2

@MAGNETO Bardzo ładnie i trafnie napisane. Szacuneczek użytkowniku i pozdrowionka :)

11

Pasja milionów:

Panie i Panowie, 2 października 1921 r. na Estadio Sportivo Barracas w Buenos Aires, od meczu Argentyna-Brazylia rozpoczęła się 5 edycja turnieju Copa America. W meczu otwarcia Argentyna pokonała Brazylię 1:0 po golu Libonattiego. Wprawdzie w turnieju zabrakło Chilijczyków, których zatrzymały wewnętrzne konflikty i rozdarcia, lecz w ich miejsce pojawił się nowy uczestnik ,,Copy” a mianowicie Paragwaj. Paragwajczycy wprowadzili wiele ożywienia i świeżej krwi w dotychczasowy układ sił. Powszechny podziw budziła ich niezwykła zaciętość i bezgraniczne poświęcenie. Byli oni bardzo szybcy, sprawni i wytrzymali, potrafili również zaimponować walorami, cechującymi wyższą szkołe piłkarskiej jazdy. Kolejnym uczestnikiem turnieju był jak zawsze silny Urugwaj. Wprawdzie zabrakło w ekipie ,,Celestes” legendarnego Gradina i Hectora Scarone, lecz to nie tłumaczy ich sensacyjnej porażki właśnie z Paragwajem 2:1. Paragwajscy Indianie dosłownie zabiegali ,,urusów”. Tak jak i w poprzednich edycjach Copa America, tak i teraz każdy z zespołów grał z każdym po jednym meczu. Gospodarze nie przegapili życiowej szansy, wygrywając wszystkie 3 spotkania, w tym ostatnie(de facto finałowe) z Urugwajem 1:0, jednocześnie sięgając po pierwsze w historii trofeum Copa America. Argentyna długo i namiętnie napawała się pierwszym w historii tryumfem. Co prawda najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano Argentyńskiego bramkarza Tresoriere, to wypada również wspomnieć o jednej z pierwszych w historii ,,Albicelestes” gwiazd a mianowicie o napastniku Julio Libonattim. W tym turnieju był nie do zatrzymania, niczym zaprogramowana maszyna, w każdym meczu strzelając akurat tego decydującego gola, co dało mu tytuł ,,goleadora” turnieju z dorobkiem 3 goli. Nie zapominajmy też, że Libonatti był pierwszym w historii tzw. ,,oriundi”, który wyjechał do Włoch by grać dla słonecznej Italii i AC Torino.

@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Symson
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB

10

Był sobie piłkarz….

2 października 1917 r. urodził się João Ramos do Nascimento.

2:00 w nocy. Ktoś Ciebie, drogi czytelniku, budzi gwałtownie i rzuca hasło: Pele. W amoku spowodowanym taką pobudką, pewnie i tak byłbyś w stanie wydusić kilka słów o Brazylijczyku. Kim był João Ramos, zwany potocznie Dondinho? Istnieje cień szansy, że gdzieś błysnął Ci przed oczami, podczas lektury tekstów o legendarnym Pele. Mianowicie był jego ojcem. Jeśli ktoś zastanawia się, po kim ikona brazylijskiej piłki odziedziczyła talent, to już zna odpowiedź. João Ramos był piłkarzem niezwykle uzdolnionym, a co najważniejsze piekielnie skutecznym. Podczas swojej kariery występował w kilku mniejszych klubach, miał też okazję zakładać trykot Atletico Mineiro. Niestety Dondinho nie udało się zaimponować właścicielom klubu. W szeregach ,,Alvinegro” spędził zaledwie dwa lata. W późniejszym okresie grał między innymi dla Sao Lourenco czy pochodzącego z tej samej miejscowości Vasco. Swoją kanonadę strzelecką rozpoczął w 1946 roku, kiedy trafił do Bauru. Począwszy od 1946, do 1952 roku, grając dla tego klubu, zdobył 460 goli w 500 spotkaniach. Niestety jego kariera została przerwana na skutek uszkodzenia więzadeł i nigdy więcej nie wrócił już do piłki. Po częściowym wyleczeniu urazu, został sprzątaczem w lokalnym szpitalu. Wedle wyliczeń, w całej swojej karierze zdobył 893 gole w 775 meczach(!) a podczas jednego z nich popisał się nie lada wyczynem. W ciągu jednego meczu zdobył pięć bramek, niby nic wyjątkowego, gdyby nie to, że wszystkie strzelił głową.

@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible

14

Oficjalny debiut ,,Tarzana”:

2 października 1999 r. Carles Puyol zadebiutował w meczu o punkty. Premierowy występ w pierwszej drużynie zaliczył przeciwko Realowi Valladolid. Wszedł w drugiej połowie za Simão Sabrose i był obok Kluiverta najlepszy na boisku. Właściwie było to spotkanie bez historii, w którym Barça pewnie zwyciężyła 2:0. Tydzień później wobec absencji Franka de Boera i Bogarde, Puyol pojawił się na boisku jako pierwszy rezerwowy w El Clasico i również tym razem należał do najlepszych graczy na placu. W ten sposób na stałe wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce.

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
@DaPidejpi

1

@Janiama Dzięki śliczne za gratki. No cóż, ten mecz wyglądał... jak wyglądał. Jednak pamiętajmy o kontuzjach i zmęczeniu po przerwie na reprezentacje. W takim wypadku te 3 punkty mogą okazać się bezcenne w walce o majstra. Skoro trafiłem naszą Barcunie, to poszłem za ciosem i postawiłem przed chwilą w Sts-ie na zwycięstwo Osasuny i to na Santiago Bernabeu! A co jak się bawić to się bawić, w końcu tylko za 2 zł.

2

@Janiama No ja uważam że Barca wygra 0:1

10

Pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”

WIELKI WIDZEW:

1 października 1980 r. Widzew Łódź remisuje na stadionie ŁKS-u z Manchesterem United w rewanżowym meczu I rundy Pucharu UEFA. Tego dnia Widzew sprawił wręcz sensacje na ówczesne Polskie realia i zadziwił piłkarską Europę, eliminując w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, Manchester United! W Anglii podopieczni Jacka Machcińskiego zremisowali 1:1. W rewanżu do awansu wystarczył bezbramkowy remis. „Jak spadać, to z wysokiego konia” - z takiego założenia wychodzili widzewiacy przed losowaniem europejskich pucharów. ,,Nie chcieliśmy jechać do Europy Wschodniej. Po pierwsze szaro, co dobrze znaliśmy, a po drugie zespoły ze Związku Radzieckiego czy Bułgarii grały bardzo brutalnie. Manchester to był wymarzony kierunek. Również, że tak powiem, pod względem turystycznym” – wspominał Marek Pięta w książce „Wielki Widzew”.

Sezon 1980/81 Widzew rozpoczynał ze znacznie wzmocnioną defensywą. Z Odry Opole pozyskano Józefa Młynarczyka, ze Śląska Wrocław przyszedł brązowy medalista Mistrzostw Świata 1974 oraz wicemistrz olimpijski z Montrealu (1976), Władysław Żmuda. W meczu z wicemistrzami Anglii nowa widzewska defensywa przeszła najpoważniejszy z dotychczasowych testów. 17 września 1980 roku na stadionie Old Trafford angielscy kibice przeżyli szok. Gospodarze prowadzili co prawda od 4. minuty, gdy sposób na Młynarczyka znalazł reprezentant Irlandii Północnej, Sammy McIlroy, ale już 120 sekund później do remisu kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego doprowadził niezawodny Krzysztof Surlit. Legendarny pomocnik mógł w tym meczu powtórzyć swój wyczyn, lecz Gary Bailey zdołał obronić jego drugą „bombę” z dystansu. Doskonale ustawiony taktycznie Widzew nie pozwolił pograć angielskim skrzydłowym, zatem wytrącił United największą broń – dośrodkowania w pole karne. Po meczu w Manchesterze nawet Anglicy uważali, że to widzewiacy byli bliżsi zwycięstwa. Przed rewanżowym spotkaniem na stadionie przy alei Unii, na trybunach zasiadł komplet widzów. Na parkingu przed stadionem – samochody z rejestracjami z całej Polski. Kibice mieli w pamięci zwycięskie boje z Manchesterem City sprzed trzech lat i liczyli na powtórkę. Wszak przed pierwszym gwizdkiem arbitra to Widzew był w korzystniejszej sytuacji. Trener gości, Dave Sexton mógł skorzystać z najgroźniejszego napastnika, Joe Jordana, który nie grał w pierwszym spotkaniu. Wielkim Szkotem skutecznie zaopiekował się Andrzej Grębosz. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, choć oba zespoły były bliskie szczęścia – słupki „ostemplowali” Steve Coppell i Zbigniew Boniek. Ostatecznie widzewiacy dowieźli cenny remis do ostatniego gwizdka arbitra i niecierpliwie czekali na losowanie drugiej rundy. Los postawił przed ekipą Machcińskiego kolejne wielkie wyzwanie, bowiem Widzew trafił na Juventus Turyn ale o tym wspomnę 22 października, w rocznice tego meczu.

@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi

2

@Medium Przecież to jest kawał bandyty! Wystarczy na niego spojrzeć. Ja bym go osobiście zdyskwalifikował na 5 lat...

3

My chcemy gola! Kolejorz! My chcemy gola! Kolejorz! Kolejorz!

8

Zapomniane legendy Dumy Katalonii:

Julio César Benítez Amoedo urodził się 1 października 1940 r. w Montevideo. Urugwajczyk swój pierwszy kontakt z piłką zaliczył na ulicach miasta a następnie jako piętnastolatek, w 1955 roku zaczął występować w młodzieżowych sekcjach Racingu Club de Montevideo – zespołu, z którym pozostał aż do przejścia do Valladolid w 1959 roku, kiedy to zauważył go ówczesny trener tej ekipy - Luis Saso podczas odbywania swojego tournée po Ameryce Południowej. W Valladolid spędził rok a następnie przeniósł się do Saragossy, gdzie również występował tylko przez jeden sezon. Jego znakomite występy, w trakcie tych dwóch pierwszych lat spędzonych w Hiszpanii, spowodowały że zawodnikiem zainteresowała się sama FC Barcelona. Ostatecznie Benítez zdecydował się na przejście do tego katalońskiego klubu w 1961 roku za osiem milionów peset. Benítez był piłkarzem kompletnym, potrafiącym oddawać strzały obiema nogami, co sprawiało że znacznie wyróżniał się nad resztą zawodników z swojego zespołu. Benítez wyróżniał się jednak nie tylko formą fizyczną. Jego łatwość wykonywania rzutów wolnych, pozwalała klubowi na zdobywanie większej ilości bramek. Jego potężne strzały sprawiały, ze obrona nie miała żadnych szans, gdy Urugwajczyk podchodził do piłki. Niestety niespodziewana śmierć piłkarza zakończyła jego bardzo obiecującą karierę. Jak się później okazało jej przyczyną było najprawdopodobniej spożycie owoców morza (małży), które nie były w najlepszym stanie. Niektórzy uważają, że piłkarz stał się ofiarą celowego otrucia.

@Symson
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sensible
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96

12

,,Dzieciństwo” Blaugrany:

30 września 1906 r. przerwano mecz FC Barcelony z powodu… zapadających ciemności. Spotkanie z FC Catala stanowiące część Copa Salut, przerwano w 65 minucie z powodu braku odpowiedniej widoczności i dokończono po tygodniu. W finale tych rozgrywek Barça spotkała się z Club X(taką nazwą posługiwał się Espanyol do roku 1909). Przy prowadzeniu 3:1 przeciwnicy zrezygnowali z dalszej gry. Cały turniej rozgrywano w dziewięcioosobowych składach. Takie to były romantyczne, pionierskie czasy futbolu w Barcelonie.

@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi

12

Feliz cumpleaños panie Frank! Z okazji 60-tych urodzin oczywiście. 30 września 1962 r. urodził się Frank Rijkaard, znakomity piłkarz oraz były już trener ,,naszej” Dumy Katalonii. Ja jako cule, dziękuje ci z całego serca że mogłem kochać i cieszyć się jak małe dziecko z mojego ukochanego klubu.

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi

2

@Lionel_Messi10 Czyli jest: The Best! No to akurat słowo po angielsko to chyba każdy zna? :)

2

@Lionel_Messi10 Dałem ci przyjacielu herba ale tylko i wyłącznie za zdjęcie Messiego bo po ,,chińsku" nie rozumiem...

7

@FCBparasiempre Piłka nożna i polityka to teoretycznie tematy różne jak ogień i woda. Co takiego futbol, gra rekreacyjna polegająca na kopnięciu skórzanej piłki do bramki rywala, mógłby mieć wspólnego ze sztuką rządzenia państwem, gdzie podejmowane są najważniejsze decyzje mające wpływ na całe społeczeństwa? Teoretycznie na takie pytanie ciężko odpowiedzieć. A jednak, jak to często w życiu bywa, praktyka z teorią nie idą tutaj w parze. Każdy orientujący się kibic wymieni kluby takie jak Lazio, St. Pauli czy Livorno, których kibice otwarcie sympatyzują z określoną opcją polityczną. W Hiszpanii Barcelona czy Athletic Bilbao symbolizują dążenia separatystyczne swoich regionów a w Glasgow mecze derbowe między Celtikiem a Rangersami są czymś znacznie więcej, niż tylko zwykłym pojedynkiem dwóch lokalnych drużyn. Old Firm Derby są wyrazem głębokich podziałów polityczno-społecznych mieszkańców miasta. W tym artykule, chciałbym przybliżyć wam jak futbol i kwestie polityczno-społeczne łączą się w przypadku terytoriów zależnych, państw nieuznawanych, mniejszości narodowych, etnicznych, regionów i mikro-nacji. Reprezentacje te przez wzgląd na swój nieformalny status, nie mogą należeć do FIFA i brać udziału w rozgrywkach pod egidą tej federacji. Ponieważ jednak natura nie znosi próżni, reprezentacje „nieuregulowane” od lat tworzą własne rozgrywki.

Wszystko zaczęło się w położonym we wschodniej Belgii mieście Liège, dokładniej w biurze prawnika Luca Missona, znanego w futbolowych kręgach ze sprawy Bosmana, która w połowie lat 90. zrewolucjonizowała piłkarski rynek transferowy. W kwietniu 2003 roku spotkali się tam oficjele piłkarscy Monako oraz Tybetu, aby omówić utworzenie rozgrywek dla terytoriów nienależących do światowej organizacji piłkarskiej. Obie federacje nie należą do FIFA z kompletnie innych względów. Dla Księstwa Monako droga do UEFA i FIFA stoi otworem, jednak z obawy, że taki ruch zagroziłby pozycji klubu AS Monaco w ramach ligi francuskiej, to małe europejskie państewko woli zostać poza tymi strukturami. Z kolei Tybetowi, znajdującemu się pod kuratelą Chin, zwyczajnie taka możliwość nie przysługuje. Początkowo akcesję do organizacji, którą zamierzali utworzyć zebrani na spotkaniu, składało około 40 różnych terytoriów i w grudniu tego samego roku, w brukselskim lokalu pod groźnie brzmiącą nazwą La Mord Subite (Nagła śmierć) powołano NF Board (Nouvelle Fédération-Board). Rolą tej instytucji zostało organizowanie rozgrywek dla nieuznawanych terytoriów oraz promowanie ogólnej świadomości o tych miejscach przez sport. Warto zaznaczyć, że NF Board miała również w swoim statucie zapis o apolityczności, „respektowaniu istniejących instytucji kontroli państwowych” oraz o byciu organizacją „uzupełniającą” FIFA, a nie wobec niej konkurencyjną.

,,BY ZOSTAĆ CZŁONKIEM NF BOARD, FEDERACJA PIŁKARSKA MUSI UDOWODNIĆ, ŻE REPREZENTUJE KRAJ, NARÓD, GRUPĘ KULTUROWĄ LUB INNĄ GRUPĘ LUDZI ORAZ ŻE JEST UZNAWANA PRZEZ TYCH, KTÓRYCH MA REPREZENTOWAĆ. GŁÓWNYM KRYTERIUM PRZYJĘCIA DO NF BOARD JEST JĘZYK, HISTORIA ALBO OFICJALNE UZNANIE PRZEZ ONZ LUB UNPO (ORGANIZACJA NARODÓW I LUDÓW NIEREPREZENTOWANYCH)” – TWIERDZI CHRISTOPHER CROZE, PREZES EUROPEJSKIEGO ODDZIAŁU NF BOARD.

W 2006 roku postanowiono zorganizować turniej pod nazwą VIVA World Cup, a jego organizację przyznano Cyprowi Północnemu, czyli tureckiej części tej małej śródziemnomorskiej wyspy. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. W międzyczasie w Tureckiej Republice Cypru Północnego wybrano nowy rząd i doszło do konfliktu pomiędzy gospodarzami turnieju i NF Board. Cypryjscy Turcy twierdzili, że poszło o sprawy finansowe, a ci drudzy bronili się, że nowy rząd tureckiej części Cypru próbował wyeliminować z udziału w turnieju niektórych uczestników ze względów politycznych, łamiąc przyświecającą rozgrywkom zasadę niedyskryminacji. Ostatecznie odbyły się dwa turnieje. VIVA World Cup, firmowany przez NF Board, przeniesiono do Oksytanii, historycznej krainy w południowej Francji, szczycącej się do dziś własnym językiem, a nieuległy Cypr Północny zorganizował własny turniej pod nazwą ELF Cup. „ELF”, czyli Equality, Liberty i Fraternity, albo Równość, Wolność i Braterstwo. Doszło do rozłamu, gdyż Turcy z Cypru zaproponowali federacjom, że pokryją ich koszty finansowe. W rezultacie w tym turnieju wystąpiło osiem zespołów, w tym Tybet, który ze względów właśnie braku funduszu nie wystąpił już nigdy w podobnych rozgrywkach. Zwycięzcą zostali gospodarze, którzy w finale pokonali Krym w stosunku 3:1. W tym samym czasie w Oksytanii odbył się pierwszy VIVA World Cup. Początkowo w mistrzostwach miało wziąć udział sześć reprezentacji. Jednak ze względu na opisany wyżej konflikt między Turkami a NF Board, organizatorzy mieli spory problem z przyciągnięciem uczestników. Ponadto, okazało się, że taki turniej budził niezadowolenie wielu państw i tak, gracze Papui Zachodniej, obszaru Indonezji, który dopiero dwa lata wcześniej uzyskał autonomię w zamian za porzucenie dążeń separatystycznych, oraz Południowego Kamerunu, który w 1999 roku ogłosił deklarację niepodległości nieuznaną jednak przez żadne państwo świata, nie otrzymali wiz, a reprezentacja Romów nie dotarła ze względu na problemy logistyczne. Do turnieju przystąpiły więc tylko trzy drużyny. Zwycięzcą tych rozgrywek zostali zawodnicy Laponii, regionu kulturowego znajdującego się na terenie Finlandii, Szwecji, Norwegii oraz Rosji, którzy w finale rozgromili Monako 21:1. Trzecie miejsce przypadło gospodarzom. Zwycięzcom przyznano puchar, któremu nadano imię Nelsona Mandeli, jednak sam bohater południowo-afrykańskiej walki przeciw Apartheidowi nie miał z turniejem ani organizacją nic wspólnego. Jeden z trzech królów strzelców tamtego turnieju, Tom Høgli, gra dziś w duńskim FC Kopenhaga oraz rozegrał 49 meczów dla reprezentacji Norwegii. Mimo dużych trudności przy organizacji pierwszego turnieju NF Board nie poddali się i dwa lata po inauguracyjnych mistrzostwach zorganizowano kolejne. Tym razem gospodarzem byli mistrzowie z Laponii. Postanowiono zorganizować turniej dla mężczyzn i kobiet, a wszystkie mecze odbyły się w szwedzkim mieście Gällivare. Zaletą tej lokalizacji, położonej na kole podbiegunowym, było to, że mecze odbywały się o północy, by zawodnicy mogli doświadczyć nocy polarnej. W turnieju męskim, obok gospodarzy, udział wzięły Padania, północny rejon Włoch promowany przez separatystyczną partię Liga Północna, Prowansja, południowo-wschodni rejon Francji będący pierwszą prowincją Imperium Rzymskiego poza Alpami (stąd nazwa regionu) przyłączony do Królestwa Francji w XV wieku, Iracki Kurdystan oraz Aramejczycy, czyli chrześcijańskie grupy Syryjczyków. Tak jak dwa lata wcześniej rozgrywki toczyły się systemem ligowym, by dwa pierwsze zespoły spotkały się w finale, a dwa kolejne w meczu o trzecie miejsce. Turniej zdominowała Padania, wygrywając wszystkie mecze i w finale pokonując Aramejczyków 2:0 przy frekwencji 1400 widzów. W meczu o trzecie miejsce ustępujący mistrzowie Lapończycy pokonali Iracki Kurdystan 3:1. Świadkami tego wydarzenia było 400 kibiców. Do turnieju kobiecego przystąpiły jedynie gospodynie oraz Iracki Kurdystan. Rozegrano więc mecz i rewanż, które Laponki wygrały łącznie w stosunku 15:1.

W ciągu kolejnych dwóch lat odbyły się dwa kolejne turnieje. W 2009 roku mistrzostwa zorganizowano w Padanii, a mecze odbywały się między innymi w takich miastach jak Brescia czy Werona na stadionach, które w swej historii gościły Serie A oraz europejskie puchary. Obok gospodarzy i zarazem obrońców tytułu w turnieju wystąpiły po raz drugi Iracki Kurdystan, Prowansja i Oksytania, oraz weterani Lapończycy, dla których były to trzecie mistrzostwa. Debiutantem była reprezentacja Gozo, drugiej co do wielkości wyspy archipelagu maltańskiego, która w całej swojej historii cieszyła się niepodległością przez trzy lata w okresie Napoleońskim. Po raz pierwszy podzielono uczestników na dwie grupy po trzy zespoły; drużyny z dwóch pierwszych pozycji w grupie rywalizowały w półfinałach a przegrani grup w meczu o piąte miejsce.

Grupa A okazała się silniejsza pod każdym względem od grupy B, gdyż jej przedstawiciele pokonali rywali zarówno w meczu o piąte miejsce, jak i w obydwu półfinałach. W finale zagrały Padania z Irackim Kurdystanem i gospodarze odprawili rywali stosunkiem 2:0, stając się pierwszym zespołem, który obronił tytuł. Mecz ten w Veronie obejrzało 4000 widzów, co było rekordem rozgrywek VIVA World Cup. Gospodarzem VIVA World Cup 2010 r. był debiutant z poprzednich rozgrywek, maltańska wyspa Gozo. W mistrzostwach ponownie wzięło udział sześć drużyn – jedyną zmianą w porównaniu do poprzedniej edycji był debiut reprezentacji Obojga Sycylii w miejsce Laponii. Królestwo Obojga Sycylii to historyczne państwo sprzed zjednoczenia Włoch w polityczną całość przez Garibaldiego w XIX w. Format rozgrywek był dokładnie taki sam jak przed rokiem, a i finał okazał się powtórką, gdyż ponownie Padania pokonała Iracki Kurdsytan, tym razem jedynie 1:0. W 2012 roku zorganizowano kolejny turniej w Irackim Kurdystanie. Pod wieloma względami był to turniej przełomowy – pierwszy zorganizowany poza kontynentem europejskim, pierwszy, na którym wystąpiło dziewięć reprezentacji, oraz pierwszy pokazywany w telewizji, gdy iracka korporacja, Al Iraqiya, wykupiła prawa do transmisji wszystkich spotkań. Paradoksalnie, były to też ostatnie tego typu mistrzostwa organizowane przez NF Board. W Irackim Kurdystanie zadebiutowało aż sześć drużyn: znany już czytelnikowi Cypr Północny, Zanzibar, półautonomiczna część Tanzanii, Zachodnia Sahara, największy rejon na liście terytoriów niesamodzielnych ONZ, Ilam, czyli państwo, którego powstanie jest celem Tamilów w Sri Lance, Darfur, na którego terenie trwa ciągły konflikt zbrojny a którego reprezentanci pochodzili z obozów dla uchodźców w pobliskim Czadzie oraz Recja, historyczna prowincja Imperium Rzymskiego dziś podzielona między Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię i Niemcy.



,,POZIOM UMIEJĘTNOŚCI ROBIŁ WRAŻENIE, SZCZEGÓLNIE BIORĄC POD UWAGĘ DOSTĘPNĄ INFRASTRUKTURĘ. KAŻDY BYŁ GOTOWY DO GRY. NIKOGO NIE TRZEBA BYŁO PROSIĆ DWA RAZY, BY DAŁ Z SIEBIE 100%” – MÓWIŁ MARK HODSON, TRENER DARFURU.

Tym razem uczestników podzielono na trzy grupy po trzy drużyny, a do półfinałów promowano zwycięzców grup plus najlepszy zespół z drugiego miejsca. Wygranym turnieju byli gospodarze, którzy w finale pokonali Cypr Północny 2:1, a w meczu o trzecie miejsce Zanzibar wygrał 7:2 z Prowansją. Tym samym, po raz pierwszy trzy miejsca na podium zostały obsadzone przez drużyny z trzech różnych kontynentów. Turniej okazał się ogromnym sukcesem – mecze gospodarzy przyciągały wielotysięczne widownie, a sam finał obserwowany był przez 22 tys. kibiców. Wydawało się, że NF Board i organizowany przez nią turniej wzniósł się na absolutne wyżyny. Zapomniano jednak, że im wyżej się wejdzie, tym szybciej się spada. O upadku i odbudowie tychże mistrzostw napisze w niedalekiej przyszłości.


7

Mistrzostwa Reprezentacji Niezależnych(w odpowiedzi na mój komentarz):
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson

10

Niestrawność:

W listopadzie 1988 r. w Buenos Aires rozegrano mecz o mistrzostwo Argentyny pomiędzy Argentinos Juniors a Racingiem Club de Avellaneda, który zakończył się remisem 2:2. Zgodnie z regulaminem o zwycięstwie miały decydować rzuty karne. Publiczność wstała z miejsc i obgryzając paznokcie obserwowała ,,jedenastki”. Pierwszy gol padł dla Racingu, za chwile bramką odpowiedzieli Argentinos Juniors. Wrzawie po jednej stronie stadionu odpowiedział ryk radości po drugiej. Burzą oklasków nagrodzono interwencje bramkarza Racingu, który wyciągnął się jak struna i skierował piłke na aut. Aplauz towarzyszył też jego rywalowi z Argentinos, który nie dał się wywieźć w pole i spokojnie poczekał na środku bramki aż piłka sama wpadnie mu w ręce. Kiedy jednak gola strzelił dziesiąty zawodnik, na trybunach tylko gdzieniegdzie rozległy się słabe oklaski. Po dwudziestej bramce niektórzy zaczeli opuszczać trybuny. Przy trzydziestym karniaku kibice zaczeli ziewać. Bramkarze się zmieniali, piłki niezmiennie wpadały do siatki a na tablicy wciąż widniał remis. Mecz zakończył się po 40 wykonanych rzutach karnych(!), co jest rekordem świata. Na stadionie nie było już jednak nikogo, kto mógłby świętować ten sukces. Ostatecznie te kosmiczne rzuty karne wygrał Argentinos Juniors w stosunku 20 do 19!

@Symson
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj

9

Historyczne klęski Blaugrany:

29 września 1940 r. FC Barcelona doznała jednej z największych klęsk w historii a mianowicie poległa aż 11:1 z FC Sevilla na Estadio Nervion. To obok starcia z Athletic Bilbao, jedyne spotkanie ligowe, w którym Barça straciła dwucyfrową liczbe goli. ,,Katem” Blaugrany okazał się przede wszystkim Guillermo Campanal I(najlepszy strzelec Sevilli w historii) zdobywca 5 goli. Hattricka dołożył Torrontegui a pozostałe trafienia dołożyli Raimundo(2) i Berrocal. Dla Barçy trafił Jose Valle Mas… otwierając wynik meczu w 10 minucie. Miedzy 23 a 28 minutą Sevilla zdobyła jednak aż 4 gole a po przerwie dokończyła dzieła zniszczenia. Był to mecz pierwszej kolejki sezonu 1940/41, który Blaugrana zakończyła na czwartej pozycji a Sevilla na piątej. Czyżby ten pierwszy gol strzelony przez Masa aż tak rozwścieczył Andaluzyjczyków?

@Ogorinho1974
@patataj
@Symson
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB

11

,,REMONTADA” po Krakowsku:

Taki mecz, jak ten z 28 września 2000 roku na zawsze zapada w pamięci piłkarskiego kibica danej drużyny. W 1. rundzie Pucharu UEFA Wisła mierzyła się z hiszpańskim Realem Saragossa. Po wysokiej porażce na boisku rywala(1:4) wydawało się że sprawa awansu jest w tym dwumeczu rozstrzygnięta. Tym bardziej, że w rewanżu w Krakowie przeciwnik prowadził już od 5. minuty. Taki rezultat utrzymał się do przerwy. W drugiej połowie nastąpiła jednak totalna remontada (z języka hiszp. – nieprawdopodobne odrobienie strat) w wykonaniu Białej Gwiazdy. Działo się to za ponownej kadencji trenera Oresta Lenczyka. Krakowianie odrobili straty i po 90 minutach wynik brzmiał 4:1. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia a w serii rzutów karnych wiślacy wygrali 4-3! W kolejnej rundzie polski zespół nie sprostał już FC Porto (0:0 i 0:3).

@Lionel_Messi10
@Sensible
@Pawel13sz
@Symson
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96

12

Niesamowita przygoda ,,Biało-Zielonych”:

28 września 1983 r. Lechia Gdańsk przegrała na własnym boisku ze słynnym Juventusem Turyn 2:3 w ramach 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. Z trzech najsłynniejszych w latach 80-tych Polaków tego dnia na stadionie Lechii zabrakło tylko Jana Pawła II. Po murawie biegał bowiem Zbigniew Boniek a na trybunach siedział dopiero co wypuszczony na wolność Lech Wałęsa. Jakim cudem działacze „Solidarności” przemycili na ten mecz swojego lidera do dziś nie wiadomo, bo władze – obawiając się prowokacji – obstawiły milicją cały obiekt. Fortel jednak się udał a radość była tym większa, że drugoligowy wówczas klub z Polski był o włos od sprawienia olbrzymiej sensacji. Gdańszczanie, grając przeciwko wielkiemu Juventusowi w składzie z trzema mistrzami świata a także „Zibim” i Michelem Platinimi, jeszcze na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem prowadzili 2:1. Honor Starej Damy uratował przyszły prezes PZPN, strzelając zwycięską bramkę kilka minut przed końcem spotkania. Ekipa z Turynu sięgnęła potem po Puchar Zdobywców Pucharów i mistrzostwo Włoch. Lechia zaś wiosną wywalczyła awans do I ligi.

@Ogorinho1974
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Symson

12

,,Naszym klubem RTS”. To już 45 lat!:

Dokładnie 45 lat temu łódzki Widzew zremisował bezbramkowo z Manchesterem City w swoim debiucie w europejskich pucharach i sensacyjnie wyeliminował anglików z Pucharu UEFA. Rewanżowy mecz grano na stadionie ŁKS. Na trybunach zasiadło 35 000 widzów. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne uruchomiło specjalne linie tramwajowe i autobusowe na dworzec Łódź Kaliska. Mecz rozpoczął się w środę o 15.00. Transmisję przeprowadzał drugi program telewizji. W czwartek rano była retransmisja dla tych, którzy dzień wcześniej pracowali na popołudniową zmianę. Anglicy byli pewni siebie. Przyjeżdżali do Łodzi jako lider angielskiej ekstraklasy a pogrążony w kryzysie Widzew przegrał właśnie derby z ŁKS 1:2. Trener Waligóra zlecił widzewiakom krycie indywidualne. Niemal od pierwszego gwizdka sędziego na murawie chodziły pary: Grębosz z Royle’em, Tłokiński z Hartfordem, Paweł Zawadzki z Barnesem, a Chodakowski z Kiddem. Anglicy atakowali, bo bardziej zależało im na awansie. Tak jak w pierwszym meczu, byli schematyczni do bólu – postawili na ciągłe wrzutki w pole karne. W pierwszej połowie oba zespoły wypracowały po jednej klarownej okazji. W 26. minucie po rzucie rożnym Boniek strzelił, ale Corrigan chwycił piłkę. Pod koniec pierwszej połowy bodaj jedyny raz w meczu pomylił się Janas, nie sięgając piłki głową. Dopadł do niej Royle, lecz nie zdołał pokonać Burzyńskiego. W drugiej połowie oba zespoły kontynuowały piłkarskie szachy. Widzew dowiózł bezpieczne 0:0 do końca i jako pierwszy polski zespół wyeliminował Anglików z europejskich pucharów! W autokarze wiozącym piłkarzy z Manchesteru na Okęcie kilku zawodników roniło łzy. W Widzewie zabrakło Andrzeja Możejki. Lewy obrońca przed meczem złapał infekcję, miał gorączkę i czyraki. Po 15 minutach jednego z treningów oznajmił trenerowi, że nie może ćwiczyć.

– Spierdalaj z boiska – rzucił Waligóra.

– Spierdalaj możesz powiedzieć synusiowi – odparł Możejko.

Ta wymiana uprzejmości to nie koniec. Potem poszło jeszcze o to, że trener zwraca się do Możejki per „ty”. Po jakimś czasie Możejko wrócił do podstawowego składu, a Waligóra czytając skład na przedmeczowych odprawach zaznaczał: „Na lewej pan Możejko”. Legendą obrosła heroiczna postawa innego defensora, Zdzisława Kostrzewińskiego, który po meczach z Anglikami ma pamiątkę do końca życia.

,,Biegnę z piłką, a od tyłu jeden z Anglików atakuje mnie korkami. Trach. Patrzę – dziura w nodze, widzę kość piszczelową. Sędzia łapie się za głowę, woła lekarza i przerażony wrzeszczy: zmiana, zmiana! Nade mną dwóch śmiejących się Angoli. Przyleciał nasz masażysta, łapię jego torbę i sam bandażuję sobie nogę. Gram dalej, bo trzeba oddać. No i oddaję oczywiście” – wspominał po latach pan Zdzisław.



Widzew Łódź – Manchester City 0:0

Widzew: Stanisław Burzyński – Zdzisław Kostrzewiński, Paweł Janas, Andrzej Grębosz, Paweł Zawadzki – Zbigniew Boniek, Wiesław Chodakowski, Zdzisław Rozbroski, Mirosław Tłokiński – Ryszard Kowenicki (61. Jerzy Krawczyk), Tadeusz Gapiński.

Manchester: Joe Corrigan – Dave Watson, Paul Power, Tommy Booth, Gary Owen – Asa Hartford, Mike Doyle (31. Kenny Clements), Dennis Tueart – Joe Royle, Brian Kidd, Peter Barnes.

@Symson
@patataj
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Sensible

12

Kalendarium Barçy:

28 września 2007 r. FC Barcelona chciała uznania Ligi Śródziemnomorskiej z 1937 r. jako oficjalnych rozgrywek. Podczas hiszpańskiej wojny domowej na terenach zajmowanych przez republikanów zorganizowano lige z udziałem drużyn z Katalonii i z okolic Valencii. Mimo że Madryt również znajdował się pod wpływem republikanów, drużyny z tego miasta nie wystartowały z powodu wewnętrznych podziałów i bliskości miasta względem frontu. Blaugrana zajęła pierwsze miejsce, lecz rozgrywki nie zostały uznane jako oficjalne. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują że nie były to okrojone rozgrywki ale turniej towarzyski. Władze Barcelony podkreślały że wygrany przez FC Seville w 1939 r. Puchar Hiszpanii uznano za oficjalny, choć do rywalizacji nie przystąpiły ekipy z Madrytu, Katalonii i Valencji.

@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi

9

@FCBparasiempre 28 września 1931 roku w Warszawie urodził się Ryszard Kulesza, piłkarz, trener oraz działacz sportowy. Gdy miał 13 lat podczas Powstania Warszawskiego stracił ojca, a sam cudem uniknął śmierci, ale został wywieziony na roboty do kraju najeźdźcy. Udało mu się jednak uciec. Sam, pieszo wrócił do Polski. Po wojnie został zawodnikiem Okęcia. Później zasilił szeregi stołecznej Polonii, a następnie Gwardii. Na jakiś czas wyjechał do Bydgoszczy. Tam reprezentował lokalny klub o nazwie Polonia. W wieku trzydziestu lat postanowił zakończyć karierę piłkarską. Futbol go jednak wciągnął, stał się pasją jego życia. Przygodę z nim kontynuował w roli szkoleniowca. W roku 1972 został trenerem Lechii Gdańsk. Po dwóch latach zajął się szkoleniem młodzieżowych reprezentacji Polski. Został także asystentem samego Kazimierza Górskiego. Później także kolejnego trenera reprezentacji Jacka Gmocha. Mimo strasznych przeżyć z dzieciństwa, Kulesza był człowiekiem wyjątkowo spokojnym. Był także osobą bardzo uczciwą. Starał się unikać konfliktów. ,,Z reguły Kulesza starał się być wyrozumiałym człowiekiem. Był niespecjalnie rygorystyczny” - mówił Andrzej Iwan, jeden z podopiecznych Kuleszy. Konfliktem zakończyła się jego współpraca z Gmochem. Kulesza wolał ustąpić. Ich drogi rozeszły się przed mundialem w Argentynie w 1978. Biało- Czerwoni występy w Ameryce Południowej zakończył się na drugiej rundzie turnieju. Gmoch ustąpił ze stanowiska. W październiku 1978 Ryszard Kulesza zajął jego miejsce. ,,Był jednym z najlepszych polskich trenerów. Pewnie nie postawiłbym go na tej półce, co Górskiego i Piechniczka, ale ze wszystkimi innymi najlepszymi już tak” - stwierdził Michał Listkiewicz. Nowy selekcjoner bardzo ochoczo zabrał się do dzieła. Eliminacje do mistrzostw Starego Kontynentu rozpoczął w dobrym stylu - od wygranych 2:0 z Islandią i Szwajcarią. Przed zbliżającym się meczem z Niemiecką Republiką Demokratyczną w Lipsku byliśmy zdecydowanym faworytem. Pobłażliwość względem piłkarzy nie wyszła mu na dobre. Zgrupowanie przed pojedynkiem z NRD wypadło tuż przed Wielkanocą… ,,Gdy Kulesza zawitał rano do hotelu, nie poznał drużyny. Wyprawa do Lipska zakończyła się porażką (…) Wynik 2:1 dla gospodarzy ujawnił wyraźne braki w kondycji straconej w Novotelu (hotel, w którym rozpoczęło się zgrupowanie)” - opisał te wydarzenia Andrzej Jucewicz w książce „Wielcy selekcjonerzy”. Przegrana spowodowała, że nie awansowaliśmy na Euro. Ugodowy trener jednak nie wyciągnął konsekwencji z tej brzemiennej w skutki sytuacji. A jak się jest bezkarnym, to można robić co się chce. Apogeum nastąpiło w grudniu 1980 w czasie tak zwanej „Afery na Okęciu”. Jeden z zawodników, Józef Młynarczyk, przyjechał na lotnisko będąc pod wpływem alkoholu. Selekcjoner zdecydował, że nie poleci on z drużyną na mecz eliminacji mistrzostw świata na Maltę. Jednak koledzy z reprezentacji - Zbigniew Boniek, Ryszard Terlecki oraz Władysław Żmuda zaprotestowali przeciwko tej decyzji. Kulesza się ugiął. Dziennikarze będący świadkami tej sytuacji rozdmuchali aferę. Po powrocie z pojedynku trener podał się do dymisji. ,,Ktoś musiał zapłacić głową. Dlatego Ryszard powiedział ówczesnemu prezesowi Marianowi Rybie: zostawcie chłopaków, weźcie mnie” - opowiadał Michał Listkiewicz. Został odwołany ze stanowiska w trybie natychmiastowym.

Kulesza był uważany za szkoleniowca z bardzo dobrym warsztatem. Docenili to działacze z Tunezji. Zaproponowali mu posadę selekcjonera drużyny narodowej. Prowadził ją dwa lata. Później zaangażował się w pracę z zespołami klubowymi w tym kraju a także w Maroku. W roku 1988 zakończył pracę trenerską. Powrócił do kraju. Zaangażował się w prace związkowe. Został członkiem prezydium. Zaproponowano mu także objecie pozycji przewodniczącego Rady Trenerów. Zaangażował się w powołanie do życia Szkoły Trenerów PZPN. Od 1991 pełnił funkcję wiceprezesa do spraw trenerskich. W ostatniej kolejce sezonu 1992/93 miała miejsce tak zwana „niedziela cudów”. Dwa kluby - Legia Warszawa oraz ŁKS Łódź - nadspodziewanie wysoko wygrały swoje mecze. Gra toczyła się o mistrzostwo kraju. Zespół ze stolicy miał trzybramkową przewagę nad ŁKS-em. Wygrał mecz z Wisłą Kraków 6:0. W tym samym czasie klub z Łodzi pokonał Olimpię Poznań 7:1. Prezydium Zarządu unieważniło wyniki obu spotkań. Tym samym tytuł zdobył Lech Poznań. Motorem tych decyzji był Kulesza.

,,To jest kpina, farsa. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Polska piłka została ośmieszona, zgnojona, a działacze udają, że nic się nie stało. Nie takie powinny być kary, tylko sto razy surowsze, z degradacją wszystkich czterech drużyn włącznie (…) Dziecko dwuletnie widzi, co się dzieje”- grzmiał Kulesza w wystąpieniu przed prezydium PZPN. Od tego momentu został znienawidzony przez kibiców Legii i ŁKS. Zmarł 19 maja 2008 roku.

8

Legendy polskiego sportu(czytaj w odpowiedzi na mój komentarz):
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Symson
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj

1

@Pawel13sz No dzięki, akurat już dowiedziałem się od @Lionel_Messi10

4

@Pawel13sz Daje ci herba za Leo Messiego bo reszte nie rozumiem po angielsku, no jeszcze tylko free-wolność.

8

@FCBparasiempre 28 września 1946 r. w Rudzie Śląskiej urodził się Bronisław Bula, pomocnik. ,,Bula! Nie ośmieszaj kadrowicza!”- skandowały trybuny podczas Wielkich Derbów Śląska między Ruchem Chorzów a Górnikiem Zabrze. Nie wiadomo czy te okrzyki podnosiły dume, czy raczej sprawiały przykrość świetnemu piłkarskiemu dyrygentowi. Choć intencja ich autorów była dobra(stanowiły przecież pochlebstwo) to z drugiej strony nieustannie przypominały o otwartej ranie, jaką w karierze Buli stanowiła kadra narodowa. Błogosławieństwem były jego ponadprzeciętne umiejętności piłkarskie. Świetny reżyser gry, z doskonałą umiejętnością kombinacyjnej taktyki, obdarzony bardzo przenikliwym okiem i zdolnością zagrania piłki ,,na nos”. Antoni Piechniczek mówił o nim, że na boisku był prawdziwym profesorem. Przekleństwo stanowił zaś… Kazimierz Deyna, piłkarz niemal bliźniaczy w swym stylu. Dlatego też trener reprezentacji Polski przy wyborze składu decydował się tylko na jednego z nich i na ogół wybierał właśnie rozgrywającego Legii. Premiera kariery reprezentacyjnej obu zawodników, która przypadała na ten sam dzień(24 kwietnia 1968), zdecydowanie wypadła na korzyść Buli. W 62 minucie meczu z Turcją zdecydował się na strzał z dystansu a piłka po rykoszecie wpadła do siatki rywali. W związku z tym już w debiucie zawodnik Niebieskich zapisał na swoje konto premierowego gola. ,, Zadowolony jestem z debiutu wszystkich czterech młodych zawodników: Deyny, Maszczyka, Folbrychta i Buli”- podsumował ówczesny selekcjoner Ryszard Koncewicz. Później zarówno jemu, jak i jego następcom ciężko było znaleźć miejsce na boisku jednocześnie dla ,,Kaki” i Buli. Razem zagrali zaledwie kilka razy. Kazimierz Górski w decydujących momentach trzymał się jednak sztywno koncepcji z Deyną. To on pojechał na Igrzyska Olimpijskie w 1972 oraz na MŚ 2 lata później, z których to imprez Polska przywiozła 2 medale. Dla Buli pozostawały tylko ,,resztki”. Dwukrotnie zagrał w eliminacjach MŚ, osiem razy w eliminacjach ME. Więcej meczów o stawke w jego dorobku reprezentacyjnym brak. W wywiadzie dla katowickiego ,,Sportu” przyznawał że sporo było jego winy bo przesadzał z widowiskową grą pod publiczkę. Jacek Gmoch natomiast już całkiem odpuścił tę kandydaturę. Może w gre weszły też zadawnione rany, bo Bula wspominał że to właśnie z nim najostrzej rywalizował na boisku i na ogół nie szczędzili sobie razów. Wetował to sobie na niwie ligowej. Okrzyki ,,Bula, nie ośmieszaj kadrowicza” wznoszone były przy okazji arcyprestiżowych Wielkich Derbów Śląska przeciwko Górnikowi Zabrze. Bula wraz z kolegami z Ruchu mierzył się z odwiecznym rywalem w składzie, między innymi z medalistami MŚ: Fischerem, Gorgoniem, Szarmachem, mistrzem olimpijskim Lubańskim czy też Banasiem. Tymczasem największą gwiazdą został właśnie Bula. ,, Gwiazda Buli jaśniała potem już pełnym blaskiem, on narzucał grze Niebieskich tempo. Pełnymi finezji podaniami raz po raz puszczał w bój kolegów, sam nie rezygnując z każdej próby szturmowania przedpola zabrzan. On podjął ciężar odpowiedzialności za losy meczu i dzięki jego grze pełnej fantazji, polotu i co najważniejsze skuteczności”- pisał o nim katowicki ,,Sport”. W tym meczu ustrzelił hat-tricka. Za swoje najlepsze spotkanie jednak uważał inne starcie z Górnikiem, te z 1970 r. Choć nie strzelił w nim gola, to od ,,Sportu” otrzymał maksymalna note- pięć gwiazdek. Do dziś zresztą jest najlepszym strzelcem Niebieskich w Wielkich Derbach Śląska. Inna wielką chwile triumfu musiał przeżywać w 1975, gdy Kazimierz Górski wręczał mu medal za mistrzostwo Polski. Publiczność kochała jego widowiskowa gre. Należał do najbardziej wyróżniających się gwiazd ligi na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Od 1965 do 1978 roku rozegrał w sumie 318 spotkań w Ruchu Chorzów. Daje mu to drugie miejsce w klasyfikacji największej liczby występów w Ekstraklasie w tym klubie za Antonim Nierobą. Takie wyniki jednak nie dziwią, skoro Bula zagrał w lidze nawet w dniu swojego ślubu, zaledwie kilka godzin po ceremonii! Tworzył w drużynie klubowej świetną pare środkowych pomocników z Maszczykiem, z którym debiutował tego samego dnia w reprezentacji narodowej. Maszczyk odpowiadał za destrukcje i rozbijanie akcji przeciwników na linii środkowej. Bula natomiast grał jako bardziej wysunięty z duetu, obdarzony zadaniami kreatywnymi. To on dyrygował ofensywną grą Ruchu z dobrym skutkiem. W ciągu jego kariery Ruch trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, dwa razy był wicemistrzem i jeden raz wywalczył brązowy medal. Do tego dochodzi Puchar Polski oraz dwa finały rozgrywek o to trofeum. W europejskich pucharach natomiast doszedł do ćwierćfinału Puchar UEFA oraz Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych w dwóch kolejnych sezonach. Indywidualnie w Pucharze UEFA w sezonie 1973/74 strzelił 4 gole, co ex aequo z Marxem i Kopicerą czyniło go najlepszym strzelcem Ruchu w tamtej edycji rozgrywek. W PEMK jego dublet dał natomiast awans w starciu z Hvidovre IF. W ćwierćfinale z AS Saint-Etienne gol Buli przesądził natomiast o wygranej w pierwszym meczu, w rewanżu jednak Niebiescy przegrali z rywalem z Francji. Po wyjeździe z polski w wieku 32 lat przeszedł do FC Rouen, występującym w Ligue 2. A następnie w Arras FA. Do tej pory mieszka we Francji. Nieco mniej znany w Polsce od Deyny i innych piłkarzy kadry Górskiego, na Śląsku jest nadal bardzo popularną postacią. Reżyser filmu ,,Gwiazdy” o Janie Banasiu nadał nawet koledze głównego bohatera nazwisko ,,Bula”.

7

10

Wspaniałe, zapomniane legendy polskiego futbolu:

28 września 1910 r. w Brzozowie urodził się Michał Matyas. ,,Odstawiał dyrektora, operował tylko w środku pola, skąd podawał piłkę kolegom. Trzeba jednak przyznać, że mimo lenistwa robił to wyśmienicie, jak prawdziwy mistrz, a nawet artysta”– Tak pisano o nim w Przeglądzie Sportowym w 1935 r. Przed wojną był jednym z czołowym lwowskich piłkarzy. Uwielbiał sztuczki techniczne, czym doprowadzał do wściekłości obrońców rywali, którzy w efekcie często brutalnie go faulowali. Był wychowankiem Lechii Lwów, do której dołączył jako 14-latek. Dwa lata później przeniósł się do słynnej Pogoni. Na ligowych boiskach pierwszy raz pokazał się w wieku 19 lat. Debiutował w przegranym 0:1 meczu z Warszawianką, ale już w kolejnym spotkaniu z łódzkim Klubem Turystów otworzył wynik spotkania i strzelił swojego pierwszego gola w lidze. W sumie do wybuchu wojny uzbierał ich 100. Wśród kresowych snajperów nie ma sobie pod tym względem równych. Imponujący świetnym dryblingiem i dysponującym ostrym uderzeniem z dystansu zawodnik pojechał z kadrą na igrzyska do Berlina, ale wystąpił tylko w spotkaniu z Norwegią. Swój pierwszy mecz rozegrał 10 lipca 1932 r. ze Szwecją (2:0). Ostatni występ w narodowych barwach zaliczył w 1939 r. w spotkaniu z Francją (0:4). Kiedy we wrześniu 1939 r. Lwów zajęli Sowieci, Matyas został zawodnikiem klubu Nieftianik Borysław. Później razem z Aleksandrem Skoceniem, Tadeuszem Jedynakiem, Mieczysławem Górskim i Ołehem Łajewskim został zabrany do Dynama Kijów. Po wojnie osiedlił się w Bytomiu, gdzie lwowiacy założyli klub Polonia. W swoim nowym klubie grał do 1948 r. To był jego ostatni sezon w zespole. Rozpoczął pełną sukcesów pracę szkoleniową. Zaczynał oczywiście w Polonii, początkowo jako asystent trenera. Później samodzielnie prowadził AKS Chorzów i Wisłę Kraków. Z krakowskim klubem w 1951 r. sięgnął po mistrzostwo kraju i doszedł do finału pucharu Polski. W 1965 r. razem z bytomską Polonią świętował sukcesy w Pucharze Ameryki i Interlidze, a rok wcześniej doprowadził ją do finału Pucharu Polski. To on zastąpił legendarnego trenera Gézę Kalocsaya w Górniku i wiosną 1970 r. prowadził drużynę w pamiętnych bojach w Pucharze Zdobywców Pucharów. Po przegranym finale z Manchesterem City jednak szybko mu podziękowano. Pracował też m.in. w Warcie Poznań, Stali Mielec i w Cracovii a od 7 listopada 1966 r. do końca 1967 r. prowadził reprezentację jako trener selekcjoner w dziewięciu meczach. Nie był to jego debiut z kadrą, bo opiekował się nią już podczas igrzysk w Helsinkach. Był także trenerem reprezentacji B i drużyn młodzieżowych. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 7 goli.

@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96

9

Ujrzeć wściekłego portugalskiego Ronaldo to coś wspaniałego! Po prostu miód na nasze serce...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?