FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Premierowe derby:
23 grudnia 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze w swojej historii derby Barcelony z Espanyolem. Towarzyskie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem i toczyło się w przyjacielskiej atmosferze, co trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Barça zagrała bez obcokrajowców a przeciwnicy zaprezentowali się pod nazwą Sociedad Española de Futbol co po Polsku znaczy Hiszpańskie Towarzystwo Piłki Nożnej. Dopiero później przekształcili nazwe na RCD Espanyol.
@DaPidejpi
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sensible
@NaFazieHitman
0
@Lionel_Messi10 Ale zaraz, zaraz! Jeśli stawiasz za kryterium trofea, to z tego co wiem taki Daniel Alves bije wszystkich na głowe trofeami! Więc trzeba być konsekwentnym a ty Alvesa nie umieściłeś nawet na 5 miejscu?
0
@ranger3120 No chyba tak, dokładnie już nie pamiętam ale raczej jakoś tak...
28
Ten ,,świąteczny prezent” już nigdy nie straci na wartości:
23 grudnia 2017 r. Real Madryt przegrał na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 0:3(0-0). Real Madryt poległ na własnym stadionie ze swoim odwiecznym rywalem, FC Barceloną. Messi i spółka przez całą pierwszą połowę byli przyczajeni, ale po przerwie wyczekali na zabójczą kontrę, którą zakończył Luis Suarez. Po chwili idiotycznie w polu karnym zachował się Dani Carvajal, który postanowił zmienić dyscyplinę sportu i pograć w siatkówkę. Barcelona powiększyła przewagę nad drugim w tabeli Atletico do dziewięciu punktów, przez co chyba już znamy mistrza Hiszpanii na sezon 2017/18. Mecz w pierwszej połowie był bardzo wyrównany i nie aż tak otwarty, przez co sytuacji strzeleckich nie było zbyt wiele. Lepsze sytuacje stworzył sobie Real, który starał się nie dopuścić Barcelony do narzucenia warunków gry. Po zmianie stron Real jednak całkowicie się posypał. Cała organizacja gry obronnej spaliła na panewce, gdy w 54. minucie pilnujący Messiego Mateo Kovacić odpuścił drybling Ivana Rakiticia. Chorwacki pomocnik "Blaugrany" przebiegł z piłką spory dystans, a następnie rozciągnął grę do Sergi Roberto. Ten wyłożył piłkę Suarezowi, który nie mógł się pomylić i umieścił piłkę w niemal pustej bramce. Na 27 minut przed końcem spotkania idiotycznie zachował się Dani Carvajal. Prawy obrońca "Królewskich" celowo zagrał ręką w polu karnym. Lionel Messi nie pomylił się z rzutu karnego i podwyższył prowadzenie. Katalończycy dorzucili trzecie trafienie w doliczonym czasie gry. Prawym skrzydłem szarżował Messi, by następnie wycofać piłkę do wbiegającego Aleixa Vidala, który płaskim strzałem pokonał Keylora Navasa. Kostarykański bramkarz odbił piłkę, ale ta i tak wpadła do bramki, choć wydaje się, że mógł zachować się dużo lepiej. Grający w dziesiątkę piłkarze Realu nie zdołali już odpowiedzieć. Obrona tytułu była wówczas dla podopiecznych Zinedine'a Zidane'a raczej niemożliwa.
Nacieszmy oczy i dusze:
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
17
Po prostu geniusz!
22 grudnia Lionel Messi strzela w ligowym meczu z Realem Valladolid 91 gola w całym 2012 roku. Rok ten był dla Argentyńczyka niesamowity. Już 9 grudnia w meczu z Betisem pobił dotychczasowy rekord Gerda Müllera, który w barwach Bayernu i reprezentacji Niemiec strzelił w 1972 r. 85 goli. Biorąc pod uwagę iż obecnie futbol jest dużo bardziej fizyczny i pada znacznie mniej goli, osiągnięcie było niesamowite. Do 22 grudnia i meczu z Realem Valladolid Messi zdążył jeszcze dołożyć siedem trafień. 91 goli zdobyte we wszystkich oficjalnych meczach to rekord w historii światowego futbolu(Pele w 1959 strzelił jedynie 75 goli). Znany dziennikarz ,,AS-a” Tomas Roncero przekonywał co prawda że rekord wciąż należy do Zambijczyka Godfreya Chitalu, który ponoć strzelił w swoim kraju 107 goli w 1972, aczkolwiek teorii tej nie wzięto na poważnie. Z końcem 2012 r. 25-letni wówczas Messi miał już na koncie dziesiątki rekordów. Do najważniejszych należą: najwyższa ilość goli w jednym sezonie La Liga(50), czterokrotna korona króla strzelców Ligi Mistrzów(2010-13), rekord goli w jednym sezonie(73) a także wyrównanie rekordu Anglika Viviana Woodworda w ilości goli w rozgrywkach międzynarodowych, również reprezentacji(25 goli).
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@patataj
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
1
@Lionel_Messi10 No to powiem tylko tyle: Iniesta był raz mistrzem świata a Cristiano Ronaldo ani razu! Natomiast Garrincha był dwukrotnie mistrzem świata, w tym w 1962 poprowadził Brazylie do mistrzostwa niemal w pojedynke, tak jak Maradona w 1986 w Meksyku. Co za tym idzie, Pele nie był by 3-krotnym mistrzem świata, gdyby nie Garrincha, zresztą sam o tym mówił. Tak mówią fakty, nie wspominając że będąc lekkim kaleką grał wręcz genialnie, według mnie nie gorzej niż Messi. No ale cóż, masz do tego pełne prawo aby sądzić inaczej
1
@Lionel_Messi10 Nie chciałbym być niegrzeczny i wbijać ci jakąkolwiek szpilke ale zdajesz sobie sprawe jak grał i co osiągnął Manoel Francisco dos Santos?
10
Wspomnień czar:
22 grudnia 2011 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo pod wodzą Guardioli i jedno z najwyższych zwycięstw w historii Pucharu Hiszpanii. Na Camp Nou rozgromiła trzecioligowy La Hospitalet aż 9:0(!) w rewanżowym meczu 1/16 Copa del Rey.
@Lionel_Messi10
@patataj
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Sensible
@NaFazieHitman
10
Golazo!
22 grudnia 1973 r. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.
Popatrzcie sami:
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
10
Feliz cumpleaños panie Bernd! Z okazji 63 urodzin!
22 grudnia 1959 r. w Augsburgu urodził się Bernd Schuster. Ten niemiecki piłkarz karierę zaczynał w 1. FC Köln, z którego w 1980 r. przeniósł się do FC Barcelony. Bardzo szybko stał się gwiazdą linii pomocy Blaugrany i w 6 kolejnych sezonach zdobywał dwucyfrową liczbe goli we wszystkich rozgrywkach. Dokonał tego pomimo faktu że stracił większość roku 1982 na rekonwalescencje po tym, jak ,,Rzeźnik z Bilbao”(Andoni Goikoetxea) brutalnie wszedł w jego kolano. W latach 1982-84 znakomicie układała się współpraca Bernda z Diego Maradoną, którego Argentyńczyk nie omieszkał komplementować w swojej autobiografii. Tuż po tym, jak został zmieniony w trakcie gry w finale Pucharu Mistrzów w 1986 r., udał się do szatni i nie informując nikogo, pojechał z żoną na lotnisko, gdzie pierwszym samolotem udał się do Barcelony. Przed sezonem 1986/87 Schuster został za to wykluczony z zespołu i nie rozegrał ani jednego meczu! Prezydent Nuñez zaoferował go nawet Espanyolowi. Jak zauważyli ironicznie dziennikarze, byłoby to jedyne możliwe rozwiązanie dla Schustera, bo nadal dzieliłoby go jedynie 30 minut samolotem od ,,ukochanej” Ibizy. Choć Niemiec pozwał klub do sądu, przegrał sprawę. Po roku wrócił do łask, lecz jego relacje z działaczami pozostawały napięte i latem 1988 r. zdecydował się na transfer do Realu Madryt. Co ciekawe, z drużyny Królewskich trafił po 2 latach do Atletico Madryt. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą w roli trenera, zdobywając między innymi mistrzostwo Hiszpanii z Realem w 2008 r.
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
12
Van Gaal nie gryzł się w język:
21 grudnia 2001 r. Luis van Gaal został uratowany przed zwolnieniem. Drugi etap pracy van Gaala w Barcelonie od początku nie układał się pomyślnie. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia FC Barcelona jechała na Majorke z nożem na gardle, znajdując się w drugiej połowie tabeli. Strata punktów oznaczała pożegnanie się z van Gaalem i gorączkowe poszukiwanie trenera w okresie świątecznym. Holender próbował się bronić: ,,Mam charakter i charyzmę żeby popchnąć drużynę do przodu. Kibice nas wspierają, czego nie było podczas mojego pierwszego pobytu w Barcelonie. Wiedziałem że nie był to dobry pomysł aby wracać, lecz miałem wiele pomysłów i jestem ambitny. Pozostało jeszcze sporo meczów do końca a w Lidze Mistrzów idzie nam świetnie”- próbował ratować sytuacje van Gaal. Sytuacja w La Liga była tragiczna, natomiast w Lidze Mistrzów Blaugrana rzeczywiście odniosła 8 zwycięstw z rzędu i jedynie ten fakt ratował szkoleniowca przed zwolnieniem. Mecz na Majorce zapowiadał się niezwykle ciężko, ponieważ w ataku gospodarzy brylowali wówczas Samuel Eto’o i Walter Pandiani. Van Gaal postawił wszystko na jedną karte i wobec absencji Riquelme postawił na młodziutkiego Iniestę, który zaledwie 2 miesiące wcześniej debiutował w Lidze Mistrzów, gdy Barça zapewniła już sobie awans do kolejnej fazy. Na Baleary udał się nawet kontuzjowany Puyol aby podnieść morale ekipy. Duma Katalonii wbrew oczekiwaniom wygrała pewnie 0:4 ale na wynik spotkania miały wpływ dwie czerwone kartki dla gospodarzy w pierwszych 30 minutach gry. Kluivert zaliczył hattricka w niecałe pół godziny, natomiast graczem meczu poza Holendrem był Iniesta. Van Gaal komplementował młodziutkiego Hiszpana w ten sposób: ,,Po debiucie z Brugią byłem z niego bardzo zadowolony, niestety potem doznał kontuzji. Uznałem że teraz nadszedł jego czas. Z Riquelme entuzjazm drużyny był dużo niższy”. Holenderski trener uratował stanowisko, choć nie na długo, o czym postaram się wspomnieć w styczniu przyszłego roku.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
1
@Janiama No właśnie, Gordon Strachan... i wszystko jasne. No ale jak napisałeś, jesteś jednym z nielicznych, którzy widzieli Aberdeen na żywo a to już nie byle co! No i w dodatku był to mecz w PUcharze Zdobywców Pucharów!
2
@Janiama No prosze, ty zawsze potrafisz pozytywnie zaskoczyć :)
7
@FCBparasiempre
Gdy myślimy o sir Aleksie Fergusonie, to przed oczami od razu stają nam obrazy z jego długoletnich rządów w Manchesterze United, ze wszystkimi swoimi trofeami. Często zapominamy, że sukcesy odnosił już wcześniej w rodzimej Szkocji, gdzie przez kilka lat prowadził Aberdeen. To właśnie Fergie stoi za najbardziej tłustymi latami w historii tego klubu. Przerwał długą hegemonię potęg z Glasgow. Cofnijmy się zatem do czasów, gdy The Dons rządzili szkockim podwórkiem. Wcześniej należy jednak napisać parę zdań wstępu… Dawno, dawno temu, a dokładnie w 1974 roku, Alex Ferguson zakończył karierę zawodnika. Jego pierwszym zespołem w roli trenera był East Stirlingshire. Tam rozpoczął pracę na pół etatu. Niewielki klubik (dziś grają się na piątym poziomie rozgrywkowym w Szkocji) nie miał w swojej kadrze nawet bramkarza. 32-letni Ferguson już na samym starcie zyskał reputację osoby rządzącej twardą ręką. W późniejszych latach tylko to potwierdzał. Napastnik tamtej drużyny, Bobby McCulley powiedział kiedyś: ,,Nigdy przedtem nikogo się nie bałem, ale Ferguson od samego początku był przerażającym sukinsynem.” East Stirlingshire radziło sobie w lidze bardzo dobrze, ale Alex zdawał sobie sprawę, że nie może się zasiedzieć w takim miejscu. O jego usługi zabiegało St Mirren. Ostatecznie tam trafił, choć z wielkim żalem opuszczał swoje pierwsze miejsce pracy. Przeprowadzkę doradzał mu zresztą Jock Stein, jego wielki trenerski mistrz. W St Mirren pracował od 1974 do 1978 roku i dokonał tam nie lada wyczynu, przeobrażając drugoligowego słabeusza w mistrza, przy okazji bardzo mocno odmładzając zespół. Pewnie nigdy nie byłoby wspaniałej historii Aberdeen, gdyby nie konflikty Fergusona z Willim Toddem, dyrektorem klubu. Został zwolniony. St Mirren zapisało się w dziejach futbolu jako jedyny zespół, który wyrzucił z pracy Aleksa – patrząc z perspektywy czasu, na pewno nie jest to chlubne osiągnięcie. Jednym z powodów było to, że menedżer miał zdecydowanie za duże ambicje, niedopasowane do rangi klubu. Dodatkowo dochodziły do tego różne niejasności w kontraktach zawodników, do których Fergie miał przykładać ręce. Wszystko zakończyło się wstąpieniem na drogę sądową, przez co obie strony nie rozstawały się w zbyt przyjaznych okolicznościach. Toddowi nie podobało się również to, że Ferguson za plecami zespołu „romansował” z Aberdeen i wciąż pojawiały się pogłoski, że wkrótce zmieni barwy klubowe. W 1977 roku trener odmówił jednak zarządowi The Dons. Posadę dostał wówczas Billy McNeill, który jednak po roku wrócił do Celtiku. Drugiej oferty Alex już nie odrzucił i w końcu trafił na stadion Pittodrie.
Rok 1978. Sukcesy Aberdeen? Raz zdobyli mistrzostwo, ponad 20 lat wcześniej. Po drodze przytrafiło im się kilka srebrnych medali, ale nic więcej. Oba sezony przed przybyciem Fergusona zakończyli jednak na podium, co było dobrym zwiastunem na kolejne lata. Tym bardziej, że ich nowy trener nie miał zamiaru zadowalać się jakimiś półśrodkami. Od zawsze interesowało go tylko bycie najlepszym. Już na samym początku Alex zderzył się w Aberdeen z poważnym problemem – wciąż był młodym i początkującym szkoleniowcem, a kilku zawodników było starszych od niego. Musiał ciężko pracować, żeby zdobyć autorytet. Jedną z jego decyzji było m.in. stopniowe odsuwanie od składu Joe’ego Harpera, lokalnego bohatera, którego nawyków alkoholowych bardzo nie pochwalał: ,,Należy od razu odcisnąć na drużynie swój ślad. Wielki Jock powiedział mi, żebym nigdy nie zakochiwał się w zawodnikach, ponieważ prędzej czy później mnie zdradzą. W Aberdeen musiałem radzić sobie z bardzo różnymi wykroczeniami. wielu winnych udało mi się wykryć. potem umierałem ze śmiechu, widząc ich reakcje na to, że zostali przyłapani.
– ja? – mówili z doskonale udawaną urazą.
– tak, ty.
– ach, poszedłem zobaczyć się z kolegą.
– tak? na trzy godziny? i wróciłeś pijany? – fragment autobiografii Fergusona
Wyniki pierwszego sezonu nie powaliły na kolana. W lidze Aberdeen zakończyło rozgrywki dopiero na czwartym miejscu. Świetnie szło im w pucharach, ale w końcu odpadli w półfinale Pucharu Szkocji, a następnie w finale Pucharu Ligi musieli uznać wyższość Rangersów. Debiutancki sezon trzeba jednak uznać za przejściowy. Ferguson od razu po przyjściu zabrał się za zmiany. Jedną z najważniejszych było odważne odmładzanie składu, co było później jego znakiem firmowym w Manchesterze. Moje doświadczenia z St Mirren wzmocniły we mnie wiarę, że stawianie na młodzież jest drogą postępu – zwykł mawiać. Alex blisko współpracował ze skautami, klub rozszerzył swój system wyszukiwania zdolnych chłopców, a nawet założył akademię satelicką Glasgow. Dokonywał zmian w metodach treningowych oraz w stylu gry – chciał żeby jego zespół zawsze bronił wysoką linią defensywy. Te pomysły nie podobały się niektórym zawodnikom, ale… z takimi piłkarzami Ferguson umiał sobie doskonale radzić. Dwóch najważniejszych dla Aberdeen Alexów. Ferguson prowadził zespół przez osiem lat, a McLeish spędził tam jakieś 95% swojej kariery, bo aż 18 lat.
Wspomniany Harper nie był ulubieńcem trenera, ale potrafił strzelać bramki. Mimo to pierwszym transferem Fergiego w Aberdeen był Mark McGhee, napastnik Newcastle United, którego ściągnąć próbował już w czasie swojego pobytu w St Mirren. Później często powtarzał, że był to jeden z trzech kluczowych zakupów The Dons w tamtym okresie.
Następny sezon również nie rozpoczął się dla Aberdeen obiecująco, ale ich forma rosła, aż w końcu eksplodowała po Nowym Roku. Na początku stycznia przegrali szósty ligowy mecz i spadli na szóste miejsce. Od tamtej pory aż do końca rozgrywek ponieśli zaledwie dwie porażki. Motorem napędowym byli między innymi: Steve Archibald, który później grał w Tottenhamie czy w Barcelonie, do tego świeżo sprowadzony Marc McGhee, który na dobre zadomowił się w podstawowym składzie, zajmując miejsce kontuzjowanego Harpera, choć początkowo skutecznością nie grzeszył. Do tego pewny punkt obrony, czyli Alex McLeish oraz waleczny pomocnik, jakim był Gordon Strachan. Marc McGhee na początku sezonu zawodził, na wiosnę jednak zdobył kilka ważnych goli. Coraz pewniejszym krokiem zbliżali się do upragnionego mistrzostwa, odnosząc między innymi wielkie wyjazdowe zwycięstwo nad Celtikiem 3:1. Żeby przypieczętować tytuł potrzebowali kompletu punktów w przedostatniej kolejce w Edynburgu. Ich przeciwnikiem był Hibernian, zamykający ligową stawkę. Aberdeen stanęło na wysokości zadania i rozegrało mecz w iście „fergusonowskim” stylu, gromiąc gospodarzy aż 5:0. Gordon Strachan, świetny pomocnik tamtej ekipy The Dons, wspominał później w biografii Fergiego „Futbol, cholera jasna!” burzliwy okres końcówki tamtego sezonu: ,,Nagle po osiemnastu miesiącach pracy z Aleksem Fergusonem wydawało się, że eksplodujemy. nie wiem, co się stało podczas tego okresu. główną rzeczą, którą pamiętam, są niesamowite nerwy, dokuczające mi w kilku ostatnich meczach, ciągle chodziłem do toalety i ludzie myśleli, że coś mi dolega, ale to był po prostu stres wywołany możliwością wygrania ligi.” Aberdeen zdobyło drugie mistrzostwo w swojej historii. Przerwali piętnastoletnią hegemonię Rangersów i Celtiku. W tamtym sezonie z sześciu spotkań przeciwko Celtikowi, podopieczni Fergusona przegrali zaledwie jedno, aż cztery razy wygrywając. Z kolei z niebieską ekipą z Glasgow wygrali aż pięciokrotnie na siedem starć. Patrick Barclay, autor wspomnianej powyżej książki, pisał: ,,Aberdeen pod wodzą Aleksa zadał kłam powszechnemu kompleksowi niższości, z którym zmagał się szkocki futbol na prowincji”. Fergie w ciągu sezonu wciąż dbał o dyscyplinę w zespole. Zdarzyło mu się ukarać swojego zawodnika za… wyprzedzenie go na autostradzie. Innym razem kopnął samowar z herbatą prosto w stronę kilku piłkarzy. Cały czas jednak starał się motywować drużynę, a jednym z jego sposobów było budowanie wokół niej syndromu oblężonej twierdzy – wmawiał podopiecznym, że media faworyzują drużyny z Glasgow i w ogóle cały świat jest przeciwko nim. Sam Ferguson nie ma jednak wątpliwości, że największe znaczenie w budowaniu atmosfery na Pittodrie miało wywalczenie mistrzowskiego tytułu: ,,To było osiągnięcie, które nas zjednoczyło. w końcu piłkarze we mnie uwierzyli.”
W sezonie 1980/81 Aberdeen nie zdobyło żadnego trofeum i był to ostatni taki przypadek za rządów Fergiego. Mistrzostwo odzyskał Celtic, wyprzedzając The Dons o siedem punktów. Szkoci dostali też cenną lekcję od bijącego w tamtym czasie wszystkich Liverpoolu. Ferguson od dłuższego czasu zachwycał się grą zespołu, prowadzonego przez Billa Shankly’ego i w końcu miał okazję na własnej skórze przekonać się o ich sile. Dwumecz z Anglikami potraktował jako doświadczenie, które zaowocuje w przyszłości. Fergie nie miał zamiaru dopuścić, żeby w klubowym muzeum półki opanował kurz. W ciągu kolejnych dwóch sezonów nie udało się co prawda odzyskać ligowej korony (mistrzostwo obronił Celtic, a później trochę niespodziewanie trafiło ono w ręce Dundee United), ale sukcesy odnosili w pucharach. W 1982 roku wywalczyli Puchar Szkocji, a dwanaście miesięcy później sięgnęli po niego ponownie, za każdym razem pokonując po dogrywce Rangersów. Triumf w 1982 roku otworzył Aberdeen ponownie drzwi do Europy, tym razem w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów. Przez pierwsze trzy rundy przeszli bez większych problemów, eliminując kolejno Sion (11:1 w dwumeczu), Dinamo Tirana (1:0) oraz Lech Poznań (3:0). Test czekał na nich w ćwierćfinale. Ich następnym rywalem był Bayern Monachium, który parę tygodni wcześniej wyrzucił za burtę Tottenham, wpakowując im w dwumeczu pięć goli. Na wyjeździe Szkotom udało się ugrać bezbramkowy remis. Rewanż na Pittodrie fani The Dons pewnie wspominają do dziś. Szkoci zdobyli dwie bramki w dwie minuty, wygrywając 3:2. Półfinałowy dwumecz z belgijskim Waterschei Thor okazał się formalnością, ponieważ zakończył się wynikiem 5:2. Szkoci awansowali do finału, gdzie zmierzyć mieli się z Realem Madryt. To oglądanie hiszpańskiego zespołu w finale Pucharu Europy przeciwko Eintrachtowi Frankfurt sprawiło, że Ferguson zakochał się w ofensywnym futbolu – Królewscy wygrali wówczas 7:3, a bramki rozdzielili między siebie Alfredo Di Stefano oraz Ferenc Puskas. Ten pierwszy w 1983 roku wciąż był w Madrycie, jednak już w roli trenera. Fergie bardzo uważał, aby zbytnio rywali nie chwalić. Wiedział, że są jak najbardziej do ogrania po tym, co zaprezentowali w półfinale z Austrią Wiedeń. Eric Black wyprowadził Szkotów na prowadzenie już w siódmej minucie. Przed upływem kwadransa Real wyrównał za sprawą rzutu karnego Juanito. Hiszpanie mogli przewyższać Aberdeen kulturą gry, ale w starciach fizycznych nie mieli z nimi najmniejszych szans. ,,Mieliśmy taką kondycję, że moglibyśmy rywalizować z innymi w każdej erze – tłumaczył kiedyś Mcghee.” To miało też kluczowe znaczenie w późniejszej fazie meczu, gdy po remisie doszło do dogrywki. Black musiał opuścić plac z powodu kontuzji. Zastąpił go Hewitt, który ponownie został bohaterem swojej drużyny. W 112. minucie spotkania efektownym szczupakiem zdobył drugiego gola i dał upragniony puchar szkockiej ekipie. Strzelił zwycięską bramkę, tak jak z Bayernem. Aberdeen podbiło europejskie boiska, a Ferguson zatriumfował nad wielkim Realem. Impreza po finale trwała do białego rana. Menedżer położył się spać o szóstej rano. The Dons zostali dopiero trzecim szkockim zespołem, który przywiózł do kraju puchar ze Starego Kontynentu. Warto odnotować, że Alex odniósł ten sukces pięć lat po zawitaniu na Pittodrie, a mimo to z dwunastu zawodników, którzy pojawili się na boisku, zaledwie dwóch zostało przez niego kupionych. Resztę piłkarzy, odziedziczonych po poprzednim szkoleniowcu, po prostu wytrenował na swoje potrzeby. Dziesięć dni po pokonaniu później wygrali Puchar Szkocji, wspomniany wyżej, również po dogrywce.
Po europejskiej glorii przyszedł czas na uporządkowanie spraw na krajowym podwórku. Przed startem sezonu 1982/83 to oni byli uznawani za faworytów do sięgnięcia po mistrzostwo. Celtic próbował powrócić na właściwe tory po odejściu trenera McNeilla, z kolei Rangersi mieli swoje problemy i od kilku lat nie potrafili zmieścić się na ligowym podium. Głównym rywalem chłopców Fergusona mieli być obrońcy tytułu, czyli Dundee United. Zdobywcy europejskiego trofeum słabo rozpoczęli kampanię, nie pierwszy i ostatni raz. Wiele lat później charakterystycznym dla Manchesteru United było to, że zdecydowanie lepiej prezentował się w drugiej części sezonu. Aberdeen wciąż jednak było specjalistą od zwycięstw nad Rangersami – po pokonaniu ich 2:0 na Ibrox Park, zachwycony menedżer powiedział: ,,Mieli pecha, że trafili na nas w dniu, kiedy nasza koncentracja i zaangażowanie były całkowite. zaliczyliśmy tego popołudnia wyjątkowy występ.” Jesienią The Dons z tropu zbiła nieco pierwsza porażka w sezonie z Dundee United. Tracili wówczas trzy punkty do swoich oprawców, a także do Celtiku i Hearts, a w tamtych czasach za wygrane przyznawano jeszcze tylko dwa oczka. W grudniu wszystko zapowiadało, że Aberdeen wraca na odpowiednią ścieżkę – zdołali pokonać niemieckie HSV w ramach Superpucharu Europy, gdzie spotykali się triumfatorzy Pucharu Zdobywców Pucharów oraz Pucharu Mistrzów. Szkoci w dwumeczu zwyciężyli 2:0, dzięki czemu Ferguson zdobył swoje drugie europejskie trofeum. W międzyczasie udanie radzili sobie także w dobrze im już znanym Pucharze Zdobywców Pucharów (dopiero w półfinale wyeliminowało ich Porto). Ligowy triumf nad Celtikiem 3:1 rozpoczął długą passę spotkań bez porażki we wszystkich rozgrywkach. Sześć kolejnych zwycięstw dało im w końcu fotel lidera z trzypunktową przewagą nad Dundee. Po drodze przytrafiło im się kilka świetnych występów, m.in. 5:0 z St Johnstone, 3:0 z Rangersami czy 2:0 z Dundee. W pewnym momencie w sercach kibiców Aberdeen narodził się strach, albowiem posadę trenera w niebieskiej części Glasgow stracił John Greig. Wiele źródeł podawało, że na jego następcę szykowany jest Ferguson, który przez wiele lat reprezentował barwy Rangersów i wydawało się, iż w końcu poprowadzi ich z ławki. Sam zainteresowany szybko jednak rozwiał wątpliwości, podpisując nowy kontrakt ze swoim obecnym klubem. W ciągu kolejnych miesięcy jeszcze trzykrotnie odmówił Tottenhamowi: ,,Lubię wpajać lojalność swoim zawodnikom, a więc teraz sam muszę dać im przykład.” Pozycji lidera Aberdeen nie oddało już do końca rozgrywek i w końcu wywalczyło swój trzeci mistrzowski tytuł w historii (siedem punktów przewagi nad drugim Celtikiem), dokładając do tego trzecie z rzędu zwycięstwo w Pucharze Szkocji. Oprócz przegranej z Porto, drugim powodem zmartwień Fergusona było odejście w trakcie rozgrywek jego wieloletniego asystenta, Archiego Knoxa, który przyjął ofertę prowadzenia Dundee. Po zakończeniu sezonu odeszli także McGhee oraz Strachan. Całą kampanię należy uznać jednak za fantastyczną w wykonaniu Aberdeen – tytuł wygrali cztery kolejki przed finiszem, zwyciężyli w 25 meczach ligowych na 32 możliwych, tracąc w nich zaledwie 21 bramek. Przy okazji znów zapisali się w historii, będąc pierwszym zespołem spoza Glasgow, który sięgnął po dublet na krajowym podwórku.
W kolejnym sezonie Fergusonowi udało się to, co nie wyszło po wywalczeniu pierwszego mistrzostwa. The Dons zdołali obronić tytuł najlepszej drużyny w Szkocji, ponownie wyprzedzając w tabeli Celtic o siedem punktów. Był to również okres, gdy Fergie pracę w klubie musiał godzić z pomaganiem Jockowi Steinowi przy kadrze narodowej, przygotowującej się do mistrzostw świata w Meksyku. Wcześniejsze świetne występy klubu w Europie sprawiały, że co pewien czas Pittodrie opuszczali ważni zawodnicy. Ciągle jednak pozostawali zespołem, z którym trzeba było się liczyć, nawet na Starym Kontynencie. Fergusonowi marzyło się powtórzenie wyczynu Steina, który wygrał Puchar Europy. W sezonie 1985/86 otrzymał na to kolejną szansę, ale jego podopieczni odpadli z rozgrywek w ćwierćfinale po porażce w dwumeczu z IFK Göteborg. To właśnie w tym szwedzkim mieście Aberdeen pokonało w finale Real Madryt. Tym razem jednak nie okazało się dla nich szczęśliwe. Fergie o swoich marzeniach musiał zapomnieć, choć i tak przecież wiele osiągnął. Rozgrywki 1985/86 okazały się być ostatnimi dla Fergusona na ławce Aberdeen. Drużynie nie udało się zdobyć trzeciego mistrzostwa z rzędu. Zajęli zaledwie czwartą pozycję. Nie był to jednak całkowicie zmarnowany sezon. Zdołali wywalczyć czwarty za kadencji Aleksa Puchar Szkocji, a także pierwszy za jego rządów Puchar Ligi. Od dłuższego czasu mówiło się o jego odejściu, ale najpierw sam odrzucił zaloty Wolverhampton, a później Liverpool ostatecznie nie zdecydował się na jego usługi. W październiku 1986 roku Manchester United zwolnił Rona Atkinsona, a Fergie zajął jego miejsce. I… wszyscy wiemy co dalej, więc stawiamy tu kropkę. A jaki los spotkał Aberdeen? Przez pierwsze pięć lat po odejściu Aleksa zawsze kończyli ligę w pierwszej czwórce, jednak już nigdy nie było im dane zasmakować szampana pitego po zdobyciu mistrzostwa. Od 1986 roku wygrali jedynie trzy razy Puchar Ligi i raz Puchar Szkocji. Na Pittodrie kibice wciąż gdzieś w głębi serc marzą o powrocie dawnych sukcesów. Jak tu znaleźć drugiego Alexa Fergusona? A i piramida finansowa klubów Europy wydaje się być nie do przeskoczenia. Z drugiej strony, w 1980 roku Aberdeen przerwało piętnastoletnie rządy Celtiku i Rangersów. Od ostatniego mistrzostwa The Dons obie drużyny z Glasgow rozdzieliły między sobą… wszystkie 32 mistrzowskie tytuły! Może to najwyższy czas, aby zetrzeć kurze ze starych pucharów i odświeżyć nieco klubową gablotę? Aberdeen ma świetny sezon, ale jednak liderujący Celtic wydaje się być poza zasięgiem wzroku i portfela. Kiedyś to było.
6
Alex Ferguson i jego Aberdeen FC:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@patataj
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
17
Trzecie trofeum w kolekcji KMŚ:
20 grudnia 2015 r. FC Barcelona pokonuje w finale na International Stadium w Yokohama City, CA River Plate 3:0 i sięga po swoje trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata. FC Barcelona nie dała River Plate najmniejszych szans w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Gole strzelali Leo Messi i Luis Suarez(2). W ostatnim ważnym egzaminie w tym roku piłkarze Barcy nie zawiedli. Barcelona bez najmniejszych problemów pokonała River Plate w finale Klubowych Mistrzostw Świata, sięgnęła po piąte trofeum i potwierdziła miano najlepszej drużyny na świecie w ostatnich dwunastu miesiącach. Mecz został rozstrzygnięty po pięćdziesięciu minutach. Po niezłym początku ze strony River Plate z każdą kolejną minutą Barca przejmowała inicjatywę, a drogę do siatki znalazł Leo Messi. Ten gol zapewnił Argentyńczykowi kolejne miejsce na kartach historii futbolu. 28–latek został dopiero drugim (po Samuelu Eto'o w 2010 roku) piłkarzem w historii, który na przestrzeni jednego roku kalendarzowego strzelał gole w siedmiu różnych rozgrywkach – w La Liga, Pucharze Króla, Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata, Superpucharach Hiszpanii i Europy, a także na Copa America. Barcelona rozstrzygnęła losy spotkania w pierwszym kwadransie drugiej połowy, który był prawdziwym koncertem zespołu Luisa Enrique. Luis Suarez szybko strzelił gola na 2:0, a potem w ciągu dziesięciu minut Barca mogła zdobyć przynajmniej cztery bramki. Po upływie niecałej godziny po raz drugi trafił Suarez i było po meczu. Na japońskich boiskach Urugwajczyk czuł się niczym ryba w wodzie. Snajper Barcy potrzebował zaledwie dwóch meczów na strzelenie pięciu goli i zostanie (wspólnie z Messim i Cesarem Delgado) najlepszym strzelcem w historii rozgrywek. – Cieszę się każdym dniem spędzanym w tej drużynie, każdą sekundą spędzoną u boku Iniesty, Messiego czy Neymara. Jestem niesamowicie szczęśliwy – powiedział Suarez po zakończeniu spotkania. Ogromne wrażenie muszą robić liczby Leo Messiego. 28–letni Argentyńczyk zdobył wczoraj 26. trofeum w klubowej karierze i (wraz z Andresem Iniestą) pobił rekord Xaviego pod względem liczby trofeów w historii Barcelony. – Leo jest po prostu niesamowity. Nikt nie ma takiego głodu trofeów jak on – przyznał Luis Enrique. Snajper Barcy nigdy nie rozczarowywał w finałach i w starciu z River Plate także nie miał zamiaru tego robić. Włączając wczorajsze starcie, Messi wystąpił w karierze w 26. finałach i strzelił w nich aż 24 gole! – Ronaldinho przywrócił uśmiech na nasze usta, ale w osobie Messiego mamy najlepszego piłkarza w historii – ocenił prezes Barcy, Josep Maria Bartomeu. Duma Katalonii rozegrała w niedzielę prawdziwy koncert, niejednokrotnie nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy, i kończy rok 2015 w wielkiej formie. Przed nią jeszcze jeden rekord do pobicia. Jeśli piłkarze Luisa Enrique strzelą przynajmniej trzy gole w meczu z Betisem Sewilla, pobiją rekord Realu Madryt sprzed 12 miesięcy dotyczący liczby goli w roku kalendarzowym. Po spotkaniu z River Plate Katalończycy mieli na swoim koncie 176 trafień, co już jest rekordem klubu. ,,O Betisie pomyślimy niedługo. Teraz czas na powrót do Barcelony i... niech trwa fiesta!”– powiedział z uśmiechem Luis Enrique.
Gole: Messi (36'), Luis Suarez (49', 68')
Składy:
FC BARCELONA: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (81’ Vermaelen), Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitič (67’ Sergi Roberto), Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (89’ Mathieu)
RIVER PLATE: Marcelo Barovero – Gabriel Mercado, Eder Alvarez Balanta, Jonatan Maidana, Leonel Vangioni – Matias Kranevitter, Carlos Andres Sanchez, Leonardo Ponzio (46’ Lucho Gonzalez), Tabare Viudez (56’ Sebastian Driussi) – Rodrigo Mora (46’ Gonzalo Martinez), Lucas Alario
Przypomnijmy:
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB
1
@Lionel_Messi10 Skąd żeś ich wytrzasnął? Gdzie oni grają? Bo w reprezentacji Albicelestes to chyba jeszcze nie grali?
11
Z cyklu (nie)zapomniane El Clasicos:
20 grudnia 1981 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 16 kolejki Primera Division. Gole zdobywają: Alexanco w 7 minucie, Quini w 53 minucie oraz w 60-tej z rzutu karnego. Honorowe trafienie dla Królewskich zaliczył Juanito w 49 minucie. To zwycięstwo pozwoliło umocnić się na pierwszym miejscu w tabeli z dwupunktową przewaga nad Realem Sociedad oraz pięciopunktową nad Realem Madryt.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
@Sensible
@DaPidejpi
7
@FCBparasiempre
19 grudnia 1955 r. w Łodzi urodził się Marek Dziuba, obrońca. ,,Przegnałem stare upiory. Nikt mi nie powie że nie umiałem powstrzymać towarzyszy ze wschodu.”- opowiada nam pan Marek, który po dwóch meczach ze Związkiem Radzieckim dwa razy mógł płakać. Najpierw ze złości a potem ze szczęścia. W czasach PRL hasło ,,Związek Radziecki” działało na emocje każdego Polaka. Na szeroko rozumiany dyktat Wielkiego Brata można było reagować wymuszoną albo akceptowalną uległością. Można się było też na niego nie godzić i przynajmniej w swoim małym, prywatnym światku oburzać i protestować. Obojętność raczej nie wchodziła w gre… Tak się złożyło iż Marek Dziuba ze Związkiem Radzieckim miał też do wyrównania osobiste piłkarskie porachunki. W 1977 r. Polaków czekały decydujące mecze w kwalifikacjach do argentyńskiego mundialu. Prowadzili w grupie ale nie mogli otwierać szampana bo czekały ich jeszcze domowe mecze z Danią i Portugalią. Trzeba było uważać zwłaszcza na tą ostatnią ekipe bo deptała im po piętach. Przegrała z Biało-Czerwonymi u siebie ale w innych meczach zbierała komplety punktów, co oznaczało że porażka Polski na Stadionie Śląskim albo wcześniejsze potknięcie z Danią może pozbawić nas awansu. Próbą generalną przed jesienną batalią był mecz towarzyski z ZSRR w Wołgogradzie. Towarzyski tylko z nazwy. W gruncie rzeczy wszyscy dobrze wiedzieli że nasi pojechali na piłkarską wojne. To był jeden z tych niezwykłych momentów, kiedy futbol staje się jedynie pretekstem do rozumienia i przeżywania współczesnego świata. Chodziło o kwestie uświadomienia sobie pewnych znaczeń: Polska grała z reprezentacją kraju, którego nazwa półtora roku wcześniej znalazła się w Konstytucji PRL. Sejm PRL uchwalił zapis nie tylko o przewodniej roli PZPR ale też przyjaźni z ZSRR. Nikt obywateli o zdanie nie pytał, oczywiście żadnego referendum nie było. To musiało irytować normalnych ludzi, którym władza śmiała się prosto w oczy. Mecz ze Sborną nabierał nowego wymiaru i urastał do rangi ważnego wydarzenia społecznego. Przynajmniej na tym polu mogliśmy się postawić sowieckiemu imperium.
Dziuba w drużynie Gmocha nie był nowicjuszem, miał już 7 występów. Selekcjoner szukał optymalnego składu formacji defensywnej ale póki co znacząco różnił się od tego, co wcześniej wymyślił i z powodzeniem stosował trener Kazimierz Górski. Brakowało więc nie tylko bramkarza Jana Tomaszewskiego, który wówczas przynajmniej siedział na ławce ale też Szymanowskiego, Gorgonia i już bezpowrotnie skreślonego Musiała. Do składu wchodzili inni. W Wołgogradzie między słupkami stanął Zygmunt Kukla a w obronie obok mundialowego medalisty Władysława Żmudy znalazło się miejsce dla Henryka Wieczorka, Henryka Maculewicza i właśnie Marka Dziuby. 22-latek został rzucony na głęboka wode i nie dość że mecz z ,,Ruskimi” na ich terenie, nie dość że to pierwsze starcie z nimi po naszych złotych igrzyskach olimpijskich w Monachium, to jeszcze trzeba grać przeciwko Błochinowi, najlepszemu piłkarzowi Europy roku 1975, który(jakby to wyrazić) nie przepadał za Polakami. Polecenie Gmocha wydane Dziubie nie pozostawiało żadnego pola do interpretacji: ,,Masz się skutecznie zająć Błochinem, pilnuj go jak oka w głowie.” Misterne plany i bojowe zaklęcia nie pomogły. Polska przegrała 4:1. Gdy w 57 minucie Lato strzelił na 1:2, jeszcze można się było łudzić że wszystko się jakoś dla nas ułoży ale przewaga gospodarzy już wtedy była bezsporna a potem rozbujał się ten przeklęty Błochin, który w 5 minut strzelił 2 gole. Próbujący pilnować go Dziuba był na łopatkach. Gmoch czym prędzej zdjął go z boiska. ,,Jasne że zabolało. Wołgograd oznaczał klęske. Moją klęske bo to mnie okrzyknięto winnym porażki. Ech ten Błochin… Nigdy faceta nie zapomnę. Kawal piłkarza, szybki mocny, trudny do upilnowania, no i dwa razy był cwańszy bo zdobył dwa gole ale czy naprawdę ja jeden odpowiadałem za przegraną? Janek Tomaszewski jak mnie spotyka to powtarza: ,,Ty durniu, trzeba było po 20 minutach zejść z boiska bo przecież dostałeś pod żebro i miałbyś święty spokój.” Zrobili ze mnie kozła ofiarnego. To we mnie siedzi jak drzazga nawet teraz, choć ile to już lat minęło?”- przyznaje Dziuba. Eksperci na bieżąco komentowali że Błochin w Wołgogradzie zakończył reprezentacyjną karierę Dziuby, choć było w tym dużo emocjonalnej przesady bo chodziło o młodego piłkarza. Zresztą czas pokazał iż fachowcy radykalnie się pomylili. Faktem jest że u Gmocha już nie dostawał szans a więc i o argentyńskim mundialu, na który Polska awansowała, ełkaesiak mógł zapomnieć. Wrócił do reprezentacji, gdy odszedł z niej Gmoch. Grał u Ryszarda Kuleszy. Polacy walczyli o awans do finałów mistrzostw Europy w 1980 r.; dwa razy potknęli się na NRD. Nie pomogły im nawet takie wyczyny jak pokonanie 2:0 Holandii, ówczesnego wicemistrza świata i to z dwóch ostatnich mundialów. ,,Na Stadionie Śląskim zaopiekowałem się znakomitym Rensenbrinkiem tak troskliwie że po meczu wkurzony pytał holenderskich dziennikarzy skąd Polacy wytrzasnęli tego prawego obrońcę? Nie znał mnie, no to mu się przedstawiłem.”- uśmiech się Dziuba.
U Kuleszy grał do samego końca, czyli do słynnej afery na Okęciu. W jej wyniku selekcjoner stracił posade jako trener, który nie potrafił zapanować nad dyscypliną w zespole. Chodziło o mecz z Maltą, pierwszy w kwalifikacjach do MŚ España ’82. Przed wylotem na krótkie zgrupowanie do Włoch była zbiórka z noclegiem w Warszawie, co piłkarze wykorzystali na wyjście w miasto i tak zwane spotkania integracyjne. W efekcie rano na lotnisku Okęcie bramkarz Młynarczyk pojawił się z objawami wskazującymi na na dość intensywnie spędzoną noc. Kulesza chciał go zostawić w kraju ale twardo sprzeciwili mu się Boniek, Żmuda i Terlecki. Selekcjoner się ugiął ale skandalu nie uniknął. Po buntowników do Rzymu osobiście wyruszył prezes PZPN i ściągnął ich do Polski. Z ustalonej hierarchii w kadrze wynikało że pod nieobecność Żmudy kapitanem był Dziuba, więc wtedy w naturalny sposób opaska trafiła do niego. ,,Strasznie trudna sytuacja bo podobnie jak Paweł Janas też byłem w radzie drużyny. Solidaryzowaliśmy się z chłopakami a jednak nikt nie kazał nam wracać z nimi do kraju. Biliśmy się z myślami, co robić. Sami mamy zrezygnować z udziału w zgrupowaniu?. Dołączyć do skreślonych? Zostaliśmy, lecz dylematy też zostały.”- wspomina pan Marek. Potem był też w kadrze u Piechniczka. Reprezentacyjna pozycja obrońcy ŁKS była coraz mocniejsza. W kluczowych eliminacyjnych meczach znowu z NRD grał z opaską kapitańską. Tym razem nikt już nie mógł zatrzasnąć mu przed nosem drzwi do finałów mistrzostw świata. Pojechał na mundial do Hiszpanii ale przestał być kapitanem. Usiadł na ławce bo trener uznał że lepszy jest Jan Jałocha. Obrońca Wisły Kraków w pierwszej połowie meczu z Peru, przy stanie 0:0 doznał jednak kontuzji i musiał zejść z boiska. Zastąpił go właśnie Dziuba. Gdyby wtedy coś nie wyszło, byłoby na Dziube, no bo on zastąpił podstawowego obrońcę i faktycznie po jego wejściu dużo się zmieniło, tylko że w drugą strone! Polacy po dwóch niepokojących, bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem w drugiej połowie przełamali peruwiańskie zasieki i wygrali 5:1! Ten mecz był wydarzeniem rangi państwowej. W Polsce stan wojenny, rodacy szukali pokrzepienia. Władz też nam szczerze kibicowała bo cholernie potrzebowała sukcesu. W dniu meczu z Peruwiańczykami zarządzono rano zbiórke. Wszyscy mieliśmy założyć garnitury; aż się zaniepokoiłem że może w Polsce coś niedobrego się stało bo wiadomo, jakie niespokojne były czasy. Na szczęście nie, chodziło o bojowe przemowy. Jacyś ważni wysłannicy z Polski ustawili nas w rzędzie i tłumaczyli że Polska na nas liczy że teraz nie ma podziałów że dziś wszyscy jesteśmy razem. Nie powiem, ładnie mówili, czułem się napompowany, choć jeszcze wtedy zdawało mi się że znowu nie zagram.”- wspomina Dziuba.
Po wygranej w następnym meczu z Belgią, nadszedł dla Dziuby wytęskniony czas rewanżu. Polska miała zagrać z ZSRR o awans do strefy medalowej a w składzie rywali ten sam Błochin! Naszym wystarczał bezbramkowy remis i szanowali ten bezcenny kapitał początkowy. Wkurzeni Rosjanie z każdą minutą byli coraz bardziej bezsilni. ,,Marzyłem o tej chwili, choć trudno było mi uwierzyć że naprawdę może nadejść. Tak więc po 5 latach znowu mogłem zagrać przeciwko Ruskim i Błochinowi a cały naród z napięciem patrzył. Koniecznie musieliśmy ich wysłać do domu. Panowałem nad swoją strefą! Poprosiłem tylko Grzeska Late żeby się tak głęboko nie cofał bo przez tę jego niesamowitą ruchliwość zaczynam tracić orientacje. Niech skupia się na walce w ofensywie. Wszystko zadziałało perfekcyjnie. To była świetna zespołowa robota. Wyrównałem stare porachunki”- opowiada pan Marek. Na swój drugi mundial już nie pojechał. Piechniczek pozwalał mu grać sporadycznie. Wystąpił w jednym meczu kwalifikacji do MŚ w Meksyku. Polacy w Mielcu sensacyjnie tylko zremisowali z Albanią(2:2). ,,Cudem uniknęliśmy jeszcze większego wstydu bo mogliśmy przegrać i widocznie znowu ja byłem winny bo nie dostałem następnego powołania. Tylko tak się składa że do gry wszedłem przy stanie 1:2 a potem gola strzelił już tylko Pałasz.”- relacjonuje Dziuba. Nie mógł wtedy wiedzieć że to jego ostatni mecz w kadrze narodowej. Było to pożegnanie bez echa. Nawet okolicznościowego proporczyka nigdy nie dostał. Nie zmienia to jednak faktu iż Dziuba jest reprezentantem spełnionym. Twardy chłopak z łódzkich Bałut doszedł w kadrze do największych zaszczytów: był jej kapitanem i ma medal z mundialu. Na początku jego piłkarskiej kariery pojawił się niejaki Władysław Lachowicz, łódzki dziennikarz i wyszukiwacz piłkarskich talentów. W ,,Głosie Robotniczym” dał anons że jest nabór do Łódzkiego Klubu Sportowego. To był najwyższy czas, bowiem Dziuba miał 14 lat. Zgłosił się i od razu poczuł że to miejsce dla niego. No i w klubowej piłce też kiedyś wykonał spektakularny ruch bo po latach jako stary ełkaesiak przeniósł się bezpośrednio do Widzewa. ,,Chciałem to zrobić choćby dlatego że przez te wszystkie lata mój klub nie grał w europejskich pucharach a ja z podziwem oglądałem, jak Widzew wojuje w Europie i to na naszym stadionie! Mój związek z ŁKS po prostu się wypalił. Czułem ze przy al. Unii też już mnie nie chcą a Widzew był nowym bodźcem. Przyjeli mnie tam jak swojego i zaraz nawet dali opaske kapitańską. Kibice? Nie miałem z nimi żadnego problemu. Wiadomo wychowałem się na Bałutach i to w takiej okolicy, gdzie(jak to mówią) bez kija i noża nie podchodź. Ełkaesiak z krwi i kości byłem, zresztą do dzisiaj jestem.”- deklaruje pan Marek. Wtedy jednak pasował też do charakternego Widzewa. To był wciąż wielki zespół, z Wójcickim, Wijasem, Wragą, Smolarkiem, Dziekanowskim… ,,W Pucharze UEFA wyeliminowaliśmy Borussie Mönchengladbach, lecz pechowo odpadliśmy z Dynamem Mińsk. Zabrakło kontuzjowanego Smolarka a myślę że z nim dalibyśmy rade. Mieliśmy ekipe, która mogła dojść nawet do finału. Z tym wielkim Widzewem mistrzostwa nie zdobyłem, tylko Puchar Polski. Troche szkoda.”- przyznaje Dziuba. Poważne granie kończył w belgijskim Saint-Truidense. Również tam go cenili i traktowali jak nauczyciela. Jednym z najbardziej pojętnych uczniów był 18-letni Marc Wilmots…
6
Zapomniane acz istotne legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
9
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
19 grudnia 1949 r. w Chorzowie urodził się Jerzy Wyrobek, obrońca. Nie imponował warunkami fizycznymi ale potrafił znakomicie odnajdywać się na boisku i bezbłędnie kierować poczynaniami defensywy. Jego ojciec, Ryszard, był cenionym piłkarzem Ruchu. Jego bracia, Czesław i Eugeniusz, również byli piłkarzami a siostra Halina grała w piłkę ręczną. Jerzy futbol miał więc we krwi. Był wychowankiem Stadionu Chorzów, ale profesjonalną karierę zaczynał w Wałbrzychu, gdzie w latach 1967-69 występował w miejscowym Zagłębiu. Razem z klubem w 1968 r. wywalczył awans do ekstraklasy, a dobre występy na pierwszoligowych boiskach zwróciły uwagę Ruchu. Na początku sezonu 1969/70 Wyrobek wrócił do Chorzowa i kontynuował rodzinną tradycję. Od razu został rzucony na głęboką wodę i debiutował w spotkaniu z zabrzańskim Górnikiem. Strzelił nawet bramkę w tym meczu, tyle że samobójczą. Na szczęście pięć minut przed końcem uderzeniem z rzutu karnego wyrównał Bronisław Bula i starcie zakończyło się remisem. Początek mógł być więc lepszy, ale Wyrobek nie załamał się i swoją klasę potwierdzał w kolejnych pojedynkach. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem zespołu. W lidze opuścił tylko jeden mecz. Mimo młodego wieku imponował opanowaniem i odpowiedzialnością. Kiedy w 1971 r. szkoleniowcem Ruchu został Michal Vičan, część zawodników pożegnała się z zespołem. Wyrobek był jednak nie do ruszenia. Był już wówczas laureatem Złotych Butów w plebiscycie Sportu, a Słowak szybko poznał się na jego talencie. Ciężkie treningi, jakie narzucił nowy trener, przyniosły skutek w 1974 r. Ruch został mistrzem Polski, a rok później obronił tytuł. Dodatkowo w 1974 r. zespół zdobył też Puchar Polski. Wyrobek po swój trzeci tytuł sięgnął w 1979 r., 29-letni wówczas obrońca wystąpił jednak tylko w pierwszym spotkaniu sezonu z Wisłą Kraków, w którym doznał kontuzji. Przymusowa przerwa trwała aż półtora roku, ale po powrocie znowu był liderem defensywy chorzowskiego zespołu. 26 września 1982 r. rozegrał swój ostatni mecz w barwach Niebieskich. Ruch przegrał wówczas z Szombierkami 0:2. Wyrobek w ciągu 13 sezonów spędzonych w Chorzowie wystąpił w 264 spotkaniach i pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. W reprezentacji Wyrobek zadebiutował w wygranym 5:0 meczu z Danią 2 września 1970 r. Później dostawał szansę w kilku kolejnych meczach, ale po spotkaniu z Niemcami w Hamburgu (0:0) w 1971 r. na dłużej rozstał się z kadrą. Zabrakło dla niego miejsca na igrzyskach, ale dobre występy w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua pozwalały mieć nadzieję, że znajdzie się w kadrze na mistrzostwa świata. Do RFN jednak nie pojechał, a do kadry wrócił w listopadowym pojedynku z Czechosłowacją (2:2). Kiedy nasza reprezentacja leciała do Montrealu, dla Wyrobka znowu zabrakło miejsca. Z drużyną narodową pożegnał się 13 kwietnia 1977 r. w przegranym 1:2 meczu z Węgrami. Po odejściu z Ruchu grał w TuS Neuhaus, gdzie spędził pięć lat. Kiedy jednak Ruch spadł z ekstraklasy, zadanie powrotu na pierwszoligowe boiska powierzono właśnie Wyrobkowi. Misja zakończyła się pełnym sukcesem. Niebiescy z pierwszego miejsca awansowali do elity i już w pierwszym sezonie po powrocie sięgnęli po swój kolejny tytuł. Oczywiście pod wodzą Wyrobka. Kiedy Ruch znowu spadł z ligi w sezonie 1994/95, na pomoc po raz kolejny wezwano Wyrobka. Trener znów potrzebował ledwie roku, żeby wrócić do elity a na dodatek zdobył w tym samym sezonie Puchar Polski. Oprócz Ruchu, jako szkoleniowiec pracował jeszcze w Bełchatowie, Wodzisławiu Śląskim, Lubinie, Szczecinie czy Sosnowcu. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, strzelając 1 gola.
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@patataj
@Symson
8
Wspominamy epokowe wydarzenie:
19 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonała po dogrywce 2:1 Estudiantes de La Plata w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Blaugrana do 2009 r. miała wszystkie możliwe tytuły za wyjątkiem tego jednego- klubowego MŚ. Zaledwie 3 lata wcześniej drużyna Rijkaarda niespodziewanie przegrała finał z Internacional Porto Alegre i na kolejną szanse czekała 3 lata. Przeciwnikiem był argentyński Estudiantes, na którego czele stał weteran Juan Sebastian Veron. W pierwszej połowie arbiter nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Xavim i jednocześnie uznał gola dla Estudiantes ze spalonego. Od tego momentu Barça prowadziła gre, momentami miała przygniatającą przewagę ale brakowało gola. Wreszcie Guardiola postawił wszystko na jedną karte i wystawił nominalnego obrońcę Pique jako… drugiego środkowego napastnika. To po jego podaniu Pedro doprowadził do wyrównania w 88 minucie i stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który strzelał gole w 6 rozgrywkach w jednym roku. W dogrywce słabo grający do tego momentu Messi zdobył decydującego gola, kierując piłke do siatki klatką piersiową w 110 minucie. Estudiantes próbował jeszcze atakować, lecz Veronovi, rozgrywającemu wspaniały mecz, brakowało już sił. Zwycięstwo Dumy Katalonii oznaczało historyczny wyczyn- 6 tytułów w jednym roku, czego nie dokonał wcześniej żaden inny klub!
Przypomnijmy:
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
8
El Clasico!
19 grudnia 1965 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu 3:1 w 14 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobyli: Josep Fuste(2) oraz Jose Zaldua. Po tej kolejce Blaugrana zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli ze stratą 7 punktów do prowadzącego Atletico Madryt.
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@patataj
8
Blaugrana w europejskich pucharach:
Dokładnie 60 lat temu(19.12.1962) FC Barcelona pokonała Crvene Zvezde Belgrad 1:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Miast Targowych. Zwycięskiego gola zdobył Luis Alberto Cubilla. W pierwszym meczu w Belgradzie Barça poległa 3:2. Jako że wówczas nie obowiązywała zasada podwójnie liczonych goli na wyjeździe, więc został rozegrany trzeci dodatkowy mecz, o czym napisze 2 stycznia.
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Sensible
7
Ku pamięci Evy Duarte:
19 grudnia 1948 r. FC Barcelona pokonała na Mestalla FC Seville 1:0 w Pucharze Evy Duarte. Po sukcesie Copa de Oro ,,Argentina” organizację meczu pomiędzy mistrzem i zdobywcą Pucharu Hiszpanii przejął RFEF. Nagrodę ufundowała żona prezydenta Argentyny Juana Domingo Perona. W drugiej edycji pucharu Blaugrana wystąpiła po raz pierwszy jako zdobywca mistrzostwa Hiszpanii. Jedynego gola w meczu z Sevilla zdobył legendarny snajper Cesar Rodriguez, który w drugiej połowie zmarnował karnego. Barça wygrała jeszcze dwie ostatnie edycje tego trofeum ale w obu przypadkach bez gry, ponieważ zdobywała wcześniej podwójną korone. Całe rozgrywki pod ówczesną nazwą zawieszono z powodu śmierci patronki.
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Symson
6
Feliz cumpleaños panie Bianquetti! Z okazji rocznicy urodzin.
19 grudnia 1951 r. w Cueta urodził się Miguel Bernardo Bianquetti, środkowy obrońca. Jego pierwszym poważnym klubem, w którym zaczął swoją przyszłą wielką przygodę z piłką był Cadiz CF. Ledwie 3 lata wystarczyły aby działacze FC Barcelony wypatrzyli obrońcę z Andaluzji. Do Barcelony trafił w tym samym czasie co Johan Cruyff. Na Camp Nou szybko zyskał sympatie i przydomek od kibiców ,,Tarzan”. Dzięki technice, szybkości i sercu do gry był pupilem katalońskiej publiczności. Już w swoim pierwszym sezonie dla Barçy zdobył wraz z kolegami mistrzostwo Hiszpanii a ponadto miał udział w rozgromieniu Realu w Madrycie 5:0! Migueli, jak go nazywano, był graczem o ogromnych możliwościach i wielkim sercu do gry. Jego odwage najlepiej można było dostrzec w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1979 r. w Bazylei, kiedy grał wówczas z wybitym obojczykiem. Świetnie wyszkolony technicznie, nie zastąpiony w kryciu i niepokonany w powietrzu, dzięki tym cechom Migueli był obrońcą największego kalibru. Trenerzy reprezentacji Hiszpanii również zauważyli u ,,Tarzana” cechy na światowej klasy obrońcę i 20.11.1974 r. Migueli zadebiutował w meczu przeciwko Szkocji, z którą Hiszpanie wygrali 2:1 a nasz bohater zagrał wtedy 75 minut u boku Quiniego czy też Rexacha a trenerem był Ladislao Kubala. Od tego czasu Migueli był przez 5 lat kadrowiczem i wystąpił na dwóch imprezach- Mundialu w Argentynie i mistrzostwach Europy we Włoszech. Podczas swojej 15-letniej kariery w Blaugranie strzelił 27 goli, co jak na środkowego obrońcę było sporym wyczynem, lecz Migueli był kimś wyjątkowym. Ponadto w swoim dorobku ma 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, 3 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Ligi oraz Superpuchar Europy. W rozpoczynającym się sezonie 1988/89. Kiedy funkcje trenera objął Johan Cruyff, Migeli doznał kontuzji kolana. Mając 37 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Na jego pożegnalnym meczu na Camp Nou z Bułgarią zagrały takie gwiazdy futbolu jak choćby Cruyff czy Rexach.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
4
Dzięki za wsparcie @Lionel_Messi10 . Po tym triumfie uściskał bym ciebie z całych sił jak własne dziecko i jeszcze postawił zgrzewke piwa! A co tam, nawet skrzynke!!!
W końcu ,,nasza" Argentina mistrzem świata!!! Czekałem na to całe 36 lat! ale było warto!
4
Argentina Campeon! Argentina Campeon!! Argentina Campeon!!! Argentina!!!!! Argentina!!!!! Argentina!!!!!!!! Para siempre!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
0
@RoberDzik Mój natomiast drugi, po Mexico 1986, ale musiałem czekać na to aż 36 la!
Co za dzień! Teraz mozna już umierać!
4
Bogu niech będą dzięki! A w niebie czuwała nad Argentyną Eva Peron i Diego Armando Maradona!