13

Feliz cumpleaños panie Nadal!

28 lipca 1966 r. urodził się Miguel Angel Nadal. Ten prawy obrońca debiutował w La Liga w barwach RCD Mallorca i w ekipie z rodzinnych Balearów spędził 5 sezonów. W 1991 r. trafił do FC Barcelony. W ,,Dream Teamie” Johana Cruijffa miał pewne miejsce w składzie do czasu przyjścia Luisa Van Gaala. Po pierwszym sezonie Holendra, Nadal zdecydował się wrócić do Mallorci, gdzie w 2005 r. zakończył kariere. Miguel Angel jest wujkiem słynnego tenisisty Rafaela Nadala, który jest z kolei znanym kibicem Realu Madryt...



Feliz cumpleaños panie Pedro!

Kochani cules, dzisiaj 38 lat kończy Pedro Eliezer Rodriguez Ledesma. No tego pana to ja chyba przedstawiać nie musze? Ileż nam ten sympatyczny Kanaryjczyk radości przysporzył to głowa mała a to wszystko głównie dzięki Pepowi, który miał nosa i odwage na niego postawić. Jako pierwszy piłkarz w historii strzelił gola w sześciu różnych rozgrywkach w ciągu jednego roku! Dziękujemy Pedro i nigdy o tobie nie zapomnimy.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@FcPortoFan1999 No powiedzmy że coś takiego...

1

@blakkudium No nie sądze, gdyż nigdy o niej nie pisał z tamtych lat! Wręcz przeciwnie to ja opisywałem te czasy Barcuni... :)

2

@FcPortoFan1999 To sprawa wręcz zza światów...!

3

@Safrani Dokładnie! Specjalnie nie pisałem że to cytat, żeby sprawdzić, czy ktoś się zorientuje?
Moje gratulacje!

1

@Lionel_Messi10 Oj, nie żartuj z kolegów! :)

5

Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele poważniejszego.

3

@Bernard777 Wiedziałem i czytałem już o tym jakieś 5 lat temu ale dopiero przy okazji ciebie sobie o tym przypomniałem i postanowiłem zrobić ci niespodzianke :)
Tak to były wspaniałe czasy śląskiego futbolu, pomimo panującej komuny. No i wkrótce wspaniałe czasy polskiej reprezentacji...
Ja również dziękuje i polecam się na przyszłość :)

1

@misterio Zapomniałeś dodać: ... w góre!
No i karnych!

11

@Bernard777 coś ekstra dla ciebie na koniec łikendu:

Polonia Bytom jako jedyny polski klub:

W latach sześćdziesiątych śląskiemu klubowi udała się sztuka, której przez ponad pięćdziesiąt kolejnych lat nie był w stanie powtórzyć żaden polski zespół. Ekipie z Bytomia udało się bowiem wygrać europejski puchar! I chociaż nie był to odpowiednik współczesnej Ligi Mistrzów, to ta historia i tak jest warta przypomnienia. Każdy kibic inaczej reaguje na hasło „polskie drużyny w europejskich pucharach”. Dla najmłodszych to przede wszystkim przygoda Legii w Lidze Mistrzów (która kojarzy się głównie z porażką 4-8 z Borussią w Dortmundzie), nieco starsi pamiętają występy Wisły Kraków pod wodzą Henryka Kasperczaka przeciwko m.in. Schalke 04, Parmie i Lazio, a jeszcze starsi wspominają gole Wojciecha Kowalczyka z meczu Legia – Sampdoria i trafienie Marka Citki z Widzewa z meczu z Atletico Madryt. Weterani będą pamiętać drogę Górnika Zabrze do finału Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1969/70, o której pisaliśmy jakiś czas temu. Wszystkie te historie łączy wspólny mianownik – żadna z wymienionych drużyn ostatecznie nie sięgnęła po puchar. Udało się to tylko jednemu polskiemu zespołowi w historii – Polonii Bytom, która w sezonie 1964/65 sięgnęła po Puchar Karla Rappana.

Rozgrywki te powstały w 1961 roku z inicjatywy austriackiego trenera Karla Rappana. Główne założenie było takie, aby dostarczyć kibicom emocji w okresie letnim, a bukmacherom stworzyć możliwość dodatkowego zarobku (stąd też druga nazwa rozgrywek, która przyjęła się później, czyli Puchar Intertoto). Pierwsza edycja rozgrywek, jeszcze pod oficjalną nazwą International Football Cup, odbyła się w roku 1961 roku. Warto dodać, że UEFA nie miała wówczas w turniejem nic wspólnego – oficjalnie przejęła nad nim patronat dopiero w 1995 roku. Co ważne – europejska federacja nie zgodziła się, aby udział w rozgrywkach kluby, które zakwalifikowały się do innych, rozpoczynających się jesienią turniejów, np. Pucharu Miast Targowych (z tego powodu, w sezonie 66/67 po wygraniu swej grupy z udziału w ćwierćfinale musiał zrezygnować Górnik Zabrze). Sprawiało to, że w Pucharze Intertoto nie mogły wziąć udziału najlepsze zespoły z najsilniejszych lig, a jedynie „średniacy” bądź mistrzowie słabszych piłkarsko krajów. Nie oznacza to jednak, że brakowało w nim silnych marek – pierwszą edycję wygrał Ajax Amsterdam, a w 1966 roku triumfował Eintracht Frankfurt.

Zespół z Bytomia nie był potentatem na krajowym podwórku w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. Udało mu się co prawda sięgnąć po mistrzostwo kraju w 1962 roku, ale generalnie był to okres dominacji Górnika Zabrze, który w tej dekadzie triumfował aż sześć razy. Brak sukcesów w Polsce (w sezonie 1963/1964 klub dotarł do finału Pucharu Polski, w którym uległ 1-2 Legii Warszawa) Polonia zrekompensowała sobie na europejskiej arenie. W kampanii 1963/64 śląska drużyna po raz pierwszy zagrała w Pucharze Intertoto jako jeden z 48 klubów. Po awansie z pierwszego miejsca w grupie (występowały w niej także Crveza Zvezda Belgrad, Vorwarts Berlin i Jednota Trencin), Polonia pokonała w dwumeczu Sampdorię Genua, w ćwierćfinale rozbiła w dwumeczu szwedzkie Oergryte stosunkiem 10-3. W półfinale czekał na nią nieoczekiwany przeciwnik w postaci… Odry Opole, która awansowała do półfinału dzięki rzutowi monetą. Ze starcia śląskich drużyn zwycięsko wyszła Polonia (stosunkiem bramek 2-1), a finale czekał na nią Slovnaft Bratysława. Ten pojedynek niestety zakończył się porażką Bytomian – przegrali 0-1. W tym okresie Polonia Bytom mogła się pochwalić jedną z najlepszych(jeśli nie najlepszą) kadrą w swojej historii. Dostępu do bramki bronił Edward Szymkowiak, w obronie grał 19-letni wówczas Zygmunt Anczok (późniejszy 48-krotni reprezentant Polski i złoty olimpijczyk z Monachium), filarem w pomocy był Ryszard Grzegorczyk (łącznie rozegrał w barwach Polonii ponad 300 spotkań), a w ataku szaleli Jan Liberda (jedna z największych legend tego klubu – spędził w nim ponad 15 lat, strzelając 146 goli w ponad 300 meczach) oraz młody, ale już pokazujący ogromny potencjał Jan Banaś, który w następnych latach stanowił o sile zabrzańskiego Górnika. Przygoda Polonii w Pucharze Karla Rappana sezonu 1964/65 rozpoczęła się zajęcia pierwszego miejsca w grupie. Trudnej, bo znalazły się w niej znane europejskie marki – RC Lens i Schalke 04 Gelsenkirchen, a także szwedzki Degerfors. Emocji w starciach grupowych nie brakowało. Bytomianie potrafili przegrać z Lens 1-3, by w rewanżu wygrać 4-0. Najwięcej radości sprawiła jednak bez wątpienia wygrana z Schalke stosunkiem aż 6-0. Co ciekawe, Niemcy po końcowym gwizdku mogli mówić o szczęściu – kilkoma świetnymi paradami popisał się ich golkiper Horst Muhlmann, a dwa razy przed utratą gola uratował ich słupek. Gdyby nie to, mogliby przegrać dwucyfrową różnicą bramek. Sześć goli w starciu z Polonią stracił też klub Degerfors, który wówczas był trenowany przez Gunnara Nordalhla – legendę i najlepszego strzelca w historii AC Milan.

Kolejne rundy pokazały, że Bytomianie są mistrzami w odrabianiu strat. Pierwszy mecz ćwierćwinałowy z niemieckim Karl-Marx-Stadt przegrali 0-2, ale rewanż wygrali 4-1 i awansowali do półfinału. Tam czekali na nich Belgowie ze Standardu Liege, z którymi Polonia najpierw przegrała 0-1, ale w rewanżu wygrała 3-1. W finale, który w przeciwieństwie do tego z poprzedniego sezonu także miał się składać z dwóch spotkań, czekała ekipa SC Lipsk. Pierwsza część tego pojedynku miała zostać rozegrana w Niemczech. I niestety, zgodnie z dotychczasową tradycją, Polonia ten mecz przegrała, i to fatalnym wynikiem 0-3. Zawodnicy tłumaczyli się później, że podróż przepełnionym pociągiem do Lipska „odebrała im świeżość”, a do tego w kadrze z powodu kontuzji zabrakło jednego z filarów drużyny, czyli bramkarza Edwarda Szymkowiaka. Końcowy triumf wydawał się być bardzo mało realny. Kibice, którzy 16 lipca 1965 roku wybrali się na mecz rewanżowy, mieli wszelkie powody, aby zwątpić w swój zespół. Po dwudziestu minutach do siatki Polonii piłkę skierował Lowe i wydawało się, że dwumecz jest rozstrzygnięty. Wtedy jednak piłkarze z Bytomia pokazali, że nie bez kozery są nazywani mistrzami rewanżów. W 23. minucie Franke strzelił samobója, a 9 minut później Polonia prowadziła 2-1 po trafieniu Grzegorczyka z rzutu karnego. Jeszcze przed przerwą było 3-1 za sprawą Jerzego Jóźwiaka. Na dwadzieścia minut przed końcem regulaminowego czasu gry Jan Banaś strzelił gola na 4-1, a tuż przed końcowym gwizdkiem Norbert Pogrzeba postawił kropkę nad „i” bramką na 5-1. W ten sposób Polonia Bytom została pierwszym(i jak na razie ostatnim) polskim klubem, który wygrał europejski puchar. Jan Liberda, choć w ostatnim meczu gola nie strzelił, został królem strzelców całego turnieju, zdobywając 9 goli.

0

@Filipem Inaczej bym nie pisał i nie był tutaj...
Ale juz powoli chłone

3

A niech te Angole jasny szlak trafi! Kuźwa mać!

0

Ciśnienie 175 na 105, puls 70 ale miałem już wieksze!

0

@FcPortoFan1999 To wszystko przez miłość do futbolu, Argentyny, Hiszpanii i Widzewa

0

A więc w finale Euro 2025 będzie ,,taniec diabła" czyli seria rzutów karnych!
Ja i tak już biore 3 różne tabletki na nadciśnienie, to jeszcze tylko tego brakuje!

2

@blakkudium Oj co prawda, to prawda!

3

Cóż za poezja. Es-pa-na! Es-pa-na!
Cóż za magia futbolowa. Es-pa-na! Es-pa-na!

2

@blakkudium Za co? Za ten kiks?? No weź nie żartuj(!) bo to w końcu mój Widzew i oczy od tego bolą...

3

Vamos Espana! Vamos a ganar!

2

@FCBparasiempre
Mundialowe kompromitacje:

1950 i wyjście po angielsku

Brazylijskie mistrzostwa świata z 1950 roku były pierwszymi od czasów wojny. Był to zarazem premierowy turniej z udziałem Anglików, czyli najstarszej (obok Szkocji) reprezentacji narodowej. Oczekiwania wobec „ojczyzny futbolu” były bardzo wysokie – Wyspiarze byli traktowani jako jeden z głównych kandydatów do złota. Anglicy trafili do jednej grupy z Hiszpanami, Chilijczykami i Amerykanami. W pierwszym meczu nie dali szans drużynie Chile, pokonując ją 2:0, jednak to, co wydarzyło się później w meczu z Amerykanami przeszło do historii i po dziś dzień jest wspominane jako jedna z największych sensacji mistrzostw. Jankesi niespodziewanie postawili bardzo trudne warunki faworytom, a przed utratą bramki ratowały ich słupki i świetnie dysponowany tego dnia bramkarz. Jednak prawdziwym wstrząsem dla kibiców Anglii była bramka stracona w 38. minucie spotkania. Zdobył ją Joe Gaetjens. Niesieni na oparach heroizmu Amerykanie nie oddali prowadzenia do końca meczu. Nie przeszkodził w tym nawet rzut karny, którego nie zdołali wykorzystać faworyci. Gdy do Londynu przesłano komunikat o wyniku 0:1, wielu sądziło, że to pomyłka drukarska i prawdziwy wynik to 10:1 – to obrazuje oczekiwania wobec meczu. Po potwierdzeniu wyniku londyński „Daily Herald” zamieścił na pierwszej stronie nekrolog angielskiego futbolu. Porażka została określona „cudem na trawie” i nawet powstał na tej podstawie film. Ostatni mecz fazy grupowej z Hiszpanią był walką o przetrwanie. Za zwycięstwo przyznawano wtedy dwa punkty. Anglicy musieli pokonać Hiszpanów różnicą czterech bramek. Zamiast tego doznali kolejnej porażki 0:1 i skompromitowani musieli wrócić do kraju.

1966 i sensacyjna Korea Północna

Mistrzostwa w 1966 roku zostały rozegrane w Anglii i były wyjątkowe z wielu względów. Po pierwsze towarzyszyło im świętowanie 100-lecia angielskiego związku piłkarskiego. Po drugie – był to pierwszy mundial, w którym Lwy Albionu nie były prowadzone przez legendarnego Waltera Wintebottoma – jednego z najsłynniejszych selekcjonerów, który prowadził kadrę najdłużej i osiągnął z nią najwięcej zwycięstw. Został on zresztą uhonorowany tytułem szlacheckim. I najważniejsze – gospodarze zdobyli upragniony tytuł mistrza świata. Radości Anglików nie podzielali jednak Włosi. Drużyna pod wodzą Edmondo Fabbriego może nie liczyła na tryumf w rozgrywkach, jednak z pewnością nie spodziewała się tak szybkiego pożegnania z mistrzostwami. Otwarcie było obiecujące. Podobnie jak Anglicy 16 lat wcześniej, Włosi w swoim pierwszym meczu ograli Chile. Porażka ze Związkiem Radzieckim nie była dużym zaskoczeniem, a jej niski wymiar został przyjęty ze względnym spokojem. W końcu reprezentacja ZSRR była wówczas jednym z najlepszych zespołów w Europie i na świecie. Warto wspomnieć, że sześć lat wcześniej zwyciężyli oni w mistrzostwach Europy, a do angielskiego turnieju podchodzili jako ćwierćfinaliści poprzedniego mundialu oraz obecni wicemistrzowie Europy. Decydujące było starcie z Koreą Północną. Włochów urządzał nawet remis. Rywale sensacyjnie wygrali 1:0. Faworyzowani Włosi musieli pogodzić się z odpadnięciem z turnieju. Koreańczycy wrócili do domu niedługo później. W kolejnej fazie po prawdziwej strzelaninie ulegli Portugalii 3:5.

2002 i kompromitacja podwójnego mistrza

Mistrzostwa z 2002 roku pamiętamy głównie za sprawą niespełnionych oczekiwań wobec kadry Jerzego Engela. Jego „futbol na tak” zakończył się blamażem z Koreą i gradem goli z Portugalią. Honor uratował mecz ze Stanami Zjednoczonymi. Drużyna wróciła do kraju w atmosferze ogólnopolskiej histerii. W końcu Jerzy Engel zapowiadał walkę o mistrzostwo świata. Co jednak powinni powiedzieć Francuzi? Byli w tamtym okresie niekwestionowanym wzorem piłkarskiej potęgi. Zespół wypełniony gwiazdami z Zidanem na czele podchodził do mistrzostw jako główny kandydat do tytułu. Po wygranych mistrzostwach świata cztery lata wcześniej, a także tryumfie w mistrzostwach Starego Kontynentu, na Trójkolorowych stawiało się w ciemno. Dzieciaki prześcigały się, który będzie Zidanem, który Vieirą, a który Piresem. Kibiców nie zaniepokoił nawet fakt, że byli jedną z najstarszych drużyn turnieju (średnia 29 lat) oraz to, że Zidane doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go na dwa pierwsze mecze grupy. Rywale grupowi Francji mieli być jedynie rozgrzewką. Jednak już w pierwszym meczu Trójkolorowych spotkała niemiła niespodzianka ze strony Senegalczyków. Ówczesny wicemistrz Pucharu Narodów Afryki postawił twarde warunki i sensacyjnie wygrał 1:0. Francja stanęła pod ścianą, ale trener postanowił nie mieszać w składzie na kolejny mecz z Urugwajem. Ten zakończył się remisem 0:0, co… wciąż pozwalało wierzyć w awans do kolejnej rundy. Francuzi później ulegli jednak Duńczykom 0:2, a drużynie nie pomogła nawet obecność Zidane’a. Obrońcy tytułu pożegnali się z azjatyckim turniejem już po trzech meczach, nie strzelając nawet jednej bramki.

2010 i poprzedni finaliści odpadają w grupie

Dwóch finalistów poprzedniej edycji odpada w fazie grupowej? Taka sytuacja miała miejsce w 2010 roku. Francuzi okazali się słabsi od Urugwaju, Meksyku i RPA, kończąc mistrzostwa z jednym punktem w tabeli i toksyczną atmosferą w zespole, nie mówiąc już o tym, że Thierry Henry w barażu oszukał Irlandczyków, zagrywając piłkę ręką. Włosi ulegli Słowacji i zremisowali w meczach z Nową Zelandią i Paragwajem. Obie drużyny zajęły ostatnie miejsce w grupie. Obie odpadły z rywalami wiele słabszymi. Gdy Nicolas Anelka otwarcie skrytykował trenera kadry po meczu z Urugwajem, ten odesłał zawodnika do domu. Domenech stracił tym samym panowanie nad szatnią, a drużyna narodowa, która jeszcze niedawno była przekonana o swojej potędze, niemal uległa rozsypce. Co ciekawe – Nowa Zelandia, która odpadła z turnieju, nie przegrała żadnego meczu. Nie tylko wielcy zawiedli na mistrzostwach w RPA. Na szczególną uwagę zasługuje reprezentacja Korei Północnej – drużyna, wobec której nikt nie miał jakichkolwiek oczekiwań. Nikt, z wyjątkiem krajowego reżimu, który traktował udział w mistrzostwach jako narzędzie propagandy. Koreańczycy rozpoczęli turniej całkiem nieźle, strzelając bramkę Brazylii i przegrywając zaledwie 1:2. Niestety Portugalia i Wybrzeże Kości Słoniowej nie były tak przyjazne dla piłkarzy z komunistycznej republiki, wbijając jej łącznie 10 bramek. Podobno piłkarze nie zostali potraktowani przez władze swojego kraju zbyt przychylnie. Najwyraźniej to pomogło, bo już cztery lata później Koreańczycy zdobyli tytuł mistrzowski. Po raz kolejny mądrość i doświadczenie wielkiego wodza poniosło naród ku chwale!

2014 i najsmutniejsze 1:7

Wszyscy doskonale pamiętamy ból przeszywający serca gospodarzy turnieju w 2014 roku. Mimo osiągnięcia półfinału, to oni byli największym przegranym mistrzostw sprzed 8 lat. Ciążyła na nich wielka presja. Każdy wynik inny niż mistrzostwo był traktowany jako porażka. Droga do finału nie była łatwa, jednak Brazylijczycy pokonywali kolejne etapy turnieju. To, co wydarzyło się w półfinale przeszło do historii. Gospodarze przegrali aż 1:7, co było najwyższą porażką od 94 lat (przegrana 0:6 z Urugwajem). Rozbici psychicznie nie zdołali wywalczyć nawet trzeciego miejsca, ulegając Holendrom aż 0:3. Przed ostatecznym upokorzeniem całego narodu uchroniła… reprezentacja Niemiec, która pokonała w finale Argentynę. Warto przypomnieć, że już na etapie fazy grupowej z turniejem pożegnały się murowani faworyci, czyli Anglia, Włochy, Hiszpania (która zresztą broniła tytułu mistrzowskiego), Chorwacja i Portugalia.

2

Coś dla @Bernard777

3

Tylko co miałem pisać: Oj ,,Niebiescy" ależ wy się męczycie że żal na to patrzeć! A tu prosze, jakoś wycisneli...
Vamos Niebiescy!

0

@Lionel_Messi10 No gdzież na Hard Rock Stadium??? Przecież to stadion w Miami w USA!!!

8

Piłkarze zatarci w historii:

27 lipca 1952 r. urodził się Robin Friday. Jeden z najbardziej utalentowanych graczy tamtych czasów w Anglii. Jego kariera zakończyła się w wieku 25 lat. Nie mówimy tutaj jednak o jakimś dramatycznych urazie, który zakończył wielkie marzenia o futbolowych salonach. George’a Besta i jego historię zna każdy, a kto nie, ten powinien się wstydzić. Możecie sobie wyobrazić zatem, że po murawach biegał ktoś, kto szkodził sobie bardziej niż legenda Manchesteru United? Mówiąc wprost, Friday chlał i palił ponad wszelkie normy. Do tego dochodzi wieczne obżarstwo i ciągłe kombinowanie z narkotykami. Gdyby ktoś potrzebował zasadniczej wiedzy na temat ciężkich używek, to Robin był żywym leksykonem. Większość swojej piłkarskiej kariery spędził w Reading, w którym uznawany jest za jednego z piłkarzy wszech czasów. W 121 spotkaniach zdobył 46 goli, lecz odznaczała go boiskowa inteligencja i technika. Niestety tego pierwszego brakowało mu zdecydowanie w życiu prywatnym. Pod koniec swojej piłkarskiej kariery został sprzedany do Cardiff, przez coraz bardziej rosnący problem z narkotykami. Nikt w Reading nie chciał go już widzieć. Jak wspomniano wcześniej, piłkarski rozdział zakończył jako 25-latek, który przypominał wrak człowieka. Zmarł w wieku 38 lat na skutek ataku serca.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

To ja zamiast mojego Widzewa jestem zmuszony oglądać ,,Niebieskich" na Polonii!? A niech mnie drzwi ścisnął! A jakby tak Widzewa puścili na Polonii, to co by świat się zawalił!?

0

@Elvisek Spokojnie nad Lewym to napewno nie będe biadolił, gdyż on w zasadzie w rozegraniu coraz mniej daje a w większości sytuacji to tylko dokłada noge do pustaka. Owszem klub stawia na młodych i tak powinno być, tyle tylko że pozycja bramkarza jest wyjątkowa. Na tej pozycji trzeba zarówno zwinności jak i dużego doświadczenia. To się dopiero okaże jaki z Garcii będzie kot na lata? Taki klub jak nasz to powinien mieć doświadczonego i wybitnego bramkarza, jeśli chce zdobywać Lige mistrzów a takim z pewnością nie jest na ten moment Garcia...

0

@Elvisek Ja wiem o tym że Claudio bronił bardzo dobrze i też byłem zły że Marc go wygryzł. Mnie chodzi o to że Barca wcale nie była zmuszona kupować tego całego Garcie i na siłe wypychać Ter Stegena. Tak nie powinno się postepować wobec, jakby nie było żywej legendy Blaugrany. Marc to cały czas klasa sama w sobie i ogromne doświadczenie, czego o Garcii nie można powiedzieć. Generalnie takie postępowanie klubu całkiem mi się nie podoba...

0

@Elvisek Wiek? A wiesz na jakim poziomie i w jakim wieku bronił Gianluigi Buffon? Kontuzje to u niego pojawiły sie dopiero w tym roku(sezonie) a wrócił po kontuzji i genialnie bronił w Lidze Narodów...

15

Debiut ,,Ronniego” w barwach Blaugrany:

27 lipca 2003 r. Ronaldo de Assis Moreira(znany jako Ronaldinho Gaucho) zadebiutował w pierwszej drużynie FC Barcelony. Zdarzenie to miało miejsce w meczu towarzyskim z Juventusem Turyn zakończone remisem 2:2, jak również rzutami karnymi wygranymi przez Barçe 6:5, w ramach tourne po Stanach Zjednoczonych. Ronaldinho pojawił się na murawie od 46 minuty a w serii rzutów karnych wykorzystał swoją ,,jedenastke” na remis 4:4. Decydujące o zwycięstwie trafienie na 6:5 zaliczył Carles Puyol.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Astad
@AssisMoreira
@Adran360

12

Ciekawostki klubowe Blaugrany:

27 lipca 1999 r. nadawanie rozpoczęła Barça TV. Oficjalna klubowa telewizja wystartowała jako Canal Barça(obecną nazwę wprowadzono w 2004 r.). Dostępna jest w języku katalońskim, hiszpańskim oraz angielskim. Kanał dostępny jest za darmo w telewizji naziemnej na terenie Katalonii oraz na hiszpańskiej platformie satelitarnej. Za granicą można go oglądać z reguły w postaci bloków programowych dostępnych w kanałach sportowych.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?