challenger
Redaktor serwisu FCBarca.com
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
14 obserwujących
0 obserwowanych
Redaktor serwisu FCBarca.com
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Smutek: Co do meritum - generalnie masz racje. Ale przeciez nie z kazdym da sie wchodzic w dyspute slownictwem z Bushido czy Schulza. Inna sprawa, ze taki glos na tych lamach razi bardziej niz fryzury beaty kempy. I jak tu nie reagowac stosownie do okolicznosci? PS: Latac moze sobie chciec, ale sprobuj gdzies w okolicy znalezc forda anglie w jako-takim stanie... :) pzdr
0
@ Bykunn & Cule a muerte: Na newsie z ocenami za almerie (stopka z najczesciej komentowanymi albo arch) zostawilem Wam jeszcze pare refleksji nt. erasmusa i poruszanego przez nas tematu.
0
(c.d.)
11) Wejscie w lokalny styl zycia. Obserwowanie tubylcow, ich zwyczajow, zachowan, przyzwyczajen. Moim zdaniem: zawsze i wszedzie - fascynujace.
12) I m.in. z Erasmusa, ale tez ze wszystkich moich wyjazdow za granice w ogole: Wniosek (wcale nie pejoratywny, jak najzwyklejszy), ze tylko w domu, w swoim kraju jestes tak naprawde u siebie. W kazdym innym bedziesz tylko gosciem, bedziesz obcy.
13) Weryfikacja stereotypow o innych narodach i ludziach w ogole. Najczesciej jako calosc sa gowno warte, ale w kazdym jest ziarnko prawdy i czasem lubi wyjsc na wierzch:)
14) I zwykla wiedza o swiecie, ktorej nie ma w gazetach, nie ma w mainstreamie netu. Np. ze trawe mozna wyslac poczta. I dojdzie:) Dzis mnie w ogole nie dziwi, ze w Grecji jest tak wielki mess, ze Berlusconiego nikt jeszcze we Wloszech politycznie i spolecznie nie zmarginalizowal, ze w Hiszpanii bezrobocie wsrod mlodziezy jest takie, ze w poszukiwaniu przyjezdzaja do Polski - znam dwoch osobiscie, jednego widuje dosc regularnie, takze to sie dzieje naprawde. Tego nie wymyslilby nawet Lem.
15) Erasmus to Twoje 5 minut kosmopolityzmu, mala wieza Babel. Wystarczy, ze chcesz, by kumpel z Wloch nauczyl Cie robic lasagne lepsza niz ta Garfielda, by ziomek z Kamerunu nauczyl Cie gry na bebnach, by Niemiec doszkolil Cie z niemieckiego (a Ty go w zamian angielskiego), Hiszpanie nauczyli robic boska sangrie za 4 euro, Amerykanie nowojorskiego akcentu, a Japonczyk cudow z origami:) Caly swiat masz w pokoju obok.
16) Erasmus to tez nauka tolerancji. Dla Polakow to wciaz big deal. Mi wiecej z nauki tolerancji dal pobyt w usa, ale na erasmusie tez masz studentow o innym kolorze skory (i np. dostajesz ich do grupy i co, nawet jak jestes rasista to odwrocisz wzrok? Nie, jestescie teamem, macie wspolpracowac i tyle), innego wyznania (muzulmanie), z kolczykami albo tatuazami w najbardziej przedziwnych miejscach. Ich tez spotykasz i z nimi tez rozmawiasz.
17) W Polsce z erasmusa korzysta niewiele ponad 2% wszystkich studentow. W calym obszarze programu (UE, EFTA i Turcja) jest to ok. 3% wszystkich studentow. To liczy sie w CV. W HRach wielu duzych firm i korporacji tez siedza byli erasmusi (program trwa od 1989 roku).
18) I wreszcie lekki kosmos na dzis, ale nie na za-20-lat... Wiadomiks, ze ktos wroci z erasmusa z dzieckiem. Ktos inny ze zrobionym po pijaku tatuazem. Ktos inny po ludzku sie zakocha, rzuci wszystko i dolaczy do lubej/lubego na drugim koncu swiata. Ale wystarczy, ze ulamek bylych erasmusow (na dzis jest to ponad poltora miliona, KE dazy by do 2012 liczba ta dobila do trzech) zostanie politykami, unijnymi urzednikami, albo chociaz znanymi dziennikarzami. I moze wtedy kraje partnerskie UE beda sie choc troszeczke lepiej rozumialy, moze w Unii zrobie sie bardziej partnersko. Mam tu na mysli swoista generacje polityczno-unijnych elit wywodzaca sie wlasnie z Erasmusa. Niemozliwe!, powie ktos. Za 15-20 lat a czemu nie?
Gdy Kohl i Suchocka odbywali pierwsze historyczne spotkanie w Krzyzowej, polskie media dziwily sie, ze rozmawiaja tak naturalnie, zartuja, usmiechaja sie. Zupelnie nie jak premierzy krajow o ktorych wspolnych stosunkach juz prawie zapomniala historia. Ale oni rozmawiali nie jak para premierow. Lecz jak kumple z tego samego uniwersytetu. Suchocka robila kiedys stypendium na uniwerku w Heidelbergu. Tym samym, na ktorym studiowal Kohl...
19) Schodzac z gwiazd na ziemie sa w wawie/kraku/wro/poznaniu firmy lub konkretne dzialy roznych korporacji zatrudniajace tylko studentow majacych erasmusa w cv. W wwa same sgh, sggw, uw, pw + 2 najwieksze prywatne (kozminski i lazarski) produkuja co roku tylu studentow/absolwentow po erasmusie i innych stypendiach zagraicznych, ze jest z czego wybierac:) To tez cos mowi o tym, co faktycznie oznacza legendarne erasmus experience i ze nie tylko imprezy.
Niemniej, samych imprez oczywiscie nie brakuje. I co z tego? Hedonistyczny aspekt erasmusa nie przeslania zadnego z 19 powyzszych punktow. Przenika sie czasami, istnieje jedno obok drugiego - so what. W kazdym razie Erasmusi baluja ostro, ale rozpusta to za duze slowo. Bylem tez na work & travel, spalem malo, trafilem na zaje**stych localsow, wiec imprezowalem sporo, troche do tego widzialem. I tylko o stanach mozna rzec, ze zwyczaje mlodziezy bywaja niekiedy dosc rozpustne:) Erasmusi (szczegolnie na kontynencie, bo w UK i Irlandii hedonizm jest na lekko wyzszym poziomie) naprawde sa grzeczniejsi:)
Poza tym to jest zwykla psychologia. Jezeli z jakiegos miejsca wyjezdzasz za miesiac czy dwa i nie wrocisz juz ever again, to kreuje to pewna swobode obyczajow. Nie ma sily:) Anyway, od ponad 3 lat organizuje (non-profit, taka dola ESNowego spolecznika:) erasmusom z 10 warszawskich uczelni imprezy w klubach projekt kreci sie regularnie, robimy 3-4 imprezy w miesiacu, choc od jakichs dwoch lat juz prawie na nich nie bywam jak nie musze na chwile czy dwie (ile mozna:). Roznica z kazdym innym bounsem jest taka, ze sa wieksze obroty na barze (bo erasmusi ciagna wiecej drinow niz piwska, jak polscy klubowicze), na parkiecie ludzie latwiej dobieraja sie w pary i wiecej osob wychodzi z klubu za raczke. Ludzie sie smieja, nikt sie do nikogo nie przypie***la, nie dostajesz od nikogo z bara. I tak powinno byc przychodzisz na impreze sie bawic, a nie lansowac. Czy cos w tym zlego? Moim zdaniem nie.
Pewnie, ze na erasmusie zdarzaja sie zdrady, ale trzeba wtedy zadac pytanie: jezeli ktos decyduje sie na zdrade, to czy back home byl to faktycznie ten zwiazek, ta ona, ten on. Pod tym katem taka erasmusowa zdrada (a kazda zdrada wychodzi, nawet jesli nie od razu, nawet jesli po 25 latach) moze byc pozytywna dla wszystkich stron. Wszystkich trzech. Przynajmniej daje pewna weryfikacje, czy dany zwiazek sypnie sie czy przetrwa we WSZYSTKICH okolicznosciach. Jak nie swiadczy zle tylko o zwiazku, a nie o otoczeniu/okolicznosciach. Bo czy w normalnym zyciu zdrad nie ma? Nie ma pokus? Sa. 24/7. A jak ktos jest na nie odporny tylko dlatego, ze nie bylo okazji, to potem jest smutek, jak 10 lat po slubie zdarzy sie przygodny szal cial na konferencji z pracy. Dlatego moim zdaniem chyba lepiej jak sie czlowiek wyszumi wczesniej niz sie ozeni, zobaczy co w zyciu sie szanuje, o co sie dba, czy fajniejsza jest wiernosc czy kreowanie sie na rocco-wannabe. Tym bardziej, ze to nie otoczenie kreuje zdrady (moze sie jeno przyczyniac, owszem, ale to roznica), lecz czlowiek. I to, co dany czlowiek ma w bani. Oczywiscie, motyw z obraczkami to pelen hard-core, ale maksymalnie 0,1% przypadkow, bo nikt o zdrowych zmyslach po slubie nie jedzie na erasmusa. Poza tym, Europa to nie usa, gdzie kazdy sie zeni przed 25 rokiem zycia:) Tak samo udany przyklad to turczynki, ktore zasuszone w swoim zacofanym cywilizacyjnie kraju (sorry za gwalt na politycznej poprawnosci, ale to akurat czysta prawda) dopiero na erasmusie potrafia odkryc pare zyciowych zjawisk. No i konsternacja, jak juz rusza w tan... Z innej beczki: kiedys spotkalem w wawie 30-letniego studenta ze szwecji, ktory sam studiowal, chodzil na zajecia i na erasmusa przywiozl swoja zone z dwojka dzieci (bo ich bylo na to stac, od pracy zrobili sobie pol roku przerwy). Jak on na zajeciach zona z dziecmi chodzili i zwiedzali wawe:) Duzo podrozowali. Fajnie? Pewnie, ze fajnie. O innych podobnych przypadkach tylko slyszalem... Takze, zdarza sie i obraczki, i turczynki, i erasmus rodzinny. Ale to margines. I nic wiecej. Tak samo jak marginesem byli Hiszpanie z sggw ladujacy na izbie:)
Mowie o tym duzo, bo wiem, jak malo mowi sie o tym w Polsce, jak mala takie spojrzenie na to wszystko ma w sile przebicia w mediach. Masz zdanie, Cula a muerte, takie, jakie masz, i to OK. Ale to nie jest jedyne zdanie o Erasmusie i erasmusach. Mi imprezowanie nie przeszkodzilo wyniesc miliona wazniejszych wnioskow z erasmusa niz to, ktore piwa sa najlepsze (moje to belgijskie delirium:), a z ktora nacja najprzyjemniej... potanczyc:) We all students - we all party, ale nie to jest najwazniejsze. Moze Twoje zdanie byloby troche inne, gdybys doswiadczyl tego sam bedac w srodku erasmusowego kotla - a nie troche z zewnatrz, w ten czy inny sposob.
@ Bykunn: wszystko zalezy od tego, jakie masz swoje wlasne bushido i czy to cos powaznego:) Erasmus nie jest tylko dla singli czy swingersow, po prostu z niektorych jego przyjemnosci nie korzystasz majac zobowiazania back home:) Moim zdaniem nawet TAKI wyjazd to dla zwiazku test i jesli dany zwiazek jest silny, a osoba wyjezdzajaca ma silne cojones to zwiazek go zda. Jesli sie go obleje, a dana osoba fails to tylko oznacza, ze zwiazek sypnalby sie wczesniej czy pozniej anyways; gorzej jak po slubie i po dzieciach. To tylko moje zdanie, choc moze hardcoreowe, ale jestem pewien, ze silny i prawdziwy zwiazek spokojnie przetrwa nawet Erasmusa.
Widzialem takie przypadki i przynajmniej na moim Erasmusie takie osoby byly bardzi szanowane. I szkolily swoja asertywnosci, ojjjj, szkolily.
PS: Zeby nie bylo niedomowien Smak zycia to w 80% mega shit:/ A szkoda, bo zmarnowana byla szansa na dobry film.
PPS: Male dementi, Cule a muerte, bo w Twoj wywod wkradly sie dwie sporego kalibru pomylki merytoryczne. 1) Po pierwsze, nikt na stypendia nie jezdzi po 2-3 razy, bo masz one shot; wyjazd powtorny jest co prawda mozliwy, ale nie dostajesz wtedy od Unii ani centa. 2) Slowem miesiace wakacji na koszt uczelni. grant nie jest po to, by zapewnic Ci darmowe wakacje tylko dla zapewnienia podstawowych wydatkow (mieszkanie, dojazd na uczelnie, czesciowo jedzenie itp). OK, w kilku krajach jest tak, ze jadac na Erasmusa do PL taki egzemplarz dostaje 600 euro na miesiac (Francuzi, Hiszpanie). W ogole PL i inne kraje post-soc to kraina dla studentow z zach europy plynaca mlekiem i miodem (sam bylem kiedys na biforze w mieszkaniu erasmusow z oknem na... piwnice swidnicka na wroclawskim rynku, inny mieszkal sobie nad pizza hut, ale to akurat Amerykanin; takze internationale w PL glodem nie przymieraja:) co wynika z duzej roznicy cen. Ale jadac do kraju zachodniej europy jest juz inaczej. Najczesciej tak, ze grant pokrywa Ci ok. polowy wydatkow, moze ž jak jedziesz z wloch czy UK dajacych duze granty, ale na pewno nie 100% i za wycieczki tudziez rozrywki placi sobie kazdy sam (Niemcy, Skandynawowie, Polacy i narody okoliczne).
0
@ Cule a muerte: To zes pojechal erasmusowym hedonizmem, u la la la:) Skupiles sie na samym wierzcholku gory lodowej, a tu cala reszta skitrana pod woda. Sam mam duzo szersza perspektywe stypendium i calej jego otoczki dzieki doswiadczeniom z samego Erasmusa, jak i ESN'u. Oczywiscie, ze nie mijasz sie z prawda, ale po prostu pomijasz cala mase pozostalych urokow spedzenia 6 czy 12 miesiecy codziennosci (a nie wakacji, wycieczki z klasa czy gosciny u cioci) za granica. Posrod rowiesnikow = ludzi myslacych w tym samym kierunku, co Ty - ale na miliony roznych sposobow. Masz okazje poznac mentalnosc innych ludzi, nabyc przerozne umiejetnosci miekkie i nauczyc sie troche o swiecie. Gdy myslisz o tym wyjezdzie po miesiacu, roku czy trzech - tylko to sie liczy i zostaje Ci na cale zycie. Pijackie przygody, nieprzytomna podwozka do domu przyjaznym radiowozem, pichcenie spaghetti w garze na cale pietro o 4 rano po powrocie z klubu czy lozkowa swawola obyczajow --- to tylko mile i adekwatne do chwili urozmaicenie... Zreszta zawsze zalezy co kto lubi, bo sa tez erasmusi (a szczegolnie CEMS'i), ktorzy prawie nie wychodza z biblioteki. Albo chodza do opery.
Mowisz, ze byles w ESN'ie przez rok, ale nie wiem jak ten rok Ci minal procz wycieczek. Ja moge jedynie powiedziec, ze moj pierwszy rok w ESNie polegal glownie na pewnej formie opieki nad przydzielonym erasmusem (odebranie z lotniska, szukanie mieszkania, pomoc na uczelni itp), wycieczkowaniu a jak! (i tez sie balowalo, ale akurat w Oswiecimiu mimo kaca cala grupa naszych erasmusow zachowywala sie stosownie do okolicznosci; czulo sie parujace z nich emocje, szok, powage; po powrocie do Krakowa wycieczka szla dalej swoim wycieczkowo-hedonistycznym planem, ale nikt z nich nie zapomnial co widzial i byli tym poruszeni jeszcze dlugo po powrocie do Wawy) i wlasnie imprezowaniu - drugi rok studiow, piekne czasy:) Ale ESN i generalnie kazda organizacja studencka goes far beyond imprezy, drinkin games, integracje, socjalizacje i fun. Oczywiscie nie odkrywa sie tego na poczatku, ja zaczalem dopiero po kilkunastu miesiacach.
W ESN'ie w sumie jestem juz 4,5 roku (od roku na dystansie; inne priorytety), przez 2 lata bylem w zarzadzie swojej sekcji, przerozne konferencje, prezydiowanie obradom, projekty na poziomie pozauczelnianym i inne pierdoly:) I to ESN nauczyl mnie organizowac wycieczke:P, zarzadzac projektami, zarzadzac kadrami, zarzadzac eventami, zarzadzac finansami, zarzadzac marka; planowac strategie i promocje; formulowac cele operacyjne i strategiczne realnie, a nie na chcieja; nauczyl slow budzet, corporate identity, marketing, negocjacje i PR nie z ksiazek, ale z autopsji. Posrednio dal tez duzo radosci i zadowolenia, bo moj licencyjat byl mega wyjatkowo nudny (ekonomia) i potrzebowalem tylko papierka, ze skonczylem kierunek biznesowy dla jakichs tam dalszych swoich planow... Byl i zawsze pozostanie dla mnie ESN wspaniala przygoda, waznym etapem mojego rozwoju, a nie tylko wspolnymi imprezami i chlaniem z erasmusami. I bez nabytych wlasnie w ESNie umiejetnosci nie dostalbym pracy w branzy, w ktorej pracuje (PR) i pewnie jeszcze troche popracuje. A na pewno nie pod koniec trzeciego roku studiow:)
Wniosek: Do takich organizacji jak ESN powinien isc kazdy, kto ma okazje. Bo to one ucza nas, polskich studentow, tego, czego powinny uczyc w tym kraju studia, ale jakos im nie idzie. Praktyki. Bez niej na rynku pracy jestes bezbronny. A na pewno jest Ci duzo trudniej... ESN to wiele znajomosci w calej Polsce. Nie slyszalem by ktos mial potem trudnosc ze znalezieniem pracy, ci ktorzy chcieli - zaczeli juz na studiach, inni poczekali do obrony, niektorych rozsialo po Europie, innych po swiecie. Wychodzac z ESNu czy innej organizacji na rynku pracy jestes chodzaca wartoscia dodana. I to jest najlepszy argument za tym: warto w to wejsc czy nie. Odpowiedz moze byc tylko jedna.
Co do samego Erasmusa Cule a muerte, trywializujesz troche (not cool:) to, co powiedzialem o zyciu rzucajac zawsze chwytnymi frazami o imprezach i bujnym zyciu towarzyskim. Jeszcze Bykunna i innych przestraszysz:D albo co najmniej zrazisz. Not cool at all. A prawda jest taka, ze erasmus jest jak evo albo c-klasa od AMG. To, ze mozesz tym powozic 200 km/h nie oznacza automatycznie ze musisz to robic po kazdym odpaleniu silnika, na trasie wwa-gdansk albo odwozac dziecko do szkoly po kazimierza albo marszalkowskiej. To Ty jestes kierowca, Ty masz swoj rozum i Ty go uzywasz. A jak juz kupisz takie wozidelko i raz czy drugi posiedzisz w srodku to sie okazuje, ze procz fajnych felg i dyfzora, miejsca z tylu spokojnie starcza na cala rodzine, strefowa klima to fajny bajer, do bagaznika wsadzisz cos wiecej niz paczke fajek i torbe do golfa, a siedzi sie na pupie duzo wygodniej niz w lambo. Wszystkich tych walorow nie widac ze zdjecia, ani z opowiadan troglodytow gadajacych o przyspieszeniu i liczbie koni w tv:) Tak, C63 tez mozna jechac 70 km/h. I tez sie dojedzie na miejsce...
Z erasmusem jest tak samo. Nie ma tam nic, czego jako student nie masz w domu. Alko i imprezy moze polscy studenci nie baluja?:) OK, czestotliwosc troche sie rozni, ale w domu kazdy mieszka sie z rodzicami/na stancji/akademiku zdominowanym przez stare cieciowy niepozwalajace pohulac/ze wspollokatorami, ktorzy sa ch**owi i irytuja. W domu nie jestes panem swojego wolnego czasu ani mieszkania. Na erasmusie tak. Na domowke czy do klubiwa mozna (i jest nawet z kim) isc o kazdej porze dnia i nocy, wszyscy sa wyluzowani, wszyscy mieszkaja w akademikach albo razem ze soba po mieszkaniach. Wszyscy zyja tym samym tempem. I po prostu naturalne jest, ze majac troche czasu i majac wokol siebie rowiesnikow z calego swiata bedacych tu tymczasowo tak jak Ty lapiesz chwile, carpe diem, integrujesz sie, poznajesz, spotykasz sie non stop. Na imprezach, przy playstation, na wspolnych posilkach. Poza tym, stara prawda mowi na kazdej imprezie mozna zarowno i pic, i rozmawiac o polityce. Your choice. Wiem, bo obie opcje praktykowalem. Te druga moze troche rzadziej:)
Na erasmusie z kazdego czlowieka wychodzi po prostu surowe miecho marzyles o chlaniu bez konca i wlasnym haremie: prosze bardzo, free highway to go. Ale jak ktos jest osoba jako tako dojrzala i szanuje siebie i innych jak mawia Jerry:), to go erasmus nie przezuje.
Co do samego Erasmusa: troszke mniej zajec i wymagan (ja akurat bylem w Finlandii, gdzie uniwerki stoja wysoko w swiatowych rankingach i erasmusi tez musza sie uczyc; z dwoma examami wrocilem na tarczy, bo tak sie zlozylo, ale najglosniej mowia, ze na erasmusie nie trzeba sie uczyc niestety ci, ktorzy na nim nie byli) nie oznacza, ze Erasmus to darmowy zamtuz. OK, wiadomo, ze na imprezach... sie imprezuje. Been there, done that, had fun:) Jak ktos chce moze w ciagu tygodnia budzic sie u 7 przyjaciolek z 7 roznych krajow. I co z tego? Czy to cos zlego? Czy cos zlego if ya both single? Nie. To Twoj wybor. Twoj wybor co robisz ze swoim zyciem i czy potrafisz zapanowac nad spodniami. Proste.
OK, a jesli nie hedonizm to co?
1) Trywialna nauka radzenia sobie w kazdej sytuacji niezaleznie od okolicznosci.
2) Rownie trywialny praktyczny kurs jezyka 24 godziny na dobe i za darmo.
3) Wszechstronny kurs gotowania:P I samodzielnosci.
4) Odkrycie, ze system szkolnictwa wyzszego w paru krajach swiata jednak moze byc mniej idiotyczny niz w Polsce. I moze nawet miec sens.
5) Nauka praktycznego podejscia do swoich studiow (krotkie analityczne eseje na jakis luzny temat angazujacy zdolnosc myslenia, a nie pusta wiedze z ksiazek; nauka robienia prezentacji; projekty). Studia naprawde moga byc ciekawe i ja przy moim kierunku odkrylem to dopiero tam.
6) Milion perspektyw, tysiace punktow widzenia, nauka kompletnie odmiennych niz polski sposobow myslenia. Chyba najwiekszy zysk z Erasmusa.
7) OK, jest jeszcze drugi rownie wazny przyjaciele. Nie znajomi, ale wlasnie przyjaciele. Ja mialem okazje spotkac takich ludzi, najblizsza ekipe tworzylismy w 5 z: Hiszpanem (madridista ze slynnego dzis Alcorcon, hehhehh), Grekiem i dwoma Wlochami. Byli u mnie w wawie, a poza tym sylwester zycia w Madrycie 07, hosting w Atenach 1,5 roku temu, magiczne spotkania w Paryzu i Mediolanie, zaproszenie do Australii (chyba nie skorzystam:), konkret plan do Tuluzy na ten rok i jakies tam dalsze opcje. Oprocz tego wystarcza mi jeden mail czy post na facebooku, by miec gdzie mieszkac w kilkudziesieciu miejscach rozsianych po calej Europie, choc minely juz prawie 3 lata. Pod tym wzgledem tych przyjazni ponad wszelkimi podzialami, kulturowymi, mentalnosciowymi, narodowosciowymi, a nawet pilkarskimi:D Erasmus to takze cos niesamowitego, cos nie do opisania.
8) Erasmus inspiruje. Do planow i dzialan po powrocie.
9) Wyzbycie sie zupelnie narodowych kompleksow. Polacy maja do siebie to, ze nie mysla o sobie zbyt chwalebnie. Mi dume z polskosci potrafili sprzedac Rodzice, mialem tez troche okazji popodrozowac wczesniej, ale dopiero po Erasmusie poczulem sie pelnoprawnym czlonkiem unii europejskiej. Rownym pod kazdym wzgledem narodom swiata zachodu. Poza tym, jak zyjesz dzien w dzien z ludzmi z calego swiata, to sie okazuje, ze wiele nacji jest jeszcze bardziej posranych niz my. Gdzies tam gleboko to ciekawe spostrzezenie:)
10) Zobaczenie kawalka swiata. Kapiel w przereblu po wyjsciu z sauny, ulice ze znakami na zamarznietych jeziorach, prawie caly klub w traperach z thinsulate:) bo mroz taki ze skrzypi snieg, wieczory kulturalne, wracanie z klubu rowerem w sniegu przy -30 stopniach, wyklady z profesorami z roznych krajow... Dobra okazja do zwiedzania. Ja bylem w Turkku, Tampere, Sztokholmie (absolutne top3 najpiekniejszych miast w Europie), Rydze, Tallinie, tydzien w Helsinkach u znajomego (z ESNu, btw) i oczywiscie na Malyszu w Lahti:) Do tego 3-dniowy wypad do domku letniskowego w srodku lasu i biegi z sauny prosto w jezioro (maj byl, wiec nikt nie zamarzl, ale w styczniu przereble przy -30 stopniach tez sie zaliczalo). Jasne, ze wielu zachodnich erasmusow wycieczkowalo sie czesciej: kolo podbiegunowe, mikolaj w rovaniemi, norweskie fiordy. Nastepnym razem:)
0
Oby Sport mial racje...
0
@ alfonso: "czy sevilla jest naprawde tak duzo slabsza od lyonu?" --- coz empiria dowodzi, ze niestety (dla poziomu La Liga) tak. 3 strzaly na bramke i 6 off-goal (to Lyon) i 2 strzaly na bramke (choc Drago chyba mial inny zamysl, ale trudno, w statystyki poszlo...) + 1 poza (to sevilla). Jesli mozna miec jeszcze watpliwosci, to pewnie rozniosl by je w pyl procent posiadania pilki (ale nie chce mi sie ich szukac), wiec bede subtelniejszy i odniose sie do jakosci zdobytych bramek, stwierdzajac, ze... hmmm, to porownanie tez wypadnie chyba na niekorzysc sevilli:)
0
@alfonso: Pokryliby Ramosa jak trza - gola by nie bylo. Powod rzutu roznego: co z tego? Niezasluzone rozne happens, ale przy nich tez trzeba kryc:) A faul? Jaki faul? Przeciez to wiadomo nie od dzis, ze Real moze faulowac troche czesciej niz inni, szczegolnie u siebie. Ktokolwiek wybilby pile w kosmos/Palop zlapalby pilke i nie byloby o czym rozmawiac, wiec Sevilla przy bramce na 3-2 nie znajduje mojego wspolczucia. A brak gwizdka dla kanoute, as said be4, mnie nie zdziwil ani troche. Jak druzyna cisnie, to zwyczajnie byloby milo wyprowadzic choc jedna kontre na pol godziny. Po bramce Drago Sevilla siadla, Real wlazl jej na glowe i nie dziwne, ze zwyczajnie nawrzucal.
@Barcelonista 87 & dyskusja o faworytach LM: Malo tego, MU doluje w lidze, a w ataku nie ma nikogo procz Rooney'a. Berbatow to najwieksza transferowa pomyla Gumozuja, a Owen wlasnie sie wzial i skontuzjowal. Wystarczy, ze Wayniego rozboli zab i o sile ofensywnej MU decydowal bedzie Obertan lub Macheda. Nie moge sie doczekac, gonna be fun! ! !
Chelsea wlasnie dostala -100 do lansu, bo Hilario to bramkarski figurant, biorac pod uwage range meczow, jakie czekaja CFC w najblizszym czasie. Btw. Moj typ jest taki, ze Chelsea dzieki Hilario i bledom defensywy, jakie wynikna z braku Cecha (zgranie obroncow z Hilario nie istnieje) poplynie w LM i straci lidera w lidze, ale to na dzis jeszcze science-fiction. Poza tym forma JT po aferze z miss Perroncel jest tematem na kabaret, a Ancelotti malo tego, ze go wystawia w meczach, to jeszcze broni w mediach i wmawia dziennikarzom, ze blad Terry'ego ktory widzieli na wlasne oczy, nie byl bledem Terry'ego, a poza tym JEMU NALEZY SIE WSPARCIEEEEEEE. Takze na Stamford jest slabo, a bedzie jeszcze weselej.
Inter - skoro Mourinho ostatnio prawie tarzal sie ze smiechu, jak ostatnio Eto'o chcial wymusic karnego w lidze, to chemia chyba nie jest silna strona tego zespolu. Ich sila jest Sneijder i Milito, reszte da sie zneutralizowac.
Arsenal - nie mam pojecia, co jeszcze ugraja, ale Bendtner w ataku i krotka lawka w obliczu kontuzji chyba nie pozwola im dojsc do finalu.
Bayern/Lyon - nie ta liga. Mimo wszystko.
Mowiac krotko - jesli Barca upora sie z obecna znizka formy, jest naprawde realna (nomen omen) szansa na obrone tytulu.
0
@Cule a muerte & Bukunn: Bykunn, polaryzacja pogladow niewatpliwie Ci sie przyda, bo niekiedy prezentujesz opinie zbyt jednowymiarowe. No offense, przeciez kazdy kibic kiedys tak mial:) Co do rady Cule a muerte - Erasmus jest pod tym wzgledem zywa encyklopedia zycia, mowiac krotko najlepszym zjawiskiem jakiem moze spotkac studenta (ja akurat bylem w Jyvaskyla, FIN, w akademiku kilka nacji na jednym pietrze, a kilkadziesiat w calym budynku + ok. pol swiata na uniwerku), niestety dosc trudno dostepnym na najwiekszych polskich uniwerkach (malo miejsc, wysokie kryteria, niska wymiennosc miejsc miedzy wydzialami i totalny idiotyzm administracyjny odpowiedzialnych za rekrutacje tepych bab dziekanatowych). Dlatego Bykunn jak bedzie Ci ciezko zalapac sie na miejsce do wyjazdu, pamietaj, ze zawsze masz... "Erasmusa" w Polsce:) Jest taka organizacja ESN (www. esn.pl / www. esn.org), ktora zajmuje sie organizacja czasu wolnego Erasmusow przyjezdzajacych do PL. Sam jestem z Wroclawia (choc od 5,5 lat w Wawie) i doskonale wiem, ze we Wro dzieje sie pod tym wzgledem bardzo duzo (samych Erasmusow jest chyba ok. 400-500, sporo Hiszpanow). Bardzo duzo = integracja, wspolne projekty, imprezy, eventy kulturowe, no i romanse, heheh:) Mowiac krotko - o spotkanie mnar. studentow i okazji do pogadania/wymiany pogladow jest dzis w Polsce wiele, nie tylko sam Erasmus. Trzeba tylko wiedziec gdzie szukac:)
U Ciebie na uczelni kiedys byla sekcja, ale sie skonczyla, mozliwe ze sie znowu odradza, bo byly takie pogloski. W kazdym razie wejdz czasem na strony esn PWr, UP i UE (linki masz na esn. pl) to dowiesz sie troche o samej organizacji i projektach, no i bedziesz na biezaco wiedzial gdzie i kiedy jest np. najblizsza impreza albo spotkanie. Czlonkiem ESN mozesz nawet na innej uczelni, ale ogarnij wpierw u siebie w szkole czy nic sie nie dzieje w temacie. Nie bede juz dalej reklamowal organizacji ktorej jestem czlonkiem od paru lat, ale to wspaniala sprawa. Dodam tylko, ze oczywiscie Hiszpanie przyjezdzajacy do Polski sa komunikatywni angielsku (choc niektorzy koslawo:), castellano nie jest niezbedny. Spotkasz jakichs cules (we Wro chyba nie tylko UWr ma umowy z Barcelona) to tylko od Ciebie zalezec bedzie czy zaczniecie sie potem spotykac na playstation, ogladanie meczow czy trywialne domowki na zasadzie drinkin & talkin a potem clubbin:) Jak masz ochote i troszke wolnego czasu to rozkmin temat, bo warto.
0
@alfonso: Wypowiadajac sie w taki sposob o meczu, w ktorym jedna druzyna ma statystyke strzalow 2/3 i z tych dwoch pojedynczych w swiatlo bramki notuje 2 gole, a poza tym gra wielka kupiche, a druga 19/32 (32 strzaly w jednym meczu, FMR... btw. to musi byc jakis rekord tego sezonu) + 2 poprzeczki, slupek i co najmniej 5 zmarnowanych setek, to sorry, ale taki koment jak Twoj trudno uznac za powazny.
@caminero: Upadek imperialnych planow Pereza to temat na oddzielna dyskusje. Tuz po meczu zatrabilo o tym nawet kilku dziennikarskich celebrytow:) na swoich blogach i choc generalnie miela te sama pulpe co zwykle, to szczegolnie u Steca znajdzie sie kilka celnych uwag i pare ciekawych glosow w komentach. Tak, jak wspomnialem wczesniej - wtopa Realu jako taka nie podnieca mnie ze zwyklego szacunku dla tego klubu i jego kibicow. Ale patrzac na swiat futbolu w skali makro, patrzac jako kibic pieknego futbolu w ogole, a nie tego czy innego klubu --- stalo sie dobrze dla rozwoju pilki noznej, ze hurtowe zakupy nie gwarantuja w pilce zwyczajnie nic. Ani Alcorcon nie popelni na boisku sepuku, ani final LM nie przyjdzie sam. I patrzac na ten mecz z tej perspektywy - to dobrze, ze cash jeszcze nie zabil zupelnie ani tego sportu, ani jego romantyzmu.
0
@Riv uno: Ja tez bym sie nie obrazil z takiej pary. Przydalby sie rewanz za 1999/2000. Tylko jest pewien szkopul. Najpierw Real musialby zwyczajnie przejsc 1/8 finalu. Nikt im tego nie zabrania, ale ostatnio jakos sie nie sklada. Nie szkodzi.
@Riv due: nooooo, takimi komentami na pewno go nie podniesiesz:/ Dyskusje w polskim necie pelne sa frustratow, nieudacznikow, kretynow i neo-kiddos. Ale osoba powazna potrafi te pomyje odcedzic, olac i merytorycznie odniesc sie tylko do wypowiedzi majacych chociaz elementarny zwiazek z tematem. Wystarczy wybrac sie na blogi najpopularniejszych rodzimych dziennikarzy pilkarskich tudziez portale fanow MU, Milanu a przede wszystkim RM.pl, by zobaczyc i porownac. Tu i tak jest Wersal, a kontestowanie tego w Twoim kontestujaco-spietym poscie sugeruje, ze nie sledzisz dyskusji pod zwyklymi art'ami. Dzis po prostu jest taki dzien i topic jest akurat taki, ze malolaty wychynely zza okladek bravo sport i rzucily sie "swietowac" na wszelkich mozliwych portalach. Samo zycie. Ani Ty, ani ja tego nie zmienimy.
@madritas: Oczywiscie nie podzielam ogolnego schadenfreude z samego faktu, ze Real odpadl. Pamietaj, ze powodz szamba, jaka rozlewa sie dzis za sprawa rzeszy sezonowcow, mentalnych kiboli czy po prostu dzieciakow tu czy na innych fanzinach Barcy w zaden sposob nie jest reprezentatywna dla odczuc kibicow Barcy, ktorzy wyrosli juz z przedszkola i typowej dla tego okresu zycia retoryki. A co do innych spotkan - sorry, ale nie ma o czym mowic:) Arsenal zmiotl slabiutenkie Porto z powierzchni ziemi, grajac w dodatku bez Fabregasa. Sorry, ale jezeli Bendtner (a widywalem/widuje go w akcji regularnie, bo od czasow Overmarsa/Bergkampa/Petita pewna czesc mojej kibicowskiej natury jest Kanonierom bardziej niz zyczliwa) notuje hat-tricka, to musialo byc tam wyjatkowo wesolo:P MU z kolei objechalo Milan, a o tym, jak konkurencyjna jest ta druzyna oldbojow powstaly przeciez tomiszcza. Na tle MU, ktore wcale nie jest w najwyzszej formie atm zwyczajnie milanisci poplyneli. No surprise. A Bayern? Po otrzymaniu prezentu od Ovrebo w pierwszym meczu blazenada byloby to pokpic. Mimo staran, Niemcom sie jednak nie udalo i van Gaal cieszy sie z awansu.
Mowiac krotko: emocje dotyczyly tylko poyczki na Bernabeu.
@zbigniew: Miec farta, a grac skuteczniej to sa dwie rozne rzeczy. Czy Real mial farta w sobote? Nie, Sevilla zanotowala 2 strzaly w swiatlo bramki (+ 1 wide), a Real cisnal, cisnal i wycisnal na 3:2. Konsekwencja to nie fart. Wczoraj bylo podobnie, bo w drugiej polowie (ok. 60 minuty) z Blancos zeszlo powietrze, podobno Kaka nawet nie wyszedl z szatni i Lyon zwyczajnie przejal inicjatywe. To nie byla bramka przypadek, lecz, znow magiczne slowo, konsekwencja. I ta sama konsekwencja sprawila, ze na chwile przed koncem meczu Francuzi mieli jeszcze 2 akcje na podwyzszenie wyniku. Ktos zwyczajnie zasluzyl na remis, a nie mial farta - choc podkreslami, ze przez wiekszosc meczu to Real dominowal i do 60 minuty na pewno byl druzyna bardziej zaslugujaca na zwyciestwo. To, ze Higuain nie trafil - OK, szczescie Lyonu. Ale bramka na 1-1 i awans nie spadly im z nieba.
0
@scala81 i inni: Oczywiscie, ze to nie jest takie proste. Real przede wszystkim zepnie sie w sobie, bo porazka z Lyonem zwyczajnie posypal im sie caly model biznesowy na ten rok. Ktory i przed tym meczem nie prezentowal sie kolorowo:
http://www.businessweek.com/news/2010-03-10/ real-s-tickets-flop-after-300-million-spending-spree-update1-.html
Wyeliminowanie z ligi mistrzow, tej wielkiej ligi mistrzow z finalem na Bernabeu to jest w Madrycie psychologiczna katastrofa totalna. Od Pereza, przez Pelle i pilkarzy po kibicow na stadionie i cale madridismo. Moja teza jest taka: ta druzyna predzej mentalnie sie posypie i za jakis czas straci szanse na mistrzostwo Hiszpanii niz potraktuje porazke z Lyonem motywacyjnie. Argumentow duzo, pora pozna, wiec zostawiam "sucha" teze.
@hanc: I to jest bardzo dobre pytanie:) Teza godna kilkugodzinnej wrecz i wielce interesujacej (przynajmniej potencjalnie) dyskusji. Mnie sie wydaje, ze raczej jeszcze nie we wrzesniu i nie bylbym taki pewny czy w ogole kiedys. Bo kluczowe pytanie brzmi: jak Mou wspomina swoj pobyt na Camp Nou? Jak sie rozstal z Barcelona? Czy "na dzis" jest Barcy zyczliwym bylym pracownikiem z milymi wspomnieniami czy zawiedzionym bylym pracownikiem, ktoremu nie dano szansy = najgorszym wrogiem? Jesli to pierwsze (a taka szansa teoretycznie tez istnieje) to na Bernabeu raczej nie przyjdzie.
@endriuuu: Troche przesadziles z tymi iskrami i Realem "w gazie". Sam wynik 0-1 w Lyonie swiadczyl o tym, ze cos jest w tej machinie nie halo, a nieskutecznosc w meczu z Sevilla to jest temat na jakis doktorat.
@aschnu: Przepisy gry w pilke nozna nie pozostawiaja watpliwosci, ze w pierwszym meczu Arsenalu sedzia nie popelnil zadnego bledu. To Fabian dal popis pierdolowartosci, ze po prostu nie upuscil gdzies pilki, tylko poslusznie, w najlepszym stylu angielskiego lokaja, podal chlopcom pileczke. Zaliczajac podanie kluczowe, bo przeciez z tej pilki poszla asysta...
Marca znow bedzie plakac o platinato, ale to juz historia. It's done. A jak Higuaina znow najdzie ochota na paplanie 3 po 3 to wystarczy ze ktos z sali krzyknie jedno slowo. "slupeeeek!". swoja droga: a propos tez "czolowy napastnik swiata" - po tym meczu kilku rodzimych "dziennikarzy" powinno sie konkretnie zastanowic nad zmiana profesji, bo ten mecz wreszcie przypomnial o faktycznym miejscu Higuaina w swiatowej hierarchii napastnikow. Jest niezly, ale do topu mu jeszcze kawalek brakuje.
0
@didon:
ten byl jeszcze bardziej. Tezy pod pewnym katem ciekawe. Pewnie niedlugo cos ci sie stanie, z czego Darwin na pewno sie ucieszy. Ale nie obrazaj klubu, ktory jest bliski mi i paru innym osobom na tym portalu, szerzeniem wierutnych bzdur nt. grup kiboli witanych niegdys na Camp Nou z otwartymi rekami i darmowymi biletami. Bzdur doprawionych jawnie kibolska frazeologia.
"może moja wiedza sięga informacji tylko z kilku źródeł ale wiem coś o nich." - Nie, k***a. Twoja wiedza siega informacji z magla, a nie ze zrodel. W stylu: jedna pani drugiej pani, a ty stales wtedy 15 metrow dalej po drugiej stronie ulicy, uslyszales co drugie zdanie, a zrozumiales ledwie co piate. Poczytaj dokladniej co na swoim koncie maja BN, a nie wyjezdzasz mi tu z plotkami, opierajac na nich argumentacje tak spojna i logiczna, jak swiatopoglad 15-letniej blachary z Manufaktury.
"o tyle mieli wady że wyjaśniali większość siłą fizyczną ale byli też silną grupą kibicowską" - przewaznie nie sila fizyczna, tylko nozami, nunchako i giwerami (do ktorych chocby czlonkowie BN z terra lliure mieli latwiejszy dostep niz ja w czasach liceum do lewej legitymacji na 18tke). "Wada" jako okreslenie w tym kontekscie lekko razi. A nazywanie kiboli i mordercow "grupa kibicowska" jest mega nieporozumieniem, kpina i jeszcze raz zenada. Wiesz juz, ze Ziemia tak naprawde nie stoi na sloniach? To zadaj sobie trud, jak ta grupa kiboli zapisala sie w historii klubu, ktorego portal odwiedasz (jak widze - z przypadku). google naprawde jest za darmo.
"BN zabili kibica Realu" - pewnie chodzilo ci o to, ze BN zabili KIBOLA Realu i mieli do tego swiete prawo. Ciekawa logika, ale znow musze cie zaskoczyc. W tym przypadku (jednym z kilku morderstw na koncie BN) zabili oni w kilka osob meksykanskiego kibica ubranego w koszulke Realu, ktory szedl sobie po ulicy. Sam. To rzeczywiscie przestepstwo zaslugujace na kare smierci... Tez z kumplami zaczajasz sie po zmroku na podrozujacych sobie chodnikiem samotnych kibicow "wroga"? Zycie cie jeszcze niejednokrotnie zaskoczy, jezeli takie spojrzenie na swiat realizujesz tez poza kompem. W co jednak watpie. Prawdziwi "ustawkowicze" nie chwala sie swoja "pasja" na co drugiej stronie. Nie chwala sie nikomu, tylko jezdza i sie nap***alaja. Zreszta nie musza o tym mowic, bo i tak wszyscy sie znaja. Mowia o tym tylko tacy internetowi teoretycy jak ty.
"koszulką Romy na Lazio czy Milanu na Inter" - wyjdz z second life'a czy simsow i wybierz sie na olimpico czy san siro. Nikt nie podniesie na nikogo reki (nie mowiac o nozu czy innych artefaktach). Systemy monitoringu na zachod od odry naprawde dzialaja. I korzysta z nich policja. Do woli - inaczej zamkna stadion tego samego dnia. Efekt: taki nadpobudliwy egzemplarz nie zdazy nawet wejsc do domu, a zakuty w kajdany laduje w pierdlu. Tam gdzie jego miejsce. Wiec przestan tu pie***c co sie dzieje na swiecie, jak gowno o tym swiecie wiesz. No chyba ze twoim zdaniem rzeczywistosc stadionowa jest taka sama jak w PL. Wtedy - gratuluje "optymizmu":)
"A co do kultury Hiszpanii to znam ją." - skad? oba te posty sugeruja, ze chyba tylko z discovery channel.
"wiesz jakie zdanie jest co do polskiego dopingu dzięki Lechowi, Legii czy Wiśle?" A byles kiedys za granica? A rozmawiasz czasem z obcokrajowcami przyjezdzajacymi do Polski? Jesli tak, to moglbys sie dowiedziec, jakie jest to zdanie. Gowniane. Nikt normalny nie roz****dala starowki swojego miasta z powodu wygranej w meczu pilki noznej, nikt nie wpie**za sie na trening rozdajac "motywacyjne" koszulki za zgoda trenera i prezesa, nikt nie zaczaja sie na kapitanow na parkingu zeby im spuscic pare kuksancow. Ojjj, zdziwisz sie, jak szybko w dobie globalizacji i internetu takie informacje ida w swiat. To jest polski doping, o ktorym tutaj rozmawiasz. Aha, zapomnialbym o fajerwerkach z posylwestrowej wyprzedazy z tesco goszczcacych co weekend na polskich stadionach, ktore w calej europie sa od dawna zakazane... Dopingiem prezentowanym przez polskie kibolstwo sie gardzi i sie go wstydzi. Moze kiedys dorosniesz i zrozumiesz dlaczego.
"tylko przez zakazy stadionowe osobiście dla każdego" - hmmm, jednak mozna zblaznic sie jeszcze bardziej niz uczyniles to pierwszym postem. Gdybys przeczytal choc jeden art o historii BN, to bys sie dowiedzial z niego, ze na Camp Nou zaczela wtedy obowiazywac odpowiedzialnosc indywidualna. I tak sie jakos zlozylo, ze po tym, jak rozpoczeto egzekwowanie INDYWIDUALNYCH zakazow stadionowych, to wlasnie boixosi w nich brylowali. Ciekawe, prawda?
Mowiac krotko: U ain't know a s**t of what ya talkin about.
0
@didon: Jezeli wiesz niewiele to po co zasmiecasz dyskusje idiotycznymi komentarzami? Wraz z glowkiem wrocilibyscie raczej do grabek. Kariera polityczna Lapoty, jego buta i lans w mediach to jedno, zreszta tej drugiej strony medalu troche mi w tekscie brakuje. Ale jezeli in minus zaliczasz Laporcie wyje**nie ze stadionu BN, to wroc do ogladania polskiej ligi. No chyba, ze co weekend biegasz na lazienkowska czy oporowska, Barcie kibicujesz przy okazji i z nudow, a Boixosi to bohaterowie Twojego zakompleksionego dziecinstwa.5 minut na google'u pozwoli Ci troche poszerzyc swoja wiedze o BN. Ktora na teraz, jak widac, jest zadna.
Boixos Nois to hanba tego klubu. Pozbycie sie ich z Camp Nou to podstawa odrodzenia Barcy i najlepsza decyzja Laporty. A jezeli ktos narzeka na ciche Camp Nou, Mestalla czy Bernabeu to oznacza, ze nie ma pojecia o mentalnosci, kulturze i kulturze futbolowej Hiszpanow czy Katalonczykow.
0
@Bykunn: Generalnie oczywiscie, ze nie. Ale np. w tabeli liczy sie to, samo to i tylko to. Wlasnie dlatego Real w zeszlym sezonie scigal Barce tak dlugo, nie odstepujac jak pies poscigowy nawet na pol punkta przez te iles tam kolejek ich super-zwycieskiej passy. Choc nie zaslugiwal na to ani z gry (styl? jaki styl. liczyly sie 3 punkty) ani moralnie ("przyjazni" sedziowie). Totez sa zaiste sytuacje, gdy liczy sie to, co w bramce. I nic innego. Ocena boiskowego egoizmu jest jedna z takich sytuacji. Dlatego ja osobiscie ciesze sie, ze CRon nie wyzbyl sie ni promila swoich niezmierzonych pokladow boiskowego egoizmu w stosunku do tego, co pokazywal w MU. Gdyby nie jego obecnosc w tej druzynie, Real gralby zwyczajnie lepiej, wiecej pola manewru mialby Kaka itd itp. A bedzie jeszcze gorzej - w Manchesterze temperowal go jeszcze SAF. Zas Pellegrini w Madrycie nie ma zadnego autorytetu, a juz na pewno nie u pilkarza, ktory kosztowal 93 mln euro. I ktorego ego ploszy ptaki gdzies w okolicach czubka wiezy Eiffel'a.
0
@ qbarca: U mnie chyba nic nie poleci, ale odczuwam cos doskonale podobnego.
0
@bykunn:
"To prawda czasami nie poda kiedy ma taką możliwość, czasami kiwnie raz za dużo"
Otoz Messi od 4-5 spotkan nie tylko nie podaje gdy ma mozliwosc, ale wrecz podaje tylko, gdy ma niemozliwosc wyrzezbienia czegokolwiek samemu. Mowie tu ogolnie, generalnie i ograniczajac ten wniosek tylko do akcji bezposrednio bramkowych. I w roznych formach ten aspekt jego gry przewija sie w podsumkach czy ocenach z tych 4-5 spotkan, wystarczy tylko je sobie przypomniec. Pomnikiem tego egoizmu niech bedzie wspomniana (ze zacytuje samego siebie z tekstu ocenowego:) sytuacja z 14. minuty. Jezeli perorujesz dalej, ze to all good, ze wartosc dodana, ze zagrozenie, ze geniusz i blyskotliwosc itd itp --- to ja odpowiem: liczy sie to, co w bramce. A z powodu tego utrzymujacego sie juz nie jeden mecz egoizmu Messiego na ten przyklad do siatki nie mogl trafic Ibra we wspomnianej syt bo nie dostal pilki.
PS: Zeby bylo jasne: ja nie mam tego Messiego za zle, stwierdzam jeno fakt, widzac lekka zmiane w jego grze. Bo ta zmiana w jego grze nie jest ani przypadkowa ani jednomeczowa.
0
@ Cule a muerte: Dziekoweczka za konkrety. Tez chcialem dodac, ze projekt klepnieto juz w 2-9 roku, ale mnie ubiegles drugim wpisem:) Co do samego projektu: Foster jest ikona architektury, jest marka tej branzy i nawet jakby zaprojektowal stadion w formie wielkiej kupichy (a mimo wszystko az tak zle nie jest), to i tak nalezy byc dumnym, ze stadion Barcy zaprojektuje wlasnie on. Odczucia estetyczne to kwestia subiektywna i de facto bez znaczenia. Tu liczy sie nazwisko, halas medialny jaki powstanie i efekt praktyczny. A efekt praktyczny jest taki, ze klub bedzie zarabial wiecej na biletach. Matematyka sugeruje, ze moze przelozyc sie to na zyski, a z pewnoscia nie powinno zaszkodzic.
0
Nikt Czyhry nie sprzeda. Inwestycja finansowa to raz, ale wazniejsze jest inwestycja czysto pilkarska. Jako obronca to wciaz "dzieciak" czego niestety zbyt wielu komentujacych (intelektualnie chyba tez w wiekszosci "kiddos") zwyczajnie nie potrafi zrozumiec. Spojrzmy na Caceresa. Nie dostawal od Pepa zbyt wielu szans, gral lipe, ale ja i kilka innych osob w komentach zwracalismy tu uwage na niuanse, ze to talent, ze mlody, ze widac postepy, ze potrzebuje czasu, ze "za pare lat...". I dzis Caceres jest podstawa obrony Juve, ktory nie zajmuje wyzszej pozycji w lidze ani nie zaszedl dalej w pucharach tylko i wylacznie dlatego, ze nie ma kim grac z przodu i nie ma lepszego trenera. Dlatego od Dimy: GTFO. Gra slabo, to niech pojdzie na wypozyczenie w kolejnym sezonie, niech sie ogra w la liga. I za 2-3 lata, pracujac ciezko na treningach, bedzie duzo, duzo lepszym grajkiem. Ma ku temu warunki fizyczne, nie ma ogrania i pewnosci siebie. Mowie to tylko dlatego, ze zale "sprzedac Dime", "Dima drogi" bla bla sa przejawem kibicowskiej ignorancji, a za 2-3 lata Wy i inni "kibice" nie posypiecie gremialnie czaszek popiolem, tylko zaczniecie biegac do Dimy po autografy i wieszac jego plakaty nad lozkiem. Radze zatem rozsadek i wiecej szacunku dla pilkarza. Pilkarza klubu, ktoremu PODOBNO kibicujecie.
0
@gostek15: Jesli Ibra "nie pokazal nic", to radze Ci raz jeszcze ogladnac mecz. O takich trywializmach, jak lepsze wracanie do obrony i zwyczajne zauwazanie kolegow badz bardziej dynamiczne podazanie za akcja swiadczace o coraz lepszy zrozumieniu z partnerami nie piszemy tutaj, bo wtedy tekst ocenowy czytaloby sie godzine dluzej. Wszystko to swiadczy o takiej ocenie, a nie tylko 4-6 sytuacji (co tez nie jest malo:). Ale trzeba naprawde duzo zlej woli i subiektywizmu, by zarzucic Ibrze w tym mecz, ze "nie pokazal nic".
@Bykunn: Hmmm, takie sytuacje nigdy nie sa jednoznaczne w ocenie. Ale nie zapominaj, ze mowimy o Weligtonnie, ktory w pierwszym meczu cial barcelonistow rowno z trawa, a zakonczyl mecz z zolta jeno kartka. Takze Welligton to nie chucherko o posturze Jesusa Navasa czy Fabregasa. I ten sam Weligton frunie po raczej subtelnym traceniu, jakby uderzylo go TGV, a nie Ibrahimovic. Ocena 10 za wrazenia artystyczne na "lodowisku figurowym", ale na boisku pilkarskim trzeba to zakwalifikowac jako zenujacy show aktorski. Welligton doskonale zdawal sobie sprawe, ze z tego bedzie gol, wiec jedyne co mu zostalo to oszukac sedziego. No i mu sie udalo... WAZNE: Nie mowie, ze tam nie bylo kontaktu. Ale z tak subtelnego kontaktu w tak widowiskowy sposob to by sie odbila pileczka pingpongowa. Ale nie dorosly facet. To, co powinno byc, to gol i zolta kartka dla malagisty za symulowanie. No ale poziom sedziowania w la liga to juz dawno temat-rzeka.
0
@bykunn: Teraz post factum to nawet moze sie znalezc interpretator, "ze tu przeciez chodzilo o Henry'ego!":) Takie "henriqueow" (mozna nawet darowac apostrof) zalatwiloby sprawe, ale to trzeba choc troche zastanowic sie nad tym, co sie wypisuje. Co tez jest jakims dowodem w podnoszonej kwestii.
0
Nawiazujac do ponizszej dyskusji - prawdziwy Wersal, Panowie, co godne najwyzszego szacunku:) Oczywiscie w ocenie CRona najwiecej racji ma Blazeq, ktorego zacytowana ilosc odbiorow Portugalczyka na tle ilosci strat mimo wszelkich dobrych checi niestety zamyka kwestie zaangazowania obronnego tego pilkarza. Ono nie istnieje. Ogladalem go nierzadko w MU, w tym sezonie czesto widzialem mecze Realu - i masz racje, eldokafan, ze jest postep. Jezeli czegos wczesniej prawie nie bylo w ogole, a teraz jest choc troche - to postep moze nawet osiagnac wartosc kilkuset procent:) A czemu w MU "prawie zero"? Bo Fergie totalnie zwalnial CR7 z jakiegokolwiek zaangazowania w obrone zdajac sobie sprawe ze Cris predzej cos popsuje niz pomoze (co tez pamietam, ale najwyzej jakis fan MU moglby Ci podac konkretne mecze/przyklady).
Poza tym Cristiano Ronaldo jest boiskowym egoista totalnym. Wystarczy rzucic okiem na statystyki strzalow - WDF?! Co to ma byc? Jeszcze teraz, po tym jak w szatni uslyszal pewnie kilka "cieplych slow" jest lepiej. Ale na samym poczatku sezonu, 10-12 kolejkach ta statystyka strzalow C. Ronaldo byla na absurdalnie kosmicznym poziomie. Jeden zawodnik notowal wiecej strzalow na mecz niz takie Xerez cala druzyna. Przeciez to jakas kpina:) Jeszcze zeby celne byly to strzaly...
Messi - tez ostatnio zostal samolubem, ale hola-hola, gdzie Rzym, gdzie Krym. Do egoizmu CRjuz9 brauje mu jeszcze troche:P
No i kwestia choragiewkowej formy Crisa zaleznie od klasy rywala. Ja czekam, czekam nadal i bez przerwy, kiedy ten pilkarz pokaze calemu swiatu, ze jest czyms wiecej niz maszynka do (regularnego!) strzelania goli druzynom przewyzszajacym poziomem Hull, Birmingham, Xerez, Racing itd itp. Gdzie hat-tricki z Lyonem, Chelsea, Valencia, Interem czy Barcelona? No i tak sobie czekam i czekam. Na razie sie nie doczekalem. I nie zdziwie sie, jak z tej przypadlosci CRon juz sie nie wyleczy, a ja nie doczekam sie juz nigdy. Byloby milo, biorac pod uwage jego aktualna przynaleznosc klubowa.
0
PS: """wydawac dziesiatki milionow euro na keirrisionow, hlebow, henrikow,""" > ale to jest jednak na swoj piekne, gdy ktos tak bardzo chce blysnac w sferze publicznej teza rownie blyskotliwa, co idiotyczna, ze w formie czystej wychodzi tejze jednostki intelektualna impotencja. "Henrik", prawi imc czarna wolga. Henrik za "dziesiatki milionow euro", czyli gracz jakze przeplacony. A to chyba ten sam Henrik, ktory swoimi dwoma genialnymi asystami wygral temu klubowi Lige Mistrzow. Ale to trzeba bylo ogladac. Malo tego - trzeba bylo zapamietac...
Ale zaraz, zaraz, to chyba nie koniec. Albowiem, OMG, o jejku, o motyla zesz noga, czy to rzeczywiscie, czyyy, czy Larsson... nie-przyszedl-do-Barcy-za-darmo-stanowiac-tym-samym-jeden-z-najgenialniejszych-transferow-ustepujacego-Zarzadu?
I jak tu nie kpic z mentalnego buractwa?
0
@czarna wolga: LMFAO. Co ma piernik kontra wiatrak oprocz tego, ze i to, i to konczy sie na "k"? Jak poprzednim razem natknalem sie na bzdury, jakimi notorycznie zasmiecasz ten portal (btw. powyzszym wpisem tez stanales zupelnie obok tematu okazujac kompletny brak zrozumienia tematu, ale to juz zupelnie nie dziwi) i sprobowalem odniesc sie do nich merytorycznie to z podziwu godna dynamika zniknales (nawet leciutko merytoryczne argumenty jednak potrafia zdzialac cuda, prawda?) spod tamtego artykulu i nie zagladnales juz anymore (co "wyszlo" w kolejnym Twoim wpisie). Inicjalizm ze slow granica, trampki, falsyfikat i opona najlepiej doradzi Ci, co masz ze soba zrobic nastepnym razem, gdy najdzie Cie ochota na rownie "wartosciowy" udzial w dyskusji.
0
@marco87:
"Więcej takich wieści i Sandro może już powoli odkorkowywać szampana... :] "
Nie. To jest bardzo zla informacja, jezeli komus lezy na sercu interes klubu, jego kondycja finansowa i perspektywy na przyszlosc, a nie zabawa w FM'a i kosztowne zapedy na galacticos. Nie chce mi sie w tym miejscu sypac przykladami, ale sa w necie (polskim tez, tylko trzeba umiec szukac) wywiady, sa dokumenty, sa bezstronne opinie zaangazowanych w wybory dziennikarzy sugerujace dojrzalym kibicom, ze wybor Sandro bedzie co najmniej ryzykowny... Albo nie, jeden przyklad. Osoby z kregu znakomitego bloga http://fcbtransfers. blogspot.com/ prowadza teraz stojacy na rownie wysokim poziomie merytorycznym blog http://barcaelections2010. blogspot.com/ ktory jest mega kopalnia wiedzy na temat wyborow. Oraz tego, co zamierza, mysli/sadzi i co soba reprezentuje kazdy z kandydatow. To jest podstawa, powtarzam: podstawa, informacji, a wypowiadajacy sie na tych lamach "fanatycy" Rosella nie maja chyba nawet pierwiastka wiedzy na ten temat, bo inaczej zaczeliby Rosella rownie zapamietale krytykowac. Mam juz dosyc takich populistycznych tekstow. Bo trzeba byc niestety kibicowskim ignorantem, by radowac miche z powodu prowadzenia Sandro w rankingach i jego rosnacych szans. Kandydata idealnego nie ma, ale Sandro jest po prostu najwiekszym ryzykiem dla klubu.
0
Bardzo zla i niepotrzebna decyzja z punktu widzenia czerwcowych wyborow. Podwaza medialno-PRowa pozycje obecnego Zarzadu, wzbudza niepotrzebne oburzenie czesci cules i wreszcie zwieksza automatycznie szanse Rosella w wyscigu o stolek, co musi byc niepokojace dla kazdego cule swiadomego tego, co dzieje sie w klubie oraz jakie plany ma Rosell. Mam tu na mysli plany faktyczne, a nie rownie piekne co puste slowa i mydlenie ludziom oczu na twitterach, fb i w "epickich" wywiadach.
0
@cris: Oooo, taki sposob myslenia dumnie reprezentowalem w podstawowce. "-A ja wole Ferrari. -A dlaczego? -No bo jest szybkie, czerwone i laski na niego leca. -Ale dlaczego Ferrari?, przeciez jest multum innych fur: tak samo szybkich, tak samo czerwonych, a laske to wyrwiesz nawet na BMW M3, jak bedziesz mial troche szczescia. -Ale ja wole Ferrari, bo Ferrari to Ferrari, z BMW to do konca nie bede zadowolony, no bo to w sumie dla dresow auto jest, a poza tym to w Ferrari strasznie podoba mi sie wnetrze. -OK, a co w tym wnetrzu Ci sie podoba? -No wszystko mi sie podoba, takze ja wole Ferrari. -Ahaaaa... ale czy Ciebie stac na to Ferrari? -Nooo, o tym nie pomyslalem, chyba nie stac, ale mam nad lozkiem plakat i JA WOLEEEE bo tak."
PS: A logika "niech nie kupuja Francuzow, bo kiedys kupili Christanvala" zwyczajnie rzadzi.
0
Zebysmy wiedzieli, o czym rozmawiamy: za tfem silva 28 mln euro, mata 23 mln euro, ribery - zaduzo mln euro, di maria na dzis wart jest niby 10, ale Benfica krzyknie predzej 15-25 milionow (z zastrzezeniem ze blizej 25).
@ Di Maria vs. Silva. Zawodnik perspektywiczny moze przyjsc do Barcy chocby i z ASEC Abidjan, tu nie ma reguly. A liga portugalska to nie koniec swiata. Zreszta Di Maria nie jest tam ostatnim kmiotkiem tylko pierwszoplanowa postacia ligi, wiec chill out z tym marginalizowaniem Argentynczyka jedynie z racji jego klubu. Ja do dzis pamietam jak obily mi sie o oczy przeblyski z 2007 U-20 World Cup. Di Maria byl motorem napedowym swojej druzyny w niemal kazdym meczu, w spotkaniu z Polska bylo mi prawdziwie zal, ze Janczyk z kolegami wyszli na to spotkanie z ambicjami na cokolwiek, a Di Maria wkrecal te "talenty" w ziemie przy co drugim dojsciu do pilki. Mowiac krotko, razem z Aguero (no, i jeszcze Maxi Moralezem) czynil Di Maria na boisku pelna miazge. Wymiernie przyczynil sie do tego, ze wygrana Argentyny w tym turnieju byla tylko formalnoscia. Malo tego, byl inny turniej: olimpiada w Pekinie, gdzie genialna wspolpraca Di Marii i Messiego (+ w znakomitej formie Aguero, Lavezzi, Garay; zapamietajcie tez nazwisko Buonanotte:) wywindowala Argentyne do tytulu mistrzowskiego, a polfinal z Brazylia byl uczta o niedyskretnym posmaku pogromu.
Di Maria to czysty diament. To nie jest opinia, tylko fakt. Zreszta, biezacy sezon to PotwierdzA! WDF, ze nie strzela bramek?! Po pierwsze - to skrzydlowy, a skrzydlowi jednak bardziej sa od podawania (co w przypadku Angela jest aktualne). Po drugie - nastepnym razem radze przedmowcy wychynac zza bravo sport i zadac sobie trud uzycia ikonki w prawym gornym rogu. Google naprawde jest darmowe. 6 bramek, 13 asyst na 26 spotkan w lidze i LE - to jest dorobek w biezacym sezonie, a nie jeden hat-trick. Jak to sa slabe staty dla 22-latka grajacego w podstawowym skladzie lidera ligi portugalskiej, to ja nie mam wiecej pytan...
Silva bedzie drozszy, i on nie daje moim zdaniem takiej wartosci/perspektyw natury sportowej. Ma prawie 2-krotnie nizsze staty przy praktycznie identycznej (-1) liczbie spotkan: na 25 meczow 5 goli i 5 asyst. Poza tym, nie pamietam ani jednego spotkania Silvy w ktorym zachwycilby mnie tak, jak Di Maria w obu ww. turniejach --- ani w reprezentacji, ani w Valencii. Jesli ktos zechce przypomniec cokolwiek alike - byloby nissse.
Mata z kolei rzadzil w zeszlym sezonie, w tym niby tez idzie mu niezle: 9 bramek i 5 asyst, ale w az 33 meczach.
Niewatpliwie wole Mate niz Silve (dlaczego - odp. w klasyfikacji kanadyjskiej zeszlego sezonu). Ale mimo braku doswiadczenia w Hiszpanii bardziej niz ich obu wolalbym na Camp Nou zobaczyc wlasnie Di Marie. Jesli z Messim choc raz na mecz wychodziloby im to, co pokazywali w Pekinie - mielibysmy na Camp Nou gwarancje magii na lata.
@ /visca/: No ba, raz na jakis czas nie zaszkodzi:) Wbrew pozorom to jedno z niewielu miejsc w polskim internecie, ktore daje nadzieje, ze w tym kraju ludzie inteligentni nie stanowia dojmujacej mniejszosci. I mowie to zupelnie powaznie.
0
Kwestia Ribery'ego strikes back. Za drogi, przereklamowany, o ciagotach do gwiazdorzenia. Przy wartosci 50 mln euro Bayern nie pusci go za mniej niz 65-70 mln euro, co moim zdaniem jest kosmicznym nieporozumieniem. On zwyczajnie nie jest tyle wart. Poza tym, nie wolno zapominac, ze to grajek, ktory nie sprawdzil sie jeszcze w zadnej z 3 najlepszych lig kontynentu, a w karierze klubowej zawsze gral pierwsze skrzypce (bez house'a w tle). Istnieje konkretna obawa, ze jego ego rozsadzi atmosfere w szatni. Tym bardziej, ze aspekt "Ribery i kadra" pokazuje, ze wsrod najlepszych jego blask jednak lekko gasnie. Niech miota sie w Bundeslidze, ewentualnie chetnie zobacze, jak zostaje kolejna setnie milionowa wtopa transferowa Realu. Osobiscie, wystarczy mi, ze krocie poszly na Ibre, ale istnialy podstawy, ze te krocie sie splaca (i na razie nie jest zle, a bedzie tylko lepiej, IMHO). W przypadku Ribery'ego ryzyko inwestycyjne jest duzo, duzo wieksze:/ Bardziej szanowal bede jakas tansza opcje i Di Maria jest tu moim prywatnym faworytem.
0
@dww: Tiaaa, Hleb by sie wowczas przydal. Jako masazysta. W roli boiskowej powykazywal sie juz w zeszlym sezonie. Wystarczy. Dos Santos i Thiago udowodnili juz, nawet! w tych pojedynczych wystepach, ze sa bardziej wartosciowi dla druzyny niz Bialorusin byl w zeszlym sezonie. Dzis widzimy ponadto, ze w srodku (tj. obok pomocnika stricte defensywnego) od biedy moze tez grac Busquets (ofc, oprocz nominalnej pozycji jedynego DM'a). Skoro liczysz na jednoczesne kontuzje Xaviego, Iniesty, Thiago, J. dos Santosa, Keity i Busquetsa to gratuluje optymizmu. Na skrzydle tez dla Hleba nie ma miejsca, bo eksplodowal Pedro, a przedluzenie kontraktu Jeffrena to jasny komunikat, ze Wenezuelczyka nikt nie chce wypozyczac, a co dopiero sprzedawac. Hlebini --- out!
0
oddanie w rozliczeniu za kogokolwiek to jedyna opcja, by sie Hleba pobyc i nie wyjsc na tym finansowo mega koszmarnie w plecy (bo ze Barca wyjdzie na nim finansowo w plecy, zludzen byc nie powinno).