10

Pewne zwycięstwo już do przerwy:

5 kwietnia 2018 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou FC Seville 3:0 w ramach 30-tej kolejki La Liga. Duma Katalonii bez większych kłopotów ograła FC Sevillę 3:0, ustalając wynik już w pierwszej połowie. Dwa gole strzelił Lionel Messi a jednego(po asyście Argentyńczyka) dołożył Luis Suarez. Starcia Blaugrany z FC Sevillą zawsze obfitowały w wiele goli. Podobnie było w środowy wieczór, kiedy to gospodarze już do przerwy zapewnili sobie korzystny wynik. Błyszczał przede wszystkim Lionel Messi, który najpierw wypracował bramkę Luisowi Suarezowi(piękny, akrobatyczny strzał) a następnie sam dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Gospodarze dominowali a przyjezdni kompletnie nie potrafili odnaleźć się na Camp Nou. Dopiero po przerwie goście zagrali trochę lepiej, ale to i tak nie powstrzymało rozpędzonych gospodarzy przed stwarzaniem okazji. Szansę na skompletowanie hat-tricka miał Messi, ale Sergio Rico poradził sobie z lobem. Druga połowa była wyrównana, ale piłkarze Barçy mieli wszystko pod kontrolą i zasłużenie zanotowali kolejne trzy punkty. Przynamniej na kilka godzin awansowali też na fotel lidera La Liga.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

9

Skromne zwycięstwo w obliczu rewanżu:


Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou Atletico Madryt 2:1. Luis Suarez zdobył dwa gole, zapewniając zwycięstwo 2:1 nad grającym od 35 minuty w dziesiątke Atletico Madryt w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Pierwszy gol zdobył zawodnik gości Fernando Torres, który później został wyrzucony z boiska. Po serii szans dla gospodarzy, Luis Suarez wyrównał z bliskiej odległości w 63. minucie, a następnie strzelił zwycięskiego gola głową w 74. minucie, dając obrońcom Ligi Mistrzów przewagę przed rewanżem w przyszłym tygodniu na Vicente Calderon. Pomimo idealnego początku, kiedy Torres w 25. Minucie z podania Koke umieścił piłke między nogami bramkarza Barcelony Marca-Andre ter Stegena, Atletico poniosło siódmą z rzędu porażkę z Barceloną . Podopieczni Diego Simeone stracili dwóch zawodników, gdy przegrali z Katalończykami w La Liga i ponownie zostali ukarani za brak dyscypliny. Torres zobaczył czerwoną kartkę po 2 żółtych kartkach za faule na Neymarze i Sergio Busquetsie w odstępie sześciu minut. Atletico wytrzymywało nieustanną presję, aż do momentu, gdy Suarez z bliskiej odległości obronił niskie podanie Jordiego Alby a Urugwajczyk przypieczętował powrót na boisko, kierując dośrodkowanie Daniego Alvesa obok Jana Oblaka ku uciesze wiernych kibiców Camp Nou.


@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

W drodze ku chwale:

Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou Benfike Lizbona 2:0 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W rewanżu dominowała Blaugrana. Wprawdzie w 5 minucie Ronaldinho nie wykorzystał rzutu karnego ale później szybko dał swojej ekipie prowadzenie, którego gospodarze nie wypuścili już do końca. Na 2:0 podwyższył niezawodny Samuel Eto’o i awans do półfinału stał się faktem.

Spójrzmy na chwile:



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Duma Katalonii w Pucharze Króla:

5 kwietnia 1925 r. FC Barcelona na legendarnym ,,Camp de Les Corts” rozgromiła Stadium Zaragoza(późniejszy Real Saragossa) aż 8:0(!) w ostatnim meczu grupowej fazy Copa del Rey i awansowała do półfinału. Jeśli się nie mylę było to najwyższe zwycięstwo z tą drużyną w Pucharze Króla. Gole strzelali: Patricio Arnau(4), Vincenc Piera(2) oraz Josep Samitier(2). Natomiast w półfinale Blaugrana bardzo męczyła się z Atletico Madryt i potrzebny był trzeci dodatkowy mecz z ,,Rojiblancos” ale o tym wspomnę w rocznice tego meczu dodatkowego a mianowicie 3 maja.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Gary A wiesz że nawet nie sprawdzałem. Całkiem możliwe że z IFK...

10

Mało przekonywujące zwycięstwo Blaugrany:

4 kwietnia 2018 r. po dwóch samobójczych golach FC Barcelona pokonała 4:1 AS Romę w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. "Wczoraj CR7, dziś Messi" - podgrzewał tytuł na pierwszej stronie katalońskiego dziennika "Mundo Deportivo", nawiązując do wtorkowego zwycięstwa Realu z Juventusem (3:0) i dwóch bramek Cristiano Ronaldo. "Barcelona chce wypracować przewagę na Camp Nou, które jest niezdobytą twierdzą w Lidze Mistrzów" - można było przeczytać we wprowadzeniu do tekstu. Stadion Barcelony, choć pozostał niezdobytą twierdzą, to środowy mecz wyglądał zupełnie inaczej, niż można się było tego spodziewać. Przede wszystkim dlatego, że goście ani myśleli stawiać autobus we własnym polu karnym. Podjęli rękawice a przy odrobinie szczęścia mogli wywieźć z Katalonii korzystniejszy wynik. Mieli jednak pecha, choć może to nieodpowiednie słowo. Porażka po dwóch samobójczych bramkach właśnie to sugeruje, jednak nie wynikały one z niefrasobliwości rzymskich obrońców, co z presji piłkarzy Barçy. Przy golu na 1:0 dla gospodarzy Daniele De Rossi próbował przeciąć w polu karnym podanie Andresa Iniesty do Messiego, ale w efekcie pokonał własnego bramkarza. Później Konstantinos Manolas próbował na raty przeszkodzić Samuelowi Umtitiemu, który fetując bramkę pocałował klubowy herb i ukłonił się kibicom. Zupełnie jakby chciał zapewnić, że pogłoski o jego odejściu z Barcelony, to tylko medialne spekulacje. Trzecia bramka to zasługa wciąż szukającego swojej pierwszej od ponad roku bramki w Lidze Mistrzów Luisa Suareza. Po technicznym strzale Urugwajczyka bramkarz Romy wybił piłkę wprost pod nogi stojącego w polu karnym Gerarda Pique a ten wpakował futbolówkę do pustej bramki. Kontaktowy gol Edina Džeko pozwalał gościom mieć nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest stracone ale w końcówce dobił ich Luis Suarez.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Niemoc w skuteczności z rzutów rożnych:

4 kwietnia 1993 r. FC Barcelona strzeliła gola po rzucie rożnym w wygranym 3:0 meczu z CD Logroñes. I co z tego zapytacie?. Otóż zdobywanie goli po dośrodkowaniach z kornerów za trenera Cruijffa przychodziło Blaugranie niezwykle ciężko. Właśnie 4 kwietnia Katalończycy strzelili takiego gola po główce Bakero. Na kolejną taką okazje przyszło czekać… 20 miesięcy! Autorem gola w meczu Ligi Mistrzów był… ponownie Bakero. Ekipa Cruijffa potrzebowała w tamtym czasie średnio 162 rzuty rożne czyli mniej więcej 26 spotkań aby pokonać bramkarza rywali po bezpośrednim dośrodkowaniu.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Stoiczkow pokazał wysoką klase:

4 kwietnia 1989 r. FC Barcelona pokonała CSKA Sofia 4:2 w pierwszym półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Podobnie jak w potyczkach z Lechem Poznań najpierw emocje przeżywała scena Camp Nou wygrała Barça ale na ustach wszystkich obserwatorów znalazło się nazwisko Stoiczkowa, autora dwóch goli dla Bułgarów. Dwubramkowa zaliczka wydawała się Katalończykom wystarczająca, jednak na wszelki wypadek woleli wspomagać się... statystyką. Otóż występując po raz czwarty w półfinałach Pucharu Europy Zdobywców Pucharów nigdy nie schodzili z boiska pokonani. W meczach z FC Kõeln, Beveren, Tottenhamem i CSKA odnieśli pięć zwycięstw i dwukrotnie remisowali. Dlaczegóż więc passa miałaby się skończyć(?) tym bardziej że w pucharowych zmaganiach przed laty Duma Katalonii pozbawiała już złudzeń bułgarskie jedenastki: CSKA, Levskiego i Trakiję Płowdiv. Przewidywania faworytów spełniły się co do joty. Najpierw Lineker odebrał piłkę Dmitrowowi w połowie boiska i w szarży na bramkę Wałowa już nikt nie zdołał go powstrzymać. Po przerwie Stoiczkow ożywił na moment nadzieje bułgarskie ale definitywnie przeciął je Amor. Kapitalny dwumecz Stoiczkowa zapewnił mu niebawem bajeczny kontrakt z katalońskim klubem. Niebieskie, ze względu na żądanie telewizji stroje Blaugrany okazały się dla gości szczęśliwe. ,, Graliśmy swój Football, mogliśmy strzelić jeszcze parę goli"- obwieścił Cruijff po meczu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Narodziny „Boca”:

Dokładnie 121 lat temu pięciu włoskich imigrantów zebrało się w „Plaza Solís”, położonym w samym sercu ,,La Boca”, portowej dzielnicy Buenos Aires. Esteban Baglietto, Alfredo Scarpatti, Santiago Sana, oraz bracia Juan i Teodoro Farenga założyli klub Boca Juniors, 32-krotny mistrz Argentyny i 6-krotny zdobywca Copa Libertadores. Nazwę Boca Juniors można tłumaczyć jako „młodzież z Boca”. ,,La Boca” to jedna z 47 dzielnic Buenos Aires, natomiast słowo „Juniors” zostało dodane celem zwiększenia prestiżu oraz nadania nazwie angielskiego brzmienia(to głównie brytyjscy marynarze, budowniczy kolei i robotnicy jako pierwsi przywieźli piłkę nożną do Ameryki Południowej).

Pozdrawiam wszystkich sympatyków ,,Bosteros”.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

9

Porażka z Jugosławią nie pozbawiła polskiej reprezentacji awansować na mundial jako debiutant:

3 kwietnia 1938 roku biało-czerwoni zmierzyli się w Belgradzie z reprezentacją Jugosławii. Gospodarze postawili przyjezdnym trudne warunki w walce o awans na mundial, ale polscy piłkarze pokazali charakter. Droga na pierwsze mistrzostwa świata w wykonaniu kadry Polski, czyli francuski mundial w 1938 roku, była wyjątkowo krótka. Los (a właściwie FIFA) zestawił biało-czerwonych z Jugosławią, a o tym, kto pojedzie na turniej, miał zadecydować dwumecz. Pierwotnie jednak Polska miała mieć zupełnie innych rywali - były nimi Irlandia i Norwegia. Ostatecznie przy zielonym stoliku zdecydowano jednak, że wobec braku Hiszpanii wśród walczących o awans drużyn (nie została dopuszczona w związku z wojną domową) powstaną trzy grupy, w których będą po dwa zespoły. Pod uwagę brano kryterium geograficzne i biało-czerwoni zostali zestawieni z piłkarzami z Bałkanów. Podopieczni legendarnego Józefa Kałuży rozstrzygnęli losy tej rywalizacji właściwie już w pierwszym spotkaniu, do którego doszło 10 października 1937 roku. Na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie, w obecności 30 tysięcy kibiców, biało-czerwoni dosłownie rozbili rywali w pył. Po końcowym gwizdku było 4:0 dla gospodarzy, dwa gole zdobył Leonard Piątek, a dzieła zniszczenia dokończyli Jerzy Wostal i Ernest Wilimowski. Sytuacja przed rewanżem była wymarzona, jednak spotkanie w Belgradzie nie było spacerkiem. Mogło być to pewne zaskoczenie, ponieważ w poprzednim roku lepsi byli zawodnicy z Bałkanów, którzy zwyciężyli aż... 9:3, do przerwy prowadząc na własnym boisku 5:0. Co prawda Polacy grali wtedy bez zawieszonego Ernesta Wilimowskiego, ale wynik mógł dawać do myślenia i nie napawać optymizmem przed decydującym starciem. Zwłaszcza że Jugosłowianie chwilę wcześniej przegrali minimalnie (4:5) z Czechosłowacją.

Jugosłowianie szybko ruszyli na Polaków, starali się zdominować mecz, wiedząc, że potrzebują tu okazałego zwycięstwa. Mieli za sobą ponad 20 tysięcy kibiców, którzy byli bojowo nastawieni na ten mecz, podróżujący całą dobę pociągiem goście mieli prawo być zdeprymowani. Jednak udało im się stanąć na wysokości zadania, niewiele robiąc sobie z gorącej atmosfery. Biało-czerwoni skupili się na obronie, kilka razy postraszyli rywali, ale prasa w Jugosławii żaliła się na to, że w tym spotkaniu ich ulubieńcom towarzyszył ogromny pech. Nie potrafili zamienić swoich sytuacji na gole, a w bramce świetnie spisywał się Adolf Krzyk. Polacy, choć nie zagrali pięknie, osiągnęli swoje - zdołali uzyskać wynik, który dał im awans i zapisał się w historii. Przegrana 0:1 tym razem okazała się być zwycięstwem.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@Safrani Niewykluczone że masz dużo racji ale ja aż takiej wiedzy nie posiadam a po drugie nie mam teraz tyle czasu aby o tym rozprawiać...

0

@Safrani No, Biblii to szczerze nie studiowałem i generalnie nie potrafie wyjaśnić skąd bierze się ścisły post w Wielki Piątek? A jeśli chodzi o te odłamy to jakoś mnie to nie przekonuje. Dla mnie to coś w rodzaju wymyślonej religii, jak w przypadku jechowych...

1

@Safrani Odłamy powiadasz. No to rzeczywiście bardzo ciekawe bo ja jestem wychowany w takiej wierze katolickiej że absolutnie nie spożywa się w tym dniu potraw mięsnych.

3

@Safrani Co!? Chopie(!) dzisiaj WIELKI PIĄTEK!!! Co tobie???

11

Pierwsze w historii ligowe derby Warszawy:

3 kwietnia 1927 r. Warszawianka pokonała Legie 4:1(0:0). Mecz dostarczył widzom wiele emocji i przyniósł nieoczekiwane zwycięstwo Warszawiance. W tym spotkaniu to Legia uchodziła za faworyta więc rozmiary jej porażki zadziwiły tym bardziej że Warszawianka, jak podał sprawozdawca ,,Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, grała chaotycznie i bez planu. Legia przegrała mimo wielkiej przewagi. Przez cały czas pierwszej połowy Legia miała dużą przewagę, po przerwie ten sam obraz gry. Na dodatek przez 80 minut Warszawianka grała w 10-tke a ostatnie 10 minut nawet w 9-tke! Mało tego, pierwszy gol w tym meczu(57 minuta) padł bezpośrednio z rzutu rożnego(!) a więc zapisał się w historii polskiej ligi jako pierwsze tego typu trafienie. Autorem tego gola był napastnik Warszawianki Jan Luxenburg.

Oraz pierwsze w historii ligowe derby Krakowa:

3 kwietnia 1927 r. Jutrzenka Kraków poległa na własnym boisku z Wisłą Kraków 0:4(0:2). Pierwsze krakowskie derby przyniosły umiarkowane emocje ze względu na wyraźną przewagę Wisły, w której zadebiutowali pozyskany z BBSV bramkarz Emil Folga oraz pomocnik Bronisław Makowski z Cracovii. Dużym wzmocnieniem był też powrót Balcera, który przebywał w Poznaniu. Komentatorzy, zaznaczając różnice klas obu drużyn, podkreślali ambitną gre Jutrzenki. Drużyna ta została wzmocniona Grünbergiem wcześniej występującym w ŻKS Amatorzy. W trakcie meczu doszło do pierwszej zmiany w historii Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Jeszcze przed pierwszym golem kulejącego bramkarza Jutrzenki Mellera zastąpił Elsner. Na słowa uznania zasłużył też łódzki sędzia Dancygier.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

1

@FcPortoFan1999 Otóż to! Bardzo licze na Wisełke, zresztą na "Niebieskich" też, gdyż to wielkie legendarne firmy i zasługują na jubileusz w Extraklasie!

9

Absolutna premiera Polskiej Ligi Piłki Nożnej:

W niedziele 3 kwietnia 1927 r. odbyła się premierowa kolejka rozgrywek Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Na inauguracje rozegrano siedem spotkań(w tym aż pięć derbowych). Przez kilkadziesiąt lat nikt nie próbował ustalić, który zawodnik był strzelcem pierwszego gola w ekstraklasie. Informacja na ten temat została opublikowana dopiero w roku 2000 na kartach książki ,,O tytuł mistrza Polski”, wydanej w ramach serii ,,Encyklopedia Piłkarska Fuji”. Przedstawiono tam analizę, z której wynikało że pierwszy mecz rozpoczął się w Łodzi o godz. 15.00 na boisku przy ul. Wodnej(a nie na placu Hallera, jak początkowo twierdziła jedna z publikacji). Był to mecz Klub Turystów Łódź – ŁKS Łódź 0:2. W czasie jego trwania pierwszego gola zdobył Jan Durka w 22 minucie meczu. W Łodzi 2 października 2012 r. odsłonięto nawet tablice upamiętniającą rozegranie przed 85 laty pierwszego meczu ligowego i zdobycie pierwszego gola w historii ekstraklasy. Tymczasem sprawa owego pierwszeństwa wcale nie była oczywista. Po dokładnej analizie można było dojść do wniosku że napis na pamiątkowej tablicy należałoby zmienić. Na kartach dwóch książek przedstawione zostały bowiem argumenty sugerujące historyczną pomyłke, która niesłusznie uczyniła z Durki zdobywcę pierwszego gola. Analiza prasowa wskazuje bowiem że również o 15.00 rozpoczęło się spotkanie w Toruniu, w którym miejscowy TKS pokonał Polonię Warszawa 4:3. Potwierdza to przedmeczowa zapowiedź zamieszczona w ,,Słowie Pomorskim”. Już w 6 minucie toruńskiego pojedynku gola zdobył Paweł Gumowski. Ten fakt w sposób oczywisty zaprzecza twierdzeniu, jakoby pierwszego gola w ekstraklasie mógł zdobyć Durka. Warto podkreślić że po obu historycznych boiskach nie ma już dziś nawet śladu. Co ciekawe, Łódź jako gospodarz jednego z premierowych meczów zapisała się w historii ekstraklasy rekordowym osiągnięciem, choć zupełnie innego rodzaju. To właśnie tam oglądano prawdopodobnie najmłodszego uczestnika zmagań inauguracyjnej kolejki. Bramkarz Klubu Turystów Alfred Lass w chwili swego debiutu miał zaledwie 17 lat i 10 dni.

Do miana gospodarza pierwszego meczu mógłby kandydować także trzeci mecz, choć trudno jednoznacznie ocenić, o której godzinie rozpoczęły się rozgrywki w Katowicach. W zapowiedziach przedmeczowych zarówno katowicka ,,Polonia”, jak i krakowski ,,Ilustrowany Kurier Codzienny” podały informacje, adresowaną zapewne do potencjalnych widzów, że mecz 1.FC - Ruch rozpocznie się o godzinie 15.00. Tymczasem w pomeczowej relacji ,,Przegląd Sportowy” napisał że: ,,O godzinie 16 na boisku stanęły obie drużyny”. Jako najbardziej wiarygodną należy przyjąć zapowiedzi zamieszczone w niemieckojęzycznych dziennikach ,,Kattowitzer Zeitung” oraz ,,Der Oberschlesische Kurier”, ponieważ były to gazety opisujące najbardziej szczegółowo sprawy związane z klubem 1.FC Katowice, gospodarzem tego meczu. Przyjmujemy jako ostateczną tą właśnie wersje, choć trudno wyzbyć się w tym względzie wszelkich rozterek. Z całą pewnością można jednak stwierdzić że właśnie piłkarze z Katowic, po zwycięstwie z Ruchem aż 7:0, zostali pierwszym liderem rozgrywek ekstraklasy. Napastnik 1.FC Karol Kossok był natomiast pierwszym ,,ligowcem”, który zdobył cztery gole w jednym meczu. W premierowej kolejce ekstraklasy nie zabrakło także innych osobliwości. Sędziowie podyktowali aż 7 rzutów karnych, z których wykorzystano 3. Kilku zawodników opuściło plac gry z powodu kontuzji ale tylko jednego zastąpił gracz rezerwowy, bowiem możliwe zmiany obejmowały wyłącznie bramkarzy. Z kolei kibice w Warszawie oglądali gola zdobytego bezpośrednio z rzutu rożnego autorstwa Jana Luxenburga, zawodnika Warszawianki. W derbach Lwowa Pogoń wygrała z Hasmoneą aż 7:1! Jednak z powodu udziału w meczu dwóch nieuprawnionych zawodników, występujących, co ciekawe, w składach obu rywali, wynik meczu został anulowany. Najbardziej ucierpiał na tym strzelec pierwszego klasycznego hattricka w historii ligi Wacław Kuchar, gdyż w zaistniałej sytuacji derby Lwowa trzeba było powtórzyć w późniejszym terminie, gdzie dość niespodziewanie Hasmonea wygrała powtórzone spotkanie 2:1 i tylko ten drugi wynik zapisano w ligowych tabelach. W związku z tym formalnym strzelcem pierwszego w historii klasycznego hattricka okazał się zawodnik łódzkiego Klubu Turystów Karol Bersch a dokonał tego w 2 kolejce ligowej w wygranym meczu z Wisłą Kraków 5:1.

@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

3 kwietnia 2012 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou AC Milan 3:1(2:1) po dwóch golach Messiego i jednym Iniesty oraz po honorowym trafieniu Nocerino, w ramach rewanżowego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów. W rewanżu Blaugrana pierwsze dwa gole strzeliła z rzutów karnych, przy czym drugi rzut karny podyktowany za ciągnięcie Busquetsa za koszulke przez Neste był bardzo kontrowersyjny. Ibrahimovič i inni członkowie ekipy Milanu pieklili się po meczu oskarżając Kuipersa o stronniczość i mówili że teraz rozumieją Mourinho i jego żale na temat sędziowania na Camp Nou. W takiej atmosferze Barça po raz piąty z rzędu awansowała do półfinału Ligi Mistrzów.

Składy:

FC Barcelona: Valdes - Alves, Mascherano, Pique (Adriano, 75.), Puyol, Xavi (63.), Iniesta, Busquets, Fabregas (Keita, 78.), Messi, Cuenca

AC Milan: Abbiati; Abate, Mexès, Nesta, Antonini; Nocerino, Ambrosini, Seedorf (Aquilani, min.60); Boateng (Pato, min.69) [Maxi López, min.83]; Robinho, Ibrahimovič



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@lucca87 Argentynie zdecydowanie! Później Hiszpanii a na końcu Belgii.

13

Cules pamiętają!

Feliz cumpleaños panie Salvador! Z okazji 85-tych urodzin.

3 kwietnia 1941 r. w L’Arboç urodził się Salvador Sadurni, legendarny bramkarz. Salvador Sadurni charakteryzował się potężną sylwetką i był ubrany niemal zawsze na czarno. Obok Ramalletsa i Zubizarrety prawdopodobnie największa legenda jaka stała w bramce FC Barcelony. Jako jedyny z tej trójki był wychowankiem Dumy Katalonii i nigdy jej nie opuścił (nie licząc rocznego wypożyczenia do Mataró). Jego idolem był Ramallets, który dał mu szansę, a do jego rozwoju przyczynił się również ówczesny trener Barçy- Ladislao Kubala. Dzisiaj wspomina, że był on „najważniejszym trenerem w jego karierze”. Jako jeden z niewielu stosował specjalne treningi dla golkiperów. Sadurní trzykrotnie zdobył Trofeo Zamora ale miał również szansę na czwarte trofeum, lecz jego trener, Olsen, zdecydował się nie wystawić go w ostatnim spotkaniu. By zdobyć nagrodę zawodnik musiał rozegrać przynajmniej 22 mecze w sezonie. Po przyjściu Cruyffa, Sadurní zdobył z Blaugraną jedyne mistrzostwo Hiszpanii. Miało to miejsce w sezonie 1973/74 i co ciekawe bramkarz opuścił pamiętne zwycięstwo 5:0 na Bernabéu z powodu kontuzji. Ostatni sezon spędzony w Barcie był najgorszy w całej karierze. Tak oto go wspomina: ,,trener Weisweiler nie chciał nawet o mnie słuchać i dał mi szansę jedynie pod koniec sezonu, gdy graliśmy w różnych wsiach. Tak źle to zniosłem, że nie chciałem już nic słyszeć o piłce nożnej’’. Salvador Sadurni rozegrał dla Dumy Katalonii 500 spotkań w tym 247 w La Liga. 1 września 1976 r. odbył się pożegnalny mecz Sadurniego, Rife oraz Torresa na Camp Nou przeciwko Stade Rennes wygrany 2:0.

Dziękujemy serdecznie za oddanie i wierność FC Barcelonie.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Źródła nieszczęścia:

Wszyscy doskonale wiedzą że pecha przynosi nadepnięcie na żabe albo na cień drzewa, przechodzenie pod drabiną, siadanie tyłem do kierunku jazdy, spanie głową w nogach łóżkach, otwieranie parasola pod dachem, liczenie sobie zębów czy zbicie lustra ale w piłkarskim świecie lista ta okazuje się zbyt krótka. Carlos Bilardo, trener reprezentacji Argentyny podczas mundiali w 1986 i 1990 r. nie pozwalał aby jego piłkarze zajadali się przynoszącym pecha kurzym mięsem i zmuszał ich do jedzenia wołowiny, pobudzającej wydzielanie kwasu moczowego. Silvio Berlusconi zakazał natomiast fanom śpiewać tradycyjny hymn drużyny ,,Milan, Milan”, ponieważ(jego zdaniem) wywoływał on złe wibracje, które paraliżowały piłkarzy. W zamian kazał skomponować w 1987 r. nowy hymn - ,,Milan dei nostri cuori”. Freddy Rincon, czarnoskóry gigant i podpora reprezentacji Kolumbii, zawiódł oczekiwania kibiców podczas mundialu w 1994 r. W jego grze nie było nawet odrobiny entuzjazmu. Dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw że nie chodziło o brak chęci, lecz nadmiar strachu. Pewien wróżbita z Bonaventury, miasta na wybrzeżu, z którego pochodził piłkarz, przepowiedział wynik turnieju i zalecił mu nadzwyczajną ostrożność bo w przeciwnym razie niechybnie złamie noge. ,,Uważaj na nakrapianą”- powiedział mając na myśli piłke, oraz: ,,Strzeż się żółtaczki i czerwonki”, co było wyraźną aluzją do kartek: żółtej i czerwonej. Tuż przed rozpoczęciem mundialu w 1994 r. włoscy specjaliści od czarnej magii zapewniali że ich kraj zdobędzie Puchar Świata. ,,Liczne rytuały czarnej magii uniemożliwiają zwycięstwo Brazylii”- oświadczyła gazeta wydawana przez ,,Włoskie Stowarzyszenie Magów”. Ostateczny wynik z pewnością nie przyczynił się do zwiększenia prestiżu tej szacownej instytucji.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Król futbolowej obłudy:

Cesarz. Ten pseudonim jest doskonale znany w futbolu. Nosił go słynny Franz Beckenbauer. Dziś przedstawimy historię innego „Kaisera”. Chodzi o Cesarza, którego śmiało można nazwać królem piłkarskiej obłudy – Carlosa Henrique Raposo. Ów ,,Kaiser” może uchodzić za kogoś w rodzaju futbolowego Nikodema Dyzmy, choć czasem może się wydawać, że Dyzma jest przy nim tylko płotką. Zanim przybliżymy bliżej jego sylwetkę, spójrzmy na jego metrykę. Wygląda ona obiecująco. Wynika z niej, że Carlos Henrique Kaiser był piłkarzem takich klubów jak Botafogo, Fluminense, Flamengo, Vasco da Gama, grał też w Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Argentynie oraz we francuskim Ajaccio. Wygląda to więc solidnie ale jeśli przyjrzymy się głębiej samym statystykom, to dojdziemy do wniosku, że użycie słowa „grał” jest dużym nadużyciem. Carlos Henrique był w tych klubach, ale w żadnym z nich nie rozegrał ani jednego spotkania. Początkowo Raposo rzeczywiście przejawiał spory talent. W wieku juniorskim kopał piłkę na tyle dobrze, że zwróciły na niego uwagę znaczące brazylijskie kluby. Z czasem okazało się, że seniorski futbol to zupełnie co innego niż młodzieńcza zabawa w piłkę nożną. Zabawa – to słowo klucz w przypadku tego piłkarza. Młokos pod względem piłkarskim przestał się rozwijać, ale już w młodym wieku uzależnił się on od gwiazdorskiego trybu życia. Zaczął on więc szukać różnych metod, żeby utrzymać się na powierzchni. I w tym momencie zaczyna się przedstawienie. Pierwszym jego elementem jest przydomek piłkarza – Kaiser. To nic, że nasz bohater był napastnikiem, a słynny „Cesarz” Beckenbauer obrońcą. Ten majestatyczny przydomek pasował jak ulał, bo kojarzył się z wielką postacią ze świata futbolu. Kto nie chciałby mieć w swoich szeregach brazylijskiego „Kaisera”? Przecież to marketingowy majstersztyk! Dalej miało jednak być już znacznie trudniej. Sam przydomek przecież nie zapewni mu godnego kontraktu, ale znajomości mogą przynieść wiele korzyści. Raposo zaprzyjaźnił się z czołowymi brazylijskimi piłkarzami jak Romario, Edmundo, Branco, Renato Gaucho czy Ricardo Rocha. Kiedy jeden z nich zmieniał klub, proponował też, by działacze zwrócili uwagę na utalentowanego napastnika.

W ten sposób „Kaiser” był zapraszany na testy, najczęściej trzymiesięczne. Na początku tłumaczył, że nie jest w pełni formy i musi się odbudować fizycznie i dlatego potrzebuje nieco więcej czasu niż trzy miesiące. Potem kiedy już rzekomo się przygotował, wychodził na boisko i przy pierwszym kontakcie z piłką padał na ziemię jak rażony piorunem. Kontuzja! Raposo grał w czasach, kiedy medycyna nie była jeszcze tak rozwinięta, żeby sprawdzić, czy kontuzja jest rzeczywista, czy może jest tylko wymysłem piłkarza na uniknięcie odpowiedzialności, tak więc czas mijał, „Kaiser” pobierał pensję, a na boisku nie było po nim śladu. Na takiego piłkarza z porcelany patrzy się krzywo, ale Carlos Henrique był niezwykle ceniony przez działaczy kolejnych klubów. Z czego to wynika? Będąc w Botafogo piłkarz bardzo często posługiwał się telefonem komórkowym. Warto wspomnieć, że w tych czasach mało kto miał taki telefon, więc samo posiadanie takiego gadżetu było nie lada gratką. Raposo wciąż odbierał telefony i rozmawiał z kimś po angielsku, tłumacząc, że dzwonią do niego agenci zagranicznych klubów, które są gotowe zrobić wszystko by mieć go w swoich szeregach. Skoro wszyscy się o niego biją, to trzeba mu zaoferować nowy kontrakt! Sielanka trwała do czasu, kiedy jeden z członków sztabu szkoleniowego podsłuchał rozmowę i zdał sobie sprawę z faktu, że Raposo ni w ząb nie zna języka angielskiego. Postanowił więc sprawdzić, jak to jest z jego telefonem i kiedy piłkarz był pod prysznicem, szkoleniowiec sprawdził tajemniczą komórkę, która okazała się być… zabawką. Jak bardzo przebiegły musiał być „Kaiser”, żeby przez tyle lat pozorować wysokie umiejętności piłkarskie? Odpowiedzią niech będzie historia z Bangu. Będąc w tym klubie i oczywiście lecząc kontuzję, piłkarz zasiadł na ławce rezerwowych. Początkowo był zapewniany, że i tak nie zagra, ale kiedy wynik był niekorzystny trener postanowił wyciągnąć asa z rękawa i wprowadzić go na boisko. Raposo podniósł się z wielką werwą i zamiast się rozgrzewać podbiegł do kibiców drużyny przeciwnej, wdrapał się na siatkę i obrzucał ich inwektywami. Doszło nawet do rękoczynów! Sędzia nie zastanawiał się długo i pokazał piłkarzowi czerwoną kartkę zanim ten postawił stopę na murawie. Sam piłkarz tłumaczył się następująco: ,,Zanim cokolwiek powiecie, posłuchajcie mnie przez chwilę. Bóg dał mi ojca, którego straciłem, ale potem dał mi kolejnego (chodzi o prezydenta Bangu, Castora de Andrade). Nigdy nie pozwolę żeby ktokolwiek mówił, że mój ojciec jest złodziejem a fani posunęli się do takiego czynu. Musiałem interweniować.” Prezes de Andrade natychmiast zaoferował mu nowy kontrakt. Wszystko, co do tej pory napisaliśmy, jest mocno niewiarygodne, ale to jeszcze nie koniec. Legendy o Raposo dotarły w końcu do Europy i piłkarz otrzymał ofertę z Gazalec Ajaccio. We Francji odbiło się to szerokim echem, bo w końcu do klubu przybywał brazylijski napastnik, który grał u boku Romario czy Edmundo. Zorganizowano wielką fetę, która miała poprzedzać mecz sparingowy. „Kaiser” został przedstawiony kibicom, ci przyjęli go z wielką radością, szczególnie kiedy ten zaczął wybijać piłki w trybuny. W tamtych czasach fani mogli zatrzymać piłki jako pamiątki, więc Raposo wybijał i wybijał, aż w końcu piłek zabrakło. Skończyło się na tym, że sparing się nie odbył, a trener zaaplikował swoim podopiecznym trening biegowy. „Kaiser” pozostał w Ajaccio przez kilka kolejnych sezonów. Zagrał około 20 spotkań, wchodząc na boisko z ławki rezerwowych. Potem wrócił do Brazylii i zakończył swoją niezwykle bogatą karierę. Po kilku latach opowiedział o wszystkim brazylijskim mediom. Mówił, że od zawsze chciał być piłkarzem, ale nie chciał grać w piłkę i udało mu się to. Jego historię można traktować jak magiczną sztuczkę słynnego iluzjonisty, można też uważać go za oszusta, który przechytrzył wszystkich i zapewnił sobie godne zarobki oraz rozrywkowy tryb życia. Jednak czy idąc na występ iluzjonisty nie chcemy zobaczyć magicznych sztuczek? A czy oszust nie nabiera tylko tych, którzy dają się nabrać?

@Ogorinho1974
@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Genialny Wilimowski dał popis:

2 kwietnia w drugiej kolejce ligowej sezonu 1939 polskiej ligi drużyna Ruchu Chorzów wybrała się do Warszawy na mecz z Warszawianką. Debiut ligowy węgierskiego trenera Petera Szabo wypadł bardzo okazale. Zwycięstwo 5:0(!) zmazało częściowo plamę meczu w Krakowie(porażka 1:2 z Garbarnią). ,,Przegląd Sportowy” w swoim stylu pisał: ,,Ślązacy mieli pierwszą połowe wyjątkowo słabą. Ruch miał jeszcze sporo luk”. Mimo iż gazeta ta lubowała się w krytyce hajduckiej a może już chorzowskiej jedenastki, to jednak wielokrotnie przebijała inną prase sportową w relacjach z meczów. Również i tym razem jej opis stanowił rzetelne źródło informacji. Oczywiście nadal było to narzekanie dziennikarza, który krytykował że na trybunach pojawiło się za dużo publiczności, że było ciasno i że Warszawa nie ma porządnego boiska do rozgrywania meczów ligowych. Tygodnik ,,Raz, Dwa, Trzy” napisał że w meczu tych dwóch drużyn nie było żadnej niespodzianki a Warszawianka stała pod znakiem walącego się ogrodzenia, wszystko się w niej waliło. Nieprzygotowana do zawodów wytrzymała tempo tylko do przerwy, pozostawiając później Wilimowskiemu wolną ręke a ściślej mówiąc wolną noge w strzelaniu goli według uznania. Kiedy w siatce bramkarza Warszawianki Kondrackiego zatrzepotał piąty gol, na trybunach rozpoczął się festiwal uszczypliwości wobec piłkarzy ze stolicy. Gole, które strzelał Wilimowski padły w 25, 52, 70 oraz 71 minucie meczu. Piątego dołożył Słota w 88 minucie. Szczególnie o dwóch strzałach genialnego snajpera warto wspomnieć. ,,Pierwszego gola ,,Ezi” zdobywa swoim najbardziej typowym sposobem, piłka niby ,,strzepnięta” od niechcenia idzie jakimś fałszem do bramki. Trzeciego gola Wilimowski strzelił mając na karku dwóch graczy, idzie w lewo a strzał kieruje wprost w przeciwny róg. Po meczu publiczność rozentuzjazmowana wpada na boisko by porwać Wilimowskiego, liczni wojacy pochodzenia śląskiego uprzedzają warszawiaków i sami wynoszą swego pierona do szatni”- tak opisywał ,,Przegląd Sportowy”. Kończąc wątek tego meczu, Teodor Peterek nie strzelił w nim rzutu karnego a dziennikarz ,,Przeglądu Sportowego” ochrzcił go ,,Longinusem”, nawiązując do postaci Longinusa Podbipięty, bohatera ,,Ogniem i mieczem”, którego wygląd był podobny do Peterka. Mecz w Warszawie był debiutem ligowym Ruchu z dzielnicy Chorzów Batory. Pozostał jeszcze debiut na boisku w Chorzowie a le o tym wspomnę 9 kwietnia.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974

10

Jubileusz na remis:

2 kwietnia 2013 r. FC Barcelona rozegrała mecz numer 500 w rozgrywkach międzynarodowych o stawke. Blaugrana zremisowała to spotkanie 2:2 w Paryżu z tamtejszym PSG w ramach ćwierćfinałowego starcia Ligi Mistrzów. Bilans wszystkich meczów wyniósł 279 zwycięstw, 114 remisów i 107 porażek. Ten bilans nadal mamy bardzo korzystny i niech już tak zostanie na zawsze. PSG walczyło o odwieszenie już na pierwszy mecz Ibrahimovicia, który otrzymał 2 mecze dyskwalifikacji za wybryk na Estadio Mestalla. Ostatecznie ta sztuka się udała i ,,Ibra” zagrał. Blaugrane wzmocnił "Tito" Vilanova, który po kuracji w Nowym Jorku wrócił do Hiszpanii. Poleciał po niego Roura aby w samolocie zdać przełożonemu sprawę z sytuacji. Barça mecz zremisowała ale wróciła z kontuzjowanym, nie wiadomo na jak długo Messim oraz wykluczonym na co najmniej miesiąc Mascherano, więc Vilanova miał o czym myśleć, tym bardziej że z powodów zdrowotnych praktycznie nie grał Puyol.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

2

@escarabajo "naszej legendy - Depaya". Z całym szacunkiem do pana Depaya ale on z pewnością nie jest legendą FC Barcelony. Takich napastników było na pęczki w naszym klubie, którzy nie zasłużyli na status legendy.

11

Niesprawiedliwy rewanż:

Dokładnie 110 lat temu na "Estadio O'Donnell" w Madrycie rozegrano mecz rewanżowy w półfinale Pucharu Króla pomiędzy Realem Madrid a FC Barceloną. I wtedy zaczęły się najpoważniejsze incydenty. Dwóch piłkarzy Blaugrany, Santiago Massana i Vinyals, nie pojechało z oficjalną drużyną(z powodu osobistych zobowiązań) i pojechało późniejszym pociągiem, który następnie się zepsuł. Osiem godzin opóźnienia uniemożliwiło im dotarcie na mecz, ale ani Real Madryt, ani Federacja nie zgodziły się na przełożenie meczu o jeden dzień. Barça wyszła na boisko z dziewięcioma zawodnikami, spodziewając się przybycia pozostałych dwóch w każdej chwili. W tym momencie interweniowała jedna z kluczowych postaci historii, Paco Bru. Chociaż był na emeryturze od roku(w tamtym czasie był sędzią) jego status zawodnika Barçy i brak doświadczenia w grze pozwoliły mu dołączyć do meczu w połowie pierwszej połowy. Bru był na trybunach jako reporter „Mundo Deportivo” a Costa, który podróżował jako rezerwowy, dołączył do niego. Barça, teraz z 11 zawodnikami, uległa 4:1 i zaplanowano powtórkę meczu(różnica bramek nie była jeszcze czynnikiem w przepisach). Trzeci mecz, mimo wysiłków Blaugrany, również rozegrano w Madrycie. Odbył się on 13 kwietnia, o czym nie omieszkam wspomnieć.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Johan Cruyff mógł podpisać kontrakt z Espanyolem:

Były piłkarz i trener Barcelony był o krok od podpisania kontraktu z odwiecznym rywalem z miasta, ale jeden telefon zmienił wszystko. Johan Cruyff jest jedną z kluczowych postaci w historii Barcelony ze względu na swoją rolę zarówno jako piłkarza, jak i trenera, obok Joana Gampera, Ladislao Kubali i Leo Messiego. Legenda Latającego Holendra mogłaby jednak wyglądać zupełnie inaczej, gdyby na początku lat 80. podpisał kontrakt z RCD Espanyol, znanym wówczas jako Español. Johan Cruyff, piłkarz Blaugrany w latach 1973-1978, zdobył z katalońskim klubem mistrzostwo La Liga i Puchar Króla. Pierwszy tytuł był szczególnie celebrowany, przerywając 14-letnią niemoc w najważniejszych rozgrywkach europejskich. Jego spektakularny gol przeciwko Atlético Madryt a przede wszystkim zwycięstwo 5:0 nad Realem Madryt na Bernabéu, na zawsze zapiszą się w historii. Cruyff opuścił Barçe w 1978 roku i kontynuował karierę w Stanach Zjednoczonych. W 1981 roku podpisał kontrakt z Levante, grającym w drugiej lidze ale jego kariera nie okazała się zbyt udana. Historia mogła jednak potoczyć się zupełnie inaczej. Cruyff doszedł do porozumienia z RCD Espanyol, klubem, który wcześniej pozyskał Kubalę i Di Stéfano. Miał wszystko uzgodnione z katalońskim klubem. Chciał wrócić do Barcelony, ale otrzymał telefon z poradą, aby się wycofał i kontynuował transfer. Cruyff zerwał umowę z Espanyolem, gdy powiedziano mu, że podpisanie kontraktu z katalońskim klubem zamknie mu drogę do ewentualnego powrotu do FC Barcelony. Wybrał Levante a później zakończył karierę w Ajaxie i Feyenoordzie. W 1988 roku Cruyff powrócił do Barcelony jako menedżer, z którym zdobył cztery kolejne tytuły mistrzowskie i Puchar Europy w 1992 roku, pierwszy dla klubu, który rozpaczliwie potrzebował wielkiego triumfu na kontynencie. Przez osiem lat był szefem Barcelony a jego dziedzictwo na kultowym Camp Nou jest wieczne.

@1LY0
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

1

@Safrani To też prawda, choć gro piłkarzy marzyło o grze w zagranicznych klubach i sławie z tym związaną...

1

@Safrani No dokładnie. Idealnie to ujałeś. Nawet Gieksa potrafiła zagrać w europejskich pucharach bodaj siedem razy z rzędu, ustanawiając rekord. No cóż, inne czasy, inny świat...

2

@Comentateiro Urban jest lepszym trenerem. Tu nie chodzi o to kto dowiózł, tylko o czas budowania kadry. Z pustego i Salomon nie naleje. Dla Urbana trzeba dać więcej czasu a zbuduje zdecydowanie lepszą kadre. Na dzień dzisiejszy na mistrzowską impreze nadają się tylko: Lewandowski, Zalewski, Szymański i Zieliński. To za mało nawet na baraże, co pokazał fartowny mecz z Albanią...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?