12

Niechlubne rekordy Blaugrany:

21 października 1945 r. FC Barcelona poległa na Les Corts 0:6 z Athletic Bilbao. Była to najwyższa porażka Blaugrany u siebie w meczu o punkty. ,,Wiemy ze Athletic był zawsze trudnym rywalem dla wszystkich katalońskich drużyn ale nie dało się oczekiwać czegoś takiego. Nie można odbierać Athletic wspaniałego zwycięstwa, lecz Barça poddała się w niezrozumiały sposób. Co prawda zagrała bez kilku piłkarzy i miała złe popołudnie dokładnie w momencie, gdy potrzebowała dobrej gry ale… może lepiej nie dodawać nic więcej”- podsumował mecz dziennik ,,El Mundo Deportivo”.



@Sensible
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Symson

0

Nie wiem czy już pisałem ale zawsze chciałem napisać że Xavi powinien nauczyć podopiecznych ,,zamykania meczu" w pierwszej połowie, tak jak to miało miejsce we wczorajszym meczu z Villareal. To się tyczy głównie Primera Division i Pucharu Hiszpanii, bo w Lidze Mistrzów to my nie mamy jeszcze takiej jakości żeby rozstrzygać mecze w pierwszej połowie. Wczoraj byłem bardzo mile zaskoczony takim a nie innym obrotem sprawy, ponieważ od czasu Ernesto Valverde a zwłaszcza Guardioli bardzo rzadko zamykaliśmy mecz w pierwszej połowie. No i wreszcie Robert Lewandowski! No ja nie wiem co byśmy w tym sezonie bez niego zdziałali? Aż strach pomyśleć! To bez wątpienia nasza najlepsza 9-tka Barcuni, a kto wie czy nawet nie świata na tą chwile. To własnie Robert utrzymuje nas w walce o mistrzostwo Hiszpanii ale jeśli pozostali piłkarze nie będą dotrzymywać mu kroku to raczej sam tego mistrzostwa nie wygra...

13

,,Kocioł Czarownic” oszalał:

20 października 1957 roku - reprezentacja Polski w piłce nożnej pokonała na Stadionie Śląskim w Chorzowie ZSRR 2:1 (1:0) w meczu eliminacji mistrzostw świata Szwecja'58. Dla kibiców zgromadzonych na Stadionie Śląskim zwycięstwo Polski było czymś więcej niż tylko sportowym sukcesem. Ci, którzy w 1957 roku tłumnie zjechali do Chorzowa, mieli jedno marzenie - w ich głowach brzmiało stwierdzenie, być może mało eleganckie, ale wyrywające się z głębi serca - "dokopać Ruskim", odegrać się za wszystko, za wojnę, za Stalina i za poprzednią porażkę. Kibice wciąż mieli bowiem w pamięci bolesne wydarzenia z Moskwy z 23 czerwca 1957 roku, kiedy Polska przegrała z Rosjanami 0:3. No i się udało - "dokopaliśmy Ruskim", "Kocioł Czarownic" oszalał, stwierdzilibyśmy teraz. Na murawę polska drużyna wyszła w składzie: Edward Szymkowiak, Stefan Floreński, Roman Korynt, Jerzy Woźniak, Ginter Gawlik, Edmund Zientara, Edward Jankowski, Lucjan Brychczy, Henryk Kempny, Roman Lentner i wielki Gerard Cieślik, w roli kapitana. Cieślik na ten mecz powołany był w ostatniej chwili, co niezwykle ucieszyło jego klubowych kibiców i jak się później miało okazać całą Polskę. Trzydziestoletni zawodnik Ruchu Chorzów zdaniem fanów gwarantował jakość na boisku. "Jest Cieślik - jest Ruch, nie ma Cieślika - jest bezruch" - mówiono o piłkarzu. Ta opinia znalazła potwierdzenie na murawie w Chorzowie, bo oba gole dla biało-czerwonych strzelił właśnie napastnik Ruchu Chorzów. "W czterdziestej trzeciej minucie piłkę przejął po lewej stronie boiska Brychczy, przedłużył do Kempnego, a ten podał do wychodzącego na wolną pozycję Cieślika. Nasz mały łącznik znalazł się sam na sam z Jaszynem i strzelił w róg bramki. Okrzyki 'Jest! Jest!' wstrząsnęły całym Chorzowem a za sprawą głośników radiowych chyba całą Polską (na antenie Polskiego Radia ten mecz komentował Tadeusz Pyszkowski - przyp. red.) - wspomina wydarzenia w swojej książce "Tajemnice Króla Kibiców" Andrzej "Bobo" Bobowski. Drugi gol dla reprezentacji Polski padł po przerwie. Współautorem tego gola był Lucjan Brychczy, który zdaniem Bobowskiego rozgrywał jedno z najlepszych spotkań w karierze. "Po efektownej indywidualnej akcji prawą stroną dokładnie dośrodkował na głowę Cieślika, który mimo skromnego wzrostu nie marnował takich okazji" - opisuje w swojej książce "Bobo". ,,To był jeden z większych sukcesów, tym bardziej, że Sborna była faworytem a na nas nikt nie stawiał” - mówił w rozmowie z Polskim Radiem Lucjan Brychczy. Naszą "11" do walki zagrzewało 100 tysięcy widzów, którzy z trybun krzyczeli "jeszcze Polska nie zginęła", co zdaniem pamiętających tamte chwile wywołało strach w oczach piłkarzy Sbornej. Bramki radzieckiej drużyny bronił legendarny Lew Jaszyn. Honorowego gola dla gości strzelił Walentin Iwanow. Obie reprezentacje zakończyły eliminacje z takim samym dorobkiem punktowym i o awansie na turniej w Szwecji zadecydował baraż rozegrany 24 listopada 1957 roku w Lipsku, wtedy leżącym na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zwyciężyła ekipa ZSRR 2:0. 20 października 1957 powstał zalążek późniejszej nazwy jaką nosi stadion w Chorzowie. Gdy 6 czerwca 1973 roku polscy piłkarze pokonali w Chorzowie Anglię 2:0, angielskie media okrzyknęły śląski obiekt "Kotłem Czarownic".

@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@patataj

1

@Zacny Ale ja z kolei też bardzo lubie Lionela Messiego...

1

@Lionel_Messi10 Dlaczego Cristiano Ronaldo nazywasz Chrisopher Penaldus? Co to ma niby znaczyć?

9

Zapomniany ,,Can Planes”:

Wraz z objęciem stanowiska prezydenta klubu przez Josepa Lluisa Nuñeza, ,,Can Planes” zaczął pełnić nową funkcje: z inicjatywy Perego Garcii Vili, człowieka odpowiedzialnego za szkółke klubu, dom Can Planes stał się internatem dla młodych zawodników pochodzących spoza miasta. Do tego czasu mieszkali na pensjach albo w domach, za które płaciła Barça ale wtedy kontroli nad młodymi piłkarzami nie miał ani klub, ani ich rodziny. Żeby temu zaradzić, zarząd postanowił zgromadzić wszystkich zawodników w jednym miejscu i kształcić ich nie tylko piłkarsko. W ten oto sposób 20 października 1979 roku Can Planes stał się drugim domem młodych talentów Blaugrany. Prace mające na celu odpowiednie przystosowanie budynku, kosztowały klub 17 milionów peset. Trzeba było urządzić 2 piętra i poddasze, czyli około 610 metrów kwadratowych, tak aby ,,nowa masia” miała kuchnie, jadalnie, bibliotekę, biuro, salon, łazienki i 4 sale sypialne. La Masia, jak była powszechnie zwana mogła przyjąć 60 chłopców, chociaż początkowo mieszkało w niej tylko 19-tu. Z tej pierwszej grupy rezydentów tylko trzem udało się zadebiutować w pierwszej drużynie FCB a byli to Angel Pedraza, Esteve Fradera i Jordi Vinyals. Zbudowanie ośrodka treningowego imienia Joana Gampera w Sant Joan Despi i późniejsze przeniesienie młodych talentów rezydujących w La Masii do Centrum Szkolenia imienia Oriola Torta- jak nazwana została nowa rezydencja o powierzchni ponad 6 tys. metrów kwadratowych, mieszcząca się na terenie ośrodka treningowego klubu- spowodowało w czerwcu 2011 roku zamknięcie Can Planes.

@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

2

@Bocheno1 Zgadza się ale nazywano go również Hans Kamper czy też Joan Kamper.

12

Zapomniane legendy Katalońskiej Dumy:

20 października 1919 r. w Dueñas urodził się Mariano Martin Alonso. Mariano Martin należy do grupy najlepszych napastników jacy kiedykolwiek występowali w FC Barcelonie. Grając tutaj osiągnął niesamowity współczynnik skuteczności- zdobywał średnio 1,12 gola na mecz! Jego boiskowy przydomek to ,,La furia del area” czyli mniej więcej ,,Plaga pola karnego”. Mariano grał dla Blaugrany od początku sezonu 1939/40 aż do końca sezonu 1947/48, gdzie w 168 meczach strzelił 188 goli! Martin był typowym środkowym napastnikiem, zdobywanie goli przychodziło mu nadzwyczaj łatwo a jego instynkt strzelecki wyraźnie przewyższał umiejętności innych napastników tamtych czasów. Do jego atutów należała również szybkość, ponadto na boisku wykazywał się również ciężką pracą a technicznie był bajeczny. Początki były trudne, jego dzieciństwo było bardzo ciężkie; w wieku 9 lat musiał porzucić szkołe i pójść do pracy. W czasach wojny domowej Mariano reprezentował barwy Barcelońskiego Sant Andreu, gdzie trenerem był Josep Planes, późniejszy trener Blaugrany. W wieku 20 lat Mariano stał się najlepiej zarabiającym piłkarzem z gażą 1300 peset miesięcznie. Tak wysoki kontrakt jest usprawiedliwiony tym iż Martin był pierwszym królem strzelców La Liga wywodzącym się z FC Barcelony! W sezonie 1942/43 zdobył 32 gole. Podczas gdy w barwach Dumy Katalonii 2 mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Hiszpanii oraz Copa de Oro, w wieku 28 lat poważna kontuzja kolana zmusiła go do zakończenia kariery. Później próbował jeszcze grać dla Gimnastic Tarragona i Sant Andreu ale w 1950 roku definitywnie zawiesił buty na kołku.



@NaFazieHitman
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj

26

To dzięki niemu ,,istniejemy”:

20 października 1899 r. niejaki pan Hans Kamper szukał w Barcelonie partnerów do gry w piłke. W związku z tym zamieścił ogłoszenie w tygodniku Los Deportes: ,,Nasz kolega Kans Kamper z sekcji futbolu Stowarzyszenia sportowców i były mistrz Szwajcarii chciałby zorganizować spotkania w Barcelonie. Prosimy zainteresowanych o kontakt z nim. Będzie on możliwy we wtorki i piątki wieczorem od 21:00 do 23:00”. W taki oto sposób kochani cules, rodziła się Duma Katalonii.


@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Symson

8

@FCBparasiempre W pełni zorganizowana piłkarska liga na terenie getta? Specjalna obozowa gazetka, redagowana przez kilkunastoletnich więźniów? Brzmi jak ponure zderzenie sacrum i profanum. Nie w Theresiensadt, kompleksie złożonym z obozu koncentracyjnego i getta.. Tam piłka nożna dla więźniów nierzadko stanowiła wybawienie i ucieczkę od nazistowskiego terroru – nawet, jeśli wybawienie trwało dwie trzydziestopięciominutowe połowy.

Forteca w Terezinie (kraj ustecki, Czechy) została wzniesiona pod koniec XVIII wieku na rozkaz cesarza Józefa II i nazwano ją na cześć jego matki, cesarzowej Marii Teresy. Warto wspomnieć, że to tutaj przebywał skazany za zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Gawriło Princip. W 1939 roku, po wcześniejszym zajęciu Nadrenii i anschlussie Austrii, Hitler kontynuował swoją ekspansję i zajął tereny Czechosłowacji, w tym także Terezin. Cesarską twierdzę zaadaptował, według nazistowskiej propagandy, na „miejsce odosobnienia, w którym Żydzi będą wolni od wojny”. Cały kompleks dzielił się zasadniczo na dwie części: Małą Warownię (więzienie dla elit, członków ruchu oporu, przestępców) i Dużą Warownię – tą drugą stanowiły getto i obóz koncentracyjny. Założeniem polityki prowadzonej w kompleksie było ukazanie modelowego życia społecznego niemieckich, czechosłowackich czy austriackich (później także duńskich czy holenderskich) Żydów w nowej, nazistowskiej rzeczywistości. W 1944 roku nakręcono film propagandowy pt. ” Terezin. Dokument o żydowskim przesiedleniu.”, który miał ukazać „uroki” beztroskiego życia. Tak naprawdę pierwotnym celem było skupienie jak najliczniejszej żydowskiej elity, tak, by ich uwięzienie stanowiło przedmiot sporu z innymi państwami, które miały się za nimi wstawiać. Na zamkniętym terenie znajdowało się mnóstwo żydowskich przedstawicieli inteligencji, artystów czy sportowców – jedni z najsłynniejszych więźniów to rabin Leo Baeck, kompozytor Viktor Ullmann, Ester Adolphine – siostra Zygmunta Freuda czy Alfred Flatow, pierwszy żydowski zdobywca złotego medalu olimpijskiego. W pewnym momencie kulturalne życie zaczęło rozkwitać i przybierać formę zorganizowanych zajęć. Wykłady, dyskusje o Platonie, założeniach Majmonidesa, Talmudzie czy Biblii; recitale, wieczorki poetyckie czy koncerty jazzowe – choć trudno w to uwierzyć, wpisało się to w obozową rzeczywistość i pomogło w szerzeniu nazistowskiej propagandy skierowanej na zachód. Także Judenrat „zarządzający” gettem określany był mianem swoistego „resortu kultury”. Bogate kulturalne życie w modelowym obozie miało przecież świadczyć o humanitarnym traktowaniu więzionych i zadawać kłam pogłoskom o rzekomych obozach zagłady – choć z wywożenia do obozów zagłady i wcale nie zrezygnowano i widmo śmierci było stale obecne. Na podstawie źródeł, którymi dysponowałem, trudno wskazać, czy ktokolwiek stworzył ligę w Terezinie ex officio, i ktoś za pomocą dyrektywy jednoznacznie zarządził, że takie rozgrywki mają powstać. Narodziny Ligi Terezin przypisać można raczej celowej i świadomej polityce SS, polegającej na stopniowym reformowaniu obyczajów, udostępnianiu kolejnych „udogodnień” i pozornego łagodzenia nazistowskiego reżimu. Za jednego z takich reformatorów uważa się Alfreda Hirscha, jednego z więźniów wyznaczonych przez kierownictwo SS do opieki nad dziećmi., Był niemieckim Żydem – co powodowało, że był w pewnym stopniu szanowany przez część członków SS. To Hirsch był jednym z tych, którzy nalegali na utworzenie boiska dla dzieci, na udostępnienie im przyborów malarskich czy instrumentów – i choć kojarzony jest głównie jako opiekun dzieci, to jego działalności obozowej można przyznać spory wkład w rozwój sportu i kultury na terenie obozu. Inną sylwetką godną przypomnienia jest Frantisek Maier. Był on 20-letnim madrichem, a więc młodszym opiekunem i jednym z ulubieńców w młodzieżowych kwaterach Theresienstadt. Dziecięce kwatery były oddzielone od dorosłych, tak by nie musiały patrzeć na zgoła inne, często znacznie brutalniejsze traktowanie starszych. Franta, jak go pieszczotliwie nazywano, zajmował się chłopcami z pokoju siódmego. Wspominany przez Pavla Weinera, jednego z podopiecznych, był niby starszy brat – ciepły, troskliwy, ale potrafiący utrzymać dyscyplinę. To on aktywizował młodzież i sprawiał, że – jak wspomina Weiner w swoim dzienniku – „ich życie w obozie było na swój sposób wyjątkowe”. Autor dziennika dodaje: „Franta ciągle wymyślał nam jakieś zabawy i aktywizował nas; do tego kładł silny nacisk na piłkę nożną” Nie działał jak bezduszny brygadzista czy majster, stworzył raczej silną, zwartą grupę przyjaciół – to pozwoliło chłopcom stworzyć drużynę młodzieżową, nazwaną przez nich Nesharim, co w języku hebrajskim oznacza „Orły”. Franta nie należał do Nesharim. Sam był bramkarzem w zespole Jugendfuersorge, czyli opiekunów młodzieży. To właśnie Maier widoczny jest na jednym z kadrów filmu propagandowego. Kreatywni i zaradni chłopcy w swojej fascynacji poszli jeszcze dalej – zaczęli redagować gazetkę Rim, Rim, Rim! , nazwaną tak od okrzyku motywacyjnego przed meczami i turniejami. Pierwszy numer, napisany na maszynie, ukazał się w sześciu kopiach i dotyczył głównie spraw związanych z futbolem i sylwetkami ulubionych sportowców. Łącznie zachowały się 23 numery czasopisma, a tematyka Rim, Rim, Rim! przestała ograniczać się wyłącznie do sportu. Chłopcy zaczęli poruszać tematy znacznie bardziej uniwersalne, dotyczące życia, sztuki czy osobistych doświadczeń. We wrześniu 1944 Maiera, wraz z chłopcami z pokoju siódmego wysłano do Auschwitz, a Rim, Rim, Rim! przestało się ukazywać. Z grupki przyjaciół przetrwał jedynie starszy brat. Większość sformowanych ekip stanowiły określone grupy robotnicze złożone z więźniów. Kucharze (Köche), elektrycy (Elektriker) czy krawcy czy stanowili trzon całych rozgrywek. Jedną z gwiazd ligi był pomocnik olimpijskiej reprezentacji Czechosłowacji Pavel Mahrer. Jednak skład ligi nierzadko się zmieniał – podobnie jak zasady jej funkcjonowania – dzielono ją na ligę jesienną i wiosenną, a do tego grano o obozowy puchar. Oprócz wyżej wymienionych grup zawodowych istniały także drużyna lekarzy – Aeskulape, grupy skupiające członków organizacji syjonistycznej Blau-Weiß (młodzieżówka), reprezentacje Wiednia, Pragi, Czech czy Moraw. Prawdziwie eklektyczna liga, tworzona przez najrozmaitszych przedstawicieli różnych grup społecznych, profesji czy narodowości. W rozgrywkach uczestniczyli nawet strażnicy getta, tworzący drużynę Gettowache. Co ciekawe, z relacji świadków wynika, że nawet funkcjonariusze SS, mimo pozorów, jakie mieli zachowywać, gorąco kibicowali i wrzeszczeli podczas meczów. Wyniki w meczach pomiędzy drużynami były więcej niż hokejowe: 14:2, 9:1 czy 2:8 stanowiły rutynę. W jednym ze spotkań pomiędzy Kucharzami a SC Linden padł wynik 19:2! W jesiennych rozgrywkach w 1943 sam Hagibor Theresienstadt (nota bene ostatni w ligowej tabeli) w jedenastu meczach stracił łącznie 77 goli, a ekipa kucharzy przez tyle samo spotkań zdobyła 82 bramki. U kierownictwa getta można było ubiegać się o specjalne stroje dla swojej drużyny. Zwykle grano w systemie 6+1 a połowa spotkania trwała 35 lub 30 minut. Boisko (oczywiście bez murawy) o wymiarach 45 na 75 metrów znajdowało się na dziedzińcu na terenie koszar. Widzowie w czasie spotkania siedzieli na ławkach ustawionych wokół boiska. Wielu ściskało się w okropnej ciżbie w oknach i murach koszar, byleby tylko obejrzeć mecz. „Graliśmy w niedzielę po południu, oglądało nas 3500 osób, byliśmy prawdziwymi idolami” – wspominał Jirka Taussig – Tesar, bramkarz młodzieżowej reprezentacji Czechosłowacji , który także przebywał w Terezinie. Świadectwo Tesara to bardzo mocny dowód na ogromne zainteresowanie obozowej społeczności futbolem – jedną z możliwości zapomnienia o beznadziejnym położeniu. „Kiedy tam trafiłem, wiele drużyn walczyło o mnie jakbym był częścią przetargu, ale zdecydowałem że dołączę do Kleiderkammer (odzieżówki). Miałem dzięki temu gdzie zanocować i pracować – a to na pewno pomogło mi przetrwać w getcie” – tu znów Tesar.

Do twierdzy na północno-zachodnim krańcu Czech przewieziono łącznie około 140-150 tysięcy Żydów, z czego co najmniej 15 tysięcy stanowiły dzieci. Różne są informacje na temat ofiar – liczba zmarłych na skutek fatalnych warunków waha się od 30 do 60 tysięcy. Do obozów śmierci (Auschwitz-Birkenau, Mały Trościeniec) wysłano co najmniej 80 tysięcy osób. Mimo zręcznych działań hitlerowskiej propagandy, nikt nie miał wątpliwości. „W Theresienstadt dostawałeś wszystko, o co tylko poprosiłeś, ale cała tragedia polegała na tym, że to była jedynie przykrywka i ludzie nie przestawali ginąć” mówił Franta po latach. Franta Maier po wojnie zmienił zapis imienia na amerykańskie „Francis” i wyjechał do Stanów. Zmarł w listopadzie ubiegłego roku. George, czyli Jiri Tesar nie żyje już od czterech lat. Czy piłka nożna potrafiła całkowicie wyzwolić z doświadczania okrucieństwa? Czy nadchodzący mecz czy zwycięstwo dawały cień szansy na przeżycie? Oczywiście że nie – Maier wspominał, zastrzelenie fotografa podczas meczu pomiędzy reprezentacjami Czech i Moraw. Dlaczego go zastrzelono? Ot tak, po prostu.

Historia Franty i jego kilkudziesięciu podopiecznych to opowieść o sile, nadziei i pragnieniu przetrwania i – co chyba najważniejsze – o niewątpliwym braterstwie, którego spoiwem był futbol w najbardziej pierwotnej postaci; nie ten współczesny, tak dobrze nam znany, oparty na rywalizacji i wyścigu – futbol w Theresienstadt stanowił czystą rozrywkę i dawał radość. Nie był wyścigiem. Był ucieczką.


0

Jeśli mamy zespół do zdobywania trofeów, jak mówi Xavi, to tylko i wyłącznie do zdobycia Pucharu Króla, oczywiście na tą chwile bo po okienku zimowym sytuacja może się zmienić(mam tu na myśli walke o mistrzostwa La Liga). Natomiast nawet po okienku zimowym i nawet gdybyśmy awansowali do fazy pucharowej Champions League, to absolutnie nie mamy czego szukać w tych rozgrywkach w tym sezonie.

10

Początki Wielkiego Widzewa:

19 października 1977 r. Widzew Łódź przegrał na stadionie ŁKS-u z PSV Eidhoven 3:5 w 1/16 Pucharu UEFA. Był to jeden z najbardziej widowiskowych meczów pucharowych Widzewa, który po wyeliminowaniu w pierwszej rundzie Manchesteru City trafił ponownie na słynnego i utytułowanego rywala, który w tamtym czasie zaliczał się do najlepszych drużyn Europy, a w składzie PSV grali między innymi bramkarz J. Van Beveren czy zawodnicy późniejszego wicemistrza Świata Holandii z Mundialu w Argentynie, w 1978 r. jak Ernie Brands, Jan Poortvliet czy bracia Rene i Willy Van der Kerkhof. Fakt wyeliminowania Manchesteru City spowodował, że zainteresowanie tym meczem było olbrzymie a dodatkowo prasa umiejętnie podgrzewała atmosferę, toteż na mecz ten trzeba było się wybrać z wyprzedzeniem, by zająć jakieś dobre miejsce do obejrzenia tego widowiska i nie tracić nerwów przy wchodzeniu na stadion. Tak jak w meczu z MC dominował tłum ludzi ubranych na szaro, niewielu posiadało barwy czy flagi, natomiast to, co różniło to spotkanie od meczu z MC to niesamowite emocje spowodowane zmieniającym się wynikiem. Prowadziliśmy w 16 min. 1:0 po strzale Rozborskiego by potem przegrywać 1:3, a następnie znów doprowadziliśmy za sprawą Kowenickiego w 65 min. do stanu 2:3 by ponownie stracić dwa gole na 2:5. Gdy Boniek strzelił w 79 min. gola na 3:5 to atmosfera przypominała „kocioł z wrzącą wodą”. To były piękne chwile a warto podkreślić, że w pomeczowych wypowiedziach dziennikarze holenderscy nie mogli sobie przypomnieć kiedy PSV stracił tyle bramek w jednym meczu. Apetyty na sukces przed spotkaniem były bardzo rozbudzone, ale mimo porażki ludzie wychodzili z tego spotkania z wypiekami na twarzy, bo adrenalina spowodowana emocjami była ogromna, a mecz stał na wysokim poziomie. Przed i po meczu nie było (tak jak w przypadku meczu z MC) atmosfery jakiegoś zagrożenia i ludzie w spokoju rozchodzili się do domów. Z Holandii na ten mecz przyjechało do Łodzi kilkudziesięciu oficjeli i tylko oni kibicowali swojej drużynie. Ten mecz stał się (tak jak w przypadku meczu z MC) podwaliną do uzyskiwania coraz większej popularności przez Widzew, a niewątpliwą zasługą dla tego była gra piłkarzy. Warto przytoczyć ich nazwiska – S. Burzyński (bramkarz), Z. Kostrzewiński, W. Surlit, W. Chodakowski, Z. Boniek, H. Dawid, P. Zawadzki, P. Janas (nie mógł wystąpić w meczu rewanżowym, bowiem nabawił się kontuzji w spotkaniu ligowym z Szombierkami Bytom), A. Grębosz, T. Błachno, Z. Rozborski, M. Tłokiński, A. Pyrdoł, T. Gapiński, A. Możejko, R. Kowenicki.

@NaFazieHitman
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi

13

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

19 października 1999 r. FC Barcelona pokonała na Wembley Arsenal 2:4 w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Wobec niezliczonych zapytań o bilety Arsenal przeniósł mecz Ligi Mistrzów na słynny Wembley. Blaugrana dość niespodziewanie pokonała Kanonierów przerywając trwający 39 lat okres bez zwycięstwa na wyjeździe z drużyną angielską. Jednym z bohaterów był bramkarz Arnau, który zastąpił Hespa. Prasa o tej zmianie wiedziała od dawna ale van Gaal obsesyjnie bojący się wycieków z szatni, ogłosił to oficjalnie dopiero na odprawie przedmeczowej. Kibice Barçy siedzieli na dokładnie tych samych miejscach co w 1992 r., gdy Duma Katalonii po raz pierwszy w swojej historii sięgnęła po Puchar Europy Mistrzów Klubowych właśnie na Wembley.

@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

14

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 października 1914 r. w Załężu urodził się Ewald Dytko, pomocnik. Dorastał w Załężu, gdzie w miejscowym Naprzodzie zaczął pierwsze piłkarskie treningi. Miał tam zostać wyrzucony z drużyny po pierwszym meczu młodzików, ale nie jest to pewna informacja. W 1930 r. został zawodnikiem katowickiego Dębu, w którym grał aż do wybuchu wojny. Kiedy odbywał służbę wojskową w Tarnowie, to w 1937 r. zaliczył kilka występów w barwach miejscowego TS Mościska. Już jako 14-latek musiał podjąć pracę w hucie, a w wieku 16 lat w kopalni. Swoimi występami w barwach Dębu tak zaimponował Józefowi Kałuży, że mimo iż grał na zapleczu ekstraklasy, to ten powołał Ewalda na mecz z Jugosławią 18 sierpnia 1935 r. W tym samym sezonie wywalczył z kolegami awans do elity. W rozgrywkach 1936 r. był czołową postacią zespołu. To wokół niego organizowano grę i na nim opierała się siła drużyny. Robił wrażenie opanowaniem piłki, odpowiedzialnością i pracowitością. Miał niesamowitą wydolność. Był ważną częścią reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie. Trenerzy powierzali mu rolę zawodnika do zadań specjalnych i „plastra” dla rywali. Kiedy trzeba było ograniczyć walory któregoś z czołowych zawodników przeciwnika, Dytko spisywał się w tej roli bardzo dobrze. Był chyba pierwszym polskim piłkarzem, którego dzisiaj byśmy określili jako tego od czarnej roboty. Nie był finezyjny ani błyskotliwy, ale za to niezwykle pożyteczny dla drużyny. Jego klasę doceniano też za granicą. Miał propozycje z klubów angielskich, brazylijskich i francuskich. Wystąpił też w meczu z Brazylią w Strasbourgu na mistrzostwach świata w 1938 r. Ostatni mecz w kadrze zagrał tuż przed wybuchem wojny z Węgrami w Warszawie. Ambicja, ofiarność, pasja walki i skuteczność interwencji przysporzyła mu wielu sympatyków. Podczas okupacji został włączony do klubu 1. FC Katowice, a jako żołnierz Wehrmachtu występował w zespole TuS Neuendorf koło Koblencji. Po powrocie do kraju został zmuszony przez bezpiekę do podpisania zgłoszenia do WMKS Katowice. Później przez pięć lat był zawodnikiem Baildonu Katowice. W 1950 r. związał się z Iskrą Pszczyna i w tym samym roku zakończył karierę. Zajął się pracą szkoleniową. Trenował m.in. Ruch Radzionków, CKS Czeladź, Baildon czy Górnika Sośnicę, gdzie pod jego okiem rozwijał się talent Florenskiego.

@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Symson
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi

11

FC Barcelona w Lidze Mistrzów:

18 października 2000 r. Rivaldo ustrzelił hattricka na San Siro. FC Barcelona przyjechała do Mediolanu z nożem na gardle. Po porażkach w Stambule z Besiktasem i u siebie z Milanem, musiała wygrać aby być w dobrej sytuacji wyjściowej do awansu z grupy Ligi Mistrzów. Rivaldo szybko strzelił gola ale utrata przytomności Petita po zderzeniu z Cocu rozbiła zespół. W efekcie Milan strzelił 3 gole w przeciągu 20 minut, przedzielone jedynie drugim golem Rivaldo. W drugiej połowie Brazylijczyk dorzucił trzeciego gola, jednak było to za mało do zwycięstwa. Hattrick Rivaldo był pierwszym na wyjeździe w historii Blaugrany w Lidze Mistrzów(gdyż w Pucharze Europy 4 gole strzelił znakomity Sandor Kocsis przeciwko Wolverhampton w 1960 r.). Po meczu prasa pisała że ,,Bóg założył koszulkę z numerem 10”. Suma summarum Duma Katalonii odpadła z Ligi Mistrzów po fazie grupowej, lecz 3 miejsce w grupie dało jej automatycznie prawo gry w pucharze UEFA, gdzie dotarła do półfinału ulegając w nim Liverpoolowi FC.

@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi

17

Sensacja na Wembley:

17 października 1973 r. reprezentacja Polski zremisowała z Anglią 1-1 na stadionie Wembley, dzięki czemu awansowała na mundial. W grupie eliminacyjnej MŚ 1974 Polska wyprzedziła Anglię i Walię. Na mistrzostwach świata w 1974 roku "Biało-Czerwoni" wywalczyli trzecie miejsce. O wyniku, który uznano za sensację, pisano wówczas "zwycięski remis". Był to dzień klęski angielskiego futbolu i wielki dzień Jana Tomaszewskiego. Polski bramkarz obronił 35 strzałów. Gdy grano hymny państwowe, modliłem się przed meczem, by nie było pogromu. Oni byli wtedy jednym z najlepszych zespołów świata. Trzy tygodnie wcześniej rozbili Austriaków 7-0! a my byliśmy drużyną tej samej klasy, co pokonani. Nie było więc kwestii, kto wygra, tylko ile goli strzelą nam rywale. Można powiedzieć, że pojechaliśmy tam w roli brzydkiego kaczątka a wróciliśmy jako piękny łabędź" - wspominał Tomaszewski. Przed meczem Brian Clough nazwał Tomaszewskiego "klaunem w rękawicach", ale po jego zakończeniu do dziś dzień Tomaszewski jest znany jako "Człowiek, który zatrzymał Anglię". Do historii przeszła także akcja bramkowa - w 57. minucie Jan Domarski oddał płaski, silny strzał, przepuszczony pod brzuchem przez Petera Shiltona. Z rzutu karnego w 63. minucie wyrównał na 1-1 Allan Clarke. Trener Górski nie słyszał końcowego gwizdka belgijskiego sędziego Vitala Loraux. Na pięć minut przed końcem meczu, nerwowo nie wytrzymując napięcia, opuścił ławkę rezerwowych i poszedł do szatni." To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nie bardzo pamiętam, co mówiłem piłkarzom, a także, jakich odpowiedzi udzielałem dziennikarzom. Uspokoiłem się dopiero po dobrych 30 minutach, kiedy ponownie wyszliśmy, całą gromadą, na tak dla nas szczęśliwą murawę, aby odpowiadać na pytania, które zadawał nam redaktor Jan Ciszewski" - napisał po wielu latach w swojej książce Kazimierz Górski.

@patataj
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Sensible

8

Barça w europejskich pucharach:

17 października 1975 r. UEFA przyznała FC Barcelonie walkowera za mecz z Lazio w ramach II rundy Pucharu UEFA. Z uwagi na protesty całej Europy wobec ponad 40-letniego reżimu generała Franco, Lazio ,,postanowiło nie zagrać w Rzymie z Blaugraną wobec gróźb ze strony ekstremistów prawicowych, jak i lewicowych”. Zawodnicy Lazio chcieli grać, klub był nawet gotowy wystąpić na neutralnym terenie w Szwajcarii ale w końcu pojedynek został odwołany i ogłoszono zwycięstwo Barçy 0:3. Wobec grożących drużynie włoskiej konsekwencji związanych z ewentualnym odwołaniem meczu w Barcelonie, Lazio postanowiło iż zagra w rewanżu ale ustalono że gole ,,strzelone” przez Blaugrane na wyjeździe nie będą się liczyły podwójnie. Nie miało to jednak znaczenia gdyż Duma Katalonii pewnie wygrała 4:0 po golach Sotila, Neeskensa, Cruijffa i Fortesa.


@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

12

Piłkarze zatarci w historii:

16 października 1905 r. urodził się Lee Wai Tong. Praktycznie jednogłośnie uważany za największego piłkarza w historii Chin. Na świat przyszedł w Hongkongu i z tego tytułu nazywano go czasem Li Huitang. Najlepszy napastnik swojego kraju w latach 20., 30. i 40. Niemal całą swoją karierę spędził w południowochińskim klubie South China AA. To dzięki niemu ten klub uzyskał miano najbardziej utytułowanego w Hongkongu. W 1936 roku wraz z kadrą narodową wystąpił na Igrzyskach w Berlinie. Przyciągnął uwagę takich zespołów jak Arsenal czy Red Star. Żaden klub jednak nie był w stanie spełnić jego oczekiwań. W 1976 roku jeden z niemieckich magazynów przystąpił do stworzenia najlepszych piłkarzy wszech czasów. Lee znalazł się w najlepszej piątce obok takich tuzów jak: Pele, Puskas, Di Stefano i Stanley Matthews. Lee Wai Tong odznacza się również niesamowitym rekordem strzeleckim. W czasie trwania kariery (1923-1947) zdobył łącznie 1260 goli! Co ciekawe, inne źródła podają, że w swoim dorobku ma on blisko 2000 goli. „Król Azji” w swoim dorobku zgromadził około 50 tytułów i ponad 120 medali. W 1966 roku został wiceprezydentem Azjatyckiego Związku Piłki Nożnej. Poprowadził reprezentację do debiutu na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie a także został odznaczony przez Elżbietę II orderem za pomoc w organizacji angielskiego mundialu w 1966 roku. Zmarł 4 lutego 1979 roku.

@Lionel_Messi10
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi

0

@Pawel13sz Żądam wyjaśnień z tej ,,chińszczyzny"

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

16 października 1912 r. w Rudzie Śląskiej urodził się Edmund Giemsa. Pierwszym jego klubem był Naprzód Ruda. Jako młody chłopak został zawieszony za znieważenie sędziego na siedem tygodni, a później dodatkowo ukarano go trzytygodniowym wykluczeniem za niepodporządkowanie się poleceniom związku. Zaczynał jako napastnik i szybko zwrócił na siebie uwagę Ruchu. W Wielkich Hajdukach zaczął grać od 1932 r. Występy na boisku musiał łączyć z pracą ale jako fryzjer miał problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Wkrótce jednak został pracownikiem Huty Batory, gdzie był maszynistą hutniczym. Na premierowe trafienie w lidze musiał czekać do 1933 r., ale za to od razu ustrzelił hat-tricka. Dwa z tych goli padły w odstępie kilkudziesięciu sekund. W całym sezonie zdobył 15 bramek i walnie przyczynił się do pierwszego w dziejach klubu mistrzowskiego tytułu. Był bardzo ważnym ogniwem znakomitej drużyny z lat 30-tych. Z Ruchem pięciokrotnie sięgał po prymat w kraju (1933, 1934, 1935, 1936, 1938). W 1936 r. zaczął być częściej ustawiany na pozycji obrońcy i w tej roli grał aż do wybuchu wojny. 4 czerwca 1933 r. zaliczył premierowy występ w reprezentacji w przegranym 0:1 meczu z Belgią w Warszawie. Wszedł na boisku w 32. minucie, zmieniając Michała Matyasa. Nie zadomowił się jednak w kadrze na stałe. Zabrakło go na igrzyskach w Berlinie, choć był w szerokiej kadrze, a nawet w imieniu śląskich sportowców składał olimpijską przysięgę. Na mistrzostwach świata we Francji był tylko rezerwowym, ale w trakcie meczu odegrał szczególną rolę. Sprawozdawca polskiego radia Michał Frank komentował mecz z dachu stadionu, a kiedy zaczął padać deszcz, to Giemsa trzymał nad nim parasol. Ostatni raz wystąpił w reprezentacji w meczu z Węgrami na krótko przed wybuchem wojny. Podczas okupacji grywał w klubach niemieckich. Jako fryzjer zawsze miał przy sobie brzytwę. Gerard Cieślik wspominał, że przed jednym z meczów pociął niemieckie flagi ze swastykami, czym doprowadził Niemców do szału. Później został wcielony do Wehrmachtu, ale udało mu się uciec do partyzantki francuskiej, a potem dostał się do II korpusu generała Andersa we Włoszech. Po wojnie pozostał na Zachodzie i nigdy nie odwiedził kraju. Zmarł 30 września 1994 r. w Chinnor w Anglii. W Reprezentacji rozegrał 9 meczów.

@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB

1

@pomi11 Obyś miał racje, bo ja bardzo lubie Xaviego i czekam z niecierpliwością na jakiś ,,nasz" wspólny sukces.

3

Po drugim golu dla Realu modliłem się żeby nie wsadzili nam Manity! Gol na 2:1 to przebłysk geniuszu Fatiego i to wszystko na co było nas stać. W naszej drużynie w zasadzie jest niemoc na każdej płaszczyźnie i chyba tylko zmiana trenera mogłaby coś pchnąć do przodu. Pisałem już w tamtym roku że taki Dembele, Ferran Torres a zwłaszcza Sergi Roberto to się nadają ale na Segunda Division. Żałuje że Xavi tego nie dostrzega.

0

No jeśli my takim składem wygramy na Santiago Bernabeu, to dopiero będzie prawdziwy cud a nie ten przekręt z PSG...

7

Grande Espectacolo El Clasico po raz 275 w historii.
Ku pokrzepieniu serc:

,,Tworzymy drużynę niezależnie od tego, czy zwyciężamy, czy przegrywamy. Musimy tak podchodzić do naszej pracy, ponieważ gdy duch zespołu gdzieś ulatuje, wygrywanie staje się niemożliwe.”- Carles Puyol. Po lutowej porażce 0:3 na Santiago Bernabeu, 21 października 2000 roku na Camp Nou piłkarze Barçy byli głodni rewanżu nad odwiecznym wrogiem. Inicjatywa od samego początku należała do gospodarzy. Po wznowieniu gry, która została przerwana z uwagi na zbyt agresywne zachowanie kibiców w stosunku do Luisa Figo, w 26 minucie piłkarzom Blaugrany wreszcie udało się przeprowadzić skuteczną akcje. Po dośrodkowaniu Xaviego z rzutu wolnego Luis Enrique z łatwością pokonała Casillasa. Królewscy próbowali odrobić straty ale w starciu z utrzymującymi fantastyczną forme bordowo-granatowymi nie mieli szans. Swoją bezdyskusyjną przewagę Duma Katalonii udokumentowała na trochę więcej niż 10 minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Simao Sabrosa dobił strzał Alfonso, ustalając tym samym wynik meczu na 2:0 dla Barçy. Carles Puyol niewiele ponad rok od debiutu w pierwszym zespole okazał się jednym z ojców zwycięstwa swojej drużyny. To właśnie ,,Puyi” powstrzymał nowego gwiazdora Blancos, Luisa Figo, tylko raz pozwalając mu na stworzenie zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Dutruela. Carles był niczym cień Portugalczyka, który ku rozwścieczeniu fanów w letnim okienku transferowym bordowo-granatowy trykot zamienił na biały.

W opinii ekspertów październikowy Klasyk był najlepszym od tamtej pory występem Tarzana w koszulce Blaugrany. Po potyczce z Madrytem ,,Mundo Deportiwo” donosiło: ,,Uradowani”. Prasa nie szczędziła pochwał pod adresem ,,Puyiego”: ,,Przyjęcie Figo przez Camp Nou przeszło najśmielsze oczekiwania. Portugalczyk był wygwizdywany i obrażany przez kibiców od chwili opuszczenia hotelu aż do wylotu do stolicy. Luis znajdował się tego dnia pod olbrzymią presją ale na jego gre ogromny wpływ miała postawa Carlesa Puyola, który był jego cieniem i w ten sposób utrudniał mu gre. Puyol poruszał się po murawie maksymalnie skoncentrowany i prawie za każdym razem odbierał Figo piłke. Portugalczyk tylko raz uwolnił się z pod jego opieki i sprawił że cały stadion na moment zamarł. Gdy Katalończyk zabierał futbolówkę zawodnikowi Blancos, fani zgromadzeni na trybunach wpadli w euforie i skandując, życzyli Figo śmierci”. ,,Puyi” tak oto odniósł się do wszelkich komentarzy: ,,Wolę, kiedy ocenia się wysiłek całego zespołu. Co prawda to ja byłem odpowiedzialny za pilnowanie Fogo, jednak bez pomocy kolegów o wiele trudniej byłoby go zatrzymać. Poza tym cała widownia była za mną i przeciwko niemu. Mnie to bardzo pomogło ale nie wiem , czy na niego miało niekorzystny wpływ. Luis prezentował się znakomicie, najlepiej z całej drużyny Realu. Po raz kolejny udowodnił że jest wybitnym zawodnikiem, doskonale panował nad piłką, choć był wygwizdywany i obrażany przez publiczność. Starałem się trzymać blisko niego i interweniować, kiedy tylko otrzymał futbolówkę. Walczyliśmy jednak całkowicie fair, nie było żadnych obelg, przekleństw czy chamskich fauli. Po zakończeniu meczu pożegnaliśmy się i życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego. Mam do Figo wielki szacunek i w mojej opinii to jeden z najlepszych piłkarzy na świecie. Przykro mi że gra dla Blancos ale w tej chwili nie da się już z tym nic zrobić.” Dodał również: ,,Jeśli zostawisz Luisowi trochę miejsca, to jesteś na straconej pozycji, ponieważ on jest geniuszem w pojedynkach jeden na jednego. Trzeba go naciskać, kiedy tylko dostanie piłke, w przeciwnym wypadku już po tobie.” Oprócz Puyola wspaniałą partie tego jesiennego wieczoru rozegrał inny młody wychowanek katalońskiego klubu- Xavi Hernandez. Media nie mogły się nachwalić obu młodzieńców, ogłaszając ich niemal zbawcami Barcelony.

@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

7

@FCBparasiempre 16 października 1945 r. urodził się Władysław Grotyński, bramkarz. Bronił w pierwszych meczach reprezentacji Polski Kazimierza Górskiego i byłby w niej dłużej, lecz głośna afera przemytnicza zrujnowała mu karierę. Charakter lekkoducha sprowadził Grotyńskiego na manowce. Najpierw siedział w areszcie w Warszawie, potem przeniesiono go do zakładu karnego w Krzywańcu. Stamtąd trafił do Wojkowic, blisko Sosnowca i podobno nie był to przypadek bo wielką ochote na zatrudnienie Grotyńskiego w swojej drużynie mieli szefowie Zagłębia. W zabiegach o dawnegp bramkarza Legii szło im o tyle łatwiej że fanem sosnowickiego klubu był Edward Gierek, najważniejsza osoba w państwie. Wystarczyło na takiego patrona się powołać aby najtrudniejsze sprawy zmierzały do szczęśliwego finału. Klub był w tarapatach bo zajmował ostatnie miejsce w ekstraklasie i potrzebował solidnego bramkarza. Plotkowano że Grotyński początkowo przyjeżdżał na treningi z zakładu karnego w ramach przepustki. ,,Fajna legenda, tyle że nieprawdziwa. Grotyński skończył odsiadke i został bramkarzem naszego klubu. Zamieszkał w Milowicach, niedaleko hali sportowej, gdzie swoje mecze grali siatkarze Płomienia. No i oczywiście siatkarki. Ta uwaga ma znaczenie bo Władek lubił się bawić, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet.”- wspomina uśmiechając się Krzysztof Smulski, który w latach 70-tych związany był z Zagłębiem. Do więzienia Grotyński miał trafić aż na 4 lata ale wyszedł wcześniej, po ponad dwóch. W niczym nie zmienia to faktu że jego powrót do Legii a tym bardziej do reprezentacji Polski, był wykluczony. Miał czego żałować bo gdy trenerem kadry został Górski, właśnie w nim widział podstawowego bramkarza Biało-Czerwonych. Zagrał w pierwszym meczu nowego selekcjonera ze Szwajcarią i choć potem zawalił przy straconym golu z Albanią, mógłby liczyć na kolejne powołania. W Legii zastąpił go Jan Tomaszewski a potem Piotr Mowlik, natomiast w kadrze narodowej na igrzyskach w Monachium swoją karierę złotym medalem kończył Hubert Kostka. Wyjście na wolność i możliwość gry w Zagłębiu Sosnowiec dla Grotyńskiego były jak rzucenie koła ratunkowego na wzburzone fale. 29-letni bramkarz doskonale wywiązał się ze swojej najlepszej roli. O ile w rundzie jesiennej sezonu 1973/74 sosnowiczanie w 15 meczach stracili 22 gole, o tyle w rundzie rewanżowej nowy bramkarz piłke z siatki wyciągał tylko 9 razy. ,,Był dusza towarzystwa. Dobrze się ubierał i pokazywał ze znanymi ludźmi, co imponowało kolegom z Zagłębia. Często go można było spotkać w Varietes Centrum, najmodniejszym wtedy miejscu w Katowicach ale oczywiście nie tylko tam bo do Warszawy też chętnie zaglądał. Bohdan Łazuka, Wojciech Gąsowski, Helena Majdaniec, Iga Cembrzyńska, Violetta Villas… Wymieniam tylko kilka nazwisk żeby pokazać w jak zacnym towarzystwie się obracał.”- objaśnia Smulski. W Zagłębiu Grotyński występował tylko półtora roku. Ostatni raz… w meczu z Legią przy Łazienkowskiej, w którym zachował czyste konto. ,,Miał 30 lat, to jeszcze nie był wiek emeryta ale uznano że pora na rozstanie. Jednym z powodów był jego zły wpływ na młodych chłopaków z drużyny.”- przyznaje Smulski. Grotyński starał się o wyjazd do USA, gdzie była szansa na angaż w Cosmosie Nowy York ale nie dostał zgody od władzy na amerykańską wycieczke bo stare grzechy wciąż się za nim ciągnęły. Kariere kończył więc w Mazurze Karczew, czyli tam gdzie zaczynał, zanim trafił do Legii. Jako 18-letni bramkarz był w drużynie, która osiągnęła największy sukces w historii karczewskiego futbolu, docierając do 1/8 Pucharu Polski. Czwartoligowcy pokonali wtedy Ruch Chorzów 1:0 i w walce o ćwierćfinał przegrali z Legią 0:5. Mimo pięciu puszczonych bramek młody Grotyński w drużynie gospodarzy był najlepszy! Wpadł w oko Legii i przenosiny na Łazienkowską były już tylko kwestią czasu. Chociaż z Legią w pamiętnym 1971 r. rozstał się w okolicznościach raptownych i nieprzyjemnych, dla kibiców tego klubu jest ważnym symbolem wielkiej drużyny z czasów, gdy należała do ścisłej europejskiej czołówki. W życiu radził sobie jednak znacznie gorzej niż na boisku. ,,Po zakończeniu kariery coraz bardziej wsiąkał w złe warszawskie towarzystwo. Skłonność do zabawy i alkoholu niszczyła jego organizm. Wyglądał coraz gorzej i czuł się coraz gorzej ale nikt nie był w stanie mu pomóc.”- twierdzi Smulski, który jeszcze przez wiele lat miał z nim kontakt. Władysław Grotyński zmarł na serce w czerwcu 2002 roku, w czasie finałów mistrzostw świata, nie dożywszy nawet 57 lat.

6

12

Pamiętamy:


16 października 1986 r. zmarł Sandro Puppo, jedyny włoski trener w historii FC Barcelony. Zasłynął z tego że za jego rocznej kadencji zadebiutował jedyny Hiszpan ze Złotą Piłką France Football- Luis Suarez. Gustavo Biosca, ówczesny piłkarz Barçy, w wywiadzie z 1988 r. wspominał niecodzienny warsztat włoskiego szkoleniowca: ,,Pamiętam bardzo dobrze jak Luis Suarez przyszedł do drużyny w wieku zaledwie 18 lat. Był bardzo dziecinnym Galicyjczykiem, który zaistniał pod rządami Sandro Puppo, bardzo nietypowego trenera. Kazał nam się boksować w czasie treningów aby zachować ,,formę”. Luisowi się to nie spodobało, ważył nie wiele, więc jeżeli dobrze byśmy nim potrząsnęli to skończylibyśmy jego karierę. Tak, tak Puppo kazał nam nosić rękawice a w oczach Luisito pojawiały się łzy.” Joan Segarra był jednym z tych piłkarzy, którzy krzyżowali rękawice z Suarezem: ,,Puppo chciał żeby Luis bił się z Goicoleą, ogromnym Baskiem i ich walka wyglądała jak pomiędzy bokserem wagi półciężkiej i wagi lekkiej. Luis mówił: Ja nie chce walczyć! Był niesamowitym piłkarzem ale jako bokser nie był już taki dobry”. Puppo jako piłkarz zdobył w 1936 r. Mistrzostwo Olimpijskie w Berlinie z drużyną Włoch ale był jedynie rezerwowym. W czasie wykonywania zawodu trenera był wśród pionierów stosowania obrony strefowej w polu karnym.


@Lionel_Messi10
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj

1

Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jedynie... zdradziecki sznur!

11

@FCBparasiempre The Beatles

Absolutna legenda. Powiedzieć, że to jeden z największych zespołów w historii, to jakby nie powiedzieć nic. Źródło inspiracji dla późniejszych twórców. Bez Beatlesów muzyka nie byłaby taka sama. Żaden zespół muzyczny nie zapisał się tak mocno w powszechnej świadomości, nie wywalczył sobie tak istotnego miejsca w światowej popkulturze. Popularnością, którą zyskali John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr mogą poszczycić się tylko najwięksi piłkarze, jak Pele, Maradona czy Messi. Ten wielki muzyczny kwartet założony został w Liverpoolu, mieście mocno kojarzącym się z futbolem. To z tej miejscowości pochodzą dwa duże kluby – sześciokrotny zdobywca Pucharu Europy, Liverpool FC oraz mniejszy, ale mający duże znaczenie dla angielskiego piłkarstwa Everton, jeden z tych klubów, które zakładały ligę angielską w 1888 roku. Czy John, Paul, George lub Ringo kibicowali któremuś z tych klubów? Trudno znaleźć jakiekolwiek dowody, które miałyby na to wskazywać. Żaden z muzyków nie identyfikował się ani z „The Reds” ani też z „The Toffees”. Nie wiemy w jakim stopniu interesowali się piłką nożną. Podobno McCartney widziany był na trybunach podczas finału Pucharu Anglii w 1968 roku, kiedy Everton rywalizował z West Bromem. Wybitny gitarzysta tak mówił o swoim podejściu do kibicowania na antenie Radia Merseyside: ,,Deal jest taki: mój ojciec urodził się w dzielnicy Everton, więc moja rodzina jest oficjalnie „Evertonians”. Jeśli Liverpool i Everton spotkają się kiedyś w finale FA Cup, lub gdy rozgrywane są derby, to trzymam kciuki za Everton. Jednak kiedy graliśmy koncert na Wembley, to zaprzyjaźniłem się z Kennym Dalglishem. Pomyślałem sobie wtedy, że będę wspierał obydwie drużyny. Nie obchodzą mnie te katolicko-protestanckie zaszłości. Gdybym jednak miał wybierać, to wybieram Everton”. Ringo Starr kojarzony był z klubem spoza Liverpoolu, konkretnie z Arsenalem. Wszystko dlatego, że jego ojczym pochodził z Londynu i zabierał przyszłego perkusistę na mecze przyjeżdzających na Anfield i Goodison „Kanonierów”. Synowie Starra zostali jednak fanami „The Reds”. Gdy w 1967 roku argentyński Racing de Avellaneda pokonał Celtic, John Lennon podobno ucieszył się z porażki szkockiej drużyny. Tak przynajmniej miał wspomnieć w jednym z wywiadów. Faktem natomiast jest telegram, który Beatlesi wysłali dwa lata wcześniej do Billa Shankly’ego, trenera Liverpoolu, przed meczem o Puchar Anglii z Leeds United. Zapewnili, że będą oglądać mecz w telewizji i życzyli powodzenia. Trofeum trafiło do piłkarzy „The Reds”. Piłkarskie akcenty pojawiały się czasem w twórczości słynnych muzyków. Na okładce solowego albumu Lennona „Walls and bridges” z 1974 roku widzimy rysunek wykonany w dzieciństwie przez artystę, przedstawiający akcję z meczu piłkarskiego. Podobno inspiracją była fotografia z finału Pucharu Anglii w 1952 roku, kiedy Arsenal rywalizował z Newcastle. Na ostatnim albumie The Beatles – „Let It Be” z roku 1970 znalazł się z kolei krótki utwór „Dig It”, w którym wymienione zostało nazwisko Matta Busby’ego, legendarnego trenera Manchesteru United, a wcześniej piłkarza Manchesteru City i Liverpoolu. Największym, najpowszechniejszym skojarzeniem Beatlesów z piłką nożną jest chyba piosenka „Yellow Submarine” z albumu pod tym samym tytułem z roku 1969. Przydomek „Żółta Łódź Podwodna” przylgnął bowiem do Villarealu, hiszpańskiego klubu od dawna liczącego się na międzynarodowej arenie, triumfatora Ligi Europy w 2021 roku. Rafał Gałązka szeroko pisał o piłkarskich związkach zespołu The Beatles z piłką nożną dla portalu Futbolowa Rebelia w tekście „Co łączyło The Beatles z futbolem?”, który polecamy i do którego odsyłamy po więcej informacji.

The Rolling Stones

Nikomu nie trzeba przedstawiać także innego muzycznego giganta w Wysp Brytyjskich – zespołu The Rolling Stones. Grupa narodziła się na początku lat 60. W pierwszym okresie działalności zespół wykonywał kompozycje zaczerpnięte z repertuaru innych artystów, głównie bluesowych i rhythmandbluesowych. Od roku 1965 w ich twórczości zaczęły dominować dzieła tworzone przez Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Wówczas kariera założonego w Londynie kwintetu zaczęła nabierać rozpędu. W końcu podbili świat, między innymi utworem „I Can’t Get No/Satisfaction”, który stał się jednym z hymnów rockowego pokolenia. Wokalista grupy, wspomniany Mick Jagger, w przeciwieństwie do muzyków The Beatles, otwarcie przyznaje się do bycia piłkarskim kibicem. Kiedy w 2018 roku na rosyjskich boiskach odbywały się finały mistrzostw świata, Stonesi zaplanowali trasę koncertową w taki sposób, by ich występy nie kolidowały z meczami reprezentacji Anglii. Gazeta „Daily Mirror” cytowała osobę blisko związaną z zespołem: ,,Gdy tylko zaczęli planować trasę, pierwszą rzeczą, o jakiej pomyśleli, była piłka nożna. Wszyscy ją uwielbiają, a w szczególności Mick. Upierał się, żeby dni wolne zbiegły się w czasie z meczami Anglików”. Jagger oglądał z trybun bodaj najsłynniejszy mecz tamtego mundialu. Pojawił się w Belo Horizonte na półfinale, w którym Brazylia przegrała z Niemcami aż 1:7. Była to najbardziej przykra porażka w dziejach brazylijskiego futbolu, obok przegranego spotkania z Urugwajem w ramach rywalizacji o tytuł mistrza świata w 1950 roku na Maracanie. Brazylijscy kibice obwinili nawet wokalistę o to, że… przyniósł ich drużynie pecha. Mick kibicował bowiem ekipie „Canarinhos”. Fani najbardziej utytułowanej reprezentacji w historii mundialu powoływali się na fakt, jakoby zespoły wspierane przez Jaggera szybko odpadały z rozgrywek. Artysta odniósł się nawet do tych oskarżeń, lecz zrobił to w humorystycznym tonie, żartując w rozmowie z gazetą „The Sun”, że może wziąć na siebie odpowiedzialność wyłącznie za pierwszą bramkę. Nawet gdyby Jagger rzeczywiście był winny tamtego niepowodzenia brazylijskich piłkarzy, kibice mający w pamięci wybitne dzieła jego zespołu z pewnością by mu wybaczyli. Żal po piłkarskich porażkach w końcu mija, a wielkie muzyczne utwory pozostają z nami na zawsze.

Pink Floyd

Pora na zespół z nurtu rocka progresywnego. Grupa założona została w 1965 roku w Londynie. Była pionierem w dziedzinie czynienia z koncertów wielkich artystycznych widowisk wykraczających poza muzykę. Członkowie ulubionego zespołu autora tego tekstu byli inspiracją dla wielu wspaniałych artystów na czele z Genesis, Yes czy Davidem Bowie’m. Kilka ich płyt zapisało się nie tylko w muzyce, ale ogólnie w światowej kulturze. Okładki albumów „The Wall”, „The Dark Side of The Moon” czy „Wish You Were Here” znane są także wielu osobom nieinteresującym się muzyką. Pierwsze z wymienionych dzieł zostało nawet zekranizowane przez Alana Parkera. Jeśli chcemy poszukać w twórczości Pink Floyd akcentów piłkarskich, musimy sięgnąć po album „Meddle” z 1971 roku. Znalazł się na nim utwór „Fearless”, w który zostały wplecione głosy kibiców Liverpoolu śpiewających klubowy hymn „You’ll Never Walk Alone” – piosenkę z musicalu Carousel z 1954 roku, wykonywaną później głównie przez zespół Gerry and the Pacemakers, ale też przez takich artystów jak Frank Sinatra czy Elvis Presley. Sam tytuł miał piłkarskie pochodzenie. Słowo „nieustraszony” było bowiem używane w futbolowych kręgach i stanowiło synonim słowa „świetny”. Doszukiwano się w tekście odniesień do Syda Barretta, kolorowego ptaka, członka Pink Floyd do roku 1968. Zarówno on, jak i większość pozostałych muzyków brytyjskiej grupy, nie byli zbyt mocno kojarzeni z piłką nożną. Roger Waters, David Gilmour i Richard Wright nie mieli poważnych związków z tą dyscypliną. Tego samego nie można powiedzieć o Nicku Masonie. Perkusista Floydów uratował przed upadkiem Bolton Wanderers. Kilka lat temu angielski klub popadł w poważne tarapaty. Groziło mu nawet zniknięcia z mapy piłkarskiego świata. Uratowała go grupa Football Ventures, za którą stał właśnie Mason. W 2019 roku klub wykupiony został za 10 milionów funtów. Cieszymy się, że możemy przywrócić ten wspaniały klub piłkarski na właściwe miejsce – napisano w oświadczeniu wydanym przez Football Ventures po wykupieniu Boltonu.

The Cure

W 1953 roku Blackpool FC pokonało Bolton Wanderers i zdobyło Puchar Anglii. Sześć lat później właśnie w Blackpool na świat przyszedł Robert Smith, który w latach 70. założył zespół The Cure. Wspomniane miasto jest największym morskim kurortem Wielkiej Brytanii. Trochę mroczne, jak muzyka opisywanej grupy. Richard Carman tak pisał o nim w biografii Roberta Smitha: Morze ma tu kolor granitu, a brudne fale zmywają dwa razy dziennie zamki z piasku. Blackpool wygląda jak piosenki Morrisey’a: „nadmorskie miasteczko, które zapomnieli zamknąć”. Smith wraz z rodziną wyprowadził się z Blackpool już w wieku trzech lat. Zespół narodził się w Crowley. Nim to nastąpiło, młody Robert był zafascynowany muzyką. Miłością do niej zaraził go starszy brat. Oczarowali go Rolling Stonesi, Jimi Hendrix i, przede wszystkim, David Bowie. Ale muzyka nie była jedyną pasją Smitha. Bliski jego sercu był także futbol. Jako 15-latek, późniejszy wokalista The Cure grał w piłkę na pozycji skrzydłowego w młodzieżowej drużynie Wasps. Podobno wielkiego talentu do sportu nie miał. Kiedy trener z niego zrezygnował, Smith odstawił piłkę i chwycił za gitarę. W tej dziedzinie zaprezentował zdecydowanie większe umiejętności. Opowiadał, że futbol zawsze miał duże znaczenie nie tylko dla niego, ale dla całego zespołu. Dlatego też muzycy The Cure starali się planować trasy koncertowe po turniejach o mistrzostwo świata i Europy. Smith jest kibicem Queens Park Rangers. W młodości bywał na trybunach stadionu Loftus Road. Przyznaje, że to dzięki ojcu i bratu, bowiem oni też trzymali kciuki za drużynę z zachodniego Londynu. Jako artysta Robert Smith rozpalał serca fanów, jego teksty i kompozycje budziły duże emocje. Wraz z kolegami wniósł do muzyki bardzo wiele, stworzył coś wyjątkowego, nietuzinkowego. Zespół odnalazł się w wielu gatunkach, tworzył nową falę, był jednym z pionierów rocka gotyckiego. Słuchając The Cure, nie możemy więc żałować, że Smithowi nie powiodło się w karierze piłkarskiej.

Oasis

Bardzo mocne związki z piłką nożną ma założony w 1991 roku z Manchesterze zespół Oasis. Mało która grupa muzyczna jest tak silnie kojarzona z futbolem. Wszystko za sprawą miłości braci Gallagherów, Liama i Noela, do Manchesteru City. Dzieciństwo mieli trudne. Byli bici przez ojca. Życiowe przeciwności nie przeszkodziły im jednak w pielęgnowaniu uczuć do klubu z niebieskiej części miasta. Już w młodości nawiązywali kontakty z ultrasami „The Citizens”. Później, już jako znani muzycy, często zabierali głos w sprawie swej ukochanej drużyny. Ich wypowiedzi wiele razy były mocne, wyraziste, a nawet niewybredne, ocierające się o wulgarność. Zdarzało się, że atakami Gallagherów padały wielkie postaci angielskiej piłki. Przykładowo o Johnie Terrym, legendarnym obrońcy londyńskiej Chelsea, Noel powiedział w wywiadzie dla Football365, że jest płaczusiem i ma śmieszne oczka. W ogniu krytyki ze strony braci znajdowali się także trenerzy sir Alex Ferguson i Arsene Wenger. Oczywiście tego typu wypowiedzi budziły szacunek wśród kibiców City. W 2012 roku Liam Gallagher pojawił się na trybunach Estadio Santiago Bernabeu podczas meczu Ligi Mistrzów, w którym Manchester City mierzył się z Realem Madryt. Muzyk nie obejrzał jednak meczu do końca, bowiem… został wyrzucony z trybun stadionu w stolicy Hiszpanii. Tak przynajmniej podawał madrycki dziennik „AS”. Brytyjska gazeta „The Sun” pisała, że artysta opuścił dalszą część meczu z własnej woli. Jeśli wierzyć hiszpańskim dziennikarzom, Gallagher zasiadł w sektorze kibiców gospodarzy, krzyczał i obrażał sympatyków „Królewskich”. Był uspokajany przez policję. Oasis cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród kibiców. Także wielu piłkarzy utożsamia się z tym zespołem. Należy do nich choćby słynny napastnik Juventusu i reprezentacji Włoch Alessandro Del Piero, który nawet wystąpił w jednym z teledysków grupy. Wielkim wyrazem uznania dla zespołu ze strony kibiców jest świętowanie sukcesów Manchesteru City poprzez śpiewanie bodaj największego hitu Oasis – „Wonderwall”. Chóralne śpiewy niosą się po trybunach, kiedy „Obywatele” sięgają po krajowe trofea.

Elton John

Urodzony w 1947 roku piosenkarz zasłynął z wielu przebojów od lat płynących z radiowych głośników. Znaczącą kartę zapisał też w świecie piłki nożnej. Od dzieciństwa był kibicem Watford FC. Na tym jednak nie kończy się jego piłkarska działalność. W 1976 roku kupił swój ukochany klub. Watford grał wówczas w czwartej lidze. Artysta pełnił funkcję właściciela klubu do 1987 roku. Dekadę później ponownie kupił jego akcję. W roku 2002 zrezygnował z części akcji i zachował pakiet mniejszościowy. Był w klubie jeszcze przez sześć lat, aż zdecydował się na odejście. Był niezadowolony z sytuacji, jaka wtedy panowała w drużynie. Z Eltonem Johnem u steru Watford FC awansował do pierwszej ligi, w sezonie 1982/1983 zdobył wicemistrzostwo Anglii, a w kolejnym dotarł do finału krajowego pucharu. Nic więc dziwnego, że piosenkarz został uhonorowany. W 2014 roku jego imieniem nazwano trybunę honorową na stadionie Watfordu. Jej otwarcie miało miejsce przed spotkaniem ligowym przeciwko Wigan, wygranym przez „Szerszenie” 2:1. Twórca przeboju „Sacrifice” nie krył wzruszenia, mówiąc:

,,DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM. TO JEDEN Z NAJSZCZĘŚLIWSZYCH DNI W MOIM ŻYCIU. ZACZĄŁEM CHODZIĆ NA MECZE ZESPOŁU, GDY MIAŁEM SZEŚĆ LAT I NIGDY NIE PRZYSZŁO MI NA MYŚL, ŻE BĘDĘ MIAŁ TRYBUNĘ SWOJEGO IMIENIA”.

Julio Iglesias

Z Wysp Brytyjskich przenosimy się do Hiszpanii. W 1943 roku w Madrycie na świat przyszedł Julio Iglesias. Jest jednym na najsłynniejszych artystów z Półwyspu Iberyjskiego. Wrażenie robi nie tylko popularność jego utworów, ale także liczba języków, w jakich nagrywał płyty. Śpiewał po hiszpańsku, katalońsku, francusku, włosku, angielsku, niemiecku i portugalsku. Zanim rozpoczęła się jego wielka kariera muzyczna, działał w dwóch innych dziedzinach. Jedną z nich było prawo. Ojciec, który był cenionym lekarzem bardzo chciał, by jego syn w przyszłości został prawnikiem. Młody Julio studiował ten kierunek, a w przerwach między nauką poświęcał się piłce nożnej. Futbol wskazał mu ksiądz prowadzący zajęcia chóru, do którego Iglesias się nie dostał. Wtedy nikt nie spodziewał się, że wkrótce zostanie wielkim artystą. Zdecydowanie bliżej było mu do kariery piłkarskiej, zwłaszcza, że dostąpił zaszczytu założenia koszulki wielkiego Realu Madryt. Wprawdzie nie grał jeszcze w pierwszej drużynie „Królewskich”, ale podobno przejawiał duży talent. Był brakarzem. Niestety, w 1963 roku wydarzyło się coś, co przekreśliło nadzieję na wielkie futbolowe sukcesy. Samochód, którym Julio jechał wraz z przyjaciółmi uderzył w drzewo. Iglesias przez tydzień pozostawał w śpiączce. Był częściowo sparaliżowany. Istniała poważna obawa, że nie będzie już chodził. Jednak żmudna rehabilitacja przyniosła efekty. Późniejszy gwiazdor wrócił do zdrowia. Gdy jeszcze przebywał w szpitalu, pielęgniarka przyniosła mu gitarę. Zaczął komponować melodie i pisać teksty. Tak narodziła się jego nowa pasja. Był to początek wielkiej kariery. Od tej chwili życie Hiszpana wypełniała muzyka. Stał się jednym z najpopularniejszych hiszpańskich piosenkarzy. Jak wiele osiągnąłby w futbolu, gdyby nie wypadek? Tego już nigdy się nie dowiemy.



To tylko wybrane związki słynnych muzyków z piłką nożną. Może nie było ich wiele, ale przyznać trzeba, że te dwie dziedziny jednak czasem się przenikają. To pokazuje, że futbol jest ważny dla świata, pojawia się w twórczości artystów, rozpala emocje w ludziach związanych z innymi branżami. Tu skupiliśmy się na zagranicznych muzykach. W kolejnej części postaramy się opisać polską scenę pod kątem związków z piłkarstwem.


Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?