0

@Janiama To prawda że trzeba docenić jeden punkt, jednak nasza gra na tle większości drużyn na mundialu wygląda bardzo słabo i nawet jeśli jakimś cudem uda nam się wyjść z grupy, to w 1/8 dostaniemy wciry i wracamy do domu. Obym się mylił...

10

Nie tylko dla prawdziwych cules:

23 listopada 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy mecz na nowo dzierżawionym boisku przy ulicy Horta, zwanym CAMP DE LA CARRETERA D'HORTA, który był zlokalizowany na pograniczu dwóch dzielnic – Sagrera i Guinardó. Wstęp na mecze na tym obiekcie był darmowy, co spowodowało że w dniu inauguracji nowego boiska pojawił się prawdziwy tłum, mimo że klub miał wówczas tylko 104 socios. Jednak ponad 4 tys. osób pojawiło się na tym pierwszym meczu Blaugrany, mierzącym się z zespołem złożonym z marynarzy brytyjskiego statku Calliope, który zacumował w miejskim porcie. Człowiekiem odpowiedzialnym za skontaktowaniem się z rywalami barcelonistów był Arthur Witty, syn angielskiego konsula a poza tym piłkarz klubu. Barça wzmocniona kilkoma piłkarzami CD Hispania, pokonała marynarzy 4:0 a Joan Gamper ustrzelił hattricka, zdradzając instynkt goleadora, który zawsze cechował go jako piłkarza FC Barcelony. Boisko przy ulicy Horta było tymczasowym stadionem dla klubu, który w 1905 r. został zobligowany do opuszczenia go, po tym jak właściciele działki postanowili zbudować tutaj domy mieszkalne. Jednak miejsce to przeszło do historii jako teren, na którym Barça zdobyła pierwsze w historii klubu tytuły: Puchar Macaya w 1902 r. pokonując FC Catale 15:0! A także Puchar Barcelony w 1903 r., oba poprzedzające rozgrywki o Mistrzostwo Katalonii. Również na tym obiekcie piłkarze wykorzystywali poddasze domu Can Sabadell jako szatnie. W tym nowym miejscu zawodnicy po raz pierwszy mogli skorzystać z pryszniców, co prawda mocno zaimprowizowanych- woda pochodziła z deszczu padającego przez przeciekający dach domu. Sufit poddasza pokryty był kłosami i pajęczyną. Miednica, dzban, blaszany wazon i lustro, które zapewnił Parsons, były jedynymi przedmiotami w szatni do czasu aż inny piłkarz- Albeniz, przyniósł kilka wieszaków. Gamper również pomagał przy urządzeniu pomieszczenia: kupił drewnianą skrzynkę zamykaną na kłódke, ażeby zostawiać w niej grzebienie i szczotki.


@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@patataj

9

Legendarne mecze, niezapomniane rekordy:



22 listopada 1903 r. FC Barcelona gromi Salut S.C. 10:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. W meczu tym debiutują znakomici legendarni piłkarze- Roma Forns(pierwszy w historii kataloński trener) oraz genialny snajper- Carles Comamala(twórca pierwszego herbu FCB). Jednocześnie obaj strzelają gole w debiucie. Forns jednego a Comamala aż 4!



22 listopada 2014 r. FC Barcelona gromi na Camp Nou FC Seville 5:1 w 12-tej kolejce Primera Division. W tym meczu hattrickiem popisuje się Lionel Messi, dzięki czemu bije jednocześnie 2 rekordy klubowe a mianowicie rekord Paulino Alcantary(395 goli) oraz rekord Primera Division Telmo Zarry(251 goli)


@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@patataj
@Sensible

13

Panie i Panowie, szanowni cules, 145 lat temu urodził się Hans-Max Gamper Haessig, człowiek, który założył FC Barcelone. Szwajcar nie jest jedynie założycielem i wieloletnim prezydentem FC Barcelony. Mało kto zdaje sobie sprawę, że był także pierwszym kapitanem Barcy zdobywając rekordowe 120 goli(!) w 51 spotkaniach. Bez cienia wątpliwości należy on do najważniejszych osób w całej historii klubu ze stolicy Katalonii, dlatego każdy szanujący się culé powinien znać taką postać.

Przez wielu uważany za pioniera piłki nożnej urodził się w Winterthur w Szwajcarii. Po śmierci matki reszta rodziny przeprowadziła się do Zurychu. Szwajcar był niezwykle usportowionym dzieckiem, łączył miłość do futbolu z golfem, kolarstwem, lekkoatletyką, pływaniem, rugby oraz tenisem. W Zurychu założył Excelsior, nieco później grał dla FC Basel i FC Zürich. W wieku 18 lat opuścił Szwajcarię i zamieszkał w Lyonie, we Francji, gdzie grał w rugby dla drużyny Athletique Union. Rok później w drodze do Afryki odwiedził w Barcelonie swego wuja Emila Gaisserta. Miasto tak go zauroczyło, że postanowił zostać tutaj na stałe. Po jakimś czasie nauczył się płynnie mówić po katalońsku oraz zmienił imię na Joan. W stolicy Katalonii pracował kolejno w firmie kolejowej, jako redaktor kolumny sportowej w gazetach szwajcarskich oraz pomagał w publikacji hiszpańskiego magazynu „Los Deports”. Szwajcarowi brakowało zespołu piłkarskiego z prawdziwego zdarzenia, dlatego 22 października 1899 roku umieścił w gazecie „Los Deports” ogłoszenie o chęci stworzenia klubu piłkarskiego w Barcelonie. Piłka nożna nie była jeszcze tak popularnym sportem jak dziś, lecz 29 listopada 1899 roku w sali gimnastycznej Gimnasio Solé brytyjscy, katalońscy i szwajcarscy miłośnicy futbolu założyli Futbol Club Barcelona. Akt założycielski podpisali: Joan Gamper, Walter Wild, Lluís d’Ossó, Bartomeu Terrados, Otto Kunzle, Otto Maier, Enric Ducal, Pere Cabot, Carles Pujol, Josep Llobet, John Parsons i William Parsons. Pierwszym prezydentem klubu został Walter Wild, skarbnikiem mianowano Bartomeu Terradasa, a funkcję sekretarza powierzono Lluísowi d’Ossó. Wkrótce później stworzono herb oraz wybrano barwy FC Barcelony. Gamper nie chciał objąć urzędu prezydenta klubu, wolał skupiać się na jak najlepszej grze dla swojego zespołu. Założyciel FC Barcelony ma się czym pochwalić, bowiem zdobył aż 120 goli w 51 meczach.

Po serii spotkań towarzyskich w 1901 roku katalońska drużyna wzięła udział w turnieju o puchar ufundowany przez Alfonso Macaya (pierwowzór Mistrzostwa Katalonii) zajmując w nim drugie miejsce. Kolejna edycja była prawdziwą demolką. Barça rozgromiła wszystkich rywali strzelając w ośmiu meczach 60 goli, tracąc zaledwie dwa. W 1905 roku FC Barcelona triumfowała w Pucharze Katalonii, wygrywając w finale z Espanyolem 3:2. Mimo tego klubowi groził upadek. Nie miał kto płacić składek, gdyż w 1908 roku było jedynie 38 socios (członków klubu).

Po rezygnacji ze stanowiska Vicença Reiga (rządził klubem przez 22 dni) urząd prezydenta Blaugrany obejmuje jej założyciel Joan Gamper. Najprawdopodobniej tego samego dnia podczas zabrania klubu niezręczną ciszę przerwał jeden z piłkarzy niejaki Wallace mówiąc: „Czy naprawdę nie ma nikogo odważnego na tyle, żeby spróbować uratować klub. Jeśli ktoś się znajdzie, może liczyć na pełne poparcie graczy”. Reakcja nowego sternika Dumy Katalonii była niemal natychmiastowa. „FC Barcelona nie może umrzeć i nie umrze! Jeżeli nikt mnie nie poprze, wezmę całą odpowiedzialność za klub na siebie. Mam pewność, że będę miał wsparcie tych ludzi, którzy byli ze mną, kiedy futbol uważano za głupotę i dziwactwo. Pragnę zapomnieć o błędach, przez które oddaliłem się od klubu i mam zamiar walczyć o odzyskanie świetności klubu. Jeśli ktoś się ze mną zgadza, niech mówi”. Słowa założyciela zachęciły wszystkich do działania. Zaczęto wierzyć w odbudowę zespołu. Wśród wielu inicjatyw Gampera było między innymi sprowadzenie byłych członków klubu, dzięki czemu liczba socios przekroczyła 200 osób. W sezonie 1908-09 Barça dyrygowana przez Szwajcara nie przegrywając żadnego spotkania zdobyła kolejne Mistrzostwo Katalonii. Kolejnym z wyzwań, z jakim się spotkał w czasie swojej pierwszej kadencji było znalezienie swojemu klubowi kawałka ziemi w celu zbudowania pierwszego własnościowego stadionu Camp del Carrer Indústria.

Według historycznych anegdot właśnie na tym mającym jedynie drewniane ławki obiekcie powstało określenie słynne określenie fanów Barcelony – culés, ponieważ z perspektywy ulicy widać było jeden „tyłek” (culo oznacza tyłek) obok drugiego i tak już zostało do dnia dzisiejszego. 14 października 1909 roku Gamper zakończył swoją kadencję, lecz zdecydował się pozostać w zarządzie.

17 listopada 1910 roku, podczas spotkania zarządu ponownie wybrali na prezydenta Joana Gampera. O ile w pierwszej kadencji Szwajcar zmagał się jedynie z problemami finansowymi tym razem musiał sprostać także niechęci ze strony Hiszpańskiej i Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Mimo tego Duma Katalonii wywalczyła Mistrzostwo Katalonii, sięgnęła po Puchar Hiszpanii, a liczba socios wzrosła do 367. W sezonie 1911/12 FC Barcelona zdobyła wówczas (nieoficjalne) Mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Pirenejów. Niestety przeciwko klubowi wystąpili piłkarze, domagając się zapłaty za ich grę. Ze względu na napiętą sytuację prezydent chciał podać się do dymisji, jednak ostatecznie pozostał na swoim stanowisku. Warto dodać, iż 14 sierpnia 1912 roku w klubie pojawił się jeden z najlepszych piłkarzy w historii Barcy Paulino Alcántara. Rok później nieporozumienia z Federacją Katalonii i Hiszpanii przybrały na sile wskutek czego Barcelona zostaje usunięta z obu organizacji. Pod koniec tego burzliwego sezonu (30 czerwca 1913 roku) zmęczony ciągłymi sporami Gamper składa rezygnację, lecz jego rozłąka ze stanowiskiem nie trwała długo. 17 czerwca roku 1917 ponownie zostaje wybrany na prezydenta, za cel stawiając sobie zrekonstruowanie klubu. Jedną z pierwszych decyzji było pozyskanie pierwszego profesjonalnego trenera Anglika Jacka Greenwell’a. W 1919 roku Gamper sprowadził kolejne dwie legendy Dumy Katalonii: Ricardo Zamorę i Josepa Samitiera. Jednak 19 czerwca tego samego roku, kolejne problemy nękające Blaugranę zmuszają Szwajcara do ustąpienia ze stanowiska.

17 lipca 1921 roku, założyciel klubu zostaje jego prezydentem po raz czwarty. Sezon 1921/22 na długo zapisał się w pamięci sympatyków Barcelony. Zespół wywalczył wówczas mistrzostwo Hiszpanii i Katalonii, a 20 maja 1922 roku do użytku został oddany nowy, mogący pomieścić 25 000 osób, legendarny już dzisiaj stadion Les Corts.

Pod koniec sezonu 1922/23 klub miał już ponad 10 000 socios, co w tamtych czasach było wynikiem godnym pozazdroszczenia. W końcu po 742 dniach prezydentury Joan Gamper odchodzi z zarządu, lecz nie na długo – 1 czerwca 1924 roku, tuż przed świętowaniem Srebrnej Rocznicy założenia FC Barcelony, po raz ostatni obejmuje stery Dumy Katalonii. 17 grudnia 1925 roku, na rozkaz dyktatora Hiszpanii Miguela Primo de Rivery, cały zarząd został odsunięty od klubu za propagowanie katalońskiego nacjonalizmu.

W odpowiedzi przed jednym ze spotkań kibice Blaugrany spalili hiszpańską flagę oraz zagłuszyli hymn Hiszpanii co zakończyło się zamknięciem Les Corts na pół roku. Oskarżony o dowodzenie całą akcją Joan Gamper raz na zawsze zakończył swoją długą przygodę z FC Barceloną i udał się do Szwajcarii. To był początek równi pochyłej dla założyciela Barcy. W obliczu problemów finansowych oraz rozłąki z ukochanym klubem Gamper popadł w głęboką depresję, która zakończyła się samobójstwem 30 lipca 1930 roku. Jak można się było spodziewać na jego pogrzeb przyszły tłumy fanów Blaugrany. Szwajcar został pochowany na cmentarzu Montjuic w Barcelonie. W celu uczczenia jego pamięci FC Barcelona zastrzegła kartę członkowską z numerem 1, kilkanaście lat później (w 1966 roku) ówczesny prezydent Enric Llaudet stworzył turniej na cześć założyciela i wieloletniego prezydenta klubu. Szwajcar był przykładem całkowitego poświęcenia się dla swojego „dziecka”. Na szczęście pamięć po nim nie zginęła. Joan Gamper jako jeden z najważniejszych osobistości w historii FC Barcelony powinien być doskonale znany nie tylko przez culés, ale także przez wszystkich sympatyków hiszpańskiego futbolu. Bez wątpienia bez jego zaangażowania dzisiejsza pozycja Blaugrany nie byłaby w ogóle możliwa. Zapamiętajcie historię człowieka, który stworzył i uczynił Dumę Katalonii znaną niemal na całym świecie.



@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj

0

W sumie to i dobrze że nie miałem możliwości oglądania wspaniałego Messiego i spółki w meczu z Arabią Saudyjską. Z takim przeciwnikiem to naprawde serce by krwawiło niemiłosiernie...

2

O panie! Przyjeżdżam z pracy i nie dowierzam!!! Coż to się ponawyrabiało w meczu Albicelestes z Arabią Saudyjską!? Koniec świata! Istny piłkarski armagedon! To w końcu kto ma zostać tym mistrzem świata jeśli nie Argentyna do jasnej cholery? No bo chyba nie Arabia...

10

Cóż to był za Klasyk!

21 listopada 2015 r. Na Santiago Bernabeu Duma Katalonii zmiażdżyła Los Blancos 4:0 a Keylora Navasa pokonali Luis Suarez (dwukrotnie), Neymar i Andres Iniesta. Ubiegły sezon i minimalnie przegrane przez Real mistrzostwo Hiszpanii sprawiało, że gospodarze tego pojedynku mieli sporo do udowodnienia. O Królewskich było wówczas głośno, jednak nie ze względu na aspekty stricte sportowe. Mówiło się przede wszystkim o złej atmosferze w drużynie, możliwości zwolnienia Rafy Beniteza czy przestępczym epizodzie Karima Benzemy. Chwilowy kryzys, którego efektem były wysokie porażki z Athletikiem Bilbao czy Celtą Vigo, na dobre zażegnała Blaugrana. Katalończycy zwyciężyli bowiem cztery ligowe pojedynki z rzędu. Goście od początku byli zdecydowanie aktywniejsi w ofensywie. Obrona Realu skapitulowała już w 11. minucie, kiedy podanie Sergiego Roberto na gola zamienił Luis Suarez. Po kwadransie gry pomocy medycznej potrzebował Javier Mascherano. Jeszcze w pierwszej połowie Argentyńczyka zmienił Jeremy Mathieu. W 39. minucie Barcelona zadała kolejny cios. Przed polem karnym szarżował Andres Iniesta, który wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Neymara. Brazylijczyk, mimo ostrego kąta, popisał się doskonałą precyzją i zdołał pokonać Keylora Navasa. Katalończycy już w pierwszej połowie mogli rozstrzygnąć losy spotkania, jednak piłkę zmierzającą do siatki po uderzeniu Suareza z linii bramkowej wybił Marcelo. W drugiej odsłonie na boisku zobaczyliśmy inny Real – taki, który ze wszystkich sił walczył o dojście do sytuacji strzeleckich. Po tym, jak w boczną siatkę trafił Marcelo, umiejętności Claudio Bravo przetestował James Rodriguez. Po chwili – ku rozpaczy miejscowej publiczności – ich ulubieńcy mogli jedynie załamać ręce. Dwójkowa akcja Neymara z Iniestą zakończyła się golem tego ostatniego. Na końcowe pół godziny Luis Enrique postanowił wpuścić na murawę Lionela Messiego. Po przeciwnej stronie swoich kolegów do lepszej gry próbował zmotywować Cristiano Ronaldo, jednak i jego w doskonałej sytuacji zatrzymał Claudio Bravo. W 74. minucie Blaugrana upokorzyła swoich odwiecznych rywali, a sytuację sam na sam z Navasem wygrał Suarez. W końcówce meczu chilijski golkiper Barcy dwukrotnie interweniował po strzałach głową Karima Benzemy. Los Blancos nie potrafili pogodzić się z porażką, czego efektem była czerwona kartka dla Isco. Hiszpan z premedytacją kopnął Neymara, za co musiał opuścić boisko. Po raz ostatni tak wysokie zwycięstwo Dumy Katalonii miało miejsce w listopadzie 2010 roku na Camp Nou (5:0). W tabeli zawodnicy Luisa Enrique zachowali sześć oczek przewagi nad Królewskimi.



@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Roni/VEB

6

@FCBparasiempre
Rok 1966 był szalonym czasem na Wyspach Brytyjskich. Przygotowania do pierwszego w ich historii mundialu przebiegały pełną parą, a John Lennon wywołał sporą burzę oznajmiając, że Beatlesi są popularniejsi od Jezusa Chrystusa. W tak zwanym międzyczasie niezwykle dumni Synowie Albionu zgubili jednak Złotą Nike, którą miał zdobyć triumfator imprezy. „Zgubili” co prawda nie jest najbardziej odpowiednim słowem, ponieważ tak naprawdę trofeum zostało skradzione. Stało się to 20 marca 1966 roku, a kilka dni temu obchodziliśmy okrągłą, pięćdziesiątą rocznicę tego zuchwałego skoku i ośmieszenia FA. Cała sytuacja wydaje się nieprawdopodobna jak przejście Hana Solo na Ciemną Stronę Mocy. W przeciwieństwie do sagi Geoge’a Lucasa miała jednak miejsce i stało się to pomimo tego, że pucharu Julesa Rimeta strzegła nie tylko szklana gablota Westminster Central Hall w Londynie. Do jego pilnowania zatrudniono także… pięciu strażników! W ten feralny dzień popełniono błąd. Najważniejszy z czuwających przy symbolu mistrzów miał wolne, a pozostali raczyli się filiżanką typowej angielskiej herbaty z mlekiem. W tym czasie złodziej wkradł się tylnymi drzwiami i – jak podają źródła – miał sporo czasu na dokonanie zuchwałego czynu. O tym, że Nike nie ma na swoim miejscu, strażnicy dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Czemu się jednak dziwić, skoro herbata z mlekiem taka dobra…

Rozpoczęło się dochodzenie. Inspektor Bill Little, zajmujący się tą sprawą, po wysłuchaniu zeznań jednego ze strażników i kobiety, która w tym czasie była obecna w innej części sali, ustalił, że złodziejem prawdopodobnie była jedna osoba płci męskiej. Sprawę oddano do Flying Squad – komórki, która specjalizowała się w przestępczości zorganizowanej. Tymczasem na prezydenta FIFA, Stanleya Rousa, padł blady strach. Turniej, który miał być uosobieniem sportowej potęgi Trzech Lwów i udowodnieniem światu, że pomimo dekolonizacji – Imperium Brytyjskie ma się całkiem dobrze, mógł przemienić się w wielki światowy skandal. Zanim wiadomość dostała się do opinii publicznej, wspólnie z sekretarzem rodzimej federacji, Denisem Followsem, podjął się szalonej próby wykonania repliki trofeum. W tym celu drugi z dżentelmenów udał się do zakładu złotniczego na Fenchurch Street, którego właścicielem był George Bird, z prośbą o podjęcie stosownych kroków i wykonanie Nike z takiego samego tworzywa jak oryginał. Oczywiście całe zajście miało pozostać do wiadomości trójki panów. Opinia publiczna nie pozostała jednak długo w niewiedzy i już następnego dnia po kradzieży szokująca wiadomość obiegła cały świat. Brazylijczycy stwierdzili wręcz, że cała sytuacja to świętokradztwo. Przecież mieli oni w swoim posiadaniu puchar aż przez osiem lat (za zwycięstwa w 1958 i 1962) i nigdy nie przytrafiło mu się nic złego. Oburzenie rodaków Pelego teraz wydawać się może o tyle śmieszne, że kilka lat później również i im zostanie skradziony puchar, którego już nigdy nie odnajdą. Cóż, przyganiał kocioł garnkowi.

Apelowano do każdego, kto może pomóc rozwiązać tą zagadkę. Pomimo upływu dni nie uczyniono jednak żadnych postępów w wyjaśnianiu feralnej kradzieży. Przełom nastąpił dopiero gdy do Joe Mearsa – przewodniczącego FA i prezesa Chelsea – zadzwonił człowiek, który przedstawił się jako Jackson. Żądał piętnastu tysięcy funtów okupu w zamian za Nike. Mears, nie mając żadnej alternatywy, przystał na oczekiwania szantażysty i dał sygnał do transakcji, którym było ogłoszenie w czwartkowym wydaniu londyńskiego Evening News o treści: „Jestem gotów by zrobić biznes Joe”. Zignorował jednak nakaz nieangażowania w całe przedsięwzięcie policji. Spotkanie umówione zostało w Battersea Park, a porywacz miał otrzymać walizkę z 500 funtami prawdziwej gotówki. Resztę pieniędzy zastąpiono pociętymi gazetami. Operacja udała się tylko połowicznie, ponieważ Jackson, zorientowawszy się, że jest na celowniku policji, próbował uciec. Zatrzymano go, ale Pucharu Świata nie odnaleziono. Winowajcą okazał się Edward Bletchey, drobny złodziejaszek, który służył w korpusie pancernym w Egipcie i we Włoszech. Rok po wojnie został zdemobilizowany. Edward utrzymywał jednak wersję, że działał na zlecenie człowieka o ksywce „Polak” i za pośrednictwo miał otrzymać tylko 500 funtów gaży. Niestety, po dziś nie wiadomo, czy ów „Polak” rzeczywiście istniał. Na nogi postawiono cały kraj. Liczyło się tylko to, żeby odzyskać puchar. Zaproponowano nawet Bletchey’owi wizytę „koleżanki” w celi, w zamian za ujawnienie miejsca ukrywania Nike. Nie wiemy, czy koleżanka była zbyt mało urodziwa, miała za małe usta, czy może po prostu były żołnierz wolał kolegów, nie powiedział jednak nic, co mogłoby nakierować śledczych na miejsce ukrycia Pucharu Świata.

I w tym momencie naszej historii pojawia się łaciaty kundelek o imieniu Pickles. Wraz ze swoim właścicielem udał się na długo wyczekiwany spacer. Radośnie obwąchując i obsikując wszystko co napotkał na swojej drodze, natrafił w krzakach na owinięty gazetą przedmiot. Kilka lat później właściciel bohaterskiego czworonoga David Corbett, tak opisywał to zdarzenie: ,,W tamtym czasie bardzo aktywna była IRA, więc widząc zawiniątko w krzakach byłem pewny, że to bomba. Wyrzucałem i podnosiłem je kilka razy, by w końcu odwinąć. Był to Puchar Świata! Wiedziałem co to jest, ponieważ we wszystkich mediach o nim mówiono. Pobiegłem od razu na pobliski komisariat policji i usłyszałem tam słowa, których nie zapomnę do końca życia: „nie wygląda mi to na Złotą Nike”. Corbet z miejsca stał się podejrzanym numer jeden i przetrzymywano go na komisariacie aż do późnych godzin nocnych. Sprawa w końcu się wyjaśniła, a heroiczny znalazca otrzymał sześć tysięcy funtów nagrody. Pickles zaś rozpoczął życie celebryty na miarę naszego rodzimego psa Cywila. Zagrał w filmie fabularnym „Szpieg z zimnym nosem”, a także otrzymał tytuł psa roku. Po zwycięstwie reprezentacji Anglii w finale mistrzostw, obu panów zaproszono na uroczystą kolację, a pies, który uratował mistrzostwa świata, miał przywilej wylizywania talerzy Bobby’ego Moore’a i jego kolegów. W tym miejscu należy się wam wyjaśnienie. Pamiętacie jak pisałem kilka akapitów wyżej o „koleżance” dla Bletcheya? Nie dane było mu jej spotkać, ponieważ znajdując puchar Pickles uprzedził jej usługi. Po co zatem to delikatne kłamstwo? A po to, moi drodzy, żebyście doczytali właśnie do tego miejsca. Historia ta ma jednak swój tragiczny koniec. Kilka miesięcy po kradzieży Nike, po ataku dusznicy, spowodowanej stresem związanym z kradzieżą, zmarł Joe Mears. Pickles też nie doczekał spokojnej starości. Podczas pogoni za kotem sąsiadów owinął swoją smycz wokół drzewa i się udusił. Cała Anglia wspomina jednak tego przesympatycznego kundelka jako tego, który ocalił ich dumę i honor.


4

1

@Lionel_Messi10 Aaaaa no to zupełnie inna bajka niż Mundial :)

1

@Lionel_Messi10 O jakim meczu tu mowa? bo ani Katar ani Ekwador nie grał na mistrzostwach świata w 2018 roku...

8

Grande Espectacolo El Clasico:

20 listopada 2004 roku FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:0 w 12 kolejce Primera Division. To był pierwszy Klasyk Franka Rijkaarda. Holenderski trener miał szczęście, trafił na okres, w którym trenerem Realu był Mariano Garcia Remon a w osiemnastce meczowej mieścili się tacy zawodnicy jak Francisco Pavon, Albert Celades, Santiago Solari czy Alvaro Mejia. Po 28. minutach na Camp Nou było 0-0. Wówczas ogromne nieporozumienie Roberto Carlosa i Ikera Casillasa, wykorzystał Samuel Eto’o. Kameruńczyk przejął piłkę na linii pola karnego gości, minął bramkarza Realu i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie. Trzy minuty przed przerwą gospodarze powiększyli przewagę. Po pięknej akcji na listę strzelców wpisał się Giovanni Van Bronckhorst. Kwadrans przed końcem meczu "Blaugrana" postawiła "kropkę nad i". Bramkę z rzutu karnego zdobył Ronaldinho. ,,Przed tamtym meczem całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Spytałem Ronaldinho: „Hej, czarnuchu, dobrze się czujesz?”, na co on odpowiedział, że chyba zaraz umrze. Ani Roberto Carlos, ani Iker nie spodziewali się, że odbiorę im piłkę i strzelę gola. Jak wróciłem do domu, pomyślałem sobie: „To był pierwszy mecz, w którym zagrałem jak prawdziwy profesjonalista”- tak oto wspominał po meczu bohater tego meczu- Samuel Eto’o. Sezon 2004/2005 Barcelona zakończyła na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Drugi Real wyprzedziła o cztery "oczka". Gdyby nie zwycięstwo na Camp Nou, tytuł mógłby trafić do stolicy Hiszpanii.



@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@patataj
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi

0

@Bobo25 Akurat to nie ja doliczam, tylko książka tak podaje

0

@Don Lucas Wiesz kim był Just Fantaine i ile strzelił goli na Mundialu? Też byś go umieścił na 7-8 miejscu? Tak jak napisałem, takich piłkarzy jak Lato jest co najmniej kilkunastu, choćby Nejedly czy Ademir!

6

(Nie)zapomniane akcje, (nie)zapomniane mecze:

20 listopada 2001 r. Marc Overmars strzelił niecodziennego gola na Anfield Road. Historyczna akcja zaczęła się od wyrzutu z autu wykonywanego przez Coco. W ciągu nieco ponad minuty wymieniono aż 29 zagrań. Ostatnie zostało skierowane przez Xaviego do Overmarsa, który strzelił gola. Była to prawdziwa akcja zespołowa, w której uczestniczyli wszyscy gracze poza bramkarzem. Doliczając 33 podania wykonane przed zagraniem z autu, Barça kontrolowała piłke przez ponad 2 minuty i podawała ją aż 62 razy. Był to gol na 1:3, dający pierwsze w historii zwycięstwo nad Liverpoolem w piątym meczu i to w Lidze Mistrzów(druga faza grupowa). ,,The Times” napisał: ,,Katalońska ekipa pokazała jak wykańcza się rywala przed kontratakiem i jak ciężko pracuje aby odzyskać kontrole nad piłką”.



@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Roni/VEB
@DaPidejpi

1

Kiedyś pani Renata(Dystanas) śpiewała ,,Za oknem ciągle deszcz i słota, smutny szary dzień". Ja natomiast stwierdzam iż za moim oknem mróz i zima tej jesieni że nawet piwo nie smakuje tak jak latem a tu w Katarze Mundial? Dziwne to wszystko, jak i ten świat dziwny...

5

Derby Barcelony:

20 listopada 1921 r. FC Barcelona rozgromiła w derbach Barcelony Espanyol 9:0! w ramach Mistrzostw Katalonii. Aż 5 goli w tym meczu strzelił genialny snajper Josep Climent Gracia. Hattrickiem popisał się legendarny Paulino Alcantara a jednego gola zdobył Vicenç Martinez. W końcowym rozrachunku FC Barcelona sięgnęła po raz 10-ty po mistrzostwo Katalonii. Królem strzelców zostali równocześnie Paulino Alcantara i Josep Climent Gracia, którzy strzelili po 19 goli każdy.



@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj

1

@wlodek54 No ja bym go umieścił zaraz za Bońkiem i Deyną ale takich piłkarzy jak Lato jest co najmniej kilkunastu, więc trzeba by układać 110 czy 120 piłkarzy...

0

@Xxxbarca4ever Ano widzisz, masz racje! Wyobraź sobie że na śmierć zapomniałem!

5

@Symson Nieco zmodyfikowałem swoją liste.
100 najlepszych piłkarzy wszechczasów według FCBparasiempre:


1 Pele, Garrincha, Maradona, Messi


2. Cruijff, Di Stefano, Wilimowski, Zidane, Eusebio, Luis Nazario de Lima


3. Zito, Puskas, Meazza, Kubala


4. Jose Nasazzi, Beckenbauer, Zagallo, Valdir Pereira, Vava, Cristiano Ronaldo, Arthur Friedenreich, Passarella, Nilton Santos, Van Basten


5. Platini, Xavi, Blankenburg, Zito, Best, Pirlo, Juan Schiaffino, Djalma Santos, Romario, Cafu


6. Angel Romano, Zizinho, Gento, Jaszyn, Vladimir Beara, Hector Scarone, Matthias Sindelaar, Matthaeus, Gullit, Puyol, Ronaldinho


7. Jose Pedro Cea, Fachetti, Francescoli, Ricardo Zamora, Mazzola, Rijkaard, Henry, Iniesta, Busquets


8. Robert Charlton, Zico, Maldini, Redondo, Sandor Kocsis


9. Josef Bican, Arsenio Erico, Leonidas, Luis Suarez Miramontes, Baresi, Roberto Carlos, Deschamps, Daniel Alves


10. Schwarzenberg, Pedro Petrone, Hector Scarone, Vogst, Gunter Netzer, Luis Monti, Gordon Banks, Dino Zoff, Batistuta, Koeman, Pique, Luis Alberto Suarez
11. Raimundo Orsi, Gianni Rivera, Raymond Kopa, Gaetano Schirea, Jairzinho, Wim Suurbier, Karl Heinz Rummenigge, Rudolf Vöeller, Gento, Modrić, Benzema, Neymar, Robert Lewandowski


12 Jose Leandro Andrade, Zizinho, Stanley Matthews, Mario Kempes, Kazimierz Deyna, Gerd Muller, Dalglish, Roberto Baggio, Boniek, Sergio Ramos, Francesc Fabregas, Fernando Torres

0

@wojtuh10 Przepraszam, wkradł się błąd. W 1969 r. oczywiście

0

5

Czy wiecie że...

19 listopada 1959 r. Pele zdobył swojego 1000 gola w karierze. W meczu FC Santos-Vasco da Gama na Maracanie w Rio de Janeiro wykorzystał rzut karny. Gola zadedykował biednym dzieciom z Brazylii. W swojej karierze strzelił łącznie 1281 goli, lecz ten wynik jest sporną kwestią gdyż część tych bramek zdobył w meczach towarzyskich.


11

Grande Espectacolo El Clasico:

19 listopada 2005 r. FC Barcelona rozbija w Klasyku Real Madryt na Santiago Bernabeu 0:3 w ramach 12 kolejki La Liga. Duma Katalonii pod rządami Franka Rijkaarda odniosła najbardziej efektowne zwycięstwo nad Realem na wyjeździe od czasu tryumfu 0:5 w sezonie 1973/74. Holender został pierwszym w historii trenerem Barçy, który dwukrotnie wygrywał w La Liga na Santiago Bernabeu(Cruijff jako trener uczynił to zaledwie jeden raz w ośmiu spotkaniach). Wynik meczu otworzył Eto’o po podaniu debiutującego w El Clasico Messiego. Bohaterem meczu został jednak Ronaldinho, który dwoma efektownymi rajdami dobił ,,Los Blancos” w drugiej połowie. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem Blaugrany od czasu Diego Maradony, którego gole oklaskiwali kibice madryckiego klubu na Santiago Bernabeu. Dwóch z fanów Królewskich, którzy na stojąco wyrażali swój podziw dla umiejętności Ronaldinho, stało się celebrytami. Byli bohaterami komiksów w gazetach, wywiadów dla prasy i telewizji.



@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@Symson
@Lionel_Messi10

10

Legendarne mecze, legendarne postacie:

19 listopada 1911 r. FC Barcelona gromi na Camp del Carrer de Industria, FC Catale 17-0! w ramach Mistrzostw Katalonii. Mało tego, 8 goli(!) w tym meczu strzela legendarny napastnik Jose Rodriguez Vasquez, znany bliżej jako Pepe Rodriguez. Jest tylko jeden piłkarz w historii Blaugrany, który strzelił więcej goli od Pepe w meczu o stawke a mianowicie Joan Gamper(9 goli). Jest to jedno z najwyższych zwycięstw w historii klubu. Mimo tego Duma Katalonii zajęła tylko 3 miejsce w mistrzostwach ale na pocieszenie Pepe Rodriguez został królem strzelców tychże rozgrywek. Trzeba również podkreślić iż w tym meczu 4 gole strzelił…. rzekomo pierwszy Polak w Blaugranie- Walter Rozitsky.



@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj
@Sensible
@Ogorinho1974

7

@FCBparasiempre
W 1938 roku reprezentacja Polski zadebiutowała na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Niestety piekło II wojny światowej oraz lata siermiężnej komuny sprawiły, że na kolejny występ biało-czerwonych na mundialu przyszło czekać polskim kibicom 36 lat. Migracja ludów, spowodowana zawieruchą wojenną porozrzucała wielu naszych rodaków po całym świecie. Dzięki temu jeden z obiecujących, przedwojennych talentów polskiej piłki zagrał na światowym czempionacie w 1950 roku. Reprezentował Stany Zjednoczone. Poznajcie jego historię. Adam Wolanin, bo o nim mowa, urodził się 13 listopada 1919 roku we Lwowie. Wychowywał się w dzielnicy Łyczaków. W czasach, gdy Lwów znajdował się pod zaborem austro-węgierskim, policjanci często uganiali się za miejscowymi chuliganami z okrzykiem „betyar” na ustach. Było to słowo oznaczające w języku węgierskim „awanturnika”. Określenie to tak przypadło do gustu miejscowym, że w późniejszym czasie sami zaczęli dumnie nazywać siebie „batiarami”. Łyczaków pełen był właśnie takich batiarów, ulicznych bardów czy włóczęgów. W ich towarzystwie dorastał i hartował swój charakter młody Wolanin. W późniejszym czasie zaowocowało to nieugiętą postawą na boisku. Dziennikarze i kibice często określali go mianem „Dziecka Łyczakowa”. Jego nieustępliwość i wola walki była charakterystyczna dla mieszkańców tej dzielnicy. W latach 30. nikt poważny nie wiązał jeszcze swojej przyszłości z futbolem. Piłka nożna stanowiła formę zabawy i rozrywki, ale w żadnym wypadku nie była źródłem utrzymania. Wolanin kształcił się więc na mechanika, by mieć jakikolwiek fach w ręku.

Młody lwowiak, który chciał zostać piłkarzem, stawał przed nie lada trudnym wyborem. Pogoń czy Czarni? W mieście na poważnie liczyły się tylko te dwa kluby. Wolanin wybrał „Pogoniarzy”. Od czasów juniorskich przejawiał ogromny talent. Co prawda nie imponował warunkami fizycznymi i siłą (mierzył 168 cm), ale nadrabiał to boiskowym sprytem i charakterem. Szybko zauważono jego talent strzelecki. Pod bramką przeciwnika wykazywał się intuicją godną najlepszych napastników. Między innymi dzięki jego wspaniałej postawie, juniorzy Pogoni wywalczyli w 1937 roku wicemistrzostwo Polski juniorów. W finale lwowiacy musieli uznać wyższość Wisły Kraków, z którą przegrali 0:1. W barwach „Białej Gwiazdy” zagrali m.in. Jerzy Jurowicz i Mieczysław Gracz, powojenni reprezentanci Polski. Wicemistrzostwo kraju dla młodych „Poganiaczy”, jak pieszczotliwie nazywano drużynę z Kresów, zbiegło się w czasie z problemami ich starszych kolegów. W 1936 roku Pogoń zakończyła rozgrywki ligowe na szóstym miejscu. Następna kampania ligowa rozpoczęła się jeszcze gorzej. W siedmiu pierwszych meczach zespół prowadzony przez trenera Ludwika Szabkiewicza zdobył zaledwie jedną bramkę. W tej sytuacji postanowiono sięgnąć po uzdolnioną młodzież. Do drużyny seniorów promowano: Adama Wolanina, Władysława Bałę, Kazimierza Gamskiego, Piotra Drehera, Stanisława Szmyda, Tadeusza Jedynaka i Eustachego Poticha. Już w następnej kolejce Pogoń pokonała ŁKS 2:1. Wolanin zaś mógł rozwijać swój talent u boku takich piłkarzy jak Michał Matyas, Spirydon Albański czy Alfred Zimmer. Swojego debiutanckiego gola w 1 lidze zdobył w meczu przeciwko Cracovii 17 października 1937 roku. Pogoń zakończyła sezon ponownie na 6 pozycji. W kolejnym roku „niebiesko-czerwoni” uplasowali się w tabeli o jedno miejsce wyżej. Adam Wolanin ustrzelił w tamtej kampanii siedem goli. Rok 1938 to był też czas debiutu polskiej kadry narodowej na piłkarskim Mundialu. W zespole, który pojechał do Francji, zabrakło jednak miejsca dla piłkarzy Pogoni. Co prawda pewny plac w reprezentacji miał Jan Wasiewicz, ale na dziesięć dni przed czempionatem złapał kontuzję i nie znalazł się w ekipie kompletowanej przez Józefa Kałużę. Tym samym piłkarzowi „Poganiaczy” nigdy nie udało się zagrać na najważniejszym piłkarskim turnieju. Tak uważa część historyków futbolu. Czy na pewno jest to prawdą? Do tego jeszcze dojdziemy. W ostatnim sezonie przed wybuchem II Wojny Światowej Adam Wolanin znów wykazywał się dobrą formą strzelecką. Już w meczu inaugurującym rozgrywki ligowe, ustrzelił swojego pierwszego (i jedynego) ligowego hat-tricka. Jego ofiarą padł zespół Garbarni Kraków. Do 1 września 1939 roku zdołał zgromadzić na swoim koncie sześć goli. Agresja Niemiec na Polskę przerwała dobrze zapowiadającą się karierę. Jego bilans ligowy zatrzymał się na liczbie 29 spotkań i 14 goli. Wielu upatrywało w nim następcę wielkiego Ernesta Wilimowskiego. Określano go największym talentem ostatniej dekady. Niestety te przepowiednie nie miały prawa się spełnić. Hitlerowskie czołgi, które rozorały polską ziemię, złamały życie wielu młodym ludziom. Także Wolaninowi.

17 września 1939 roku, gdy Polacy odpierali nazistowską nawałnicę, wbito nam w plecy kolejny sztylet. Na wschodnie tereny przybyła „Armia Czerwona”. Lwów przestał być polski. „Perła Kresów” znalazła się w rękach Sowietów. Rozwiązano wszelkie towarzystwa sportowe. Także Pogoń. Na ich miejsce pozakładano jednak nowe. Lokomotyw, Spartak, Dynamo… Rozpoczęła się sowietyzacja okupowanych terenów. Właśnie w jednym z takich radzieckich przeszczepów, przez jakiś czas piłkę kopał Adam Wolanin. Jego talent przykuł uwagę najeźdźców. Zainteresował się nim Spartak Moskwa. Do stolicy ZSRR udał się wraz z Bolesławem Habowskim. Ten drugi przed wojną grał w Junaku Drohobycz. Zdążył rozegrać dwa mecze w polskiej kadrze. Strzelił nawet gola Łotyszom. Reprezentowanie barw moskiewskiej drużyny nie do końca spodobało się Wolaninowi. Przynajmniej nie w takich okolicznościach. Wkrótce zaciągnął się do armii gen. Andersa. Przeszedł szlak bojowy prowadzący przez Iran, Palestynę i Afrykę. Ostatecznie trafił do Anglii. Zawód mechanika, którego wyuczył się w młodości we Lwowie, przydał mu się podczas żołnierskiej tułaczki. Służył w lotnictwie, lecz parał się nie tylko naprawianiem samolotów. Miał 709 godzin nalotu. Trzykrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. Grywał w piłkę w drużynach wojskowych. Wystąpił w noworocznym spotkaniu pomiędzy polskimi pilotami a ich kolegami z Royal Air Force. Być może Polacy odczuwali jeszcze skutki sylwestrowej zabawy, gdyż przegrali tę towarzyską potyczkę aż 0:8. Koniec wojny miał słodko-gorzki smak. Co prawda Niemcy zostali pokonani, ale Polska pozostała w łapach komunistów. W dodatku ukochany Lwów Wolanina nie znajdował się już nawet w granicach Rzeczpospolitej. „Perła Kresów” została przywłaszczona przez Stalina. „Dziecko Łyczakowa” nie za bardzo miało gdzie wracać. Jako były żołnierz armii Andersa, w Polsce Ludowej prawdopodobnie padłby ofiarą komunistycznych prześladowań. Postanowił więc zostać na Wyspach Brytyjskich jak wielu innych Polaków. Zdołał awansować do stopnia chorążego. Stacjonował w bazie sił powietrznych w Bury St. Edmund w pobliżu Ipswich. Narzeczona namówiła go, aby spróbował swoich sił w jednym z angielskich zespołów. Zgłosił się na testy do Blackpool. W debiucie strzelił pięć goli rezerwom Morecombe. Dzięki temu dano mu szansę w kolejnych meczach sparingowych. Ostatecznie znalazł się w składzie drużyny rezerw. Być może z czasem przebiłby się do pierwszego zespołu, w którym występował, chociażby Stanley Matthews. Wolał jednak wyjechać do USA, gdzie znajdowała się największa diaspora lwowiaków.

Po drugiej stronie oceanu osiadł w Chicago. Występował w klubach polonijnych. Najpierw w Chicago Maroons, a następnie w AAC Eagles. Ci drudzy grali w lokalnej lidze NSL. Jego talent został dostrzeżony przez amerykańskich działaczy, którzy montowali zespół mający wystąpić na pierwszym powojennym Mundialu w Brazylii. Wolanin jak ulał pasował do drużyny Jankesów. W jej składzie znajdowały się takie osobowości jak: Joe Gaetjens, Haitańczyk, który wystąpił jako reprezentant Stanów Zjednoczonych, nie mając nawet amerykańskiego obywatelstwa. John Macca, Belg walczący podczas wojny w ruchu oporu. Frank Wallace, żołnierz, który przesiedział 15 miesięcy w niemieckim obozie dla jeńców. Sami przyznacie, była to mieszanka osobowości, do której „Dziecko Łyczakowa” pasowało idealnie. Większość zawodników tamtej drużyny to byli jednak piłkarze, których dziś nazwalibyśmy hobby-player. Dość powiedzieć, że Wolanin znalazł się w składzie, ponieważ Ben McLaughlin nie dostał urlopu na turniej a dodatkowo miał w planach wesele. Ta zbieranina, która do Brazylii udawała się w roli dostarczyciela punktów, sprawił jedną z największych niespodzianek w historii piłkarskich Mistrzostw Świata. Za taką uznawane jest zwycięstwo z buńczucznymi Anglikami, po bramce wspomnianego Gaetjensa. Tamten mecz znany jest jako „Cud na trawie”. Historia tej potyczki doczekała się nawet ekranizacji (film nazywa się „Gra ich życia”). Adamowi Wolaninowi niedane jednak było wystąpić w tym wiekopomnym wydarzeniu. Trener William Jeffrey wstawił go do składu na inauguracyjne spotkanie z Hiszpanią. W kronice filmowej z tamtych mistrzostw widać jak Wolanin przed meczem wita się z legendarnym Telmo Zarrą. Jankesi ulegli jednak Hiszpanom 3:1, a Zarra zdobył gola pieczętującego wygraną. Szkocki selekcjoner zapewne uznał, że przed meczem z „Synami Albionu” trzeba zrobić w składzie pewne korekty. Ofiarą tych rewolucji padł Polak. Jak się okazało, posunięcia Jeffreya przyniosły oczekiwany skutek. Jego drużyna zwyciężyła z faworytem całego turnieju. W ostatniej grze przegrali jednak 5:2 z Chile i ostatecznie zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie. Wolanin mecz z Latynosami również obejrzał tylko z wysokości trybun.

Po powrocie do USA nadal mieszkał w Chicago. W mieście znanym z przetwórstwa mięsnego Wolanin założył niewielką masarnię. Nadal grywał w „soccer”. Przez jakiś czas trenował również kluby polonijne. W pierwszej reprezentacji Stanów Zjednoczonych już więcej nie zagrał. Wystąpił za to kilkukrotnie w drużynie olimpijskiej. Grał tam z innym lwowiakiem — Ukraińcem Zenonem Snylykiem. W tym czasie w kadrze Kanady grał Ostap Steckiv. Także były mieszkaniec „Perły Kresów”. „Dzieciak Łyczakowa” prowadził również niewielką restaurację. Po zakończeniu przygody z piłką Wolanin często zaglądał do kieliszka. Być może przez utraconą szansę na zrobienie większej kariery? A może z tęsknoty za ukochanym Lwowem? Trudno odgadnąć. Ostatnie lata jego życia to tajemnica. Zerwał kontakt ze znajomymi. Być może przez problem z alkoholem. Wiadomo jedynie, że zmarł w 1987 roku. W 1976 roku został wprowadzony wraz z resztą zespołu z Mundialu w Brazylii do National Soccer Hall of Fame. Ilu takim chłopakom jak on karierę złamała zawierucha wojenna? Jak potoczyłyby się jego dalsze losy? Czy dorównałby talentem Ernestowi Wilimowskiemu? Tego już nigdy się nie dowiemy. Został jedynym graczem Pogoni Lwów, który zagrał na Mundialu. Jednak ten występ to istny chichot losu.


6

Pierwszy Polak na powojennym mundialu(czytajcie w odpowiedzi na komentarz):

@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

18 listopada 1897 r. w Warszawie urodził się Tadeusz Gebethner. ,,Nigdy nie zapomnimy Tadeusza Gebethnera, tego szlachetnego człowieka, który uratował życie moje i męża. Kto jeszcze okazał tak wiele serca, tak głębokiego człowieczeństwa, tyle dobrej woli i bezinteresowności? Kto bardziej niż on zasługuje na wieczną wdzięczność i drzewko w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie?” – pytała wiele lat po wojnie ocalała Ludwika Abrahamer. Działacz sportowy, biznesmen, polityk, patriota, drukarz, wydawca, żołnierz, członek konspiracji niepodległościowej, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – to wszystko odnosi się do Tadeusza Gebethnera. Mimo tak wielu aktywności znalazł także czas na całkiem imponującą karierę piłkarską. Pochodził ze znanej warszawskiej rodziny księgarzy, a sport był mu bliski od zawsze. Jako nastolatek grywał w klubie Stella Warszawa, działającym przy Warszawskim Kole Sportowym. 8 października 1915 r. w lokalu jego matki przy ul. Zgoda 12 w Warszawie razem z grupą kolegów ze Stelli (w tym z braćmi Janem i Wacławem) założył klub Polonia Warszawa i został jego pierwszym prezesem (miał wtedy niespełna 18 lat). Grę dla Czarnych Koszul godził z nauką w Wyższej Szkole Handlowej (dzisiejsza SGH). W październiku 1918 r. rzucił to wszystko i został żołnierzem odradzającej się po 123 latach zaborów Polski. Walczył w 1920 r. z bolszewikami w słynnym 5. Pułku Ułanów Zasławskich. Do futbolu wrócił po wojnie, kiedy to ze swoją Polonią promował polskość na Górnym Śląsku, tuż przed ustanowionymi przez Ligę Narodów plebiscytami. Znalazł się w gronie założycieli Polonii Bytom, zyskał nawet miano jej honorowego prezesa. Podczas pierwszych pełnych rozgrywek o mistrzostwo Polski w piłce nożnej Polonia Warszawa zajęła drugie miejsce, a Tadeusz Gebethner był kapitanem drużyny wicemistrzów. Karierę piłkarską zakończył w 1925 r. w wieku 28 lat po 137 meczach dla Polonii. Od tej pory skupiał się na pracy w rodzinnym przedsiębiorstwie, jednak grywał od czasu do czasu w meczach oldboyów i działał na rzecz swojego ukochanego klubu. Jako ochotnik walczył w kampanii wrześniowej, a w czasie okupacji cały czas był aktywny w konspiracji. W swoim mieszkaniu przy ul. Śniadeckich 32 przez dwa lata ukrywał trzyosobową żydowską rodzinę Abrahamerów, która szczęśliwie doczekała końca wojny na Węgrzech (w 1981 r. dostał za to od Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata). Była to niestety nagroda wręczona pośmiertnie, ponieważ Tadeusz Gebethner zginął w Powstaniu Warszawskim. Jako zastępca dowódcy I kompanii 3. Batalionu Pancernego AK „Golski” (pseudonim „Gustaw”) 1 września 1944 r. został ciężko ranny, co skończyło się amputacją ręki i nogi. Po upadku Powstania trafił do Stalagu XI A 341 w Altengrabow niedaleko Magdeburga. Fatalne warunki sanitarne i brak odpowiednich lekarstw sprawiły, że Tadeusz Gebethner nie „wylizał” się ze swoich ciężkich ran i zmarł.



@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB

12

Wybitne legendy Katalońskiej Dumy:

18 listopada 1926 r. urodził się Estanislao Basora, wybitny hiszpański skrzydłowy. Do Barcelony trafił w 1946 r. z Manresy. W pierwszym sezonie zarabiał ogromną jak na ówczesne czasy sume 35 tys. Peset. W 1949 r. jego ojciec został zastrzelony dubeltówką przez swojego pracownika z fabryki tekstyliów. Krótko potem Estanislao zadebiutował z golem przeciwko Irlandii w reprezentacji oraz strzelił hattricka przeciwko Francji w Colombes w ciągu 12 minut. Po tym drugim spotkaniu zyskał przydomek ,,potwora z Colombes’’. W latach 1952-54 grał w Blaugranie wraz ze swoim bratem Joaquinem. W 1956 r. trener Plattko nie wystawiał go w składzie i Basora otrzymał propozycje przejścia do Realu Madryt. Mimo trudnej sytuacji wolał jednak trafić na krótko na wypożyczenie do Lleidy aby niedługo po tym wrócić do Barçy. Był członkiem ,,Grupy przyjaciół’’- piłkarzy Blaugrany, którzy cieszyli się z samej możliwości gry w piłke a nie tylko ze zdobywanych trofeów. Estanislao Basora uważany jest za jednego z najlepszych skrzydłowych świata lat 40-tych i 50-tych. Z Dumą Katalonii zdobył 4 Mistrzostwa Hiszpanii i również 4 Puchary Hiszpanii. Basora był też ostatnim żyjącym członkiem najsilniejszej linii ataku, do której w swojej wspomnieniowej piosence(,,Temps era temps’’) nawiązywał Joan Manuel Serrat, znany hiszpański muzyk.



@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@Pawel13sz

6

FC Barcelona bez historii jest jak człowiek bez pamięci:

18 listopada 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w historii mecz na wydzierżawionym boisku Camp del Hotel Casanovas. Przeciwnikiem był Hispania Athletic Club, zwany ,,czerwonym teamem" ze względu na kolor strojów w jakim występowali przeciwnicy. W meczu tym nie mógł wystąpić legendarny napastnik i jednocześnie ikona Blaugrany- Joan Gamper, z powodu ciężkiej choroby. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym ale najważniejsze było to iż boiskowe wydarzenia oglądało około 4 tysięcy osób, z czego tysiąc na siedząco. Tak wysoka frekwencja wynikała z masowego wysyłania zaproszeń przez sekretarza FC Barcelony. Spośród obecnych w loży honorowej znaleźli się między innymi prezesi Katalońskiego Stowarzyszenia Gimnastyki oraz Klubu Bicyklowego- dwóch najpopularniejszych organizacji sportowych tamtej epoki. Ponieważ nie był to obiekt spełniający wszystkie warunki, lecz zaledwie plac do rozgrywania meczów, jako szatnie piłkarze musieli wykorzystywać pokoje hotelu Casanovas, z czym wiązały się wielkie niedogodności. Do mycia mieli tylko miednicę a poza tym każdy z zawodników musiał przynosić z domu własny ręcznik. Piłkarze nie mieli też napojów by muc uzupełniać płyny w przerwie meczu i w efekcie dzielili się cytrynami, pijąc z nich sok, którym gasili pragnienie. Tak oto wyglądały pionierskie czasy futbolu.



@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@patataj

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?