze młodszym od Alcantary był niejaki Armando Martinez Sagi, który w dniu debiutu miał zaledwie 14 lat, 6 miesięcy i 15 dni! Natomiast nie wolno zapominać że Paulino Alcantara strzelił w swojej karierze dla Dumy Katalonii aż 407 goli w 405 meczach! Rekord tych goli pobił dopiero Leo Messi. W pierwszych latach kariery pomógł Blaugranie wygrać Copa del Rey i Mistrzostwo Katalonii w 1913 r. oraz dołożył jeszcze jedno mistrzostwo Katalonii w 1916. Tuż po zdobyciu tego ostatniego trofeum rodzice Alcantary zdecydowali się na powrót do Filipin rzecz jasna z synem. On sam nie czując jeszcze wielkiej więzi z klubem nie protestował zbytnio. Po powrocie do kraju Cervantesa, Paulino spotkał się w klubie z Jackiem Greenwellem, który wcześniej był jego kolegą z drużyny a teraz miał za zadanie poprowadzić Barçe do sukcesów jako trener. Jednak mimo powrotu supertalentu do składu, Barça nie odnosiła sukcesów a nawet nie wygrywała spotkań. Powodem było złe ustawienie Alcantary gdyż grał on na pozycji… defensora! Dopiero po wymuszeniu na Greenwellu ustawienia Filipińczyka w ataku, w Katalonii rozpoczął się pierwszy złoty okres. W 1919 roku zdobyli mistrzostwo Katalonii a także dotarli do finału Copa del Rey lecz tam przegrali 2:5 z Arenas Club de Getxo. Rok następny był jeszcze lepszy od poprzedniego gdzie Blaugrana zdobyła dublet czyli Mistrzostwo Katalonii i Copa del Rey! Paulino Alcantara wydatnie przyczynił się w zdobyciu tego drugiego pucharu, gdy w finale z Athletic Bilbao strzelił 2 gole! W 1919 roku podczas meczu Pucharu Króla: Barçy z Realem Sociedad, Paulino przeszedł do historii za sprawą jednego z goli. Kopnięta przez niego futbolówka wpadła do siatki rywali rozrywając ją i zatrzymała się dopiero… na ochroniarzu. Uderzenie było tak potężne, iż mężczyzna przez dobre kilka minut leżał oszołomiony na murawie. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało a FC Barcelona wygrała to spotkanie 6:0. Łącznie w swojej karierze Paulino Alcantara zdobył dla Blaugrany 5 mistrzostw Katalonii oraz 2 Puchary Króla.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
15
Hattrick Luisa Suareza i dublet Messiego w katalońskich derbach:
24 lutego 2018 r. FC Barcelona rozgromiła FC Gironę 6:1 w 25. kolejce La Liga na Camp Nou. Było to dwudzieste zwycięstwo niepokonanego lidera ligi, który po stracie gola na początku meczu zdołał zmiażdżyć przeciwnika brawurowym podejściem. Zespół Machína, który zadebiutował w historycznym sezonie Primera Division, chciał podtrzymać reputację pogromcy gigantów, dlatego wyszedł na boisko Camp Nou z bardzo zaawansowaną obroną i wywierał presję na defensywę przeciwnika. Młody trener z Sorii nie spodziewał się jednak, że stanie przed Messim żądnym rewanżu . Rozegrał trzy mecze ligowe bez strzelenia gola i odczuwał skutki występu na Stamford Bridge, skąd, mimo strzelonych goli, nie wyjechał w dobrym humorze. Urodzony w Rosario zawodnik strzelił dwa gole i zadowolony z gry, skupił się na zabawianiu kolegów z drużyny. Skutecznie przypieczętował zwycięstwo w pierwszej połowie(4:1), po czym wycofał się, pozwalając kolegom cieszyć się grą, zwłaszcza Dembélé i Coutinho, którzy desperacko potrzebowali zastrzyku pewności siebie. Hat trick Suáreza nie jest już nowością. Coutinho natomiast strzelił oszałamiającego gola i był jego pierwszym golem ligowym dla Barçy. Bramka Portu również była godna uwagi: była to pierwsza bramka Girony w ich pierwszej wizycie na Camp Nou, i to od samego początku. Nie minęły nawet dwie minuty, gdy Portu wykorzystał prezent od Umtitiego i pokonał Ter Stegena. Radość nie trwała jednak długo, gdyż Luis Suárez wyrównał w 5. minucie. Oba gole padły z bliższego słupka i lewej strony pola karnego. Bramkę piłkarza Barçy asystował Messi, który pół godziny po rozpoczęciu meczu otrzymał podanie zwrotne od Suáreza i strzelił gola na 2:1, dryblując wszystkich obrońców na swojej drodze. Był to jego 21. gol w walce o Trofeum Pichichi. Niecałe sześć minut później strzelił swojego 22. gola, ustalając wynik na 3:1, po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego spod muru. Wtedy Leo zdecydował, że nadszedł czas, aby pozostali mogli się cieszyć. Dembélé nie rozkręcał się zbyt szybko, ale Coutinho przyjął zaproszenie i przejął piłkę od Argentyńczyka, po czym asystował Suárezowi, dając strzelenie gola na 4:1 (44. minuta). Przez cały ten okres Girona ani na chwilę nie straciła kontroli nad rywalami. Lozano zaskoczył Ter Stegena dobrym strzałem głową, a Granell minimalnie minął bramkę po strzale z półobrotu. Podopieczni Machína atakowali z coraz większą intensywnością po każdej straconej bramce, prezentując godną podziwu grę podaniami.
Jednak po przerwie ich formacje nieco się cofnęły, aby powstrzymać falę kontrataków Barcelony. Choć mieli kilka okazji, były one nieliczne i rzadkie. Nie dotyczyło to jednak Blaugrany, której strzały dwukrotnie trafiły w słupek, ale mimo to piłkarze nadal zdobywali bramki i powiększali przewagę. Dembélé miał szansę, nieustannie wyczekiwaną przez Messiego i resztę kolegów z drużyny, ale Coutinho miał więcej szczęścia, strzelając wspaniałego gola zza pola karnego (66. minuta) a Suárez skompletował hat-tricka, wykańczając dobre(tym razem celne) dośrodkowanie Dembélé do pustej bramki. Urugwajczyk próbował następnie wymusić zawieszenie, otrzymując żółtą kartkę; bezskutecznie, ponieważ Alberola Rojas nie dał się na to nabrać. Jordi Alba to widział, chociaż nie zagra przeciwko Las Palmas, ale wątpliwości budzą też stan Piqué i Semedo, którzy opuścili boisko z powodu bólu. Barça umocniła swoją pozycję lidera i pozostała niepokonana, czekając na wynik meczu Atlético z Sevillą w niedzielę.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
14
,,Etihad Stadium” zdobyte:
24 lutego 2015 r. FC Barcelona pokonała Manchester City 1:2 na Etihad Stadium w pierwszym meczu 1/8 Ligi Mistrzów. W lutym Blaugrana znów grała dobrze. ,,W pewnym momencie nie wyglądało to obiecująco. Fundamentem postępu była praca ale także wzajemny szacunek i solidarność na boisku. Między piłkarzami nie dochodziło do żadnych kłótni”- powiedział wówczas Iniesta. Bohaterami meczu byli zdobywca obu goli Luis Suarez i bramkarz ter Stegen. Niemiec powiedział po tym meczu dla ,,DAZN”: ,,Zwycięstwo w Lidze Mistrzów jest naszą wielką obsesją. Wystarczy nie tracić goli, gdyż w ataku mamy tak fantastycznych zawodników że zawsze coś strzelą. Musimy pamiętać jak pragmatycznie grał Real w poprzedniej edycji i robić to samo”. Barça mogła wygrać nawet wyżej ale Messi zmarnował i karnego i łatwą dobitke głową. Z kolei Luis Suarez został oskarżony po meczu o to że ugryzł Demichelisa, lecz w przeciwieństwie do mundialu w 2014 r. i zajścia z Chiellinim, tym razem brakowało świadków a kamery zajścia nie pokazały.
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Geble To prawda, cudowne były to lata. W tym wypadku to chyba żaden bramkarz nie miał by szans tego obronić! A Valdes? No cóż miał kilka poważnych wpadek, jednak to i tak jeden z najlepszych katalońskich bramkarzy wszechczasów...
0
@Nieznajomy W takim razie należałoby wszystkie mecze rozstrzelić na inne godziny. Wówczas ogladalność byłaby jeszcze większa...
16
Zaskoczony Guardiola: „Nawet siedmiu bramkarzy razem wziętych nie zdołałoby obronić uderzenia Juninho”:
Trener FC Barcelony Josep Guardiola wyraził swoje zadowolenie z remisu 1:1 z Olympique Lyon 24 lutego 2009 roku w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów i usprawiedliwił Víctora Valdésa z gola zdobytego przez Brazylijczyka Juninho Pernambucano. „To był wspaniały gol i nawet siedmiu bramkarzy razem wziętych nie dałoby rady go obronić” – powiedział, nawiązując do rzutu wolnego wykonanego przez Brazylijczyka, który zaskoczył bramkarza Barçy stojącego na linii bocznej boiska. Guardiola w każdym razie podkreślił wartość remisu na stadionie „Stade Gerland”. „Uważam to za bardzo dobry wynik. Strzeliliśmy gola bardzo dobrej drużynie i myślę, że trudno będzie nam awansować do ćwierćfinału” – stwierdził trener Katalonii. Guardiola zauważył również, że był to „świetny mecz, który pozwolił nam skorygować błędy w przyszłości” i dodał, że ten mecz pomoże drużynie odzyskać „rytm gry”. Trener Blaugrany utrzymywał, że pomimo wyraźnej dominacji Lyonu w pierwszej połowie, nie obawiał się o końcowy wynik. „W przerwie poprawiliśmy błędy, dlatego mieliśmy bardzo dobrą drugą połowę” – wyjaśnił.
„Sprawa jest nadal otwarta”- Trener Olympique Lyon Claude Puel ubolewał dziś nad zmarnowanymi szansami przez swoich piłkarzy i uważa, że zasłużyli na zwycięstwo nad FC Barceloną w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Wciąż mamy takie same szanse na awans. Ale żałuję wyniku, bo biorąc pod uwagę naszą grę, powinniśmy byli wygrać” – powiedział francuski trener. Puel powiedział, że nie jest ani rozczarowany, ani zadowolony z wyniku i uważa, że „los jest wciąż otwarty”. „Mamy nad czym pracować, zwłaszcza po naszej grze w pierwszej połowie. Powinniśmy byli wyjść na przerwę z dwu- lub trzybramkową przewagą” – stwierdził. Francuski trener przyznał, że jego drużyna straciła dużo bramek w drugiej połowie, co wynikało z ogromnego wysiłku włożonego w pierwszych 45 minutach. Dla Puela zwycięstwo jego zespołu nie oznaczałoby żadnych zmian w taktyce na rewanż. „Na Camp Nou nie można wyjść na boisko z zamiarem remisu, więc nawet gdybyśmy wygrali, musielibyśmy wyjść na boisko i strzelić gola” – podsumował. Warto sobie przypomnieć:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
0
@directedbyfcb No ale jaka jest tego przyczyna?
0
@Chimera To akurat nie jest wyczerpująca odpowiedź...
Więc dalej nie rozumiem z jakiego powodu?
0
Może mi ktoś logicznie wyjaśnić z jakiegoż to powodu mecz Ligi Mistrzów pomiędzy Atletico Madryt a Club Brugge jest rozgrywany o godzinie 18:45, kiedy wszystkie mecze Ligi Mistrzów są rozgrywane o 21:00?
10
Spektakularne wydarzenie z historii ,,La Roja”:
24 lutego 1993 r. sześciu piłkarzy Barçy wystąpiło w pierwszym składzie reprezentacji Hiszpanii. W erze trenerskiej Guardioli zawodnicy Dumy Katalonii stanowili ważne ogniwo w drużynie narodowej i wielokrotnie zdarzało się iż większość graczy pierwszego składu stanowili piłkarze Blaugrany. 15 lat wcześniej desygnowanie do gry w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata 6 piłkarzy Barçy było jednak niezwykłym wydarzeniem. Na dodatek w 79 minucie meczu z Litwą na boisko wszedł siódmy zawodnik Blaugrany Thomas Christiansen, grający wówczas w Barcelonie B. Już 3 minuty po wejściu na plac gry strzelił piętą pięknego gola. Na murawie miał zastąpić Bakero ale wskutek błędu na kartce przekazanej arbitrowi technicznemu zmienił Julio Salinasa.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
13
Ciężka przeprawa z „Nietoperzami”:
24 lutego 1957 r. FC Barcelona pokonała na „Camp de Les Corts” Valencie CF 3:2 w 24 kolejce Primera Division po golach Estanislao Basory, Ramona Villaverde oraz Eulogio Martineza. W pierwszych minutach niedzielnego meczu na Les Corts pomiędzy Valencią a FC Barceloną goście przejęli inicjatywę, ale wkrótce potem gospodarze, głównie napastnicy, popisali się długą i zróżnicowaną gamą znakomitych zagrań. Ich indywidualne wysiłki, koordynowane przez Kubalę, zapewniły im wygodną przewagę do przerwy, na tyle dużą, że przeciętny kibic Barcelony, a nawet przeciętny widz, z optymizmem spoglądał na resztę meczu i jego ostateczny wynik. Blaugrana splatała i rozplatała ataki na wciąż grzązkim po wczorajszym deszczu „Les Corts” lub być może z powodu wymaganych prac konserwacyjnych. Valencia, w mniejszym stopniu, odpowiedziała, ale ich początkowy wysiłek, a także wysiłki, które powtarzali momentami w tej obiecującej, typowo barcelońskiej pierwszej połowie, nie wykraczały poza Ramalletsa, który, bardzo pewny siebie i potwierdzając swoją nową, zasłużoną i możliwą akceptację jako bramkarz reprezentacji, popisał się spektakularnymi obronami. Pierwsze piętnaście minut przyniosło Dumie Katalonii, za ich doskonałą grę, zasłużoną nagrodę w postaci dwóch goli. Potem grali równie dobrze jak wcześniej a nawet lepiej, ale Valencia zamkneła im drogę do bramki Goyo. Do bramki dotarły jedynie echa kilku jęków, odbijających się od strzałów raczej niecelnych niż celnych, lub miny, że bramkarz był na swoim miejscu, jak należy, i jego obowiązkiem było je przechwycić. Valencia miała jednak kilka prób a nawet strzał Arety trafił w poprzeczkę bramki Ramalletsa, jednak wynik do przerwy się nie zmienił. Na ponad pół godziny przed końcem meczu FC Barcelona prowadziła już 3:0, dzięki Eulogio Martínezowi, który z jednego z tych kątów, które tylko on wydaje się potrafić stworzyć na Les Corts, ponownie pokonał Goyo. Mimo pewnych wahań Goyo okazał się jednym z najskuteczniejszych zawodników Walencji w drużynie gości, która w tym roku nie zajęła wysokiego miejsca w tabeli, mimo wysiłków trenera Miró, który starał się poprawić jej pozycję. Przy tak korzystnym wyniku, zwłaszcza u siebie, sjesta wydawała się nieunikniona. I tak zobaczyliśmy, jak pomocnicy Barçy zawodzą. Po pierwsze, uparcie przeszkadzali lub wspierali znakomitą, jak dotąd, grę ofensywnych kolegów z drużyny. Po drugie, robili więcej, niż mogli, i mniej, niż by chcieli. Ten niewielki spadek koncentracji wpłynął na obronę Blaugrany a w drugiej połowie, od połowy boiska w dół, pół tuzina zawodników, którzy tworzą formacje obronne każdej szanującej się drużyny, po zdobyciu prowadzenia, cofnęło się o krok w każdym aspekcie gry. Korzystny wynik był niemal na wyciągnięcie ręki, ponieważ goście niemal wyrównali. Kibice pewni siebie mocno się zaniepokoili a ci, którzy zarządzali meczem, również mieli swoje kłopoty, ponieważ nie zareagowali tak, jak powinni, na niemal nieoczekiwany koniec meczu, który wydawał się łatwy przed jego rozpoczęciem a tym bardziej w przerwie.
Chociaż były piłkarz FC Barcelony, Areta, został złapany na spalonym, gdy Valencia strzeliła swojego pierwszego gola, później dał kolejny dowód swojej wiedzy i tego, co każdy zawodowiec powinien i potrafi zrobić, stając naprzeciwko swojego byłego klubu, który być może nie do końca docenił jego prawdziwą wartość. Ta trójka kryjących byłaby niemal bez znaczenia, gdyby Areta, niesłusznie atakowany (z powodu transferu), nie był później tym, który stał się mózgiem kolejnej bramki, tej, która napełniła niepokojem większość kibiców zgromadzonych na Les Corts. Areta, w umiejętnym i odważnym rajdzie(tak odważnym, że po dośrodkowaniu piłkę trzeba było złapać z krawędzi pola karnego) posłał idealnie wyważone, niskie dośrodkowanie, które Ramallets niemal przechwycił. Dośrodkowanie dotarło do kolegi z drużyny, który potężnym strzałem do pustej bramki zdobył drugiego, alarmującego gola dla Valencii. Po raz kolejny udowodniono, że nie ma gorszego wroga w piłce nożnej niż piłkarz stojący naprzeciwko swojego byłego klubu i kolegów z drużyny. W związku z tym, że w drugiej połowie Barça straciła kontrolę nad grą a Valencia zyskała na znaczeniu, zależnie od gry niektórych ze swoich najskuteczniejszych lub najbardziej znanych piłkarzy, mecz, w którym wyraźnie dominowała FC Barcelona, prawie zakończył się remisem... aż do 57. minuty, kiedy to trzy gole zdobyte i żadna stracona były logicznym, ale ostatecznie nie do utrzymania wynikiem.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:
23 lutego 1907 r. urodził się Roberto Eugenio Cherro, legendarny napastnik nazywany ,,Cabecita de Oro”(złota główka). Większość swojej kariery grał w Boca Juniors, strzelił 221 goli w 305 meczach dla klubu (we wszystkich oficjalnych rozgrywkach), co uczyniło go najskuteczniejszym piłkarzem Boca Juniors, dopóki jego rekord nie został pobity przez Martína Palermo w 2010 roku. Cherro zdobył pięć tytułów mistrzowskich z Boca, pięć razy był najskuteczniejszym strzelcem klubu a w latach 1926, 1928 i 1930 trzykrotnie został najskuteczniejszym strzelcem argentyńskiej Primera División. Wraz z Varallo i Benitezem Caceresem stworzył najgroźniejszy w dziejach tego słynnego klubu trójząb ataku. Znalazł się w składzie Argentyny na premierowe mistrzostwa świata w Urugwaju i zagrał w jednym spotkaniu. Z Argentyną brał udział w igrzyskach w Amsterdamie (srebrny medal) i triumfował w Copa América 1929 oraz 1937. W kadrze grał w latach 1926–1937, gdzie w 16 meczach zdobył 13 goli.
@Sysia11
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
2
@Kapitan hawk A przeciwko Chelsea czasem nie strzelił? Bo już nie pamiętam dokładnie?
16
Dublet „La Pulgi” na „Emirate Stadium”:
Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona zrobiła ważny krok w kierunku ćwierćfinału Ligi Mistrzów UEFA, wygrywając na wyjeździe z Arsenalem 2:0 w północnym Londynie, dzięki dwóm bramkom Lionela Messiego. Dzięki kompletnemu występowi, Blaugrana zdominowała posiadanie piłki i ostatecznie pokonała zaparkowany autobus Kanonierów. Co więcej, kataloński gigant przedłużył swoją spektakularną serię meczów bez porażki do 33. Idealny wieczór. Gospodarze mieli jasny plan na pierwszą połowę: bronić i kontratakować. Robili to z kompetencją, sprawiając Barcelonie kłopoty. Najlepszą okazję w tej połowie miał Arsenal, ale Alex Oxlade-Chamberlain nie zdołał wykończyć strzału w polu karnym a Ter Stegen popisał się ważną interwencją. Blaugrana miała niemal pełną kontrolę nad piłką w pierwszych 45 minutach, ale nie udało jej się przełożyć dominacji na realne okazje, częściowo dzięki potężnemu murowi obrony Arsenalu. W ostatnich minutach Katalończycy zaczęli jednak powoli znajdować małe przestrzenie, a Luis Suárez miał dwie duże okazje. Pierwszą z nich zdecydował się podać, a w drugiej spudłował strzał głową z bliska. Bardzo fizyczna pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, ale ten intensywny mecz zapowiadał się obiecująco przez resztę spotkania.
Barça nadal utrzymywała się przy piłce i miała problemy z obroną, podczas gdy Arsenal pozostał na boisku i czekał na odpowiedni moment do ataku. Mieli znakomitą okazję po strzale głową Oliviera Giroud ale Ter Stegen popisał się niesamowitą paradą. A potem, gdy Kanonierzy w końcu ruszyli do ataku, zostali przyłapani. W błyskawicznej akcji, w której uczestniczyło całe trio „MSN”, Neymar podał Messiego w pole karne, a Argentyńczyk całkowicie wybił Petra Čecha z pola karnego miękkim podaniem, po czym wykończył akcję, dając Barcelonie prowadzenie. Na domiar złego dla Arsenalu, Mathieu Flamini, który właśnie wszedł na boisko jako rezerwowy, popełnił głupi faul na Messim w polu karnym. Najlepszy piłkarz świata nie chybił rzutu karnego i posłał piłkę obok bramkarza, podwajając prowadzenie. Fantastyczne zwycięstwo na wyjeździe, dwa gole Messiego przeciwko Cechowi i wielki krok w stronę 1/8 finału. Cóż to był za wieczór. A na koniec składy:
Arsenal: Cech; Bellerín, Mertesacker, Kościelny, Monreal; Coquelin (Flamini), Ramsey; Chamberlain (Walcott), Özil, Sánchez; Giroud (Welbeck)
FC Barcelona: Ter Stegen; Alves, Piqué, Mascherano, Alba; Busquets, Rakitić, Iniesta; Messi, Suárez, Neymar
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
12
Pierwszy oficjalny mecz FC Barcelony przeciwko Jose Mourinho:
23 lutego 2005 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Chelsea FC 2:1 w ramach pierwszego starcia 1/8 Ligi Mistrzów. W 32 minucie samobójczego gola strzelił Beletti i goście wyszli na prowadzenie. Z kolei w 55 minucie za niebezpieczny atak na Victora Valdesa, czerwoną kartke ujrzał Didier Drogba. Blaugrana wciąż jednak biła głową w mur i Frank Rijkaard zdecydował się na wpuszczenie na boisko ,,jokera” w postaci Argentyńczyka Maxi Lopeza, sprowadzonego do klubu zaledwie miesiąc wcześniej. Roszada ta okazała się zbawienna bowiem Maxi odmienił losy meczu, zdobywając gola w 66 minucie i prezentując oryginalną ,,cieszynke” imitującą ruchy kurczaka. W 73 minucie mocnym strzałem z pola karnego gola zdobył genialny Samuel Eto’o i Barça ostatecznie wygrała ten mecz, lecz 2 tygodnie później przegrała pechowo w rewanżu, w wyniku czego odpadła z rozgrywek. Po meczu Mourinho głośno wyrażał oburzenie pracą szwedzkiego arbitra Friska i podburzał kibiców ,,The Blues” przeciwko niemu. Friskowi w kolejnych tygodniach grożono śmiercią, przez co 12 marca ogłosił zakończenie kariery sędziowskiej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
,,Pyrrusowe” zwycięstwo w El Clasico:
23 lutego 1941 r. FC Barcelona pokonuje na „Estadio Chamartin” Real Madryt 1:2 w przedostatniej kolejce Primera Division, po golach Jose Bravo i Mariano Martina. Honorowego gola dla gospodarzy zanotował Barinaga. Jednak to zwycięstwo na niewiele się zdało, gdyż w końcowej tabeli Blaugrana uplasowała się dopiero na 4 pozycji.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
13
,,Guarani” po raz pierwszy i jak dotąd ostatni:
22 lutego 1953 r. meczem Peru-Boliwia(0:1) zainaugurowano 22 edycje Copa America. Impreza miała się odbyć w Paragwaju, lecz znów powtórzyła się historia z 1924 roku. Paragwaj znękany wyniszczającymi wojnami i równie przewlekłymi niepokojami wewnętrznymi, nie stanął jeszcze na nogach. Słowem znów nie było warunków aby ten biedny kraj był w stanie zorganizować impreze o takiej randze. W efekcie CONMEBOL postanowił przenieść rozgrywki gdzie indziej. Wybór padł na stolice Peru, Lime. Gospodarze grający wówczas chyba najbardziej radosny i widowiskowy futbol na kontynencie, zdawali sobie sprawę iż peruwiańscy artyści przy wszystkich swych walorach grzeszą niefrasobliwością i dość powierzchownym stosunkiem do skomplikowanych zagadnień taktycznych. Dlatego zaangażowali europejskiego trenera, który tę wesołą gromadke uroczych lekkoduchów zagonił do katorżniczej pracy podczas półrocznego zgrupowania, mającego wymusić żelazną dyscyplinę. W rezultacie zespół został dobrany niezwykle starannie. Mistrz świata Urugwaj, potraktował turniej w Limie eksperymentalnie, mając przed sobą perspektywę obrony tytułu w Szwajcarii w 1954 r. Postanowiono więc sprawdzić nowy zaciąg młodszych piłkarzy, stanowiących bezpośrednie zaplecze pierwszej kadry. Jak zwykle bitną drużynę przysłała Boliwia. Dzielni górale szczycili się fenomenalnym technikiem Victorem Ugarte, który z roku na rok gruntował swą wysoką międzynarodową reputacje. Z kolei najsłabszy Ekwador nie miał nic do stracenia i może to właśnie nastawienie przyniosło mu dwa remisy, z których ten z Paragwajem był doprawdy zaszczytny. Wicemistrzowie świata, Brazylijczycy już nieco otrząsnęli się po szoku Maracany, po drodze pocieszając się tytułem mistrza turnieju Panamerykańskiego w 1952. Nadal grali wielcy rutyniarze: Danilo, Bauer i Zizinho a momentami również Ademir, lecz pozycje starych asów atakowała równie zdolna a może nawet zdolniejsza generacja. Obrońcy Djalma Santos i Nilton Santos mieli w niedalekiej przyszłości utworzyć parę dwukrotnych mistrzów świata, Do tych zaszczytów miał poprowadzić Canarinhos genialny dyrygent Valdir Pereira zwany Didi. Geniusz strategiczny pomocnika Fluminense w roku 1953 dopiero dojrzewał, lecz jego przebłyski potrafili dojrzeć przenikliwi obserwatorzy. Na prawym skrzydle pojawił się ktoś, kto udanie wypełnił luke pomiędzy Tesourinha a Garrinchą a mianowicie Julio Botelho, który podobnie jak oni był fenomenem dryblingu. Brazylia odzyskiwała pewność siebie i z takim składem była pewna zwycięstwa. Lecz oto znów, podobnie jak w 1949, na jej drodze pojawił się utrapiony Paragwaj. Cztery lata wcześniej był on o włos od pozbawienia Canarinhos niemal stuprocentowego tytułu a i tak swoją postawą zaimponował wszystkim. Tym razem ekipa ,,Guarani” postanowiła nie zaniedbać niczego, co mogłoby ja przybliżyć do upragnionego celu jakim był Puchar Ameryki.
Turniej w Limie stał pod względem sportowym przynajmniej na takim poziomie, na jakim leży stolica Peru. Wszystkie mecze przebiegały w atmosferze zażartej walki i obfitowały w niezliczone przykłady ambicji graniczącej z poświęceniem. Nawet skazani na pożarcie outsajderzy nie sprzedawali tanio skóry. Doświadczyli tego pewni siebie gospodarze w meczu otwarcia ulegając lekceważonej Boliwii. W tych mistrzostwach naprawdę nie było mocnych. Każdy prędzej czy później znajdował swojego pogromcę. Rozsierdzone Peru odegrało się na Brazylii, pokonując ją przy aplauzie 55 tys. widzów jednym golem. Chile po 3 golach nieuchwytnego Moliny pokonało 3:2 Urugwaj ale za to uległo gładko Paragwajowi 0:3. Brazylia uznała jednobramkową wyższość Peru, wcześniej w identycznym stosunku pokonując Urugwajczyków. Przed ostatnim teoretycznie meczem turnieju(Peru-Urugwaj) sytuacja była jasna. Paragwaj i Brazylia zgromadziły po 8 punktów, Peru i Chile miały ich po 7. Choćby najskromniejsze zwycięstwo dawało gospodarzom absolutny triumf i nawiązanie do pamiętnych dni glorii z 1939 r. Sprawa wydawała się przesądzona. ,,Celestes” grali wprawdzie nieźle ale gdzież im tam było do mistrzów świata z 1950. Jednak noc decydującego starcia okazała się jedną z najczarniejszych w dziejach peruwiańskiego futbolu. Na nic zdały się trudy wielomiesięcznego forsowanego zgrupowania i dyscyplinujące nauki. ,,Inkowie” ruszyli z ogromnym rozmachem odkryci jak na uroczystej paradzie. Ich cyrkowe popisy spotkały się ze stoicką obojętnością betonowej pary Gonzalez-Martinez. Cała drużyna Celestes zgromadziła się na własnej połowie skutecznie odpierając szaleńcze lecz nieskoordynowane ataki. Za to z rzadka, bez pardonu, wypuszczała ,,zatrute strzały”. Szybki skrzydłowy Pelaez dwukrotnie pokazał niefrasobliwej obronie peruwiańskiej jaki numer ma naszyty na błękitnej koszulce. Jeszcze Romero dobił osłupiałych gospodarzy na 0:3! Ten zaskakujący rezultat diametralnie odwrócił sytuacje. Na placu boju pozostały z dorobkiem 8 punktów Paragwaj i Brazylia. Dokładnie 1 kwietnia zmierzyły się one w dodatkowym(de facto finałowym) meczu. Ten bój Davida z Goliatem zelektryzował publiczność Paragwajczycy wyszli na boisko z taką determinacją, jakby mieli walczyć o życie. Brazylijczycy skupieni w równie zaciętym milczeniu. Rozgorzała twarda, bezlitosna batalia, w trakcie której nikt nie odstawił nogi. Trzeszczały kości ale obyło się bez przelewu krwi. Ozdobą tego dramatycznego meczu były iście homeryckie pojedynki, jakie toczyli najlepsi ,,cabezadores”, czyli główkarze obu zespołów- Herrera i Baltazar. Paragwajczyk w 98 przypadkach na 100 skakał wyżej ale dwukrotnie dał się wywieźć w pole i tyleż razy Riquelme wyciągał piłke z siatki. Jednak Herrera nie miał powodów do wstydu. Baltazar głową strzelał silniej i celniej niż nogą. Paragwajczycy byli wszakże o jedno trafienie lepsi. Bramkarza Castilho pokonali Atilio Lopez, wspomagający napastników Manuel Gavilan oraz uderzający jak grom Ruben Fernandez. Gdy brytyjski sędzia Dean odgwizdał koniec meczu przy stanie 3:2, ,,Guarani” pośród wiwatów wykonali runde honorową niemal pijani ze zmęczenia i bezgranicznego szczęścia. Powrót do kraju był jednym pasmem triumfów. Na lotnisku oczekiwały bohaterów narodowych nieprzebrane tłumy a na ulice wyległa chyba cała ludność Asuncion.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
@FCBparasiempre
Czujesz dym, słyszysz pisk ruszającego pociągu. Dziesiątki dzieci tłoczą się przy oknach. Nie ma uśmiechów. Pięści uniesione w górę, gniew i puste spojrzenia. Ta podróż nigdy nie powinna się odbyć. Najsmutniejsza w historii. Żadnych gier, żadnych piosenek. Mroźna atmosfera rozdarta rozdzierającym serce krzykiem: Żegnaj, mamo! ... Pożegnałam się z tatą na zawsze kilka dni temu, a właśnie pożegnałam się z tobą. W 1937 roku hiszpańska wojna domowa osiągnęła swój szczyt. Front Nacjonalistyczny posuwał się naprzód przez Półwysep Iberyjski. Walki w Kraju Basków były szczególnie ciężkie. Głód, nędza i śmierć. W obliczu żądań samych bojowników republikańskich, prezydent Kraju Basków, Aguirre, podjął decyzję o ewakuacji tysięcy baskijskich dzieci, ryzykując, że staną się „ludźmi bez Boga i bez ojczyzny”. Tak więc z tekturową tabliczką zawieszoną na piersiach, dokumentami w trzech językach i ciężkim bagażem niepewności i smutku, dzieci wyruszyły do Rosji; wśród nich był młody mężczyzna z Renteríi, Agustín Gómez de Pagola. Kilka miesięcy później legendarna baskijska drużyna piłkarska „Euzkadi” przybyła do Moskwy w ramach swojej międzynarodowej trasy, będącej jednym z ostatnich źródeł finansowania, z których rząd Aguirre'a na uchodźstwie skorzystał. Po raz kolejny piłka nożna i wojna stały się zwrotkami tej samej pieśni. To wydarzenie wywarło głęboki wpływ na młodego Agustína, który już wtedy odnosił sukcesy w piłce nożnej. Jeden z najważniejszych rosyjskich klubów, Torpedo Moskwa, szybko zapewnił sobie jego usługi. Nie trwało długo, zanim rosyjscy kibice padli do stóp „Legendarnego Baska”. Z Torpedo zdobył on dwa Puchary ZSRR i został nagrodzony tytułem Mistrza Futbolu. Ten dzieciak, który przybył z drugiego końca Europy mając na sobie jedynie to, co miał na sobie i nie znając ani słowa po rosyjsku, w ciągu kilku lat stał się prawdziwą gwiazdą radzieckiego sportu.
„ Agustin cieszył się fenomenalną reputacją sportowca, gdziekolwiek się pojawił. Miał wrodzone cechy: nosa do strzelania goli, zrozumienie gry, umiejętność ustawiania się, wizję… Gdybyśmy grali jeszcze w XIX wieku, on grałby już w XX…”- Ruperto Sagasti. Ale szczyt jego kariery piłkarskiej miał dopiero nadejść. Agustín był członkiem radzieckiej reprezentacji olimpijskiej na igrzyskach w Helsinkach. To było niezwykłe; nie do pomyślenia było, że obcokrajowiec będzie reprezentował ZSRR. Jednak ten sukces przyniósł ze sobą dramatyczny moment. Zabroniono mu wejścia na boisko. Władze zdecydowały, że Bask nie może reprezentować ich na igrzyskach olimpijskich. Drużyna przegrała, co było do przewidzenia, ponieważ Gómez był prawdziwym filarem defensywy tej drużyny. „Stwierdzenie, że Agustín był przygnębiony, to mało powiedziane; Agustín czuł się zdruzgotany”. Po śmierci Stalina w 1953 roku nastąpiła odwilż w stosunkach między reżimem Franco a ZSRR. Ta atmosfera pozwoliła na repatriację „dzieci” w 1956 roku. Agustín wykorzystał okazję i wrócił do Hiszpanii na pokładzie statku Krym . Zabrał ze sobą list od Realu Madryt, w którym proszono go, aby nie podpisywał kontraktu z żadnym innym klubem. Wkrótce miał się zmierzyć z rzeczywistością. Wszyscy rosyjscy Hiszpanie stanowili zagrożenie, ale Agustín był nim bardziej niż inni; był znaną postacią w Rosji i został odznaczony na Kremlu. Co gorsza, nie ukrywał swoich komunistycznych wartości. Został uznany za „zbyt czerwonego”. Real Madryt wycofał się a przed rodziną Gómeza zamknęły się wszystkie drzwi.
Kilka miesięcy później nadarzyła się okazja. Atlético Madryt zaproponowało mu kontrakt na pozostałe mecze sezonu; potem mieli zobaczyć, co się wydarzy. W wieku 34 lat i po kilku miesiącach bez treningów, Agustín wkracza na boisko Metropolitano. Jego nerwowość i brak formy nie pozostają niezauważone; co gorsza, kibice szybko skupiają na nim swoje komunistyczne uprzedzenia. Ciekawość wokół Gómeza została rozwiana. Ten zawodnik rozczarował, pokazując, że choć kiedyś był gwiazdą, to już nią nie jest. Agustín się tego nie spodziewał; był oszołomiony. W jego głowie wciąż rozbrzmiewały rosyjskie okrzyki radości. Z drugiej strony, jego rodacy go odrzucili. Nie mógł tego znieść. Wrócił do Kraju Basków, zostawiając wszystko, zapominając o kontrakcie i pieniądzach. Upokarzające przesłuchania na komisariacie były częste a sytuacja finansowa przytłaczająca. Ale pojawiło się koło ratunkowe: klub Tolosa zaproponował mu kontrakt trenerski. Później trenował historyczny klub: Real Unión de Irún. Rodzina Gómezów w końcu odnalazła stabilizację. To właśnie w tym czasie Agustín zaczął organizować Komunistyczną Partię Kraju Basków. Policja wkrótce go aresztowała i uwięziła w Madrycie. Jego aresztowanie stanowiło problem dyplomatyczny dla reżimu Franco. W ZSRR rozpoczęto kampanię na rzecz jego uwolnienia. Tymczasem Agustínowi udało się uciec z więzienia. „Wczoraj w Madrycie uciekł niebezpieczny przestępca polityczny Agustín Gómez, członek Komitetu Centralnego PCE (Komunistycznej Partii Hiszpanii). Policja i Gwardia Cywilna kontrolują drogi. Osoby, które mogą pomóc w poszukiwaniach tego niebezpiecznego przestępcy, proszone są o zgłoszenie się…” Agustín po raz kolejny musi uciekać z Hiszpanii. Tym razem na dobre. Z wygnania jego rola w Partii Komunistycznej była decydująca. Jego własny dom stał się miejscem ważnych spotkań z tak wybitnymi postaciami, jak Dolores Ibárruri, znana z „La Pasionaria”. Mając silne ortodoksyjne przekonania komunistyczne, opowiadał się za sowiecką inwazją na Czechosłowację, co doprowadziło do konfrontacji z przywódcą PCE, Santiago Carrillo i założenia nowej PCE, która miała podawać się za autentyczną. Po kilku latach całkowitego zaangażowania w politykę i wykonywania operacji dla KGB, los chciał, że pełne wydarzeń życie Agustína Gómeza de Pagoli zakończyło się zaledwie 3 dni przed życiem jego odwiecznego wroga Franco. Jego nagrobek wyraźnie odznacza się na tle śniegu Cmentarza Dońskiego, niczym zimna metafora walki polityka, obrońcy, który nigdy się nie poddaje. „ Niektórzy uważali go za urodzonego polityka, tak jak inni za urodzonego piłkarza.”- Arguis Arlauskas Pinedo. Reżyser filmu dokumentalnego „Życie i śmierć w Rosji”.
8
Niesamowita historia Agustína Gómeza, jednego z „dzieci Rosji”:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@wpwelement A na pytania i prośby to nie raczycie odpowiadać?
No to może poza regulaminem moge się dowiedzieć z jakiego powodu nie można oznaczać więcej użytkowników?
Ps. To jak to jest z tym regulaminem że mogłem go łamać przez bite 2 tygodnie!?
Coś nie jednak nie tak jest z waszym regulaminem...
0
@wpwelement No jak to łącznie z odpowiedziami, jak wszyscy użytkownicy korzystali i korzystają z tego że oznaczają innych użytkowników w odpowiedzi na swój komentarz. A właściwie to co komu przeszkadza że oznaczy się kogoś dodatkowo w odpowiedzi na komentarz?
A tak wogóle to czemu nie odpowiadacie na moje pytania w prywatnych wiadomościach dotyczące właśnie oznaczania użytkowników?