1

@tribo I bardzo dobrze że oglądasz. Takie mecze zasługują aby je pamiętać i pokazują jak trudne i wyczerpujące są mistrzostwa świata...
Jedyne co mnie dziwi to pora oglądania tejże retransmisji...?

7

@FCBparasiempre
Piąty kontrowersyjny mecz(siły Franco wkraczają na Les Corts), Barcelona 5, Real Madryt 5. Trzy gole Realu Madryt padły na spalonym a gol Barcelony został uznany za legalny. Słabe sędziowanie (Fombona), który musiał zostać odprowadzony do szatni przez policję. LVE. Wtorek, 12 stycznia 1943 r. Strona 9. Artykuł napisał Santiago García, postać, która dla kibiców Barcelony mówi wszystko. Jest on przeciwnikiem Barcelony, ponieważ jego ojciec ma bardzo niski numer członkowski RCD Espanyol. Później został redaktorem sportowym w LV i być może kiedyś jego artykuły o Barcelonie zostaną ponownie opublikowane, na przykład ten o odpadnięciu Realu Madryt z Pucharu Europy przez pana Leafe… ale jest ich o wiele więcej… Odnosząc się do postawy sędziego, powiedział: „Pan Fombona miał do czynienia z meczem rozegranym prawidłowo, który nie przysporzył mu wielu komplikacji, a mimo to nie udało mu się rozwiązać jedynego trudnego momentu, jaki się pojawił: nietypowego zatrzymania piłki przez Marzá (białego bramkarza), najwyraźniej kontuzjowanego, leżącego na ziemi, którego gra była kontynuowana bez żadnej decyzji sędziego”. W sekcji poświęconej bramkom lub kontrowersyjnym zagraniom, oprócz poprzedniej, czytamy: „Barcelona zareagowała, wymuszając kolejne rzuty rożne, które nie pociągnęły za sobą żadnych konsekwencji. Po dośrodkowaniu Valle, Martin i Marzá ruszyli w stronę piłki, a napastnik Barcelony najwyraźniej umieścił ją ręką w bramce przeciwnika a Fombona zasygnalizował faul. Wkrótce potem sędzia zaatakował Alonso (białego) w polu karnym i nakazał wykonanie rzutu karnego spoza pola karnego”. Pięć goli strzelonych przez Real Madryt nie wskazuje na żadne problemy natury regulaminowej. Nie wypowiedział się na temat eskorty sędziego przez policję do szatni.

EMD. 11 stycznia 1943 r. Strona 2. Raport z meczu podpisał A. Soler Borrell. Odnosząc się do sędziego oraz bramek nieuznanych i przyznanych, zgadza się on z D. Jaume, uważając, że nieuznana bramka Martina nie powinna zostać uznana, a ostateczna bramka Realu Madryt nie powinna zostać uznana. Mimo to podtytuł raportu brzmi: „ Mecz z dużą liczbą bramek, pełen emocji dzięki zawrotnemu tempu, który zakończył się sprawiedliwym remisem, po tym jak indywidualne wyniki obu połówek (4:2 i 1:3) pokazały przewagę odpowiednio Catalano i Realu Madryt”. Co ciekawe, dziennikarz A. Olle Bertrán zajrzał za kulisy, przeprowadzając wywiady z dyrektorami i zawodnikami obu drużyn. Ipiña tak relacjonuje kibiców: „Kibic zachowywał się bardzo dobrze. Prawdopodobnie widzieliście, jak protestowali przeciwko nieuznanemu golowi Martina strzelonemu ręką. Ale ich wybuch gniewu szybko opadł. To zawsze przyjemne miejsce do gry”. Ze słów Ipiñi nie wynika, że sędzia musiał być eskortowany przez policję do szatni z powodu wielkiego skandalu. Ale z kibicami Barcelony nikt nie może zadzierać, więc powiedzą: „Reżim Franco nie pozwalał na relacjonowanie incydentów meczowych, bo były cenzurowane”.

W „El Mundo Deportivo” z 15 lutego 1943 roku, na stronie 3, doniesiono, że Barcelona pokonała Castellón 7:1 a piłkarze zadedykowali mecz Modesto, apteczce, który wyjaśnił powód: „ W Castellón, pod koniec meczu, który wygrała Barcelona, doszło do drobnego incydentu i zostałem aresztowany na polecenie dyrektora klubu El Sequiol. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Ale chłopaki powiedzieli mi dziś po południu przed wyjściem, że strzelą mi wielkiego gola… i dotrzymali słowa”. Można z tego wywnioskować, że bycie kibicem Barcelony wiązało się z możliwością pójścia do więzienia, ponieważ wiele lat później, za czasów reżimu Franco, mityczny i legendarny kibic Barcelony Manuel Vázquez Montalbán stwierdził: „Czwartą organizacją do oczyszczenia, po komunistach, anarchistach i separatystach, jest klub piłkarski Barcelona”. Ten pisarz „zrobił fortunę” pisząc przeciwko Realowi Madryt, czyli pisząc przeciwko frankizmowi, w tamtym czasie, i z tego powodu nigdy nie poszedł do więzienia, mimo że był kibicem Barcelony, chociaż został uwięziony za punkt pierwszy, ale to już inna historia.

Barcelona Daily. 12 stycznia 1943 r. Strona 13. Raport z meczu podpisany jest przez BAL-LON. Opisuje on występ Fombony w następujący sposób: „Sędzia z Asturii, pan Fombona, sędziował mecz, ale niezbyt satysfakcjonująco, ponieważ nie śledził uważnie gry i nie ukarał niezliczonych fauli. Mecz nie stał się dla niego zbyt skomplikowany dzięki temu, że przeciwnicy byli dwiema „historycznymi” drużynami, które nie chciały brać spraw w swoje ręce, co ostatecznie obróciło się przeciwko nim”. Nie ma w nim wzmianki o nieuznanych bramkach ani o bramkach zdobytych na pozycjach spalonych. Nie ma też mowy o publiczności. Według D. Jaume, piątego gola strzelił biały napastnik Alday, co pokrywa się z danymi Diario de Barcelona, ale nie z danymi LVE i EMD, które przypisują gola Mardonesowi.

Szósty kontrowersyjny mecz. Athletic Bilbao 5 Barcelona 2. Przy wyniku 1:1, gol Martina został anulowany, a pierwszy został uznany. Przeanalizuj zachowanie sędziego. LVE. Wtorek, 23 marca 1943 r. Strona 10. To kronika Cifry, z pewnością antybarcelońska, ponieważ opisuje sprawę „nieuznanej bramki” w następujący sposób: „Zderzyły się dwie wspaniałe drużyny, a Atlético Bilbao udowodniło swoją wyższość. Gdyby nie słaby występ Iriondo, liczba bramek byłaby imponująca. Dwie bramki, które sędzia nie uznał dla Atlético, zostały niesłusznie anulowane, podobnie jak ta nieuznana dla Barcelony (proszę pana, panie Jaume, opowiada pan tylko 33% historii)”. W raporcie nie wspomniano, kiedy Barcelona zdobyła nieuznaną bramkę. Wskazano, że pierwsza nieuznana bramka dla Bilbao padła przy wyniku 1:1, a druga przy wyniku 5:2. Ostatnie zdanie raportu brzmi: „Pomijając trzy wymienione błędy, sędzia spisał się dobrze”.

EMD. Poniedziałek, 22 marca. Strona 3. Kronika jest podpisana przez specjalnego korespondenta Carlosa Pardo (pamiętacie tego, którego żona pomogła Realowi Madryt awansować do Pucharu Europy? Zobaczcie numer 48 CIHEFE). Część kroniki nosi tytuł: „Zasłużony triumf drużyny z Bilbao”. Inna część ma równie znaczący tytuł: „Krótka historia siedmiu bramek i trzech, których nie strzelono”, z którego można wywnioskować, że zgadza się on z Cifrą, że padły trzy nieuznane bramki. W tym przypadku, przy wyniku 1-1, sędzia nie uznał bramki dla Bilbao z powodu spalonego, nie wnikając, czy był on, czy nie, a następnie skomentował niekorzystną dla Barcelony a mianowicie zagranie ręką obrońcy Bilbao w polu karnym. Przy wyniku 3:1, dochodzi do akcji, w której Martin uderza głową piłkę, obrońca wybija ją, a piłkarze Barcelony protestują, sądząc, że piłka przekroczyła linię bramkową. Sędzia przyznaje rzut rożny, który zostaje wykonany bez konsekwencji. Następnie, przy wyniku 5:2, w raporcie wspomina się o nieuznanym golu dla Bilbao. W raporcie nie sprecyzowano również, który gol Barcelony został nieuznany, ale nie wspomniano o nim, gdy wynik wynosił 1:1. Odnośnie sędziego, skomentował to następująco: „Jeśli do tego wszystkiego dodamy słabe sędziowanie Tamarita Falaguery (zamiast Falguery, jak twierdzi pan Jaume), który uparcie nie szukał korzyści dla żadnej ze stron, dojdziemy do wniosku, że na wyjazd do Bilbao tak naprawdę wystarczyło sakwy, żeby strzelić gole”.



Barcelona Daily. Wtorek, 23 marca 1943 r. Strona 15. Kronika jest podpisana przez C. W odniesieniu do nieuznanych bramek, sędzia wspomina jedynie w następujący sposób: „ Sędzia z Walencji, Tamarit Falaguera, sędziował mecz w sposób akceptowalny, pomimo niesłusznego nieuznania dwóch bramek dla gospodarzy i jednej dla Barcelony”.

WNIOSEK ALTERNATYWNY.

Analizując wypowiedzi „kultowego” historyka Barcelony, D. Jaume Sobrequésa i Callicó, na temat „rozbojów” Barcelony na katalońskiej tożsamości w najbardziej krwawym okresie ligi frankistowskiej w sezonie 1942–1943, a także kroniki z tamtego okresu z trzech barcelońskich gazet, można dojść do wniosku, że podobieństwo jest „jak ogień i woda”. Ale winę za ten „kradzież” ponosi Real Madryt. Niektóre dodatkowe, uzupełniające historie z tego sezonu pozostawiono na przyszłość, gdzie naświetlone zostaną prześladowania, którym reżim Franco poddał FC Barcelonę, aby nie przedłużać sprawy.

7

@FCBparasiempre
EMD. Poniedziałek, 7 grudnia 1942 r. Strona 3. Relacje z meczów piszą dwaj dziennikarze. A. Soler Borrell relacjonuje grę na boisku, a A. Olle Bertran relacjonuje szatnię. Podobnie jak wcześniej w LVE, kronikarz nie wspomina ani o żadnej nieuznanej bramce dla Barcelony, ani o tym, że przy trzecim golu dla Bilbao był spalony. Uważa jednak, że rzut karny podyktowany na początku meczu z Barceloną miał decydujący wpływ na przebieg meczu i rozpoczyna swoją kronikę od podtytułu: „Rzut karny, który był zbyt decydujący”. Wygląda na to, że pan Jaume ma rację mówiąc, że doszło do skandalu wśród opinii publicznej. Kronika opisuje ten fragment następująco: „Poczucie, że Barcelona przegra mecz, który wydawał się jej przeznaczony do wygrania, wywołało poważne niezadowolenie wśród publiczności. Sędzia zapłacił za to ogromną złością. Później drużyna zapłaciła cenę, przegrywając”. Publiczność na Les Corts, którą osoby z zewnątrz uparcie uważają za jedną z najlepszych w Hiszpanii, była wczoraj niesprawiedliwa i straciła opanowanie. Przynajmniej większość, sądząc po tym, co powiedziano. A najbardziej żałosną rzeczą, lub największym rozczarowaniem dla tych, którzy byli zdenerwowani, był wynik ich nadmiernej pasji, gdyż skazili swoich faworytów (na szczęście nie sędziego), przez co stracili spokój, którego tak rozpaczliwie potrzebowali, aby wykorzystać wczoraj swoje dobrze znane, ale w dużej mierze uśpione cechy. Rzut karny, choćby wydawał się niesprawiedliwy, nie powinien umniejszać sprawiedliwości w oczach dorosłej widowni, ani też nie powinien mieć negatywnego wpływu na grę pokrzywdzonych, którzy posiadają jakość i klasę jak Barcelona. Jeśli chodzi o sędziego, dziennikarz raz nazwał go Sanchezem Ocañą, a innym razem Sanchisem Orduñą. Odnosząc się do incydentu z rzutem karnym, wydaje się mówić dwie sprzeczne rzeczy. Z jednej strony: „Sanchis Orduña był surowy w karaniu faulu popełnionego na Zarrze, gdy katalońska obrona próbowała powstrzymać jego natarcie. Dwóch zawodników było zdeterminowanych, by to zrobić, i doszło do zderzenia, w którym wszyscy trzej upadli na ziemię”, a następnie dodaje: „Faul niewątpliwie miał miejsce i tylko sędzia mógł ocenić, czy zasłużył na tak ostrą karę. I właśnie o to zdawała się spierać z nim publiczność, ponieważ oczywistość faulu była niepodważalna”. Następnie ocenia występ sędziego: „Pod każdym innym względem sędzia z Walencji wykonał dobrą robotę, pomimo tego, jak źle się dla niego potoczyły sprawy. Na szczęście nie stracił opanowania i dobrze poradził sobie z ostrą i intensywną walką, która toczyła się z zachowaniem zasad fair play i bez niebezpiecznej przemocy”.

W tym miejscu pojawia się dygresja, by skomentować fragment kroniki, o którym pan Jaume nie wspomina: „Potem… Potem nie było już nieszczęścia, tylko szczęście, ponieważ Atlético Bilbao nie posunęło się ze swoją chciwością do ostateczności, jakby litując się nad pechem drużyny przeciwnej, a Zarra jak dziecko spudłował pewnego gola; Benito opatrznościowo obronił kolejnego, którego Miró nie dopuścił do bramki, a sędzia najwyraźniej chciał przypodobać się krytykantom, wybaczając odbicie tego samego Benito obiema rękami od piłki, która wślizgiwała się na jego terytorium”. Podano fragment tekstu, który dziennikarz napisał w szatni o kibicach: „Wczoraj na Les Corts stracili panowanie nad sobą i ściszyli głos. Cały trybun wokół nas zamienił się w ryczące, pełne pasji morze. Zagorzali kibice zapomnieli o dopingowaniu swoich zawodników, skupiając się na sędzim, a przez całą pierwszą połowę drużyna była zarażona ogólną nerwowością, do tego stopnia, że nie była w stanie skompletować ani jednego dobrze wykonanego ataku ani zrobić niczego dobrze”. W innym miejscu wyjaśnia: „ Wczoraj w loży prezydenckiej wielu dygnitarzy oglądało mecz. Przewodniczył mu Jego Ekscelencja Generał Moreno Calderón, Gubernator Wojskowy Plaza, a wśród gości były dwie wysoko postawione osobistości ze świata sportu: pan Javier Barroso, prezes Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej; pan Touron, sekretarz Komitetu Narodowego Hiszpańskiego Związku Kolarskiego; oraz pan Javier de Mendoza z Katalońskiej Federacji (były dyrektor FC Barcelona)”. Pyta pana Barroso o mecz a ten odpowiada: „Mecz, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Nie był to wspaniały mecz, ale Atlético zasłużenie wygrało dzięki skuteczniejszemu i bardziej praktycznemu stylowi gry przeciwko drużynie ze słabą obroną i linią ataku, która wydawała się dziś po południu nieco zdezorientowana”. To jasne jak słońce, kolejny dowód na antybarcelońskie nastroje w federacji i prześladowania, jakie muszą znosić ze strony Madrytu. Wszyscy w Barcelonie znają złotą zasadę: przywódcy wojskowi i polityczni wchodzą do loży VIP na stadionie Barcelony, bo są do tego zmuszeni, a do loży VIP na stadionie Realu Madryt wchodzą na zaproszenie.

Barcelona Daily. Wtorek, 8 grudnia 1942 r. Kronika jest podpisana przez BAL-LON. Podobnie jak poprzednie, skupia się na grze rzutów karnych, a także, podobnie jak poprzednie, na ich znaczeniu, co nie przeszkadza mu stwierdzić: „Zwycięstwo Atlético było ewidentnie zasłużone, choć być może „minimalna” zmiana byłaby bardziej zgodna z ogólnym przebiegiem meczu”. Odnośnie pracy sędziego, wygłosił on obszerny komentarz, który przytaczamy w całości: „A gdy drużyny zostaną przeanalizowane łącznie i indywidualnie a zasadność zwycięstwa Bilbao zostanie uprzednio uznana, przedstawimy naszą szczerą opinię na temat kary nałożonej przez walenckiego sędziego, pana Sanchiza (tu Sanchiz zamiast Sanchis) Orduñę, która – również naszym zdaniem – zmieniła obraz meczu. Około piętnastu minut po rozpoczęciu meczu, podczas jednego z szybkich kontrataków napastników Bilbao, Zarra, zmierzający prosto w kierunku bramki Miró, został zaatakowany przez kilku piłkarzy Barcelony, nie wszystkich naraz, ale jeden po drugim, próbując przeszkodzić mu w oddaniu strzału. Nie został on sfaulowany, a wręcz podcięty i zmuszony, z powodu braku możliwości ucieczki, do podania do Iriondo. W tym momencie sędzia zasygnalizował faul, a ponieważ doszło do niego w polu karnym, podyktował rzut karny, który Arqueta zamienił na pierwszą bramkę tego popołudnia. Faul rzeczywiście miał miejsce – naszym zdaniem – i przy ścisłej interpretacji – być może przesadnej, ponieważ gra była uczciwa, a nie było w niej brutalności ani złych intencji – powinien zostać ukarany. Jednakże szczerze żałujemy, że ta sama ścisła interpretacja nie została zastosowana w całym meczu. W polu karnym przed obiema bramkami doszło do wielu drobnych, ale jednak fauli, z których niektóre były poważniejsze i groźniejsze niż ten ukarany. Boli nas, że mecz, który zapowiadał się ciekawie i emocjonująco, został zniweczony przez ten szczegół ze strony sędziego, pogłębiony innymi, mniej istotnymi błędami. Po tym wszystkim bez wahania nazywamy jego występ niewystarczającym. Warto zauważyć, że Barcelona grała ostatnie dziesięć minut bez Martina, który został zabrany do szatni, co było dla nich kolejnym utrudnieniem. Nie było więc nieuznanego gola dla Barcelony i żadnego gola na spalonym dla Bilbao, ale zgadzam się z D. Jaumem, że sędzia się pomylił, chociaż Bilbao zasłużyło na zwycięstwo. W sprawie skargi na prześladowanie sędziów i tego, co zostało powiedziane w El Mundo Deportivo 9 grudnia 1942 r. („uporczywe prześladowanie niektórych sędziów przeciwko Barcelonie z powodów pozbawionych wszelkiej logiki sportowej”). Ponieważ pan Jaume wspomina o notatce protestacyjnej, w dniach po meczu w El Mundo Deportivo szukano na jej poparcie dowodów, ale między środą 9 grudnia a niedzielą 13 grudnia nie znaleziono żadnego komentarza na ten temat. Uczciwie rzecz biorąc, autor uważa, że chociaż nie ma publicznie dostępnych informacji na temat tej notatki, mogła ona jednak istnieć; w związku z tym należy przyznać panu Jaume kredyt zaufania. Nie jest to już tak jasne w przypadku zdania, które D. Jaume przypisuje dziennikowi „El Mundo Deportivo” z 9 grudnia 1942 r.

Dzisiejszy numer liczy 4 strony. Wiadomości piłkarskie znajdują się na stronach 2 i 3. Na stronie 2 wymieniono relacje z meczów drugiej ligi, sankcje nałożone przez Katalońską Federację Piłkarską oraz subskrypcję na rzecz zawodnika z C.D.F. Gavá, który zmarł przedwcześnie. Na stronie 3 znajduje się informacja o zbliżającym się meczu Barcelony w Sewilli, a mówiąc o Atlético, czytamy: „To przekracza wszelkie granice. A ponieważ nie chcemy zapuszczać się w sferę nadprzyrodzoną, z szacunkiem uchylamy kapelusza i z pokorą przyznajemy: Athletic Bilbao... jesteście najwięksi”. FS podpisuje kronikę. Wspomniano także o kronice Barcelony, która rozegrała mecz towarzyski na Les Corts przeciwko Real Sociedad, który wygrała 0-1 a także kolejny w Madrycie, jako hołd dla Quincoces, gdzie Cesar gra z Atlético de Aviación przeciwko Madrytowi, gdzie zremisowano 2-2. Ale czy brakuje pierwszej strony? Otóż zawiera ona transcendentalną mowę „Caudillo” wygłoszoną podczas „Trzeciej Rady Narodowej” oraz zdjęcie z kroniką „Armii, profilu Hiszpanii w teraźniejszości i w historii”. Między innymi pojawiło się także zaproszenie od El Mundo Deportivo z prośbą o premię świąteczną dla Błękitnej Dywizji świata sportu. Barcelona nie potrzebuje tego ogłoszenia, ponieważ z pewnością już przekazała pieniądze na ten cel. Zobacz „Diario de Barcelona” z 25 listopada 1941 r., strona 9, gdzie można przeczytać o kwotach zebranych w Barcelonie na ten świąteczny bonus: „W ramach ogólnokrajowej zbiórki na świąteczny bonus Błękitnej Dywizji, prowadzonej przez Sekcję Kobiet FET i JONS, wczoraj w Delegaturze Prowincjalnej Sekcji Kobiet w tej stolicy zebrano w gotówce następujące kwoty: Poniżej znajduje się lista, gdzie w pozycji piętnastej widnieje informacja o Club de Futbol Barcelona 1000 punktów”. Wniosek: Autor niniejszego artykułu nie był w stanie odnaleźć frazy, którą wypowiedział pan Jaume, a która pojawiła się 9 grudnia 1942 r. w El Mundo Deportivo. Sprawdzano także kolejne dni aż do niedzieli 13-go i również nie znaleziono tam tej frazy. Nawiasem mówiąc, na stronie 11. widnieje informacja o premii świątecznej dla Błękitnej Dywizji Katalońskiego Związku Piłki Nożnej: 500 pkt.

11

@FCBparasiempre
Tym historykiem jest Jaume Sobrequés i Callicó, autor: „Història del FC Barcelona: El Barça, un club, una ciutat, un país”. Pan Jaume opowiada „swoją historię” wspomnianej Ligi w tomie 2, rozdziale 2, zatytułowanym „Trudna tama okresu powojennego i pierwsze sukcesy międzynarodowe. 1940–1957”. Sezon La Liga 1942-1943 był prawdziwie burzliwy: Duma Katalonii była atakowana przez sędziów o uprzedzeniach, które można by określić mianem obsesyjnych a które w rzeczywistości odzwierciedlały głęboko zakorzenioną niechęć władz politycznych reżimu do FC Barcelony. Jeśli wierzyć kronikom z tamtych czasów, Barça przegrała w tym sezonie sporo meczów z powodu decyzji sędziowskich silnie podyktowanych nastrojami antybarcelońskimi, przesiąkniętymi antykatalońskimi fobiami. Pierwszy epizod miał miejsce podczas meczu otwarcia rozgrywek na „Chamartín”, przeciwko Realowi Madryt(27 września 1942 roku). Real Madryt prawdopodobnie i tak wygrałby mecz(i rzeczywiście wygrał, kończąc mecz wynikiem 3:0) ale sędzia Fombona przeoczył dwa ewidentne rzuty karne popełnione przeciwko Césarowi. To było jak prolog do wielkiego spektaklu, który miał się dopiero rozegrać. 25 października 1942 roku na „Les Corts” rozegrał się skandaliczny mecz sędziowski Iturralde. Czterdzieści tysięcy widzów z podziwem obserwowało „koncert gwizdków” sędziego, który unieruchomił piłkarzy gospodarzy bez żadnych fauli z lewej i prawej strony. Valencia, obrońcy tytułu mistrzowskiego, choć w fazie schyłkowej, zdołali pokonać Barcelonę 2:1, postępując niesportowo. 29 listopada w Oviedo, gdzie FC Barcelona przegrała 3:2, pojawił się kolejny dręczyciel katalońskiego klubu: sędzia Ocaña. Piłkarze Barcelony ponownie zostali unieruchomieni przez sędziego a gole Martína i Césara Rodrigeuza zostały anulowane bez powodu. Trzeci akt tego prześladowania miał miejsce na „Les Corts”, gdzie 6 grudnia 1942 roku FC Barcelona przegrała z potężnym Athletic Bilbao 1:3. Na cztery minuty przed końcem meczu sędzia Sanchis Orduña nie uznał wspaniałego gola Escolá, a trzy minuty później przyznał trzeciego gola piłkarzowi Bilbao Iriondo, który był ewidentnie na spalonym. Skandal był ogromny. To ciągłe nękanie zmusiło zarząd do zajęcia stanowiska wobec kibiców, którzy z biegiem sezonu stawali się coraz bardziej oburzeni. Po meczu z Bilbao zarząd wysłał „pełen szacunku, ale stanowczy” list protestacyjny do Narodowego Stowarzyszenia Sędziów, wyrażając zaniepokojenie „systematyczną stronniczością wobec Barcelony w sędziowaniu”. W liście zaproponowano powołanie „delegata federacji” na mecze, specjalizującego się w nadzorowaniu decyzji sędziowskich. Odrzucenie skarg zarządu dotyczących pracy sędziów stworzyło niezwykle napiętą atmosferę. „Mundo Deportivo” wyraziło zaniepokojenie „uporczywym prześladowaniem FC Barcelony przez niektórych sędziów, z przyczyn niemających żadnej sportowej logiki”(9 grudnia 1942 r.).

Druga połowa sezonu La Liga rozpoczęła się na Les Corts 10 stycznia 1943 roku, kiedy Real Madryt grał w deszczowe popołudnie. Obecność sędziego Fombony była złym omenem i gdyby nie wspaniała gra Barcelony, zwycięstwo przypadłoby „Białym” w meczu, który zakończył się remisem 5:5. Fombona przyznał Realowi Madryt trzy bramki, które były ewidentnie na spalonym, i nie uznał gola Barcelony. Na minutę przed końcem, gdy Barça prowadziła 5:4, Alsua z Realu Madryt zaatakował bramkarza Argilę, z czego skorzystał Alday, który wśród ogromnego zamieszania strzelił wyrównującego gola. Policja musiała eskortować sędziego do szatni. Pomimo tego niepowodzenia Blaugrana kontynuowała passę zwycięstw i zbliżyła się do lidera tabeli. Następnie, 29 marca, nadszedł kluczowy mecz na San Mamés z Athletic Bilbao. Tam rozstrzygał się tytuł, a sędzią był Tamarit Falguera. Przy wyniku 1:1, Martin strzelił pięknego gola, którego Tamarit początkowo uznał, ale później, zgodnie z instrukcjami sędziego liniowego, nie uznał. Od tego momentu morale drużyny Barcelony gwałtownie spadło a Athletic Bilbao wygrał 5:2. Mimo to Barça zakończyła ligę na trzecim miejscu z 32 punktami, za Athletic Bilbao (36 punktów) i Sevillą (33 punkty). Mariano Martin, z 32 golami, został ogłoszony królem strzelców a katalońska prasa jednogłośnie ogłosiła Barçę „moralnym zwycięzcą” rozgrywek. Aby przybliżyć czytelnikowi kontekst, pan Jaume urodził się w 1943 roku, miał więc mniej niż rok, gdy miały miejsce wszystkie poprzednie „napady”, które tak szczegółowo opisuje.

KOLEJNA ALTERNATYWNA HISTORIA PRZEZ KRONIKI CZASÓW. Zastosowana metodologia.

Aby zweryfikować liczne dane przedstawione powyżej czytelnikowi, wybrano trzy katalońskie publikacje jako przykłady kronik z tamtych czasów, mianowicie „La Vanguardia”(wówczas Española), „El Mundo Deportivo” i „Diario de Barcelona” a następnie przeprowadzono przegląd tego, co każda z nich wskazuje na temat wyżej wymienionych meczów, aby zweryfikować wszystkie punkty wskazane przez pana Jaume. Czytelnik powinien wiedzieć, że jeśli w tych kronikach nie ma komentarzy pana Jaume'a, to dlatego, że reżim Franco nakazał trzem gazetom, co publikować przeciwko Blaugranie, czyli przeciwko Katalonii. Na początek powiem, że pan Jaume ma pewne wątpliwości co do dat niektórych spotkań, o których wspomina, ale to może się zdarzyć każdemu a zatem jest to usprawiedliwione. W ten sposób wskazuje się na 25 października 1942 r., mecz 1:2 pomiędzy FC Barceloną i Valencią w Las Corts, a w rzeczywistości był to 4 października 1942 r. Wskazuje to na 29 marca 1943 r., mecz na San Mamés, który zakończył się wynikiem 5-2, pomiędzy Atlético i Barceloną, ale w rzeczywistości był to 21 marca 1943 r. Pierwszy mecz naznaczony kontrowersjami. Real Madryt 3 Barcelona 0. Dwa rzuty karne dla Cesara.

„LVE”. Wtorek, 29 września 1942 r. Strona 7. Istnieje bardzo krótki, niepodpisany raport meczowy, w którym stwierdza się, że Madryt zasłużył na zwycięstwo i ubolewa nad nieobecnością Martina w ataku. Nie wspomina się w nim o dwóch rzutach karnych przyznanych Cesarowi.

„EMD”. Poniedziałek, 28 września 1942 r. Strona 2. Raport Alfila. Nie wspomina również o incydencie z rzutem karnym, a co więcej, przedstawia sędziego jako wspaniałego. „Sztuczka” polega na tym, że jest to raport Alfila, który, będąc agencją „profrankistowską”, broni Realu Madryt i jest wrogo nastawiony do Barcelony.

„Barcelona Daily”. Wtorek, 29 września 1942 r. Strona 13. To niepodpisany artykuł, który nie wspomina o dwóch rzutach karnych przyznanych Cesarowi, który jest następcą Martina i którego nieobecność również została odnotowana. Odnośnie Cesara, piszą: „Jego następca, Cesar, był dość dyskretny, marnując dogodne okazje do zdobycia gola” a o sędzim, podobnie jak w poprzednim przypadku, można przeczytać, że nie miał żadnych trudności. W związku z tym nie opublikowano żadnych informacji na temat dwóch rzutów karnych przyznanych Cesarowi.

Drugi kontrowersyjny mecz. Zobacz, jak prasa ocenia sędziego i czy wynik był zasłużony: Barcelona 1, Valencia 2. LVE. Wtorek, 6 października 1942 r. Strona 8. Artykuł, napisany przez Fco ORS, jest niewątpliwie antybarceloński i nosi tytuł „Straciliśmy linię ataku”, w którym autor ubolewa nad nieobecnością Martina i krytykuje niektórych piłkarzy Barcelony. Na przykład o Cesarze pisze: „Mały olbrzym z „Los Cármenes”(w zeszłym sezonie był wypożyczony do Granady na część służby wojskowej) skurczył się na Les Corts”. Nie ocenia on strasznego unieruchomienia „koncertu gwizdka”, ale ostatnie zdanie jego kroniki brzmi: „Ale, pomijając bramki, niekwestionowany zwycięzca w Walencji”.

EMD. Poniedziałek, 5 października 1942 r. Kronika jest podpisana przez A. Solera Borrella. Po wyświetleniu wyniku dużym drukiem, nagłówek poniżej brzmi: „Valencia wygrała minimalnie, choć mogła wygrać z większą przewagą. Barcelona, której brakowało spójności w ataku, była zniechęcona kontuzją Escoli”. Zespół sędziowski opisał to następująco: „Sędzia Iturralde dobrze sędziował”. A. Soler będzie kolejnym krytykiem Barcelony.

„Barcelona Daily”. Wtorek, 6 października 1942 r. Strona 18. Raport jest podpisany BAL-LON. Wspomina się w nim również o kontuzji Escolá jako o możliwym wpływie na wynik, o czym, nawiasem mówiąc, pan Jaume nie wspomina, a jednak wydaje się, że to właśnie ona była decydującym czynnikiem. Odnosząc się do występu sędziego, powiedział: „Sędzia Iturralde sędziował mecz w sposób akceptowalny”. BAL-LON jest również przeciwny Barcelonie.

Trzeci kontrowersyjny mecz. Oviedo 3 Barcelona 2. Dwie bramki nieuznane, jedną Martina i drugą Cesara. LVE. Wtorek, 1 grudnia 1942 r. Strona 8. Raport podpisała „Cifra”, kolejna francuskojęzyczna agencja prasowa, i, jak można się było spodziewać, nie krytykuje on sędziego ani nie wspomina o nieuznanych golach. To kolejny przykład tego, z czym zmaga się FC Barcelona.

EMD. Poniedziałek, 30 listopada 1942 r. Strona 2. Raport podpisał specjalny korespondent Joaquín Soler Serrano. Podtytuł brzmi: „Barcelona przegrywa, z powodu pecha, mecz, który wygrała swoją grą”. Reporter mówi o lepszej grze Barcelony i stwierdza, że najlepszym piłkarzem Oviedo jest ich bramkarz. Nie wspomina absolutnie o dwóch nieuznanych golach. Odnosząc się do pracy sędziego, stwierdza: „Sędzia, choć miał kilka drobnych błędów, był akceptowalny”. Przeprowadza wywiady z zawodnikami i menedżerami obu drużyn: kapitan Oviedo, Herrerita, mówi: „Barcelona oczywiście grała lepiej od nas”. W szatni przeciwnika Raich mówi: „Przegraliśmy niesprawiedliwie. Wynik w ogóle nie odzwierciedla przebiegu meczu” a delegat drużyny, pan Calvet, dodaje: „ Moja opinia o meczu? Cóż… że wygrała Opatrzność a drużyna, która zagrała najlepiej, przegrała”. Obie strony twierdzą, że to był pech a nie wina sędziego, ale jestem pewien, że piłkarze Madrytu mogliby bez problemu powiedzieć cokolwiek o sędzim...

„Barcelona Daily”. Wtorek, 1 grudnia 1942 r. Strona 13. Kronika jest podpisana C. (Cifra?). Nie ma w niej żadnej wzmianki o nieuznanych golach, a o sędzim czytamy: „Sędziował mecz dość słabo, wykazując się wyraźnym brakiem autorytetu, sędzia Ocaña”. Czwarty mecz budzący kontrowersje ( Jaume nazywa go trzecim). Barcelona 1 Athletic Bilbao 3. Gol dla Barcelony nie został uznany, mimo że był ważny a trzecia bramka Bilbao została uznana za spaloną.

Występ sędziego. LVE. Wtorek, 8 grudnia 1942 r. Strona 12. Raport jest niepodpisany. Nie wspomina o nieuznanym golu Barcelony. Odnośnie trzeciego gola Bilbao, opisuje go następująco: (Wynik brzmiał 0:2, a Barcelona podwyższyła na 1:2 w 21. minucie drugiej połowy): „Nadzieje Barcelony na ewentualny remis okazały się krótkotrwałe, ponieważ pięć minut później Zarra podał do Gainzy, który następnie posłał długie dośrodkowanie do Iriondo, który w biegu strzelił trzeciego gola dla swojej drużyny i ostatniego tego popołudnia (1:3)”. Protokoły, w których według pana Jaume'a padł drugi gol dla Barcelony i trzeci gol dla Bilbao, nie pokrywają się, gdyż, jak wynika z powyższego, miały one miejsce w 21. i 27. minucie drugiej połowy, a nie niemal pod koniec meczu. Ocena sędziego jest następująca: „Sędzia Sanchis Orduña miał pecha, że zdenerwował kibiców, prawidłowo karząc za ewidentny i niezaprzeczalny faul na Zarrze – który został sfaulowany przez dwóch rywali i sfaulowany – w polu karnym, co doprowadziło do pierwszej bramki dla Bilbao. Poza tym jego sędziowanie nie było ani błyskotliwe, ani nie popełnił on żadnych rażących błędów, pomimo przymusowo hałaśliwej postawy większości kibiców, którzy, niewątpliwie porzucając reputację uczciwego i sportowego ducha, jaką się cieszył, machali chusteczkami, parodiując, nie wiemy, czy żądania o ucieczkę na arenę, czy też, w nieco zniekształcony sposób, rzymskie tłumy na walkach gladiatorów”. Ktokolwiek podpisał się pod powyższym dokumentem, nie pokazuje swojej twarzy, jest przeciwnikiem Barcelony i złym Katalończykiem.

10

Według jednego z historyków-kultystów klubu, tytuł mistrza ligi z sezonu 1942-43 został „skradziony” Dumie Katalonii:

@Adran360
@Bernard777
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Dramatyczne przeżycia ze szczęśliwym zakończeniem:

25 marca 1981 r. po 24 dniach niewoli, legendarny napastnik FC Barcelony Enrique Castro Gonzalez, zwany „Quini”, został uwolniony przez policje z warsztatu w Saragossie. Jednego z napastników schwytano w Ginebrze w Szwajcarii podczas próby podjęcia pieniędzy z banku. Zatrzymany zdradził miejsce pobytu dwóch pozostałych przestępców. Mimo długiej przerwy w grze Quini szybko dołączył do zespołu i zdążył jeszcze zostać królem strzelców La Liga z 20 golami a także zdobyć 2 decydujące gole w Madrycie w finale Pucharu Hiszpanii przeciwko swojej byłej drużynie-Sportingowi Gijon. Bez wątpienia Quini był jednym z największych bohaterów w historii Dumy Katalonii.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

13

Grande Espectacolo El Clasico!

25 marca 1945 r. FC Barcelona popisała się ,,La Manitą” gromiąc na ,,Estadio Les Corts” w 21 kolejce Primera Division Real Madrid 5:0(!) po 2 golach genialnego Cesara Rodrigueza oraz po jednym Bravo, Escoli i Mariano Gonzaleza. Tym samym Blaugrana umocniła się w tabeli na pozycji lidera z 3 punktową przewagą właśnie nad Królewskimi i nie oddała już prowadzenia do końca rozgrywek, triumfując po raz drugi w historii mistrzostw Hiszpanii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Zapomniane legendy futbolu:

24 marca 1949 r. urodził się Ruud Krol, holenderski obrońca, 2-krotny wicemistrz świata oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów. Rudolf Josef Krol(bo tak brzmiało jego pełne imię) to legendarny obrońca Ajaxu i reprezentacji Holandii oraz jeden z najlepszych defensorów świata w historii futbolu. W Ajaksie grał przez 11 lat od 1969 do 1980 r. Stanowił też o sile reprezentacji Holandii, której był czołowym graczem podczas obydwu Mundiali w 1974 i 1978 roku. Podczas pierwszego z nich w trakcie meczu z Argentyną zasłynął odzyskaniem piłki i błyskawicznym dalekim podaniem, po którym Cruyff zdobył gola. Krola wybrano wraz z Niemcem Braitnerem i Brazylijczykiem Marinho najlepszym lewym obrońcą Mundialu w RFN! To była ulubiona pozycja Ruuda ale grywał także na prawej obronie a z czasem coraz częściej na pozycji środkowego. W 1974 roku strzelił gola samobójczego, za którego… dostał premię! Regulamin drużyny mówił bowiem że należy się ona za każdego gola na Mundialu zdobytego przez Holendra. Trudno sobie wyobrazić defensywę Ajaksu bez tego piłkarza a jednak debiutował w klubie dopiero w 1969 r., kiedy do Feyenoordu Roterdam odszedł etatowy lewy obrońca Ajaksu Theo van Duijvenbode. Ruud Krol był graczem potrafiącym przewidywać sytuacje na boisku. Miał jednak pecha bowiem z walki o pierwszy Puchar Europy w 1971 roku wyeliminowała go poważna kontuzja nogi. Krol osiągnął wspaniałą formę dopiero po odejściu Cruyffa i Neeskensa, w drugiej połowie lat 70-tych. Po odejściu z Ajaxu w 1980 r. wyjechał aż do Kanady do Vancouver Whitecaps. Potem do połowy lat 80-tych grał skutecznie we włoskim SSC Napoli i francuskim AS Cannes. Jako trener prowadził samodzielnie reprezentację Egiptu. W 2005 r. pracował również tymczasowo jako asystent trenera Ronalda Koemana w Ajaxie.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Wyjątkowe legendy argentyńskiego futbolu:

24 marca 1948 r. urodził się znakomity napastnik Delio Onnis. Jest on bodaj najlepszym Argentyńczykiem, który nigdy nie założył koszulki reprezentacji kraju. Urodzony we Włoszech zawodnik radził sobie całkiem nieźle w argentyńskich Club Almagro i Gimnasia y Esgrima La Plata ale potem, w wieku zaledwie 23 lat wyjechał do francuskiego Reims (65 meczów i 39 goli). We Francji szybko stał się ważną postacią, lecz dopiero po transferze do Monaco pokazał pełnię swoich możliwości (231 gier i 157 goli) a potem trafiał jeszcze w barwach Tours i Toulonu. Jego dorobek we francuskiej Ligue 1 zamknął się na 299 trafieniach, co do dziś jest niepobitym rekordem.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

14

Przełomowe mecze polskiego futbolu:

24 marca 2001 r. reprezentacja Polski pokonała na wyjeździe Norwegie 3:2 w eliminacjach mistrzostw świata Korea Japonia 2002. Jeśli ktoś chce zrozumieć, na czym polegała trenerska koncepcja Jerzego Engela, powinien koniecznie uważnie obejrzeć ten mecz. Konfrontacja na ,,Ullevaal Stadion” to była kwintesencja „futbolu na tak”. To był najlepszy i najbardziej dramatyczny mecz Polaków w całych eliminacjach. W pierwszej połowie Olisadebe dwa razy wykorzystał błędy rywali i było aż 2:0. W drugiej połowie Polacy roztrwonili przewagę. Na długie minuty dali się zepchnąć do obrony i zaczeli popełniać stare grzechy. Zanosiło się na bardzo ciężką końcówke, tym bardziej że jedną zmiane wymusiła kontuzja bramkarza. Po jednej z interwencji Adam Matysek aż zwijał się z bólu. „Przygotowywaliśmy zmiane ale Norwegowie ruszyli dalej z piłką. Adam dokonał czegoś niebywałego. Mimo niesamowitego bólu z powodu zerwania trzech mięśni barku, chorą ręką odbił piłke w sytuacji sam na sam z norweskim napastnikiem ale wstać z ziemi już nie mógł”- opisuje w książce „Futbol na tak” Engel. Selekcjoner tak bardzo był wdzięczny Matyskowi że później zabrał go na mundial, choć jego forma była wielką zagadką a powołanie powinien otrzymać któryś z młodszych i lepiej dysponowanych bramkarzy. Na „Ullevaal” Matyska zastąpił Jerzy Dudek, który liczył na gre od początku meczu. Dlatego trudno mu było ukryć rozgoryczenie, gdy w przeddzień spotkania trener powiedział że usiądzie na ławie. „Przez 10 minut się nie odzywałem, tak byłem wściekły. Byłem kompletnie załamany, prawie całą noc nie spałem. Na spacerze wszyscy widzieli że nie jestem sobą. Nie chciałem z nikim rozmawiać”- zwierzał się w swojej książce Dudek. W Oslo zagrał jednak w końcówce i dzięki udanym interwencjom też stał się polskim bohaterem, choć już przy pierwszej próbie obrony wyciągał piłke z siatki. Zrobiło się 2:2. Engel przyznaje że właśnie wtedy stanął przed jedną z najtrudniejszych decyzji w całych eliminacjach: wpuścić defensywnego Wałdocha i bronić remisu, czy ofensywnego Bartosza Karwana i walczyć o zwycięstwo. Postawił na Karwana. „Zadecydowała żyłka hazardzisty. Kiedy Karwan był przygotowany do wejścia, to żeby nie miał jakichkolwiek wątpliwości, wyraźnie powiedziałem mu: »Nie wracaj do obrony, graj jak trzeci napastnik«”- wspominał Engel.

Na 10 minut przed końcem meczu Karwan dzięki sprytnemu wyjściu na czystą pozycje głową strzelił gola. „Ja w Polsce mam jeszcze kilku takich Karwanów”- chwalił się po meczu Engel, co budowało mit potężnej polskiej drużyny. Polacy w Oslo mieli też dużo szczęścia. W pierwszej połowie ich rywale musieli grać pod mocne słońce, które po zmianie stron już nie świeciło tak ostro. Zapanowała euforia bo przecież biało-czerwoni mieli już na koncie dwa wyjazdowe zwycięstwa z najgroźniejszymi rywalami z grupy. Po 4147 dniach polskiej reprezentacji wreszcie udało się strzelić zwycięskiego gola w meczu o punkty w ostatnich 10 minutach gry. „Zwycięstwo w Oslo otworzyło nam bramy do mistrzostw świata”- zawyrokował już po zakończeniu eliminacji Jerzy Engel.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

14

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

Józef Sobota przyszedł na świat 24 marca 1903 roku. Do 1922 roku reprezentował Bismarckhütter Ballspiel Club. Po upadku niemieckiego zespołu, zgłosił swój akces do Ruchu Hajduki Wielkie. Już wówczas 19-letni filigranowy (był najmniejszym wzrostem piłkarzem nie tylko Ruchu, ale i Śląska, miał tylko 156 cm!) napastnik przebojem wdarł się do składu Ruchu i mimo tak młodego wieku zyskał status gwiazdy. Sobotta (takie nazwisko nosił do 1937, kiedy zmienił na polsko brzmiące Sobota) posiadał przeciętne warunki fizyczne i miał słabą technikę, ale te braki nadrabiał zdolnością odnajdywania się w polu karnym przeciwnika, instynktem strzeleckim, intuicją boiskową, pracowitością, ambicją, szybkością, sprytem oraz przebiegłością. Posiadał zmysł do gry kolektywnej oraz ostry, zaskakujący strzał. – „Z Ruchu wyróżnić należy przede wszystkim Sobotę, duszę ataku i najlepszego strzelca… Na niego gra cała drużyna, wszystkie piłki są na niego skierowane” – wypowiadał się o piłkarzu ,,Ilustrowany Kuryer Codzienny” z Krakowa. W 1926 roku strzelił kilkanaście goli, dzięki którym Ruch sięgnął po swój drugi tytuł mistrza Górnego Śląska oraz zdobył ,,Puchar Stanisława Fliegera”. Grał w mistrzostwach Polski zostając najlepszym strzelcem swojego zespołu. W 1927 roku Sobota zadebiutował w ekstraklasie. Zapisał się w annałach klubowych jako zdobywca pierwszego gola w lidze (ŁKS Łódź 1-3), ponadto we wrześniu 1929 roku w meczu z Czarnymi Lwów został autorem jubileuszowego 100 ligowego gola! W każdym sezonie, od 1927 do 1930, strzelał minimum 10 ligowych bramek. Od 1922 do 1932 rozgrał 145 ligowych meczów i zdobył aż 56 goli. Był tak ważnym piłkarzem dla swojego klubu, iż działacze wielokrotnie wysyłali pismo do PZPN z prośbą o rozegranie powtórki meczu jako powód podając nieobecność zawodnika w składzie! Sobota był intelektualistą, urzędnikiem państwowym, który pracował w Hucie Batory oraz wyróżniającym się żołnierzem. Pozostawił po sobie duże zasługi dla 75 Pułku Piechoty w Chorzowie, z którym zdobył tytuł mistrza Wojska Polskiego. Szkoda, że piłkarz nie urodził się kilka lat później i nie doczekał się czasów, kiedy Ruch zdominował przedwojenną polską ligę, wywalczył aż pięć tytułów mistrza Polski.

„Na pożółkłych, pamiątkowych, niemal zabytkowych dziś zdjęciach zawsze stawał z dala od „wieżowców”. Kiedy kibic-fotograf chciał go uwiecznić razem z Teodorem Peterkiem długo zastanawiał się w jaki sposób podciągnąć się w górę przynajmniej o kilkanaście centymetrów. Czasem sięgał po piłkę, stawał na niej i różnica poważnie malała. Ale to tylko na marginesie, bo mały wzrostem Sobota był wielkim piłkarzem. Intuicyjny zmysł do gry kombinacyjnej, kolektywnej, kąśliwy strzał, zapewniły mu wiele futbolowych zaszczytów… - wypowiadał się o nim dziennikarz Sportu. Józef Sobota był typem zawodnika, który z góry wiedział, gdzie spadnie piłka, dlatego wiele bramek strzelał… głową! W swoim jedynym meczu z orłem na piersi również strzałem głową zmusił do kapitulacji estońskiego bramkarza. – „ …A temu ostatniemu udaje się szalonym szczupakiem powietrznym, wsadzić głową piłkę do siatki” – czytamy w sprawozdaniu meczowym Przeglądu Sportowego. Po meczu dziennikarze PS napisali, że lewy łącznik jednak nie radził sobie z rosłymi zawodnikami z Estonii. – „Wstawienie Soboty było wielkim błędem: gracz ten wobec dużych i szybkich przeciwników nie istniał prawie na boisku”. Kapitan związkowy polskiej reprezentacji Tadeusz Synowiec już więcej nie powołał zawodnika do kadry. Na osłodę pozostały mu regularne występy w reprezentacji Górnego Śląska przeciwko niemieckim drużynom oraz gra w reprezentacji Ligi przeciwko śląskim piłkarzom.

Sobota próbował swoich sił również na ławce trenerskiej. Jeszcze będąc piłkarzem Ruchu uzyskał papiery na instruktora piłkarskiego. W zamian za zasługi dla Ruchu działacze powierzyli mu opiekę nad zespołem juniorów, a dzięki swoim kontaktom, młodzieżowe zespoły były często zapraszane na obozy piłkarskie PZPN. W 1937 roku powierzono mu pierwszy zespół "niebieskich". Jego debiut z AKS Chorzów zakończył się porażką 1-3. Zaledwie po 6 kolejkach zastąpił go Austriak Günther Ringer. Ruch wówczas wywalczył trzecie miejsce w lidze. W 1938 roku ponownie poprowadził Ruch w pierwszych 7 kolejkach, a następnie zastąpił go Węgier Ferenc Fogl. Tym razem były piłkarz miał znaczący wkład w wywalczony tytuł mistrzowski. Niedługo przed wybuchem wojny objął stanowisko kierownika drużyny. Po wojnie dalej aktywnie pracował w sporcie, ale już jako działacz.

Piłkarz Ruchu zmarł 2 kwietnia 1979 roku. – „Józef Sobota był zawsze związany z Ruchem, głęboko przeżywał dole i niedole swego klubu. Odszedł powszechnie lubiany wielki sportowiec, który na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich, którzy kiedykolwiek się z nim zetknęli” – napisał o nim ,,Sport”.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Debiut ,,Generała”:

24 marca 1998 r. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Debiut przypadł na mecz półfinałowy Pucharu Katalonii z UE Lleida, wygranym przez Blaugrane 2:1 po dwóch golach Jofre Gonzaleza.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

,,Urruti t’estimo”:

24 marca 1985 r. bramkarz Barçy Javier Urruticoechea obronił rzut karny w meczu 30-tej kolejki Primera Division z Realem Valladolid. Duma Katalonii potrzebowała zwycięstwa na Estadio Jose Zorrilla aby zapewnić sobie na 4 kolejki przed końcem sezonu, pierwsze po 11 latach przerwy mistrzostwo Hiszpanii. W 88 minucie arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do jedenastki podszedł Salwadorczyk Gonzalez a ,,Urruti” obronił karnego. Do historii przeszły słowa charyzmatycznego Katalońskiego spikera radiowego Joaquima Marii Puyala, który skuteczną interwencje golkipera Blaugrany skwitował wielokrotnie powtarzanymi słowami: ,,Urruti t’estimo”, co po katalońsku oznacza ,,Urruti kocham cię!”.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Safrani Nowa murawa powiadasz? I na to też są pieniądze...? Wiesz co, serce nie sługa ale mimo wszystko ja już mam tego wszystkiego serdecznie dość! Najzwyczajniej nie moge na to patrzeć...

1

@Safrani Ah źle odczytałem! Przepraszam. Tylko po co oni sajgon robią na tym boisku?

1

@Safrani Co to znaczy a na Widzew dzisiaj tak? Bo nie rozumiem?

9

@FCBparasiempre
24 marca 1898 r. w Manili urodził się Juan Garchitorena de Carvajal. Juan trafił do FC Barcelony w 1916 roku i grał jako skrzydłowy, ofensywny pomocnik i napastnik. Co ciekawe sfałszował on swój paszport aby uchodzić za Baska, mimo że w rzeczywistości urodził się na Filipinach. Według ówczesnego regulaminu obcokrajowcy mieli zakaz uczestniczenia w rozgrywkach o mistrzostwo Katalonii ale skoro Blaugrana teoretycznie nie znała jego prawdziwych korzeni, pozwoliła mu zagrać w kilku meczach. Wstawienie do składu Garchitoreny wywołało ostrą polemikę, kiedy Espanyol, który wiedział o wszystkim zanim jeszcze rozpoczęły się rozgrywki, postanowił oskarżyć Barçe o bezprawne wystawienie piłkarza, kierując stosowne pismo do Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Akt oskarżenia oparty na raporcie sporządzonym przez profesora prawa międzynarodowego Josepa Triasa de Besa, został przedstawiony 2 dni po przegranych 0:3 derbach z Dumą Katalonii, rozgrywanych 17 grudnia 1916 r. na stadionie przy ulicy Industria, z Garchitoreną w składzie. Gdy potwierdziło się że dokumenty piłkarza są sfałszowane, federacja zadecydowała o odjęciu FC Barcelonie punktów z meczów, w których występował ,,Garchi”, jak powszechnie nazywano piłkarza. Klub się sprzeciwił ale na nic się to zdało i w ostatecznym rachunku przegrał mistrzostwo, którego jednak nie zdobył też Espanyol bo ten z kolei został oskarżony przez Barçe o… bezprawne wystawienie obrońcy Reiga. Wydarzenia doprowadziły do dymisji Rosesa jako jednego z dyrektorów Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, po tym jak zaproponował możliwość powtórzenia meczów rozegranych przez Blaugrane. Koniec końców tytuł trafił w ręce FC Espanya, barcelońskiego klubu założonego w 1905 roku, który w 1923 r. połączył się z FC Gracia. Tymczasem Garchitorena, zidentyfikowany ostatecznie jako Argentyńczyk ale syn Hiszpanki, nadal występował w FC Barcelonie. W koszulce Blaugrany rozegrał w sumie 35 meczów strzelając w nich 12 goli. Podczas pobytu w klubie wywoływał ogromną zazdrość ze względu na swój wygląd. Przyczyniło się to do powstania wielu anegdot, jak chociażby tej, według której w trakcie meczu z Espanyolem odmówił uderzenia piłki głową, ponieważ boisko było ubłocone a on nie chciał pobrudzić sobie włosów. W 1920 r. porzucił uprawianie sportu żeby rozpocząć karierę aktora filmowego. Pod artystycznym pseudonimem Juan Torene były piłkarz wystąpił w ponad 30 filmach. Był też bohaterem głośnych romansów z ówczesnymi gwiazdami kina, na przykład z Amerykanką Myrną Loy… Playboy cule w Hollywood. Niedługo potem odkryto jego prawdziwe pochodzenie, które jak się okazało, nie było ani baskijskie, ani argentyńskie. Garchitorena urodził się w Manili i miał paszport amerykański, jako że Stany Zjednoczone utrzymywały wtedy kontrole nad tym azjatyckim archipelagiem. W latach 50-tych ożenił się z aktorką Natalie Moorehead, która już zakończyła karierę i osiadł w Santa Barbara w Kaliforni, gdzie mieszkał aż do śmierci, 27 czerwca 1983 r.

Kto z nas obecnie nie zna klubu, w którym grają zagraniczni zawodnicy? Chyba nikt. Mało kto jednak wie, że ponad sto lat temu w Hiszpanii drużyny nie mogły posiadać w kadrze piłkarzy spoza danego kraju. Przepisy te zmieniły się konkretnie w 1911 roku. Pięć lat później do Barcelony dołączył pierwszy zawodnik spoza Półwyspu Iberyjskiego– Juan Garchitorena. Piłkarz ten został zarejestrowany jako Hiszpan, gdyż miał fałszywy paszport, choć sam z czasem przyznał, że jest Argentyńczykiem. Czy to koniec z problemami określenia narodowości tego gracza? Niekoniecznie. Okazało się też, że ma baskijskie korzenie, a sam urodził się na Filipinach, w kraju, który był kolonią Hiszpanii. Jego rodzice emigrowali ze względu na to, że ich rodzinny obszar trafił do rąk nieprzyjaciela. Przyjmuje się, że Joan Garchitorena był pierwszym obywatelem Argentyny grającym w barwach Blaugrany. Rodzi się pytanie – dlaczego Barcelona nie chciała zarejestrować Juana jako Argentyńczyka, tylko jako Hiszpana? Odpowiedź jest bardzo prosta – aby uniknąć podejrzeń w starciach o Mistrzostwo Katalonii. Sprawa jednak szybko się wydała, a Blaugrana brała udział w pierwszym tak poważnym skandalu medialnym. Prywatnie Garchitorena uwielbiał whisky i był zawsze wrażliwy na punkcie swojego wyglądu. Tak, to były te czasy, kiedy nikt zbytnio nie czepiał się zawodników o picie alkoholu, czy palenie papierosów. Było to wówczas tak powszechne, jak wychodzenie dziś na „fajkę w przerwie obiadowej”. Był amatorem whisky w czasach, gdy ten napój był rzadkim alkoholem dla snobów. Kto go znał, wie, że nigdy nie pił sam. Biła od niego arogancja, wyjątkowo dbał o swój wygląd — wspominają José Ignacio Corcuera i Fernando Arrechea. Pewnego razu podczas meczu prowadzonego na błotnistym boisku w Hiszpanii (obecnie znajduje się ono za Szpitalem Klinicznym w Barcelonie) zrezygnował z główkowania piłki, aby nie ubrudzić włosów. Oprócz whisky Joan miał jeszcze jedną słabość. Były nią kobiety. Jego byli koledzy wspominają, że w relacjach damsko-męskich „był prawdziwym artystą”. Potrafił świetnie tańczyć, czym przyciągał do siebie płeć przeciwną. Potrafił też nieźle grać, ale nie tylko na boisko, ale i w życiu. Jego przenikające czarne oczy, nienaganny sposób ubierania się, a także umiejętności aktorskie sprawiły, że wszyscy widzieli do niego jedno miejsce: film.

Jak przewidziano, tak też się stało. Garchitorena wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie świat poznał go pod pseudonimem Juan Torena. Wysoki, ciemnowłosy, dobrze znający język angielski – istne amerykańskie ciacho … To tylko kilka atrybutów byłego zawodnika Barcelony, które poprowadziły go z hiszpańskich boisk do Hollywood. Szybko stał się personą z pierwszych stron gazet, a jak wiadomo, wśród takich skandal goni skandal. Torena nie uchował się tej regule. Szybko przypisano mu romans z Helen Costello, a także jej bliską przyjaciółką — Mirną Loy. Nie potwierdzono, czy ich relacje opisywane w gazetach były prawdą. Odbiło się to jednak na psychice byłego zawodnika Barcelony. Stracił on poczucie humoru, które go cechowało. Torena zagrał w czterdziestu filmach. Del mismo barrio, Sucedió en La Habana, Sombras habanera, czy El hombre malo są najbardziej popularnymi produkcjami, w których wziął udział. Specjalizował się w latynoskich romansach ze względu na świetną znajomość hiszpańskiego, a także wygląd i charakter lowelasa. W 1936 roku zgodził się zagrać w „Meet Nero Wolfe” wraz z Marią Maringolą. Po trzech latach spędzonych w Kalifornii, w 1954 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Jego życie osobiste także uległo zmianie. Wziął ślub z aktorką Natalie Moorehead. Garchitorena zmarł w 1983 roku w Kalifornii.

7

0

@LAMC_10 A co to znaczy GOAT?

14

Hattrick w El Clasico a zarazem rekord ,,La Pulgi” i to na Bernabeu!

23 marca 2014 r. Lionel Messi strzelił 3 gole w wygranym 4:3 El Clasico. To był pierwszy w historii hattrick piłkarza Blaugrany w La Liga na Estadio Santiago Bernabeu. Tym samym Leo pobił rekord Di Stefano strzelając łącznie 21 goli przy 18 trafieniach swojego rodaka Alfredo.

Musimy to zobaczyć jeszcze raz:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11

11

Duma Katalonii w Copa del Rey:

23 marca 1913 r. FC Barcelona zdobyła drugi w historii Puchar Króla. Na „Estadio de la Industria” Blaugrana pokonała w trzecim(dodatkowym) meczu Real Sociedad San Sebastian 2:1 po golach Berdie(33 m.) oraz Apolinario(35 m.). Dwa poprzednie starcia zakończyły się remisami(2:2 i 0:0) a że wówczas nie obowiązywała zasada zdobytych goli na wyjeździe, to zagrano właśnie ten trzeci decydujący mecz.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Epokowe trofeum Blaugrany:

23 marca 1902 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy w historii puchar. Mowa tu o Copa Macaya- prekursorze Mistrzostw Katalonii. Nazwa pochodzi od prezydenta klubu Hispania CF Alfonso Macaya, który chciał zorganizować turniej pomiędzy drużynami z Katalonii. Jego zespół wygrał pierwszą edycje w 1901 r. Natomiast Blaugrana tryumfowała w drugiej edycji wygrywając wszystkie 8 spotkań. W finale pokonała FC Catale aż 15:0! Sześć goli w tym meczu strzelił Udo Steinberg, kapitan i pierwszy Niemiec grający dla Dumy Katalonii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

Panie i panowie przed nami „El Derbi Madrileño” po raz 243 o stawke w historii i po raz 178 w La Liga! Real przystępuje do derbów z bilansem 21 – 3 – 4 i 66 punktami, Atlético ma 17 – 6 – 5 i 57 punktów, więc stawką(obok prestiżu Derbi Madrileño) są kluczowe punkty w walce o czołowe miejsca w tabeli. Tak więc zapinamy pasy i jazda!

0

@Kapitan hawk Nawet jeśli jakimś cudem uda mu się to zrobic, to ja i tak nie chce go oglądać w wyjściowej jedenastce. Ba! ja nawet nie chce go widzieć w naszym klubie.....!
Zresztą podobnie rzecz ma się z De Jongiem...

0

@VamoSBarca88 Taki problem że chodza jakieś symulacje gier albo jakaś gadanina a prawdziwej transmisji nie ma!

2

@FcPortoFan1999 Weź nie żartuj! Obejrzałem pierwszą połowe i mam dość tej polskiej patologii piłkarskiej...

0

@VamoSBarca88 Bardzo śmieszne!

1

@blakkudium No to dajcie zagraniczną, nie musi być polska

1

@FcPortoFan1999 Ej! Dlaczego kłamiesz!?

2

Może mi ktoś powiedzieć na jakiej stacji jest transmitowany final Carabao Cup?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?