0

@kewin Fantastyczna??? No chyba że to ironia? Ale w takim momencie?

0

Cóż za fatalna, wręcz czarna niedziela dla polskiego tenisa! takiego obrotu sprawy chyba się nikt nie spodziewał. Może przynajmniej ,,nasza Barcunia" w jakiejś części ukoi nasze krwawiące serduszka...

2

@Lionel_Messi10 No to ja się nie dziwie że Luis Suarez walnął hattricka, bo to był hattrick w Campeonato Gaucho! Niech spróbuje dokonać tego w Serie A! Nie obraź się ale stanowe rozgrywki w Brazylii to jednak mnie nie interesują...

1

@siuuu Widze że też nie jesteś w temacie, bo teraz zobaczyłem że Gremio gra w Campeonato Gaucho z jakimś SER Caxias.

2

@siuuu Ale z tego co mi wiadomo to Serie B też jeszcze nie gra! A czy czasem Gremio nie awansowało do Serie A?

9

,,Celestes” u siebie? Nie do pokonania!:

21 stycznia 1956 r. Urugwaj pokonał Paragwaj 4:2(3:0) na Estadio Centenario. Ten mecz zapoczątkował 24 edycje Copa America. Do stolicy Urugwaju zjechała cała kontynentalna śmietanka. Tym razem zabrakło Ekwadoru, Boliwii i Kolumbii, niezawodnych dostarczycieli punktów. Wyłącznie dobrzy i bardzo dobrzy byli skazani na siebie. Monumentalny stadion Centenario huczał wrzawą 80 tysięcy ludzi tylko wówczas, kiedy na murawe wybiegała jedenastka ,,Celestes”. W innym przypadku raczej świecił pustkami a chętnych obejrzenia zmagań Chile z Paragwajem znalazło się raptem 4 tysiące. Gospodarze dołożyli wszelkich starań by drużyna była przygotowana wzorowo. Trenerem został Bagnulo, ongiś świetny piłkarz a jeszcze wcześniej obiecujący… pięściarz, postać barwna i polemiczna, lecz z wielkim autorytetem, do tego wytrawny pedagog. Bagnulo potrafił z niezwykłym wyczuciem dotrzeć do psychiki swych podopiecznych, wyzwalając w nich poczucie pewności siebie i ambicje graniczącą z determinacją. W gruncie rzeczy była to stara tradycja ,,garra”, ów mityczny urugwajski ,, lwi pazur”, który należało tylko należycie wyostrzyć, nadając mu należytą wytrzymałość. Do tego celu nikt nie nadawał się lepiej niż profesor Alberto Langlade, najsłynniejszy ,,preparador fisico” w dziejach urugwajskiego futbolu. Spod twardej ręki Langlade wyszło jedenastu atletów nie do zdarcia. Siłą teamu Bagnulo-Langlade był zwarty, zgrany zespół, choć nie brakowało w nim indywidualności. Święci patroni Montevideo, Filip i Jakub, mieli w niebie dodatkowe powody do satysfakcji. Urugwaj był poza zasięgiem rywali. Wygrał 4 mecze a tylko z Brazylią zremisował 0:0, łącznie uzyskując 9 punktów i do ostatniego meczu z Argentyną przystępując z Pucharem Ameryki w kieszeni.

To rozstrzygnięcie przed czasem nieco obniżyło dramaturgie imprezy, co nie znaczy że było nudno. Ostatecznie Urugwaj pokonał Argentyne 1:0 po golu Ambroisa, pieczętując 9 w historii tytuł Copa America. Właściwie tylko Paragwaj i Peru odstawały trochę od reszty. Paragwajczycy nastawili się na przygotowania do eliminacji MŚ ’58, traktując Sudamericano jako mniej ważny przystanek na drodze do celu głównego. Peruwiańczycy natomiast grali bez zwykłej dla nich werwy, ospale i wolno, chociaż na wysokim technicznym poziomie. Rozgrzali publiczność tylko w ciekawym meczu z Chile, przegranym 3:4, po bezpardonowej wymianie ciosów. Pozostałe 3 ekipy: Chile, Argentyna i Brazylia, zebrały po 6 punktów. Blado wypadła Brazylia, najlepsza w wygranym 1:0 meczu z Argentyną. Jednak klęska z Chile zatarła dobre wrażenie. Zastanawiało iż świetna defensywa Canarinhos, w której szeregach grało tylu przyszłych mistrzów Świata(Gilmar, Djalma Santos, Mauro i de Sordi) momentami pozostawała zupełnie bezradna. Na swoją wielkość Brazylia musiała jeszcze trochę poczekać. Z kolei Argentyna pokazała solidną obronę i pomoc, identyczną jak w 1955 i mocno przemeblowany atak, z którego pozostali Micheli, Grillo, Labruna a w niektórych meczach także grający wcześniej Cecconato, Cucchiarioni i Bonelli. Kiedy indziej na skrzydłach występował Pentrelli i coraz częściej zastępujący w River Plate samego Loustau, malutki Zarate. Tych zmian było stanowczo za dużo. Powszechną uwagę przykuwała natomiast filigranowa sylwetka pomocnika River a mianowicie Omara Sivoriego, który popisywał się kapitalnymi sztuczkami technicznymi. Tym razem służyły one tylko ku ozdobie, chociaż nie ulegało wątpliwości że pojawił się piłkarz nietuzinkowy. W sumie eksperymenty w linii ataku nie dały efektów. Trener Stabile wyciągnął z tej lekcji wnioski na przyszłość.

Rewelacją było za to Chile, może jeszcze lepsze niż przed rokiem, kiedy to dopiero na finiszu uznało wyższość Argentyny. Teraz uległo jej wprawdzie dość gładko po 2 golach Labruny ale zwycięskiemu Urugwajowi ustąpiło minimalnie pola po wyrównanym boju(1:2), zaś Brazylię wprost znokautowało 4:1(!) bezlitośnie dziurawiąc jej zagubioną obronę błyskawicznymi wypadami. Euforia Chilijczyków po tej historycznej wiktorii była tak wielka że cała ekipa jeszcze w szatni wspólnie odśpiewała hymn narodowy a w Santiago na wieść o niewyobrażalnym wcześniej w takich rozmiarach sukcesie, ogromny tłum kibiców zapełnił place i ulice hałaśliwie manifestując swój entuzjazm. Konsekwencją między innymi zwycięstwa z Brazylią był wywalczony przez Chilijczyka Hormazabala tytuł króla strzelców imprezy z dorobkiem 4 goli.



@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Sensible
@AssisMoreira
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi

1

@Lionel_Messi10 Jesteś pewny że ligowe? Bo jakoś nie widze żeby grała brazylijska Serie A?

1

@Lionel_Messi10 No ale w jakich rozgrywkach gra teraz Gremio i na jakim kanale jest mecz?

10

@FCBparasiempre

21 stycznia 1970 r. urodził się Alen Bokšić, znakomity chorwacki napastnik. Alen Bokšić spędził większość swojej kariery we Francji i we Włoszech, gdzie pozostawił po sobie ślad dzięki swojej technice, sile i spektakularnym golom w takich klubach jak Olympique Marsylia, Juventus czy Lazio. Do dziś jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy w historii chorwackiej drużyny piłkarskiej, obok Davora Šukera, Zvonimira Bobana czy Roberta Prosinečkiego. Był niesamowicie atletycznym napastnikiem, jednym z pierwszych prototypów nowoczesnego napastnika w czasach, gdy futbol zaczął stopniowo odchodzić od tradycyjnej dziewiątki na rzecz bardziej dynamicznych i zwinnych napastników. Imponujący fizycznie, ale obdarzony doskonałą techniką i niesamowitą szybkością, Bokšić był dla wielu zagadką nie do rozwiązania. „Nie wiem, kto jest lepszy”, powiedział kiedyś jego były kolega z drużyny, Slaven Bilić, poproszony o porównanie Bokšicia z jego partnerem w ataku Davorem Šukerem. „Jeśli zapytasz mnie jako środkowego obrońcy, kiedy grasz przeciwko Bokšićowi, zabiłbym cię. Bieganie, drybling, schodzenie w lewo w kanale. Kopnąłem cię, uderzyłem, cokolwiek. Ale może nie zdobyłbym gola. Ale Suker? Mogłeś rozegrać przeciwko niemu dobry mecz, ale potem strzelił parę goli.” Z Olympique Marsylia Bokšić wygrał Ligę Mistrzów UEFA 1992-93 i zajął czwarte miejsce w plebiscycie Europejskiego Piłkarza Roku 1993. W tym samym roku został wybrany Chorwackim Piłkarzem Roku. Zdobył także dwa tytuły Serie A, w 1997 i 2000 roku, odpowiednio z Juventusem i Lazio, i jest uważany za jednego z najlepszych zagranicznych graczy w historii Serie A od 1980 roku. W 1987 roku Jugosłowiańska Federacja Piłki Nożnej, mimo wszystko, odrzuciła Bokšića, aby dołączyć do legendarnej jugosłowiańskiej drużyny, która wygrała Mistrzostwa Świata Juniorów, obecnie Mistrzostwa Świata FIFA U-20. To było pierwsze z wielu rozczarowań, jakie zawodnik przeżywał podczas swojej międzynarodowej kariery. Drugi miał miejsce na mundialu 1990 we Włoszech, kiedy w wieku 20 lat nie grał w turnieju, gdyż trener Ivica Osim preferował w składzie bardziej doświadczonych napastników. Po uzyskaniu przez Chorwację niepodległości Bokšić stał się integralną częścią chorwackiej drużyny narodowej w latach 90. pod wodzą trenera Miroslava Blaževicia. Grał dla Chorwacji na Euro 1996, ale nie znalazł się w kadrze na Mistrzostwa Świata FIFA 1998, z powodu kontuzji, której doznał kilka tygodni przed turniejem. Bokšić ostatecznie zadebiutował w Pucharze Świata w 2002 roku, w wieku 32 lat, występując we wszystkich trzech meczach grupowych zespołu, zanim przeszedł na emeryturę zaledwie rok później w 2003 roku. Bokšić, urodzony w Makarskiej, zaczynał w młodzieżowych szeregach HNK Zmaj Makarska, chorwackiego klubu założonego w 1921 roku. Jego projekcja zwróciła uwagę harcerzy z Hadjuk Split, którzy zaproponowali mu podpisanie kontraktu z drużyną młodzieżową, zadebiutował w pierwszej drużynie w 1987 roku, w tym samym roku, w którym wygrali swój pierwszy Puchar Jugosławii.

Drugi miał nadejść w 1991 roku, ostatnim roku w chorwackim zespole po 174 meczach i 60 golach. Jego gol w finale Pucharu Jugosławii w 1991 roku przeciwko Red Star Belgrad, który okazał się zwycięskim golem, nie tylko wzbudził zainteresowanie Cannes podpisaniem z nim kontraktu, ale był także ostatnim golem zdobytym w Pucharze Jugosławii, ponieważ kraj rozpadł się kilka miesięcy później. Bokšić podpisał kontrakt z AS Cannes, aby grać w pierwszej lidze na sezon 1991–92 i pomóc podmiotowi w utrzymaniu kategorii. Ten rok zakończył się totalnym dramatem, nie tylko dla klubu, który spadł do 2. ligi, a on rozegrał tylko 1 mecz z powodu licznych kontuzji z rzędu. Pomimo katastrofalnego przybycia na terytorium Francji latem 1992 roku, został podpisany przez Olympique Marsylia. W swoim jedynym pełnym sezonie w Olympique Marsylia (1992-93) był królem strzelców 1. ligi, prowadząc w tabeli z 23 bramkami. W tym sezonie wygrali ligę francuską, ale później Marsylia została pozbawiona tytułu. Jego największy sukces w klubie miał miejsce w maju 1993 roku, kiedy Olympique Marsylia pokonał AC Milan i wygrał finał Ligi Mistrzów UEFA 1993. Na początku sezonu 1993/94 rozegrał dla klubu kolejne 12 meczów ligowych, aż do grudnia 1993 roku, kiedy został przeniesiony do SS Lazio. Bokšić opuścił klub w następstwie jednego z największych klubowych skandali piłkarskich w historii. W 1994 roku, z powodu nieprawidłowości finansowych i skandalu z ustawianiem meczów z udziałem ówczesnego prezydenta Bernarda Tapie, zostali zmuszeni do degradacji do drugiej ligi. Pomimo chęci Marsylii do rozstania się z dużymi graczami, Lazio potrzebowało około 15 miliardów lirów, aby przekonać klub do wypuszczenia Bokšicia. Pomimo tego, że był prawdziwą gwiazdą, tylko Roberto Baggio, Dennis Bergkamp i Eric Cantona wyprzedzili go w klasyfikacji Ballon d'Or w 1993 roku, przybycie Chorwata do Rzymu było dziwnie zaniżone. Gdy Bokšić obserwował z trybun, jak jego nowi koledzy z drużyny pokonują Udinese 2:1 na Stadio Olimpico, włoska gazeta Corriere dello Sport określiła go jako „pędzącą gwiazdę u steru klubu na skraju upadku”. Niestety Bokšić nigdy nie spełnił oczekiwań. Przez trzy sezony w Lazio nigdy nie okazał się lekarstwem na chorobę, która zdawała się nękać Rzymian. Nieporozumienia ze Zdeněkiem Zemanem, który na początku sezonu 1994/95 zastąpił Dino Zoffa na stanowisku menadżera, sprawiły, że pobyt Bokšicia nad brzegiem Tybru stał się nieprzyjemną sprawą. Dla człowieka, który strzelał więcej niż jednego gola co drugi mecz w Marsylii, jego 17 bramek w 67 meczach Serie A było marnym wynikiem. Rozrzutność Bokšicia przed bramką była piętnem, które towarzyszyło mu przez całą karierę. W Serie A jego rekord wynosił 34 w 137 meczach. Trzy z nich udało się osiągnąć dzięki noszeniu czarno-białych pasków Juventusu w sezonie 1996/97. Mając dość metod Zemana, Bokšić latem 1996 roku przeniósł się do Turynu za 14 miliardów lirów, by dołączyć do aktualnych mistrzów Europy. „Prawdziwym problemem było skupienie się Zemana na treningu” - powiedział La Repubblica w tym samym roku. „Jego sesje przygotowania fizycznego łamią graczy. W ciągu dwóch sezonów cztery razy robiłem ścięgna podkolanowe. Nie można traktować wszystkich graczy w ten sam sposób”.

Gdy Gianluca Vialli, Fabrizio Ravanelli i Paulo Sousa zostali wyrzuceni z boiska, Bokšić, Christian Vieri i Zinedine Zidane byli ludźmi, do których zwrócił się Marcello Lippi, aby zwiększyć dominację swojego zespołu w kraju i za granicą. Jednak podczas gdy Zidane odniósł niesamowity sukces, najlepszy moment Bokšicia z bianconeri nastąpił po oszałamiającej bramce przeciwko Manchesterowi United w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Gol był jednym z siedmiu zdobytych przez Chorwata we wszystkich rozgrywkach w swoim jedynym sezonie pod wodzą Mole Antonelliany. Jeśli ten, który strzelił gola przeciwko United był najlepszy pod względem stylu, to jego gol przeciwko Bolonii był kluczowy w wyścigu o tytuł. Na sześć meczów przed końcem Juventus prowadził Parmę jednym punktem po przegranej u siebie z Udinese (3:0). Gol Bokšicia pozwolił La Vecchia Signora pokonać Bolonię i otworzyć czteropunktową przewagę nad Ducali, który przegrał u siebie z Udinese 0:2. Jedyna szansa Parmy na zmniejszenie straty do czterech punktów została zniweczona, gdy Juventus zremisował 1:1 na Ennio Tardini w przedostatnim meczu sezonu, zanim remis w przedostatnim meczu sezonu przypieczętował 24. Scudetto. Jedyny sezon napastnika w Turynie zakończyłby się rozczarowaniem, ponieważ Juventus przegrał ostatnią przeszkodę w Lidze Mistrzów, kiedy Borussia Dortmund przełamała szanse na zwycięstwo 3: 1 w Monachium. Mimo zdobycia tytułu mistrzowskiego i Pucharu Interkontynentalnego, opuszczenia dwumeczowego finału Superpucharu Europy z powodu kontuzji, Chorwat był nieobliczalny podczas pobytu pod Alpami. Dobrze znany brak gola w połączeniu z serią kontuzji i bogactwem opcji Juve w ataku przekonał Lippiego, że nadszedł czas, aby zamienić pierwszą podróż Bokšicia do Turynu w powrót do Rzymu. Niecały rok po opuszczeniu Lacjum Chorwat wrócił do błękitnej połowy Rzymu za 25 miliardów lirów. Tutaj znalazł znacznie zdrowszy zespół niż ten, który podpisał po raz pierwszy cztery lata wcześniej. Sven-Göran Eriksson zastąpił Zemana na ławce rezerwowych, a ekstrawagancja Sergio Cragnottiego sprawiła, że Biancocelesti przeszli z drugiej ligi do poważnych pretendentów do tytułu. Pierwszy sezon Bokšicia nad brzegiem Tybru był również najlepszym w jego karierze w Serie A, z 15 golami w 38 rozgrywkach, w tym 10 w 26 meczach ligowych. Oprócz wyczynu w Marsylii, był to drugi raz, kiedy osiągnął dwucyfrową liczbę w sezonie ligowym, odkąd strzelił 12 goli w 27 meczach w swoim przedostatnim sezonie dla Hajduk Split w sezonie 1989/90. Jeden z tych dziesięciu goli, u siebie przeciwko Sampdorii, był prawdopodobnie najpiękniejszym, jaki zdobył podczas swojego pobytu we Włoszech. Po otrzymaniu piłki 40 metrów od bramki Bokšić znalazł się między dwoma obrońcami. Odebrał piłkę temu pierwszemu, po czym z łatwością uderzył drugiego i minął Fabrizio Ferrona zachwycającym uderzeniem lewą nogą z krawędzi pola karnego. Gdy piłka przeleciała mu nad głową, bramkarz Sampdorii mógł tylko patrzeć i klaskać.

Jeśli bramki nie padały często, trofea tak. W swoim pierwszym sezonie w Rzymie Bokšić zdobył Puchar Włoch po tym, jak Lazio pokonało AC Milan 3:2 w dwumeczu w finale. Po następnym sezonie nastąpiła chwała kontynentalna. Decydującego gola zdobył w ostatnich minutach meczu Lazio w Moskwie z Lokomotiwem (1:1) w pierwszym meczu półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Remis w rewanżu wystarczył, by Biancocelesti awansowali do finału w Birmingham, gdzie po pokonaniu Majorki 2:1 wznieśli pierwsze europejskie trofeum w swojej historii. Cztery miesiące później Lazio dodało do swojego rekordu drugie trofeum kontynentalne, pokonując Manchester United, który właśnie zdobył potrójną koronę (1:0) w Superpucharze Europy. Jeśli zwycięstwo nad United w Monako było ukoronowaniem europejskiego triumfu poprzedniego sezonu, nadało również ton temu, który okazał się najbardziej niezapomnianym sezonem dla Laziali. Na osiem meczów przed końcem Lazio traciło dziewięć punktów do prowadzącego w lidze Juventusu, a ich nadzieje na pierwszy tytuł od 1973 roku wydawały się martwe. Pomimo wygrania sześciu z pozostałych siedmiu meczów – w tym wygranej na wyjeździe z Juventusem – do rozpoczęcia ostatniego meczu sezonu mieli dwa punkty straty do Bianconerich. Jednak podczas gdy Lazio pozbyło się Regginy (3:0) na Stadionie Olimpijskim, Juve zatonęło w Perugii, gdzie zalane boisko zmusiło grę do zawieszenia na prawie godzinę. Kiedy mecz został wznowiony, Alessandro Calori wpisał się w folklor Lazio, zdobywając zwycięską bramkę, dając rzymskiemu klubowi drugie Scudetto. Drugi tytuł mistrzowski w ciągu trzech lat zakończył drugi pobyt Bokšicia w Rzymie, a wraz z nim jego pobyt we Włoszech. Skromny wynik ośmiu bramek w 34 meczach we wszystkich rozgrywkach w jego ostatnim sezonie we Włoszech nie wystarczył, by zniechęcić potencjalnych zalotników i Chorwat zamienił Serie A na Premier League, przemierzając mało wydeptaną ścieżkę między Rzymem a Middlesbrough. Bokšić szybko usprawiedliwił cenę, jaką Boro zapłacił za niego w wysokości 2,5 miliona funtów, strzelając dwa gole w swoim debiucie w wygranym 3:1 meczu z Coventry. Miał to być jednak fałszywy świt, ponieważ Chorwat wkrótce znalazł się w centrum uwagi jako najlepiej opłacany gracz w angielskiej piłce nożnej. Chociaż Bryan Robson szybko temu zaprzeczył, „mówienie o 63 000 funtów tygodniowo to kompletna bzdura”, grzmiał menedżer Boro, plotki o pensji Bokšicia nie sprawiły, że Chorwat był szczególnie popularny w szatni. Sytuacja nie uległa zmianie, gdy następcą Robsona został Terry Venables, a następnie Steve McClaren. „Wyczuwałem, że chłopakom się to nie podoba i łatwo było zrozumieć dlaczego” – powiedział Gareth Southgate, który przeniósł się na Riverside Stadium w drugim sezonie Bokšicia na Teesside. „W wizji McClarena dla Boron wszyscy pracowali razem i nikt nie szukał specjalnego traktowania. Ale w Boro obowiązywały dwa zestawy zasad: zasady dla Alena i zasady dla reszty. Pomimo jego chronicznych problemów z formą i rzekomego preferencyjnego traktowania, czar Bokšicia w Middlesbrough miał kilka jasnych chwil. Był najlepszym strzelcem w pierwszych dwóch sezonach klubu i został wybrany piłkarzem roku w swoim debiutanckim sezonie. W 2002 roku strzelił jedynego gola, dzięki któremu Boro pokonał Manchester United na Old Trafford po raz drugi od 1973 roku. Sześć miesięcy później strzelił gola temu samemu przeciwnikowi w wygranym 3:1 meczu Middlesbrough na Riverside w Boxing Day.

To był ostatni gol Bokšicia jako profesjonalisty, który wycofał się niecałe dwa miesiące później, gdy jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Człowiek, który olśnił europejską piłkę nożną, znalazł swój łabędzi śpiew w starciu z jednym z jej wielkich zawodników wagi ciężkiej. Pozostaje jednym z największych talentów Chorwacji i człowiekiem, który w innej epoce, bardziej odpowiadającej jego stylowi, mógłby stać się szerszą legendą, na którą z pewnością zasługiwał jego talent.

11

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.



@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@patataj
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Pawel13sz

10

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź, a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 bramek w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 goli w 206 meczach jako piłkarz ,,Harpaganów”. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.


@AssisMoreira
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Ogorinho1974

11

Zapomniane El Clasico:

21 stycznia 1962 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 20 kolejki Primera Division, po 2 golach Brazylijczyka Evaristo oraz jednym Sandora Kocsisa. Po wygranym klasyku Barça zajmowała 3 pozycje w tabeli ze stratą 8 punktów do Realu Madryt i 2 do Atletico Madryt. Pościg Blaugrany za Realem niestety się nie powiódł i w rezultacie Duma Katalonii zdobyła tylko wicemistrzostwo tracąc do Królewskich 3 punkty.


@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj

14

Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:

21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.

Cześć i chwała legendom Barçy!



@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Symson

10

@FCBparasiempre

W Polsce był kiedyś atak co najmniej równie skuteczny. Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz i Teodor Peterek robili rzeczy jeszcze bardziej niewiarygodne i gdyby piłka nożna była wówczas tak medialna, jak dziś, to pewnie wszyscy słyszeliby o ataku WWP. Żeby opowiedzieć tę historię musimy uruchomić nasz wehikuł czasu i cofnąć się aż do lat 30-tych ubiegłego wieku. Jesteśmy w miejscowości Wielkie Hajduki, które w 1939 roku zostaną częścią Chorzowa. Tamtejszy Ruch dopiero zaczynał budować swoją legendę a głównymi architektami byli Teodor Peterek i Gerard Wodarz. To oni, wraz z Edmundem Giemsą, decydowali o obliczu ofensywy zespołu, który w 1933 sięgnął po tytuł mistrza Polski. Wodarz grał na pozycji lewoskrzydłowego. Strzelanie goli nie było jego głównym obowiązkiem, choć podczas 11 sezonów gry w Ruchu strzelił ich 51, czyli całkiem sporo. Jego wkład w sukcesy Ruchu był nie do przecenienia, bo zazwyczaj to po jego dośrodkowaniach z lewego skrzydła napastnicy strzelali bramki. Gdyby ktoś w czasach przedwojennych liczył asysty, to być może mielibyśmy do czynienia z jakąś astronomiczną liczbą. Wodarz był tak dobry, że po meczu z Wielką Brytanią na igrzyskach olimpijskich w Berlinie, Anglicy natychmiast zaproponowali mu grę na Wyspach. Piłkarz odmówił, tłumacząc to tęsknotą za rodzinnym domem. No cóż, takie były wtedy czasy. Teodor Peterek był z kolei klasycznym snajperem. Do Ruchu trafił w 1928 roku ze Śląska Świętochłowice i szybko oczarował kibiców tego klubu eleganckim stylem gry. Kiedy już się zaaklimatyzował na dobre, zaczął strzelać gole z zadziwiającą częstotliwością i w sumie na boiskach ekstraklasy uzbierał ich aż 154. Peterek słynął ze świetnej gry głową i… dogryzania arbitrom. Choć obaj zawodnicy zbierali doskonałe recenzję przed 1934 rokiem, to w rok, w którym Włosi zdobyli tytuł mistrza świata a Polska i Niemcy podpisały deklarację o niestosowaniu przemocy, był przełomowy dla obu zawodników i dla samego klubu. Stało się tak ze względu na przybycie nowego zawodnika – genialnego Ernesta Wilimowskiego.

Popularny „Ezi” grał wcześniej w 1. FC Katowice i już wtedy wszyscy mówili, że ten piłkarz ma papiery na granie. Kiedy jednak założył koszulkę Ruchu, stał się kimś w rodzaju futbolowego mesjasza. Już w pierwszym sezonie strzelił 33 gole, a trzeba zaznaczyć, że wcale nie wpłynęło to na ilość goli strzelonych przez Peterka, który trafiał do siatki 28 razy! Jeżeli dodamy do tego 10 goli Wodarza, to wyjdzie nam niewiarygodna liczba 71 goli w 21 meczach!(w jednym meczu Ruch wygrał walkowerem po wycofaniu rywala). A przecież Wilimowski miał wówczas zaledwie 17 lat! Ile znaczył Wilimowski dla Ruchu? Oddajemy głos nieocenionemu Andrzejowi Gowarzewskiemu, który na łamach tomu 2. „Kolekcji klubów” dotyczącego historii Ruchu Chorzów, pisał następująco: ,,Młodziutki napastnik, o mało przekonującej posturze − szczupły, wręcz chudy, o skąpej, rudowłosej czuprynie i śmiałym, wręcz bezczelnym spojrzeniu − był jednak najlepszym transferem, jakiego dokonali hajduccy działacze. Za hutniczy etat stał się graczem „niebieskich” i od pierwszego występu wzbudzał entuzjazm kibiców. To niewiarygodne, jak olbrzymim talentem obdarzyła go natura − objawił się jako technik absolutny, a przy tym posiadający fenomenalną wręcz intuicję strzelecką. Swoją postawą zmuszał do respektu i akceptacji najbardziej rutynowanych partnerów, znajdował bez trudu miejsce należne mu z racji umiejętności a młody wiek nie miał w tym przypadku żadnego znaczenia. Poddali się jego osobowości tak znakomici gracze, jak Peterek i Wodarz, akceptowali, choć nie zawsze lubili, wszyscy inni”.[Kolekcja klubów. Ruch Chorzów. Wydawnictwo GiA. Str. 43/45]. W kolejnych latach trójka W-W-P, wspierana m.in. przez Edwarda Giemsę, Ewalda Urbana, Ernesta Kubisza czy Ewalda Kruka, była postrachem polskich bramkarzy. W efekcie Ruch do momentu rozpoczęcia II wojny światowej tylko raz dał sobie odebrać tytuł mistrzowski. Peterek w tym czasie dwukrotnie sięgał po tytuł króla strzelców, a w 1936 roku dzierżył berło wraz z Wilimowskim (strzelili wówczas po 18 bramek) a Wodarz robił to, co wychodziło mu najlepiej ― wystawiał im piłki jak na tacy.

W reprezentacji również cała trójka spisywała się wyśmienicie, jednak razem zagrali tylko w trzech meczach. Po raz pierwszy hajduckie trio spotkało się na boisku 23 maja 1934 w meczu ze Szwecją (2:4), choć wówczas Peterek wszedł tylko na ostatnie dziewięć minut. W 1934 roku Peterek, Wilimowski i Wodarz wraz z Edmundem Majowskim i Józefem Nawrotem tworzyli atak reprezentacji Polski w meczu z Jugosławią (1:4) a w 1938 wspólnie z Ryszardem Piecem i Leonardem Piątkiem wystąpili w meczu przeciwko reprezentacji Niemiec (1:4). Ostatecznie Peterek zagrał w kadrze w dziewięciu meczach i strzelił sześć bramek, bilans Wodarza to 28 gier i dziewięć goli a dorobek Wilimowskiego wynosił 22 mecze i 21 goli! Cała trójka brała też udział w wielkich międzynarodowych turniejach i jak zwykle, spisywała się wyśmienicie. W 1936 roku Wodarz (grając u boku Peterka) strzelił trzy bramki Wielkiej Brytanii na igrzyskach olimpijskich, a w 1938 Wilimowski strzelił na mistrzostwach świata cztery gole w starciu z Brazylią, i co warte odnotowania, wszystkie po podaniach Wodarza. Era wielkiego Ruchu zakończyła się w 1939 roku, choć zapewne trwałaby znacznie dłużej, gdyby nie II wojna światowa. Chorzowianie w ostatnim przedwojennym sezonie wciąż imponowali niesamowitą skutecznością. Wilmowski po 14 kolejkach miał 26 goli, Peterek 10, a Wodarz dołożył jedno trafienie (choć nie sposób policzyć jego asyst). W tym sezonie do historii przeszedł mecz Ruchu z Union Touring Łódź. Chorzowianie wygrali wówczas 12:1(!) a Wilimowski strzelił aż 10 goli! Co ciekawe ,,Przegląd Sportowy” miał po tym spotkaniu… skrytykować „Eziego”, o czym pisał na swoim blogu Paweł Czado: ,,Szokujące, że za najlepszego zawodnika tamtego meczu uznano nie Wilimowskiego a autora dwóch pozostałych goli kierującego atakiem, wyjątkowo świetnie dysponowanego Teodora Peterka! Przegląd Sportowy napisał, że gra Wilimowskiego w tym meczu nie była bez zarzutu.” Było w niej za dużo cyrkowych sztuczek a za mało pomocy sąsiadom, na czym stracił dobrze grający Wodarz”. Można się tylko zastanawiać co by się działo, gdyby w tamtych czasach było coś takiego jak europejskie puchary. Być może wówczas MSN wciąż próbowałby doścignąć osiągnięcia WWP? Tego już się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że w 1939 roku wybuchła wojna, która rozdzieliła niezwykłe chorzowskie trio. Peterek i Wodarz przez krótki czas zakładali koszulki Bismarckhütter Sport Vereinigung, powstały w miejsce zlikwidowanego Ruchu. Później zostali siłą wcieleni do Wermachtu, ale pod koniec wojny bronili honoru Polski. Zupełnie inaczej potoczyły się losy Wilimowskiego. „Ezi” podpisał volkslistę, przyznając poniekąd, że jest Niemcem i grał nawet w reprezentacji III Rzeszy. I właśnie dlatego Wilimowski przez wiele lat był wymazywany z kart historii polskiej futbolu. Czas pokazał, że wszelkie próby wymazania piłkarzy o takiej klasie są z góry spisane na straty.


10

Cudze chwalicie, swego nie znacie:

Wszyscy fascynują się niesamowitą skutecznością trójki napastników FC Barcelony, ochrzczonej nazwą MSN. I słusznie. Messi, Neymar i Luis Suarez robili nieprawdopodobne rzeczy! Ale cudze chwalicie, swego nie znacie. Frapującą historie poznacie w odpowiedzi na mój komentarz.

@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson

9

Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:

20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao (277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.


@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Symson
@AssisMoreira
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@patataj
@Sensible

0

@dziku77 Za bezcen to się zgodze ale jeśli masz na myśli Depaya, to on jest co najwyżej mega rozczarowaniem! Mega zawodnikiem oddanym do Atletico to był Luis Suarez a zwłaszcza David Villa!

10

Premierowe starcie o stawke:

20 stycznia 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii mecz o punkty. Działo się to na Camp del Hotel Casanovas w Barcelonie, gdzie Blaugrana niestety uległa lokalnemu rywalowi Hispania AC 1:2 w rozgrywkach o Puchar Macaya. Historycznego a zarazem honorowego gola dla Blaugrany strzelił Szkot George Guirvan.


@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi

6

Blaugrana w Superpucharach:

19 stycznia 1983 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 1:0 w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Zwycięskiego gola zdobył Marcos Alonso Peña w 52 minucie meczu.



@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@Monix10
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@patataj

8

(Nie)zapomniane El Clasico:

19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego, znakomitego gola w tym meczu strzelił dla Dumy Katalonii Laudrup w 18 minucie, natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt!

Przypomnijmy:




@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

12

Ku pamięci wybitnych legend:

19 stycznia 1936 r. rozegrano pożegnalny mecz legendarnego Josepa Samitiera. Reprezentacja Katalonii zremisowała z czeskimi Židenicami 1:1. Tak oto ostatnie chwile Samitiera na boisku relacjonował dziennik ,,El Mundo Deportivo”: ,,Pepe Samitier, jeden z najbardziej podziwianych piłkarzy katalońskich, z najlepszą grą indywidualną, od dłuższego czasu zasługiwał na pożegnanie”. Ostatecznie Židenice wygrały trofeum dzięki większej liczbie….. wykonanych rzutów rożnych(9-8).


@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Symson

1

@P33ck A dzięki śliczne za docenienie moich starań. Również pozdrawiam :)

8

@FCBparasiempre
Dziś ufundujemy sobie wycieczkę do powojennego Londynu. Historia sportu jest często historią rywalizacji między różnymi nacjami i ideologiami. W czasie gdy świat wciąż liczył ofiary II Wojny Światowej jednocześnie stojąc u progu zimnej wojny doszło do zmierzenia się Zachodu ze Związkiem Radzieckim. Do głównej konfrontacji doszło na boisku piłkarskim w północnym Londynie, gdzie zawodnicy Arsenalu, podejmując Dynamo Moskwa, byli uczestnikami jednego z najdziwniejszych meczów w historii piłki nożnej. Zanim przyjrzymy się konkretnym wydarzeniom, warto przybliżyć trochę tło w których opisywana historia miała miejsce. Jest listopad 1945 roku. Anglia zbankrutowała, Związek Radziecki, napędzany komunistyczną propagandą, zaczynał wykazywać mocarstwowe aspiracje. II Wojna Światowa ledwo się zakończyła, ale trzeba było żyć dalej i przywrócić jako taki porządek. Krajowe federacje wznawiały rozgrywki piłkarskie, pomimo że większość profesjonalnych piłkarzy (przy czym słowo “profesjonalnych” należy traktować bardzo luźno, nikt wtedy nie występował w reklamach Nike, ani nie ubezpieczał swojej prawej nogi) nie wróciła jeszcze z frontu. W takich okolicznościach angielska federacja piłkarska wpadła na pomysł nie z tego świata – postanowiła zaprosić zespół mistrzów Rosji, Dynamo Moskwa, na coś w rodzaju tournee po swoim kraju. Jakiekolwiek międzynarodowe rozgrywki klubowe były w tym okresie dopiero melodią przyszłości, UEFA miała powstać w 1954 roku, zaś Związek Radziecki nie był nawet członkiem FIFA (został nim rok później). Przyjazd jakiejkolwiek drużyny z zagranicy był już sam w sobie egzotyczny, nie mówiąc o przyjeździe, Boże przenajświętszy, komunistów z Moskwy!

Jeżeli zaproszenie drużyny z ZSRR było zaskakujące, to przyjęcie tego zaproszenia było równie niespodziewanie. Czy powodem była okazja do wypromowania komunizmu na Zachodzie, czy dobry nastrój towarzyszy z Kremlu spowodowany wysokim spożyciem wódki, tego się nie dowiemy, lecz ostatecznie Partia wydała zgodę na udanie się mistrza Rosji w zagraniczną podróż i stawienie czoła zepsutym angielskim kapitalistom. Działacze Dynama Moskwa wysłali do Londynu listę czternastu punktów, których spełnienie miało być warunkiem przyjazdu Rosjan. Niektóre były sensowne, inne śmieszne. Od możliwości robienia zmian w trakcie meczu i zapewnienia 600 biletów dla obywateli Związku Radzieckiego na Wyspach, do jedzenia wszystkich swoich posiłków w ambasadzie i rozgrywania meczów tylko w soboty. Punktem na którym najbardziej zależało działaczom Dynama było jednak rozegranie meczu z Arsenalem (specjalnie na ten mecz zabrali także własnego sędziego). Michaił Jakuszyn, ówczesny trener zespołu z Moskwy, powiedział wtedy: “przybyć do Londynu i nie zagrać z Arsenalem, to jak odwiedzić Kair i nie zobaczyć piramid.” FA zgodziła się na większość punktów i obie strony doszły do porozumienia. Ustalono terminarz: Dynamo miało zmierzyć się kolejno z Chelsea, Cardiff City, Arsenalem i Glasgow Rangers. Przybycie drużyny z Moskwy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród lokalnych fanów i zwykłych obywateli. Prasa brytyjska poświęciła sporo miejsca na przedstawienie przybyszów ze wschodu, ale, jak to ma w zwyczaju, odnosiła się do nich lekceważąco i protekcjonalnie. Ponieważ ich sezon już się skończył, a zima w Moskwie była za pasem, pierwszą fazą przygotowań zawodników Dynamo przed tournee było odśnieżenie boiska, by te przygotowania mogli w ogóle rozpocząć. Tak też ich postrzegano – jako półamatorów i pracowników fabryk. Większy lęk niż ich umiejętności piłkarskie budził fakt, że pięciu zawodników Dynama służyło w Armii Czerwonej. Nawet wygranie lokalnej ligi było brane z przymrużeniem oka.

Pierwszy mecz rozegrano na Stamford Bridge przy udziale przeszło 100 tysięcy ludzi spragnionych dobrego widowiska i pewnie w jakimś stopniu pokazania komunistom ich miejsca w szeregu. Już przed pierwszym gwizdkiem piłkarze Dynamo zrobili na wszystkich pozytywne wrażenie, kiedy ubrani w dresy przeprowadzili zorganizowaną rozgrzewkę, czego w Anglii dotąd nie praktykowano, a co miało znamiona profesjonalizmu. Po pierwszej połowie Chelsea wygrywało 2:0, mimo iż Dynamo prezentowało się zaskakująco dobrze. Jeden z piłkarzy The Blues stwierdził, iż Rosjanie powinni prowadzić czterema bramkami już po pierwszych 20 minutach, gdyby nie fatalne wykończenie i zepsute stuprocentowe sytuacje. Ostatecznie Dynamo wyrównało, a mecz zakończył się zaskakującym wynikiem 3-3. Zaskakującym tylko dla angielskich dziennikarzy, ponieważ drużyna z Moskwy prezentowała na boisku zespołowy, ładny dla oka futbol, zaś poszczególni zawodnicy imponowali kontrolą piłki i szybkością. W drugim meczu przybysze z Moskwy rozbili Cardiff City 10-1, co okrzyknięto szokiem, pomimo faktu, że Cardiff było trzecioligową drużyną złożoną z półamatorów. Faktem jednak było, że radziecka drużyna rozbiła drużynę angielską i (skazywana na pożarcie) pozostawała niepokonana. Punktem kulminacyjnym i tym, na co wszyscy czekali, miał być mecz Dynama z Arsenalem. Mecz który, jak się okazało, przeszedł do historii z wielu różnych powodów, które z futbolem miały mało wspólnego. Sam stadion, na którym rozegrano spotkanie, już brzmi zabawnie. Otóż gospodarze mieli podjąć gości z Moskwy na… White Hart Lane. W tym okresie Highbury wciąż było zajęte przez rząd brytyjski i użytkowane przez Ministerstwo Obrony, w związku z czym działacze Kanonierów poprosili o udostępnienie stadionu sąsiadów zza miedzy. Wielka miłość pomiędzy oboma klubami sprawiła, że władze Tottenhamu chętnie się zgodziły, choć istnieje teoria że angielska federacja po prostu rozkazała Kogutom oddać swój stadion i miała gdzieś jakiekolwiek głosy protestu. Do dziś jednym z punktów zapalnych między fanami Spurs i Arsenalu jest to, iż Kanonierzy “mieli czelność grać na White Hart Lane”.

Na mecz ówczesny trener Arsenalu George Allison, musiał dowołać sześciu graczy którzy wystąpili “gościnnie” w barwach Kanonierów, zastępując nieobecnych piłkarzy pozostających poza ojczyzną. Na meczu zjawiło się 54 tysięcy kibiców, zaś zgodnie z jednym z czternastu punktów, na który FA wyraziła zgodę, sędziowanie powierzono rosyjskiemu sędziemu którego Dynamo przywiozło ze sobą do Londynu. Pierwszą kontrowersyjną decyzją sędziowską był fakt, że te spotkanie w ogóle się odbyło. W momencie rozpoczęcia meczu nad Londynem unosiła się tak gęsta mgła, że pierwszego gola dla Dynamo, zdobytego w 30 sekundzie meczu, nie widzieli nie tylko kibice, ale również połowa zawodników biegających na boisku. W takich warunkach spotkanie szybko przemieniło się w komedię. Przy pierwszej zmianie dla gości zespół Dynama zastosował interesujący manewr taktyczny polegający na tym, że zmiennik… nigdy nie opuścił boiska. Arsenal nie pozostał dłużny i gdy jeden z Kanonierów dostał czerwoną kartkę za bójkę z zawodnikiem z Moskwy, po paru minutach po prostu wbiegł ponownie na boisko. Na temat tego meczu wyrosło wiele legend, dlatego dzisiaj nie sposób już stwierdzić, co tak naprawdę miało miejsce. Niektórzy twierdzą że Rosjanie w pewnym momencie mieli na boisku 15 zawodników. Mgła miała być tak gęsta, że przy jednej z akcji bramkarz Arsenalu uderzył się w słupek i stracił przytomność, a zastąpił go ochotnik z tłumu. Co się działo dokładnie, nie wiedział jednak nikt, bo też nikt niczego nie widział. Ostatecznie, Arsenal wygrywając do przerwy 3-2, uległ gościom 4-3 po bramce strzelonej ze spalonego i golu w końcówce. Brytyjskie „Mail” określiło to spotkanie jako farsę, która nie powinna się odbyć, chociaż równolegle stwierdzono, że był to „jeden z najbardziej ekscytujących meczów, których 54 tysiące kibiców nigdy nie widziało.” Na zakończenie tournee Dynamo zremisowało z Rangersami 2-2. Zaplanowano rozegranie jeszcze jednego pojedynku, z Aston Villą, lecz Rosjanie uznali że mają inne plany, po czym wrócili do Londynu i odlecieli do Moskwy. Wracając do kraju z podniesionymi głowami i bez porażki, uznano ich za bohaterów, a wielu nagrodzono honorami i odznaczeniami za zasługi na rzecz komunizmu oraz sportu. I tak zakończyła się pierwsza wizyta drużyny ze Związku Radzieckiego na zachodniej ziemi. W tej historii Kanonierzy odegrali jedną z głównych ról, rozgrywając jeden z najdziwniejszych meczów w swojej historii.


6

10

El Clasico w Copa del Rey:

18 stycznia 2012 roku Real Madryt poległ na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 1:2 w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Pucharu Hiszpanii. Gole dla Barçy zdobyli: Puyol oraz Abidal, natomiast honorowego gola dla Królewskich strzelił nie kto inny jak Cristiano Ronaldo. Mecz został zapamiętany z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest drugi(i ostatni) gol Erica Abidala w barwach Blaugrany. Francuz wykorzystał świetne podanie Messiego i ustalił wynik meczu. Cieniem na tym pojedynku rzuciła się jednak sytuacja z 68 min., gdy Pepe celowo nadepnął na ręke leżącego Messiego. Sytuacje zarejestrowały kamery, lecz nie widział jej arbiter, skończyło się więc bez wykluczenia z gry Portugalczyka. Komitet arbitrażowy hiszpańskiej federacji również postanowił nie karać Pepe za tę sytuację, choć była to recydywa obrońcy Realu, znanego z prowokacyjnych zachowań i fauli bez piłki. Dlaczego mnie(a być może i większość z was) to nie dziwi? Madryt nigdy nie był i nie będzie przychylny ,,naszemu” klubowi pod każdym względem i to się już raczej nigdy nie zmieni. Nie mam pojęcia kto zasiada w komitecie arbitrażowym ale podejrzewam że większość z nich jest przychylna tylko i wyłącznie Madrytowi!

Powspominajmy:




@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj

29

Feliz cumpleaños Pep!!! Josep Guardiola właśnie kończy dzisiaj 52 lata! No, Pepito! ileż ty mi chłopie dałeś radości oglądając mecze ukochanej Barcuni to głowa mała! Niechaj szczęście Tobie sprzyja a smutek omija. Dobry Pan miłością otacza, Anioł swe skrzydła nad Tobą roztacza. Bóg w zdrowiu niechaj zachowa Cię i radością z uśmiechem obdarza Cię. Wszystkiego naj, naj, naj a zwłaszcza dużo zdrowia legendo! Sto lat! Czekamy z utęsknieniem na twój powrót do ,,naszej” Barcelony.

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Monix10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi

10

Gospodarz jak zwykle górą:

17 stycznia 1967 r. Urugwaj pokonał Boliwie 4:0 na Estadio Centenario w meczu otwarcia 29 edycji Copa America. Po raz pierwszy w historii wystąpił absolutny kopciuszek latynoskiego futbolu a mianowicie Wenezuela. Tym samym po 51 latach od założenia CSF ostatni członek tej organizacji dołączył wreszcie do grona uczestników Pucharu Ameryki. Ilekroć turniej toczył się w Montevideo, niezmiennie na najwyższym podium stawali gospodarze. Było zatem jasne iż między nimi i Argentyną rozegra się główna batalia o mistrzostwo. Boliwia natomiast mimo niezłej gry Blacutta, grała wprost beznadziejnie, ulegając nawet 0:3 wenezuelskiemu debiutantowi. Niewiele lepszy był Paragwaj, zespół bez oblicza i bez wielkich indywidualności. Nie najgorzej za to wypadło Chile, któremu udało się urwać cenny punkt samemu Urugwajowi. Uwagę publiczności i obserwatorów przykuli zwłaszcza dwaj zawodnicy: Elias Figuerora Brander oraz Ignacio Prieto Urrejola. W zasadzie od początku turnieju liczyły się tylko Urugwaj i Argentyna. Gospodarze stracili punkt z ambitnym Chile, podczas gdy Albicelestes szli jak burza od zwycięstwa do zwycięstwa, w przededniu ostatniego meczu gromadząc 8 punktów, podczas gdy Celestes zebrali ich tylko 7. Wszystko zatem miało się rozstrzygnąć w ostatnim(de facto finałowym) starciu tych gigantów. Urugwajczyków poprowadził do decydującego boju ojciec zwycięstwa z 1959, sędziwy Juan Corazzo, zaś Argentyńczyków równie wiekowy Renato Cesarini. Wieczór 2 lutego 1967 był pochmurny aż wreszcie lunęło jak z cebra. W gęstym deszczu toczyło się to zacięte spotkanie, w którym linie obronne górowały nad ofensywnymi. Celestes nawiązali do chwalebnej tradycji swej ,,garra uruguaya”, zajadłej walki do upadłego o każdą, nawet pozornie beznadziejną piłke. W ich szeregach wyróżniało się szczególnie dwóch zawodników. Bramkarz Ladislao Mazurkiewicz, z pochodzenia Polak, o którym napisze przy okazji jego urodzin(14 luty) oraz rozgrywający Pedro Virgilio Rocha, którego Pele zaliczył do grona ,,pięciu najlepszych napastników świata”. Właśnie ten król środka pola zapewnił Urugwajowi Puchar Ameryki tego turnieju. W 74 minucie bezlitośnie wykorzystał potknięcie Rattina na śliskiej nawierzchni, przejął jego zbyt krótkie podanie i pokonał bramkarza Rome. Był to trzeci w dziejach Copa America zwycięski gol dla Urugwaju strzelony w kierunku szczęśliwej trybuny Colombes. Tych dwóch asów Celestes miało oparcie w zwartej, ambitnej drużynie, w której wyróżniali się ponadto pomocnik Mujica, obrońca Cincunegui oraz napastnicy Domingo Perez i Hector Salva. Na koniec trzeba jeszcze nakreślić sylwetke króla strzelców. Został nim wybitny argentyński snajper Luis Artime, który w tym turnieju uzyskał 5 goli. Dodam jeszcze że Artime w reprezentacji Argentyny rozegrał 25 spotkań strzelając 24 gole. Luis do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek, tylko podawał, przyjmował piłke albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowe lub noge do piłki. Szybki ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Grał czysto, będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim rycerskim stylu. Wspaniały kolega, gentelmen w każdym calu, zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatie w całej Ameryce. Jednak nawet tak wspaniały atak z Artime, Bernao, Rojasem i Masem wyszczerbił sobie zęby na urugwajskiej obronie. To był ostatni turniej rozgrywany wedle tradycyjnej formule, czyli każdy z każdym. W następnej edycji Copa America(1975) wprowadzono rywalizacje w grupach.


@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@DaPidejpi

11

Wybitne legendy futbolu:

17 stycznia 1906 r. w Buenos Aires urodził się Guillermo Stabile, Wicemistrz Świata(1930), Król strzelców I Mistrzostw Świata(1930) oraz Sześciokrotny Zdobywca Copa America jako trener(z kadrą Argentyny). W roku 1930 odbywały się pierwsze w dziejach Mistrzostwa Świata gdzie Guillermo strzelił w nich 8 goli co dało mu koronę pierwszego króla strzelców na Mundialu a zaczynał je jako rezerwowy(nie zagrał tylko w pierwszym meczu z Francją). W debiucie na Mundialu popisał się hat-trickiem w spotkaniu z Meksykiem(pierwszym w historii mistrzostw) a potem zdobywał gole w każdym kolejnym meczu-z Chile dwa, Stanami Zjednoczonymi również dwa a w finale z Urugwajem jeden gol. Stabile nie miał nawet 170 cm wzrostu ale był bardzo szybki i świetny technicznie, coś w rodzaju Leo Messiego. Jego rekord życiowy na sto metrów wynosił 11 sekund! Nazywano go ,,El Filtrador’’ co miało oddawać umiejętność przejścia przez nawet najbardziej szczelną obronę przeciwnika. Cieszył się szacunkiem także dlatego iż grał bardzo fair. Karierę piłkarską rozpoczynał w argentyńskim Huracan Buenos Aires. Szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie drużyny. Był niezwykle skuteczny, potrafił z zimną krwią wykorzystać każdy błąd rywala. Po dwunastu latach spędzonych na krajowym podwórku został kupiony przez włoską Genuę. Po zaledwie roku pozyskali go działacze Napoli, by po kilku miesiącach oddać go ponownie Genui. Kilka poważnych kontuzji i brak szczęścia nie zagwarantowało mu sukcesów w Serie A.Nie powiodło mu się również w Red Star Paris(chociaż namawiano go do zmiany obywatelstwa i obiecywano grę w reprezentacji) i tuż przed wojną wrócił do Argentyny. Natomiast zrobił wielką karierę jako trener. Od roku 1941 do 1958(i krótko w 1960) prowadził reprezentację Argentyny, pracując jednocześnie w klubach. Trzy razy z rzędu zdobył z Racingiem Mistrzostwo Argentyny(1949-1951). Reprezentację kraju doprowadził 6 razy do tytułu mistrza Ameryki Południowej(Copa America). Po raz pierwszy po wojnie wywalczył z Argentyną awans na Mundial w Szwecji(1958). Wychował wielu argentyńskich piłkarzy, którzy przeszli do historii futbolu od Alfredo di Stefano, Adolfo Pedernery, Angela Labruny i Felixa Lustau po Oresta Corbattę, Omara Sivoriego, Humberto Maschio i Jose Sanfilippo. Był wykładowcą w wyższej szkole wychowania fizycznego, komentatorem radia Libertad a pieniądze zdobyte na boisku pomnażał w branży cukierniczej. Był w swojej ojczyźnie bardzo popularny i bogaty. Zmarł w roku 1966 w wieku 60 lat.


@MesQueUnClub96
@Monix10
@Symson
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj

0

@P33ck Tym razem nie sprowokujesz mnie cwaniaku. Zastanów się z czego a raczej z kogo robisz sobie żarty? To bardzo nieprzyzwoite z twojej strony...
Nie pozdro!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?