2

Co łączy wieloletniego kapitana drużyny Bez z polsko-niemieckim supersnajperem występującym zarówno w ekipie narodowej II RP, jak i III Rzeszy?

4

Seba+Radom+1kwietnia=syjamski brat Mikiego.

Do tej pory się dziwię jak ludzie mogli choć przez chwilę wierzyć, że ten cały Miki to dzieciak, a nie troll. Jego teatralna rola, to cytując klasyka "oczywista oczywistość".

10

Ten półfinał był z banana wystrugany. Och i ach na oddziale geriatrii w podwieczornym konkursie bierek, suto zakrapianym preparatem na żołądek, solami trzeźwiącymi i dogłębnym pałaszowaniem wczorajszego puddingu. Apokaliptyczna nuda, gdzie pierdnięcie stanowi niebywałe wydarzenie. Chyba po raz pierwszy zrozumiałem co czuje na warcie strażnik pałacu Buckingham.
Oglądanie telewizji ogłupia naprawdę. Jednym słowem: MAKABRA.

3

Hipokryzją byłoby wtedy, gdybym tępiąc Atletico, bezrozumnie bronił Barcelony. I zdaję sobie sprawę, że większość zespołów pod koniec spotkania zapewne zachowywałoby się podobnie, ale kuriozalnie wygląda sytuacja, kiedy ekipa nieprzebierająca w środkach, waleczna, czasami nazywana bandą, teatralnie się rozkłada w sytuacjach dość jednoznacznych. Źli chłopcy cierpią na pokaz. Urąga to gangsterskiemu wizerunkowi Cholo. A tak już poza wszystkim, nie widzę nic złego w wyrażeniu dezaprobaty wobec zachowania, które moim zdaniem jest żałosne, choćby i było praktykowane przez niemal wszystkich sportowców.

21

Podziwiam wiele spraw związanych z Atletico. Simeone, który jako trener wykonał przeogromną pracę i podźwignął klub z tradycją do roli światowego potentata. Przez to jest równie uroczy jak Klopp. Szanuję politykę transferową Materacy, dzięki sprawnemu zarządzaniu doprowadziła klub do wydolności finansowej. Kibiców, stanowiących wzór w kwestii dopingowania i bycia z drużyną do końca. Heroiczną walkę, jaką podjęli Rojiblancos na krajowym podwórku, ubogacając ligę o kolejną potężną ekipę. A nawet to, że madryckie gazety zmuszone są dzielić się przestrzenią na okładkach pomiędzy dwie stołeczne ekipy. Rozumiem, że w tegorocznej konfiguracji Ligi Mistrzów sytuacja jest jaka jest i trzymanie kciuków w finale za Atletico jest naturalnym wyborem większości kibiców Barcelony (przy założeniu, że znajdą się tam Królewscy). To wszystko biorę pod uwagę, ten cały malowniczy pejzaż, romantyczną historię z pucybuta do milionera, churchillowską krew, pot i łzy. Determinację, wiodącą na szczyty, lecz na Boga! Nie jestem w stanie cieszyć się ich grą, bo jest ona niemiła dla oka. Nie mogę patrzeć na taką taktykę, choćby i była w swej dziedzinie perfekcyjna. Nie przyjmuję do wiadomości, wytłumaczeń o wykradaniu czasu jako cierpiętniczej ścieżce uświęcającej cel. I w końcu, szanując dokonania Los Colchoneros wszelakie, nie potrafię tak grającej drużynie życzyć wszystkiego co najlepsze. Po prostu nie widzę tam wolności, radości i finezji, a to w futbolu pociąga mnie najbardziej.

16

Niech każdy kibicuje i życzy zwycięstwa komu chce. Niech wkurza się na to, co go wkurza i czego nie lubi. Zebrało się tu sporo ludzi o przeróżnych sympatiach i antypatiach. Inkwizycyjne przekonywanie do swoich racji i godności, by umniejszać ściskającym kciuki za inną opcje jest bezzasadne i nieskuteczne. Żadne podejście nie jest beką, bo każdy ma własne argumenty i emocje. Nierespektowanie czyichś osobistych, nieinwazyjnych poglądów, już jak najbardziej podchodzi pod dziwactwo i kołtunerię. Tyle moich wypocin.

10

Przed nadchodzącymi kluczowymi spotkaniami, mogącymi zapewnić Barcelonie dublet, budowa pozytywnego mitu wobec jednostki walecznej i nieustraszonej - która jest reminiscencją Puyola - powinna w logiczny a zarazem sentymentalny sposób scementować ducha drużyny, zaś kibicom dając żwawy zastrzyk troski o wartości klubowe, wlać niezbędną otuchę i nadzieję w serca. Niezwykle wartościowa akcja, rzec by można, nawet pomnikowa.

1

W związku z tym, że choruję na jakieś zapalenie infekcyjne, to po raz kolejny dzielnie przemierzałem dzisiaj internet w poszukiwaniu wiedzy lub różnych ciekawostek. I trafiłem na przedziwną teorię, zwaną niebocentryzmem. Co prawda, człowiek ją głoszący szalenie dodaje nowe filmiki i przedstawia własne dowody, ale ów pogląd brzmi tak niewiarygodnie, że bardziej nadaje się na dobry materiał na książkę z gatunku sci-fi. Jeśli ktoś lubuje się w takich sprawach, to polecam dla zabicia czasu. Więcej na blogu lub kanale owego jegomościa.

http://innemedium.pl/wiadomosc/krotka-analiza-niebocentryzmu-podstawie-dostepnych-w-internecie-materialow

25

Catenaccio vs Futbol Totalny
Helenio Herrera vs Johan Cruyff
Simeone vs Guardiola

Zdecydowanie wolę ofensywną piłkę.

4

Istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, graniczące niemal z pewnością, że barcelońskie ulice i aleje, usiane zakładami, wytwórniami, fabryczkami oraz przedsiębiorstwami z branży tekstylnej, nie będą w stanie nie tylko przyodziać, ale i zapewne wyżywić wszelkich antenatów, potomków, a także rozgałęzień, szczepów i klanów z rodziny Silva. Wszak brazylijskie fawele, upstrzone lepiankami i zbitymi z drewna chałupami, posiadają w sobie tylu pobratymców Thiago, co potoki górskie pstrągów, więc jedyny żywiciel na etacie w katalońskiej świątyni futbolu, mógłby nie zgromadzić odpowiednich środków na potrzeby egzystencjalne kolosalnej familii z Brazylii. A skoro tak, to przecież w duchu humanitaryzmu, nie wypada nawet wystosowywać nieśmiałego zapytania do ropopochodnego klubu z Paryża. Niechaj Dionizos z pieprzykiem na policzku pozostanie w stolicy Francji, stamtąd niedaleka wiedzie ścieżka do Pól Elizejskich, gdzie po zawieszeniu butów na kołku, będzie mógł w słonecznym skwarze rozkoszować się ambrozją, a i ród jego nie zazna tam ni głodu, ni pragnienia.

2

Oglądam niemal każdy mecz Bayernu i powiem Ci, że to chłopak o wielkim potencjale, ale aktualnie jest raczej piłkarzem jednowymiarowym - skrzydłowym. Jeśli będzie mocno pracował, dostawał sporo szans na grę, to rozwinie się Wam wystrzałowo i podobnie jak Ribery będzie mógł sprawować więcej funkcji ofensywnych. Bayern już go wykupił z Juventusu?

30

Nie rozumiem tych uszczypliwości wobec Ter Stegena. Nie tyle interesują go pieniądze i nowe kontrakty, co po prostu bycie podstawowym zawodnikiem w wielkim klubie. Ma marzenia i ambicję. Zdaje się być pewnym siebie człowiekiem, może nawet ocierającym się o zarozumialstwo, ale jest to dość istotna cecha u bramkarza, który dzięki temu emanuje zdecydowaniem, opanowaniem i jest w stanie liderować formacji defensywnej. Nie zadowala go rola etatowego, comiesięcznego poborcy pensji, jak np. Adriano czy Douglasa. Nie przyjechał do Katalonii, aby wygrzewać się na plaży, ani robić za statystę w towarzystwie wspaniałych Mistrzów. ani też żebrać o podwyżkę by wykarmić bliższą i dalszą rodzinę. Po prostu chce grać i na pewno na treningach wraz z Claudio wylewają siódme poty, żeby przekonać do siebie Lucho. Poza tym, to do tej pory z jego ust nie padły żadne słowa uskarżania się lub szantażu, więc nie mam do niego najmniejszych pretensji. A że agent MATS-a sonduje różne rozwiązania? Taka jest jego praca. I bynajmniej nie zamierzam rozstrzygać czy jest lepszy od równie śmiałego Bravo ("gdybym obawiał się Ter Stegena, poleciałbym na tournée"). Wiem jedno. To wspaniały materiał na lata i niech trener po zakończeniu rozgrywek zdecyduje co z tym problemem bogactwa począć, bo w następnym sezonie, taka rola w drużynie jak obecnie Niemca nie zadowoli, a chętnych do jego zatrudnienia znajdzie się wielu.

3

Zatem jak zaznaczyłem, to fantasmagoria z mojej strony. Bardzo możliwe, że masz po prostu dojście do podobnych tekstów źródłowych, bo w świetnym felietonie o Helenio Herrerze też w kilku miejscach odniosłem podobne wrażenie. Nie odbieraj tego jako złośliwość, bo jeśli błędnie się czegoś doszukuję, to świadczy tylko o tym, że Twoje pióro jest na miarę poczytnego na całym świecie dziennikarza sportowego :)

33

Rozumiem, że Busquets jest jednym z kluczowych zawodników i bardzo bym chciał, żeby grał u nas do końca swojej kariery, ale warto spojrzeć na sprawy finansowe z szerszej perspektywy. Część zawodników stosunkowo niedawno otrzymała nowe kontrakty, wiążące się z podwyżką zarobków. W kolejce czeka Sergio, Neymar, Suarez, Rakitić. Na potrzeby stadionu zostanie wygospodarowana spora część środków pieniężnych, jednocześnie cena biletów ma pozostać bez zmian (powiększana o inflację), kibice domagają się transferów i najlepiej koszulki bez sponsora, a Barcelona wciąż się boryka z długiem. Ni stąd, ni zowąd następuje zimą płacz i rwanie włosów, bo zarządu nie stać na sprowadzenie piłkarza za 18 mln euro. I oczywiście bicie piany na statut. Ekonomia to istotny element ówczesnego sportu i bez niej nic nie da się zdziałać. Do gwiazd spoza Katalonii nie mam pretensji, ale wychowankowie powinni poczuwać się do lokalnego patriotyzmu i tak wychwalanego przez nich mesqueunklubizmu. W przeciwnym razie są kolejnymi najemnikami w galopującym konsumpcjonizmie, który niewiele ma wspólnego z miłością do FC Barcelony. Jeśli pieniądze odgrywają nadrzędną rolę, trudno. Nie każdy może zostać legendą.

P.S. To taka poboczna wycieczka z mojej strony. Mam nadzieję, że w sprawie Busquetsa obie strony dojdą do racjonalnego porozumienia, a newsy tego typu okażą się niepotrzebnym alarmem.

5

Tekst bardzo dobry, warstwa merytoryczna na wysokim poziomie, choć odniosłem lekkie wrażenie jakbym miejscami czytał kalkę z Burnsa, jednak to zapewne złudzenie optyczne z mojej strony. A skoro już jesteśmy przy kwestii wizualnej, błagam Eoren, szepnij słówko komu trzeba i zróbcie coś, aby można było przyjemniej czytać prace. O ile newsy są z reguły krótkie i idzie przeboleć, to przy szerszych opracowaniach wzrok się męczy, a sama oprawa jest dokuczliwa. Szkoda by było, żeby użytkownicy zniechęcali się do lektury tak ważnych i zręcznie napisanych publikacji ze względu na niedogodności techniczne.

3

Katalończycy mogą się z Kastylijczykami nienawidzić, bo mają ku temu podstawy historyczne. Co ma do tego jakiś internetowy chłopaczek lub dziewczynka, którym Real w życiu krzywdy nie wyrządził? Rozumiem, że można nie lubić, ale okazywać wrogość? To jest piłka nożna, która zazwyczaj bezpośrednio nie wpływa na nasze życie, a już na pewno nie ta z Półwyspu Iberyjskiego, bo praktycznie nic nas z nimi nie łączy. Nie mamy żadnej kosy, ani uwielbienia. Ciężko mi pojąć, że ktoś jest w stanie dać sobie zaszczepić w mózgowie rywalizację na takim poziomie, aby twierdzić, że nienawidzi. To jest chore, aż do absurdu.

2

Ulubiona banda? Przez to nie chcesz dyskutować? Ty napisałaś, że nienawidzisz, a teraz zmieniasz słowo na "nie lubisz" - pierwszorzędna manipulacja tekstem. Co to za mourinhizmy?

3

Nie przeinaczaj moich słów. Wyraźnie napisałem, że to jest skrzydło, rozumiane też jako frakcja, obóz, stronnictwo. Nie wszyscy ulegli propagandzie. I wybacz, ale nie mogę pojąć jak możesz nienawidzić klubu piłkarskiego czy miasta? Rozumiesz w ogóle, czym jest nienawiść? Skąd takie emocje się u Ciebie wzięły? Co Ci Królewscy wyrządzili, Tobie osobiście?

4

A ja do samych Królewskich nic nie mam, tak jak i do sporej części ich kibiców. Zauważ, skąd się wzięły te wszystkie wyliczenia, obliczenia i internetowa dialektyka względem Barcelony. To skrzydło fanów Realu, identyfikujące się jako Mourinhiści. Po wielu latach względnego spokoju, to on zaszczepił w nich tę całą psychozę, a teraz to zbiera plony, bo na świeczniku ich witryny znajdują się ludzie bezpośrednio powiązani z takim sposobem myślenia. Jak w Twojej krwi może płynąć antypatia wobec Los Blancos? Masz w rodzinie Katalończyków?

2

Masz możliwość empirycznego porównania stosunków jakie panowały przed erą Mou i po?

7

Sędziowie to nie są roboty z fotokomórkami w oczach, więc ich ludzka strona ułomności jak najbardziej wpływa na niesprawiedliwość w trakcie meczów, lecz żeby zaraz węszyć jakiś instytucjonalny spisek, to trzeba było brać bezpośredni udział w prelekcjach ze strony guru Mourinho - pająka, który tkał swoją sieć. Łgarstwa, blagi, krętactwa i konfabulacje, którymi ten bądź co bądź wybitny specjalista od psychiki się posługiwał, w trakcie swego pontyfikatu w białej części Madrytu tak zakiełkowały, że oto wydały plon dziesięciokrotny w postaci płaczących za nim zmanipulowanych wdów, wystawnie się posiłkujących każdym błędem popełnionym na korzyść Barcelony. Podejrzewam, iż omyłki sędziowskie na przestrzeni ostatnich lat się bilansują i nie ma tutaj żadnej niewidzialnej ręki, uroczyście prowadzącej do tanga którąkolwiek z drużyn, by innej umyślnie skrobać marchewki albo lubieżnie wieść za stodołę, celem konsumpcji od zakrystii. Zaś szczytem bezczelności są słowa, zdania lub - o zgrozo! - całe akapity płodzone przez latorośle Franco, który to demonstracyjnie tępił FC Barcelonę. Jak można utyskiwać na beznadziejnych arbitrów, wmawiając na ich temat teorie spiskowe, gdy na polecenie Caudillo, ludzie związani z aparatem bezpieczeństwa, wchodzili do szatni Dumy Katalonii z naładowaną bronią, aby szantażować ich piłkarzy? Nie wspominając o problemach finansowych chociażby związanych ze sprzedażą Les Corts czy nowelizacją przepisów prawa, tak aby w danej chwili były korzystne dla Królewskich? Wstyd i hańba ze strony nieutulonych w żalu po exodusie siwego Portugalczyka.

43

Goebbelsowska propaganda. Ichni redaktorzy rzucili ochłap mięsa dla ćwierćinteligentów, aby mogli szczekać i merdać ogonkiem. Rzetelne dziennikarstwo, oprócz podania suchych statystyk, polegałoby na szukaniu przyczyn sportowych (dryblingi, większe posiadanie piłki, częste przebywanie w polu karnym rywala, techniczny futbol, irytacja rywali etc.) i przeanalizowaniu w slow motion karnego po karnym, czy był prawidłowo podyktowany, a jeśli nie był, to czy decyzja sędziego wypaczyła wynik. I w sytuacji, kiedy proporcje w oczywisty sposób byłyby zachwiane na niesłuszną korzyść Barcelony, można by dywagować nad przekupstwami i faworyzowaniem Dumy Katalonii. Wtedy złożyłbym hołd za profesjonalizm, a tak to ów Pan jest średnio zręcznym manipulatorem zindoktrynowanej tłuszczy. I gównoburza wre, niebawem wszyscy się w tym smrodzie podusimy.

7

Choć do wygrania i przegrania jest wciąż wiele, to nie ma się co oszukiwać, że te dwa ostatnie spotkania nie wlały w nasze strapione i obolałe serca nowych sił i nadziei. Oczywiście, mikrosatysfakcją jest bombardierska forma Luisa Suareza. Odbezpieczył kurek i osiem pocisków z magazynku znalazło drogę do bramki rywali. Te same osiem naboi przedziurawiło gorejące miłością do Pichichi serce Cristiano Ronaldo. I niby Portugalczyk własnoręcznie wprowadził Królewskich do półfinału LM, ale podejrzewam, że mina jego teraz może być smętna i nietęga. Dodatkowo, to piłkarze Barcelony niesłusznie wklepali kilka bramek Sportingowi, więc lider Realu Madryt, w kolejnych spotkaniach będzie musiał wspiąć się powyżej stania na palcach w dziedzinie aktorskiej i z jedenastu metrów, rusznicą rozpruć bramkarza Sociedad. Jakby było tego mało, to przeobrazi się w kartaczownicę Gatlinga po to, aby nękać baskijską twierdzę z każdej możliwej sytuacji. Śmiechem, żartem, lecz zapowiada się ekscytujący pojedynek o koronę króla strzelców, który jednocześnie będzie legitymacją do odebrania Złotego Buta. W takim razie, bohaterowi z Madery nie pozostanie nic innego jak dokonać cudu na murawie i za pomocą inkantacji, transformować się w wielolufową armatę automatyczną z napędem hydraulicznym, bo wtedy El Pistolero może nie wytrzymać tej apokaliptycznej rywalizacji. A przecież w życiu każdy ma jakieś priorytety.

18

Nie zamierzam uogólniać, bo byłoby to krzywdzącą nieprawdą, ale czy niektórzy nauczą się, żeby w przerwie meczu nie oceniać spotkania? To jest po prostu żenująca multirecydywa! I nie, nie twierdzę, że ta witryna jest wyjątkiem. Dzisiaj na chwilę zawitałem na stronę naszych rywali przy stanie 0-2 i tam był płacz i przegrana liga, a potem remontada i zapewne z ich palców tłukących o klawiaturę przewijały się peany? Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Choć prawdopodobnie te słowa i tak będą głosem wołającego na pustyni...

1

Ej, my przegrywamy ten mecz, że tutaj takie zgryzoty odchodzą w komentarzach?

3

Katalońska bestia rozszarpała, przeżuła i wypluła resztki z Deportivo. Oby to była tylko przystawka, a niezaspokojone kichy wciąż grały marsza i potwór do końca sezonu chciał więcej, więcej i więcej. Choć po prawdzie trzeba też uważać, aby nie przydarzyła się niestrawność i problemy gastryczne, wszak po takim rollercoasterze jak w tym sezonie, to wszystko jest możliwe.

3

Jak tam wcześniejsze wymówki, że jesteśmy zajechani fizycznie? Aktualne czy już nie? Podtrzymuję wcześniejszą opinię, że wszystko rozchodzi się o psychikę.

10

Wielkie nadzieje pokładam w tym, że alchemicznym sprytem wykaże się Lucho i przesunie naszego Homunkulusa na prawe skrzydło. Niestety, ale w środku pola jest zaklajstrowany, a przez to zespół traci swój motor napędowy. Oczywiście, istotne jest, aby w takim układzie Andrzej wziął na siebie kreację. Jeśli takowa roszada by zatrybiła, to na owoce nie trzeba byłoby wcale zbyt długo czekać. I rzecz jasna, nasi posmutniali pupile winni grać z takim przytupem i wolą walki, jakby wciągnęli ścieżkę amfetaminy o długości Wielkiego Muru Chińskiego. Stać ich na zwycięstwo, to nie podlega najmniejszej dyskusji. Szpadle w dłonie i wychodzimy z dołka!

16

Na wypadek, gdyby Prawo Przyciągania rzeczywiście działało, warto by dzisiaj wieczorem trzymać z całych sił kciuki za naszych piłkarzy, a myśli wszelakie koncentrować na wywiezieniu trzech punktów z Galicji. Jest to jak najbardziej możliwy scenariusz!

Chyba wszyscy z niecierpliwością czekamy na przebudzenie się katalońskiej bestii, która ostatnimi czasy zatraciła swój instynkt, a demoniczne szpony i ogon zmiatający trzecią część gwiazd z nieba, już nie są tak straszne dla podnoszących wysoko czoła łowczych. Mam nadzieję, że nasz nadworny treser nakarmi siarką tego potwora i w trakcie igrzysk zdominuje on tak arenę, że myśliwi w popłochu uciekać będą do swych pieleszy. Zaś ryk zwycięstwa i na nowo obudzony głód, trawiący bulgoczącymi kwasami trzewia, zostanie jednostajnie zaspokajany aż do samego końca rozgrywek. Wtedy to, te okropne rany, które zostały zadane przez herszta Simeone, z należną pieczołowitością się zasklepią, a w następnym sezonie, wypoczęty barceloński czart ponownie zostanie przywołany z księgi biesów, by pożywić się trofeum Ligi Mistrzów. Póki co - do boju, czas rozszarpać Deportivo! Niech od murów ichniego stadionu odbija się skowyt miejscowych piłkarzy i kibiców.

88

Gwoli wyjaśnienia pewnej sprawy, która chyba jest na opak odbierana. Kibicujemy im w trakcie meczu, między meczami trzymamy kciuki. Chyba niemal wszyscy tutaj kochają lub przynajmniej lubią Barcelonę. Jedni reagują obelgami, sprzedażą, inni się wygłupiają, jeszcze inni na spokojnie komentują. To wszystko są psychologiczne reakcje na rzeczywistość, uwarunkowane charakterami, ale mają podłoże emocjonalne, osadzone w kibicowaniu FC Barcelonie. Nawet te nerwusy, sypiące kwiecistymi wyrazami, posiadają w sercu Dumę Katalonii, inaczej nie powodowałoby to tu takiej frustracji, erupcji wrażeń. Strona ta powstała, żeby się wymieniać opiniami, uwagami i spostrzeżeniami. Od wielu użytkowników można się sporo nauczyć, czasami wpisy podnoszą na duchu, a czasami wyłuskują błędy. Jesteśmy obserwatorami! Jeśli wypowiedzi miałyby polegać tylko i wyłącznie na okazywaniu miłości i wiary w zawodników, to myślę, że istnienie tej witryny byłoby zbędne, gdyż przeistoczylibyśmy się w jakąś sportową sektę, niemającą nic do powiedzenia, poza kilkoma sloganami. Wiałoby tu nudą, a tak możemy się posprzeczać, ktoś kogoś może do czegoś przekonać, jakiś sposób patrzenia podsunąć pod nos. Nie twórzmy tutaj bezsensownej idolatrii. Jak trwa mecz i jesteśmy w zaciszu domowym, to nie reagujemy żywiołowo na poczynania piłkarzy? Nigdy nie zdarzyło Wam się zakląć, wkurzyć? Nie trafia Pique, jesteśmy w duchu wpienieni, roztrząsamy co mógł zrobić, ale za kilka sekund wraz z nim podnosimy się z płyty boiska i krzyczymy tak jak kibice na Camp Nou "Pique, Pique, Pique". To normalne i ludzkie zarazem.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?