Cochise
Dołączył/a: wrzesień 2011
158 obserwujących
2 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
4
Notatka z przyszłości
Minęły eony, od kiedy zapomniano o monarchiach, demokracjach, tyraniach i anarchiach. Wszystkie te formy rządów przeszły do lamusa, gdyż nieustannie ewoluujące umysły uznały je za zbyt trywialne. Zastąpiła je futbolokracja.
Właśnie dzisiaj ogół inter-dzienników, obszernie rozpisuje się na temat największego, ponadgalaktycznego święta, jakie rokrocznie odbywa się w granicach naszej Supergromady. Kaligrafują wydawnictwa z Drogi Mlecznej, Mgławicy Kopernika, Egzowymiaru, Gwiazdy Pozytronowej. Gryzmolę i ja, jajogłowa istota o ołowianej strukturze mózgu.
Szczycę się tym, że pomimo czterdziestu sześciu Wielkich Wybuchów, jakie demolowały Uniwersum, udało mi się dotrzeć do zachowanych manuskryptów z dziwnej substancji, która onegdaj nazywana była papierem. Tamto wyłuskałem Arkę Przymierza naszych czasów, zesłaną nam przez Przedwiecznych Bogów. Zawierała w sobie dość prymitywne pod względem techniki obrazy i dźwięki, lecz jej esencja była wstrząsająca. Z iście archeologicznym zamiłowaniem oglądałem kolejne mecze w wykonaniu Największych Istot, jakie stąpały po niezliczonych murawach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Byli to: atletycznie zbudowany niczym kolos Cristiano Ronaldo oraz mikroskopijny geniusz finezji Lionel Messi. Każde tknięcie piłki, każde atomowe uderzenie, każde podanie, każdy drybling, każdy gol, nie bacząc na miliardy przesypanych od tamtej pory makro-klepsydr, dotąd wywołuje dreszcze u całego zbioru kibiców, fachowców, dziennikarzy.
Tak, tak... ich potomkowie za kilka godzin rozpoczną kolejny bój w zawieszonym między dziesięcioma wymiarami Hiper-Koloseum. Rozgrzani do białości, znerwicowani i niecierpliwi, czekamy na zawody. Znowu rozstrzygnie się, komu na najbliższy rok przypadnie władza we Wszechświecie. Pokojowo a walecznie, nieustępliwie lecz bez ofiar. Bracia i siostry, w chwili najbardziej uroczystej i podniosłej, z całych sił, z samego wnętrza naszych jestestw, dopingujmy tych, których kochamy i przede wszystkim - chwalmy naszą futbolokrację!
34
Nie za bardzo wiem, pod którą wypowiedzią użytkownika "tomasanet" umieścić ten wpis, więc daję go tutaj.
Szanuję Twoje subiektywne zdanie na temat najlepszej trójki kończącego się roku, ale się z nim nie zgadzam. O ile umieszczenie w niej Griezmanna uważam za słuszne, o tyle wpychanie tam na siłę Vidala kosztem Messiego uchodzi za kuriozum i w zasadzie dalsza dyskusja nie powinna mieć miejsca, gdyż oznacza stratę czasu dla nas obydwóch, ale mimo to spróbuję.
Ze względu na to, że niegdyś Pep był sternikiem Bayernu, a potem przybył tam Lewandowski, oglądałem i oglądam niemal każdy ich mecz. Owszem, Arturo jest wyróżniającą się postacią w linii pomocy, haruje, podłączą się do akcji ofensywnych, a do tego stosunkowo często zdobywa bramki, ale stawianie go na piedestale jest ogromną przesadą. Nie spotkałem się z opinią, iżby zasłużył na bytność w Złotej Trójce nawet wśród sympatyków ekipy z Monachium. Wg Kickera znalazł się w drużynie sezonu Bundesligi, a wg Goal.com nie. Podsumowując: był bardzo ważnym ogniwem, ale w samym Bayernie znalazłoby się co najmniej z dwóch bardziej kluczowych piłkarzy.
Messi już nie dominuje od 2012 roku? Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, lecz Lionel został przesunięty z pozycji wysuniętego napastnika na prawe skrzydło, a pomimo tego zdobył do tej pory w 2016 roku 55 bramek i zaliczył 32 asysty (za witryną messivsronaldo) w 58 występach!!! I to w sytuacji, kiedy niektóre rzuty karne "oddaje" kolegom. Znajdź mi takiego drugiego gracza w całej historii futbolu, który nie będąc typową "9" ma takie statystyki (samych statystyk blisko jest Ronaldo, ale on przecież też nie powinien Twoim zdaniem się znaleźć w tym zaszczytnym gronie). Choć nie zawsze są miarodajne, ale przejrzyj jego ratingi na whoscored czy squawka. Mało tego, średnia dryblingów na mecz spokojnie ponad 3, kluczowych podań oscyluje około 2. Niejednokrotnie wracał się by rozgrywać piłkę, uruchamiał partnerów, ściągał na siebie uwagę rywala, o przerzutach, dośrodkowaniach i pchaniu wózka z napisem Argentyna, chyba nie muszę wspominać?
Naprawdę, rozumiem kontrowersyjne i alternatywne podejście do tematu, ale żeby mieć bielmo na oczach, aż w takim stopniu? Dla tak rozsądnie piszącego faceta jak Ty, to nie przystoi. Skończyłem.
34
Ronaldo nie płacił podatków? Spisek katalońskich nierządnic. Ten Kręcidło, jemu to źle z oczu patrzy. Od razu widać, że jest bordowym agentem, emisariuszem ich brukowej prasy na wschodnią część Europy. Dostaje żołd, więc jątrzy. Teraz jak Cristiano ma najlepszy rok w całej karierze - kosą wyciął, a cepem wymłócił rywali, jak rolnik zawartość pola, to tu nagle przed Klasykiem jakiejś lojalki z Irlandii wyciągają? I co może jeszcze grafologa niech na łeb mu sprowadzą, wasza mać? Przypadek? Gorące kartofle podrzucają do królewskiej szatni, a sami to w tej Barcelonie mają kryminalistów na pęczki. Taki ojciec Neymara, wisus i swawolnik, jumbo-jetami napakowanymi koksem i jawnogrzesznicami, niczym stodoła zbożem, rozwoził się po świecie za te katalońskie siano, bo inaczej by synalek wylądował w innym klubie. Co tu więcej gadać. A ten złodziej i malwersant Messi? A wyłysiały Mascherano, co to chciał przed sezonem się katapultować, bo fiskus wywąchał, że i on konfitury w piwnicy za pralką składował? A Laporta, zegarmistrz od kieliszka purpurowy? O, Rosell przecież! Ten to potrafił jak nikt inny geszeft robić. Teraz pewnie zaszył się w jakiejś Puszczy Białowieskiej lub Bieszczadach. Wszyscy oni funta kłaków niewarci!
51
Nie wytrzymie ta strona niedługo, już ja się z ziomkami o to postaram! Robertinho nie nadąży klepać algorytmów w klawiaturę. Aż im wszystkim pazury powykręca. Łooo Jezusiu, śniegiem sypie, grudzień się zaczął, a oni Herkulesowi po hat-tricku nie strzelają. Same nieuki w tym zarządzie siedzą, ja to bym lepsze transfery zrobił. Od razu po kilka asyst by pomoc miała. I jakby grali fantastycznie! A tak ten Lucho, coś mu idzie trenerka jak krew z nosa. Ostatnio to mi w Fifie, a koledze w Menadżerze, Kołtinio całą drużynę rozruszał. Teraz w rewanżu z tym trzecioligowcem to musi zagrać once de gala i wpakować koniecznie ze trzynaście bramek, żeby więcej od madryciaków w dwumeczu mieli. Ja tu szaliki i kubki pokupywał, koszulka idzie kurierem, kibic ze mnie jak ta lala, a oni śmią tak zawodzić? Niedługo Gran Derbi. Jeszcze się okaże po tym meczu czy mam dalej na profilowym w fejsbuku herb Barcelony trzymać. Toć jak Ronaldo wpakuje jakąś bramkę a Messi nie, to znów zacznę łykać nervosol. Już i tak po nocach śni mi się Paco. Niedługo to człowiek bał się będzie lampkę nocną wyłączyć. Czas jakiś strajk w internetach nakręcać, bo co to się stanie, co to się stanie? Ze wstydu trza będzie się pod tapczanem chować.
1
Komentarz usunięty przez użytkownika
1
W Hiszpanii nie ma takiego zwyczaju. Chyba że się do niego wybierzesz osobiście i mu owe przełamanie zaproponujesz :D
0
Gabriel Garcia Marquez - na kartach powieści "Miłość w czasach zarazy", strona 461: „...Lorenzo Daza pośredniczył między rządem liberalnego prezydenta Aquileo Parry a niejakim Josephem Korzeniowskim, Polakiem z pochodzenia, który stacjonował tu przez wiele miesięcy w charakterze członka załogi statku handlowego „Saint Antoine”, pływającego pod banderą francuską, i usiłował doprowadzić do sfinalizowania niezbyt jasnej transakcji bronią. Korzeniowski, nieco później sławny na całym świecie jako Joseph Conrad...
Kurt Vonnegut - w przedmowie do polskiego wydania książki "Matka noc" lub "Galapagos". Czytałem jedną po drugiej i nie pamiętam już dokładnie w której.
2
Narody anglojęzyczne, w których Conrad jest popularnym pisarzem, stawianym na równi np. z Henrym Jamesem, są święcie przekonane, że był on Brytyjczykiem. Wyspiarze są z niego dumni. Natomiast kuksańca ich pewności dają chociażby dwaj wielcy literaci, Gabriel Garcia Marquez oraz Kurt Vonnegut, którzy wprost wyrażają się, iż Joseph był Polakiem! Dodatkowo nieszczęśliwy, polski system edukacyjny zraża młodzież do jego twórczości, gdy na siłę wpycha się im świetną pozycje, jaką jest Jądro Ciemności (z podobnej tematyki polecam nowelę Placówka Postępu). Cóż, chyba nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. I na koniec ciekawostka, Sejm RP ustanowił Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego jednym z patronów nadchodzącego 2017 roku :)
P.S. Bardzo miło, że wciąż ktoś o nim pamięta!
4
Przeczytaj książkę wybitnego polskiego pisarza Josepha Conrada "Smuga cienia". Jest dość krótka. Lata później zekranizował ją Wajda, ale filmu jeszcze nie oglądałem.
4
Bardzo ładnie rozwinąłeś myśl. Bodajże Goethe powiedział: "Kto nie idzie do przodu, ten się cofa". A piłka nożna, która jest sportem niezwykle dynamicznym, kolektywnym, i w którym sukces zależy od wielu czynników, wymaga ciągłego postępu, ciągłych zmian. Pewne rzeczy już nie powrócą w tak idealnym odwzorowaniu, jak było to kiedyś. Oczywiście możemy się zbliżyć do zapoczątkowanej przez śp. (sprawdziłem, wcześniej popełniłem błąd z dwoma kropkami) Cruyffa i ulepszonej przez Guardiolę formuły, ale to nie będzie to samo w stu procentach. Mądry strateg wojskowy wykorzystuje ukształtowanie terenu, warunki atmosferyczne, kondycję armii np. po długim marszu, aby zoptymalizować szanse na zwycięstwo i zminimalizować straty. Futbol to też swego rodzaju wojna. Od trenera oczekuję właśnie takiej elastyczności, a nie fundamentalizmu taktycznego, ocierającego się czasami o śmieszność. Luis Enrique już raz wprowadził małą rewolucję. Skoro my widzimy, że pressing u rywala, jego zaciekłość, agresja, powodują w naszych szeregach popłoch, to jestem przekonany, że Mister również to dostrzega. Bardzo możliwe, że na treningach sprawdzane są nowe (a może stare?) warianty. Tylko trening a mecz to dwa światy. Jak już wspomniałem - potrzeba czasu, aby wyćwiczone elementy przełożyć na boiskową rzeczywistość. W najbliższym czasie najważniejsza jest cierpliwość i zaufanie. A na to "wuefista" sobie zasłużył. Chociażby zdobytymi tytułami.
4
Po trzech sezonach taktyka Pepa została rozbita na najmniejsze czynniki, przez co z lepiej zorganizowanymi drużynami stała się nieefektywna. Co mądrzejszy trener stosował autobus i Barcelona miała wielki problem. Następnie ś.p. Tito oraz Tata Martino kurczowo trzymali się schematu, który wyglądał coraz gorzej. I tylko dzięki geniuszowi poszczególnych graczy (najwięcej Messiego) drużyna punktowała, ale sama gra była bardzo nudna i usypiająca. Przyszedł Lucho. Jako pierwszy odważył się zmodyfikować nieskalaną filozofię na bardziej bezpośredni futbol i natychmiast rozwiązał się worek z trofeami. Jednak ewolucja ma to do siebie, że przeciwnicy rozgryźli Luisa Enrique i bardzo możliwe, że znowu taktyka musi się lekko zmienić wobec tych okoliczności. Czy powrót do korzeni Guardioli będzie lekiem na całe zło? Być może. Choć również może przynieść rozczarowanie, bo to już było i wiadomo jak grać z taką ekipą. Możliwe, że trzeba czegoś nowego. Nie jakiejś strategii z kosmosu. Syntezy myśli szkoleniowej Pepa i Lucho? Może. Większej płynności w grze? Może. Zmiany ustawienia na boisku? Może. Szybszych reakcji na boiskowe wydarzenia, zamiast konserwatywnego trzymania się planu A? Może. Myślę, że nasz trener jest inteligentnym gościem i postara się wyjść z tej kabały obronną ręką. Tylko poczekajmy. Z meczu na mecz niczego nie da się ulepszyć.
P.S. Jedno słowo pasuje tu jak ulał - elastyczność. Tego brakuje.
5
Jeśli chodzi o to, że zjedzą nas w glebie robaki, to jesteśmy wszyscy równi, ale liczy się też to, co poprzedza śmierć, czyli życie. Może powinienem użyć dosadniejszego kontrastu. Po jednej stronie lekarz-zbawiciel a po drugiej chory umysłowo dyktator wrzucający ludzi do pieca. Z punkt widzenia biologii ich zejście jest takie samo, lecz mi, Tobie, i chyba niemal wszystkim nie byłoby obojętne, kto z nich zamknie oczy?
A otoczka medialna to już inna bajka. I tutaj się zgadzam.
5
Śmierć piłkarza nie jest stawiana wyżej od śmierci anonimowego lekarza. Jest jedynie bardziej medialna. A wydarzenie bardziej medialne nie oznacza, że jest wartościowsze, tylko popularniejsze.
Z drugiej strony. Hipotetyczna sytuacja. Na Ziemi panuje zaraza. Giną tysiące ludzi. Lekarz X jest na ostatniej prostej do wynalezienia remedium. Nagle umiera. Nikt inny nie jest w stanie dalej prowadzić skutecznych badań, przez co mrą kolejne tysiące niewinnych ludzi. W tym samym czasie na zawał pada ciężko pracujący robotnik, który jest bardzo dobrym człowiekiem, kochającym swoją rodzinę i tak dalej. Czy Twoim zdaniem ich odejście ze świata jest równoważne? Dla rodzin na pewno. Dla cywilizacji? Nie.
1
Aż sobie włączę :D
0
Melatonina. Od ponad tygodnia łykam, bo nie mogę zamknąć jednego oka, i działa jak złoto, gdzieś tak po dwóch godzinach.
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
6
Haos - album duetu polskich raperów O.S.T.R.-a oraz Hadesa, wydany 26 lutego 2013 roku, nakładem wytwórni Asfalt Records. Także jakaś pizzeria w Lipnie, Tłuchowie, Złotoryi.
Chaos - bezład, zamęt, zamieszanie.
0
Jeśli idzie o aktualną dyspozycję to mecz z Królewskimi wiele nam wyjaśni. Nie ma chyba takiego drugiego spotkania, gdzie zawodnicy czują, że chcą i muszą. Natomiast, biorąc pod uwagę jakieś rozliczania i obiektywne oceny, zgadzam się w pełni - koniec sezonu jest najodpowiedniejszą do tego chwilą, a do epilogu tej kampanii jeszcze daleka droga.
6
A ja uważam, że z kategorycznymi sądami należałoby się wstrzymać do meczu z Realem. Niekiedy w życiu, jak i w sporcie, potrzebny jest punkt zwrotny, po którym wszystko powoli zaczyna nabierać kolorów. Nie ma ku temu lepszego momentu niż Klasyk. Jestem przekonany, że piłkarze wyjdą na murawę nabuzowani energią i będą chcieli pokazać kibicom, ale i samym sobie, że nie zapomnieli jak się gra w piłkę. Poczekajmy. Niecały tydzień cierpliwości to naprawdę nie jest zbyt wygórowana stawka. Czasami po prostu warto wierzyć w tych, którym poświęca się tyle wolnego czasu.
18
To był bardzo słaby występ nie pojedynczych zawodników, lecz całej drużyny, więc nie widzę sensu w atakowaniu poszczególnych graczy. Nie istniał nasz system. Świetnie ze sobą zgrani, wyśmienicie techniczni piłkarze, dłuższymi chwilami nie potrafili dokładnie podać, gubili się w ustawieniu. A to dlatego, że zostaliśmy walecznością i pressingiem zepchnięci na własną połowę. Niemal zginęliśmy od niegdysiejszej, własnej broni. Ciekawi mnie ilość strat, niecelnych zagrań. Niestety, ale za taki mecz winę ponosi trener. I nie chodzi tutaj o to, żeby go wywalać na zbity pysk. Absolutnie! Po prostu byłoby miło, gdyby Luis Enrique wykazał się wiedzą i sprytem, wyciągając jakieś wnioski na przyszłość, bo wątpię, aby Real Madryt nie spróbował w ten sam sposób nam zaszkodzić.
1
Patrząc na przebieg gry to masz absolutną rację. Z perspektywy Barcelony chodziło mi bardziej o założenia przedmeczowe.
1
I z tego remisu chyba nikt nie jest zadowolony. Ani Sociedad, ani Barcelona. A liga ociupinkę mam odjeżdża. Liczę na pełną mobilizację w meczu z Królewskimi.
0
W tym porównaniu raczej chodziło mi o umiejętności techniczne i zmysł taktyczny. Zupełnie rozregulowana orkiestra.
6
Oglądając pierwszą połowę miałem wrażenie, że w barwach Barcelony biega dziesięciu Grosskreutzów. Strasznie to wyglądało, jakby po raz pierwszy się spotkali na murawie, ktoś im pod nogi kopnął piłkę, sędzia gwizdnął, a trener krzyknął: "grajcie!". I zdezorientowani grali. System padł.
Na szczęście doturlaliśmy się do przerwy. Mocno wierzę w to, że Lucho ich ogarnie i trzy punkty będą na naszym koncie!
2
Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo
0
Otóż to, panie ściahu :)
Może nie uważam, żebyśmy ich "pyknęli", ale chyba nadszedł najwyższy czas, żeby wywieźć z Anoeta trzy punkty. Pod względem psychologicznym, czas ku temu jest wyborny. Sportowa złość i tak dalej...
A samo pojęcie klątwy - jak logicznie wykazałeś - jest zbyt szumnie używane. I jedynie szkoda, że jeszcze tyle godzin pozostało do meczu...
17
Widzę, że Moderacja słusznie usunęła dyskusję ze względu na użycie nicków, które zostały zbanowane, więc ja się od tego powstrzymam, a temat pociągnę w troszkę inną stronę.
Nie ma się co samemu nakręcać, wciąż jest sporo użytkowników, którzy wypowiadają się rozsądnie, tylko trzeba trafić na odpowiednią porę ich przesiadywania tutaj. Wiadomo, że jak jest mecz to zaleje nas powódź impulsów i przez to bardzo często głupoty. W takiej konfiguracji nie zbawi się świata, a zamiast dokładać kij w mrowisko, lepiej jest jak złoto milczeć. Jak już kiedyś wspominałem - im bardziej bajerancka strona, tym więcej ludzi na niej przesiaduje. Niestety, ale Internet ma to do siebie, iż pozwala na zachowania, jakie w rzeczywistości by nie przeszły, zatem trzeba z chłodną głową podchodzić do różnych komentarzy i odsiewać ziarno od plew. Zamiast koncentrować się na czynnikach negatywnych, warto wspierać i uwypuklać pozytywy. A tych dostrzegam sporo. Poza tym, podróżując po portalach innych klubów z równą łatwością surfer natknie się na ekscesy i beznadziejne opinie, nierzadko wulgarne.
P.S. I przede wszystkim szacunek. Można się pośmiać, można się nie zgadzać (tak jak większość np. z LinekParkiem), ale nie szafujmy przymiotnikami czy nie straszmy banami. Każdy ma prawo do kreowania własnego wizerunku.
I byłbym zapomniał. Chcecie dyskusji o futbolu? Eoren, challenger czy silver912 co jakiś czas zamieszczają felietony. Dlaczego tam jest tak pusto w komentarzach???
29
Na tym etapie sezonu nie można jeszcze ich skreślać, ale po odejściu Guardioli, z Bayernu zeszło powietrze. Nie prezentują żadnego stylu, tam nie ma nic charakterystycznego w grze. Lewandowski bezpłodny, brak kreacji w środku pola, wytarte schematy na skrzydłach i bicie głową w mur. Ciężki czas nastał dla Carlo. A jeszcze niedawno opluwano tam Pepa, który na długo przed końcem rozgrywek zapewniał im mistrzowski tytuł. Ciekawie się dzieje w lidze niemieckiej.
I przeglądając polską stronę kibiców drużyny z Monachium można odetchnąć z ulgą. Rynsztok nie jest wyłączną domeną fanów hiszpańskiej piłki.
8
Ileż razy można oglądać tę samą komedię i śmiać się wniebogłosy? Wszyscy uwijają się jak w ukropie, zgrzani niczym pomocnicy murarza, żeby tę piłkę podać do Arcyksięcia, a ta impertynencko i celowo nie trafia mu pod nogi, więc nasz bohater zamaszyście pruje ramionami falę stylem na delfina. Od czasu do czasu, jakiś wyrodny żartowniś podpiłuje trzecie i czwarte koło w rowerzyku, a dandys jeszcze się nie nauczył jeździć bez bocznych stabilizatorów, toteż nie z własnej winy traci równowagę i dramatycznie pada na murawę, przy tej okazji kalecząc kolano i z wyrzutem obserwując milczącego jak skała pana z gwizdkiem w zębach. Gdy tylko zapunktuje, rozcapierza się na boki, wystawiając tors na smaganie wiatrem. Fortuna wypisuje odgrzewany na patelni scenariusz. Nuuuda.
P.S. Choć przyznaję, że w swej ocenie mogę być niesprawiedliwie stronniczy, bo coraz rzadziej zerkam na ich występy.
1
Na naszych oczach tworzy się nowa kasta społeczna: lumpenpatrycjat.