FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
26 kwietnia 1920 r. urodził się Stanisław Baran, pomocnik/boczny obrońca. Był w kadrze na mistrzostwa świata w 1938 roku, zagrał w drużynie narodowej w słynnym meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedziele. Najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja ale potem zdążył jeszcze zostać legendą ŁKS, z którym zdobył mistrzostwo kraju. Jest jednym z trzech piłkarzy(obok Szczepaniaka i Jabłońskiego), którzy wystąpili w ostatnim przed wojną i pierwszym po wojnie meczu reprezentacji Polski, lecz przecież nie to czyni go zawodnikiem wyjątkowym. Stanisław Baran doskonale wiedział czego od sportu chce i był w stanie temu wiele poświęcić. Podejmował trudne, często dramatyczne decyzje a jednak na koniec życia miał prawo powiedzieć że warto było się męczyć i ryzykować. ,,Jest jedną z legend naszego klubu. Zasłużył sobie na wielki szacunek każdego kibica”- zapewnia Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS. Baran pochodził z Podkarpacia, w piłke uczył się grać w Resovii ale gdy miał 17 lat ruszył w Polskę. ,,Mówiąc wprost: uciekł z domu, zresztą ze swoim o 2 lata starszym kolegą Tadeuszem Hogendorfem. Dojechali do stolicy i tam się zgłosili do Warszawianki. Musieli być nieźli bo szybko zapadła decyzja że warto ich zatrzymać w klubie”- opowiada Bogusiak. Warszawianka natomiast była już drużyną z elity. Stanisław zaczął w niej grać jako żółtodziób, razem z Hogendorfem, mając za kolegów byłych reprezentantów Polski: Sroczyńskiego, Jokscha, Kniołę, Smoczka a nade wszystko olimpijczyka z Berlina Henryka Martyne. Baran migiem zaistniał w nowej rzeczywistości. W ekstraklasie debiutował 24 kwietnia 1938 a już na początku czerwca był z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata we Francji! Z Brazylią jednak nie zagrał ale zbierał cenne doświadczenie. Natomiast pierwsze minuty w kadrze zaliczył jako 19-latek w ostatnim przedwojennym meczu z Węgrami w Warszawie. Cenił go kapitan związkowy Józef Kałuża. Mocno zachwalał też trener Alex James., były reprezentant Szkocji i wieloletni zawodnik Arsenalu, zaproszony przez polską federacje do pomocy w tworzeniu nowej drużyny narodowej. Prowadził treningi ale też jeździł po Polsce i wypatrywał piłkarzy, których warto sprawdzić w kadrze. Miał skale porównawczą. Wprawdzie nazwisko Barana w notesie Kałuży pojawiło się już wcześniej, to jednak Szkot podobno przy każdej okazji zachwalał walory prawoskrzydłowego Warszawianki. Do tego przekonania doszedł podczas zajęć z reprezentantami. Encyklopedia Piłkarska Fuji donosi iż ,,James był zachwycony fenomenalną koordynacją ruchową młodego gracza, co zapewne było następstwem jego ogólnej sprawności fizycznej bo uprawiał wiele konkurencji lekkoatletycznych”. To miał być człowiek, który bez wątpienia za chwile będzie kluczową postacią reprezentacji. Wszystkie prognozy brutalnie przekreśliła wojna. Pan Stanisław stracił najlepsze piłkarskie lata. Po wojnie Barana wywiało nad morze, zresztą znowu w towarzystwie Hogendorfa. Zaczeli grać w Baltii Gdańsk, poprzedniczce dzisiejszej Lechii ale najwyraźniej ŁKS był im pisany. Do Łodzi sprowadził ich Lucjan Zapędowski, nieformalny sponsor ŁKS, który robił wszystko by skompletować silną piłkarską ekipe. Zapędowski załatwił im prace w elektrowni, zadbał by mieli co jeść i mogli grać w piłke. Więc oni grali i robili to coraz lepiej, tak jakby nie zauważali że zbliżają się do trzydziestki. Encyklopedia Piłkarska wytypowała Barana do najlepszej drużyny złożonej z polskich piłkarzy za lata 1945-52. W ŁKS był kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem podstawowej jedenastki. Dla młodych stawał się autorytetem z ciekawą także przedwojenną przeszłością. ,,Panowie – kapelusze z głów! Tak grają Rycerze Wiosny”- pisał ,,Przegląd Sportowy”, gdy w kwietniu 1957 ŁKS w drugiej ligowej kolejce wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1! a przecież przegrywał w 30 minucie 0:1, na dodatek od tego momentu musiał grać w 10-tke bo kontuzji doznał jeden z zawodników a przepisy nie pozwalały na wprowadzenie gracza rezerwowego. Nie miało to jednak żadnego znaczenia a wręcz natchnęło gości do kosmicznej gry. ,,ŁKS dokonał w Zabrzu naprawdę huzarskiej sztuki”- napisał w relacji ,,PS”. To był kapitalny mecz ełkaesiaków, najlepsza godzina w dziejach klubu. ,,Tak grająca drużyna mogłaby się pokazać na każdym boisku świata”- komplementował zwycięzców węgierski trener gospodarzy Zoltan Opata. Właśnie wtedy pojawił się ,,rycerski” przydomek, który już na zawsze przylgnął do łódzkiej drużyny. Najbardziej zapracował na niego Baran, który wtedy miał… 37 lat! Wcześniej bywał już ustawiany bliżej swojej bramki ale w nowym sezonie trener Król przywrócił go do formacji ofensywnej. A Baran grał tak, jakby znowu się narodził. Po zabrzańskim boisku hasał niczym młodzieniaszek. W takim meczu strzelił 4 gole! ,,Mecz w Zabrzu był pięknym benefisem strzeleckim pana Stanisława, jedynego ligowca, który grał jeszcze w przedwojennych mistrzostwach. Baran był żywym przykładem dla młodych piłkarzy, jak należy grać i jak należy strzelać”- zachwycał się ,,Przegląd Sportowy”. ,,Kilka dni później w Łodzi odbył się prestiżowy, towarzyski mecz z mistrzem Austrii Rapidem Wiedeń. ŁKS wygrał 2:1 a Baran zdobył zwycięskiego gola. Miał swój wielki czas, kibice najchętniej nosiliby go na rękach”- opowiada Bogusiak. Stanisław Baran był w świetnej formie a skoro tak dobrze mu szło, to otwarcie deklarował gotowość powrotu do reprezentacji. Ostatni raz zagrał w niej w 1950, zresztą tak jak zaczął czyli znowu z Węgrami. W przeciwieństwie do przedwojennego zwycięstwa tym razem świetna ekipa Madziarów z kapitanem Puskasem przećwiczyła Polaków na stadionie Wojska Polskiego(5:2). W Warszawie Baran zagrał tylko w pierwszej połowie, po przerwie zastąpił go dobry znajomy Marian Łącz. No i po 7 latach 37-letni weteran znowu zgłaszał akces do kadry. ,,Byłoby to dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulke z Białym Orłem. Nie ukrywam iż przyjął bym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek”- deklarował na łamach ,,PS”. Jednak nic z tego, powołania nie dostał. Jego reprezentacyjny licznik zablokował się na 9 występach, każdy z nich był grą towarzyską. Za to w lidze ciągle potrafił błyszczeć. Porównywano go do Stanleya Matthewsa. Słynny w tamtych czasach reprezentant Anglii, również prawoskrzydłowy był od Polaka 5 lat starszy i ciągle wyczynowo grał w piłke. Pan Stanisław deklarował że boiskową długowiecznością postara się dotrzymać mu kroku ale tego ambitnego zadania nie zdołał wykonać. Piłkarska emerytura oznaczała płynne przejście do innych zajęć. Zresztą już jako zawodnik zajmował się pracą trenerską gdzie prowadził m.in. Włókniarza Pabianice. Stanisław Baran trafił do wielkiej historii ŁKS a potem do końca życia był jego wiernym kibicem. Zmarł w wieku 73 lat, został pochowany na łódzkim Starym Cmentarzu. Dla kibiców ŁKS stał się jednym z najważniejszych symboli sportowej świetności ukochanego klubu.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
1
@MesQueUnClub96 Ależ z największą przyjemnością :) Służe uprzejmie :)
9
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1961 r. FC Barcelona przegrała rewanżowe starcie w Hamburgu z tamtejszym HSV 2:1 w ramach półfinału Pucharu Mistrzów. Honorowego gola uderzeniem głową zdobył w ostatnich sekundach meczu Sandor Kocsis. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana wygrała z Niemcami 1:0. Wówczas nie liczyła się zasada zdobytego gola na wyjeździe jako podwójnie liczona. W efekcie UEFA zarządziła rozegranie trzeciego dodatkowego meczu. Jak się później okazało ten ,,honorowy gol” Kocsisa był bezcenny ponieważ Duma Katalonii wygrała ten trzeci mecz, o czym napisze przy okazji rocznicy dodatkowego meczu(03.05.1961).
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj
10
Najwybitniejsze legendy Blaugrany:
26 kwietnia 1886 r. urodził się Roma Forns, Katalończyk z krwi i kości. Roma Forns w barwach Blaugrany grał jako napastnik w latach 1903-1913. Przeszedł do historii jako pierwszy strzelec gola na Camp de la Industria(pierwszy własny stadion FCB). Roma Forns jako pierwszy Kataloński trener prowadził również Dume Katalonii w sezonie, w którym zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo Hiszpanii, jednak w marcu 1929 podał się do dymisji wraz z prezydentem Arcadi Balaguerem. Sezon dokończył jako asystent trenera Jamesa Bellamy’ego. Warto dodać że sezon wcześniej Roma Forns(jego pierwszy sezon) zdobył z Blaugraną Puchar Króla, pokonując w meczu finałowym silną wówczas ekipe Realu Sociedad San Sebastian 3:1.
@patataj
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
0
@arasz1819 No to już nie można po Polsku? Nie każdy rozumie te chińszczyzne.
0
@Kwiatek67 No chyba żartujesz???
0
@Don-Corleone Mam prośbe, mógłbyś pisać po polsku? Nie każdy zna zagramaniczne języki, no i w końcu to polska strona czyż nie?
1
Jak dla mnie tytuł artykułu powinien brzmieć: ,,Szok i niedowierzanie! Barco, Quo vadis?"
Osobiście czułem się zszokowany trzecią porażką rzędu na Camp Nou w historii klubu, a że padło akurat na Xaviego? No cóż, z pustego i Salomon nie naleje. Nieudaczników na czele z Dembele trzeba w letniej przerwie usunąć i zakontraktować rozsądne i silne transfery, jak niegdyś David Villa czy Rafael Marquez...
8
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1979 r. FC Barcelona pokonuje na wyjeździe SK Beveren 1:0 w ramach rewanżowego spotkania półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów i awansuje do finału(w pierwszym meczu Blaugrana również wygrała 1:0). Jedynego gola z rzutu karnego zdobył Krankl. W drużynie z Beveren występował wówczas genialny Jean Marie Pfaff, jednak przy rzucie karnym był bez szans.
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
10
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak Duma Katalonii nie może istnieć bez historii:
25 kwietnia 1901 r. Bartomeu Terradas i Brutau został drugim w kolejności prezydentem FC Barcelony, zastępując na tym stanowisku Waltera Wilda. Terradas, były pomocnik i aż do tamtej chwili skarbnik organizacji jest pierwszym w historii katalońskim prezydentem FCB. To właśnie Terradas poszukał właściwego miejsca aby drużyna mogła rozgrywać swoje mecze po opuszczeniu boiska przy hotelu Casanovas. Terradas znalazł odpowiednią działke w pobliżu domu Can Sabadell, usytuowaną przy skrzyżowaniu ulic Horta i Pinar del Rio, przy Guinardo. W tym rejonie futbol był już zakorzeniony dzięki takim klubom jak Iberia i Catalonia FC. Założył je i kierował nimi Ricardo Cabot, który w 1921 r. został jednym z dyrektorów Barçy. Bartomeu Terradas był jednym z najbardziej utalentowanych prezydentów w historii FC Barcelony. Podczas swojej kadencji, Bartomeu walnie przyczynił się do powstania Katalońskiego Związku Piłki Nożnej, który skupiał ówcześnie wszystkie kluby z regionu katalońskiego z wyjątkiem Espanyolu i Internacionalu. Zespoły te dołączyły do katalońskiej organizacji dopiero później. To właśnie za rządów Bartomeu Terradesa powstała pierwsza Komisja Sportowa Klubu, w skład której wchodzili Gamper, Meyer i Widerkehr. Wtedy też zostały utworzone druga i trzecia drużyna Blaugrany.
@DaPidejpi
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
0
@Majkel34 A po co jeszcze te zagramaniczne słowa których nie rozumiem?
31
Gdyby żył, wszyscy składalibyśmy mu życzenia. Kochani cules dzisiaj przypada 75 rocznica urodzin Ś.p. Johannesa Hendrika Cruijffa. Pochylmy się w zadumie ku czci ikony futbolu i wielkiej legendy…
6
Chilijka, czyli przewrotka:
Zagranie to wynalazł Ramon Unzaga w chilijskim porcie Talcahuano: w wyskoku, z plecami ułożonymi równolegle do murawy, nogami wykonał nożyce, uderzając piłke nad głową. To dlatego tą powietrzną akrobacje hiszpańscy dziennikarze nazwali ,,La Chilena”, gdy pare lat później w 1927 r. chilijski klub Colo-Colo przyjechał na tournée do Europy a napastnik David Arrellano zaprezentował to zagranie na stadionach Hiszpanii. Tak właśnie przewrotka, zupełnie jak wcześniej truskawki i cueca(chilijski taniec narodowy), dotarła przez Atlantyk do Hiszpanii. Arrellano strzelił jeszcze pare powietrznych goli, po czym zmarł tego samego roku w Valladolid po fatalnym zderzeniu z obrońcą.
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@patataj
@NaFazieHitman
3
Igunia kocham cię! Jesteś najlepsza na świecie i nic tego nie zmieni!
10
Mija dokładnie 10 lat od smutnego pożegnania Guardioli…
24 kwietnia 2012 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou 2:2 z Chelsea FC w rewanżowym spotkaniu półfinału Ligi Mistrzów i w efekcie odpadła z rozgrywek. Barça odrobiła stratę z pierwszego meczu w Londynie za sprawą gola Busquetsa w 35 minucie. Dwie minuty później czerwoną kartke otrzymał John Terry a w 43 minucie Iniesta podwyższył wynik spotkania. Wydawało się że nikt i nic nie może odebrać Katalończykom awansu, lecz chwila nieuwagi w doliczonym czasie pierwszej połowy kosztowała bramke strzelona przez Ramiresa. Podopieczni Guardioli ruszyli do ataku od samego początku drugiej połowy i już w 49 minucie wywalczyli rzut karny po faulu Drogby na Fabregasie. Do piłki podszedł Messi i… jego strzał wylądował na spojeniu słupka z poprzeczką. Ewentualny gol byłby 15 trafieniem Argentyńczyka w tamtej edycji Ligi Mistrzów, czym pobiłby rekord goli w jednej edycji Pucharu Europy. Jednak w głowach piłkarzy i wszystkich cules nie było myśli o żadnych rekordach tylko o strzeleniu choćby jeszcze jednego gola. Cała druga połowa była biciem głową w mur w wykonaniu Blaugrany i rozpaczliwą ale skuteczną obroną ,,The Blues”. W jednej z ostatnich akcji meczu, do wybitej na środek boiska piłki dopadł Fernando Torres i nie atakowany pobiegł w pole karne Barçy, mijając bramkarza i doprowadzając do remisu a przy okazji do rozpaczy nas wszystkich cules. Do dzisiaj nie mogę pojąć jak można było zmarnować taką okazje na finał a być może i na triumf w Lidze Mistrzów, mając takiego trenera i takich zawodników jak Puyol, Pique, Xavi, Iniesta czy wreszcie Messii? A propos Messiego, to przez ten niewykorzystany karny byłem na niego tak wściekły jak nigdy! Zresztą w ogóle po tym meczu to bite 3 dni nie mogłem pracować, jeść ani spać normalnie. To był jakiś koszmar…
@DaPidejpi
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
10
Cóż za historia!
24 kwietnia 2000 r. FC Barcelona oddała walkowerem rewanżowy mecz półfinału Pucharu Króla z Atletico Madryt. Już 10 dni wcześniej istniało niebezpieczeństwo iż grający w FCB Holendrzy zostaną powołani do reprezentacji, która miała równolegle odbywać zgrupowanie. Hiszpańska federacja czekała jednak na oficjalne potwierdzenie. Wtedy było już jednak za późno na przełożenie meczu Copa del Rey. Mimo to organizator rozgrywek uważał, że winą Blaugrany było używanie zaledwie 20 licencji zawodniczych(w tym wiecznie kontuzjowanego Amunike), choć do dyspozycji było ich aż 25. Poza tym kalendarz znany był już teoretycznie w lipcu poprzedniego roku. Co więcej, według organizacji spełniony został warunek iż zawodnicy powinni trafić do kadry na 48 godzin przed meczem. Blaugrana miała odpowiedź na takie argumenty- nie chciała zgłaszać więcej piłkarzy z Barçy B, aby mogli oni również grać dla rezerw, w lipcu nie było wiadomo kto zagra w półfinałach i kto zostanie powołany do reprezentacji a trener Van Gaal nie chciał aby Holendrzy rozegrali aż 4 spotkania w osiem dni, co było wbrew zdrowemu rozsądkowi. Liczono że trener reprezentacji Frank Rijkaard zrezygnuje z powołania kadrowiczów, tak jak miało to miejsce w przypadku spotkania na stulecie klubu ale wtedy decyzje podjął sponsor Holendrów i Barçy, firma Nike. Na Camp Nou przed około tysiącem widzów pojawiło się więc dziesięciu zdrowych piłkarzy i rezerwowy bramkarz Arnau, lecz Duma Katalonii zrezygnowała z gry z Atletico. Drużyna z Madrytu zwyciężyła walkowerem a FC Barcelone wykluczono z kolejnej edycji Pucharu Króla. W lipcu cofnięto jednak tą drugą decyzje i Blaugrana wystartowała w kolejnych rozgrywkach. Jak widzimy, za czasów Nuñeza też się ,,działo” a przypomne tylko że Josep Lluis Núñez dnia 21 października 2014 r. wraz z synem został skazany na 2,5 roku więzienia za korupcję na pracowniku Urzędu Skarbowego oraz otrzymał wraz z nim zakaz pełnienia funkcji publicznych przez najbliższych 7 lat oraz 1,5 miliona euro grzywny.
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
7
Diabeł i anioł w Rio de Janeiro:
Pewnej deszczowej nocy pod koniec 1937 r. kibic wrogiej drużyny zakopał na stadionie klubu Vasco da Gama martwą żabe, wypowiadając straszną klątwe: ,,Niech Vasco nie zdobędzie mistrzostwa przez 12 lat! Niech tak się stanie, jeśli Bóg jest w niebie!”. Kibic ów nazywał się Arubinha a jego miłością był maleńki klub, któremu Vasco da Gama spuścił straszne lanie wygrywając aż 12:0. Zakopując martwą żabe z zaszytymi ustami kibic chciał pomścić tę zniewagę. Lata całe fani i władze klubu Vasco bez skutku szukały zakopanego płaza na boisku i w jego okolicy. Murawa wyglądała jakby ją zryły nornice. Mimo ze Vasco zatrudniał najlepszych piłkarzy w Brazylii i wystawiał najsilniejsze drużyny, skazany był na porażke. Klątwe przełamał dopiero w 1945, zdobywając upragnione trofeum, które wymykało mu się z rąk od 1934 r. Jedenaście lat posuchy: ,,Bóg odpuścił nam roczek”- oświadczył po historycznym zwycięstwie prezes klubu. Kilka lat później Flamengo, ulubiona drużyna Rio de Janeiro i całej Brazylii, przeżywało podobne kłopoty. W 1953 r. mijało 9 lat, odkąd po raz ostatni klub zdobył mistrzostwo kraju. Ogromne rzesze jego fanów, najwierniejszych, najbardziej zagorzałych, głodne były sukcesu. Z pomocą przyszedł katolicki duchowny ojciec Goes, który przyrzekł zwycięstwo, w zamian zażądał jednak by zawodnicy chodzili na msze i przed każdym meczem i odmawiali na kolanach różaniec przed ołtarzem. W taki sposób Flamengo zdobyło 3 tytuły mistrzowskie z rzędu. Ligowi rywale interweniowali u kardynała Jaime Camary, oskarżając drużynę o stosowanie niedozwolonych środków dopingowych. Ojczulek Goes bronił się że on tylko wskazuje ścieżke Pana i dalej odmawiał różaniec z paciorkami w kolorze czerwono-czarnym, które tak się składa są barwami Flamengo oraz pewnego afrykańskiego bóstwa – Jezusa i Szatana w jednym. Po 4 latach Flamengo jednak straciło tytuł, piłkarze przestali chodzić na msze i nigdy więcej nie odmówili różańca. Ojciec Goes szukał nawet pomocy u rzymskiego papieża ale ten nie odpowiedział na jego prośby.
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@AssisMoreira
0
@RobiS A można wiedzieć dlaczego nie ma promocji na Perłe? Bo nie widze na tym zdjęciu...
9
Grande Espectacolo El Clasico:
Dokładnie 5 lat temu FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu w ramach 33 kolejki La Liga. El Clasico nie zawiodło! Choć Real Madryt lepiej zaczął spotkanie i prowadził po golu Casemiro, to FC Barcelona z minuty na minutę się rozkręcała. Kapitalne zawody rozegrał Lionel Messi, który zdobył zwycięską bramkę w ostatniej akcji! Katalończycy wygrali 3:2. Goście wiedzieli, że jeśli marzą o mistrzostwie Hiszpanii, to muszą ograć Real Madryt na Santiago Bernabeu. Taka sztuka nie udała się w tym sezonie ligowym jeszcze nikomu, ale kto miał tego dokonać jak nie podopieczni Luisa Enrique? Mimo takiej sobie formy i braku Neymara, Blaugrana jechała do stolicy po trzy punkty. "Królewscy" byli jednak faworytem: przystępowali do El Clasico po wielkim zwycięstwie z Bayernem, do składu wrócił Gareth Bale, a Cristiano Ronaldo był w formie. Początek tylko podtrzymał tę tezę. Real był bardzo aktywny, świetnie na prawej stronie podłączał się Daniel Carvajal, lecz po kilkunastu minutach gospodarze musieli złapać drugi oddech. To stworzyło szansę dla gości, którzy zdobyli trochę pewności siebie. Nie pomogło to im jednak w 28. minucie, kiedy Marcelo dośrodkował do Sergio Ramosa, ten trafił w słupek, a piłkę do siatki dobił Casemiro. Piłkarze Barcy mieli pretensje do sędziego, sugerując, że Ramos był na spalonym, ale nie mieli racji. Minęło kilka minut, a mieliśmy remis. To była kapitalna akcja Barcelony: Sergio Busquets do Ivana Rakitica, ten do Luisa Suareza, on przepuszcza, Messi przejmuje piłkę i z łatwością mija Carvajala, a po chwili zdobywa bramkę. Przed przerwą Real mógł grać w dziesiątkę, ale sędzia oszczędził Casemiro. Po przerwie działo się mnóstwo: Keylor Navas i Marc-Andre ter Stegen prześcigali się w obronach, ale nawet tak świetnie dysponowani bramkarze nie mogli odbić wszystkich piłek. Golkiper Realu był bez szans po bombie Ivana Rakitica. "Królewscy" przegrywali, a chwilę później musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Ramosa. To wbrew pozorom dobrze na nich podziałało. Najpierw piłkę na zwycięstwo zmarnował Gerard Pique, a po kilku minutach bierność Busquetsa wykorzystał rezerwowy tego dnia James Rodriguez. I kiedy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem - sędzia doliczył tylko dwie minuty - stało się coś niesamowitego. Sergi Roberto rozpoczął kontratak spod własnego pola karnego i dograł do Andre Gomesa. Ten zauważył Jordiego Albę, który wyłożył piłkę Messiemu, a ten już wiedział, co ma z tym zrobić. Santiago Bernabeu zamarło, a Argentyńczyk celebrował zwycięską bramkę. Po chwili sędzia zakończył emocjonujące El Clasico. To zwycięstwo oznaczało, że FC Barcelona zrównała się punktami z Realem Madryt mając po 75 punktów.
Gole: Casemiro 28, Rodriguez 85 - Messi 33, 90+2 oraz Rakitic 73.
Real: Navas - Carvajal, Nacho, Ramos, Marcelo - Kroos, Casemiro (70 Kovacic), Modric - Bale (39 Asensio), Ronaldo, Benzema (82 James Rodriguez).
FC Barcelona: Ter Stegen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Busquets, Rakitic, Iniesta - Messi, Suarez, Paco Alcacer (70 Gomes).
Żółte kartki: Casemiro, Kovacic - Umtiti, Messi.
Czerwona kartka: Sergio Ramos.
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman
2
@AmigoBlancos No tak, tylko w tym przypadku chodzi o Primera Division
7
Kalendarium Pucharu Mistrzów(Ligi Mistrzów):
23 kwietnia 1975 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z Leeds United 1:1 w ramach rewanżowego spotkania półfinałowego Pucharu Mistrzów. Honorowego gola strzelił Clares. Niestety w pierwszym meczu Blaugrana poległa 2:1 i w efekcie odpadła z prestiżowych rozgrywek. Nie udało się odrobić strat mimo iż w składzie Barcelony grali wówczas Neeskens, Rexach a w szczególności Cruijff.
Również 23 kwietnia, dokładnie 20 lat temu, FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Realem Madryt 0:2 w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Real Madryt wykonał ogromny skok w kierunku finału Ligi Mistrzów, wygrywając 2:0 na wyjeździe ze starymi rywalami. To był rozczarowujący sezon dla obu drużyn, które w tym sezonie zajęły odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w La Liga, za zwycięzcą Valencią i wicemistrzem Deportivo La Coruna. Barça Carlesa Rexacha dysponowała takimi zawodnikami, jak Luis Enrique, Marc Overmars czy Patrick Kluivert ale goście okazali się zbyt silni w pierwszym meczu.
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj
8
Blaugrana w europejskich pucharach:
22 kwietnia 2003 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou 1:2 po dogrywce z Juventusem w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu w Turynie padł remis 1:1. W rewanżu ,,Stara Dama” objęła prowadzenie za sprawą Nedveda. W 66 minucie wyrównał Xavi i o awansie musiała przesądzić dogrywka bądź rzuty karne. Pomimo głośnego dopingu ponad 90 tysięcy widzów na Camp Nou, to goście zadali decydujący cios, gdy w 114 minucie szybką kontre zakończył celnym strzałem Zalayeta. Juventus awansował, choć od 79 minuty grał w osłabieniu po czerwonej kartce dla Davidsa. Oglądałem ten mecz w publicznej tv i choć jeszcze nie byłem zakochany w Barcuni to naprawdę bardzo było mi jej żal wówczas po tym meczu…
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
8
Wybitni trenerzy FCB:
22 kwietnia 1958 r. Helenio Herrera zostaje szkoleniowcem FC Barcelony. Argentyński trener prowadził Blaugrane zaledwie przez 2 sezony ale odcisnął wielkie piętno na drużynie, wygrywając 5 pucharów, w tym 2 mistrzostwa Hiszpanii. W 1960 r. odszedł do Interu Mediolan w wyniku konfliktu z Kubalą. Na San Siro ściągnął po roku Luisa Suareza, z którym w składzie dwukrotnie sięgał po Puchar Europy. Herrera powrócił do Barçy w 1979 r., lecz dwa kolejne sezony w roli szkoleniowca skończyły się tylko jednym pucharem a mianowicie Copa del Rey w 1979 r.
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
9
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
21 kwietnia 1982 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Tottenham Hotspur 1:0 po golu Simonsena w 46 minucie, dającym awans do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu w Londynie padł remis 1:1. Popularni ,,Spurs” mieli wówczas silną drużynę na czele z Clemensem, Hoddlem i Archibaldem, który rok później zawitał na Camp Nou.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
1
@arasz1819 To że kradzionym to akurat każdy bez wyjątku cule powinien wiedzieć!
11
Z cyklu El Clasicos:
21 kwietnia 1960 r. rozegrano pierwsze El Clasico w Pucharze Europy. Spotkanie miało miejsce na Santiago Bernabeu w ramach półfinału Pucharu Mistrzów, gdzie Królewscy pokonali Barçe 3:1. W rewanżu na Camp Nou Real również wygrał 3:1. No cóż, trudno się dziwić takiemu obrotowi spraw, gdy posiada się najlepszych zawodników na świecie na czele z Di Stefano, Puskasem i Gento.
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
11
Czy wiemy że…
21 kwietnia 1957 r. FC Barcelona rozegrała ostatni ligowy mecz na słynnym Estadio Camp de Les Corts. Przeciwnikiem była FC Sevilla prowadzona wówczas przez legendarnego Helenio Herrere a mecz zakończył się wynikiem 1:1. Ostatniego gola na tym obiekcie zdobył w 46 minucie nie kto inny jak sam Ladislao Kubala.
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira
9
Była sobie ,,La Manita”:
21 kwietnia 1935 r. FC Barcelona pokonała na Camp de Les Corts Real Madrid w stosunku 5:0! Po 4! golach Martina Vantolry i jednym Escoli w ramach 21 kolejki Primera Division. Jednak ta wspaniała Victoria w ostatecznym rozrachunku pozwoliła Blaugranie uplasować się jedynie na 6 miejscu w tabeli Primera Division.
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira
10
Dzisiaj obchodzimy 102 rocznice urodzin Ruchu Chorzów(dawniej Ruch Hajduki Wielkie). Całą historie tego klubu można przeczytać na internecie. Ja tylko chciałbym zwrócić uwage na ten dawny Ruch Hajduki, który w okresie międzywojennym nie miał sobie równych w naszym kraju. Ba! Mógł z powodzeniem rywalizować w Copa Mitropa(pierwsze międzyklubowe rozgrywki w Europie) i kto wie czy nie triumfowałby w tych rozgrywkach? Jednak nie dane było chorzowianom uczestniczyć w tych rozgrywkach. Trzeba również pamiętać że chorzowskie trio: Wilimowski, Wodarz i Peterek, nie przypadkowo porównywane jest z Messim, Neymarem i Luisem Suarezem. Życzmy sobie aby ,,Niebiescy" wrócili do Ekstraklasy, w końcu to legendarny polski klub.
6
Wielki Widzew(Pozdrawiam wszystkich Widzewiaków):
20 kwietnia 1983 r. Widzew Łódź zremisował z Juventusem Turyn 2:2 w półfinale Pucharu Mistrzów. Na stadionie ŁKS-u w obecności nadkompletu 40 tys. widzów odbył się mecz rewanżowy. Mimo porażki w pierwszym spotkaniu optymizm wśród kibiców Widzewa był spory, bo wszyscy pamiętali poprzednie spotkanie tych drużyn zakończone spektakularnym sukcesem łodzian. Nie przejmowano się nawet tym, że nie mogli zagrać Grębosz i Świątek a przecież byli to bardzo doświadczeni i potrzebni drużynie zawodnicy. Początek był bardzo udany, bo w pierwszym kwadransie Widzew stworzył dwie stuprocentowe okazje i właściwie trudno jest komukolwiek coś zarzucić, bo piłka po prostu minimalnie mijała bramkę Zofia. Gdy z takich sytuacji nie padają bramki to z reguły zdobywa je przeciwnik i tak też było. W 32 min. bramkę dla Juve zdobył P. Rossi i jak po meczu powiedział trener Trapattoni cieszył się bardzo, bo zdobycie takiego trafienia było celem jego drużyny. W drugiej połowie Widzew pokazał charakter, bo ofiarności i zaciętości w grze Polaków nie brakowało. Nagrodą były gole K. Surlita w 54 min. i 81 min., po których szaleństwo na trybunach nie miało końca. Po strzale na 2:1 radość została niestety szybko zmącona, bo jakiś kretyn rzucił w sędziego bocznego butelką, rozcinając mu głowę. Butelkę rzucono z trybuny zwanej Galerą i po tym wydarzeniu spotkanie przerwano na ok. 20 min. Milicja widowiskowo wyprowadziła na oczach kamer telewizyjnych (transmisje przeprowadzano do wielu krajów Europy i nie tylko) jakiegoś kompletnie pijanego osobnika, który na pewno nie był w stanie nie tylko rzucić butelką, ale nawet iść. Był ofiarą tego incydentu co nie zmienia faktu, że wydarzenie to zaważyło w konsekwencji na końcowy odbiór meczu i w pierwszej kolejności będzie zawsze z nim kojarzone. Po zdobyciu przez Surlita drugiego gola i wznowieniu gry po przymusowej 20 minutowej przerwie, Młynarczyk w pierwszej akcji sfaulował Bońka w polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny dla Juventusu, którego wykorzystał Platini i w 82 min. zrobiło się 2:2. To ostatecznie zatwierdziło wynik tej konfrontacji i marzenia o finale prysły. Jak pokazała przyszłość gra w półfinale tego pucharu była jak dotąd największym sukcesem sportowym Widzewa, jak i jednym z największych osiągnięć polskiej, klubowej piłki w europejskich pucharach (obok Górnika Zabrze i Legii Warszawa). Kilka dni po meczu, przed treningiem, w szatni, Zdzisław Rozborski podsunął Surlitowi pod nos egzemplarz ,,Piłki Nożnej”. Piłkarze zgromadzili się dookoła. Jak zareaguje? Kilka osób z trudem powstrzymywało śmiech. Surlit wpatrywał się w kartke jakby beznamiętnie a jedyną oznaką życia były według relacji Świątka, zmieniające się kolory na jego twarzy. Od czerwieni, przez purpurę aż do bieli. Wpatrywał się właściwie w jedno zdanie: ,,Paradoksem jest że oba gola zdobył jeden ze słabszych graczy”. Trwało to jakąś chwile. Surlit wyrwał jednym ruchem kartke, starannie złożył w kostke i wsunął do portfela, mówiąc ściszonym głosem: ,,On to wpierdoli”. W połowie lat 90-tych Świątek spotkał Surlita na meczu oldbojów. Rozmawiali przez jakiś czas gdy przypomniał sobie o sprawie. ,,A co z tym dziennikarzem”- zapytał Świątek. Surlit wyciągnął portfel, otworzył, wyciągnął kawałek papieru złożony w kostke. ,,Jeszcze go nie spotkałem ale jak go spotkam to to wpierdoli”- powiedział sucho. Stefan Szczepłek, autor tekstu: ,,Spotkaliśmy się kilka razy. Może zapomniał a może mu przeszło…”.
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@AssisMoreira