2

Kolejorzu tylko w tobie nadzieja a nadzieja umiera ostatnia! Kolejorzu, niech cie Bóg prowadzi...!

9

Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:

19 marca 1902 r. urodził się Manuel Seoane. „Chancha” Seoane był jednym z najwybitniejszych piłkarzy argentyńskiej piłki nożnej lat dwudziestych XX wieku. Potężny, złośliwy i utalentowany napastnik, pomimo swojej potężnej budowy fizycznej, stąd też wziął się jego przydomek. W 1921 roku zadebiutował w barwach Independiente w pierwszym meczu turnieju przeciwko Racingowi, który został przerwany z powodu ulewnego deszczu. W kolejnym roku był gwiazdą drużyny Independiente, która wygrała lokalne rozgrywki, strzelając w nich imponującą liczbę 55 goli! Seoane zdobył łącznie dwa tytuły z Independiente, które grało w lidze Asociación Amateur de Football. Independiente zdobyło swoje pierwsze mistrzostwo w 1922 roku, co wywarło wielki wpływ na media, które nadały drużynie przydomek „Los Diablos Rojos” („Czerwone Diabły”) . Nazwa „Diabły” pozostała znakiem rozpoznawczym graczy i kibiców Independiente. Drużynę tę utworzyli legendarni gracze, tacy jak Raimundo Orsi, Zoilo Canavery, Alberto Lalín, Luis Ravaschino i sam Seoane. Seoane zdobył dla klubu 241 goli w 264 występach. Trzykrotnie (1922, 1926 i 1929) był najlepszym strzelcem Primera División w swojej karierze. Z Independiente zdobył także kilka tytułów, w tym mistrzostwo Argentyny w 1922 i 1926 roku. W 1923 roku został wyrzucony z boiska po incydencie z sędzią, co doprowadziło do jego zawieszenia w lidze „Asociación Argentina de Football” i przejścia do klubu El Porvenir , występującego w konkurencyjnej lidze „ Asociación Amateurs de Football ”. W czasie gry w El Porvenir zadebiutował w reprezentacji Argentyny, gdzie grał w ataku z Cesáreo Onzarim. Seoane strzelił 3 gole w swoim debiucie w reprezentacji, w której rozegrał łącznie 19 meczów i zdobył 14 goli w latach 1921-1929. W 1925 roku Seoane dołączył do Boca Juniors w ich udanej trasie po Europie, strzelając 16 z 40 goli dla drużyny. Grał także dla Argentyny w Mistrzostwach Ameryki Południowej w 1925 roku, będąc najskuteczniejszym strzelcem turnieju z 6 golami. Po odbyciu kary zawieszenia powrócił do Independiente w 1926 roku, zdobywając z klubem tytuł w tym samym roku, a także zostając najskuteczniejszym strzelcem z dorobkiem 76 goli. Kontynuował grę w Independiente aż do przejścia na emeryturę w 1933 r. z powodu problemów z nadwagą. 22 sierpnia 1934 r. klub zorganizował mecz na jego cześć i zorganizował zbiórkę na zakup domu dla niego. Seoane grał dla Argentyny w latach 1924–1929, występując na czterech Copa America(1924, 1925, 1927 i 1929). Był częścią zwycięskiej drużyny w 1925, 1927 i 1929 roku a także został najskuteczniejszym strzelcem w 1925 roku z 6 golami. Zmarł 21 sierpnia 1975 r. w Quilmes.

@Sysia11
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

3

Vamos Raków Częstochowa!
Vamos a ganar!!!

10

Czy wiecie że…

Lech Poznań obchodzi swoje 104. urodziny. Dokładnie 19 marca 1922 roku zarejestrowano klub KS "Lutnia" Dębiec, który zapoczątkował historię współczesnego „Kolejorza”. Przez ponad wiek klub napisał wspaniałą historię, sięgając osiem razy po mistrzostwo Polski oraz pięć razy po Puchar Polski.

19 marca 1922 roku - jest to oficjalna data rejestracji Lecha Poznań. Choć tak naprawdę historia Kolejorza sięga 1920 roku, gdy Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży postanowiło założyć klub pod nazwą KS "Lutnia" Dębiec. Obecnie Dębiec jest jedną z dzielnic Poznania, jednak ponad 100 lat temu były to przedmieścia. Przez Lecha Poznań przewinęło się tysiące osób, piłkarzy, dziesiątki trenerów a przede wszystkim wspomnień. Kolejorz w swojej historii dziewięć razy sięgał po mistrzostwo Polski, pięć razy po Puchar Polski oraz sześć razy po Superpuchar Polski. Oprócz tego jest trzykrotnym srebrnym medalistą oraz siedmiokrotnym brązowym medalistą MP. Nie zabrakło też wielkich spotkań na arenie międzynarodowej. Pojedynki z Austrią Wiedeń, Manchasterem City, Juventusem czy chociażby te ostatnie z Villarrealem oraz Fiorentiną zapisały się złotymi głoskami w historii klubu.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Safrani No rozumiem że nie musisz lubić ale nienawidzić? Co mam przez to rozumieć że "zostałeś tak nastawiony do piłkarzy Argentyny"?

0

@Safrani No dobrze ale o co ci chodzi? Przecież w końcu rozdupczyli tych szwabów! Co oni ci wówczas takiego zrobili bo nie czaje???

0

@KrychaFCB No i wcale im się nie dziwie. Mistrzostwo Hiszpanii im nie grozi, więc wszystkie siły postawią na Lige Mistrzów, zwłaszcza że nigdy jeszcze jej nie zdobyli, choć nie tak dawno grali w finale z Realem Madrid...

0

@Safrani Argentyny??? No tych piepszonych szwabów to całkiem zrozumiałe ale Argentyny?? Niby za co Argentyny tak nienawidzisz bo nie pojmuje!??

12

Nieoczywisty bohater El Clasico:

19 marca 2023 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:1 w ramach 26. kolejki La Liga. Gospodarze strzelili decydującego gola w doliczonym czasie gry. 90 minut rozegrał Robert Lewandowski, który miał udział przy drugim trafieniu Blaugrany. El Clasico mogło mieć ogromne znaczenie w kontekście mistrzostwa Hiszpanii. Przed niedzielnym starciem FC Barcelona miała dziewięć punktów przewagi nad Realem Madryt, więc "Królewscy" musieli zrobić wszystko, by wygrać na terenie odwiecznego rywala. Spotkanie zaczęło się od mocnych akcentów z obu stron. Swoją okazję miał m.in. Robert Lewandowski, lecz jego strzał obronił Thibaut Courtois. Real również atakował i w dziewiątej minucie objął prowadzenie. Po akcji Viniciusa piłka odbiła się od głowy Ronalda Araujo i wpadła do bramki obok zaskoczonego Marka-Andre ter Stegena. Blaugrana przycisnęła w końcówce pierwszej połowy i została wynagrodzona. Do siatki trafił Sergi Roberto. Ta bramka sprawiła, że "Królewscy" musieli ruszyć do ataku. Remis tak naprawdę nic im nie dawał. Mimo to lepszą sytuację w pierwszych minutach miała FC Barcelona a konkretnie Lewandowski. Polak oddał strzał na bramkę Realu, który po drodze odbił się jednak od jednego z obrońców. Goście kilka razy strzelali na bramkę ter Stegena, lecz Niemiec spokojnie sobie z tymi próbami radził. Dopiero w końcówce po ładnej akcji do siatki trafił Marco Asensio. Hiszpan już cieszył się ze swoimi kolegami ale po chwili otrzymał złą wiadomość. Po analizie VAR trafienie nie zostało zaliczone. Real miał sporą przewagę w końcówce ale to Barça trafiła do siatki. Na lewej stronie pięknym zagraniem piętą popisał się Lewandowski. Do piłki doszedł Alejandro Balde, który wyłożył ją Franckowi Kessie'emu a ten wyprowadził Blaugrane na prowadzenie. Wynik się już nie zmienił. Duma Katalonii triumfowała i miała już 12 punktów przewagi nad "Królewskimi".



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Lionel_Messi10 Akurat Szwecja to nie są placki w przeciwieństwie do naszej reprezentacji...

10

M.S.N. nie do zatrzymania!

19 marca 2017 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Valencie CF 4:2 w 28 kolejce Primera Division. Duma Katalonii utrzymała tempo w La Liga dzięki swojemu ofensywnemu trio, które wyróżniło się w wygranym 4:2 meczu z Valencią, która stawiła większy opór niż oczekiwano, grając w drugiej połowie o jednego zawodnika mniej. Był to bardzo intensywny mecz od początku do końca, z szansami niemal od pierwszego gwizdka a Luis Suarez był głównym bohaterem ofensywy w pierwszej połowie. Alves obronił strzał z bliskiej odległości i chwilę później został pokonany przez własną asystę w pięknej akcji, zaaranżowanej przez Umtitiego. Obrońca podał prostopadłe podanie do „9-tki” Blaugrany, który zostawił Garaya na ziemi, dośrodkował na linię końcową i podał do Messiego, którego pospieszny strzał musiał zostać wybity z linii bramkowej przez obrońcę Orellanę. Trójkątne podanie, które Valencia później powtórzyła, tym razem z większą precyzją, pozwoliło jej zdobyć drugą bramkę. Jednak pierwsza, zaskakująca, padła po stałym fragmencie gry a konkretnie po rzucie rożnym w 29. minucie, który Mangala skierował głową do siatki. Jednak Barça nadal nacierała a Suárez pięć minut później sprytnie wyrównał, wbiegając za obrońców i kończąc akcję pierwszym kontaktem z piłką. Urugwajczyk nieustannie nękał obronę Valencii i skutecznie przypieczętował zwycięstwo, gdy w 44. minucie ponownie znalazł się za linią obrony gości. Mangala go złapał a sędzia podyktował rzut karny i wyrzucił go z boiska. Messi wykorzystał sytuację, strzelając nisko w środek boiska i oszukując bramkarza. Jednak w doliczonym czasie gry Valencia ponownie zaskoczył wszystkich, podając piłkę w trójkąt, niemal identycznie jak pół godziny wcześniej, w wykonaniu Umtitiego, Suáreza i Messiego. Tym razem Parejo zagrał prostopadłe podanie do Gayá, który następnie asystował przy strzeleniu gola przez Munira. Były piłkarz Barcelony strzelił gola i przeprosił kibiców.

Po przerwie, grając w dziesiątkę, Voro przeorganizował swój zespół i wycofał się, ale nie udało mu się odeprzeć naporu Barcelony. Alves popisał się spektakularną interwencją po strzale Neymara (który, mimo prób przez cały mecz, nie miał szczęścia) ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła do Messiego, który wykorzystał lukę między brazylijskim bramkarzem a słupkiem i strzelił gola na 3:2. Wydawało się, że Katalończycy szybko przypieczętują zwycięstwo, jednak sam Alves (świetna interwencja Messiego), poprzeczka(w którą Neymar uderzył z rzutu wolnego) oraz brak pewności siebie w polu karnym niektórych rzadziej grających zawodników( Rakiticia i André Gomesa ) sprawiły, że bramka przyszła dopiero w 89. minucie. W pełnym biegu skrzydłem Neymar minął dryblingiem Enzo Péreza i podał idealne podanie do André Gomesa. Ostatecznie zwycięstwo pozwoliło zespołowi Luisa Enrique utrzymać się blisko Realu Madryt w lidze.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@AssisMoreira
@Bernard777
@Adran360

10

Bardzo szczęśliwy ale jednak ,,zwycięski” remis:

Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona zremisowała w rewanżowym spotkaniu w Turynie z Juventusem 1:1 w ramach ćwierćfinału Pucharu Europy. Jak się okazało był to remis zwycięski, bowiem w pierwszym meczu Barça wygrała skromnie 1:0. W rewanżu w pierwszej połowie Juve mogło a nawet powinno strzelić kilka goli lecz niemiłosiernie pudłował Marco Pacione, w tym między innymi na pustą bramke! W 30 minucie w jednej z nielicznych akcji Blaugrany Victor dośrodkował piłke na drugi słupek do Archibalda. Szkot oddał strzał z ostrego kąta a piłke do własnej bramki wpakował bramkarz Tacconi. Gospodarze doprowadzili do remisu po strzale Platiniego tuż przed przerwą. W drugiej części meczu dało o sobie znać lepsze przygotowanie fizyczne Barçy więc włosi próbowali zaskoczyć rywali strzałami z dystansu jednak nie przyniosło to już żadnego skutku. ,,Szczerze życzę Barcelonie żeby przejęła od nas pałeczke i zdobyła Puchar Europy”- powiedział po meczu trener Juventusu Giovanni Trapattoni. No cóż, jak wiemy nie udało się wówczas zdobyć tego cennego pucharu(porażka ze Steauą) a przecież było tak bardzo blisko…

Wspomnień czar:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

3

Wyrównujemy trzeci najwyższy wynik w historii Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz z 7 golami wygraliśmy z Bayerem Leverkusen w 2012 r.(słynne 5 goli Messiego) a drugi mecz z siedmioma golami to zwycięstwo z Celtikiem w 2016 roku.

11

Duma Katalonii pieczętuje awans do ćwierćfinału LM:

18 marca 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Manchester City 1:0 w ¼ Champions League. Rewanż dla Barçy wcale nie był meczem łatwym, choć ostatecznie udało się odnieść zwycięstwo po jedynym golu strzelonym przez Rakiticia w 31 minucie. ,,The Cityzens” naciskało ale świetnie spisywała się defensywa Blaugrany. Jeden z najlepszych meczów w jej barwach rozegrał Jeremy Mathieu, niezgrabny ale skuteczny Francuz sprowadzony na życzenia Luisa Enrique z Valencii. W defensorze tym ,,Lucho” znalazł człowieka lojalnego i oddanego, nie tylko zresztą w kwestii taktyki. Mathieu stał u boku szkoleniowca we wszystkich konfliktach z zawodnikami, w które nerwowy trener cały czas popadał.



@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@clyde Nie po jednym a po kilku sezonach. Po odejściu Neymara u nas nikt do pięt niedorasta Viniciuszowi na lewym skrzydle...

12

Blaugrana w czasach kryzysu:

18 marca 1987 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Dundee United 1:2 w rewanżowym spotkaniu ¼ Pucharu UEFA. Do 85 minuty Blaugrana prowadziła 1:0 i odrobiła w ten sposób straty z pierwszego meczu na ,,Tannadice Park”. Jednak w samej końcówce Szkoci strzelili 2 gole i niespodziewanie awansowali do półfinału. Na trybunach pojawiły się głosy nawołujące do zwolnienia prezydenta Nuñeza i przywrócenia do składu Schustera. Duma Katalonii do dzisiejszego dnia ma z Dundee United najgorszy bilans spośród wszystkich drużyn, z którymi spotykała się w europejskich pucharach a mianowicie 4 mecze i 4 porażki! Wypada tylko żałować że Szkoci tak cienko przędą w Scottish Premiership, więc chyba nie prędko będzie okazja do rewanżu…?



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

@clyde Słuchaj, prześcieradła to też mój "wróg naczelny". Ale stety, czy niestety, wczoraj Viniciusz też był spektakularny na Etihad Stadium. Może nie zawsze, może nie tak jak Yamal ale jednak był...!

0

@nieprzysiadalnosc To prawda że ma obrzydliwy charakter ale transferując go prosto z Brazylii do nas, raczej mało kto by o tym wiedział. Po drugie przy takim trenerze jak Flick, jego charakterek z pewnością by zgasł a piłkarz o takim potencjale jest nam bardzo potrzebny...

0

@clyde Tak, ten sam spektakularny i decydujący skrzydłowy obecnego Realu Madrid...

0

@nieprzysiadalnosc Napewno? Nawet gdyby nigdy nie trafił do Realu Madrid?

9

@FCBparasiempre
Czas zatarł wiele śladów po tym napastniku urodzonym w Durango, który bronił barw Blaugrana na początku lat dwudziestych XX wieku. José Landazabal Uriarte zapisał się w historii FC Barcelony w sezonie 1918/19. Nie zrobił tego jednak pod żadnym ze swoich nazwisk. Ani też z imieniem… Zawsze był znany jako Lakatos. Czas zatarł wiele śladów po tym napastniku, urodzonym w Durango (przy ulicy Kalebarria, bez numeru) 18 marca 1898 roku, ale w każdej drużynie, w której grał, wyróżniał się siłą, bezgranicznym zaangażowaniem i umiejętnością strzelania goli. Sam Lakatos wspominał w wywiadzie dla tygodnika „Football” w połowie marca 1919 roku, że miał około 10 lat, kiedy zaczął grać na pozycji środkowego napastnika w Irala-Barri FC, „grając każdy mecz w espadrylach”. Stamtąd przeniósł się do Hispanii, drużyny, z którą w wieku 14 lat zdobył mistrzostwo juniorów, jako kapitan, „również w espadrylach”. Wkrótce potem dołączył do New Club jako lewy skrzydłowy. Bez problemu zaadaptował się na pozycję napastnika lub pomocnika. Miał do tego warunki fizyczne i umiejętności. Z New Club zdobył mistrzostwo drugiej ligi w sezonie 1916/17. „Również w espadrylach?” – zapytał dziennikarz. „Nie, stary, nie. Co gorsza, w pożyczonych butach, bo zawsze byłem pod wiatr” – odpowiedział Lakatos, dając do zrozumienia, że lubi robić to, co kocha najbardziej i że nie ma zbyt wielu zmartwień. Szczęśliwy człowiek. Athletic Bilbao zauważyło go i włączyło do swojej drużyny na sezon 1917/18, aby zastąpił Zubizarretę. Wspomina, że jego pierwszym meczem w barwach biało-czerwonych był mecz z Arenas w ramach „Press Cup”: „Wygraliśmy 2:1 i to był jeden z najlepszych dni w moim życiu, kiedy dałem zwycięstwo, mimo że mieliśmy remis po jednej bramce”. Wywiadu, który odbywa się podczas posiłku na tarasie w Artxandzie, nie można przegapić. Lakatos robi krótką pauzę, by zawołać kelnera: „Hej, kolego! Wino, lekkie, w porrónie, ale z wodą gazowaną, wiesz, taką specjalną z Belmonte”. Przed nim czekała „wspaniała paella, która zapiera dech w piersiach a potem krewetki z majonezem i pieczony kurczak z frytkami”. Już wtedy był znany jako Lakatos, przezwisko, którego nigdy nie lubił, jak przyznał w 1919 roku: „Sprawiało mi to wiele przykrości… Jakieś cztery lata temu przyjechała tu słynna węgierska drużyna (Ferencvaros). Otóż w ich podstawowej jedenastce był niejaki Lakatos (Imre Schlosser Lakatos), a według ekspertów od spraw fizycznych, byłem jego odbiciem, i od tamtej pory zaczęli nazywać mnie Lakatos, Lakatos… i ten przydomek się przyjął”. Zanim rozpoczął swój drugi sezon w Athletic Bilbao, wybrał przygodę gry w Katalonii. W Bilbao poznał sportowca Paco Bru, który zapewnił mu miejsce w barcelońskiej drużynie Canadienses FC „na bardzo dobrych warunkach”. To stwierdzenie potwierdza, że Lakatos grał tam, gdzie zarabiał najwięcej. Był jednym z pierwszych nieoficjalnych profesjonalnych piłkarzy, znanych wówczas jako „nieoficjalni piłkarze”. Jednak Canadienses FC, promowany przez zarząd tej popularnej firmy komercyjnej i zatrudniany przez jej pracowników, wkrótce potem został rozwiązany. Niektórzy przypisywali jego upadek postrzeganej nieprawidłowości w firmie posiadającej drużynę piłkarską, inni skargom na wystawianie nieoficjalnych profesjonalistów, takich jak Lakatos. W każdym razie, pobyt Baska w klubie był krótki, a najlepsi zawodnicy szybko znaleźli szansę w innych drużynach. Dyrektor zapewnił ich jednak, że dopóki będą dobrze grać, pozostaną w firmie. Lakatos uległ pokusie Barcelony i zadebiutował w koszulce Blaugrany 15 września 1918 roku w meczu Sabadell-Barça (1:2) rozegranym na cześć Monistrol. Twierdził, że to właśnie w tym klubie cieszył się „największym wsparciem”. Zdobył dwa mistrzostwa Katalonii (1918/19 i 1919/20) oraz Puchar Katalonii (1919/20, w finale nie zagrał). Przegrał finał Pucharu Katalonii 1918/19 z Arenasem (5:2, po dogrywce) w Madrycie 18 maja 1919 roku. Tego dnia skład wyjściowy Barcelony przedstawiał się następująco: Bru; Reguera, Costa; Torralba, Sancho, Blanco; Viñals, Lakatos, Martínez, Alcántara i Garchitorena. On rozpoczął sezon 1920-21 z Martinenc, drużyną, która grała w Grupie B Katalońskich Mistrzostw (druga liga). Kontynuował z sąsiedzką drużyną Sant Martí w sezonie 1921-22. Grał w trzecim sezonie, 1922-23, osiągając awans do Grupy A po wygraniu barażu o awans przeciwko Avenç del Sport (1-1 i 1-0). W tym sezonie doszło do pierwszego w historii hiszpańskiego mistrzostwa pomiędzy zwycięzcami drugiej ligi a Martinenc, po pokonaniu Balompédica Linense w ćwierćfinale (który nie pojawił się) i Racing Langreano w półfinale, zdobył tytuł 13 maja 1923 r. w Atocha, pokonując Esperanza de San Sebastián 4-2 w finale. Skład wyjściowy był następujący: Pallejà; Mariné, Costa; Comorera, Monfort, Besas; Vilar, Lakatos, Albadalejo, Barrachina i Rodríguez. Lakatos przypieczętował zwycięstwo w 85. minucie i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

Lakatos opuścił jednak Martinenc i wrócił do FC Barcelony, pojawiając się ponownie 27 maja 1923 roku w meczu z Bishop Auckland (5:0, strzelił gola) na Les Corts, tego samego dnia, w którym zadebiutował węgierski bramkarz Plattko. Rozegrał jeszcze jeden mecz, z Gracią (2:1) 24 czerwca w El Vendrell, z okazji otwarcia stadionu w tym mieście, ale już nigdy nie zagrał. On wcześniej grał dla Espanyolu w dwóch meczach towarzyskich przeciwko Viktorii Žižkov, 23 marca i 14 kwietnia 1923. Było to typowe w meczu międzynarodowym, gdzie, pomimo przyjacielskiego charakteru, przygotowanie dobrego widowiska (wygranie) było niemal sprawą o znaczeniu narodowym. Podpisałby kontrakt z Espanyolem na sezon 1923-24, ale wcześniej, w sierpniu 1923, grał dla regionalnej drużyny Vizcaya w meczu towarzyskim przeciwko Deportivo Oviedo (6-1). Jako zawodnik Espanyolu, zagrał również dla reprezentacji Katalonii w meczu pamiątkowym dla Gabriela Bau 24 lutego 1924, przeciwko Avenç del Sport (4-5). Skład Katalonii był następujący: Ferrando; Coma, Montesinos; Querol, Helvig, Ròdenas; Vilar, Navarrete, Lakatos, Mauri i Juanico (Mairlot). Z Espanyolem zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Katalonii. Wrócił do Martinenc na sezon 1924-25 (unikając spadku w barażach o awans) oraz 1925-26 (spadając z ligi), drużyna, która zawsze go ceniła i darzyła wielkim szacunkiem. 30 czerwca 1926 roku został uhonorowany. Martinenc zmierzył się z drużyną gwiazd Barcelony, w której składzie znaleźli się tacy zawodnicy jak Piera, Samitier i Alcántara. Gospodarze rozgromili gości 6:1, a „Laka” strzelił swoje dwa ostatnie gole jako zawodnik Martinenc. Opuścił Katalonię w wieku 27 lat, aby dołączyć do Gimnástico de Valencia (1926-27), później grając dla Patria de Zaragoza (1927-28), z którym zmierzył się z FC Barcelona w Copa del Rey (1:3 na El Arrabal, po golu strzelonym przez niego, i 7:0 na Les Corts). W 1928 roku wrócił do rodzinnego regionu, aby zakończyć karierę piłkarską, ale wrócił do sportu, tym razem w Sociedad Deportiva Plentzia, debiutując 6 maja 1929 roku w meczu z Gerniką (0:0) u boku Gerardo Melzera. Lokalne plotki w Plentzii nazywały go „naukowcem Lakatosem”, zahartowanym wówczas setkami meczów piłkarskich, ale pozbawionym charakterystycznej dla niego determinacji. Pozostał w Plentzii do sezonu 1929-30. W wieku 31 lat zawiesił buty na kołku. Po zakończeniu kariery piłkarskiej ślad po nim zaginął, aż do momentu, gdy nekrolog ukazał się w gazecie ABC. Zmarł w Bilbao 2 lutego 1970 roku. Znaleziono go martwego z przyczyn naturalnych w pensjonacie, w którym mieszkał. Miał 71 lat i 11 miesięcy.

1

Pomijając już sam fakt że Manchesterowi City należał się rzut karny na początku meczu, to z bólem serca trzeba przyznać że ten cały Real jest jednym z głównych kandydatów do wygrania Ligi Mistrzów a sam Viniciusz Junior jest jednym z najlepszych skrzydłowych świata. Oj przydał by się nam taki Viniciusz na lewe skrzydło...

6

@FCBparasiempre
17 marca 1959 r. w Krakowie urodził się Jan Karaś, pomocnik, zdobywca Pucharu Polski z Legią(1989). Niedawno oglądał z synem nasz mecz z Brazylią na Mundialu. ,,Ojciec a dlaczego ty za każdym razem tak ostro wpieprzasz się w tego Socratesa?”. ,,Bo inaczej nie dałbym mu rady. Na każdego trzeba mieć skuteczny sposób”- uśmiecha się Karaś, jeden z najciekawszych polskich piłkarzy i niespełniony bohater Mundialu w Meksyku. Po jego kapitalnym strzale z 25 metrów w meczu z Brazylią o ćwierćfinał mistrzostw Świata piłka trafiła w poprzeczke i z impetem odbiła się tuż przed linią bramkową. ,,Gdybym więcej ćwiczył w młodości, to pewnie wpadłaby do siatki”- przekomarza się pan Jan. Wtedy było jeszcze 0:0. Ostatecznie Polacy przegrali 0:4 i odpadli z Mundialu. Kto wie, może na turniej w ogóle by nie pojechali, gdyby w październiku 1984 r. Karaś nie wszedł do gry w drugiej połowie meczu z Grecją. W Zabrzu do przerwy przegrywaliśmy 0:1. Dopiero akcje pomocnika Legii całkowicie odmieniły gre Polaków i w końcu wygraliśmy 3:1. Karaś jest wychowankiem Hutnika Kraków. Spędził tam dużo czasu, chyba zbyt dużo. ,,Przyjeżdżali do mojego domu ludzie z Widzewa, kierownik Stefan Wroński i nawet sam prezes Sobolewski. Namawiali na przenosiny, zabrali mnie do Łodzi, żebym sobie wszystko zobaczył. Czułem że im strasznie zależało i mnie też zaczynało się podobać”- opowiada Karaś. To był początek lat 80-tych. Widzew już pokazał się w pucharach, grał coraz ciekawszą piłke. Niemal w tym samym momencie co Widzew do Karasia zaczeli przyjeżdżać wysłannicy innych klubów- Górnika Zabrze, Lecha Poznań, Stali Mielec, no i pytała o niego też Legia. ,,Głowa aż mi puchła od tych ofert ale szybko na ziemie sprowadził mnie dyrektor Kombinatu Metalurgicznego Huty imienia Lenina. Osobiście przyjechał do klubu z krótkim przemówieniem do działaczy, że kogo jak kogo ale tego Karasia nie wolno nikomu sprzedawać. W mig szefowie klubu wezwali mnie na dywanik i jasno przekazali że żadne podchody Widzewa ich nie interesują i że nie pójde też do Legii, nawet jeśli dałaby za mnie czołg, ani do Lecha, choćby oferował dwie lokomotywy, ani do Stali za obietnice trzech samolotów, ani do Górnika za cztery pociągi towarowe z węglem”- relacjonuje pan Jan. Miał zostać w Nowej Hucie i już! ,,No i ja, grzeczny chłopak zostałem. Grałem jak najlepsi. Następnie 3 lata uparcie walczyłem o awans do ekstraklasy ale się nie udawało. Najpierw drugie miejsce, potem trzecie… Ciągle czegoś brakowało”- zaznacza Karaś. Nie był już juniorem i nie chciał do końca życia kisić się w drugiej lidze. ,,Jesienią 1982 r. kończył mi się kontrakt ale zaczynał… szantaż. Straszyli że muszę zostać bo będę miał problem. Tylko że ja strachliwy nie byłem. Zdążyłem się zahartować. Gdy wszedłem do szatni Hutnika miałem 17 Lat. Jakież tam się działy sceny! Kłótnie, bójki, obraza boska! I ja młodzian w takim towarzystwie. Szybko sięgnąłem po papierosy. Trener Brożyniak jak to zobaczył to chciał mi urwać łeb i wlepiał kary finansowe. Zresztą z powodu tych fajek przezywał mnie ,,Pecik”. Nikt mnie jednak nie złamał! Każdemu umiałem się postawić, nikomu nie pozwoliłem żeby mną bezdusznie rządził. Nigdy!”- na ostatnie słowo kładzie bardzo mocny nacisk pan Jan. ,,Po 7 latach gry liczyłem że będę mógł odejść jak normalny piłkarz, który zostawił w klubie trochę zdrowia, a tu nagle taki ordynarny szantaż… Straszyli mnie że jak odejde to nigdzie nie będę grał a ja patrzyłem jak widzewiacy znakomicie pokazują się w Europie i szlag mnie trafiał bo przecież mógłbym być jednym z nich”- wspomina Karaś. Dociśnięty do muru przedłużył kontrakt ale jednocześnie wymyślił desperacki sposób na wyrwanie się z drugoligowego więzienia. ,,Do tej pory przez 5 lat udawało mi się wykręcać od armii. Układ był taki że co roku dostawałem bilet do wojska, zanosiłem go do klubu i tam załatwiali odroczenie, no bo jedyny żywiciel rodziny albo niezbędny pracownik przemysłu hutniczego. Za piątym razem, gdy znowu dostałem bilet, zamiast odnieść działaczom, włożyłem go do kieszeni. Poprosiłem brata żeby mnie zawiózł tam, gdzie jestem wzywany, czyli do jednostki wojskowej do Warszawy”- relacjonował pan Jan. Karaś doskonale wiedział iż w takiej sytuacji Hutnik nie jest w stanie go zatrzymać i że w końcu odezwie się Legia. Domyślał się że nie przypadkowo wszystkie wezwania do wojska jako miejsce odbycia zasadniczej służby zawsze wskazywały stolicę. Przyjechał pare dni wcześniej przed datą zameldowania w jednostce. Uznał że to doskonała okazja by wybrać się na trening Legii. Całkiem prywatnie jako przypadkowy kibic, który zza płotu chce się pogapić na legionistów. ,,Patrzyłem sobie na ćwiczących piłkarzy i krążącego wśród nich Kazimierza Górskiego, który wtedy prowadził drużynę. Patrzyłem i… jakoś odechciało mi się zgłaszać tak od razu do wojska. Dopiero co przyjechałem, więc uznałem że mam jeszcze czas. Nie ukrywam, narozrabiałem trochę. Jak? No… porządziłem, wrzuciłem na luz. Do jednostki spóźniłem się 3 dni, więc na przywitanie od razu powędrowałem do ancla(wojskowego aresztu). Wiele mi to nie pomogło bo w koszarach też odzywała się moja niepokorna dusza. Byłem w nich w sumie 43 dni ale większość jednak w anclu.”- snuje swoją opowieść Karaś.

Sprawy się komplikowały bo przecież wyjechał do Warszawy żeby wreszcie zacząć grać w ekstraklasie a póki co przytrafiały mu się przygody godne wojaka Szwejka. Na szczęście w Legii nie tracili Karasia z radarów. Z drużyną zdążył już się rozstać Kazimierz Górski, lecz jego następca Jerzy Kopa też miał pojęcie o istnieniu takiego piłkarza, tyle że właśnie na tym fakcie jego skromna wiedza się kończyła. Pojechał do jednostki zobaczyć krnąbrnego kandydata do gry w Legii. ,,Dali mi nawet nowy mundur żebym porządnie wyglądał przy tej prezentacji. Ktoś Kopie błędnie przekazał że jestem obrońcą a że miałem tylko 175 cm, patrząc na mnie, wyraźnie się skrzywił. Sam był trochę wyższy ode mnie, więc zmierzyl mnie z góry: ,,Ty jakiś mikry jesteś. Co z ciebie za obrońca?”. Ależ mnie zagotował! Nie wytrzymałem, odezwał się mój charakter. Spojrzałem mu zaczepnie prosto w oczy i cofnąłem się o krok: ,,Nie będę stal blisko żeby o pana nie zawadzić ale wie pan co? Takich jak pan to ja – o tak wciągam, jedną dziurką nosa a drugą wypuszczam. Nawet nie poczuje że ktoś tam był”. Po czym oczywiście wykonałem gest wciągania nosem. Taki byłem, nic na to nie poradze”- opowiadał pan Janek o pierwszym spotkaniu z trenerem Legii. Jerzy Kopa nie skreślił go po osobliwej wymianie uprzejmości. Dal mu szanse na treningu i szybko doszedł do wniosku iż ma do czynienia z bardzo dobrym piłkarzem. Zanim jednak Karaś w nowym klubie zaczął normalnie funkcjonować, czekał go jeszcze kawałek wyboistej drogi w wojsku. W szatni Legii lubił gadać z Krzysztofem Adamczykiem ale największe wrażenie robił na nim Henryk Miłoszewicz. ,,Byliśmy świetnymi kolegami. Imponował mi technika użytkową. Czasami ludzie zachwycają się że ktoś ileś tam razy odbije piłke piętą czy kolanem. Dla mnie miarą jakości techniki jest to, czy w pełnym biegu, na maksymalnym zmęczeniu potrafisz dograć precyzyjna piłke do zasuwającego kolegi. Jeśli to potrafisz, wtedy jesteś gość. Heniek potrafił, ja też się starałem”- zaznacza bez fałszywej skromności Karaś. ,,Na wiosne 1983 gramy z Lechem Poznań a w Lechu Mirek Okoński. Gdyby ,,Mundek” dzisiaj grał w naszej lidze, robiłby nie za gwiazde, tylko za konstelacje gwiazd. Wszyscy na boisku bali się do niego zbliżać bo wiadomo jaki był z niego magik, sztuczką mógł każdego ośmieszyć. Ja to miałem gdzieś, ostro wpieprzyłem się w niego na początek. Musiało zaboleć. No i dobra, teraz to możemy grać”- zagaj jak łobuziak pan Jan. Podobną metode zastosował w pamiętnym meczu z Brazylią na Mundialu. ,, Zakładałem że jeśli Brazylijczycy są lepsi, to pewnie wygrają ale najpierw muszą nas pokonać. Piechniczek kazał mi pilnować Socratesa. Wszyscy wiedzieli kto to jest. Pan piłkarz. Patrze na niego, chudy, wysoki i myśle sobie: ,,No to zobaczymy, na co cię stać, tyczko do podpierania gałęzi”. No i nie dawałem mu spokoju. Wszystkie chwyty dozwolone, inaczej z takim czarodziejem nie miałbym żadnych szans”- wyjaśnia ale w jego słowach nie czuć nawet nuty usprawiedliwienia. Tak samo było w meczu z Holandią w eliminacjach ME 1988 już za trenera Łazarka. ,,Zbyszek Boniek zaproponował w szatni: ,,Niech Janek Karaś będzie kapitanem”. Wszyscy się zgodzili. Założyłem opaske i mówię: ,,Panowie, gramy tak, że wióry muszą lecieć, bo inaczej nie ma co wychodzić na boisko”. Też wszyscy przytaknęli. Wśród rywali Koeman, Rijkaard, Gullit, Van Basten… Niedawno zapytał mnie kolega oglądając ten mecz w telewizji: ,,Słuchaj, była ta akcja że wyjechałeś z jednym Holendrem za linie końcową między fotoreporterów i dość długo nie wstawaliście. Co tam się działo?”. Bo ja koniecznie musiałem go jeszcze przygnieść kolanem- odpowiadam. Taka to była walka o bezbramkowy remis”- relacjonuje pan Janek. Karaś przypomina iż boisku nie jest miejscem do kalkulacji. To pole bitwy dosłownej. Tak jak we wspomnianym meczu z Grecją, w którym choć sam gola nie strzelił, został cichym bohaterem. Wejść przy stanie 0:1 i skończyć na 3:1, oto marzenie każdego dublera. Lecz Karaś zapłacił za to słoną cene… ,,Miałem świetną okazje sam na sam. Bramkarz rzucił mi się na lewą noge. Powinien być rzut karny ale mniejsza z tym. Coś mnie zabolało w kolanie. Zamrozili i grałem dalej. Schodzę po meczu do szatni, lekarz ogląda noge i mówi: ,,Janek, ty masz chyba zerwane więzadło!. Wróciłem do Warszawy a tam doktor Machowski: ,,Człowieku jak ty mogłeś grać przez pół godziny z zerwanym więzadłem?! Zdziwiłem się jeszcze bardziej niż on. Kilka miesięcy miałem z głowy ale na wiosne wróciłem i znowu była forma”- uściśla Karaś. Dziś jest schorowanym człowiekiem, jakby natura wystawiała mu bezduszny rachunek za te wszystkie piłkarskie lata i burzliwe przygody. ,,Położe się spać a rano nie mogę się ruszyć. Mam tak zniszczone stawy że aż mi palce powykrzywiało. O pracy fizycznej mogę zapomnieć. Nie mam siły chodzić. Od 15 lat jestem na rencie. W lutym 2020 roku wygasło mi świadczenie a potem w kraju były ważniejsze sprawy niż rozpatrzenie wniosku o przedłużenie go na kolejny rok ale walcze, żyje. Taki już jestem że nigdy się nie poddam”- podsumowuje swoje życie pan Janek. Z meczu z Brazylią zostały mu wspomnienia, buty piłkarskie oraz koszulka grającego wówczas z nr. 4 Edinho…

5

0

@Bernard777 A czy ty zdajesz sobie sprawe kim był Paulino Alcantara a zwłaszcza Ladislao Kubala dla Barcuni?

11

Hattrick Messiego:

17 marca 2019 r. FC Barcelona pokonała Betis Sevilla na wyjeździe 1:4 w 28 kolejce Primera Division. Messi został oklaskiwany nawet przez kibiców Betisu a spektakularnym golem zapewnił drużynie zwycięstwo 4-1. „ Nigdy nie widziałem takiego piłkarza jak Messi. Grać u jego boku to przywilej” – powiedział Setién. „To błogosławieństwo żyć w erze Leo Messiego” – dodał Valverde. „ Messi jest wyjątkowy; to, co robi, jest niepowtarzalne” – zapewnił Piqué. To tylko niektóre z wyróżnień, jakie argentyńska gwiazda otrzymała w tę niedzielę, choć największe z nich padły na stadionie Villamarín. „Messi, Messi, Messi” – skandowali kibice Betisu zrywając się z miejsc, gdy Argentyńczyk przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny, strzelając czwartego gola. Reakcję tę można zrozumieć jedynie po obejrzeniu widowiska piłkarskiego, jakie „La Pulga” zaprezentował w „Heliópolis” i które doprowadziło do remisu w lidze z FC Barceloną. Argentyńczyk przyzwyczaił nas do świetnych występów ale niedzielny występ znalazłby się w pierwszej piątce jego najlepszych występów, gdyby nie hat-trick(a miał ich już 51) z dwoma golami na koncie. Właśnie wtedy, gdy Betis grał najlepiej, Messi jasno dał do zrozumienia, kto tu rządzi. Strzelił pierwszego gola z efektownego rzutu wolnego z dystansu a piłka wpadła w górny róg bramki bramkarza. Zapierający dech w piersiach pierwszy gol. Ale to nie wszystko. Tuż przed przerwą zawodnik Barcelony z numerem 10 poprowadził drużynę na ścieżkę zwycięstwa, strzelając lewą nogą po efektownym podaniu piętą autorstwa Suáreza.

W końcu, gdy mecz był już prawie rozstrzygnięty, Messi przypieczętował porażkę niemożliwym podcięciem. Argentyńczyk otrzymał podanie od Rakiticia i już pierwszym kontaktem z piłką uniósł ją wysoko, nie dając bramkarzowi żadnych szans. „Bramka jak na PlayStation”, jak powiedziałby Setién i taka, która zaparła Pau Lópezowi dech w piersiach . Jego zdumiona mina po porażce wyraźnie pokazywała geniusz, jaki właśnie zaprezentował Messi. Dzieło sztuki, docenione przez kibiców Villamarín, którzy, niczym na samym Camp Nou, wiwatowali i skandowali hasła na cześć argentyńskiej gwiazdy. „Nie pamiętam, żeby kibice gości kiedykolwiek wiwatowali na mój widok po strzeleniu gola”- Messi ze swojej strony wyraził wdzięczność kibicom za reakcję. „Nie przypominam sobie, żeby kibice gości kiedykolwiek dopingowali mnie po golu. Zawsze traktują nas tu bardzo dobrze” – powiedział po meczu. A jednej z nocy, kiedy błyszczał najjaśniej, poświęcił się oddaniu hołdu swojemu trenerowi. „Valverde bardzo dobrze czytał grę i taktycznie to był idealny mecz; nie cierpieliśmy ani przez chwilę. Kiedy nie mieliśmy piłki, byliśmy zorganizowani, a kiedy ją mieliśmy, graliśmy jak zawsze” – dodał. Dzięki temu nowemu pokazowi piłki nożnej Messi jasno pokazał, że mimo 15-letniego pobytu w elicie, jego statystyki nie mają granic. W tamtym sezonie strzelił już 39 goli i zaliczył 21 asyst. Co więcej, wczoraj wieczorem powiększył przewagę w walce o Złotego Buta i z 29 golami w lidze wyprzedził Mbappé (26). Został także jedynym piłkarzem w historii La Liga, który strzelił trzy gole przeciwko Betisowi i Sevilli w tym samym sezonie. Dzięki temu nowemu zwycięstwu stał się piłkarzem, który odniósł najwięcej zwycięstw w oficjalnych meczach z FC Barceloną (477), wyprzedzając Xaviego (476). Krótko mówiąc, porażające liczby, które jasno pokazują, dlaczego w tę niedzielę świat piłki nożnej po raz kolejny poddał się Messiemu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11

10

Dublet „La Pulgi” w Lidze Mistrzów:

Genialna gra Lionela Messiego zapewniła obrońcom tytułu FC Barcelonie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, w którym rozgromili 17 marca 2010 r. VfB Stuttgart 4-0 w rewanżowym starciu 1/8 Ligi Mistrzów. Po hat-tricku w La Liga Argentyńczyk dał Blaugranie prowadzenie w meczu, strzelając gola w 13. minucie, odegrał kluczową rolę przy drugiej bramce Pedro i sam strzelił kolejną bramkę a następnie późne trafienie rezerwowego Bojana Krkicia przypieczętowało dwumeczowe zwycięstwo 5-1. Zwycięstwo FC Barcelony dało jej trzeci z rzędu awans do ćwierćfinału i podtrzymało nadzieje Hiszpanów po odpadnięciu z rozgrywek w La Liga, w których odpadli Real Madryt i FC Sevilla. Trener Pep Guardiola nie umieścił Zlatana Ibrahimovicia w wyjściowym składzie na Camp Nou, decydując się na wystawienie trójki napastników składającej się z Messiego, Thierry'ego Henry'ego i Pedro. Henry, który rzadko występował w wyjściowym składzie, oddał pierwszą próbę na bramkę już w drugiej minucie. Kapitan reprezentacji Francji dobiegł do podania Messiego i zadał Lehmannowi potężny cios. Mistrzowie na początku wyglądali na zdenerwowanych, ale Messi uspokoił ich nerwy swoim charakterystycznym biegiem i wykończeniem.

Po przejęciu piłki tuż za połową boiska gości pobiegł w kierunku wycofującej się obrony Stuttgartu i oddał strzał lewą nogą, który minął bramkarza Jensa Lehmanna i wpadł do siatki. Dziewięć minut później Piłkarz Roku FIFA stał się twórcą. Świetnie wyważone podanie Yaya Toure'a wyprowadziło piłkę na lewą stronę boiska, a napastnik Pedro perfekcyjnie wyczuł moment swojego biegu i odebrał bramkę niskiemu dośrodkowaniu pomocnika z Wybrzeża Kości Słoniowej. Messi popisał się sprytniejszą akcją, a w 55. minucie jego strzał głową skierował piłkę tuż obok prawego słupka bramki Lehmanna. Messi ponownie pokonał Lehmanna płaskim strzałem z krawędzi pola karnego w 60. minucie, skutecznie przekreślając nadzieje Stuttgartu. Był to jego ósmy gol w czterech meczach we wszystkich rozgrywkach. Gdy Barca potwierdziła swoją dominację, Messi niemal skompletował hat-tricka strzałem głową w 68. minucie, ale Lehmann obronił strzał, a Krkić minutę później zamknął mecz, zmieniając Andresa Iniestę.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Kapitan hawk Bardzo bym sobie życzyl takiego wyniku ale zwyczajnie w to nie wierze! To jest marzenie ścietej głowy. Ogladam ostatnio mecze City i wyglada to słabo a chwilami nawet bardzo słabo...

12

Fantastyczny rekord Blaugrany:

17 marca 1901 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Gimnastic Tarragona 18:0(!) w Pucharze Alfonso Macaya(prekursorze Mistrzostw Katalonii). Jest to najwyższe zwycięstwo w historii klubu w meczu o stawke. W meczu tym 9 goli! (co również jest rekordem klubu) strzelił Joan Gamper. Uczynił to zresztą po raz drugi z rzędu w tych rozgrywkach co jest absolutnie niebywałe! Tak, tak, założyciel Barçy był w tamtych czasach genialnym napastnikiem ale również świetnym sportowcem w innych dyscyplinach. Natomiast jeśli chodzi o Copa Macaya, to pomimo wysokich wygranych Blaugrany, po puchar sięgnęła wówczas Hispania CF(nie istniejący już klub z Barcelony). Następną edycje Copa Macaya rok później, zdobyła już jednak Duma Katalonii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?