0

O kurka wodna! Nasza kochana Igunia przegrała z Sabalenką!? Jak to się mogło stać?

0

FC Barcelona zagra z Manchesterem United w 1/16 Ligi Europy? Niezbadane są wyroki Boskie! Nie dalej jak 10,11 lat temu Barcunia grała z Manchesterem w finale Champions League a teraz taka degradacja takich futbolowych firm! No cóż, teraz to jak spadać to z wysokiego konia! Przynajmniej nie będzie wstydu jak z Eintrachtem...

1

@fcbarcafan19 No właśnie! Idealnie to ująłeś a ja na to nie wpadłem...

0

@kulek22 Koniec świata! Szkoda k***a że jeszcze nie po chińsku!

0

@Lionel_Messi10 Ale zdajesz sobie sprawe że słowo ,,sempre" jest z włoskiego języka?

0

@kulek22 Z tego co ustaliłem to słowo ,,sempre" jest z włoskiego, natomiast po hiszpańsku na zawsze brzmi ,,siempre", więc nie czaje dlaczego napis był po włosku? Ależ to poplatane te języki...

0

@Lionel_Messi10 No tak ale tam było napisane ,,sempr''. Czy to jedno i to samo?

0

@Kaamilos87 No nie żartuj!

0

@Danger204 mój nick oznacza FCB na zawsze. A co to znaczy btw?

0

Kochani cules, co oznaczał napis ,,sempr 3" na wczorajszych koszulkach Barcuni?

6

@FCBparasiempre
Mimo że rozgrywki klubowe stają się coraz bardziej prestiżowe niż zmagania drużyn narodowych, to zdobycie ze swoją reprezentacją Pucharu Świata wciąż jest dla każdego zawodnika największym piłkarskim marzeniem. Jakie uczucie towarzyszy podniesieniu tego złotego trofeum? Wiedział to najlepiej Silvio Gazzaniga – twórca współczesnego, bardzo dobrze nam znanego pucharu. Włoch zmarł 31 października 2016 r., pozostawiając po sobie prawdziwe dzieło sztuki. 1970 rok, gorący czerwcowy dzień. Carlos Alberto odebrał właśnie wywalczony przed chwilą Puchar Świata. Wygrana podopiecznych Mario Zagallo w finale z Włochami 4:1 spowodowała, że Canarinhos po raz trzeci w swojej historii okazali się najlepszą reprezentacją globu. Oznaczało to również, że najcenniejsze piłkarskie trofeum stało się ich własnością już na zawsze. W 1971 roku władze FIFA zorientowały się, że nie mają już swojego pucharu, o który walczyć miały wszystkie reprezentacje. Należało stworzyć nowy. Związek nie chciał jednak narzucać z góry projektu, dlatego postanowił zorganizować konkurs i w takiej formie wyłonić najlepszy pomysł. Do rywalizacji przystąpiło pięćdziesięciu trzech rzeźbiarzy z siedmiu państw. Zwycięzca okazał się nieco zaskakujący. Wygrał pomysł Silvio Gazzanigi, pięćdziesięcioletniego Włocha z Mediolanu, który reprezentował małą firmę Bertoni Milano(dziś: GDE Bertoni), mającą swoją siedzibę na przedmieściach stolicy Lombardii. ,,Ukryłem się w mojej pracowni, która znajdowała się wśród mieszkań mediolańskich artystów i od razu zabrałem się do roboty” – wspomina początki pracy nad nowym pucharem. Gazzaniga urodził się właśnie w Mediolanie, 23 stycznia 1921 roku. Jego dzieciństwo przypadło więc na lata międzywojenne. Jako nastolatek zaprojektował swój pierwszy medal. Następne trzy dekady spędził na pracy z kamieniami szlachetnymi. Tworzył też puchary dla sportów narciarskich. W swoim rodzinnym mieście uczęszczał do szkół artystycznych, w których specjalizował się na złotnika i jubilera. Po wybuchu drugiej wojny światowej rozpoczął swoją karierę jako rzeźbiarz: medali, pucharów i innych dekoracji. W latach 50. nawiązał współpracę z firmą Bertoni, gdzie wkrótce został dyrektorem artystycznym. Kiedy tylko Silvio dowiedział się o konkursie zorganizowanym przez władze FIFA, od razu zabrał się do pracy. Zamknął się na tydzień w pracowni i tam próbował realizować powstałe w głowie pomysły. ,,Trofeum Rimeta było doskonałym przykładem na to, jak wyobrażano sobie puchar w końcówce ubiegłego stulecia. Mój projekt był za to dobrym przykładem na to, jak trofeum powinno wyglądać w wieku dziewiętnastym”.- wspominał Silvio. Nowy puchar przedstawiał dwóch piłkarzy, unoszących ręce do góry w geście triumfu, a nad nimi ziemski glob. Po pomyślnym zakończeniu prac, Gazzaniga był zadowolony ze swojego dzieła, jednak nie wierzył w wygraniu konkursu. Stworzył gipsowy model, ponieważ wiedział, że na papierze nie zostanie odpowiednio zrozumiany. Żyjąc w „prehistorycznych” czasach, w których nie funkcjonowały jeszcze e-maile, musiał czekać na rozstrzygnięcie bardzo, bardzo długo. W końcu, po ciągnących się w nieskończoność miesiącach, dostał odpowiedź od FIFA: zwycięzca. ,,Fifa traktowała trofeum Julesa Rimeta jak drogocenny klejnot. Ten puchar był nim naprawdę ale w 1971 roku organizacja, w obawie przed erą telewizji, chciała czegoś bardziej fotogenicznego, delikatnego i dobrze wyglądającego na ekranie – nowego symbolu, na koniec stulecia… cennej rzeźby a nie kanciastego klejnotu” – Gazzaniga o wyborze jego projektu.

Pierwszym piłkarzem, który dostąpił zaszczytu uniesienia nowego Pucharu Świata po zwycięskim finale, był Franz Beckenbauer. Dokonał tego 7 lipca 1974 roku, kiedy to Republika Federalna Niemiec pokonała w ostatnim meczu Holandię 2:1. Od tamtej pory, w takich sytuacjach mogliśmy oglądać największych zawodników w historii futbolu. Począwszy od Diego Maradony, przez Zinedine’a Zidane’a, Ikera Casillasa, aż po Philippa Lahma, kapitana mistrzów świata z 2014. Dla Gazzanigi najbardziej wyjątkowy był oczywiście moment, w którym do góry podniósł puchar Beckenbauer: ,,Ten pierwszy raz, dla mnie, był wszystkim. Był tym jedynym.” Lata trzydzieste ubiegłego wieku to dla Gazzanigi ciężki okres, głównie ze względów ekonomicznych. Stąd też nie był świadkiem dwóch mundialowych triumfów reprezentacji Włoch, która zdobywała mistrzostwo w roku 1934 oraz 1938. Jego pierwszym złotym medalem, tak naprawdę był ten z 1982 roku, kiedy Italia po raz trzeci w swojej historii okazała się najlepszą drużyną świata. Po zwycięskim finale Silvio patrzył, jak Dino Zoff unosi nad głowę puchar. Jego własny puchar. Dwadzieścia cztery lata później to samo uczynił inny wielki włoski bramkarz – Gianluigi Buffon. O co dokładnie walczą piłkarze co cztery lata? Trofeum Gazzanigi ma 36.5 cm wysokości, dodatkowo stoi na trzynastocentymetrowej podstawie, którą stanowią dwa pierścienie z malachitu i jedna złota obręcz między nimi. Cały puchar waży trochę ponad sześć kilogramów. Dwaj cieszący się zawodnicy i podtrzymywany przez nich ziemski glob – wykonane są z osiemnastokaratowego złota. Swój pomysł najlepiej oddał sam Silvio: ,,Siła, energia, intensywność, dynamika, brutalność, zwinność, szybkość, sukces, zdobycz, zwycięstwo, triumf. Wszystko to musiało otaczać i obejmować świat, który znajduje się ponad wszystkimi i każdym pojedynczym człowiekiem.” Na wspomnianej podstawie widnieje napis „FIFA World Cup”. Po mundialu w 1994 roku dodano na dole płytkę, na której wygrawerowane są nazwy kolejnych zwycięzców, wraz z rokiem triumfu. Wszystko zapisane jest w ojczystym języku mistrzów (np. „1974 Deutschland” czy „1994 Brasil”). Co ciekawe, przepisy FIFA wykluczają już zabranie pucharu na stałe przez drużynę, która wygra mistrzostwo trzy razy. Takiej sztuki dokonali Niemcy, kiedy w 2014 roku udało im się pokonać w finale Argentynę (wcześniej zwyciężali w 1990 roku i w 1974). Kolejni mistrzowie muszą zadowolić się jedynie repliką z brązu. Chyba władze FIFA nie wierzą, aby ktoś mógł stworzyć piękniejsze trofeum niż to Silvio Gazzanigi. Sam Gazzaniga niestety już nigdy nie zaprojektuje bardziej okazałego pucharu. Niestety Włoch odszedł od nas 31 października 2016 r. Pozostawił po sobie jednak nie tylko opisane w tekście trofeum. Stworzył ich o wiele więcej.

Puchar UEFA (dziś wręczany za zwycięstwo w Lidze Europy), Superpuchar Europy oraz wiele innych, mniej znanych, które przyznawane są w różnych dyscyplinach sportu (chociażby Baseball World Cup czy trofea siatkarskie). Wszystkie są dziełem Silvio. Z tego powodu nadano mu przydomek „Mr. Cups”. Nie ma jednak wątpliwości, że w historii futbolu zostanie zapamiętany jako twórca prawdopodobnie najpiękniejszej piłkarskiej nagrody i jednocześnie tej najwartościowszej. ,,Gdybym kiedyś musiał jeszcze raz stworzyć ten puchar, to nie wprowadziłbym żadnej zmiany w stosunku do oryginału. fakt, że trofeum przetrwało do dzisiaj, w świecie ciągle zmieniającej się mody, jest najlepszym hołdem dla pięknych symboli i uniwersalnych praw, które były inspiracją dla mojego dzieła. zawodnicy mogą go dotknąć, wygrać raz albo dwa, jeżeli im się poszczęści ale puchar świata FIFA jest mój na zawsze – to ja jestem prawdziwym zwycięzcą.”- tak to ujął Silvio.

6

1

@GeneralXavi O prosze! To tego też nie wiedziałem! No to ciekawe historie plecie nam ten futbol...

1

Troche wstyd, ponieważ nie miałem zielonego pojęcia że Gerard Pique rozegrał w barwach Realu Saragossa bodaj 22 mecze. Wczoraj wspomniał o tym pan Leszek Orłowski. Oczywiście to że grał w Manchesterze United to jak najbardziej wiedziałem ale że był wypożyczony do Realu Saragossa to nie miałem pojęcia. Nigdy nie sprawdzałem jego kariery...

13

Przełomowe wydarzenia w historii Dumy Katalonii:

6 listopada 1991 r. Jose Maria Bakero strzelił słynnego gola w Kaiserslautern. Do 89 minuty Barça była za burtą rozgrywek Pucharu Europy. Przegrywała 3:0 z mistrzem Niemiec i nic nie wskazywało na to iż może strzelić upragnionego gola, który da awans do fazy grupowej. Niestety dla gospodarzy niemiecki pomocnik Haber w niegroźnej sytuacji sfaulował obrońcę Blaugrany Miguela Nadala. Wówczas Koeman wstrzelił piłke w pole karne, gdzie niski ale świetnie grający głową Bakero wyskoczył pomiędzy obrońcami Kaiserslautern i skierował piłke do siatki. Jeszcze w doliczonym czasie gry Niemcy mieli szanse na odwrócenie losów dwumeczu, lecz Zubizarreta obronił strzał głową Habera. FC Barcelona dzięki awansowi do pierwszej w historii fazy grupowej Pucharu Europy uczyniła pierwszy krok ku zdobyciu tego trofeum. ,,Bez pomocy Boga nie dojdzie się do niczego. Graliśmy najgorsze spotkanie w tym sezonie ale szczęście było przy nas. Teraz wierzę w zdobycie Pucharu Europy”- powiedział po meczu szczęśliwy Cruijff. Ja jeszcze tylko przypomnę że w tamtym sezonie debiutował w europejskich pucharach meczem z Hansą Rostock Josep Guardiola.


@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson

5

Wprawdzie wczoraj Robert spartolił w niewytłumaczalny sposób rzut karny, jednak najważniejsze że wygraliśmy i godnie pożegnaliśmy Gerarda Pique. Wszyscy cules dziękujemy ci z całego serca za wszystkie chwile radości i za charakter kapitana. Powodzenia legendo!

0

Ten cały Osimen jest bardzo dobry, właśnie mam okazje oglądać go na Elevenie. Ciekawe jakby się sprawdził w naszej Barcuni?

1

@kubix05 A tak, tak. Coś mi się ubzdurało że to 61 rocznik a to jednak 52!

8

@FCBparasiempre
60 lat kończy dziś Oleh Błochin, ukraiński skrzydłowy i napastnik; 2-krotny Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów-1975 i 1986 ; 2-krotny Zdobywca Superpucharu Europy-1975 i 1986 oraz Zdobywca Złotej Piłki France Football-1976


Starsi kibice wciąż mają przed oczyma cudowne rajdy po lewym skrzydle tego zawodnika Dynama Kijów. Nie pędził na zabój, nigdy nie tracił orientacji, widział piłkę, rywali i kolegów z drużyny. Piłkę trzymał krótko przy nodze, rozglądał się, szukał miejsca, przygotowywał plan. A potem ruszał ze zwodem w lewo lub prawo, gubił przeciwników, znakomicie dryblował i zakładał siatki przeciwnikom. Miał swój ulubiony trick-piłkę puszczał w lewo, obiegał obrońcę po prawej i błyskawicznie doganiał futbolówkę. Biegał przecież setkę po niżej 11 sekund i mało kto potrafił go doścignąć. Uwikłany w drybling wpadał między kilku rywali i kiedy wydawało się że już się nie wymknie nagle składał się do uderzenia i piłka leciała jak pocisk a odpowiednio nadana rotacja powodowała iż wpadała prosto w okienko. Bramkarze przeważnie bezradnie rozkładali ręce. Nad rozentuzjazmowanymi trybunami stadionu w Kijowie roznosił się chóralny krzyk: ,,Mołodiec’’. Taki był Błochin-piłkarski internacjonał, bohater ukraiński i posiadacz tytułu Zasłużonego Mistrza Sportu ZSRR. Na piłkę nożną skazał go nie przypadek ale rodzony ojciec, który był najpierw piłkarzem a potem trenerem i działaczem piłkarskim. Zapisał 10-letniego Olega do szkółki przy Dynamie Kijów. Tam szlifowano talent szczupłego, szybkiego jak gazela chłopca z Kijowa. Dynamo było wówczas kuźnią talentów i renomowaną firmą, która jako jedyna z terenu Ukraińskiej Republiki brylowała w radzieckiej lidze gromiąc najlepsze rosyjskie kluby z Moskwy. Oleg zadebiutował w Dynamie jako 17-latek! w 1969 r. i grał w tym klubie nieprzerwanie 19 lat do 1988 r. Był ulubieńcem słynnego ukraińskiego trenera Walerego Łobanowskiego. Dla Dynama strzelił 211 goli i zdobył 8 tytułów mistrza ZSRR oraz pięciokrotnie zostawał królem strzelców. Jednak nie spełnił swoich ambicji grając w reprezentacji ponieważ w owych czasach drużyna radziecka zdobyła zaledwie 2 brązowe medale na igrzyskach olimpijskich. Świat zakochał się w Błochinie w sezonie 1974/75 uznanym potem za najlepszy w jego karierze. Wówczas w finale Pucharu Zdobywców Pucharów Dynamo grało z budapesztańskim Ferencvarosem a Oleg od pierwszej minuty błyszczał jak brylant. Organizował ataki, pomagał w obronie, dyrygował kolegami. Węgrzy zostali zepchnięci do defensywy i Dynamo cały czas przeważało. W 18 minucie po akcji Błochina gola zdobył Oniszczenko. Ten sam zawodnik poprawił w 39 minucie a kropkę nad ,,i’’ postawił sam Oleg po pięknej akcji lewą stroną gdy huknął nie do obrony w 67 minucie. Piłkarska Europa bagatelizowała ten finał. Ot dwie drużyny zza żelaznej kurtyny stoczyły bratobójczy pojedynek. Komentowano wówczas że ekipa Dynama w Meczach o Superpuchar Europy z najeżonym gwiazdami zdobywcą Pucharu Mistrzów Bayernem Monachium będzie bez szans. Już pierwsze spotkanie w Monachium pozbawiło Niemców złudzeń. Błochin osobiście załatwił sprawę i po jego golu goście wygrali 1-0. Na rewanż w Kijowie Bayern przyjechał w najsilniejszym składzie, nastawiony bojowo ale miny niemieckich gwiazd nieco zrzedły na widok pełnych trybun kijowskiego stadionu. Zasiadało tam wówczas 100 tys. kibiców w szarych smutnych ubraniach ale fanatycznie zaangażowanych w doping swojej drużyny. Idolem trybun był rzecz jasna Oleg Błochin. Pięknie podziękował kibicom za składane mu hołdy strzelając 2 gole w tym rewanżu i tryumfując z Superpucharem Europy. Po meczu trener Bayernu stwierdził iż Błochin jest najlepszym lewoskrzydłowym na świecie. Tę opinię potwierdzili uczestnicy plebiscytu ,,France Football’’ przyznając ukraińskiemu piłkarzowi tytuł najlepszego na Starym Kontynencie i Złotą Piłkę za 1975 r. Jak smakuje Puchar Zdobywców Pucharów jeszcze raz skosztował Oleg w 1986 gdy jego Dynamo wygrało w Lyonie z Atletico Madryt 3:0. Mecz był wyrównany do 86 minuty. Co prawda Dynamo po golu Zawarowa z 4 minuty prowadziło ale Atletico cały czas niebezpiecznie atakowało i co chwila groźba strzelenia bramki wisiała w powietrzu ale do momentu, kiedy Błochin w swoim stylu zwiódł obrońców i strzelił gola. 2 minuty później poprawił jeszcze Jewtuszenko i było po zawodach.


Dwa lata później Oleg jako pierwszy piłkarz ZSRR dostał zgodę na wyjazd do zagranicznego klubu. Gdyby stało się to kilka lat wcześniej to miałby otwartą drogę do najlepszych europejskich firm lecz w wieku 34 lat był już u schyłku kariery i dobre piłkarskie marki już się o niego nie biły. Trafił do Austriackiego Vorvarts Steyr a piłkarską karierę zakończył w cypryjskim Arisie Limmasol w 1990 r. Na kilka lat przeniósł się do Grecji gdzie pracował jako trener w Pireusie(Olympiacos i Ionocos) i Salonikach(PAOK). W 2003 roku Błochin został trenerem reprezentacji Ukrainy i na mistrzostwach świata w Niemczech doprowadził swoich podopiecznych do ćwierćfinału. Jednak w 2007 roku po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy podał się do dymisji. W kwietniu 2011 r. ponownie powołano go na selekcjonera narodowej reprezentacji. Ukraina jako współgospodarz Euro 2012 nie zdołała wyjść z bardzo silnej grupy i po mimo jednego zwycięstwa odpadła po fazie grupowej jednak Błochina nie zwolniono z tego powodu. 25 września 2012 r. Oleg Błochin został trenerem swojego Dynama po czym w październiku 2012 przestał pełnić funkcję selekcjonera reprezentacji Ukrainy. Ukraiński bohater, słynny ,,mołodiec’’ bez wątpienia przeszedł do historii futbolu jako jeden z najlepszych skrzydłowych świata a kto wie czy nie najlepszy?

8

@FCBparasiempre
5 listopada 1980 r. Widzew Łódź wyeliminował Juventus Turyn! Po dramatycznym rewanżu i konkursie rzutów karnych czerwono-biało-czerwoni awansowali do kolejnej rundy Pucharu UEFA kosztem Juventusu Turyn. Dwa tygodnie wcześniej widzewiacy zszokowali piłkarski świat, pokonując u siebie wielki, naszpikowany gwiazdami Juventus Turyn 3:1. To była dopiero trzecia kampania europejska czerwono-biało-czerwonych i choć Widzew dwa lata wcześniej w pierwszej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował po dwóch remisach Manchester City, tak spektakularnego i pewnego zwycięstwa na arenie międzynarodowej jeszcze nie odniósł. Oczywiście zwycięstwo w pierwszym meczu nie dawało jeszcze awansu, ale łodzianie mogli poważnie myśleć o tym, żeby wyeliminować europejskiego giganta. - Wiedzieliśmy, że będzie ciężko. W Juventusie grała wówczas połowa reprezentacji Włoch. Ale mieliśmy świadomość, że możemy coś ugrać - wspomina po latach nastroje zespołu przed rewanżem Andrzej Grębosz, strzelec pierwszego gola w Łodzi. - Gdybym nie wierzył w sukces, poprosiłbym trenera o niewystawienie mnie do gry - powiedział włoskiej telewizji Zbigniew Boniek, cytowany również przez "Sport". Od początku meczu w Turynie emocji nie brakowało. Obie drużyny miały swoje okazje, choć to gospodarze byli bliżej zdobycia bramki. Obili nawet poprzeczkę bramki strzeżonej przez Józefa Młynarczyka. Mocno dawał się łodzianom we znaki Marco Tardelli. I to właśnie on, tuż przed przerwą, otworzył wynik. Mało tego. Zaraz po zmianie stron turyńczycy prowadzili już 2:0, a w kolejnych minutach mogli nawet wyżej! Nadzieję gościom dała dwójkowa akcja Bońka i Marka Pięty zakończona golem tego drugiego. Odpowiedź Włochów przyszła już dwie minuty później. Wynik na 3:1 ustalił w 61. minucie Liam Brady. Do końca regulaminowego czasu gry rezultat meczu nie uległ zmianie, co oznaczało dogrywkę. W niej Juventus dominował, ale nie przełożył tego na kolejne trafienia. O awansie do 1/16 finału Pucharu UEFA zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Jego bohaterem okazał się Młynarczyk, który wybronił dwie pierwsze "jedenastki" Starej Damy. Jego koledzy, strzelcy nie mylili się i ostatecznie po pewnym trafieniu Bońka łodzianie wygrali 4:1 i dopełnili sensacji, eliminując z dalszej gry Juventus.

- Oprócz rywala była jeszcze jedna mała przeszkoda - w postaci sędziego. Nie uznał nam prawidłowo bramki, przez cały mecz delikatnie faworyzował gospodarzy. Nie było łatwo - przypomina wizytę w Turynie Grębosz. Jakby na potwierdzenie jego słów po meczu Gaetano Scirea przyznał kolegom w szatni, że w pierwszej połowie faulował w polu karnym Bońka, na co arbiter pozostał niewzruszony. Żadne przeciwności losu nie przeszkodziły jednak Widzewowi w odniesieniu jednego z największych triumfów w historii polskiej piłki klubowej.

– W tamtych czasach ograć Juventus to była nie lada sztuka, a my tego dokonaliśmy. Mieliśmy wielki zespół z charakterem, indywidualności, przed nikim nie klękaliśmy, to wszystko dało nam ten sukces – podkreśla dziś Młynarczyk.

Strzelcy rzutów karnych: Mirosław Tłokiński, Franco Causio (pudło), Andrzej Grębosz, Antonio Cabrini (pudło), Włodzimierz Smolarek, Liam Brady, Zbigniew Boniek.

Juventus Turyn: Dino Zoff - Antonio Cabrini, Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Antonello Cuccureddu, Marco Tardelli, Liam Brady, Pietro Fanna (91’ Vinicio Verza), Giuseppe Furino, (46’ Cesare Prandelli), Franco Causio, Roberto Bettega. Trener: Giovanni Trapattoni

Widzew Łódź: Józef Młynarczyk, Bogusław Plich (93’ Jan Jeżewski), Andrzej Grębosz, Władysław Żmuda, Andrzej Możejko, Mirosław Tłokiński, Zdzisław Rozborski, Zbigniew Boniek, Krzysztof Surlit, Marek Pięta, Włodzimierz Smolarek. Trener: Jacek Machciński


9

Na wstępie chciałbym pozdrowić gorąco wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA

Największe sukcesy polskiego futbolu(w odpowiedzi na komentarz):


@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Symson
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Sensible
@patataj

9

Blaugrana w europejskich pucharach:

5 listopada 1980 r. FC Barcelona poległa na Camp Nou 0:4 z 1. FC Köln w rewanżowym starciu 2 rundy Pucharu UEFA i odpadła z rozgrywek. Barça mimo zwycięstwa 0:1 na wyjeździe, w rewanżu u siebie doznała kompromitującej porażki. Kontuzje Sancheza i Migueliego na początku meczu kompletnie rozbiły drużynę Blaugrany. Legendarny ,,Tarzan” wrócił jeszcze na chwile na boisko jako… napastnik. Quini przeniósł się do pomocy, Asensi trafił na pozycje Alexanco a ten zastąpił… Migueliego w obronie! Kilka minut później padł pierwszy gol dla gości a Migueli chwile później ostatecznie opuścił plac gry. Przegrana kosztowała Kubale posade trenera, natomiast FC Barcelona po sezonie sprowadziła z FC Köln Schustera aby wyprowadził drużynę z kryzysu. No cóż, jak się nie raz już przekonaliśmy, nie każdy genialny piłkarz może bez problemu parać się trenerką.



@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi

15

Czy pamiętamy że:

4 listopada 2010 r. Lech Poznań pokonał Manchester City 3-1 w fazie grupowej Ligi Europy. Gole zdobyli: Dimitrije Injac 31', Manuel Arboleda 86', Mateusz Możdżeń 90' oraz Emmanuel Adebayor 51'.

Brawo Kolejorz!


@patataj
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi

12

Wybitne legendy rodzimego futbolu:


4 listopada 1925 r. urodził się Teodor Anioła, napastnik. Już od najmłodszych lat przejawiał wielki talent piłkarski. Potrafił znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, co więcej miał niesamowitą skuteczność, można powiedzieć, że strzelał więcej goli niż miał okazji. Jego kariera tak naprawdę rozpoczęła się po zakończeniu II wojny światowej. Jako 20-latek trafił do Kolejowego KS, czyli obecnego Lecha. Do dzisiaj żaden z Lechitów nie jest w stanie nawet nawiązać do jego bramkowych zdobyczy. Świetnie przywitał się z poznańską publicznością, zdobywając hat-tricka w swoim debiucie. Podczas całej swej kariery w Poznaniu strzelił 138 goli! Obecnie jest ósmym snajperem w całej historii naszej rodzimej ligi oraz trzykrotnym jej królem strzelców. Ustanowił rekord, którego do dziś nikt nie pobił. W wygranym meczu 11:1 z Szombierkami Bytom strzelił 6 goli. W okresie powojennym liga nie funkcjonowała. Lech był uznaną marką tylko na szczeblu regionalnym, w tym czasie prym wiódł inny klub z Poznania – Warta. Dopiero w 1948 roku PZPN zdecydował się na przeprowadzenie eliminacji do nowo założonych rozgrywek. W nich Anioła potwierdził swój instynkt strzelecki, w 15 występach strzelił 23 gole, które dały upragniony awans do pierwszej ligi ,,Kolejorzowi”! W swoim pierwszym sezonie na najwyższym szczeblu rozgrywek Lech zajął bezpieczną szóstą pozycje a Teodor został najlepszym strzelcem drużyny z dorobkiem 12 goli. Jego talent eksplodował jednak w kolejnych latach. Jako 24 letni zawodnik mógł pochwalić się już tytułem króla strzelców polskiej ligi. W następnych rozgrywkach powtórzył wyczyn, a jego wkład w sukces drużyny był kluczowy. Dzięki wspomnianemu wcześniej Tercetowi ABC, Lech walczył o najwyższe lokaty, znajdując się na podium tabeli, co zaowocowało brązowymi medalami. Ostatni swój tytuł strzelecki zdobył w 1951 roku, następnie Lech widocznie osłabł, stając się drużyną tylko środka tabeli. Anioła nie zdobył już żadnego indywidualnego wyróżnienia, miał silną konkurencję w lidze w postaci Pohla czy Cieślika, którzy dominowali. Mimo to, w kolejnych latach był najlepszym strzelcem swojego zespołu.


,,Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że należał do tych piłkarzy, którzy urodzili się zdecydowanie za wcześnie”– pisze Rędzioch na łamach czasopisma „Hej Lech”. – Grając dziś zyskałby z pewnością status gwiazdy i niemałe profity z tego płynące. Jedną z ciekawych sytuacji było to, że w latach 1953-1955 z wyjątkiem meczu z AKS Chorzów, żaden inny piłkarz Lecha nie potrafił strzelić gola. A trwało to aż… 596 dni! Widać, jak bezcennym piłkarzem był Anioła. Wystąpił tylko w siedmiu meczach z orzełkiem na piersi, zdobywając jedynie dwa gole w spotkaniu z NRD. Ponoć nie mógł rozwinąć skrzydeł, był stłamszony i nie mógł wpasować się w ówczesną reprezentację. Rozegrał także siedem meczów w kadrze B. W pozytywnych słowach wypowiadał się o nim Jan Rędzioch, historyk poznańskiego klubu. W 1959 roku namówiony przez działaczy Warty Poznań, zdecydował się opuścić II ligowego Lecha. Wywołał ogromny skandal, przechodząc do rywala zza miedzy. Został zdyskwalifikowany na pół roku, w tym czasie nie grał w piłkę. Klub odebrał mu mieszkanie, więc w ostatecznym rozrachunku do przenosin nie doszło. Wraz z końcem roku wrócił do Lecha. Rok później pomógł swoimi trafieniami awansować do Ekstraklasy swojemu klubowi, jednak po powrocie do niej, rozegrał tylko jeden mecz, który był pożegnalnym. Jego karierę zakończyła kontuzja, miał wówczas 36 lat. Na piłkarskiej emeryturze, próbował swoich sił jako trener rezerw w Poznaniu, równocześnie pracował jako urzędnik kolejowy. Lech w kolejnych latach nie mógł poszczycić się sukcesami a tym bardziej wyborowym strzelcem. Jego godnym następcą był Mirosław Okoński, niestety Teodor nie doczekał już czasów lubianego dzisiaj przez wszystkich „Reksia”. Zmarł 10 listopada 1993 roku. Ku pamięci Anioły, od połowy lat dziewięćdziesiątych rozgrywany jest coroczny memoriał jego imienia.


@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj

1

@iksajotien Nawet jeśli to nie pan Cichocki, to tytuł artykułu jest mocno kontrowersyjny i należało by to poddać w dużą wątpliwość, ponieważ większość się z tym tytułem nie zgadza...

12

Niechlubne potyczki Blaugrany w Lidze Mistrzów:

4 listopada 1992 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou 2:3 z CSKA Moskwa w rewanżowym meczu 2 rundy Ligi Mistrzów i odpadła z rozgrywek. Blaugrana wywiozła z Moskwy remis 1:1 a wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie błąd Guardioli w 16 minucie, po którym zdenerwowany Cruijff zdjął go z boiska. W rewanżu Katalończycy za sprawą Nadala oraz Beguiristaina szybko objeli dwubramkowe prowadzenie i byli bliscy podwyższenia rezultatu(Ferrer trafił w słupek). Gol dla gości w 44 minucie zaskoczył gospodarzy, lecz nie zapowiadał katastrofy. W drugiej połowie w przeciągu 5 minut ekipa CSKA wyszła na prowadzenie 2:3 i kontrolowała przebieg spotkania. Po raz pierwszy w historii Barça odpadła w Pucharze Europy przed półfinałami i dopiero drugi raz za kadencji trenerskiej Cruijffa nie doszła do finału europejskich pucharów. Holender stwierdził że ,,dla niego jest to jedna z tych historycznych klęsk Blaugrany, kiedy wydawało się że przeżywa wspaniałe momenty a w jednej chwili trafiła z nieba do piekła”. Dodał też: ,,Miałem wrażenie iż jesteśmy w stanie się przełamać ale tak się nie stało”. CSKA miało młody zespół ale żaden z piłkarzy nie zrobił wielkiej międzynarodowej kariery. Po wyeliminowaniu Barçy moskwianie trafili do rundy grupowej pierwszej edycji Ligi Mistrzów, gdzie zdobyli jedynie 2 punkty w sześciu spotkaniach. Co poszło nie tak w ekipie obrońców Pucharu Europy?


@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi

0

@arasz1819 To że się wyzerował to się zgodze ale z tym że nie ma znaczenia na kogo i na co miał wpływ to już niestety nie mogę się z tobą zgodzić! No ale chyba mam do tego prawo?

0

@tristan87 Chyba żartujesz?

1

@Lionel_Messi10 Bardzo fajny zawodnik, prawy obrońca, czy też skrzydłowy? jeśli się nie myle? A co się stało? Bo to byłaby nie mała strata Albicelestes na mundialu...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?