FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
@FCBparasiempre
„Decada infame” po prostu nie mogła trwać dłużej niż 10 lat. Poziom niewydolności, który osiągano w jej trakcie, uniemożliwiał rządzenie. GOU(Grupa Zjednoczonych Oficerów) nawiązała kontakt z generałem Arturo Rawsonem, prosząc go o zebranie odpowiednich sił i 4 czerwca 1943 r. do Buenos Aires wkroczyło 10 tysięcy żołnierzy aby usunąć ze stanowiska prezydenta Ramona Castillo, stojącego na czele państwa, od czasu gdy w 1940 r. zachorował Roberto Ortiz a formalnie będącego jego następcą od czerwca 1942 r. Kongres został rozwiązany, polityków zmuszono do opuszczenia ministerstw, partie polityczne zdelegalizowano. Rawson ogłosił się prezydentem i powołał rząd, który miał opowiedzieć się za wsparciem aliantów podczas drugiej wojny światowej. Inni członkowie przywództwa GOU woleli jednak zachować neutralność i zmusili Rawsona do rezygnacji po zaledwie 3 dniach od zamachu stanu, 7 czerwca. Zastąpił go Pedro Pablo Ramirez. Ramirez utrzymał się na stanowisku nieco dłużej a mianowicie 8 i pół miesiąca a następnie przekazał urząd swojemu wiceprezydentowi Edelmiro Farrelowi. Najbardziej znaczącą postacią w ich rządzie okazał się jednak minister pracy Juan Domingo Peron, który(wysłany w 1939 r. we włoskie Alpy, by studiować taktykę wojen górskich) zapoznał się tam również z ideami socjaldemokratycznymi. Przez następne 2 lata Peron wdrożył ogromny program reform społecznych i gospodarczych, zyskując dzięki temu ogromną popularność. Uprzemysłowienie kraju przyspieszyło, podobnie jak rozwój miast. Wszystko to, podobnie jak postępująca alfabetyzacja i wzrost zamożności umożliwiony przez odradzającą się gospodarkę, doprowadziło nie tylko do kulturalnego boomu; oznaczało także narodziny nowej, wykształcony i aktywnej politycznie klasy, która szukała swojego przywódcy i znalazła go właśnie w osobie Perona. Człowieka, który(niezależnie od swojego wykształcenia i szkolenia wojskowego) był potomkiem Indianki z plemienia Tehuelczów. Człowieka, który po ukończeniu Akademii wojskowej otrzymał od ojca trzy książki a jedną był „Martin Fiero (jak napisano w dedykacji: ,, żebyś nigdy nie zapomniał że ponad wszystkim innym jesteś "criollo"). Dowódcy wojskowi obawiali się jego magnetyzmu do tego stopnia że postanowili go aresztować ale (jakby na potwierdzenie ich lęków) 17 października 1945 roku dziesiątki tysięcy manifestantów, ,,descamisados", czyli ludzi bez koszul, przeprawiło się przez Riachuelo z leżących na południu przemysłowych dzielnic i zgromadziło się na „Plaza de Mayo”, domagając się jego uwolnienia. Było tak jakby (sięgając po frazę pisarza Ernesto Sabato) ,,wprawiono w ruch wielką i cichą, niemal podziemną do tej pory moc". Nawet jeśli opacznie rozumiany, narodził się kult peronizmu. W 1946 roku, gdy do kraju znów wróciła demokracja Peron został wybrany prezydentem z przewagą 11% głosów, skądinąd w ostatnich wyborach przed nadaniem kobietom praw wyborczych. Dawny liberalny konsensus został zmieciony, klas robotnicza tak naprawdę po raz pierwszy doszła do głosu i co więcej, jak pisał amerykański historyk Robert D. Crassweller, objęcie urzędu przez Perona było ,,wyrzeczeniem się duchowego pokrewieństwa z Europą i wołaniem o prawdziwą rdzenność, o kreolską rzeczywistość i kreolski mit, o ducha Martina Fierro, było powrotem ,,caudillo". Inna sprawa że styl sprawowania władzy przez Perona zmienił również nastawienie do prezydentury. Choć demokratycznie wybrany, zwykł nosić mundur, co mogło przyczynić się do erozji pojęcia demokracji cywilnej w Argentynie, rzecz z głębokimi konsekwencjami dla kolejnych trzech dekad historii kraju. Z początku główne założenia peronizmu (sprawiedliwość społeczna i ekonomiczna niepodległość) pozwoliły prezydentowi iść trzecią drogą w okresie zimnej wojny. Podczas strajków rząd zwykle popierał protestujących związkowców, podwyżki płac były większe niż inflacja, a ceny najważniejszych towarów konsumpcyjnych(w tym biletów na mecze) utrzymywały się na niskim poziomie. W kluczowych gałęziach przemysłu prowadzono nacjonalizację, odbierając koleje firmom zarządzanym przez Brytyjczyków, stocznie - Francuzom a sieci telefoniczne - Amerykanom. Kontrola handlu zagranicznego i kursu wymiany walut oznaczała że rezerwy finansowe mogły służyć redystrybucji. Produkt przemysłowy brutto w latach 1941-48 wzrósł o 60%, a Peron dotrzymał obietnic dotyczących praw pracowniczych. Wprowadzono płatne wakacje, premię świąteczne i obowiązek wypłacania odpraw zwalnianym pracownikom. Płaca realna wzrosła o 40% między 1943 a 1951 rokiem. Zbudowano szkoły i szpitale, dotowano uniwersytety, zwalczano gruźlicę. Dopóki nikt nie pytał skąd właściwie biorą się pieniądze na tę falę rozbudowy i rozdawnictwa, można było uznać Argentyną za kraj prowadzący politykę społeczną w sposób modelowy. Gdy Europa Zachodnia odbudowywała się po wojennych zniszczeniach, gospodarka argentyńska rozwijała się dzięki eksportowi. Dług publiczny został spłacony, co pozwoliło Peronowi zadeklarować że kraj osiągnął ekonomiczną niepodległość. Były to jednak iluzje: argentyńska neutralność podczas II wojny światowej, odmowa spełnienia amerykańskich próśb i zerwania stosunków z państwami Osi po ataku na Pearl Harbor zaowocowały sankcjami gospodarczymi, co z kolei przyniosło w kraju wzrost postaw izolacjonistycznych. Argentyna, jak przekonywali jej kolejni przywódcy powinna radzić sobie sama.
Argentyński futbol, zamknięty w cudownej bańce mydlanej czy przysypiał w równie fałszywym poczuciu samozadowolenia. Dwa tygodnie przed wyborem Perona odbywał się decydujący mecz z Brazylią w Copa America 1946(była to jedna z dodatkowych edycji, która mimo oficjalnego statusu nie kończyła się przyznaniem trofeum). Stosunki między drużynami nie były najlepsze od czasu „Copa Julio Roca” z 1945 roku, rozgrywanego w Brazylii 2 miesiące wcześniej. Choć Argentyna wygrała pierwszy z trzech meczów w São Paulo 4:3, w drugim zorganizowanym w Rio została rozgromiona 6:2 a w drużynie gospodarzy błyszczał znajdujący się wówczas u szczytu formy Heleno de Freitas. W pierwszej połowie rozstrzygającego spotkania Ademir złamał nogę Josemu Pedro Bataliero i Brazylia wygrała 3:1. Faul wydawał się wprawdzie przypadkowym ale gdy obie drużyny spotkały się znowu we wspomnianym meczu Copa America, kibice argentyńscy pałali rządzą zemsty a uliczni sprzedawcy oferowali im niedojrzałe gruszki do ciskania w Brazylijczyków. Argentyna, której do obrony tytułu wywalczonego rok wcześniej w Chile wystarczał remis, po 20 minutach prowadziła już 2:0 dzięki golom Norberto Mendeza, napastnika Huracanu z bujnie wypomadowaną czupryną i wytwornym wąsikiem, który stał się dzięki tym trafieniu najlepszym strzelcem turnieju. Dobiegała 30 minuta, gdy kapitan Argentyńczyków Jose Salomon spróbował zablokować strzał Jaira. Obaj gracze zderzyli się nogami, Salomon upadł a po chwili okazało się że złamał zarówno kość strzałkową, jak i piszczel. Jego koledzy rzucili się na Brazylijczyka a kibice wpadli na boisko by odwet stał się jeszcze sroższy. Przywrócenie porządku zajęło policji ponad godzinę, po czym sędzia raczej symbolicznie niż sprawiedliwie osądzając skalę przewin, usunął z boiska po jednym zawodniku z każdej drużyny(Chico i i Vicente de la Mate). Mecz kończono w atmosferze wzajemnej wrogości, wynik 2:0 utrzymał się do końca, Argentyna zdobyła Mistrzostwo ale Salomon nigdy więcej nie zagrał w reprezentacji. ,,Złamałeś nogę najlepszemu argentyńskiemu obrońcy"- powiedział później trener Guillermo Stabile do Jaira. ,,Bzdura - miał odpowiedzieć napastnik. - najlepsi argentyńscy obrońcy to de Zorzi i Valussi". O wpływie sukcesów sportowych na wyniki wyborów mówi się wiele, najczęściej przywoływanym przykładem jest szokująca porażka Harolda Wilsona z Wielkiej Brytanii w wyborach 1970 roku, którą łączono z niesmakiem po angielskiej porażce z Republiką Federalną Niemiec w rozgrywanym pięć dni wcześniej ćwierćfinale mundialu ale o bezpośrednie dowody trudno. Nie sposób więc powiedzieć, czy wygrana nad Brazylią miała jakikolwiek związek z sukcesem wyborczym Perona, choć z pewnością wywołane nią poczucie patriotycznego uniesienia kandydatowi nie zaszkodziło. Rok później Argentyna znów obroniła tytuł, ekipa z Moreno, Mendezem, Boye, Loustau i Di Stefano w składzie wygrała 6 meczów i zremisowała jedno w rozgrywkach, w których tym razem Brazylia nie wzięła udziału. Był to, jak widać czas argentyńskiej dumy i wiary we własne siły, nie tylko zresztą w futbolu ale i bardziej ogólnie. Znajduje to swoje odbicie w klasycznym już filmie o tutejszej piłce, którego scenarzystą był Borocoto. "Pelota de trapo"(szmacianka) opowiada historię Eduardo Diaza a przydomku Comeuñas(obgryzacz paznokci), który uczy się grać w piłkę szmacianką na ,,portero" w swoim ,,barrio". Staje się gwiazdą i ulubieńcem trybun, w kluczowym momencie jednak tuż przed finałem międzynarodowego turnieju z Brazylią( która tymczasem zastąpiła Urugwaj w roli największego rywala Argentyny) dowiaduje się że ma przewlekłą wadę serca i jeśli zagra może umrzeć w trakcie rywalizacji. Jego trener namawia go by się wycofał ale tłum naciska wnosząc go na boisko. W punkcie kulminacyjnym Comeuñas spogląda na argentyńską flagę i decyduje się zagrać: ,,Jest wiele sposobów oddania życia za ojczyznę a to jeden z nich"- powiada, zakłada koszulkę w biało-niebieskie paski i zdobywa zwycięskiego gola. Choć bóle w klatce piersiowej nie ustają, on sam nie umiera do końca filmu, będącego romantycznym hołdem dla kultury ,,pibe" i ,,la nuestra" ale także jawnie nacjonalistycznym wezwaniem dla ,,porteños", aby patrzyli szerzej niż ich ,,barrio" i ich przynależność klubowa: by dostrzegali także Argentynę i jej reprezentacją. Gdyby istniał naprawdę, zaledwie rok później Comeuñas nie miałby okazji do zaryzykowania życia podczas gry dla ukochanej ojczyzny. Ani w Copa Americaa w 1949 roku, ani w Mistrzostwach Świata w 1950 roku Argentyńczycy nie wzięli udziału, winiąc za to biurokratyczne trudności. Nie trzeba wiele wyobraźni aby widzieć w tym jednak swoisty protekcjonizm. Dla Perona najważniejsze było to aby poczucie argentyńskiej wyższości nad konkurentami nie mogło zostać zakwestionowane. W opowiadaniu Julio Cortazara " Zajęty dom" z 1946 roku, gdzie pewien burżuazyjny dom jest stopniowo przejmowany przez jakichś ,,onych", na co właściciele godzą się niechętnie ale nigdy nie stawiają oporu(dość przejrzysta metafora Argentyny Perona) narrator opisuje, jak włóczy się po księgarniach, ,, nadaremnie pytając o jakieś nowości z literatury francuskiej. Od 1939 roku nic wartościowego nie pojawiło się w Argentynie". To samo można by powiedzieć o argentyńskiej piłce. Kiedy zatrzasnęły się okiennice izolacjonizmu, wymiana idei, która mogła uratować ją od popadnięcia w samozadowolenie została zablokowana.
Sport był wówczas nie tylko jednym z najważniejszych instrumentów tworzenia wizerunku pewnej siebie i pełnej siły przebicia Argentyny, był także częścią aury otaczającej samego Perona. Prezydent połączył Argentyński Komitet Olimpijski z Konfederacją Sportu Argentyńskiego, poddał je kontroli państwa i stanął na czele nowego tworu, na którego inaugurację uruchomiono kampanię ,,Peron sponsorem sportu", nazywając głowę państwa także ,, pierwszym sportowcem". Sam wolał wprawdzie polowania i był biegłym szermierzem ale miał świadomość roli piłki w budowaniu tożsamości narodowej, co oznaczało że nie mógł również lekceważyć konsekwencje potencjalnych porażki w jakimś meczu międzypaństwowym. W każdym razie wśród cech, który odróżniały go od poprzedników była też wiedza że sport, to(by użyć frazy Alabarcesa - ,,nowy(i prawowity) patriotyczny symbol". Oznaczało to konieczność napisania historii na nowo. Wyreżyserowany przez Ralpha Pappiera w 1950 roku film biograficzny o Aleksandrze Watson Huttonie, " Escuela de campeones"(szkoła mistrzów), mógł się wydawać kłopotliwy przez podkreślenie brytyjskich korzeni futbolu. Przez większą część filmu Watson Hutton nosi słynną czapkę Sherlocka Holmesa( zdaje się że autorzy byli zdania że takie nakrycia głowy mieli wszyscy Anglicy w tamtych czasów) ale niezależnie od stereotypów znaczące jest to, że jego niezwyciężoną drużynę Alumni prezentuje się(z pewnością niezgodnie z prawdą historyczną) jako zespół Brytyjczyków, którzy szybko stają się Argentyńczykami. Można jednak dojść do wniosku że chuchanie i dmuchanie na argentyński futbol było podszyte lękiem, że nie jest on wcale aż taki potężny. Wielka piątka zmieniała się tymczasem w Wielką dwójkę aż w końcu, po sześciu latach dominacji Boca i River, w 1946 roku San Lorenzo wydarło im mistrzostwo dzięki zwycięstwu 3:1 z Ferro Carril Oeste w ostatniej kolejce sezonu(Boca w tym samym czasie przegrała z Velezem Sarsfield). O sile tamtej drużyny stanowiło „Terceto de Oro” (złote Trio). Prawy atakujący Armando Farro, patykowaty spryciarz, który potrafił cofnąć się do środka pola aby rozegrać piłkę, środkowy napastnik Rene Pontoni ze starannie utrafionymi jasnymi włosami, równie wypieszczonymi wąsikami i ciągiem na bramkę oraz śniady i silny lewy atakujący Rinaldo Martino. Całą drużynę nazywano wówczas ,,El Ciclon", niejako utrwalając legendę o pewnym odbytym w grudniu i styczniu tournee po Hiszpanii i Portugalii. Pomimo ,,zimna, śniegu i intensywnych opadów deszczu tamtej zimy", pisał ,,El Pais", San Lorenzo ,, sprawiło prawdziwą sensację". Jednak władze nadal pozostawały ostrożne, szczególnie po tym, jak mająca już niemal w ręku Puchar Świata Brazylia przegrała finałowy mecz organizowanego na własnym terenie mundialu w 1950 roku. Lekką atletykę, mniej popularną i wyzwalającą o wiele mniej zbiorowych emocji uważano za bezpieczniejszą. W 1948 roku rząd ufundował więc wyjazd całkiem sporej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie do Londynu a jej wynik uznał za sukces, gdyż Argentyna znalazła się na 13 miejscu w klasyfikacji medalowej zdobywając 2 złota w boksie i jeden w męskim maratonie. Medaliści tamtej olimpiady otrzymali od Perona kolejne książki podczas specjalny ceremonii na El Monumental w 1949 roku. W tym samym roku Buenos Aires przegrało zaledwie jednym głosem rywalizację z Melbourne o organizację igrzysk w 1956 roku. Choć administracja trzymała się z dala od międzynarodowej piłki, robiła wszystko aby kontrolować krajowe rozgrywki. Wybór Oscara Nicoliniego i Valentina Suareza na kolejnych prezydentów był dokonywany bezpośrednio przez Perona a budowy stadionów Huracanu i Velezu były (podobnie jak wcześniej obiekt River Plate) w gruncie rzeczy finansowane przez rząd. W zamian władze zyskiwały kontrolę. W kierownictwie każdego klubu znajdował się tak zwany ,,padrino"(Ojciec Chrzestny) powiązany z Peronem. Piłka odgrywała znaczącą rolę także w społecznym programie prezydenta, głównie dzięki turniejowi Evity, który po raz pierwszy zorganizowano w 1950 roku otwarty dla wszystkich drużyn dziecięcych, które zgłosiły się do biur fundacji Evity Peron, działał w gruncie rzeczy jako instytucja bardziej dobroczynna niż sportowe, zapewniając młodym zawodnikom stroje a także pilnując aby przechodzili badania lekarskie, otrzymywali szczepionki i byli poddawani prześwietleniom. Mecze finałowe rozgrywano w Buenos Aires, poprzedzając je hymnem państwowym i marszem dla Ewy Peron, która rozpoczynała rozgrywki pierwszym kopnięciem piłki. Waga tych turniejów wykraczała jednak poza politykę i dobroczynność. Utalentowani młodzi zawodnicy zyskiwali okazję żeby się pokazać a piłka nożna - żeby stać się narzędziem społecznego rozwoju. Było jednak coś więcej, celebracja dzieciństwa to znaczący fragment autoportretu argentyńskiego futbolu. ,,Odwołując się do „pibe”, Borocoto nie koncentruje się jedynie na jego młodości ale także na świeżości, spontaniczności i wolności, w wartościach często wiązanych z dzieciństwem i traconych w wieku dojrzałym na rzecz poczucia odpowiedzialności"- pisał socjolog Sergio Lewinsky. W tym sensie wydaje się znaczące że właśnie Ewa Peron stała się symbolem dziecięcego turnieju piłkarskiego. Aktorka, która przybyła do Buenos Aires w latach 30-tych poślubiła Perona w 1945 roku i w gruncie rzeczy stworzyła sobie nową osobowość. Dokumenty dotyczące urodzenia zostały sfałszowane tak by stworzyć wrażenie że jej rodzice byli małżeństwem. W ten sposób Ewa Ibarguren(nazwisko matki) urodzona w 1919 roku stała się Ewą Duarte(nazwisko ojca) urodzoną w roku 1922. Argentyna wciąż była krajem, w którym każdy mógł wymyślić się na nowo a jeśli nawet musiał to zrobić za pomocą małej ,,vivezy"(sztuczki), to trudno. Evita pracowała z niespożytą energią, sypiając często dwie, 3 godziny na dobę, będąc twarzą wielu społecznych i dobroczynnych przedsięwzięć Perona i ciesząc się uwielbieniem mas. Podziwiano jej młodzieńczą witalność i świeżość: wtedy, w późnych latach 40-tych zajmowała podobne miejsce na granicy dzieciństwa i dojrzałości, co „pibe”. Co miało zresztą swoje wady i zalety. ,,Pod wieloma względami Evita Peron była ambitną, upartą i egoistyczną dziewczynką, która nigdy nie dorosła. Argentyna... była wciąż niedojrzałym krajem"- pisał brytyjski ambasador w Buenos Aires. Pozostała młoda na zawsze. 9 stycznia 1950 roku Evita zemdlała w miejscu publicznym. Trzy dni później przeszła operację i choć poinformowano że wycięto jej ślepą kiszkę w rzeczywistości cierpiała na raka szyjki macicy. Po powtórnej wygranej Perona w wyborach prezydenckich 1952 roku wzięła udział w paradzie Zwycięstwa w Buenos Aires. Zbyt cierpiąca żeby samodzielnie stać była podtrzymywana przez ukrytą pod futrem gipsową szynę - wyraz silnej woli, w którym jednak po upływie czasu można dostrzec groteskowy symbol argentyńskiej gospodarki jako poważnie chorego organizmu wspieranego niewidocznymi i sztucznymi podpórkami. Jej śmierć 26 lipca 1952 roku rozpoczęła okres niespotykanej na taką skalę żałoby. Kiedy następnego dnia ciało prezydentowej wnoszono do gmachu Ministerstwa Pracy, w ścisku zginęło 8 osób a kolejne 2 tysiące trafiły do szpitala. Był to pierwszy przejaw kultu Evity, który trwał jeszcze przez wiele lat.
6
Juan Peron izolował argentyński futbol:
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
2
@FCBparasiempre
Cudze chwalicie, swego nie znacie:
Wszyscy fascynują się niesamowitą skutecznością trójki napastników Barcelony, ochrzczonej nazwą MSN. I słusznie. Messi, Neymar i Luis Suarez robili nieprawdopodobne rzeczy! Ale cudze chwalicie, swego nie znacie. Frapującą historie poznacie w odpowiedzi na mój komentarz. W Polsce był kiedyś atak co najmniej równie skuteczny. Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz i Teodor Peterek robili rzeczy jeszcze bardziej niewiarygodne i gdyby piłka nożna była wówczas tak medialna, jak dziś, to pewnie wszyscy słyszeliby o ataku WWP. Żeby opowiedzieć tę historię musimy uruchomić nasz wehikuł czasu i cofnąć się aż do lat 30-tych ubiegłego wieku. Jesteśmy w miejscowości Wielkie Hajduki, które w 1939 roku zostaną częścią Chorzowa. Tamtejszy Ruch dopiero zaczynał budować swoją legendę a głównymi architektami byli Teodor Peterek i Gerard Wodarz. To oni, wraz z Edmundem Giemsą, decydowali o obliczu ofensywy zespołu, który w 1933 sięgnął po tytuł mistrza Polski. Wodarz grał na pozycji lewoskrzydłowego. Strzelanie goli nie było jego głównym obowiązkiem, choć podczas 11 sezonów gry w Ruchu strzelił ich 51, czyli całkiem sporo. Jego wkład w sukcesy Ruchu był nie do przecenienia, bo zazwyczaj to po jego dośrodkowaniach z lewego skrzydła napastnicy strzelali bramki. Gdyby ktoś w czasach przedwojennych liczył asysty, to być może mielibyśmy do czynienia z jakąś astronomiczną liczbą. Wodarz był tak dobry, że po meczu z Wielką Brytanią na igrzyskach olimpijskich w Berlinie, Anglicy natychmiast zaproponowali mu grę na Wyspach. Piłkarz odmówił, tłumacząc to tęsknotą za rodzinnym domem. No cóż, takie były wtedy czasy. Teodor Peterek był z kolei klasycznym snajperem. Do Ruchu trafił w 1928 roku ze Śląska Świętochłowice i szybko oczarował kibiców tego klubu eleganckim stylem gry. Kiedy już się zaaklimatyzował na dobre, zaczął strzelać gole z zadziwiającą częstotliwością i w sumie na boiskach ekstraklasy uzbierał ich aż 154. Peterek słynął ze świetnej gry głową i… dogryzania arbitrom. Choć obaj zawodnicy zbierali doskonałe recenzję przed 1934 rokiem, to w rok, w którym Włosi zdobyli tytuł mistrza świata a Polska i Niemcy podpisały deklarację o niestosowaniu przemocy, był przełomowy dla obu zawodników i dla samego klubu. Stało się tak ze względu na przybycie nowego zawodnika – genialnego Ernesta Wilimowskiego.
Popularny „Ezi” grał wcześniej w 1. FC Katowice i już wtedy wszyscy mówili, że ten piłkarz ma papiery na granie. Kiedy jednak założył koszulkę Ruchu, stał się kimś w rodzaju futbolowego mesjasza. Już w pierwszym sezonie strzelił 33 gole, a trzeba zaznaczyć, że wcale nie wpłynęło to na ilość goli strzelonych przez Peterka, który trafiał do siatki 28 razy! Jeżeli dodamy do tego 10 goli Wodarza, to wyjdzie nam niewiarygodna liczba 71 goli w 21 meczach!(w jednym meczu Ruch wygrał walkowerem po wycofaniu rywala). A przecież Wilimowski miał wówczas zaledwie 17 lat! Ile znaczył Wilimowski dla Ruchu? Oddajemy głos nieocenionemu Andrzejowi Gowarzewskiemu, który na łamach tomu 2. „Kolekcji klubów” dotyczącego historii Ruchu Chorzów, pisał następująco: ,,Młodziutki napastnik, o mało przekonującej posturze − szczupły, wręcz chudy, o skąpej, rudowłosej czuprynie i śmiałym, wręcz bezczelnym spojrzeniu − był jednak najlepszym transferem, jakiego dokonali hajduccy działacze. Za hutniczy etat stał się graczem „niebieskich” i od pierwszego występu wzbudzał entuzjazm kibiców. To niewiarygodne, jak olbrzymim talentem obdarzyła go natura − objawił się jako technik absolutny, a przy tym posiadający fenomenalną wręcz intuicję strzelecką. Swoją postawą zmuszał do respektu i akceptacji najbardziej rutynowanych partnerów, znajdował bez trudu miejsce należne mu z racji umiejętności a młody wiek nie miał w tym przypadku żadnego znaczenia. Poddali się jego osobowości tak znakomici gracze, jak Peterek i Wodarz, akceptowali, choć nie zawsze lubili, wszyscy inni”.[Kolekcja klubów. Ruch Chorzów. Wydawnictwo GiA. Str. 43/45]. W kolejnych latach trójka W-W-P, wspierana m.in. przez Edwarda Giemsę, Ewalda Urbana, Ernesta Kubisza czy Ewalda Kruka, była postrachem polskich bramkarzy. W efekcie Ruch do momentu rozpoczęcia II wojny światowej tylko raz dał sobie odebrać tytuł mistrzowski. Peterek w tym czasie dwukrotnie sięgał po tytuł króla strzelców, a w 1936 roku dzierżył berło wraz z Wilimowskim (strzelili wówczas po 18 bramek) a Wodarz robił to, co wychodziło mu najlepiej ― wystawiał im piłki jak na tacy.
W reprezentacji również cała trójka spisywała się wyśmienicie, jednak razem zagrali tylko w trzech meczach. Po raz pierwszy hajduckie trio spotkało się na boisku 23 maja 1934 w meczu ze Szwecją (2:4), choć wówczas Peterek wszedł tylko na ostatnie dziewięć minut. W 1934 roku Peterek, Wilimowski i Wodarz wraz z Edmundem Majowskim i Józefem Nawrotem tworzyli atak reprezentacji Polski w meczu z Jugosławią (1:4) a w 1938 wspólnie z Ryszardem Piecem i Leonardem Piątkiem wystąpili w meczu przeciwko reprezentacji Niemiec (1:4). Ostatecznie Peterek zagrał w kadrze w dziewięciu meczach i strzelił sześć bramek, bilans Wodarza to 28 gier i dziewięć goli a dorobek Wilimowskiego wynosił 22 mecze i 21 goli! Cała trójka brała też udział w wielkich międzynarodowych turniejach i jak zwykle, spisywała się wyśmienicie. W 1936 roku Wodarz (grając u boku Peterka) strzelił trzy bramki Wielkiej Brytanii na igrzyskach olimpijskich, a w 1938 Wilimowski strzelił na mistrzostwach świata cztery gole w starciu z Brazylią, i co warte odnotowania, wszystkie po podaniach Wodarza. Era wielkiego Ruchu zakończyła się w 1939 roku, choć zapewne trwałaby znacznie dłużej, gdyby nie II wojna światowa. Chorzowianie w ostatnim przedwojennym sezonie wciąż imponowali niesamowitą skutecznością. Wilmowski po 14 kolejkach miał 26 goli, Peterek 10, a Wodarz dołożył jedno trafienie (choć nie sposób policzyć jego asyst). W tym sezonie do historii przeszedł mecz Ruchu z Union Touring Łódź. Chorzowianie wygrali wówczas 12:1(!) a Wilimowski strzelił aż 10 goli! Co ciekawe ,,Przegląd Sportowy” miał po tym spotkaniu… skrytykować „Eziego”, o czym pisał na swoim blogu Paweł Czado: ,,Szokujące, że za najlepszego zawodnika tamtego meczu uznano nie Wilimowskiego a autora dwóch pozostałych goli kierującego atakiem, wyjątkowo świetnie dysponowanego Teodora Peterka! Przegląd Sportowy napisał, że gra Wilimowskiego w tym meczu nie była bez zarzutu.” Było w niej za dużo cyrkowych sztuczek a za mało pomocy sąsiadom, na czym stracił dobrze grający Wodarz”. Można się tylko zastanawiać co by się działo, gdyby w tamtych czasach było coś takiego jak europejskie puchary. Być może wówczas MSN wciąż próbowałby doścignąć osiągnięcia WWP? Tego już się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że w 1939 roku wybuchła wojna, która rozdzieliła niezwykłe chorzowskie trio. Peterek i Wodarz przez krótki czas zakładali koszulki Bismarckhütter Sport Vereinigung, powstały w miejsce zlikwidowanego Ruchu. Później zostali siłą wcieleni do Wermachtu, ale pod koniec wojny bronili honoru Polski. Zupełnie inaczej potoczyły się losy Wilimowskiego. „Ezi” podpisał volkslistę, przyznając poniekąd, że jest Niemcem i grał nawet w reprezentacji III Rzeszy. I właśnie dlatego Wilimowski przez wiele lat był wymazywany z kart historii polskiej futbolu. Czas pokazał, że wszelkie próby wymazania piłkarzy o takiej klasie są z góry spisane na straty.
1
Coś dla ciebie @Bernard777
9
RFN po raz drugi w historii:
22 czerwca 1980 r. RFN pokonała w finale mistrzostw Europy Belgie 2:1. Mistrzostwa Europy w 1980 roku po raz kolejny zawitały do słonecznej Italii. Po raz pierwszy grono finalistów powiększono z 4 do 8 drużyn. Ostatecznie triumfowała ekipa RFN, co było jej drugim tytułem najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Za zmianą formatu turnieju głównego poszła też korekta w kwalifikacjach. Włosi jako gospodarze turnieju uzyskali automatyczny awans. Z kolei pozostałe 31. europejskich drużyn podzielono na 7 grup (w grupach było po 5 lub 4 drużyny), których zwycięzcy kwalifikowali się do finałowej imprezy. Z eliminacji zwycięsko wyszły - Anglia, Belgia, Hiszpania, Holandia (w grupie rywalizowała z Polską - drugie miejsce, NRD, Szwajcarią i Islandią), Czechosłowacja, Grecja(debiut) i RFN. Finałowy turniej rozegrano również w nowym formacie. Osiem zespołów podzielono na dwie grupy. Zwycięzcy grup automatycznie awansowali do finału, a drugie zespoły do meczu o trzecie miejsce. Spotkania rozegrano na czterech stadionach - w Rzymie, Mediolanie, Neapolu i Turynie. Grupę A wygrali zawodnicy RFN, a na drugiej pozycji uplasowała się Czechosłowacja. W grupie B triumfowali Belgowie przed Włochami. Mecz o trzecie miejsce padł łupem Czechosłowacji, która znów świetnie wykonywała rzuty karne (w poprzedniej edycji mistrzostw po karnych wygrała cały turniej) w starciu z Włochami. Po dogrywce wynik był 1:1 a do rozstrzygnięcia potrzeba było aż dziewięć serii(!) "jedenastek" (9:8 dla Czechosłowacji). Finał na Stadio Olimpico w Rzymie okazał się szczęśliwy dla RFN, która po raz drugi zdobyła mistrzostwo Europy. Zwycięstwo z Belgią (2:1) zapewnił ekipie Niemiec Zachodnich Horst Hrubesch, strzelec obu goli dla tej drużyny w finale.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
9
@FCBparasiempre
W historii mundiali było tylko dwóch piłkarzy, o których można powiedzieć że zdobyli Puchar Świata w pojedynke. Diego Maradona dokonał tego jak nikt inny. Pele w roku 1958 zaczynał turniej jako rezerwowy a 4 lata później doznał kontuzji i nie wziął udziału w czterech z sześciu meczów Brazylii, z finałem włącznie. Wtedy piłkarzem, bez którego Canarinhos prawdopodobnie nie wywalczyli by tytułu, był genialny Garrincha. Nigdy wcześniej żaden zawodnik zwycięskiej reprezentacji nie miał na nią tak dużego wpływu jak on. Garrincha stał się pierwszym piłkarzem, na którym spoczęła odpowiedzialność za losy całej jedenastki. Tym bardziej że na mundialu w Chile Brazylia musiała sobie dawać rade bez Pelego. Niemal ćwierć wieku później Diego Maradona, w jeszcze bardziej imponującym stylu zdobył Puchar Świata dla Argentyny. Strzelił 5 goli w 7 meczach, które rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty. Trener go nie oszczędzał. Argentyna należała do faworytów, co od roku 1978 stanowiło już norme. Podobnie było 4 lata wcześniej na mundialu w Hiszpanii ale wtedy Maradona nie wytrzymał presji. Po brutalnym faulu, jakiego się dopuścił w meczu z Brazylią, wyleciał z czerwoną kartką z boiska a broniąca tytuły Argentyna nie dotarła nawet do strefy medalowej. Burza jaka wtedy przeszła przez kraj, zmiotła z posady noszonego do niedawna na rękach trenera Cesara Luisa Menottiego i wyrzuciła z kadry większość uczestników hiszpańskiego mundialu. Do kolejnego, w Meksyku, dotrwali tylko Maradona, Valdano, Olarticoechea, Pumpido i Passarella, który jednak nie opuszczał ławki rezerwowych. Historie drugiego meksykańskiego mundialu można opisywać, wyliczając kolejne akcje i gole Diego Maradony oraz faule na nim ale potrzebne jest krótkie wprowadzenie. Kim był Diego udający się do Meksyku? Miał 26 lat i od mniej więcej dziesięciu cieszył się opinią najbardziej utalentowanego piłkarza na świecie. O takich pisze się że są ,,graczami kompletnymi” lub że potrafią wszystko. Był żonglerem, przy którym cyrkowi poskramiacze piłki powinni czuć wstyd. Kiedy nagrywał reklamowy film dla Pumy, spełnił oczekiwania producenta już przy pierwszej próbie ale ekipa zdjęciowa, zafascynowana umiejętnościami piłkarza, nie chciała się z nim rozstać. Szukała więc dziury w całym, prosząc: ,,Zagraj to jeszcze raz, Diego”. I Maradona znowu podbijał piłke stopami, udami, głową, ramionami, nogami, piersiami – czym tylko się dało, robiąc z tego prostego dla niego zajęcia rodzaj seansu dla stojących z otwartymi ustami operatorów, dźwiękowców i ludzi trzymających lampy. Na boisku zachowywał się tak samo, mimo iż setki obrońców na całym świecie, zazwyczaj wyższych od niego o głowe, usiłowały obrzydzić mu gre. Zawsze trzymał piłke przy nodze a w biegu na 3 metry – bo taki dystans jest dla napastnika najważniejszy – zostawiał ich o metr z tyłu. Jeśli nawet obrońca dorównywał mu szybkością to gubiły go zwody Maradony. Strzelał i podawał jak nikt inny. Zdobywał gole nawet po strzałach głową, chociaż akurat głowe miał najsłabszą. Po mundialu w Hiszpanii FC Barcelona kupiła go z Boca Juniors za 10 mln dolarów ale nie spodobało mu się w Katalonii. Na jego żądanie prezydent klubu zwolnił znanego niemieckiego trenera Udo Lattka i zastąpił go Cesar Luis Menotti. Wspólnie zdobyli Puchar Króla. W Barcelonie zachorował na żółtaczke a w meczu z Athletic Bilbao obrońca Andoni Goikoetxea złamał mu noge. Od tamtej pory nazywano go ,,Rzeźnikiem Maradony” bądź ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, omijali go wszyscy napastnicy Primera Division. Diego leżał przez 3 miesiące z nogą na wyciągu. Nie ufał lekarzom klubowym, więc sprowadził z Mediolanu swojego Rubena Olive, byłego lekarza kadry Argentyny, powiernika piłkarzy. Kiedy Maradone zabolała głowa, dzwonił do Mediolanu, dr. Oliva wsiadał w samolot i leciał do Katalonii żeby podać piłkarzowi pastylke. Lekarz nie uchronił go jednak przed narkotykami. Maradona zaczął je brać w Barcelonie, uciekając w ten sposób przed prawdziwymi i urojonymi problemami. Źle się czuł, więc propozycja przejścia do Napoli spadła mu jak z nieba. W roku 1984 Napoli kupiło go za 12 mln dolarów. Prawdopodobnie na tę kwote złożyły się w znacznym stopniu pieniądze neapolitańskiej mafii – camorry. Zresztą większość poszła od razu na pokrycie długów menadżera piłkarza, jego przyjaciela z dzieciństwa – Jorge Cyterszpillera.
W prezentacji Maradony na stadionie San Paolo wzięło udział 80 tys. ludzi! Kiedy już wyszedł na boisko w błękitnej koszulce z numerem 10, pokazywał gre, jakiej jeszcze w Neapolu nie widziano. Był królem Neapolu. Od prezesa klubu otrzymał w prezencie czarne ferrari F40, jedyny taki egzemplarz na świecie. Kiedy Maradona jechał na mundial do Meksyku, był u szczytu sławy i popularności. W dodatku zarabiał rocznie około 10 milionów dolarów! Ciężar odpowiedzialności za wynik Argentyny spadał niemal wyłącznie na jego barki. To było niezwykle trudne do udźwignięcia ale Maradona, prosty chłopak bez wykształcenia, imponujący wszystkim ale nie mogący rozmawiać o niczym poza futbolem, sprostał temu zadaniu. Argentyna zaczynała turniej od meczu z Koreą południową. Maradone ścigało po boisku po dwóch a bywało nawet że i trzech przeciwników naraz. Kopali go, szczypali, trzymali za koszulke i osiągnęli tyle że nie strzelił gola ale dzięki jego podaniom zrobili to partnerzy Diego i Argentyna wygrała 3:1. W drugim meczu było znacznie trudniej. Naprzeciwko Argentyńczyków stanęli mistrzowie świata – Włosi. Oni znali Maradone z Serie A a on ich. Nie było już wprawdzie obrońcy Claudio Gentilego, który 4 lata wcześniej rozdarł Diego koszulke na piersiach i usiłował zdjąć mu spodenki ale grali godni jego następcy. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi i Maradona kopnął piłke do bramki w sytuacji, w której żaden inny napastnik nie pomyślałby nawet że tak można. Argentyna-Włochy 1:1. Trzeci mecz, z Bułgarią, przypominał nieco ten pierwszy. Bułgarzy, podobnie jak wcześniej Koreańczycy, koncentrowali się głównie na obrzydzaniu życia Maradonie, więc znowu gole strzelali jego koledzy. Argentyna-Bułgaria 2:0. W drugiej rundzie Argentyna trafiła na bardzo dobry Urugwaj ze słynnym Francescolim, który był wzorem młodego Zidane’a. Do tego stopnia, że swojemu pierwszemu synowi, na cześć Urugwajczyka, dał na imie Enzo ale Francescoli nie pomógł. Z trudem bo z trudem ale Argentyna zwyciężyła 1:0 a powinna 2:0 bo – nie wiedzieć dlaczego – sędzia nie uznał gola zdobytego przez Diego prawidłowo. Tak się przynajmniej wszystkim zdawało. Następne spotkanie z Anglią było czymś więcej niż zwykłym meczem, w którym chodzi tylko o awans do czwórki najlepszych na świecie. Futbolowe stosunki Anglii z Argentyną nigdy nie były dobre(i chyba prędko nie będą) a kilka faktów z boiska i polityki sprawiło że o szacunku nie mogło być mowy. Podczas mundialu w Chile Anglia wygrała z Argentyną 3:1 i nikt do nikogo nie miał pretensji. Cztery lata później, na mistrzostwach w Anglii, gospodarze pokonali Argentyńczyków 1:0 ale w atmosferze skandalu. Niemiecki sędzia nie wiadomo za co wyrzucił z boiska argentyńskiego kapitana Antonio Rattina, ułatwiając Anglikom gre. Poczucie niesprawiedliwości objęło nie tylko Buenos Aires. W kwietniu roku 1982 argentyńska armia zajęła leżące na południowym Atlantyku wyspy Falklandy, nazywane w Argentynie Malwinami. Należały do Wielkiej Brytanii ale stanowiły przedmiot sporu między obydwoma państwami. Londyn nie pozostał bierny, wojna trwała blisko 3 miesiące i pochłonęła prawie tysiąc ofiar. Wyspy pozostały przy Wielkiej Brytanii ale stosunki między obydwoma krajami nacechowane były wzajemną wrogością. Kiedy więc w roku 1986 na Estadio Azteca wychodziły reprezentacje Anglii i Argentyny, miliony kibiców w obu krajach(a zwłaszcza w Argentynie, która przegrała wojne) widziały piłkarzy w żołnierskich mundurach a nie piłkarskich koszulkach a na wojnie robi się wszystko żeby wygrać. Ali Bennaceur, pierwszy Tunezyjczyk w roli sędziego głównego mistrzostw świata, dobrze wywiązywał się ze swojej roli, chociaż nie ustrzegł się błędu w 51 minucie, przy stanie 0:0. ,,El Pelusa” minął przed polem karnym trzech angielskich piłkarzy i podał na prawą strone do Valdano. Wyprzedził go obrońca Hodge. Odbił piłka tak że poleciała w strone bramkarza Schiltona. Maradona to przewidział. Po swojej akcji nie zatrzymał się, tylko pobiegł w kierunku bramkarza i kiedy ten wyciągnął ręce żeby złapać piłka, Argentyńczyk go uprzedził. Wyskoczył ponad pół metra w góre(Shilton prawie nie oderwał się od ziemi), podniósł lewą ręke, uderzył piłke, która wpadła do bramki. Mecz oglądało prawie 115 tysięcy ludzi i większość miała wątpliwości. Dziennikarze na miejscach prasowych mieli je na pewno. Tyle że nikt nie był w stanie ich rozwiać. Maradona skakał na ogół wyżej od swoich przeciwników ale przy wzroście 167 centymetrów nie mógł wzbić się na tyle wysoko aby mieć głowe ponad rękami Shiltona. Nic więc dziwnego iż kiedy arbiter wskazał na środek boiska, angielski bramkarz podbiegł do sędziego liniowego, mówiąc i pokazując że Maradona pomógł sobie ręką ale liniowy też mógł tego nie zauważyć. Wszystko działo się tak szybko że trudno się było zorientować, tym bardziej że w chwili wyskoku Maradona trzymał ręke przy głowie. Spytano go więc wprost, czy strzelił gola ręką. Był bardzo religijny, przed każdym meczem żegnał się, wznosząc głowe ku niebu, odpowiedział więc wymijająco: ,,To była ręka Boga”. Wiadomo jaki przekaz skierowany do milionów Argentyńczyków niosło to zdanie. Bóg jest po naszej stronie i odpłaca się za te wszystkie angielskie niegodziwości. Mineło jednak kilka tygodni, emocje opadły, więc Maradona przekuł pomoc boską na swój geniusz. ,,Jaka tam ręka Boga. To była ręka Diego. To coś takiego jak gwizdnąć Anglikowi portfel”. Po latach przyznał się do oszustwa i za nie przeprosił.
W tym meczu w ciągu 5 minut wydarzyły się dwie sytuacje wciąż wzbudzające emocje. Po nieuczciwie zdobytym golu padł drugi, uznany za najpiękniejszy w XX wieku. Boski Diego otrzymał piłke na swojej połowie, kilkanaście metrów za linią środkową po prawej stronie i rozpoczął rajd trwający zaledwie 12 sekund. Przeniósł nas w tym czasie w inny świat. Wstawaliśmy ze swoich miejsc i siadaliśmy, otwieraliśmy usta i łapaliśmy się za głowe a na koniec prawie 115 tysięcy ludzi na Estadio Azteca śmiało się od ucha do ucha, krzycząc: Niemożliwe, impossibile! Maradona z piłką przy nodze zdemolował całą lige angielską. Najpierw minął Reida, potem Hadge’a, po nim Sansoma i Fenwicka. Terry Buther też nie dal mu rady a Shilton patrzył na to wszystko czekając na egzekucje i nie wiedział co robić? -stać, rzucić się pod nogi Argentyńczyka, sprowokować go do jakiegoś ruchu? Wybrał wybieg aż za pole bramkowe, co nie było dobrą decyzją bo odsłonił bramke. Po około 50 metrowym rajdzie Maradona dotarł do narożnika pola bramkowego i z około 6 metrów kopnął piłke do bramki, w której już nie było nikogo. Czegoś takiego na mistrzostwach świata jeszcze nikt nie widział. Do końca meczu pozostawało ponad pół godziny. Po dwóch takich ciosach Anglicy wstali z desek. Na ostatni kwadrans trener Robson wprowadził na boisko skrzydłowego Barnesa. Argentyńczycy nie mogli go zatrzymać. Lineker, król strzelców tamtego mundialu zdobył gola na 1:2 i niewiele brakowało a wbiłby drugiego. Ostatecznie Argentyna zwyciężyła 2:1. Może Anglicy pogodziliby się z porażka, gdyby nie ,,ręka Boga”. Szczególne emocje nadal towarzyszyły więc meczom Anglia-Argentyna. Na mundialu we Francji sfaulowany David Beckham, leżąc na trawie, kopnął Diego Simeone i został ukarany czerwoną kartką. Duńskiego sędziego, który podjął tę decyzje oskarżono o sprzyjanie Argentyńczykom. Podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii włoski arbiter Pierluigi Collina nie wiadomo dlaczego uznawany za najlepszego na świecie, przyznał Anglikom rzut karny po bardzo wątpliwym faulu. Beckham jedenastke wykorzystał a po meczu dał sędziemu swoją koszulke. Anglicy wygrali mecz 1:0. Teraz, w Argentynie gromy spadły na Colline. W Meksyku Argentyna łatwo pokonała w półfinale Belgie 2:0 a Boski Diego znów strzelał gole nieosiągalne dla zwykłego piłkarza. Belgijski bramkarz Pfaff, jeden z najlepszych na świecie, po meczu pierwszy biegł z gratulacjami do Argentyńczyka. Wtedy wszyscy mieli świadomość że zatrzymanie go przekracza możliwości bramkarzy, obrońców i całych drużyn. W finale mogli to zrobić tylko Niemcy trenowani przez Beckenbauera. Choć grali(jak zwykle) tyleż dobrze, co szczęśliwie, zawsze byli groźni. Mimo że mistrzostwa rozgrywano na półkuli zachodniej, w czwórce najlepszych znalazły się 3 reprezentacje europejskie: RFN, Francja i Belgia. Honoru Ameryki Południowej broniła Argentyna. Nic więc dziwnego że od kiedy pojawiła się na boisku, towarzyszyło jej hasło skandowane przez około stu tysięcy widzów: ,,Ar-gen-tina – America Latina! Lub ,,Argentina Campeon!”. Wszystko układało się po myśli tych kibiców. W 23 minucie, po rzucie wolnym Burruchagi, obrońca Brown strzelił głową gola dającego Argentynie prowadzenie. ,,El Pelusa” nie był tym razem tak błyskotliwy jak we wcześniejszych meczach ale Beckenbauer wystawił przeciw niemu Lothara Matthäusa. 25-letni Niemiec, młodszy od Maradony o niecały rok, uczepił się go, ograniczając znacznie jego ruchy. Robił to dobrze i nawet nie faulował w jakiś budzący sprzeciw sposób ale 10 minut po przerwie nie zapobiegł podaniu Maradony do Enrique. Teoretycznie, w środku boiska to niczym nie groziło, lecz po kilku metrach przebytych z piłką Enrique podał ja do Valdano. Niemieccy obrońcy cofali się, zamiast atakować i skrzydłowy biegł sam na niemiecką bramke. Harald Schumacher wybiegł, Valdano tak podkręcił piłke że ominęła bramkarza i zatrzymał a się w siatce. W 56 minucie Argentyna prowadziła 2:0. Tak jak z Anglią. Wtedy straciła gola ale wygrała 2:1. Niemcy okazali się skuteczniejsi. Jeszcze w przerwie Beckenbauer zastąpił napastnika Allofsa dynamicznym Völlerem. Kilka minut po stracie drugiego gola za pomocnika Maghata wprowadził na boisko Dietera Hoeneβa. Odbijała się od niego większość Argentyńczyków. Kwadrans przed końcem Brehme podał z rzutu rożnego na pole karne. Völler uderzył piłke głową w kierunku bramki a stojący między obrońcami Rummenigge z pięciu metrów wpakował piłke do siatki. O takich sytuacjach mówi się ,,bramka kontaktowa”. Drużyna, która ja zdobywa nabiera wiary i sił a druga przechodzi chwile załamania. To właśnie działo się z Niemcami i Argentyńczykami. 7 minut po tym golu sytuacja się powtórzyła. Rzut rożny znowu wykonywał Brehme. Tym razem w polu karnym podanie przedłużył Eder a stojący 5 metrów przed bramką Völler strzelił głową tak mocno że piłka przeleciała między rękami bramkarza Pumpido. 2:2 i 8 minut do końca. Teraz stadion zwątpił. Jeszcze rozlegało się: ,,Ar-gen-tina! America Latina! Ale już ciszej. Więcej ludzi wolało się modlić. Wiadomo jak grają Niemcy w końcówkach meczów a oni właśnie złapali przeciwnika za gardło i wtedy stało cię coś dziwnego. Zamiast wzmocnić atak, Niemcy stanęli. Może zmęczył ich upał, może czekali na dogrywke. Oni sami nie wiedzieli ale kilkanaście minut ataków zakończonych dwoma golami odebrało im dużo sił.
Wystarczyło jedno dotknięcie piłki przez Maradone żeby wszystko, co wydarzyło się przez 10 ostatnich minut, przestało mieć znaczenie. Boski Diego stał w kole, tuz za linią środkową boiska, nawet tu pilnowany przez 3 rywali. Kiedy otrzymał piłke natychmiast kopnął ją do skrzydłowego Burruchagi, który(niczym sprinter w sztafecie) już biegł w kierunku bramki przewidując że za chwile dostanie piłke od Diego. Zaskoczeni niemieccy obrońcy widzieli już tylko jego plecy. ,,A ja biegłem z piłką przy nodze, tysiące myśli kłębiły się w mojej głowie, wiedziałem że od tej akcji zależy, czy Argentyna zostanie mistrzem świata. Nie widziałem bramki tylko żółty sweter Schumachera i wiedziałem że musze kopnąć piłke tak aby przeleciała obok tego swetra”- wspominał Burruchaga. Tak też zrobił. Tylko Briegel usiłował go dogonić ale nie dał rady. Wydawało się że Burruchaga zbyt daleko wypuścił sobie piłke ale Schumacher się nie zorientował, za długo czekał w bramce a potem już było za późno. W 85 minucie Argentyna prowadziła 3:2 i Niemcy wiedzieli że tym razem przegrali. Gdyby mundial w Meksyku zakończył się inaczej, byłoby to wyjątkowo niesprawiedliwe. Diego Maradona zdecydowanie przewyższał wszystkich innych piłkarzy świata, jego partnerzy tworzyli jedną z najlepszych reprezentacji w historii mundiali. Grali skutecznie i pięknie dla oka. Z siedmiu meczów wygrali sześć, jeden zremisowali, nie przegrali żadnego. Nie każdy mistrz świata kończył mundial z taki bilansem. Albicelestes zdobyli Puchar Świata w zupełnie innych okolicznościach niż 8 lat wcześniej. Tym razem nikt nie podejrzewał jej o korumpowanie sędziów i przeciwników. Inna też była sytuacja w kraju. W roku 1978 szef junty, generał Videla przypisywał zasługi piłkarzy także sobie. Teraz prezydentem Argentyny był wybrany w demokratycznych wyborach Raul Alfonsin. Wpuścił reprezentacje do swojego pałacu w Buenos Aires i stąd Diego Maradona pokazywał zgromadzonym pod balkonem rodakom Puchar Świata. Składy historycznego finału:
Argentyna: Pumpido – Brown, Cuciuffo, Ruggeri, Batista, Burruchaga (Trobbiani), Maradona, Enrique, Giusti, Olarticoechea, Valdano
RFN: Schumacher – Briegel, Brehme, Förster, Jakobs, Eder, Matthäus, Magath (D. Hoeness), Berthold, Rummenigge, Allofs (Völler)
8
“El Pelusa” wstrząsnął światem:
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
1
@FCBparasiempre
Zanim Messi stał się legendą(część pierwsza):
Pierwsze miesiące w Barcelonie nie były łatwe i to niezależnie od normalnych trudności adaptacyjnych. Jako obcokrajowiec Messi nie mógł grać w tak zwanej drużynie A(do lat 17), która zresztą była już wówczas ukształtowana. Wściekli z powodu jego odejścia działacze Newell’s nie kwapili się bynajmniej do przekazania karty zawodniczej Leo, więc Barça miała problemy z zarejestrowaniem młodzieńca w hiszpańskiej federacji. W końcu, gdy w kwietniu 2001 r. wystąpił w meczu drużyny B(do lat 16) przeciwko Tortosie, po jednym ze wślizgów złamał noge. Do gry wrócił w czerwcu ale pechowy upadek ze schodów spowodował uszkodzenie więzadeł kostki, co spowodowało kolejną, tym razem trzytygodniową przerwę. Kurację hormonalną zakończył jako 14-latek ale rok później mierzył tylko 162 cm i ważył zaledwie 55 kilogramów. Rzadko zdarzało mu się wytrzymać kondycyjnie do końca meczu. Mówił że brakuje mu szybkości i wytrzymałości. Koledzy z drużyny nie bez powodu przezwali go Enano(Karzeł). W końcu jednak w marcu 2002 r. klub zdołał go zarejestrować, co umożliwiło występy w lidze juniorskiej. Legendarny później rocznik, zwany Maszyna ’87, zaczął się rozpędzać. Z umowy między dwoma klubami ze stolicy Katalonii, FC Barceloną i Espanyolem, wynikało że w podzielonej na dwie grupy lidze lokalnej 17-latkowie jednej z miejscowych potęg rywalizują z 16-latkami drugiej i odwrotnie, co zwykle zapewniało obu możliwość cieszenia się mistrzostwem. Złożona z 16-latków Maszyna ’87 okazała się jednak lepsza od 17-latków rywala, po raz pierwszy w historii.
W sezonie 2002/03, gdy prowadzona po raz kolejny przez Luisa Van Gaala drużyna seniorska zajęła szóste, najgorsze od 15 lat miejsce w lidze, 15-latkowie z Messim, Pique, Fabregasem i Victorem Vazquezem grali znakomicie. Messi był jedynym zawodnikiem, który wystąpił we wszystkich 30 meczach i strzelił w nich 36 goli! Trener tamtego zespołu Alex Garcia mówił że poziom treningów był tak wysoki a rywalizacja tak zażarta że mecze wydawały się po nich niemal relaksem. W decydującym o mistrzostwie meczu z Espanyolem w kwietniu 2003 r. po zderzeniu z rywalem Messi miał złamaną kość policzkową. Osiem dni później Blaugrane czekał mecz z tym samym rywalem w finale Pucharu Katalonii. Argentyńczyk tak bardzo chciał że pożyczył maske, w której Puyol występował z podobną kontuzją na początku sezonu. Była na niego za duża, ograniczała mu widoczność, więc jeszcze w trakcie pierwszej połowy ściągnął ją i przedarł się dryblingiem w pole karne Espanyolu. Odrzucił maske w kierunku ławki rezerwowych i grał dalej, chwile później strzelając gola. W przerwie, przy stanie 3:0, Garcia nie chciał dłużej ryzykować i zdjął go z boiska. Mecz stał się słynny jako ,,el partido de la mascara” a w jego trakcie Messi dał dowód nie tylko woli zwycięstwa ale też twardości. Drużyna kolekcjonowała więc trofea a Messi w błyskawicznym tempie rozwijał się jako piłkarz. Garcia zachęcał go do odgrywania coraz to nowych ról, ustawiał go na coraz to nowych pozycjach, on jednak najlepiej czuł się tuż za napastnikami. Wciąż był małomówny i nieśmiały, choć zaprzyjaźnił się z grającym w Espanyolu rodakiem Pablo Zabaletą. Koledzy z drużyny wspominają że nadal płakał po meczach, jeśli zdarzyło mu się zagrać kiepsko. Ich zdaniem był to jednak dowód nie tyle wewnętrznej słabości, co ducha rywalizacji. Co nie odnosiło się zresztą jedynie do futbolu. Nikt nigdy nie potrafił pokonać Messiego w meczach na PlayStation. Jego ówczesny styl był zdaniem Garcii mieszanką indywidualizmu wyniesionego z argentyńskich ulic z filozofią Barcelony, od czasów Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa zorientowaną bardziej na kolektyw. Było to szczęśliwe połączenie.
Kiedy Barça Guardioli znajdowała się u szczytu swoich możliwości, nieprzewidywalność Messiego stanowiła jej kluczowy atut. Hiszpańska wersja tiki-taki tworzyła skomplikowaną konstrukcje. Opierała się na posiadaniu piłki i zamęczaniu rywali nieustanną wymianą podań. FC Barcelona robiła to samo ale miała także Messiego, który jedną gambetą(dryblingiem) potrafił nagle wyeliminować z akcji dwóch, trzech rywali. Jego indywidualizm powodował że gra tego zespołu była mniej mechaniczna, nie mówiąc już o tym że lepiej się ją oglądało. W listopadzie 2003 r. a więc dokładnie 20 lat temu, młodego Argentyńczyka po raz pierwszy włączono do kadry pierwszego zespołu. Chodziło wprawdzie tylko o mecz towarzyski na otwarcie nowego stadionu FC Porto a w dodatku nie mogło w nim wziąć udział wielu podstawowych zawodników Blaugrany, powołanych wówczas na mecze reprezentacji, nie zmienia to jednak faktu że mając 16 lat i 145 dni Lionel Messi stał się trzecim wśród najmłodszych debiutantów w historii klubu po Paulino Alcantarze i Harunie Babangidzie. Od tamtej pory Argentyńczyk raz w tygodniu trenował z pierwszą drużyną. Kolejnym krokiem było powołanie do reprezentacji. W czerwcu 2004 r. Claudio Vivas, asystent Marcelo Bielsy w drużynie narodowej przekazał kasete z nagranymi występami Messiego Hugo Tocallemu, współpracownikowi Jose Pekermana w drużynie do lat 20-tu. Hiszpanie próbowali wprawdzie zachęcić chłopaka by wyrobił sobie paszport w ich kraju ale argentyńska federacja szybko zorganizowała dwa mecze towarzyskie: z Paragwajem i Urugwajem ażeby to jej sztab trenerski mógł przyjrzeć mu się z bliska. Kiedy tylko to zrobił, przyszłość Messiego była ustalona.
Zanim Messi stał się legendą(część druga):
W październiku 2004 r. Argentyńczyk wystąpił po raz pierwszy w oficjalnym meczu FC Barcelony zmieniając Deco w derbach z Espanyolem. Miał wówczas 17 lat i 4 miesiące. Nikt równie młody nie grał dotąd w katalońskim klubie w meczu o stawke. Do końca sezonu zagrał jeszcze w 6 meczach ligowych i meczu Ligi Mistrzów z Szachtarem Donieck. 1 maja 2005 r. zmienił Samuela Eto’o przy stanie 1:0 w meczu z Albacete. Dostał podanie od Ronaldinho i zdobył gola niesłusznie nieuznanego z powodu spalonego. Niemal natychmiast dwójka zawodników powtórzyła akcje i tym razem gol został uznany. W taki oto sposób Leo zdobył swojego premierowego gola w La Liga. Barça wygrała 2:0 zapewniając sobie mistrzostwo kraju. Po meczu Ronaldinho podbiegł do Messiego, podniósł go i wziął na plecy. Byli sobie bardzo bliscy. Po ich pierwszym wspólnym treningu Ronaldinho zadzwonił do zaprzyjaźnionego dziennikarza i powiedział mu że spotkał właśnie piłkarza, który wkrótce stanie się lepszy od niego. Nastolatek dołączył też do organizowanej prze kolegów w szatni zabawy w siatkonoge. Wcześniej o pozycje najlepszego w drużynie Ronaldinho rywalizował z brazylijskim bocznym obrońcą Sylvinho. Teraz Messi zaczął bić ich na głowe. Miesiąc później ,,La Pulga” podpisał swój pierwszy wieloletni kontrakt z klubem a później wyruszył do Holandii, gdzie dołączył do kolegów z reprezentacji podczas mistrzostw świata do lat 20-tu. Mimo że lista sukcesów argentyńskiej młodzieżówki jest długa, o tej drużynie z Messim, Aguero, Zabaletą, Gago, Garayem czy Biglią i jej występami na tym turnieju wciąż się pamięta. Pekerman i Tocalli przejeli już z rąk Bielsy dorosłą reprezentacje, więc na zajmowane przez nich dotąd miejsce przyszedł Pancho Ferraro. Nowy szkoleniowiec miał wątpliwości czy wątły Messi poradzi sobie w rywalizacji z silnymi rywalami. Posadził go na ławce w meczu z USA a Argentyna przegrała 0:1. W drugim meczu zawodnik Blaugrany zagral już od pierwszej minuty i zdobył gola. Zabaleta dołożył drugiego i mecz z Egiptem zakończył się wynikiem 2:0. Oznaczało to że do wyjścia z grupy potrzeba zwycięstwa z Niemcami(choć remis także pozwoliłby na awans, gdyż Albicelestes byliby wówczas drużyną z największą liczbą punktów wśród tych, które zajęły trzecie miejsca). Jedynego gola w tym meczu strzelił Neri Cardoso z podania i po charakterystycznym już dryblingu Messiego. Kolejnego gola w turnieju piłkarz Barçy zdobył w meczu z Kolumbią, gdzie Argentyna odrobiła straty i wygrała 2:1. W ćwierćfinale jej rywalem byli mistrzowie Europy- Hiszpanie z Fabregasem, Juanfranem, Jose Enrique i Davidem Silvą w składzie. Do 71 minuty utrzymywał się wynik 1:1, potem jednak Messi wyłożył piłke Obermanowi, który strzelił drugiego gola a 2 minuty później sam Lionel dołożył trzeciego po kolejnym rajdzie. To był jego turniej, co potwierdził zarówno w półfinale, zdobywając pierwszego gola w wygranym 2:1 meczu z Brazylią, jak i w wygranym tym samym stosunkiem finale z Nigerią. Tym razem wykorzystał 2 rzuty karne, pierwszy podyktowany zresztą za przerwanie jednej z jego gambet. Po tym meczu do Messiego zadzwonił z gratulacjami Maradona. ,,Wiecie co to znaczy, gdy dzwoni do was Diego? – pytał później 17-letni wówczas gracz FC Barcelony. – To naprawdę niezapomniane przeżycie.” ,,Podoba mi się w nim nie tylko to, jak gra ale też to że jest liderem. W meczu z Hiszpanami dał prawdziwy piłkarski koncert. Byłem pod wrażeniem”- powiedział Maradona.
Dwa miesiące później Lionel Messi zadebiutowal w dorosłej już reprezentacji Albicelestes. Z jego perspektywy jednak wyjazdowy sparing z Węgrami nie mógł potoczyć się gorzej. Na boisko Pekerman wprowadził go na miejsce Lisandro Lopeza w 56 minucie. Przy drugim kontakcie z piłką ruszył do przodu. Obrońca Vanczak złapał go za koszulke. Argentyńczyk próbował się uwolnić ale Węgier nie puszczał. W końcu Messi uderzył Vanczaka w pierś. Nie było to uderzenie szczególnie brutalne. Młody piłkarz Barçy próbował się raczej uwolnić niż zrobić krzywdę przeciwnikowi ale gdy rywal runął na ziemie, trzymając się za twarz, sędzia Markus Merk, skądinąd dentysta, pokazał reprezentantowi Argentyny czerwoną kartke. Jego debiut trwał równe 44 sekundy. Vanczak zobaczył żółtą kartke a tymczasem Messi, kręcąc głową z niedowierzaniem opuszczał boisko. Zanim znalazł się przy linii bocznej, już płakał. Z perspektywy lat można ten incydent uznać za zapowiedź fatum ciążącego nad jego karierą reprezentacujną. W klubie jednak wszystko szło jak z płatka. We wrześniu 2005 r. oprócz argentyńskiego posiadał już także obywatelstwo Hiszpanii, co znacznie ułatwiło trenerom FC Barcelony żonglowanie składem. W październiku po raz pierwszy zagrał w lidze w wyjściowej jedenastce a drużyna wygrała 3:0 z Osasuną. Przed końcem roku występował już niemal w tylu reklamach co Maradona, zachwalając między innymi burgery, napoje gazowane, oleje, jogurty, chipsy, buty i karty kredytowe a niezależnie od tego wahał się czy przyjąć oferte kontraktu od Nike czy od Adidasa. To że będzie prawdziwą gwiazdą nie ulegało wątpliwości, zwłaszcza po występach w Lidze Mistrzów. Był kluczową postacią pojedynku z Chelsea, gdzie po ostrym wejściu w niego czerwoną kartke otrzymał boczny obrońca Asier del Horno. Jednak w zwycięskim finale z Arsenalem nie mógł zagrać z powodu kontuzji. Tego lata zresztą czekało go więcej przykrych doświadczeń, głównie na mundialu w Niemczech…
0
@Bernard777 poczytaj se.
7
@FCBparasiempre
22 czerwca 1974 r. NRD pokonuje RFN w Hamburgu 1:0 na MŚ 1974 roku. Jürgen Sparwasser: ,,Kiedy umre, napiszcie na moim grobie »Hamburg, Weltmeisterschaft 1974«. Każdy będzie wiedział, kto tam jest pochowany”. Nic tak dobrze nie wpływa na wizerunek polityka jak sukces sportowca- jego rodaka. Powodem do chwały jest też zorganizowanie imprezy rangi igrzysk olimpijskich, mundialu lub Euro a przejawem aktywności- między innymi, ingerencje w decyzje związków sportowych, ich prezesów, klubów a nawet trenerów. Mussolini wykorzystał dla swoich politycznych celów mistrzostwa świata we Włoszech, Hitler igrzyska olimpijskie w Garmisch-Partenkirchen i Berlinie a Breżniew olimpiadę w Moskwie. Zbojkotowały ją Stany Zjednoczone i większość zachodniego świata, więc w rewanżu Związek Radziecki nie wysłał swoich sportowców na igrzyska do Los Angeles a jak ZSRR, to i inne kraje socjalistyczne i tak w kółko. Często w tle wydarzeń sportowych rozgrywały się te polityczne i na odwrót. Na liście takich meczów z polityką w tle szczególne miejsce zajmuje starcie dwóch państw niemieckich na mundialu w 1974 r. Ich gospodarzem była RFN, więc pokusa pokazania wyższości szkoły wschodniej nasuwała się sama. Kiedy los złączył reprezentacje RFN i NRD w jednej grupie, na przygotowania zostało prawie pół roku. Ekipy sportowców obydwu krajów łączyły się w jedną podczas igrzysk olimpijskich i wtedy zwycięzcom grano Beethovenowską ,,Ode do radości” ale piłkarze nie dość że nigdy nie utworzyli wspólnej reprezentacji, to jeszcze nigdy przeciw sobie nie grali. O ile Niemcy Zachodnie, jako gospodarz i jeden z głównych faworytów turnieju, widziały w reprezentacji NRD jednego z kilku przeciwników, Wschodnie upatrzyły sobie tylko jednego. Wybaczono by im porażke z każdym, tylko nie z RFN. W przygotowania zaangażowały się nie tylko władze sportowe ale i polityczne a nawet STASI, co zresztą w przypadkach niektórych osób znaczyło to samo. Przywódce NRD, przewodniczącego rządzącej partii SED, Ericha Honeckera na bieżąco informowano o sytuacji wewnątrz kadry. Jej trenerem był Georg Buschner, ex zawodnik motoru Jena. Piłkarzom stworzono komfortowe warunki przygotowań, na poziomie takim samym jak mieli Niemcy Zachodnie, tyle że głośno o tym nie mówiono. Wszystko zostało podporządkowane jednemu meczowi. W Oberlidze sędziowie mieli chronić reprezentantów kraju przed atakami przeciwników. Rozgrywki zakończono wcześniej aby mieć więcej czasu na przygotowania. Na zgrupowaniach kadry piłkarzami zajmowali się lekarze, masażyści, fizykoterapeuci. Krol strzelców Oberligi Hans-Bert Matoul z Lokomotive Lipsk został skreślony przez lekarzy, którzy uznali że jak na reprezentanta NRD jest za słabo zbudowany i może fizycznie nie podołać trudom turnieju. Buschner wziął to pod uwagę i nie włączył Matoula do kadry. Nie wiadomo czy wschodnioniemieccy piłkarze, podobnie jak lekkoatleci czy pływacy z NRD, brali środki dopingujące. Żadne badania tego nie potwierdziły ale w środowisku piłkarskim żartowano że ,,nawet Niemcy nie wymyślili koksu na myślenie”. Dlatego NRD nie odnosiła sukcesów w sportach zespołowych. To nie do końca było prawdą. Reprezentacja NRD zdobywała medale olimpijskie, ze złotym w Montrealu włącznie(po pokonaniu Polski) a FC Magdeburg wywalczył wiosną 1974 Puchar Zdobywców Pucharów, pokonując w finale AC Milan! Nie mogło być lepszego dopingu dla kadry NRD na miesiąc przed meczem z RFN. Tym bardziej że w kadrze na mundial znalazło się 4 piłkarzy Magdeburga: Sparwasser, Hoffmann, Seguin i Pomerenke.
Mecz RFN-NRD rozgrywano 22 czerwca 1974 r. w Hamburgu. Na trybunach nie było wolnych miejsc. Ponad 60 tysięcy kibiców mówiących tym samym językiem pozdrawiało się nawzajem. Stadion tonął we flagach czarno-czerwono-złotych. Ludzie skandowali słowo ,,Deutschland”, wielu trzymało plansze z nazwami wschodnioniemieckich miast. Z NRD wyjechała zorganizowana grupa 1,5 tysiąca kibiców, starannie dobranych, mających zakaz kontaktowania się z kibicami z RFN. Tyle że właśnie stadion stał się miejscem spotkań rodzin i znajomych, którzy nie widzieli się latami. Punktami kontaktowymi były toalety na stadionie i nawet funkcjonariusze STASI, których w tej grupie wybranych kibiców nie brakowało, nie mogli temu zapobiec. Wielu Niemców z NRD w ogóle na mecz nie poszło, od razu łącząc się z rodzinami. Inni uciekli po meczu. Miejsca na trybunie honorowej zajeli między innymi: kanclerz Helmut Schmidt, jego następca Helmut Kohl i wielu innych polityków. NRD zagrała w niebieskich koszulkach zachodnioniemieckiej firmy Adidas ale bez żadnych znaków fabrycznych, poza charakterystycznymi numerami na plecach. Niebieski kolor w NRD kojarzył się z FDJ, związkiem młodzieży, odpowiednikiem ZSM w Polsce i Komsomołu w ZSRR. To nie był związek przypadkowy. RFN wybiegła w koszulkach białych firmy Erima. To nie dowiary ale w sprzęcie Adidasa wcześniej grała NRD niż RFN, tyle że wolała się tym nie chwalić. Większość piłkarzy obydwu drużyn miała na nogach buty tej firmy. Mecz kończył rozgrywki grupy A i nie stał na wysokim poziomie. RFN pokonała wcześniej Chile i Australie a NRD zdobyła punkty za zwycięstwo nad Australią i remis z Chile. Obydwie drużyny miały więc zapewniony awans do następnej rundy ale od wyniku pojedynku zależało, kto zajmie pierwsze i drugie miejsce w grupie. Zwycięzca trafiał na Argentyne, Brazylie i Holandie, czego nikt nie chciał. Jednak dla RFN mecz był środkiem a dla NRD- celem. Drużyna Franza Beckenbauera nie wysilała się, zresztą trener Schön nie wystawił nawet wszystkich najlepszych zawodników. Przeciwnik walczył, chociaż mecz nie był ani brutalny, ani nawet ostry. Na 13 minut przed końcem Sparwasser minął w polu karnym Höttgesa, nie zdążyli mu przeszkodzić Vogst ani Meier i strzelił jedynego, zwycięskiego gola. W drugiej rundzie NRD nie wygrała żadnego meczu ale to nie było ważne. Po powrocie do Berlina piłkarze zostali przyjęci przez Ericha Honeckera. Wszyscy otrzymali ordery, nagrody rzeczowe oraz pieniądze- po tysiąc zachodnioniemieckich marek za każdy zdobyty punkt na mistrzostwach. Sparwasser został ,,Człowiekiem Roku 1974” w NRD. W 1988 r. Sparwasser wyjechał na turniej halowy do Saarbrücken i do NRD już nie wrócił. Został trenerem juniorów Eintrachtu Frankfurt a następnie SV Darmstadt. Kilkanascie miesięcy później runąłmur berliński i nikt już piłkarza nie prześladował. Młodszy od niego Lutz Eigendorf, który uciekł do Niemiec Zachodnich z klubu STASI Dynama Berlin i grał dla Kaiserslautern, zginął w wypadku samochodowym. Kiedy otworzono archiwa STASI, okazało się że wypadek został zaplanowany a inspirował go szef STASI Erich Mielke. Z takim protektorem Dynamo Berlin przez 10 lat z rzędu zdobywało mistrza NRD i nikt nie mówił o korupcji. Napis na grobie, o jakim mówił Sparwasser ,,Hamburg Weltmeisterchaft 1974” na pewno następnym pokoleniom nic nie powie. Trzeba im wyjaśniać o co chodzi.
7
Prezent dla Honeckera:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
3
@astralny O prosze! Takiej historii z podstawówki to się nie spodziewałem! W mojej podstawówce czegoś takiego nie praktykowano ale oczywiście między kolegami się rozmawiało o mundialu. Co do samych mistrzostw i tamtych lat to masz racje - to były piękne czasy, zwłaszcza dla takiego dziecka jak ja. Osobiście mam uraz do Piechniczka że zmarnował potencjał znakomitego Andrzeja Szarmacha. Popularny ,,diabeł" pokazał na co go stać w meczu o 3 miejsce, a powinien wystąpić bezwzględnie w półfinale z Włochami, zwłaszcza że nie mógł zagrać ,,Murzyn" Boniek. Koniec końców i tak osiągneliśmy sukces, na dzisiejsze czasy niebotyczny i nieosiągalny sukces!
9
W końcu wygrywamy(!) i to jak!
22 czerwca 1982 r. Polska pokonała Peru 5:1 w swoim trzecim meczu na mundialu España 1982. Po dwóch bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem Polacy musieli pokonać Peruwiańczyków, by awansować z grupy. Każdy inny wynik oznaczał koniec udziału Biało-Czerwonych w mistrzostwach i powrót do kraju. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, co prawda w pierwszej połowie Zbigniew Boniek strzelił gola ale sędzia Lamberto Rubio Vazquez z Meksyku gola nie uznał dopatrując się pozycji spalonej Włodzimierza Smolarka. Po przerwie Polacy zagrali jednak koncertowo. Najpierw w 55 min. gola zdobył Włodzimierz Smolarek, w 58 m.in. podwyższył prowadzenie Grzegorz Lato, w 61 min. na listę strzelców wpisał się Zbigniew Boniek, w 68 min. Czwartą bramkę dla Polski zdobył Andrzej Buncol, natomiast w 76 min. piątego gola dla Biało-Czerwonych zdobył Włodzimierz Ciołek, który na boisko wszedł trzy minuty wcześniej zmieniając Włodzimierza Smolarka. Honorowego gola dla rywali zdobył w 83 min. meczu La Rosa i Polska rozgromiła Peru 5:1. Zwycięstwo z Peru nie tylko dało Polakom awans z pierwszego miejsca w grupie, ale także było początkiem drogi po drugi w historii naszej reprezentacji medal piłkarskich mistrzostw świata. Na mundialu w Hiszpanii Polacy zajęli trzecie miejsce i zdobyli srebrne medale (za zdobycie drugiego miejsca wręczano wówczas medale pozłacane, a za zajęcie czwartego - brązowe). Warto podkreślić, że ten ogromny sukces i jak na razie ostatni naszej pierwszej reprezentacji piłkarskiej został odniesiony w trudnych czasach. W Polsce wciąż obowiązywał stan wojenny wprowadzony 13 grudnia 1981 r.
Mnie osobiście nie dotykał stan wojenny, gdyż byłem dzieckiem ale najważniejsze jest to że ten mecz z Peru był moim trzecim oglądanym meczem naszej reprezentacji jaki pamiętam(pierwszy z Włochami) i to dość dobrze pamiętam, zwłaszcza drugą połowe, gdzie w końcu rozwiązał się worek z golami…
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
12
Feliz cumpleaños panie Evaristo! Z okazji 92 urodzin.
22 czerwca 1933 r. urodził się legendarny napastnik FC Barcelony Evaristo de Macedo. Brazylijczyk Evaristo grał w drużynie Dumy Katalonii w latach 1957-62 i wciąż, nawet 50 lat później, jest pamiętany jako jeden z najlepszych zawodników, którzy mieli okazję grać w bordowo-granatowych barwach. Zawodnik ten zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Króla oraz dwukrotnie sięgał po Puchar Miast Targowych. Evaristo strzelając 178 goli w 226 meczach jest najskuteczniejszym Brazylijczykiem w historii klubu. Jest on także jednym z niewielu, którzy bezpośrednio po przygodzie w Barcelonie udali się do Madrytu, aby grać w szeregach odwiecznego rywala. Mimo to, de Macedo, niezmiennie jest bardzo mile i ciepło witany w stolicy Katalonii. Jego bilans jeszcze w barwach Blaugrany w spotkaniach przeciwko „ Los Blancos” to 5 goli w 7 meczach.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Adran360 Mam ten skrót i cały skrót ze specjalnej płyty FIFA poświęcony mundialom i to w lepszej jakości! Poza tym nienawidze tych pojebanych iksów ale za jutuba dzięki śliczne.
0
@Bernard777 O jakiej komitywie z Neymarem mówisz? Co masz na myśli?
8
@FCBparasiempre
Pele uzyskał status Boga na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Miał około 20 lat ale był już mistrzem świata. Kiedy w roku 1962 Brazylia zdobywała tytuł po raz drugi, Pelego w meczu finałowym zabrakło. W drugim spotkaniu turnieju został kontuzjowany i już na boisko nie wrócił. Koledzy dali sobie rade bez niego. Zresztą zastępujący go Amarildo znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Pele stosunkowo szybko powrócił do zdrowia ale niemal bez przerwy narażał się na ataki obrońców całego świata. Którzy nie mogli zatrzymać go zgodnie z przepisami, czyli większości. W dodatku klub Pelego- FC Santos bez umiaru wykorzystywał fakt że miał w swoich szeregach najlepszego piłkarza świata oraz kilku innych mistrzów jak Gilmara, Mauro, Zito, Coutinho czy Pepe. FC Santos jako pierwszy klub w dziejach futbolu, odbywał wielotygodniowe tournée po świecie, zmieniając przeciwników, strefy czasowe i klimatyczne. Rozgrywał mecze co kilka dni, biorąc za każdy nie mniej niż 100 tysięcy dolarów. Pele wspominał iż w roku 1959 w Santosie, reprezentacji Brazylii, reprezentacji stanu São Paulo, reprezentacji wojskowej i drużynie koszarowej rozegrał około 100 meczów. Dziewięciokrotnie w ciągu jednej doby zdarzyło mu się zagrać dwa razy. Podczas tournée po Europie Santos rozegrał 22 mecze w ciągu 6 tygodni. To było szaleństwo! Piłkarze poruszali się wyłącznie między hotelami, stadionami, dworcami kolejowymi i portami lotniczymi. Na odpoczynek brakowało czasu. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych to był prawdopodobnie najlepszy zespół świata nazywany ,,Os Santasticos”. Bez Pelego te wojaże byłyby znacznie mniej atrakcyjne i intratne, więc eksploatowano go ponad miare. Nie tylko grał ale też musiał się spotykać z różnymi ważnymi postaciami czy też pozować do zdjęć. W styczniu 1969 przyjazd Pelego z Santosem do Afryki stał się powodem przerwania wojny w Biafrze. Po zakończeniu meczu działania wojenne wznowiono ale dopiero po odlocie samolotu z piłkarzami na pokładzie. Na półtora roku przed mundialem w 1970 r. reprezentacje Brazylii prowadził Aimore Moreira, który zdobył z nią Puchar Rimeta w 1962; był jednak głuchy na żądania polityków i stracił posade. Zastąpił go João Saldanha, znany bardziej jako dziennikarz sportowy niż trener. Znał się na piłce, nie był zazdrosny, wiedział że w kraju jest wielu młodych trenerów i chętnie się nimi otaczał. Wiosną 1970 r. do Europy wybrał się Saldanha aby obejrzeć kilka meczów międzypaństwowych i ligowych w Anglii a nawet treningi reprezentantów tego kraju. Popatrzył, poczytał, porozmawiał a po powrocie do domu natychmiast wyrzucił z kadry obydwu bramkarzy, czterech obrońców i paru innych zawodników. Uznał że w starciu z twardym europejskim sposobem gry nie dadzą sobie rady. Chciał szukać na ich miejsce innych ale nie zdążył. Wśród wyrzuconych znalazł się ulubieniec prezydenta kraju, napastnik Dario Maravilha. W związku z tym prezydent zadzwonił do szefa Brazylijskiej Konfederacji Sportu João Havelenge’a i na 3 miesiące przed rozpoczęciem mundialu Saldanha stracił prace. Usłyszał że pije, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z zawodnikami, jest nieobliczalny bo podobno podczas jakiejś sprzeczki groził pistoletem trenerowi Flamengo. Havelange, który 5 lat później zostanie prezydentem FIFA, wiedział jak się załatwia takie sprawy. Jego decyzje o zwolnieniu Saldanhy poparli dziennikarze sportowi, czekający aż ich byłemu koledze po fachu powinie się noga. Zastąpił go Mario Zagalo, lewoskrzydłowy, 2-krotny mistrz świata. Unikał konfliktów, więc dla świętego spokoju ponownie powołał Maravilhe do kadry i nawet zabrał go na mundial. Mógł sobie na to pozwolić ponieważ zebrał kilkunastu innych wspaniałych zawodników, którzy w dobrej formie mogli pokonać każdego. Nad tą formą i przygotowaniami do turnieju pracował sztab fachowców z różnych dziedzin. Brazylijscy piłkarze byli w dobrych rękach; wzorcowo rozwiązano także problem aklimatyzacji na wysokości, z czym w różny sposób i nie zawsze skutecznie radzili sobie inni uczestnicy mundialu. Przy błogosławieństwie prezydenta nie liczono się z kosztami. Tylko na ostatnią faze przygotowań Brazylia wydała około 1,5 miliona dolarów! Zgrupowanie rozpoczęło się 12 lutego, na 3,5 miesiąca przed turniejem. Do końca marca piłkarze przechodzili w Rio de Janeiro badania medyczne, testy psychologiczne i trenowali. Brazylia nie miała wprawdzie żadnego swojego przedstawiciela we władzach FIFA ale lobbować potrafiła niezwykle skutecznie. Wywalczyła dokładnie to samo, co Anglia 4 lata wcześniej – jedno stałe miejsce rozgrywania meczów podczas turnieju. Dla Anglików to było Wembley, dla Brazylijczyków stadion Jalisco w Guadalajarze. Podróż z Rio do Guadalajary można było odbyć samolotem w ciągu kilku godzin ale fizjolodzy stwierdzili że wiąże się to z ryzykiem; mogłoby dojść do niepożądanych reakcji organizmu, związanych z różnicą ciśnienia, pracy serca itp. A to w przypadku czynnych sportowców byłoby niepożądane. Zgodnie z sugestiami lekarzy wybrano inny wariant. Najpierw samolot wylądował w Manaus nad Amazonką. Po dwóch dniach odpoczynku piłkarze przenieśli się do położonej wyżej Bogoty a po trzech kolejnych wylądowali w Guadalajarze, na wysokości 1680 metrów. Stąd przenieśli się do leżącego o 400 metrów wyżej Guanajuato, gdzie spędzili prawie 2 miesiące. Opuszczali to miejsce tylko żeby rozegrać mecze kontrolne. Czuli się tam jak u siebie w domu, więc każdy przeciwnik miał poczucie że rozgrywa mecz na wyjeździe, tym bardziej że po 15 minutach, kiedy przeciwnicy z trudem łapali oddech, Brazylijczycy dopiero się rozkręcali. Pierwszym przeciwnikiem na mundialu była Czechosłowacja, podobnie jak 8 lat wcześniej, w finale mistrzostw świata. Czesi pierwsi strzelili gola ale to były dla nich miłe złego początki. ,,Wielu komentatorów natychmiast zaczęło przypominać przedturniejowe prognozy, w których podkreślano że Brazylia potrafi tylko atakować i nie ma obrony ale ja wiedziałem że nasza drużyna jest wystarczająco dobra aby zmienić wynik. To nie byli Czesi z 1962 roku, a ja nie byłem wygasłą gwiazdą, jak twierdził ich trener”- wspominał Pele. Ostatecznie Canarinhos wygrali 4:1. Pele zdobył tylko jednego gola ale wsławił się strzałem z połowy boiska. Zobaczył że bramkarz Victor wyszedł daleko w pole karne i strzelił, lecz piłka przeleciała nad bramką. Już w drugim meczu Brazylia musiała się zmierzyć z broniącą tytułu Anglią. Ze względu na transmisje telewizyjne do Europy mecze rozgrywano często w samo południe i tak było tym razem. Temperatura przekraczała 35 stopni. Zagalo zakończył odprawę zdaniem: ,,Nie śpieszcie się, Anglicy nie są przyzwyczajeni do takich warunków i zmęczą się prędzej niż wy. Wcześnie czy później na pewno zdobędziecie gole”. Trener wiedział co mówi. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie a akcji, po której Canarinhos zdobyli gola, piłkarze całego świata uczyli się na pamięć. Zaczeło się po lewej stronie, w pobliżu narożnika pola karnego. Tostão przedryblował trzech Anglików, w tym Bobby’ego Moore’a, zakładając mu ,,siatke”; to wyjątkowy despekt dla obrońcy. Następnie Brazylijczyk odwrócił się nie tak, jak Anglicy się spodziewali, podał na środek pola karnego, gdzie czekał Pele. Rzuciło się do niego 3 Anglików, więc Pele podał lekko w prawą strone. Nadbiegający Jairzinho strzelił od razu, nie dając bramkarzowi żadnych szans. To wszystko działo się w 60 minucie meczu. Bramkarzem był Gordon Banks, mistrz świata, jeden z najlepszych specjalistów w swoim fachu. W pierwszej połowie popisał się paradą, która została uznana za najlepszą obrone bramkarza w XX wieku. Bogiem a prawdą to trudno stwierdzić, jednak klasa strzelca i ranga meczu na pewno wpłynęła na ocene. Pele strzelił głową z odległości około 9 metrów tak mocno, jakby piłke kopał. Piłka odbił się od ziemi, co zawsze utrudnia obrone. Mimo to Banks w jakimś niezwykłym skoku zdołał piłke odbić; było to bez wątpienia coś absolutnie wyjątkowego ale jednak Canarinhos wygrali 1:0. Z Rumunią Brazylia wygrała 3:2 ,,siłą rozpędu”, po najsłabszym meczu fazy grupowej. W ćwierćfinale pokonała 4:2 Peru, mającym bodaj najlepszą reprezentacje w swojej historii, z Cubillasem na czele. Półfinałowym przeciwnikiem był Urugwaj. Spotykał się na mundialu z Brazylią pierwszy raz od słynnego finału w roku 1950. Jak chcą legenda i lukrowane biografie Pelego, kiedy Ghigghia wbijał Brazylii gola decydującego o tytule mistrza świata, 9-letni Pele płakał w domu, słuchając transmisji radiowej z Maracany. Przysiągł że kiedyś zmaże te plame na honorze Brazylii i właśnie teraz nadarzyła się okazja. Atmosfera w Brazylii rzeczywiście przypominała mobilizacje przed militarnym starciem, zresztą podobno wojsko wzmocniło posterunki przy granicy z Urugwajem; być może miało to wszystko jakiś wpływ na postawę piłkarzy obydwu krajów. Tyle że tym razem Urugwajczycy byli słabsi. Wprawdzie pierwsi zdobyli gola ale później stracili trzy. Pozostawał już tylko finał na Estadio Azteca z Włochami, mistrzami catenaccio, Cztery lata wcześniej doznali kompromitującej porażki z Koreą Północną 0:1. Wracali z mistrzostw z Anglii po cichu a na lotnisku w Rzymie musieli robić uniki, żeby nie dostać rzucanymi przez kibiców zgniłymi pomidorami. Teraz rozgrywali turniej po mistrzowsku nie szafując siłami. Do drugiej rundy przeszli dzięki jednemu golowi zdobytemu w meczu ze Szwecją. Dwa następne(z Urugwajem i Izraelem) zremisowali 0:0. W ćwierćfinale rozbili Meksyk 4:1 a w półfinale stoczyli zażarty pojedynek z RFN, gdzie wygrali dopiero w dogrywce 4:3. To był bez wątpienia jeden z tych meczów, które wstrząsnęły światem. Finał(21 czerwca) nie był tak emocjonujący, ze względu na przewagę Canarinhos ale widzowie pozostawali w napięciu do przerwy, kiedy jeszcze Włosi trzymali się mocno i w drugiej połowie, kiedy Brazylijczycy przeprowadzali akcje, niczym wisienki na torcie. Na pięknego gola strzelonego głową przez Pelego Włosi odpowiedzieli golem Boninsegni, który wykorzystał nieporozumienie między obrońcami a bramkarzem Felixem. Do przerwy 1:1. W drugiej połowie grali już tylko Canarinhos a gole strzelali: Gerson, Jairzinho i kapitan Carlos Alberto Torres. Trzeci tytuł mistrza, nazywany wówczas Pucharem Rimeta, na własność zgarnęli Brazylijczycy. Trener Włochów Valcareggi przyjął błędną taktykę. Naiwnie myślał że jeśli przy każdym Brazylijczyku postawi jednego obrońcę a nawet dwóch, uniemożliwi im rozgrywanie akcji. Dziwne że mógł się tak pomylić. Lepsi technicznie i szybsi Canarinhos nie napotykali żadnych przeszkód. Włosi nie tylko nie dawali sobie rady z pilnowaniem indywidualnie Brazylijczyków ale kiedy próbowali sobie nawzajem pomagać , zostawiali wolne miejsca w innych częściach boiska. Wystarczyło jedno podanie na wolne pole żeby szybszy Brazylijczyk mógł się tam znaleźć i rozpocząć akcje. Włosi pilnowali głównie napastników i pomocników, więc kiedy przy czwartym golu skrzydłem zaatakował Carlos Alberto, zastanawiali się kto ma mu przeszkodzić i kiedy. W rezultacie nikt tego nie zrobił. Zresztą Włosi już wtedy nie bardzo wiedzieli gdzie są. Chwile wcześniej Clodoaldo przedryblował czterech z nich, akcja przeniosła się ze środka boiska na lewą strone a podanie Pelego przerzuciło ją na prawą. Mało kto mógłby temu zapobiec. A przecież we włoskiej ekipie grali tak wybitni piłkarze jak Facchetti, Burgnich, Mazzola, Boninsegna, Rivera czy Riva. To była klasowa drużyna ale między radosnym, pełnym polotu stylem gry Canarinhos a wyrachowaną obroną Włochów była zasadnicza różnica, którą najlepiej określił włoski reżyser, pisarz i poeta Pier Paolo Pasolini: ,,Są dwa rodzaje futbolu: europejski- kolektywny, zaprogramowany, podręcznikowy i południowoamerykański- spontaniczny oparty na inwencji artystów, erotyczny. Między nimi jest taka różnica jak między prozą a poezją”. Włosi mieli pecha trafiając na Brazylie, nazywaną ,,cudowną drużyną”, ,,jedenastką XX wieku”. Genialny 30-letni Pele był jak symbol, co należało mu się za lata niezwykłych dokonań na wszystkich stadionach na kuli ziemskiej. Pół roku wcześniej świat fetował tysięcznego gola, zdobytego przez niego w oficjalnym meczu. Strzelił go na Maracanie z rzutu karnego, w meczu z Vasco da Gama. Rzadko który mecz krajowej rangi, w dodatku na dalekim kontynencie, wzbudzał takie zainteresowanie w Europie. Wszyscy czekali na tego gola bo Pele był ,,własnością całego świata” i miał więcej kibiców niż jakikolwiek inny piłkarz. Bobby Charlton powiedział że Pan Bóg stworzył piłke nożną żeby Pele miał się gdzie wyżywać. Każdy piłkarz tamtej drużyny z 1970 w jakimś sensie wyżywał się. Mario Zagalo zdobył w Meksyku tytuł mistrza świata jako trener. Wcześniej dwukrotnie wywalczył Puchar Rimeta jako piłkarz. Nikt przed nim nie dokonał takiej sztuki. Po nim, tylko Franz Beckenbauer. Puchar Świata stał się własnością Brazylijczyków. W roku 1983 został skradziony z siedziby federacji w Rio de Janeiro i nigdy się nie odnalazł. Na koniec składy z historycznego finału:
Brazylia: Félix - Carlos Alberto , Brito , Piazza , Everaldo - Clodoaldo , Gérson - Jairzinho , Tostão , Pelé , Rivellino
Włochy: Albertosi - Burgnich , Cera , Bertini ( 75 Juliano ), Rosato , Facchetti - Domenghini , de Stisi , Mazzola - Boninsegna ( 84 Rivera ), Riva
8
Trzecia koronacja Pelego:
@Adran360
@Bernard777
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@FCBparasiempre
Komuniści w Londynie:
Dziś ufundujemy sobie wycieczkę do powojennego Londynu. Historia sportu jest często historią rywalizacji między różnymi nacjami i ideologiami. W czasie gdy świat wciąż liczył ofiary II Wojny Światowej jednocześnie stojąc u progu zimnej wojny doszło do zmierzenia się Zachodu ze Związkiem Radzieckim. Do głównej konfrontacji doszło na boisku piłkarskim w północnym Londynie, gdzie zawodnicy Arsenalu, podejmując Dynamo Moskwa, byli uczestnikami jednego z najdziwniejszych meczów w historii piłki nożnej. Zanim przyjrzymy się konkretnym wydarzeniom, warto przybliżyć trochę tło w których opisywana historia miała miejsce. Jest listopad 1945 roku. Anglia zbankrutowała, Związek Radziecki, napędzany komunistyczną propagandą, zaczynał wykazywać mocarstwowe aspiracje. II Wojna Światowa ledwo się zakończyła, ale trzeba było żyć dalej i przywrócić jako taki porządek. Krajowe federacje wznawiały rozgrywki piłkarskie, pomimo że większość profesjonalnych piłkarzy (przy czym słowo “profesjonalnych” należy traktować bardzo luźno, nikt wtedy nie występował w reklamach Nike, ani nie ubezpieczał swojej prawej nogi) nie wróciła jeszcze z frontu. W takich okolicznościach angielska federacja piłkarska wpadła na pomysł nie z tego świata – postanowiła zaprosić zespół mistrzów Rosji, Dynamo Moskwa, na coś w rodzaju tournee po swoim kraju. Jakiekolwiek międzynarodowe rozgrywki klubowe były w tym okresie dopiero melodią przyszłości, UEFA miała powstać w 1954 roku, zaś Związek Radziecki nie był nawet członkiem FIFA (został nim rok później). Przyjazd jakiejkolwiek drużyny z zagranicy był już sam w sobie egzotyczny, nie mówiąc o przyjeździe, Boże przenajświętszy, komunistów z Moskwy!
Jeżeli zaproszenie drużyny z ZSRR było zaskakujące, to przyjęcie tego zaproszenia było równie niespodziewanie. Czy powodem była okazja do wypromowania komunizmu na Zachodzie, czy dobry nastrój towarzyszy z Kremlu spowodowany wysokim spożyciem wódki, tego się nie dowiemy, lecz ostatecznie Partia wydała zgodę na udanie się mistrza Rosji w zagraniczną podróż i stawienie czoła zepsutym angielskim kapitalistom. Działacze Dynama Moskwa wysłali do Londynu listę czternastu punktów, których spełnienie miało być warunkiem przyjazdu Rosjan. Niektóre były sensowne, inne śmieszne. Od możliwości robienia zmian w trakcie meczu i zapewnienia 600 biletów dla obywateli Związku Radzieckiego na Wyspach, do jedzenia wszystkich swoich posiłków w ambasadzie i rozgrywania meczów tylko w soboty. Punktem na którym najbardziej zależało działaczom Dynama było jednak rozegranie meczu z Arsenalem (specjalnie na ten mecz zabrali także własnego sędziego). Michaił Jakuszyn, ówczesny trener zespołu z Moskwy, powiedział wtedy: “przybyć do Londynu i nie zagrać z Arsenalem, to jak odwiedzić Kair i nie zobaczyć piramid.” FA zgodziła się na większość punktów i obie strony doszły do porozumienia. Ustalono terminarz: Dynamo miało zmierzyć się kolejno z Chelsea, Cardiff City, Arsenalem i Glasgow Rangers. Przybycie drużyny z Moskwy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród lokalnych fanów i zwykłych obywateli. Prasa brytyjska poświęciła sporo miejsca na przedstawienie przybyszów ze wschodu, ale, jak to ma w zwyczaju, odnosiła się do nich lekceważąco i protekcjonalnie. Ponieważ ich sezon już się skończył, a zima w Moskwie była za pasem, pierwszą fazą przygotowań zawodników Dynamo przed tournee było odśnieżenie boiska, by te przygotowania mogli w ogóle rozpocząć. Tak też ich postrzegano – jako półamatorów i pracowników fabryk. Większy lęk niż ich umiejętności piłkarskie budził fakt, że pięciu zawodników Dynama służyło w Armii Czerwonej. Nawet wygranie lokalnej ligi było brane z przymrużeniem oka.
Pierwszy mecz rozegrano na Stamford Bridge przy udziale przeszło 100 tysięcy ludzi spragnionych dobrego widowiska i pewnie w jakimś stopniu pokazania komunistom ich miejsca w szeregu. Już przed pierwszym gwizdkiem piłkarze Dynamo zrobili na wszystkich pozytywne wrażenie, kiedy ubrani w dresy przeprowadzili zorganizowaną rozgrzewkę, czego w Anglii dotąd nie praktykowano, a co miało znamiona profesjonalizmu. Po pierwszej połowie Chelsea wygrywało 2:0, mimo iż Dynamo prezentowało się zaskakująco dobrze. Jeden z piłkarzy The Blues stwierdził, iż Rosjanie powinni prowadzić czterema bramkami już po pierwszych 20 minutach, gdyby nie fatalne wykończenie i zepsute stuprocentowe sytuacje. Ostatecznie Dynamo wyrównało, a mecz zakończył się zaskakującym wynikiem 3-3. Zaskakującym tylko dla angielskich dziennikarzy, ponieważ drużyna z Moskwy prezentowała na boisku zespołowy, ładny dla oka futbol, zaś poszczególni zawodnicy imponowali kontrolą piłki i szybkością. W drugim meczu przybysze z Moskwy rozbili Cardiff City 10-1, co okrzyknięto szokiem, pomimo faktu, że Cardiff było trzecioligową drużyną złożoną z półamatorów. Faktem jednak było, że radziecka drużyna rozbiła drużynę angielską i (skazywana na pożarcie) pozostawała niepokonana. Punktem kulminacyjnym i tym, na co wszyscy czekali, miał być mecz Dynama z Arsenalem. Mecz który, jak się okazało, przeszedł do historii z wielu różnych powodów, które z futbolem miały mało wspólnego. Sam stadion, na którym rozegrano spotkanie, już brzmi zabawnie. Otóż gospodarze mieli podjąć gości z Moskwy na… White Hart Lane. W tym okresie Highbury wciąż było zajęte przez rząd brytyjski i użytkowane przez Ministerstwo Obrony, w związku z czym działacze Kanonierów poprosili o udostępnienie stadionu sąsiadów zza miedzy. Wielka miłość pomiędzy oboma klubami sprawiła, że władze Tottenhamu chętnie się zgodziły, choć istnieje teoria że angielska federacja po prostu rozkazała Kogutom oddać swój stadion i miała gdzieś jakiekolwiek głosy protestu. Do dziś jednym z punktów zapalnych między fanami Spurs i Arsenalu jest to, iż Kanonierzy “mieli czelność grać na White Hart Lane”.
Na mecz ówczesny trener Arsenalu George Allison, musiał dowołać sześciu graczy którzy wystąpili “gościnnie” w barwach Kanonierów, zastępując nieobecnych piłkarzy pozostających poza ojczyzną. Na meczu zjawiło się 54 tysięcy kibiców, zaś zgodnie z jednym z czternastu punktów, na który FA wyraziła zgodę, sędziowanie powierzono rosyjskiemu sędziemu którego Dynamo przywiozło ze sobą do Londynu. Pierwszą kontrowersyjną decyzją sędziowską był fakt, że te spotkanie w ogóle się odbyło. W momencie rozpoczęcia meczu nad Londynem unosiła się tak gęsta mgła, że pierwszego gola dla Dynamo, zdobytego w 30 sekundzie meczu, nie widzieli nie tylko kibice, ale również połowa zawodników biegających na boisku. W takich warunkach spotkanie szybko przemieniło się w komedię. Przy pierwszej zmianie dla gości zespół Dynama zastosował interesujący manewr taktyczny polegający na tym, że zmiennik… nigdy nie opuścił boiska. Arsenal nie pozostał dłużny i gdy jeden z Kanonierów dostał czerwoną kartkę za bójkę z zawodnikiem z Moskwy, po paru minutach po prostu wbiegł ponownie na boisko. Na temat tego meczu wyrosło wiele legend, dlatego dzisiaj nie sposób już stwierdzić, co tak naprawdę miało miejsce. Niektórzy twierdzą że Rosjanie w pewnym momencie mieli na boisku 15 zawodników. Mgła miała być tak gęsta, że przy jednej z akcji bramkarz Arsenalu uderzył się w słupek i stracił przytomność, a zastąpił go ochotnik z tłumu. Co się działo dokładnie, nie wiedział jednak nikt, bo też nikt niczego nie widział. Ostatecznie, Arsenal wygrywając do przerwy 3-2, uległ gościom 4-3 po bramce strzelonej ze spalonego i golu w końcówce. Brytyjskie „Mail” określiło to spotkanie jako farsę, która nie powinna się odbyć, chociaż równolegle stwierdzono, że był to „jeden z najbardziej ekscytujących meczów, których 54 tysiące kibiców nigdy nie widziało.” Na zakończenie tournee Dynamo zremisowało z Rangersami 2-2. Zaplanowano rozegranie jeszcze jednego pojedynku, z Aston Villą, lecz Rosjanie uznali że mają inne plany, po czym wrócili do Londynu i odlecieli do Moskwy. Wracając do kraju z podniesionymi głowami i bez porażki, uznano ich za bohaterów, a wielu nagrodzono honorami i odznaczeniami za zasługi na rzecz komunizmu oraz sportu. I tak zakończyła się pierwsza wizyta drużyny ze Związku Radzieckiego na zachodniej ziemi. W tej historii Kanonierzy odegrali jedną z głównych ról, rozgrywając jeden z najdziwniejszych meczów w swojej historii.
1
@Bernard777 poczytaj se wiesz gdzie.
10
Wybitne legendy futbolu:
21 czerwca 1955 r. urodził się Michel Francois Platini, francuski piłkarz, menedżer oraz były prezydent UEFA. Był członkiem reprezentacji Francji, która w 1984 roku zwyciężyła na Mistrzostwach Europy, po których został wybrany najlepszym piłkarzem oraz najskuteczniejszym zawodnikiem tego turnieju. Występował na Mistrzostwach Świata w 1978, 1982 i 1986 roku. Wraz z Alainem Giressem, Luisem Fernandezem oraz Jeanem Tiganą tworzyli tak zwany magiczny kwadrat- grupę piłkarzy grających jako pomocnicy, którzy tworzyli podporę francuskiego teamu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jest również uważany za jednego z najlepiej podających piłkarzy w historii piłki nożnej, oraz wybitnego wykonawcę stałych fragmentów gry. Był posiadaczem tytułu strzelca największej ilości goli w barwach narodowych (41) aż do 2007 roku, kiedy to Thierry Henry poprawił to osiągnięcie. Platini był również trenerem reprezentacji Francji przez 4 lata oraz współorganizatorem Mistrzostw Świata w swojej ojczyźnie w 1998 roku. Jego ojciec- Włoch o imieniu Aldo -był profesjonalnym piłkarzem oraz dyrektorem francuskiego zespołu AS Nancy, w którym młody Michel stawiał swoje pierwsze kroki. W listopadzie 1972 roku, po wcześniejszej grze w lidze regionalnej, został dołączony do rezerw zespołu AS Nancy, prowadzonego przez ojca. Bardzo szybko pokazał swoje umiejętności strzeleckie, zdobywając 3 gole w spotkaniu przeciwko Wittelsheim. Dalsze postępy zaowocowały przesunięciem go do pierwszego zespołu. Jego debiut nie był udany - w spotkaniu przeciwko Valenciennes, po wejściu z ławki rezerwowych, został kilkukrotnie trafiony przez przedmioty rzucane z trybun podczas zamieszek, które wybuchły w trakcie meczu. Kilka dni później, podczas kolejnego występu w zespole rezerw, nabawił się poważnej kontuzji kostki, która wykluczyła go z rozgrywek aż do maja 1973 roku. Sezon 1973/1974 skończył się dla drużyny Nancy spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji. Duży wpływ na to niepowodzenie miała kolejna kontuzja Platiniego - w marcu 1974 roku, kiedy liga wkraczała w decydującą fazę, doznał on podwójnego złamania lewego ramienia w jednym ze spotkań. Jednak kolejny rok zaowocował powrotem do Ligue 1. Francuz stał się najważniejszym piłkarzem swojej drużyny, strzelając 17 bramek, w tym kilka z rzutów wolnych, które stały się jego specjalnością. Trenował stałe fragmenty przy pomocy swego przyjaciela, bramkarza Moutiera, oraz rzędu manekinów, które tworzyły swego rodzaju mur. Po udziale w Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, w których Francja doszła do ćwierćfinału, podpisał on z Nancy swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Przed wylotem na Mistrzostwa Świata w Argentynie, Platini zdobył pierwsze cenne trofeum w karierze, wygrywając finał Pucharu Francji przeciwko Nice i strzelając jedyną bramkę w spotkaniu. Przed rozpoczęciem mundialu w 1978 r. wszyscy mieli w pamięci mecz eliminacyjny z Bułgarią, wygrany 3-1, w którym Michel zdobył jedną z bramek. Dzięki temu zwycięstwu Trójkolorowi zapewnili sobie awans na odbywającą się co cztery lata imprezę. W jednym z meczów towarzyskich przed mundialem zapisał się w pamięci kibiców, strzelając słynnemu włoskiemu bramkarzowi, Dino Zoffowi, dwie gole z rzutów wolnych. Same mistrzostwa były bardzo nieudane dla reprezentacji Francji. Po wygranej z Węgrami oraz porażkach z Argentyną i Włochami, Francuzi wyjechali z Argentyny już po pierwszej rundzie. Mimo że Michel Platini był jednym z najlepszych zawodników podczas tego nieudanego turnieju, to właśnie jego kibice uznali za winnego klęski Francuzów. Jego kontrakt z Nancy wygasł w czerwcu 1979 roku. Rywalizowało o niego kilka mocnych francuskich klubów i ostatecznie zdecydował się na przenosiny do Saint-Etienne. Trzyletni pobyt w nowym klubie był dla Platiniego mieszaniną sukcesów i porażek. Saint-Etienne miało zamiar podbić piłkarską Europę, lecz mimo kilku fantastycznych spotkań, piłkarzom tego klubu nie udało się nawiązać do sukcesu z 1976 roku, kiedy to drużyna ta wystąpiła w finale Pucharu Europy. W 1981 roku Saint-Etienne zdobyło mistrzostwo Francji, lecz w tym samym roku przegrało z Bastią w finale krajowego pucharu. Ostatnim meczem Michela Platiniego w barwach tego klubu przed przenosinami do włoskiego Juventusu Turyn, był kolejny, ponownie przegrany, finał tych rozgrywek przeciwko Paris Saint-Germain. Zanim Francuz zaczął występować w barwach Starej Damy, dotarł wraz z kolegami do półfinału Mistrzostw Świata w 1982 roku w Hiszpanii. Porażka po rzutach karnych z RFN pozbawiła ich marzeń o finale. W pierwszym sezonie gry dla Juventusu Platini był bliski szybkiego odejścia z tego klubu, gdyż nie potrafił się dostosować do włoskiego stylu gry. Po zmianie taktyki dokonanej przez trenera, Francuz zaczął jednak grać o wiele lepiej. Piłkarze "Starej Damy" dotarli aż do finału Pucharu Europy, gdzie przegrali z niemieckim Hamburgerem SV, oraz zdobyli Puchar Włoch. Kolejne sezony to pasmo sukcesów Platiniego w Juventusie - Mistrzostwo Włoch w 1984 i 1986 roku, Superpuchar Europy w 1984 roku, Puchar Europy w 1985 roku oraz Puchar Interkontynentalny w 1985 roku.
Trzy sezony z rzędu był królem strzelców Serie A a także trzykrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem Europy w latach 1983-1985. W 1984 roku reprezentacja Francji zdobyła tytuł Mistrza Europy, a Platini z 9 golami w 5 spotkaniach, został królem strzelców tej imprezy. Puchar Europy zdobyty w 1985 roku powinien być ukoronowaniem kariery Francuza, lecz został on zdobyty w cieniu wielkiej katastrofy na stadionie Heysel, kiedy to podczas finałowego meczu przeciwko Liverpoolowi, w czasie trwania zamieszek na trybunach zginęło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych. Mecz rozpoczął się z półtoragodzinnym opóźnieniem. Jedyną bramkę z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Zbigniewie Bońku, strzelił Platini. Dzień po tym spotkaniu, Francuz był krytykowany za brak powściągliwości w świętowaniu zwycięstwa. Platini utrzymywał jednak, że nie był w pełni świadomy skali katastrofy, która wydarzyła się na stadionie. Na Mistrzostwach Świata w 1986 roku Francja zajęła 3 miejsce, a Platini zdobył ostatnie 2 bramki w swej reprezentacyjnej karierze. Rok później zawiesił swe piłkarskie korki na kołku, kończąc bogatą i fantastyczną karierę w wieku 32 lat. Ostatnie spotkanie w reprezentacji Francji to mecz z Islandią 29 kwietnia w 1987 roku. W sumie w 72 spotkaniach w trójkolorowych barwach zdobył 41 bramek, a w 432 oficjalnych występach klubowych, do bramki rywala trafiał aż 224 razy. 1 listopada 1988 roku Michel Platini został selekcjonerem reprezentacji Francji. Po wygraniu 19 spotkań z rzędu został wybrany trenerem roku. Jednak po odpadnięciu Francji z Euro 1992, został zwolniony z tej posady. W kolejnych latach był między innymi, razem z Fernandem Sastre, głową Komitetu Organizacyjnego Mistrzostw Świata w 1998 roku, które odbywały się we Francji, oraz członkiem Komitetu Wykonawczego FIFA.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
4
@fart No ja miałem to szczęście zakochać się w Barcuni, kiedy dołączył do niej Eto'o i Deco a rok czasu już grał Ronaldinho. Za czasów Gasparta i wcześniej, to w zasadzie nie obchodziła mnie Barca...
9
Początek wyjątkowej przygody w roli trenera:
21 czerwca 2007 r. Josep Guardiola został mianowany na trenera FC Barcelony B. Sytuacja rezerw Barçy była opłakana po spadku z Segunda Division B do czwartego poziomu rozgrywek. Utrudniało to rozwój młodym piłkarzom, którzy stawiali pierwsze kroki w dorosłej piłce po awansie z juniorów. Guardioli udało się zdobyć 83 punkty w 38 kolejkach, co dało pierwsze miejsce w grupie i udział w play-offach o awans do trzeciej ligi. Efektem dwóch wygranych spotkań była promocja a Guardiole, który objął pierwszy zespół FC Barcelony zastąpił Luis Enrique.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
Triumfy Blaugrany w Copa del Generalisimo:
21 czerwca 1942 r. FC Barcelona tryumfuje po raz ósmy w historii Pucharu Hiszpanii. W bardzo zaciętym finale rozgrywanym na Estadio de Chamartin, Barça pokonuje po dogrywce Athletic Bilbao 4:3. Gole dla Blaugrany zdobywają: Escola(20 i 59 minuta) oraz Mariano Martin(51 i 101 minuta).
21 czerwca 1953 r. FC Barcelona sięga po raz jedenasty(i trzeci z rzędu) w historii po Puchar Hiszpanii. W finałowym starciu rozgrywanym ponownie na Estadio de Chamartin, Blaugrana pokonuje Athletic Bilbao 2:1. Gole dla Barçy zdobyli: Kubala(46 minuta) oraz Manchon(57 minuta).
21 czerwca roku 1959, FC Barcelona zdobywa po raz 12-sty w historii Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu, Duma Katalonii pokonuje Granade CF 4:1. Gole strzelają: Eulogio Martinez(2 minuta), Sandor Kocsis(10 i 76 minuta) oraz Justo Tejada(67 minuta).
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
8
Championship of Catalonia:
21 czerwca 1905 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii sięgnęła po Mistrzostwo Katalonii. Rozgrywki te zainaugurowano w sezonie 1903/1904 jako następstwo Copa Macaya oraz Copa Barcelona a premierową edycje wygrał Espanyol. Rywalizacja trwała aż do sezonu 1939/1940 i została przerwana przez reżim generała Franco. Ogółem rozegrano 37 edycji, z których Blaugrana wygrała 21. W decydującym starciu 21 czerwca 1905 r. Duma Katalonii pokonała w derbach Espanyol 3:2 po dwóch golach Blaka i jednym Romy Fornsa.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@FcPortoFan1999 To prawda. Wówczas nie było tylu rozgrywek i tak wielu drużyn w ligach, więc wcześniej kończyły się rozgrywki europejskie...
0
@FcPortoFan1999 Myśle że wystarczy nagłówek. W końcu nie wszyscy postradali języki tego świata...
8
To nie był czeski film, to było „výborně”:
20 czerwca 1976 r. Reprezentacja Czechosłowacji zdobyła tytuł mistrza Europy, po zwycięstwie w finale w rzutach karnych 5:3 nad RFN w Belgradzie. Mistrzostwa Europy w 1976 roku były ostatnim turniejem z tego cyklu, w którym startowały jedynie 4 drużyny w finałowej imprezie. Tytuł zdobyła po raz pierwszy w historii drużyna Czechosłowacji. Turniej rozegrano w Jugosławii. Był to pierwszy i ostatni raz, kiedy gospodarzem imprezy tej rangi został kraj z bloku komunistycznego. Ostatni raz w historii mistrzostw Europy zdarzyło się też, że triumfował zespół z komunistycznego państwa (wcześniej zdarzyło się to podczas pierwszego Euro w 1960 roku we Francji, gdy wygrała ekipa ZSRR). Kwalifikacje odbyły się według sprawdzonej reguły. 32 drużyny podzielone zostały na 8 równych grup, z czego zwycięzcy rywalizowali potem w ćwierćfinałowych dwumeczach. W ten sposób do turnieju głównego zakwalifikowali się gospodarze - Jugosławia, a także Czechosłowacja, Holandia (awans po raz pierwszy w historii, po wielkim boju w grupie z Polską, Włochami i Finlandią) i RFN. Euro 1976 odbywało się na dwóch stadionach - w Belgradzie i Zagrzebiu. W półfinale mieliśmy bardzo zacięte boje. Najpierw Czechosłowacja pokonała po dogrywce Holandię 3:1, a następnie Jugosławia również po dogrywce przegrała z RFN 2:4. W meczu o trzecie miejsce też nie padło rozstrzygnięcie w regulaminowym czasie gry i dopiero w dogrywce "Pomarańczowi" ograli Jugosławię 3:2. Finał był jeszcze bardziej wyrównany. Nawet dogrywka pomiędzy Czechosłowacją a RFN nie przyniosła rezultatu. Na tablicy wyników widniał wciąż wynik remisowy 2:2. Tym razem jednak - inaczej niż w poprzednich turniejach Euro - nie decydował kolejny mecz, czy rzut monetą. Po raz pierwszy w decydującym meczu o tytuł Starego Kontynentu rozegrano serię rzutów karnych. W czwartej serii pierwszy raz nie trafił zawodnik RFN- Uli Hoeness (później legendarny prezes Bayernu Monachium, który doprowadził ten klub do wielkich sukcesów ale w 2014 został skazany na karę więzienia za oszustwa podatkowe). Do piłki podszedł w piątej serii Antonin Panenka i swoim nietypowym, leciutkim strzałem technicznym w sam środek bramki przypieczętował mistrzostwo Europy dla Czechosłowacji, a sam wpisał się do historii futbolu. Od tej pory jego nazwisko przypomina się za każdym razem, gdy zawodnik wykonuje w ten nietypowy sposób "jedenastkę".
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
Ten pierwszy raz na Argentyńskiej ziemi:
20 czerwca 1867 r. 16 członków miejskiego środowiska biznesowego(sami Brytyjczycy z wyjątkiem Williama Boschettiego, który urodził się na wyspie Saint Lucia) spotkało się by rozegrać pierwszy mecz piłkarski, jaki kiedykolwiek odbył się na argentyńskiej ziemi. Zasady gry w piłke nożną spisane przez Football Association w grudniu 1863 roku, dotarły do Buenos Aires i zostały opublikowane w anglojęzycznej gazecie ,,Standard” w początkach roku 1867. Pismo służyło społeczności, która w 1880 r. liczyła 40 tys. członków największej brytyjskiej populacji zamieszkującej jakikolwiek kraj nie będący wówczas częścią Imperium. Wywierała ona zresztą tak znaczący wpływ że czasami można było odnieść wrażenie że Argentyna w istocie jest częścią Korony Brytyjskiej, jak głosił nagłówek ,,Timesa” w 1806 r. Brytyjczycy zarządzali miejscowym systemem bankowym, budowali koleje, zajmowali się eksportem skór, wełny i mięsa. Wielka Brytania z wyraźną przewagą była największym partnerem handlowym Argentyny. Brytyjczycy w Argentynie robili to, co robią wszędzie na świecie. Tworzyli miniaturowe wersje ojczyzny, zakładając własne szkoły, szpitale, kościoły i kluby sportowe. Te ostatnie z początku organizowały głównie mecze krykieta, tenisa i(zważywszy na dostępność znakomitych koni) polo ale niektórzy ich członkowie musieli też uprawiać jakiś rodzaj piłki nożnej w szkołach i na uniwersytetach. Już w 1840 roku brytyjscy marynarze grali w dokach w coś na kształt futbolu. Była to czynność, która jak się zdaje budziła konsternacje wśród mieszkańców miasta, o czym świadczy notatka w ,,La Razon”, z dozą niepewności opisująca tę rozrywkę jako ,,nieustające bieganie za piłką”. Żeby rozwinąć te grę i rozpocząć jej propagowanie, potrzebna była organizacja i zajął się nią Thomas Hogg. Jego ojciec właścicielem fabryki włókienniczej w Yorkshire a po przeprowadzce do Buenos Aires nie tylko kontynuował swoją działalność w tej branży ale także założył brytyjskie centrum handlowe, brytyjską bibliotekę, brytyjski koledż oraz w 1819 r. klub krykieta. Syn był równie aktywny. Zorganizował Dreadnought Swimming Club, klu pływacki, w którym pierwsze zawody odbyły się w 1863. Trzy lata później przerzucił się na suasha i z bratem Jamesem utworzył Buenos Aires Athletic Society. Mniej więcej w latach 60-tych XIX wieku zakładał również pierwszy klub golfowy w Ameryce Południowej. Słowem był pionierem niemal w każdej dziedzinie sportu, choć to jego praca na rzecz piłki ostatecznie zyskała największe znaczenie, nawet jeśli szybko porzucił tę dyscyplinę dla rugby. Szóstego maja 1867 roku Hogg zamieścił w ,,Standardzie” notatke pod tytułem ,,Foot Ball”. ,,Spotkanie organizacyjne odbędzie się w następny czwartek wieczorem o 7.30 w „Calle Temple” naprzeciw numeru 46 a jego celem będzie przyjęcie przepisów Meczów Piłki Nożnej, które rozgrywane będą zimą na Stadionie Krykieta. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych”.
Pierwszy mecz zaplanowano na 25 maja ale musiał zostać przełożony prawie o miesiąc w związku z zalanym boiskiem przy stacji kolejowej ,,Boca Junction” i w końcu, tamtego rześkiego czerwcowego popołudnia, po krótkim opóźnieniu wywołanym dyskusją o tym, czy przyzwoite jest noszenie szortów na oczach żeńskiej publiczności, drużyna ubrana w czerwone stroje(Los Colorados), której kapitanem był Hogg, stoczyła bój z drużyną ubraną na biało(Los Blancos), której przewodził przyjaciel Hogga, William Heald. Grano po ośmiu przez dwie 50-minutowe połowy. W centrum Buenos Aires, na miejscu wyjątkowo odległym od któregokolwiek z dzisiejszych stadionów, jakby współczesne kluby były zbyt taktowne i wolały trzymać się z dala od poświęconej ziemi, futbol w końcu objawił się w Argentynie. Heald nie wydawał się szczególnie zachwycony tym doświadczeniem. W swoim dzienniku zapisał że o 10-tej rano wsiadł z Hoggiem w pociąg do Palermo, potem wyznaczali flagami linie boiska a następnie ,,przenieśli się do Confiterii na chleb z serem i trochę portera” w oczekiwaniu na resztę graczy. Niewielka liczba tych ostatnich spowodowała że ,,grało się bardzo ciężko” i pod koniec Heald był ,,całkowicie wyczerpany”. Nie był to jedyny nieprzyjemny efekt. ,,Plecy bolały mnie bardzo i wydawało się że utraciłem cały apetyt, gdyż nie mogłem niczego tknąć na kolacje”. ,,Los Colorados” wygrali 4:0 i kiedy zorganizowano kolejny mecz, Healda w funkcji kapitana zastąpił H.J. Barge. Wyglądało na to że Heald nie przejawiał wielkiej ochoty by zagrać ponownie. Tym razem ,,Los Colorados” zwyciężyli 3:0. Futbol zaczął zapuszczać pierwsze nieśmiałe korzenie. Trzy lata później hiszpańskojęzyczna gazeta ,,El Nacional” wspominało o ,,tej angielskiej grze” i przepowiadała że ,,rychło się do niej przyzwyczaimy”. Futbol potrzebował więc trochę czasu by się przyjąć ale naprawdę tylko trochę. Z początku piłka nożna była tylko jedną z wielu dyscyplin uprawianych przez brytyjską społeczność ale do 1880 roku stała się już sportem najważniejszym, częściowo z powodu swojej prostoty a częściowo dlatego ze forsowały ją brytyjskie szkoły, które(śladem swoich odpowiedników w ojczyźnie) uważały futbol za sposób krzewienia zdrowych chrześcijańskich cnót dyscypliny, siły i wytrzymałości. Co więcej, sporty zespołowe postrzegano jako antidotum na solipsyzm, stanowiący prostą drogę do najbardziej wyniszczającego z występków, onanizmu, prawdziwej obsesji szkół wiktoriańskich…
W takich właśnie realiach XIX wieku narodził się futbol w Ameryce Południowej.
@Sysia11
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
11
Nieoczywisty bohater finału Champions League w barwach Dumy Katalonii:
Brazylijczyk Juliano Belletti nie był jakimś wybitnym obrońcą a do Daniego Alvesa nawet nie miał startu. Jednak znalazłoby się kilku grajków, którzy pozazdrościliby kariery Bellettiemu. W końcu każdemu marzyło się zagrać choć jeden mecz w barwach wielkiego klubu a Juliano zrobił to ładnych kilkadziesiąt razy. Dodatkowo zostanie zapamiętany na wiele lat przez kibiców Blaugrany. W końcu to właśnie Brazylijczyk rozpoczął zwyciężanie katalońskiej drużyny w Lidze Mistrzów XXI wieku. Strzelając decydującego gola „last-minute”, zapewnił swojej drużynie drugi puchar w historii. Dziś obchodzi swoje 49 urodziny a więc: Feliz cumpleaños(!) panie Juliano. Kariera Juliano miała przebieg wręcz modelowy. Zaczął z dołu, powoli się wspinał na szczyt, aż w końcu musiał z niego zejść. Nie było tu przypadku. Sam Juliano nie był jakimś niesamowitym talentem, o którego biłyby się największe marki świata, ale dzięki wybieganiu, porządnej technice i waleczności swoje zdobył. Nie każdy na przestrzeni czterech lat podnosi najpierw najbardziej prestiżowe trofeum w piłce reprezentacyjnej a następnie w piłce klubowej. Faktycznie, jego rolę na mundialu można uznać za mocno epizodyczną, ale jak dostał zadanie w półfinale, to je wypełnił. Razem z kolegami uniemożliwił Turkom zdobycie wyrównującej bramki.
Juliano zdecydowanie bardziej się przydał cztery lata później, przy okazji finału LM pomiędzy FC Barceloną a Arsenalem. Jak sam wspominał po latach, „Dumie Katalonii” szło tamtego 17 maja jak po grudzie – nic, a nic im się nie udawało. W efekcie po pierwszej połowie przegrywali z Anglikami (którzy po czerwieni Jensa Lehmanna grali o jednego zawodnika mniej) 0:1. Trzeba było gonić, a wiadomo, że mając dwóch defensywnych pomocników w drugiej linii, nie będzie to łatwe. Murawę opuścił więc Edmilson, a na niej pojawił się młodziutki Andres Iniesta. Wychowanek La Masii rozruszał akcje Hiszpanów, ale wciąż jeszcze czegoś brakowało. Na dwa kwadranse przed końcem holenderski szkoleniowiec wpuścił na boisko Henrika Larssona i ta zmiana – zresztą jak wszystkie trzy – okazała się strzałem w dziesiątkę. Rijkaard zagrał va banque zdejmując drugiego defensywnego pomocnika, czyli Van Bommela, ale Barca potrzebowała takiego wstrząsu. Gdy nadal nie szło, trener katalońskiego zespołu zmienił Oleguera i wprowadził Juliano Bellettiego. Nie był to taki oczywisty ruch. Na ławce Blaugrany siedział jeszcze chociażby Xavi czy Maxi Lopez. Wspomniany Szwed kilkanaście minut po wejściu wyłożył piłkę Samuelowi Eto’o, a Kameruńczyk wyrównał. Zostało kilka chwil do ostatniego gwizdka głównego arbitra, jednak Barcelonie nie w smak było przeciąganie rozstrzygnięcia do dogrywki. 9 minut do końca, Hiszpanie przeprowadzają akcję. Znów Larsson w pole karne, w które wbiegł Belletti, Brazylijczyk uderza i… 2:1! ,,Nie mogłem w to uwierzyć. Po strzale chciałem zrobić jakąś cieszynkę, ale zwyczajnie nie byłem w stanie. Upadłem na kolana, zasłoniłem się rękoma i modliłem się, by nie był to tylko dobry sen”- tak mówił o tamtej chwili Belletti. Nie pomylimy się pewnie, że najpiękniejszej w całej piłkarskiej karierze.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360