FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Adran360 Ze Złotą Piłką to akurat bym się zgodził ale akurat osiągnięcia drużynowe nie są wyznacznikiem indywidualnej postawy w tym przypadku wyżej wymienionych przezemnie bramkarzy. Skoro sam Jaszyn powiedział że to nie on a Beara był najlepszym bramkarzem ostatnich lat w momencie odbierania nagrody, to napewno wiedział co mówił...
Dla mnie ex aequo Jaszyn z Bearą są najlepsi.
1
@Adran360 No zgoda ale był jeszcze fenomenalny Gordon Banks a i Ladislao Mazurkiewicz oraz Dino Zoff też od nich nie odstawali...
1
@Adran360 A pamiętasz mój artykuł o Vladimirze Bearze a w tym artykule co powiedział o nim Jaszyn?
0
@FcPortoFan1999 Oooo to zdecydowanie i to mocno zdecydowanie!
No ale tak jak nie każdy wybitny piłkarz nie będzie wybitnym a nawet dobrym trenerem, tak i to samo dotyczy prezesów federacji narodowych...
10
Żywe legendy polskiego futbolu:
8 kwietnia 1950 r. w Malborku urodził się Grzegorz Lato, napastnik. Były takie czasy kiedy Ekstraklasa stanowiła jedyną lige na świecie, gdzie w jednym meczu spotykali się dwaj królowie turniejów olimpijskich oraz król strzelców mundialu. Działo się tak podczas spotkań Legii Warszawa ze Stalą Mielec. W drużynie ze stolicy grał zdobywca korony z Igrzysk z Monachium. Po stronie mielczan jego osiągnięcie skopiował Andrzej Szarmach w Montrealu. Natomiast Grzegorz Lato był najskuteczniejszym zawodnikiem Mistrzostw Świata w RFN. Do dziś jest jednym z dwóch(z Rosjaninem Salenką) zawodnikiem z takim tytułem, który biegał po boiskach Ekstraklasy ale jedynym, który go zdobył jako przedstawiciel klubu z najwyższej polskiej ligi. W RFN wyszedł mu turniej życia. Lato pokonał po 2 razy bramkarzy Argentyny i Haiti. Był też autorem zwycięskich trafień w starciach ze Szwecją i Jugosławią. W spotkaniu ze Skandynawami zakończył wyborną serie Ronniego Hellstroema(595 minut bez straty bramki). Był też pierwszym zawodnikiem, który go pokonał na tych MŚ. Na zakończenie zaś w spotkaniu z Brazylią, czyli obrońcą tytułu, jego błyskotliwy rajd dał Polakom 3 miejsce na świecie. W tej decydującej akcji pokazał swoje największe zalety- ruchliwość, spryt, umiejętność zmiany tempa oraz dobre oko. Na linii środkowej otrzymał podanie od Maszczyka. Reszta aż po sam moment wykończenia, należała już do niego. Balansem ciała oszukał obrońcę Canarinhos i wyrobił sobie nad nim sporą przewagę. Tego dystansu przeciwnik nie był już w stanie nadrobić. Tymczasem Lato pociągnął aż pod same pole karne i lekkim ale bardzo precyzyjnym strzałem posłał piłke obok bramkarza. ,,Zobaczyłem że sędzia liniowy podnosi chorągiewke. Zorientowałem się w tym momencie iż Kapka jest na pozycji spalonej. W tej sytuacji zrezygnowałem z oddania mu piłki i zaryzykowałem samotny rajd. Na szczęście zakończył się on powodzeniem. Teraz niech pokażą Holendrzy czy potrafią strzelić więcej niż ja goli”- opowiadał o tej sytuacji dziennikarzom ,,Nowin Rzeszowskich” Grzegorz Lato.
,,To był ekscytujący gol”- dodawał londyński dziennik ,,Observer”. Mógł jeszcze podwyższyć rezultat. W 88 minucie wyszedł bowiem sam na sam ale bramkarz Canarinhos tymrazem był górą. Polska wygrała ten mecz 1:0 i cieszyła się z 3 miejsca na świecie. Holendrzy(o których mówił pan Grzegorz) na czele z Cruijffem na czele nie dogonili go jednak w klasyfikacji strzeleckiej. W ten sposób Lato zdobył koronę króla strzelców z dorobkiem 7 goli. ,,Zdobycie tytułu króla strzelców to to zasługa wszystkich kolegów z zespołu”- odpowiadał sam skromnie. O 2 trafienia wyprzedził wtedy Neeskensa i swego kolegę z reprezentacji a wkrótce też z klubu- Andrzeja Szarmacha. Do dziś plasuje się pod względem liczby trafień na jednym Mundialu na 7 miejscu ex aequo z Jairzinho. W całej historii wyprzedzają ich tylko Stabile, Ademir, Kocsis, Fontaine, Eusebio oraz Gerd Müller. Trafił też po tym Mundialu do zespołu All-Stars według agencji UPI oraz jedenastek turnieju AFP i News of the World. Magazyn ,,Sunday People” sklasyfikował go na 3 miejscu wśród najlepszych zawodników turnieju. Kiedy z Mundialu wrócił do Polski, Ekstraklasa wraz z Bundesligą i portugalską Primeirą Ligą stanowiła elite lig, w których w sezonie 1974/75 występowali królowie strzelców Mundialu. Od tego momentu kibice w najwyższej polskiej lidze ochoczo skandowali: ,,Grzegorz Lato tego lata najlepszym piłkarzem świata”. Na krajowym podwórku również Lato błyszczał skutecznością, choć tak naprawdę… nie był on napastnikiem. Trenerzy ustawiali go najczęściej na prawym skrzydle. Jego ruchliwość sprawiała jednak że można się było jego spodziewać w każdym sektorze boiska. ,,Czy Lato jest najlepszym polskim skrzydłowym? Na pewno najszybszym”- powiedział kiedyś Kazimierz Górski w wywiadzie dla walijskiej prasy. Podczas medalowego Mundialu bardzo często zamieniał się stronami z Gadochą, co wzbudziło popłoch w szeregach rywali. ,,W ataku czuję się nie gorzej niż w pomocy”- mówił sam o sobie.
Bardzo dobrze grał też głową. Niektórzy żartowali iż gracz obdarzony niegdyś bujną czupryną, stracił włosy właśnie od częstych zagrań głową. W pierwszym meczu po powrocie z MŚ od razu wpisał się na liste strzelców. Jego skuteczność zawodnicy z Ekstraklasy znali zresztą jeszcze przed turniejem. Już w sezonie 1972/73 został królem strzelców. Powtórzył ten wynik także w edycji rozgrywanej bezpośrednio po Mundialu. Dokonał tego z dorobkiem 19 goli, co było najlepszym wynikiem w lidze od 6 lat. Z mielecka Stala zdobył 2-krotnie mistrzostwo Polski, wicemistrzostwo oraz dwa brązowe medale. W europejskich pucharach jego największym dokonaniem była gra w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Zdobył też Lige Mistrzów ale w strefie CONCACAF, gdzie występował po wyjeździe z Europy. Po 3 miejscu na Mundialu oraz koronie króla strzelców znalazł się na 6 miejscu w plebiscycie Złotej Piłki wśród najlepszych piłkarzy Europy. Rok później był 17 ex aequo z Christo Bonewem, Ivo Viktorem i Gerdem Müllerem. Zostal 3-krotnie piłkarzem roku w Polsce: w 1974 według ,,Sportu” oraz w 1977 i 1981 według ,,Piłki Nożnej”. Wśród polskich piłkarzy wyróżnia się największą kolekcją medali z turniejów międzynarodowych. Posiada złoto i srebro Igrzysk Olimpijskich ale też 2 srebra Mundialowe(za 3 miejsca). Wraz z Władysławem Żmudą oraz Markiem Kustą i Andrzejem Szarmachem tworzył kwartet jedynych piłkarzy, którzy byli w kadrze na obu MŚ zakończonych podium Polaków(1974 i 1982). Z tym pierwszym szedł łeb w łeb pod względem rozegranych meczów na Mundialu. Starcie z Francją o 3 lokate w 1982 była dla obu 20 meczem na MŚ w karierach a dla Laty też 100 w kadrze. Po nim zdecydował się jednak zakończyć karierę. ,,Nie stać chyba już by mnie było na pogodzenie występów w klubie i drużynie narodowej a nie chciałbym aby powoływano mnie na kredyt”- uzasadniał Lato. Na tym drugim turnieju pod wodzą Piechniczka, tak jak 8 lat wcześniej, należał do najważniejszych postaci kadry. Gola strzelił w starciu z Peru.
Legendarny bramkarz Włoch, Dino Zoff powiedział o nim przed półfinałem: ,,Jest super wzorem jak należy grać w piłke”. Trafienia na Mundialu zanotował też w 1978 przeciwko Tunezji i Brazylii. Jego kolekcja goli z MŚ liczy więc aż 10 goli. To rekord wśród Polaków. Lato był pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał 100 oficjalnych spotkań w reprezentacji. Jego wynik na razie przebili tylko Żewłakow, Błaszczykowski i Lewandowski. Ponadto znajduje się na 3 miejscu pod względem liczby strzelonych goli za Lewandowskim i Lubańskim. Po zakończeniu kariery na początku lat 90-tych był trenerem, prowadził m.in. Stal Mielec, Widzew Łódź, Olimpie Poznań i Amikę Wronki. Później zajął się działalnością polityczną. Sprawował mandat senatorski. W latach 2008-12 był też prezesem PZPN. To za jego kadencji Polska organizowała Euro 2012.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Marusek No to coś ci powiem. Ja przez ostatnie prawie 10 lat wyszukuje na jutubie remiksów starych piosenek do tańca. Uwielbiam tak zwaną stope perkusyjną(względnie techno) do tańca pod nóżke. O takie coś:
I inne, również zagraniczne jak np.
1
@Marusek Akurat Zenka i Andersa(czytaj Bernda Weidunga, czy jakoś tak) znam na pamięć. Zaskocz mnie czymś nieznanym ze świata muzyki rozrywkowej...
11
Pierwsza akademia piłkarska w Hiszpanii:
We współczesnej piłce nożnej akademie piłkarskie i kompleksy sportowe są dla nas czymś zupełnie normalnym, a profesjonalny klub bez boiska treningowego to rzadkość. Dziś przyjrzymy się pierwszej akademii piłkarskiej w Hiszpanii, której model i koncepcja zainspirowały wiele innych, dziś uznawanych za punkty odniesienia. W 1950 roku rozpoczęto budowę obiektu, który miał stać się głównym motorem napędowym gospodarki miasta Avilés, nazywanego przez całą jego historię „miastem Adelantado”. W 1957 roku otwarto hutę stali „Ensidesa” – ogromny kompleks przemysłowy, który zatrudniał tysiące pracowników. Pierwszy wielki piec nazwano „Carmen” na cześć Carmen Polo, żony ówczesnego szefa rządu, Francisco Franco, która była obecna na inauguracji. Ten ogromny kompleks przemysłowy zatrudniał do 21 000 osób i spowodował czterokrotny wzrost populacji miasta Avilés z 21 000 w 1950 roku do 85 000 w 1975 roku. Do pracy przybyli również ludzie z innych części Asturii i reszty Hiszpanii, zwłaszcza Estremadury i Andaluzji. Tysiące miejsc pracy stworzonych, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, przez hutę stali przyczyniły się do rozwoju małych osiedli wokół Avilés, gdzie powstawały osiedla i wioski, aby pomieścić przybyszów. Jednym z nich było Llaranes, położone naprzeciwko huty stali Ensidesa. W Llaranes, rok wcześniej, w 1956 roku, powstał Klub Sportowy Llaranes, którego wiceprezes, ekonomista i szef działu ekonomicznego firmy stalowej Juan Muro de Zaro, odegrał kluczową rolę w powstaniu klubu piłkarskiego związanego z firmą i narodzinach pierwszej szkoły piłkarskiej w Hiszpanii: „La Toba”(dziś nazywanej Kompleksem Sportowym Hermanos Castro i zależnej od Rady Miasta Avilés). W 1965 roku Muro de Zaro nabyło grunty dla Ensidesy z zamiarem stworzenia akademii piłkarskiej dla dzieci pracowników firmy oraz dla uczniów szkół zawodowych odbywających tam praktyki. Firma stalowa miała wybudować pięć boisk piłkarskich dla drużyn młodzieżowych, boisko dla pierwszej drużyny (Santa Bárbara), stołówkę, szatnie i salę treningową. 22 maja tego roku Juan Muro de Zaro został prezesem Llaranes, rozwiązując klub i przekształcając go w spółkę zależną wspomnianej firmy, noszącą oczywiście jego nazwisko. Narodził się Club Deportivo Ensidesa a wraz z nim, tego samego dnia, oficjalnie zainaugurowano akademię piłkarską, którą stworzył. Rozpoczęła ona działalność wkrótce potem, tego samego lata 1965 roku. Firma przejęła pełną kontrolę nad drużyną i jej drużynami młodzieżowymi, a także oczywiście nad nowo utworzoną akademią piłkarską, z której mieli się wywodzić tacy zawodnicy jak Quini, Jesús Castro i Alfredo Mejido.
Club Deportivo Ensidesa zbudował konkurencyjny zespół, oferując zawodnikom nisko płatne kontrakty i obiecujące zatrudnienie w przyszłości. Ta strategia przyciągnęła wielu zawodników z różnych asturyjskich akademii młodzieżowych, a klub dodatkowo wzmocnił swój skład, podpisując umowę z Real Sporting de Gijón na wypożyczenie zawodników. Zespół szczycił się niektórymi z najlepszych graczy Sportingu Gijón wszech czasów, w tym José Manuel, Churruca, Vallina, Cundi, Enrique Morán i Joaquín Villa , między innymi. Wszyscy oni grali później w Pierwszej Lidze ze Sportingiem, a niektórzy, jak Churruca, Morán i Cundi, reprezentowali nawet hiszpańską drużynę narodową. Podczas swojego istnienia Ensidesa wahała się między Trzecią Ligą a Drugą Ligą B. W 1975 roku, z drużyną złożoną z utalentowanych graczy z różnych klubów Asturii, takich jak Lombardía, Vallina, Atucha i Novo, awansowali do Drugiej Ligi hiszpańskiej piłki nożnej po pokonaniu Barakaldo w play-offach, w której pozostali przez jeden sezon. Rok wcześniej, w 1974 roku, drużyna prowadzona przez Valentína Piquerę zdobyła tytuł Mistrza Hiszpanii w Piłce Korporacyjnej – rozgrywek, w których mogli brać udział wyłącznie pracownicy firm, w których pracowali. Drużyna prezentowała ogromny poziom, a w jej składzie znalazły się znane nazwiska ówczesnej asturyjskiej piłki nożnej, takie jak bramkarz Avelino Buera oraz zawodnicy z pola, tacy jak napastnik Casielles, który miał ogromny wpływ na wynik. Club Deportivo Ensidesa posiadał również inne sekcje sportowe, na przykład hokeja na trawie i lekkoatletykę. 1 lipca 1983 roku, gdy firma pogrążyła się w poważnym kryzysie gospodarczym, a pozostała tylko sekcja piłkarska, klub połączył się z Real Avilés, dając początek Real Avilés Industrial, który odzyskał swoją historyczną nazwę, tracąc w 2010 roku przydomek „Industrial”. Juan Muro de Zaro był zatem pionierem w świecie futbolu, jedynym prezesem w historii Club Deportivo Ensidesa i twórcą pierwszej akademii piłkarskiej w Hiszpanii, założonej w 1965 roku. Priorytetem było wspieranie rozwoju młodzieży i szkolenie piłkarzy od podstaw. Później, w 1971 roku, Athletic Club de Bilbao naśladował jego model z Lezamą a następnie, w 1978 roku, Sporting Gijón zrobił to samo z Mareo. Dziś stadion w dzielnicy Llaranes nosi jego imię ku jego czci, choć hiszpański establishment piłkarski w dużej mierze o nim zapomniał.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@lucca87 No dokładnie! Absolutna dominacja nad klasowym przeciwnikiem. Aż dziw bierze jak potężnie rozpierała Guardiole ambicja...
12
Twierdza Camp Nou:
8 kwietnia 2009 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou 4:0 Bayern Monachium w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Występ drużyny Guardioli był po prostu fenomenalny; od początku do końca Barça zaprezentowała mistrzostwo w piłce nożnej. To był jeden z tych meczów, które sprawiają, że stajesz się zagorzałym fanem tej pięknej gry. Bayern był jedynie marionetką, tańczącą tak, jak grała Blaugrana. Przed meczem Guardiola oświadczył, że jego drużyna nie jest faworytem, ale po 90 minutach totalnej gry Xaviego i spółki, przyszłe oświadczenia trenera Barcelony stracą wiarygodność. Duma Katalonii śpiewająco poradziła sobie z Niemcami. Zwycięstwo 4:0 było potężne ale gdyby skończyło się 8:0, nikt nie mówiłby o niesprawiedliwości, gdyż Katalończycy dominowali na boisku całkowicie. ,,Wysublimowanie techniczne zawodników Blaugrany sprawiło że ten mecz był dziełem sztuki. Bayern został upokorzony”- pisał ,,El Pais”. Mimo tak wyraźnej przewagi swych zawodników Guardiola szalał przy linii bocznej, wyzywał sędziego i ostatecznie został usunięty na trybuny. Pep protestował przeciwko niepodyktowanemu rzutowi karnemu na Messim. Anglik nie podyktował rzutu karnego a co gorsza, pokazał Messiemu żółtą kartkę, co rozwścieczyło Pepa, który oglądał prawie cały mecz z trybun i opuści rewanż w Niemczech. Gole dla Barçy zdobyli: Messi(2), Eto’o oraz Henry.
Oto dzieło sztuki:
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Marusek A jakbyś tak dla odmiany zamieścił Zenka, Modern Talking czy choćby Anne Jantar, to już nie nada?
12
Legendarni prezydenci FC Barcelony:
8 kwietnia 1964 r. zmarł Agustin Montal Galobart, prezydent FC Barcelony w latach 1946-52. Stanowisko objął decyzją dyktatorów reżimu ale z perspektywy klubu był to dobry wybór. Za jego rządów liczba socios zwiększyła się z 20 do 30 tysięcy. 28 lipca 1948 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie socios po 12 latach przerwy. W 1949 r. z okazji 50-lecia powstania Blaugrany zorganizował turniej będący hołdem dla Waltera Wilda i Joana Gampera, w którym uczestniczyły brazylijski Palmeiras i Boldklubben Kopenhaga. Mecz z Duńczykami uroczyście rozpoczął wnuk Gampera. Na turniej zaproszono byłego gracza Emilio Waltera, któremu Agustin przez kilka lat wysyłał paczki żywnościowe do Niemiec. Inne ważne decyzje mandatu Montala Galobarta to zatrudnienie legendarnego Kubali i kupno terenów pod przyszłe Camp Nou.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Rekordy Blaugrany:
8 kwietnia 1962 r. FC Barcelona odniosła rekordowe w swojej historii zwycięstwo w Pucharze Hiszpanii, gromiąc Club Deportivo Basconia aż 10:1(!) w rewanżowym starciu ⅛ tychże rozgrywek. Hattrickiem popisał się w tym meczu Jesus Pereda. Pozostałe gole strzelali Verges(2), Szalay(2), Pais, Zaldua oraz Zaballa.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Puchar Wyzwolicieli:
Już dzisiejszej nocy rozegrane zostaną pierwsze mecze 67. edycji Copa Libertadores. 32 południowoamerykańskie drużyny rozlokowane w ośmiu grupach powalczą o „La Gloria Eterna” – Wieczną Chwałę, jak za oceanem mówi się o końcowym triumfie w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na kontynencie. Jak co roku możemy spodziewać się ignorowania taktyki, fanatycznych kibiców, wielu pięknych goli, wiadra czerwonych kartek, masy polotu i ogromu finezji. Bo Copa Libertadores na pewno nie jest smutna. Pierwszy raz o Puchar Wyzwolicieli zagrano w roku 1960. Wystartowało tylko siedem drużyn a każda z nich była mistrzem swojego kraju. W pierwszym spotkaniu w historii rozgrywek Peñarol pokonał boliwijską ekipę Jorge Wilstermann (nazwaną na cześć pierwszego boliwijskiego pilota samolotów komercyjnych) 7:1! Urugwajczycy później wygrali w finale z Olimpią Asunción, zostając pierwszym klubowym mistrzem kontynentu. Peñarol wygrał też w 1961, tym razem będąc minimalnie lepszym od Palmeirasu.
Pierwsze dwie edycje nie cieszyły się popularnością poza Ameryką Południową. W 1962 było już zupełnie inaczej a wszystko to za sprawą wielkiego Santosu, który miał w swoim składzie 22-letniego wirtuoza – Edsona Arantesa do Nascimento. Nie tylko Pelé brylował zresztą w tamtej drużynie. „Os Santásticos” („Santastyczni”) lub „O Balé Branco” („Biały Balet”), bo tak nazywano wtedy Santos, przez wielu uważani są za najwspanialszą drużynę wszech czasów. Biorąc pod uwagę, jak bardzo zmienił się futbol od tamtych czasów, jest to stwierdzenie mocno na wyrost, ale sporów z serii „Maradona czy Messi?” rozstrzygać tu nie będziemy. Wtedy Santos był wielki i wygrał Copa Libertadores w 1962 i 1963 roku – pokonując w finale odpowiednio Peñarol i Boca Juniors. W sumie Copa Libertadores padła łupem 25 różnych klubów z siedmiu krajów. Nigdy nie zwyciężyły drużyny z Peru, Boliwii i Wenezueli. Nie wygrali też Meksykanie – od 1998 do 2017 w CL grały też kluby meksykańskie. Chivas, Tigres i Cruz Azul docierały do finału, zawsze w nim przegrywając. Dyskusja o powrocie meksykańskich drużyn ciągle się toczy. Meksykanie wycofali się z rozgrywek po zmianie formatu kalendarza – od 2017 Copa Libertadores startuje na przełomie lutego i marca a kończy się w listopadzie. Wcześniej zaczynała się w styczniu a finał miał miejsce w lipcu lub sierpniu. Obecny format koliduje Meksykanom z ich krajową ligą i Ligą Mistrzów CONCACAF. Potomkowie Azteków są jednak otwarci na powrót (jeśli kalendarz ulegnie zmianie) a przy tej okazji sporo mówi się też o ewentualnych występach drużyn z MLS. Reprezentanci Wenezueli i Boliwii jako jedyni nigdy nie dotarli nawet do finału rozgrywek. Najwięcej triumfów zanotowały kluby argentyńskie i brazylijskie(po 25). Ośmiokrotnie najwyższej chwały dostąpili piłkarze z Urugwaju, trzykrotnie Kolumbijczycy i Paragwajczycy a raz gracze z Chile i Ekwadoru.
@Ogorinho1974
@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
13
Royal Shrovetide Football: tradycyjny mecz piłkarski w Ashbourne:
Angielska piłka nożna a także rugby, mają swoje korzenie w starożytnych grach z piłką, które z czasem zanikły. Inaczej jest w przypadku tradycyjnego meczu w Ashbourne, który wciąż jest żywy. Udokumentowany co najmniej od 1683 roku, choć niektóre źródła historyczne wskazują na jego początki w XII wieku, jest to najdłuższy mecz na świecie. Pod każdym względem. Tam, w drugi wtorek i środę lutego, rozgrywana jest prosta forma piłki nożnej na boisku o długości trzech mil(około 4,8 kilometra), a mecz trwa cały dzień. Drużyny, które rywalizują ze sobą, pochodzą z przeciwnych stron rzeki Henmore, przepływającej przez miasto, dzieląc ludność na dwie wrogie frakcje: „Up'ards” i „Down'ards”. W tym meczu piłkarskim nie ma sędziego, najważniejszy jest honor uczestników, aby uniknąć oszustw, nie ma też ustalonej liczby graczy, wystarczy być sąsiadem z jednej lub drugiej strony rzeki. Zasady są proste: mecz musi rozpocząć się we wtorek po południu o godzinie 14:50. Można grać nogami i rękami, pod warunkiem, że piłka nie będzie trzymana w rękach dłużej niż minutę. Czas ten jest zawsze przybliżony. Przechodzenie przez cmentarz i park miejski jest zabronione. Oczywiście, dla spokoju ducha uczestników, zgodnie z regulaminem meczu z XVII wieku, zabrania się również zabijania przeciwnika w celu przejęcia piłki. Wszystkie inne czynności są dozwolone. Każda drużyna musi dotrzeć do bramki drużyny przeciwnej, która wcale nie jest bramką, ale dużym słupem znajdującym się przed bramkami dwóch dużych młynów we wsi, jednego na północy i jednego na południu, i trzykrotnie uderzyć w słup piłką, zawsze ją kopiąc. Ten osobliwy mecz piłki nożnej trwa osiem godzin, ale rozgrywany jest w ciągu doby, podzielonej na dwie połowy w zależności od wyniku. Jeśli ktoś strzeli gola przed 17:00, gra zostaje wznowiona i trwa do 22:00. Jeśli w pierwszej tercji nie padnie gol, mecz zostanie wznowiony następnego dnia, w środę, o 13:55, po wspólnym posiłku i dużej ilości piwa – odpowiednie nawodnienie jest zawsze niezbędne w sporcie. Nagroda dla zwycięzcy? Utrzymanie piłki do następnej tercji i patrzenie z góry na przeciwnika przez taki sam czas. Coś niesamowitego.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
15
Hattrick ,,La Pulgi”:
7 kwietnia 2018 r. FC Barcelona pokonała na własnym stadionie CD Leganes 3:1 w 31 kolejce Primera Division. Hattrick zaliczył Leo Messi. Dla gości w 68. minucie trafił El Zhar. Duma Katalonii zrobiła kolejny krok ku mistrzowskiej koronie. Od początku potyczki z Leganes widać było że gole dla gospodarzy były kwestią minut. Strzały Philippe Coutinho i Gerarda Pique bronił bramkarz lub były one niecelne. Z kolei w 19. minucie Luis Suarez z bliska trafił w Pichu Cuellara. Premierowy gol padł w 27. minucie. Z rzutu wolnego z ok. 25 metrów uderzył Lionel Messi, źle ustawiony bramkarz nie mógł obronić tego strzału. Pięć minut później padła druga bramka. Messi otrzymał piłkę w polu karnym od Philippe Coutinho i z rywalem na plecach przebiegł kilka metrów. Strzał z ok. 11 metrów był formalnością. W drugiej części Leganes kilka razy pokazało pazurki. W 49. minucie minimalnie niecelnie głową uderzył rezerwowy Claudio Beauvue. Z kolei w 67. minucie przestrzelił Darko Brasanac. W międzyczasie w bramkę z bliska nie trafił Pique. Goście złapali kontakt w 68. minucie Sprzed pola karnego precyzyjnie uderzył Nabil El Zhar i zrobiło się tylko 2:1. Barcelona nie panikowała, tylko grała swoje. W 81. minucie z kilku metrów nie trafił Suarez. Skuteczniejszy był Messi. Argentyńczyk na dwie minuty przed końcem, uderzając z sześciu metrów, skompletował hattrick i ustalił wynik gry.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
13
Duma Katalonii w końcu się doczekała:
7 kwietnia 1974 r. FC Barcelona zapewniła sobie długo wyczekiwane mistrzostwo Hiszpani. To był tytuł, który cules świętowali najmocniej w całej historii klubu. Katalończycy nie wygrali La Ligi przez 14 lat(!) a w tym samym czasie Real Madryt świętował tytuł aż dziewięciokrotnie. Blaugrana przypieczętowała sukces w Gijon z tamtejszym Sportingiem, gdzie grał Quini, o którym Michels mówił iż nie widzi dla niego miejsca w składzie gdyż zatrudnił już Claresa. Barça zaczęła sezon 1973/74 od miejsca w strefie… spadkowej! Dopiero transfer Cruijffa spowodował że nie przegrała 24 kolejnych spotkań i wygrała w tym okresie 19 meczów. W Gijon Duma Katalonii przegrywała już 2:1 lecz w ciągu 12 minut Marcial ustrzelił hattricka i zapewnił upragniony tytuł. Po meczu pytano Michelsa czy można porównać FC Barcelone do Ajaxu a ten odpowiedział: ,,To nie było by sprawiedliwe. Ajax ma kilka Pucharów Europy a Barça dopiero zaczyna”. Michels okazał się swego rodzaju prorokiem ponieważ FC Barcelona na kolejny tytuł czekała aż 11 lat!
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Rewanż z rezerwami:
7 kwietnia 1957 r. FC Barcelona pokonała na ,,Camp de Les Corts” CD Condal(do 1956 r. rezerwy FC Barcelony) 5:0 w 28 kolejce Primera Division, po 2 golach Luisa Suareza oraz po jednym Basory, Manchona i Rodriego. Historia rezerwowych drużyn Blaugrany jest skomplikowana. Przeszły przez nią historie fuzji, sojuszy kibiców i rozstań, zanim w 1970 r., wraz z utworzeniem FC Barcelona B, znanej wówczas jako Barcelona Atlético, ustalono obecną strukturę. Pierwszym zespołem, który został zrzeszony jako rezerwowy zespół klubu, był "Sección Deportiva La España Industrial". Założony w 1923 roku, był drużyną fabryczną producenta tekstyliów, którego właścicielem był Josep Antoni de Albert, który w 1943 roku został prezesem FC Barcelona. W 1946 roku zespół został w pełni zrzeszony z Barçą i zaczął okazjonalnie grać na ,,Camp de Les Corts”, podczas gdy większość meczów rozgrywano na ,,Campo de Hostafranchs”. W 1952 roku klub dotarł do La Segunda, a cztery lata później wywalczył awans do La Primera. Aby zająć pozycję w najwyższej klasie rozgrywkowej, klub odłączył się od FC Barcelona i przyjął nazwę CD Condal. Nadal grali w ,,Les Corts” ale ich pobyt w La Primera trwał tylko jeden sezon i zakończyli na ostatnim miejscu. Oba ich mecze z FC Barcelona rozgrywane były na ,,Les Corts”. Pierwszy mecz 12 stycznia 1957 r., z Condal jako gospodarzem, zakończył się remisem 1-1. Rewanż na ,,Les Corts” odbył się 7 kwietnia 1957 r. i był jednostronnym widowiskiem, w którym Barcelona wygrała 5-0.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Premierowe Derby w Primera Division:
Pierwszy oficjalny mecz La Liga pomiędzy Barçą i RCD Español został rozegrany 7 kwietnia 1929 roku na „Camp de Les Corts”. Barça wygrała minimalnie 1:0 po golu Josepa Sastre'a w 80-tej minucie spotkania, co odpowiadało 8. kolejce La Liga tamtego sezonu. W raporcie opublikowanym następnego dnia na łamach „El Mundo Deportivo” można było przeczytać, że mecz był raczej nudny i nieciekawy, zwłaszcza w pierwszej połowie a bramkę, która zadecydowała o wyniku, opisano następująco: była ona wynikiem „świetnej gry”: „Dośrodkowanie Parery, Campabadala, niepilnowany, odbija piłkę głową a Sastre wykorzystuje piłkę, by w końcu umieścić ją w siatce wielkiego Ricardo . Entuzjazm tłumu jest szalony. Owacja trwa długo a tysiące chusteczek powiewa w powietrzu. Zespół Blaugrany obejmuje się z dziecięcą radością”. Osobą, której nie spodobał się gol, który ostatecznie rozstrzygnął mecz na dziesięć minut przed końcem, był trener „papużek”, Jack Greenwell, dla którego Sastre uznał to za „bardzo wyraźny spalony, którego żaden z nich(jego piłkarzy) nie potrafił dostrzec i przyznać się do niego”. I więcej: „To był spalony, całkiem wyraźnie, i nie wierzę, że Zamora tego nie widział. Sastre był na spalonym, kiedy strzelał a sędzia wahał się z wydaniem orzeczenia. Gdyby ktoś się wtedy odwołał, Escartín nie uznałby gola. Jestem tego pewien!” Raport „EMD” stwierdził jednak, że zwycięstwo FC Barcelony było całkowicie zasłużone dzięki jej pomocnikom, którzy „byli architektami triumfu w znakomitej drugiej połowie, pełnej emocjonujących momentów i monumentalnych obron Zamory ”. Josep Sastre grał w barwach Barçy od 1926 do 1931 roku. W ciągu sześciu lat gry w drużynie strzelił łącznie 60 goli. Jego osobistym rekordem były 3 gole, które zdobył przeciwko Lidze Europejskiej w sezonie 1928-29, w którym nie został jednak najskuteczniejszym strzelcem Blaugrany: zakończył rozgrywki z 10 golami, o jedną mniej niż Manuel Parera Penella.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Kubala, geniusz, który zmienił historie Dumy Katalonii:
Gdybym zapytał cię dzisiaj, kto jest najlepszym piłkarzem w historii FC Barcelony, prawdopodobnie wymieniłbyś Messiego. Gdybym jednak zapytał cię 25 lat temu, bez wahania wymieniłbyś nazwisko bohatera tej historii. Dzisiejsza Legenda została pierwszą zagraniczną gwiazdą hiszpańskiej piłki nożnej a jej przybycie na początku lat 50-tych zmieniło historię Blaugrany. Jego wyjątkowa technika i niesamowite gole odmieniły grę katalońskiej drużyny, która dzięki niemu zaczęła gromadzić trofea. Dziś w programie Football Memories opowiadamy historię Ladislao Kubali, piłkarza, który z uchodźcy wojennego stał się idolem całego miasta. László Kubala Stecz urodził się 10 czerwca 1927 roku w Budapeszcie. Syn słowackiego murarza i piłkarza, László odziedziczył po ojcu miłość do piłki nożnej i już w wieku 12 lat grał w młodzieżowej drużynie Ganza. W wieku 16 lat podpisał kontrakt z Ferencvárosem a mając 17 lat, zadebiutował w pierwszej drużynie i zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Węgier. Po śmierci ojca, Kubala w wieku 18 lat wyemigrował na Słowację, kraj pochodzenia matki, i zaczął grać w Bratysławie. „Laszy” rozegrał 6 meczów w reprezentacji Węgier, ale jego dobra gra i słowackie pochodzenie rodziny pozwoliły mu uzyskać obywatelstwo czechosłowackie i zadebiutować w reprezentacji tego kraju. W 1948 roku piłkarz został ponownie zrekrutowany przez węgierską federację piłkarską i podpisał kontrakt z klubem Vasas w Budapeszcie. Tym razem jednak jego pobyt w ojczyźnie okazał się bardzo krótki. Wraz z wybuchem II wojny światowej Węgry znalazły się w bloku komunistycznym, a czując się przytłoczony przez rząd, Kubala zdecydował się na emigrację. Przebrany za rosyjskiego żołnierza, piłkarz wraz z towarzyszami uciekł z kraju ciężarówką z radzieckimi tablicami rejestracyjnymi i po przekroczeniu granicy z Austrią rozpoczął odyseję jako uchodźca. Węgry wydały nakaz aresztowania Kubali, twierdząc, że jest przestępcą i oszustem a FIFA zawiesiła go na rok, zakazując mu gry w jakimkolwiek klubie zawodowym. Bez grosza przy duszy i dokumentów, Kubala przeżywał bardzo trudne chwile, aż dotarł do Włoch, gdzie ostatecznie się osiedlił. Wiele włoskich klubów było zainteresowanych jego pozyskaniem, ale przeszkody biurokratyczne ze strony Węgier i FIFA uniemożliwiły mu transfer do Interu lub Torino, ówczesnej najlepszej drużyny w kraju. Jak na ironię, nieudany transfer uratował mu życie, ponieważ rok później, w 1949 roku, Torino uległo katastrofie lotniczej, w której zginęli wszyscy zawodnicy. Kubali udało się połączyć z żoną i synem we Włoszech. W obliczu niemożności gry, wraz ze swoim szwagrem i trenerem Ferdinandem Daučíkiem stworzył drużynę wygnanych piłkarzy, która otrzymała nazwę „Hungaria”. Złożona z piłkarzy różnych narodowości drużyna Hungaria rozgrywała mecze pokazowe na całym kontynencie i przybyła do Hiszpanii w 1950 roku. Podczas tych meczów pokazowych Kubala był bliski podpisania kontraktu z Realem Madryt, ale odmowa klubu na włączenie Daučíka do sztabu szkoleniowego uniemożliwiła jego transfer. Wkrótce potem, po meczu z Espanyolem, jego występ zaimponował José Samitierowi. Była legenda FC Barcelony, która była wówczas sekretarzem technicznym klubu, natychmiast go podpisała a po odbyciu zawieszenia Kubala zadebiutował w koszulce Blaugrany 29 kwietnia 1951 roku.
W tym roku Barcelona zdobyła Puchar Króla i rozpoczęła triumfalną dekadę z Kubalą, jako główną postacią. Węgier bardzo szybko zaadaptował się do miasta i na pozycji ofensywnego pomocnika lub napastnika pokazał swoją wyśmienitą technikę, potężny strzał i sprawność fizyczną. Pomimo długiego okresu przerwy w rozgrywkach na najwyższym szczeblu, Kubala pokazał, że wciąż jest w formie i w swoim pierwszym pełnym sezonie strzelił 39 goli w niebiesko-czerwonym stroju. 10 lutego 1952 roku Kubala ustanowił rekord, którego do tej pory nie udało się pobić żadnemu innemu piłkarzowi, strzelając 7 z 9 goli, jakie Barça strzeliła Sportingowi w jednym meczu. Z Węgrem na czele Duma Katalonii stworzyła drużynę marzeń i w 1952 roku zdobyła wszystkie 5 tytułów mistrzowskich (La Liga, La Copa de España, La Copa Latina, Copa Eva Duarte oraz Copa Martini & Rossi). W 1953 roku reżim Franco przyznał mu obywatelstwo hiszpańskie i, zgodnie z ówczesnymi przepisami, został jedynym piłkarzem, który reprezentował trzy kraje. Rozegrał 19 meczów w reprezentacji Hiszpanii, strzelając 11 bramek, choć, podobnie jak jego bliski przyjaciel Di Stéfano , nigdy nie zagrał na Mistrzostwach Świata. Argentyński napastnik ostatecznie grał w Realu Madryt, ale podczas gdy spór transferowy był rozwiązywany, trenował i dzielił linię ataku z Kubalą w kilku meczach towarzyskich. Oprócz wyjątkowej wizji gry na boisku, Węgier stał się bezwzględnym specjalistą od stałych fragmentów gry. Kubala, pionier taktyki, która później zyskała miano „paradinha ”, nigdy w swojej karierze nie spudłował rzutu karnego. Jego potężny strzał uczynił go jednym z pierwszych piłkarzy, którzy posyłali rzuty wolne ponad mur, a jego wyrafinowana technika urzekła kibiców Barcelony. Wszyscy chcieli zobaczyć fenomen Węgier, a z powodu ogromnego popytu na bilety, Barça musiała opuścić stary stadion Les Corts, aby zbudować nowy, gigantyczny Camp Nou. Od 2009 roku stoi tam brązowy pomnik Kubali, oddający hołd pierwszemu wielkiemu idolowi medialnemu klubu. Pomimo imponującej kariery, László był pełen niepowodzeń i nieoczekiwanych zdarzeń. Węgier pokonał 19 kontuzji i chorób, w tym gruźlicę, która pozostawiła dziurę w płucach. W meczu Pucharu Króla z Athletic Bilbao mógł grać z drewnianą nogą po zerwaniu więzadła krzyżowego przedniego i pomimo licznych problemów mięśniowych, László zbudował karierę na lata. Uważany za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów, Kubala zagrał dwa mecze w FIFA World XI, strzelając trzy gole. W koszulce Barcelony rozegrał 256 meczów i strzelił 194 gole w ciągu 12 sezonów. Węgierska gwiazda zdobyła 14 tytułów z Barceloną: cztery tytuły La Liga (1952, 1953, 1959 i 1960), pięć tytułów Copa del Rey(1951, 1952, 1953, 1957 i 1959), Puchar Łaciński w 1952 roku oraz Puchar Miast Targowych (poprzednik Pucharu UEFA ) w 1958 i 1960 roku. W 1961 roku był bliski wzniesienia swojego pierwszego Pucharu Europy, ale słabe wykończenie i kwadratowe słupki na stadionie Bernabéu doprowadziły do porażki w finale z Benficą.
Po tym rozczarowaniu Barcelona postanowiła rozstać się ze swoją legendą i chociaż Kubala chciał kontynuować grę, musiał rozpocząć karierę trenerską. W 1962 roku objął stanowisko trenera Barcelony na sezon, ale po wygaśnięciu kontraktu zaskoczył wszystkich, podpisując kontrakt z odwiecznym rywalem z miasta. Rok po zakończeniu kariery Kubala ponownie założył strój, aby dołączyć do Espanyolu i dzielić linię ataku z Di Stéfano, który również został zwolniony z Realu Madryt. Pozostał menedżerem Espanyolu przez kilka miesięcy, ale nie dokończył kontraktu. W 1965 roku spędził krótki okres w Zurychu a następnie przeniósł się do Toronto, gdzie w wieku 40 lat zakończył karierę piłkarską. W 1968 roku wrócił do Hiszpanii, gdzie prowadził Cordobę, a rok później objął posadę selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Kubala był menedżerem reprezentacji Hiszpanii przez 11 lat (1969-1980), stając się najdłużej pracującym menedżerem w historii reprezentacji. Po epizodzie w reprezentacji narodowej na krótko wrócił do składu Barcelony, gdzie po raz drugi zawiódł. Przez cztery lata był trenerem w Arabii Saudyjskiej a po tym, jak prowadził Murcię, Malagę i Elche, był członkiem sztabu szkoleniowego, który zdobył olimpijskie złoto w Barcelonie w 1992 roku. 24 kwietnia 1993 roku Kubala odebrał hołd od kibiców podczas meczu Hiszpanii z Katalonią na Stadionie Olimpijskim. Następnie został powołany do Paragwaju jako selekcjoner reprezentacji tego kraju. W wieku 66 lat utrzymywał doskonałą kondycję fizyczną, co pozwalało mu na kontynuowanie gry w piłkę nożną i codzienne pokonywanie 50 km na rowerze. W 1999 roku Kubala został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Barcelony i do dziś pozostaje czwartym najlepszym strzelcem w historii klubu. Piłka nożna wypełniała całe życie Kubali i 17 maja 2002 roku zmarł w wieku 75 lat w Barcelonie, mieście, które odmieniło jego życie i w którym przekształcił Blaugrane w jeden z najlepszych klubów na świecie.
@Szalik
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
6 kwietnia 1939 r. w Chorzowie urodził się Eugeniusz Faber. Jeden z najlepszych skrzydłowych w historii chorzowskiego Ruchu. Godny następca Gerarda Wodarza. W 1954 r. rozpoczął pracę w kopalni Prezydent i szybko został zawodnikiem zakładowego klubu. Swoją grą zrobił wrażenie na Erwinie Michalskim, który chętnie powoływał go do reprezentacji miasta. Kiedy Roman Lentner odniósł kontuzję, to właśnie Michalski optował za tym, żeby do reprezentacji Śląska powołać w jego miejsce Fabera. Ojga, jak mówili na niego koledzy, spisał się na tyle dobrze, że wkrótce ściągnął go do Ruch. W drużynie Niebieskich szybko się zaadaptował i od pierwszych meczów zrobił wrażenie na kibicach. Uwielbiali go nie tylko za wspaniałe umiejętności, szybkość i strzelecką precyzję, ale też za to, że zawsze grał czysto i fair. Raz tylko dał się sprowokować i uderzył rywala, za co został zawieszony na rok, ale po trzech miesiącach PZPN go ułaskawił. W Ruchu występował przez 12 lat i przez cały ten okres był jednym z najlepszych w zespole. Dwukrotnie sięgał po mistrzostwo kraju (1960 i 1968). Reprezentacyjny debiut zaliczył w starciu z Finlandią (wygrana 6:2) w ramach eliminacji do igrzysk w Rzymie. Jego głównym rywalem do gry na lewej flance był Roman Lentner, dlatego też Faber nieraz występował na prawym skrzydle, gdzie radził sobie równie dobrze. Pojechał na igrzyska, ale w samym turnieju nie zagrał. W reprezentacji występował przez 10 lat. Pożegnał się wygranym meczem z Holandią (2:1) 7 września 1969 r. Z Ruchu odszedł niedługo po przyjściu trenera Vičana. Szkoleniowiec nie chciał mieć w zespole zbyt wielu starszych zawodników a sam Faber nie miał już tyle sił, żeby wytrzymać ciężkie treningi nowego trenera. Wyjechał do Francji, gdzie został zawodnikiem Lens. W 1961 r. Ruch grał tam mecz towarzyski a Faber swoim występem zrobił na tamtejszym prezesie duże wrażenie. O transferze nie mogło być wówczas mowy. Kiedy jednak Francuzi dowiedzieli się, że piłkarz może odejść z klubu, to z miejsca się po niego zgłosili i po paru dniach był już w Lens. Z klubem awansował do I ligi, grał w finale pucharu Francji. W końcu wrócił do Polski, gdzie prowadził zespoły trzecioligowe. 12 grudnia 1981 r. wyjechał do Francji na święta do znajomych. Kiedy wprowadzono stan wojenny, zdecydował się pozostać na emigracji. Eugeniusz Faber zmarł w 2021 roku właśnie we Francji w wieku 82 lat. W Reprezentacji rozegrał 36 meczów, strzelając 11 goli.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
15
To był zaiste WIELKI(!) Widzew:
6 kwietnia 1983 r. Juventus pokonał Widzew Łódź 2:0 na Stadio Olimpico Gran Torino, po golach Tardelliego i Bettegi w ramach pierwszego półfinału Pucharu Mistrzów. Półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych to największy sukces w historii występów Widzewa w europejskich pucharach. To także jedno z największych osiągnięć polskiego klubu na arenie międzynarodowej. Dalej dotarł jedynie Górnik Zabrze, który zagrał w finale, tyle że mniej prestiżowego Pucharu Zdobywców Pucharów. Początek drogi do półfinału był łatwy, bo w pierwszej rundzie łodzianie trafili na maltański Hibernians FC i bez problemów wygrali obydwa spotkania (3:1 oraz 4:1). Schody zaczęły się już od kolejnego rywala. Los przydzielił Rapid Wiedeń. Mistrz Austrii (dwa lata późnej zagrał w finale PZP) wygrał u siebie 2:1, ale w Łodzi Widzew szybko odrobił straty (po półgodzinie prowadził 3:0) i zwyciężył 5:3. W ćwierćfinale trafił się już przeciwnik z najwyższej półki - Liverpool FC. U siebie podopieczni trenera Władysława Żmudy wygrali 2:0, w rewanżu prowadzili 2:1, ale w końcówce Anglicy strzelili dwa gole. To było jednak za mało, by wyeliminować łodzian. „Jesteście wspaniali. Do zobaczenia w Atenach. Zbyszek" - napisał wtedy do byłych kolegów z Widzewa Zbigniew Boniek, który był już piłkarzem Juventusu. Były prezes PZPN-u w ten sposób życzył, by te zespoły zagrały ze sobą w finale. Stało się inaczej i podczas losowania już w półfinale Widzew trafił na Włochów. Pierwszy mecz(w Turynie) odbywał się tuż po Wielkanocy. Dlatego piłkarze trenowali w świąteczną niedzielę a w Lany Poniedziałek polecieli do Włoch. Trener Żmuda jeszcze przed wylotem analizował na podstawie zapisu wideo mecz Juventusu z Torino. Podkreślał, że rywale dali sobie wbić trzy gole w pięć minut. Paolo Rossi, napastnik Juventusu, stwierdził, że to będzie podobne spotkanie do tego z 1982 r. podczas mundialu w Hiszpanii, kiedy Włochy pokonały Polskę 2:0.
Najwięcej miejsca włoska prasa poświęcała oczywiście Bońkowi. Ba, dziennikarze "La Gazetta Dello Sport" wcześniej odwiedzili Polskę, by napisać reportaż o Zibim. "Niejednokrotnie mówiłem, że nastąpił dość nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który sprawił, że musimy spotkać się z Widzewem już w półfinale. Dziś jestem piłkarzem Juventusu, kierują mną sportowe ambicje i chciałbym zdobyć ze swą drużyną Puchar Europy. Dlatego też dołożę wszelkich starań, by przyczynić się do zrealizowania tych marzeń" – cytował Bońka "Dziennik Łódzki". "Dziś w Turynie supermecz" - zapowiadała polska prasa. Włosi podkreślali rekordowe zainteresowanie kibiców. Do kasy Juventusu ze sprzedanych biletów wpłynęło 1 mld 100 tys. lirów (wtedy około 800 tys. dolarów). To był nowy rekord Włoch pod względów wpływów z wejściówek. "Jeżeli w pierwszych 15 minutach nie popełnimy błędów, wówczas osiągniemy bardzo korzystny rezultat. Jestem pewny, że sprawimy naszym sympatykom prezent" - twierdził Mirosław Tłokiński. Jak się okazało, rację miał Paolo Rossi. Tłokiński też nie minął się z prawdą, bo widzewiacy nie utrzymali bezbramkowego rezultatu przez kwadrans. Gola stracili już w ósmej minucie. Na oczach 70 tys. widzów Widzew przegrał 0:2, choć wcale tak nie musiało się skończyć. "Widzew nie do końca wykorzystał swoje szanse. Nie było widać zbyt wyraźnej przewagi mistrza Włoch, a nawet powiedziałbym więcej, że przez wiele fragmentów właśnie piłkarze Widzewa zamykali zespół gwiazd na ich połowie" - pisał korespondent DŁ. " ,,Gospodarze zaimponowali mi konsekwencją i mieli więcej sił. W pierwszej połowie byliśmy równorzędnym partnerem. Drugą część moi chłopcy rozpoczęli fatalnie, popełnili wiele błędów i straciliśmy drugiego gola. Wyróżniam Młynarczyka i Smolarka" - mówił trener Żmuda.
Składy obu drużyn:
Widzew: Młynarczyk, Świątek, Grębosz, Wójcicki, Kamiński, Wraga (81. Myśliński), Romke, Rozborski, Surlit, Tłokiński, Smolarek.
Juventus: Zoff, Gentile, Scirea, Brio, Cabrini, Boniek, Bonini, Platini, Tardelli, Bettega, Rossi (78. Marocchino).
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Strach ma wielkie oczy:
6 kwietnia 2011 r. FC Barcelona rozgromiła Szachtar Donieck 5:1 na Camp Nou w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Blaugrana oczywiście była zdecydowanym faworytem zmagań z Szachtarem ale w Katalonii pamiętano w jakich mękach Barça pokonywała tego rywala w 2009 r. w meczu o Superpuchar Europy. Jedyny gol padł wówczas dopiero w dogrywce w 115 minucie. Ponadto tajniki warsztatu Guardioli doskonale znał Czyhrynski, kupiony w 2009 r. przez kataloński klub z Szachtara za 25 milionów euro i sprzedany rok później za 15. Na domiar złego pogłębiły się kłopoty Barçy ze stoperami, gdyż u Abidala wykryto guza wątroby i Francuz na dłuższy czas wypadł ze składu. Mimo tych perturbacji Blaugrana wygrała pierwszy mecz 5:1 ale wszystko mogło potoczyć się inaczej gdyby przy prowadzeniu gospodarzy 1:0 Brazylijczycy z Szachtara byli skuteczniejsi. Rewanż w Doniecku okazał się meczem bez historii, który Katalończycy wygrali 1:0.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
17
Arcydzieło Messiego:
6 kwietnia 2010 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Arsenal 4:1 w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wszystkie 4 gole strzelił genialny Messi. Ten mecz jest uważany za jeden z najlepszych indywidualnych występów Argentyńczyka w całej karierze. Mecz zaczął się dość niespodziewanie. Już w 18 minucie Kanonierzy wyprowadzili szybką akcje, po której Wallcot wyłożył piłke Bendtnerowi a duński napastnik otworzył wynik. Raptem 3 minuty później Messi doprowadził jednak do wyrównania a jeszcze przed przerwą skompletował hattricka. Pod koniec spotkania dokończył dzieła i ustalił wynik meczu. Hiszpanie określają taki wyczyn mianem ,,Pokera”, co odnosi się do układu znanego w Polsce jako ,,kareta”.
To trzeba sobie przypomnieć:
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Cześć i chwała legendom Blaugrany:
Dokładnie 50 lat temu zmarł nagle Julio Cesar Benitez. 27-letni Urugwajski piłkarz FC Barcelony zmarł w wyniku zakażenia przewodu pokarmowego po zjedzeniu zepsutych owoców morza. Tragiczne wydarzenie nastąpiło na 3 dni przed arcyważnym pojedynkiem z Realem Madryt w Primera Division. 150 tysięcy ludzi uczestniczyło w ostatniej drodze Beniteza, który na Camp Nou występował od 1961 r. Grał przeważnie w obronie stając się z czasem ulubieńcem publiczności. Jego poświęcenie najlepiej oddają słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Do boju chłopaki! Pokonamy Real 2:0!”. Mecz z Królewskimi został przełożony o 2 dni, lecz koledzy Urugwajczyka nie byli w stanie się pozbierać i zremisowali 1:1. Pod koniec tamtego sezonu Katalończycy wygrali jednak z Realem finał krajowego pucharu i zadedykowali trofeum zmarłemu koledze.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Jego dziedzictwo jest wieczne:
Minęło dziesięć lat bez Johana Cruyffa. Bez „Boga”, jak nazywali go piłkarze Barcelony w latach 1988-1996. W ciągu ośmiu lat Latający Holender zmienił historię najważniejszej instytucji sportowej Katalonii. Nie tylko dzięki czterem kolejnym tytułom mistrzowskim i pierwszemu Pucharowi Europy. Cruyff był rewolucyjnym, kontrkulturowym trenerem, potężnym z potężnymi i zawsze buntowniczym. Starł się z ówczesnym prezydentem, Josepem Lluísem Núñezem ale jego dziedzictwo na Camp Nou jest wieczne. Jako piłkarz, poprowadził drużynę FC Barcelony, która wygrała La Ligę w 1974 roku, po niezapomnianym zwycięstwie 5:0 na Bernabéu i niemożliwej do zdobycia bramce przeciwko Atlético Madryt. Jako trener, jego wpływ był ogromny. David Torras, jeden z dziennikarzy, którzy najlepiej znali Johana Cruyffa, opowiedział o swoim ostatnim spotkaniu z holenderskim geniuszem. Zaledwie kilka dni przed jego śmiercią, obaj spacerowali po Carretera de les Aigües w bardzo swobodnej atmosferze. Cruyff zdawał się wyzdrowieć po zdiagnozowanym u niego nowotworze i wzruszył się, gdy wysoko na górze ujrzał Camp Nou. „ To piękne ” – powiedział mężczyzna, który zrzucał z siebie twardziela i który za życia odpowiadał tylko przed swoją żoną Danny. Przed nikim innym. „To była pierwsza wizyta Cruyffa na Carretera de les Aigües i był pod wrażeniem Camp Nou. Bez wątpienia to on wywarł na mnie największy wpływ ze względu na swoje zrozumienie piłki nożnej i samego życia. Nie bał się niczego. Podczas tego spaceru powiedział mi, że wygrywa 2:0 z rakiem i że bardzo poruszył go rzut karny Messiego i Suáreza przeciwko Celcie, który naśladowali z rzutu karnego, który wykonał w Ajaxie . Nie czuł, że jego życie się kończy” – wspomina David. Xavier Torres, dziennikarz TV3, a także bliski przyjaciel byłego trenera Barcelony i zagorzały zwolennik jego piłkarskiej filozofii, towarzyszył im w spacerze. Były szef działu sportowego w El Periódico de Catalunya i obecny dyrektor ds. komunikacji w Gironie dodaje: „ Johan zawsze oceniał porażki z dystansu i był osobą o dużej intuicji. Pep Guardiola, uczeń, który ostatecznie przewyższył mistrza, powiedział, że pracował ciężej, ponieważ nie był tak błyskotliwy. Jego zaletą, jak mówi Pep, jest to, że Cruyff zawsze stawiał na swoim. Zawsze” – podsumowuje David, który pamięta również dzień, w którym Holender zadzwonił do niego, aby ubolewać nad zwolnieniem Andoniego Zubizarrety ze stanowiska dyrektora sportowego Barcelony, dokonanym przez byłego prezydenta Bartomeu. Wolałby nie powtarzać niektórych swoich komentarzy. W swoim artykule Torras wspominał o trosce Zubizarrety o jego zdrowie, wyjaśniał, że był trenerem najbardziej szanowanym przez Romario i rozkoszował się historią dnia, w którym Hristo Stoiczkow padł ofiarą najokrutniejszego żartu. Przed meczem bułgarski napastnik powiedział Johanowi, że strzeli dwa gole w pierwszej połowie. Założyli się o 100 000 peset(600 euro) a Johan ostrzegł go, że przegra zakład. Po strzeleniu pierwszej bramki trener go zmienił a Stoiczkow rozpętał potok obelg i rzucił buty w przypływie wściekłości. W dniu swojej śmierci wspominał tę anegdotę z uśmiechem. A także z wieloma łzami. Dagoberto Escorcia były szef działu sportowego „La Vanguardia” również miał wspaniałe doświadczenia z Cruyffem. „Był rewolucyjnym trenerem, który zmienił mentalność Barcelony. Zawodnicy wiedzieli, że to mądry człowiek” – wspomina dziennikarz.
„ Cruyff odszedł 10 lat temu ale cruyffizm nigdy nie umrze. Jego piłka nożna, oparta na kontakcie z piłką i inteligencji, jest nietykalna w Barcelonie. Prawdą jest również to, że miał świetnych piłkarzy” – dodaje Dagoberto, który wspomina na przykład, że Johan „robił dziwne rzeczy na Bernabéu, jak na przykład zmuszanie Guardioli do krycia Butragueño. Był geniuszem, który nie bał się porażki ”. Innym razem wybrał swojego najniższego obrońcę, Txapi Ferrera, do krycia Peneva, najwyższego napastnika Valencii. I to się sprawdziło. Domènec García również znał Cruyffa, zarówno jako piłkarz, jak i trener. Na własne oczy przekonał się o napiętej relacji między Holendrem a Núñezem, pełniąc funkcję rzecznika prasowego Barcelony pod koniec lat 90. „Był prekursorem nowego sposobu postrzegania piłki nożnej. Jego styl urzekał ludzi i przetrwał próbę czasu. Jego filozofia piłkarska opierała się na posiadaniu piłki i budowaniu przestrzeni” – wyjaśnia. García, obecnie na emeryturze, wskazuje również na początek swojego upadku: „Johana zabił Jordi, który nie miał kwalifikacji, by grać w pierwszym zespole Barcelony”. „ Z Núñezem miał dwa problemy: chciał pieniędzy klubu i stał się sztandarowym przedstawicielem partii politycznej, która chciała kontrolować Blaugranę ” – dodaje Domènec, wyraźnie nawiązując do byłego „Convergència” i „Unió”. Cruyff miał ostre spory z Núñezem, a ich pożegnanie było szczególnie napięte. Johan kiedyś wyjawił osobisty sekret komuś, komu całkowicie ufał: „Różnica między nami jest taka, że ja zapominam o nim sekundę po każdym spotkaniu. On natomiast ciągle o mnie myślał i mnie krytykował”. Jordi był naocznym świadkiem konfliktu między ojcem a Núñezem i przez wiele lat nosił w sobie ciężar swojego nazwiska. Zwłaszcza w Barcelonie. Były zastępca dyrektora sportowego Barcelony zawsze twierdził, że „ Johan był wobec mnie bardzo wymagający ”. „Ale mój ojciec nigdy nie przyniósł do domu zwycięstwa ani porażki. Był osobą bardzo rodzinną, która zapominała o piłce nożnej, gdy była z rodziną” – dodaje. Czy to w Barcelonie, w swojej rezydencji w górnej części miasta, czy w „El Muntanyà”, gdzie izolował się od medialnego szumu i był po prostu jednym z członków rodziny. Obecny dyrektor sportowy Ajaksu wspomina, że lekarze wywołali poród Cruyffa, aby „mógł zagrać w 5:0 Clásico na Bernabéu ”. „Z czasem zdałeś sobie sprawę, że był wyjątkową, bardzo sympatyczną osobą. Jako trener zawsze cenił inteligencję bardziej niż sprawność fizyczną” – podkreśla Jordi. Jordi, który wrócił do Barcelony z Joanem Laportą na stanowisku prezesa, potrzebował trochę czasu, aby oswoić się ze śmiercią ojca. „ Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Cierpiał tylko przez dwa dni ” – wspominał były piłkarz Barcelony, który zawsze chwalił „pozytywne nastawienie” Johana.
Dziennikarka i agentka piłkarska Joan Patsy podkreśla, że „Cruyff zmienił historię FC Barcelony, przekształcając klub przegrywający w zwycięski”. Pep Guardiola zawsze bronił i rozwijał to stwierdzenie. „Kiedy miałem 18 lat, Cruyff mnie onieśmielał. To on zmienił moje spojrzenie na piłkę nożną. To najodważniejszy trener, jakiego znałem a każdy trening był dla mnie prawdziwą lekcją. Nie wiedziałem nic o piłce nożnej, dopóki go nie poznałem ” – twierdzi obecny menedżer Manchesteru City, którego Johan Cruyff wybrał na następcę Franka Rijkaarda w FC Barcelonie w 2008 roku. Guardiola, uczeń Cruyffa, doprowadził do perfekcji dzieło największego holenderskiego sportowca wszech czasów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Jeszcze odnośnie piątkowego jubilata mam dla was o nim krótki reportaż:
Salvador Sadurní bronił bramki FC Barcelony przez 16 lat, najdłużej ze wszystkich piłkarzy. Odrzucił oferty i bujne życie, które mogłyby oderwać go od powolnego tempa życia w L'Arboç, miasteczku, w którym się urodził i w którym spędził całe życie. Nigdy nie bronił innych barw klubowych. Bramkarz „Baix Penedès” powiedział „nie” ofercie Cosmosu, aby grać u boku Beckenbauera; Agustín Domínguez kupił mu bilet do Madrytu i podpisał kontrakt z Realem, który odnosił sukcesy w latach 60-tych a Roque Olsenowi nigdy nie udało się kupić mieszkania w Barcelonie, gdy poślubił swoją żonę Mercè Calaf i Rull. Mając 84 lata, Sadurní nie żyje już tylko legendą. W „L'Arboç” wiedzie tradycyjne i spokojne życie. Uprawia kilka winnic, które ostatnio przycina codziennie, a także dba o ogród warzywny i drzewa owocowe, z których produkuje owoce do spożycia przez dom. „Nie uważam się za rolnika ale naprawdę lubię rolnictwo”. O 7:30 wstaje a o 8:30 siada przy stole w spółdzielni, gdzie codziennie jada obiad w towarzystwie przyjaciół rolników. Rozmowy o problemach wsi a teraz o opryskach mających na celu zapobieganie szkodnikom, toczą się przy talerzach w kształcie widelców, kawie i ,,carajillos”. „W spółdzielni zabieramy winogrona, z których powstaje wino” – dodaje Mercè. Pewne jest, że podczas tej dyskusji poruszono kwestię debaty między Iñakim Peñą a Szczęsnym. „Lubię Peñę. Wykorzystał swoją szansę i był w dobrej formie. Drugi bramkarz miał kilka szans poza polem karnym, które… Zamierzam podpisać kontrakt z bramkarzem, który przeszedł na emeryturę, nie wiem; każdy trener ma swojego faworyta”. Salvador jest „ twardzielem ” i ma ostrożną naturę mieszkańca wsi. Sadurní są jak ambasadorzy l'Arboç (4700 mieszkańców). Jadąc drogą krajową 340 w kierunku Vendrell, warto zwrócić uwagę na wieżę Giralda, która jest jego najsłynniejszym zabytkiem, oraz kościół Sant Julià. „ Mamy tu Giraldę w Sewilli, Dziedziniec Lwów w Alhambrze w Granadzie i Salę Ambasadorów w Alkazarze w Sewilli. Obecny właściciel, Manuel Camino, który był prezesem Sant Andreu, jest tu od wielu lat ” – wyjaśnia Salvador. Całość prac ukończono w 1908 roku a kierował nimi miejscowy mieszkaniec, Joan Roqué Marí. „Na Major Street domy zbudowane przez Indianos, gdy wrócili, są bardzo popularne, podobnie jak muzeum 'Puntes al coixí'. W dzień Firy, w Santa Llúcia, odbywa się wystawa 'puntaires', rzemiosła o długiej historii. Tutaj, jak głosi przysłowie: 'Arbòç terra de bon ví i de puntes de coixí'.” Dwa lśniące koty przechadzają się po ganku jego domu. Salon jest pełen trofeów i pamiątek, w tym trzech tytułów „Zamoras”, które zdobył w najlepszym okresie Blaugrany(68-69, 73-74 i 74-75). Tam powracają wspomnienia związane z jego rodziną, dziećmi Mercè, Judith i Salvadorem oraz wnukami Marcem, Martiną, Nil, Aranem i Polem. Siedząc na kanapie, wspomina młodość i lata amatorskie oraz wypożyczenie do Mataró, dokąd podróżował i wracał na motocyklu Mondial 250 cm³, który kupił mu ojciec. Przyjęcie Franco na Euro 64. Zjadliwość „finału butelkowego” z 1968 r. Ligi drużyny z Madrytu, „która miała lepszy zespół, ale też pomagała, gdy było to potrzebne”. I grillowane dania, które Michels zamawiał dla nas, abyśmy jedli pod linią boczną Camp Nou i dzięki temu mogli się zintegrować w trudnych chwilach. Z L'Arboç przywiózł żeberka i „escalivadę”.
1. Debiut. 11 maja 1961 roku zadebiutował między słupkami w meczu Pucharu przeciwko Sportingowi w Gijón. Nie spodziewałem się tego, to było domyślne. „Wiele rzeczy się złożyło: Ramallets był kontuzjowany, drugi bramkarz, Medrano, był obcokrajowcem a Celdrán grał w Pucharze z Condalem. Orizaola we mnie wierzył, ale Ramallets również. Powiedział im: „Zaufaj Sadurníemu”, chociaż w ogóle go nie znałem. Był wtedy moim idolem”. Nie został zgłoszony do finału w Bernie i w sezonie 1961/62 przejął rolę bramkarza, zastępując Pesudo, gdy Kubala, później w lidze, zastąpił Miró na ławce rezerwowych. Culé uważało go za następcę Ramalletsa ze względu na jego trzeźwość.
2. Obsada angielska. Z Buckinghamem (1969-71) przeżył przemianę z królową, która była katastrofą. Anglik uległ gniewowi tłumu na „Cordoban” po porażce 0:5 z CSKA Moskwa na Stadionie Gampera w 1970 roku. Zmiana ta była uciążliwa dla bramkarzy i wywołała wybuch złości na trybunach. W tym sezonie kataloński bramkarz otrzymał ofertę od Realu Madryt w Casablance, którą negocjował w zamian za obniżenie swojej pensji u Montala. „Zostaniesz tutaj. Ustalimy, że Buckingham będzie grał co drugi dzień, powiedział mi prezydent i przekonał mnie”.
3. Bramkarz na plakacie. Był bramkarzem na słynnym plakacie ligowym z sezonu 1973-74, który wisiał w każdym domu. Przybycie Cruyffa zmieniło wszystko. „Był genialnym graczem, który wyniósł nas na wyższy poziom. Biedny Sotil grał z przodu, aby przyjmować ciosy a Johan grał z tyłu, aby je przyjmować. Nie było mnie przy zwycięstwie 5-0 z powodu kontuzji; polegaliśmy na Morze”. Świetność tego sezonu nie miała kontynuacji.
4. Metoda Ww. Weisweiler (1975-76) jest jedynym trenerem, który zakłóca monotonię. „Najpierw na liście meczów towarzyskich stawiał weteranów Torresa, Rifé i mnie; nigdy w zawodach. Nigdy nie widziałem trenera takiego jak Weisweiler. Nie miał żadnej taktyki. Jego asystent trenował tylko żeńską drużynę hokejową. Cruyff nawet rzucił w niego koszulką ”.
@Ogorinho1974
@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
O awansie zadecydował pierwszy mecz:
5 kwietnia 2005 r. FC Liverpool pokonał Juventus Turyn 2:1 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. 29 maja 2005 roku w 20 rocznicę tragedii na „Heysel” miał odbyć się charytatywny mecz tych zespołów, z którego dochód i jego organizator, szef związku rodzin 39 śmiertelnych ofiar wydarzeń z 1985 roku planował oczywiście przekazać właśnie im. Tymczasem okazało się że The Reds oraz Bianconeri zmierzą się wcześniej i to bynajmniej nie towarzyska. Przeddzień pierwszego od dwóch dekad starcia obu zespołów w ośrodku treningowym w Liverpoolu zagrały reprezentację ich kibiców a przed meczem na Enfield uczestnicy finału na Heysel- Ian Rush iMichelle Platini wnieśli flagę z nazwiskami ofiar. Sędzią nieprzypadkowo był Frank De Blackere. Funi Liverpoolu ułożyli napis „Amcisia” (przyjaźń). Wybaczenia jednak tak do końca nie było, gdyż spora część kibiców Juve podczas " You Never Walk Alone" odwróciła się plecami Do Murawy. Sam mecz okazał się bardzo ciekawy. Dudek nie mógł zagrać z powodu kontuzji a zastępujący Go Sport Carson podarował bramkę gościom. Wcześniej jednak dwa razy trafili grający bardzo śmiało gospodarze. Drugi gol autorstwa Louisa gersi, który zresztą asystował też przy pierwszym był chyba najładniejszy w całej kampanii. Już pan huknął z dystansu lewą nogą w samo okienko bramki gianluidiego Buffona. Ostatecznie skończyło się na 2:1 dla The Reds. Przed meczem rewanżowym na ulicach Turynu kibice Juve ganiali fanów Liverpoolu aby wywrzeć na nich pomstę za wydarzenia sprzed 20 lat ale na szczęście nie doszło do tragedii. Po czteromiesięcznej przerwie wreszcie mógł zagrać chabi Alonso, co od razu dodało angielskiemu zespołowi polotu. Hiszpan był najlepszy na boisku. Tak sterował akcjami swojego zespołu że gracze Juve często długo Nie potrafili zabrać rywalowi piłki. Tego dnia narodziła się jego legenda jako wytrawnego stratega i mistrza długich przerzutów. Dudek też poradził sobie z kontuzją mięśnia dwugłowego i również został bohaterem spotkania w Turynie. Nie puścił gola A dzięki remisowi 00 Liverpool grał dalej. Po meczu zaś Polski golkiper powiedział piłce nożnej: trzy dni przed pierwszym gwizdkiem zaczęliśmy pracę nad taktyką. Mieliśmy bronić w wyniku 2:1. Dlatego intensywnie przygotowywaliśmy wariant z pięcioma obrońcami. To wypaliło a Juventus nie grał dobrze".
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Terroriser Jeśli nawet to on, to raczej nie on jest pierwszy, który to powiedział. Jak tylko się natkne na autora tego powiedzenia to dam znać...
0
@Bernard777 A mnie się wydaje że to powiedzenie należy do Śp. Johana Cruyffa, aczkolwiek moge się mylić...