9

@FCBparasiempre
Sezon 1969/1970 w europejskich pucharach Legia miała niemalże perfekcyjny. Format rozgrywek oczywiście zdecydowanie różnił się od współczesnej odmiany Ligi Mistrzów, lecz nadal Puchar Europy Mistrzów Klubowych był najważniejszym turniejem w Europie. Na przestrzeni ośmiu spotkań Legia Warszawa udowodniła, że należała wówczas do najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Format Pucharu Europy miał zupełnie inny wymiar, niż to co dzisiaj obserwujemy w Lidze Mistrzów. Udział brały tylko drużyny, które były mistrzami swoich lig. Nie było żadnych grup, tylko faza pucharowa. Nie było żadnego rankingu, koszyków czy obostrzeń politycznych, na podstawie, których wykluczano jakieś konfrontacje. Każdy mógł trafić na każdego. Prawdziwy turniej mistrzów, prawdziwy prestiż. W dzisiejszych realiach sponsoringowych, marketingowych i komercyjnych– awykonalne. Sezon 1968/1969 Legia Warszawa skończyła na szczycie tabeli z dwupunktową przewagą nad Górnikiem Zabrze. Było to trzecie mistrzostwo kraju dla Legii, które kończyło okres wyczekiwania na kolejnego mistrza od 1956 roku. W tym samym sezonie Legia całkiem przyzwoicie poradziła sobie w Pucharze Miast Targowych i dotarła w nim do 1/8. Porażka w dwumeczu z węgierskim Ujpesti Budapest skończyła przygodę Wojskowych, ale napędziła do mocnego finiszu w lidze i Pucharze Polski (porażka w finale z Górnikiem Zabrze). Sezon ten stanowi podstawę świetnej postawy w kolejnym, bo właśnie wtedy umocnił się kształt drużyny, według wielu uznawanej za jedną z najlepszych w historii klubu. Jeśli nie najlepszą. Podstawowa 11 wyglądała w następujący sposób: Władysław Grotyński, Antoni Trzaskowski, Feliks Niedziółka, Andrzej Zygmunt, Władysław Stachurski, Bernard Blaut, Kazimierz Deyna, Lucjan Brychczy, Robert Gadocha, Jan Pieszko oraz Janusz Żmijewski. Trenerem tamtej ekipy był Edmund Zientara. Były piłkarz Legii trenował Wojskowych między 1969 a 1971 rokiem. Wykorzystał potencjał drzemiący w drużynie i zbudował zupełnie wyjątkowy kolektyw. Co ciekawe Zientara jest jednym z dwóch ludzi w historii klubu, którzy zdobyli mistrzostwo Polski jako zawodnik i trener. W sezonie 1969/1970 skład był niemal identyczny, z drobną zmianą, gdzie Feliksa Niedziółkę zastąpił Zygfryd Blaut (zagrał więcej minut). Ta drużyna grała ze sobą od wielu miesięcy i niemal na pamięć znali swoje ruchy. W sezonie 1968/1969 przegrali w lidze raptem 3 mecze, a w sezonie 1969/1970 powtórzyli ten wyczyn (na 26 kolejek). Kolejny atut to niewątpliwie genialna druga linia. Trio Blaut-Deyna-Brychczy, można śmiało powiedzieć, wyprzedziło swoje czasy. To, że była to najlepsza linia pomocy w Polsce było oczywiste. Jednak mecze w Europie pokazały, że mieliśmy do czynienia z wyjątkową skalą talentu na arenie międzynarodowej. Oprócz efektywnej i efektownej gry, Panowie Blaut, Deyna i Brychczy dokładali – dosłownie – worek bramek. W sezonie 1968/1969 we wszystkich rozgrywkach zdobyli łącznie 34 bramki (atak zdobył 35 bramek!). Pomoc zatem odpowiadała za 45% potencjału w ataku. Kazimierz Deyna był najlepszym strzelcem Legii w lidze (12 goli). W Pucharze Polski również (5). Były solidne podstawy, by z nadzieją spoglądać na kolejny sezon w Europie. Na początek mistrzom Polski los przydzielił mistrza Rumunii – zespół UT Arad. Pierwszy mecz zaplanowano na 18 września 1969 roku w Rumunii. Pierwszych 6 kolejek w polskiej lidze napawało optymizmem Wojskowych (4 zwycięstwa, 2 remisy, bilans goli 13:3), lecz balonika świadomie nie pompowano.

W pamięci pozostawały bowiem poprzednie występy Legii w Pucharze Europy, w których odpadali w pierwszej rundzie. Na wyjeździe Legioniści wywalczyli bardzo dobry wynik, bo wygrali 2:1. Choć mistrz Rumunii prowadził już od 7. minuty, to Legii udało się odeprzeć napór w pierwszej połowie i na przerwę schodzili z bagażem jednej bramki. Kolejnych już nie stracili. W drugiej połowie najpierw w 66. minucie stan meczu wyrównał Żmijewski, a dziewięć minut później wynik podwyższył Gadocha. Rezultat świetny, wracamy do Polski. To co wydarzyło się w Warszawie, przeszło do historii występów polskich drużyn w europejskich pucharach. Myślę nawet, że jest to jeden z bardziej niesamowitych wyczynów w historii Pucharu Europy w ogóle. 1 października w Warszawie 15 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie było świadkami wybitnego meczu Wojskowych. Choć po pierwszej połowie wynik 0:0 tego nie zapowiadał. Rumunii dzielnie walczyli przeciwko ewidentnie lepszej Legii, ale w drugiej połowie, dokładnie w 51. minucie pękli. Pierwszą bramkę zdobył Bernard Blaut. UT Arad nie wytrzymał nacisku i w 70. minucie Gadocha pogrzebał szanse Rumunów na awans. Następnie w ciągu 15 minut Legioniści zdobyli kolejne sześć bramek. Wszystkie zdobyli w ciągu 34 minut! Było to niebywałe, nawet jak na tamte czasy i tamten charakter gry. Ostateczny wynik – 8:0. Legia melduje się w drugiej rundzie. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że drużyna mistrza Rumunii była chłopcem do bicia, to już spieszę wytłumaczyć – otóż nie. W następnym sezonie Pucharu Europy UT Arad w pierwszej rundzie wyeliminował… obrońcę trofeum. Zatem była to poważna drużyna.

18.09.1969- UT Arad – Legia Warszawa 1:2 (Domide 7 – Żmijewski 66, Gadocha 75) 1.10.1969 – Legia Warszawa – UT Arad 8:0 (B. Blaut 51, Gadocha 70, 74, Brychczy 73, Stachurski 78, Deyna 81, Żmijewski 83, Pieszko 85) 2 Runda – Legia vs AS Saint-Etienne

W kolejnej fazie Legioniści trafili na mistrza Francji, poprzeczka powędrowała zatem wyżej. W owym czasie byli absolutnymi dominatorami w swoim kraju. Od sezonu 1966/1967 rokrocznie zdobywali mistrzostwo Ligue 1, aż do 1970 roku. Dodać również należy, że w pierwszej rundzie Saint-Etienne wyeliminowało Bayern Monachium, który już wtedy był bardzo mocną drużyną. Mecz zaplanowany na 12 listopada poprzedziły negocjacje z Telewizją Publiczną, która miała niemały problem. Tego samego dnia zaplanowane było także spotkanie Górnika Zabrze z Rangersami w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów. TVP zapłaciło Legii 150 tysięcy złotych tylko po to, by zorganizować mecz później, gdyż godziny obu meczów się pokrywały. Dosyć hojna dotacja, ale jak się wkrótce okazało – słuszna. Nie dość, że telewidzowie obejrzeli zwycięstwo Górnika, to jeszcze byli świadkami wygranej Legii 2:1. Choć pierwsza połowa tego nie zapowiadała. W 39. minucie prowadzenie Francuzom dał Herve Revelli. Trybuny były bardzo niespokojne i kilka niebezpiecznych przedmiotów lądowało na murawie, a druga połowa została nawet opóźniona ze względu na wybuchające petardy. Sytuacja na pewno dawała podstawy sędziemu, by przerwać mecz i oddać walkowera mistrzowi Francji. Na szczęście do tego nie doszło i warszawianie mogli odrobić straty. Trwało to długo, ale w 78. minucie Jan Pieszko wyrównał stan meczu, a pięć minut później zwycięstwo dał Kazimierz Deyna. Do Francji Legia wybrała się zatem z jednobramkową zaliczką. Optymizm jednak tonowano, ponieważ w poprzedniej rundzie Saint-Etienne ograło na własnym stadionie Bayern aż 3:0. Nie było mowy o żadnym odpuszczaniu. O tym, że ta rywalizacja była dla Francuzów istotna świadczy fakt, że cały numer gazety Sport Actualites był poświęcony rewanżowemu spotkaniu między mistrzem Polski a Francji. Lecz niewiele brakło, by to spotkanie się w ogóle nie odbyło. Wszystko przez strajk w zakładach energetycznych. Gdyby nie było oświetlenia, Legii musiałby zostać przyznany walkower. Taka sytuacja – na szczęście miejscowych – nie miała miejsca i mecz został rozegrany. 26 listopada na trybunach zebrało się 30 tysięcy kibiców oczkujących od swoich zawodników zwycięstwa, a żeby awansować wystarczył wynik 1:0 dla gospodarzy. Było zimno, a murawa była w fatalnym stanie przez wcześniejsze opady śniegu. Bądź co bądź, warunki dla obu drużyn były jednakowe. Tak jak przewidywano – Saint-Etienne na swoim stadionie mocno naciskało, a Legioniści skupili się raczej na szczelnej obronie oraz groźnych kontratakach.

Jednak wynik bardzo długo wynik utrzymywał się korzystny dla Legii. Bezbramkowy remis promował Wojskowych do kolejnej rundy. W 85. minucie Kazimierz Deyna uciszył miejscowe trybuny i ostatecznie pogrzebał nadzieje Francuzów. Jeden z kontrataków przyniósł oczekiwany skutek. Deyna przyjął piłkę w polu karnym przeciwnika, spojrzał, przymierzył i… Zobaczcie sami. Porażka była szokiem dla Francuzów. Jak to, absolutny hegemon we Francji nie może przejść drugiej rundy? No tak to, nie może. Nie z taką Legią. Francuzi byli na tyle pewni siebie, że przed meczem zorganizowali wystawną kolację, zapewne po to, by uczcić awans. Niestety Legioniści na uroczystym posiłku przebywali głównie we własnym gronie z raptem kilkoma francuskimi działaczami. Prezes Saint-Etienne nie zdobył się na gest szacunku i nie pogratulował Legii awansu. Doceniła ich jednak francuska, gdzie Deynę określono – po raz pierwszy – mianem „Le General”. Wymowne.

12.11.1969 – Legia Warszawa – AS Saint-Etienne 2:1 (Pieszko 78, Deyna 83 – Revelli 39) 26.11.1969 – AS Saint-Etienne – Legia Warszawa 0:1 (Deyna 85)

Następną rundą był już ćwierćfinał. Gorący teren, fanatyczni kibice, mistrz Turcji. Na Legię czekało bardzo trudne zadanie, bowiem spotkania z Galatasaray nigdy nie należą do łatwych przepraw. Ani w latach 70 XX wieku, ani w XXI wieku. Pierwszy mecz zaplanowano na 4 marca 1970 roku w Stambule. Zanim jednak do niego doszło, Legia miała możliwość odbycia okresu przygotowawczego w Bułgarii (trenowano na terenach innego wojskowego klubu – CSKA Sofia), gdzie zagrali mecze sparingowe z lokalnymi drużynami – między innymi CSKA. Dodatkowo Legia wybrała się na mini tournée we Francji i Belgii, gdzie również zagrali serię meczów z miejscowymi drużynami, a wszystko po to, by przygotować się do rywalizacji z mistrzem Turcji. Przeciwnicy byli wybierani świadomie – tak, aby przypominać stylem gry Galatasaray. Zanim piłkarze obu zespołów wybiegli na murawę, dali o sobie znać miejscowi fani. Sztuczka z dekoncentrowaniem piłkarzy przeciwnej drużyny, gdy ci są w hotelu, nie jest taka nowa. Właśnie wtedy Turcy korzystali z tego typu „narzędzi” i próbowali zagłuszać spokój oraz wypoczynek Wojskowych. Podczas samego meczu również byli żywiołowi. W charakterystyczny dla siebie sposób, korzystając z petard oraz rac postanowili zgotować Legionistom „piekło”. Czy skutecznie? Nie do końca. Wynik był dobry dla mistrzów Polski – 1:1. Nawałnica gospodarzy nie przyniosła skutku, a groźniejsze sytuacje wypracowywali sobie Wojskowi, aż w końcu w 37. minucie sposób na bramkarza gospodarzy znalazł Lucjan Brychczy. Tuż po przerwie stan meczu wyrównał Ayhan Elmastasoglu i wynik ten(mimo silnego naporu Galatasaray) nie uległ zmianie. Korzystny wynik dla Legii przed rewanżem w Warszawie. Dwa tygodnie później, 18 marca, Legia mogła czuć się faworytem. Po pierwsze grali u siebie, a po drugie sytuacja w lidze była w miarę spokojna, więc piłkarze grali bez obciążenia zaciętą walką o mistrzostwo Polski. Mimo wszystko presja była całkiem duża i 25 tysięcy osób na Stadionie Wojska Polskiego oczekiwało awansu. W prasie zastanawiano się, czy zawodnicy poradzą sobie z tym ciężarem. W mecz mocno wszedł zespół przyjezdnych, mogłoby się wydawać, że presja krępuje poczynania Legionistów. Jednak problemu takiego nie miał bohater całego dwumeczu – Lucjan Brychczy. Dwukrotnie wprowadził trybuny w ekstazę – w 11. i 55. minucie. Awans do półfinału stał się faktem i Legia dokonała tego jako pierwsza polska drużyna w historii.

4.03.1970 – Galatasaray SK – Legia Warszawa 1:1 (Elmastasoglu 47 – Brychczy 37) 18.03.1970 – Legia Warszawa – Galatasaray SK 2:0 (Brychczy 11, 55)

12

Wybitne legendy futbolu:

1 kwietnia 1927 r. urodził się Ferenc Puskas. Dla starszego pokolenia najlepsi piłkarze w historii to Pelé, Diego Maradona i Johan Cruyff a młodsi bez zastanowienia wskazują na Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Warto jednak wiedzieć, że swego czasu po zielonej murawie biegał ktoś taki jak Ferenc Puskás – napastnik, którego na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych obawiali się wszyscy obrońcy. „Galopujący Major”, jak nazywano go z powodu służby w węgierskiej armii, był zawodnikiem kompletnym, uznanym w 1953 roku przez czasopismo „World Soccer” za najlepszego na świecie. Ci, którzy śledzili wnikliwie jego grę twierdzą, że potrafił strzelać bramki z każdej odległości obiema nogami i głową, a także dysponował znakomitym przeglądem pola, pozwalającym mu notować wiele asyst. W latach 1945-56 zdobył dla reprezentacji Węgier 84 gole w 85 występach. Nigdy później Magiczni Madziarzy nie odnosili większych sukcesów, bo za takie trzeba uznać złoty medal olimpijski w 1952 roku oraz drugie miejsce na mundialu dwa lata później. ,,Jeszcze przed końcowym gwizdkiem strzeliłem wyrównującą bramkę ale sędzia liniowy wskazał pozycję spaloną” – wspominał Puskás finał mistrzostw świata z Niemcami, w którym Węgrzy prowadzili już 2:0, lecz ostatecznie polegli 2:3. ,,Nigdy mu tego nie wybaczę, chociaż na boisku się nie kłóciliśmy. Po prostu przegraliśmy i zwiesiliśmy głowy. W końcu arbiter ma zawsze rację. Po meczu pojawiło się mnóstwo plotek, że go sprzedaliśmy, ale to nonsens.” Cały kraj był załamany tą porażką a piłkarze zostali poproszeni przez służby mundurowe o niepokazywanie się na ulicy dopóki sytuacja się nie uspokoi. Gdy wydawało się, że napędzani przez niesamowitego Puskása Magiczni Madziarzy na mundialu w 1958 roku znów powalczą o najwyższy laur, niecałe dwa lata przed szwedzką imprezą na Węgrzech wybuchła krwawa rewolucja, z powodu której Ferenc postanowił opuścić kraj i wyjechać do Hiszpanii. W odwecie rodzima federacja nałożyła na niego osiemnastomiesięczną dyskwalifikację na wszystkich frontach. W razie powrotu do ojczyzny piłkarzowi groziła kara śmierci za dezercję, więc w kadrze narodowej nie wystąpił już nigdy więcej. Co ważne, „Galopujący Major” nie był w swojej decyzji odosobniony, ponieważ podobnie do niego postąpiło wielu kolegów po fachu czy trenerów. ,,Miałem wtedy już prawie trzydziestkę na karku, więc ta dyskwalifikacja brzmiała dla mnie jak wyrok. W pewnym momencie odezwali się jednak do mnie ludzie z Realu Madryt. Powiedziałem im, że jestem za gruby i chyba nie dam już rady grać zawodowo, ale następnego dnia pojawiłem się w Madrycie i odbyłem bardzo dziwną rozmowę z prezydentem klubu – Santiago Bernabéu. Nie mieliśmy tłumacza, więc ja mówiłem po węgiersku, a on po hiszpańsku. W pewnym momencie zacząłem gestykulować: „wszystko w porządku, ale spójrz na mnie – mam 18 kilogramów nadwagi”. Wtedy on odparł: „To już twój problem, a nie mój”.

Przed emigracją Ferenc spędził siedem lat w klubie Budapest Honvéd FC, dla którego w 164 występach zdobył 165 goli! Po owocnej karierze w ojczyźnie okraszonej sukcesami z reprezentacją można było przypuszczać, że gra dla Realu Madryt będzie dla Węgra jedynie krótkim przystankiem przed sportową emeryturą. Wszyscy, którzy tak uważali, okrutnie się jednak pomylili. W latach 1958-66 w barwach ,,Los Blancos” „Galopujący Major” rozegrał 180 spotkań i strzelił w tym czasie aż 156 goli. Królewscy z nim w składzie sięgnęli po dziesięć trofeów: pięć mistrzostw Hiszpanii, Puchar Króla, trzy Puchary Europy oraz Puchar Interkontynentalny. Sam zainteresowany natomiast aż czterokrotnie wygrywał rywalizację o ,,Trofeo Pichichi” dla najlepszego strzelca La Liga. ,,W Madrycie nigdy nie czułem się obco i nie musiałem się wstydzić swojego pochodzenia. Jeśli gdzieś pojawialiśmy się z ,,Los Blancos”, to zawsze witały mnie małe grupki Węgrów. Uważali mnie za jednego ze swoich, ponieważ z powodu wydarzeń w 1956 roku ojczyznę opuściło około sto tysięcy moich rodaków. Cieszę się, że mogłem być częścią tej wielkiej drużyny. Atmosfera w zespole była wspaniała, a to jeden z kluczy do sukcesu. Obcokrajowcy odgrywali tu ważną rolę. Razem z Francuzem polskiego pochodzenia Raymondem Kopą i Argentyńczykiem Alfredo Di Stéfano ciągle ogrywaliśmy Hiszpanów w karty”. W finale Pucharu Europy w 1960 roku na ,,Hampden Park” w Glasgow Real Madryt rozbił Eintracht Frankfurt 7:3, a „Galopujący Major” ustrzelił w tym spotkaniu pokera (4 gole). Tymczasem węgierskie władze uważały go za zdrajcę ojczyzny. Zakazano transmisji spotkań Królewskich, a gazetom nakazano o ich węgierskim napastniku pisać tylko źle. Prawdziwi kibice na wszelkie możliwe sposoby szukali jednak relacji telewizyjnych z meczów ,,Los Blancos” oraz prawdziwych informacji o swoim idolu. ,,Po opuszczeniu Węgier przyrzekłem sobie, że już nigdy tam nie wrócę. Zostałem naprawdę okropnie potraktowany po tym jak przez szmat czasu dawałem z siebie wszystko. Dwadzieścia pięć lat później zmieniłem zdanie i zdecydowałem się na powrót. Cieplejszego powitania na lotnisku nie mogłem sobie wymarzyć. To było niesamowite. Czułem się jak jakaś gwiazda muzyki pop”.- wspominał Węgier. Po zakończeniu kariery sportowej Ferenc Puskás został trenerem. Największe sukcesy odnosił z Panathinaikosem Ateny, z którym wywalczył dwa mistrzostwa Grecji oraz finał Pucharu Europy. Zmarł w Budapeszcie 17 listopada 2006 roku w wieku 79 lat.

@1LY0
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

12


Taktyka „Cholo” niestety poskutkowała:

1 kwietnia 2014 r. FC Barcelona remisuje z Atletico Madryt 1:1 w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. Jedynego gola(ratującego remis) dla Barçy strzelił w 71 minucie Neymar. Atletico na Camp Nou zaskoczyło Blaugrane odwagą, zagrało w myśl przedmeczowych słów Courtois: ,,Już złapaliśmy bestie, teraz trzeba ją tylko przywiązać”. Gracze Simeone wywierali presją na zastępującym kontuzjowanego Victora Valdesa Jose Pinto, gdyż ten słabo grał nogami. Strzał życia wyszedł Brazylijczykowi Diego, który w pierwszej połowie wszedł za kontuzjowanego Diego Coste i goście wywieźli z Camp Nou cenny remis.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

A to ci historia:

1 kwietnia 1977 r. Rinus Michels odsunął od drużyny Rexacha i Marciala. Hiszpanie postanowili więc wynająć boisko za 600 peset i trenowali indywidualnie przez 90 minut. Powodem problemów obu piłkarzy były wydarzenia z wcześniejszego weekendu. FC Barcelona przegrała w Burgos tracąc praktycznie szanse na tytuł mistrzowski a Rexach, Marcial i Neeskens udali się do Madrytu, mając na to zgode trenera Michelsa. W jednej z dyskotek Marcial spoliczkował gościa lokalu, który wykonał piłkarzom zdjęcie bez ich zgody. Hiszpan twierdził iż ,,nie uderzył go zbyt mocno i sam też oberwał ale nie pamięta od kogo bo w starciu uczestniczyło mnóstwo ludzi”. Marcial lamentował również że uderzona osoba poszła ,,wypłakać się na komisariat a on nawet nie zdążył wypić zamówionego whiskey”. Pikanterii sprawie dodawał fakt iż zarówno Marcial, jak i Rexach negocjowali nowe umowy w klubie. Dla pierwszego z nich oznaczało to koniec gry w Blaugranie i przejście do Atletico Madryt. Marcial Manuel Pina Morales(tak brzmi jego pełne nazewnictwo) jest jedynym piłkarzem w historii Primera Division, który strzelał gole Realowi Madryt w czterech różnych klubach. Udało mu się nawet strzelić 2 gole w jednym meczu z rzutów wolnych zarówno lewą jak i prawą nogą.

Wystarczył jeden(i to za zgodą trenera) wyskok aby usunąć z drużyny naprawdę wartościowego pomocnika. Czy Michels aby nie przesadził…?

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

Co z tego że reprezentacja Polski w meczu ze Szwecją miała więcej z gry i w przekroju całego meczu była lepsza? Meczów nie wygrywa się będąc optycznie lepszym. Tu trzeba być skuteczniejszym i nie popełniać takich głupich błędów. Takie błędy na takim poziomie w kryciu i my chcemy się pokazać na mundialu? Z czym do ludzi!? Już mecz z Albanią pokazał tragedie w defensywie i tylko potężny fart w postaci niewykorzystanych setek przeciwnika uratował nas od kompromitacji. Takich reprezentacji jak Polska i Szwecja nie ma prawa być na mundialu, takich patałachów to krew zalewa oglądać...

11

„Puchar Wszystkich”:

W wyniku kryzysu instytucjonalnego i sportowego, który dotknął FC Barcelone pod koniec lat 20-tych minionego wieku, odczuwalnego zwłaszcza na skutek zmniejszającej się liczby socios, latem 1931 roku zarząd pod wodzą Gasspara Rosesa postanowił powiązać liczne środki żeby zażegnać złą sytuację finansową klubu. Oprócz obniżenia pensji pracownikom, szefowie Barçy opowiedzieli się również za zlikwidowaniem treningów na boiskach „Sol de Baix", czyli terenach, które klub wynajął w 1926 roku. Uchwalono także przeniesienie siedziby z eleganckich biur w domku przy skrzyżowaniu ,,Passeig de Gracia z Diputacio”, gdzie mieściła się ona między 1929 a 1932 rokiem w latach sprawowania mandatu przez Tomasa Rosesa. Pokrycie kosztów tej lokalizacji oznaczało wydatek rzędu 20 000 peset rocznie. Zajęto więc parter w skromniejszym budynku przy ul. Consell de Cent. Kilka lat później w czasie wojny domowej miasto cierpiało z powodu licznych bombardowań, które w sposób szczególny dotknęły ludność cywilną. Ataki rozpoczęły się w lutym 1937 roku ale do jednego z najbardziej krwawych zdarzeń doszło w marcu 1938 roku, kiedy w ciągu trzech dni barcelończycy przeżyli aż 12 nalotów. Grupy nocnych bombardowań włoskiego legionu powietrznego stacjonującej na Balearach, dokonały pierwszego natarcia zrzucając wiele bomb na „Ciutat Vella” i „Eixample”. Na skutek ataku zginęło 14 osób a 43 zostały ranne, uszkodzeniu uległo też kilka budynków. Ostateczny bilans ofiar po tym trzydniowym intensywnym bombardowaniu Barcelony, które według niektórych źródeł odbyło się na osobisty rozkaz Mussoliniego wyniósł 979 zmarłych, chociaż nie jest to liczba precyzyjna ponieważ wiele osób uznano za zaginione. Jednym z miejsc najbardziej zdewastowanych przez bomby była siedziba FC Barcelony. Za piętnaście 12:00 w nocy bomba zrzucona przez włoskie lotnictwo zniszczyła połowę budynku przy ulicy, który częściowo zamienił się w ruiny. Na skutek eksplozji zginęło pięciu sąsiadów ale na szczęście Josep Cubells, dozorca klubu, który obserwował atak z tylnego balkonu budynku wyszedł z niego bez szwanku. Tamto bombardowanie uszkodziło też inne pobliskie zabudowania przy tej samej ulicy. Najbardziej zniszczoną częścią budynku były biura klubu. Jak opowiadał dziennikarz Albert Maluquer: „Część posesji zamieniła się w gruzy a pośród nich połyskiwały puchary klubu, flagi i dokumenty". Wybuch bomby spowodował że zawaliła się fasada budynku wychodząca na ulicę ,,Consel de Cent”, zburzone zostały także cztery piętra ponad biurami klubu. W wyniku eksplozji zniszczeniu uległo ponad 350 klubowych trofeów a Cubells natychmiast zebrał ich resztki rozglądając się po gruzowisku żeby uratować co się da. Niestety szybka reakcja Cubellsa i tak nie pomogła w uratowaniu setek pucharów, które zostały pogrzebane pod gruzami. Ich resztki przechowywano do czasu aż w 1962 roku, kiedy klub borykał się z problemami finansowymi wynikającymi z wysokich kosztów budowy Camp Nou, jeden z dyrektorów sprzedał je za 700 peset handlarzowi złomem.

Rok później ówczesny członek zarządu Carles Barnils, dowiedziawszy się że kilku kibiców z penyi klubu postanowiło kupić ten złom żeby przerobić go na małe nocniki, porozmawiał z handlarzem chcąc odzyskać resztki trofeów zniszczonych podczas bombardowania. Mając je już z powrotem Barnils zlecił w 1963 roku hucie ,,Industrias Cabrera” żeby zrobiono z nich jedno trofeum: „Puchar Wszystkich". Ważył 300 kg, był wysoki na 1 m i 63 cm. Został zaprojektowany przez Oscara Zabale i wyrzeźbiony przez artystę Joana Mataro. Puchar stał się symbolem przetrwania klubu na przekór przeciwnościom wojny i frankistowskich represji. Później były dyrektor wręczył „Puchar Wszystkich" zarządowi na czele, którego stał Enric Llaudet. Ciekawym aspektem tej historii jest to, że trofeum to przez wiele lat pozostawało zapomniane w jednym z klubowych magazynów, pozornie niezauważone. Co więcej, trudno było nawet znaleźć zdjęcie trofeum, które w końcu trafiło wraz z pucharem do muzeum FC Barcelony w 1984 roku. Zburzenie biur klubu na skutek bombardowania z marca 1938 roku spowodowało zwołanie w trybie pilnym zebrania rady klubu na stadionie ,,Les Corts” w celu uzgodnienia zmiany siedziby. Poszukiwaniem nowego budynku miał się zająć Francesc Xavier Casals, od 1937 roku członek Komitetu pracowniczego, który kierował FC Barceloną. Casals znalazł odpowiednie lokum na pierwszym piętrze budynku przy Ronda de Fermin Salvochea(obecnie Ronda de Sant Pere), której nazwa upamiętniała anarchistycznego burmistrza Kadyksu z 1873 roku. Siedziba klubu znajdowała się w tym miejscu w latach 1938-1939.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Bardzo ciężki orzech(czyt. Sevilla) do zgryzienia:

31 marca 2018 r. FC Sevilla remisuje na Ramon Sanchez Pizjuan z FC Barceloną 2:2. Sevilla FC była bliska przerwania passy Blaugrany: wygrywali 2-0 na pięć minut przed końcem ale Barça zdołała wyrównać i pozostała niepokonana w La Liga po 30 kolejkach. Po przerwie na mecze międzynarodowe Duma Katalonii przystąpiła do meczu z Messim w kadrze, który doznał urazu. Argentyńczyk nie znalazł się w wyjściowym składzie a z nim na ławce rezerwowych drużynie brakowało motywacji. Mecz rozpoczął się niepewnie ale z upływem minut przerodził się w szaleńczą walkę punkt za punkt. Barça nie naciskała, Sevilla natomiast tak. Po kilku ostrzeżeniach gospodarze w końcu zdobyli bramkę w końcówce pierwszej połowy, po znakomitej akcji, która uwypukliła brak defensywnej intensywności zespołu Valverde. Zawodnicy Sevilli trzykrotnie podawali piłkę w polu karnym aż Franco Vázquez otrzymał asystę od Correi na skraju pola karnego, otoczony przez pięciu rywali i umieścił ją w siatce. Druga połowa przebiegała według tego samego scenariusza. Andaluzyjczycy szybko zdobyli drugiego gola, tym razem po tym, jak Muriel doskoczył do dobitki Ter Stegena po strzale Escudero. Chwilę później Barça omal nie straciła trzeciego gola po rajdzie Navasa, który będąc sam na sam z bramkarzem, strzelił obok bramki. Piqué wybił piłkę z linii bramkowej a „Mudo” również nie zdołał wykorzystać dobitki.

Próbując pobudzić do odrobienia strat, Messi wszedł na boisko a Barcelona zdawała się odnajdywać swój rytm dzięki kilku szybkim atakom. Sevilla jednak nie poddała się i sama stworzyła więcej okazji a Banega był jej współautorem. Zmarnował tę okazję ale ostatecznie sprawdziło się powiedzenie, że „kto przebacza, ten w końcu za to płaci”. W 87. minucie Luis Suárez strzelił z bliskiej odległości po rzucie rożnym, zmniejszając stratę. Dwie minuty później Messi przejął piłkę na skraju pola karnego i swoim skutecznym wykończeniem doprowadził do wyrównania. Sevilla nie wygrała już trzech meczów ligowych. Nadal zajmuje szóste miejsce, mając dwa punkty przewagi nad Gironą, która również zremisowała w sobotę, ale może zostać wyprzedzona przez Betis, jeśli ich odwieczny rywal wygra w poniedziałek. Tymczasem Barcelona nadal prowadzi, mając nad Atlético wyraźną przewagę, wynoszącą tymczasowo 12 punktów.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Cenny remis na ,,Emirates Stadium”:

31 marca 2010 r. FC Barcelona remisuje 2:2 w pierwszym ćwierćfinałowym meczu z Arsenalem w Londynie w Lidze Mistrzów. Gdyby nie Almunia, Arsenal mógłby przegrać 0:4. Z drugiej strony, Barça nie potrafiła zagrać na sto procent do samego końca i dała sobie strzelić dwie bramki. Żeby było ciekawiej, w rewanżu mogą się jeszcze zdarzyć różne rzeczy pod nieobecność zawieszonych za kartki Piqué i Puyola. Guardiola na pewno nie był zadowolony. Pierwsza połowa to nieprzerwana dominacja gości, którzy wyjątkowo, zagrali w ustawieniu 4-4-1-1 z Keitą i Pedro na bokach, Messim za Ibrahimoviciem. Już w pierwszych 20 minutach nieodpowiedzialna gra Arsenalu w obronie powinna była doprowadzić do jego klęski. W bramce fantastycznie spisywał się jednak Almunia, a obaj napastnicy z Katalonii nie umieli wykorzystać swoich szans. Ojcem tej przewagi był przede wszystkim Xavi a także Daniel Alves i Maxwell(który pierwszą połowę skończył z bilansem celnych podań 20/20). Zupełnie nie funkcjonowała druga linia Arsenalu, Song co prawda biegał do przeciwnika mającego piłkę, ale mógł być tylko w jednym miejscu na raz. Zawodzili Fàbregas i Diaby, podobnie jak Arszawin, który szybko zszedł kontuzjowany. Nasri spisywał się dobrze przez cały mecz ale efekty przyniosło to dopiero po przerwie. Blaugrana fantastycznym kryciem i skracaniem pola gry, redukowała możliwości podań do przodu. Gospodarze bardzo często tracili piłkę, i stąd brały się okazje bramkowe Messiego i Ibrahimovicia. Szwed i Argentyńczyk stale schodzili na boki, pomagali w rozgrywaniu i inteligentnie szukali dziur w obronie. Na przerwę Arsenal schodził stłamszony, ale z remisem 0:0, zawdzięczanym fenomenalnej grze swojego bramkarza. Już w pierwszej minucie drugiej połowy padła bramka dla Katalończyków – Ibrahimović przelobował na 20. metrze Almunię, po pięknym prostopadłym podaniu górą od Piqué. Druga bramka Szweda była także efektem prostopadłego podania(tym razem Xaviego) i potwierdziła, że obrona Arsenalu jest bardzo wrażliwa na tego typu zagrania i napastników umiejących w odpowiednim momencie wybiec zza linii spalonego. Zresztą, już w pierwszej połowie z boiska musiał zejść kontuzjowany Gallas a do defensywy przeniósł się Song.

Wydawało się, że bramki mogą paść tylko dla Barcelony, ale Walcott zaraz po wejściu na boisku strzelił na 1:2. Na brawa zaliczył Bendtner, który świetnie zagrał mu piłkę na wolne pole. W 85. minucie, gdy już było wiadomo, że w rewanżu nie będą mogli zagrać za kartki Fàbregas i Piqué, zespół Guardioli dotknęło kolejne nieszczęście. Za bardzo wątpliwy “faul” Puyola na Fàbregasie sędzia Busacca podyktował karnego i wyrzucił lidera obrony gości z boiska. Wychowanek Blaugrany wyrównał na 2:2… i przy okazji naciągnął sobie mięsień łydki. Do końca meczu już tylko człapał po boisku i było widać, że żadna z drużyn już nie zdoła wygrać. Jeśli ktoś pokazywał klasę w tym meczu, to tylko Barcelona, Almunia i Nasri. Katalończycy przewyższali znacznie drużynę Wengera grą zespołową, organizacją w obronie, pewnością siebie. Xavi, Keita czy Busquets nie zastanawiali się dziesięć razy przed podaniem lub dryblingiem, tylko je wykonywali. Świetnie naciskali też przeciwników, którzy często się gubili i tracili piłki. Z taką grą Arsenal nie ma czego szukać w Barcelonie bo nawet z rezerwowym środkiem obrony mistrzowie Hiszpanii spokojnie wykorzystają każdy błąd.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@alone49 Jeśli to jakaś tam "antycypacja" to dlaczego nie piszesz że Robert tak zrobi w dzisiejszym meczu i że tak przewidujesz to co się wszystko dopiero zdarzy? A nie że od razu pudło i tak dalej...

0

@alone49 A ty nie uważasz że wstawianie komentarza o Robercie Lewandowskim, który rzekomo pudłuje, jest co najmniej głupie!?

10

Ciężka przeprawa z „Depor”:

31 marca 2007 r. Barça postawiła na swoje doświadczenie i pokonała Deportivo La Coruña 2:1 w 28 kolejce Primera Division. Blaugrana utrzyma pozycję lidera tabeli przez kolejny tydzień po zwycięstwie nad Deportivo dzięki dwóm „psychologicznym” bramkom Messiego i Eto'o, którzy zdobyli gole odpowiednio: pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej połowy i którzy po raz kolejny udowodnili, że są dwoma najlepszymi wzmocnieniami Blaugrany w tej końcowej fazie rozgrywek. Gra FC Barcelony w pierwszych minutach była elektryzująca. Z bardzo blisko ustawionymi formacjami i napastnikami atakującymi wysoko na boisku, drużyna Blaugrany szybko odzyskała posiadanie piłki i wkrótce przejęła nad nią kontrolę. W tym obiecującym początku nadeszła pierwsza szansa dla Barcelony: strzał Xaviego minął bramkę minimalnie. Wydawało się, że Barça będzie miała pole do popisu ale to była tylko iluzja. Deportivo, mimo że zbliżyło się do niebezpieczeństwa dopiero w pierwszej połowie, kiedy Andrade uderzył półwolejem a Valdés wybił go na rzut rożny, zdołało powstrzymać lidera. De Guzmán i Juan Rodríguez pracowali niestrudzenie w środku pola a mobilność Cristiana, Estoyanoffa i Verdú sprawiała, że obrona Azulgrany była w ciągłym napięciu przez wiele minut pierwszej połowy. Barça miała problemy z wyjściem z własnej połowy i tylko raz zagroziła bramce Aouate'a rzutem wolnym Ronaldinho. Sędzia Ayza Gámez również utrudniał gospodarzom znalezienie rytmu, wielokrotnie przerywając grę i odgwizdując liczne faule w środku pola. W ten sposób mecz zaczął się rozwijać z elementami, które najlepiej pasowały Deportivo: walką, ciężką pracą i brakiem precyzji. Krótko mówiąc, była to niewygodna, chaotyczna gra, której Barça najwyraźniej nie potrafiła wykorzystać. Aż do momentu, gdy Ronaldinho po raz kolejny udowodnił, że jest najbardziej decydującym graczem w lidze, zostawiając Colocciniego w „błyskotliwej” czapce i podając piłkę między liniami do Messiego, który uderzył klatką piersiową i strzelił obok Aouate tuż przed przerwą na 1:0. Ekipa Depor odczuła skutki straconej bramki już na początku drugiej połowy i wydawało się, że straciła zapał do gry, gdy pięć minut po przerwie Eto'o wykończył akcję z pierwszej piłki pomiędzy Ronaldinho i Xavim(2-0). Dzięki temu, że mecz układał się po ich myśli a Barça cieszyła się spokojem ducha wynikającym z gry przy korzystnym wyniku, otrząsnęła się z presji i zaczęła cieszyć się grą.

Messi mógł podwyższyć wynik na 3:0, ale poślizgnął się, gdy musiał tylko wykorzystać asystę Iniesty na lewej stronie a Eto'o był bliski powiększenia przewagi mocnym strzałem z krawędzi pola karnego. Wprowadzenie Adriána do osamotnionego Rikiego zrewolucjonizowało grę i tchnęło życie w drużynę Deportivo, która wydawała się bez życia. Młody napastnik z Asturii najpierw zagroził w sytuacji sam na sam z Valdésem, ale nie pomylił się przy drugiej okazji: wbiegł w pole karne, zostawiając Puyola i Thurama w tyle, po czym spokojnie umieścił piłkę obok nadbiegającego bramkarza Barcelony(2:1). Debiut Adriána w roli strzelca gola w La Liga ożywił drużynę Rijkaarda a przede wszystkim Ronaldinho, który niemal przypieczętował zwycięstwo strzałem z ostrego kąta, który Aouate jednak wybił a także asystą piętką, która pozostawiła Eto'o w spokoju, zanim Kameruńczyk uderzył piłkę w ciało bramkarza drużyny Depor. Jednak Deportivo miało jeszcze jedną szansę na wyrównanie na trzy minuty przed końcem meczu: kolejnym strzałem Adriana, który wykorzystał błąd Edmilsona przy wybiciu piłki, po raz trzeci wystawiając na próbę czujnego Víctora Valdésa. Na szczęście wynik już się nie zmienił.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@alone49 Aha, wszystko jasne. Bez komentarza...

0

@alone49 Jaki galaktyczny!? Drogi użytkowniku, żaden Robert Lewandowski teraz nie gra! Nie pleć bzdur!

0

@alone49 Ale jaki ty teraz mecz ogladasz?

8

Było tak blisko…

Dokładnie 80 lat temu FC Barcelona w dramatycznych okolicznościach straciła mistrzostwo Hiszpanii. W ostatnim meczu Duma Katalonii podejmowała FC Seville na ,,Camp de Les Corts” i potrzebowała zwycięstwa aby wyprzedzić swoich rywali w tabeli. Goście niespodziewanie objeli prowadzenie ale w 63 minucie do remisu doprowadził Jose Bravo Dominguez dając Blaugranie nadzieje. Katalończycy zamknęli rywala w polu karnym lecz nie zdołali zdobyć zwycięskiego gola. Mistrzostwo Hiszpanii powędrowało więc do Sevilli, jako jedyne w jej dotychczasowej historii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Oto fragment obszerniejszego tekstu, którego wkrótce zamieszcze:
"Oprócz wyjątkowej wizji gry na boisku, Węgier stał się bezwzględnym specjalistą od stałych fragmentów gry. Kubala, pionier taktyki, która później zyskała miano „paradinha ”, nigdy w swojej karierze nie spudłował rzutu karnego. Jego potężny strzał uczynił go jednym z pierwszych piłkarzy, którzy posyłali rzuty wolne ponad mur, a jego wyrafinowana technika urzekła kibiców Blaugrany. Wszyscy chcieli zobaczyć fenomen z Węgier a z powodu ogromnego popytu na bilety, Barça musiała opuścić stary stadion Les Corts, aby zbudować nowy, gigantyczny Camp Nou. Od 2009 roku stoi tam brązowy pomnik Kubali, oddający hołd pierwszemu wielkiemu idolowi medialnemu klubu."
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Sysia11

7

Fantastyczna legenda futbolu:

30 marca 1915 r. urodził się paragwajski napastnik Arsenio Erico. Karierę rozpoczął w miejscowym Nacionalu Asunción a w pierwszym składzie klubu zadebiutował mając zaledwie 15 lat. Na początku lat 30-tych Erico wchodził w skład drużyny piłkarskiej paragwajskiego Czerwonego Krzyża, która rozgrywała mecze na terenie Argentyny by zebrać fundusze na wojnę o Chaco. Z powodu świetnej gry podczas meczów towarzyskich w wymienionym tournée, podpisał z nim zawodowy kontrakt Club Atlético Independiente. Erico zadebiutował w lidze argentyńskiej 6 maja 1934 roku w wyjazdowym meczu Independiente przeciwko Boca Juniors (remis 2:2) i swoją grą a szczególnie świetnymi główkami szybko dorobił się przydomku "skaczący diabeł". Tak wspaniały napastnik jak Arsenio Erico nigdy nie zagrał w reprezentacji swojego kraju chociaż był najlepszym piłkarzem w historii Paragwaju zaś zdaniem takiego autorytetu jak Di Stefano, w ogóle najwybitniejszym środkowym napastnikiem w dziejach światowego futbolu. Tego typu kategoryczne opinie zawsze budzą wątpliwości. Jednak Erico dowiódł swojej wielkości w sposób nader wymierny. W latach 1934-46 w 325 ligowych spotkaniach zdobył dla Independiente 293 gole, liderując argentyńskiej tabeli wszechczasów! W 1947 roku na krótko zasilił jeszcze szeregi Huracanu. Był z całą pewnością graczem genialnym i nie ma w tym słowa przesady. Główkarz niezrównany, z którym w zawody mogliby co najwyżej iść Węgier Kocsis i Argentyńczyk Passarella. Przy wzroście 175 cm fruwał w powietrzu na wysokości poprzeczki. Wielokrotnie głową wytrącał bramkarzom piłkę, którą zdawało się już, już trzymali w wyciągniętych w górę jak struna rękach. Strzelał z równą łatwością ,,nożycami’’(chilena, bicicleta), z woleja, z powietrza czy z ziemi. Jego ,,palomity”(gołąbki) urzekały brawurą i elegancją. Skończony technik i drybler, zdumiewał bogactwem akrobatycznych sztuczek a przy tym wszystkim uroczy kompan, skromny i koleżeński, powszechnie lubiany.

W 1939 roku do Buenos Aires zawitał znakomity pisarz francuski Paul Morand, autor głośnego bestselleru ,,Palę Moskwę’’. Wybrał się na mecz Independiente i ujrzawszy w akcji powietrzne ewolucje Erico, zerwał się z miejsca i zakrzyknął w ekstazie: ,,Toż to Niżyński!’’ A Niżyński, gwiazdor słynnych baletów Diagilewa, do dziś uchodzi za największego tancerza wszechczasów. I pomyśleć tylko że taki fenomen nigdy nie przywdział pasiastej koszulki ,,Guarani’’! A to był za młody a to wynarodowił się tak długo mieszkając w Argentynie a to trener powątpiewał w jego ambicję… Kompletny absurd! W latach 1947-49 Arsenio występował w rodzimym Club Nacional Asunción i tam też zakończył swoją wspaniałą karierę. Erico zmarł 23 lipca 1977 r. w Buenos Aires.

Arsenio Erico pod względem jakości napastnika można śmiało stawiać na równi z samym Pele a znajdą się i tacy fachowcy(jak choćby wspomniany Di Stefano), jak i kibice, dla których Erico będzie najlepszym w historii futbolu…

@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Dublet Roberta na „Estadi Olimpic Lluis Companys”:

30 marca 2025 r. FC Barcelona odpowiedziała Realowi Madryt, który w sobotę pokonał Leganes 3:2. Katalończycy w domowym spotkaniu wygrali 4:1 z rewelacją poprzedniego sezonu La Liga – FC Gironą. Kluczowe okazały się gole strzelone przez Roberta Lewandowskiego. FC Barcelona wciąż jest w grze o mistrzostwo Hiszpanii, krajowy puchar i Ligę Mistrzów. Ważnymi ogniwami katalońskiego klubu w walce o te trzy trofea są Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski, którzy zgodnie z oczekiwaniami znaleźli się w podstawowym składzie na niedzielny mecz z Gironą. FC Barcelona długo biła głową w mur ale w końcówce pierwszej połowy wyszła na prowadzenie. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Lamine Yamal a piłkę niefortunnie do własnej siatki wpakował Ladislav Krejci. Już po zmianie stron nieoczekiwanie goście wyrównali. Daley Blind zagrał do Arnauta Danjumy a ten pokonał Wojciecha Szczęsnego. Decydujące dla losów meczu okazały się zdarzenia, które miały miejsce w 61. minucie. Wówczas w polu karnym najlepiej odnalazł się Robert Lewandowski. Jego ekwilibrystyczny gol(już 24. w sezonie) po raz drugi wyprowadził kataloński zespół na prowadzenie. W 77. minucie kapitan reprezentacji Polski dobił Gironę a wynik na 4:1 ustalił Ferran Torres. Wygrana FC Barcelony oznacza, że Katalończycy po 29 rozegranych meczach utrzymali trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. Powiększyła się za to przewaga nad Atletico Madryt, które w sobotę zremisowało z Espanyolem (1:1). Wówczas zespół Hansiego Flicka o dziewięć oczek wyprzedzał drużynę Diego Simeone.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Dublet Messiego w derbach:

FC Barcelona ma teraz 13 punktów przewagi na szczycie tabeli La Liga dzięki zwycięstwu 2:0 nad Espanyolem w sobotnich derbach Katalonii na Camp Nou(30 marca 20019 r.). Blaugrana musiała uzbroić się w cierpliwość wobec bardzo dobrze zorganizowanej defensywy ale świetna gra rezerwowego Malcoma i kolejne dwa gole Lionela Messiego dały Dumie Katalonii trzy ważne punkty i zwycięstwo nad lokalnym rywalem w tamtym sezonie. Pierwsza połowa przebiegała według prostego scenariusza: Espanyol utrzymywał autobus z dziewięcioma zawodnikami za piłką przez cały czas, podczas gdy Barça utrzymywała się przy piłce i starała się stwarzać okazje. Gospodarze całkiem dobrze radzili sobie z piłką, dobrze podając i przemieszczając się, aby znaleźć przestrzenie i stworzyć okazje. Lionel Messi znalazł się w doskonałych pozycjach do zdobycia gola, ale kapitan dziwnie się rozrzutnie zachowywał i zmarnował kilka dogodnych okazji. Goście nie oferowali wiele, gdy odzyskiwali piłkę, ale kiedy już to robili, obrona Barcelony była całkiem solidna i nie sprawiała żadnych problemów. Tak naprawdę wszystko opierało się na skuteczności w ataku a Barça nie pokazała jej zbyt wiele w pierwszych 45 minutach. Do przerwy Barça momentami grała całkiem dobrze, ale nadal musiała poprawić swoje wykończenie, aby wygrać w drugiej połowie.

Pierwsze 15 minut drugiej połowy było dość nudne. Barça miała większe problemy z obroną Espanyolu niż w pierwszej połowie, podczas gdy drużyna gości całkiem dobrze radziła sobie z zachowaniem czystego konta i nie atakowała. Sergi Roberto i Malcom weszli na boisko a Ernesto Valverde próbował wprowadzić coś nowego do ofensywy a zmiany sprawiły, że Barça stała się groźniejsza i bardziej zdecydowana w posiadaniu piłki. Obaj boczni obrońcy nacierali, trzech napastników cały czas znajdowało się w polu karnym a pomocnicy z determinacją atakowali piłkę wysoko na boisku. Blaugrana postawiła wszystko na jedną kartę, aby zdobyć zwycięskiego gola a następnie Lionel Messi minął trzech obrońców i wywalczył rzut wolny zza pola karnego; kapitan przerzucił piłkę nad murem i pomimo usilnych starań Victora Sáncheza, aby nie dopuścić do wpadnięcia piłki do bramki, Barça objęła prowadzenie. Plan Espanyolu, aby doprowadzić do remisu 0:0, poszedł w zapomnienie. Nie mieli planu B i nie stworzyli sobie żadnych okazji do wyrównania, mimo że wielu zawodników wysunęło się do przodu. Zostawili też wolne miejsca za linią obrony i zapłacili za to, gdy Ivan Rakitić zagrał sensacyjne podanie do Malcoma, który mógł swobodnie biec z piłką i czekać na odpowiedni moment, by asystować przy drugim golu Lionela Messiego tego popołudnia, ustalając wynik na 2:0 i doprowadzając do remisu. Krótko po golu Messiego zabrzmiał gwizdek kończący kolejny triumf liderów w derbach Katalonii.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

12

Niezwykły przypadek Julio Cezara Romero:

30 marca 1989 r. FC Barcelona zakontraktowała Julio Cesara Romero. Paragwajczyk popularnie zwany Romerito, był najbardziej nieudanym zakupem w erze Cruijffa i jednym z najgorszych w historii Dumy Katalonii. Johan postawił na niego dzięki świetnym występom we Fluminense, gdzie Romerito został wybrany najlepszym piłkarzem Ameryki Południowej. Brazylijski klub miał ogromne długi wobec piłkarza, więc Blaugrana spłaciła te zobowiązania i pozyskała w ten sposób nowego napastnika. Dwa lata po przylocie do stolicy Katalonii Cruijff wystawił Paragwajczyka w miejsce Linekera w El Clasico. Pojedynek odbył się w dniu reelekcji Nuñeza na prezydenta i zakończył się bezbramkowym remisem a najlepszych okazji nie wykorzystał właśnie Romerito. Z każdym tygodniem Paragwajczyk grał mniej kończąc występy w Barcelonie po 7 meczach i jednym golu w meczu o pietruszkę z Malagą. W 2011 r. został wraz z reprezentacją Paragwaju pierwszym mistrzem Świata w ,,footvalley”-jednej z odmian siatko-nogi. Jak widać nikt nie jest nieomylny a Romerito bardziej sprzyjała inna dyscyplina sportu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@1LY0

0

@Gary Dlaczego gorzej? To jest super kapela i najwspanialszy wodzirej!

14

,,Oczko” Blaugrany:

30 marca 1988 r. FC Barcelona po raz 21-szy w historii zdobyła Copa del Rey. Na Estadio Santiago Bernabeu pokonała w finałowym starciu Real Sociedad San Sebastian 1:0. Zwycięskiego gola zdobył kapitan Blaugrany Jose Ramon Alexanco w 61 minucie. Dume Katalonii prowadził wówczas legendarny Luis Aragoñes.

Wspomnijmy:



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@AssisMoreira Ja inaczej to widze:
Lewa noga: Leos Messi
Drybling: zdecydowanie Manoel Francisco dos Santos
Co ty na to?

0

@Marusek Jak dla mnie to już przesadzasz z tym Bajorem. Od czasu do czasu to i owszem jest fajnie go posłuchać, no ale dzień w dzień!? Wybacz ale mam już dość!

13

Zapomniane El Clasico:

30 marca 1947 r. FC Barcelona pokonała na „Camp de Les Corts” Real Madrid 3:2 w ramach 24 kolejki Primera Division. Gole dla Blaugrany zdobywali: Jose Bravo(18 m.), Alfonso Navarro(39 m.) oraz Francisco Amoros(61 m.). To zwycięstwo uplasowało Dume Katalonii na drugim miejscu tuż za Athletikiem Bilbao.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Marusek 26?? Co ty pleciesz? przecież on skończył 81 lat!!!

4

@FCBparasiempre
W 1897 roku Hans Gamper przeprowadził się do Lyonu we Francji i dołączył do Union Athletique, gdzie grał w rugby. W końcu, w 1899 roku, przybył do Barcelony, gdzie szybko zaprzyjaźnił się z zagraniczną społecznością miasta. Ponieważ piłka nożna była jednym z jego ulubionych sportów, zaczął ją promować i uprawiać w dzielnicy Sant Gervasi de Cassoles, gdzie mieszkał, przyciągając znaczną liczbę nowych sportowców. Kierując się pragnieniem uprawiania różnych sportów, a zwłaszcza piłki nożnej, której był szczerze oddany, 22 października 1899 roku Hans Gamper opublikował w czasopiśmie „Los Deportes” ogłoszenie, w którym apelował do wszystkich zainteresowanych i pasjonatów piłki nożnej o kontakt. Ogłoszenie to opublikowano później 24 października 1899 roku w gazecie „La Vanguardia”. Niecały miesiąc później, 29 listopada 1899 roku , w hali sportowej Solé Gymnasium przy ulicy Montjuïc del Carmen 5, dwunastu entuzjastów piłki nożnej spotkało się i założyło Football Club Barcelona. Spośród nich trzech było Anglikami, dwóch Szwajcarami i jeden Niemcem. Oficjalne ogłoszenie o powstaniu Football Club Barcelona ukazało się w gazecie La Vanguardia 2 grudnia 1899 roku. Hans Gamper grał w pierwszej drużynie i był jej członkiem w latach 1899–1903. Był również członkiem drużyny, która zdobyła pierwszy tytuł FC Barcelony: Copa Macaya. W 1902 roku zagrał w finale Pucharu Rady Miasta Madrytu, w którym przegrali 0:1 z Club Vizcaya. Warto zauważyć, że często błędnie uważa się, że pierwsza edycja Pucharu Króla odbyła się właśnie w tym roku, ale w rzeczywistości miało to miejsce dopiero w 1903 roku. Bardzo ciekawy fakt: Uderzające jest to że wielu graczy, którzy tworzyli ten Klub w jego początkach, to ci sami zawodnicy, którzy wcześniej grali w Stowarzyszeniu Piłkarskim Torelló w 1895 roku. Poniżej znajduje się lista mężczyzn, którzy grali w obu drużynach, tj. w Stowarzyszeniu Piłkarskim Barcelona i Klubie Piłkarskim Barcelona.

John Parsons „J. Parsons” urodził się w Barcelonie. Ochrzczony 12 listopada 1874 roku. Grał już w 1894 roku. William Parsons „W. Parsons”, urodzony w Barcelonie. Ochrzczony 19 stycznia 1877 roku. George Saint Noble „Noble”, urodzony w Barcelonie. Ochrzczony 26 lipca 1883 roku. Był jednym z przyjaciół-założycieli Gampera. „Artus” grany w 1895 roku. „Brown” grał już w 1893 roku. J. Busquets i R. Busquets grali w 1895 roku. John Morris „Morris I”. To ojciec rodziny Morrisów. Samuel Morris «Morris II». Henry Morris "Morris III". Dlaczego zamieściliśmy wyjaśnienia na temat zawodników nowo założonego klubu piłkarskiego Barcelona i ich przeszłości w drużynie z 1894 roku? Opierając się na tym fakcie – że wielu zawodników klubu piłkarskiego Barcelona w 1899 roku było członkami klubu piłkarskiego Barcelona w latach 1894 i 1895 – niektórzy mogli logicznie argumentować, że obie grupy, drużyny z 1894 i 1899 roku, były i są tą samą drużyną. Zatem, zgodnie z tym tokiem rozumowania , można stwierdzić, że klub piłkarski Barcelona nie pochodzi z 1899 roku, ale z 1894 roku. Warto zauważyć, że podobne przypadki można znaleźć w Hiszpanii, co przeanalizujemy przy innej okazji. Mając to wszystko na uwadze, możemy jedynie stwierdzić, że jest to pozbawione logiki i historycznego sensu. W tym kontekście ci, którzy hipotetycznie bronią teorii, że klub piłkarski Barcelona powstał w 1894 roku, przedstawią następujące argumenty:

a) „Piłkarze z 1894 roku wyraźnie pomogli Hansowi Gamperowi założyć „Football Club Barcelona” i dlatego są tą samą drużyną.

b) Fakt, że grali dla obu klubów oznacza, że muszą być tym samym klubem.

c) Syn jednego z założycieli Barcelońskiego Towarzystwa Piłkarskiego jest piłkarzem klubu piłkarskiego Barcelona.

d) Itp.

Odpowiadając na każdy z tych hipotetycznych argumentów, możemy je obalić za pomocą następującego rozumowania.

Po pierwsze, fakt, że zawodnicy z 1894 roku pomogli Gamperowi stworzyć drużynę Barçy z 1899 roku, nic nie znaczy. Być może sam grałeś w drużynie koszykarskiej w swoim mieście, a lata później pomogłeś założyć kolejny klub w pobliskiej gminie; czy to oznacza, że klub koszykarski, który pomogłeś założyć, ma za datę założenia datę powstania pierwszego klubu, w którym grałeś? Odpowiedź brzmi: NIE.

Po drugie, fakt, że dwóch zawodników grało w dwóch różnych drużynach, nie wyklucza zaklasyfikowania obu drużyn jako tego samego klubu. Ty sam, na przykład, mogłeś grać w Ciudad de Murcia (które niedawno zniknęło), a teraz grasz w Murcia Imperial. Czy to oznacza, że oba kluby były tym samym klubem i/lub że Murcia Imperial musi mieć tę samą datę założenia co Ciudad de Murcia? Odpowiedź brzmi: nie.

Po trzecie, fakt, że syn jednego z zawodników Barcelony, lub syn sędziego meczu rozegranego w 1894 roku, grał w 1899 roku w „Football Club Barcelona”, wcale nie oznacza, że obie drużyny lub grupy to te same kluby. To oczywiście kompletny absurd. Na przykład, obecnie prowadzisz klub gry w bule, do którego Twój syn uczęszcza w każdą sobotę. Piętnaście lat później Twój syn wraz z przyjaciółmi zakłada kolejny klub gry w bule. Czy to oznacza, że klub Twojego syna musi mieć tę samą datę założenia, co klub, w którym grałeś 15 lat wcześniej, tylko dlatego, że jest Twoim synem? Odpowiedź brzmi: NIE.

Jeszcze jedno pytanie: co by było, gdyby grupy z 1894 i 1899 roku miały taką samą nazwę? Prawda jest taka, że w takim przypadku, jak można przypuszczać, sytuacja zmienia się bardzo niewiele, jeśli w ogóle. Fakt, że powtórzyli nazwę, nie jest dowodem ani niczym, co mogłoby posłużyć do argumentowania, że obie drużyny były takie same a zatem „Football Club Barcelona” został założony w 1894 roku, zwłaszcza biorąc pod uwagę przytłaczające dowody obalające tę tezę. Nie sugerujemy, że ktokolwiek twierdzi, że FC Barcelona została założona w 1894 roku. W rzeczywistości nikt – ani historyk, ani kibic FC Barcelona – nigdy nie uważał Barcelona Football Society za początek FC Barcelona, iskrę FC Barcelona, ani nawet za ten sam klub. I z pewnością mają ku temu powody. Powody te, które jasno dowodzą, że nie jest to ten sam klub, są następujące:

a) „Klub Piłkarski Barcelona” ma innego promotora: pana Gampera, który wykorzystuje zawodników już w Barcelonie, aby założyć klub o nazwie „Klub Piłkarski Barcelona”. Od momentu, gdy promotor się zmienił, jasne jest, że projekt jest inny, a zatem oczywiste jest również, że klub również jest inny.

b) W komunikacie prasowym gazety La Vanguardia z 2 grudnia 1899 r. wyraźnie stwierdzono, że „ Stowarzyszenie sportowe «Klub piłkarski Barcelona» zostało definitywnie założone w tej stolicy”. Oczywiste jest, że gdyby był to klub istniejący wcześniej, absurdem byłoby twierdzenie, że został założony dopiero co, ponieważ logicznie rzecz biorąc, istniałby już wcześniej.

Dlatego też Barcelona Football Society nie jest ani źródłem, ani iskrą, ani prekursorem, ani oryginałem, ani zalążkiem, ani niczym podobnym dla „Football Club Barcelona ”. Były to dwa różne podmioty, mimo że grało w nich wielu tych samych zawodników i mimo że Gamper miał wsparcie lub pomoc niektórych z tych promotorów z 1894 r., którzy pomogli mu założyć i ustanowić „Football Club Barcelona”. Jeśli w ostatniej dekadzie w Hiszpanii istniało stolica, w której działało wiele klubów piłkarskich i organizacji sportowych, to jest to Barcelona. W ostatniej wspomnianej dekadzie możemy wymienić aż sześć klubów, które grały w piłkę nożną w stolicy Katalonii, a mianowicie: Królewski Klub Wioślarski w Barcelonie. Klub piłkarski Barcelona. Związek Piłki Nożnej Torelló. Klub piłkarski Barcelona. Drużyna piłkarska pana Tolosy (24 października 1899 r. La Vanguardia). „Foot-ball Club Catalá”, jak wynika z notatki zamieszczonej poniżej w gazecie La vanguardia z 24 grudnia 1899 r. Dlatego też wydaje się oczywiste, że Barcelona, obok Huelvy, była jedną z głównych sił napędowych piłki nożnej w Hiszpanii i to właśnie tam piłka nożna nabrała swoich korzeni. Od samego początku istnienia Klub zawsze interesował się promocją sportów innych niż piłka nożna. To jedna z cech definiujących FC Barcelone. Ten fakt, dość powszechny wśród klubów sportowych pod koniec XIX wieku, podkreśla ważną rolę, jaką Barcelona odegrała w rozwoju różnych dyscyplin sportowych w Hiszpanii. Poniższy komunikat prasowy z 20 października 1900 roku donosi, że FC Barcelona mianowała Francisco Cruzate na stanowisko dyrektora ds. biegów lekkoatletycznych, a dyrektorzy ds. krykieta, tenisa, skoków przez przeszkody i innych dyscyplin sportowych zostaną powołani później.

9

@FCBparasiempre
Pierwsze wzmianki o piłce nożnej w Barcelonie pochodzą z 1890 r., ponieważ – jak podają niektóre ponadczasowe kroniki – angielscy i zagraniczni marynarze, którzy niekiedy przypływali do portu, a także brytyjscy robotnicy i pracownicy zatrudnieni w katalońskim przemyśle tekstylnym, spotykali się na torze kolarskim Bonanova lub na esplanadach San Gervasi, aby uprawiać wspomnianą dyscyplinę sportu na oczach uważnych i ciekawych widzów. Jednak najwcześniejsze historyczne wzmianki o piłce nożnej pochodzą z 1892 roku, dzięki dokumentacji odnalezionej i zawartej w pracach Agustí Rodes i Catalá(„Założyciele FC Barcelona” i „Biografia Joana Gampera” – wydawnictwo „Joica”), w których znajduje się zdjęcie drużyny piłkarskiej złożonej z młodych brytyjskich piłkarzy, o których opowiemy nieco później. Innym historycznym odniesieniem z 1892 roku jest komunikat prasowy, który ukazał się w gazecie „La Dinastía” 24 grudnia tego roku, ujawniający, jak członkowie Królewskiego Klubu Regatowego zorganizowali mecz piłkarski. Ciekawostką jest niewątpliwie godzina meczu: 8:00 rano. Nie zamierzamy jednak wchodzić w szczegóły i roztrząsać rozmaitych perypetii prekursorów futbolu w Barcelonie, co niewątpliwie wymagałoby osobnego, obszernego artykułu, lecz raczej podkreślić dwa najważniejsze kamienie milowe futbolu w Barcelonie w ostatniej dekadzie XIX wieku: utworzenie w 1894 r. „Barcelońskiego Towarzystwa Piłkarskiego” i założenie w 1899 r. kolejnego klubu: „Football Club Barcelona”. Wielu uważa, że „Football Club Barcelona (1899)” był pierwszym klubem, który zorganizował się w mieście, ale nic bardziej mylnego. Podobnie jak w wielu miastach, gdzie piłka nożna zaczynała zdobywać swoją niszę społeczną siłą woli, w Barcelonie stopniowo pojawiali się młodzi Brytyjczycy i obcokrajowcy, którzy organizowali się i zaszczepiali w sobie pasję do piłki nożnej, aż w końcu ten (w większości) cichy i anonimowy wysiłek zaowocował powstaniem „Football Club Barcelona” w 1899 roku. Ale zanim nadszedł rok 1899, jak już wspomnieliśmy, w Barcelonie wydarzyło się wiele interesujących rzeczy związanych z piłką nożną. Ale przyjrzyjmy się temu krok po kroku. Zobaczmy. 2 lutego 1893 roku gazeta „La Dinastía” poinformowała, że członkowie „Royal Regatta Club” oraz grupa kibiców rozegrali mecz piłki nożnej na terenie nieopodal toru wyścigowego. Ale co jest uderzające w tej notatce, to to, że wyraźnie wskazuje ona „stroje”, których obie grupy użyją w tym meczu; członkowie Klubu Wioślarskiego będą ubrani na niebiesko, a „grupa kibiców” będzie miała na sobie szkarłatne barwy (=czerwień); są to dokładnie te same barwy, których zawodnicy „Barcelony Football Society” będą używać w 1894 i 1895 roku, jak zobaczymy później. Ale piłka nożna była nie do zatrzymania, a promocja tego „sportu” stawała się coraz bardziej powszechna w Barcelonie. 26 października 1894 roku gazeta „La Dinastía” doniosła, że kilku młodych mężczyzn z angielskiej społeczności zamierzało zacząć grać w „piłkę nożną”, grę, która była już uprawiana w poprzednich latach . Najwyraźniej mieli na myśli tych „amatorów”, którzy grali przeciwko członkom Królewskiego Klubu Wioślarskiego. Już więc 1 lutego 1895 roku w gazecie „La Vanguardia” możemy przeczytać następującą wiadomość: W notatce podano, że drugi mecz piłkarski odbędzie się w przyszłą sobotę o godzinie 15:30 na torze „Bonanova Velodrome”. W meczu wezmą udział ci sami członkowie, którzy założyli nowe stowarzyszenie piłkarskie Barcelony, dokładnie tak, jak ogłoszono we wspomnianym komunikacie prasowym z 26 października 1894 r. Ciekawostką jest to, że w notatce wyraźnie nawiązuje się do przyszłego meczu z innym istniejącym stowarzyszeniem , które również uprawia piłkę nożną: Stowarzyszeniem Piłkarskim Torelló.

Z tego artykułu można zatem wysnuć kilka interesujących refleksji. Po pierwsze, widać wyraźnie, że piłka nożna nie tylko była grana i miała swoją drużynę w Barcelonie, ale także zakorzeniła się w sercach mieszkańców pobliskich miast, takich jak Torelló. CIHEFE nie zapomina o Związku Piłki Nożnej Torelló, o którym napiszemy w przyszłości. Na razie skupimy się na początkach futbolu w Barcelonie. Ale kontynuujmy temat. Mecz z Torelló Football Association, który według komunikatu prasowego z 1 lutego 1895 roku nie mógł zostać rozegrany na czas, w końcu się odbył, ponieważ 5 lutego tego samego roku w gazecie „La Vanguardia” możemy przeczytać obszerne streszczenie tego spotkania: Artykuł jest fascynujący ze względu na szczegółowość, z jaką autor opisuje mecz obu drużyn. Chociaż końcowy wynik, anegdotyczny dla naszych celów, wyniósł 4:1 dla Barcelony Football Society, zawiera on kilka bardzo ważnych szczegółów, które warto wziąć pod uwagę przy dalszych wyjaśnieniach i analizach. Pierwsza to lista składów obu grup, z których skupimy się na składzie „Barcelony Football Society”, a mianowicie: J. Parsons, W. Parsons, Pownal, Soñé, Codina, Barrie, Brown, Dagniere, Phillips, Hicks i Richardson. Drugim szczegółem jest to, że angielski konsul w stolicy, pan William Wyndham, przyjął stanowisko prezesa Barcelońskiego Towarzystwa Piłkarskiego. To z pewnością ciekawy szczegół, który pokazuje, że to barcelońskie towarzystwo było co najmniej zorganizowaną i poważną grupą. Zanim przejdziemy do recenzji i informacji o tym klubie piłkarskim Barcelona, chcielibyśmy pokrótce omówić jego potencjalną legalność. Przede wszystkim chcemy, aby czytelnik zrozumiał, że nie możemy w żadnym wypadku ekstrapolować obecnych form ekspresji w naszej prasie, ani nawet naszego własnego sposobu wyrażania się, sprzed ponad 100 lat. Oczywiste jest, że niektóre formy ekspresji z przeszłości wyszły z użycia, a praktyki literackie z biegiem czasu uległy zmianie. Wszystko to jest istotne, ponieważ szczerze wierzymy, że niektóre wyrażenia i słowa w wyżej wymienionych komunikatach prasowych, a także te, do których będziemy się odwoływać później, należy analizować w kontekście historycznym, a nie naszym własnym. Na przykład słowo „reorganizacja” sto lat temu wyraźnie odnosiło się do drobnych zmian organizacyjnych w danej instytucji lub podmiocie, ale dziś rozumiemy je głównie jako proces, w którym podmiot, po długim okresie bezczynności, reorganizuje się. Uważamy, że jest to kluczowa kwestia dla każdego, kto interesuje się badaniem tych zagadnień, ponieważ interpretacja komunikatu prasowego według obecnych kryteriów może prowadzić do bardzo błędnych wniosków. Mając to na uwadze, zajmijmy się kwestią legalności klubu piłkarskiego Barcelona. Aby ustalić status prawny spółki, możemy zasadniczo posłużyć się tylko dwoma źródłami: dziennikarskim i prawnym. Oczywiście źródła prawne mają znacznie większą wagę niż dziennikarskie, a w przypadku sprzeczności między nimi, gdy oba są dostępne, źródła prawne są, jak należy, preferowane. Jednak w przypadku braku dowodów prawnych nie mamy innego wyboru, jak tylko polegać na dowodach dziennikarskich, a jest oczywiste, że podlegają one pewnej interpretacji (dlatego preferujemy źródła prawne). Jednak niektóre komunikaty prasowe mają pełną moc prawną i podlegają bardzo ograniczonej interpretacji. Stwierdzenia takie jak „Spółka została właśnie założona”, „Właśnie została ostatecznie ustanowiona”, „Oto statut sporządzony przez spółkę” itp. są niewątpliwie wyrazem pełnej wiarygodności prawnej. Biorąc to wszystko pod uwagę, możemy stwierdzić, że nie ma żadnych dokumentów prawnych dotyczących statutu tego klubu piłkarskiego Barcelona , a istniejące doniesienia prasowe również nie rzucają zbyt wiele światła na tę sprawę . Komunikat prasowy z 26 października 1894 roku, który donosi, że kilku młodych mężczyzn zamierza zacząć grać w piłkę nożną, jest niejasny. Sprawia raczej wrażenie nieformalnego. Odnośnie do używania terminów „Stowarzyszenie” i „Stowarzyszenie” w odniesieniu do drużyn uczestniczących w wyżej wymienionych meczach piłkarskich, możemy jedynie stwierdzić, że istnieją dowody dokumentalne, iż terminy te były często używane w tamtym czasie, mimo że te „Stowarzyszenia” nie zostały jeszcze prawnie ukonstytuowane. Dlatego nie możemy opierać się wyłącznie na użyciu tych terminów (Stowarzyszenie, Stowarzyszenie, Klub itp.) w celu ustalenia, czy posiadały one omawiany przez nas status „prawny”. Należy wziąć pod uwagę, że dziennikarz lub autor materiału informacyjnego musiał odnosić się do drużyny w sposób pełen szacunku i uprzejmości, po prostu używając tych terminów. Jak stwierdziliśmy, biorąc pod uwagę dostępne obecnie dowody, które przedstawiliśmy (dowody dziennikarskie), mogliśmy jedynie przedstawić bezpodstawne spekulacje i proste interpretacje, które ostatecznie są mało przydatne.

Oczywiście, pytanie, czy miała ona status prawny, zawsze pozostanie otwarte, ale w świetle danych, którymi dysponujemy, a nie interpretacji, jedynym wnioskiem, jaki można wyciągnąć, jest to, że chociaż była to poważna i bardzo dobrze zorganizowana grupa, nie miała ona statusu prawnego. Kontynuując naszą relację o szczegółach dotyczących tego wczesnego klubu barcelońskiego, należy zauważyć, że działalność sportowa Barcelońskiego Towarzystwa Piłkarskiego trwała co najmniej intensywnie w marcu 1895 roku. 13 marca 1895 roku gazeta „La Vanguardia” poinformowała o treningach, w których uczestniczyli członkowie Klubu Barcelońskiego, przygotowując się do nadchodzących meczów ze Związkiem Piłkarskim Torelló. Najbardziej uderzające jest to, że wbrew temu, czego można by się było spodziewać w tamtym czasie, drużyny wybrały stroje, które miały wyróżniać je na tle rywali. W związku z tym, zgodnie z wyżej wymienionym komunikatem prasowym, drużyna Barcelony ponownie miała na sobie karmazynowe koszulki, białe spodenki i skarpetki w kratę. Wracając na chwilę do kwestii „legalności” tego klubu, czy sam fakt, że nosili stroje, oznacza, że byli legalnie zarejestrowaną grupą ? Oczywiście, że nie. To wyraźnie świadczy o bardzo wysokim poziomie organizacji, ale na dobre i na złe, nie możemy z tego faktu wnioskować, że klub był legalny. Wierzymy, że zgodzi się z tym każdy poważny badacz. Mecz piłkarski odbył się 24-go, a lokalna prasa doniosła o nim 27-go. Poniżej zamieszczamy bardzo dobry i szczegółowy opis, który prezentujemy w całości: Raport jest łatwy do zrozumienia, choć należy zwrócić uwagę, jak nierówny był wynik: 8 do 3 dla Barcelony. Przyjrzyjmy się piłkarzom, którzy według prasy wyróżnili się w barwach klubu piłkarskiego Barcelona: Reeves, J. Parsons, Barrie, Fallon, H. Morris, Pownal J. i W. Parsons. Niedługo później, 13 kwietnia, gazeta La Vanguardia poinformowała, że związek piłkarski Torelló, wypełniając obowiązek kurtuazji, odwzajemnia zaproszenie klubu piłkarskiego Barcelony na rozegranie kolejnego meczu, tym razem w bastionie Torelló. I rzeczywiście, Związek Piłki Nożnej Torelló i Towarzystwo Piłki Nożnej Barcelony rozegrały to „wyzwanie” jako rewanż, o czym można przeczytać w kronikach sportowych z 17 kwietnia 1895 r ., również w gazecie „La Vanguardia”. Tym razem zwycięstwo odniosła drużyna Torelló. A co stało się z Barcelońskim Towarzystwem Piłkarskim od 1895 roku? 16 marca 1895 roku w gazecie La Vanguardia , na kilka dni przed pierwszym spotkaniem, o którym wspomnieliśmy powyżej i w którym zwycięstwo odniosła drużyna Barcelony stosunkiem 8 do 3, ukazała się następująca notatka prasowa: Ponieważ jest to jedyna informacja, jaką posiadamy, nie możemy pominąć faktu, że według tej wersji drużyna Barcelona Football Society była tworzona najwyraźniej sporadycznie, aby rozegrać serię meczów przeciwko Stowarzyszeniu Piłkarskiemu Torelló w marcu i kwietniu 1895 roku. Od tego momentu nie ma żadnych informacji o Barcelońskim Towarzystwie Piłkarskim , choć wiadomo, że wielu zawodników z tego stowarzyszenia kontynuowało grę w piłkę nożną za pośrednictwem innych stowarzyszeń, takich jak Stowarzyszenie Wehikułów Piłkarskich w Barcelonie, które zajmowało się organizacją meczów piłki nożnej i innych typowo angielskich dyscyplin sportowych. Można to zaobserwować na przykład w komunikacie prasowym z 5 maja 1895 roku w „La Vanguardia”. Założenie klubu piłkarskiego Barcelona (1899): Kluczowa postać Hansa Gampera: Hans Gamper urodził się w Winterthur, ale w młodym wieku osiedlił się w Zurychu, gdzie uprawiał różne sporty, ostatecznie wybierając piłkę nożną, w której, jak zobaczymy, odgrywał niezwykle aktywną rolę. Był kapitanem FC Basel i uchodził za jednego z najlepszych szwajcarskich piłkarzy tamtej epoki. Stamtąd przeniósł się do FC Excelsior, gdzie również uchodził za najlepszego napastnika. Różne problemy z tym klubem skłoniły go do założenia FC Zurich w 1896 roku , który, według przekazów historycznych, szybko stał się jedną z najlepszych szwajcarskich drużyn.

8

Czy „Barcelona Football Society” z 1894 r. i „Football Club Barcelona” z 1899 r. to jeden klub czy też dwa różne kluby?

@1LY0
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?