1

@Turio A kim on do cholery jest? pierwsze słysze takie nazwisko?

5

Trofea Pucharu Hiszpanii:

Równo 70 lat temu(25 maja 1952 r.) FC Barcelona zdobywa 10-ty(i drugi z rzędu) w swojej historii Puchar Króla Hiszpanii. W zaciętym finałowym meczu Barça pokonała po dogrywce Valencie CF 4:2 na Estadio de Chamartain. Gole dla Blaugrany zdobyli Jordi Vila Soler(72 minuta) oraz legendarni: Basora(40 minuta), Kubala(96 minuta) i Cesar Rodriguez(119 minuta). A oto ten triumfujący skład: Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Mariano Gonzalvo , Bosch, Basora, Cesar Rodriguez, Vila Soler, Kubala, Manchon

@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@patataj

7

Wybitne legendy futbolu:

24 maja 1901 r. w Montevideo urodził się Jose Nasazzi, obrońca. Kapitan mistrzów świata z roku 1930. Syn włoskich imigrantów, z zawodu kamieniarz. Kapitan reprezentacji. Zarówno na boisku, jak i poza nim prawdziwy przywódca piłkarzy Urugwaju, którzy zdobyli złote medale igrzysk olimpijskich w Paryżu (1924) i Amsterdamie (1928) oraz wygrali w 1930 roku pierwsze mistrzostwa świata.
Był jednym z najlepszych obrońców świata i jednocześnie prekursorem gry tzw. "playmakera". Jako pierwszy stosował długie, kilkudziesięciometrowe podania, które adresował z milimetrową dokładnością. Zawsze elegancko i skutecznie grający obrońca, był niekwestionowanym przywódcą sławnej urugwajskiej jedenastki z lat 20. XX wieku. Kapitanem zespołu był od 1923 a pod jego wodzą Urugwajczycy dwukrotnie zostali mistrzami olimpijskimi (Paryż 1924 i Amsterdam 1928), czterokrotnie wygrywali Copa América (1923, 25, 27, 35), a w 1930 zdobyli – będąc gospodarzami pierwszego w historii turnieju finałowego – mistrzostwo świata! W decydujących o tytule meczach pokonywali zazwyczaj Argentynę, także w finale MŚ w 1930 (4:2). Trzeba również pamiętać że olimpijskie złoto było wówczas traktowane jako nieoficjalne mistrzostwo świata. Nasazzi występował w klubach Bella Vista (1922–1932) i Nacional Montevideo (1933–1937). Karierę zakończył w 1937, następnie był cenionym trenerem. Jest uważany za najwybitniejszego piłkarza w historii urugwajskiej piłki, o respekcie jakim go darzyli rodacy najdobitniej świadczą jego przydomki: Terrible {straszny) lub Mariscal (marszałek), nazywano go także wielkim kapitanem.

@Symson
@patataj
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman

1

@Symson Prześlicznie dziękuje :) Nigdy bym nie pomyślał że ktoś aż tak mocno doceni moje zaangażowanie w wartości historyczne. Jeszcze raz pięknie dziękuje i pozdrawiam :)

8

Polski patriota w mundurze Luftwaffe:

Erwin Nyc urodził się 24 maja 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Przygodę z piłką nożną rozpoczął w wieku 15 lat, a jego pierwszą drużyną stała się wówczas Pogoń Katowice. Tu po raz pierwszy widać przejaw polskości w rodzinie Nyców. Żaden Niemiec nie zapisałby swojego dziecka do polskiego klubu. Pogoń była w tych czasach odpowiednikiem 1.FC Kattowitz, który był niemieckim klubem na naszych ziemiach. Nawet Ruch Wielkie Hajduki nie posiadał aż tylu polskich patriotów, jak w katowickiej Pogoni. W żadnym wypadku więc nie można uznawać Erwina za Niemca, co najwyżej za człowieka wywodzącego się ze środowisk śląskich, o skomplikowanych korzeniach. W 1935 roku Erwin został wezwany do odbycia służby wojskowej w Warszawie, gdzie formalnie pełnił obowiązki w jednostce lotniczej. Większość czasu spędzał, grając na pozycji środkowego pomocnika, w najpopularniejszej stołecznej drużynie, czyli Polonii Warszawa. Dla zespołu Czarnych Koszul był to sezon nadziei. Klub dopiero awansował po grach eliminacyjnych do Ligi, a Erwin w tym pomógł, z marszu stając się bohaterem kibiców. Od tamtego momentu niesamowicie zżył się z drużyną, a jego nazwisko zaczynało nabierać renomy. Także po zakończeniu służby, Erwin pozostał wierny Polonistom, pracując przy okazji w firmie górniczej. Poza tym Nyc był świetnym zawodnikiem, którego warunki fizyczne (180 cm wzrostu) predysponowały do gry nie tylko w pomocy, ale przede wszystkim w obronie. To był jeden z piłkarzy, który zaczął odgrywać rolę stopera. Umiejętność ta skłoniła Józefa Kałużę oraz szefostwo PZPN, aby w 1938 roku zabrać Erwina na Mistrzostwa Świata na sławny mecz z Brazylią. Trzeba wspomnieć, że nie znalazłby się na nim, gdyby nie kontuzja Jana Wasiewicza, zawodnika lwowskiej Pogoni. Dzięki nieszczęściu kolegi, to Nyc wskoczył do kadry, powiększając w niej grono Polonistów – wcześniej powołanym był Władysław Szczepaniak, który przy okazji tego meczu był kapitanem – Robert Gawkowski, polski historyk kultury fizycznej i sportu, doktor historii, autor publikacji naukowych. W spotkaniu z Brazylią, Erwin zagrał jako jeden z trzech pomocników, obok Wilhelma Góry i Ewalda Dytki. Nie był to jednak pierwszy mecz Nyca w kadrze narodowej. Jego debiut rok wcześniej przypadł na mecz z Danią, który Polska wygrała 3:1. Grywał również w eliminacjach do mistrzostw świata 1938 we Francji, kiedy to przeciwnikiem Biało-Czerwonych była Jugosławia. Licznik gier w kadrze tego rosłego pomocnika zatrzymał się na liczbie 11. Nyc znowu staje się Nytzem. Na początku II wojny światowej, luksusowe mieszkanie Erwina, które znajdowało się w Warszawie, zostało zbombardowane przez niemieckie lotnictwo. Później Nyc został zobowiązany do walki na froncie i popadł w niemiecką niewolę, jednak już po kilku dniach został z niej zwolniony. Powrócił na Górny Śląsk, który wówczas dostał się pod panowanie niemieckie. Jak wszyscy inni piłkarze z tego regionu, został zmuszony do podpisania volkslisty. Górnoślązacy, którzy wówczas występowali do końca sierpnia 1939 roku w najwyższej polskiej Lidze, stali się znowu obywatelami Rzeszy. Ich nazwiska spolonizowane w połowie lat trzydziestych zarządzeniem wojewody Michała Grażyńskiego, otrzymały z powrotem swą niemiecką formę, tak jak były zapisane w metrykach urodzenia. W 1940 roku Erwin zaczął występować w niemieckim klubie. Dzisiaj każdy rozgrzesza taką sytuację, zwłaszcza na Śląsku. Był nawet wzywany dwukrotnie do gestapo. Dopiero po tych rozmowach, pod groźbą wywozu do obozu pracy, zdecydował się na wstąpienie do drużyny okupanta. Nadszedł moment wyboru – być prześladowanym czy grać w piłkę? Katowicki przełożony NSDAP Georg Joschke przyłączył więc Nyca do drużyny 1. FC Kattowitz, podobnie jak dwóch innych graczy: Ewalda Dytko i Ernesta Willimowskiego (który odszedł z niej po niespełna czterech miesiącach). Joschke, w latach trzydziestych, sam prowadził ten klub dla mniejszości niemieckiej w Polsce. W ciągu pięciu sezonów w Gaulidze Górnego Śląska nie osiągnął z nim większych sukcesów. Nie wzbił się nawet powyżej czwartego miejsca w tabeli. W czerwcu tego samego roku w Katowicach, Nyc wziął udział w pierwszym szkoleniu dla graczy z Górnego Śląska, przeprowadzonym przez ówczesnego szkoleniowca Reichu, Seppa Herbergera. Gazeta „Kicker” widziała wtedy w Erwinie podstawowego stopera niemieckiego zespołu, lecz do takiego obrotu spraw nie doszło. Kilka razy Nyc brał udział w meczach zespołu Gauligi Górnego Śląska, gdzie jego opiekunem był Kurt Otto, były trener Schalke i polskiej drużyny narodowej. Tego samego roku został powołany do niemieckiej służby lotniczej w Fliegerhorst. W tym czasie nadal grał w piłkę, w drużynie Luftwaffen Sport Verein. Stacjonował w Berlinie, ale bardzo często w mundurze Luftwaffe przyjeżdżał do Warszawy. Prawdę mówiąc, Erwin lotnikiem nigdy nie został, był jedynie w wojsku pomocniczym. Później został przeniesiony do jednostki Markersdorf w dolnej Austrii, gdzie również grał w lokalnej drużynie złożonej z lotników. Po kilku miesiącach powrócił do Fürstenwalde. Dawno temu rozmawiałem ze Zdzisławem Gierwatowskim, który grał w Polonii Warszawa od 1938 roku, więc znał Nyca osobiście. Mówił mi, że to był swój chłopak, żaden Niemiec, nawet nie posiadał niemieckiego akcentu, a rozmawiali ze sobą w języku polskim – wspominał Robert Gawkowski. W środku wojny, podczas jednego z rozgrywanych meczów, kiedy to Polonia grała w konspiracyjnej lidze, przywdziewając czarne trykoty, wypatrzono Erwina w mundurze Luftwaffe. Przyglądał się swoim kolegom na boisku, a po spotkaniu wybrał się z nimi na prawdziwą „biesiadę”. Podczas wojny moralne opory znikały. Ludzie nie wiedzieli, czy dożyją kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca… Najnormalniej na świecie, Nyc przesadził z alkoholem i podczas godziny policyjnej wyszedł na ulicę. Zaczął przy tym wymachiwać pistoletem i wołać: dajcie mi jakiegoś szwaba, ja go ukatrupię! Nie mogło obyć się bez patriotycznego akcentu. Wyobrażacie sobie, że niemiecki żołnierz zaczyna śpiewać hymn Polski? Tak też uczynił Erwin, nad którym prawdopodobnie opatrzność sprawowała swą opiekę – żaden patrol nie przechodził obok miejsca zdarzenia. Pan Zdzisław Gierwatowski mówił, że piłkarze Polonii będący wówczas z Nycem, zaciągnęli go siłą do jakiegoś pokoju, gdzie zasnął. Na szczęście miał broń, którą wymachiwał nadal przy sobie. Gdyby zastrzelił jakiegoś Niemca, to prawdopodobnie czekałby go pluton egzekucyjny albo w najlepszym wypadku karna kampania na Wschód. Pod koniec wojny dostał się także pod rosyjską niewolę. Po powrocie do Pogoni Katowice, gdzie Erwin grał po wojnie, napotkał wiele przeszkód. Był szkalowany przez władze komunistyczne, które mówiły, że musi ponieść konsekwencje za to, iż grał w niemieckich klubach. Poloniści stanęli jednak murem za swoim byłym zawodnikiem. Pisali listy, że Nyc nigdy nie był kolaborantem, współpracował z ruchem oporu, załatwiał pistolety dla Armii Krajowej, lecz nie wiadomo, ile w tym jest prawdy. Wszyscy, którzy z nim kiedyś grali czuli, że żaden z niego Niemiec. Erwin przyznał również, że na początku wojny miał kontakt z byłym polskim selekcjonerem Józefem Kałużą, który doradzał mu, że w ten sposób może uniknąć represji ze strony niemieckich okupantów. Te wypowiedzi pomogły Nycowi, a dochodzenie zostało przerwane. Nie mógł on jednak wyjeżdżać za granicę i nie można było powołać go do reprezentacji piłkarzy z ligi okręgowej, a także reprezentacji Polski. W przypadku Erwina Nyca, Ewalda Dytko, Teodora Peterka i Gerarda Wodarza, UB chciało dokładnie wiedzieć, co robili podczas służby we Wehrmachcie, a przede wszystkim u aliantów. Te przesłuchania napędziły im mnóstwo strachu, że dopiero wiele lat później poczynili jakieś uwagi na ten temat. Oficjalnie ich życiorysy podawały, że zostali zmuszeni do służby we Wehrmachcie, poczuwali się polakami i przy pierwszej okazji zdezerterowaliby – fragment książki Thomasa Urbana „Czarny orzeł, biały orzeł”. Erwin był człowiekiem o dobrym sercu – przywoził czasem z Niemiec, podobnie jak Karol Kossok to, czego nie było wtedy w Polsce. Mowa tutaj o piłkach, korkach czy sprzęcie piłkarskim. Prawdziwy spokój w jego życiu nadszedł po 1948 roku, kiedy zmienił pisownię nazwiska na polską. Z Erwina Günthera Nytza stał się Edwardem Piotrem Nycem. Brzmiało po naszemu, ale na Polonii nadal wołano na niego Erwin. Nikt nie widział w tym nic złego – znacząca część tych Polonistów zamieszana była w powstanie warszawskie, więc byli uczuleni na zdradę, lecz do Erwina nic nie mieli. Widzieli, że zmiana imienia ma na celu ułatwić mu drogę w tej nowej, komunistycznej rzeczywistości. Po zakończeniu aktywnej kariery sportowej Nyc próbował swoich sił w latach 50. w kilku drużynach z Górnego Śląska jako trener (m.in. w AKS Chorzów), jednak nie udało mu się zaistnieć w żadnym z prowadzonych zespołów. Opowieść o Erwinie Nycu sięgnie 1957 roku, kiedy to zorganizowany został jubileusz Wacława Kuchara. Zrobiono wówczas wielki mecz oldbojów pomiędzy Pogonią Lwów a Polonią Warszawa. Trzeba widzieć to, jako pewien opór w stosunku do komuny – był to październik, więc można było pozwolić sobie na więcej. Plakaty i wypowiedzi sugerowały, że Polonia podejmować będzie starą Pogoń. Spotkanie to miało przypomnieć o tym, że Lwów kiedyś był polski. Z Bytomia czy Wrocławia przyjechali dawni lwowiacy, a Polonia zaprosiła Erwina Nyca, a także Wilhelma Grolika, postać mniej znaną, ale również w swej historii kontrowersyjną. Wszyscy cieszyli się z obecności Erwina. To najlepszy dowód na to, jak go odbierano. Podczas wojny, w stosunku do jego osoby, było sporo niedomówień – dzisiaj chyba już nikt nie mówi negatywnie o poczciwym Erwinie, który zmarł w wieku 73 lat na terenie Piekar Śląskich.

@NaFazieHitman , @DaPidejpi , @Lionel_Messi10 , @MesQueUnClub96 , @Pawel13sz , @Roni/VEB , @Sensible , @Symson , @patataj

14

Szczęśliwa końcówka sezonu:

Równiótko 30 lat temu(24 maja 1992 r.) FC Barcelona rozgromiła na wyjeździe Real Valladolid 1:6 w 36 kolejce Primera Division, po 2 golach Stoiczkowa, Koemana i Nadala. To zwycięstwo pozwoliło Blaugranie zbliżyć się na jeden punkt do Realu Madryt a w ostatniej kolejce(dzięki wygranej Tenerife z Realem) sięgnąć po mistrzostwo Hiszpanii.

@patataj
@Symson
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible

10

Pierwszy Puchar Króla:

24 maja 1910 r. rozpoczął się pierwszy w historii wygrany przez FC Barcelone turniej finałowy Pucharu Króla Hiszpanii. Co ciekawe z powodu nieporozumień między klubami odbyły się równolegle dwa turnieje i obydwa są uważane za oficjalne. Duma Katalonii wzięła udział w rozgrywkach pod egidą nowo powstałego Królewskiego Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej (RFEF). Właśnie 24 maja pokonała w półfinale Deportivo La Coruña 5:0 a dwa dni później pokonała Club Español de Madrid 3:2 po golach Wallace’a, Commamali i Pepe Rodrigeuza. W turnieju tym brały udział tylko 3 kluby a turniej był rozgrywany w Madrycie.

@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Symson
@NaFazieHitman
@patataj

5

@takisobiektos Historia futbolu komuś się mocno kłania!

1

Dlaczego ten charytatywny mecz jest na Giuseppe Meazza a nie na Camp Nou?

2

@Sensible Zgadza się. Tak wybitnego okresu i wybitnych jednocześnie piłkarzy to nawet chyba Canarinhos nie mieli, a gdyby nie rewolucja na Węgrzech w 1956 r. to cho, cho, hegemonia totalna mogła być...

7

Aranycsapat, czyli Złota jedenastka:

23 maja 1954 r. Węgrzy rozbili w Budapeszcie reprezentacje Anglii w meczu towarzyskim aż 7:1!, co do dziś jest najwyższą porażką w historii ich piłki nożnej. Był to rewanż za przegrany mecz listopadowy na Wembley z ubiegłego roku, jakim pałali wówczas Anglicy. Węgrzy znów byli o klasę lepsi i 3 tygodnie później pojechali na mundial jako faworyt. Tam dopiero w finale zatrzymała ich reprezentacja RFN po słynnym cudzie(de facto przekręcie, o czym już pisałem) w Bernie i zwycięstwie 3:2.

@Lionel_Messi10
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Sensible
@Symson

7

Czy wiecie że:

110 lat temu(23 maja 1912 r.) Alfonso Albeniz Jordana został pierwszym piłkarzem, który przeszedł z FC Barcelony do Realu Madryt(wówczas FC Madrid). Powodem przeniesienia się do stolicy było rozpoczęcie studiów w tym mieście. Albeniz został potem dyrektorem w Realu i prezesem pierwszego Hiszpańskiego Kolegium Sędziów. W 1902 r. jeszcze jako piłkarz Blaugrany zagrał w pierwszym El Clasico jako najmłodszy gracz w historii(16 lat i 132 dni), choć jak pisano wówczas w gazetach ,,ze względu na wiek nie powinien uczestniczyć w tak brutalnej i niebezpiecznej grze”. Z kolei inny zawodnik, Jose Quirante, będąc piłkarzem Barçy, grał dwa lata dla Realu w latach 1906-1908 ze względu na obowiązki w pracy, które zmusiły go do przeprowadzki do Madrytu. W tym czasie był jednak formalnie nadal piłkarzem FCB. No cóż, takie to właśnie były wtedy amatorskie czasy…

@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
@patataj

0

@Arkon Jeśli ktokolwiek z użytkowników będzie za Realem, to znaczy że będzie takim samym świnią i zdrajcą jak Figo, jeśli nie gorszym...

1

@Lionel_Messi10 Dembele to jest partacz jakich niewiele w futbolu, niech s*******a z ,,naszego" klubu gdzie pieprz rośnie...

0

@Qba2312 Premier League to mordercza liga. Nie wszystkie ekipy graja na 3,4 frontach tak jak City czy Liverpool, więc nie do końca się zgodze z tymi frajerami to jak nic nie powiedzieć...

1

Patrze na mecz Manchesteru City i niedowierzam. Nie dość że piłkarze się przewracają bez kontaktu z przeciwnikiem to jeszcze podopieczni Pepito przegrywają na własnym stadionie. Ciekawe kto zostanie mistrzem przy równej ilości punktów, City czy Liverpool?

8

Talizmany i zaklęcia:

Wielu zawodników wchodzi na boisko zawsze prawą nogą, jednocześnie się żegnając. Są też tacy, którzy prędko zmierzają do pustej bramki i umieszczają piłke w siatce albo całują słupki. Inni najpierw dotykają ręką murawe a potem podnoszą ją do ust. Często też zobaczymy u zawodników łańcuszki na szyjach i magiczne ochronne opaski na przegubach. Jeśli piłkarz nie trafia karnego, to pewnie dlatego że ktoś mu napluł na piłke a gdy marnuje stuprocentową sytuacje- jakiś mag zaczarował bramkę rywala. Porażka zaś jest najpewniej wynikiem tego że podarowałeś komuś koszulke, w której ostatnio wygrywał. Niegdyś Argentyński bramkarz Amadeo Carrizo był niepokonany przez 8 meczów a wszystko dzięki czapeczce odpędzającej gole, którą nosił bez względu na pogodę. Pewnego popołudnia Angel Clemente Rojas, zawodnik Boca Juniors, ukradł mu magiczną czapke. Pozbawiony swego talizmanu Carrizo puścił 2 gole i River Plate przegrał tym samym mecz. Z kolei Pablo Hernandez Coronado, bohater muraw hiszpańskich, opowiadał że kiedy Real Madryt poszerzył swoje boisko, przez 6 lat nie mógł zdobyć mistrzostwa. Czar zdjął dopiero pewien kibic zakopując na środku boiska główke czosnku. Słynny skrzydłowy FC Barcelony Luis Suarez nie wierzył w przesądy ale jeśli podczas obiadu rozlał na stół trochę wina, wiedział już że w najbliższym meczu strzeli kilka goli. Aby zapewnić sobie przychylność złych mocy i pognębić rywali, kibice posypują ich boisko solą a żeby napędzić im stracha, sieją na własnym stadionie kilka ziaren pszenicy lub ryżu. Inni zapalają świece, skrapiają murawe wódką lub rzucają kwiaty do morza. Są tez tacy, którzy modlą się do Jezusa i dusz męczenników spalonych, powieszonych lub utopionych. Wielokrotnie potwierdzono też skuteczność włóczni św. Jerzego i jego afrykańskiego odpowiednika Oguma w odpędzaniu złych uroków. Za pomoc ,,z góry” należy się podziękowanie. Dlatego kibice owinięci klubową flagą, zdobywają na kolanach najwyższe szczyty albo do końca życia, zgodnie z danym przyrzeczeniem odmawiają miliony różańców. Kiedy klub Botafogo zdobył mistrzostwo w 1957 r., Didi opuścił po ostatnim gwizdku boisko, i tak jak stał w sportowej koszulce i korkach, ruszył na przełaj przez Rio de Janeiro, spełniając tym samym obietnice że przemierzy je w stroju piłkarskim, jak tylko zdobędzie upragniony tytuł. Niestety, bogowie nie zawsze mają czas by pospieszyć z pomocą piłkarzom nękanych pechem. Reprezentacja Meksyku przyjechała na Mundial w 1930 r. przytłoczona pesymistycznymi prognozami. Przed meczem z Francją w hotelu w Montevideo trener Juan Luque de Serrallonga wygłosił do piłkarzy mowę, która miała podtrzymać ich na duchu. Oznajmił że Matka Boska z Gwadelupe(patronka Meksyku) modliła się za nich w ojczyźnie, na wzgórzu Tepeyac ale najwyraźniej szkoleniowiec nie był najlepiej poinformowany. Francuzi wbili jego podopiecznym aż 4 gole a Meksyk zakończył turniej na ostatnim miejscu w grupie.

@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj

0

@AlexDark00 A to nieładnie z użytkownika strony, po co tak sarkać?

0

@PatrychoO Szczęśliwego? Przecież on wygląda na smutnego i zawiedzionego...

10

Mamy to! Po 8 latach Widzew wreszcie wraca tam gdzie jego miejsce czyli do Ekstraklasy! Pozdrawiam wszystkich Czerwonoarmistów!

2

@P33ck A dzięki, dzieki sliczne :) Będzie ich jeszcze troche, niemal każdego dnia, ponieważ dla mnie historia to jedna z największych wartości w życiu. Pozdrawiam :)

13

Z cyklu, najlepsze duety napastników w historii futbolu:

Przechodzimy do mistrzowskiego sezonu Wolfsburga 2008/2009. Nie ulega wątpliwości, że aby wygrać Bundesligę trzeba mieć doborowych napastników. Edin Džeko i Grafite zdobyli w tamtym sezonie łącznie aż 71 goli, z czego 59 w rozgrywkach ligowych. Wilki mogły cieszyć się z mistrzostwa, wyprzedzając Bayern o 2 punkty. Co ciekawe, Wolfsburg pozyskał Bośniaka i Brazylijczyka łącznie za mniej niż 10 milionów euro. Niemieckie boiska pozwoliły Džeko wybić się do Premier League, gdzie grał z powodzeniem w Manchesterze City. Później przywędrował do Włoch, gdzie występował w Romie, a od zeszłego lata strzela bramki w Interze. Grafite zawiesił buty na kołku zimą 2018 r. w brazylijskim Santa Cruz. Poza Wolfsburgiem napastnik zapragnął egzotycznych klimatów, co zakończyło się grą w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Do dziś kibice pamiętają najbardziej Grafite z jego gola przeciwko Bayernowi, kiedy totalnie ośmieszył całą obronę i bramkarza Bawarczyków. Brazylijczykowi asystował oczywiście Džeko.

@patataj
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Pawel13sz

5

Czy wiemy że....
21 maja 1904 r. w siedzibie Union Francaise de Sports Atletiques założono Federation Internationał de Football Association czyli FIFA. Akt założycielski został podpisany przez reprezentantów siedmiu krajów: Francji, Belgii, Danii, Holandii, Szwecji, Szwajcarii i Niemiec.
@Sensible
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@patataj

9

Geniusz futbolu ustanawia genialny rekord:

21 maja 1939 r. Ernest Wilimowski, najlepszy snajper w dziejach polskiego futbolu ustanowił niepobity do dziś rekord świata w profesjonalnej lidze, strzelając 10 goli! w jednym meczu! Wydarzyło się to w wygranym 12:1 meczu Ruch Hajduki Wielkie(naturalnie dziś Ruch Chorzów) – Union Touring Łódź. Genialny ,,Ezi”, jak go nazywano, strzelał kolejno w: 15, 20, 32, 53, 65, 66, 70, 80, 85 i 89 minucie. Jak widzimy Wilimowski po przerwie, w 36 minut strzelił 7 goli! To jest wyczyn wręcz nieziemski! Pozostałe 2 gole strzelił nie gorszy od Eziego napastnik Teodor Peterek. Świadkiem tego niezwykłego wyczynu była słynna chorzowska OMEGA, zegar stadionowy, który właśnie 21 maja 1939 zaczął odliczać czas meczów „Niebieskich”. W takt Omegi Wilimowski strzelił 10 goli i przy okazji zaliczył też trzy klasyczne hat-tricki! Na koniec dodam jeszcze że do tych 10 goli zbliżył się tylko jeden równie genialny snajper a mianowicie Fernando Peyroteo, który w meczu z FC Leça w 1942 r. strzelił 9 goli! jednak jemu, dla przykładu nie udało się strzelić aż 7 goli w takim tempie.

@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@patataj

0

Niech wszyscy podpiszą na czele z Umtitim i Dembele! to w dalszym ciągu będziemy grać takie gówno, że z takiego gówna to Xavi żadnego bata nie ukręci!

13

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

21 maja 1969 r. FC Barcelona przegrała finałowy pojedynek w Pucharze Zdobywców Pucharów z amatorskim wówczas Slovanem Bratysława 2:3. Mecz odbył się na St. Jakob Stadium w Bazylei w obecności około 19 tys. widzów. Stadion w Szwajcarii po raz kolejny okazał się nieszczęśliwy(poprzednio Barça przegrała tu finał Pucharu Europy w 1961 r.). Amatorzy ze Słowacji mieli w swoich szeregach miedzy innymi mechaników, prawników i inżynierów ale już w 2 minucie spotkania objeli prowadzenie. W 50 minucie przy stanie 3:1 dla Slovana, Carles Rexach strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego(bramkarz rywali twierdził iż oślepiły go światła), lecz Blaugrana nie była w stanie zdobyć już wyrównującego gola. Przewidziano nawet, w razie ewentualnego remisu, termin meczu rewanżowego w Lozannie dwa dni później ale niestety nie doszło do niego. Ten finał był ostatnim oficjalnym meczem kapitana Ferrana Olivelli, któremu zorganizowano jeszcze spotkanie pożegnalne 6 września. Trzeba przyznać że Słowacy zawsze mieli dobrych piłkarzy a nawet bardzo dobrych jeśli wspomnimy zwłaszcza Josefa Bicana. Zresztą jak się przekonała Barça, amatorów też mieli znakomitych.
@Roni/VEB
@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz

10

Z cyklu, najlepsze duety napastników w historii futbolu:

Teraz czas na ukłon w stronę osób, które oglądały piłkę pod koniec lat 90-tych. To wówczas w barwach Manchesteru United brylowali Dwight Yorke i Andy Cole. Tobagijczyk i Anglik ustrzelili łącznie w sezonie 1998/1999 aż 53 gole. Ich imponujący dorobek znacznie przyczynił się do zdobycia przez Czerwone Diabły potrójnej korony (wygranie Premier League, Pucharu Anglii i Ligi Mistrzów w jednym sezonie). United stali się wówczas pierwszą angielską drużyną w historii, która mogła pochwalić się takim osiągnięciem. Chociaż Cole i Yorke nie strzelili goli w słynnym finale z Bayernem Monachium na Camp Nou, to nikt nie był w stanie wyobrazić sobie zespołu bez tej dwójki.

@patataj
@Symson
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj

9

Moi drodzy cules, mija dokładnie 30 lat, kiedy to FC Barcelona zdobyła swój pierwszy(i zarazem ostatni) w historii Puchar Europy Mistrzów Klubowych. W finałowym meczu pokonała po dogrywce Sampdorie Genua 1:0. ,,Salid y divertiros”(,,Idźcie i bawcie się”)- tak powiedział Ś.p. Johan Cruijff do swoich piłkarzy przed decydującym starciem z Sampdorią na Londyńskim Wembley. Spotkanie było naprawdę ciekawe a o końcowym wyniku musiała zadecydować dogrywka. Do 111 minuty gole nie padły ponieważ dobrze dysponowani tego dnia byli bramkarze obu zespołów. Najlepszą sytuacje Barça stworzyła w drugiej połowie, gdy genialne podanie Laudrupa do Stoiczkowa zakończyło się strzałem Bułgara w słupek. W zespole włoskim dwie okazje sam na sam z Zubizarretą zmarnował Gianluca Vialli. Wreszcie nadeszła 21 minuta dogrywki. Eusebio Sacristan został sfaulowany około 25 metrów od bramki przez Invernizziego. Bakero trącił piłke, do której podbiegł Koeman i z całej siły kropnął ją tuż przy samym słupku bramki bezradnego Pagliuci. Sukces stał się faktem. Puchar jako pierwszy wzniósł w góre Alexanco, który przyszedł na dekorację w koszulce numer 4 należącej do Koemana. Był to symboliczny gest kolegów z drużyny, którzy chcieli uhonorować trzynastoletni staż Alexanco w barwach Dumy Katalonii i jego ogromne zasługi dla chwały klubu.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@patataj
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson

7

Kultywowanie historii ukochanej Dumy Katalonii:

Kochani cules, dokładnie 100 lat! temu(20 maja 1922 r.) odbyła się inauguracja legendarnego stadionu Camp de Les Corts. Trybuny nie były jeszcze całkowicie ukończone. Dostępnych było 20 tysięcy miejsc. Później pojemność zwiększono do 30 tys., następnie dzięki małym trybunom po sześć siedzeń dostawionym tuż przy boisku – do 45 tysięcy, aż w końcu do 60 tysięcy. Wszystko przez ogromne zainteresowanie kibiców, zafascynowanych występami takich gwiazd jak Samitier, Alcântara, Zamora, Sagi Barba, Piera czy Sancho. Na początku boisko nie miało trawy ale musiano ją posiać w 1926 roku w związku z wymaganiami Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej. Pierwszy mecz przy Les Corts FC Barcelona rozegrała przeciwko Szkockiej drużynie Saint Mirren i zwyciężyła 2:1. Premierowego gola na tym słynnym obiekcie zdobył genialny Paulino Alcântara. Stadion przy Les Corts jest symbolem pierwszej złotej ery w historii Blaugrany, która trwała przez całe lata 20. Jest również symbolem niesamowitej ekspansji i rozwoju klubu, ponieważ musiał być cały czas rozbudowywany ale i tak w pewnym momencie i to okazało się niewystarczające…

@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@patataj

1

Komentarz usunięty

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?