14

Wybitne postacie argentyńskiego futbolu:

16 marca 1938 r. urodził się Carlos Salvador Bilardo, były argentyński piłkarz, trener i ginekolog. Jako zawodnik pełnił funkcję pomocnika i większość swojej kariery spędził w San Lorenzo de Almagro i Estudiantes de La Plata w latach 60-tych. Bilardo z reprezentacją Argentyny wygrał mistrzostwo świata na mundialu Mexico 1986 a we Włoszech w 1990 r. wicemistrzostwo. Bilardo nazywano ,,El narigon”- Wielki nos ale Bilardo miał jeszcze coś, co wyróżniało go w futbolowym środowisku. Skończył studia medyczne i został lekarzem. Pracował w najlepszych klubach: Estudiantes , Deportivo Cali, San Lorenzo, FC Sevilla i Boca Juniors. W tych dwóch ostatnich trenował Maradone. Jest jedną z najwybitniejszych postaci argentyńskiego futbolu ale we własnym kraju doceniono go dopiero, kiedy doprowadził kolumbijskie Deportivo do finału Copa Libertadores, po czym federacja kolumbijska powierzyła mu funkcje trenera reprezentacji. Kiedy Argentyna przegrała mundial w Hiszpanii, Bilardo jako trener mistrzowskiego Estudiantes w lidze Metropolitano, stał się naturalnym kandydatem na trenera kadry i był nim przez 8 lat.

Jego szkoła futbolu nazywana „bilardizmo”, nakazywała zawodnikom wykonywanie poleceń trenera i trzymanie się nakreślonych przez niego planów meczu. Z kolei Menottismo, szkoła Menottiego dawała graczom większą swobode ale mimo tych reguł Bilardo nie ograniczał piłkarzy i Argentyna pod jego wodzą grała w Meksyku bardzo ładnie, widowiskowo, strzelała sporo goli. Kiedy już zdobyła tytuł, w szatni na Estadio Azteca Bilardo się rozpłakał i jak twierdzi w swojej książce Maradona, powtarzał tylko nazwisko swojego mistrza, słynnego, nieżyjącego wówczas trenera Estudiantes Osvaldo Zubeldii. To on jako pierwszy trener w Argentynie rozpoczynał przygotowania do meczu od zebrania informacji na temat każdego zawodnika w drużynie przeciwnika i jej stylu. Bilardo przestrzegał tych zasad i w pewnym stopniu także dzięki temu, podczas mundialu we Włoszech doszedł z Argentyną do finału. Drużyna grała wtedy znacznie słabiej niż w Meksyku. Zwykle opanowany, nie wytrzymał, kiedy w finale mundialu w Meksyku Burruchaga strzelił gola na 3:2 a wszyscy piłkarze Argentyny przez minute się cieszyli. Bilardo krzyczał na nich, przeklinał, groził, kazał cofnąć się napastnikom a wszystko to miało być jasnym przekazem: ,,Co z tego że prowadzicie jednym golem. To jest finał mistrzostw świata, do końca meczu pozostało aż 5 minut a po drugiej stronie boiska stoją Niemcy!”.

@Sysia11
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

13

Spektakularny wyczyn w dziejach polskiego futbolu:

16 marca 1983 r. na Anfield Road, FC Liverpool pokonał Widzew Łódź 3:2 w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Mistrzów i… odpadł z rozgrywek! Jeszcze w dniu rewanżu Widzew zyskał niewielką przewagę. Wcześniej poważnym problemem były kartki Andrzeja Grębosza. W związku z tym iż bohater pierwszego meczu pauzował, na jego pozycji zagrał Tłokiński a więc była to strata po części podwójna. Tyle że z drugiej strony Kenny Dalglish, lider Liverpoolu, z samego rana obudził się z potężnym bólem brzucha i mimo wysiłków lekarzy po południu ogłoszono że nie będzie w stanie zagrać. Jednak zawodnicy z Anfield sprawiali wrażenie, jakby ta informacja ich nie dotyczyła. Po fatalnym zagraniu ręką Filipczaka, gola z rzutu karnego strzelił dla gospodarzy Phil Neal. W tym okresie widzewiacy bronili się jak nigdy przedtem. Dziennikarz ,,The Times” w swojej relacji podkreślał że ,,Obrona Widzewa nie panikowała, choć po początkowym okresie, kiedy składała się z 9 zawodników, szybko przeszła do ustawienia z jedenastoma piłkarzami w okolicy własnego pola karnego. Teraz piłkarze Liverpoolu rzadko pojawiali się na własnej połowie, walili raczej nieustannie w mur białych koszulek”. Powodzenie przyniosła tradycyjna polska szkoła gry, czyli szybki atak. Graeme Souness poślizgnął się, piłke przechwycił Rozborski i od razu posłał ją do Smolarka a ten popędził na bramke Grobbelaara i został sfaulowany. Sędzia podyktował rzut karny. Souness po meczu przyznał iż był to najgorszy błąd w jego całej dotychczasowej karierze. Może wpływ na pomyłke Sounessa miała śliska murawa. Przecież jeszcze na godzinę przed meczem była kompletnie zalana. Tadeusz Świątek opowiadał że był wówczas zafascynowany systemem zupełnie w Polsce nie znanym. Kilku pracowników chodziło po boisku i wbijało w nie metalowe pręty. Wkrótce powierzchnia nadawała się do gry, była wręcz stworzona do szybkiej wymiany piłki ale i błędów, takich jak ten, który przytrafił się szkockiemu pomocnikowi. Pierwotnie karnego miał strzelać Smolarek. Trener Żmuda zaznaczył że jeśli to on będzie faulowany, wtedy wykonawcą będzie kolega Smolarka z pokoju Tłokiński i tak też się stało. Nie był to jakiś nadzwyczajnie wykonany karny. Właściwie przy odrobinie szczęścia Grobbelaar mógł go obronić ponieważ piłka przeleciała mu pod brzuchem. Tłokiński wypuścił powietrze, znowu wszystko do niego docierało. Nawet na chwile ucichł doping, który większość z nich pamięta do dziś jako najlepszy przy jakim kiedykolwiek grali. Gdy w 52 minucie Filipczak zagrał do Smolarka a ten podwyższył na 2:1, wszystko było rozstrzygnięte. Liverpool strzelił jeszcze 2 gole ale do awansu potrzebował czterech. Trener Paisley przed sezonem zapowiadał 4 trofea. Kilka dni przed swoim pierwszym meczem z Widzewem przegrał w Pucharze Anglii a teraz odpadł z Pucharu Europy. Pozostałe trofea zgarnął, wygrał tytuł mistrza Anglii oraz Puchar Ligi.

,,Było wielkie rozczarowanie. Byliśmy przekonani iż mamy najlepszy zespół w Europie. Oczywiście Widzew nam zaimponował w pierwszym meczu, lecz wciąż uważaliśmy że jesteśmy w stanie odrobić straty. To był w końcu Liverpool”- podkreślał pomocnik Ronnie Whelan. Piłkarze Widzewa wygrali nie tylko awans ale również uznanie angielskiej publiczności. Widzewiacy początkowo chcieli szybko umknąć do szatni bo mieli w pamięci stek wyzwisk i przedmiotów, które leciały swego czasu na nich z trybun Old Trafford. Spotkała ich jednak niespodzianka. Fani The Reds urządzili Widzewowi owacje na stojąco a przecież początkowo było zupełnie inaczej. Młynarczyk w pierwszej połowie miał za sobą kibiców z The Kop, najtańszej trybuny zawładniętej przez najwierniejszych fanów. Na początku gdy chodził po piłke, musiał wycierać twarz ze śliny miejscowych chuliganów, uchylać się przed monetami, udawać że nie słyszy różnych odmian najpopularniejszego słowa tworzących najbardziej wymyślne przekleństwa znane w języku angielskim. Teraz wszystko się zmieniło. ,,Przeszły mnie dreszcze”- przyznał Włodzimierz Smolarek, który potem paradował w oryginalnym hełmie, który dostał od angielskiego policjanta, podobnie zresztą jak Tłokiński. To oni byli największymi bohaterami tego meczu. Wieczorem podczas kolacji Paisley rozmawiał nawet ze Smolarkiem, sondował możliwości jego przejścia do klubu z Anfield. Pan Włodek już wcześniej miał oferty z europejskich klubów, choćby w tym samym roku negocjował z Hellas Verona, która wkrótce miała stać się jedną z najmocniejszych włoskich drużyn ale Liverpool to był zupełnie inny poziom. Zresztą Smolarek był wówczas rozchwytywany, wiadomo że był bardzo zaawansowany w rozmowach z Eintrachtem i ostatecznie trafił właśnie do niemieckiego klubu, tyle że 3 lata później. Podczas gdy rozmawiał z przedstawicielami Liverpoolu i rozdawał autografy, z Tłokińskim wstępnie negocjowali przedstawiciele RC Lens, którzy przyjechali, a jakże, po Smolarka. Ówczesny trener Lens, Gerard Houllier i jego asystent Joachim Marx, były reprezentant Polski, mieli przełamać lody pomiędzy Smolarkiem a Francuzami. Po pierwszej rozmowie z trenerem Żmudą wiadomo było że nic z tego nie wyjdzie. Żmuda zaproponował więc Tłokińskiego. Do Polski piłkarze Widzewa wracali jako bohaterowie już nie tylko łodzi ale całego kraju. Stali się jego ambasadorami, tak jak kiedyś w latach 60-tych piłkarze Górnika Zabrze, którzy walczyli i zwyciężali w meczach z największymi drużynami Starego Kontynentu. Pokonując Liverpool stali się na pewno jedną z dwóch największych drużyn klubowych w historii polskiego futbolu. Przez długie jeszcze miesiące na stadionach Polski byli witani owacyjnie, wizytowali zakłady pracy, domy dziecka, zakłady karne. Było to apogeum popularności Widzewa bo przecież zespół już od dłuższego czasu był numerem 1 w kraju, co zresztą doskonale wykorzystywał prezes Sobolewski, wprowadzający wbrew wszystkim swój kapitalistyczny model zarządzania. Fani z całej polski wysyłali prośby o pamiątki do klubu. Widzew stał się więc symbolem i wzorem. Dziennikarze usłyszeli nawet pod szatnią poznańskiego Lecha, jak Wojciech Łazarek, trener bezpośredniego rywala łodzian do wygrania mistrzostwa Polski, krzyczy na odprawie: ,,Musicie grać twardo! Musicie być jak Widzew!”.

To co wyprawiał wówczas Widzew w Europie przechodzi ludzkie pojęcie, zwłaszcza że grał już bez Bońka, który odszedł do Juventusu. Czegoś takiego nie dokonał żaden Polski klub i raczej już nie dokona. Ja osobiście jako gówniarz oglądałem ten mecz w Polskiej telewizji i byłem wówczas tak szczęśliwy i dumny że nie zapomnę tego do końca życia! Jeśli ktoś jest zainteresowany historią ,,tamtego” Widzewa to polecam książke ,,Wielki Widzew”.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

16 marca 1994 r. FC Barcelona pokonała w fazie grupowej LM Spartak Moskwa 5:1(1:1) na Camp Nou. W grupie A faworytem do zwycięstwa była oczywiście Blaugrana, której głównym problemem pozostawał wciąż obowiązujący limit trzech obcokrajowców w meczu. Cuyff miał w składzie Koemana, Laudrupa, Stoiczkowa i Romario, więc wybór był trudny a jeden gwiazdor każdorazowo obrażony. Najpierw padło na Stoiczkowa, choć to właśnie 2 gole Bułgara w rewanżowym meczu drugiej rundy kwalifikacji z Austrią Wiedeń zapewniły Barcie awans do fazy grupowej. W drugim meczu na ławce zasiadł Romario, w trzecim Laudrup, podobnie jak i w czwartym. Właśnie mecz tej serii, wygrany ze Spartakiem 5:1 był pierwszym, w którym popis dał duet rywalizujących ze sobą na boisku ale przyjaźniących się szczerze poza nim(Stoiczkow został chrzestnym dziecka Romario) napastników. W piątym znowu na trybunach zasiadł Stoiczkow a w szóstym Laudrup. Jak widać nietykalny był tylko Ronald Koeman.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Zapomniane legendy FC Barcelony:

16 marca 1930 r. urodził się Ramón Villaverde, urugwajski pomocnik. Zakup Urugwajczyka z Kolumbijskiego Millonarios F.C. był jednym z największych transferów FC Barcelony lat 50-60 z poza Europy. Grał najczęściej w środku pomocy albo na skrzydle ale nawet grając na skrzydle często schodził do środka, gdzie w pełni wykorzystywał swój niezwykły talent do czytania gry. Podobnie jak wielu latynoamerykańskich graczy w jego czasach, Villaverde miał potężny strzał i niesamowitą kontrolę, w tym niezwykłą umiejętność omijania przeciwników bez pozornie nawet dotykania piłki. On i galicyjski napastnik Luis Suárez doskonale się rozumieli, podczas gdy jego fani i koledzy szczególnie cenili jego prosty, przyziemny charakter. Był także wspaniale zdyscyplinowany, jeśli chodzi o swój potencjał, co wydatnie pokazał w sezonie 1963/64, kiedy zgodził się spędzić ostatni rok swojego kontraktu na wypożyczeniu w Racing Santander, mówiąc: „Nie jestem jeszcze za stary na piłkę nożną, ale jestem za stary, by grać dla Barçy”. Villaverde w barwach Blaugrany zdobył 151 goli, zdobywając 2 mistrzostwa Hiszpanii, 2 Puchary Miast Targowych oraz 2 Puchary Hiszpanii. Villaverde zmarł w Barcelonie 15 września 1986 roku w wieku zaledwie 56 lat.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Pawel13sz

0

@LAMC_10 To bardzo dobrze! Każdy szanujący się cule winien o tym wiedzieć i pamiętać...

13

Czy wiecie że…

16 marca 1920 r. FC Barcelona rozegrała towarzyskie spotkanie ze Slavią Praga na ,,Camp del Carrer Industria”, wygrane nie bez trudu 3:2. Był to pierwszy mecz w historii z drużyną z Europy środkowowschodniej.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

12

Wobec takiej historii, żaden cule nie może przejść obojętnie:

16 marca 1938 r. Barcelona została zbombardowana przez włoskie lotnictwo. Od początku wojny domowej niektórzy piłkarze Barçy wraz z zawodnikami Athletic Bilbao uczestniczyli w walkach. Rok wcześniej po zamordowaniu Josepa Sunyola, sekretarz generalny Rossend Calvet wraz z trzema byłymi działaczami klubu załatwił Blaugranie tournée po Ameryce Południowej. Część piłkarzy zdecydowała się zostać w Meksyku a Balmanya i Escola uciekli do Francji. W 1938 r. podczas jednego z nalotów na Barcelone, jedna z bomb spadła na budynek siedziby Barçy, w którym znajdowały się trofea i dokumenty klubowe. Calvet wraz z Josepem Cubellsem i innymi działaczami przez kilka dni odzyskał większość przedmiotów.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@PIWOSZ89 Jeśli to ten Maldini, to jest to już wnuczek Maldiniego.

12

Sokrates: „Chciałbym umrzeć w niedzielę i mieć Koryntian za obrońców”:

Dzisiaj chciałbym poświęcić kilka słów Sokratesowi, piłkarzowi wyjątkowemu, który stał się fenomenem i idolem fanów SC Corinthians i całej Brazylii. Sokrates już od najmłodszych lat łączył studia medyczne z piłką nożną, co było czymś niezwykłym wśród piłkarzy jego czasów, tym bardziej w kraju takim jak Brazylia. Zadebiutował w zawodowej piłce nożnej w 1974 roku w Botafogo a w 1978 roku podpisał kontrakt z drużyną, która miała stać się drużyną jego życia – Corinthians. W Corinthians stał się prawdziwą legendą po rozegraniu 298 meczów i strzeleniu 172 goli(mimo że nie był napastnikiem). Oczywiście zaczął wyrabiać sobie miejsce w reprezentacji Brazylii i został kapitanem oraz prawdziwą ikoną Seleção. Jego wyjątkowa sylwetka i wyrazista, charakterystyczna broda sprawiły, że był natychmiast rozpoznawalny. W barwach „Verdeamareli” rozegrał 60 meczów i strzelił 22 gole. Socrates był obecny na dwóch Mistrzostwach Świata, w Hiszpanii w 1982 r. i Meksyku w 1986 r. a także na dwóch edycjach Copa America w 1979 i 1983 r. Co ciekawe, nie zdobył żadnego tytułu ze swoją reprezentacją, mimo że spektakularny i ofensywny styl gry Brazylii był doceniany na całym świecie. Piłkarz zawsze okazywał troskę i zaangażowanie w sprawy społeczne. Jego opaski na głowę z hasłami protestacyjnymi wszelkiego rodzaju były jego znakiem rozpoznawczym. Co więcej, był jedną z sił napędowych ruchu „Demokracja Koryncka ”, pionierskiego ruchu na rzecz samorządności w sporcie w swoim kraju. Jego jedynym doświadczeniem w grze za granicą był występ w Fiorentinie, gdzie grał przez jeden sezon. Jednak Sócrates nie zaadaptował się do europejskiej piłki nożnej i wrócił do kraju, aby grać w takich drużynach jak Flamengo i Santos. Nawet jego śmierć miała legendarny wydźwięk. W wywiadzie z 1983 roku Sokrates stwierdził: „Chciałbym umrzeć w niedzielę, mając Corinthians jako mistrzów”. Jak na ironię, zmarł w niedzielę, 4 grudnia 2011 roku. Tego samego popołudnia jego ukochany klub został mistrzem ligi.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Comentateiro
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

17

Rinus Michels, najlepszy trener w historii?

Ciekawe, że nazwisko Rinusa Michelsa nie jest tak dobrze znane przeciętnemu kibicowi piłki nożnej, jak nazwiska innych wybitnych postaci, takich jak Arrigo Sacchi, Alex Ferguson, Johan Cruyff a nawet Helenio Herrera. Jednak dla wielu był on najwybitniejszym menedżerem w historii piłki nożnej. Człowiek, który grał w Ajaxie przez niemal całą swoją karierę, wkrótce rozpoczął swoją podróż na ławce rezerwowych, wywierając ogromny wpływ na futbol. Wielu uważa go wręcz za prekursora nowoczesnej piłki nożnej (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Holenderski menedżer prowadził Ajax w latach 1965-1971, budując prawdopodobnie najlepszą drużynę w historii. Ta drużyna, z Cruyffem jako gwiazdą, zdobyła trzy Puchary Europy z rzędu, choć tylko pierwszy z nich został zdobyty pod wodzą Michelsa. Stamtąd przeniósł się do FC Barcelony (z którą zdobył mistrzostwo ligi), a następnie objął posadę selekcjonera reprezentacji Holandii na Mistrzostwach Świata w 1974 roku. Na tym turnieju drużyna znana jako „Mechaniczna Pomarańcza” wzbudziła sensację swoim stylem gry opartym na posiadaniu piłki, wywieraniu presji na przeciwnika i grze kombinacyjnej. Tak zwany „futbol totalny”. Po Mistrzostwach Świata, na których Holandia przegrała z Niemcami, Rinus Michels został trenerem Ajaxu i Barcelony, po czym rozpoczął przygodę w lidze amerykańskiej i został trenerem niemieckiego klubu Kolonia. Reprezentacja Holandii ponownie skorzystała z jego usług w połowie lat 80. Michels zapisał się w historii z drużyną, w której grali Van Basten, Gullit, Rijkaard, Koeman i spółka. Holendrzy zdobyli tytuł mistrza Europy w 1988 roku, co było ich największym sukcesem w historii.

Jak wspomnieliśmy na początku artykułu, mamy zapewne do czynienia z trenerem nieco zapomnianym w mediach, jednak cieszącym się uznaniem różnych instytucji i przyznawanym nagrodami, które uznają go za najlepszego trenera w historii.



W 1999 roku FIFA uznała go za najlepszego trenera XX wieku, zaś prestiżowy magazyn „France Football” umieścił go na pierwszym miejscu listy 50 najlepszych trenerów wszech czasów, wyprzedzając Alexa Fergusona i Johana Cruyffa, którzy zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Wpływ Rinusa Michelsa nie ograniczał się jednak do sukcesów trenerskich; obejmował on również dziedzictwo, jakie pozostawił po sobie w piłce nożnej. Jego najwybitniejszym uczniem był Johan Cruyff, o którym wielokrotnie wspominaliśmy i który kontynuował jego styl gry zarówno w Ajaxie, jak i ponownie w FC Barcelonie. Z kolei Johan miał za ucznia Pepa Guardiolę, który nalegał na ten model, gdy był trenerem Blaugrany, przechodząc do historii jako jedna z najlepszych drużyn wszech czasów, zdolna do zdobycia wielu tytułów.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@blakkudium Xavi Espart? A kto to do jasnej cholery??

11

Piłkarz Realu Madryt, który otrzymał owację na stojąco na Camp Nou:

Wróćmy do przypadku piłkarza Realu Madryt, który otrzymał owację na stojąco na Camp Nou, stadionie ich odwiecznych rywali. 10 lutego 1980 roku Real Madryt przybył do FC Barcelony aby zagrać w „El Clásico”, największym piłkarskim derbach Hiszpanii. W składzie drużyny znalazł się młody Brytyjczyk Laurie Cunningham. Lewoskrzydłowy przybył do stolicy Hiszpanii za 195 milionów peset (najdroższy transfer w historii klubu w tamtym czasie) z West Bromwich Albion, gdzie rozegrał dwa znakomite sezony. Grając w ataku u boku Santillany i Juanito, Cunningham stał się gwiazdą meczu. Angielski piłkarz rozmontował obronę Barçy gradem zwodów, dryblingów i rajdów skrzydłem. Chociaż wynik do przerwy pozostał 0:0, dwa gole w drugiej połowie, zdobyte przez Garcíę Hernándeza i Santillanę(po znakomitej grze Brytyjczyka), dały Realowi Madryt zdecydowane zwycięstwo na własnym boisku, u boku odwiecznego rywala.

Choć nie strzelił gola, kibice na Camp Nou docenili znakomity występ Cunninghama. Zawodnik Realu Madryt otrzymał owację na stojąco od kibiców drużyny przeciwnej, co było dość nietypowe w tak zaciętym meczu. Oto fragment relacji Alfredo Relaño z meczu dla „El País”: „Jedynym pocieszeniem dla kibiców Blaugrany była radość z widowiska, jakie Cunningham zapewniał za każdym razem, gdy piłka spadała mu pod nogi. Jego dryblingi, omijające brawurowe wślizgi Zuvirii, nagłe zrywy i popisy panowania nad piłką, były nagradzane owacjami, jakby mecz rozgrywany był na stadionie Realu Madryt. Kibice Barcelony pokazali, że potrafią kibicować najlepszej drużynie, nawet jeśli Barça nie jest najlepsza…”. Pierwszy sezon Cunninghama w Realu Madryt był udany. Wystąpił w 29 meczach i strzelił 8 bramek. Co więcej, Real Madryt zdobył dublet(La Liga i Copa del Rey). Jednak jego forma stopniowo spadała, głównie z powodu kontuzji, które uniemożliwiły mu utrzymanie poziomu, jaki prezentował w pierwszym roku w drużynie. Od tego momentu rozpoczął serię wypożyczeń do klubów w Anglii, Francji a nawet Hiszpanii. Sporting Gijón i Rayo Vallecano(w dwóch oddzielnych okresach) były jego pozostałymi klubami w Hiszpanii. W sezonie 1988-1989 awansował do Pierwszej Ligi z klubem z Vallecas. Po zakończeniu sezonu i w trakcie negocjacji w sprawie przedłużenia kontraktu z klubem, Cunningham uległ tragicznemu wypadkowi samochodowemu, w którym zginął. Miał 33 lata. Na zawsze pozostanie w pamięci jako pierwszy piłkarz Realu Madryt, który otrzymał owację na stojąco na stadionie swojego odwiecznego rywala.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Lionel_Messi10 Nie mogli zagrać na Wembley czy choćby na Camp Nou, jak słusznie sugeruje @Kozinho. ?

1

@Frimpong A, no to już rozumiem. W takim razie wszystkiego najlepszego tobie i twojemu klubowi, niech się wiedzie!

1

@FcPortoFan1999 ??? O co chodzi jaki Frimpong?

12

Czy wiemy że:

15 marca 1892 r. narodził się jeden z najpopularniejszych klubów na świecie. Liverpool Football Club mógłby się nigdy nie narodzić, gdyby nie jedna postać. W roku 1892 powstał spór o najem, w efekcie czego Everton opuścił Anfield a prezes klubu John Houlding został wspólnie z garstką fanów i tylko trzema zawodnikami z pierwszego zespołu. Jednak był zdecydowany tworzyć historię piłki nożnej w mieście. Utworzył więc od podstaw nowy klub, wybrał nazwę Liverpool... i stworzył legendę. Nawet on sam nie mógł przewidzieć jak udany będzie jego plan. Po ponad 120 latach, „The Reds” jest jednym z najbardziej utytułowanych klubów na świecie, 19-krotni Mistrzowie Kraju, 8-krotni zwycięzcy FA Cup, 9-krotni zwycięzcy Pucharu Ligi, 6-krotni zdobywcy Pucharu Europy i 3-krotni zdobywcy Pucharu UEFA.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@LeoMessiiBarcaPepa No ja też odnosze takie wrażenie. Tyle się dzieje na świecie, tylko naszego Leosia nam brak...

14

Kolejny dublet Messiego:

15 marca 2021 r. Lionel Messi wyrównał rekord Xaviego w liczbie występów w Dumie Katalonii po zwycięstwie nad Huescą. Ronald Koeman uznał Lionela Messiego za najważniejszego piłkarza w znakomitej historii FC Barcelony po tym, jak strzelił dwa gole w swoim 767. występie w barwach klubu, co stanowi wyrównanie rekordu. 33-latek strzelił pierwszego i czwartego gola dla swojej drużyny, dzięki czemu Barça awansowała na drugie miejsce w tabeli po zdecydowanym zwycięstwie 4:1 nad Huescą w 27 kolejce La Liga. Messi wyrównał rekord Xaviego pod względem liczby występów w barwach Blaugrany, który obejmuje 34 trofea i 661 goli od debiutu w 2004 roku, z czego 27 w omawianym sezonie. „Nie mogę powiedzieć nic więcej o Leo” – powiedział Koeman na konferencji prasowej. „Poziom, jaki prezentuje od wielu lat, w wielu meczach. Dorównał Xaviemu a w niedzielę teoretycznie go prześcignie. To najważniejszy człowiek w historii Barcelony. Na szczęście wciąż jest z nami”. Messi dał FC Barcelonie prowadzenie w 13. minucie a Antoine Griezmann podwoił wynik gospodarzy na 11 minut przed przerwą. W końcówce pierwszej połowy Huesca otrzymała rzut karny po analizie VAR za faul na Rafie Mirze, który również wykorzystał rzut karny, zmniejszając stratę Barcelony do połowy. Następnie Messi podał piłkę do bramki Barçy a Óscar Mingueza skierował ją głową do bramki, zdobywając swojego pierwszego gola dla klubu a Argentyńczyk w doliczonym czasie gry podwyższył wynik na 1:0. Koeman dodał: „Myślę, że pokazał, że jest najlepszym piłkarzem na świecie. Jego pierwszy gol był fantastyczny i zasługuje na to, by być filarem tej drużyny. Drużyna jest pewna siebie. Nie możemy stracić więcej punktów, bo straciliśmy ich już sporo”.

Dzięki temu wynikowi Katalończycy zbliżyli się na cztery punkty do lidera i teraz gonią lidera Atlético Madryt. Nastolatek Pedri, który w poniedziałek po raz pierwszy został powołany do reprezentacji Hiszpanii, również pochwalił Messiego. „Grać u boku Leo to czysta przyjemność. Lubię chodzić na treningi każdego dnia” – powiedział 18-latek. „Zawsze, gdy dostaję piłkę, staram się do niego podać, bo za każdym razem, gdy dotyka piłki, coś się dzieje. To niesamowite, co on osiąga. To najlepszy zawodnik na świecie”.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

1

@Safrani Pierwszej połowy napewno nie obejrze bo jestem umówiony na wizyte. Co najwyżej drugą...

11

Blaugrana w Lidze Mistrzów:

15 marca 1995 r. FC Barcelona przegrała w Paryżu z tamtejszym PSG 2:1 w ćwierćfinale rewanżowego starcia w Lidze Mistrzów i odpadła z rozgrywek. Gole dla PSG zdobyli Rai i Guerin; honorowe trafienie dla Barçy zaliczył Bakero. W pierwszym meczu na Camp Nou padł wynik 1:1. Mecz zakończył się bolesną porażką, która oznaczała pożegnanie trenera Johana Cruijffa z Ligą Mistrzów. W kolejnym sezonie, po zajęciu czwartego miejsca w La Liga(wówczas tylko dwaj najlepsi awansowali do Ligi Mistrzów), musieli zadowolić się grą w Pucharze UEFA. Barça zdobyła pierwszą bramkę na początku drugiej połowy. Po trzech strzałach PSG, które trafiły w słupek, za sprawą Busquetsa(ojca Sergio, bramkarza tego wieczoru), rzut wolny na Hagiego, wykonany przez Koemana, został idealnie skierowany głową do siatki przez José Mari Bakero. Po nieustającym natarciu rywali, na czele z Raiem, Ginolą, Weahem i Le Guenem, drużyna Cruyffa zdawała się kontrolować mecz… I niemal przypieczętowała remis chwilę później, gdy Hagi precyzyjnie dośrodkował prostopadle do José Mariego, który znalazł się sam na sam z Lamą, ale strzelił słabo prosto w nogi francuskiego bramkarza. Od wyniku 0-2, który zapewnił im awans do półfinału, mecz przybrał inny obrót. Dwa kolejne strzały trafiły w słupek bramki Barcelony, aż w 72. minucie, po rzucie rożnym, Rai wyskoczył ponad wszystkich i skierował piłkę do siatki, ustalając wynik na 1-1, zmieniając opór Barcelony w desperacką walkę. Piłkarze za wszelką cenę chcieli złapać oddech, gdy PSG nieustannie dominowało... Przypieczętowali swoje zwycięstwo siedem minut przed końcem meczu strzałem z dystansu Guerina(opisanego we wcześniejszych notatkach sztabu szkoleniowego Blaugrany jako zawodnika „bez dobrego strzału z dystansu”), który zaskoczył Carlesa Busquetsa i przesądził o wyniku 2-1. To było pierwsze w historii spotkanie FC Barcelony z PSG, rywalizacja, która powtórzyła się w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1997 roku, wygranym przez drużynę prowadzoną przez Ronaldo i która trwała przez całą dekadę… I to właśnie Johan Cruyff pożegnał się z Ligą Mistrzów, po czterech kolejnych występach, które zaowocowały tytułem mistrzowskim w sezonie 1991/92, finałem (1993/94), rozczarowaniem w meczu z CSKA Moskwa (1992/93) i pożegnaniem z PSG w sezonie 1994/95. Koniec pewnej ery…

Jak widzimy już wówczas PSG mocno zalazło nam za skóre.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

9

Cruijff i spółka wyeliminowali Aston Ville:

15 marca 1978 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 2:1 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu UEFA. Jako że w pierwszym meczu na „Villa Park” padł remis 2:2, do półfinału awansowała Duma Katalonii. Gole strzelili: Migueli(67 m.) oraz Asensi(77 m.).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

14 marca 1955 r. urodził się Daniel Bertoni, napastnik. Mistrz świata z 1978 r., 3-krotny zdobywca Copa Libertadores oraz zdobywca Pucharu Interkontynentalnego z 1973 r. z CA Independiente. Bertoni jest wychowankiem Quilmes Atlético Club. To w jego barwach zadebiutował w 1971 roku w drugiej lidze argentyńskiej mając zaledwie 16 lat. W 1973 roku Bertoni przeniósł się do innego klubu ze stolicy- Independiente. Od razu zaczął grać w podstawowym składzie i jeszcze w tym samym roku wywalczył Copa Libertadores (wystąpił w obu meczach z Colo Colo Santiago). Niedługo potem zdobył kolejne trofeum – Puchar Interkontynentalny, w którym to Independiente pokonało 1:0 Juventus Turyn. Rok później Bertoni znów wystąpił w finale Pucharu Wyzwolicieli a Independiente tym razem okazało się lepsze od São Paulo FC. W 1975 klub po raz trzeci z rzędu powtórzył ten sukces pokonując Unión Española Santiago. Od tego czasu Bertoni nie osiągał już sukcesów z Independiente na arenie międzynarodowej, lecz na krajowej, gdy w latach 1977 i 1978 wywalczył z nim mistrzostwo fazy Nacional. Latem 1978 Bertoni opuścił ojczyznę i wyjechał do Europy. Jego pierwszym klubem na tym kontynencie była hiszpańska Sevilla FC. Pierwszy sezon miał mniej udany, gdy zdobył tylko 8 goli w lidze a z Sevillą zajął 11. pozycję ale w kolejnym zagrał już dużo lepiej zdobywając 16 goli i zostając najlepszym strzelcem zespołu, który zakończył rozgrywki na 8. miejscu w tabeli.

W 1980 roku Bertoni wyjechał do Włoch. Przez pierwsze 4 sezony grywał we Fiorentinie. W 1982 roku osiągnął z nią wicemistrzostwo Włoch (zdobył 9 goli) ale z czasem tracił miejsce w składzie i w swoich dwóch ostatnich sezonach w klubie z Florencji opuścił prawie 30 ligowych spotkań a w ostatnim (1983/1984) zajął z nim 3. miejsce. W 1984 roku Bertoni przeszedł do SSC Napoli, gdzie w linii ataku grał ze swoim rodakiem, Diego Maradoną, jednak z klubem nie osiągnął większych sukcesów. W sezonie 1986/1987 Daniel grał w Udinese Calcio, w którym zdobył zaledwie jednego gola i spadł z nim do Serie B. Po tamtym sezonie zakończył piłkarską karierę w wieku 32 lat. W reprezentacji Argentyny Bertoni zadebiutował w 1974 roku. W 1978 roku został powołany przez selekcjonera Césara Luisa Menottiego do kadry na Mistrzostwa Świata, których gospodarzem była Argentyna. Tam występował w podstawowym składzie w ataku u boku Mario Kempesa oraz Leopoldo Luque. Już w pierwszym meczu przeciwko Węgrom zdobył zwycięskiego gola, ustalającego wynik meczu na 2:1. Grał we wszystkich meczach, także w finałowym z Holandią, gdy w 116. minucie pokonał Jana Jongbloeda i Argentyna wygrywając 3:1 została mistrzem świata. W 1982 roku Bertoni ponownie znalazł się w kadrze "Albicelestes" na mistrzostwa świata, tym razem był to mundial w Hiszpanii. Tam podobnie jak 4 lata wcześniej był podstawowym zawodnikiem kadry i grał we wszystkich meczach, jednak Argentyna nie obroniła mistrzostwa i odpadła już w drugiej rundzie przegrywając 1:2 z Włochami oraz 1:3 z Brazylią. Podobnie jak na mundialu w Argentynie tak i tu zdobył 2 gole, oba w grupowych meczach: z Węgrami (4:1) oraz Salwadorem (2:0). Po tym turnieju Bertoni zakończył reprezentacyjną karierę. W kadrze przez 8 lat wystąpił łącznie w 31 meczach i zdobył w nich 12 goli.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
@Sysia11

1

@Czajka90 A tak, tak 2018 oczywiście. Przepraszam za cyferke i dziekuje za poprawke :)

9

Dublet „La Pulgi” w Champions League:

14 marca 2019 r. FC Barcelona pokonała Chelsea CF 3:0 w rewanżowym starciu 1/8 Ligi Mistrzów. Lionel Messi strzelił swojego setnego gola w Lidze Mistrzów, a Barcelona wyeliminowała Chelsea z rozgrywek, wygrywając 3:0(4:1 w dwumeczu) na Camp Nou. Blaugrana objęła prowadzenie, gdy Messi pokonał Thibauta Courtoisa strzałem z ostrego kąta już po 128 sekundach a następnie genialne wykończenie Ousmane'a Dembele podwoiło przewagę gospodarzy. Pomimo wyniku Chelsea miała swoje szanse, ale tuż przed przerwą Marcos Alonso został pozbawiony szansy na rzut karny przez słupek, a na początku drugiej połowy sędzia Damir Skomina odrzucił prośbę Hiszpana o rzut karny, który upadł na ziemię po faulu Gerarda Pique, gdy ten prowadził prosto w pole karne. Ostatecznie niewykorzystane szanse okazały się kosztowne dla Chelsea i to Messi w 63. minucie strzelił swojego historycznego gola, zapewniając swojej drużynie miejsce w drabince 1/8 finału. Chelsea stanęła przed trudnym zadaniem przed rozpoczęciem meczu, po remisie 1:1 w pierwszym meczu na Stamford Bridge ale sytuacja stała się jeszcze trudniejsza już w trzeciej minucie, gdy Luis Suarez podbił piłkę pod nogi Messiego. Argentyńczyk nie pomylił się, przerzucając piłkę między nogami Courtois, który pokonał go przy bliższym słupku z ostrego kąta, zdobywając najszybszego gola w swojej karierze. Goście rozpoczęli mecz najgorzej, jak mogli, ale dobrze sobie poradzili ze stratą gola a Eden Hazard i Willian świetnie prezentowali się w zaawansowanym położeniu. Niestety, w 20. minucie przegrywali jeszcze bardziej. Na jednym końcu boiska Samuel Umtiti musiał wykonać kluczowy blok, by uniemożliwić Hazardowi dośrodkowanie, ale piłka szybko znalazła się na drugim końcu boiska, gdzie Messi przechwycił ją od wyskakującego Cesca Fabregasa. Messi, sam na sam z Christensenem, utrzymał piłkę w górze, po czym podał do Dembélé w polu karnym, a ten przejął ją i posłał obok Courtois w samo okienko bramki. Chelsea ponownie odpowiedziała dobrze i miała swoje momenty pod koniec pierwszej połowy. Marc-Andre ter Stegen obronił strzał Alonso a następnie N'Golo Kante posłał piłkę obok dalszego słupka. Alonso ponownie brał udział w przerwie. Najpierw jego rzut wolny otarł się o zewnętrzną część słupka, a następnie nie został ukarany rzutem karnym za to, że upadł na ziemię po interwencji Pique, po dograniu Williana na bramkę. Chelsea wywierała presję na Barcelonę, a wśród kibiców gospodarzy zaczęło narastać zdenerwowanie, gdy Dembele w ostatniej chwili zmuszony był wykonać wślizg, uniemożliwiając Alonso strzał. Jednak to Messi przesądził o losach meczu. Wykazał się niezwykłą zmiennością tempa, minął Cesara Azpilicuetę i wbiegł w pole karne, po czym strzelił drugiego gola między nogami Courtois, zdobywając w ten sposób swoją setną bramkę w Lidze Mistrzów w swoim 123. występie w tym meczu. Antonio Rudiger trafił w poprzeczkę pod koniec meczu, ale to nie był najlepszy wieczór Chelsea, gdyż to Messi zadecydował o losach Barcelony, która po raz 11. z rzędu dotarła do ćwierćfinału - najdłuższego okresu w historii Ligi Mistrzów. Messi pokazał swoją skuteczność w meczu z Chelsea.

Po tym, jak w pierwszych 10 występach w Lidze Mistrzów przeciwko angielskim drużynom nie udało mu się strzelić gola, w ostatnich 18 meczach strzelił już 20 goli. Potrzebował zaledwie dwóch minut i ośmiu sekund, aby przełamać impas, posyłając piłkę między nogami Courtois. Był to najszybszy gol, jakiego strzelił w swojej karierze klubowej i reprezentacyjnej, ale na tym nie poprzestał – idealnie podał piłkę do Dembele, podwajając przewagę FC Barcelony. I wreszcie, gdy Chelsea zaczęła grozić zdobyciem gola, Argentyńczyk postawił kres spotkaniu swoim charakterystycznym uderzeniem, setnym w tych rozgrywkach.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

15

Wybitne legendy polskiego futbolu:

Dokładnie 80 lat temu urodził się Zygmunt Anczok. Zygmunt Anczok uważany jest za najlepszego lewego obrońcę w historii polskiej piłki nożnej. Karierę piłkarską rozpoczął w 1959 roku w Sparcie Lubliniec, w którym występował do 1963 roku. Następnie przeniósł się do Polonii Bytom, z którym odnosił spore sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej. Ból głowy związany z obsadą lewej obrony był całkowicie obcy selekcjonerowi reprezentacji Polski na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Dysponowali bowiem w swoich szeregach jednym z najlepszych specjalistów od gry na tej flance defensywy na świecie- Zygmuntem Anczokiem. Potwierdzeniem tej pozycji w międzynarodowym futbolu było powołanie zawodnika grającego wówczas w Polonii Bytom do reprezentacji Europy przez Seppa Herbergera na mecz pożegnalny Lwa Jaszyna rozgrywany w Moskwie przy stu tysiącach widzów. Akurat w tamtym starciu zagrał on na prawej stronie obrony. Zyskał jednak bardzo pozytywne recenzje a dodatkowo zdobył na własność piłke, którą rozegrano spotkanie i zebrał na niej autografy swoich kolegów z boiska. A było od kogo zbierać. U jego boku wystąpili między innymi Bobby Charlton, Gerd Müller, Dragan Dżajič, Christo Bonew czy Giacinto Facchetti. On sam zmienił Jeana Djorkaeffa(ojca przyszłego mistrza świata- Youriego) po przerwie. W tym gronie mistrzów i medalistów najważniejszych imprez Anczok nie był postacią anonimową. O jego sile zdołali się już wcześniej przekonać Garrincha, Pele czy Allan Ball.

,,Anczok w szybkim tempie wyrósł nam na obrońcę klasy doprawdy już międzynarodowej. Nazywanie go ,,polskim Facchettim” jest już uzasadnione. Anczok jest na tą chwile najlepszym naszym piłkarzem”- pisali dziennikarze po meczu reprezentacyjnym z Anglią, gdy stanowił mur nie do przebicia dla dumnych synów Albionu. Wielkie wrażenie robiła jego elegancja, szybkość i wytrzymałość ale przede wszystkim dalekie ofensywne wypady, rzadkie jeszcze wtedy u zawodników na jego pozycji. Sam wziął ten styl od Facchettiego, którego podglądał dzięki… nielegalnie oglądanej czechosłowackiej telewizji. Znakomita wydolność pozwalała mu bez szwanku dla drużyny wracać do swojej formacji, gdzie już z wielką pieczołowitością zajmował się przeciwnikiem. Swoimi występami w kadrze przeciwko Brazylii, Argentynie czy Anglii wywołał tak wielkie wrażenie że już jako 20-latek został pierwszym w historii Piłkarzem Roku w plebiscycie katowickiego ,,Sportu”. Ten elegancki, dystyngowany wręcz obrońca był autorem ,,psikusa” zrobionego sędziemu Padureanu na pomeczowym bankiecie. Rumuński arbiter w starciu z Bułgarią wyraźnie forował rywali. Anczok udał że ostrzy nóż i pokazał sędziemu kilka wyzywających gestów. Podobno ten nieomal wybiegł z sali… Duże sukcesy odnosił także ze swoim klubem na arenie międzynarodowej. W 1965 r. z Polonią Bytom zdobył Puchar Rappana. Brał udział w obu spotkaniach finałowego dwumeczu przeciwko Lokomotiwowi Lipsk. Kilka miesięcy później przyczynił się do sukcesu w rozgrywkach Interligi oraz Pucharu Ameryki, czyli prestiżowych turniejach organizowanych w USA dla europejskich zespołów. Po powrocie do kraju kibice z Bytomia nieśli na rękach cały zespół, od dworca aż do stadionu.

Na pierwsze(i jedyne) mistrzostwo Polski w karierze musiał jednak poczekać do przenosin w szeregi Górnika Zabrze. Złoto udało mu się zdobyć w sezonie 1971/72. Był to zresztą szczęśliwy dla niego rok. Kilka miesięcy po triumfie w lidze odniósł swój największy sukces reprezentacyjny. Razem z zespołem trenowanym przez Kazimierza Górskiego zdobył mistrzostwo Olimpijskie. Anczok czuwał nad lewą stroną w każdym z 7 meczów tego turnieju. Niewiele później musiał jednak zakończyć poważną karierę. Wielokrotne kontuzje kości śródstopia uniemożliwiły mu wyjazd na Mistrzostwa Świata w RFN. W tym samym czasie zagrał po raz ostatni w Ekstraklasie. Swój bilans zamknął na 232 meczach i czterech medalach(złoto, srebro i dwa razy brąz). Zdobył także Puchar Polski z Górnikiem. Na mistrzostwach świata w RFN zastąpił go Adam Musiał. Zrobił to poprawnie, dał bardzo dużo drużynie. Czy gdyby Anczok był zdrowy i utrzymał miejsce w zespole, to osiągnęlibyśmy więcej? Pewnie nie ale przez to, że nie mógł uczestniczyć w mundialu, wielu kibiców o nim zapomina. Zresztą złoci medaliści z Monachium, którzy później nie zagrali na mistrzostwach świata, nie cieszą się taką popularnością jak ekipa z 1974 r. Zupełnie niesłusznie, bo bez takich graczy jak Anczok, Kraska, Ostafiński, Szołtysik czy Marx nie byłoby sukcesu z 1972 r., a co za tym idzie dużo trudniej byłoby o dobry wynik w RFN.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

14

Klasyczny hattrick „La Pulgi”:

14 marca 2010 r. FC Barcelona pokonała Valencie CF 3:0 w 26 kolejce Primera Division. Dwa mecze w cenie jednego. Taki jest wniosek z meczu rozegranego na Camp Nou pomiędzy FC Barceloną a Valencią, w którym tylko Messi potrafił zrobić różnicę, strzelając trzy naprawdę genialne gole. Zapowiadało się, że będzie to mecz z niewielką liczbą bramek i tak było aż do 80. minuty. Chociaż mecze Barçy z Valencią tradycyjnie charakteryzowały się bramkami, nieobecność dwóch „dziewiątek” Barçy i Valencii, Ibrahimovicia i Villi, oznaczała, że musieli szukać goli u innych zawodników a nikt nie był lepiej przygotowany do podjęcia tego wyzwania niż Messi. Kolejnym godnym uwagi nieobecnym był Pep Guardiola. Trener Blaugrany musiał oglądać mecz z trybun, w towarzystwie Txikiego Begiristaina i Manela Estiarte, tuż za swoim mentorem Johanem Cruijffem. Krkič i „Chori” Domínguez byli filarami ofensywy swoich drużyn. „Chori” to jeden z niewielu piłkarzy w tym sezonie, którzy mogą powiedzieć, że już wygrali na Camp Nou(ten wyczyn udało się tylko Rubinowi Kazań w Lidze Mistrzów i Sevilli w Pucharze Króla). Valencia Emery'ego rozpoczęła mecz od pokazania odwagi, z jaką przyjechała do FC Barcelony. Już w czwartej minucie młody zawodnik Jordi Alba skierował głową wysokie dośrodkowanie z prawej strony obecnego kapitana Miguela Brito. Dwaj najbardziej nieprzewidywalni i pomysłowi piłkarze na boisku, Silva i Messi, zniknęli z boiska w ciągu pierwszej połowy godziny meczu, co zauważyli zarówno ich zawodnicy, jak i kibice. Valencia dominowała niemal przez cały mecz w pierwszej połowie i tylko dobra gra Víctora Valdésa, najlepszego piłkarza swojej drużyny, za przyzwoleniem Messiego, zapobiegła temu, aby drużyna „che” zeszła na przerwę z jedno- lub dwubramkową przewagą. Wydawało się, że do tego momentu tylko ludzie Emery'ego wiedzieli, co robią. Barcelona wyglądała na rozproszoną i pozbawioną rytmu, mimo że Tito Vilanova spędził całe 45 minut, udzielając wskazówek z linii bocznej. Jedyna okazja na zdobycie gola dla Barcelony nadeszła po szkolnym błędzie najbardziej pechowego zawodnika wieczoru, obrońcy Valencii, Dealberta. Środkowy obrońca Valencii stracił piłkę, gdy był ostatnim obrońcą, co pozwoliło Messiemu na sytuację sam na sam z Césarem. Argentyńczyk jednak zmarnował dogodną okazję i nie zdołał jej zamienić na gola. Kontuzja Albeldy, która pogorszyła jego problemy z mięśniem dwugłowym uda a także jego zmiana przez Fernandesa w 43. minucie miały istotny wpływ na przebieg meczu w drugiej połowie.

Od pierwszej minuty drugiej połowy na boisku pojawiła się inna Barça, znana z Camp Nou. Wprowadzenie niezwykle zmotywowanego Henry'ego do Bojana było punktem zwrotnym. Obecność dobrze ustawionego i dynamicznego numer dziewięć w ataku Barçy od samego początku dezorientowała obronę Valencii. Podczas gdy Barça grała swobodnie, w stylu, do którego przywykli jej kibice, nastąpił pierwszy z cudów Lionela Messiego. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy Argentyńczyk z klasą przejął piłkę na skraju pola karnego i z odrobiną szczęścia, zostawił Banegę, potem Bruno a na końcu Dealberta w tyle, zanim oszukał Césara i umieścił piłkę w bliższym słupku. 1:0. Teraz czekamy. Pewne podania i przede wszystkim słynna presja, jaką Pep wywarł na tę drużynę, z Henrym jako pierwszym obrońcą w grze Valencii, zaczęły się rozprzestrzeniać na boisku. Historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej w 68. minucie, gdyby Žigič, który wszedł na boisko cztery minuty wcześniej za „Chori” Domíngueza, wykorzystał najpewniejszą okazję w meczu. Serb znalazł się sam na sam z Valdésem przed bramką ale nie wiedział, co zrobić. Bramkarz obronił niecelny strzał napastnika i to był koniec meczu. Od tego momentu aż do końca, oprócz zasłużonego wyrzucenia Maduro z boiska za drugą żółtą kartkę, którą otrzymał, gdy próbował zatrzymać Messiego, tylko jedna rzecz dawała o sobie znać: festiwal Lionela Messiego. Kopia pierwszej bramki ale z większą przestrzenią – tak właśnie padł drugi gol Messiego w 80. minucie. Dwie minuty później, gdy kibice wciąż oklaskiwali napastnika, podanie Henry'ego pozostawiło numer 10 Blaugrany sam na sam z Césarem, co zdarzyło się już trzy razy w tym meczu. Spudłował pierwszą, kolejne trzy trafiły do siatki – właśnie o to chodzi w zdobyciu Złotej Piłki.

@Sysia11
@Safrani
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

3

@Adran360 Uuhuhuu! Oby tak w reprezentacji na mundialu strzelał...

9

Prawdziwi cules kultywują pamięć o swoim klubie:

14 marca 1909 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze spotkanie na stadionie będącym jej własnością o nazwie ,,Camp del Carrer Indústria”, popularnie nazywanym ,,La Escopidora”, czyli spluwaczka (nazwa wzięła się od małego rozmiaru stadionu). Niewiele wcześniej klub z pomocą lokalnego biznesmena zakupił grunty przy ,,Carrer de la Industria”(obecnie ,,Carrer de Paris”). Był to pierwszy w mieście stadion z dwupiętrową trybuną a jego pojemność wynosiła około 6 tysięcy miejsc. Pierwszym rywalem na otwarcie stadionu była FC Catala, z którą Blaugrana zremisowała 2:2 w ramach Mistrzostw Katalonii. Gole dla Barçy strzelali: Roma Forns oraz Anglik Charles Wallace. Właśnie legendarny kataloński napastnik Roma Forns sprowadzony z Irish FC, został pierwszym piłkarzem klubu, który strzelił gola na tym stadionie przy ulicy Industria. 2 stycznia 1916 r. przy okazji meczu Barçy z Athletic Bilbao, pojawiły się pierwsze koniki. Zbijali biznes, sprzedając za 5 peset wejściówki kosztujące normalnie półtorej pesety. Praktyka ta rozwinęła się gdy odpowiedzialny za boisko Manuel Torres zaczął oznaczać karnety, kiedy socios wchodzili na stadion, co spowodowało że nie mogli już rzucać ich za ogrodzenie, tak aby inni kibice mogli ich użyć wchodząc bez płacenia. Kiedy stadion zapełniał się do ostatniego miejsca, tak jak na meczu z Athletikiem, gdy ponad 2 tysiące ludzi nie dostało biletów, wielu z nich, nie mogąc dopchać się na trybuny siadało na murach okalających obiekt. W ten właśnie sposób zrodził się termin ,,Cules”, który od tamtej pory używany jest dla określenia sympatyków FC Barcelony, jako że siedząc na murze, pokazywali tyłki pieszym przechodzącym przyległymi do stadionu ulicami. Na stadionie przy ulicy Industria Barça grała między 1909 a 1922 rokiem, kiedy to klub zamknął obiekt żeby przeprowadzić się na ,,Les Corts”, odpowiadając w ten sposób na zapotrzebowanie na większy obiekt, wynikające z ciągle rosnącej liczby sympatyków. Ostatni mecz na tym stadionie Blaugrana zagrała 30 kwietnia 1922 r. z angielskim Civil Service. Dwa lata później trybuna oraz inne elementy stadionu zostały sprzedane klubowi Gracia FC, który w 1931 połączył się z CE Europa. W ten sposób stara trybuna ze stadionu została umieszczona na obiekcie przy ulicy Balmes. Popularność, jaką w tamtym okresie cieszył się futbol, przyciągnęła również kobiety i tak oto stadion przy ulicy Industria stał się pierwszym stadionem Barçy, na którym zasiadała znaczna reprezentacja pań. Od tamtego czasu żeńska publiczność jest jednym z najbardziej wiernych sektorów klubu. Poza tym to właśnie na tym obiekcie debiutowała żeńska drużyna FC Barcelony.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

13 marca 1892 w Buenos Aires urodził się Bleo Pedro Fournol, argentyński piłkarz grający jako prawoskrzydłowy oraz trener. Znany był głównie pod przydomkiem „Calomino”. Zasłynął on głównie jako pierwszy w Argentynie wykonawca strzału przewrotką. Grywał na prawym skrzydle z ogromną swobodą, strzelając ostro w pełnym biegu. Wraz z kompanami tryumfował w Copa America 1921, gdzie Argentyna była gospodarzem i wygrała wszystkie 3 spotkania nie tracąc żadnego gola. Calomino jest wychowankiem stołecznego Boca Juniors, w którym zadebiutował w 1911 roku w spotkaniu przeciwko CA Independiente(2:1), w którym zdobył gola. W 1914 roku na krótko przeniósł się do Hispano Argentino i Quilmes, po czym wrócił do macierzystego Boca Juniors, gdzie grał aż do zakończenia kariery w 1924 roku. Łącznie dla „Xeneizes” rozegrał 222 spotkania, w których zdobył 97 goli. Sześć razy był najlepszym strzelcem Boca: w 1913, 1915, 1916, 1917, 1918 i 1919 roku. Rekord ten pobił dopiero Martín Palermo w 2009 roku. Obecnie Calomino zajmuje dziewiąte miejsce w rankingu najlepszych strzelców w historii klubu.

@Sysia11
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@FcPortoFan1999 No dokładnie...!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?