9

Remontady Blaugrany:

16 kwietnia 1986 r. FC Barcelona dokonuje remontady, odrabia straty z pierwszego meczu i pokonuje IFK Göteborg 3:0 w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się Pichi Alonso, lecz bohaterem został Urruti, o czym za chwile. Ponieważ w pierwszym meczu Szwedzi również wygrali 3:0, o awansie zadecydowały rzuty karne, które Katalończycy wygrali 5:4. Na Camp Nou zasiadło wówczas 100 tysięcy ludzi a cena najtańszych biletów odpowiadała dzisiejszym czterem euro dla socios i siedmiu euro dla pozostałych kibiców. Niemiec Schuster z początku nie był powołany na ten mecz z powodu gorączki ale ostatecznie prosto z łóżka udał się na stadion i zagrał w podstawowym składzie. Najlepszy mecz dla Barçy rozegrał Pichi Alonso, który strzelił 3 gole dające dogrywke i rzuty karne a w nich bramkarz Urruti obronił decydującą ,,jedenastke” Nilsona, która mogła dać awans IFK a następnie sam strzelił gola! Błąd Mordta i gol Victora Muñoza dały szczęśliwą przepustke do finału. ,,Jeżeli nasz dwumecz byłby podstawą opowiadania, to edytor wyrzuciłby je do kosza, uważając iż finał historii jest zbyt wydumany”- podsumował ,,dramatyczny spektakl” trener Katalończyków Terry Venables.

@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@AssisMoreira

2

@Janiama O, no to fajniutko! Super wspomnienia...

6

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

15 kwietnia 1960 r. urodził się Marek Filipczak, napastnik, mistrz Polski z 1982. Gdy wiosną 1983 Widzew w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Mistrzów pokonał w Łodzi Liverpool 2:0, niespodzianka wisiała w powietrzu. Rewanż w Anglii zaczął się jednak dla Widzewa najgorzej jak mógł. W 15 minucie w szesnastce niefortunnie ręką zagrał właśnie Filipczak. Rzut karny dla gospodarzy i 1:0. Widzew wyrównał po karnym Tłokińskiego za faul na Włodku Smolarku. Gospodarze do awansu nagle potrzebowali jeszcze aż 3 goli. Na początku drugiej połowy Widzew prowadził już 2:1! I to była właśnie bohaterska rola Filipczaka. Tym razem dostał piłke z głębi pola od Tadeusza Świątka i prawą stroną sprintem ruszył na bramke w natrętnym towarzystwie Alana Kennedy’ego; tego samego, który nastrzelił go w ręke w 15 minucie. Tym razem Anglik nie miał szans by go powstrzymać. ,,Myślałem tylko o tym że musi być z tego gol. Próba ogrywania bramkarza była ryzykowna, zwłaszcza że skrócił kąt. Widziałem też że Smolarek biegnie środkiem i będzie miał praktycznie pustą bramke. Dostał ode mnie piłke i trafił!”- relacjonował Filipczak. Tak zapisywał się w historii Widzewa. Nawet gdy już opuścił Łódź i grał w innych polskich klubach, nawyki niezłomnego widzewiaka zostały mu we krwi. Na treningu potrafił docisnąć kolegę tak że trzeszczały kości i pękały ortaliony. ,,Nie oszczędzał mnie, nie było zmiłuj: ,,Młody, ucz widzewskiego charakteru, przyda ci się w życiu.” I rzeczywiście się przydawał, jestem mu za te ,,widzewskie” lekcje wdzięczny”- opowiada Jerzy Brzęczek, który jako nastolatek zetknął się z Filipczakiem w Olimpii. Choć był ważnym piłkarzem Widzewa, miał typowy dla widzewskiej drużyny charakter i należał do bohaterów z Anfield, to jednak dość szybko się z tym klubem rozstał. Spędził w nim tylko 3 lata a potem na solidnym poziomie grał jeszcze przez wiele sezonów. ,,Grałem w trzecioligowej Polonii Warszawa, był chyba mecz z Borutą w Zgierzu. Wygraliśmy 5:0, strzeliłem pierwszego gola. Akurat oglądał mnie Zbigniew Tąder, trener młodzieży z Widzewa, znany z wyszukiwania dobrze rokujących zawodników dla łódzkiego klubu”- opowiada pan Marek. Kilka dni później był na lekcjach w szkole, gdy przyszła wiadomość że musi pilnie jechać do Łodzi. Chciał z nim osobiście porozmawiać prezes Sobolewski. Grający do tej pory na trzecioligowym poziomie 21-letni piłkarz po takiej informacji z trudem mógł pozbierać myśli. Widzew był topowym klubem, już pokazał się w Europie, zdobywał właśnie swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Oczywiście Filipczak do Łodzi pojechał, nie było się nad czym zastanawiać. ,,Spotkanie z prezesem trwało zaledwie 2 minuty. Pan Sobolewski spojrzał na mnie uważnie, chwilę pomilczał i rzucił: ,,Dobrze wyglądasz, może być z ciebie niezły piłkarz:. Zaprosił mnie na pierwszy trening przed nowym sezonem a współpracownikom polecił by załatwili wszystkie kontraktowe formalności. Klamka zapadła, zostałem piłkarzem Widzewa! Znajomi pukali się w głowę. ,,Filpczak idzie do Widzewa? Serio? Eee, gdzież on tam sobie poradzi…”. Takie słyszałem komentarze. Moja mama też nie dowierzała a mnie bardzo pasowała wyprowadzka z domu. Mieszkaliśmy w 5 osób na 60 metrach. Wiem ze ludzie muszą często żyć na mniejszym metrażu ale jeżeli była okazja na przenosiny to chciałem skorzystać. Transfer do Widzewa był mi więc na ręke z wielu powodów”- relacjonował Filipczak. W mistrzowskim Widzewie trudno było się odnaleźć jakiemukolwiek nowicjuszowi z trzeciej ligi. Przecież grały w nim takie asy jak Żmuda, Boniek czy Smolarek. Przed nowym sezonem klub nie ograniczył się tylko do sprowadzenia nikomu nieznanego Filipczaka. Przyszedł też Lonka, ważny ofensywny gracz Polonii Bytom, który w Widzewie kompletnie się nie odnalazł i to właśnie za niego Filipczak najpierw wchodził w końcówkach. W tej roli został bohaterem meczu z Bałtykiem Gdynia. Wcześniej zaliczył tylko kwadrans z Legią. W Gdyni tez wystąpił kilkanaście minut i zaraz po wejściu strzelił wyrównującego gola. Pierwszy raz w pierwszym składzie pojawił się w meczu z Lechem, gdzie dwa razy pokonał Piotra Mowlika a Widzew wygrał 2:0! W istotny sposób zapisał się w szalonym starciu z Legią w Warszawie, w którym dwa razy trafił do siatki. Widzewiacy prowadzili 2:0 i 3:2 ale ostatecznie przegrali 3:5. Później Filipczak strzelał gole w zwycięskich meczach Szombierkom, Pogoni i Śląskowi ale na koniec panami sytuacji byli wrocławianie. To był ten słynny finisz sezonu, kiedy w ostatnim meczu Śląsk przegrał u siebie z Wisłą 0:1 a Tadeusz Pawłowski nie wykorzystał rzutu karnego, co decydowało o zaprzepaszczeniu szansy na mistrzostwo. W związku z tym Widzew do obrony tytułu potrzebował wyjazdowego remisu z Ruchem Chorzów. Przegrywał przy Cichej 0:1 i wyrównał Filipczak. Razem ze Smolarkiem z 10 golami był najlepszym snajperem Widzewa. W następnym sezonie zespół świetnie radził sobie w Pucharze Europy. Zanim w ćwierćfinale odprawił z kwitkiem Liverpool, w pierwszej rundzie zmierzył się z maltańskim Hiberniansem. Kwestia awansu rozstrzygnęła się już na Malcie. Łodzianie wygrali 4:1 a Filipczak ustrzelił pierwszego hattricka w europejskich pucharach w historii Widzewa. W półfinale Widzew grał z Juventusem. W Turynie Filpczaka zabrakło ponieważ leczył kontuzje. ,,Graliśmy z Lechem w Poznaniu i już na początku meczu skręciłem noge, trzeba było ja zagipsować. Do meczu z Juventusem było 10 dni. Nie miałem szans żeby w nim zagrać. Za to na rewanż chciałem za wszelka cene być gotowy, choć ciągle dużo ryzykowałem. Zagrałem ale do przerwy przegrywaliśmy 0:1. Prawdopodobieństwo że w drugiej połowie strzelimy co najmniej 4 gole i awansujemy do finału, radykalnie zmalało. Dlatego w szatni sam poprosiłem o zmiane żeby nie pogłębić urazu. Dobrze zrobiłem bo i tak parę lat mi zajęło żeby znowu swobodnie grać lewą nogą”- opisuje pan Marek. Dlaczego w końcu rozstał się z Widzewem? ,,Przyszedł Darek Dziekanowski. Było nas pięciu do grania w ataku a ja trzeci rok miałem gorszy bo nie mogły się ode mnie odczepić kłopoty zdrowotne. Z kolei bardzo zabiegał o mnie trener Waligóra w Bałtyku Gdynia, no i Widzew się zgodził. Odszedłem, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty, zresztą po pierwszym dniu chciałem wracać ale skoro Widzew już mnie nie chciał, inaczej ułożyłem sobie dalszą karierę. Po Gdyni był Mielec a potem Poznań”- podsumowuje Filipczak. Na koniec kariery całkiem solidnie pograł jeszcze w lidze norweskiej. Dobrze się tam zaadoptował, więc został i mieszka do dziś.

Ps. Pozdrawiam głównie kibiców Widzewa, zwłaszcza ,,Wielkiego Widzewa" :)
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

8

Legendy Blaugrany, o których powinniśmy pamiętać:

15 kwietnia 1941 r. urodził się Josep Maria Fuste Blanch, pomocnik, jedna z legend FC Barcelony oraz były szef sekcji weteranów Blaugrany. W wieku 20 lat został wypożyczony do Osasuny, gdzie zaliczył swój debiut w Primera Division. Jego kariera na środku pomocy Barçy trwała 10 lat i zaowocowała dwoma Pucharami Miast Targowych oraz trzema Pucharami Króla. Z reprezentacją Hiszpanii zdobył też mistrzostwo Europy w 1964 r. Po zakończeniu kariery został zawodnikiem a następnie trenerem i ostatecznie szefem drużyny weteranów, która regularnie grała mecze pokazowe, w tym także poza granicami Hiszpanii.

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

0

@lucca87 Zgadza się że wstyd! Jednak w dalszym ciągu kłania się nasza bardzo niska jakość. Przecież my już z Galatasaray się męczyliśmy więc co dopiero Eintracht? Nie da się wygrywać 3,4 zawodnikami klasy światowej europejskich pucharów...

1

Jasno wyrażałem się od samego początku że Lige Europy należy odpuścić! Niby z jakiego powodu? Z prostego. Otóż Barça nie ma jeszcze wystarczającej jakości kadrowej na zdobywanie europejskich pucharów. Zdobywać trofea to trzeba mieć niemal dwie porządne ,,jedenastki”, a my co mamy? Katastrofalną defensywę(za wyjątkiem Araujo) i mało skuteczny atak. Powtarzałem wielokrotnie że te zarzynanie się w LE jest bezsensowne bo i tak nie jesteśmy w stanie jej wygrać w tym sezonie. Zimowe transfery kompletnie mnie nie przekonują, zwłaszcza transfer Adamy Traore. Co z tego że w La Liga błyśnie Aubameyang czy od czasu do czasu Ferran Torres jak na arenie międzynarodowej już sobie nie radzą. A już taki Dembele to całkowicie jest jak wrzód na dupie w tym klubie. Potrzeba bardzo mocnych wzmocnień począwszy od bramkarza bo Araujo, Gavim, Pedrim czy ewentualnie Ansu Fatim to my nic nie ugramy w Europie. Xavi jest inteligentnym trenerem i wszystko co dobre jeszcze przed nim i przed nami ale musi dysponować wysokiej jakości zawodnikami a tych nam brakuje zwłaszcza w defensywie. W takim wypadku letnie transfery muszą być konkretne, jakościowe a nie na ilość. Apropo zarzynania się w LE, to właśnie takim przykładem jest Pedri...

7

Historia niesprawiedliwości:

15 kwietnia 1916 r. FC Barcelona opuściła boisku kwestionując decyzje sędziego. Działo się to w czwartym półfinałowym meczu o Puchar Króla z FC Madrid. Po jednym zwycięstwie każdej ze stron u siebie(stosunek bramkowy, ani też gole na wyjeździe nie miały wtedy znaczenia) w Madrycie padł remis… 6:6! po dogrywce. Dwa dni później obie drużyny spotkały się ponownie w Madrycie. Przy stanie 3:2 w dogrywce dla FC Madrid(późniejszy Real), sędzia uznał kolejnego gola gospodarzom lecz Blaugrana domagała się odgwizdania faulu na ich bramkarzu Bru, który został odepchnięty i nie mógł interweniować. Piłkarze Barçy w proteście zdecydowali się zejść z boiska i w efekcie sędzia zakończył mecz wynikiem 4:2. Trzeba również pamiętać że przed meczem FC Barcelona zaprotestowała przeciwko obecności w składzie rywali Zabalo, który nie grał w poprzednich meczach. Według Katalończyków był on zawodnikiem Realu Union de Irun, więc nie powinien znaleźć się na boisku. Sędzia Berraondo jednak nie miał żadnych zastrzeżeń i pozwolił zawodnikowi grać. Z powodu tego incydentu Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej zabroniła drużynom z Madrytu rozgrywania spotkań w Copa del Rey. Duma Katalonii powróciła do tych rozgrywek dopiero w edycji 1918/19. Na koniec przytocze wypowiedź legendarnego Paulino Alcantary, który tak oto wspominał w swoim pamiętniku półfinałowe starcia: ,,Graliśmy przez ponad 3 godziny przed zapaloną i wrogą publicznością. Nasza dominacja była tak duża, że gdyby referee nie odstąpił tak dalece od przepisów, nasz triumf byłby bezdyskusyjny. Nigdy nie zapomnę krętactw tego kłamcy Berraondo”. Jak widać ewidentnie od tamtego pamiętnego 15 kwietnia Madryt obrał ścieżkę ,,po trupach do celu!”.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj
@AssisMoreira

0

@Janiama Miliarder? A cóż to do cholery za klub jeśli można wiedzieć?

9

Legendy polskiego futbolu:

50 lat kończy dzisiaj ,,Kowal”! 14 kwietnia 1972 r. w Warszawie urodził się Wojciech Kowalczyk. Cudowne dziecko polskiego futbolu i bohater jednej z najbardziej ,,amerykańskich” opowieści w rodzinnym sporcie. Szerzej nieznany napastnik, wyciągnięty z amatorskiego zespołu, który poskromił włoskich gwiazdorów. Później pan Wojciech został jeszcze wicemistrzem olimpijskim i odniósł szereg sukcesów. Na zawsze pozostał jednak przede wszystkim ,,napastnikiem od Sampdorii”. Żeby zrozumieć skale zjawiska, trzeba by przypomnieć czym była Sampdoria Genua na początku lat 90-tych w światowym futbolu a była to drużyna lidera najsilniejszej ligi świata- Serie A(później zresztą w cuglach zdobyła ten tytuł przed Juventusem) i obrońca trofeum w Pucharze Zdobywców Pucharów. Z gwiazdami pokroju Pagliuki, Vierchovoda, Manciniego i Viallego. Mimo to Legia zdołała ich ograć w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu pokonała genueńczyków 1:0 po trafieniu Dariusza Czykiera. W rewanżu na wyjeździe, skazywana na pożarcie Legia wyszła na prowadzenie 2:0. Swoimi dwoma golami zapewnił jej to właśnie Kowalczyk. Ostatecznie skończyło się remisem 2:2, co dało Legii awans do półfinału elitarnych rozgrywek, ostatniego w historii występów polskich drużyn. ,,Kowal” miał wtedy 18 lat i 341 dni, jednocześnie będąc najmłodszym zdobywcą dubletu w Pucharze Zdobywców Pucharów wśród zawodników klubów Ekstraklasy. W całej historii występów polskich zespołów na kontynentalnej arenie młodszy od niego okazał się tylko Jerzy Musiałek z Górnika Zabrze ale on 2 gole strzelił w mniej liczącym się Pucharze Rappana. Wrażenie wywołane tym wyczynem było ogromne. Kowalczyk zdobył nagrodę Odkrycia 1991 Roku według ,,Piłki Nożnej”. Nie była to zresztą jego ostatnia nagroda indywidualna w karierze. W 1993 został Piłkarzem Roku według katowickiego ,,Sportu”. Pomiędzy tymi triumfami został też Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Zrzekł się jednak tego tytułu z powodu konfliktu z PZPN-em. Na tym nie wyczerpała się lista jego kontrowersyjnych zachowań bowiem słynął z niepokornego charakteru. Dla wielu trenerów była to przeszkoda w prowadzeniu Kowalczyka. Janusz Wójcik kupował go jednak w stu procentach. Nie taił się że ,,Kowal” był jego ulubionym piłkarzem. Tę więź podsyciły Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Reprezentacja kierowana przez ,,Wójta” zdobyła na nich srebrny medal. Kowalczyk natomiast z dorobkiem 6 goli został wicekrólem strzelców. W każdym z meczów fazy pucharowej aż po finał, minimum raz wpisywał się na liste strzelców. W tym czasie był już etatowym piłkarzem Legii Warszawa. Z Wojskowymi dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski. Przy drugim z tych tytułów jego udział był już jednak szczątkowy. ,,Kowal” zagrał w zaledwie 5 meczach ponieważ został wykupiony przez hiszpański Real Betis Balompie. Na jego koncie znajduje się też wicemistrzostwo kraju. Legia w tamtym sezonie w tabeli zajęła pierwsze miejsce ale decyzją PZPN za niesportowe zachowanie została przesunięta lokate niżej. Sam Kowalczyk nigdy się z tym nie pogodził i tak jak wtedy, tak i dziś należy do piłkarzy najgłośniej protestujących przeciwko tym rozstrzygnięciom. Do tego doszły Puchar oraz Superpuchar Polski. W Ekstraklasie strzelił łącznie 42 gole. Przy jego niezbyt wielkiej liczbie występów dało to przyzwoitą średnią 0.34 gola na mecz. Pomimo to nigdy nie udało mu się zostać królem strzelców najwyższej polskiej ligi. Koronę mógł założyć dopiero na Cyprze, gdzie występował w Anothosisie Famagusta, znów pod wodzą swojego ulubionego trenera, Janusza Wójcika. Tam dwukrotnie został mistrzem kraju(raz w barwach APOELU Nikozja), a także 2 razy wywalczył krajowy puchar. Ponadto przez długi czas występował w Hiszpanii. W reprezentacji Polski zagrał 39 razy strzelając 11 goli, w tym w debiucie ze Szwecją, w wieku 19-tu lat. Jego karierę przerywały konflikty z selekcjonerami, szczególnie z Piechniczkiem. W pełni zaufał mu dopiero Wójcik. Po jego odejściu już nigdy nie zagrał w zespole narodowym. Kariere zakończył nieco przedwcześnie w wieku 32 lat. Dały o sobie znać problemy z nadwagą i nie do końca sportowym trybem życia. Niepokorny, wielki indywidualista również po zakończeniu kariery chodził własnymi ścieżkami. Wraz z Krzysztofem Stanowskim napisał mocną biografie ,,Kowal. Prawdziwa historia”. Był również ekspertem Polsatu, jednak został zwolniony z powodu skandalizujących wpisów na twitterze. Obecnie rzadko pojawia się w środowisku piłkarskim. Na Legii, gdzie niegdyś z powodu swojego stylu gry i charakteru był uwielbiany, obecnie należy do persona non grata z racji kontrowersyjnych wypowiedzi.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj
@AssisMoreira

3

@Szreko No to takich kobiet to chyba tylko ze świecą szukać bo ja o takich to nawet nie słyszałem...

7

Czy wiemy że…

14 kwietnia 1940 r. w ligowym El Clasico zakończonym remisem 0:0 zadebiutował w barwach Blaugrany znakomity napastnik Mariano Martin.



Wspomnień czar:

14 kwietnia 2014 r. FC Barcelona zdobyła młodzieżową Lige Mistrzów. Rozgrywki te powstały w wyniku ewolucji projektu ,,Next-Gen Series” i patronat nad nim objęła UEFA. Sezon 2013/14 był debiutancki i rywalizowały w nim 32 zespoły podzielone na identyczne grupy jak te w ,,dorosłej” Lidze Mistrzów. Młodzi piłkarze podróżowali wraz ze starszymi kolegami i grali mecze grupowe w tych samych terminach, zazwyczaj o wcześniejszych porach, na mniejszych, bocznych boiskach(w Barcelonie areną zmagań było Mini Estadi). W fazie pucharowej przeprowadzono już jednak osobne losowanie i rozgrywano tylko jeden mecz. Barça reprezentowana przez drużynę Juvenil A pokonała 4:2 FC Kopenhage oraz 4:1 Arsenal i awansowała do turnieju finałowego rozegranego w dniach 11-14 kwietnia w szwajcarskim Nyonie. W półfinale Blaugrana ograła 1:0 Schalke po golu Munira a w finale pewnie pokonała Benfice 3:0 po 2 golach Munira i jednym trafieniu Rodrigo Tarin. To właśnie pochodzący z Maroka Munir był największą gwiazdą całych rozgrywek, strzelając 11 goli i notując 5 asyst. Ja tylko przypomnę iż w tamtej ,,złotej” ekipie grał choćby nasz obecny skrzydłowy Adama Traore.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

8

Zapomniane legendy futbolu:


13 kwietnia 1960 r. urodził się Rudolf Vöeller, napastnik, Mistrz Świata-1990, Wicemistrz Świata-1986, Wicemistrz Europy-1992, Zdobywca Ligi Mistrzów-1993(z Olimpique Marsylia). Rudolf "Rudi" Vöeller przygodę z profesjonalnym futbolem rozpoczynał w TSV Monachium. Wcześniej jako młody chłopiec grywał w Kickers Offenbach. W klubie ze stolicy Bawarii spędził zaledwie dwa lata po czym został zakupiony przez Werder Brema. Na sukcesy w piłce klubowej ten znakomity napastnik musiał czekać do 1991 roku, gdy z AS Romą wywalczył Puchar Włoch. Jego ogromny apetyt na sukcesy zdołał dopiero zaspokoić Olympique Marsylia, z którym w 1993 roku zdobył Ligę Mistrzów. W reprezentacji Niemiec Voeller zadebiutował 17 listopada 1982 roku w przegranym 0:1 spotkaniu z Irlandią Pn. W sumie w jej barwach zagrał 90 razy, zdobywając 47 goli. Wystąpił w trzech turniejach Mistrzostw Świata a w 1990 roku wywalczył nawet złoty medal na tej imprezie. Po zakończeniu kariery piłkarskiej próbował sił jako trener. W 2000 roku podjął się pracy w Bayerze Leverkusen. W tym samym roku otrzymał możliwość prowadzenia reprezentacji Niemiec, z którą zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata w 2002 roku. Dwa lata później został trenerem włoskiej AS Romy, jednak szybko zrezygnował, po paśmie porażek i nieporozumień z zawodnikami. W 2005 roku ponownie był trenerem w Bayernie Leverkusen.


@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

13

Po stokroć Feliz cumpleaños Tarzanie!

Panie i Panowie, Carles Puyol Saforcada kończy dzisiaj 44 lata!

Wszyscy go znamy i wszyscy kochamy. Przy okazji urodzin Carlesa przypomnę trochę ciekawy okres w jego życiu dotyczący Figo. Otóż Luis Figo dla Carlesa był przede wszystkim pierwszym idolem z pierwszych lat pobytu w Barcelonie. Figo trafił do Barçy latem 1995 r. a ,,Tarzan” kupował w tamtym czasie wszystkie lokalne gazety sportowe, wycinał jego zdjęcia i umieszczał w specjalnym albumie aby się nie pogniotły. Siedemnastoletni Katalończyk był wówczas przekonany że treningi w La Masii to tylko piękny epizod w jego życiu i po powrocie do domu będzie mógł udekorować tymi fotkami swój pokój w La Pobla. Dla Puiego największym dowodem jego umiejętności było to że Johan Cruijff chciał go mieć u siebie pomimo obecności w składzie tak znakomitych piłkarzy jak Stoiczkow oraz Laudrup. Gdy w sezonie 1999/2000 Carles przebił się wreszcie do pierwszego składu, Portugalczyk miał już status wielkiej gwiazdy, był jednym z kapitanów i grał pierwsze skrzypce u kolejnych trenerów Barçy. To właśnie Figo obok Guardioli oraz Rivaldo był futbolistą, któremu Puyol przyglądał się ze szczególna uwagą. ,,Udzielił mi wielu trafnych wskazówek podczas moich początków w pierwszej drużynie”- mówił Pui. – »Powiedział po portugalsku: ,,Kiedy masz piłke młody, to nie komplikuj sobie życia i zawsze szukaj najprostszych rozwiązań«. Starałem się go słuchać”. Tarzanowi w Portugalczyku imponowała nie tylko świetna technika czy bajeczna wizja gry ale również wielka wola walki i stawianie dobra zespołu ponad wszystko inne. Osobiście sam nie miałem pojęcia o pierwszym idolu Tarzana, wyczytałem to w ubiegłym roku z książki. Luis Figo….. czy my tak naprawdę dobrze go znamy? Czy tylko nienawidzimy?

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj

5

Legendy futbolu:
12 kwietnia 1941 r. urodził się Robert Moor, obrońca, Mistrz Świata z 1966 r. , Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów z 1965, Zdobywca Pucharu Anglii z 1964 r.
Moore jako pierwszy angielski piłkarz został uznany przez BBC za Sportową Osobowość Roku, udekorowano go również Orderem Imperium Brytyjskiego a zespoły rockowe śpiewały o nim piosenki. Został zapamiętany jako stoper-król obrony! Po śmierci Moore’a w 1993r. wielki Franz Beckenbauer powiedział: ,,Bobby był moim idolem. Jestem dumny że mogłem grać przeciwko niemu’’. Pele nazwał go największym obrońcą, przeciwko któremu miał okazję wystąpić, dodając: Koszulka, którą założył na mecz z Brazylią w 1970r. jest do dziś moim najcenniejszym trofeum’’. Fotografia półnagich Moore’a i Pelego-dwóch piłkarskich geniuszy ściskających się i wymieniających koszulkami po przegranym przez Anglików ćwierćfinale mistrzostw świata w Meksyku- obiegła cały świat stając się jednym z najsłynniejszych zdjęć w historii sportu. Mówi się że każdy angielski piłkarz marzy o tym by wejść po schodach słynnego Wembley do loży królewskiej i z rąk Jej Królewskiej Mości przyjąć trofeum i gratulacje. Bobby Moore należy do szczęśliwców, którym to marzenie spełniło się aż trzykrotnie, gdy w latach 60-tych odbierał z rąk Królowej Elżbiety Puchar Anglii, Puchar Zdobywców Pucharów oraz Puchar Rimeta za zdobycie z reprezentacją mistrzostwa świata. W jednym z wywiadów przyznał szczerze że trudno mu uwierzyć że te godności stały się jego udziałem: ,,Natura nie obdarzyła mnie specjalnym talentem. Zwątpiłem nawet czy ambicja zostania zawodowym piłkarzem kiedykolwiek się urzeczywistni. Zanim klub West Ham United otworzył mi drogę do kariery, zamierzałem poświęcić się pracy kreślarza lub drukarza’’.

Mimo iż Moore był jednym z najlepszych stoperów w historii futbolu to szybkość, przyspieszenie czy zwrotność nigdy nie były jego atutami. Jeśli chodzi o talenty motoryczne to nawet u szczytu kariery pozostawał graczem co najwyżej średniej klasy. Tym co jego grze nadawało wyjątkowość było opanowanie, zdolność konstruktywnego myślenia, przegląd sytuacji na boisku oraz umiejętność przewidywania zachowania napastników przeciwko którym grał. Ten gość ma 3 pary oczu-mówili specjaliści. ,,Opanowanie Bobby’ego było czymś nadzwyczajnym, już jako dziecko był taki. Nigdy nie odczuwał stresu nawet podczas najważniejszych spotkań. Przeciwnie, wtedy grał lepiej, królował na boisku’’-napisał w swoich wspomnieniach sir Geoff Hurst-kolega Moore’e z reprezentacji. Spokój czy umiejętność czytania gry pozwalały mu nie tylko na precyzyjne wślizgi w najwłaściwszym momencie i bycie dokładnie tam, gdzie wymagał tego interes drużyny ale także na uruchamianie napastników długimi dokładnymi podaniami. Pierwsze buty piłkarskie dostał w wieku 8 lat i w tym czasie mecze rozgrywał na porytych dołami i pokrytych śmieciami klepiskach londyńskiego przedmieścia Barking. W 1956r. został zawodnikiem West Ham. Założył koszulkę z numerem 6, z którym grał do końca kariery. W 2008r. klub zdecydował że w trykocie z tym numerem nie zagra już żaden inny piłkarz gdyż jest to numer na zawsze zastrzeżony dla legendarnego stopera. W 1962 Moore został powołany do reprezentacji Anglii szykującej się do mistrzostw świata w Chile, w których zagrał we wszystkich meczach a rok później został kapitanem drużyny. ,,Ta drużyna była pełna wielkich postaci ale mimo to było jasne że to on będzie kapitanem’’-wspomina Hurst podkreślając iż swoim zachowaniem Bobby wprowadzał na boisku porządek i dyscyplinę. ,,Nigdy się nie wydzierał, nie był agresywny, niczego nie wymuszał. Jeśli mu się coś nie podobało okazywał to spoglądając pogardliwie gdzieś w bok i wszyscy wiedzieli o co chodzi’’. Jako kapitan w 1966 doprowadził Anglię do tytułu Mistrza Świata! Cały świat patrzył na wzruszający moment, gdy Bobby odbiera Puchar z rąk Królowej Elżbiety. To wtedy stał się narodową ikoną. W 1968 zdobył z Anglią brązowy medal mistrzostw Europy a w 1970 był jej kapitanem podczas mundialu w Meksyku. Nie był to dla Moore’a rok szczęśliwy-Anglia nie obroniła tytułu a w dodatku tuż przed imprezą, podczas zgrupowania w Kolumbii został oskarżony o kradzież biżuterii w hotelowym sklepie i przez cztery dni przebywał w areszcie domowym. Bobby dołączył do drużyny już w Meksyku i potwierdził że jest najlepszym stoperem świata.

Świadczy choćby o tym jego słynna(wciąż oglądana przez kibiców na You Tube)interwencja w meczu z Brazylią przeciwko szarżującemu w polu karnym Jairzinho. Wykonana z elegancją, niebywałym spokojem i chirurgiczną precyzją przeszła do legendy futbolu zyskując miano wślizgu doskonałego. Mimo niepowodzenia na Mundialu w 1970 Moore nadal miał pewne miejsce w kadrze. Reprezentacyjną karierę zakończył w 1973 meczem z Włochami. Dla Anglii rozegrał w sumie 108 spotkań w tym 90 jako kapitan, schodząc z murawy jako pokonany zaledwie 17 razy! W 1974 po 18 latach gry Bobby za 25 tys. funtów odszedł z West Hamdo Fulam-lokalnego rywala z niższej ligi. Karierę sportową zakończył 4 lata później w USA. W 1993 Moore ogłosił że jest poważnie chory mimo to 3 dni potem komentował mecz Anglii na Wembley. Zmarł tydzień później na raka w wieku 51 lat. ,,Mój kapitan, mój lider, moja prawa ręka. Był duchem i sercem zespołu. Opanowany piłkarz, któremu ufałem jak nikomu innemu. Bez niego Anglia nie byłaby mistrzem świata!’’-powiedział o nim sir Alf Ramsey. W 2003 Angielski Związek Piłki Nożnej uznał Moore’a za najznakomitszego angielskiego gracza 50-lecia. Cztery lata później jego pomnik z brązu stanął przed głównym wejściem stadionu Wembley. Pod nim umieszczono napis:

,,Piłkarz bez skazy. Król obrońców. Nieśmiertelny bohater z 1966 roku. Pierwszy Anglik, który uniósł do góry Puchar Świata. Ulubieniec East Endu. Największa legenda West Ham United. Narodowy skarb. Mistrz Wembley. Nadzwyczajny kapitan. Dżentelmen wszechczasów’’.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

0

@Sensible A co byś chciał więcej wiedzieć o tym towarzyskim spotkaniu? Poza tym że dysponuje jeszcze składami drużyn?.

5

Premiery:

12 kwietnia 1925 r. FC Barcelona rozegrała swój pierwszy w historii mecz z klubem z Ameryki Południowej. Przeciwnikiem był słynny Nacional Montevideo a mecz na Camp de Les Corts zakończył się wynikiem 2:2 po dwóch golach legendarnego Josepa Samitiera. Naturalnie był to mecz towarzyski. Warto wspomnieć iż w ekipie ,,Urusów” zagrał(i strzelił jednego z goli) słynny napastnik Hector Scarone, który rok później występował w barwach… Blaugrany.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

5

Żywe legendy rodzimego futbolu:

11 kwietnia 1963 r. urodził się Waldemar Fornalik. Człowiek-legenda Ruchu, „Waldek King”, wieloletni zawodnik i trener Niebieskich, którego chorzowscy kibice do dziś darzą ogromnym szacunkiem. Obecnie ze świecą szukać piłkarza, który byłby tak przywiązany do barw klubowych, by spędzić w nim całą karierę. Waldemar Fornalik występował na pozycji obrońcy – jako stoper lub po lewej stronie, czasem jako defensywny pomocnik. Choć rozegrał w lidze 233 mecze (zdobył 4 bramki), to nie przełożyło się to na grę w najważniejszej drużynie w kraju – reprezentacji Polski. Życie napisało dla niego inny scenariusz. Fornalik raz przywdział koszulkę z orzełkiem na piersi, ale było to spotkanie nieoficjalne. W 1993 roku PZPN wysłał do Stanów Zjednoczonych... drużynę Ruchu, która 29 września wystąpiła w sparingu z Meksykiem (0:0, k. 4-3) pod szyldem… Polski B. Zgodę na to wydał ówczesny selekcjoner pierwszej reprezentacji Andrzej Strejlau. Mecz rozegrano na Coliseum Stadion w Oakland. W polskim zespole pojawili się m.in. Piotr Lech, Jacek Bednarz, Michał Probierz i Dariusz Gęsior. W reprezentacji Fornalik zadebiutował po wielu latach ale jako selekcjoner. Został nim 10 lipca 2012 roku. Na pierwszy mecz w nowej roli czekał do 15 sierpnia. Nie wypadł on okazale. Biało-czerwoni przegrali w kiepskim stylu towarzyskie starcie z Estonią (0:1) na A. Le Coq Arena w Tallinie. Fornalik pracował z reprezentacją przez ponad rok. Głównym celem był awans do mistrzostw świata w Brazylii w 2014 roku. Tej misji „Waldek King” i spółka nie zdołali podołać. Po raz ostatni w roli trenera drużyny narodowej wystąpił 15 października 2013 roku w spotkaniu z Anglią (0:2) na stadionie Wembley w Londynie, które zakończyło nieudane eliminacje mundialu. Polska zajęła dopiero czwarte miejsce w grupie. Po nieudanej przygodzie z kadrą – choć tu głosy są podzielone – wydawało się, że kariera trenerska Fornalika niechybnie dobiegnie końca. Jednak ci, którzy przedwcześnie skreślali go jako szkoleniowca, musieli posypać głowy popiołem. Trener nie czuł się wypalony. Wrócił do Ruchu Chorzów (pracował w nim już wcześniej), a potem przeniósł się do Gliwic. I to był strzał w dziesiątkę. Z Piastem sięgnął w 2019 roku po mistrzostwo Polski. ,,Gdybym tego głodu nie czuł, nie byłoby tego wszystkiego, co wydarzyło się po reprezentacji. U nas często pokutuje takie przekonanie, że trener koło sześćdziesiątki to już jest stary trener. (...) Dzisiaj często jesteśmy zachwyceni tym, że młody trener ma ileś tam lat, a nie patrzymy na doświadczenie i na to, kto jak pracuje. Oczywiście nie ma reguły, nie chcę nikogo krytykować ani nikomu ubliżać”- wypowiadał się pan Waldemar. Fornalik stał się więc ponownie „Waldkiem Kingiem”. Czas pokaże, jak potoczy się jego kariera trenerska. Jedno nie ulega wątpliwości – ten szkoleniowiec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Sukcesy: Mistrz Polski z Ruchem Chorzów jako piłkarz (1989) 3. miejsce w I lidze (ekstraklasie) z Ruchem Chorzów jako piłkarz (1983) Mistrz Polski z Piastem Gliwice jako trener (2019) Wicemistrz Polski z Ruchem Chorzów jako trener (2012) 3. miejsce z Ruchem Chorzów jako trener (2010) 3. miejsce w ekstraklasie z Piastem Gliwice jako trener (2020)

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

0

Brawo drużyna, brawo trener! Pamiętajmy jednak że tacy zawodnicy jak Pedri, Gavi a zwłaszcza Luk De Jong grający w pierwszym składzie, to w dużej mierze zasługa Ronalda Koemana. Szanujmy się i szanujmy trenera Koemana...

8

Legendy polskiego sportu:

11 kwietnia 1911 r. urodził się Ryszard Koncewicz, polski piłkarz, trener, działacz piłkarski, selekcjoner reprezentacji Polski, żołnierz. Ryszard Koncewicz przyszedł na świat siedem lat przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Z całą rodziną mieszkał na Łyczakowie we Lwowie, niedaleko miejsca nazywanego dzisiaj Cmentarzem Orląt Lwowskich. Był niewysokim mężczyzną, 162 centymetry wzrostu. Na obrońcę się nie nadawał, ale na rozgrywającego jak najbardziej. Został juniorem polskiego klubu piłkarskiego Lechia Lwów. Występował w nim aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Jak tylko rozpoczęła się agresja Niemiec na Polskę zaciągnął się do wojska. Został wcielony do 40. pułku Piechoty Dzieci Lwowskich. Uzyskał stopień podpułkownika. Skierowano go do obrony Warszawy. Po jej kapitulacji trafił do niewoli. Do końca wojny przebywał w kilku obozach jenieckich. W oflagu IIC Woldenberg założył konspiracyjny klub piłki nożnej, KS Lwów. „Zawsze mówił ze swadą, posługując się piękną polszczyzną, z delikatnym lwowskim akcentem. Była to naprawdę osobowość wyjątkowa” - pisał Michał Listkiewicz, członek Stowarzyszenia Woldenberczyków. Po zakończeniu działań wojennych rozpoczął pracę szkoleniową. W roku 1945 miał już 34 lata. Był to moment, w którym wybrał pracę trenera. Nie chciał rozstawać się z piłką nożną. Jego celem było stworzenie - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - „narodowego modelu gry”. Tak ocenił Koncewicz jakość pracy szkoleniowej w polskiej piłce nożnej na silesiasport.pl: „Liczyli na szczęście lub przypadek. Tak grać nie wolno. Trzeba zawsze prowadzić otwartą grę”. Pracował w Ruchu Chorzów. Zdobył z nim mistrzostwo Polski w 1951. Później przeszedł do Polonii Bytom, z którą w 1954 wywalczył tytuł mistrza naszego kraju. Jednak jego nowatorskie, ale z drugiej strony ostre, metody pracy nie znalazły uznania w oczach podopiecznych. Mimo niewątpliwych sportowych sukcesów. „Bardzo wymagający trener miał, w opinii zawodników, trudny charakter. Z Polonii został wydalony za względu na skargi piłkarzy w zarządzie. Czuli się przez niego strofowani i atakowani” - można było przeczytać na silesiasport.pl. Na szczęście władze innych klubów nie przestraszyły się tej opinii. W roku 1956 przeszedł do Legii Warszawa, z którą wygrał ligę oraz zdobył puchar kraju. Później trenował jeszcze Gwardię Warszawa. W niej zakończył współpracę z klubami. W roku 1948, z racji nowatorskiego podejścia do kwestii szkoleniowych oraz organizacyjnych, został zaproszony do współpracy przez ówczesnego selekcjonera Polski Wacława Kuchara. Połączenie pracy w reprezentacji z działalnością w klubach wyszło tylko na dobre. W roku 1950 po raz pierwszy prowadził drużynę narodową samodzielnie. Władze naszej piłki poszły za ciosem i powołały Koncewicza na szefa Rady Trenerów Związku. Od tego czasu był jeszcze ośmiokrotnie proszony o zajęcie się zespołem narodowym. Pracował z przerwami aż do roku 1970. Był coraz bliżej stworzenia profesjonalnego systemu zarządzania drużyną narodową. Strzałem w przysłowiową dziesiątkę było prowadzenie zespołów klubowych i reprezentacji w tym samym czasie. Koncewicz dostrzegł wszystkie bariery we współpracy terenu z reprezentacją. Tak wypowiadał się, o problemach jakie napotkał, w książce „Piłka Nożna” autorstwa Stefana Grzegorczyka, Jerzego Lechowskiego oraz Mieczysława Szymkowiaka: „Ujemny wpływ na pracę selekcjonera wywierają nie najlepiej układające się stosunki na linii klub – reprezentacja. Mimo słownych deklaracji trenerów klubowych o uznaniu priorytetu reprezentacji, dla wielu z nich nadal bliższe są interesy własnego klubu. Trzeba też powiedzieć, że właściwą selekcję utrudnia wciąż nie najlepsza praca zawodników w zespołach klubowych. Dla potrzeb reprezentacji jest to za mało”. Drugą bolączką była postawa samych reprezentantów na zgrupowaniach. Trener jako osoba hołdująca twardym zasadom, postanowił to zmienić. Udało się to po sławnej „Aferze Kuflowej”. W roku 1962 Polska przegrała mecz z wicemistrzami świata Czechosłowacją (1:2). Po nim wszyscy udali się na obiad. Czołowa gwiazda naszej drużyny Ernest Pohl do posiłku zamówił dwa piwa. Koncewicz poprosił kelnera o odniesienie ich do baru. Pohl jednak zapłacił i wypił na oczach całej drużyny. W dodatku skomentował całe zajście: „Jestem dorosły i nikt nie będzie zabraniał mi wypicia po meczu butelki piwa. Dzieci i ryby głosu nie mają”. Selekcjoner nałożył na niego trzymiesięczną dyskwalifikacje. Ale to nie był koniec. Ówczesnym prezesem PZPN był Marian Ryba, który wziął te słowa do siebie. Pohl nie zagrał w drużynie narodowej przez kolejne dwa lata. „Mało kto pamięta, że przed erą Górskiego był Koncewicz’" - wspominał Jerzy Engel na silesiasport.pl. Pod koniec lat sześćdziesiątych Koncewicz pomału kończył już wielokrotną współpracę z drużyną Polski. Selekcjonerem reprezentacji U21 został Kazimierz Górski. „Koncewicz zawsze wiedział czego chce, jak trzeba pracować w klubach i w PZPN, ale bardzo często napotykał, z różnych względów, bariery nie do sforsowania. Przetarł jednak szlaki innym. Niemal wszyscy zawodnicy, z których korzystał później Górski wyszli spod jego ręki (…) Kostka, Oślizło, Anczok, Deyna, Maszczyk, Ćmikiewicz, Szołtysik, Lubański, Gadocha” - wspominali autorzy w książce „Piłka Nożna”. Koncewicz do roku 1980 był wiceprezesem PZPN ds. szkolenia. W historii naszej reprezentacji jest rekordzistą.

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira

6

Feliz cumpleaños Thiago!

11 kwietnia 1991 r. urodził się Thiago Alcantara. Z pochodzenia jest Brazylijczykiem, jego ojciec Mazinho zdobył z Canarinhos mistrzostwo Świata w 1994 r. W tym samym roku cała rodzina przeniosła się do Hiszpanii, gdzie Mazinho jeszcze przez kilka lat grał w piłke a synowie przyjęli hiszpańskie obywatelstwo. Thiago był wyróżniającym się zawodnikiem młodzieżowych drużyn Blaugrany i już w wieku 18 lat zadebiutował w pierwszym zespole. Wszyscy wiemy kto pozwolił mu zadebiutować w FC Barcelonie i jak potoczyły się dalej jego losy…

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@AssisMoreira

4

Dzisiaj obchodzimy 112 rocznicę urodzin Ś.p. Helenio Herrery. Jeśli ktoś nie kojarzy kim był, to powinien nadrobić zaległości:

Helenio Herrera urodził się w Buenos Aires. Dokładna data jego przyjścia na świat nie jest jednak znana. Argentyńczyk w swojej biografii podał, że urodził się w roku 1916 roku, jednak jego żona twierdziła, że to on sam dokonał zmiany w swoim akcie urodzenia, w którym początkowo widniał rok 1910. Ostatecznie, większość wiarygodnych źródeł jako datę przyjścia na świat Herrery podaje dzień 10 kwietnia 1910 roku. Niemal całe swoje dzieciństwo Helenio Herrera spędził w Maroku, gdzie w małym klubie Roches Noires rozpoczął swoją zawodniczą karierę. Jako piłkarz bronił jeszcze barw Racingu Casablanca, CASG Paryż, Stade Francais, Charleville, Roubaix-Touring, Red Star oraz ponownie Stade Francais. W roku 1944, w wieku 34. lat, na dobre poświęcił się jednak karierze szkoleniowej. I jak się okazało, był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Herrera okazał się absolutnym trenerskim innowatorem. Argentyńczyk był mistrzem taktyki i mobilizacji a także niezrównanym psychologiem. Był prawdziwym El Mago, jak z lubością pisała o nim europejska prasa. Jako jeden z pierwszych trenerów w historii, Herrera na każdym kroku podkreślał olbrzymie znaczenie kibiców w sukcesach klubu. ,,Trybuny to nasz dwunasty zawodnik. Ich wsparcie jest dla nas niezbędne” – mawiał. Trenerską karierę rozpoczął we Francji ale największe sukcesy odnosił gdzie indziej. Z Atletico Madryt dwukrotnie zdobył Mistrzostwo Hiszpanii a z FC Barceloną – dwa razy Mistrzostwo, Puchar Króla oraz dwukrotnie europejski Puchar Miast Targowych. Latem 1960 roku Argentyńczyk zmienił Katalonię na Lombardię. Herrera dał się skusić Angelo Morattiemu, ówczesnemu prezydentowi Interu, ojcu Massimo. To właśnie Inter Herrery stał się symbolem ultra defensywnego pojmowania futbolu, opartego na ostrej, bezkompromisowej obronie własnej bramki i zabójczych, szybkich jak światło, kontratakach. Celem było zwycięstwo za wszelką cenę. Nie liczył się styl czy finezja. Wyższość zespołu nad jednostką oraz obowiązek podporządkowania wszystkiego dla osiągnięcia sukcesu stały się głównymi wytycznymi trenerskiej filozofii Herrery. Na sukcesy nie trzeba było długo czekać. Inter był jak walec, niszczący swoich rywali. Helenio Herrera, mając do swojej dyspozycji graczy, którzy znakomicie pasowali swoją charakterystyką do idei catenaccio, stworzył prawdziwą machinę wojenną. Giuliano Sarti w bramce, Armando Picchi, Tarcisio Burgnich, Aristide Guarneri i Giacinto Facchetti w obronie, Hiszpan Luis Suarez i Mario Corso w drugiej linii oraz Sandro Mazzola i Brazylijczyk Jair z przodu – to właśnie były najważniejsze elementy układanki Herrery. W maju 1963 roku Inter wywalczył swoje 8. Mistrzostwo Włoch, imponując przy tym konsekwencją i determinacją. Jak się później okazało, Scudetto to miało stać się swoistym preludium do największych sukcesów w historii klubu.

@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@AssisMoreira

3

@Ferran Co to za idiotyczne wynajdowanie jakiś nie polskich nie zrozumiałych słów!? Głupota to mało powiedziane...

2

@Ferran sadge? a co to do cholery znaczy?

6

Miłość do futbolu potrafi zabić…

Przez 4 lata Urugwajczyk Abdon Porte rozegrał w barwach Nacional Montevideo ponad 200 meczów. Zawsze był gorąco oklaskiwany, niekiedy wiwatowano na jego cześć aż w końcu jego szczęśliwa gwiazda zgasła. Stracił miejsce w podstawowym składzie. Czekał i prosił o szanse powrotu, w końcu ją dostał ale jego zła passa trwała nadal. Kibice gwizdali z trybun bo w obronie był wolniejszy od żółwia a w ataku pudłował raz po raz. Pod koniec lata 1918 r. Abdon Porte popełnił samobójstwo na stadionie Nacional. O północy wypalił sobie w skroń na samym środku boiska, tam gdzie go swego czasu uwielbiano. Wszystkie światła były zgaszone, nikt nie słyszał strzału. Znaleziono go rankiem. W jednej ręce miał pistolet a w drugiej list pożegnalny.

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@AssisMoreira

3

Duma Katalonii w Copa del Rey:

9 kwietnia 1986 r. FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao na San Mames 2:1 w rewanżowym starciu półfinału Pucharu Króla. Barça tylko sobie znanym sposobem przetrwała pierwszy kwadrans rewanżu(na Camp Nou Barça wygrała skromnie 1:0). Bramkarz Urruticoechea kilkakrotnie ratował zespół przed utratą gola, który mógł dać wyrównanie stanu rywalizacji. W 15 minucie Schuster wykonał rzut rożny na krótki słupek, toru lotu piłki nie przeciął żaden z piłkarzy i wpadła ona do bramki. Dziesięciu piłkarzy Athletic, na czele z bramkarzem Zubizarretą domagała się odgwizdania faulu na golkiperze gospodarzy ale arbiter uznał gola. Piękna bramka z rzutu wolnego Goikoetxei dała nadzieje na odrobienie strat, lecz przypadkowe wybicie z własnej połowy, po którym Carrasco wykorzystał sytuacje sam na sam zmniejszyło szanse Athleticu niemal do zera. ,,Wiedziałem że zagramy z Blaugraną ale nie spodziewałem się że spotkamy się również przeciwko trójce sędziowskiej. Przy pierwszym trafieniu arbiter najpierw wykonał gest jakby chciał odgwizdać faul ale nagle pokazał na środek boiska. Po tej sytuacji każda decyzja sędziego była dziwna”- podsumował trener Basków Iñaki Saez. Natomiast Schuster miał zupełnie inne zdanie: ,,Sędziowanie było fantastyczne”- podsumował Niemiec.

@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@AssisMoreira

1

@FCBparasiempre Zasadnicza pomyłka! Oczywiście olimpiada w 1924 roku odbywała się w Paryżu! a nie w Amsterdamie

4

Gol Olimpijski:

Kiedy zwycięska ekipa Urugwaju wróciła z olimpiady w Amsterdamie w 1924 r., Argentyna zaproponowała rozegranie meczu towarzyskiego aby uczcić ten wielki sukces. Mecz odbył się w Buenos Aires a Urugwaj przegrał jednym golem, którego autorem był lewoskrzydłowy Cesareo Onzari. Uderzył piłke z rzutu rożnego a ta, niepokojona przez nikogo, wpadła do urugwajskiej bramki. To był pierwszy taki gol w historii futbolu! Urugwajczyków zamurowało a kiedy odzyskali mowe, zaczęli protestować, twierdząc że ich bramkarz Mazali został popchnięty, gdy piłka była w powietrzu. Arbiter nie uwzględnił tych protestów. Wówczas zdesperowani zawodnicy Urugwaju zaczęli go przekonywać że Onzari nie miał zamiaru strzelać bezpośrednio na bramke a piłke wepchnął do siatki podmuch wiatru. Gol ten, ze względu na jego nadzwyczajność, nazwano nieco ironicznie ,,olimpijskim’’. Do dziś tak właśnie nazywa się podobne gole, które padają jednak niezwykle rzadko. Onzari przez całe życie zapewniał że nie było w tym przypadku ale mimo upływu lat wątpliwości pozostały: za każdym razem, kiedy piłka uderzona z rogu wpada nietknięta do siatki, widzowie wiwatują ale tak naprawdę nie wierzą własnym oczom.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@AssisMoreira

5

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

8 kwietnia 1972 r. urodził się Piotr Świerczewski. Pomocnik. Młodsza publiczność zna go głównie jako celebryte i bohatera reality show ,,Agent”. Dawniej jego wizerunek gościł w domach wielu nastolatków na całym świecie. Pan Piotr znalazł się bowiem na okładce pierwszej edycji kultowej gry z serii FIFA. Szatnia GKS Katowice często gościła charakternych piłkarzy. Tacy byli Adam Kucz, Sławomir Wojciechowski czy Adam Ledwoń. W niczym nie ustępował im jednak właśnie Świerczewski. Waleczny, ambitny aż do ostatniego gwizdka, bardzo ofiarny zawodnik znakomicie sprawdzał się w roli defensywnego pomocnika. Pseudonim ,,Świr” pochodził tyleż od nazwiska, co bezkompromisowego drapieżnego stylu gry. Przekore pokazał już na początku kariery. Starszy brat Marek swe kroki skierował do Sandecji Nowy Sącz. Piotr postanowił natomiast iść do innej drużyny i wybrał derbowego rywala klubu krewniaka- Dunajec. Z powodu tych cech charakteru wpadł w oko Januszowi Wójcikowi trenerowi reprezentacji olimpijskiej. ,,Wójt” zabrał go na igrzyska do Barcelony, choć istniało poważne ryzyko wykluczenia Świerczewskiego. Zawodnik nie przeszedł pierwszych testów dopingowych. Kolejna próba oczyściła go jednak z zarzutów. Na turnieju zagrał w 5 z 6 meczów. Między innymi zaliczył asyste w starciu z Kuwejtem, po dośrodkowaniu z lewej strony. W finale został wprowadzony w 55 minucie za Marcina Jałochę. Grę od pierwszej minuty uniemożliwiał mu drobny uraz. Z Hiszpanii przywiózł srebrny medal. Odważnie zapowiadał w rozmowie z bratem jeszcze przed turniejem że medal przywiezie. Akurat pewności siebie nigdy mu nie brakowało. Wraz z Tomaszem Wałdochem chyba najmocniej potem odcisnął piętno na seniorskiej reprezentacji Polski. Razem z Koźmińskim byli kluczowymi postaciami kadry Jerzego Engela, która awansowała na Mundial w 2002 r. Zagrał w 9 z 10 spotkań eliminacji. Na samych MŚ wystąpił zaś przeciwko Koreańczykom oraz Portugalii. Łącznie w kadrze wystąpił 70 razy i strzelił 1 gola. Dzięki temu należy do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na początku lat 90-tych był natomiast jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na pozycji defensywnego pomocnika w Ekstraklasie. Razem z GKS Katowice sięgnął dwukrotnie po Puchar Polski i raz po Superpuchar; wywalczył wicemistrzostwo Polski oraz brązowy medal. Później rozwijał swa karierę we Francji. Wraz z S.C. Bastią zwyciężył w Pucharze Intertoto a z Olimpique Marsylia, gdzie pełnił rolę kapitana , zajął 3 miejsce w Ligue 1. Krótko grał też w Japonii i Anglii. Po przekroczeniu 30-tego roku życia powrócił do Polski. Na rodzinnej ziemi jeszcze dwukrotnie świętował zdobycie Pucharu Polski(z Groclinem Dyskobolią i Lechem) a także dołożył do tego 2 Puchary Ligi(oba z Groclinem), Superpuchar Polski(z Lechem) oraz brązowy medal mistrzostw Polski z Groclinem. Świerczewski w swojej karierze nie unikał kontrowersyjnych sytuacji. Zdawało się że czas ustatkowania się nadejdzie już przed igrzyskami. ,,Świr” wziął ślub i sprzedał ,,szpanerskiego” forda sierre. Jego zapalczywy charakter niejednokrotnie jednak dawał potem o sobie znać. Przydarzyły mu się między innymi bójki z dziennikarzami, kibicami, piłkarzami innych drużyn czy nawet… policjantami. Z drugiej strony dzięki ambicji cieszył się sławą jednego z bardziej lubianych zawodników w kraju. Występował w filmach i serialach. Nie odszedł całkiem od futbolu. W Ekstraklasie był m.in. menadżerem ŁKS-u. Ponadto prowadził też Znicza Pruszków czy Motor Lublin. Niedawno pełnił również funkcje II trenera w kadrze U-21.

@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@AssisMoreira

5

Legendy polskiego futbolu:

8 kwietnia 1950 r. w Malborku urodził się Grzegorz Lato, napastnik. Były takie czasy kiedy Ekstraklasa stanowiła jedyną lige na świecie, gdzie w jednym meczu spotykali się dwaj królowie turniejów olimpijskich oraz król strzelców mundialu. Działo się tak podczas spotkań Legii Warszawa ze Stalą Mielec. W drużynie ze stolicy grał zdobywca korony z Igrzysk z Monachium. Po stronie mielczan jego osiągnięcie skopiował Andrzej Szarmach w Montrealu. Natomiast Grzegorz Lato był najskuteczniejszym zawodnikiem Mistrzostw Świata w RFN. Do dziś jest jednym z dwóch(z Rosjaninem Salenką) zawodnikiem z takim tytułem, który biegał po boiskach Ekstraklasy ale jedynym, który go zdobył jako przedstawiciel klubu z najwyższej polskiej ligi. W RFN wyszedł mu turniej życia. Lato pokonał po 2 razy bramkarzy Argentyny i Haiti. Był też autorem zwycięskich trafień w starciach ze Szwecją i Jugosławią. W spotkaniu ze Skandynawami zakończył wyborną serie Ronniego Hellstroema(595 minut bez straty bramki). Był też pierwszym zawodnikiem, który go pokonał na tych MŚ. Na zakończenie zaś w spotkaniu z Brazylią, czyli obrońcą tytułu, jego błyskotliwy rajd dał Polakom 3 miejsce na świecie. W tej decydującej akcji pokazał swoje największe zalety- ruchliwość, spryt, umiejętność zmiany tempa oraz dobre oko. Na linii środkowej otrzymał podanie od Maszczyka. Reszta aż po sam moment wykończenia, należała już do niego. Balansem ciała oszukał obrońcę Canarinhos i wyrobił sobie nad nim sporą przewagę. Tego dystansu przeciwnik nie był już w stanie nadrobić. Tymczasem Lato pociągnął aż pod same pole karne i lekkim ale bardzo precyzyjnym strzałem posłał piłke obok bramkarza. ,,Zobaczyłem że sędzia liniowy podnosi chorągiewke. Zorientowałem się w tym momencie iż Kapka jest na pozycji spalonej. W tej sytuacji zrezygnowałem z oddania mu piłki i zaryzykowałem samotny rajd. Na szczęście zakończył się on powodzeniem. Teraz niech pokażą Holendrzy czy potrafią strzelić więcej niż ja goli”- opowiadał o tej sytuacji dziennikarzom ,,Nowin Rzeszowskich” Grzegorz Lato. ,,To był ekscytujący gol”- dodawał londyński dziennik ,,Observer”. Mógł jeszcze podwyższyć rezultat. W 88 minucie wyszedł bowiem sam na sam ale bramkarz Canarinhos tymrazem był górą. Polska wygrała ten mecz 1:0 i cieszyła się z 3 miejsca na świecie. Holendrzy(o których mówił pan Grzegorz) na czele z Cruijffem na czele nie dogonili go jednak w klasyfikacji strzeleckiej. W ten sposób Lato zdobył koronę króla strzelców z dorobkiem 7 goli. ,,Zdobycie tytułu króla strzelców to to zasługa wszystkich kolegów z zespołu”- odpowiadał sam skromnie. O 2 trafienia wyprzedził wtedy Neeskensa i swego kolegę z reprezentacji a wkrótce też z klubu- Andrzeja Szarmacha. Do dziś plasuje się pod względem liczby trafień na jednym Mundialu na 7 miejscu ex aequo z Jairzinho. W całej historii wyprzedzają ich tylko Stabile, Ademir, Kocsis, Fontaine, Eusebio oraz Gerd Müller. Trafił też po tym Mundialu do zespołu All-Stars według agencji UPI oraz jedenastek turnieju AFP i News of the World. Magazyn ,,Sunday People” sklasyfikował go na 3 miejscu wśród najlepszych zawodników turnieju. Kiedy z Mundialu wrócił do Polski, Ekstraklasa wraz z Bundesligą i portugalską Primeirą Ligą stanowiła elite lig, w których w sezonie 1974/75 występowali królowie strzelców Mundialu. Od tego momentu kibice w najwyższej polskiej lidze ochoczo skandowali: ,,Grzegorz Lato tego lata najlepszym piłkarzem świata”. Na krojowym podwórku również Lato błyszczał skutecznością, choć tak naprawdę… nie był on napastnikiem. Trenerzy ustawiali go najczęściej na prawym skrzydle. Jego ruchliwość sprawiała jednak że można się było jego spodziewać w każdym sektorze boiska. ,,Czy Lato jest najlepszym polskim skrzydłowym? Na pewno najszybszym”- powiedział kiedyś Kazimierz Górski w wywiadzie dla walijskiej prasy. Podczas medalowego Mundialu bardzo często zamieniał się stronami z Gadochą, co wzbudziło popłoch w szeregach rywali. ,,W ataku czuję się nie gorzej niż w pomocy”- mówił sam o sobie. Bardzo dobrze grał też głową. Niektórzy żartowali iż gracz obdarzony niegdyś bujną czupryną, stracił włosy właśnie od częstych zagrań głową. W pierwszym meczu po powrocie z MŚ od razu wpisał się na liste strzelców. Jego skuteczność zawodnicy z Ekstraklasy znali zresztą jeszcze przed turniejem. Już w sezonie 1972/73 został królem strzelców. Powtórzył ten wynik także w edycji rozgrywanej bezpośrednio po Mundialu. Dokonał tego z dorobkiem 19 goli, co było najlepszym wynikiem w lidze od 6 lat. Z mielecka Stala zdobył 2-krotnie mistrzostwo Polski, wicemistrzostwo oraz dwa brązowe medale. W europejskich pucharach jego największym dokonaniem była gra w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Zdobył też Lige Mistrzów ale w strefie CONCACAF, gdzie występował po wyjeździe z Europy. Po 3 miejscu na Mundialu oraz koronie króla strzelców znalazł się na 6 miejscu w plebiscycie Złotej Piłki wśród najlepszych piłkarzy Europy. Rok później był 17 ex aequo z Christo Bonewem, Ivo Viktorem i Gerdem Müllerem. Zostal 3-krotnie piłkarzem roku w Polsce: w 1974 według ,,Sportu” oraz w 1977 i 1981 według ,,Piłki Nożnej”. Wśród polskich piłkarzy wyróżnia się największą kolekcją medali z turniejów międzynarodowych. Posiada złoto i srebro Igrzysk Olimpijskich ale też 2 srebra Mundialowe(za 3 miejsca). Wraz z Władysławem Żmudą oraz Markiem Kustą i Andrzejem Szarmachem tworzył kwartet jedynych piłkarzy, którzy byli w kadrze na obu MŚ zakończonych podium Polaków(1974 i 1982). Z tym pierwszym szedł łeb w łeb pod względem rozegranych meczów na Mundialu. Starcie z Francją o 3 lokate w 1982 była dla obu 20 meczem na MŚ w karierach a dla Laty też 100 w kadrze. Po nim zdecydował się jednak zakończyć karierę. ,,Nie stać chyba już by mnie było na pogodzenie występów w klubie i drużynie narodowej a nie chciałbym aby powoływano mnie na kredyt”- uzasadniał Lato. Na tym drugim turnieju pod wodzą Piechniczka, tak jak 8 lat wcześniej, należał do najważniejszych postaci kadry. Gola strzelił w starciu z Peru. Legendarny bramkarz Włoch, Dino Zoff powiedział o nim przed półfinałem: ,,Jest super wzorem jak należy grać w piłke”. Trafienia na Mundialu zanotował też w 1978 przeciwko Tunezji i Brazylii. Jego kolekcja goli z MŚ liczy więc aż 10 goli. To rekord wśród Polaków. Lato był pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał 100 oficjalnych spotkań w reprezentacji. Jego wynik na razie przebili tylko Żewłakow, Błaszczykowski i Lewandowski. Ponadto znajduje się na 3 miejscu pod względem liczby strzelonych goli za Lewandowskim i Lubańskim. Po zakończeniu kariery na początku lat 90-tych był trenerem, prowadził m.in. Stal Mielec, Widzew Łódź, Olimpie Poznań i Amikę Wronki. Później zajął się działalnością polityczną. Sprawował mandat senatorski. W latach 2008-12 był też prezesem PZPN. To za jego kadencji Polska organizowała Euro 2012.

@NaFazieHitman , @Roni/VEB , @DaPidejpi , @AssisMoreira

5

Legendarni prezydenci:

8 kwietnia 1964 r. zmarł Agustin Montal Galobart, prezydent FC Barcelony w latach 1946-52. Stanowisko objął decyzją dyktatorów reżimu ale z perspektywy klubu był to dobry wybór. Za jego rządów liczba socios zwiększyła się z 20 do 30 tysięcy. 28 lipca 1948 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie socios po 12 latach przerwy. W 1949 r. z okazji 50-lecia powstania Blaugrany zorganizował turniej będący hołdem dla Waltera Wilda i Joana Gampera, w którym uczestniczyły brazylijski Palmeiras i Boldklubben Kopenhaga. Mecz z Duńczykami uroczyście rozpoczął wnuk Gampera. Na turniej zaproszono byłego gracza Emilio Waltera, któremu Agustin przez kilka lat wysyłał paczki żywnościowe do Niemiec. Inne ważne decyzje mandatu Montala Galobarta to zatrudnienie Kubali i kupno terenów pod przyszłe Camp Nou.

Cześć i chwała wielkim osobistościom Dumy Katalonii!

@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@AssisMoreira

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?